Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00351 005527 13606788 na godz. na dobę w sumie
Adam Ecken - ebook/pdf
Adam Ecken - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 48
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62041-10-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

„Adam Ecken” to druga już książka tego Autora wydana w wersji elektronicznej przez wydawnictwo Goneta.net. Książka raczej dla młodzieży. Historia ma miejsce podczas wakacji. Osiemnastolatek coraz bardziej odczuwający brak zrozumienia u rodziców — zwłaszcza ojca prawnika — ucieka w wirtualny świat Internetu, nudzi się podczas upalnych wakacji. Zanim doczeka się wyjazdu z kolegami, zajmuje się sprawą z goła nie dotyczącą jego osoby. Jest świadkiem wypadku. Z nudów zaczyna drążyć temat. Naiwność i młodość broni się sama, doprowadzając sprawę do pozytywnego finału.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

©Copyrights to: Wirtualne Wydawnictwo „Goneta” Aneta Gonera www.goneta.net ul. Archiwalna 9 m 45, 02-103 Warszawa Okładka: Monika Owie(cid:286)na corvux@rsb.pl ISBN: 978-83-62041-10-7 Wydanie I Warszawa, stycze(cid:276) 2010 1 Notka o Autorze: RAFAŁ GRODOWSKI — urodzony 12 maja 1971 rok w Krakowie. Absolwent Ekonomicznej w Katowicach. Mieszkaj(cid:261)cy w Bielsku-Białej i Akademii Warszawie. Pisarstwo to jego druga pasja. Interesuje si(cid:266) literatur(cid:261), histori(cid:261), filmem. „Adam Ecken” to druga ju(cid:298) ksi(cid:261)(cid:298)ka tego Autora wydana w wersji elektronicznej przez wydawnictwo Goneta.net. Ksi(cid:261)(cid:298)ka raczej dla młodzie(cid:298)y. Historia ma miejsce podczas wakacji. Osiemnastolatek coraz bardziej odczuwaj(cid:261)cy brak zrozumienia u rodziców — zwłaszcza ojca prawnika — ucieka w wirtualny (cid:286)wiat Internetu, nudzi si(cid:266) podczas upalnych wakacji. Zanim doczeka si(cid:266) wyjazdu z kolegami, zajmuje si(cid:266) spraw(cid:261) z goła nie dotycz(cid:261)c(cid:261) jego osoby. Jest (cid:286)wiadkiem wypadku. Z nudów zaczyna dr(cid:261)(cid:298)yć temat. Naiwno(cid:286)ć i młodo(cid:286)ć broni si(cid:266) sama, doprowadzaj(cid:261)c spraw(cid:266) do pozytywnego finału. 2 — Adamie, wychodz(cid:266)! Powiedz mamie! — Dobrze, nie ma problemu, tato! — Postaraj si(cid:266) nie zapomnieć. Co prawda, pewnie sama to zauwa(cid:298)y, ale powiedz jej, (cid:298)e b(cid:266)d(cid:266) pó(cid:296)no wieczorem. Jad(cid:266) do Ireny. — Wiem, dok(cid:261)d jedziesz, tato. Adam wstał sprzed komputera dopiero wtedy, gdy usłyszał warkot samochodu. Samochód, nowiutki saab, odjechał i wtedy Adam poczuł si(cid:266) wolny. Ojca nie było. Przez jaki(cid:286) czas był w domu sam. Teraz nawet komputer, podstawowy towarzysz jego wolnego czasu, nie był mu potrzebny. Zawsze był chyba jego ucieczk(cid:261) od rodziców. On, Adam, praktycznie nie ró(cid:298)nił si(cid:266) w innych osiemnastolatków. Jego rówie(cid:286)nicy — znał to z ich opowiada(cid:276) — post(cid:266)powali tym niczym od podobnie. Uciekali w Internet, w gry komputerowe — od problemów z rodzicami. Problemów, czyli od rozmowy b(cid:261)d(cid:296) od braku rozmowy. Dojrzewaj(cid:261)cy, a wła(cid:286)ciwie dorastaj(cid:261)cy chłopak nie potrafił si(cid:266) porozumieć z tymi, którzy go wychowywali. Oni chcieli widzieć go innym, ni(cid:298) on sam chciał widzieć siebie. Taka była współczesna młodzie(cid:298) i chyba tak było od zawsze. Internet był kolejnym charakterystycznym dla tego pokolenia (cid:286)rodkiem ucieczki. Były te(cid:298) i inne sposoby, jak narkotyki, alkohol czy ucieczki z domu. Z tych wszystkich Internet wydawał si(cid:266) najmniej gro(cid:296)ny i dlatego rodzice Adama z pewnym zrozumieniem patrzyli na syna, siedz(cid:261)cego niekiedy cały dzie(cid:276) przed monitorem. Internet miał z perspektywy rodziców te zalet(cid:266), (cid:298)e ich pociecha siedziała fizycznie w domu, mogli go obserwować. On te(cid:298) nie potrafił si(cid:266) porozumieć z rodzicami. Nie było tak zawsze, wła(cid:286)ciwie dopiero liceum to zapocz(cid:261)tkowało. Wcze(cid:286)niej było dobrze. Teraz nie. Ale Adam, jedyny syn Eckenów, teraz miał wakacje i problemy szkolne były daleko poza nim. Sko(cid:276)czył ju(cid:298) 18 lat i w pewnym sensie był nawet dorosły. Za dwa tygodnie miał jechać ze znajomymi na obóz. Obóz, który był dla niego kolejn(cid:261) form(cid:261) ucieczki od domu. Jego mama z pracy miała wrócić za godzin(cid:266). Do tego czasu był całkowicie sam. Miał czas nie tylko dla siebie, ale na swobodne rozmy(cid:286)lanie o sobie. Mógł przemy(cid:286)leć, co robić w (cid:298)yciu. Szkoła (cid:286)rednia nieubłaganie si(cid:266) ko(cid:276)czyła. Trzeba 3 podj(cid:261)ć decyzj(cid:266) o dalszych krokach w (cid:298)yciu. Jego edukacja, nawet dla niego samego, była trudna do oceny. Adam nie potrafił skupić si(cid:266) na nauce. Wolał marzyć. Te marzenia, zupełnie absurdalne i nieszkodliwe, powodowały, (cid:298)e jego wyniki w nauce nie były najlepsze. Dla rodziców był to spory problem. Zwłaszcza dla ojca, który wi(cid:261)zał z synem du(cid:298)e nadzieje. Ojca, który chciał, aby syn poszedł wytyczon(cid:261) przez niego drog(cid:261). Tak(cid:261) sam(cid:261), jak(cid:261) sam przeszedł w młodo(cid:286)ci. Michał Ecken był wzi(cid:266)tym prawnikiem , który prowadził własn(cid:261) kancelari(cid:266). Miał powa(cid:298)anie w (cid:286)rodowisku i mimo, (cid:298)e nie pochodził z rodziny prawniczej, miał spor(cid:261) renom(cid:266) w(cid:286)ród klientów. Chciał, aby ta renoma i powa(cid:298)anie z czasem przeszły wraz z kancelari(cid:261) na jego jedynego syna. Ten jednak tego nie chciał. O godzinie siedemnastej wróciła mama. Praca dla niej nie ko(cid:276)czyła si(cid:266) po wyj(cid:286)ciu z urz(cid:266)du miejskiego. Miała jeszcze obowi(cid:261)zki domowe. Przede wszystkim jego, Adama. Adam wiedział, (cid:298)e to ona w domu jest jego prawdziwym przyjacielem i zawsze starała si(cid:266) go bronić. Bronić to mo(cid:298)e zbyt mocne słowo, ale stawała po jego stronie zawsze, gdy ojciec chciał narzucić mu swoj(cid:261) wol(cid:266). Adam był przecie(cid:298) jej jedynym dzieckiem. — Co u ciebie ? — spytała zaraz po wej(cid:286)ciu do domu. — Nic, mamo. Poserfowałem troch(cid:266) po Internecie. Aha... tata jaki(cid:286) czas temu pojechał do ciotki. Mówił, (cid:298)e b(cid:266)dzie z powrotem pó(cid:296)no wieczorem. Ciotka co(cid:286) od niego chciała. — Troch(cid:266) poserfowałe(cid:286)? Pewnie cały dzie(cid:276). Wyszedłby(cid:286) gdzie(cid:286) z domu. Po co ty tyle tkwisz przed tym komputerem? Zniszczysz wzrok i tyle. A po co ojciec pojechał ? — Nie wiem. Ciotka dzwoniła, (cid:298)e ma jak(cid:261)(cid:286) spraw(cid:266) do niego. — Jak Irena dzwoni, to on zawsze jest gotowy do wyj(cid:286)cia. W sumie to dobrze, (cid:298)e ma z ni(cid:261) dobre relacje, ale bez przesady. Jest jego siostr(cid:261), ale ma przecie(cid:298) własn(cid:261) rodzin(cid:266). Jadłe(cid:286) ju(cid:298) obiad? — Nie, ale nie jestem głodny. Sam sobie co(cid:286) zrobiłem. Zaraz chyba pojad(cid:266) do miasta. — Id(cid:296) gdzie(cid:286). Nie jest gor(cid:261)co, a ty cały czas siedzisz w domu. A jak ojciec? Chyba nie pokłócili(cid:286)cie si(cid:266) znowu ? — Nie. To on ma do mnie pretensje. Ja si(cid:266) z nim nigdy nie kłóc(cid:266). Mama poszła do kuchni. Adam zawsze, gdy pytała go o ojca, odpowiadał, (cid:298)e dobrze, choć nie zawsze tak było. Syn uwa(cid:298)ał zreszt(cid:261), (cid:298)e to ojciec jest powodem 4 niesnasek mi(cid:266)dzy nimi. Dla Ewy Ecken nie było to takie jasne i to, (cid:298)e prawie zawsze stawała po stronie syna, uwa(cid:298)ała za swój wychowawczy bł(cid:261)d. Niewiele jednak robiła, aby to zmienić. Dom, w którym mieszkali Eckenowie, był do(cid:286)ć spory, wybudowany zaledwie kilka lat temu. Na nikim w okolicy nie robił wra(cid:298)enia swoj(cid:261) wielko(cid:286)ci(cid:261). Ta okolica w wi(cid:266)kszo(cid:286)ci zamieszkana była przez osoby zamo(cid:298)ne, a nawet uznawane za bogate. Dom Eckenów dla trzech osób był odpowiedni. Adam zawsze (cid:298)ałował, (cid:298)e jest sam. Brak rodze(cid:276)stwa mu doskwierał. Brat, a nawet siostra, to byłoby co(cid:286). A tak, to zawsze był jedynym celem swoich rodziców. Kiedy(cid:286), gdy był małym dzieckiem, czuł si(cid:266) niejako przez to wyró(cid:298)niony. Z upływem lat zacz(cid:266)ło mu to ci(cid:261)(cid:298)yć coraz bardziej. Plany rodziców na jego (cid:298)ycie, a zwłaszcza ojca plany były dla niego trudne do zrozumienia. Gdyby nie był sam, wszystko byłoby inne. lubił zaczepek. Jako chłopak z Pół godziny po przyj(cid:286)ciu mamy Adam wyszedł na spacer. Jak zwykle poszedł w kierunku parku. Tam było zawsze troch(cid:266) ludzi. Czuł si(cid:266) tam bezpiecznie. Był młody i tak zwanego dobrego domu nie był nie przyzwyczajony do agresji fizycznej, chamskiego j(cid:266)zyka i ogólnie wulgarno(cid:286)ci. Nie cierpiał tego. Było to dla niego co(cid:286) zupełnie nie do zaakceptowania. Wychował si(cid:266) w innych warunkach i ta cecha współczesnego (cid:286)wiata bardzo mu nie odpowiadała. Lubił towarzystwo ludzi, ale na odpowiednim poziomie. Jak jego koledzy i jego dziewczyna. Teraz jednak, gdy Iza wyjechała z rodzicami, był naprawd(cid:266) sam. Pozostał mu jedynie jego komputer. Koledzy z klasy w wi(cid:266)kszo(cid:286)ci te(cid:298) gdzie(cid:286) pojechali. On miał jechać dopiero za dwa tygodnie. Wprawdzie wcale nie t(cid:266)sknił za wyjazdem. Po prostu jest okazja, to pojedzie. Zaprosił go Andrzej, kolega z klasy. Którego(cid:286) dnia, po lekcjach, zadzwonił do niego, (cid:298)e jest mo(cid:298)liwy wyjazd na dziesi(cid:266)ć dni. Adam, który — co zrozumiałe — nie miał własnych pieni(cid:266)dzy, spytał rodziców o zgod(cid:266). Bez problemu j(cid:261) uzyskał. Ojciec nawet wyraził nadziej(cid:266), (cid:298)e ten wyjazd zmieni go i pozwoli mu nabrać ochoty do (cid:298)ycia, a nie tkwić w marazmie jak dot(cid:261)d. Nawet Iza nie była wstanie zmienić obrazu, jaki o Adamie miał jego ojciec. Iza, poznana trzy miesi(cid:261)ce temu, dziewczyna była jego pierwsz(cid:261) sympati(cid:261). Z ni(cid:261) czuł si(cid:266) dobrze. Generalnie dogadywali si(cid:266). Nie było mi(cid:266)dzy nimi spi(cid:266)ć. Rok młodsza, uwa(cid:298)ała Adama za osob(cid:266) dojrzał(cid:261). Co ciekawe, nawet za odpowiedzialn(cid:261). Akceptowała go i on j(cid:261) te(cid:298). Jej wyjazd z rodzicami do Hiszpanii pokazywał mu wyra(cid:296)nie, (cid:298)e jest ona jeszcze dzieckiem i sporo czasu musi upłyn(cid:261)ć, zanim 5 wydoro(cid:286)leje. Opinii o niej nie zmienił nawet po uzmysłowieniu sobie, (cid:298)e on sam wła(cid:286)ciwie cały czas te(cid:298) bywał gdzie(cid:286) z rodzicami. Ten wyjazd z kolegami był pierwszym samodzielnym, na jaki si(cid:266) zdecydował. Inna rzecz, (cid:298)e jeszcze nigdy wcze(cid:286)niej nie miał (cid:298)adnej propozycji wyjazdu. Ten wyjazd miał być dla niego pewnym wytchnieniem. Pobyt w domu w czasie wakacji nie był w pewnym sensie łatwy. Potrafił wytrzymać generalnie tylko rano, gdy w domu nie było nikogo. Po południu ju(cid:298) było zdecydowanie gorzej. Dusił si(cid:266). Oczekiwanie na powrót rodziców było dla niego trudne. Nie powiedział im o tym, ale cieszył si(cid:266), (cid:298)e w tym roku mo(cid:298)e nie pojedzie z rodzicami do Grecji. A mo(cid:298)e jednak pojedzie. Sam nie wiedział, co jeszcze zrobi. O dwudziestej Adam powrócił do domu. Ju(cid:298) w drzwiach usłyszał, (cid:298)e ojciec te(cid:298) ju(cid:298) wrócił. Miał być pó(cid:296)niej, ale jednak skrócił sw(cid:261) wizyt(cid:266). — Dowiedziałem si(cid:266), (cid:298)e Tomek obronił prac(cid:266) licencjack(cid:261) —- zacz(cid:261)ł, gdy zobaczył Adama. — Jest to du(cid:298)y sukces. Bardzo mo(cid:298)liwe, (cid:298)e ju(cid:298) niedługo podejmie pierwsza prac(cid:266). Informatyka to dobry zawód. A ty Adamie jak my(cid:286)lisz? — Mo(cid:298)e i tak, tato, ale ja nie chc(cid:266) być informatykiem. Wol(cid:266) być…weterynarzem. — Te(cid:298) masz pomysły. Lubisz komputery powiniene(cid:286) si(cid:266) do tego zabrać. Ju(cid:298) dawno stwierdziłe(cid:286), (cid:298)e nie chcesz być prawnikiem, jak ja. Dobrze, powiedzmy, (cid:298)e to uznaj(cid:266) za fakt. Choć nie taj(cid:266), (cid:298)e licz(cid:266), i(cid:298) zmienisz zdanie. Je(cid:286)li nie, to nie odziedziczysz po mnie kancelarii. Ale przecie(cid:298) jeste(cid:286) ju(cid:298) prawie dorosły i musisz zacz(cid:261)ć my(cid:286)leć perspektywicznie. Wła(cid:286)ciwie na pewno za rok pójdziesz na studia. I co wtedy? Powiniene(cid:286) ju(cid:298) wiedzieć, co wybrać. Ja w twoim wieku ju(cid:298) wiedziałem. Nie miałem problemów z wyborem. I zwa(cid:298)ywszy na to, w jakich warunkach (cid:298)yjesz, ty te(cid:298) nie powiniene(cid:286) ich mieć. Za rok zdajesz matur(cid:266) i powiniene(cid:286) ju(cid:298) wiedzieć, co chcesz robić w swoim (cid:298)yciu. Nie zmarnuj tych wakacji. Za jaki(cid:286) czas jedziesz z kolegami. Do tego czasu zastanów si(cid:266) nad swoj(cid:261) przyszło(cid:286)ci(cid:261). Adam, to wa(cid:298)ne. Nie traktuj tego, co mówi(cid:266), jak pustego gadania. Adam, wysłuchawszy ojca, poszedł na gór(cid:266) do swojego pokoju. Dla niego ta rozmowa nic nowego nie wnosiła. Po prostu nie potrafili si(cid:266) porozumieć. Komputer pozwolił mu po raz kolejny odpocz(cid:261)ć. Odebrał te(cid:298) wiadomo(cid:286)ć mailow(cid:261) od Izy. Nie była za bardzo zadowolona z pobytu w Hiszpanii. Costa del Sol nie dało jej spodziewanych wra(cid:298)e(cid:276). Troch(cid:266) t(cid:266)skniła za Adamem. Było to dla niego miłe, 6 jednak(cid:298)e spodziewał si(cid:266) wi(cid:266)kszego (cid:298)alu. A tu nic. „Tak, cały czas jest (cid:296)le” — stwierdził. Kłótnie z ojcem nie wiadomo o co, a i Iza te(cid:298) nie poprawiła mu humoru. Adam pod(cid:286)wiadomie czuł, (cid:298)e jego ojciec chce, aby on zmienił zdanie i poszedł na prawo. W ko(cid:276)cu komu, jak nie jemu przypadnie kancelaria notarialna. Nie było (cid:298)adnych w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci. Dariuszowi. Nie lubianemu przez niego kuzynowi, który zawsze traktował go jak kogo(cid:286) głupszego. Fakt, Dariusz dwa lata starszy, zapowiadał si(cid:266) (cid:286)wietnie. Dla Adama był najbli(cid:298)sz(cid:261) rodzin(cid:261), ale nigdy nie potrafili si(cid:266) porozumieć. Byli co prawda młodzi, jasne było jednak(cid:298)e, (cid:298)e ta relacja praktycznie si(cid:266) nie zmieni i w dorosłym (cid:298)yciu mo(cid:298)e być podobna. Napi(cid:266)cia miedzy nimi pozostan(cid:261), b(cid:266)d(cid:261) tylko ubrane w ładniejsze słowa i mniej emocjonalne. Kolejny dzie(cid:276) nie przyniósł niczego oczekiwanego w jego (cid:298)yciu. Wła(cid:286)ciwie było tak jak zwykle. Sp(cid:266)dził go samotnie. Jedynym wyj(cid:261)tkiem była dłu(cid:298)sza rozmowa z koleg(cid:261) z klasy, Andrzejem. To on go namówił na wyjazd na obóz. Nie był jego organizatorem. „Trudno zreszt(cid:261) — jak stwierdził par(cid:266) dni temu Andrzej — aby osiemnastoletni chłopak potrafił za innych odpowiadać”. Zdecydował si(cid:266) na to starszy o cztery lata brat Andrzeja, Marek. To on był organizatorem całego wyjazdu. Wtorkowy wieczór syn Eckenów postanowił sp(cid:266)dzić w kinie. Na tego typu rozrywk(cid:266) od dawna nie musiał ju(cid:298) mieć zgody rodziców. Godzina dwudziesta nie była zbyt pó(cid:296)na na powrót do domu. Zdarzało mu si(cid:266) ju(cid:298) wielokrotnie wracać o dwudziestej drugiej. Film, na który postanowił i(cid:286)ć, nie wzbudzał, szczerze mówi(cid:261)c, (cid:298)adnych wi(cid:266)kszych emocji, co przewidywała jego mama. Przynajmniej teraz. Była to kolejna cz(cid:266)(cid:286)ć przygód Jamesa Bonda. Pozwalała zawsze zabić czas. Był przesadnie nudny. Dla Adama akcja była zbyt szybka, zupełnie pozbawiona wyrazu. Mama proponowała mu, (cid:298)e po niego wyjedzie samochodem. On jednak zdecydował si(cid:266) na powrót autobusem. Wysiadł dwa przystanki wcze(cid:286)niej ni(cid:298) zwykle. Dzielnica, w której mieszkał, była typowo willowa, bezpieczna, tak (cid:298)e on nigdy nie bał si(cid:266) wracać po zmroku do domu. Okolic(cid:266) znał (cid:286)wietnie. Mieszka(cid:276)cy byli dobrze sytuowani, podobnie jak jego rodzice. Ich status materialny drastycznie ró(cid:298)nił si(cid:266) od przeci(cid:266)tnego. Mo(cid:298)liwe, (cid:298)e (cid:298)aden z mieszka(cid:276)ców nie miał zbytnich trosk materialnych. Był to oczywi(cid:286)cie pozór. Adam jednak jako młody człowiek nie za bardzo zdawał sobie z tego spraw(cid:266). Dla niego jego s(cid:261)siedztwo było całkowicie normalne, typowe. Tak samo, jak jego niepubliczna szkoła czy noszone przez niego ubranie, które nie było dost(cid:266)pne dla wszystkich jego rówie(cid:286)ników. Gdy skr(cid:266)cił w ulic(cid:266) prostopadł(cid:261) do tej, przy której mieszkał, zza zakr(cid:266)tu wyjechał, a wła(cid:286)ciwie wyskoczył z du(cid:298)(cid:261) 7 pr(cid:266)dko(cid:286)ci(cid:261) motocykl. Adam zauwa(cid:298)ył jego mark(cid:266). Była to czerwona yamacha. Szybko(cid:286)ć motocykla znacznie przekraczała dopuszczaln(cid:261) i dalej rosła. Pojazd prawie zahaczył o chodnik, jednak(cid:298)e utrzymał si(cid:266) na jezdni. Adam w ułamku sekundy pomy(cid:286)lał, (cid:298)e si(cid:266) przewróci. Jednak(cid:298)e motocyklista szybko wyprostował si(cid:266) i pomkn(cid:261)ł dalej. Adam poszedł w swoim kierunku, gdy nagle usłyszał trzask, uderzenie i krzyk. Uznał, (cid:298)e to pewnie motocyklista si(cid:266) wywrócił. „Raz mu si(cid:266) udało — pomy(cid:286)lał Adam — ale drugi raz nie miał ju(cid:298) tyle szcz(cid:266)(cid:286)cia”. Po chwili usłyszał d(cid:296)wi(cid:266)k uruchamianego silnika. Wygl(cid:261)dało na to, (cid:298)e szalonemu motocykli(cid:286)cie na czerwonej yamasze nic si(cid:266) nie stało. Adam nie miał motocykla. Nie planował go mieć. Był za młody. Zreszt(cid:261), nawet gdyby chciał, rodzice by si(cid:266) nie zgodzili. Nie tylko mama, ale tak(cid:298)e i ojciec, dla którego Adam był technicznym niedorajd(cid:261). Przez ostatnie dwie(cid:286)cie, najwy(cid:298)ej trzysta metrów, jakie dzieliły go od domu rozmy(cid:286)lał nad swoimi relacjami z ojcem. Tak, ojciec uwa(cid:298)ał go za niedorajd(cid:266). Kogo(cid:286), kto zupełnie go zawiódł. Adam sam nie za bardzo potrafił uwierzyć, (cid:298)e jego ojciec w wieku osiemnastu lat był a(cid:298) taki wspaniały, jak twierdzi. Po prostu było to niemo(cid:298)liwe. Podobnie zreszt(cid:261) twierdziła jego mama. Opinia jego ojca o nim z jednej strony nie podobała mu si(cid:266), a z drugiej — co sam przyznawał — pozwalała na to, (cid:298)e nie wymagano od niego zbyt wiele. Było mu jednak przykro, gdy ojciec porównywał go z innymi osobami, innymi członkami rodziny. Adam s(cid:261)dził, (cid:298)e robił to po to, aby zaakcentować mu jego braki i jego niedojrzało(cid:286)ć. Gdy wrócił do domu, zastał pozostawion(cid:261) dla siebie kolacj(cid:266). Wchodz(cid:261)c do domu, usłyszał, (cid:298)e na zewn(cid:261)trz zacz(cid:266)ło padać. Rodzice jeszcze nie spali, ale dla nich dzie(cid:276) miał si(cid:266) niejako na uko(cid:276)czeniu. Kanapki, osłoni(cid:266)te plastikowym pojemnikiem, bardzo mu smakowały. Adam, zanim poło(cid:298)ył si(cid:266) spać, poszedł po(cid:298)egnać si(cid:266) z mam(cid:261). Po(cid:298)egnanie było krótkie. Wspomniał jej jedynie, (cid:298)e film rzeczywi(cid:286)cie nie był zbyt ciekawy. Mama była zadowolona i z powrotu syna, i z tego, (cid:298)e jej sugestie okazały si(cid:266) trafne. Powiedziała mu, (cid:298)eby ju(cid:298) poło(cid:298)ył si(cid:266) spać. Ranek zacz(cid:261)ł od komputera. Był zainteresowany, czy Iza czego(cid:286) nowego do niego nie napisała. Napisała tylko tyle, (cid:298)e pogoda super, jest pi(cid:266)knie, ale w sumie nudno. Nie ma z kim pogadać, nie ma kole(cid:298)anek, nie ma te(cid:298) Adama. S(cid:261) za to jej rodzice, którzy zadaj(cid:261) zbyt wiele pyta(cid:276) i udzielaj(cid:261) mnóstwo niepotrzebnych rad. Adam odpisał, (cid:298)e u niego po staremu, (cid:298)e czeka na obóz i (cid:298)e przecie(cid:298) przed jego wyjazdem na pewno si(cid:266) zobacz(cid:261). No chyba, (cid:298)e Iza pojedzie z rodzicami do Włoch. Rodzice Adama byli zamo(cid:298)ni, stanowili klas(cid:266) (cid:286)redni(cid:261), ich dochody przynajmniej 8 kilkakrotnie przewy(cid:298)szały dochody przeci(cid:266)tnej rodziny. Ale z kolei dochody rodziców Izy przewy(cid:298)szały chyba co najmniej dwukrotnie dochody rodziców Adama. Jakkolwiek dla Adama nie miało to (cid:298)adnego znaczenia, to było to widoczne zwłaszcza w wakacje. On dopiero pojedzie pó(cid:296)niej, w drugiej połowie sierpnia, i to gdzie? Do Chorwacji albo do Grecji. Iza mogła, gdyby chciała, sp(cid:266)dzić za granic(cid:261) prawie całe wakacje. Obiecała, jednak, (cid:298)e wróci. W ko(cid:276)cu rodzice mogli wsadzić j(cid:261) do samolotu, a tu odebrać j(cid:261) mogła jej starsza siostra. Miał nadziej(cid:266), (cid:298)e tak si(cid:266) stanie. Jednak chwilami ogarniały go w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci. Znali si(cid:266) krótko i wiedział od kilku kolegów, (cid:298)e nie nale(cid:298)y przywi(cid:261)zywać zbyt du(cid:298)ej wagi do takich krótkich znajomo(cid:286)ci. Nie byli w sobie zakochani. Przynajmniej on na pewno nie był. Jemu było miło, (cid:298)e kogo(cid:286) ma i nie ró(cid:298)ni si(cid:266) specjalnie od wielu kolegów ze szkoły. Jej, (cid:298)e ma starszego koleg(cid:266). Adam obawiał si(cid:266), (cid:298)e Iza mo(cid:298)e kogo(cid:286) poznać w Hiszpanii. Było to mało prawdopodobne, ale zawsze mo(cid:298)liwe. Były wakacje i musiał sam sobie zrobić (cid:286)niadanie. Mi(cid:266)dzy nim a mam(cid:261) była niepisana umowa, (cid:298)e w wakacje musi sam sobie robić (cid:286)niadanie. Przygotował kanapki i zjadł je, cały czas zagl(cid:261)daj(cid:261)c do monitora internetowym bannerze pojawiła si(cid:266) reklama motocykli. To komputera. Na przypomniało mu o wczorajszym wydarzeniu. Stwierdził, (cid:298)e gdyby miał motor, Iza na pewno pisałaby czulej do niego. Wstał i poszedł do Relaya kupić jak(cid:261)(cid:286) gazet(cid:266) z motocyklami. Na to było go stać. Po drodze postanowił kupić te(cid:298) co(cid:286) do picia, bo lodówka, a dokładnie półka z napojami (cid:286)wieciła ju(cid:298) pustkami. Rodzice nie rozumieli jego zamiłowania do sprite`a i w tej kwestii był skazany na siebie. W sklepie, stoj(cid:261)c w kolejce do kasy, spojrzał na bezpłatn(cid:261) gazet(cid:266) dzielnicow(cid:261). Na pierwszej stronie było co(cid:286), co go zmroziło. Nigdy nie brał do r(cid:266)ki tej osiedlowej gazety. Teraz jednak j(cid:261) wzi(cid:261)ł i zacz(cid:261)ł szybko czytać pierwsz(cid:261) stron(cid:266). Wypadek tu(cid:298) koło jego domu. Po dwudziestej drugiej wczoraj motocyklista, tak s(cid:261)dzi policja, potr(cid:261)cił młod(cid:261) kobiet(cid:266). Kobieta w ci(cid:266)(cid:298)kim stanie przebywa w szpitalu. Dla Adama nie była jednak młoda, miała, jak donosiła gazeta, 30 lat. Policja nie znalazła sprawcy, prosi wszystkich, którzy mog(cid:261) pomóc, o kontakt. Tego wszystkiego dowiedział si(cid:266) w czasie powrotnej drogi do domu. Momentalnie skojarzył wypadek z wczorajszym wieczornym zdarzeniem. Czuł, (cid:298)e to pewnie ten sam motocykl. W domu wszystko zeszło na dalszy plan. Dla Adama było jasne, (cid:298)e on co(cid:286) wie. Nie wiedział jednak, co robić dalej. Pierwsz(cid:261) my(cid:286)l(cid:261), jaka mu za(cid:286)witała, było zadzwonienie na policj(cid:266) i przekazanie tego, co wiedział. Wzi(cid:261)ł ju(cid:298) prawie słuchawk(cid:266) do r(cid:266)ki, ale uznał, (cid:298)e rodzice mog(cid:261) nie chcieć, aby dzwonił z domowego telefonu. 9 Pomy(cid:286)lał o swojej komórce. W sumie nie był pewien, czy co(cid:286) wie. Owszem, rozpozna motocyklist(cid:266). To znaczy typ motoru, jego kolor, kurtk(cid:266) kierowcy i kask, który był wyj(cid:261)tkowo oryginalny. Usiadł w salonie i zacz(cid:261)ł si(cid:266) zastanawiać, co zrobić. Chodzenie na policj(cid:266) to niedobra rzecz. Policji wszyscy jego koledzy unikali. On nigdy nie miał z ni(cid:261) kontaktu i, jak teraz uznał, nie chciałby, aby pierwszy był z jego własnej inicjatywy. Zreszt(cid:261), pomy(cid:286)lał, co by powiedzieli jego rodzice. Postanowił poczekać na nich i spytać ich, co robić. Gdy min(cid:266)ły pierwsze emocje, Adama zaintrygowała jedna kwestia. Je(cid:286)li był to ten motocyklista, na którego prawie wpadł, to musiał on wyje(cid:298)d(cid:298)ać z ulicy, któr(cid:261) on znał i na której nie było zbyt du(cid:298)o domów. Była równoległa do jego ulicy, ale zdecydowanie krótsza i znacznie mniej ucz(cid:266)szczana. „Na motorze nie je(cid:298)d(cid:298)(cid:261) tłumy, zwłaszcza tak pó(cid:296)no” — stwierdził, rozmy(cid:286)laj(cid:261)c o całym zdarzeniu. To był kto(cid:286), kto pewnie od kogo(cid:286) wracał. Kogo(cid:286), kto mieszka niedaleko. Teraz były wakacje. Wiele domów było pustych. Nie wszystkie jednak. Bez dwóch zda(cid:276), motocyklista od kogo(cid:286) wyje(cid:298)d(cid:298)ał. „Policja — pomy(cid:286)lał Adam — te(cid:298) pewnie to zauwa(cid:298)yła”. Wypadek jednak miał miejsce jakie(cid:286) dwie(cid:286)cie, mo(cid:298)e nawet trzysta metrów od miejsca, gdzie Adam widział potencjalnego sprawc(cid:266). Ten od tego miejsca przejechał sporo. Było jasne, (cid:298)e policja b(cid:266)dzie mieć kłopot z odtworzeniem (cid:286)ladów motocykla. W okolicy było co najmniej kilkadziesi(cid:261)t domów. Według gazety policja przyjechała na miejsce pó(cid:296)no, bo grubo po dwudziestej trzeciej. Mo(cid:298)liwe, (cid:298)e nikt nie zauwa(cid:298)ył wypadku. Jedynie obra(cid:298)enia na ciele tej kobiety potwierdzały zderzenie z motocyklem. Takie my(cid:286)li nurtowały Adama. Jego nastrój z obawy i strachu zamienił si(cid:266) w pewnego rodzaju poczucie wa(cid:298)no(cid:286)ci. Wiedział co(cid:286), czego nie wiedzieli inni. Nie wiedział jednak, co robić. Było południe i postanowił przej(cid:286)ć si(cid:266) po okolicy. Interesowało go jedno: czy, je(cid:286)li jego przemy(cid:286)lenia s(cid:261) słuszne, to do kogo przyjechał w nocy motocyklista? „Oni — jak stwierdził — fachowcy z policji, pewnie te(cid:298) mog(cid:261) co(cid:286) skojarzyć, ale przecie(cid:298) nie musz(cid:261) mieć pewno(cid:286)ci”. Z osiedla, w oboj(cid:266)tnie którym kierunku, mo(cid:298)na wyjechać na wiele sposobów. On sam te(cid:298) mógł si(cid:266) mylić, ale przecie(cid:298) a(cid:298) tak wielu motocyklistów nie je(cid:296)dzi po tej okolicy. Jego rozwa(cid:298)ania pozwoliły mu na jedno. Wiedział do(cid:286)ć du(cid:298)o. Mo(cid:298)liwe, (cid:298)e był jedynym (cid:286)wiadkiem wypadku. Najprawdopodobniej jako ostatni z (cid:298)yj(cid:261)cych widział sprawc(cid:266) wypadku. „Ostatni z (cid:298)yj(cid:261)cych”. Adam to zdanie powtarzał w my(cid:286)lach i napawało go dum(cid:261) i poczuciem warto(cid:286)ci. Zdanie to brzmiało prawie jak z filmu sensacyjnego i dawało mu poczucie wy(cid:298)szo(cid:286)ci nad innymi. Nie wiedzieli tego, co on wiedział. Ulica, na której 10 wielokrotnie jeszcze jako ucze(cid:276) poprzedniej szkoły bywał, a raczej, na której je(cid:296)dził na rowerze, nie powiedziała mu niczego. Nie był w stanie wyeliminować (cid:298)adnego z domów. Nie miał pewno(cid:286)ci, z którego z domów odjechał motocyklista. Zabawa w detektywa nic nie dała. Adam wrócił do domu i postanowił poczekać na przyj(cid:286)cie rodziców. Oni mo(cid:298)e b(cid:266)d(cid:261) wiedzieli wi(cid:266)cej. Wiadomo, s(cid:261)siedzkie plotki. Prym w tym wiodła oczywi(cid:286)cie jego mama. Nie była plotkark(cid:261), ale jak ka(cid:298)da kobieta zawsze wiedziała najwcze(cid:286)niej. Przypuszczenia Adama sprawdziły si(cid:266). Jego mama od razu powiedziała mu o wypadku. Powiedziała te(cid:298), (cid:298)e ofiara wypadku, ta młoda kobieta podobno odzyskała przytomno(cid:286)ć i podobno była u niej policja. Jednak niczego si(cid:266) nie dowiedziała. Ranna nic nie pami(cid:266)ta z wypadku. Nie pami(cid:266)ta albo nie chce pami(cid:266)tać. Dla Adama informacja ta mówiła wiele. Nie tylko, dzi(cid:266)ki Bogu, nikt nie zgin(cid:261)ł, ale te(cid:298) on jest absolutnie jedynym (cid:286)wiadkiem zdarzenia. Kobieta, o której dzi(cid:286) rano po doniesieniach prasy lokalnej my(cid:286)lał, (cid:298)e nie (cid:298)yje — prze(cid:298)yła wypadek. Nic jednak nie pami(cid:266)tała, co znaczyło tyle, (cid:298)e policja mo(cid:298)e nie znale(cid:296)ć sprawcy. Wczoraj spadł deszcz i on znacznie utrudnił wszystko. Dwudaniowy typowy dla jego domu obiad, zrobiony i podany przez mam(cid:266), pozwolił mu zupełnie zapomnieć o całym wydarzeniu. W ko(cid:276)cu były wakacje i dla niego liczyły si(cid:266) inne sprawy. Wrócił do swojego pokoju i pogr(cid:261)(cid:298)ył si(cid:266) w rozmy(cid:286)laniach o swoim (cid:298)yciu. Tak, w przyszłym roku ko(cid:276)czy szkoł(cid:266) i zdecydowanie pójdzie na studia. Wła(cid:286)ciwie nie ma innego wyboru. Mówił o weterynarii, ale, prawd(cid:266) powiedziawszy, jego miło(cid:286)ć do zwierz(cid:261)t była znikoma. Typowa, jak u nastolatka. Nie był wcale pewien, czy chce to robić w przyszło(cid:286)ci. Na dobr(cid:261) spraw(cid:266) nie miał (cid:298)adnych zainteresowa(cid:276). Równie dobrze mógłby zostać weterynarzem, jak in(cid:298)ynierem czy ekonomist(cid:261). Na ten moment dla niego było to po prostu oboj(cid:266)tne. Ojciec mówił o prawie, ale on sam nie za bardzo to rozumiał. Prawo jako kierunek było dla niego obce. W du(cid:298)ej mierze z powodu braku akceptacji dla własnego ojca nie chciał i(cid:286)ć na planowane przez niego studia. Bał si(cid:266), (cid:298)e jak sko(cid:276)czy te studia, to stanie si(cid:266) takim uporz(cid:261)dkowanym człowiekiem jak jego tata. Nie chciał, aby w przyszło(cid:286)ci zwracał uwag(cid:266) na ka(cid:298)de słowo i wszystko oceniał z perspektywy wyroków sadowych. Kiedy(cid:286) zauwa(cid:298)ył, (cid:298)e jego ojciec na wiele spraw reaguje jak s(cid:266)dzia. Jak jest mało szkodliwa, to nieznacznie j(cid:261) pot(cid:266)pia. Jak bardzo, to domaga si(cid:266) nawet kary. Niby była to normalna postawa. Adam czuł jednak, (cid:298)e w tym wszystkim mało jest takiego 11 spojrzenia wstecz, jakby do wewn(cid:261)trz. Jego mama na wiele rzeczy patrzyła inaczej, jako(cid:286) łagodniej. Ojciec twardo i nieust(cid:266)pliwie. Nie chciał być takim. Mama twierdziła, (cid:298)e Adam jeszcze ma czas na wybór, jednak wspominała te(cid:298), (cid:298)e propozycja ojca nie jest zła. W ko(cid:276)cu mogliby razem pracować wiele lat. A Adam, jak mówiła, ma inny charakter. Ojciec wrócił do domu około osiemnastej. Wiedział ju(cid:298) o całym nocnym zdarzeniu. Od razu zapytał Adama, czy mo(cid:298)e on co(cid:286) widział. Wracał przecie(cid:298) wieczorem. Jego syn zdecydowanie zaprzeczył. Okłamał ojca, twierdz(cid:261)c, (cid:298)e szedł inn(cid:261) droga i nic nie widział ani nie słyszał. Kłamstwo było dla Adam zwyczajnym sposobem komunikowania si(cid:266) z rodzicami. Zwłaszcza z ojcem i zwłaszcza wtedy, gdy o co(cid:286) pytał. Sam był jednak zdumiony przenikliwo(cid:286)ci(cid:261) ojca i szybkim skojarzeniem. Jego mama w ogóle nie zauwa(cid:298)yła tego, (cid:298)e wypadek miał miejsce, gdy jej syn wracał z kina do domu. — Takim młodym ludziom nie powinno si(cid:266) pobła(cid:298)ać — stwierdził, a wła(cid:286)ciwie grzmiał jego ojciec. — S(cid:261) przepisy, jak nale(cid:298)y je(cid:296)dzić, a on ich nie przestrzegał. Na pewno był młody, bo starsi nie je(cid:298)d(cid:298)(cid:261) na motocyklach. Na pewno przekroczył pr(cid:266)dko(cid:286)ć. Zreszt(cid:261), gdyby jechał przepisowo, to nawet w nocy zauwa(cid:298)yłby t(cid:266) kobiet(cid:266). To jest niejako zamkni(cid:266)ta dzielnica, na której s(cid:261) znaczne ograniczenia pr(cid:266)dko(cid:286)ci. Dobrze, (cid:298)e ta dziewczyna prze(cid:298)yła. Ewa, a ty nie wiesz, kim ona jest? To chyba nikt z s(cid:261)siedztwa? — Nie raczej nie. Pewnie była u kogo(cid:286) z wizyt(cid:261). Wieczorem pójd(cid:266) do Loekenów pogadać z Ann(cid:261) i czego(cid:286) si(cid:266) mo(cid:298)e dowiem. Anna zawsze wie wszystko. Adam przyniósł gazetk(cid:266) ze sklepu i tam pisz(cid:261) o wypadku. Ale imienia tej kobiety nie podali. — A wi(cid:266)c jednak wiesz o wypadku synu? To dobrze, (cid:298)e co(cid:286) ci(cid:266) interesuje poza komputerem. A co w ogóle Adamie dzisiaj porabiałe(cid:286)? Ja w dalszym ci(cid:261)gu podtrzymuj(cid:266) swoj(cid:261) propozycj(cid:266), aby(cid:286) poszedł na pewnego rodzaju praktyk(cid:266) u Filipa Straxa. To wprawdzie mój konkurent, ale tak(cid:298)e kiedy(cid:286) wieloletni partner i miałby(cid:286) okazj(cid:266) poznać z bliska, jak funkcjonuje kancelaria. Co ty na to? To chyba nie jest zły pomysł. — Dzi(cid:286) w zasadzie niewiele robiłem. Czytałem ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266). Byłem w sklepie co(cid:286) do picia kupić. — Nie robiłe(cid:286) nic. Jak zwykle zreszt(cid:261). Poza tym nie odpowiedziałe(cid:286) na moje pytanie o praktyk(cid:266)? Jak zwykle zreszt(cid:261)... 12 — Nie wiem tato. — Adam był coraz bardziej zm(cid:266)czony tymi pytaniami. — Przemy(cid:286)l(cid:266) to. — Czekam do jutra. Poszedłby(cid:286) tam tylko na tydzie(cid:276), a to nie jest wielk(cid:261) strat(cid:261). Nawet dla takiego młodzie(cid:276)ca, jak ty. Czego(cid:286) si(cid:266) dowiesz i da Bóg, (cid:298)e zmienisz zdanie co do twoich studiów. Mógłby(cid:286) dzi(cid:266)ki tej praktyce polubić prawo. Naprawd(cid:266) chciałbym, aby(cid:286) poszedł do Filipa. To fajny człowiek i wiele by(cid:286) skorzystał. ju(cid:298) Ewa Ecken wróciła do domu około dwudziestej drugiej. Dowiedziała si(cid:266) wiele. Jej najbli(cid:298)sza kole(cid:298)anka z s(cid:261)siedztwa, jak zwykle wiedziała sporo. Według niej ranna jest prawie zdrowa. Nie miała dokumentów. Jest cudzoziemk(cid:261). kobieta Prawdopodobnie za klika dni wypisz(cid:261) j(cid:261) ze szpitala. Koszty pobytu pokryje miasto. Kobieta podobno nic nie pami(cid:266)ta. Straciła pami(cid:266)ć. Chwilowa amnezja. Policja nie znalazła jeszcze sprawcy wypadku. Przynajmniej Anna Loeken o tym nic nie wie. Takie wie(cid:286)ci do domu przyniosła Ewa Ecken. — To dziwne — stwierdził jej m(cid:261)(cid:298) Michał. — Mo(cid:298)e nie chce powiedzieć, jak si(cid:266) nazywa i tyle. (cid:297)e jest cudzoziemk(cid:261). To mo(cid:298)liwe, tylu ich tu jest. Ale ciekawe, co ona tu robiła i czy u kogo(cid:286) była w domu? Jakkolwiek by było, to o tej porze nikt tu nie spaceruje samotnie. — Loekenowa tego nie wie. Jej m(cid:261)(cid:298) tak(cid:298)e, choć jego to zupełnie nie obchodzi. Jego zreszt(cid:261) poza sportem i giełd(cid:261) chyba nic nie interesuje. Ma przeszło pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t lat, a zachowuje si(cid:266) raz, jak starzec, a raz, jak dziecko. Pieni(cid:261)dze go strasznie zmieniły. Zarobił je ze dwa lata temu i od tej pory jako(cid:286) si(cid:266) zmienił. Ja pami(cid:266)tam go, jaki był wcze(cid:286)niej. Całkiem normalny, a teraz strach si(cid:266) do niego odezwać. Ja nie wiem, jak Anna z nim wytrzymuje. Zreszt(cid:261), Michał, to nie jest istotne. Tyle ci powiedziałam, co si(cid:266) dowiedziałam. — Ja tylko, kochanie, tak pytam. To w sumie dziwne. Nieznany motocyklista... bo to, (cid:298)e motor, to chyba pewne... nieznana kobieta... niewiadomo, do kogo przyszła, po co w ogóle tu była. Wszystko to dziwne. Zreszt(cid:261), cała sprawa jest błaha i wkrótce pewnie nikt o tym nie b(cid:266)dzie pami(cid:266)tał. No, pora obejrzeć wiadomo(cid:286)ci i potem spać. Jutro ju(cid:298) pewnie nikt nie b(cid:266)dzie o tym pami(cid:266)tał. Teraz, gdy s(cid:261) wakacje, to ka(cid:298)dego takie sprawy interesuj(cid:261) bardziej ni(cid:298) powinny. To powiedziawszy, tata Adama wstał i poszedł do salonu wł(cid:261)czyć telewizor. Globalne sprawy były dla niego zawsze bardziej ciekawe, ni(cid:298) lokalne. Adam razem z rodzicami siedział w kuchni. Nie brał jednak (cid:298)adnego udziału w rozmowie. Nie chciał, aby ojciec zacz(cid:261)ł go wypytywać, czemu interesuje si(cid:266) t(cid:261) 13 spraw(cid:261). Chciał, aby rodzice nie ł(cid:261)czyli go z z tym wydarzeniem. Wcze(cid:286)niej, jeszcze przed przyj(cid:286)ciem ojca, schował u siebie w pokoju gazet(cid:266) o motocyklach. Nigdy takiej nie kupował, a i powodowała kłopotliwe pytania. Zwłaszcza ojciec od razu nabrałby podejrze(cid:276). Adam niech(cid:266)tnie przyznawał, (cid:298)e jego tata jest nie tylko bystry, ale zbyt szybko kojarzy. Zwłaszcza te fakty, które Adam akurat chciałby przed nim ukryć. teraz w wiadomych okoliczno(cid:286)ciach budziłaby zdumienie Była ju(cid:298) północ, gdy poło(cid:298)ył si(cid:266) do łó(cid:298)ka. Długo nie mógł zasn(cid:261)ć. Jego wiedza o całym zdarzeniu była coraz wi(cid:266)ksza. Był pewny, (cid:298)e mógłby rozpoznać motocyklist(cid:266). Nie z twarzy, ale z ubioru i kasku. Był równie(cid:298) pewien, (cid:298)e motocyklista wyje(cid:298)d(cid:298)ał od kogo(cid:286). Teraz, le(cid:298)(cid:261)c w ciszy, przypomniał sobie całe zdarzenie i był przekonany, (cid:298)e sprawca wypadku dopiero rozwijał pr(cid:266)dko(cid:286)ć, gdy mijał si(cid:266) z nim na skrzy(cid:298)owaniu. Oczywi(cid:286)cie, mogło mu si(cid:266) to tylko wydawać, jednak(cid:298)e ze wzgl(cid:266)du na układ ulic był tego niemal pewien. Policja. To było ciekawe, co oni zrobi(cid:261). Dla nich to zaledwie kolejny wypadek. Praktycznie drobna, prawie nieistotna sprawa. Zwłaszcza, (cid:298)e nikt nie zgin(cid:261)ł. Adam s(cid:261)dził, (cid:298)e policja szybko zapomni o całej sprawie. Jednak nawet policja musi spisać protokół, a tak(cid:298)e okre(cid:286)lić to(cid:298)samo(cid:286)ć osoby. Kobieta ranna w wypadku pewnie odzyska pami(cid:266)ć i poda swoje dane osobowe. Ciekawe, co robiła o tak pó(cid:296)nej porze w tej okolicy? Na pewno była u kogo(cid:286) i ta osoba powinna j(cid:261) odwiedzić w szpitalu. Dla Adama było to całkowicie oczywiste. Zbli(cid:298)ała si(cid:266) pierwsza w nocy, gdy Adam wpadł na kolejny, jego zdaniem, genialny pomysł. Miał zamiar odwiedzić poszkodowan(cid:261) w szpitalu. W osiedlowej gazecie napisali, dok(cid:261)d j(cid:261) zawieziono. Szpital był mu znany. To znaczy wiedział, gdzie si(cid:266) znajduje. Gdy przyjdzie do niej, powie, (cid:298)e jest z s(cid:261)siedztwa. Postanowił odwiedzić chor(cid:261). Taki s(cid:261)siedzki gest. Tak(cid:261) wersj(cid:266) przedstawi w szpitalu. Postanowił, (cid:298)e we(cid:296)mie ze sob(cid:261) co(cid:286) dla uwiarygodnienia swego dobrego serca. Pierwszy pomysł z poznaniem adresu, dok(cid:261)d jechał motocyklista nie powiódł si(cid:266). Ten drugi z poznaniem ofiary wypadku jest zdecydowanie łatwiejszy. Nie zbli(cid:298)y go to, co prawda, do rozwi(cid:261)zania podstawowego problemu, ale na pewno co(cid:286) da. Mo(cid:298)e dowie si(cid:266), do kogo przyjechała nieznajoma. Do szpitala wybrał si(cid:266) około południa. Zaopatrzony w czekoladki merci wszedł do budynku i w recepcji spytał o kobiet(cid:266) przywiezion(cid:261) dwa dni temu wieczorem. Piel(cid:266)gniarka spytała, czy jest kim(cid:286) z rodziny i (cid:298)e musi najpierw uzyskać zgod(cid:266) lekarza. Po krótkiej rozmowie telefonicznej z drugim pi(cid:266)trem, Adam, pomimo (cid:298)e nie był krewnym, został wpuszczony na gór(cid:266). Piel(cid:266)gniarka poinformowała go, (cid:298)e chora 14 ma si(cid:266) lepiej, ale jest cudzoziemk(cid:261), zna jednak dobrze j(cid:266)zyk polski i (cid:298)e on, Adam Ecken, jest pierwszym, który chce j(cid:261) odwiedzić. Spytała, czy dobrze Adam zna chor(cid:261), poniewa(cid:298) do dzi(cid:286) nikt poza policj(cid:261) jej jeszcze nie odwiedził. Na Adama słowo policja podziałało tak mocno, (cid:298)e nawet chciał zawrócić. Uznał jednak w ko(cid:276)cu, (cid:298)e byłoby to podejrzane i na nogach, jak z waty poszedł na gór(cid:266). Poszkodowana w wypadku le(cid:298)ała w pojedynczej sali. Gdy Adam wszedł, podniosła głow(cid:266) i popatrzyła na niego z niejakim zdziwieniem. Jego młody wiek od razu zasugerował jej, (cid:298)e nie jest policjantem. U(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266), gdy Adam odezwał si(cid:266) i wyci(cid:261)gn(cid:261)ł r(cid:266)k(cid:266) z czekoladkami. — To dla pani — powiedział. — Jestem mieszka(cid:276)cem osiedla, na którym pani... Nie wiedział, jak doko(cid:276)czyć, ale kobieta u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266), i to od razu wystarczyło. Lody zostały przełamane. — Ma pan tylko 10 minut — powiedziała piel(cid:266)gniarka, która stała ju(cid:298) przy drzwiach. — Chorej nie wolno m(cid:266)czyć. — Nie znamy si(cid:266) — Adam ju(cid:298) mniej speszony kontynuował. — Nazywam si(cid:266) Adam Ecken. Dowiedziałem si(cid:266) o całym zdarzeniu i postanowiłem pani(cid:261) odwiedzić. — Tak mi miło — odpowiedziała kobieta. — Jestem zm(cid:266)czona i prosz(cid:266) mów wolniej, b(cid:266)dzie mi du(cid:298)o łatwiej. Adam od razu zaakceptował t(cid:266) bezpo(cid:286)redni(cid:261) form(cid:266) zwracania si(cid:266) do niego z pomini(cid:266)ciem formy pan. Był młody i nikt, chyba (cid:298)e kto(cid:286) bardzo stary nie tytułował go „panem”. Teraz, gdy nieznajoma, le(cid:298)(cid:261)ca na poduszkach kobieta mówiła, Adam mógł przyjrzeć si(cid:266) jej dokładnie. Według jego opinii była stuprocentow(cid:261) cudzoziemk(cid:261). Jej twarz okalały ciemne, zdecydowanie za ciemne włosy. Równie(cid:298) oczy i brwi były zbyt ciemne jak na jego rodaczk(cid:266). Twarz poci(cid:261)gła. Miała jednak ju(cid:298) widoczne pierwsze zmarszczki. Według Adama nieznajoma miała około 30 lat. Była osob(cid:261) raczej wy(cid:298)szego wzrostu, o ile mo(cid:298)na było to ocenić w przypadku osoby le(cid:298)(cid:261)cej w łó(cid:298)ku. Szczupłe ramiona, długie palce dopełniały obrazu całej sylwetki. Adam, choć nie był oczywi(cid:286)cie tego pewien, czuł, (cid:298)e jest to osoba wykształcona. — Sk(cid:261)d pani pochodzi? Przepraszam, (cid:298)e pytam ale... chyba jest pani cudzoziemk(cid:261). — Nie szkodzi. Miło, (cid:298)e przyszedłe(cid:286). Pewnie rodzice ci(cid:266) wysłali. Jestem Rumunk(cid:261). Mieszkałam nad morzem w Konstancy. Pewnie nawet nie wiesz, gdzie to jest. Ale od kilku miesi(cid:266)cy mieszkam tutaj. Na waszym osiedlu byłam na spacerze. A 15 ten motocykl... bo to podobno był motocykl... ja nie pami(cid:266)tam. Za par(cid:266) dni maj(cid:261) mnie wypisać ze szpitala. Miałam kłopoty z pami(cid:266)ci(cid:261), ale teraz jest ju(cid:298) dobrze. Czuj(cid:266) si(cid:266) ju(cid:298) lepiej. Nieznajoma była Rumunk(cid:261). Dla Adama nic to prawie nie znaczyło. Równie dobrze mogła powiedzieć, (cid:298)e pochodzi z Paragwaju. O Rumunii nie wiedział prawie nic. To, co kobieta powiedziała, potwierdzało jednak tez(cid:266), (cid:298)e mama mówiła prawd(cid:266). Pani Loeken si(cid:266) nie myliła. S(cid:261)siedzi wiedzieli wszystko. — Ciesz(cid:266) si(cid:266), (cid:298)e wraca pani do zdrowia. Mo(cid:298)e kogo(cid:286) zawiadomić? Jak ma pani na imi(cid:266), je(cid:286)li oczywi(cid:286)cie nie jest to tajemnic(cid:261)? — Angela Turnure. Miło mi, (cid:298)e przyszedłe(cid:286). Nie wiesz mo(cid:298)e, kim jest ten motocyklista, który... Dalsz(cid:261) rozmow(cid:266), schodz(cid:261)c(cid:261) w niedobrym dla Adama kierunku, przerwało wej(cid:286)cie salowej. Tak naprawd(cid:266) Adam nie chciał, aby chora pytała o wypadek. Mogłoby wyj(cid:286)ć na jaw, (cid:298)e co(cid:286) wie, (cid:298)e nawet w(cid:266)szył, aby rozwikłać spraw(cid:266). Salowa z du(cid:298)ym niezadowoleniem spojrzała na niego i powiedziała: — Prosz(cid:266) opu(cid:286)cić ju(cid:298) chor(cid:261). Rozmowa zako(cid:276)czona. Dziesi(cid:266)ć minut min(cid:266)ło. Adam napisał na kartce numer swojej komórki i wr(cid:266)czył chorej. Pospiesznie wyszedł z sali, a po dwóch minutach znalazł si(cid:266) na zewn(cid:261)trz szpitala. Odetchn(cid:261)ł z ulg(cid:261). Wszedł do pokoju chorej na mi(cid:266)kkich nogach, ale nie było tak (cid:296)le. Nikt niczego nie podejrzewał, a on czego(cid:286) si(cid:266) dowiedział. Poznał imi(cid:266) i nazwisko nieznajomej kobiety. Zdecydowanie cudzoziemskie. Był pierwszym, który j(cid:261) odwiedził. Nikt jej tu nie znał. Na pewno niedługo zawiadomi znajomych i oni j(cid:261) pewnie jutro odwiedz(cid:261). Zapewne te(cid:298) przyjad(cid:261) po ni(cid:261) zabrać j(cid:261) st(cid:261)d za par(cid:266) dni. Gdy wrócił do domu, usiadł przed komputerem i sprawdził swoj(cid:261) poczt(cid:266). Dostał kilka maili. Kilka od kolegów, które wydawały mu si(cid:266) teraz zupełnie nieistotne. Zwłaszcza wobec ostatnich wydarze(cid:276). Jeden był od Izy. Pytała go, co u niego, czy co(cid:286) si(cid:266) dzieje. „Co(cid:286) si(cid:266) dzieje?” — pomy(cid:286)lał Adam. Miał nawet ochot(cid:266) opisać jej całe zdarzenie, wypadek, wizyt(cid:266) w szpitalu — ale uznał, (cid:298)e to chyba nienajlepszy pomysł. Mogłaby pomy(cid:286)leć, (cid:298)e z nim co(cid:286) nie jest w porz(cid:261)dku. Chodzi po szpitalach i odwiedza obc(cid:261) starsz(cid:261) od niego kobiet(cid:266). Obiad zjedzony razem z mam(cid:261) i ojcem, który dzi(cid:286) wyszedł ze swojej pracy normalnie, nie ró(cid:298)nił si(cid:266) niczym od pozostałych. Nie chodziło oczywi(cid:286)cie o menu, ale o rozmowy z rodzicami przy stole. Wysłuchał tyrad i rad ojca, a tak(cid:298)e dowiedział si(cid:266) kolejnych nowych szczegółów o kobiecie rannej w wypadku. Potwierdziło si(cid:266), (cid:298)e jest 16 cudzoziemk(cid:261) i niedługo opu(cid:286)ci szpitalne mury. Ale on wiedział to wcze(cid:286)niej. Po obiedzie poszedł do ogrodu poczytać ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) Poego. Jego opowiadania bardzo mu si(cid:266) podobały. Zwłaszcza „Opowiadanie Artura Gordona Pyma” było jego ulubionym i czytał je ju(cid:298) po raz drugi. Upał mu nie przeszkadzał, siedział sobie w cieniu, gdy przyszedł do niego ojciec. Jego twarz była powa(cid:298)na i widać było zdenerwowanie. Adam od razu wyczuł, (cid:298)e co(cid:286) si(cid:266) stało i on, Adam, jest przedmiotem troski ojca. Troski, która przybrała u ojca niecodzienny rzadki dla Adama widok zdenerwowanego rodzica. Jego ojciec w oczach syna był zawsze opanowany i stonowany. Rzadko wpadał w gniew i rzadko si(cid:266) denerwował. Typowy prawnik. Tak przynajmniej s(cid:261)dził jego syn. Teraz jednak było inaczej. Michał Ecken był wyra(cid:296)nie i zdenerwowany i zaniepokojony. — Adasiu, chod(cid:296) ze mn(cid:261), przyjechała policja, chc(cid:261) z tob(cid:261) rozmawiać. Pami(cid:266)taj, (cid:298)e je(cid:286)li nie chcesz, to nie musisz odpowiadać. Zrobiłe(cid:286) co(cid:286) złego? Je(cid:286)li tak, to nie odpowiadaj na (cid:298)adne pytania. B(cid:266)d(cid:266) przy rozmowie. Nie denerwuj si(cid:266), jestem z tob(cid:261). Jego syn był i przera(cid:298)ony, i zdziwiony. Przez my(cid:286)l przeszło mu to, (cid:298)e mo(cid:298)e b(cid:266)d(cid:261) pytać o wypadek. On sam był młody, mo(cid:298)e zna tego motocyklist(cid:266). Bo chyba nie podejrzewaj(cid:261) jego... W kuchni czekał na niego policjant. Postawny m(cid:266)(cid:298)czyzna, dobrze po czterdziestce, ubrany tak, jak latem chodz(cid:261) ubrani policjanci. — Panie Adamie — zacz(cid:261)ł — był pan dzisiaj w szpitalu u osoby poszkodowanej w wypadku. Czy zna pan t(cid:266) pani(cid:261)? — Nie, nie znam. Poszedłem tam po s(cid:261)siedzku. Wiedziałem o wypadku z gazety. Pomy(cid:286)lałem, (cid:298)e to mo(cid:298)e być dla niej miłe, jak kto(cid:286) z s(cid:261)siadów j(cid:261) odwiedzi. Mam teraz wakacje i du(cid:298)o wolnego czasu. Troch(cid:266) mi si(cid:266) nudzi. „Bo(cid:298)e, co za dzieciak — pomy(cid:286)lał jego ojciec. — Jeszcze b(cid:266)d(cid:261) podejrzewać, (cid:298)e spowodował wypadek”. — Rozumiem, a powiedz mi, czy ty masz mo(cid:298)e motocykl? — Nie, nie mam. Nie mam nawet prawa jazdy na motocykl. Na samochód tak(cid:298)e. Ale b(cid:266)d(cid:266) robił za rok. Ju(cid:298) troch(cid:266) umiem — pochwalił si(cid:266). Ojciec był coraz bardziej przera(cid:298)ony wylewno(cid:286)ci(cid:261) i szczero(cid:286)ci(cid:261) syna. Nic jednak nie mówił. Policjant, inspektor Trager, samodzielnie przeszedł na „ty” z Adamem. Jego pocz(cid:261)tkowa oficjalna forma gdzie(cid:286) znikła. Widać było, (cid:298)e miał coraz wi(cid:266)ksz(cid:261) przewag(cid:266) nad synem Eckenów. Ojciec cały czas uwa(cid:298)nie (cid:286)ledził rozmow(cid:266). Jako 17 prawnik, znany w mie(cid:286)cie adwokat, był wyczulony na wszelkie bł(cid:266)dy policji w ró(cid:298)nych nawet mało istotnych sprawach. Zauwa(cid:298)ył to drobne spoufalenie wobec jego syna, ale było to mało istotne i Ecken nie reagował. Dla policjanta rozmowa w towarzystwie prawnika nie była niczym nowym, ale była kr(cid:266)puj(cid:261)ca. Trager pilnował si(cid:266) bardziej ni(cid:298) zwykle. — A powiedz mi prosz(cid:266), Adamie — kontynuował nieoczekiwany go(cid:286)ć — co robiłe(cid:286) wieczorem dwa dni temu, we wtorek? — Panie inspektorze — wtr(cid:261)cił si(cid:266) do rozmowy ojciec Adama — czy pan podejrzewa mojego syna o spowodowanie wypadku? Mój syn powiedział, (cid:298)e nie ma motocykla i nie ma nawet prawa jazdy na (cid:298)aden pojazd. To zreszt(cid:261) łatwo mo(cid:298)ecie ustalić u siebie w komisariacie. Nie rozumiem sensu tych pyta(cid:276). One niczemu nie słu(cid:298)(cid:261). — Prosz(cid:266) pana — odezwał si(cid:266) policjant i skierował swój wzrok w stron(cid:266) Michała Eckena — pytam, czy pana syn był mo(cid:298)e gdzie(cid:286) w pobli(cid:298)u wypadku. Mo(cid:298)e widział kogo(cid:286). Młodzi ludzie cz(cid:266)sto wieczorami spaceruj(cid:261) po okolicy. I tyle. Prosz(cid:266) si(cid:266) nie denerwować. Nie rozumiem pa(cid:276)skich pretensji. Inspektor doskonale rozumiał Eckena. On sam byłby te(cid:298) zdenerwowany, gdyby kto(cid:286) przesłuchiwał jego dziecko. — Byłem w kinie — odpowiedział powoli młody człowiek, zerkaj(cid:261)c na swego ojca, jakby szukał w nim oparcia. — Wracałem około dwudziestej drugiej, ale nie widziałem (cid:298)adnego wypadku ani nikogo na motorze. — A wi(cid:266)c jednak moje pytanie nie było bezcelowe. — A wi(cid:266)c jednak co? — przerwał mu ojciec Adama. — Co pan insynuuje? — Po prostu pana syn był... jakby to powiedzieć... w pobli(cid:298)u miejsca zdarzenia i o podobnym czasie... Dziwi(cid:261) mnie te szpitalne odwiedziny. Ale to na razie tyle. Nikogo nie podejrzewamy, a ju(cid:298) na pewno nie ciebie — tu zwrócił si(cid:266) do młodego Eckena. — Ale byłe(cid:286) w szpitalu i twoje tłumaczenie, (cid:298)e chciałe(cid:286) odwiedzić kogo(cid:286) chorego jest... powiem szczerze... mało przekonuj(cid:261)ce. Mieszkasz te(cid:298) niedaleko miejsca zdarzenia i tyle. Aha, a czego si(cid:266) dowiedziałe(cid:286) od tej kobiety? Jest cudzoziemk(cid:261), ale dobrze zna nasz j(cid:266)zyk. Czy podała ci, jak si(cid:266) nazywa? — Nie — skłamał Adam. — To starsza ode mnie osoba i nie pytałem. W jego głosie było widoczne wahanie, które nie uszło uwagi inspektora policji. — Dobrze, niech tak b(cid:266)dzie — powiedział policjant i wstał. — Mam nadziej(cid:266), (cid:298)e wszystko pójdzie dobrze i wyja(cid:286)nimy t(cid:266) spraw(cid:266). 18 To powiedziawszy, podszedł do Adama i podał mu r(cid:266)k(cid:266). Podszedł te(cid:298) do jego ojca i z nim równie(cid:298) wymienił u(cid:286)cisk dłoni. Gdy inspektor wyszedł, do kuchni weszła matka. Nie uczestniczyła w rozmowie na wyra(cid:296)n(cid:261) pro(cid:286)b(cid:266) m(cid:266)(cid:298)a, który uwa(cid:298)ał, (cid:298)e mo(cid:298)e zdenerwować Adama i ten palnie jeszcze jakie(cid:286) głupstwo. Była zdenerwowana. Gdy weszła, patrzyła to na jednego, to na drugiego. W ko(cid:276)cu podeszła do syna i chwyciła go za r(cid:266)k(cid:266). Popatrzyła na m(cid:266)(cid:298)a — Co si(cid:266) stało? — spytała. — Czy Adam jest o co(cid:286) podejrzany? Co(cid:286) zrobiłe(cid:286) synku? — Twój synek niczego nie zrobił — odpowiedział ojciec. Wyra(cid:296)nie mniej zdenerwowany ni(cid:298) poprzednio. — Ale był na tyle niem(cid:261)dry, (cid:298)e poszedł do szpitala odwiedzić chor(cid:261)... to znaczy rann(cid:261) w wypadku kobiet(cid:266). Po co, nie wiem. Adam — tu zwrócił si(cid:266) do syna — jestem pewien, (cid:298)e co(cid:286) ukrywasz. Powiedz mi, dlaczego tam poszedłe(cid:286)? — Bo widzisz, ojcze, wydaje mi si(cid:266) to dziwne, (cid:298)e ta kobieta tu była o tak pó(cid:296)nej porze. Przecie(cid:298) powinna była być u kogo(cid:286), a ona mi powiedziała, (cid:298)e była tu na spacerze. To dziwne, (cid:298)e o tak pó(cid:296)nej porze tu była. Poza tym byłem jedyny u niej w szpitalu. Jak miała wypadek, to kto(cid:286) powinien zareagować. Wydaje mi si(cid:266), (cid:298)e ta Rumunka kłamie. My(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e ona u kogo(cid:286) była z wizyt(cid:261). Na pewno. Poza tym, uznałem, (cid:298)e jeste(cid:286)my s(cid:261)siadami i wypada, abym poszedł. Dlatego poszedłem. A to, co wiem, to od niej. — Mo(cid:298)e masz racj(cid:266) synu, ale nie zrób ju(cid:298) niczego głupiego. Wystarczy ju(cid:298) tego, co si(cid:266) stało. Nie jeste(cid:286) jakim(cid:286) detektywem. Nudzi ci si(cid:266). Za du(cid:298)o czytasz ksi(cid:261)(cid:298)ek kryminalnych. Aha... powiedz mi, czy naprawd(cid:266) nie widziałe(cid:286) tego wypadku? Je(cid:286)li by(cid:286) widział, to masz obowi(cid:261)zek powiadomić policj(cid:266). I nie id(cid:296) do szpitala. To tak, jakby(cid:286) si(cid:266) przyznał do winny. W sumie to nie dziwi(cid:266) si(cid:266) temu policjantowi. Byłe(cid:286) u ofiary wypadku i trudno, (cid:298)eby on nie chciał porozmawiać z tob(cid:261). My(cid:286)lałem Adamie, (cid:298)e jeste(cid:286) dojrzalszy. Nie po raz pierwszy rozczarowałem si(cid:266) tob(cid:261). — Naprawd(cid:266) tato, nic nie widziałem. — Synu — po dłu(cid:298)szym milczeniu odezwała si(cid:266) mama — nie zrób niczego głupiego. Ojciec ma racj(cid:266). To powa(cid:298)na sprawa, ten wypadek. Nie id(cid:296) ju(cid:298) do niej wi(cid:266)cej do szpitala. Zreszt(cid:261), ona podobno wychodzi za dwa dni. A ty — tu odezwała si(cid:266) do m(cid:266)(cid:298)a — przesta(cid:276) go wiecznie dołować. Nie post(cid:261)pił głupio, ma osiemna(cid:286)cie lat. 19 Michał Ecken spojrzał na (cid:298)on(cid:266) i nic nie powiedział. Adam po sko(cid:276)czonej rozmowie wrócił do swego pokoju. Zapewnił rodziców, (cid:298)e niczego ju(cid:298) nie zrobi w tej sprawie. Tak im powiedział. Jego zainteresowanie spraw(cid:261) jednak znacznie wzrosło. Coraz bardziej intrygowała go ta Rumunka. Co ona tu robiła? Nie mógł zrozumieć. Chciał jednak wiedzieć. Była ju(cid:298) godzina dwudziesta pierwsza. Było jeszcze do(cid:286)ć jasno. W ko(cid:276)cu był pocz(cid:261)tek lipca. Postanowił przej(cid:286)ć si(cid:266) po okolicy. Rodzicom, którzy po całym dzisiejszym zamieszaniu byli nieco zdenerwowani, o(cid:286)wiadczył, (cid:298)e potrzebuje troch(cid:266) (cid:286)wie(cid:298)ego powietrza. Zreszt(cid:261)... mo(cid:298)e wpadnie do Piotra z s(cid:261)siedztwa. Nie zmierzał tego zrobić. Postanowił tylko zobaczyć dwa miejsca. Ulic(cid:266), z której wyje(cid:298)d(cid:298)ał motocyklista, i miejsce wypadku. Krótka, licz(cid:261)ca zaledwie dwie(cid:286)cie metrów uliczka, z której wyje(cid:298)d(cid:298)ał jego zdaniem motocyklista, nic mu nie powiedziała. Nie znalazł tam nic, co pozwoliłoby mu ustalić, do kogo wieczorem dwa dni temu przyjechał sprawca wypadku. Wyeliminował kilka domów. Mieszkali tam raczej starzy ludzie i do nich nikt taki pewnie by nie przyje(cid:298)d(cid:298)ał. Nic jednak nie osi(cid:261)gn(cid:261)ł. Poszedł dalej tam, gdzie miało miejsce całe zdarzenie. Ta ulica była inna, zabudowana na pocz(cid:261)tku do(cid:286)ć starymi domami, w których o tej porze nie (cid:286)wieciło si(cid:266) (cid:298)adne (cid:286)wiatło. Było jeszcze jasno i Adam postanowił troch(cid:266) pospacerować i poczekać na to, a(cid:298) si(cid:266) (cid:286)ciemni. Przez ten czas mo(cid:298)e co(cid:286) zobaczy, co go przybli(cid:298)y do rozwi(cid:261)zania jednej z dwóch zagadek. Okolica była bardzo ró(cid:298)norodna. Stare domy, znajduj(cid:261)ce si(cid:266) przewa(cid:298)nie na du(cid:298)ych parcelach były zdecydowanie zniszczone. Mieszka(cid:276)cy albo nie mieli (cid:286)rodków, albo te(cid:298) ulegli sile przyzwyczajenia i nie remontowali swoich posesji. Jeden z domów wydawał si(cid:266) nawet nie zamieszkany. Nie było to jednak prawd(cid:261), gdy(cid:298) zza ogrodzenia dobiegło go szczekanie psa. Nowe budynki znajdowały si(cid:266) na wypiel(cid:266)gnowanych trawnikach, (cid:286)wiadcz(cid:261)cych o zamo(cid:298)no(cid:286)ci wła(cid:286)cicieli. Adam spacerował tak ju(cid:298) prawie dwadzie(cid:286)cia minut. Było coraz ciemniej i w niektórych oknach pojawiły si(cid:266) pierwsze (cid:286)wiatła. Postanowił wrócić na miejsce wypadku. Ale zanim to zrobił, przeszedł na druga stron(cid:266) ulicy. Domy, które podobnie jak dom jego rodziców, były prawie nowe, liczyły co najwy(cid:298)ej dziesi(cid:266)ć lat i w wi(cid:266)kszo(cid:286)ci pochodziły z pó(cid:296)nych lat dziewi(cid:266)ćdziesi(cid:261)tych. Ich ogrodzenia stanowiły przewa(cid:298)nie wysokie parkany, utrudniaj(cid:261)ce ciekawskim mo(cid:298)liwo(cid:286)ć zajrzenia do wewn(cid:261)trz ogrodu. Adam miał zatem utrudnione zadanie. 20 Przechodz(cid:261)c koło domów, Adam mógł dostrzec idealnie przystrzy(cid:298)one trawniki, zadbane nawet te przed ogrodzeniem. Były w pewnym sensie wizytówk(cid:261) gospodarzy poszczególnych posesji. Wsz(cid:266)dzie był widoczny porz(cid:261)dek. (cid:297)adnych (cid:286)mieci, (cid:298)adnego niedopałka papierosów. Ka(cid:298)de ewentualne niedoskonało(cid:286)ci były zauwa(cid:298)alne gołym okiem. Id(cid:261)c w kierunku ulicy Wi(cid:286)niowej, skierował swój wzrok na uliczny kubeł na (cid:286)mieci. Był pełen. Za bardzo. Gdy wczoraj był tutaj, nie zauwa(cid:298)ył tego. Oczywi(cid:286)cie, nie rozgl(cid:261)dał si(cid:266) za (cid:286)mietnikami, ale pewnie taki widok w tak schludnej okolicy przykułby jego uwag(cid:266). Teraz było ciemno. Mało kto tu spacerował. „(cid:285)mieci zabieraj(cid:261) wcze(cid:286)nie rano. Mało kto to zauwa(cid:298)y” — pomy(cid:286)lał. Instynktownie podszedł do kubła. Wypełniony był kawałkami gazet. Adam si(cid:266)gn(cid:261)ł po pierwsz(cid:261) z brzegu. Nie była to jednak miejscowa gazeta. Była wydawana za granic(cid:261). Nie potrafił zidentyfikować gdzie. Zreszt(cid:261), tu na ulicy nie było za bardzo czasu na szukanie nazwy wydawcy. Jedno było pewne — była zagraniczna. Wydawana na gorszym papierze ni(cid:298) miejscowe. Adam starannie j(cid:261) zło(cid:298)ył w mniejszy format i zabrał ze sob(cid:261). Była ju(cid:298) mocno pognieciona, ale schował j(cid:261) do kieszeni. „Nie wygl(cid:261)da to elegancko, ale trudno” — stwierdził. Skierował si(cid:266) w stron(cid:266) do domu. Po kilkudziesi(cid:266)ciu metrach zawrócił jednak. Tylko po to, by ponownie zanurkować w koszu. Szukał dalej. I znalazł. Jakkolwiek nie mógł być pewien, czy jego tok my(cid:286)lenia jest słuszny, to jednak było du(cid:298)e prawdopodobie(cid:276)stwo, (cid:298)e tak. W ko(cid:276)cu to, co wyci(cid:261)gn(cid:261)ł, znajdowało si(cid:266) w tej samej mlecznobiałej reklamówce, typowej dla okolicznych sklepów. Była to koperta z adresem i nazwiskiem. List z elektrowni. „Pewnie rachunek” — pomy(cid:286)lał. Numer domu był mu nieznany. Nazwisko tak(cid:298)e. Jednak sama ulica tak. Ulica D(cid:266)bowego Lasu znajdowała si(cid:266) niedaleko. Jakie(cid:286) sto metrów wcze(cid:286)niej. Domu nie pami(cid:266)tał, jednak od razu skojarzył, (cid:298)e le(cid:298)(cid:261)ca w szpitalu Angela mogła wracać t(cid:261) drog(cid:261) do przystanku, gdyby tam była. Było ju(cid:298) par(cid:266) minu
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Adam Ecken
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: