Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00103 009369 7441151 na godz. na dobę w sumie
Miesięcznik Znak. Październik 2014 - ebook
Miesięcznik Znak. Październik 2014 - ebook
Numer: Archiwum publikacji: numery archiwalne
Wydawca: Znak Język publikacji: polski
ISSN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: e-prasa >> kobiece, lifestyle, kultura
Porównaj ceny (wydanie papierowe, wydanie cyfrowe).

Temat miesiąca:

Jak wiara zmienia Biblię?

W jaki sposób wiara lub niewiara tłumacza wpływa na przekład Biblii? Dlaczego translacja miałaby być aktem wiary? Czy możliwy jest przekład ekumeniczny?

DEBATY

Kultura Głuchych – posiadają swój język, zwyczaje oraz poczucie odrębności. Czy Głusi są mniejszością?

IDEE

Jak umierać? – debata o eutanazji z udziałem Kaczkowskiego, Kozłowskiej, Królikowskiego i Łukowa

KULTURA

Pisarz – rzemieślnik słowa czy natchniony wizjoner? Madaliński o trudnej identyfikacji współczesnych twórców

DODATEK SPECJALNY

Dania oczami Łukasza Orbitowskiego.

 

Pierwsza część dziennika z Kopenhagi – „Jezu, naprawdę muszę tutaj żyć'


Darmowy fragment publikacji:


debaty idee kultura dodatek specjalny Kultura Głuchych – posiadają swój język, zwyczaje oraz poczucie odrębności. Czy Głusi są mniejszością? — s. 40 Jak umierac? – debata o eutanazji z udziałem Kaczkowskiego, Kozłowskiej, Królikowskiego i Łukowa — s. 60 Pisarz – rzemieślnik słowa czy natchniony wizjoner? Madaliński o trudnej identyfikacji współczesnych twórców — s. 90 Dania oczami Łukasza Orbitowskiego. Pierwsza część dziennika z Kopenhagi – „Jezu, naprawdę muszę tutaj żyć” — s. 52 Nr 713 cena: 19,90 zł | vat 5 (w prenumeracie: 13 zł) pazdziernik (10) 2014 | nakład 2100 egz. Jak wiara zmienia Biblie? W przeciwieństwie do Talmudu i Koranu, Biblia po przetłumaczeniu nie traci statusu świętej. W jaki sposób wyznanie tłumacza wpływa na przekład? Skąd biorą się różnice w katolickiej i protestanckiej translacji Pisma Świętego? Czy biblistyka krytyczna to  droga do reformy Kościoła? Odpowiadają: Blumczyński, Węgrzyniak, Pracki, Kot, Jasnos — s. 4‒33 i k s w o r t o i P z s u e t o m y T : a j c a r t s u l I issn 0044-488X indeks 383716 1 Dominika kozłowska Z powrotem do doświadczenia C złowiek przychodzi do Kościoła po to, by podtrzymać swoją wątłą nadzieję, a dostaje w zamian teorię czystego istnienia” – tak ks. Józef Tischner wyjaśniał powody swojego sporu z tomistami. Zarzucał im niezdolność do objaśniania problemów współczesnego człowieka w sposób odpowiadający ludzkim potrzebom i duszpasterską klęskę. Konferencja Episkopatu Polski pracuje obecnie nad kolejnymi dokumentami dotyczącymi zagadnień bioety- cznych. Obawiam się, że dla wielu osób, które zmagają się z dramatycznymi doświadczeniami niepłodności, nieuleczalnej choroby, ciężkiego upośledzenia dziecka rozwijającego się w łonie matki, wskazania przygotowywane przez biskupów okazać się mogą zbyt abstrakcyjne i oder- wane od życia. Dokumenty takie są potrzebne, ale punktem wyjścia do ich powstania powinno być doświadczenie, a nie teoria. Od dawna mówi się o potrzebie znalezienia przez Kościół nowego języka. W sprawach dotyczących początku i końca ludzkiego życia jest to szczególnie istotne. I nie chodzi tu o kwestię większej jasności w tłumaczeniu zawiłych teorii prawonaturalnych ani o działanie zasady podwójnego skutku. Papież Franciszek wiele mówi o konieczności skoncentrowania się kapłanów na duszpasterskiej misji Kościoła. W moim odczuciu oznacza to otwarcie na dru- giego człowieka w jego bólu, cierpieniu, nadziejach, poszukiwaniu sensu; towarzyszenie mu w tej drodze poprzez posługę Słowa i sakramentów. Refleksja intelektualna, poszukiwanie zasad chrześcijańskiego życia i formułowanie odpowiedzi na pytania, które podsuwa nam współczesny świat, powinny rodzić się w odpowiedzi na Słowo Boga i osobiste doświadczenie spotkania z drugim, pracy i służby dla innych. „Heroizm to podstawowa barwa ludzkiej egzystencji” – pisał w innym miejscu – ale znów niez- wykle trafnie – ks. Józef Tischner. Wiele ze spraw, którymi zajmują się komisje bioetyków, odnosi się do tego właśnie aspektu życia. Heroiczne decyzje muszą być podejmowane w wyniku osobistego rozpoznania. Nie mamy prawa nikomu nakazywać heroizmu, zwłaszcza jeżeli nie oferujemy rozwiązania alternatywnego. Nie skazujmy kogoś, kto się załamał, uderzając go okrucieństwem sądu moralnego albo cywilnego, tylko szukajmy świadectwa, które mu pomoże, da mu na powrót nadzieję. „W sporach na tematy bioetyczne nie chodzi ani o zwycięstwo, ani o rację, ale o konflikt wartości na tyle dla ludzi ważnych, że nie sposób udzielić jednej właściwej odpowiedzi na pytanie, jak mamy je wyważyć. I niezależnie od dokonanego wyboru jakąś wartość – również istotną – będziemy musieli poświęcić” – mówi Weronika Chańska, bioetyk, w rozmowie z Anną Mateją publikowanej w „Ideach”. Rolą duchowego przewodnika jest towarzyszenie człowiekowi w poszukiwaniu własnych odpowiedzi, nie zaś zdejmowanie z ludzi trudu odnajdywania oso- bistych rozstrzygnięć. O takiej właśnie drodze i towarzyszeniu mówi ks. Jan Kaczkowski, założyciel puckiego hospicjum, chory na złośliwy nowotwór mózgu, w debacie publikowanej w tym samym bloku tekstów. „Bardzo się boję – mówi ks. Jan Kaczkowski – że ani kulturowo, ani prawnie nie jesteśmy przy- gotowani do dyskusji etycznej na temat sytuacji człowieka wobec umierania i że ta dyskusja, która w Polsce powinna się toczyć, przerodzi się w okładanie się ideologicznymi pałkami po głowach”. Nie pozwólmy, abyśmy my, uczestnicy tej debaty, uczynili z ze spraw ostatecznych ideologię. ORGANIZATOR KONKURSU PATRONAT PATRONAT MEDIALNY: 2 październik 2014 nr 713 TEmaT miEsiĄCa: Jak wiaRa zmiEnia BiBLiĘ? W jaki sposób wiara lub niewiara tłumacza wpływa na przekład Biblii? Dlaczego translacja miałaby być aktem wiary? Czy możliwy jest prawdziwy przekład ekumeniczny? Przekład – akt wiary, Piotr Blumczyński 6 13 Zdumienie nad wielkością mrówki, ks. Wojciech Węgrzyniak 18 Słowo Boże nie ma wyznania, Z ks. Romanem Prackim rozmawia Dominika Kozłowska 25 Biblii nie napisał Jezus. Badanie Nowego Testamentu jako dokumentacji historycznej, Dariusz Kot 30 Biblia w cieniu teologii?, Renata Jasnos 34w kinie w rangunie 40 kultura głuchych S E G A M I y T T E G / A C C I C E D N E R u A l . T O F M u R O F / A K T A l K Z R O G E Z R G . T O F DEBaTY 34 W kinie w Rangunie, Paweł Słoń 40 Kultura Głuchych, Franciszek Czech, Elżbieta Wiącek 48 Teologia – po co to komu? Część 1: Zostań teologiem, Robert M. Rynkowski iDEE 60 Jak umierać?, Debata o eutanazji z udziałem ks. Jana Kaczkowskiego, Michała Królikowskiego, Pawła Łukowa. Prowadzenie: Dominika Kozłowska 74 Bardziej słucham ludzi, Z Weroniką Chańską rozmawia Anna Mateja 80 Grzech wyobcowania z „sakramentu chwili”, Fryderyk Hunia 84 Religia w dobie skrajnego indywidualizmu, Z Benjaminem Beit-Hallahmim rozmawia Agnieszka Krzysztof-Świderska DoDaTEk spECJaLnY 52 Łukasz Orbitowski: Dziennik z Kopenhagi cz. I P A P / T S O R P W / Z C I W O K R A M K E R A . T O F pisarz nie jest glamour 90 LUDziE – ksiĄŻki – zDaRzEnia 90 Pisarz nie jest glamour, Artur Madaliński 98 Nikt z nich nie stał się cynikiem, Z Jerzym Illgiem rozmawia Agnieszka Rzonca 108 Miłosz za Wielką Wodą, Łukasz Tischner 113 Polemika z Andrzejem Romanowskim, Marcin Król 115 Przenikliwy głos pani Lavezzoli, Anna Arno 118 Odzyskiwanie sąsiedztwa, Marta Duch-Dyngosz 124 Ćwiczenie z wyobraźni historycznej, Jakub Muchowski 125 Romantyczność, wojna i tryper, Krzysztof Wołodźko sTałE RUBRYki 50 Józefa Hennelowa: Coraz bliżej albo coraz mniej 51 Justyna Bargielska: Z pułapki w pułapkę 114 Janusz Poniewierski: Ogrody pamięci 126 Jerzy Illg: Mój przyjaciel wiersz 3 ul. Tadeusza Kościuszki 37, 30‒105 Kraków tel. (12) 61 99 530, fax (12) 61 99 502 www.miesiecznik.znak.com.pl e-mail: miesiecznik@znak.com.pl redakcja: Marta Duch-Dyngosz, Monika Gałka, Dominika Kozłowska (redaktor naczelna), Urszula Pieczek, Janusz Poniewierski, Agnieszka Rzonca, Krystyna Strączek, Karol Tarnowski, Henryk Woźniakowski zespół: Wojciech Bonowicz, Bohdan Cywiński, Tomasz Fiałkowski, Tadeusz Gadacz, Jarosław Gowin, Stanisław Grygiel, ks. Michał Heller, Józefa Hennelowa, Wacław Hryniewicz OMI, Jerzy Illg, Piotr Kłodkowski, ks. Jan Kracik , Janina Ochojska-Okońska, bp Grzegorz Ryś, Władysław Stróżewski, Stefan Wilkanowicz współpraca: Andrzej Brylak, Paulina Bulska, Mateusz Burzyk, Piotr Cebo, Aleksander Gomola, Ilona Klimek, Elżbieta Kot, Cezary Kościelniak, Daniel Lis, Anna Mateja, Tomasz Ponikło, Jolanta Prochowicz, Adam Puchejda, Miłosz Puczydłowski, Justyna Siemienowicz opieka artystyczna: Władysław Buchner projekt okładki: Władysław Buchner skład i łamanie: Barbara Sadowska projekt graficzny pisma: Marek Zalejski/Studio Q fotoedycja: Marcin Kapica korekta: Barbara Gąsiorowska druk: Drukarnia Colonel, Kraków, ul. Dąbrowskiego 16 promocja i reklama: Monika Gałka, tel. (12) 61 99 530, e-mail: galka@znak.com.pl prenumerata: Joanna Dyląg, tel. (12) 61 99 569, e-mail: dylag@znak.com.pl Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo ich redagowania i skracania. Redakcja nie odpowiada za treść zamieszczanych ogłoszeń. Rozpowszechnianie redakcyjnych materiałów publicystycznych bez zgody wydawcy jest zabronione. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego 4 temat miesiąca ZNAK 10•2014 Jak wiara zmienia Biblię? W przeciwieństwie do Talmudu i Koranu, Biblia to jedyna księga, która po przetłumaczeniu nie traci statusu świętej. W numerze z września 2012 r. zadaliśmy pytanie, w jaki sposób przekłady zmieniają Biblię, o co spierają się filologowie i teologowie. Tym razem proponujemy spojrzenie z przeciwnej perspektywy: w jaki sposób wiara lub niewiara tłumacza, przynależność do jednego z chrześcijańskich Kościołów wpływa na przekład? Skoro chrześcijanie wszystkich wyznań przyjmują to samo Słowo, dlaczego tak trudno o jedność? Odpowiadają: Piotr Blumczyński – filolog Ks. Wojciech Węgrzyniak – biblista Ks. Roman Pracki – pastor ewangelicki Dariusz Kot – ateista Renata Jasnos – biblista 5 10•2014 ZNAK rys. Gary Waters/Ikon/Getty ImaGes 6 temat miesiąca ZNAK 10•2014 Przekład – akt wiary Piotr Blumczyński Przekładu – nie tylko biblijnego – nie da się oddzielić od wiary. Jest ona obecna już na etapie rozstrzygania tego, czym przekład jest, czego dotyczy, jak należy go dokonywać i oceniać. W przypadku Pisma Świętego kwestie wiary, przekonań i założeń dotyczą także mnóstwa konkretnych decyzji translatorskich t łumaczenie to pod wieloma względami akt wiary. Wiara – co najmniej w możliwość i sen- sowność samego przedsięwzięcia – towarzyszy każdemu tłumaczeniu, ale w przypadku tekstów świę- tych rozciąga się również na wiele innych obszarów. W niniejszym artykule proponuję odwiedzić najważ- niejsze z nich w poszukiwaniu przejawów i śladów wiary. Poszukiwania te będziemy prowadzić z perspektywy filo- logicznej i przekładoznawczej, która jednak, jak się prze- konamy, jest nieuchronnie spleciona z siatką założeń i przekonań, a ostatecznie dotyka właśnie kwestii wiary. Celowo nie zaczynam od sprecyzowania tego pojęcia, bo jego rozumienie w toku naszych rozważań będzie ulegać zmianom. Choć głównie interesuje nas wiara w sensie konfesyjnym, wyrażająca się w konkretnych przekonaniach doktrynalnych, nie sposób rozpatrywać jej w oderwaniu od tego, w co wierzymy odnośnie do samego przekładu. * * * Na początek wsłuchajmy się w terminologię. Seman- tyka czasownika „przekładać” (w sensie etymolo- gicznym) odwołuje się do kategorii materialnych i prze- strzennych. W tym obrazie sens jest jak namacalny, konkretny przedmiot, który można wyjąć z pojemnika 7 10•2014 ZNAK jednego języka i przełożyć do innego. Tekst można przełożyć z jednego języka na drugi niczym potrawę z garnka na talerz. Treść da się oddzielić od formy, a formę zmienić. Nie jest specjalnie ważne, kto i jak przekłada: co to za różnica, jak przełożymy przedmiot na drugą stronę bariery (również językowej) albo kto tego dokona. Sens zostanie zachowany, choć wyrażony innymi słowami. Tak rozumiany przekład umożliwia nie tylko takożsamość, ale i tożsamość sensu. W mniej idealistycznej formie mówi się o „przybliżaniu” zna- czenia, co jednak nadal odwołuje się do metaforyki przestrzennej traktującej sens jak materię. (Zauważmy na marginesie, że jest to myślenie bardzo klasyczne, arystotelesowskie, obrazujące rozróżnienie między istotą rzeczy a jej cechami akcydentalnymi). Przekład jako proces ma charakter odtwórczy, a jako produkt – pochodny. I w końcu: po co ponownie przekładać coś, co już zostało (dobrze) przełożone? Słowo „tłumaczyć” rysuje nam całkiem inny obraz. Tłumaczyć to objaśniać (czyli rozpraszać ciemności, będące metaforą niezrozumienia) lub uzasadniać (czyli pomagać zrozumieć powody i przyczyny jakichś zja- wisk). Można tłumaczyć lepiej lub gorzej, skutecznie lub na próżno. Żeby umieć wytłumaczyć (i przetłuma- czyć), trzeba samemu dobrze rozumieć. Idea tłu- maczenia zakłada i akcentuje szeroki kontekst: kto tłumaczy?, komu?, co?, kiedy?, jak?, po co?, itd. Nie ma tłumaczeń uniwersalnych: te przeznaczone dla spe- cjalistów nie nadadzą się dla dzieci. Tłumaczyć trzeba wciąż na nowo, bo nieustannie zmienia się kontekst odbioru tłumaczenia oraz jego cel, a niekiedy również sposób odczytania oryginału. Umysłowość zachodnia przesiąknięta jest pierw- szym modelem, bo wyrosła na propagującej go filo- zofii klasycznej. W większości języków europejskich utrwalił się obraz transferu w najrozmaitszych for- mach: przenoszenia (ang. Translation), przekładania (niem. Übersetzung), przeprowadzania (fr. traduction). Tak najczęściej mówi się i myśli o tłumaczeniu, a ideal- nego tłumacza porównuje do szyby: powinien być przeź- roczysty i dawać nam możliwie najpełniejszy dostęp do oryginału. Obecność tłumacza dostrzeżemy tylko wtedy, gdy naszą uwagę zwrócą jakieś niedoskonałości, zarysowania i zmatowienia. Jednak współczesne przekładoznawstwo coraz dobitniej wykazuje naiwność i nieadekwatność takiego modelu. Jeden z czołowych teoretyków tej dyscypliny, Lawrence Venuti, mówi o dwóch tradycjach teoretycz- nych: instrumentalnej, w której przekład jest narzę- dziem umożliwiającym dotarcie do oryginału, oraz hermeneutycznej, zgodnie z którą tłumaczenie ukazuje zawsze jakąś interpretację oryginału, ale nie sam ory- ginał. Tradycje te odróżnia podejście do tzw. seman- tycznego inwariantu, czyli stabilnego sensu oryginału, który da się – bądź nie – w pełni odkryć, a następnie wyrazić w przekładzie. Różnicę tę dobrze obrazuje omówione powyżej, utrwalone w polszczyźnie roz- różnienie między „przekładaniem” a „tłumaczeniem”. Idea przekładania zakłada semantyczny inwariant, który bez strat należy przenieść na drugą stronę bariery językowej; idea tłumaczenia nie zakłada przenoszenia sensu, ale raczej objaśnianie go w sposób nieuchronnie subiektywny, bo przez kogoś, komuś, po coś itp. Oczywiście znaczenie wyrazu ostatecznie nie zależy od jego etymologii, ale stosowania. Nie twierdzę, że posługiwanie się terminem „przekład” lub „tłuma- czenie” automatycznie odzwierciedla pewien sposób myślenia – i dlatego odtąd będę używał obu tych okreś- leń zamiennie – lecz chcę na przykładzie obecnej w nich konceptualizacji wskazać na kluczowe rozróż- nienie w teorii przekładu. Co ważne, opowiedzenie się po stronie modelu instrumentalnego bądź hermeneu- tycznego jest kwestią nie nauki, lecz wiary. Filologia nie pomoże nam ostatecznie rozstrzygnąć pytania o istotę i ewentualną tożsamość znaczenia – do tego potrzebna jest filozofia (a niekiedy i teologia), podobnie jak fizyka nigdy nie rozstrzygnie kwestii metafizycznych. * * * Jak widać, przekładu – nie tylko biblijnego – nie da się oddzielić od wiary. Jest ona obecna już na etapie roz- strzygania tego, czym przekład jest, czego dotyczy, jak należy go dokonywać i oceniać. W przypadku Pisma Świętego kwestie wiary, przekonań i założeń dotyczą także mnóstwa konkretnych decyzji translatorskich. Przyjrzyjmy się bliżej tym z nich, które da się przypisać różnicom w sferze wiary rozumianej odtąd głównie w sensie konfesyjnym. Przede wszystkim zadajmy pytanie: na czym polega konfesyjność przekładu? Czasem mówi się, że jakiś przekład Biblii jest katolicki, protestancki lub eku- meniczny, ale pomijając kwestię środowiska wyzna- niowego, w którym powstał, czy jest coś w samym przekładzie, w jego formie i treści, co stanowi o jego konfesyjności? 8 temat miesiąca ZNAK 10•2014 Hermeneutyczny model tłumaczenia każe nam przyjąć, że każdy przekład dokonywany jest z pewnej perspektywy i w określonym otoczeniu, w tym i kon- fesyjnym. Nie bez znaczenia jest to, kto tłumaczy, dla kogo, w jakim celu i ile ma na to czasu, kto prze- kład inicjuje i finansuje, kto go sprawdza, poprawia i zatwierdza, itd. Zwolennicy funkcjonalnej teorii przekładu przekonują wręcz, że tego rodzaju czyn- niki kształtują najważniejsze cechy tłumaczenia. Tymczasem temat konfesyjności przekładów biblijnych, ich „perspektywy wyznaniowej”, bywa przez wydawców wstydliwie lub strategicznie przemilczany. Okazuje się często niewygodny politycznie i niekorzystny mar- ketingowo, bo  zwraca uwagę czytelników na  wybór. Któż z wydawców chciałby podkreś- lać, że oferowane przezeń tłu- maczenie to tylko jedno z wielu możliwych lub że  wyraża perspektywę jednego tylko wyznania? Z reguły w tytule oraz paratekstach eksponuje się więc pozakonfesyjne aspekty przekładu – najczęściej to, że jest „współczesny”1, „nowy”2 lub wręcz „najnowszy”3, „z języków oryginalnych”4 lub specjalny (np. „na Wielki Jubi- leusz Roku 2000”5). Pomijając nietypowy przypadek Jewish New Testament (wydany w Polsce jako Komen- tarz żydowski do Nowego Testamentu6), nie spotkałem się z podkreślaniem – czy choćby sygnalizowaniem – na okładce lub stronie tytułowej konfesyjności prze- kładu. Jedynym odstępstwem od tej reguły, a w gruncie rzeczy jej potwierdzeniem, są przekłady „ekume- niczne”7, bo ponadwyznaniowość najwyraźniej uwa- żana jest za atut, za synonim doktrynalnego zrówno- ważenia. W tej tendencji wydawniczo-marketingowej pobrzmiewa echo instrumentalnej teorii przekładu, propagującej ideę przeźroczystości i bezstronności tłumacza i jego dzieła. A przecież wpływ kwestii konfesyjnych i doktrynal- nych przenika wszystkie etapy procesu translacyjnego i wydawniczego, poczynając już od wyboru podstawy tekstowej. Ograniczając ten wątek dyskusji do samego tylko Nowego Testamentu, przypomnijmy, że jego tekst przetrwał do naszych czasów w postaci kilku Któż z wydawców chciałby podkreślać, że oferowane przezeń tłumaczenie to tylko jedno z wielu możliwych lub że wyraża perspektywę jednego tylko wyznania? tysięcy manuskryptów – najczęściej fragmentarycz- nych – wśród których nie ma dwóch identycznych kopii. W tym sensie tekst źródłowy nie jest dany – trzeba go wybrać, co jest swoistym krokiem wiary. Chociaż obecnie większość przekładów opiera się na tzw. tekś- cie krytycznym, stanowiącym próbę rekonstrukcji oryginalnego brzmienia poprzez badania porów- nawcze, w kręgach rzymskokatolickich aż do połowy lat 60. XX w. podstawę tłumaczeń stanowiła z reguły Wulgata (sama będąca tłumaczeniem), a część skrajnie fundamentalnych środowisk protestanckich nadal uznaje Textus Receptur (grecki tekst Nowego Testamentu skompilowany w XVI w. przez Erazma z Rotterdamu) za druk niemal natchniony, podobnie jak oparty na  nim przekład Biblii króla Jakuba (1611). W  obu przypadkach chodzi o  kwestie wiary i  doktryny. Sobór Trydencki nadał Wul- gacie status zasadniczo równo- rzędny – a w praktyce nadrzęd ny – wobec hebrajskiego i grec- kiego tekstu po to, by przeciw- stawić się „heretyckim” tłuma- czeniom reformatorów opiera- jącym się na językach oryginal- nych. W przypadku kompilacji Erazma wiara dotyczy sukcesji natchnionego tekstu, przekazanego bez- stratnie w autoryzowanym tłumaczeniu, nad którym czuwała Boża opatrzność. Zrównywanie przekładu z oryginałem to wybitne świadectwo wiary w instru- mentalny model tłumaczenia, zdolny w pełni przenieść semantyczny inwariant oryginału. Niekiedy różnice doktrynalne dotyczą rozumienia natury samego Pisma Świętego, co może wpływać na zasady stosowane w procesie przekładu. Część fun- damentalnych środowisk protestanckich, zwłaszcza w Ameryce, wierzy w natchnienie werbalne (zgodnie z którym tekst Pisma Świętego w językach oryginal- nych został natchniony na poziomie konkretnych form wyrazowych i konstrukcji gramatycznych), co wyklucza potencjalne błędy bądź sprzeczności w  przekazie biblijnym. Przekonanie to może prowadzić do prób harmonizacji tekstów paralelnych bądź pokrewnych. Ciekawy przykład zabiegów harmonizacyjnych inspi- rowanych teologicznie widać choćby w ewangelicznych Przekład – akt wiary Piotr Blumczyński 9 10•2014 ZNAK opisach uzdrowienia córki Jaira zawartych w pierw- szym wydaniu przekładu New International Version (NIV, wyd. 1973). Historię tę przywołują wszystkie trzy ewangelie synoptyczne; o ile jednak ewangelista Łukasz (8, 42) mówi, że dziewczynka umierała (ape- thnēsken, czas przeszły niedokonany), o tyle Mateusz (9, 18) stwierdza, że już umarła (eteleutēsen, czas prze- szły dokonany) – tymczasem autorzy NIV w tym drugim fragmencie upierają się, że dziecko wciąż żyje (ang. is at the point of death), zapewne w trosce o spój- ność ewangelicznego przesłania. Zwolennicy doktryny werbalnego natchnienia mają często skłonność, by na przekór pragmatyce języ- kowej zakładać, że dany wyraz lub struktura za każdym razem wyraża to samo znaczenie i dlatego należy je konsekwentnie przekładać tak samo (zasadę taką przyjęli choćby autorzy Przekładu Nowego Świata). Tego rodzaju poglądom towarzyszy idealistyczne rozu- mienie języka Biblii, którym Bóg rzekomo posłużył się w absolutnie precyzyjny i jednoznaczny sposób, nieosiągalny w ludzkiej komunikacji. Tezy takiej nie sposób oczywiście dowieść ani jej obalić metodami naukowymi: z punktu widzenia filologa język Biblii nie różni się jakościowo od języka innych tekstów. Natchnienie – choćby i werbalne – to pojęcie z domeny wiary, a nie językoznawstwa. * * * Przekonania doktrynalne potrafią wpływać na wybór tekstu źródłowego oraz rozumienie jego natury. Z naszego punktu widzenia najciekawsze są jednak ślady stanowisk konfesyjnych pozostawione w samym przekładzie. Niektóre z nich są widoczne na pierwszy rzut oka, inne wychodzą na jaw dopiero przy analizie porównawczej. Skoro mowa o porównaniach – zauważmy, że w przy- padku Biblii stosunkowo rzadko porównuje się przekład z oryginałem (do tego potrzebna jest znajomość sta- rożytnych języków i kultur, którą dysponują tylko nieliczni specjaliści). Najczęściej porównuje się jedne tłumaczenia z innymi, nowsze odnosi do starszych, nowatorskie ocenia przez pryzmat tradycyjnych itp. Przekład biblijny nie jest zawieszony w próżni. Bożena Szczepińska zauważa, że „tłumacz tekstu biblijnego (…) zmuszony jest liczyć się z istniejącymi przekładami. Przekład jego bowiem podlega wartościowaniu na tle pozostałych tłumaczeń w serii. To z nimi podejmuje on dialog i z nimi konkuruje”8. Ta obserwacja dotyczy w szczególności fragmentów o ważnej roli liturgicznej, funkcjonujących w zbiorowej pamięci dużych grup reli- gijnych, jak np. Modlitwa Pańska, Dekalog lub wybrane fragmenty Psałterza. Edgar Johnson Goodspeed, autor jednego z XX-wiecznych przekładów Nowego Testa- mentu, wyznaje w swych wspomnieniach, że największą przeszkodą była dla niego znajomość starych angielskich tłumaczeń, których nie potrafił „zapomnieć” próbując odczytywać na nowo tekst oryginału9. Przecież tłumacze Biblii to najczęściej teologowie, bibliści, egzegeci, homi- leci i duszpasterze, ukształtowani przez konkretną tra- dycję konfesyjną i funkcjonujący w jej ramach. Dodat- kowo mnogość materiałów pomocniczych, w tym słow- ników i komentarzy (nierzadko postulujących własny przekład omawianych fragmentów biblijnych), z których tłumacze korzystają podczas pracy, pogłębia wpływ tra- dycji interpretacyjnych. W rezultacie każdy przekład biblijny, chcąc nie chcąc, nawiązuje do innych, a przy tym posiada nieuchronnie polemiczny charakter, gdyż jak przypomina Szczepińska, „inspiracją do podjęcia każdorazowego trudu ponownego tłumaczenia jakiego- kolwiek tekstu jest zawsze uznanie przekładu lub prze- kładów już istniejących za niezadowalające”10. * * * Wróćmy jednak do konfesyjności przekładów. Nie w każdym przypadku da się mówić o wpływach, tzn. wyraźnie ukierunkowanej zależności; czasami trzeba ograniczyć się do  stwierdzenia korelacji między wymową przekładu a przekonaniami środowiska kon- fesyjnego, z którego pochodzi. Przekonania konfesyjne mogą oddziaływać na egze- gezę tekstu źródłowego, czyli odczytanie jego sensu w pierwotnym kontekście. Innymi słowy, tłumacze miewają skłonność, by widzieć w tekście oryginału to, co pozwala bądź każe im widzieć ich system teolo- giczny, uświadomiony lub nie. Czasami egzegezę da się wydzielić z procesu tłumaczenia jako jego pierwszy etap, jak wówczas gdy mamy do czynienia z ewidentną pomyłką, dającą się łatwo wyjaśnić podobieństwem wyrazów lub form gramatycznych. (Jeśli wyraz „onegdaj” przetłumaczymy jako „przepędź”, nietrudno będzie się domyślić, że pomyliliśmy je ze słowem „odegnaj”; nikt poważny nie będzie się upierał, że jest to równoprawny, choć nowatorski przekład). Zazwy- czaj jednak sprawa jest bardziej skomplikowana i nie 10 temat miesiąca ZNAK 10•2014 jest łatwo stwierdzić, w jakim stopniu brzmienie prze- kładu wynika ze specyficznego odczytania sensu tekstu źródłowego, a w jakim z próby wyrażenia tego sensu w języku docelowym. Przykłady rozbieżnych ujęć egzegetycznych dające przypisać się różnicom teologicznym są aż nazbyt liczne. Wiele poważnych rozłamów w Kościele chrze- ścijańskim nastąpiło właśnie wskutek odmiennego rozumienia – choć nie zawsze radykalnie różnego prze- kładania – fragmentów istotnych doktrynalnie. Weźmy następującą wypowiedź Chrystusa z Mk 14, 22‒24 w dwóch polskich przekładach: „A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im mówiąc: Bierzcie, to jest Ciało moje. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana” (Biblia Tysiąclecia). „A gdy oni jedli, wziął chleb i pobłogosławił, łamał i dawał im, i rzekł: Bierzcie, to jest ciało moje. Potem wziął kielich, podziękował, dał im i pili z niego wszyscy. I rzekł im: To jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa” (Biblia warszawska). Słowa Jezusa wypowiedziane nad eucharystycznym chlebem i winem można rozumieć dwojako: dosłownie lub przenośnie, rozpatrując ich obecność w materii Eucharystii odpowiednio w kategoriach rzeczywistych (katolicka doktryna o transsubstancjacji) lub symbo- licznych (stanowisko protestantyzmu). Zauważmy, że oba przywołane przykłady subtelnie sugerują odpo- wiednie interpretacje doktrynalne. W tłumaczeniu rzymskokatolickim Ciało i Krew pisane są wielką literą, a wyrażenie „[moja] Krew Przymierza” brzmi jak spe- cjalistyczny termin teologiczny, co sprzyja interpretacji sakramentalnej. Przekład protestancki w pisowni obu rzeczowników zachowuje małą literę i w innym miejscu umieszcza zaimek dzierżawczy („krew moja nowego przymierza”), co sprawia, że nieco bardziej prawdo- podobne staje się odczytanie symboliczne. Trzeba uczciwie przyznać, że żadne z przywołanych tłuma- czeń nie wyklucza jednoznacznie przeciwnej opcji teo- logicznej, a jedynie do niej nie zachęca. Wpływy konfe- syjne w przekładzie wyrażają się często właśnie w niu- ansach i subtelnościach, a wychodzą na jaw dopiero w porównaniu z innym tłumaczeniem. Dość powszechnym i oczywistym zabiegiem kore- lującym z przynależnością wyznaniową tłumaczy i  wydawców jest użycie terminologii kojarzonej z określoną tradycją konfesyjną. Zastosowania pew- nego zespołu terminów eklezjalnych nie sposób jed- noznacznie przypisać analizie znaczenia tekstu źró- dłowego w oryginalnym kontekście. To raczej wynik świadomych prób budowania pomostu pomiędzy ele- mentami kontekstu źródłowego i docelowego; pod- kreślenie, że tekst biblijny przemawia za poglądami i praktykami danej konfesji. Na przykład greckie słowo ekklesia, tłumaczone tradycyjnie jako „Kościół”, nie- które przekłady protestanckie11 w pewnych konteks- tach oddają słowami „zbór” lub „zgromadzenie”, zapewne po to, by podkreślić, że chodzi o wspólnotę, a nie strukturę kościelną, a przy okazji zaakcentować jej egalitarny, niehierarchiczny charakter, zgodny z pro- testancką doktryną. Zdarzają się jednak i bardziej wyraziste rozwią- zania tłumaczeniowe podyktowane tradycją konfe- syjną. Tłumaczenie na język angielski greckiego cza- sownika baptidzō oraz jego derywatów od dawna budzi spory, zarówno pomiędzy protestantami i katolikami, jak i w obrębie samego protestantyzmu. Choć dys- kusja toczy się wielowątkowo, zasadnicze pytanie dotyczy chrztu niemowląt, a tym samym teologicznej wymowy tego aktu. Przeciwnicy tej praktyki – niewątp- liwie aktywniejsza strona debaty – słusznie wska- zują, że angielskie słowo baptism („chrzest”) to jedy- nie transliteracja, a nie tłumaczenie greckiego bap- tisma; transliteracja, która nie dość, że nie wyraża obecnej w grece idei zanurzenia, to jeszcze wskutek wielowiekowej tradycji kościelnej zyskała wymiar sakramentalny. To sprawia, że zwolennicy chrztu nie- mowląt (a tym samym sakramentalnego rozumienia jego istoty) bez wahania wybierają słowo baptism, nato- miast postulujący chrzest w wieku świadomym nale- gają, by baptidzō koniecznie tłumaczyć jako immerse („zanurzać”). Inny przykład wpływów doktrynalnych widać w przekładzie Mt 1, 25 – wersetu podsumowującego ewangeliczną relację o narodzeniu Jezusa. Powstała w kręgach protestanckich Biblia warszawska oddaje ten werset słowami „Ale [Józef] nie obcował z nią [tj. Marią], dopóki nie powiła syna”, natomiast Biblia warszawsko-praska tłumaczy go następująco: „I cho- ciaż żył z nią w dziewictwie, porodziła mu syna”. Zauważmy, że drugie tłumaczenie wyraźnie suge- ruje wieczyste dziewictwo Maryi, co – choć istotne dla doktryny katolickiej – nie wynika wcale z grec- kiego tekstu, który jedynie akcentuje fakt narodzenia Przekład – akt wiary Piotr Blumczyński 11 w tym Wulgata, wprowadziły nawet w tym fragmencie zaimek w rodzaju żeńskim, zgodnie z którym to „ona” (tj. kobieta) zamiast „ono” (tj. jej potomstwo) ma ugo- dzić głowę węża. Na szczęście większość współczesnych przekładów – nawet katolickich – wykazuje większy szacunek dla gramatyki, nie wpisując w tekst tak jed- noznacznej interpretacji mariologicznej. 10•2014 ZNAK Tłumacze miewają skłonność, by  widzieć w tekście oryginału to, co pozwala bądź każe im widzieć ich system teologiczny, uświadomiony lub nie Inny dobrze znany przykład interpretacji doktry- nalnej to Iz 7,14, gdzie dogmat o narodzeniu Chry- stusa z dziewicy każe tłumaczyć hebrajskie słowo alma[h] jako „panna” lub „dziewica”, a nie ogólnie jako „młoda kobieta”. Tradycję tę wprowadziła już Septuaginta, grecki przekład Starego Testamentu z II w. przed Chrystusem, w którym użyto słowa par- thenos („dziewica”). Gdy w 1952 r. w Stanach Zjednoczo- nych ukazał się pierwszy ekumeniczny przekład Biblii (Revised Standard Version), który podjął próbę zerwania z tą tradycją niepopartą danymi językowymi, wywołało to falę gwałtownych protestów, podczas których palono egzem- plarze „heretyckiej biblii” przypi- sując jej „zamach na narodzenie z dziewicy”. Do dziś w niektórych kościołach w USA swoistym pro- bierzem doktrynalnej prawomyśl- ności przekładu jest ten właśnie werset, a najpopularniejsze prze- kłady, w tym New International Version, podają w tekście „dzie- wica”, zaś wariant „młoda kobieta” w przypisie (zamiast odwrotnie). Jak widać, gdy stawką jest dok- tryna, przesłanki filologiczne muszą ustąpić wobec spraw wiary. Podobne zjawiska mają miejsce w różnych środo- wiskach konfesyjnych. Pismo Święte w Przekładzie Nowego Świata wydane przez Towarzystwo Biblijne i Traktatowe „Strażnica” tłumaczy greckie słowa kyrios („Pan”) i theos („Bóg”) imieniem Jehowa ponad 200 razy bez żadnej podstawy w tekście greckim, lecz wyłącznie pod wpływem przekonania, że wybrane fragmenty Nowego Testamentu zostały sfałszowane poprzez zastąpienie tetragramu YHWH jednym z dwóch wspomnianych słów. Teologiczne uzasad- nienie takiej operacji wydaje się dość oczywiste. Dzięki niej „Pan” (najprostszy odpowiednik kyrios) staje się tytułem wyłącznie chrystologicznym, co eliminuje niewygodny teologicznie fakt zamiennego stosowania Chrystusa z dziewicy, nie komentując ewentualnego życia seksualnego jego rodziców w późniejszych latach. Pominięcie przez bp. Kazimierza Romaniuka przy- imka heōs („póty, dopóki”) i zamiana zdania głównego na podrzędne wyraźnie przesuwa – a wręcz wprowadza – akcent doktrynalny. Co ciekawe, inne przekłady kato- lickie są bliższe tłumaczeniu protestanckiemu: „Ale nie żył z nią do czasu, kiedy urodziła Syna” (Biblia poznańska); „Lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna” (Biblia Tysiąclecia), a ewentualne kontrowersje doktrynalne komentują w przypisach („Sam tekst nie twierdzi, że po narodzeniu Jezusa Maryja nadal pozo- stała dziewicą, a jedynie naprowadza użyciem czasu przeszłego niedokonanego”12). Jeszcze bardziej wyrazisty przykład wpływów kon- fesyjnych w egzegezie, a niekiedy i tłumaczeniu Pisma Świętego, przynosi pojęcie tzw. sensu pełniejszego (sensus plenior). Oficjalne dokumenty definiują go jako „sens głębszy tekstu, zamierzo- ny przez Boga, ale nie wyrażony jasno przez autora ludzkiego” (Papieska Komisja Biblijna, Inter- pretacja Pisma Świętego w Kościele, ust. B 3). Dotyczy on szczególnie fragmentów Starego Testamentu interpretowanych z perspektywy teologicznej Nowego. Tego rodzaju mechanizm interpretacyjny w  oczywisty sposób toruje drogę egzegezie motywowanej, a przynajmniej weryfikowanej doktrynalnie. Sens pełniejszy nie jest seman- tycznym inwariantem, bo nie tkwi w samym tekście ani nie jest oczywisty dla każ- dego – w tym przypadku nawet dla autorów i pierwot- nych odbiorców świętych ksiąg judaizmu – lecz może zostać dostrzeżony dopiero przez egzegetę umocowa- nego konfesyjnie, zdolnego zrozumieć Boże zamiary. Pojęcie sensu pełniejszego to teologiczna licencja na to, by znaczenia tekstu szukać w szerszym kontekście konfesyjnym. Sens pełniejszy postulowany jest np. w Rdz 3, 15, gdzie słowa o nieprzyjaźni między potomstwem węża a potomstwem kobiety (w kontekście: Ewy) Kościół rzymskokatolicki odczytuje jako protoewangeliczną zapowiedź udziału Maryi w przyszłym zwycięstwie Jezusa nad złem. Niektóre wczesne tłumaczenia, 12 temat miesiąca Przekład – akt wiary Piotr Blumczyński ZNAK 10•2014 tego słowa przez nowotestamentowych autorów wobec Boga (Ojca) oraz Chrystusa, co mogłoby pośrednio wskazywać na boskość obu Osób, sprzeczną z doktryną świadków Jehowy. Ten przykład najdobitniej chyba dowodzi, że czasami przekonania doktrynalne mogą uwidaczniać się w przekładzie bez względu na brzmie- nie tekstu źródłowego, a niekiedy wręcz na przekór przesłankom egzegetycznym. Tłumaczenie staje się de facto kwestią wiary, a tekst – pretekstem. * * * Tłumaczenie to rozumienie. Czasami nierozumienie. Najczęściej rozumienie fragmentaryczne, płynne, osa- dzone w kontekście społecznym, otoczeniu intelek- tualnym, tradycji kulturowej itp. W pewnym sensie tłumaczenie nigdy nie jest pełne ani skończone. Nie- możność osiągnięcia absolutu nie zrównuje oczywiście wartości wszelkich prób: są tłumaczenia lepsze i gorsze, poparte mocniejszymi i słabszymi argumentami. Jak mawia językoznawca Ronald W. Langacker, choć nic nie Pojęcie sensu pełniejszego to teologiczna licencja na to, by znaczenia tekstu szukać w szerszym kontekście konfesyjnym jest doskonałe, nie wszystko jest równie niedoskonałe. Dlatego warto tłumaczyć na nowo, mnożyć perspek- tywy interpretacyjne, które łącznie tworzą bogatszy obraz oryginału. Nie oczekujmy jednak, że będzie to obraz skończony ani wewnętrznie spójny w każdym punkcie. Przekłady nigdy nie wyczerpią interpretacyj- nego potencjału tekstu oryginalnego. Tłumaczenie to akt hermeneutyczny – akt poszukiwania, które nigdy się nie kończy, bo zawsze można sens oryginału zro- zumieć pełniej lub wyjaśnić go komuś lepiej. „Szukajcie, a znajdziecie”, mówi Chrystus. Rzecz w tym, że najczęściej znajdujemy właśnie to, czego szukamy, nie potrafimy zaś lub nie chcemy dostrzec tego, co pozostaje w sprzeczności z naszym przedro- zumieniem lub przekonaniami. „Rozumiemy tylko to, co już wiemy, i możemy wyczytać tylko to, cośmy w tekst włożyli”, powiada Hans-Georg Gadamer13. 1 Nowy Testament, Warszawa 1991, Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne. 2 Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Warszawa 1975, Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne. 3 Pismo Święte Nowego Testamentu i Psalmy, Częstochowa 2005, Edycja Świętego Pawła. 4 Pismo Święte. Stary i Nowy Testament, Poznań 2004, Księgarnia Świętego Wojciecha. 5 Nowy Testament. Przekład na Wielki Jubileusz Roku 2000, Warszawa 2000, Oficyna Wydawnicza Vocatio. 6 D.H. Stern, Komentarz żydowski do Nowego Testamentu, Warszawa 2004, Oficyna Wydawnicza Vocatio. 7 Pismo Święte Nowego Testamentu i Psalmy. Przekład Ekumeniczny na Nowe Tysiąclecie, Warszawa 2001, Towarzystwo Biblijne w Polsce. 8 B. Szczepińska, Ewangelie tylekroć tłumaczone… Studia o przekładach i przekładaniu, Gdańsk 2005, s. 20. 9 E.J. Goodspeed, As I Remember, Nowy Jork 1953. 10 B. Szczepińska, Ewangelie tylekroć tłumaczone…, dz. cyt., s. 16. 11 Np. Biblia gdańska lub Biblia warszawska. 12 Biblia Tysiąclecia. 13 H.-G. Gadamer, Rozum, słowo, dzieje, tłum. M. Łukaszewicz, K. Michalski, Warszawa 2000, s. 20‒21. PIOTR BLUMCZYŃSKI – wykładowca w Quins University w Belfascie, wcześniej asystent w zakładzie językoznawstwa angielskiego na Uniwersytecie Wrocławskim. Interesuje się rozmaitymi zagadnieniami z zakresu teorii i praktyki przekładu (ze szczególnym odniesieniem do tekstów antycznych, w tym Biblii). Autor książki Doctrine in Translation. The Doctrine of the Trinity and Modern English Versions of the New Testament 13 10•2014 ZNAK zdumienie nad wielkością mrówki ks. Wojciech Węgrzyniak W tym roku akademickim przygotowuję wykład monograficzny z psalmów. Tłumaczę i interpretuję, nie mając przy tym żadnych wyznaniowych wytycznych ani nie czytając poradnika w rodzaju: „Jak przekładać Biblię w katolicki sposób?”. Dlaczego nie zauważam wpływu konfesyjności na moją egzegetyczną pracę? „Kto tłumaczy werset dosłownie, fałszuje tekst, ale ten, kto dodaje coś od siebie, jest bluźniercą” Talmud, Kiduszin 49a ci, którzy wiążą konfesyjność z  pracą translatorską, mogliby się zapewne podpisać pod opinią wyrażoną w jednej z internetowych dys- kusji: „W języku polskim nie znajdziesz tzw. naukowego przekładu Biblii, który byłby ponad wyznaniowymi racjami. Otóż tłumacze wywodzą się najczęściej z kręgów wyznaniowych o ustalonych kryteriach doktrynal- nych, a ponieważ każdy przekład jest swojego rodzaju interpretacją – chce ktoś tego czy nie – więc i końcowy rezultat translacji odzwierciedla określone poglądy tłumacza”1. Zdumienie. To słowo chyba najlepiej oddaje reakcję mojego umysłu, kiedy słyszę, że wiara ma wpływ na przekład Biblii. Zdumienie. Zaskoczenie. Niezrozumienie. A nawet irytacja. Czytając to, przypominam sobie seminarium naukowe z o. Augustynem Jankowskim, redaktorem Biblii Tysiąclecia, i jego słowa o tym, że na poziomie tekstu biblijnego nie ma żadnej konfe- syjności. Wracam też myślą do pięciu lat studiów w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie i trzech lat uwień- czonych doktoratem we Franciszkań- skim Studium Biblijnym w Jerozolimie. Nie przypominam sobie, żeby wówczas jakikolwiek profesor stawiał tezę, jakoby przekładu nie dało się oddzielić od wiary. To prawda, że w pierwszych tomach tzw. komen- tarzy KUL-owskich do Biblii w bibliografii umieszczano osobno komentarze katolickie i niekatolickie. Jednak podział taki nigdy nie dotyczył przekładów ani opra- cowań szczegółowych i został wycofany po kilkunastu latach. W najnowszych tomach trudno znaleźć infor- mację, jakiej proweniencji są autorzy cytowanych opra- cowań. Podobnie ma się sprawa z opracowaniami obco- języcznymi. Chociaż naukowo zajmuję się Biblią niecałe 15 lat i korzystam tylko z literatury włoskiej, angiel- ZNAK 10•2014 zdumienie nad wielkością mrówki Ks. Wojciech Węgrzyniak 15 10•2014 ZNAK skiej, niemieckiej i francuskiej, to zarówno na poziomie translatoryki, jak i egzegezy nie spotkałem opracowań konfesyjnych. Czasem wiedziałem, kim byli autorzy, albo dowiadywałem się, że dany biblista jest Żydem, katolikiem, protestantem albo byłym księdzem, ale nie zauważyłem, żeby miało to wpływ na treść opracowań. Zdumienie rodzi się także wtedy, gdy myślę o włas- nej pracy doktorskiej. Analizowałem psalmy 14 i 53 z wielu, możliwie różnych perspektyw2. W rozdziale pierwszym mojej książki, w którym zostały przeba- dane manuskrypty hebrajskie, tłumaczenia starożytne, a także 50 współczesnych tłumaczeń, wskazuję, że nie ma żadnych podstaw do wiązania wiary z przekła- dami. Podobne wnioski wysnuwam w ostatnim roz- dziale, w którym pokazuję, jak psalmy te interpreto- wano w tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej w ciągu 2 tys. lat. Okazało się, że odczytania są różnorodne, ale różnice wynikają nie tyle z przynależności religijnej, ile ze związku z określoną szkołą egzegetyczną. Osta- tecznie dowodzę, że jedyna różnica między judaizmem i chrześcijaństwem polega na tym, iż niektórzy egze- geci chrześcijańscy uznali, że tekst mówi o Jezusie, którego to poglądu judaizm ani nie potwierdzał, ani nie komentował. Znowu występują tu różnice na tle komentarza, a nie przekładu. Co więcej, po skończeniu doktoratu jak nigdy wcześniej uświadomiłem sobie, że pracę tego typu równie dobrze mógłby napisać pro- testant, Żyd czy nawet ateista. Na takie opracowania wiara nie ma wpływu. Chyba że chodzi o wiarę w to, czy mają one jakikolwiek sens. Staram się też uczciwie pytać siebie o obecną pracę i jej metodologię. I tu również rodzi się zdumienie. W tym roku akademickim przygotowuję wykład mono- graficzny z psalmów. W pierwszej fazie pracy porów- nuję tekst danego psalmu w językach hebrajskim, greckim, łacińskim, kilkunastu przekładach na język polski i na kilka języków obcych. Tłumaczę i inter- pretuję, nie mając przy tym żadnych wyznaniowych wytycznych ani nie czytając poradnika w rodzaju: „Jak przekładać Biblię w katolicki sposób?”. Dlaczego nie zauważam wpływu konfesyjności na moją egzegetyczną pracę? Tak jak pierwsi chrześcijanie, którzy dowodzili z hebrajskich pism, że Jezus jest Mesjaszem, albo przyj- mowali przekład Starego Testamentu aleksandryjskich Żydów, jestem przekonany, że najistotniejsza kwestia to nie tekst ani przekład tekstu, tylko jego interpretacja. Moje zdumienie rodzi się także z intuicji. Tej intui- cji, która mówi, że tłumaczenie jest wyborem, ale wynikającym z różnorodności języków, a nie z różno- rodności wyznań. Widząc greckie słowo prezbyteros, zastanawiam się, jaki wariant tłumaczenia będzie lepszy: „starszy”, „ważniejszy”, a może „prezbiter”? Nigdy jednak nie zgodziłbym się na ten ostatni tylko dlatego, że od jakiegoś czasu w Polsce mówi się o księ- żach „prezbiterzy”. Dlatego kiedy pojawił się przekład Ewangelii według św. Mateusza Antoniego Ożoga, moje zdumienie sięgnęło zenitu. Podtytuł brzmi bowiem: Świecki przekład filologiczny z języka greckiego i hebraj- skiego3. Może to początek nowej ery w dziejach trans- latoryki? Za chwilę pojawi się przekład filologiczny celibatariusza, potem wegetarianina, a następnie tłu- maczenie Biblii autorstwa matki dwojga dzieci. Być może natrafiłem na nieodpowiednich ludzi. Być może sięgałem po trochę inne książki. Być może moja metodologia pracy jest ograniczona. Być może. Dlatego spróbuję przyjrzeć się tym miejscom Pisma, których tłumaczenia mogą być narażone na konfesyjne wpływy. TRanslaToRsKi śWiaT RóżnoRoDności Można przypuszczać, że obszarem, w którym konfesyj- ność będzie miała wielki wpływ na przekład, są imiona biblijne. Gdyby bowiem jakiś katolicki ksiądz opowiadał na kazaniu o Icchaku i wierze w Joszuę, zapewne wzbu- dziłby tym niemałe zdumienie, a może nawet wywołał oburzenie. I rzeczywiście, w najnowszym przekładzie Tory przygotowanym przez Fundację Ronalda S. Lau- dera4 postacie noszą imiona Jaakow, Noach, Awraham, Jicchak czy Josef. Kiedy jednak otworzymy przekład Cylkowa, to chociaż znajdziemy tam Icchaka, czytamy również o Mojżeszu, Abrahamie i Jakubie. Co więcej, sam Icchak w Księdze Psalmów pojawia się jako Izaak. A przecież Michael Schudrich, naczelny rabin Polski, pisze w przedmowie: „Choć powstało kilka przekładów Tory dokonanych przez Żydów na język polski, zde- cydowaliśmy o wyborze przekładu Izaaka Cylkowa, ponieważ jest to tłumaczenie najbliższe dosłowności języka hebrajskiego”5. W języku angielskim różnice znikają w sposób uderzający. The Jewish Bible (1985) oddaje imiona w taki sam sposób jak pozostałe zna- czące tłumaczenia Biblii: Abraham, Isaac, Jacob, Joseph. W rozmaity sposób zapisywane jest też samo imię Boga. Pobieżna lektura pozwala stwierdzić, że tłuma- czenie „Jehowa” jest typowe dla przekładu świadków Jehowy (Przekład Nowego Świata, 2006)6. Jednak rów- Badania nad rękopisami z Qumran | fot. rIchard t. noWItz/ corbIs/fotochannels 16 temat miesiąca ZNAK 10•2014 nież w niektórych katolickich tłumaczeniach pozosta- wione zostało imię Jahwe. Tak jest w Biblii poznań- skiej, u Stanisława Łacha (Księga Psalmów) czy w Bible de Jérusalem (Yahvé). Forma Jehowa jest też przecież mocno zakorzeniona w literaturze polskiej minionych stuleci, wystarczy wspomnieć Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego czy Sienkiewicza. Jedynie Żydzi konse- kwentnie nie tłumaczą tetragramu, oddając go albo jako „Pan” (The Jewish Bible), albo jako „Bóg” (Pecaric) czy też jako „Wiekuisty” (Cylkow). Frazą, której przekład może budzić spory, wydaje się ta z Księgi Izajasza 7, 14: „Oto panna pocznie i porodzi syna” (Biblia Tysiąclecia). Nie można jednak suponować, że przy tłumaczeniu tego zdania to chrześcijaństwo wpłynęło na stosowany czasem wybór słowa „dziewica”. To alek- sandryjscy Żydzi jeszcze przed narodzeniem Chrystusa zde- cydowali się na mający właśnie takie znaczenie przekład par- thenos. Z kolei wiele katolickich i protestanckich tłumaczeń mówi o „pannie” (Biblia Tysiąclecia), „młodej kobiecie” (New American Bible, Bible de Jérusalem), ale też i o „dziewicy” (protestancka La Nuova Diodati czy New Interna- tional Version). W jeszcze większym stopniu konfesyjność mogłaby determi- nować przekład słów Jezusa z Ostatniej Wieczerzy: „Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje” (M 26, 26; Biblia Tysiąclecia). To prawda, że w katolickiej Biblii Tysiąclecia „Ciało” zapisane jest wielką literą. Jednak mała litera pojawia się w innych katolickich przekładach: Biblii poznańskiej, Biblii warszawsko-praskiej, Biblii Pauli- stów, New American Bible, Bible de Jérusalem czy w tłuma- czeniu Konferencji Episkopatu Włoch (CEI). Czy w takim razie przy drugim rodzaju zapisu należałoby mówić o braku wiary części katolików w Eucharystię? Jako dosyć klasyczny motyw w tej dyskusji podaje się tłumaczenie greckiego ekklesia jako „Kościół” (u kato- lików) albo „zbór” (u protestantów). Bodajże najsłyn- niejszym przykładem użycia tego określenia są słowa Jezusa: „Ty jesteś Piotr [Skała], i na tej Skale zbu- duję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16, 18; Biblia Tysiąclecia). Jednak nawet wspo- mniane rozróżnienie nie jest oczywiste. W Przekładzie Nowego Świata świadków Jehowy ani razu nie zostało użyte słowo „Kościół”, pojawia się tylko „zbór”, ale już protestanckie tłumaczenie Biblii warszawskiej oddaje ekklesia jako „Kościół”. W angielskojęzycznych tłumacze- niach mamy church, we włoskich chiesa, w translacjach ekumenicznych również zdecydowano się na „Kościół” – tak stało się zarówno we francuskim Traduction Oecuménique de la Bible (Église), jak i w niemieckim Einheitsübersetzung (Kirche). Faktem jest jednak, że Luter używał wyrażenia Gemeinde i że w żadnym z wymienionych wyżej tłumaczeń starotestamen- talne ekklesia nie zostało przełożone jako „Kościół”, ale zawsze jako „wspólnota” lub „zgromadzenie”7. To, że niektóre przekłady protestanckie rzeczywiście różnią się od katolickich, nie jest argumentem za tym, żeby używać sformułowania „tłumaczenie katolickie” albo „tłumaczenie protestanckie Najbardziej wyrazistym przykładem wpływu kon- fesyjności na tłumaczenie jest używanie imienia Boga „Jehowa” w  Przekładzie Nowego Świata w  ponad 200 miejscach Nowego Testamentu, tam gdzie w oryginale greckim znaj- duje się słowo Kyrios – Pan. Wydawcy świadomie wpro- wadzają taki wariant, wyja- śniając, że chodzi o te frag- menty, które są  cytatami ze  Starego Testamentu, a więc na pewno Jezus czy Jego uczniowie używali w nich imienia Bożego w takiej formie. Podobnie, kiedy tłumaczą Prolog Janowy i zapi- sują „Bóg” raz wielką, a raz małą literą, jako jedyni w translatorskim świecie dają odczuć wpływ teologii na przekład. Jeszcze bardziej skrajnym przykładem jest przekład amerykańskich baptystów walczących z piciem alkoholu. W A Purified Translation (2000) we wszelkich wzmiankach o winie nazwa trunku zastąpiona jest okre- śleniem „sok z winogron”. UWagi o maRginesie Faktem jest, że  czasem można zauważyć wpływ wyznania na przekład, ale jest to wpływ marginalny. Jeśli Biblia zawiera ponad 35 tys. wersetów, a dysku- tujemy o zaledwie kilku z nich, to mamy do czynienia z marginesem. Skala zjawiska jest być może porówny- zdumienie nad wielkością mrówki Ks. Wojciech Węgrzyniak 17 10•2014 ZNAK walna do wpływu, jaki na przekład mają wykształcenie, płeć, pochodzenie czy charakter tłumacza. O wiele większy problem mamy z różnorodnością tekstu manu- skryptów, czy np. pójść za manuskryptami, które przytaczają słowa Jezusa: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią” (Łk 23, 34; Biblia Tysiąclecia), czy za tymi, które je opuszczają (jak np. Papirus Bodmera 75 z II/III w. czy Kodeks Watykański z IV w.). Pomimo tych trudności rzadko zdarza się kwestionować hebrajski Kodeks Leningradzki czy grecki tekst Nestle- -Alanda, które są podstawą większości współczesnych tłumaczeń. Jeżeli zbyt często dyskutujemy o tym, co jest marginalne, wprowadzamy zamęt i zniekształ- camy właściwe proporcje problemów. Tendencja do wiązania wyznania z treścią prze- kładów Pisma wydaje się jednak wymierająca. Publi- kacja kolejnych ekumenicznych tłumaczeń pokazuje, że na poziomie tekstu biblijnego nie powinniśmy mieć żadnych problemów z wypracowaniem wspólnych roz- wiązań. Tak jak pierwsi chrześcijanie nie potrzebowali nowej, odmiennej Biblii, by uwierzyć w mesjańskość Jezusa, tak żadna konfesja nie potrzebuje własnego przekładu, by uzasadnić swoje credo. Co więcej, skoro chrześcijaństwo przejęło żydowskie tłumaczenie Sta- rego Testamentu, można by zaryzykować stwierdzenie, że od czasów reformacji to nie pozytywne wyznanie wiary miało wpływ na przekład, ale negatywne nasta- wienie wobec konkretnych konfesji. Kiedy znikają animozje, odrębne tłumaczenia nie są już potrzebne. Poprawniej zatem byłoby mówić, że różnice prze- kładów istnieją nie tyle na poziomie konfesyjności, ile na poziomie uprzedzeń. Ja sam, jako ksiądz kato- licki i biblista, nigdy nie sugerowałem nikomu, że tłu- maczenia niekatolickie są gorsze. Nie można też danego przekładu wiązać z okreś- lonym wyznaniem. To, że tłumacz jest katolikiem, nie znaczy, że  tłumaczenie również jest katolickie – podobnie jak nie jest męskie, dlatego że tłumacz jest mężczyzną. To, że niektóre przekłady protestanckie rzeczywiście różnią się od katolickich, nie jest argu- mentem za tym, żeby używać sformułowania „tłuma- czenie katolickie” albo „tłumaczenie protestanckie”. Analiza tłumaczeń w kilku językach i kilku denomi- nacjach daje – moim zdaniem – solidne podstawy do stwierdzenia, że istniejące różnice wynikają nie tyle z konfesyjności, ile z przynależności do określonego języka i kultury. O wiele więcej różnic można znaleźć między katolickimi przekładami Biblii warszawsko- -praskiej i Biblii Paulistów niż między katolicką Biblią Tysiąclecia a protestancką Biblią warszawską. Podobnie jak nie jesteśmy w stanie wyeliminować wariantów tekstualnych w manuskryptach ani ocen- zurować ewidentnych błędów interpretacyjnych, tak nie możemy zapobiec temu, że do końca świata będą publikowane tłumaczenia sprawiające wrażenie, jakby powstały pod wpływem określonej konfesji. Tego jednak, co wynika z natury ludzkiej wolności, nie można nazywać prawem związku między wyznaniem a przekładem. Jeśli takie prawo by istniało, wielu prze- łożyłoby słowa Jezusa jako „Na tej Opoce zbuduję mój Kościół Katolicki” (Mt 16,18) albo, przy nachyleniu protestanckim, „Bierzcie i jedziecie, to jest symbol mojego Ciała” (Mt 26,26). 1 http://biblia.webd.pl/forum/viewtopic.php?t=6339 (dostęp: 11 sierpnia 2014). 2 Por. W. Węgrzyniak, Lo stolto ateo. Studio dei Salmi 14 e 53 (pars disserationis), Jerozolima 2010. 3 A. Ożóg, Ewangelia według Mateusza, świecki przekład filologiczny z języka greckiego i hebrajskiego, Sandomierz 2013. 4 Por. Tora Pardes Lauder, red. i tłum. S. Pecaric, Kraków 2001–2006. 5 Zob. Tora. Pięcioksiąg Mojżesza, tłum. I. Cylkow, Warszawa 2009, s. 6. 6 Pismo Święte w Przekładzie Nowego Świata, Nadarzyn 2006. 7 Dla pełnego obrazu warto jednak wspomnieć, że bardzo często w polskich katolickich komentarzach do Nowego Testamentu pisano o chrześcijańskich gminach, a nie o wspólnotach, co zapewne było zwykłą kalką z niemieckich opracowań. Natomiast rosyjski Przekład Synodalny z XIX w., z którego korzystają zarówno prawosławni, jak i protestanci oraz katolicy, tłumaczy Церковь i nikomu nie wydaje się to konfesyjne. Tak samo, kiedy pojawia się określenie, że Jezus jest „Carem carów” (Ap 19, 16). KS. WOJCIECH WęGRZYNIAK – biblista, adiunkt w Katedrze Egzegezy Starego Testamentu na UPJPII w Krakowie, członek Stowarzyszenia Biblistów Polskich i Society of Biblical Literature, rekolekcjonista i popularyzator religijny (www.wegrzyniak.com)
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Miesięcznik Znak. Październik 2014
Numer:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również: