Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00104 010486 10716032 na godz. na dobę w sumie
100 powiastek dla dzieci - ebook/pdf
100 powiastek dla dzieci - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 66
Wydawca: WYMOWNIA Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-944441-3-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'100 powiastek dla dzieci' to opowiadania dla najmłodszych napisane w duchu chrześcijańskim. Wartości moralne autor przekazuje dzieciom z ogromnym ciepłem, posługując się opowiastkami zrozumiałymi dla małego dziecka. Fabuła snutych opowieści jest prosta, a podsumowuje ją zazwyczaj przyjemna dla ucha malca rymowanka mówiąca na przykład, że:

Nie jedno swoje dzieło Stwórca nasz łaskawy
Otacza tajemnicą w niezbadanym planie....
Więc choć nie można sobie zdać z wszystkiego sprawy,
Wierzyć i ufać Bogu powinni Chrześcijanie.

Opowiastki snują rozważania na rozmaite tematy. Bajki mówią między innymi o uczynności, niesieniu pomocy, dążeniu do zgody, docenianiu codzienności i rodziny, obserwowaniu natury, zaufaniu do Boga. Publikacja liczy 66 stron, dzięki czemu opowiastki można czytać dzieciom przez wiele dni i wieczorów i zawsze znajdzie się w nich nowa, ciekawa refleksja, gdyż wartości o których mówi autor są ponadczasowe.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Christoph von Schmid 100 POWIASTEK DLA DZIECI Tłumaczenie: Jan Chęciński Na okładce: Tadeusz Makowski „Kapela dziecięca” ISBN 978-83-944441-3-6 Wydawnictwo Wymownia, 2016 Utwór oraz ilustracja na okładce dostępne w domenie publicznej. Źródła: Tekst: https://pl.wikisource.org/wiki/100_powiastek_dla_dzieci Ilustracja na okładce: https://wolnelektury.pl/katalog/obraz/sceny-rodzajowe-makowski-kapela-dziecieca/ Tekst zgodny z wydaniem z roku 1874. DO DZIATWY Znów dla dziateczek Podarek świeży, Sto powiasteczek Z pod prassy bieży, Oko przynęci Postacią ładną, A do pamięci Słówka się wkradną... Bo rzecz ciekawą Przeczytać warto, Więc leci żwawo Karta za kartą, I główka szuka W wesołéj treści, Jaka nauka W niéj się też mieści? O dziatki lube! Ziarno po ziarnie, Niechaj na chlubę Wasz umysł garnie. Tłumacz. CZĘŚĆ PIÉRWSZA. I. SŁOŃCE. Jednego wieczora, uczciwa i pracowita Janowa, żona gospodarza wiejskiego, wracała z dwojgiem dzieci od kopania kartofli. Zbliżając się do chaty, dostrzegli w okienkach światło, które ich mocno zadziwiło; więc mały Grześ pobiegł żwawiéj, otworzył drzwi, a ujrzawszy na kominie ogień, zawołał:  „Dziwna rzecz, moja matulu! nikogo nie było w domu, ciekawy jestem, kto rozniecił ten ogień.”  „Eh!” odpowiedziała jego siostra Małgosia, pewno tatulo wrócił z miasta zziębnięty i rozpalił ogień, aby się trochę ogrzać.”  To powiedziawszy, oboje dzieci pobiegli do przyległéj izby, gdzie z wielką radością przywitały ojca, który po dość długiéj niebytności, powrócił z miasta z dziedzicem.  Nazajutrz ta sama rodzina pracowała w polu, słońce błyszczało w całym blasku swojéj okazałości, Grześ i Małgosia z zachwytem podziwiali jego piękność.  „Moje kochane dzieci,” odezwał się ojciec, „wczoraj odgadłyście bez trudu, że to ja roznieciłem ogień na kominie, powiedzcież mi tedy, czy dzisiaj, patrząc na to cudowne światło, co z niebios oświeca ziemię, nie zgadujecie, kto je tam zapalił?”  „Oh! czyż trudno odgadnąć?” zawołała Małgosia, „któż, jeżeli nie Pan Bóg! Najmniejsze światełko niemogłoby zabłysnąć samo przez siebie, więc też musi być ktoś, co i słońce zapalił.”  „Niezawodnie!” dodał Grześ, klaszcząc radośnie w ręce. „Bóg jest Stwórcą wszystkiego: Słońce, księżyc, gwiazdy, zioła, kwiaty, drzewa, słowem wszystko, co widzimy około siebie, jest dziełem Jego wszechmocnéj Opatrzności!” Słońce, co światu ciepła i światła udziela, Jest dowodem wszechmocy swego Stworzyciela. II. KSIĘŻYC. Ojciec Bonifacy poszedł pewnego ranka do miasta ze swoim synem Michałem. W wieczór matka, wziąwszy małą Teklusię za rączkę, wyszła na ich spotkanie. Było już dosyć późno, gdy się nareszcie spotkali, to też matka wyznała, że już cokolwiek zaczęła się obawiać, niewidząc ich wracających; ale Michaś rzekł:  „Oh! moja mamo!” nie było najmniejszego niebezpieczeństwa. „Księżyc, który tak pięknie błyszczy nad wzgórzami i zaroślami, przyświecał nam swojém łagodném światłem i całą drogę od samego miasta aż do wioski, wiernie nam towarzyszył.”  „I nam także,” dodała Teklusia, „i nad nami księżyc szedł od domu aż do tego miejsca.”  „Oh! co temu, to już nie wierzę!” zawołał Michaś; „czyż podobna, ażeby księżyc mógł w jednym czasie posuwać się od miasta do wioski i od wioski do miasta?... Czyliż on może iść razem naprzód i napowrót?... Ja bym tego niedokazał! Nie siostrzyczko, nie mogę uwierzyć!”  „Kochany Michasiu,” rzekł wówczas ojciec, „to co ci się wydaje zagadką, ja bardzo dobrze rozumiem. Ale twój rozum jeszcze nie dosyć rozwinięty, abyś mógł pojąć choćby najprostsze w tym względzie objaśnienie. Trzeba więc, aby to na jakiś czas zostało dla ciebie tajemnicą. Jednakże, ten piękny księżyc, którego biegu po przestrzeni niebios nie umiesz sobie jeszcze wytłomaczyć, nasuwa mi sposobność udzielenia ci tymczasem użytecznéj nauki.”  „Słuchaj moje dziecię; ponieważ nawet na ziemi jest mnóstwo rzeczy, których nie rozumiemy, nie powinniśmy się dziwić, że i nad naszą sferą są także zjawiska, których nie możemy pojąć. Tak samo w naszéj świętéj religii znajdują się ustępy, z których nie wszyscy możemy sobie zdać sprawę, ale to nie jest winą niczyją, jak tylko naszych własnych pojęć, naszych niedoskonałych i ograniczonych zdolności.” Nie jedno swoje dzieło Stwórca nasz łaskawy Otacza tajemnicą w niezbadanym planie.... Więc choć niemożna sobie zdać z wszystkiego sprawy, Wierzyć i ufać Bogu powinni Chrześcijanie. III. NAJPIĘKNIEJSZA GWIAZDA. 1. Karolek mówił:  „Patrzajno siostro, jakiem żywém i jasném światłem błyszczy na niebie wieczorna gwiazda! Jest ona bez zaprzeczenia najpiękniejszą z gwiazd całego firmamentu; wydaje blask tak mocny, że dom, drzewa i inne przedmioty rysują swój cień na ziemi prawie jak od światła księżycowego.”  „W saméj rzeczy, odpowiedziała Julcia, „ale gwiazda poranna daleko jest jaśniejszą i piękniejszą.”  Karolek zaprzeczył słowom siostry, Julcia obstawała przy swojem; wreszcie niemogąc zgodzić się na jedno, oboje wytoczyli sprawę przed ojcem.  „Moje dzieci,” rzekł im tenże, „wasza sprzeczka jest tylko dowodem nieświadomości, albowiem spieracie się o jedna i tę samą gwiazdę, która nazywa się poranną, gdy się pokaże na niebie o świcie, a wieczorną, skoro zabłyśnie o zmierzchu.” Kształćcie dziateczki waszą główkę młodą, Zbierajcie światło z rad i doświadczenia. By nie iść śladem tych, którzy spór wiodą O jeden wyraz, co ma dwa znaczenia. 2. Zaledwie świtać zaczęło, i gdy prześliczna gwiazda błyszczała na niebie ojciec obudził dzieci, które zawołały razem:  „Poranna gwiazda, rzuca daleko mocniejsze i piękniejsze światło niż wieczorna.”  Ale ojciec rzekł:  „Ta piękna gwiazda ma w saméj rzeczy wieczorem jaśniejszy blask niżeli rano, ponieważ w wieczór o wiele miljonów mil jest bliżéj ziemi. Jeżeli zaś porankiem wydaje się nam żywszą i piękniejszą, to dla tego, że o téj porze umysł nasz jest weselszy i lepiéj usposobiony, więc często wszystko, co widzimy, przybiera w naszych oczach więcéj powabu, niżeli ma w istocie. Dziękujmy zatém Stwórcy za dobroczynny sen, który nas wzmacnia i rozwesela, nie marnujmy nieocenionych chwil poranku.” Gdy dzień zaświta w uroczéj wiośnie, Cała natura do życia powraca, Kwiat się rozwija, ptak śpiewa radośnie, A przed człowiekiem modlitwa i praca. IV. SŁOŃCE I DESZCZ. Podczas ulewnego i burzliwego dnia kilkoro dzieci szeptało między sobą:  „Mój Boże! czemu to słońce nie zawsze świeci wesoło, na co ten deszcz i niepogoda!?”  Wkrótce niebo zdawało się wysłuchać ich narzekania, bo przez kilka miesięcy niezakryło się ani jedną chmurką. Ale ta długa susza poczyniła wiele szkód na łąkach i polach. Kwiaty i krzewy powysychały w ogrodach, a len, na którego szybki wzrost z taką uciechą patrzą młode dziewczęta, zaledwie kilka cali wybujał po nad ziemię.  „Widzicie teraz,” rzekła matka, że deszcz nie mniéj jest potrzebny od słońca. Z tego mądrego rozporządzenia Stwórcy, wyprowadźcie zbawienną prawdę, że niebyłoby dobrém dla was życie w nieustannych uciechach. Abyśmy się stali cierpliwemi i rozsądnemi, trzeba nam koniecznie zakosztować dni pochmurnych, dni smutku i cierpienia.” Pogodę, niepogodę, błyskawice, grzmoty, Wszystko przyjmujmy z ręki Najmędrszéj Istoty, Jak również, błogosławiąc rozrządzenia Boże, Witajmy łzy i radość w jednakiéj pokorze.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

100 powiastek dla dzieci
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: