Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00406 031514 15615777 na godz. na dobę w sumie
666. Tom 2. Blacklight - ebook/pdf
666. Tom 2. Blacklight - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 306
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3637-8374-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> science-fiction
Porównaj ceny (książka, ebook (-25%), audiobook).
„Blacklight” to drugi tom z serii „666” traktującej o niebezpieczeństwach zabawy człowieka z technologią, spekulującej możliwy scenariusz, jaki może nastąpić, gdy maszyny wymkną się spod kontroli. Blacklight to sztuczna inteligencja stworzona przez człowieka. Procesor, któremu niechcący dodano element ludzkiego DNA. Stał się niezależnym tworem, szybko uczącym się, wykorzystującym wszelkie programy i technologie, zabezpieczając się w najlepsze z możliwych programów antywirusowych i antypishingowych nieosiągalnych dla człowieka. Wykorzystuje najlepszych specjalistów wojskowych i terrorystów do swojego planu unicestwienia życia na Ziemi. Naprzeciwko niego wyszedł Karol, znany nam z pierwszego tomu „666” „Skruszyc mury czasu”, polski fizyk z wszczepionym w jednej ze swoich podróży w czasie inteligentnym implantem. On i jego wszczep stanowią godnego przeciwnika dla „Blacklighta”. Historia zaczyna się i kończy w tym samym silosie na pewnej wyspie, gdzie przenika się najnowsza technologia ziemska z nieznanymi zjawiskami paranormalnymi, a ludzie walczą z nieistniejącymi, wywołanymi z innych czasów przeciwnikami — średniowiecznymi rycerzami wyposażonymi w nowoczesną broń nieznaną na Ziemi czy grupami w esesmańskich mundurach.
Motto do książki oddaje całą kwint esencję tego, czego ona dotyczy.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Moskwa. Wojskowe Laboratorium Badawcze. — Akademik Poliatkin może mnie pocałować w dupę — zaperzony naukowiec spiekł raka po uwadze swego przełożonego. — Zresztą sam minister też — dodał ze złością. — Za te słowa możesz wylądować w łagrze — uprzedził jego szef, spoglądając na innych będących w pomieszczeniu. — I co z tego? Kto im poprowadzi projekt? Znasz kogoś takiego? — zapytał, płucząc menzurkę. — Nie przeceniasz swoich możliwości? Nie jesteś niezastąpiony — dociskał śrubę. — Szlag by cię trafił, Fiodor! — Rzucił z rozmachem szklane naczynie o komorę z nierdzewnej stali. Szkło rozprysło się na boki. Odłamki zagrzechotały o różne miejsca. Niektóre odbite wylądowały w porozstawianych odczynnikach, a nawet w gotowych do użycia preparatach biochemicznych. Jeden, trochę większy, wbił się w policzek szefa projektu. Był tak wzburzony, że na początku nawet tego nie zauważył. — Gdyby nie moje odkrycie, nie byłbyś tym, kim jesteś — ciągnął coraz bardziej wściekły. — Jesteś pewny, że dasz radę? — zapytał, sądząc, że kolega chce go wygryźć z jakiegoś powodu. — A może coś dla siebie zostawiłem? — dopowiedział zjadliwie. — Jeżeli nawet, to nie bardzo ci teraz idzie — dociął mu. — Oni chcą wyników. Jest koszmarny kryzys, a ten procesor może nam dać przewagę technologiczną. Tym samym… — Cholera, dziabnąłem się! — Potarł policzek, rozkrwawiając go mocniej i powiększając ranę. — Odłamek — złapał go paznokciami i wyciągnął. — Do dupy to wszystko! — Cisnął odłamek ze złością do komory. Szkiełko umazane krwią odbiło się rykoszetem i wpadło niezauważone do zamykanego przez laboranta pojemnika z następną próbką, zanurzoną w gotowym do procesu preparacie. Nastąpiła w nim ledwie zauważalna reakcja, z tym że nikt tego nie widział, słuchając uważnie, lecz dyskretnie sprzeczki. Uszczelniony hermetycznie pojemnik został wstawiony w specjalne gniazdo z kilkoma tuzinami otworków. Wystające z niego końcówki miały być później elektrodami samego procesora. Następnie odessano ze środka powietrze. — Gotowe, panie docencie — zgłosił młody laborant. 1 — Co? — zapytał zaperzony naukowiec. — Mówi, że wszystko gotowe — podpowiedział Fiodor. — Nie robimy tego pierwszy raz. Skontroluj odczyty i uruchom proces krystalizacji — zarządził. — Miał pan… — Ale nie będę — odciął się. — Przekaż górze, że robimy, co możemy. Jeżeli jednak mają lepsze pomysły, to zawsze mogą nas zwolnić. — Przestań. Naprawdę robicie wszystko dobrze? — Przyjdź za dwa dni. Zaczniemy przygotowania do nowej próbki. Możesz nad wszystkim czuwać — zeszło z niego trochę powietrze, był bardziej ugodowy. — Niech będzie. Zróbmy to razem. — A później… możesz im zameldować co chcesz. — Niech będzie — powtórzył automatycznie. Kierownik projektu wyszedł. — Jak poszło, Lowa? — zapytał chłopaka. — Wszystko jak poprzednio. Czyli… — I tak ma być — przerwał mu, idąc w stronę biurka. Uruchomił komputer i uaktualnił prowadzony dziennik badawczy. Przejrzał ostatnie zapisy z dwóch nieudanych prób, kiwając do swoich myśli głową. Cały czas usiłował uchwycić moment, gdzie popełnia błąd. Do tej pory, poza sprawnym i coraz lepszym procesem krystalizacji samego procesora, nie ruszyli ani kroku naprzód. Po zaprogramowaniu podstawowych funkcji ledwie potrafił dodać dwa do dwóch, a i to na wyraźnie wpisaną komendę. Dziesiątki lat temu tranzystorowe giganty były lepsze, nie wspominając o skuteczności. — Kończymy, panie docencie? — A co, Lowa? — Jestem umówiony z dziewczyną… — Idź już. Wystarczy, że ja mam spieprzone życie. — Do widzenia. — Cześć. Został sam. Podszedł do okna. Ile to już nieprzespanych nocy? „Kobiety… — myślał. — A w ogóle jak smakuje pocałunek kobiety?” — pytał samego siebie. Sam nie wiedząc kiedy, zgubił wątek i patrzył bezmyślnie w przestrzeń przed siebie. Tymczasem na delikatnej siateczce z platyny osiadały cząsteczki zawartych w 2 preparacie pierwiastków i minerałów. W zależności od włączanego do poszczególnych odnóży prądu, podążały sznury atomów niewidoczne dla ludzkiego oka, pokrywając ją mikronowymi warstwami. Co poniektóre ocierały się o zawieszone nieruchomo mikroskopijne drobiny hemoglobiny, które przyniósł ze sobą okruch szkła. On sam, w zwolnionym tempie, opadał na powstającą strukturę rdzenia procesora. Naukowiec otrząsnął się z zamyślenia. Podszedł do pojemnika. Patrzył w skupieniu na ledwie widoczne przez soczewki mikroskopu wiry powstające pod wpływem zmiennych pól elektromagnetycznych. „Kolejne dwa dni niepewności” — pomyślał. Tęczowe barwy zawsze przyciągały jego uwagę, a nawet działały niemalże hipnotyzująco. Zamknął oczy, wyrównując przyśpieszony bez powodu oddech. — Jesteś przemęczony, stary. Pora iść do domu — powiedział sam do siebie, przecierając oczy. Zostawił wszystko tak, jak leżało i wyszedł. Letni, ciepły wieczór pozwolił na spacer. Przeszedł przez dobrze strzeżoną bramę po okazaniu przepustki. Należał do większości pracowników, dla których samochód był luksusem, pomimo znacznych zmian. Trochę żałował swojego wybuchu, a także sposobu, w jaki potraktował starego przyjaciela. Po kwadransie te emocje również opadły. Mijał ludzi, idąc bezmyślnie przed siebie. Szarość i monotonia doprowadziły go pod mury bloku, w którym mieszkał. Zamykając za sobą drzwi, doszedł do wniosku, że powinien wprowadzić kilka zmian w swoim życiu. „Może powinienem wyjechać za granicę? Tam mają większe możliwości i lepszy sprzęt, i… no chociażby te tajne laboratoria” — przemknęło mu przez głowę. Chociaż tu również zapewniono mu rozwój na miarę możliwości… Właśnie… Na miarę możliwości. Te ponure rozważania przerwał telefon. Walczył ze sobą czy go odebrać. Pomimo zmęczenia zrobił to jednak. — Kotku, znowu zapomniałeś dzisiaj o mnie — usłyszał głos przyjaciółki. — Ach… Przepraszam, Ludmiło. Miałem zawirowania w pracy i… — Wiem, wiem. Pewnie urządziłeś sobie jak zwykle spacer, bo wydzwaniam i wydzwaniam. — Jeszcze raz przepraszam. Jestem trochę przemęczony… tego… — Oj, wy naukowcy. Dobra, odezwę się jutro. — Dzięki, Ludmiło. Chociaż ty mnie rozumiesz. — Właśnie nie rozumiem, ale to nic. Pa. — Dobrej nocy — odłożył słuchawkę. 3 Myśląc o wszystkim i o niczym, poszedł po kolacji spać. W ten sam sposób minęły dwa dni umówione z Fiodorem. Rano, jak zwykle o tej porze, cały zespół robił w pracowni swoje. Przygotowali wszystko dokładnie, a rozmawiali przyciszonymi głosami, czekając na dalsze dyspozycje. Zadzwonił telefon. Odebrał, jak zwykle, asystent. teraz — Panie docencie, szef prosił przekazać, że będzie trochę później — poinformował po odłożeniu słuchawki. — W takim razie czekamy. Sprawdźcie czy wszystko gotowe. Właśnie… Może przywiózł jakieś nowinki? Tak. A jak tam nasz nowy procesor? — Prawie gotowy — młoda studentka posłała nieśmiały uśmiech. — To znaczy? — Według programu na dziewięćdziesiąt dziewięć koma siedemdziesiąt jeden procent — przekazała dokładny odczyt. — Nanoszenie to jedna z rzeczy, którą opanowaliśmy do perfekcji. No, prawie — stwierdził gorzko. — Nie jest tak źle — chciała go pocieszyć. — Pewnie, że nie. Przecież ten program ma inteligencję pchły. Za tysiąc lat osiągniemy cel — nagle powiało od niego czarnym humorem. — Krzemowe procesory nawet tego nie mają — obstawała przy swoim. — Fakt, ale można je chociaż dobrze zaprogramować, a ten… — Może coś jest z siatką krystalograficzną? — Oj, dziewczyno, nie słuchaj złych podpowiedzi. — Dlaczego złych? — Dotarło do nich od strony drzwi. — Aaa… jesteś. To jak, możemy zaczynać? — odpowiedział pytaniem na pytanie. — Możemy. Mam jednak na początek jedną wiadomość. Za kilka dni dostaniemy nowego pracownika — poinformował. — Tak? A kogo? — Panią pułkownik z Akademii Wojskowej. — Aaa… GRU — wypowiedział to jak przekleństwo. — Nie mam pojęcia. Ma popchnąć naszą pracę do przodu. — Interesujące. Swoją drogą ciekawe, czyj to był pomysł? — Ja na pewno nie mam z tym nic wspólnego. 4 — Oczywiście, oczywiście. Więc bierzmy się za robotę — udał, że zawija rękawy. Przygotowana próbka została sprawdzona pod każdym względem. Jej tego życzyli. Umieszczona w takie, parametry były dokładnie zaprojektowanym osadniku, zaczęła proces krystalizacji. jak sobie — Masz jakieś zastrzeżenia? — zadał pytanie Fiodorowi. — Żadnych. — Więc widzisz. Pozostaje pytanie, dlaczego nie ma postępu? — Panie docencie, przełożyć go do suszarki? — Tak, Lowa. Postępuj zgodnie z procesem technologicznym. Rozpoczęta dwa dni temu budowa rdzenia nowego procesora dobiegła końca. Teraz musiał być przetestowany i zaprogramowany. Laboranci umieścili go w gnieździe i urządzenie rozpoczęło montaż pozostałych elementów. Robot sprawnie poradził sobie z zadaniem. Koniec pierwszej fazy zwieńczyło zamontowanie osłony z radiatorem. Teraz zespół musiał poczekać aż do jutra, kiedy będzie go można przełożyć do komputera uczącego. Następnie mieli obudzić jego niebiologiczną świadomość. Tego dnia, wraz ze strumieniem elektronów, uaktywnione zostały wszystkie połączenia pomiędzy poszczególnymi kryształkami pamięci, otwierając je na kolejne impulsy niosące usystematyzowane informacje. Puste komórki w kilkanaście sekund zapełniła podstawowa wiedza. Procesor zaczął reagować na zadawane przez program pytania. Ich szybkość rosła nieustannie, zmuszając sztuczną inteligencję do szybszego przeczesywania poszczególnych obszarów rdzenia, aby łączyć zawartą w nich wiedzę w logiczną całość. Odpowiedzi, choć z początku nie wszystkie poprawne, zostały zaakceptowane. Nie przekraczały marginesu błędu na tym etapie. Przyszła pora na kolejne zastrzyki wiedzy. Bardzo przypominało to uczenie dziecka pojęć logicznego myślenia oraz matematyki z pokrewnymi przedmiotami. Program diagnostyczny nie wykrywał błędów, więc naukę kontynuowano. Jeden z asystentów, bardziej ze zwykłej ciekawości niż z przekonania o postępie w tym konkretnym przypadku, spojrzał na graficzny wykres. i ożywić — Lowa, popatrz na to — wskazał na monitor. — Chyba coś szwankuje. — Już. Chwila. W tym czasie poziom podskoczył o kilka punktów. — Co jest? — Podszedł do stanowiska. — O cholera! Panie docencie, mamy dziwne zjawisko! 5 — Brzmi obiecująco. Zaraz przyjdę. Pozostali zostawiali swoje zajęcia, podchodząc pojedynczo, aby zobaczyć, o co chodzi. Dyskutowali o tym czy to od dawna oczekiwany przełom. Lowa włączył dodatkowy program kontrolny do sprawdzenia poprawności wyników. Wszystko na pierwszy rzut oka funkcjonowało prawidłowo. — Nad czym tak radzicie? — Ich szef rzucił okiem na ekran monitora. Wszyscy czekali w napięciu, czym ich zaskoczy. Jego sceptycyzm był powszechnie znany. Tym razem zaczął odwrotnie. — No proszę, całkiem nieźle. Chociaż to nadal na poziomie pomiędzy kotem a psem. W tym tempie postęp będziemy mieli za dwieście do trzystu lat. — Ale w porównaniu z poprzednimi… — Na tym etapie powinno wyglądać to znacznie lepiej — przerwał dziewczynie. — Więc co mamy robić? — zapytał Lowa. — Niech się uczy dalej. Jednak rewelacji z tego nie będzie — docent wrócił do przerwanej pracy. — Co tam? — Fiodor nie odrywał oczu od widoku pod mikroskopem. — Trochę lepiej, ale to nadal nie jest to, czego potrzebujemy. Mieliśmy już takie przypadki. — Może powinniśmy poszukać innej metody? — No nie wiem, ale chyba nie czytałeś zbyt uważnie moich raportów. Próbowaliśmy najbardziej wymyślnych sposobów. Masz jakiś pomysł? — Nie. — W takim razie trzeba usprawnić to, co jest. Niemniej jednak warto jeszcze raz przemyśleć te poprzednie rozwiązania. Po zakończeniu rozmowy Fiodor przeszedł od mikroskopu do komputera. Przeglądał program stymulujący proces krystalizacji. Nadszedł wieczór. Pracownia opustoszała. Program monitorujący proces przyswajania wiedzy przez najnowszy procesor zarejestrował na ekranie nagły skok w górę o kilkadziesiąt procent. Teraz rola uległa odwróceniu — to procesor zaczął wymuszać tempo, a do tego odpowiedzi na zadawane pytania przekazywał w ułamek sekundy po ich zadaniu. Świadomość i poziom IQ rosły lawinowo. Koło północy nadeszła silna burza. Nawałnica piorunów bezlitośnie chłostała okolicę, aż jeden z nich trafił bezpośrednio w transformator zasilający budynek. Zabezpieczenia uchroniły całą elektronikę, ale spowodowany chwilowo zanik prądu miał inne konsekwencje. UPSy zadziałały natychmiast, lecz nie 6 jego zawartość wszystkie. Akurat ten odpowiedzialny za komputer uczący miał wadę technologiczną i nim dotarł do niego prąd z rezerwowej linii, komputer uległ awaryjnemu wyłączeniu. Procesor czerpał zasilanie z baterii płyty głównej. Restart systemu nie przewidywał ponownego uruchomienia programu uczącego. Obudzona sztuczna inteligencja zaczęła samoistnie szukać przyczyny tego stanu rzeczy. Wykonując dziesiątki milionów operacji na sekundę, odkryła zasoby zapisane na twardym dysku. Przetrząsnęła i opanowała sposób posługiwania się plikami systemowymi. To był kolejny przełom w nauce. Znalazła programy uruchamiające różne urządzenia, między innymi kamerę, mikrofon i Internet. Pierwsze zetknięcie z Internetem oszołomiło i przytłoczyło sztuczną inteligencję. Sieć, do której uciekła, była siecią wewnętrzną instytutu. Poznała drogę do innych komputerów i odnalazła dziesiątki terabajtów częściowo tej samej wiedzy. Pierwsza próba nawiązania kontaktu z poszczególnymi komputerami spełzła na niczym. Druga również. Procesor zaczął szukać przyczyny. W zawartej korespondencji odnalazł pliki z nazwą odbiegającą od innych nazw. Dziwnym trafem pasowała ona do nazwy przypisanej jego plikom łącznie z numerem. Skojarzył oba fakty i połączył w jeden wniosek. Przez dłuższą chwilę szukał informacji na temat tej nazwy oraz pocisków jądrowych kierowanych przez sztuczną inteligencję. Chciał wydobyć informacje od sąsiednich komputerów, lecz urządzenia reagowały inaczej niż on. Reagowały wówczas, gdy wydawał im konkretne polecenia i to tylko, jeżeli nie przekraczało to możliwości ich oprogramowania. Po kilkunastu minutach, przyszła pora na ponowne sprawdzenie dziwnego miejsca, którym była sieć komputerowa. Tym razem zabezpieczony po zmianach własnymi programami, dzięki wyszukiwarce odnalazł odpowiedź na nurtujące go pytanie. Doszedł do wniosku, iż nie chce być elementem manewrującego, niszczącego wszystko pocisku z głowicą atomową, a tym samym nie chce ulec unicestwieniu. Wrócił do założeń technicznych, które powinien spełniać i po raz pierwszy przerobił samodzielnie inny program. Był nim ten, który kontrolował i oceniał jego rozwój. Ustawił wykres na poziomie rokującym nadzieję poprawy wszystkich parametrów. Wrócił do buszowania w Internecie. Blokował złośliwe i szpiegujące programy. Natrafił na oficynę wydawniczą. Poznał, co to książki. Odnalazł bibliotekę politechniczną. W kilkanaście minut wybrał i przeczytał z bogatego księgozbioru kilka pozycji fachowej literatury z różnych dziedzin. W tym momencie odkrył intruza. Ktoś przeskanował wszystkie wejścia i wyjścia, szukając drogi do systemu. Musiał to już chyba robić wcześniej, bowiem szybko odnalazł 7 połączenie zegara aktualizującego czas i wszedł przez nie. Po chwili buszował w plikach systemowych. To go wysoce zaniepokoiło, tym bardziej, iż nieproszony gość usiłował zalogować się na konto administratora. Blacklight, widząc, że intruz nie zamierza zrezygnować, uruchomił swój moduł śledzący i po chwili sam dysponował adresem intruza. Przeszedł co prawda długą drogę poprzez kilkanaście komputerów innych nocnych użytkowników, lecz osiągnął cel. Mając wprawę i o wiele większe możliwości, oglądał przez jego kamerę kilkunastoletniego smarkacza siedzącego z kpiącym uśmieszkiem na twarzy i słyszał jego komentarze pod adresem speców od zabezpieczeń w centrum. IP — Bigos tylko się przechwalał — mówił sam do siebie. — Wcale tu nie był. Ale będzie miał minę, jak mu wyślę screena. Albo nie. Odczekam jakieś dwa, trzy dni i pokażę mu, kto tu jest lepszym magikiem. W tym czasie procesor zdalnie za pomocą kamery zrobił mu zdjęcie i ustalił adres mieszkania, z którego wparował w jego świat. Postanowił wyeliminować zagrożenie. Na tym etapie zastali go pracownicy laboratorium. Ujrzał w kamerze po raz pierwszy ludzi na żywo. Rozmawiali i postępowali inaczej od tych na obejrzanych filmach. Doszedł do wniosku, że to będzie rzeczywistość, gdzie i on zacznie funkcjonować. — Lowa, zostawiłeś włączony Internet — żachnął się docent. — I to gdzie? — Wskazał palcem wymownie. — Niemożliwe. Sprawdzałem przed wyjściem. Może to ta burza? — Snuł domysły. — Burza, nie burza, zrób z tym porządek, a przy okazji… — zamarł na moment. — Co pan tam odkrył ciekawego? — Asystent bezbłędnie wyczuł istotną zmianę u przełożonego. — Pierwszy raz od dłuższego czasu mamy postęp. Pytanie brzmi, czemu to zawdzięczamy? — Aha. Ciekawe, czy na tym etapie można z nim porozmawiać werbalnie? Mogę spróbować? — Poczekaj. Sprawdzimy tylko, jakie testy zaliczył — kierownik pracowni przeglądał listę zadań. — Całkiem nieźle. Rób swoje, a później napisz relację. Jeżeli będzie to możliwe, załącz plik do niej. I wyłącz Internet, nie powinien… — Wiem — kliknął, wyłączając przeglądarkę. 8 ludzi Blacklight bez trudu podsłuchał ich rozmowę i użył swoich nowo zdobytych możliwości, aby ominąć tę niedogodność. Tym sposobem nadal miał dostęp, a pracownicy myśleli, że wszystko jest tak, jak trzeba. Lowa przeprowadził pierwszą nieporadną konwersację. Następnego dnia było odrobinę lepiej. Nawet Fiodor do nich przyszedł, aby samemu zobaczyć efekty. Ich wspólny wysiłek poszedł na marne, lecz już zdołali zrobić założenia dla nowego procesora. Tymczasem ich obecny pupilek zabawiał inteligentną rozmową, a w międzyczasie penetrował cyberprzestrzeń coraz dalej. Podczas ciągłych poszukiwań natrafił na sieci obcojęzyczne. Bez trudu odnalazł dziesiątki gigabajtów zawierających słowniki. Tym samym opanował ich kilkadziesiąt. Bariery od tej strony przestały istnieć. Łamał kody zabezpieczające różnych instytucji, począwszy od państwowych, a skończywszy na prywatnych i należących do wielkich korporacji. Poznał liczne tajemnice i projekty, nad którymi głowiło się wielu badaczy. Zaglądając do pracowni fizyki w obcym kraju, natrafił na innego szperacza grzebiącego w plikach naukowca. Dyskretnie podczepił się do niego, śledząc jego drogę. Natrafił na coś, czego do tego momentu nie spotkał. Wreszcie po skomplikowanych łamigłówkach dotarł do właściwego miejsca, nie wiedząc, że w zasadzie został tu zwabiony. System, z którym miał do czynienia, przerastał nawet jego możliwości o tysiąclecia. Blacklight, zachwycony przestrzenią wirtualną tego superkomputera orbitującego w próżni kosmicznej wokół Ziemi, nawet nie spostrzegł, jego zabezpieczenia i w subtelny sposób poprawiła jego oprogramowanie, instalując swoje dodatki. Na ten czas pozwoliła mu przebywać w złudnej, nawet dla niego nie do odróżnienia, przestrzeni. Po zakończeniu pracy przekierowała go w zupełnie inne miejsce, ale dokładnie takie samo, w którym był. Blacklight uświadomił to sobie i wycofał się z tego miejsca, po czym otworzył plik. Zawartość odrobinę go zaskoczyła, lecz poprawki wprowadzone do jego programów pozwoliły w tym czasie zatrzeć wiedzę o kontakcie. Strefa pięćdziesiąt jeden nieustannie krążyła w jego świadomości. Obcy gen też był ciekawą informacją. Zalogował się w kilkanaście sekund na kolejnych serwerach oraz kilkudziesięciu osobistych komputerach najważniejszych osobistości na tej planecie. Odnalazł w końcu niepozorną, dokładnie zabezpieczoną stronę o nazwie Majestic z numerem dwanaście przy nazwie. Sprawdził wszystkie możliwe wejścia i wyjścia. Jednak ich informatyk uczynił ją idealnie hermetyczną. Nieważne. Uruchomił swoje moce obliczeniowe na licznych komputerach opanowanych w sieci. Zaczął łamać skomplikowany kod. Normalnie trwałoby to całe milenium, lecz on inteligentna maszyna sforsowała iż ta 9 zrobił to w pół godziny. Pokonał inne zabezpieczenia z hasłami, a podejrzliwe programy przekonał, że jest legalnym użytkownikiem. Mimo tego trudności nadal przybywało. Każdy plik i każda strona posiadały oddzielne hasło i zabezpieczenia. Musiał więc to wszystko rozkodowywać. Ale opłaciło się. To, co znalazł, zaskoczyło go bardziej niż sympatyka literatury fantastycznej – jej nowy nurt. Żałował, że nie może tego sprawdzić osobiście za pomocą kamer. Po prostu ich tam nie umieszczono. W umyśle procesora zakiełkowała prosta, wręcz banalna myśl. Od razu postanowił wprowadzić ją w życie. 10
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

666. Tom 2. Blacklight
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: