Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00102 009298 7431629 na godz. na dobę w sumie
Miesięcznik Znak. Styczeń 2012 - ebook
Miesięcznik Znak. Styczeń 2012 - ebook
Numer: Archiwum publikacji: numery archiwalne
Wydawca: Znak Język publikacji: polski
ISSN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: e-prasa >> kobiece, lifestyle, kultura
Porównaj ceny (wydanie papierowe, wydanie cyfrowe).

TEMAT MIESIĄCA:
Prawa człowieka, godność osoby, los potrzebujących i wykluczonych, bieda – czy nie są to tematy wspólne lewicy i Kościołowi? Czy możliwy jest dialog między środowiskami lewicy i instytucjami Kościoła? W temacie numeru piszemy o szansach takiego dialogu.

DEBATY
Rynek żywności w epoce globalizacji pełen jest paradoksów. Często dużymi jej eksporterami są kraje nękane regularnie przez klęski głodu, a rolnicy zarabiają na produkcji jedzenia mniej niż finansiści spekulujący cenami zbóż.

IDEE
Analizując argumenty przeciwników i zwolenników kapłaństwa kobiet, można zauważyć, że w tej dyskusji nie chodzi tylko o równouprawnienie. Na przeobrażenia w ujmowaniu prawd wiary wskazują także rozważania nad współczesnym obrazem piekła i problemem wiecznej kary.

LUDZIE- KSIĄŻKI- ZDARZENIA
Rok Miłosza zamykamy mocnym akcentem. Specjalnie dla nas Clare Cavanagh, wybitna badaczka życia i twórczości Noblisty, pracując nad własną, długo wyczekiwaną zagranicą biografią Poety, recenzuje opus magnum Andrzeja Franaszka.


Darmowy fragment publikacji:


2 StyCzeń 2012 nr 680 TEMAT MIESIĄCA: KośCIół I LEwICA Prawa człowieka, godność osoby, los potrzebujących i wykluczonych, bieda – czy nie są to tematy wspólne lewicy i Kościołowi? Czy możliwy jest dialog między środowiskami lewicy i instytucjami Kościoła? W temacie numeru piszemy o szansach takiego dialogu 06 Lewicowe przymioty dobrego katolika, Dominika Kozłowska 10 Porzucone ideały, Misza Tomaszewski, Ignacy Dudkiewicz 17 Obciąć lewe skrzydło Kościoła, z profesorem Andrzejem Friszkem rozmawia Dominika Kozłowska 25 Możliwość dialogu, konieczność konfliktu?, Magdalena Środa 29 Dialog? Ale po co?, Adam Leszczyński 34 Historia pewnego sojuszu, z Markiem Beylinem rozmawia Dominika Kozłowska DEBATy Rynek żywności w epoce globalizacji pełen jest paradoksów. Często dużymi jej eksporterami są kraje nękane regularnie przez klęski głodu, a rolnicy zarabiają na produkcji jedzenia mniej niż finansiści spekulujący cenami zbóż 46 Głód to pieniądz, Marzena Zdanowska 50 Nierówna szczodrość, Tony Weis 55 Tożsamość samotna, Szczepan Twardoch 66 Śląsk w czerwonych ramach, Kasia i Krzysztof Nawratek IDEE Analizując argumenty przeciwników i zwolenników kapłaństwa kobiet, można zauważyć, że w tej dyskusji nie chodzi tylko o równouprawnienie Jak zbawić kobiety?, Józef Majewski 72 79 Kapłaństwo – powołanie czy uprawnienie?, Tomasz Rowiński 86 Czy człowiek zasługuje na nieskończoną karę?, ks. Wacław Hryniewicz OMI 92 Ile trwają wieczne męki?, ks. Henryk Paprocki 96 Kalwińskie piekło, Kazimierz Bem LUDZIE – KSIĄŻKI – ZDARZENIA Rok Miłosza zamykamy mocnym akcentem. Specjalnie dla nas Clare Cavanagh, wybitna badaczka życia i twórczości Noblisty, pracując nad własną, długo wyczekiwaną zagranicą biografią Poety, recenzuje opus magnum Andrzeja Franaszka 98 Wiek Miłosza, Clare Cavanagh 102 Intelektualny thriller, Renata Gorczyńska 110 Modlitwy do Dionizosa, Anna Arno 113 Niewidzialny sznur, Magda Heydel 117 Podglądanie Czapskiego, Anna Borawska 120 Rzeczywistość marzeń, Anna Markowska 126 Człowiek spotkań, Szymon Szczęch STAłE RUBRyKI 69 Cezary Kościelniak: Jak cofaliśmy się do tyłu 125 Jerzy Illg: Uważność Jane Hirshfield 127 Listy do redakcji 40 ii sobór watykański – szło nowe 42 Janusz Poniewierski: Krótka historia II Soboru Watykanskiego 50 lat temu rozpoczął się Vaticanum Secundum będący jednym z najważniejszych wydarzeń w najnowszej historii Kościoła. W tym numerze publikujemy pierwszy odcinek cyklu przybliżającego jego przebieg i główne idee 50 nierówna szczodrość 86 ks. waclaw hryniewicz s w e n t s a e / e g a m e e l , i k s j e l a z k e r a m o t o F o r p , , a r a k a m a n y ż a r g . t o F 98andrzej franaszek 3 DoMINIKA KoZłowSKA Kto traci na braku dialogu? Na kolejnych stronach znajdą państwo głosy trzech pokoleń katolików oraz ludzi związanych z lewicą dotyczące pytań o powody stopniowego zaniku dialogu polskiego kościoła i laickiej lewicy, tak żywego jeszcze w latach 70. i 80. wśród wymienianych przyczyn obserwowanego stanu powracają takie, jak: obniżenie intelektualnego poziomu debat toczonych dziś na katolickich uczelniach i na łamach opiniotwórczych pism, niewielki pluralizm mediów katolickich i zawężanie listy problemów podejmowanych przez kościół do kwestii związanych z etyką seksualną czy sprawami majątkowymi. w czasach prl-u kościół przez sporą część społeczeństwa postrzegany był jako symbol jakości. w warunkach demokracji, gdy większość podstawowych praw człowieka, których respektowania kościół wcześniej pryncypialnie się domagał, jest już uznawana, jego pozycję i autorytet buduje raczej waga moralnego świadectwa, chrześcijańskiego zaangażowania w pomoc potrzebującym, a także siła intelektualnych argumentów pokazujących, że w chrześcijaństwie można szukać rozwiązań problemów współczesnego człowieka i świata. jakaś część polskich hierarchów wciąż zdaje się tego nie doceniać: „jak mam rozmawiać z człowiekiem przekonanym, że Boga nie ma? to różne języki” – mówił w ostatnim wywiadzie dla „tygodnika powszechnego” bp wiesław mering. a przecież wystarczy wspomnieć, że bez otwarcia na język pogańskich filozofów nie byłoby zachodniej teologii, chociażby św. tomasza z akwinu, że znacząca część doktryny katolickiej kształtowała się właśnie w sporze z tymi, którzy myślą inaczej. z kolei abp józef michalik wyznał niedawno, że słabość katolicyzmu otwartego wynika m.in. z braku ciągłości pokoleniowej w ramach tej formacji. rzeczywiście, być może w ostatnim dziesięcioleciu zabrakło wyraźnego głosu pokolenia obecnych czterdziestolatków. Dziś jednak sytuacja zdaje się powoli zmieniać. Coraz częściej w ważnych dla polski i kościoła sprawach słychać także głos świeckich katolików o poglądach liberalnych bądź liberalno-lewicowych, zdolnych do budowania wspólnego języka z ludźmi spoza kościoła i szukania wraz z nimi kompromisów w ważnych kwestiach społecznych czy politycznych. to ważne, ponieważ wydaje się, że na braku dialogu jak na razie najwięcej stracił kościół. . ul. Tadeusza Kościuszki 37, 30-105 Kraków tel. (12) 61 99 530, fax (12) 61 99 502 www.miesiecznik.znak.com.pl e-mail: miesiecznik@znak.com.pl redakcja: Marta Duch-Dyngosz, Dominika Kozłowska (redaktor naczelna), Janusz Poniewierski, Adam Puchejda, Justyna Siemienowicz, Marcin Sikorski, Krystyna Strączek, Karol Tarnowski, Magdalena Wojaczek, Henryk Woźniakowski, Marzena Zdanowska, Mateusz Zimnoch zespół: Wojciech Bonowicz, Bohdan Cywiński, Tomasz Fiałkowski, Tadeusz Gadacz, Jarosław Gowin, Stanisław Grygiel, ks. Michał Heller, Wacław Hryniewicz OMI, Piotr Kłodkowski, ks. Jan Kracik, Janina Ochojska-Okońska, bp Grzegorz Ryś, Marek Skwarnicki, Władysław Stróżewski, Stefan Wilkanowicz, Jacek Woźniakowski współpraca: Jacek Maj, Cezary Kościelniak, Jerzy Surdykowski opieka artystyczna i projekt graficzny: Marek Zalejski/studio q produkcja: Beata Czarkowska, Barbara Gąsiorowska, Urszula Horecka, Anna Szczepańska-Krasoń, Elżbieta Kot, Agnieszka Zakrzewska Magdalena Stachorzyńska/studio q druk: Drukarnia Colonel, Kraków, ul. Dąbrowskiego 16 reklama: Marcin Sikorski, tel. (12) 61 99 500, e-mail: sikorski@znak.com.pl prenumerata: Joanna Dyląg, tel. (12) 61 99 569, e-mail: dylag@znak.com.pl Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo ich redagowania i skracania. Redakcja nie odpowiada za treść zamieszczanych ogłoszeń. Rozpowszechnianie redakcyjnych materiałów publicystycznych bez zgody wydawcy jest zabronione. Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu operacyjnego „Promocja czytelnictwa. Rozwój czasopism kulturalnych” okładka: Joanna Grochocka 4 temat miesiąca ZNAK|01•2012Kościół i lewica W posZuKiWANiu diAlogu Prawa człowieka, godność osoby, los potrzebujących i wykluczonych, bieda – czy nie są to tematy wspólne lewicy i Kościołowi? Czy możliwy jest dialog między, z jednej strony, „Krytyką Polityczną” a – z drugiej – instytucjami Kościoła? Czy można sobie wyobrazić, że ks. Jacek Stryczek, prezes Stowarzyszenia „Wiosna”, znanego m.in. z akcji pomocy dzieciom, staje na czele SLD? Paradoksalnie, dziś odpowiedź na te pytania jest wyłącznie przecząca, a wielu czytelnikom „Znaku” niektóre z przedstawionych przykładów mogą wydać się wręcz szokujące. Może jednak nadszedł już czas, by poważnie zacząć mówić o wspólnocie wartości ludzi lewicy i Kościoła? W latach 70. XX w. Adam Michnik stawiał to samo pytanie – o dialog lewicy i Kościoła. Czy jego pytanie i nadzieja są nadal aktualne? Czy były kiedykolwiek? 5 01•2012|ZNAK W numerze: Dominika Kozłowska, Lewicowe przymioty dobrego katolika Misza Tomaszewski, Ignacy Dudkiewicz, Porzucone ideały Magdalena Środa, Możliwość dialogu, konieczność konfliktu? Adam Leszczyński, Dialog? Ale po co? Rozmowy z Andrzejem Friszkem (Obciąć lewe skrzydło Kościoła) i Markiem Beylinem (Historia pewnego sojuszu) ilustracja Joanna Grochocka 6 temat miesiąca temat miesiąca ZNAK|01•2012 Lewicowe przymioty dobrego katolika DoMInIKA KozłowsKA Pierwsze lata demokracji w Polsce były czasem intelektualnych debat nad wizjami państwa wyznaniowego i świeckiego. Z czasem racjonalny dialog zamienił się w wojnę na brutalne argumenty. Tymczasem intelektualne pogłębianie wiary to najlepsze narzędzie chroniące przed ideologizacją i upolitycznieniem religii Ostatnia dekada XX w. była dla Kościoła dobrym czasem. W pierwszych latach demokracji był on nadal niekwestiono- wanym autorytetem społecznym i moralnym, a także – co według mnie równie istotne – intelek- tualnym. Jan paweł ii publikował kolejne ency- kliki, które nawet jeśli – jak Veritatis Splendor czy Evangelium Vitae – wywoływały spory, to zawsze skłaniały do podjęcia intelektualnego wysiłku i dyskusji. drukiem ukazywały się nowe książki Józefa Tischnera, który dla wielu polaków był nie tylko legendarnym kapelanem solidarności, znakomitym filozofem, lecz także – mówiąc współczesnym językiem – medialną gwiazdą, potrafiącą przełożyć na góralską gwarę najtrud- niejsze nawet kwestie teologiczne i filozoficzne. sekretarzem Episkopatu polski był wówczas bp Tadeusz pieronek, zastępując zresztą w pełnieniu tej funkcji abpa Bronisława dąbrowskiego, który był jednym z akuszerów okrągłego stołu. Na łamach dzienników i magazynów – chociażby „gazety Wyborczej” czy właśnie „Znaku” – toczyły się intelektualne spory na temat kształtu pol- skiej demokracji, liberalizmu, wolności, miejsca religii w życiu publicznym, roli Kościoła, w które angażowali się zarówno intelektualiści niekato- liccy, jak i katoliccy. Nawet jeżeli osoby, takie jak Czesław Miłosz, leszek Kołakowski czy Barbara skarga, stawiały niepokojące pytania, to wciąż powszechne było poczucie, że istnieje jakaś prze- strzeń dialogu pomiędzy wizją państwa całko- wicie świeckiego a wyznaniowego, między upo- litycznionym Kościołem a Kościołem, który zupełnie odcina się od polityki. Z początku zaangażowanie Kościoła w budo- wanie nowego ładu nie było traktowane jako ingerencja w politykę, lecz raczej jako kontynuacja działań z czasów opozycji na rzecz podstawowych praw człowieka, wolności i demo- kracji. po raz pierwszy pytania o jego miejsce w demokratycznym państwie padły w roku 1990 w trakcie „wojny na górze”. spór dotyczył nie tylko nauczania religii w szkołach, wprowadzo- nego 30 sierpnia 1990 r., a więc tuż przed roz- poczęciem nowego roku szkolnego, na mocy instrukcji MEN, lecz także udziału księży w uro- czystościach państwowych, zaangażowania poli- 7 01•2012|ZNAK tycznego wyrażającego się poprzez poparcie dla konkretnych partii, a także rodzącego się wów- czas projektu ustawy antyaborcyjnej. Jednym z przykładów prób wywierania bezpośredniego wpływu na politykę było powołanie Wyborczej Akcji Katolickiej (WAK) – komitetu startującego w wyborach październikowych 1991 r., które słowo „katolicki” miało w nazwie. W jej kam- panię zaangażowało się wówczas wielu duchow- nych, m.in. abp Józef Michalik. Wtedy też z ust Czesława Miłosza w maju 1991 r. padło pytanie: „Czy Kościół powinien dążyć do użycia państwa jako swego narzędzia tam, gdzie w grę wchodzą najwyższe wartości etyczne? Zdawałoby się, że skoro człowiek jest istotą słabą i ułomną, odwo- ływanie się do jego sumienia da zawsze gorsze wyniki niż prawem obwarowane zakazy, które przynajmniej zmuszą go do unikania zła. Czy skoro jest pewien, że jego nauka o tym, jak czło- wiek ma żyć, jest prawdziwa, Kościół nie ma obowiązku narzucić jej ludziom i starać się tak zorganizować społeczeństwo, żeby jak najmniej oddalało się od religijnych przykazań? Z pozoru wygląda to logicznie, jednak szkody, które niesie twierdząca odpowiedź na to pytanie, znacznie przewyższają korzyści”. Nie wybrzmiały jeszcze dobrze te słowa, gdy w czerwcu 1991 r. odbyła się pierwsza część czwartej pielgrzymki Jana pawła ii do polski, w trakcie której ojciec święty powiedział: „postulat neutralności światopoglądowej jest słuszny głównie w tym zakresie, że państwo powinno chronić wolność sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli, niezależnie od tego, jaką religię lub światopogląd oni wyznają. Ale postulat, ażeby do życia społecznego i państwo- wego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego”. Choć na Zachodzie procesy sekularyzacyjne trwały już w najlepsze, zmieniając oblicze religijne Europy, w polsce lata 90. przebiegały raczej pod znakiem desekularyzacji. Jednak czy aby na pewno miarą wielkości Kościoła i jakości wiary winna być jedynie liczba wiernych uczestni- czących w nabożeństwach, liczba powołań, obec- ność krzyża w szkole, szpitalu, a później – rów- nież i w sejmie? Być może należało już wtedy powiedzieć głośno, że należy pielęgnować nie tylko zewnętrzne objawy przywiązania do kato- lickiej tradycji, lecz przede wszystkim pogłębiać rozumienie przesłania Ewangelii, pokazywać, jakie wartości może wnieść chrześcijaństwo do dialogu ze współczesnym światem. inaczej, o czym niejednokrotnie pisał Zbigniew Nosowski, Kościołowi hierarchicznemu grozi zamknięcie w twierdzy, w której kontakt z rzeczywistością staje się coraz bardziej iluzoryczny. Zarówno laiccy liberałowie, jak i sporo kato- lików o poglądach liberalno-lewicowych kryty- kowało wówczas część hierarchii za ingerowanie w politykę czy nierespektowanie zasady świato- poglądowej neutralności państwa. Nie znaczyło to, że katolicy ci byli zwolennikami całkowitego oczyszczenia sfery publicznej z obecności religii. przyjazny rozdział Kościoła od państwa polega na tym, że instytucje państwowe zachowują równy dystans wobec Kościołów i wyznań, ale zarazem popierają obecność religii w przestrzeni publicznej. Czynią tak nie z pobudek religijnych, lecz we własnym interesie. Religia wnosi bowiem w życie demokratycznego społeczeństwa nie- zbędny mu do funkcjonowania ładunek wartości, wzmacnia symboliczne zaplecze demokratycz- nego ustroju. dlatego zamiast dogmatycznie bronić tezy o obecności lub też nieobecności religii w sferze publicznej, należałoby się zastanowić, w jakim zakresie obecność ta jest korzystna z punktu widzenia dobra publicznego i samej religii. Takie pytania w latach 90. padały, chociażby z ust ks. Józefa Tischnera czy Tade- usza Mazowieckiego, nigdy jednak nie znalazły swojego praktycznego wcielenia. szkoda, bo – być może – gdyby stało się inaczej, uniknęlibyśmy dziś „awantury o krzyż”, którą trudno będzie zakończyć inaczej niż poprzez odwołanie się do brutalnych argumentów. Jak wiadomo, polityka oparta na sile nie przynosi trwałego spokoju ani tym bardziej zadowolenia żadnej ze stron kon- fliktu. A przecież demokracja widziana jako ustrój osadzony m.in w symbolicznej przestrzeni cywi- lizacji judeochrześcijańskiej, wyrastający z cha- rakterystycznej dla chrześcijaństwa koncepcji osoby, czerpiący z bogactwa tradycji narodowych, religijnych, doświadczeń małych wspólnot, nie 8 temat miesiąca ZNAK|01•2012 ma nic wspólnego z integrystyczną wizją polaka- -katolika, która dziś bywa przedstawiana jako wyłączny i właściwy sposób rozumienia polskości i katolicyzmu. Z perspektywy ponad 20 lat, jakie upłynęły od przełomu 1989 r., możemy powiedzieć, że zrezygnowano z prób umacniania przyjaznego rozdziału Kościoła od państwa. W marcu 1991 prowincjał oo. redemptorystów w polsce wyra- ził zgodę na stworzenie rozgłośni radiowej, na czele której stanął o. Tadeusz Rydzyk, a w 1994 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyznała jej koncesję ogólnokrajową. Rozwój Radia Maryja, które w ciągu zaledwie kilku lat z małej lokalnej stacji przeobraziło się w rozgłośnię pokrywa- jącą swym zasięgiem ponad 80 powierzch- ni kraju, docierającą za pośrednictwem sateli- ty również do słuchaczy zza oceanu, zbiega się z kryzysem wielu lokalnych rozgłośni katolickich. szybko okazało się, że Radio Maryja jest główną katolicką stacją, która – jak żadna inna w tamtym czasie – potrafi zrozumieć potrzeby osób zepchniętych przez nowy ustrój na mar- gines, zaproponować im zrozumiały język opisu nowej rzeczywistości demokratycznego państwa i wesprzeć na duchu. o. Rydzyk natomiast nie tylko wie, jakie powinny być polityczne wybory prawdziwego polaka-katolika, potrafi też do nich zmobilizować. Za swój osobisty sukces uznał wprowadzenie w 2001 r. do Sejmu LPR-u, a cztery lata później – pis. Co więcej, wyniki badań potwierdzają, że w wyborach z 2005 r. słuchanie Radia Maryja sprzyjało głosowaniu na pis i jednocześnie obniżało szanse oddania głosu na po. A przecież jak mówił w rozmowie z KAi abp stanisław Budzik: „Nie zapominajmy, że jedność Kościoła nie wynika z wierności jakiejś opcji poli- tycznej, ale zakorzeniona jest w tajemnicy Trójcy Świętej. Chodzi o jedność, która nie niszczy róż- norodności, i różnorodność, która nie rozbija jed- ności. W Kościele winniśmy szukać takiej właśnie jedności”. Zgodni powinniśmy być więc jedynie w tym, co rzeczywiście istotne: kwestiach prawd wiary, odczytywania depozytu objawienia, nieko- niecznie zaś w kwestiach politycznych. Chrześci- janin winien mieć przede wszystkim dobrze ufor- a k c o h c o r g a n n a o j Lewicowe przymioty dobrego katoLika Dominika Kozłowska 9 01•2012|ZNAK Przyjazny rozdział Kościoła od państwa polega na tym, że instytucje państwowe zachowują równy dystans wobec Kościołów i wyznań, ale zarazem popierają obecność religii w przestrzeni publicznej. Czynią tak nie z pobudek religijnych, lecz we własnym interesie mowane sumienie i intelekt, tak by był zdolny do podejmowania dobrych i rozumnych decyzji. Choć po porażce WAK Kościół hierar- chiczny nie zdecydował się na stworzenie wła- snej partii politycznej, która katolicyzm będzie mieć w nazwie i w programie, to jednak dość chętnie przystał na istnienie rozgłośni, która ten sam cel osiąga w sposób pośredni. Nawet jeżeli część biskupów zdała sobie w pewnym momencie sprawę z kosztów, jakie wiążą się z milczącą zgodą na działalność o. Rydzyka, to jednak mimo wszystko uznali, że umacnianie – z jego pomocą – pobożności jest argumentem rozstrzygającym na korzyść radiostacji. Co więcej, wydaje się, że niektórym hierarchom bliska była i jest wizja polskości i katolickości głoszona przez toruńską rozgłośnię. Tymczasem znów należa- łoby dodać: fides et ratio, odwołując się do tytułu jednej z encyklik Jana Pawła II, w której podkre- ślał on rolę krytycznego rozumu oraz znaczenie intelektualnego pogłębiania wiary jako narzędzi chroniących przed ideologizacją religii lub też – co jest równie groźne – jej upolitycznieniem. W latach 80. możliwe były spory Tisch- nera z tomistami, ponieważ zarówno jedna, jak i druga strona posługiwała się argumentami opartymi na jasnych, racjonalnych przesłankach, logicznych zasadach formułowania wniosków, zrozumiałym, intersubiektywnie komuniko- walnym językiem. Z o. Rydzykiem trudno się spierać na płaszczyźnie argumentów. Właściwie pozostaje jedynie podjęcie alternatywnego dys- kursu, nieustępliwe pokazywanie, że istnieje inny sposób rozumienia katolicyzmu, polskości, demo- kracji, naszego miejsca w Europie, tradycji. Mimo że to właśnie zaraz po roku 1989 po raz pierwszy odsłoniła się taka twarz Kościoła, jej widok początkowo łagodziła świadomość, że przecież – by użyć tego terminu – wciąż silny i żywy jest nurt Kościoła otwartego, podejmu- jącego dyskusję z różnymi ludźmi, skupionego na intelektualnym pogłębianiu wiary w myśl zasady sformułowanej przez św. Anzelma z Can- terbury: fides quaerens intellectum. Dla znacznej części elit intelektualnych lub też po prostu ludzi pytających wrażliwe sumienie, głęboki intelekt i odwaga cywilna wciąż były najważniejszymi przymiotami dobrego katolika – jak pisał Jerzy Sosnowski w 1991 r. na łamach „Gazety Wybor- czej”. Dlatego choć w ostatniej dekadzie XX w. znaczna część polskiej inteligencji, która masowo powróciła do Kościoła w latach 80., nadal czuła się jego częścią, to jednak trafne okazały się prze- widywania ks. Tischnera o rychłym nadejściu fali rozczarowania. W latach 70. i 80. XX w. laicką lewicę do Kościoła zbliżało personalistyczne ujmowanie człowieka, niezłomna postawa obrony jego pod- stawowych praw. Inteligencja katolicka odnajdy- wała w dokumentach II Soboru Watykańskiego głębokie teologiczne uzasadnienie dla postawy dialogu ze środowiskami laickimi. Czyżby w demokratycznym ustroju te principia straciły na znaczeniu? Owszem, umacnianiu więzi sprzy- jały wówczas intelektualne poszukiwania toczone na katolickich uczelniach, takich jak np. KUL czy reaktywowany przez Stolicę Apostolską w 1974 r. Wydział Teologiczny Papieskiej Akademii Teo- logicznej w Krakowie. Dziś uczelnie katolickie z rzadka postrzegane są jako kuźnie nowych idei, miejsca, w których podejmuje się dialog z ludźmi spoza Kościoła, starając się zrozumieć także ich racje. Skoro tak, to taką funkcję tym bardziej powinny spełniać pozakościelne pisma czy orga- nizacje odwołujące się do chrześcijańskich war- tości, zgodnie z założeniem, które przyjmował już Justyn Męczennik, że semina veritatis (nasiona prawdy) są rozsiane w różnych miejscach. Jeżeli więc mielibyśmy dziś na wzór kard. Newmana zacząć wznosić toasty za religię, propo- nowałabym wychylić kielich dobrego wina za to, by wrażliwe sumienie, głęboki intelekt i odwaga cywilna ponownie stały się przymiotami dobrego katolika. Dziś pozostaje nam jedynie powtórzyć pytanie: „Czy niespokojna wrzawa unosząca się nad Polską stanie się kiedyś prawdziwym dialo- . giem?” 1... i zabrać się do pracy. 1 J. Gowin, posłowie do książki Józefa Tischnera Polski kształt dialogu, Kraków 2002 ] DominiKa KozłowsKa – dr filozofii, redaktor naczelna miesięcznika „znak” 10 temat miesiąca ZNAK|01•2012 porzucone ideały MIszA ToMAszewsKI, IgnAcy DuDKIewIcz Warunkiem, który musi zostać spełniony, by polski Kościół i polska lewica mogły zacząć ze sobą rozmawiać, jest podjęcie wspólnych tematów, które – jak się wydaje – przez obie strony zostały odesłane do lamusa. Stało się tak ze szkodą dla najbiedniejszych – „ofiar transformacji” – którym zarówno chrześcijanie, jak i ludzie lewicy winni służyć Próbując prognozować kształt przyszłego dialogu Kościoła ze środowiskami lewico- wymi – zarówno wiążących się z tym dia- logiem nadziei, jak i skrywanych przezeń pułapek – nie sposób uniknąć wątpliwości dotyczącej tego, kto i z kim miałby właściwie rozmawiać. Kościół instytucjonalny – zarówno pow- szechny, jak i partykularny, reprezentowany przez lokalny Episkopat lub biskupa – nie ma swojego odpowiednika po „drugiej stronie”. Cokolwiek by mówić o następcach „papieża pol- 11 01•2012|ZNAK Ulica Długa, Warszawa, 1960 | fot. DanUta B. ŁoMacZEWSka / EaSt nEWS skiej lewicy” ludwika Krzywickiego, nie są oni równorzędnymi partnerami dla sprawujących posługę duszpasterską hierarchów. W mający na celu zidentyfikowanie i rozwiązanie konkret- nych problemów dialog z lewicowymi politykami i intelektualistami wejść mogą jedynie ich kato- liccy odpowiednicy, którzy występują we wła- snym imieniu, nawet jeśli inspirują się zasadami katolickiej nauki społecznej. Nauki, na której swoje piętno odcisnęła także bez wątpienia myśl lewicowa. Tu jednak napotykamy kolejny problem, który z przymrużeniem oka można by określić mianem „dylematu Wyszyńskiego”. Jeśli bowiem dialog polskiego Kościoła z lewicą w praktyce oznaczać ma dialog intelektualistów katolickich, prze- ważnie wywodzących się ze środowisk dawnego ruchu „Znak”, z intelektualistami laickimi, to sta- jemy wobec niebezpieczeństwa znacznego odda- lenia się wąskich kręgów inteligencji od kościel- nego środka ciężkości. Środek ten zaś wciąż jest wyznaczany przez religijność o charakterze mniej 12 temat miesiąca ZNAK|01•2012 Dziś stereotypowe wyobrażenia o „katolu” i „lewaku” należą do kanonu etykiet najbardziej troskliwie pielęgnowanych po obu stronach światopoglądowej barykady. Każdy jest zadowolony, mogąc bez opamiętania walić w wygodnie ustawionego „chłopca do bicia” lub bardziej ludowym, zabarwioną wyraźną nie- chęcią do wszystkiego, co z nazwy – choć nieko- niecznie z istoty – jest „lewicowe”. Tak rozumiana współpraca Kościoła ze środowiskami laickimi mogłaby zatem prowadzić do pogłębiania ist- niejącego już we wspólnocie kościelnej pęknięcia. odpowiedź na pytanie, czy warto ryzykować jed- ność Kościoła dla skutecznego realizowania jego misji społecznej, nie jest bynajmniej oczywista. liczni przedstawiciele liberalnej lewicy nie zdają sobie sprawy z dramatu, jaki przeżywa chrześci- janin zmuszony do wybierania pomiędzy tymi dwiema wartościami. Aby więc bez szkody dla integralności wspól- noty móc myśleć o uzgodnieniu postulatów katolickiej nauki społecznej i społecznego pro- gramu lewicy, niezbędny byłby parasol, który nad takim przedsięwzięciem może rozpostrzeć jedynie Episkopat. Nie trzeba dodawać, że w cza- sach światopoglądowej wojny z lewicą szanse na podobne przyzwolenie z jego strony są wyjąt- kowo mizerne. ZapatrZeni w niebo W przygotowaniach fundamentów pod ewen- tualną przyszłą współpracę środowisk katolic- kich i lewicowych zadaniem kluczowym wydaje się przezwyciężenie narastającej pomiędzy nimi wrogości – bo trudno tu mówić nawet o zwykłej niechęci. Rozmiar negatywnych emocji osiągnął poziom, przy którym należy postawić pytanie, czy jakikolwiek dialog w dającej się przewidzieć przyszłości będzie w ogóle możliwy. polski Kościół wielokrotnie wpadał w pułapki, które niepostrzeżenie sam na siebie zastawił, upartyjniając się i angażując w ryzykowne romanse z władzą i posiadaniem. sprowokował w ten sposób alergiczną reakcję antyklerykałów, którzy ujrzeli w nim poważne zagrożenie dla światopoglądowej neutralności państwa. ich zarzuty bywały niekiedy boleśnie niesprawie- dliwe, a że najczęściej formułowano je w sposób histeryczny, nic dziwnego, że wyzwoliły one równie emocjonalny odpór ze strony przedsta- wicieli Kościoła. dziś stereotypowe wyobrażenia o „katolu” i „lewaku” należą do kanonu etykiet najbardziej troskliwie pielęgnowanych po obu stronach światopoglądowej barykady. Każdy jest zadowolony, mogąc bez opamiętania walić w wygodnie ustawionego „chłopca do bicia”. stąd „cywilizacja śmierci” przeciwko „państwu wyzna- niowemu”, stąd „komuniści” i „libertyni” z audycji Rydzyka przeciwko „wypasionym brzuchom” ze spotów palikota. Żadna ze stron sporu zdaje się nie rozumieć, że podjęcie na nowo zerwanego wiele lat temu wątku leży w jej najbardziej żywotnym interesie. Nie znaczy to oczywiście, że pozbycie się fałszy- wych etykiet pozwoliłoby nam cieszyć się chwilą, w której sceptyczni katolicy i laiccy socjallibe- rałowie padliby sobie w ramiona. przyjmujący nauczanie o grzechu pierworodnym chrześci- janin nie może podpisać się pod przesadnie opty- mistyczną wizją natury ludzkiej, podobnie jak – wypatrując powtórnego przyjścia Chrystusa – nie może on uwierzyć w urzeczywistnienie królestwa Bożego już tutaj, na Ziemi. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by wespół z ludźmi lewicy zaanga- żował się w klarowanie i wdrażanie konkretnych rozwiązań, które uczyniłyby nasze doczesne życie choć trochę znośniejszym. By do tego doszło, człowiek wierzący musi jednak ominąć niebezpieczeństwo pogodzenia się z cierpieniem, z którym stykamy się na każdym kroku. Niebezpieczeństwo to wymownie opi- sują dzieje Apostolskie: „Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych sza- tach. i rzekli: »Mężowie z galilei, dlaczego sto- icie i wpatrujecie się w niebo?«” (dz 1,10–11). oto życie jest tutaj, świat czeka. Czekają ludzie porzucone ideały misza Tomaszewski, ignacy Dudkiewicz 13 01•2012|ZNAK wykluczeni, których trzeba nakarmić, gdy łakną, napoić, gdy pragną, odziać, gdy nie mają czego na siebie włożyć, odwiedzić, gdy chorują lub siedzą w więzieniu. To z tego wymiaru naszej wiary, wymagającego ugruntowania osobistej relacji z Bogiem, będziemy kiedyś rozliczani: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich naj- mniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Na człowieka lewicy czyha niebezpieczeń- stwo zgoła odmienne, polegające na upatrywaniu źródła wszelkiego zła w niesprawiedliwych insty- tucjach politycznych i stosunkach społecznych. planując ich przebudowę, nie powinien zapo- minać o tym, że liberalno-demokratyczne pro- cedury potrzebują osadzenia na fundamencie moralnym, którego nie da się zagwarantować w sposób strukturalny. „Niezależnie od tego, z jakim ustrojem mamy do czynienia, trady- cyjnym, mieszczańskim czy socjalistycznym – pisał Raymond Aron – nigdy nie są zapewnione ani wolność umysłu, ani solidarność ludzka. Jedyna lewica, jaka zawsze pozostaje wierna samej sobie, to ta, która powołuje się nie na wolność czy na równość, ale na braterstwo, to jest na miłość”. Życie jest gdZie indZiej Kolejnym warunkiem, który musi zostać speł- niony, by polski Kościół i polska lewica mogły zacząć ze sobą rozmawiać, jest podjęcie wspól- nych tematów, które – jak się wydaje – przez obie strony zostały odesłane do lamusa. stało się tak ze szkodą dla najbiedniejszych – „ofiar transformacji” – którym zarówno chrześcijanie, jak i ludzie lewicy winni służyć. W efekcie owi wykluczeni zostali sprawnie zagospodarowani przez populistów, łączących hasła opartego na rozdawnictwie społecznego solidaryzmu z nacjo- nalistyczną retoryką, przedstawiającą katolicyzm jako „formę polskości”. Cierpi na tym zarówno Kościół, który stał się dziś zakładnikiem rzeczo- nych populistów i ich nowej religii, jak i lewica, która w powszechnym przekonaniu została utoż- samiona z domagającą się wprowadzenia podatku liniowego partią Janusza palikota. 13 listopada odczytano z kościelnych ambon list pasterski biskupów, regulujący procedury pogrzebowe w przypadku kremacji ciała zmar- łego. Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie fakt, że tego samego dnia polski Kościół obcho- dził dzień solidarności z Kościołem prześlado- wanym, w ramach którego organizowano zbiórkę pieniędzy na pomoc chrześcijanom mieszka- jącym w targanym wewnętrznymi konfliktami sudanie. W sprawie sudanu biskupi głosu nie zabrali, a było to milczenie bardzo wymowne. Nie dlatego że w tej akurat sprawie Konferencja Episkopatu powinna wydać oświadczenie, lecz dlatego że rzadko kiedy zwykła ona wypowiadać się w podobnych sprawach. Katolicka nauka spo- łeczna, której postulaty w dobie kryzysu gospo- darczego wydają się szczególnie aktualne, jest w polsce uprawiana jako dyscyplina teoretyczna. Wyjąwszy wykładaną w mało empatyczny sposób etykę seksualną, w najlepszym razie słyszymy z ambon o problemach rodziny, ale i wtedy raczej o obronie jej tradycyjnego modelu przed płyną- cymi z Zachodu wynaturzeniami niż o pozytyw- nych propozycjach systemowego jej dowarto- ściowania. Bóg jeden wie, kiedy polski Kościół po raz ostatni przemówił głośno w imieniu bezdomnych, bezrobotnych czy pozbawionych dostępu do edukacji. Kiedy słowem zająknął się na temat młodzieży bezradnie przysłuchu- jącej się kompletnie niezrozumiałemu dla niej sporowi o przyszłe emerytury. prawdziwe życie toczy się gdzie indziej – chciałoby się powiedzieć. i nie ma nic dziwnego w tym, że Kościół powoli się wyludnia, skoro tak niewiele ma do powie- dzenia w sprawach, które najboleśniej dotykają jego wiernych. dlaczego w listach Episkopatu nie słyszymy o tym, co w chrześcijaństwie naj- ważniejsze? Ryzykowna i ostra to diagnoza, ale może czas najwyższy zapytać, czy zbyt często nie wpadamy w pułapkę „chrześcijaństwa bez Boga”, będącego konstruktem etyczno-kultu- rowym, nie zaś realizacją dwóch największych przykazań – miłości Boga i bliźniego. podobnie monotematyczna stała się polska lewica. gdy Kościół wałkuje wciąż te same – co nie znaczy, że nieważne – problemy życia rodzinnego, patriotyzmu i alkoholizmu, ona przywiązała się do tematów dyskryminacji rasowej, płciowej i seksualnej. podobnie, są to sprawy niezwykle istotne, ale rację ma prof. Andrzej Mencwel, gdy 14 temat miesiąca ZNAK|01•2012 Dlaczego w listach Episkopatu nie słyszymy o tym, co w chrześcijaństwie najważniejsze? Ryzykowna i ostra to diagnoza, ale może czas najwyższy zapytać, czy zbyt często nie wpadamy w pułapkę „chrześcijaństwa bez Boga”, będącego konstruktem etyczno-kulturowym, nie zaś realizacją dwóch największych przykazań – miłości Boga i bliźniego w wywiadzie opublikowanym w „Kontakcie” zauważa: „spójrzcie na ulicę Wileńską w War- szawie, która jest w gorszym stanie niż w roku 1945 (…), zobaczcie, co się dzieje w Łodzi poza wysztychowaną ulicą piotrkowską. Jak ludzie dziedziczą biedę i marginalizację przez poko- lenia. Tak dalej być nie może – państwo polskie nie może udawać, że tego nie ma, a jego obywa- tele nie mogą udawać czystego sumienia”. pro- fesor rozwinął te oskarżenia w tekście opubliko- wanym przez „gazetę Wyborczą”: „praw gejów i lesbijek broni okazały i efektowny ruch. dwóm milionom niepełnosprawnych wciąż próbujemy wyrównać szanse. A gdzie się podziewa mniej- szość dwóch milionów nędzarzy? dlaczego ich nie znamy i nie widzimy?”. No właśnie. Jeśli ktoś w tym kraju został zdradzony, to właśnie wspo- mniani „nędzarze”, opuszczeni przez obydwu swoich naturalnych sprzymierzeńców: lewicę i Kościół katolicki. wieŻa babel odpowiedź na pytanie o kształt przyszłych relacji pomiędzy nimi nie jest łatwa również ze względu na nieoczywisty ładunek ideologiczny zawarty w pojęciu „lewicy”. postulaty jej niegdyś przypi- sywane, takie jak poszanowanie praw człowieka, wyrastających zarówno z chrześcijańskiej antro- pologii, jak i oświeceniowej wolności, weszły w skład common sense. przyjmijmy jednak, że bycie człowiekiem lewicy oznacza dziś przede wszystkim sprzyjanie daleko posuniętemu inter- wencjonizmowi państwowemu (tym razem pozo- stawmy na boku kwestie obyczajowe, ponieważ ich omówienie domagałoby się napisania osob- nego tekstu). Czy na tym tle możliwe jest wejście porzucone ideały misza Tomaszewski, ignacy Dudkiewicz 15 01•2012|ZNAK w dialog z Kościołem, który od czasów Rerum novarum uprzedzony jest do rozwiązań bliskich socjalizmowi? Kościół ma wiele do zaoferowania w wymiarze nie tylko religijnym, ale też społecznym. Ewan- gelia stanowi niezwykle atrakcyjną, choć wyma- gającą dointerpretowania odpowiedź na często powtarzane ostatnio w naszym kraju pytanie: „Jak żyć?”. ludziom Kościoła nie brakuje jednak odwagi, by proponować także konkretne, nieraz nadspodziewanie radykalne rozwiązania. Wrocław, 2005 | fot. krZySZtof kaSior / EaSt nEWS „gdy mówimy o rozwoju, wyrażamy troskę i o postęp społeczny, i o wzrost gospodarczy. Nie wystarczy jednak zwiększenie wspólnych zasobów, by nastąpił sprawiedliwy ich podział; nie wystarczy postęp techniczny, aby ziemia – stawszy się jakby bardziej ludzką – nadawała się lepiej do zamieszkania”. To cytat z ogłoszonej w 1967 r. encykliki Populorum progressio, jednego z kamieni milowych katolickiej nauki społecznej. poglądy jej autora, pawła Vi, nie spodobałyby się dzisiejszym krytykom państwa socjalnego, 16 temat miesiąca porzucone ideały misza Tomaszewski, ignacy Dudkiewicz ZNAK|01•2012 których nie brak również w Kościele katolickim. idealizując ludzką wolność i odpowiedzialność, zapominają oni zarówno o licznych przejawach niesprawiedliwości, wpisanych w stosunki spo- łeczne panujące w systemie kapitalistycznym, jak i o chrześcijańskiej zasadzie solidarności ze słabszymi, wyrażającej się we wspomnianych już słowach Chrystusa „Wszystko, co uczynili- ście…”. Ani o jednym, ani o drugim nie zapo- mina na szczęście papież Montini, gdy zasypuje czytelnika do bólu konkretnymi pytaniami: „Czy każdy gotów jest własnym wkładem wspierać dzieła i misje zorganizowane dla pomagania ubogim? płacić wyższe podatki, żeby władze publiczne mogły zwiększyć wysiłek na rzecz rozwoju? drożej płacić za towary importowane, aby ich wytwórca mógł otrzymać sprawiedliwszą zapłatę? W razie potrzeby i w młodym wieku opu- ścić ojczyznę, aby nieść pomoc narodom zaczy- nającym się rozwijać?”. To pytania aktualne rów- nież dzisiaj, choć od ogłoszenia encykliki minęło ponad 40 lat. Także dziś trzeba bowiem przy- pominać chrześcijanom o tym, że – jak powiada Amartya sen – celem ekonomii nie jest bogacenie się społeczeństw, lecz zwiększanie przestrzeni rzeczywistej ludzkiej wolności, ograniczanej przez różne formy społecznego wykluczenia. Że miłosierdzie, które ogranicza się do pełnej polito- wania charytatywności, rozwiązuje co najwyżej psychologiczne problemy naszych sumień, nie zaś społeczne problemy rzeczywistości. Nie znaczy to oczywiście, że należy umniejszyć rangę działań charytatywnych, realizowanych oddolnie przez licznych chrześcijan. Współczesny świat oczekuje jednak od Kościoła zaangażowania bardziej systemowego. dobroczynność nie jest odpowiedzią na toczące go choroby. ich struk- turalny często charakter wymaga bowiem odpo- wiedzi przekraczającej beznadziejne próby zale- czenia pojedynczych objawów. przykład takiej odpowiedzi – owszem, kontrowersyjny – zawiera nota W kierunku reformy międzynarodowych sys- temów finansowych i monetarnych w kontekście glo- balnej władzy publicznej, opublikowana ostatnio przez papieską Radę iustitia et pax. W zakoń- czeniu dokumentu jego autorzy powołują się na obraz Wieży Babel, mający ilustrować świat, w którym ludzie zapomnieli o swojej godności i braterstwie, a uwierzyli w twórczą moc egoizmu. Taki to świat dziś nam zagraża, a próba odda- lenia tego zagrożenia mogłaby stać się wspólnym przedsięwzięciem ludzi Kościoła i lewicy. postscriptum Choć niewątpliwie istnieją punkty zaczepienia dla ewentualnego dialogu Kościoła z lewicą, nie sposób nie myśleć o przyszłości takiego dialogu w ciemnych barwach. Niestety, obecnie nasze środowiska stać na niewiele więcej niż salonowe debaty intelektualnych elit (tych w każdym razie, które szczęśliwie nie zdążyły się jeszcze do siebie zniechęcić). Być może udałoby się uzy- skać pozorne porozumienie, gdybyśmy wyklu- czyli z naszego dialogu głuchych rzesze katolików o poglądach konserwatywno-liberalnych i naro- dowych, co zresztą w przeszłości bywało już prak- tykowane. Tyle tylko że w imię czystości swoich ideałów ani Kościół, ani lewica nie mogłyby na to przystać. Należy się więc obawiać, że w dal- szym ciągu dryfować będziemy w tym samym co wcześniej kierunku (czyli donikąd), zadowalając się myśleniem w kategoriach etykiet i uprzedzeń. Wzajemnie skłóceni i lękający się tematów nas różniących – jak choćby całej gamy zagadnień bioetycznych i obyczajowych, o których wypada rozmawiać ostro i stereotypowo – zapominać będziemy o sprawach ludzi biednych i wyklu- czonych, coraz bardziej oddalając się od powie- rzonej nam misji. i tylko gdzieś na marginesie nurtu lewico- wego Cezary Miżejewski będzie angażował się w tworzenie spółdzielni socjalnych. Tylko gdzieś na skraju kościelno-medialnego szumu siostra Małgorzata Chmielewska pracować będzie ze swoimi najuboższymi. Nie pytając ich, czy są ochrzczeni. pewnie nawet nie zastanawiając się, . czy to, co robi, jest „lewicowe”. ] iGnaCY DUDKiEwiCz – student filozofii Uw, w instytucie Filozofii Uw, członek redakcji kwartalnika „Kontakt” ] misza TomaszEwsKi – doktorant w instytucie Filozofii Uw i redaktor naczelny „Kontaktu” 17 01•2012|ZNAK obciąć lewe skrzydło Kościoła z PrOfesOrem andrzejem friszkem rozmawia dominiKa KozłowsKa p a p / a l U k Ł E W a p . t o f 18 temat miesiąca ZNAK|01•2012 Środowiska „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” i „Więzi” zbyt łatwo rozmieniły swój kapitał na drobne. W pewnym momencie przestraszyły się debaty z biskupami. A moim zdaniem powinny wyraziście zaznaczać swą odrębność, także w polemikach. Twardo bronić swych racji i swych tradycji intelektualnych. Tylko w ten sposób wewnątrz Kościoła może powstać nurt tak samo wyrazisty jak „Fronda”, broniący pryncypiów „Wielkie otwarcie” – tak między innymi określa się postawę Kościoła w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. Umożliwiła ona podjęcie dialogu z ludźmi wywodzącymi się z bardzo różnych środowisk, nierzadko odległych od katolickiej ortodoksji. Czy Pana zdaniem takie „otwarcie” było zjawiskiem wyjąt- kowym, jeśli spojrzymy szerzej na historię polskiego katolicyzmu? prof. andrzej Friszke: Chcąc odpowiedzieć na to pytanie, powinniśmy się w zasadzie cofnąć do drugiej połowy XiX w. Z naszego punktu widzenia jest to prehistoria, z punktu widzenia Kościoła niekoniecznie. Był to czas, kiedy rodziła się idea świeckiego państwa, a pozycja Kościoła rozumiana w sposób tradycyjny – jako duchowej władzy nad społeczeństwem – była jeszcze dominująca. Nic więc dziwnego, że Kościół patrzył nie- chętnie na zachodzące procesy. Jego sytuacja w wieku XiX polegała na stopniowej utracie tej dominującej władzy nad myślami i kulturą. Na wsiach pojawiali się lokalni liderzy ruchów chłop- skich, którzy spychali księży z pozycji przewod- ników intelektualnych i duchowych. Wystarczy przypomnieć takie fakty sprzed i wojny świa- towej jak ekskomunika Wincentego Witosa czy ciężki los ks. stanisława stojałowskiego, założy- ciela stronnictwa Chrześcijańsko-ludowego. Również w okresie międzywojennym Kościół był dość nieufny wobec stronnictw ludowych. do pewnego stopnia tolerował jeszcze psl „piast”, ale do psl „Wyzwolenia”, które zresztą stano- wiło główny nurt przedwojennego antyklery- kalizmu, odnosił się wręcz wrogo. podobny los spotykał także wiejskie związki młodzieżowe. Z ust księży padały zarzuty: „dlaczego młodzież nie gromadzi się przy parafiach, tylko w osobnych kółkach?”. Na tym tle postawa takich księży jak Władysław Korniłowicz czy Jan Zieja była czymś wyjątkowym. Z kolei miejskie środowiska robotnicze w okresie międzywojennym w większości pozo- stawały poza wpływem Kościoła. oczywiście Kościół próbował na nie oddziaływać poprzez chrześcijańskie związki zawodowe czy chadecję. Jednak na tym gruncie przegrywał z partiami socjalistycznymi.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Miesięcznik Znak. Styczeń 2012
Numer:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również: