Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00479 009520 7508570 na godz. na dobę w sumie
Bezpieczeństwo i Obronność - e-wydanie - 2/2016
Bezpieczeństwo i Obronność - e-wydanie - 2/2016
Numer: 2/2016 Archiwum publikacji: numery archiwalne
Wydawca: Securitpress Sp. z o.o. Język publikacji: polski
ISSN: 2450-6508 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: e-prasa >> biznesowe, branżowe, gospodarka
Porównaj ceny (wydanie papierowe, wydanie cyfrowe).

Pierwsze pismo o zasięgu ogólnopolskim w całości poświęcone kwestiom szeroko rozumianego bezpieczeństwa geopolitycznego, militarnego, gospodarczego, finansowego, teleinformatycznego, społecznego i osobistego. Na jego łamach są zamieszczane wywiady z decydentami politycznymi oraz liderami sektorów państwowych i cywilnych związanych z opisywanymi zagadnieniami. Jest to pogłębiona analiza ważnych spraw, które w mediach głównego nurtu są często poruszane, ale jedynie w skrótowej formie. Jego zadaniem jest kształtowanie poglądów, tworzenie świadomości w sferze potencjalnych zagrożeń, w tym zagrożeń życia codziennego i możliwości im zapobiegania


Darmowy fragment publikacji:



Polityka k y z c ą b t r e b r o N 4 Przeprowadzone 22 marca w Brukseli zamachy bombowe stanowiły zwieńczenie bi- twy, jaką terroryści z tzw. Państwa Islamskiego wydali Unii Europejskiej 13 listopada 2015 roku atakami w Paryżu. W jej wyniku siły bezpieczeństwa zdołały ostatecznie rozbić odpowiedzialną za ataki komórkę radykalnych islamistów, ale nie zapobiegły ofiarom wśród ludności cywilnej. Pytaniem otwartym pozostaje, czy belgijska siatka była największą i najsprawniejszą z grup terrorystycznych, czy tylko jedną z wielu i kolejne – w uśpieniu – szykują nowe zamachy. a i l o t o F . t o F 5 Polityka Khalid i Ibrahim el Bakraoui, dwaj bracia, oraz Najim Laachraoui, niespełna 30-letni Belgowie marokańskiego pochodzenia, byli bezpośrednimi sprawcami śmierci 32 osób, w tym Polki, oraz zranienia, często ciężko, 340 innych ludzi, w większości Belgów. Bracia el Bakraoui, zanim zostali terrorystami zabija- jącymi w imię opacznie pojmowanej wyższej idei, byli przestępcami gotowymi zabić w imię bardziej mate- rialnych dóbr. Obaj brali udział w napadach na banki, kradzieżach samochodów oraz innych działaniach zorganizowanych grup przestępczych na terenie Belgii, ale choć schwytano ich i osądzono, dość szybko zostali zwolnieni z więzień – po odbyciu ledwie trzeciej części kary. Nawet gdy łamali zasady warunkowego zwolnie- nia, belgijski wymiar sprawiedliwości pozostawał dla nich pobłażliwy. W 2014 roku, po opuszczeniu więzie- nia, bracia przystali do radykałów islamskich, widząc w nowo powstałym tzw. Państwie Islamskim w Syrii i Iraku szansę na swój awans społeczny. W 2015 roku byli już aktywnymi członkami organizacji spod czarne- go sztandaru, poszukiwanymi m.in. przez FBI i Inter- pol. Ibrahim próbował nawet dostać się do Syrii, ale zatrzymany w Turcji, został deportowany do Holandii. Bracia el Bakraoui brali udział w przygotowaniach do serii zamachów, jakie bojówka tzw. Państwa Islamskiego zorganizowała w Paryżu 13 listopada 2015 roku. Z kolei Najim Laachraoui, choć wychował się w Bel- gii i nie wchodził w kolizję z prawem, opuścił ją i w la- tach 2013–2015 był aktywnym żołnierzem tzw. Państwa Islamskiego (IS – Islamic State) i jako Abu Idriss walczył w Syrii. Gdy w 2014 roku państwa zachodniej Euro- py przystąpiły do zbrojnej koalicji wymierzonej w IS, przywódcy radykalnych islamistów postanowili odpo- wiedzieć serią zamachów wymierzonych w obywateli tych krajów. Laachraoui wrócił więc do Belgi jako jeden z potencjalnych zamachowców. On również współorga- nizował zamachy we Francji jesienią 2015 roku. Khalid wysadził się (zdetonował bombę) w bruksel- skim metrze przy stacji Maelbeek. Wraz z nim śmierć poniosło 20 osób, ponad setka została ranna. Wiele osób ciężko, w tym z powodu poparzeń. Z kolei na lotnisku Zaventem bomby zdetonowali Ibrahim oraz Najim La- achraoui. Ładunki – wypełnione gwoździami i śrubami – zadziałały jak szrapnele, raniąc znaczą liczbę ludzi. Sa- mobójcom towarzyszyli także inni terroryści (trzy–pięć osób), służąc im wsparciem, jednak bezpośrednio przed atakami opuścili zagrożone rażeniem strefy. Na lotnisku w Zaventem policja odnalazła również trzeci ładunek wybuchowy, najpewniej porzucony przez ostatniego, tym razem niedoszłego zamachowca-samobójcę, być może zatrzymanego później Mohameda Abriniego. W ciągu kilkunastu dni od zamachu, w wyniku serii obław, belgij- ska policja zabiła jedną osobę i aresztowała kilkanaście dalszych. Postawiono im zarzuty brania udziału w przy- gotowaniu i realizacji ataków w Brukseli oraz Paryżu. k y z c ą b t r e b r o N 6 Paryż i Bruksela Wydaje się, że ostatnie ataki bombowe w stolicy Belgii nie były wcześniej planowane przez siatkę IS, ale były desperacką odpowiedzią na zaciskającą się wokół ter- rorystów pętlę. 15 i 18 marca belgijskie siły bezpieczeń- stwa przeprowadziły dwie operacje, w których wyniku aresztowano część ukrywających się radykalnych islamistów, w tym Salaha Abdeslama, jednego ze współ- organizatorów ataków paryskich (w czasie zatrzymania 18 marca został postrzelony w nogę; 15 marca z w czasie strzelaniny z policją zginął z kolei inny terrorysta po- wiązany z IS, Mohamed Belkaid). Kolejne zatrzymania były tylko kwestią czasu, stąd decyzja terrorystów, aby uderzyć wyprzedzająco. Khalid i Ibrahim el Bakraoui, zdoławszy jeszcze wy- mknąć się ostatnim obławom, zdecydowali zaatakować, zabić i zginąć w miejscu, które znali najlepiej – w swoim rodzinnym mieście. Nie istniała już możliwość, z racji wzmożonych patroli, kontroli drogowych i listów gończych, przeniesienia akcji z dala od Brukseli. A tak właśnie zrobili belgijscy terroryści jesienią 2015 roku, wyruszając do pobliskiej Francji i atakując nieoficjalną kulturalną stolicę Europy – Paryż. Bracia el Bakraoui zajmowali się wówczas przygotowaniem akcji, w tym logistyką. W mieście czekali już na nich ich francuscy wspólnicy, choć co ciekawe, także część napastników mieszkających w Belgii legitymowała się obywatel- stwem Francji. Ostatecznie 13 listopada grupa ponad 20 zamachowców i ich pomocników (jak wspomniano, ci drudzy zajmowali się logistycznym przygotowaniem działań, nie biorąc udziału w samych zajściach) zabiła w serii ataków z użyciem ładunków wybuchowych i bro- ni automatycznej przeszło 130 osób, raniąc kolejne 370, z czego setkę ciężko. W Paryżu zorganizowane zostały trzy samobójcze komanda, każde liczące co najmniej po trzech terrorystów. Atak na stadion piłkarski Stade de France faktycznie nie powiódł się, bowiem napastnicy nie zdołali wejść na jego teren, detonując przedwcze- śnie ładunki. Natomiast do prawdziwej masakry doszło w teatrze Bataclan, gdzie zamachowcy – w tym przypad- ku pochodzący akurat z Paryża – zabili część zgroma- dzonych tam widzów przy użyciu broni automatycznej, część – w czasie szturmu policji – detonując przeno- szone na sobie ładunki wybuchowe. Trzecie komando prowadziło ogień z broni maszynowej na ulicach miasta. Dwóch z jego członków nie zdecydowało się na akcje samobójcze i zdołało umknąć. Wówczas atakami kierował Abdelhamid Abaaoud, zaledwie 28-letni członek IS, tak jak bracia el Bakraoui urodzony w Brukseli i podobnie jak większość jego grupy, mający za sobą karierę bojownika z Syrii i Iraku. Uważa się, że Abaaoud, odkąd w 2014 roku wrócił z Syrii, zbudował dużą siatkę terrorystyczną i stał za serią mniejszych zamachów, takich jak atak na kościół w Villejuif pod Paryżem wiosną 2015 roku czy atak z 21 sierpnia tego samego roku w pociągu szybkiej kolei Thalys, kiedy to zamachowiec Ajoub el Khazzani zaczął strzelać do jadących nim podróżnych. Sam Abaaoud przewodził trzeciemu ze wspomnianych komand i zgi- nął ostatecznie 18 listopada w czasie wymiany ognia z francuską policją, okrążony w budynku w Saint-Denis wraz z częścią członków jednej z grup terrorystycznych, z którą organizował zamachy paryskie (zginął wówczas także inny terrorysta, Chakib Akrouh, 25-letni Belg marokańskiego pochodzenia). Wzorzec terrorysty Przypadek Abdelhamida Abaaouda jest tu zresztą znamienny, gdyż jego historia jest reprezentatywna dla większości terrorystów dowodzonej przez niego siatki, która ostatecznie w latach 2015–2016 przyczyniła się Abaaoud urodził się w Anderlecht pod Brukselą w rodzinie imigrantów z Maroka. Wychowywał się i dorastał w brukselskiej dzielnicy Molenbeek, tak samo zresztą jak bracia el Bakraoui i większość z belgijskich terrorystów powiązanych z radykalnym ekstremizmem islamskim. Kosmopolityczna Bruksela to miasto wiel- kich kontrastów, bowiem na przełomie XX i XXI wieku, gdy dorastali przyszli zabójcy, na jej ulicach panowało z jednej strony ostentacyjne przywiązanie do religii ze strony żyjących tu wielkich rzesz muzułmańskich imigrantów, z drugiej równie ostentacyjne zachowania związane z afirmacją np. homoseksualizmu czy swo- bodnych zachowań obyczajowych. Laiccy Belgowie (centrum Brukseli uderza olbrzymią ilością katedr i monumentalnych kościołów, które w większości stoją puste i zamknięte) wyraźnie kontrastowali z tradycyjny- mi rodzinami muzułmańskimi. Gdy jeszcze dodać, że Abaaoud i jego koledzy nie należeli do prymusów, nie R E T R O P E R / S R U E M I . t o F do śmierci ponad 160 i ranienia przeszło 700 ludzi na terenie Francji i Belgii. Siatki, którą ocenić można nawet na kilkadziesiąt osób (choć nie wszyscy z nich o statusie aktywnych bojowników), a która współpracowała z ko- mórkami tzw. Państwa Islamskiego rozsianymi po całej zachodniej Europie. wykonywali prestiżowych i dobrze płatnych prac i dość szybko wchodzili w konflikt z prawem, można wy- obrazić sobie poczucie wyobcowania, przeradzające się w niechęć, a wreszcie w nienawiść do zastanego systemu społecznego. Większość z przyszłych terrorystów ok. 2010 roku była już 20-letnimi, niewiele starszymi bądź Belgiska policja odpowiedziała na zagrożenie serią akcji wymierzonych w środowiska, z których wywodzili się terroryści 7 Polityka i i k s ń s a J z r o G e z r G 10 Po kolejnych zamachach w Europie w marcu 2016 roku polskie media obiegła wypowiedź Giancarlo Abate, rezydenta komitetu wykonawczego UEFA, który stwierdził, że w wypadku realnego zagrożenia należy rozważyć możliwość przeprowadzenia rozgrywek Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej bez udziału kibiców. Scenariusz taki wydaje się mało prawdopodob- ny, niemniej jednak nie można wykluczyć, że w jakiejś części się ziści. a i l o t o F . t o F 11 Polityka Narastające zagrożeNie Od wielu dekad Francja znajduje się na czele eu- ropejskich państw zagrożonych atakami terro- rystycznymi. Mimo swoistego uspokojenia na początku nowego millennium, od kilku lat zagrożenie terrorystyczne nad Sekwaną stopniowo narasta. Według statystyk Europejskiego Urzędu Policji (EUROPOLu) obejmujących tylko lata 2006–2014 na 2883 incydenty o charakterze terrorystycznym odnotowane w Europie (dane te obejmują zarówno ataki przeprowadzone, jak i te, którym udało się zapobiec), aż 1212 miało miejsce właśnie na terytorium Francji. Podobnie jak w przypad- ku Hiszpanii, drugiego kraju na czele tej niechlubnej listy, większość z tych ataków była organizowana przez ugrupowania o charakterze separatystycznym i narodo- wowyzwoleńczym. Ostatni raport EUROPOLu „Te-Sat” donosi, że w 2014 roku Francja, oprócz Wielkiej Bry- tanii i Hiszpanii, należała do państw Unii Europejskiej najbardziej zagrożonych aktami terroru. Wzrost zagrożenia we Francji rokrocznie odnotowu- je również australijski Institute for Economics and Peace (IEP). W raporcie „Global Terrorism Index 2015” (GTI) na czele rankingu państw dotkniętych przez terroryzm i i k s ń s a J z r o G e z r G 12 w 2014 roku uplasowały się: Irak, Afganistan, Nige- ria, Pakistan i Syria. Wśród państw Unii Europejskiej najbardziej zagrożonych aktami terroru znalazły się zaś Wielka Brytania i Grecja (28 i 29 miejsca na 162 obję- tych rankingiem państw), a Francja uplasowała się tuż za Stanami Zjednoczonymi Ameryki – na 36 miejscu. Warto zaznaczyć, że w stosunku do 2011 roku był to wzrost aż o 27 pozycji. Oprócz działań ugrupowań separatystycznych, coraz częściej w ostatnich latach we Francji zaczęło dochodzić do ataków na tle fanatyzmu religijnego. Przełomowy okazał się ubiegły rok. 7 stycznia 2015 roku światem wstrząsnęły doniesienia o ataku na redakcję gazety „Charlie Hebdo” w Paryżu. Pismo to znane jest z publi- kowania obscenicznych rysunków o charakterze pseudo satyrycznym, kpiących zwłaszcza z kwestii wiary. Zamachowcy zabili 17 osób, a 21 ranili. Zabito wówczas nie tylko pracowników redakcji, ale także policjantów ochraniających jej siedzibę. Jedenaście miesięcy później terroryści tzw. Państwa Islamskiego przeprowadzili zaś symultaniczne ataki na cele w Paryżu i Saint-Denis. W ich wyniku zginęło blisko 140 osób, a ponad 300 zostało rannych, w tym około 100 ciężko. Paryż stał się niekwe- stionowaną terrorystyczną stolicą Europy. Dlaczego FraNcja? W dużym stopniu obecny wysoki stopień zagrożenia aktami terroru we Francji wynika z mocarstwowej, agre- sywnej polityki bliskowschodniej Pałacu Elizejskiego, jak również z wielokulturowości społeczeństwa, wystę- pującej zwłaszcza w dużych miastach. To Francja, jako kraj zaangażowany w świecie muzułmańskim znacznie dłużej niż jakikolwiek inne państwo europejskie, była jedną z napędowych sił „Arabskiej Wiosny” w 2011 roku. I to Francuzi w znacznym stopniu doprowadzili do obecnego chaosu w Libii, zainteresowani obaleniem Kaddafiego, ale nie stabilizacją targanego wojną domo- wą kraju. Paryż prowadzi również aktywną politykę w Syrii, siłami lotniczymi zwalczając tzw. Państwo Islam- skie. Jest również obecny militarnie nad Zatoką Perską. Akty terroru, których jesteśmy świadkami w ostatnich miesiącach to w myśl tego, co deklarują przywódcy tzw. Państwa Islamskiego, zemsta właśnie za tę nadaktyw- ność Francji w regionie Bliskiego Wschodu. Z drugiej strony, wbrew pozorom, Francja stanowi stosunkowo łatwy cel. Ponad dekada spokoju i braku za- grożenia uśpiła służby, które tylko powierzchownie in- filtrują środowiska radykałów muzułmańskich. Potom- kowie imigrantów z lat 60. i 70. XX wieku (populacja Francji wynosi około 60 mln ludzi, z których 7–8 to muzułmanie) w dużej mierze w pełni nie zasymilowali się, a część z nich wyraźnie czuje się wyobcowana. Stąd tak gwałtownie w ostatnich latach rozwija się salafizm, stanowiący dosłowną, acz wypaczoną i bardzo radykal- ną interpretację islamu. Stanowi to doskonałe i nie- zwykle rozległe źródło różnego rodzaju ekstremizmów. Według danych zawartych w „Global Terrorism Index 2015”, spośród wszystkich mieszkańców Unii, to właśnie obywatele francuscy lub osoby rezydujące we Francji tworzą najliczniejszą grupę zaangażowanych czynnie w działania tzw. Państwa Islamskiego. Szacuje się, że do jesieni 2015 roku do Iraku i Syrii mogło wyjechać nawet 1800 ochotników, z których do połowy 2015 roku do Francji powróciło około 250. Żeby lepiej zrozumieć skalę problemu, z którym zmaga się kraj nad Sekwaną, należy wspomnieć, że w wymiarze całej Unii Europej- s w e N t s a E / s e g a m I P A . t o F 13 Polityka a i l o t o F . t o F Ostatnie zamachy terrorystyczne we Francji i Belgii mają bezpośredni związek z sytuacją na Bliskim Wschodzie, gdzie na terenie Syrii i Iraku funkcjonuje tzw. Państwo Islamskie. Dopiero jego ostateczne zniszczenie może pomóc w osłabie- niu dżihadystów. Niemal dwa lata temu, gdy zagony tzw. Państwa Islamskiego (Islamic State – IS) odnosiły swoje największe sukcesy w Syrii i Iraku, gdy pojawiały się głosy o możliwej ofensywie na Bagdad, w publicy- styce zaczęto używać terminu dżihad 2.0, który miał odróżniać IS od Al-Kaidy. Jednym z jego głównych wyróżników było szersze niż miało to miejsce do tej pory wykorzystanie przez dżihadystów Internetu, w tym mediów społecznościowych, ułatwiających zarówno proces indoktrynacji i rekrutacji, jak i szkolenia czy też instruowania nowo pozyskanych terrorystów-franczy- zobiorców. Można pokusić się o stwierdzenie, że zaczy- namy – my, Europejczycy – coraz dotkliwiej odczuwać skutki tego procesu. I dopóki istnieje samozwańczy kalifat, dopóty walka z nimi będzie tylko leczeniem objawów. Gdy mówimy o quasi-państwowej strukturze stwo- rzonej przez sunnickich radykałów na części terytoriów Iraku i Syrii, poprawność polityczna nakazuje używać terminu tzw. Państwo Islamskie. Tak zwane, a więc nie- państwo czy też niby- państwo, samozwańcza efemeryda, która nie posiada przecież podmiotowo- ści prawno-międzynarodowej i która raczej wcześniej niż później zniknie z krajobrazu Bliskiego Wschodu, czy też patrząc szerzej, tj. uwzględniając prowincje (wilajety) tworzone w Afryce Północnej, z regionu określanego przez Amerykanów mianem MENA (Middle East, North Africa). Jest to podejście w ujęciu legalistycznym jak najbardziej słuszne, jednak zdaje się ono rodzić pewne pragmatyczne skutki w sposobie myślenia i traktowania zagrożenia, jakie przedmiotowy twór sobą przedstawia. To niby- państwo istnieje i na swój sposób funkcjonuje od 2014 roku (jeśli liczyć od zmiany nazwy na IS), pomimo prowadzonej przeciwko niemu niemal od momentu proklamowania kalifatu kampanii ataków lotniczych sił międzynarodowych, ze i ń o t s a c ł a f a r 26 Stanami Zjednoczonymi Ameryki na czele; co prawda dłuższy czas wykonywanych raczej skromnymi siłami, ale jednak. Działania utworzonych pod egidą Stanów Zjednoczonych koalicji (liczba mnoga jest tu celowa, gdyż nie wszystkie państwa uczestniczące w operacji Inherent Resolve nad obszarem Iraku są zaangażowane również nad Syrią i vice versa), ograniczyły wprawdzie zdolności bojowe i swobodę operacyjną dżihadystów, ale do tej pory nie doprowadziły jednak do upadku IS. Dopóki zaś będzie istniał kalifat, dopóty zagrożenie zamachami terrorystycznymi w Europie, szczególnie w zachodniej części kontynentu, będzie utrzymywać się na wysokim poziomie. iDeologia quasi-PaństWa terrorystóW Klasyczna definicja państwa wymienia trzy czynniki konieczne do tego, by daną organizację społeczno-po- lityczną określić tym mianem. Są to: władza, ludność i terytorium. Tzw. Państwo Islamskie spełnia wszyst- kie ww. kryteria, co w zasadniczy sposób wyróżnia je spośród innych ugrupowań terrorystycznych, w tym Al-Kaidy. W czasach swojej świetności organizacja Osamy bin Ladena wprawdzie posiadała obozy tre- ningowe w kilku państwach, głównie w Afganistanie i Sudanie, była jednak gościem tamtejszych władz, tj. mułły Omara i prezydenta Omara Baszira, nie zaś suwerenem. Abu Bakr al Bagdadi, kalif Ibrahim, jest politycznym i religijnym liderem utworzonej przez siebie struktury, a zarazem państwa. W przeciwieństwie do bin Ladena po 2001 roku, al Bagdadi nie ukrywa się w górskich jaskiniach, ma swoją stolicę w syryjskiej Rakkce, kontroluje iracki Mosul i może z podniesioną przyłbicą prowadzić wojnę z niewiernymi. Dopiero ostatnio, gdy amerykańskie BSP MQ-9 Raeper (BSP – Bezzałogowy Statek Powietrzny, kolokwialnie nazywa- ny dronem) zaczęły nieco skuteczniej zwalczać przy- wódców IS, on i jego współpracownicy zaczęli działać bardziej konspiracyjnie, ale nadal mają do dyspozycji wspomniane miasta, stanowiące swoistą kryjówkę osła- nianą przez ludność cywilną. Jeśli dołączymy do tego bardzo profesjonalną i skuteczną propagandę, szerokie wykorzystanie wspominanych już narzędzi interne- towych, uzyskamy odpowiedź na pytanie o przyczyny sukcesu dżihadystów spod znaku czarnego sztandaru w walce o rząd dusz w świecie radykalnego sunnizmu, łatwiej będzie także zrozumieć atrakcyjność powyższej ideologii dla europejskich, skrajnie radykalnych mu- zułmanów i konwertytów, wywodzących się najczęściej z pokolenia dzieci i wnuków imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. W zamieszczanych w Internecie filmach propa- gandowych tzw. Państwo Islamskie prezentuje się jako niemal ziemska wersja muzułmańskiego raju. Ma to być miejsce, w którym prawowierni muzułmanie mogą żyć zgodnie z naukami Mahometa, w którym żadne świec- kie reżimy nie ograniczają ich praw i do którego nie ma dostępu – zdaniem radykałów pozbawiona wartości i opierająca się na konsumpcjonizmie – kultura Zacho- du. W miastach z minaretów dobiega głos muezinów, kobiety mogą wychodzić na ulice ubrane w czadory i nikaby, nie muszą nosić zepsutych świeckich i za- chodnich strojów. Toczy się normalne, wręcz sielan- kowe i idylliczne życie. Ale ten raj potrzebuje obrony przed zewnętrznym złem, przed światem krzyżowców i uległych im reżimów w państwach islamskich, stąd też wezwanie do prawdziwych muzułmanów, kobiet i mężczyzn, by przyjeżdżali tutaj i byli gotowi pracować i walczyć na rzecz kalifatu. Ci, którzy nie mogą przyje- chać są zachęcani do tego, by ponieść wojnę do państw niewiernych, by powstrzymać je przed interwencją zbrojną i wywrzeć nacisk na ich rządy, skłaniając je do wycofania się z koalicji. Przekaz jest maksymalnie uproszczony, zero-jedynkowy, co ułatwia jego odbiór. Jak się okazuje jest także niezwykle skuteczny. sylWetka islamskiego terrorysty Skupiając się na potrzeby niniejszego tekstu na za- chodnich ochotnikach dżihadu, zarówno tych, którzy wyjechali do Iraku i Syrii i wrócili bądź wrócą stamtąd, a także na swoistych franczyzobiorcach Daeshu (nazwa pochodzi od arabskiego akronimu nazwy tzw. Pań- stwa Islamskiego), tj. grupie zindoktrynowanych, lecz pozostających na terytorium państw urodzenia i/lub zamieszkania, można pokusić się o próbę zarysowania sylwetki typowego terrorysty. Wydaje się, że na jako pierwszy, należałoby zwrócić uwagę na czynnik swoistego wyalienowania z danej spo- łeczności, gdyż odgrywa on niejednokrotnie znacznie ważniejszą rolę niż tak często podkreślany czynnik eko- nomiczny. Poczucie bycia obcym jest mocno subiektyw- ne, choć bywa wzmacniane przez czynniki zewnętrzne i może mieć charakter kulturowy czy religijny, ale również wynikać ze statusu społecznego (tu pojawia się czynnik ekonomiczny) lub wręcz z cech osobowościo- wych potencjalnego kandydata na dżihadystę. Dodat- kowym czynnikiem jest tu negacja wartości (czy też jak chcą islamiści – ich braku) obecnych w społeczeństwach Zachodu. Co ciekawe, poczucie braku wartości w naszej kulturze odgrywa istotną rolę także wśród osób o dia- metralnie różnym światopoglądzie, które decydują się wyjechać do syryjskiej Rożawy, by wśród tamtejszych Kurdów walczyć z IS. Jeden z ochotników – Brytyjczyk, przykładny mąż i ojciec mówił np.: Nie jestem szczęśliwy w tym kraju. Mam dwoje dzieci, ale w tym kraju nie ma niczego z czego mógłbym być dumny [...] Z kolei znana z krajowych tabloidów Joanna M-F, mieszkająca w RFN Polka i Lwica Rożawy, stwierdziła: Wszyscy ludzie, których tu spotkałam są niezwykli, kocham Rożawę, dla 27 a k r ó G N c r a i M WoJsko Późną wiosną tego roku Polska stanie się areną serii wielkich manewrów wojsk Sojuszu Północnoatlantyckiego. Ćwiczenia organizowane w przededniu szczytu NATO w Warszawie mają nie tylko pokazać Rosji gotowość Sojuszu do obrony swych członków, ale również w praktyce sprawdzić realizację postanowień po- przedniego szczytu, zorganizowanego w 2014 roku w Walii. Kluczową rolę w zapro- jektowanym wówczas systemie obrony odgrywa Wielonarodowy Korpus Północno- -Wschodni NATO z kwaterą w Szczecinie oraz tzw. Szpica – wojska bardzo wysokiej gotowości, mogące wejść do walki w ciągu 48 godzin od otrzymania alarmu. 40 Europę Zachodnią, ale pełzającego starcia „z lokalny- mi oddziałami niewiadomego pochodzenia”, np. na terytorium Estonii. Stąd na szczycie NATO w 2014 roku w Walii zdecydowano wdrożyć liczne programy adekwatne do najnowszych zagrożeń. korPus Nato W szczeciNie, czyli część PlaNu oDstraszaNia Na szczycie w Newport sojusznicy przyjęli plan działań na rzecz gotowości (Readiness Action Plan – RAP), roz- budowując siły szybkiego reagowania Sojusz i wydziela- jąc z nich tzw. Szpicę – siły bardzo wysokiej gotowości (Very High Readiness Joint Task Force – VJTF). Szpica, na lądzie będąca ekwiwalentem grupy brygadowej o sile kilku tysięcy żołnierzy, stanowi wydzieloną część Sił Odpowiedzi NATO – NRF (NATO Response Force), których formowanie zaczęto z kolei już wiele lat temu, na podstawie decyzji ze szczytu NATO w Pradze w 2002 roku. Na szczycie w Walii zdecydowano również zorga- nizować sprawniejszy niż dotychczas system przyjęcia wojsk wzmocnienia w państwach wschodniej flanki Sojuszu, tworząc tzw. NFIU – NATO Force Integration Units, których nieco tajemnicza rola zostanie naświetlo- na w dalszej części artykułu. Należy zdawać sobie sprawę, że do 2014 roku NATO nie patrzyło jakoś specjalnie na wschód, koncentrując się na zagrożeniach płynących z południa – Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, który od 2011 roku jest regionem bardzo niestabilnym. Relacje z Federacją Rosyjską, mimo wzrastającego stopniowo napięcia, podgrzewanego atakiem informatycznym na Estonię w 2007 roku czy konfliktem gruzińskim w 2008 roku oraz ofensywnymi patrolami rosyjskich bombowców strategicznych nad Morzem Północnym, mimo wszyst- ko uważano za poprawne. Zmieniło się to dwa lata temu i wówczas wzrok zachodnich planistów i polityków padł na najdalej na wschód wysunięte dowództwo sił NATO, czyli funkcjonujący już 17 lat szczeciński Wielonarodo- wy Korpus Północno-Wschodni. Szpica NATO i Wielonarodowy Korpus Północ- no-Wschodni w Szczecinie w razie „W” jako pierwsze siły Sojuszu staną w obronie Polski i krajów bałtyckich, które leżą w strefie odpowiedzialności korpusu. Do- tyczy to również, a raczej przede wszystkim, sytuacji niekonwencjonalnych, np. ataku „niekreślonych” sił rosyjskich na któreś z państw bez wypowiedzenia wojny. Co ważne, inaczej niż w przypadku klasycznego konfliktu, gdzie starcie poprzedza długa mobilizacja wojsk, jednostki korpusu wejdą do działań praktycznie natychmiast, w ciągu 48 godzin. – Jesteśmy częścią planu odstraszania, by nigdy nikomu nie przyszło do głowy, by zagrażać Litwie, Łotwie czy Estonii – mówi dowódca Korpusu gen. broni Manfred Hofmann z Bundeswehry. Dowódcą korpusu, rotacyjnie, jest oficer z Polski, Nie- 41 y m r A S U . t o F W ostatnich latach, aż do czasu kryzysu ukraiń- skiego z 2014 roku, rola NATO jako sojuszu obronnego Stanów Zjednoczonych Ameryki i Europy, dziś rozumianej jako Unia Europejska, zaczęła być podważana. Zajęcie przez Rosjan Krymu, skutkujące pierwszym od czasu ataku NATO na Jugosławię w 1999 roku przesunięciem granic państwowych w Europie przy użyciu siły oraz zdestabilizowaniem przez Moskwę ukraińskiego Donbasu, zmieniło jednak ten stan rzeczy. Państwa europejskie znów poczuły się zagrożone, zwracając większą uwagę na NATO, jako podstawowy gwarant ich bezpieczeństwa militarnego. Jednocześnie uświadomiono sobie, że trwający od ćwierć wieku pro- ces rozbrojenia Europy osiągnął takie rozmiary, że armie czołowych państw kontynentu miałby duże problemy z szybką reakcją nawet na wypadek wybuchu konfliktu o dość ograniczonej skali. Czyli nie wielkiej inwazji na WoJsko i i k s ń P a G l i M a k a i l o t o F . t o F Baczni obserwatorzy współczesnego świata, jego procesów i złożoności, nie mają już wątpliwości, że cyberprzestrzeń, obok lądu, morza, powietrza i prze- strzeni kosmicznej, powinna zostać na stałe wpisana w krajobraz bezpieczeń- stwa współczesnego państwa. Istota bezpieczeństwa przestrzeni cybernetycznej nie dotyczy tylko sfery cywilnej czy cywilnej infrastruktury krytycznej. Obecnie coraz więcej państw decyduje się włączać zagadnienia procesu cyberbezpieczeństwa w na- rodowe strategie funkcjonowania w środowisku między- narodowym. Część podmiotów, zwłaszcza uprawnione do tego resorty obrony narodowej i podobne agencje (np. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego RP), opra- cowują oddzielne dokumenty poświęcone wyłącznie cyberbezpieczeństwu w kontekście działań militarnych i hybrydowych, zarówno w pojęciu ofensywnym, jak i defensywnym. Należy jednak racjonalnie podkreślić, 54 że dla zdecydowanej większości aktorów międzynaro- dowych, plany rozwoju szeroko rozumianego poten- cjału wojsk w cyberprzestrzeni przez długi jeszcze czas pozostaną w sferze deklaracji. Wynika to zarówno ze względów praktycznych (konsekwencja coraz niższych wydatków na armię), ale także z powodu trudności w ustaleniu odpowiedzialności kompetencyjnych oraz obostrzeń prawnych. Niemniej jednak, te bogatsze państwa z powodzeniem realizują plany militaryzacji cyberprzestrzeni, także w odniesieniu do rozwiązań technologicznych. Prym w tym obszarze wiodą, co ni- kogo nie powinno dziwić, Stany Zjednoczone Ameryki. Studia nad cyberwojną były tam prowadzone jeszcze w latach 80. XX w., a pierwsze działania – w ramach operacji „Pustynna Burza”. Zdolności sieciowe, poparte oficjalnym przyzwoleniem władz w strategiach pań- stwowych, są tam rozwijane niezależnie od rzeczywi- stego stopnia zagrożenia, czy też teoretycznych rozwa- żań o wojnie cybernetycznej (czym jest i czy w ogóle nastąpi?). Warto zatem w tym miejscu podkreślić, że do tej pory wrogie działania w cyberprzestrzeni, mające swoje groźne konsekwencje w świecie fizycznym, sta- nowiły wyjątki. Nie nastąpił także żaden powszechnie znany przypadek prowadzący bezpośrednio do śmierci człowieka. Na razie konsekwencje ograniczają się „tylko” do czasowego paraliżu lub awarii określonych systemów czy obiektów, a największym problemem jest kradzież danych oraz szpiegostwo. Sytuacja ta może jednak ulec dramatycznej zmianie w przypadku zaist- nienia konfliktu zbrojnego pomiędzy mocarstwami. 55 sieć i a k s W o k k t ą W Ś a N N a o J a i l o t o F . t o F Nagłówki wielu serwisów prasowych w ostatnich miesiącach zdominowane zosta- ły przez informacje o cyberatakach dokonywanych na infrastrukturę krytyczną różnych państw. W konsekwencji wzrasta zrozumienie tego czym w istocie są te szczególne punktu widzenia bezpieczeństwa systemy i jakie mają znaczenie dla współczesnych społeczeństw. Rośnie także świadomość dotycząca tego jak ważną rolę w stabilnym funkcjonowaniu infrastruktury odgrywa cyberbezpieczeń- stwo. To doskonała okazja aby przyjrzeć się bliżej temu relatywnie nowemu pro- blemowi, jak również dokonać analizy nowych trendów jakie są z nim związane. 82 Koniec 2014 roku – niemiecka huta stali pada ofiarą cyberataku, który doprowadza do fizycz- nych zniszczeń. Początek 2015 roku – zmasowany cyberatak na Turcje, w wyniku którego ponad 40 miast odciętych zostało od energii elektrycznej. Grudzień 2015 roku – 103 miasta i niemal milion mieszkań- ców Ukrainy zostaje bez prądu, w wyniku cyberataku przeprowadzonego na ukraińskie przedsiębiorstwa energetyczne. Te wybrane przykłady zaledwie kilku ostatnich wydarzeń pokazują wyraźnie, jak olbrzymie konsekwencje dla codziennego funkcjonowania, rozwo- ju i bezpieczeństwa społeczeństw, państw oraz przed- siębiorstw mają zakłócenia wywołane atakami dokony- wanymi w cyberprzestrzeni. Choć w ostatnich latach wzrasta świadomość tego, że systemy teleinformatyczne są fundamentem sprawnego działania infrastruktury krytycznej, to do niedawna panowało powszechne przekonanie, że poważne w skutkach cyberataki są mało prawdopodobne, bądź wręcz niemożliwe. Prowadziło to do niewystarczających działań nakierowanymi na zapewnienie cyberbezpieczeństwa. Prawdziwą zmianę w sposobie myślenia o ochro- nie infrastruktury krytycznej wywołał cyfrowy atak na irańską elektrownie dokonany przy użyciu robaka znanego jako Stuxnet. Choć jest to jeden z najszerzej opisywanych incydentów, warto przypomnieć z jakich powodów był w istocie tak kluczowym wydarzeniem. Przede wszystkim był to jeden z pierwszych przypad- ków, kiedy cyberdziałania doprowadziły do poważnych, fizycznych zniszczeń. Po drugie, atak był przeprowa- dzony w sposób wyrafinowany i pokazujący determi- nacje agresorów. Wykorzystane zostały podatności ze- ro-day, działania nakierowano na konkretne sterowniki PLC wyprodukowane przez firmę Siemens. W końcu wydarzenie miało bardzo ciekawy kontekst polityczny. Według powszechnie panującego przekonania atak na elektrownie został dokonany przez Stany Zjednoczone i Izrael, a celem było opóźnienie programu jądrowego Iranu. Stuxnet pokazał zarówno siłę jaką dają operację dokonywane w cyberprzestrzeni, nowe możliwości, jakie można wykorzystać do ich przeprowadzenia i w końcu to, że stają się one narzędziem wykorzysty- wanym przez podmioty państwowe do osiągania celów politycznych. charakterystyka cyBeratakóW DokoNyWaNych Na iNFrastrukturę krytyczNą Pogłębiająca się destabilizacja środowiska bezpie- czeństwa międzynarodowego, nowe zagrożenia oraz postępujące uzależnienie funkcjonowania infrastruk- tur krytycznych od systemów teleinformatycznych zwiększają ryzyko wystąpienia coraz większej ilości, coraz bardziej poważnych w skutkach cyberataków. Konsekwencje mogą być bardzo poważne i różnorodne. Paraliż funkcjonowania danego systemu, może do- prowadzić do sytuacji, w której ważne ze społecznego punktu widzenia usługi nie będą dostarczane. Opisane wyżej przerwy w dostawach prądu to zaledwie przykład. Cyberataki mogą prowadzić do zniszczeń fizycznych, a w najczarniejszym scenariuszu do śmierci ludzi. Wy- starczy wyobrazić sobie choćby udany atak na system kontroli lotów. Zarówno zniszczenia fizyczne, jak i paraliż funk- cjonowania infrastruktury krytycznej mogą wiązać się z olbrzymimi stratami finansowymi, także odczuwalny- mi na poziomie kraju. Wracając ponownie do przykła- du związanego z przerwami w dostawach prądu. Jeśli zakłócenia te byłoby długotrwałe, mogłyby przynieść kaskadowe rezultaty, odbijające się na innych gałęziach przemysłu. Straty mogłyby wpłynąć negatywnie na całą gospodarkę. Wrogie działania skierowane na infrastruk- turę krytyczną mogą także doprowadzić do zamieszek, destabilizacji społecznej i utraty zaufania obywateli do rządu. Obniżenie wiarygodności struktur państwowych mogłoby mieć także wymiar zewnętrzny – przejawiający się w spadku zaufania partnerów międzynarodowych. Skutki i następstwa mogą być bardzo różnorodne, zależą od rodzaju infrastruktury, która mogłaby paść ofiarą ataku, a także od motywacji danego agresora. Inne cele mogą chcieć osiągnąć państwa, inne terroryści, a jeszcze inne zwykli przestępcy działający samodzielnie czy też na zlecenie. Tabelka 1 pokazuje symulację możliwych konsekwencji w odniesieniu do tego, kto stoi za atakiem. Jak zostało zaznaczone konsekwencje cyberataku mogą mieć różną postać, w zależności od tego, jaki rodzaj infrastruktury krytycznej zostanie zaatakowany. Inne skutki będzie miał atak na bank, inne atak na szpi- tal czy też elektrownie. Najgroźniejsze wrogie działania to te nakierowane na systemy sterowania przemysłowe- go – odpowiadające za konkretne procesy technologicz- ne np. w sektorze chemicznym czy energetycznym. To właśnie ataki na te systemy mogą skutkować paraliżem działania obiektu, zakłóceniach w dostarczaniu najbar- dziej krytycznych usług czy też zniszczeniami fizyczny- mi. Odmienne, najczęściej mniej poważne w skutkach, będą ataki nakierowane systemy informatyczne (IT) poszczególnych przedsiębiorstw. W kontekście ataków na systemy IT najczęściej chodzi o złamanie poufności informacji – sektor bankowy pada najczęściej ofiarą właśnie tego typu ataków. W takim przypadku, choć straty finansowe mogą być ogromne, to atak nie dopro- wadzi do fizycznych zniszczeń. Poszczególne kraje wyznaczają infrastrukturę kry- tyczną w ramach różnych, wybranych przez siebie sek- torów. Inaczej wygląda to w Polsce, a inaczej w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Niemniej jednak zazwyczaj są obserwowalne wspólne mianowniki. Tabela 2, ilustru- jąca podobieństwa, jest pewnym uproszczeniem – dla wskazanych krajów lub organizacji (w tym przypadku 83 eNerGetyka Budowa jednolitego rynku energii elektrycznej i gazu ziemnego, unii energe- tycznej czy też mostów energetycznych to koncepcje promowane w ramach Unii Europejskiej. Projekty te pokazują tendencje kreowania bezpieczeństwa ener- getycznego w ramach Wspólnoty. Jak pokazuje praktyka i działania podejmo- wane przez poszczególne państwa członkowskie, cele te są jednak atrakcyjnie politycznie tylko dla części krajów Unii. Od czasu, gdy została podjęta decyzja o budowie gazociągów Nord Stream i South Stream można zakwestionować europejską solidarność energetyczną. Zasadne wydaje się zatem pytanie, czy unia energetyczna jest możliwa? Czy faktycznie interesy energetyczne poszcze- gólnych państw UE są zapewnione? A może to tylko iluzja? a k s l a b u r t a N y t s u J 92 Polityka eNergetyczNa ue Wspólna polityka energetyczna stanowiła podwaliny organizacji międzynarodowej, z której wywodzi się współczesna Unia Europejska. U jej podstaw leży bowiem Traktat Paryski, na którego mocy w 1951 roku powołano Europejską Wspólnotę Węgla i Stali. Celem jej powstania były działania skoncentrowane na poszukiwaniu nowych źródeł energii, ale również odwoływanie się do zagadnień spójności gospodarczej i społecznej oraz solidarności między państwami członkowskimi – w tym w pozyski- waniu i obrocie surowcami energetycznymi. Uzupełnie- niem Traktatu Paryskiego były Traktaty Rzymskie. Bez wątpienia dokumenty te stworzyły podstawę do budowy polityki energetycznej UE, co znalazło odzwierciedlenie w późniejszych dyrektywach Rady i Parlamentu Europej- skiego (np. dyrektywa z 1968 roku w sprawie utrzymania minimalnych zapasów surowców ropy naftowej i/lub produktów ropopochodnych). W 1986 roku na mocy Jednolitego Aktu Europejskiego (Single European Act, SEA) określono główny cel Wspólnoty, w postaci budowy wspólnego rynku wewnętrznego, przy czym nie uregu- lowano w jednoznaczny sposób kwestii odnoszących się bezpośrednio do polityki energetycznej. Dopiero Traktat o Unii Europejskiej (TUE – Traktat z Maastricht) z 1992 roku wprowadził oddzielny tytuł poświęcony polityce energetycznej. W dokumencie odwołano się do ustano- wienia i rozwoju sieci transeuropejskich. Jedną z dziedzin uregulowanych w tym sektorze była właśnie energetyka, a dalej „rozważne i racjonalne wykorzystanie zasobów naturalnych”. Warto odnotować, że już w tamtym okresie pań- stwa członkowskie bardzo rzadko odwoływały się do rozwiązań ponadnarodowych w zakresie kreowania i podejmowania decyzji w zakresie szeroko rozumianej polityki energetycznej. Kolejne regulacje, w analizowa- nym temacie, zostały wprowadzone na mocy Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TfUE – Traktat z Lizbony) z roku 2007. W art. 194 tegoż traktatu zapi- sano cel Unii w postaci zapewnienia funkcjonowania rynku energii, bezpieczeństwa dostaw energii w Unii, zapewnienie efektywności energetycznej, dywersyfika- cji nośników w bilansach surowcowo-energetycznych państw członkowskich oraz rozwój transgranicznych sieci przesyłowych – jak to sformułowano – w duchu so- lidarności energetycznej. Doprecyzowanie formuły po- lityki energetycznej UE zawartej w TUE i TfUE znalazło swój wyraz w licznych dyrektywach i rozporządzeniach Parlamentu Europejskiego i Rady. Budowa wspólnego rynku energii elektrycznej i gazu ziemnego ma stanowić wyraz osiągnięcia ścisłej współpracy w ramach UE. Jednocześnie unijne regu- lacje prawne w omawianym zakresie przyznają po- szczególnym krajom szeroki zakres samodzielności. Jest to konsekwencją zaliczenia kwestii energetycznych 93 a i l o t o F . t o F Od 1990 roku państwa Europy Środkowej podjęły serię reform politycznych i gospodarczych, by stać się częścią Europy Zachodniej. W kolej- nych dwóch dekadach przeszyły głębokie polityczne, gospodarcze i społeczne zmiany, związane z koniecz- nością wypełnienia surowych kryteriów członkostwa w UE oraz NATO. Już sama przynależność do tych organizacji miała włączyć te państwa w krąg tzw. europejskiej rodziny i przynieść liczne i wymierne korzyści. Poprawa bezpieczeństwa, wzmocnienie pozycji międzynarodowej czy też wzrost gospodarczy były dość interesującą propozycją dla państw Europy Środkowej. Jednocześnie jednak wciąż pozostały one w dużej mierze uzależnione od Rosji w zakresie dostaw surowców energetycznych. Stąd inicjatywa budowy jednego rynku energii elektrycznej i gazu ziemnego w ramach UE wydawała się niezwykle ważna. Wielu było zaś przekonanych o tym, że jej realizacja jest moż- liwa w stosunkowo krótkim czasie.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Bezpieczeństwo i Obronność - e-wydanie
Numer:
2/2016

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również: