Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00335 006248 14088757 na godz. na dobę w sumie
Magazyn Polsko - Niemiecki REGION Europy - e-wydanie - 4/2008
Magazyn Polsko - Niemiecki REGION Europy - e-wydanie - 4/2008
Numer: 4/2008 Archiwum publikacji: numery archiwalne
Wydawca: Galaxia - Waldemar Gruna Język publikacji: polski
ISSN: 1899086X Data wydania:
Lektor:
Kategoria: e-prasa >> polityka, społeczno-informacyjne
Porównaj ceny (wydanie papierowe, wydanie cyfrowe (-28%)).
Magazyn jest dwujęzyczną (polsko – niemiecką) platformą komunikacji między polskimi i niemieckimi przedsiębiorcami, studentami, politykami oraz wszystkimi zainteresowanymi współpracą oraz wymianą gospodarczą między Polską a Niemcami. To nie tylko pomysł na informację ale także niejako „przy okazji” na naukę lub sprawdzenie znajomości języka niemieckiego dla Polaków i polskiego dla Niemców. Na łamach pisma poruszamy ważne tematy dotyczące relacji polsko – niemieckich w sposób wyważony, w celu pobudzenia dyskusji. Istotnym elementem są porady ekspertów związane z podatkami, finansami oraz prowadzeniem działalności gospodarczej na terenie Polski i Niemiec.

Darmowy fragment publikacji:




Magazyn Polsko-Niemiecki Deutsch-Polnisches Magazin GOSPODARKA z POLITYKA z ZDROWIE z TURYSTYKA WIRTSCHAFT z POLITIK z GESUNDHEIT z TOURISTIK Nakład: 2000 egz. | Cena: 7 PLN (0 vat) | Preis: 2 EUR 8 0 0 2 / 4 r N l l , t t a b a t r a u Q / k n a t r a w K l i X 6 8 0 - 9 9 8 1 N S S I CUDOTWÓRCY? WUNDERTÄTER? Wojna w Gruzji Wojna w Gruzji Krieg in Georgien Krieg in Georgien Europo-Yes, we can! Europo-Yes, we can! Europa-Yes, we can! Europa-Yes, we can! Niemiecki agent? Niemiecki agent? Ein Deutscher agent? Ein Deutscher agent? Jak założyć firmę w Niemczech Deine Firma in Deutschland www.region.com.pl | www.region24.info „ nr 4/2008 „ POLITYKA str 6... str 8... str 16... Europo - ”Yes we can”! Cudotwórcy? Superpaństwo „ WYWIAD str 10... Wojna w Gruzji str 18... str 20... str 42... Niemiecki agent? Jedyna Niemka Czerwone Gitary „ HISTORIA str 22... Ukryta miłość „ GOSPODARKA str 26... str 32... str 34... str 36... str 38... Po tańcu wokół Złotego Cielca Droga do zniewolenia Brama na Zachód Jak założyć firmę w Niemczech? Szklane miasto „ KULTURA Słowiańskie Drezno str 46... str 48... Magiczne knajpy Lwowa str 52... str 54... Malarz ludzkich losów Do źródeł pod prąd „ LIFESTYLE str 44... str 50... Powiedz NIE Karnawał „ POLECAMY KOMENTARZE-OPINIE Przezroczysty człowiek zna nawet wszystkie myśli człowieka, zanim on może je wymówić. Ukazują się one przed Bo- giem tak jak odkryta książka. On odkryje ta- jemnice skrywane przez człowieka i pozna to, co z powodu popełnionego grzechu go męczy. Bóg używa tej umiejętności, aby wybawić czło- wieka z jego dylematu. Człowiek musi dać so- bie pomóc całkiem dobrowolnie – Bóg nikogo nie zmusza. I tak zgodnie z Biblią, zmienia go o każdym czasie, przez dar życia i wiarę do Jezu- sa Chrystusa. Udowodnił On, że dobrze o nas myśli: umarł za nas na krzyżu i ma dla wszyst- kich, którzy wyznają Mu swoje grzechy i przyj- mą jako zbawcę, spłacenie grzechów. To wszystko nie daje mi jakiegoś miałkie- go odczucia, lecz pewność i bezpieczeństwo. Czy Państwo czują się źle wiedząc, że Bóg zna wszystkie Wasze myśli? Martin Seifert Aurich / Niemcy Technologia związana z kontrolą wszelkich dzie- dzin życia na całym świecie rozwija się bardzo szybko. Także w Niemczech. Od wydarzeń z 11 września w Nowym Yorku następuje to w jesz- cze większym tempie. Liczba wideokamer kon- trolujących życie publiczne wzrasta z roku na rok. Obecnie każdy samochód może być „namierzo- ny” i skontrolowany przez satelitę. W Niemczech wprowadzono już pobieranie „myta” od ciężaró- wek za pomocą takiego nadzoru. Już wkrótce wszystkie dane dotyczące zdrowia każdego obywatela będą umieszczone na karcie czipowej. Każde połączenie mailowe i telefo- niczne musi być już archiwizowane przez ope- ratorów sieci. Będą także tworzone „genetycz- ne odbitki palców” wszystkich obywateli. To powinno naturalnie służyć tylko do zapew- nienia bezpieczeństwa i do walki z przestęp- czością. Powyższe działanie wydaje się być w porządku do czasu gdy tego typu technika nie wpadnie w niepowołane ręce. We mnie tak szybkie tempo rozwoju tego typu tech- niki rodzi mieszane uczu- cia. W wielu krajach świa- ta ludzie cierpią w wyniku państwowej kontroli i niewo- li, ponieważ istnieją właśnie ta- kie możliwości nadzoru. Dosko- nalszą kontrolę znajdujemy u Boga. Jednakże jest w tym przypadku zasadnicza i elementarna różnica. Bóg zna człowieka jako jego twórca bardzo dokładnie i kocha ludzi. W Biblii jest napisane, że Bóg wie o każdym po- jedynczym włosie, który rośnie na naszej gło- wy. Poza tym w Psalmie 139 mówi się, że Bóg Gruzja Normalnie jest tak, że każdy człowiek rodzi się w danym państwie. Ale zdarza się, że jekieś zmiany powodują przeniesienie go do życia z inną narodowością. Stało się tak, w Abchazji i Południowej Osetii ,będących częścią Gru- zji. Żyjący tam ludzie nie chcieli już należeć do tego państwa. Chętnie przyjęliby oni narodo- wość rosyjską lub utworzyliby osobne państwo. Takie dążenia mają poważny wpływ na sytu- ację każdego obywatela w tym regionie. Prawa obywatela są jednak powiązane z obowiązkami. Te prawa i obowiązki trwają przez całe życie i kończą się wraz ze śmiercią. Bóg oferuje wszystkim ludziom szczególne pra- wa obywatelskie. Kto je posiada, ten ma prawo do wiecznego życia, do wiecznej wspólnoty z Bo- giem i do niewyobrażalnie hojnego spadku. Tych praw obywatelskich nie można kupić, ani tez wymusić drogą rewolucji. Nie moż- na ich także wykupić dobrymi uczynkami. Otrzymuje je tylko ten człowiek, który jako były grzesznik poczynił w swoim życiu ra- dykalne zmiany. Otwarcie odpokutował za grzechy i poprzez Golgotę przyjął dzieło zbawienia do swoich wymagań wobec in- nych. Taki człowiek stanie się „na nowo uro- dzony” - jak mówi Biblia. To odrodzenie jest najbardziej dramatyczną zmianą, którą czło- wiek na ziemi może przeżyć. Religijny prze- wodnik zapytał raz Jezusa Chrystusa, jak on może osiągnąć wieczne życie. Jezus Chrystus odpowiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, mówię: Kiedy ktoś nie urodzi się na nowo, to nie zo- baczy wielkości Boga”. Odrodzenie takie łą- czy się z nadaniem nowego prawa obywatel- skiego. Na tej podstawie wszyscy na nowo urodzeni chrześcijanie mają tu na ziemi swo- ją siedzibę, ale tylko przejściowo. Obojętnie, gdzie oni teraz żyją - ich prawo obywatel- skie jest w niebie. To jest ponad granicami wszystkich krajów na świecie. Nie wiem, jak w końcu zostanie rozwiązywany konflikt w Gruzji. Mam jednak nadzieję, że ludzie tam żyjący myślą nie tylko o racjonalnych, ziem- skich prawach obywatelskich, lecz przede wszystkim o swojej wieczności. A gdzie są Państwa prawa obywatelskie? Martin Seifert / Aurich (Niemcy) 2 WYWIAD Niemiecki AGENT Niemiecki AGENT?? Chcąc go skompromitować, część polskich polityków i dziennikarzy mówi o nim, że jest pracownikiem niemieckiego wywiadu. Rozmawiamy z Andrzejem M. Czyżewskim, od lat walczącym z tzw. mafią paliwową w Polsce. A.M.C.: Nie wiem ile łącznie, a nawet w jakimś przybliżeniu, osób straciło życie, zdrowie lub zosta- ło pozbawione elementarnych źródeł egzystencji. Ja znam kilkanaście przypadków. Przed kilkoma laty mówiło się o 73 zamordowanych osobach. W.G.: Czy Pana także próbowano zabić? A.M.C.: Kilkukrotnie. We wszyst- kich przypadkach zawiadamiana przeze mnie prokuratura odmawiała wszczęcia śledztwa albo po wykona- niu wielu zupełnie pozornych i niepo- trzebnych czynności umarzała wsz- częte. W dwóch przypadkach w ogó- le nie podjęła żadnych czynności. Od 29.07.2000 r. jest na mnie „zlecenie”. Wśród zleceniodawców sa znani mi przedstawiciele prokuratury i tzw. wła- dzy sądowniczej. „ Waldemar Gruna Waldemar Gruna: Czym jest mafia paliwowa w Polsce? Andrzej M. Czyżewski: Możemy mówić o tzw. mafii paliwowej, czyli grupie przestępczej, rodzaju organizacji, o której pisze ostatnio angielski dzien- nikarza M. Glenny w książce pod wielce mówiącym tytułem „McMafia”. W świetle argumentacji przy- toczonej przez autora tej książki, ale też i w nawią- zaniu do treści moich wielokrotnie składanych w Polsce zawiadomień i zeznań, mafia paliwowa po- winna być traktowana jako jeden z departamentów „super ministerstwa zorganizowanej przestępczości gospodarczej”. Korzysta ono z fasadowych struk- tur władzy i administracji państwowej. Kamie- niem węgielnym tej budowli był, jest i będzie zysk, zwiększający władzę nad coraz bardziej bezradnym i uprzedmiotowionym polskim społeczeństwem. Już nie według zawołania „cała władza w ręce rad”, ale „w ręce nasze”. To wspaniale koresponduje z wy- głoszoną kilka lat temu przez znanego profesora prawa karnego procesowego z Uniwersytetu Jagiel- lońskiego uwagą: „kto kontroluje wymiar sprawie- dliwości, ten ma władzę”. Myślę zatem, że to ma- fia ma te władze, kiedy obserwuję wyczyny rożnych prokuratur oraz sądów podejmujących jakże podob- ne decyzje w tzw. śledztwach paliwowych. Chciało- by się za kimś bardzo znanym powiedzieć „a to Polska właśnie”. W.G.: Czy jest Pan w stanie udowodnić swo- je słowa? Są one bardzo mocne. Czy nie za mocne? A.M.C.: Na żadnym etapie postępowań, w których uczestniczyłem na wstępie, nie przeprowadzono podstawowych czynności dowodowych opisanych w ustawie Kodeks Postępowania Karnego. Co wię- cej, w kilkunastu postępowaniach sądowych unie- możliwiono mi złożenie zeznań, i to w sytuacji kie- dy z akt sprawy i treści składanych przez zaintere- sowanych wniosków dowodowych wynikało, że je- stem jedyną w kraju osobą, która mogłaby wska- zać na określonych polityków różnej orientacji po- litycznej i co najmniej na kilkunastu prokuratorów zajmujących kierownicze funkcje w organach pro- kuratury, oraz co najmniej na kilkunastu sędziów, adwokatów i funkcjonariuszy Ministerstwa Finan- sów, bezpośrednio współpracujących i w różnych formach „organizacyjnych“ z tzw. mafią paliwową. Myślę, że odpowiedź na pytanie „dlaczego”, będą- ca jednocześnie uzasadnieniem dla prezentowane- go tutaj przeze mnie stanowiska, znajduje się na stronach protokołów przesłuchań, będących obec- nie w posiadaniu Kancelarii Sejmu i Prokuratury Krajowej. Sugerowałbym zacząć od ujawnienia tre- ści mojego zawiadomienia z 7 czerwca 2000 r. i za- pisów mojej rozmowy z 1 lipca 2000 r. z Dyrekto- rem Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej Pro- kuratury Krajowej Ryszardem Rychlikiem. W efek- cie, zupełnie przeze mnie nie przwidzianym doszło do śmierci wielu wskazanych przeze mnie świad- ków, którzy mogli powiedzieć, kto z tzw. polityków i funkcjonariuszy państwowych oraz byłych funk- cjonariuszy różnych służb podejmował wspólnie z przestępcami decyzje w imieniu i w interesie ma- fii paliwowej. Nigdy nie doszło do okazania opisa- nym przeze mnie świadkom zdjęć polityków, proku- ratorów, sędziów, adwokatów oraz tzw. biznesme- nów, i przesłuchania ich co do zdarzeń, bezpośred- nio przez nich obserwowanych. W.G.: Wśród części polskich polityków i dziennikarzy mówi się, że jest Pan pracow- nikiem niemieckiego wywiadu. Nie ma Pan polskiego obywatelstwa, tylko niemieckie. Po ucieczce z komunistycznej Polski szkolił Pan niemieckie służby specjalne i pracował dla niemieckich koncernów paliwowych. To może nasuwać takie podejrzenia. A.M.C.: To raczej Polska ze mnie zrezygnowała, nigdzie nie uciekałem. Zostałem wraz z żoną usu- nięty na margines życia zawodowego i społeczne- go. Po opuszczeniu Zakładu Karnego w Kwidzynie, kilku zatrzymaniach i próbach zatrzymania, oraz wytoczeniu mi postępowania karnego, odebraniu mieszkania, szans na podjęcie pracy najzwyklejszej i naukowej (byłem doktorantem Instytutu Proble- matyki Przestępczości), wręczono nam paszporty w jedną stronę. Na pomysł przedstawienia mnie jako „agenta obcego wywiadu” w połączeniu z zarzu- tem posiadania przeze mnie stopnia pułkownika WSW wpadli, jak mi się wydaje, współpracownicy ludzi związanych z tzw. mafią paliwową. Tym oso- bom zawdzięczam publikację, w której napisano na nowo fragment mojego życiorysu oraz umieszczo- no szeptane „wiarygodne i sprawdzone” informacje o mojej uprzedniej służbie w szeregach WSW. Przy okazji ubiegania się o wystąpienie przed Sejmową Komisją Śledczą ds. PKN Orlen SA, poprosiłem o wystąpienie w imieniu Komisji o moją teczkę do IPN. Poza tym prosiłem o ujawnienie zawartych w moim wystąpieniu szczegółowych informacji na te- mat mojej osoby i okoliczności w jakich znalazłem się na emigracji. Znajdują się w nim także kopie umów i zleceń z wieloma zagranicznymi koncerna- mi i firmami, dla których legalnie pracowałem. W.G.: Ilu świadków w sprawach związanych z mafią paliwową w międzyczasie umarło lub zostało zamordowanych? 18 INTERVIEW Ein Deutscher AGENT Ein Deutscher AGENT?? Um ihn zu kompromittieren bezeichnen ihn einige polnische Politiker und Journa- listen als Agenten des deutschen Geheimdienstes. Wir sprachen mit Andrzej M. Czyżewski, der seit Jahren gegen die sog. Kraftstoff-Mafia in Polen kämpft. „ Waldemar Gruna Waldemar Gruna: Was ist die Kraftstoff-Mafia in Polen? Andrzej M. Czyżewski: Man kann von einer sog. Kra- ftstoff-Mafia sprechen, also einer organisierten Kriminel- lengruppe, einer Art Organisa- tion, die der englische Journa- list M. Glenny in seinem Buch unter dem vielsagenden Titel „McMafia“ beschreibt. In An- lehnung an die Argumenta- tion des Buchautors, aber auch in Zusammenhang mit meinen mehrmals in Polen gemachten Aussagen und Anzeigen, sollte die Kraftstoff-Mafia als eine Abteilung eines „Superministeriums der organisierten Wirtschaftskriminalität“ betrachtet werden. Es ver- wendet die Fassadenstrukturen der staatlichen Verwal- tung. Das Fundament dieses Konstruktes war und ist der Profit, der die Macht über die immer ratlosere und vergegenständlichte polnische Gesellschaft erweitert – nun nicht mehr nach dem Grundsatz „alle Macht den Räten“ sondern „alle Macht an uns“. Das passt he- rvorragend zu der vor einigen Jahren von einem bekan- nten Professor für Strafverfahrensrecht der Jagiellonen Universität gemachten Anmerkung: „Wer die Recht- sprechung kontrolliert, der hat die Macht“. Ich denke also, dass die Mafia diese Macht hat, wenn ich mir das Vorgehen einiger Staatsanwaltschaften und Ge- richte anschaue, die sich mit Kraftstoff-Prozessen be- fassen. Man möchte dann einfach sagen: „Das ist eben Polen“. W.G.: Können sie ihre Behauptungen bewe- isen? Ihre Ansichten sind ja recht extrem. Sind sie nicht zu extrem? A.M.C.: Bei keinem einzigen Verfahren, an dem ich zu Beginn beteiligt war, wurde eine grundlegen- de Beweissicherung nach der Strafprozessordnung durchgeführt. Darüber hinaus verhinderte man in mehreren Dutzend Verfahren meine Aussagen, ob- wohl ich laut Akten und Anträgen von Dritten die einzige Person in Polen war, die bestimmte Politi- ker verschiedener Parteien sowie mindestens meh- rere Dutzend Staatsanwälte, Richter, Rechtsanwäl- te und Beamten des Finanzministeriums nennen konnte, die in unterschiedlichem Umfang mit der Kraftstoff-Mafia zusammengearbeitet haben. Ich denke die Antwort auf die Frage „warum“ und gle- ichzeitig eine Bestätigung meiner Haltung finden sich in den Verhörprotokollen, die momentan der Regierungskanzlei und der Generalstaatsanwalt- schaft vorliegen. Ich würde vorschlagen, zunächst meine Anzeige vom 7. Juni 2000 sowie die Aufze- ichnung meines Gesprächs vom 1. Juli 2000 mit dem Direktor des Büros für Organisierte Krimina- lität der Generalstaatsanwaltschaft, Ryszard Ry- chlik, zu veröffentlichen. In Folge dieses Gesprächs starben zahlreiche von mir benannte Zeugen, die sonst ausgesagt hätten, wer unter Politikern, Sta- atsbeamten und Beamten zahlreicher Sicherhe- itsdienste gemeinsam mit Verbrechern Entsche- idungen im Namen und im Interesse der Kraft- stoff-Mafia fällte. Den von mir benannten Zeu- gen wurden niemals Fotos von Politikern, Sta- atsanwälten, Rechtsanwälten und Geschäftsleu- ten gezeigt. Sie wurden auch nie zu den von ih- nen beobachteten Vorgängen befragt. W.G.: Einige polnische Politiker und Jo- urnalisten behaupten, sie wären Mitar- beiter des deutschen Nachrichtendien- stes. Sie sind deutscher Staatsbürger. Nach ihrer Flucht aus dem kommunistischen Po- len haben sie deutsche Sondereinheiten ge- schult und arbeiteten für deutsche Minera- lölkonzerne. Ein Verdacht drängt sich auf. A.M.C.: Polen hat mich eher verstoßen, ich bin nicht geflohen. Ich und meine Frau wurden aus dem Berufsleben und an den Rand der Gesell- schaft gedrängt. Nachdem ich aus der Haftanstalt in Kwidzyn entlassen wurde, nach mehreren Verha- ftungen, nach meinem Strafprozess und nachdem man mir meine Wohnung und meine beruflichen Möglichkeiten nahm (ich war Doktorand am In- stitut für Verbrechensproblematiken) erhielten wir ausschließlich für die Ausreise bestimmte Reise- pässe. Auf die Idee, mich als Agenten fremder Na- chrichtendienste und Mitarbeiter des Polnischen Militärgeheimdienstes hinzustellen kamen, wie mir scheint, die Mitglieder der Kraftstoff-Mafia. Diesen Menschen habe ich die Veröffentlichung zu verdan- ken, in der Teile meines Lebenslaufs neu verfasst wurden und wo man mich aufgrund „glaubhafter und belegter“ Informationen als Mitarbeiter des früheren polnischen Militärgeheimdienstes darstel- lte. Als ich mich um die Möglichkeit bemühte, vor der Untersuchungskommission zur Kraftstoff-Ma- fia aussagen zu können, bat ich die Kommission auch, meine Akte beim Institut für Nationales Ge- denken anzufordern. Ich bat auch darum, detail- lierte Angaben zu meiner Person und die Umstän- de, unter denen ich emigrieren musste zu publizie- ren. Dort würden sich Kopien von Verträgen und Aufträgen zahlreicher ausländischer Konzerne und Unternehmen finden, mit denen ich legal zusam- menarbeitete. W.G.: Wie viele Zeugen im Fall der Kraft- stoff-Mafia sind inzwischen verstorben oder wurden ermordet? A.M.C.: Ich weiß nicht genau wie viele Menschen ihr Leben oder ihre Gesundheit verloren, oder ihrer Existenzgrundlage beraubt wurden. Ich kenne eini- ge Dutzend Fälle. Vor einigen Jahren sprach man von 73 Ermordeten. W.G.: Hat man versucht auch Sie umzubringen? A.M.C.: Mehrmals. In allen Fällen wollte die von mir eingeschaltete Staatsanwaltschaft keine Ermit- tlungen einleiten oder ließ die Anklage nach eini- gen scheinbaren und unnötigen Ermittlungen fal- len. In zwei Fällen wurden überhaupt keine Ermit- tlungen durchgeführt. Seit dem 29.07.2000 gibt es einen Mordauftrag gegen mich. Unter den Auftrag- gebern sind mir bekannte Vertreter der Staatsan- waltschaft und der Gerichte. 19 HISTORIA Ukryta miłośćmiłość Zdecydowała się wrócić i pozostać u boku swego mężczyzny. On wiedział, jaka kara go czeka za ukrywanie Niemki. Mijały miesiące i lata Nasz sąsiad nadal mieszkał sam. Które- goś dnia (było to w latach pięćdziesią- tych), kiedy napięcie w stosunkach polsko- -niemieckich nieco zelżało, zaczęli się krę- cić koło jego domu jacyś ludzie, wypyty- wali też nas. Jak się wkrótce okazało, szuka- li tej młodej pięknej Niemki, której sąsiada- mi byliśmy, a która zaginęła w niewyjaśnio- nych okolicznościach podczas transportu do Niemiec. Jej rodzice mieli wciąż nadzieję, że być może tu ktoś coś o niej słyszał, że może znajdą ją żywą, a jeśli nie, to chociaż natra- fią na jej mogiłę. Poszukiwania nie zmieniły jednak niczego. Płacz dziecka Zajęci swoimi sprawami już prawie zapo- mnieliśmy o tych wcześniejszych wizy- tach „obcych”, gdy pewnego dnia przez na- sze podwórko przejechał gazik milicyjny. Funkcjonariusze przybyli z nakazem rewi- zji. Przetrząsnęli cały dom, od piwnicy po strych. Nie znaleźli nawet kobiecego włosa, a co dopiero kobiety. Kiedy wsiedli do samo- chodu, okazało się, że nie można uruchomić silnika, który parę razy zawarczał i zgasł. Mi- licjanci sami zabrali się do naprawy. I oto na- gle usłyszeli płacz dziecka. Głos dochodził z domu, który tak niedawno opuścili. Historia miłości Gdy pociąg z niemieckimi wysiedleńca- mi dotarł do granicy, dziewczyna wy- siadła zanim jeszcze rozpoczęła się kontro- la. Był zimowy wieczór, gdy utrudzona po- dróżą, wystraszona, głodna i zmarznię- ta zapukała do drzwi „swego” domu. A te- raz „jego” domu. Tego, dla którego zdecydo- wała się opuścić najbliższych, tego, dla które- go zdecydowała się wrócić i pozostać. Swe- go mężczyzny. On wiedział, jaka kara go cze- ka za ukrywanie Niemki. Przedwojenny ofi- cer, który nigdy potem już nie awansował, bo był „przedwojenny”, po prostu się zako- chał. Polityka przegrała z uczuciem. Minę- ło 10 lat. Nikt poza nim nie wiedział o jej obecności. Sam zrobił dla niej kryjówkę, tak jak chciała. Bała się, że zaczną jej szukać, że każą jej wyjechać. Kiedy zbliżał się termin porodu, jej mężczyzna został powołany na szkolenie wojskowe. Musiał wyjechać. Zo- stała sama. Poród odbył się w lesie. Wyszła z domu nocą, by znaleźć się jak najdalej od lu- Maj 1946 r. Po paromiesięcznej podróży w bydlęcych wago- nach dotarliśmy wreszcie na tzw. Ziemie Odzyskane. Byli- śmy przesiedleńcami z Kresów Wschodnich. Wysiedliśmy na stacji w Jeleniej Górze. Do Sobieszowa dojechaliśmy tramwajem, a nasz dobytek furmankami z tymi, którzy tu wcze- śniej przybyli. Dom, który otrzymaliśmy, za- mieszkiwały Niemki. Kiedy nas zobaczy- ły, dotarło do nich, że już nie są u siebie, bo kto inny został tu gospodarzem. Przerażo- ne uciekły na piętro, nie wiedząc, jaki los je czeka. Potem zrozumiały, że to samo spotka- ło nas parę miesięcy wcześniej. My już byli- śmy przesiedleńcami. One miały się dopie- ro nimi stać. Nasze Niemki wysiedlono Podobna sytuacja panowała u naszych są- siadów. Tam też mieszkała jeszcze rodzi- na niemiecka, a przydział na dom dostał pol- ski oficer urodzony we Lwowie, z wykształ- cenia prawnik. Choć był już dobrze po trzy- dziestce, nie miał własnej rodziny. Jak się później okazało, przed wojną był szaleńczo zakochany w pewnej dziewczynie, niestety niedorównującej mu ani pochodzeniem, ani wykształceniem, ani majątkiem, co sprawi- ło, że oficerski sąd koleżeński kategorycznie sprzeciwił się temu związkowi. Gdy wybu- chła wojna, szedł tam, gdzie toczyła się wal- ka. Szalony, liczył na to, że jakaś kula pozba- wi go życia, a tym samym uwolni od cier- pienia jego serce. Los jednak chciał inaczej – przeżył. W tym właśnie domu – domu pol- skiego porucznika – mieszkała z rodzicami ta piękna młoda Niemka. Jesienią większość rodzin niemieckich otrzymała nakaz opusz- czenia domów i wyjazdu na Zachód. Nasze Niemki i rodzina z sąsiedztwa też. I ta piękna dziewczyna wraz z nimi. Nie powiem, zdą- żyliśmy się już przyzwyczaić do ich obecno- ści. Smutne było to pożegnanie. 22 dzi, by nikt nie usłyszał jej krzyków. Podob- no tak było. Ale mogło zdarzyć się zupełnie inaczej. Urodziła synka. Miał już roczek, gdy milicja urządziła w ich domu rewizję. To był wyrok Czas nabrał większego tempa. Zjawiły się władze gminne. Szybko załatwio- no „młodym” ślub, zaproponowano pracę. Z Niemiec zaczęły napływać paczki. Mały jed- nak chorował: był bladziutki i słaby, ale taki rozkoszny! Miał jasne włoski, całe w locz- kach, prawdziwy aniołek. Matka często od- wiedzała z nim lekarzy. Jeździła po szpitalach i klinikach. Okazało się, że chłopiec ma bia- łaczkę. To był już wyrok. Mogła szukać jesz- cze ratunku w Niemczech, bo rodzina zała- twiła jej i synkowi paszporty. Ale tylko im. Ojcu dziecka nie. Był przecież wojskowym. Zrezygnowała z wyjazdu. Synek zmarł. Miał zaledwie 11 lat. A ojciec całkiem uciekł od świata. Przedtem już miewał stany depresyj- ne, ale po śmierci dziecka choroba się nasili- ła. Musiał się leczyć. Był po sześćdziesiąt- ce, gdy zmarł. Została sama. Nadal otrzy- mywała paczki i dary z zagranicy. Dla siebie nie potrzebowała wiele. Wiedziała, krążąc po okolicznych miejscowościach, kto żyje w nę- dzy, komu należy pomóc. Zrażona działalno- ścią ziomków niemieckich zapisała się do Stowarzyszenia Miłośników Lwowa. Cho- ciaż kto wie, czy nie zadecydowała o tym pa- mięć o mężu, który przecież urodził się w tym mieście. Maria Maciąg na podstawie wspomnień Edwarda Szkulteckiego Więcej: KARKONOSZE 2/2008 Versteckte Liebe Versteckte GESCHICHTE Sie entschied sich zurückzukehren und an der Seite ihres Mannes zu bleiben. Er wusste, welche Strafe ihn für das Verstecken einer Deutschen erwartet. Mai 1946. Nach einer mehrmona- tigen Reise in Viehwaggons er- reichten wir schließlich die sog. Westgebiete. Als Aussiedler, ka- men wir aus dem Osten. Unser Ziel war in Je- lenia Góra erreicht. Nach Sobieszów fuhren wir mit der Straßenbahn. Unser Gepäck war schon da. Es war auf dem Pferdewagen von Leuten in Jelenia Góra verladen und mitge- nommen worden. Sie erwarteten uns schon. Das Haus, in das wir einquartiert wurden, war noch von Deutschen bewohnt. Als sie uns sa- hen verstanden sie, dass dies von nun an nicht mehr ihr “Zuhause“ ist und es einen neun Hau- sherren gibt. Wohl, weil sie nicht wussten, we- lches Schicksal sie selbst nun erwartete, flohen sie voller Angst in die obere Etage. Dann ver- standen sie, dass wir einige Monate vorher das- selbe durchgemacht hatten . Wir waren schon Aussiedler, sie sollten erst welche werden. Unsere Deutschen wurden ausgesiedelt Eine ähnliche Situation gab es im Nachbar- haus. Auch dort wohnte noch eine deut- sche Familie, das nun ein studierter Jurist und polnische Offizier aus Lemberg zugeteilt wor- den war.. Obwohl er schon weit über Dreißig war, hatte er noch keine eigene Familie. Später stellte sich heraus, dass er vor dem Krieg in ein Mädchen verliebt war, das ihm leider we- der in der Herkunft, noch materiell und intel- lektuell entsprechen konnte. Das Offiziers-Kol- legialgericht entschied sich gegen diese Bezie- hung. Als der Krieg ausbrach, ging er immer in die vorderste Frontlinie, in seinem Wahn hoffend, dass ihn eine Kugel erwischen wür- de, die ihn von seiner Trauer befreien könnte.. Doch das Schicksal wollte anders. Er überleb- te. Und in diesem Haus – dem Haus des po- lnischen Oberleutnants – wohnte diese wun- derhübsche junge Deutsche mit ihren Eltern. Schon im Herbst hatten die meisten deutschen Familien den Befehl bekommen, ihre Häuser zu verlassen und nach Westen auszuwandern. Auch unsere Deutschen und die Familie aus der Nachbarschaft. Auch das wunderhübsche Mädchen. Dabei hatten wir uns an ihre Anwe- senheit schon gewöhnt. Es wurde ein trauriger Abschied. Es vergingen Monate und Jahre Unser Nachbar wohnt immer noch alle- ine. Eines Tages, in den fünfziger Jahren, als sich die Beziehungen zwischen Deutsch- land und Polen etwas entspannt hatten, be- gannen an seinem Haus irgendwelche Leu- te herumzuschnüffeln. Sie befragten auch uns. Bald stellte sich heraus, dass sie diese wunderschöne Deutsche suchten, die unse- re Nachbarin war und die auf dem Weg nach Deutschland unter ungeklärten Umständen verschollen war. Ihre Eltern hatten immer noch die Hoffung, dass vielleicht jemand was gehört hat. Man hoffte, sie noch lebendig zu finden. Wenn nicht, dann würden sie zumin- dest ihr Grab finden, sagte man uns. Doch die Suche blieb ergebnislos. Weinen eines Kindes Wir waren mit unseren Angelegenheiten beschäftigt und vergaßen diese Besu- che der Fremden, als eines Tages ein Volks- polizei-Jeep über unseren Hof fuhr. Die Be- amten hatten einen Durchsuchungsbefehl dabei. Sie durchsuchten das ganze Haus, vom Keller bis zum Dachboden. Nicht ein- mal ein Frauenhaar konnten sie finden, von einer Frau, ganz zu schweigen. Als sie ins Auto stiegen, wollte der Motor jedoch nicht starten. Er drehte ein paar Mal und verstum- mte. Die Beamten machten sich an die Re- paratur. Und plötzlich hörten sie das We- inen eines Kindes. Die Stimme kam aus dem Haus, das sie soeben durchsucht hatten. Eine Liebesgeschichte Als der Zug mit den deutschen Aus- siedlern an der Grenze angekommen war, stieg das Mädchen aus, noch bevor die Grenzkontrollen begonnen hatten. Es war ein Winterabend, als sie von der Reise er- schöpft, erschrocken, hungrig und frierend an der Tür “ihres“ Hauses klopfte. Jetzt war es “sein“ Haus. Das Haus des Mannes, für den sie beschloss ihre Familie zu verlassen und zu dem sie zurückzukehren wollte.. Es war ihr Mann. Er wusste, welche Strafe ihn für das Verstecken einer Deutschen erwar- tet. Der Vorkriegsoffizier, der nie mehr be- fördert wurde, weil er eben ein „Vorkriegsof- fizier“ war, hatte sich ganz einfach verliebt. Das Gefühl nahm Oberhand über die Poli- tik. Es vergingen 10 Jahre. Niemand – au- ßer ihm – wusste von ihrer Anwesenheit. Er selbst baute das Versteck für sie – so wie sie es wollte. Sie hatte Angst, dass man sie zu suchen beginnt und abschiebt. Als der Ent- bindungstermin näher kam, wurde ihr Mann zu einer Armeeschulung berufen. Er musste verreisen. Sie blieb alleine. Die Geburt fand im Wald statt. Sie ging nachts aus dem Haus, um möglichst weit weg von allen Menschen zu sein damit niemand ihre Schreie hört. So soll es gewesen sein. Aber es hätte auch an- ders gewesen sein können. Sie gebar einen Sohn. Er war schon ein Jahr alt, als die Volks- polizei ihr Haus durchsuchte. Das Urteil Die Sache geriet in Fahrt. Es erschien die Gemeindeverwaltung. Man besorg- te dem „jungen Paar“ rasch eine Hochze- it und einen Arbeitsplatz. Es begannen Pa- kete aus Deutschland zu kommen. Auch war der Kleine krank. Er war blass und schwach. Aber wie süß er war. Er hatte helle Locken, wie ein Engel. Die Mutter ging oft mit ihm zum Arzt. Sie fuhr in Krankenhäuser und Kliniken. Es stellte sich heraus, dass der Jun- ge Leukämie hatte. Das war das Urteil. Sie hätte noch Hilfe in Deutschland suchen kön- nen, ihre Familie besorgte einen Reisepass für die beiden. Aber nur für sie und den Sohn. Der Vater bekam keinen. Er war Sol- dat. Sie ist nicht gefahren. Der Sohn starb. Er war gerade 11 Jahre alt. Der Vater verlor da- raufhin den Kontakt zu seinem Umfeld. Er war schon vorher depressiv, doch nach dem Tod des Kindes verstärkte sich die Krankhe- it. Er musste sich behandeln lassen. Er war über sechzig als er starb. Sie blieb alleine und bekam weiterhin Pakete und Geschenke aus dem Ausland. Für sich brauchte sie nicht viel. Sie ging durch die umliegenden Dörfer und wusste, wer Hilfe braucht. Von den Ta- ten ihrer Landsleute angewidert, trat sie der Freundesgesellschaft der Stadt Lemberg bei. Aber vielleicht war es auch ihrem Mann zu Ehren, der ja aus Lemberg stammte. Maria Maciąg Nach den Erinnerungen von Edward Szkultecki Mehr: KARKONOSZE 2/2008 23
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Magazyn Polsko - Niemiecki REGION Europy - e-wydanie
Numer:
4/2008

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również: