Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00349 008070 15913237 na godz. na dobę w sumie
31.10 Księga Cieni - ebook/pdf
31.10 Księga Cieni - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Self Publishing Język publikacji:
ISBN: 978-83-272-4116-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biznes >> zarządzanie i marketing
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

 

To już po raz trzeci spotykamy się z Wami w cyklu 31.10 Halloween po polsku.

Tym razem chcemy Was zapytać, czy wierzycie w magię, zaklęcia, czarownice i tajemne księgi? Zastanówcie się dobrze nad odpowiedzią, zanim przystąpicie do lektury. Czeka Was bowiem nie lada wyzwanie.

Zanim jednak zaczaiło się ono na Was, najpierw dopadło dwudziestu sześciu autorów, którzy przyczynili się do powstania najnowszej edycji 31.10.

W największym sekrecie, pod osłoną mroku i w blasku księżyca szukali bowiem  w najodleglejszych krańcach ziemi tajemniczych ksiąg , by potem opowiedzieć Wam swoje historie. Tym razem naprawdę bardzo czarodziejskie.

Jak zwykle, żaden z autorów nie wiedział, o czym pisze reszta. To ćwiczenie związane nie tylko z umiejętnością pracy w grupie, ale również z innym niż czysto literacki rodzajem wyobraźni. Niezwykle trudno jest bowiem stworzyć spójną całość z indywidualnych kontrybucji, pełnych indywidualnego ognia, różniących się postrzeganiem świata, podejściem a nawet zrozumieniem tematu.

Ale przecież nie miało być łatwo, tylko kreatywnie, pasjonująco i co najważniejsze – oczywiście magicznie. Czy nasi autorzy sprostali zadaniu? O tym przekonacie się już za chwilę.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

H A L L O W E E N P O P O L S K U Wydawnictwo WRCW 2013 Alfabetyczny spis autorów: Szymon Adamus Ewa Bauer Tomasz Czarny Kamil Czepiel Krzysztof T. Dąbrowski Grzegorz Gajek Marek Grzywacz Chepcher Jones Maciej Kaźmierczak Anna Klejzerowicz Antonina Kostrzewa T. J. Krzywik Maciej Lewandowski Krzysztof Maciejewski Paweł Mateja Kinga Ochendowska Andrzej F. Paczkowski Marcin Podlewski Paweł „DarkAraghel” Rejdak Kornelia Romanowska Marek Rosowski Robert Rusik Anna Rybkowska Michał Stonawski Marek Ścieszek Karolina Wilczyńska Magdalena Witkiewicz Redaktor zbioru: Kinga Ochendowska Korekta: Lena Walter, Joanna Gajkowska Ilustracja na okładce: Sandra Cunningham | Dreamstime.com Projekt okładki / skład komputerowy: babental.com Wydawnictwo WRCW Prawa autorskie do poszczególnych opowiadań są własnością ich autorów. Wszystkie prawa zastrzeżone PDF: 978-83-272-4116-0 ePUB: 978-83-272-4121-4 MOBI: 978-83-272-4122-1 Spis treści 6 11 23 45 75 119 127 179 187 217 267 277 309 319 343 357 379 399 415 431 463 471 503 521 529 549 585 595 Wstęp Kinga Ochendowska Księga Cieni Paweł Mateja Wielkie potwory mistrza Gottentota Paweł „DarkAraghel” Rejdak Łowcy Grzegorz Gajek Ode złego Marek Rosowski Mgła Marcin Podlewski Serce i wahadło Anna Klejzerowicz Książka ze szkła Marek Ścieszek Będzina T. J. Krzywik Groza zza muru Anna Rybkowska Mistrz lalek Maciej Kaźmierczak Jedność Magdalena Witkiewicz Czarownice Ewa Bauer Narodziny Bogini Kornelia Romanowska Broń mnie od pokuty Robert Rusik Po drugiej stronie księgi Maciej Lewandowski Siedlisko Tomasz Czarny Potrzeby Szymon Adamus Spójrz w moje oczy Krzysztof T. Dąbrowski I co ja robię tu? Chepcher Jones Ta księga Marek Grzywacz Pierwsza strona Karolina Wilczyńska Tam chciałbym się zestarzeć Andrzej F. Paczkowski Oko czarownicy Michał Stonawski Cienie Kamil Czepiel O tym jak ciemność straciła kobietę Antonina Kostrzewa Powroty Krzysztof Maciejewski Ścieżka bez nazwy H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I Wstęp Drodzy Czytelnicy, to już po raz trzeci spotykamy się z Wami w cyklu 31.10 Halloween po polsku. Tym razem chcemy Was zapytać, czy wierzycie w magię, zaklęcia, czarownice i tajemne księgi? Zastanówcie się dobrze nad odpowiedzią, zanim przystąpicie do lektury. Czeka Was bowiem nie lada wyzwanie. Zanim jednak zaczaiło się ono na Was, najpierw dopadło dwudziestu siedmiu autorów, którzy przyczynili się do po- wstania najnowszej edycji 31.10. W największym sekrecie, pod osłoną mroku i w blasku księżyca, szukali w najodleglejszych krańcach ziemi tajemni- czych ksiąg, by potem opowiedzieć Wam swoje historie. Tym razem naprawdę bardzo czarodziejskie. Jak zwykle, żaden z autorów nie wiedział, o czym pisze reszta. To ćwiczenie, związane nie tylko z umiejętnością pracy w grupie, ale również z innym niż czysto literacki rodzajem wyobraźni. Niezwykle trudno jest bowiem stworzyć spójną całość z indywidualnych kontrybucji, pełnych indywidualne- go ognia, różniących się postrzeganiem świata, podejściem, a nawet zrozumieniem tematu. Ale przecież nie miało być łatwo, tylko kreatywnie, pasjo- nująco i co najważniejsze – oczywiście magicznie. Czy nasi au- torzy sprostali zadaniu? O tym przekonacie się już za chwilę. Jak zwykle, chciałabym podziękować wszystkim uczest- niczącym w projekcie. Nie tylko autorom, ale również tym, których pracy nie widać gołym okiem i nie pojawiają się na okładce czy w spisie treści. Wśród tych osób znajduje się z pewnością Chris Babental, który od trzech lat ofiarnie dba, żeby doświadczenie naszych 6 H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I czytelników, sięgających po Halloween po polsku, było bez za- rzutu w zakresie składu i konwersji publikacji. W tym roku przygotował dla nas również wspaniałą okładkę. Serdecznie dziękujemy! Nie da się również nie docenić wkładu Moniki Olasek, która zajęła się logistyczną częścią powstawania Halloween II w wersji papierowej. Moniko, wielki ukłon. To dzięki Tobie możemy ofiarować papierowe egzemplarze naszym czytelni- kom. Kolejnym punktem na długiej liście podziękowań są oczy- wiście autorzy, fantastyczna grupa ludzi, potrafiąca współpra- cować razem pomimo dzielącej ich odległości i przy użyciu wyłącznie wirtualnych narzędzi. Możecie mi wierzyć, że nie jest to łatwe i wymaga wiele zrozumienia dla siebie nawza- jem. Mamy to szczęście, że nasi autorzy są naprawdę wyjąt- kowi, zarówno jako indywidualności, jak i grupa. Bardzo się cieszę, że dane mi jest pracować z tak wspaniałymi ludźmi. I oczywiście Wy, nasi czytelnicy. Tak naprawdę, to wła- śnie Wy jesteście najważniejsi. To dla Was piszemy i dla Was zbieramy się co roku, aby opowiadać halloweenowe historie. Wam dziękujemy przede wszystkim za wspaniałe przyjęcie naszych książek. Cieszymy się, że bawicie się razem z nami. To jedna z najpiękniejszych właściwości interentu – po- mimo dzielących nas odległości, kilometrów, kontynentów i stref czasowych, łączy nas i zbliża pasja oraz dobra zabawa. To dlatego właśnie spotykamy się już po raz trzeci. Dziękuje- my Wam, że jesteście z nami! W tym roku, poza wyborem opowiadań, w którym, jak mamy nadzieję, każdy z Was znajdzie coś dla siebie, nasi auto- rzy postanowili podzielić się z Wami swoją wiedzą magiczną. Dlatego, pomiędzy zmurszałymi stronami Księgi Cieni znaj- dziecie również tajemnicze przepisy i zaklęcia. Pamiętajcie, że magia to delikatna materia. Wszelkie zaklęcia wypróbowu- 7 H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I jecie na własną odpowiedzialność! A jeśli dopadną Was złe moce... nie piszcie, nie dzwońcie, nie szukajcie u nas pomocy. A najlepiej wcale nie próbujcie tego w domu. Mamy nadzieję, że i w tym roku będziecie się dobrze ba- wić. Zapraszamy Was również na naszą stronę na Facebook’u, gdzie wspólnie spędzimy tajemniczy wieczór Halloween. Do zobaczenia i strzeżcie się! Strzeżcie się czarownic... Redaktor wydania, Kinga Ochendowska 8 Aby rzecz ukrytą, osobie przynależną odnaleźć Ingrediencje: świeca purpurowa, moce umysłu wzmagająca, athame, sztylet rytualny, kwiat lawendy. Zapal świecę purpurową i krąg sztyletem zatocz tak, by się zamknął i złej mocy do swego wnętrza nie dopuścił. Kwiat lawendy suszony rozrzuć wewnątrz kręgu i wdychaj zapach jego, by myśli swoje skoncentrować i oczyścić. Przymknij oczy i na pojawienie się obiektu czekaj. Dla lepszego efektu wzywaj żywioły: ziemię, ogień powietrze i wodę, by ujawniły miejsce jego pobytu. Gdy przeznaczony ci przedmiot gotów objawić się będzie, drogę do niego wskaże ci niebieska poświata. Z obiektem postępuj ostrożnie, bowiem przeznaczenie Twe z nim jest związane i skrywaną prawdę o Tobie wyjawić może. H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I Księga Cieni Kinga Ochendowska Dość długo odkładałam porządkowanie strychu po śmier- ci babci. Jak wiadomo, przeżyte lata zapisują swoją historię w przedmiotach. Bibelotach, strojnych sukniach, książkach, obrazach, a nawet meblach czy przedmiotach domowego użytku. Nie chcąc się z nimi rozstawać, zamykamy je w piwni- cy lub na strychu, jak niemych świadków dawno zapomnianej świetności. Tak było w przypadku domu babci. Strych był ich prawdziwym cmentarzyskiem. Jako dziecko, bałam się tam wchodzić, zresztą babcia zabraniała tego surowo tłumacząc, że belki pod dachem mogą być spróchniałe i niebezpieczne. Odkąd pamiętam, babcia pachniała naftaliną i lawendą – spe- cyficzny rodzaj zapachu, który zwykle unosi się w szafach i kufrach. Miała dobry, ciepły uśmiech i niezwykły błysk w niebieskich jak niezabudki oczach. Była babcią. W kieszeni białego fartucha zawsze znajdowała coś dobrego, gdy przy- biegałam zapłakana, z obtartymi kolanami i łokciami. Wiado- mo przecież, babcie takie są. Na początku spędzałam u niej każde wakacje i cieszyłam się na myśl o kolejnym przyjeździe. W domu babci nie spo- sób było się nudzić. Za oknami rozpościerała się pełna wrzo- sów łąka, za nią las i niewielka rzeka. Mogłam biegać do woli, chociaż czasem brakowało mi towarzystwa, bo w pobliżu nie mieszkały inne dzieci. Bawiłam się z babcinymi kotami, które wszystkie, jak jeden mąż, były czarne jak węgiel, oraz bab- cinym psem, który był najbrzydszym psem na świecie. Miał zmierzwione kudły, których nie dawało się rozczesać i dwu- kolorowe oczy – jedno niebieskie, a drugie brązowe. Podobnie 11 H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I jak koty, zawsze chodzi własnymi drogami – pojawiał się znikąd i znikał kiedy chciał. Ale zawsze, ale to zawsze, przy- chodził, gdy byłam smutna albo chora. Kładł się wtedy obok i wpatrywał we mnie tymi swoimi różnokolorowymi ślepia- mi. Kiedy tak patrzył, czułam się bezpieczna, spokojna i szyb- ko zasypiałam. Rano smutek i choroby znikały, jak to u dzieci bywa. A my wybieraliśmy się do lasu, albo nad rzekę. Tam gdzie czekała przygoda. Potem zaczęłam dorastać i coraz mniej interesowały mnie wyjazdy na babciną wieś. Chciałam spędzać czas z rówie- śnikami, na słuchaniu muzyki, rozmawianiu o seksownych aktorach, nowych fryzurach i rozmowach o nastoletnich ta- jemnicach. Oczywiście spotykaliśmy się w czasie świąt, które u babci zaczynały się zwykle 21 grudnia, od zapalenia w ko- minku olbrzymiego polana. Była też choinka i prezenty, ale to właśnie owo polano zapamiętałam najlepiej. Nie zauważy- łam, żeby jeszcze ktoś tak robił. Zresztą, babcia miała wiele dziwnych nawyków. W lecie, po sianokosach, robiła ze słomy małe laleczki. Wiosną, przywiązywała do drzewa kolorowe wstążki i zaplatała je w długie warkocze, zaś jesienią, gdy przychodziły pierwsze chłody, stawiała przed stodołą latar- nię, zrobioną z wielkiej rzepy, którą na tę okazję zawsze hodo- wała w ogródku. Nie przypominam sobie, żebym rozmawiała o tym kiedykolwiek z mamą albo tatą. Rzeczy były takie, jakie były. To był świat babci i to ona ustalała reguły. W końcu nadszedł czas studiów, który wspominam z tę- sknotą. Byłam już wystarczająco dorosła, by robić to, na co miałam ochotę i wystarczająco niedojrzała, by popełniać błędy i nie wychodzić spod parasola ochronnego rodziców. Trzy razy zmieniałam kierunek studiów. Raz poszłam na ochronę środowiska, następnie na archeologię. W końcu znalazłam się na bibliotekarstwie i tam już zostałam. W 5 lat później trzy- małam w ręku tytuł magistra i zastanawiałam się, co szykuje 12 H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I dla mnie los. W tym czasie babcię odwiedzałam niezbyt czę- sto, zdarzało mi się opuścić nawet świąteczne spotkania ro- dzinne. Wraz z grupą przyjaciół ze studiów spędzaliśmy czas w górach, w schronisku, albo urządzaliśmy sylwestrową im- prezę na mazurach. Rodzice często wspominali, że babcia chciałaby mnie zobaczyć, ale nie naciskali. Wiedzieli, że mło- dość ma swoje prawa. Co prawda, od czasu do czasu gryzło mnie sumienie, ale wyrzuty szybko znikały w czasie zabawy w dobrym towarzystwie. Potem dostałam swoją pierwszą pracę i muszę przyznać, że był to nadzwyczajny zbieg oko- liczności. Dyrektor biblioteki uniwersyteckiej zarekomendo- wał mnie jako asystentkę szefa działu literatury obcej. Tuż przed świętami zostałam wysłana do Włoch, do Rzymu, w celu uzgodnienia warunków przekazania na pewien czas części księgozbioru tamtejszej biblioteki. Znów nie miałam szansy na spędzenie świąt z rodziną. I tego właśnie roku bab- cia zmarła. Z tego co mówili rodzice, zdążyła jeszcze zapalić wielkie polano. Wieczorem wszyscy siedzieli na dole, grzejąc się w bijącym od niego cieple. Mama i tata poszli spać wcze- śniej, babcia z uśmiechem powiedziała, że jeszcze trochę po- siedzi i pogrzeje stare kości. Miała smutne oczy. Rano znalazła ją mama – siedzącą w ulubionym fotelu, przy dogasającym polanie. Podobno na twarzy miała wymalowany spokój. Nig- dy sobie nie wybaczyłam, że mnie tam nie było, że wybrałam pracę zamiast rodzinnych świąt. Z resztą, dręczyło mnie też wspomnienie wszystkich pozostałych okazji, kiedy ucieka- łam na zabawę z rówieśnikami, zamiast spędzić z nią święta. Dotarło do mnie, że tego czasu nikt już nam nie zwróci. Ani mnie, ani jej. W testamencie, babcia zapisała mi swój dom. Nie wie- działam, co z nim począć, chociaż rodzice wspominali co jakiś czas, że warto byłoby go zachować dla wnuków. Nie myślałam wtedy o dzieciach. Nie miałam nawet chłopaka. 13 H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I Zbierałam siły, żeby zrobić pierwszy krok do sprzedaży domu – przejrzeć zgromadzone tam rzeczy, posegregować, niepo- trzebne wyrzucić. Byłam przekonana, że rodzice będą chcieli zatrzymać kilka pamiątek po babci, a na kupujących źle działa panujący w domu bałagan i masa szpargałów. Pojechałam do domu babci pod koniec października, tuż przed świętem zmarłych. Nie pomyślałam wtedy, że to może nie być najlepszy czas na odgrzebywanie wspomnień i roz- drapywanie ran. Jednak dni umykały tak szybko wypełnione pracą i obowiązkami, że nie zauważałam upływającego cza- su ani dat w kalendarzu. Po prostu, pewnego jesiennego dnia zebrałam się w sobie, kupiłam bilet na pociąg i pojechałam. Droga ze stacji była krótka. Brzegiem lasu, jak tysiące razy w dzieciństwie. Teraz jednak cienie drzew wydawały mi się bardziej tajemnicze, a odgłosu lasu mniej przyjazne. Raz na jakiś czas słychać było pohukujące sowy, przekrzykujące szar- piący konary drzew jesienny wiatr. Z ulgą więc dostrzegłam wyłaniające się z cienia zarysy domu babci. Stara furtka za- skrzypiała jak zawsze. Ręce drżały mi lekko, gdy próbowałam trafić kluczem do dziurki. W końcu zasuwka ustąpiła i przy- witał mnie chłód dawno nieogrzewanego domu. Na szczęście rodzice regulowali wszystkie płatności zwią- zane z domem, więc po pstryknięciu przełącznika kuchnię i pokój zalała fala jasnego światła. Odetchnęłam z ulgą. Dom wyglądał jak zawsze. W zasadzie jak zawsze, bo czu- ło się w nim rodzaj pustki, nieobecności. W kominku wciąż le- żało wielkie, na wpół spalone, świąteczne polano. Na meblach i blatach osiadła cienka warstwa kurzu. Babcia nigdy by na to nie pozwoliła. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić i zaczęłam żałować spontanicznej decyzji. Pokoje na piętrze, te gościnne, w których spałam zwykle ja i rodzice, wydawały się zimne i ponure. Na dole, tam gdzie zmarła babcia, spać nie chciałam. To wydawało się niestosowne. Przez chwilę, z nieobecnym 14 H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I wzrokiem zastanawiałam się, co stało się ze zwierzętami bab- ci i zorientowałam się, że nigdy nie zapytałam o to rodziców. Może odeszły, w końcu żyły bardzo długo, od czasów moje- go dzieciństwa. A może zabrali je sąsiedzi? Otrząsnęłam się z przygnębiających myśli. Wstawiłam czajnik wody i zrobi- łam gorącą herbatę, jeszcze z babcinej mieszanki, zamkniętej w szczelnej, metalowej puszce. Pachniała jak zwykle – latem, kwiatami i słońcem. Oczy zaczęły mi się zamykać i zasnęłam, zwinięta na kuchennej ławie. Rano obudziły mnie promienie jesiennego słońca, wpa- dające przez kuchenne okna. Byłam zziębnięta i skostniała – ława to jednak nie najlepsze miejsce do spania. Rozejrzałam się w około. Dom wydawał się mniej przygnębiający niż wie- czorem. Jak mawiała babcia, złe myśli odchodzą wraz z nad- chodzącym świtem. Jak zwykle – miała rację. Porządkowanie postanowiłam zacząć od strychu, czyli cmentarzyska staroci. Dopiero w świetle dnia, wpadającego przez małe okienko na poddaszu, zrozumiałam, jak ciężkie zadanie mnie czeka. Na strychu znajdowały się przedmioty, których istnienia nawet nie podejrzewałam. Stara komoda, bez jednej nogi. Pęknięte olbrzymie lustro w sczerniałej ze sta- rości ramie. Wyszczerbione wazoniki, stare książki i albumy ze zdjęciami. Na zakurzonych półkach starych regałów trud- no było znaleźć wolne miejsce. Na strychu było wszystko. Pracowałam przez cały dzień, czas upływał niepostrzeże- nie, a mnie udało się oczyścić zaledwie niewielką przestrzeń. Znalazłam kilka słomianych lalek i swojego własnego starego misia bez jednego oka oraz koronkową, pewnie ślubną suk- nię babci – kiedyś zapewne białą, teraz szarą i spłowiałą. Nie- które rzeczy bez żalu odkładałam na stos przeznaczony do wyrzucenia, nad częścią musiałam się zastanowić. Niektóre z pewnością chciałam zachować. Na strychu powoli zapadał półmrok. Niestety, nigdy nie podciągnięto tam elektryczności, 15 H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I więc zaczęłam się rozglądać za jakimś źródłem światła i do- strzegłam w kącie świecznik z grubą, fioletową świecą. Zapa- liłam ją przy pomocy leżących obok, starych zapałek. Obrazek na pudełku przedstawiał uśmiechniętą twarz słońca. W świetle chybotliwego płomienia świecy strych nabrał innego klimatu. Cienie stały się ciemniejsze, a zarysy przed- miotów bardziej tajemnicze. Pomyślałam, że czas już zakoń- czyć pracę, gdy mój wzrok padł na małą skrzyneczkę, któ- rej przedtem nie zauważyłam. Podniosłam ją i przesunęłam dłonią po zakurzonej pokrywie. Na wieczku znajdowała się duża, pięcioramienna gwiazda, na której ramionach znajdo- wały się malunki przedstawiające dziwne twarze. Z ust jednej z nich wydobywał się płomień, z ust drugiej płynęła woda. Trzecia wyglądała tak, jakby głęboko oddychała, a czwarta, uniesiona ku górze, wypuszczała zielone pędy. Na samym szczycie znajdował się symbol słońca i księżyca, połączony w jedno. Powoli otworzyłam wieczko. W środku, na podkład- ce zrobionej ze starego, czerwonego weluru, leżał nóż, jakiego w dawnych czasach używano do rozcinania papieru. Piękna, rzemieślnicza robota. A obok mały woreczek wypełniony zio- łami, w których natychmiast rozpoznałam babciną lawendę. Ostrożnie wyjęłam nóż i woreczek z pudełka, i trzymając go w ręku obróciłam się dookoła, szukając najlepszego miejsca, by dokładnie go obejrzeć. Wtedy, zapewne pod wpływem nacisku stary woreczek z lawendą pękł i jego zawartość roz- sypała się po podłodze. Głęboko wciągnęłam powietrze, wdy- chając znany, uspokajający zapach. Na chwilę przymknęłam oczy i pod powiekami zobaczyłam wieczko pudełka. Ziemia, ogień, powietrze, woda – pomyślałam. Przez półprzymknięte powieki przebijała niebieskawa poświata. Otworzyłam oczy. Światło świecy oświetlało wyraźnie jedną z książek, spoczy- wających na półce. Ciężki wolumin o pożółkłych kartach, oprawiony w wytartą, skórzaną okładkę. 16 H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I Książka wyglądała na bardzo starą i od razu rozbudziła moją bibliotekarską ciekawość. W końcu wiadomo, że sta- re strychy skrywać mogą niejedną tajemnicę. Zapomniane przedmioty mają czasem wielką wartość, kolekcjonerską lub historyczną. A jednym z bardziej popularnych znalezisk są właśnie książki – pojedyncze zachowane egzemplarze, praw- dziwe białe kruki. Wzięłam księgę do ręki i na podłogę posypały się luźne stronice. Spomiędzy pozostałych wypadły zasuszone zioła, kwiaty i liście. Usiadłam na ziemi, by powkładać je z powro- tem i lepiej przyjrzeć okładce, którą wieńczyły te same sym- bole, które znajdowały się na wieczku pudełka. Prawie zatarte od częstego dotykania okładki, tego byłam pewna. Ta książka była często w użyciu. Przysunęłam bliżej świecę i zaczęłam przeglądać luźne strony, by ułożyć je we właściwej kolejności. Zawartość księgi była co najmniej dziwna. Po części wydruko- wana, starą, ozdobną czcionką, po części wykaligrafowana, i to różnymi charakterami pisma. Zupełnie, jakby była bardziej notatnikiem niż faktyczną książką. Co dziwniejsze i bardziej zaskakujące – pomiędzy starymi stronicami oryginalnej księgi znajdowały się również nowsze wycinki prasowe, fragmenty maszynopisów, a nawet listów, napisanych nieznaną ręką. Wy- glądało na to, że babcia używała księgi całkiem niedawno. Część notatek wyglądała jak przepisy kucharskie – za- wierały listę składników, spisanych w archaicznej polszczyź- nie. Na pierwszy rzut oka były to ziołowe mieszanki, jakich pewnie używano kiedyś do leczenia chorób i niedomagania. Ale skład niektórych zdawał się być nieco nierealny – trudno uwierzyć, by ktoś używał w mieszankach kości kruka czy so- wich piór. Chociaż, kiedyś ludzie wierzyli w różne gusła, a na wsi ta wiara była bardziej żywa niż gdzie indziej. Jeden z przepisów wydał mi się bardziej niedorzeczny niż pozostałe. Tak niedorzeczny, że gdy przez okno zajrzała 17 H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I pełna twarz księżyca, pod wpływem nagłego impulsu posta- nowiłam go wprowadzić w czyn. Nie wiem, skąd i dlaczego przyszło mi to do głowy. Nie wiem, skąd naszła mnie nagła ochota i przekonanie, że wszystkie składniki znajdą się w za- sięgu ręki. Pomyślałam, że nie zaszkodzi zostać czarownicą. Albo i nie. Aby moce magiczne w sobie obudzić Ingrediencje: srebrna świeca, dziewiczy skrawek pergaminu, woreczek, sowie pióro, inkaust ze smoczej posoki, olejek namaszczający. W dniu pełni księżyca przygotowania rozpocznij pod wieczór. Weź aromatyczną kąpiel i namaść się olejkiem. Załóż białą szatę. Zapal srebrną świecę i imienia wy- branej Bogini wzywaj, sercu twemu najbliższej. Następnie na dziewiczym skrawku pergaminu zapisz owe imię i w płomieniu srebrnej świecy spal na popiół. Popiół zbierz skrzętnie do woreczka i przed północą wyjdź na dwór. W blasku księżyca w pełni posyp swą głowę popiołem z woreczka i unieś ramiona w górę, wzywając mocy księżyca. Ten odpowie i słynie na ciebie, otaczając całą Twą postać kordonem mocy. Wtedy żywiołów wzywaj – ziemi, powietrza, ognia i wody i proś, by władzy nad nimi uświadczyć. Słowa muszą płynąć z głębi serca. Jeśli twe pragnienie jest szczere i prawdziwe, a serce nieustraszone, do grona czarownic dołączysz i nad żywiołami panować będziesz. Szybko i jakby w transie rozejrzałam się dookoła, szuka- jąc koniecznych składników. Na zakurzonej półce znalazłam pudełko świec. Wszystkie były białe, ale w świetle księżyca wyglądały jak srebrne. Wyjęłam jedną. Szukając czegoś, co mogłoby wyglądać jak smocza posoka, znalazłam butelecz- kę czerwonego proszku z napisem Dracaena, który postano- wiłam rozcieńczyć wodą. Za woreczek posłużyć miała mate- 18 H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I riałowa chusteczka, których nieużywane pudełko znalazłam wcześniej, w kufrze z ubraniami babci. Pióro sowy znalazłam bez trudu, bo wyleniała, wypchana sowa od dawna w wątpli- wy sposób ozdabiała pokój na dole. Nieużywany notes przy- wiozłam ze sobą, by spisać rzeczy babci, więc z dziewiczym pergaminem nie było problemu. Pod wpływem impulsu się- gnęłam po ślubną suknię babci, Przeleciało mi przez głowę, że to prawie świętokradztwo, ale coś pchało mnie do przodu. Byłam tak pochłonięta, że szybko przestałam się nad tym za- stanawiać. Zbiegłam na dół. Wzięłam prysznic i natarłam się rumiankowym balsa- mem, uznając, że to wystarczy, jeśli chodzi o wonną kąpiel i namaszczanie. Założyłam babciną suknię. Wymieszałam czerwony proszek z wodą i przygotowałam sowie pióro. Za- myśliłam się przez chwilę, szukając w myślach odpowiednie- go bóstwa. Na pierwszym roku archeologii zapoznawaliśmy się z różnymi wierzeniami i artefaktami, ale żaden nie wyda- wał mi się odpowiedni. W końcu przypomniałam sobie histo- rię, którą babcia opowiadała mi często przed snem – historię bogini Diany, kochającej las i dzikie zwierzęta, przedstawia- nej z jeleniem lub wilkiem u boku. Bez namysłu wypisałam jej imię na skrawku papieru i przysunęłam go do płomienia świecy. Płonący papier poparzył mi palce. Zebrałam popiół do chusteczki. Wyszłam na dwór. Księżyc nad moją głową był pełny i jasny. Otworzyłam chusteczkę i drobne płatki popiołu opadły na moje włosy. Uniosłam ramiona w górę i, patrząc w srebrną kulę nad moją głową, powtarzałam w myślach: ziemia, ogień, powietrze, woda. Ziemia, ogień, powietrze, woda. Ziemia... Nagle wydało mi się, że księżyc wraz z całym swoim blaskiem opada na ziemię. Otoczyło mnie łagodne światło, gwiazdy znalazły się na wyciągnięcie ręki. Świat był piękny i spokoj- ny. Panowała cisza, jakby czas się zatrzymał. I trwał. Światło 19 H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I zafalowało, jak niewidoczna kurtyna. I wtedy ją zobaczyłam. Była taka, jaką zapamiętałam ją z dzieciństwa – w białym far- tuchu i z oczami niebieskimi jak niezabudki. Uśmiechała się ciepło, jak kiedyś. Poczułam mokre szturchnięcie na dłoni i spojrzałam w dół. Do nóg łasił mi się najbrzydszy na świecie pies, o skołtuniałej sierści i różnokolorowych oczach. A obok niego siedziały czarne jak węgiel koty. Światło, które nas ota- czało, było czystą miłością. Miłością, która nie zna czasu ani odległości. Babcia rozłożyła ręce, a ja pobiegłam do niej ni- czym mała dziewczynka i wtuliłam się w jej pachnące naftali- ną oraz lawendą ramiona. I poczułam, że jestem w domu. Obudziłam się na strychu, wśród rozrzuconych na pod- łodze kartek starej księgi. Suknia babci spokojnie wisiała na wieszaku, a fioletowa świeca wypaliła się do cna, zostawiając na podłodze stróżki roztopionej parafiny. Tego dnia znów kupiłam bilet na pociąg. Wsłuchując się w obracające się równomiernie koła pociągu wyglądałam za okno. Wszędzie płonęły znicze. Był pierwszy listopada. Dzień Wszystkich Świętych. *** Jak możecie się domyślać, nie sprzedałam babcinego domu. Tego dnia wróciłam do rodziców i oznajmiłam im swo- ją decyzję. Postanowiłam tam zamieszkać. Zrezygnowałam z pracy, przeprowadziłam się i zaczęłam pisać książki dla dzieci. A powyższa historia jest pierwszą z wielu, którą spisa- łam w znalezionej na strychu księdze. Pierwszą i wyjątkową, bo moją własną. Pierwszą spisaną w Księdze Cieni. Ciekawi Was też pewnie, czy cała historia wydarzyła się naprawdę, czy zaklęcie zadziałało, czy też wszystko było tyl- ko niezwykłym snem? Historie zapisane w Księdze Cieni zawsze są prawdziwe, zaś sama księga wędruje przez czas i przestrzeń, by znaleźć 20 H A L L O W E E N P O P O L S K U — K S I Ę G A C I E N I się w rękach tych, którzy jej potrzebują. Dziś znalazła się w Waszych rękach, a jutro? Kto wie? Używajcie jej rozważnie, bo nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Drzemią w niej zarówno stwory światła, jak i ciemności. A ja? Ja mam na imię Lena i jestem czarownicą. Tak jak moja babcia, i jej babcia, i babcia babci mojej babci. A kie- dy przyjdzie czas, zostanie nią również moja wnuczka i jej wnuczka. O to już zadba Diana, bogini lasu. 21 Aby opętać miłością Masz już w sobie wszystko, czego będziesz potrzebować: swoje piękno, urok i chci- wość. Nie potrzeba tu rytów i zaklęć, ale za to wiele nauk, które wydawać mogą ci się niegodne i poniżające. Twoje spojrzenie musi być zarazem łagodne i pełne pogardy, usta nabrzmiałe podnietą, ale skromnie uśmiechnięte, cera blada i zarumieniona, oddech słaby jak przed omdleniem i pachnący podnieceniem. Czyż Pajęczyca ucieka się do magii? Czy też snuje nić zarazem niemal niewidoczną i mocną tak, że nie sposób się z niej wyplątać? Bądź Pajęczycą, snuj sieć a gdy przyjdzie pora, nasyć ofiarę jadem.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

31.10 Księga Cieni
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: