Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00180 004130 14470579 na godz. na dobę w sumie
My Company Polska - e-wydanie - 4/2019
My Company Polska - e-wydanie - 4/2019
Numer: 4/2019 Archiwum publikacji: numery archiwalne
Wydawca: Tarsago Polska Język publikacji: polski
ISSN: 2450-0046 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: e-prasa >> biznesowe, branżowe, gospodarka
Porównaj ceny (wydanie papierowe, wydanie cyfrowe (-8%)).
My Company Polska to magazyn biznesowy skierowany do grupy małych i średnich przedsiębiorców, właścicieli tych firm i ich managerów. Jego zadaniem jest pomagać im w prowadzeniu biznesu, informować o rzeczach dla nich najważniejszych, a także inspirować do rozwoju. 

Każdy numer magazynu składa się z czterech sekcji. W otwierającej pismo sekcji Know What przedstawiane są historie liderów firm i skuteczne strategie. W części Dossier redakcja przybliża reguły funkcjonowania wybranej branży lub gałęzi gospodarki, zaś w sekcji Know How zamieszczone zostaną liczne poradniki, pomagające prowadzić biznes w Polsce – z dziedziny finansów, inwestycji, ubezpieczeń, zarządzania, prawa i księgowości. W kończącej miesięcznik sekcji Life Style publikowane są artykuły o motoryzacji, kulinariach czy podróżach.
 
Autorami piszącymi do My Company Polska są dziennikarze-eksperci oraz autorytety w branży biznesowej. Miesięcznik współpracuje z największymi organizacjami zrzeszającymi polski biznes, a także organizuje własne konferencje i szkolenia. 

Darmowy fragment publikacji:




→ WSZYSTKO O SAMOCHODZIE W FIRMIE S. 52 → JAK ZAROBIĆ NA ŚLUBACH S. 36 STREFA LUDZI PRZEDSIĘBIORCZYCH NR 4 (43) KWIECIEŃ 2019 cena 12,99 zł (w tym 8 vat) MyCompanyPolska.pl POLSKA 144 STRONY O BIZNESIE RAPORT NA MAJÓWKĘ s. 131 7MIEJSC KAYAH SUPER(BIZNES)MENKA Zdradza tajemnice sukcesu KAYAXU, jednej z największych wytwórni muzycznych w Polsce. I namawia kobiety do otwierania własnych firm s. 12 WIELKI MISTRZ KUCHNI NA ZAMKU W MALBORKU Pieniądze na talerzu s. 112 FORNALSKI I MULIŃSKI OD HIP-HOPU DO 300 MLN s. 22 Relacje na żywo – prosty sposób, by zdobyć klienta s. 74 DR IRENA ERIS KROSNO GLASS BIOLUMO PSZCZELARIUM BIN-E ĆMIELÓW CHODZIEŻ GRIFFIN REAL ESTATE 6 9 9 6 0 4 S K E D N I 6 4 0 0 - 0 5 4 2 N S S I 12 MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 KNOW WHAT L U D Z I E T E M A T N U M E R U NIE KALKULUJĘ, UFAM WŁASNEJ INTUICJI I RYZYKUJĘ To smutny paradoks, że w stulecie wywalczenia kobiecych praw kobieta musi być co najmniej dwa razy lepsza niż mężczyzna, by być uznana za choć w połowie tak dobra jak on. Sama tego doświadczyłam – mówi w szczerej rozmowie KAYAH, współtwórczyni wytwórni muzycznej KAYAX. ROZMAWIAŁ: GRZEGORZ SADOWSKI Zaczynała pani biznes 15 lat temu. Miała pani już za sobą duże hity, skąd pomysł, by wejść w rynek wydawniczy, który wtedy był znacznie bardziej niż dziś zdominowany przez duże koncerny? Nie obawiała się pani, że to się nie uda i straci pani część wcześniej zarobionych pieniędzy? Co chciała pani osiągnąć? Nie bałam się strat. Czułam, że trwanie w starej sytuacji prędzej mi je przyniesie. Posiadanie kontraktu z tzw. majorsem, czyli dużą międzynarodową wytwórnią fono- graficzną BMG mnie rozczarowało. Jako artystka byłam tylko produktem, to korporacja niedostrzegająca człowieka, nasta- wiona jedynie na zysk. Wówczas moim menedżerem był Tomik Grewiński, który pełnił funkcję mojego „osobistego opiekuna” MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 13 A T A K A M / Y K S B Ę R O P R T O P I : I A C Ę J D Z L U D Z I E i walczył nieraz z bezdusznymi procedurami wytwórni. Wspólnie uznaliśmy, że warto zaryzykować nieprzedłu- żenie kontraktu. Zebrane oświadczenia uzmysłowiły nam, że damy radę sami zarządzać moją karierą. I założyliśmy Kayax. Co było na początku najtrudniejsze? Chyba największą trudnością była przeciwwaga z jaką musieliśmy poradzić sobie w konfrontacji z wydawnic- twami podpartymi zagranicznym katalogiem i kapitałem. Ale byliśmy ludźmi idei. Dzisiejszy rynek przestał być zdominowany przez duże koncerny, również za sprawą inspiracji, jaką Kayax był dla innych. Czy od początku zakładała pani, że Kayax będzie w przyszłości wydawała innych artystów? Nie. Mieliśmy wydawać tylko moje płyty. Ale kiedy powstał Kayax, nagle zgłosili się do nas nasi zdolni przyjaciele, których twórczość niekoniecznie gwarantowała zyski, a tym samym nie była z gruntu intratna dla liczących się wytwórni. Dla nas była to bardzo interesująca próba sił. A tym samym udało się stworzyć na polskim rynku prece- dens. I tak wydaliśmy dwie wspaniałe płyty Enviee’go i „15 Minut Project”. Następnie debiutanckie płyty Krzysz- tofa Kiljańskiego, Marii Peszek, Zakopoweru... Dopiero wiele płyt później ruszyliśmy z moimi pomysłami. Jak wygląda dziś model biznesowy Kayaxu, na czym firma zarabia? Rynek bardzo się zmienił. Współczesny odbiorca, szcze- gólnie tej młodej generacji, nie kwapi się do kupna płyt. Muzykę pozyskuje digitalowo, często słuchając jej w sieci, pozostaje nadzieja, że chociaż korzysta z legalnych źródeł. Zarabia się zatem głównie na koncertach i kontraktach reklamowych. Naszą największą dumą jest nowatorski model zajmowania się artystą na zasadzie 360 stopni. Każdy z artystów ma przypisanego, a nieraz przez siebie wybranego opiekuna, totalnie oddanego projektowi. Tu nie ma odsyłania z pokoju do pokoju, bo znajdują się tam urzędnicy odpowiedzialni za konkretną działalność arty- sty. Skarbem jest zaś to, że w Kayaxie pracują ludzie od- dani, pasjonaci, którzy nierzadko poświęcają swoje życie osobiste, kiedy się identyfikują z artystą. Są to wyjątkowe, wręcz rodzinne relacje. A przy tym są to świetni fachowcy. Co powinna mieć dobra, niezależna wytwórnia, by utrzymać się na rynku? Poza sprawnością i wiedzą, pasję. No i oczywiście to, o czym wspomniałam. Ludzkie, bliskie relacje, bo te budują zaufanie. Dla mnie lojalność to podstawa każdego działania. Czy są na świecie wytwórnie muzyczne, które się pani po- dobają ze względu na swój profil czy też artystów, których wydają? Zorn. Bardzo niezależna wytwórnia niezależnego awan- gardowego artysty. Czym Kayax różni się od innych wytwórni? Nie chcieliśmy być korporacją. Założenie było takie, że nie obrastamy w pracowników. Z czasem jednak nasz zespół musiał się powiększyć z racji naszych wydawniczych ape- tytów. Ale zdarzało się też i tak, że kiedy uznawaliśmy, że zgłaszający się do nas wybitni artyści ze świetnym pomy- słem nie mogą liczyć na opiekę totalną, z powodu braku mocy przerobowej, pomagaliśmy im zdobyć zainteresowa- nie silnych wytwórni, a niestety z bólem sami musieliśmy odmówić. Nigdy byśmy nie zmarnowali czyjegoś talentu. Zdarzało się także, że zdolni artyści mimo możliwości zapewnienia im odpowiedniej troski, musieli się z nami pożegnać z zupełnie innych powodów. Chcemy pracować nie tylko z talentami, ale też z ludźmi komunikatywnymi, lojal- nymi, z którymi mamy chemię i przyjemność w obcowaniu. Wiele osób związanych z rynkiem muzycznym przestrzega młodych artystów przed wiązaniem się z dużymi wytwór- cami. Umowy przez nich zawierane są często skrajnie niekorzystne. Czy spotkała się pani z takimi przypadkami? Pułapek jest mnóstwo. Duży tygrys ma duże łapy. Trzeba zdawać sobie również sprawę z tego, że wielkie wytwórnie z międzynarodowym logo mają ogromne zyski z katalogu zagranicznego i rodzimych artystów traktuje nieco mar- ginalnie. Sama podpisałam kiedyś moją pierwszą bardzo niekorzystną umowę. Całe szczęście, udało mi się z po- mocą mecenasa Johana ją zerwać, ale konsekwencje mojej błędnej decyzji jej zawarcia odczuwałam jeszcze przez kolejnych 10 lat. Nie chcę jednak tu nikogo krytykować. Wolę chwalić Kayax. W pani „stajni” muzycznej są tacy artyści jak, Brodka, Kasia Nosowska, Urszula Dudziak, Krzysztof Zalewski. Czy ten dobór artystów jest celowy i wiąże się z pani wizją prowadzenia biznesu? Nasi artyści są naszą dumą. Przeżywamy ich sukcesy i klęski jak własne. Dla mnie to ogromny komplement, że zaufało nam tylu przyjaciół, z którymi nieraz się mijaliśmy na festiwalach i koncertach. Nie ukrywam, że nawet od tych najmłodszych bardzo dużo się uczę. Bezkompromiso- wości, odwagi… Warto być sobą. Początki Kayaxu to chęć wspierania młodych utalentowanych, nowych artystów… Z czasem nasza renoma i marka tak się rozniosła, że ci wybitni, znani i uznani sami zaczęli się do nas zgłaszać. Nie można było nie brać ich pod uwagę. To jest dla nas zawsze wielki komplement. Kogo by pani chciała jeszcze u siebie widzieć? Milesa Davisa. To będzie chyba trudne. Co jest jeszcze trudne w tym biznesie? Trzeba się orientować w galopującym świecie nowych tech- nik komunikacji, promocji, mediów, dystrybucji. Trzeba być elastycznym. Sama jestem osobą starej daty. Dla mnie płyta to zamknięte dzieło, istotna jest nawet czcionka jaką pisze się tytuły płyty. Ułożenie piosenek to chronologia 14 MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 L U D Z I E MATKI, POLKI, MILIONERKI T E M A T N U M E R U Na czele już co trzeciej firmy w Polsce stoi kobieta. Polki zakładają więcej firm niż Hiszpanki, Francuzki czy Niemki i coraz częściej osiągają międzynarodowy sukces. Jacek Adamczyk P od koniec lutego okazało się, że Polka, Marta Krupińska, została nową szefową Google Campus w Londynie. Pokieruje programami Google’a prze- znaczonymi dla startupów z Wielkiej Brytanii. Jak czuje się kobieta w biznesie? Nawet w Londynie łatwo nie jest. – Oczywiście, że pojawiają się uprzedzenia. Jeśli jesteś jedyną kobietą na spotkaniu funduszu i masz poczucie, że nie jesteś słyszana albo że bywasz niewidzial- na – tłumaczyła Krupińska. Ale gigant z Mountain View najwyraźniej lubi kobiety na kierowniczych stanowiskach. A w szczególności polskie kobiety. Krupińska jest już prze- cież drugą Polką, która zarządza centrami Google’a. Od sierpnia zeszłego roku szefową warszawskiego Campusu jest Agnieszka Hryniewicz-Bieniek. Do tej listy można jeszcze dodać Susan Wojcicki, Amerykankę z polskimi 18 MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 MARTA KRUPIŃSKA absolwentka UJ, nowa szefowa Google Campus w Londynie. korzeniami, u której w garażu Larry Page i Sergey Brin za- kładali. Google’a. Wojcicki była dokładnie 16. osobą zatrud- nioną przez firmę. To ona stała za jej kolejnymi usługami: Google Images, Books, Video. Dzisiaj kieruje YouTube, którego Google kupił dekadę temu za 1,65 mld dol. Ale to postrzeganie biznesu z trochę innej strony: zarządzania czyjąś, a nie swoją firmą. W Polsce przez lata utarło się przekonanie, że przedsiębiorczych kobiet u nas w kraju nie ma. Są tylko takie, które dobrze wyszły za mąż i teraz albo leżą i pachną, albo jako tako pomagają swoim mężom w interesach. Ale to już dawno nieaktualne. Dzisiaj mamy Polki, które majątku dorobiły się, pracując wyłącz- nie na własny rachunek. OD SKLEPIKU DO KONCERNU Gdyby tak prześwietlić rankingi najbogatszych Polaków sprzed kilkunastu lat, można dojść do raczej smutnych wniosków. Może trudno w to uwierzyć, ale np. na liście 100 najbogatszych „Wprost” z 2002 r. w gronie najwięk- szych milionerów znalazło się zaledwie osiem pań. W tym jedynie dwie Polki występowały na liście samodzielnie. Dorota Soszyńska pojawiła się z mężem Wojciechem, bo to on odziedziczył kosmetyczny biznes po swoim ojcu Ignacym. Soszyńska jedynie do niego dołączyła. Anna Podniesińska była na liście z rodziną, bo chociaż to ona S W E N T S A E ; M U R O F // K O B I E T Y W B I Z N E S I E sprowadziła do Polski buty Bata, przesyłki kurierskie DHL czy usługi agencji reklamowej Ogilvy Mather, to wiado- mo, że nie osiągnęłaby tego bez męża Antoniego. On jako doradca ds. ochrony środowiska z ramienia ONZ jeździł po świecie i brał udział w konferencjach, ona miała czas na ściąganie do Polski znanych zagranicznych marek. Ale to przeszłość. W najnowszym wydaniu listy 100 najbogatszych „Wprost” występuje już 18 pań. Kiedy jeszcze w 2002 r. udział majątku Polek w całej fortunie 100 najbogatszych wynosił zaledwie 3 proc., to dzisiaj udział ten wzrósł aż 5-krotnie, do 15 proc. Pojawia się coraz więcej inspirują- cych historii kobiet, które na sukces zapracowały wyłącz- nie same. Co powiedzieć o historii Marzeny Gradeckiej, która wywodzi się z jednego z najstarszych rodów kupiec- kich w Polsce. Jeszcze w XIX w. jej prababka Michalina prowadziła własny sklep w Jazłowcu niedaleko Tarnopola na Kresach Wschodnich. Gradecka pierwsze pieniądze zarobiła jako uczennica podstawówki. Prowadziła własny sklepik szkolny. – Miałam zajęte wszystkie przerwy, ale przynajmniej nie musiałam prosić rodziców o kieszonko- we – tłumaczyła. Na studia poszła na handel zagraniczny. Bardziej dlatego, że marzyła jej się kariera dyplomaty, a taki kierunek dawał możliwość nauki języków obcych. Między zajęciami sprzątała dom właścicielce szkoły językowej. Pracę znalazła za pośrednictwem spółdzielni studenckiej. – Fugi szorowałam szczoteczką do zębów. Inaczej byłyby ciągle brudne – wspominała. Ale wynagrodzenie za taki wkład pracy było na tyle symboliczne, że zrezygnowała. Na studiach poznała swojego męża Krzysztofa. Wzięli EWA CHODAKOWSKA trenerka fitnessu, dziś milionerka, która zaczynała od mycia szyb samochodowych. DOROTA SOCZYŃSKA z wykształcenia pianistka. Od 40 lat stoi na czele firmy Oceanic. ślub, urodziło im się pierwsze dziecko, a mąż trafił do wojska. Gradecka w trakcie urlopu macierzyńskiego założyła swój pierwszy biznes. Firmę dziewiarską, w której pro- jektowała i szyła ubrania o niecodziennym kroju, których Polki nigdy nie znalazłyby w zwykłych sklepach odzieżo- wych. Ale handel i tak ją dopadł. Najpierw sprowadzała z Niemiec towary na zamówienie polskich znajomych. Później razem z mężem otworzyła firmę sprzedającą kosmetyki i chemię gospodarczą. Dzisiaj ich PGD jest naj- większym w Polsce dystrybutorem tego typu artykułów. Dostarczają je do 15 tys. polskich sklepów. W życiorysie Lucjany Kuźnickiej-Tylendy też pojawia się mąż. Ale czy miał aż tak wielki wpływ na jej sukces? Kuźnicka-Tylenda w podpoznańskim Kórniku produkuje tekturowe opakowania. Firmę w 1992 r. założył wpraw- dzie jej mąż, ale też w tym samym roku tragicznie zginął w wypadku samochodowym. To jego żona przekształciła dopiero co powstałą firmę w międzynarodowy koncern. W opakowaniach od Kuźnickiej-Tylendy zamyka się meble Ikea, telewizory LG czy żywność z Nestlé. Podobnie jest z innymi paniami na listach najbogat- szych, które dają sobie radę w pojedynkę. Maria Magda- lena Kwiatkiewicz, która stworzyła markę jubilerską Yes, walczy o rynek z jubilerami-mężczyznami ze sklepów Apart czy W. Kruk. Podobnie Solange Olszewska z firmy produkującej autobusy Solaris. Wprawdzie zakładał ją jej mąż Krzysztof, ale od wielu lat ciężki stan zdrowia nie pozwala mu prowadzić biznesu. W tym czasie jego żona musiała sobie dawać radę w pojedynkę. Dopiero w zeszłym roku zdecydowała się ostatecznie odejść na emeryturę, sprzedając firmę hiszpańskiemu koncernowi motoryzacyj- nemu CAF. CHUDE ŻYCIE, GRUBY PORTFEL Ktoś może mieć pretensje, bo przecież w historiach każdej z tych pań gdzieś tam pojawia się mąż, który albo firmę założył sam, a potem do gry weszła żona, albo też po- magał żonie w biznesie już od samego startu. Ale mamy też w Polsce przykłady pań, które do sukcesu w biznesie panów za bardzo nie potrzebowały. Jednym z naprawdę niewielu przykładów kariery od zera do milionera w wydaniu kobiecym jest Ewa Choda- kowska. Zaczynała od mycia szyb na stacji benzynowej w Sanoku, dzisiaj jest milionerką. Jeszcze kilka lat temu nie miała na siebie większego pomysłu. Rzuciła studia, zaczęła podróżować, później uczyć się intensywnie angiel- skiego w szkole językowej w Londynie. To tam założyła też swój pierwszy biznes – firmę sprzątającą. – Jestem MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 19 // K R O S N O G L A S S JAK Z PREZESA WYHARTOWAŁ SIĘ WŁAŚCICIEL Paweł Piotrowski W przeddzień swoich setnych urodzin Krośnieńskie Huty Szkła zyskały nowego właściciela. Został nim Paweł Szymański, dotychczasowy prezes. Ten wykup menedżerski to jeden z rzadkich przykładów tego typu transakcji w Polsce. Paweł Szymański – kiedyś prezes, dziś właściciel huty szkła w Kro- śnie. Jej produkty słyną z wysokiej jakości wykona- nia oraz dizajnu na światowym poziomie. W  1991 r. Krośnieńskie Huty Szkła znalazły  się w elitarnym gronie pierwszych pięciu  spółek wybranych do debiutu na warszawskiej  giełdzie. Akcje legendy polskiego przemysłu  sprzedawano po 6 tys. starych złotych (po denominacji  była to równowartość 60 gr), ale ich kurs szybko rósł  i w 2005 r. sięgał nawet 116 zł. Potem przyszły chude  lata – długi spółki przekroczyły 300 mln zł. W 2009 r. sąd  ogłosił jej upadłość i w niesławie, przy kursie zaledwie  7 gr, opuściła giełdowy parkiet. Wydawać się mogło, że to  już równia pochyła. Ale nie. Pomocną dłoń wyciągnięto  z... Afryki. W sierpniu 2016 r. syndykowi udało się w końcu,  po trwającym ponad siedem lat okresie upadłości likwida- cyjnej, sprzedać krośnieńską hutę. Kupiła ją firma Krosno  Glass, którą utworzył zarejestrowany w RPA fundusz  inwestycyjny Coast2Coast. WYKUP ZE WSPARCIEM – Przygotowywaliśmy strategię rozwoju na kolejne lata  i w 2017 r. zaczęliśmy wprowadzać ją w życie – wspomina  Paweł Szymański, prezes Krosno Glass. Podejmując się tego niełatwego zadania, sam pewnie  nie wiedział, że już wkrótce stanie się właścicielem kie- rowanej przez siebie firmy. A stało się to faktem w pierw- MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 25 E W O S A R P Y Ł A R E T A M I L U D Z I E KTO MA PSZCZOŁY, MA NIE TYLKO MIÓD Małgorzata Mierżyńska Kiedy zakładali swój biznes, wpisywali się w modny trend miejskiego pszczelarstwa, który w Polsce dopiero kiełkował. Po trzech latach wyszli nad kreskę, a teraz na dobre rozwijają skrzydła. K amil Baj podpatrywał ojca, który w 1996 r. założył pod Siedlcami rodzinną pasiekę. Wkrótce jednak wyjechał na studia do Warszawy, ożenił się z Agnieszką i wsiąkł w pracę w korporacji. Ojcu pomagał z do- skoku, ale miłość do pszczół pozostała. − Od kiedy pamiętam, zawsze były obecne Do tego stopnia, że kiedy w 2011 r. natknęli się w inter- necie na informacje o miejskich pasiekach i dziewczynach, w naszym życiu – wspomina Agnieszka Baj. które w Sztokholmie instalowały je na dachach, koniecz- nie musieli z nimi porozmawiać. – Gdy wychodziliśmy ze spotkania, wiedzieliśmy już, że chcemy stawiać ule w Warszawie – mówi Agnieszka. Najpierw jednak musieli pokonać bariery admini- stracyjne. Lobbowali na rzecz zmiany przepisów, aby tzw. napszczelanie miasta stało się w ogóle możliwe. Razem z innymi pasjonatami przekonywali stołecz- nych radnych, że pszczoły nie stanowią zagrożenia dla mieszkańców, a wytwarzany przez nie miód jest zdrowy i pozbawiony zanieczyszczeń. Wreszcie w 2014 r. założyli Pszczelarium.pl. Biznes oparli na trzech „nogach”. Po pierwsze, zakładanie miej- skich pasiek i ich prowadzenie. Na świecie firmy i różne instytucje za to płacą. Udostępnienie dachu pod ule jest dla nich kwestią wizerunku, dowodem ich świadomości ekologicznej i źródłem oryginalnych, nośnych marketin- gowo upominków. Pszczelarz umawia się, że przekaże im pewną ilość miodu z danej pasieki, a jego nadwyżkę Agnieszka i Kamil Bajowie, założy- ciele miejskich pa- siek Pszczelarium. Swoje pierwsze ule ustawili na dachu galerii handlowej w centrum War- szawy. 30 MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 K E N A Ż Y Z R K K E R A M ; I A K S W O K Z D A K N M O D I I WESELE Z PRZYTUPEM Prawie 7 mld rocznie wydajemy na śluby i wesela, średnio 35 tys. na jedno. Żeby zarobić na nowożeńcach trzeba się wyróżnić, np. stawiając mobilny bar z prosecco albo wynająć klasycznego Forda Mustanga z lat 60. Marek Szymaniak 35 tys. zł przeznacza średnio na ślub  i wesele polska para młoda, szacuje  serwis Wedding.pl. Co roku jest ok.  200 tys. takich par, np. w 2018 r., jak   podaje GUS, było ich 193 tys. Czyli razem wydały jakieś   6,8 mld zł. Pieniądze poszły na obrączki, fryzjerów,   na wynajem domów weselnych, muzyków, fotogra- fów i transportu, na dostawców kwiatów, alkoholu  czy drobnych upominków. Przy czym w cenie są coraz  częściej nowinki i propozycje jedyne w swoim rodzaju.  W sumie ten, kto chce się dłużej utrzymać na weselnym   rynku, powinien się w ten sposób wyróżniać. I postawić  na jakość, bo tu się często liczą rekomendacje. SŁODKIE STOŁY Firma Mr. Sweet z Radomia nieco ponad trzy lata temu   zaoferowała właśnie nowinkę: tzw. słodkie stoły (ang.  candy bars), zamiast zwyczajowych ciast. Są to bufety  pełne kolorowych ciastek, babeczek, cake pops (mi- niciasteczka na patyczkach) czy francuskich maka- roników. Słodycze, dekoracje i zastawa są dobierane  zawsze indywidualnie. Personalizacja i koncentracja  na wysokiej jakości to clou tej usługi. –  U nas nie ma  standardowych marketowych pianek, lizaków, czeko- ladek. Wszystkie łakocie wykonujemy sami i klienci nie  spróbują ich nigdzie indziej. Nawet półprodukty, może  poza masą pistacjową, robimy własnoręcznie – za- pewnia Łukasz Głogowski, współwłaściciel radomskiej  firmy. Jej ceny są przez to wyższe, ale chętnych nie   brakuje. Według Głogowskiego to dlatego, że nowożeń- cy coraz częściej chcą zrobić na gościach piorunujące   wrażenie. Wszystko musi więc wyśmienicie smakować,  ale i wyglądać niezwykle. Po trzech latach od startu  Mr. Sweet obsługuje wesela w prawie całym kraju.  K C O T S E B O D A // B R A N Ż A Ś L U B N A W sezonie ślubnym, między marcem a październikiem,  dwa, trzy w każdą sobotę. Jeśli bawi się np. 200 gości,   cała usługa kosztuje 2,5–3 tys. zł. A jeżeli jest bardziej  typowo, czyli impreza jest na 80–100 osób, cena sięga   1,8–2,2 tys. zł.  Między listopadem a lutym, gdy wesel jest znacznie  mniej, wśród zleceń przeważają inne, których też ciągle   przybywa: osiemnastki, studniówki, chrzciny. Poza  tym o tej porze roku już co piąte  zamówienie dotyczy  imprez biznesowych. W większości za sprawą osób,  które spróbowały wyrobów Mr. Sweet na jakimś weselu.   – Nowych klientów pozyskujemy w dużej mierze dzięki  poleceniom. Marketing szeptany świetnie się tu spraw- dza. Prowadzimy też stronę www i profile na Facebooku  i Instagramie, gdzie publikujemy zdjęcia z naszych  realizacji – dodaje Głogowski.  Ani on, ani jego wspólnik, Emil Machnio, nie  są  z zawodu cukiernikami. Zaczynali z jednym fachowcem.  Dziś firma jest 6-osobowa. W sprzęt zainwestowali od  początku ok. 30–40 tys. zł i szybko, bo już po czterech,   pięciu miesiącach wyszli nad kreskę. – Nasze przy- chody za zeszły rok to ok. 180 tys. zł, z czego 80 tys. zł   generują wesela – mówi Głogowski. Firma idzie za ciosem. – Pod koniec 2018 r. rozsze- rzyliśmy działalność, otwierając w Radomiu kawiarnio- -cukiernię, dzięki czemu już dostajemy zapytania od  nowych klientów – dodaje szef Mr. Sweet. Ten swoisty  showroom jest potrzebny także dlatego, że pojawiła  się konkurencja – do niedawna słodkie stoły oferowali  tylko oni. – Oprócz naszej są jeszcze trzy firmy, ale na  razie wciąż wygrywamy smakiem i wyglądem, a nie  ceną – zaznacza Głogowski. BĄBELKI Z TRÓJKOŁOWCA Michał Komar, właściciel i założyciel firmy Frizzanti  The Prosecco Van z Warszawy, miał inny pomysł:  mobilny bar, którego obsługa nalewa gościom do  kieliszków słynne włoskie musujące wino i drinki. Bar  umieszczono na podwoziu kultowego trójkołowego  Piaggio Ape Calessino. Wcześniej Komar pracował przez  kilka lat we Włoszech jako opiekun polskich wycieczek   i najpierw wpadł na pomysł, by zacząć sprowadzać do   kraju niezbyt jeszcze wtedy u nas popularne prosecco.  W 2014 r. założył firmę, która zaczęła je  dostarczać do  restauracji, instalując w nich jednocześnie sprzęt do  nalewania go prosto z beczki. Potem Komar kupił vana   i pod koniec 2017 r. zaczął także dowozić prosecco na   imprezy. I tym razem zaproponował usługę komplekso- wą: pod dom weselny dostarcza nie tylko trójkołowiec  z czterema kranami i odpowiednią liczbą beczek wina,  ale także stoliki, parasole, a nawet leżaki dla zmęczo- nych zabawą. Przedsiębiorca nie zdradza, jakie są przychody jego  firmy, ile kosztowała go inwestycja w cały ten sprzęt,   ale podpowiada, że nowy pojazd, od razu wyposażony   w instalacje i nalewaki, to wydatek rzędu 50 tys. zł.   – Można też kupić używany samochód, nawet za kilka   tysięcy, wyremontować go i wyposażyć. To ścieżka  tańsza, ale dłuższa – mówi. – W naszym przypadku  MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 37 S T R A T E G I E rodzaju biznesie. Niemniej i jego firma promuje się  w internecie, aby zainteresowani łatwiej mogli do- wiedzieć się o niej czegoś więcej i zobaczyli, jak taka   usługa wygląda.  – Pozycjonujemy się w wyszukiwarce, prowadzimy  strony na Facebooku i Instagramie, gdzie zamieszcza- my zdjęcia i filmy z obsługiwanych imprez – opowiada  przedsiębiorca. Był też dwukrotnie na targach ślubnych.  – Spory koszt, ale za każdym razem dostawaliśmy tyle  nowych zleceń, że się opłaciło – uśmiecha się. MUSTANGIEM DO ŚLUBU Wynajęty samochód, wiozący państwa młodych, to  klasyczna pozycja weselnych wydatków i konkurencja  już dawno zrobiła się tu ostra. Ale w przypadku najcie- kawszych propozycji popyt ciągle przewyższa podaż.  Na tym właśnie bazuje Urban Motors ze  Świdnika pod  Lublinem, firma Karoliny i Andrzeja Urbanów. Mają  w ofercie kilkanaście aut, zarówno klasycznych, jak  Ford Mustang Convertible z 1967 r., jak i nowszych,  jak BMW 5. Latem ma do nich dołączyć Moskwicz 408   sprzed 52 lat. – Część wynajmowanych samochodów to  nasza własność, a w części przypadków tylko pośredni- czymy – mówi Karolina Urban.  Najważniejszy jest bowiem szeroki wybór aut  w jednym miejscu. – Zdarza się, że klient pyta np.  o Mustanga, ale w danym terminie jest on wynajęty.  Wtedy wybiera inny wóz z naszej oferty –  tłumaczy  Karolina Urban. Jej firma zaczynała w 2015 r., a jednymi z pierw- szych proponowanych przez nią modeli były Fiat 125p   inwestycja zwróci się w dwa weselne sezony, trwające  od wiosny do jesieni – dodaje. Drugi sezon zaczyna się   w tym roku.   Komar widzi, jak na rynku szybko przybywa trój - kołowców z winem, ale specjalnie się tym nie martwi.  – Wielu ich właścicieli właśnie od nas kupuje beczki  z prosecco – wyjaśnia. Swoje wino sprzedaje też taniej  od rywali (w końcu jest jego dystrybutorem), góruje  również nad nimi doświadczeniem.   Nowożeńcy to mniej więcej połowa wynajmujących  jego prosecco vana. Druga to firmy organizujące  impre- zy integracyjne i eventy. Za trzy godziny klienci płacą  2 tys. zł,  jeśli zamówią pakiet podstawowy, czyli becz - kę prosecco (ok. 160 porcji), meble, dekoracje i dwie   osoby do obsługi. Pakiet najbardziej rozbudowany, za  3,5 tys. zł, obejmuje też białe i czerwone  wino, piwo,  lemoniadę oraz nitro, czyli kawę na zimno nasyconą   azotem.  Frizzanti The Prosecco Van większość nowych  zapytań i zleceń również otrzymuje dzięki rekomenda- cjom, które Komar uważa za najlepszą reklamę w tego   38 MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 Mr. Sweet zamiast pater z ciastami propo- nuje candy bars z deserami. Prosecco na kółkach, czyli van rozwożący włoskie wino musujące. E W O S A R P Y Ł A R E T A M I S T R A T E G I E WYRÓŻNILI SIĘ I NIE ZGINĘLI Polska porcelana znów jest na fali. Główni producenci mają sprzedaż na poziomie kilkuset milionów i z roku na rok rosną, bo każdy z nich znalazł własną specjalizację. Do tego dochodzą mniejsze studia, które stawiają na młodych polskich projektantów. Karolina Prewęcka „Chodzież” to ukochana porcelana polskich rodzin. Łączy tradycyjny dizajn z praktycznością. 40 MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 S T R A T E G I E Krakowski LivinnX oferuje swoim lokatorom specjalne sale do nauki. PRYWATNE AKADEMIKI DAJĄ ZAROBIĆ Dwa lata temu zbudowano w Polsce pierwszy duży, prywatny akademik. Inwestycja okazała się wielkim sukcesem, a dziś kolejne projekty wyrastają jak grzyby po deszczu. Nic dziwnego – stopa zwrotu dla pierwszych inwestorów to nawet 15 proc. w skali roku. Robert Mierwiński 44 MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 R A P O R T A U T O W F I R M I E NOWE AUTO CO TRZY LATA Najłatwiej samochód do firmy jest kupić za gotówkę. Problem powstaje, gdy jej nie mamy. Wtedy najlepszy jest leasing albo wynajem długoterminowy. Dziś już mała firma może mieć ofertę taką jak średnie przedsiębiorstwo kilka lat temu. To najmniejsi teraz napędzają rynek. Na co uważać? Jarosław Horodecki 52 MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 55 – TYLE FIRM Z PONAD 2 MLN MSP KUPUJE SAMOCHODY UŻYWANE. D ostępne na co dzień „cztery kółka” są w biznesie oczywiście ciągle bardzo waż- ne. Lecz przedsiębiorcy mają dziś spory wybór metod sfinansowania firmowego samochodu: za gotówkę, na kredyt, bio- rąc go w leasing albo najem długotermi- nowy. Każdy z tych sposobów ma swoje wady i zalety. I nie ma uniwersalnej recepty, który jest najlepszy. Ostateczna decyzja to wypadkowa potrzeb danego przedsiębiorcy i jego możliwości. NAJTANIEJ I NAJPROŚCIEJ Jeśli wziąć pod uwagę tylko cenę, oczywiście nie ma tańszej i prostszej metody sfinansowania auta jak ku- pienie go za gotówkę. Wystarczy wybrać model, skonfi- gurować wyposażenie, zapłacić i już. Problem w tym, że firmy często cierpią na przynajmniej chwilowe proble- my z gotówką i wcale im się nie uśmiecha dodatkowo się jej pozbywać. A co, jeśli muszą nabyć kilka pojaz- dów? Wówczas związane z tym wydatki mogą przewyż- szać ich możliwości. Jeśli jednak zdecydują się kupić auto za własne pie- niądze, powinny pamiętać, by następnie wprowadzić je do ewidencji środków trwałych i poddać amortyzacji. Jeżeli jest nowe, trzeba rozpisać koszt jego nabycia na pięć lat, czyli 60 miesięcy. Roczna stawka to 20 proc. jego wartości. Nieco inaczej jest w przypadku samo- chodów używanych przez minimum pół roku przed ich zakupem. Wtedy roczna stawka to 40 proc. wartości pojazdu, a okres na jaki rozpisujemy koszt jego nabycia, to 2,5 roku. A co stanowi tutaj wartość początkową auta? Nie tylko jego cena, ale także inne opłaty poniesione do dnia wprowadzenia go do ewidencji środków trwałych. Mogą to być np. wydatki na jego przywiezienie, opłaty rejestracyjne, a nawet koszt dodatkowego wyposażenia i jego montażu. Pamiętajmy jednak, że w styczniu tego roku zostały wprowadzone nowe przepisy dotyczące samochodów osobowych, w tym limitów związanych z nimi odpi- sów amortyzacyjnych. Koszty uzyskania przychodu nie mogą być teraz wyższe niż 150 tys. zł (patrz str. 55). Je- dynie w przypadku pojazdów na prąd możemy odpisać nawet 225 tys. zł. Skądinąd, na zmienionych przepisach skorzysta- li ci, którzy dokonują odpisów amortyzacyjnych aut wartych od ok. 86 tys. zł do 150 tys. zł, ponieważ limit umożliwiający zaliczenie tych odpisów do kosztów po- datkowych podwyższono do 20 tys. euro. SPOSÓB SKOMPLIKOWANY I DROGI Podobnie uwzględniamy w kosztach działalności gospo- darczej samochód kupiony na kredyt. Z punktu widzenia prawa podatkowego korzystanie z tej formy finansowa- nia jest tym samym, co nabycie pojazdu za gotówkę. Tyle że pozyskanie kredytu z banku nie jest proste. Zwłaszcza I K A N A P E Z C Z S Ł A F A R : E J C A R T S U L I młoda czy mała firma, bez odpowiednich dochodów czy zabezpieczeń, może mieć problem z jego otrzy- maniem. Banki niechętnie go udzielają tym, którzy nie mają oczekiwanej przez nie zdolności kredytowej, przez co wiele z nich wymaga dostarczenia mnóstwa dokumentów, począwszy od zaświadczeń z urzędu skarbowego i ZUS poprzez dowody tożsamości właści- cieli przedsiębiorstwa, sprawozdania finansowe za wy- brany okres po wypisy z KRS i CEiDG. Niektóre instytu- cje żądają nawet, by potencjalny klient przedstawił im swój biznesplan! Kredyt nie jest też tani. Jeśli pozyskane pieniądze mają iść na cele ogólne, oprocentowanie może być wysokie, jeżeli konkretnie na zakup auta – będzie pewnie niższe, ale za to obwarowane wieloma warun- kami. Banki lubią bowiem stworzyć zastaw rejestrowy (z wpisem do dowodu rejestracyjnego), dokonują cesji na ubezpieczeniu AC, a nawet chcą stać się współwła- ścicielem auta. W tym ostatnim przypadku przedsię- biorca ponosi spore straty, bo może wtedy dokonać odpisu amortyzacyjnego tylko połowy ceny zakupu, to samo zresztą dotyczy kosztów eksploatacyjnych. Tyle tylko, że do tych ostatnich może doliczać odsetki (zgodne z harmonogramem spłat) oraz opłaty mani- pulacyjne i inne związane z kredytem. Właśnie ze względu na skomplikowane procedury i niezbyt korzystne rozliczenia coraz mniej firm de- cyduje się na auto na kredyt. Na dodatek, kupując je w ten sposób, przedsiębiorstwo ogranicza swoją zdol- ność kredytową, która może mu być potrzebna, gdy np. zabraknie mu kapitału obrotowego albo inwesty- cyjnego. LEASING GÓRĄ Leasing, podobnie jak kredyt, pozwala zatrzymać po- trzebną gotówkę w firmie, co pomaga jej zachować płynność finansową. Jest jednak zwykle łatwiejszy do uzyskania. Umowa leasingu nie ogranicza też zdolno- ści kredytowej przedsiębiorstwa, bo zwykle traktowa- ny jest on jako opłata za świadczone usługi, na wzór choćby regulowania rachunków za internet i telefon. Co więcej, ogromna konkurencja na rynku firm leasin- gowych oraz powiązanie ich z producentami samo- chodów sprawiają, że wiele ofert jest bardzo korzyst- nych. Jeśli chcemy kupić nowe auto, można przebierać w propozycjach i nierzadko otrzymamy doskonałe wa- runki finansowania, którego koszt nieznacznie tylko przekracza rynkową wartość danego wozu. Leasing jest też elastyczny: zapisy w kontrakcie firma może dopasować do swoich możliwości. Choć- by takie parametry, jak wielkość opłaty początkowej, końcowej, czas trwania umowy czy związana z tym wszystkim wysokość rat. Wybierając ofertę, zwróć- my też uwagę na to, jakich dokumentów oczekuje leasingodawca, jak sprawdza naszą zdolność kredy- tową, a wreszcie, jak długo trwają formalności. Wielu RAPORT MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 53 RAPORT M O J A F I R M A Paweł Wolski Ubiegacie się o intratny kontrakt. Większość rywali odpadła i na placu boju zostały tylko dwie, trzy najlepsze oferty. I wtedy zaczyna się dogrywka. To najtrudniejszy etap, zwłaszcza że potencjalny kontrahent zaproponuje wam pewnie obniżkę ceny. Popełnicie jednak błąd, jeśli mu ulegniecie: innym zasugeruje to samo. Chcecie wyjść z tego zwycięsko? Oto, co naprawdę może wam pomóc. 66 MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 NOWE TECHNOLOGIEPOKONAĆ RYWALI W DOGRYWCE P odczas dogrywki często spo- tykaną taktyką, niestety za- zwyczaj nieskuteczną, jest eksponowanie różnic na plus między danym towarem czy usługą a podobną ofertą kon- kurencji. To nie działa choćby dlatego, że w tej fazie takie różnice zwykle nie są wiel- kie lub są nieistotne dla kontrahenta. W do- datku rywale argumentują podobnie. Co więc robić? Trzeba stać się zarazem detek- tywem, psychologiem, a tworząc ostateczną ofertę – autentycznym partnerem swojego klienta. Takim, któremu na sercu leży dobro jego biznesu, a nie jedynie rozwiązanie jego przejściowego czy wycinkowego problemu. 1. SKUP SIĘ NA SWOJEJ WARTOŚCI DODANEJ – W relacjach B2B klienci uwielbiają podczas zaawansowanych negocjacji takie działania sprzedawcy, które ograniczają ich ryzyko podejmowania decyzji zakupowych – mówi Marek Sasin, konsultant rozwoju organiza- cji, założyciel poznańskiej Akademii Rozwo- ju Kompetencji. Najbardziej przekonujący będziemy zaś wtedy, gdy wykażemy na liczbach, że inwe- stycja w zakup dokonany u nas zwróci się klientowi, najlepiej oczywiście z nawiązką (patrz ramka „ROI, zasoby i decydenci”) Jednak co może wnieść do jego bizne- su istotną dlań wartość dodaną? Warto się skupić na tym, czy to, co oferujemy, pomo- że mu działać sprawniej, szybciej, oszczęd- niej, bardziej produktywnie, elastycznie, innowacyjnie, zyskać więcej klientów czy zwiększyć marżę, a tym samym – zarabiać więcej. – Jeżeli nasz produkt lub usługa po- może mu np. zaoszczędzić 10 tys. zł rocz- nie, a kosztuje go 1 tys. zł i o tym wiemy, to będziemy walczyć z rywalami ceną? Czy może raczej wskażemy, ile klient na współ- pracy z nami konkretnie zyska? – pyta re- torycznie Jakub Cyran, doradca uczący fir- my metod sprzedaży Aby poznać potrzeby klienta, czasami nawet nieuświadamiane sobie przez niego, i jego możliwości, powinniśmy je sondować w rozmowach z jego przedstawicielami na jak najwcześniejszym etapie dogrywko- wych negocjacji, a lepiej na długo przed- tem. Rozpracujmy zawczasu jego procesy biznesowe, technologiczne, niekiedy wręcz poszczególne specyfikacje i procedury. Jego strategie i programy rozwoju. Oraz to, cze- go mogą potrzebować jego klienci. K C O T S E B O D A // Z A R Z Ą D Z A N I E W DOGRYWCE ZACHOWAJ SIĘ JAK NAJBLIŻSZY PARTNER SWOJEGO KLIENTA. TAKI, KTÓREMU NA SERCU LEŻY DOBRO JEGO BIZNESU. Oczywiście, to wymaga paru rzeczy od handlowców. Po pierwsze, ich odpowied- niego nastawienia (analityk, który potrafi krytycznie korzystać z twardych danych). Po drugie, ich specyficznego stylu działania (postawa twórcy wartości, utożsamiające- go się z celami biznesowymi kontrahenta). Z tym wiąże się sposób komunikacji, który buduje zaufanie we wzajemnych relacjach i sprawia, że reprezentanci klienta dzielą się spostrzeżeniami na temat swojej firmy, opowiadają o jej problemach czy potrzebach. Należy natomiast unikać typowo sprzedażo- wego podejścia, a także epatowania drugiej strony tzw. językiem korzyści. Po trzecie, potrzebne są konkretne umiejętności, w tym zwłaszcza aktywnego słuchania. Należy wy- słuchać historii klienta, zanim zaczniemy opowiadać swoją, i starać się wyłapać jego najbardziej kosztowne dla niego problemy i istotne potrzeby, wyzwania, którym chce sprostać. Pytajmy o to wprost. Niekiedy war- to również zapytać klienta o motywy jego dawniejszych decyzji zakupowych, co może pokazać jego priorytety i sposób myślenia o biznesie. Ogólnie rzecz biorąc, nasi sprzedaw- cy powinni z jednej strony znać doskonale produkt, którym handlują, od strony tech- nicznej, funkcjonalnej, jak i od strony jego szeroko pojętego potencjału biznesowego dotyczącego klienta, a z drugiej – dobrze znać jego samego. Powiedzmy, że jesteśmy dostawcą opa- kowań. Udaje nam się dowiedzieć, że nas po- tencjalny odbiorca, choć oficjalnie chce tylko nabyć kartony czy pojemniki, tak naprawdę powinien inaczej niż dotąd konfekcjonować swoje produkty i je szybciej wysyłać. Albo ma problem ze znalezieniem pracowników do magazynu. Możemy więc, jako wartość dodaną, opracować dla niego rozwiązanie takich bolączek i połączyć to ze swoją ofertą. Wzmocni to także dział zakupów po stronie klienta, który będzie mógł swemu zarządowi pokazać, że jego praca przynosi firmie coś więcej niż tylko realizacja kolej- nych standardowych kontraktów. To tym bardziej wpłynie na wzrost zaufania we wzajemnych relacjach. Informacji na temat aktualnej sytuacji potencjalnego kontrahenta i jego potrzeb, a także wyzwań, jakim będzie wkrótce mu- siał stawić czoło, warto również poszukać na jego stronach internetowych, a czasem ge- neralnie w mediach, rozmawiając z przed- stawicielami organizacji branżowych, bywa- jąc na odpowiednich konferencjach, targach itd., robiąc kwerendę po nawiązujących do jego biznesu webinarach, tzw. białych stro- nach (materiały doradcze firm publikowane w sieci) itd. – Niewątpliwie coraz bardziej zmierzamy w kierunku digital marketingu, który pozwala śledzić np. drogę zakupową klienta w czasie rzeczywistym. I na bieżąco, czy wręcz proaktywnie, odpowiadać na jego potrzeby i oferować mu rozwiązania – do- daje Marcin Chudak, dyrektor sprzedaży na rynek commercial w Cisco Systems Poland. – Rozmawiając z klientami czy partnerami, coraz częściej obserwuję, że wykorzystują oni te nowe cyfrowe narzędzia dotarcia do swoich odbiorców. 2. ROZWAŻ ZATRUDNIENIE DORADCY Przy poważnych negocjacjach dogrywko- wych wielu małym i średnim firmom może się przydać współpraca z dobrym doradcą ds. sprzedaży, który pokaże, jak rozma- wiać z przedstawicielem klienta, pomoże też ominąć pułapki przygotowane przez wytrawnych negocjatorów drugiej strony. Czasem wystarczy rzecz najprostsza: zapi- sanie sobie na kartce priorytetów własnych i kontrahenta, a także naszej ceny i jej gra- nicznej wartości, poniżej której nie wolno zejść w żadnych okolicznościach, nawet jeśli będzie trzeba zagrozić „odejściem od stołu”. Działa to częściej niż się wydaje, szczególnie MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 67 M O J A F I R M A Nic nie przyciągnie klientów do twojej firmy tak jak transmisja na żywo w mediach społecznościowych. Tzw. lajfy budują więź z klientem, pokazują, że jesteśmy fachowcami i mamy po prostu fajną firmę. Bierz kamerę i nadawaj. Marek Szymaniak L ajfy dają małym graczom przewa- gę konkurencyjną nad dużymi fir- mami. – W wielkich organizacjach podjęcie decyzji o relacjach i trans- misjach na żywo to czasochłonny proces trwający niekiedy parę miesięcy. Obej- muje kilka departamentów, a decyzja musi być akceptowana przez kolejne osoby. Mały przedsiębiorca w tym czasie może zrobić 30 materiałów wideo czy zdjęciowych i dotrzeć z tym, co oferuje, do wielu potencjalnych klientów – mówi Daniel Kędzierski, szef agencji FastTony zajmującej się tworzeniem kampanii marketingowych na Facebooku. Kędzierski pomagał niedawno wypro- mować się przedsiębiorcy, który na począt- 74 MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 ku zeszłego roku założył fryzjerskie atelier w Krakowie. – Próbował znaleźć klientów poprzez pozycjonowanie swojej strony www, ale nie dawało to dobrych rezultatów. Każdy może napisać na takiej stronie, że jest mistrzem fryzjerstwa, ale znacznie trudniej jest zdobyć zaufanie klienta i przekonać go, żeby do nas przyszedł – tłumaczy. Za jego radą przedsiębiorca zaczął po- kazywać na swoim fanpejdżu na Face- booku transmisje na żywo z tego, jak strzy- że klientów, opisując przy okazji, jakiego używa sprzętu i preparatów. Natomiast w relacjach fotograficznych prezentował wykonane przez siebie fryzury. Już po mie- siącu zauważył, że wyraźnie przybyło mu klientów. Dzisiaj, aby się u niego ostrzyc, trzeba się zapisywać na cztery miesiące naprzód. WIARYGODNI I FAJNI Za pomocą serwisu społecznościowego nasz fryzjer łatwiej dotarł z przekazem marketin- gowym do członków swojej grupy docelo- wej, ale to właśnie ciekawe transmisje zwró- ciły na niego uwagę i pomogły mu zbudować wiarygodność. Po pierwsze, pokazując, jak wykonuje swoją pracę, zyskał opinię eksperta. Kę- dzierski uspokaja przy tym przedsiębior- ców, którzy mogliby mieć obiekcje przed zdradzaniem na wizji tajników swojej pra- POKAŻ SIĘ NA ŻYWO M O J A F I R M A To nie przypadek, że związaliśmy się z Robertem Kubicą. Robert ma cechy bardzo zbliżone do tego, z czym Orlen chce być identyfikowany. Przy tym jest patriotą. A my jesteśmy międzynarodowym koncernem, który też dąży do tego, żeby być powodem do dumy dla Polaków – mówi Adam Burak, dyrektor wykonawczy ds. komunikacji korporacyjnej PKN Orlen SA w rozmowie z Alicją Hendler. Robert Kubica i jego bolid z logo Orlenu. Po prawej Adam Burak. Zacznijmy od niedawnej konferencji prasowej, na której razem z Robertem Kubicą ogłosiliście jego powrót do Formuły 1. W swoim raporcie pana firma podaje, że w ciągu trzech dni informacje o tym dotarły do 102 mln ludzi, na co normalnie trzeba by wydać 8,5 mln zł. To imponujące liczby. Choć ja na te pieniężne ekwiwalenty i zasięgi patrzę z dystansem. Mam podej- ście finansisty, który zawsze pyta: „A teraz proszę mi powiedzieć, gdzie te pieniądze się odbiera?”. Od samego początku patrzymy na naszą współpracę z Robertem Kubicą jako na inwestycję biznesową, która ma przynieść żywą gotówkę. Taki mamy też plan na ten rok. W kwiet- niu wystartujemy z naprawdę dużą kampanią, która potrwa do końca sezonu Formuły 1, czyli do listopada. O szczegółach dzisiaj jeszcze nie mogę mówić, ale Kubica, Williams i Orlen będą widoczni na każdym kroku. W mediach i na stacjach paliw. Szykuje się rok z Robertem. Może jednak uchyli pan rąbka tajemnicy? W tej chwili dogrywamy szczegóły, ale zdradzę, że planujemy specjalną loterię Orlen, bodaj największą w historii Polski. Wśród nagród będą nasze energetyki z limitowanej edycji z wizerunkiem Roberta i duża liczba samochodów. Dla naszych wiernych klientów – uczest- ników programu Vitay – będą także wyjazdy na tor F1. Przygotowujemy bardzo dużo nagród, a co trzeci los jest wygrywający. 80 MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 Czyli będzie płynęła żywa gotówka. Profesjonalna kampania wizerunkowa powinna być szybko przekuwana w konkretne zwiększanie zysków. Umowy, które podpisaliśmy w związku ze startami Roberta z Williamsem, są bardzo dobrze wynegocjowa- ne. Mamy ogromny wachlarz możliwości, jeśli chodzi o ekspozycję naszego logotypu, czy to z Williamsem, czy z samym Robertem. Pojawi się też szeroki asortyment gadżetów, które będzie można kupić na naszych sta- cjach, w sieciach detalicznych, które mamy w Polsce. KUBICA TO NASZA INWESTYCJA // M A R K E T I N G Orlen od dawna sponsoruje polskich sportowców, np. naszych siatkarzy, lekkoatletów. Ale Robert Kubica, jako nośnik waszej marki, będzie spełniał zupełnie nowe zadanie? Do tej pory, sponsorując rodzimych zawodników, prowadziliśmy komunikację marketingową tylko w kraju. Teraz wchodzimy na wyższy poziom. Robert Kubica jest pierwszym w historii globalnym projek- tem sponsoringowym wspieranym przez polską firmę i zarazem ten projekt będzie silnie wspierał naszą WSPÓŁPRACA Z ROBERTEM KUBICĄ MA PRZYNIEŚĆ ORLENOWI ŻYWĄ GOTÓWKĘ. TAKI JEST PLAN JUŻ NA TEN ROK. MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 81 E W O S A R P Y Ł A R E T A M I ; S W E N T S A E L I F E S T Y L E KUCHNIA Gałązka, kucharz zamkowy Turyści nie przyjeżdżają dziś na zamek w Malborku, by podziwiać siedzibę zakonu. Nie, oni chcą spróbować słynnej średniowiecznej kuchni, którą serwuje tam Bogdan Gałązka. Michał Karpiński 112 MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 // K U C H N I A BOGDAN GAŁĄZKA z Gothic Restaurant na zamku krzyżac- kim w Malborku dostał tytuł „Szefa kuchni tradycyj- nej 2019”. KUCHNIA Bogdana Gałązki opiera się na średniowiecznych przepisach, czuć w nich jednak rękę nowego mistrza. całe życie. Musiał mozolnie piąć się po szczeblach edu- kacji. Po podstawówce wylądował w szkole zawodowej w rodzinnym Grajewie – miał zostać elektrykiem. Tam trafił na cudowną nauczycielkę, która pomagała mło- dym ludziom nie przejmować się docinkami i szykanami ze strony rówieśników z liceum czy technikum, często jedynie zamożniejszych. Powtarzała, że jeśli tylko będą wytrwale dążyć swoją dłuższą i bardziej krętą drogą, z pewnością dotrą do celu i nawet po zawodówce mogą zostać profesorami. – Była moją pierwszą mistrzynią i mentorką – wspomina Gałązka. – To dzięki niej jestem dziś 20 kroków przed tymi, którzy wtedy na nas buczeli na szkolnych korytarzach. A oni wciąż gdzieś stoją i bu- czą na innych... DEKADA TRANSFORMACJI Gotował od dzieciństwa – głównie dla młodszego brata, zastępując w tym zapracowaną mamę. Ta jednak nie zgodziła się go wysłać do szkoły gastronomicznej w Gdy- ni (skąd w szarych latach 80. można było np. trafić do kuchni na „Batorym” czy do restauracji w Grand Hotelu w Sopocie). Chciała, by miał „normalny” zawód i nie popadł – wzorem znanych jej kucharzy – w alkoholizm, co i dziś jest częstą przypadłością mistrzów patelni. Gałązka skończył więc swoją zawodówkę i zaczął pracować w mleczarni w Grajewie, ale jednocześnie uczył się w liceum wieczorowym. Potem studiował teologię na MY COMPANY POLSKA | 04 ▪ 2019 113 J ulia Child zaczęła gotować w wieku 33 lat, dlaczego tobie miałoby się nie udać zostać wielkim szefem kuchni? – usłyszał od Kurta Schellera, gdy, jako zupełny amator, uczył się w jego Aka- demii. 16 lat późnej Bogdan Gałązka, współwłaściciel Gothic Cafe Restau- rant na zamku krzyżackim w Malborku, otrzymał tytuł „Szefa kuchni tradycyj- nej 2019” i dwie czapki od prestiżowego Żółtego Prze- wodnika Gault Millau Polska. Sukces, o jakim marzy każdy w jego profesji. – Bogdan nie uznaje półśrodków. Do wszystkiego podchodzi na sto procent – mówi Piotr Wierzbowski, wydawca jego książek kulinarnych i wieloletni przyja- ciel. – Aby lepiej przekazywać gościom klimat zamku, poszedł na 4-miesięczny kurs i zdał piekielnie trudny egzamin, żeby zdobyć uprawnienia przewodnika. Podobnie było, gdy Gałązka chciał otworzyć w Mal- borku kolejną restaurację – tym razem meksykańską. Na pół roku wyjechał do Meksyku, żeby uczyć się goto- wania od tamtejszych szefów kuchni, poznawać smaki lokalnych przypraw, zgłębiać tajniki wiedzy miejsco- wych producentów żywności. Stamtąd sprowadził też większość wystroju swojej nowej restauracji, łącznie z oryginalnym meksykańskim ołtarzykiem i przyprawa- mi. Perfekcjonizm i pracowitość cechują go przez niemal K A J O R T A M A K
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

My Company Polska - e-wydanie
Numer:
4/2019

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również: