Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00230 004579 13085450 na godz. na dobę w sumie
Adventure - ebook/pdf
Adventure - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 224
Wydawca: National Geographic Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7596-353-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> przewodniki >> podróże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Jak nazwać to coś w człowieku, co go pcha w nieznane i każe wytyczać własny szlak? Czy to ciekawość świata, głód adrenaliny, pragnienie przygody i życia na wyższych obrotach? A może wszystko razem? Odpowiedzi możesz znaleźć w tej książce. Oto trzymasz w ręku zbiór opowieści o wyprawach w różne zakątki ziemi, często trudno dostępne z powodów klimatycznych, geograficznych, politycznych. Ich uczestnicy mają świadomość, że nie będzie lekko, że może nawet posmakują ekstremum, ale niczego ten fakt nie zmienia. Wręcz przeciwnie, im trudniej - tym ciekawiej, tym większa satysfakcja później. Przedzierają się przez tropikalne puszcze, przemierzają pustynie, zdobywają szczyty i lodowce. Ile osób, tyle pomysłów na eksplorację świata. A jak wiadomo pomysłowość ludzka nie zna granic.
Przeczytaj o fascynujących wyprawach polskich podróżników:
- Przeprawa przez Puszczę Minkebe w Gabonie
- Autostopem dookoła świata
- Wspinaczka na Grenlandii
- Wyprawa szlakiem solnym w Mali
- Patagonia rowerem, na nartach, kajakiem
- Polowanie na zorzę polarną
- Wizyta w krainie Dogonów w Mali
- Trekking na najwyższy szczyt Atlasu Wysokiego w Maroko
- Czarne chmury nad Afganistanem
- Wyścig po koronę gór Polski
- Z dzieckiem w hawajskich jaskiniach
- Tratwą po Wiśle - Na desce z Elbrusa
- Nowe szlaki w Himalajach
- Rowerem przez Chiny, Laos, Wietnam i Kambodżę
- Kajakiem po norweskich fiordach
- Wolontariat w puszczy gwinejskiej

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

17 17 1717 NNIEIEsAMOWIT CH171717171717171717171717 NIEsAMOWITyCH IENIEIENIEIENIEIEsIEsAMOWIT NIEsAMOWITyCH IEsAMOWIT CH AMOWITyCH AMOWITCH AMOWITyCH AMOWITCHCHyCHCHyCHCHCHCHCHCHCHCHCHCH IEAMOWIT IEsIEsAMOWIT IEAMOWIT AMOWIT sAMOWIT AMOWIT sAMOWIT AMOWIT AMOWITy AMOWIT AMOWITy AMOWIT AMOWIT AMOWIT AMOWIT WyPRAW WyPRAW PRAWPRAW W PRAW WWWWyWyPRAWWPRAWPRAWyPRAWPRAW PRAW pieszo przez puszczę Gabonu pieszo przez puszczę Gabonu pieszo przez puszczę Gabonu pieszo przez puszczę Gabonu pieszo przez puszczę Gabonu pieszo przez puszczę Gabonu pieszo przez puszczę Gabonu na wielbłądach po białe złoto Mali na wielbłądach po białe złoto Mali na wielbłądach po białe złoto Mali na wielbłądach po białe złoto Mali na wielbłądach po białe złoto Mali na wielbłądach po białe złoto Mali na wielbłądach po białe złoto Mali na wielbłądach po białe złoto Mali na wielbłądach po białe złoto Mali do Rosji po zorzę polarną do Rosji po zorzę polarną do Rosji po zorzę polarną do Rosji po zorzę polarną do Rosji po zorzę polarną do Rosji po zorzę polarną do Rosji po zorzę polarną z dzieckiem w jaskiniach Hawajów z dzieckiem w jaskiniach Hawajów z dzieckiem w jaskiniach Hawajów z dzieckiem w jaskiniach Hawajów z dzieckiem w jaskiniach Hawajów z dzieckiem w jaskiniach Hawajów z dzieckiem w jaskiniach Hawajów z dzieckiem w jaskiniach Hawajów z dzieckiem w jaskiniach Hawajów rowerem przez Chiny rowerem przez Chiny rowerem przez Chiny rowerem przez Chiny rowerem przez Chiny rowerem przez Chiny rowerem przez Chiny i innych i innych i innych i innych i innych i innych i innych 11-09-21 12:46 2 aDVENTURE 3 6 aDVENTURE 7 8 17NIESAMOWITYCH WYPRAW 9 10 PrzePrawa Przez Puszczę MinkÉbÉ w Gabonie autostoPeM dookoła świata wsPinaczka na Grenlandii wyPrawa szlakieM solnyM w Mali z dzieckieM w hawajskich jaskiniach trekkinG na najwyższy szczyt atlasu wysokieGo w Maroku Polowanie na zorzę Polarną nowe szlaki w hiMalajach czarne chMury nad afGanistaneM tratwą Po wiśle na desce z elbrusa PataGonia rowereM, na nartach, kajakieM wyściG Po koronę Gór Polski rowereM Przez chiny, laos, wietnaM i kaMbodżę wizyta w krainie doGonów w Mali kajakieM Po norweskich fiordach wolontariat w Puszczy Gwinejskiej 11 Najwyższe miejsce na świecie – Mount Everest, 8850 m n.p.m. z d j ę c i e Dariusz załuski 12 Jakie słowo najlepiej oddaje moją wizję świata? ADVENTURE! Zawiera w sobie Przygodę, Wolność, Niezależność i zmusza do nieustannego przesuwania Granicy Własnych Możliwości, ale też – Granicy Poznania Świata… Uwielbiam szaleńców, którzy twierdzą, że „niemożliwe nie istnieje”, i po prostu rzucają się w wir kolejnych wypraw, które pozwalają nam wszystkim zobaczyć, jak wyglądają niezbadane dotychczas krańce naszego globu… Takich zwariowanych ludzi jest, na szczęście, coraz więcej – dzięki temu stale mamy o kim pisać na łamach National Geographic Traveler! Teraz zbieramy ich opowieści w wydaniu książkowym. Tym razem publikujemy opis fascynującej przeprawy przez Puszczę Minkébé w Gabonie, kulisy zjazdu na desce snowboardowej z najwyższego szczytu Kaukazu czy relację ze wspinaczki na najwyższy klif świata. Te historie inspirują mnie do nieustannego przesuwania własnego horyzontu… Naszym czytelnikom polecam to samo, a wtedy (kto wie?!) może napiszemy i o Was? 13 wstęp gabon – Słyszysz? On tu jest – szept Tomka budzi mnie koło północy. – Niemożliwe. Boją się ognia – mamroczę w odpowiedzi. – Nic nie słyszę. Głośny pomruk za cienką ścianką namiotu oznacza jedno: ewakuację! TEKST: ANDRZEJ MUSZYŃSKI ZDJĘCIA: TOMEK GOLA minkébé marsz przez puszczęgabonu marsz przez puszczęgabonu marsz przez puszczęexpedition ANDRZEJ MUSZYŃSKI – podróżnik, reporter, były prawnik. Organizuje i prowa- dzi wyprawy i ekspedycje. www.wyprawyzreporte- rem.pl PAWEŁ WOJTYSZYN – rocznik ’79. Jego pasja to wagabundo.pl, czyli włó- czenie się po Czarnym Lą- dzie i kolekcjonowanie sztu- ki afrykańskiej. TOMEK GOLA – rocznik ’78, absolwent SGH w War- szawie, fotograf, pilot wycie- czek zagranicznych i paralot- ni, z zamiłowania narciarz. www.fi kcja.pl Rozległe polany zwane bai są siedliskiem pytonów. Dźwięki suwaków rozpinanych w nerwowym pośpiechu, trzask, cmoka- nie naszego tragarza Nestora bez wątpienia oznaczające sygnał do ucieczki, chaos, strach, bieganina i kompletna ciemność. Jest nów. Boso, w samej bieliźnie ucie- kamy w głąb dżungli, rozcinając sobie stopy. Któryś z Pigmejów pierwszy zbliża się do paleniska, roznieca ogień. Zza pni wychylają się dobrze widoczne w blasku płomieni wystraszone twarze. Siedzimy pół godziny przy ognisku. Nagle krzyk Augustina, trzask i kolejna ewakuacja. Słoń przebiegł przez gęste krzaki tuż koło obozu. Nie bał się ognia. Dopiero wtedy przypominam sobie relację z Megatran- sectu – szaleńczej ekspedycji amerykańskiego ekologa Michaela Faya przez rów- nikowe puszcze Kotliny Konga – o słoniu przewalającym się niczym pociąg towarowy przez obozowisko i o ranach odniesionych przez Faya. Zrozumiałem, że popełniliśmy kardynalny błąd – rozbiliśmy się na mukongo, ścieżce sło- ni. Od tej chwili nasza wyprawa przez puszcze Gabonu, do której zainspirował nas Megatransect, nabiera innego wymiaru. 16 ADVENTURE gabon gabon Minkébé to nazwa jednej z najbardziej dziewiczych, najmniej poznanych, spektakularnych puszcz równikowych świata. Wiele ze- społów przyrodników eksplorowało jej południowe krańce, koncentrując się na rejonie inselbergów – kopulastych granitowych wzgórz wynurzających się z morza zieleni. My chcemy przejść całą puszczę. Naszą Minkébé Expedition rozpoczęliśmy 13 lipca 2008 r., wylatując do Libreville, stolicy Gabonu. Tam czas pochłonęły nam załatwianie dokumentów, laminowanie map i liczne spotkania: z Jurkiem Flisem – misjonarzem i tłuma- czem, z polskim konsulem honorowym w Gabonie – Andrzejem Dębskim, oraz przedstawicielami WWF-u. – To nie węże są największym zagrożeniem. Czarną mambę bardzo trudno spotkać, żmija gabońska nie atakuje niesprowokowana. Przez 11 lat mojej pra- cy nie zdarzyło się żadne ukąszenie. Musicie być za to wyjątkowo ostrożni przy spotkaniach ze słoniami – Pauwel den Wachter, z którym korespondowaliśmy na długo przed przylotem, wspierał nas bezcennymi informacjami i radami, goszcząc naszą trójkę w siedzibie WWF-u. 1717 – Myślisz, że zobaczymy słonie? – upewnialiśmy się. – Minkébé zamieszkuje największa populacja w całej Afryce, prawdo- podobnie 30 tys. osobników – odpowiedział wpatrzony w rozłożone na biurku mapy. – I nie zapominajcie o mrówkach. W razie ataku uciekajcie za wodę – dodał bezbarwnym tonem. Przygotowania do wyprawy zaczęliśmy pół roku wcześniej. Analizowaliśmy skąpą literaturę o Minkébé, wysyłaliśmy niezliczone maile, wreszcie odbyliśmy długą wizytę w siedzibie Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie, które udostępniło swe archiwa i wystawiło nam list rekomendacyjny – niezwykle pomocny przy ubieganiu się o pozwolenia na działania na terenie Parku Narodowego Minkébé. Po kilku intensywnych dniach w Libreville pojechaliśmy z naszym ekwipunkiem do Oyem oddalonego ok. 400 km od stolicy. Czerwona, zakurzona, wyboista droga przebija się przez dżunglę pokrywającą trzy czwarte powierzchni kraju. Księżyc oświetlał rzędy mijanych przez nas ciężarówek załadowanych monstrualnymi pniami. Drewno to po ropie główny towar eksportowy Gabonu, przy którego pozyskiwaniu znajduje zatrudnienie co czwarty mieszkaniec tego półtoramilionowego kraju. W Oyem nasza wyprawa stanęła pod poważnym znakiem zapy- tania. Konserwator Parku Narodowego Minkébé, od którego zależało wydanie finalnych pozwoleń, zakwestionował ważność naszych dokumentów. Tyle wysiłku na marne? Po długich negocjacjach telefon do ministerstwa wyjaśnił wątpliwości. Mogliśmy jechać do Minvoul, ostatniego miasteczka przed parkiem. Zawsze chciałem zobaczyć taką afrykańską prowincję. W Minvoul ulice były rozświetlone jaskrawymi żółtymi, niebieskimi i czerwonymi światłami. To one tworzą nocny krajobraz gabońskich miast. Zewsząd dobiegało wściekłe dudnienie – Afryka nie byłaby Afryką bez głośnej, natarczywej muzyki. Kobiety wystawiały garkuchnie, wydobywający się z nich gęsty dym słał się po ulicy. Zbliżała się noc, dżungla zaczy- nała swój koncert. Miasteczko jest znane w Gabonie jako ośrodek medycyny ludowej, w którym stosuje się święty korzeń ibogi. Ten niezwykle mocny narkotyk powoduje halucynacje i, w co wierzą wyznawcy rozpowszechnionego tu kultu Bwiti, pomaga skontaktować się z duchami przod- 18 ADVENTURE gabon Do nawigacji służą sowieckie mapy, kompas i GPS. ków, dotrzeć do najdalszych zakamarków podświadomości i zacząć żyć, respektu- jąc duchy i moce lasu. W Minvoul nieczęsto pojawiają się biali, toteż wieść o naszym przyby- ciu lotem błyskawicy obiegła miejscowość. Dopadł nas lokalny przedstawiciel WWF-u, który już wszystko wiedział, więc nic nie musieliśmy mu tłumaczyć. Stwierdził, że pomoże nam się uporać z priorytetowym zadaniem, jakim jest skompletowanie zespołu dobrych tragarzy – silnych, wytrzymałych, cierpliwych, pracowitych i znających puszczę. Mnożyły się pytania: Ile kilometrów dziennie zdołamy pokonać? Ilu tragarzy potrzebujemy? Ile żywności? Nikt nie potrafił roz- wiązać podstawowych i zarazem najtrudniejszych zagadek logistycznych i aprowi- zacyjnych. W miejscowej auberge (schronisku), gdzie nocowaliśmy, rozłożyliśmy i sprawdziliśmy sprzęt. Zrobiliśmy ostatnie zakupy na bazarze i przejrzeliśmy pro- wiant, który miał wystarczyć na 20 dni. Zapadła też decyzja – pójdzie z nami sześciu tragarzy: dwóch Bantu, a więc Beatrox i Mepst, oraz czterech Pigmejów: Alex, Nestor, Augustine i Pepe. Z naszymi nowymi towarzyszami wyprawy umówiliśmy się następnego dnia 19 Skończyło się mukongo – ścieżka słoni. Walczymy z chaszczami, a także z głodem i wycieńczeniem. 20 ADVENTURE gabon o ósmej rano. Plan marszu był następujący – z Minvoul, położonego na skraju pusz- czy, będziemy się kierować na południowy wschód przez inselbergi do Débarcadère Point na rzece Oua. Stamtąd spłyniemy pirogami do miejscowości Makokou. W linii prostej wynosi to ok. 195 km. Ile będzie w rzeczywistości? Nie wiadomo. O ustalonej godzinie nie było nikogo. Po chwili pojawili się Beatrox i Mepst, ale zaraz zniknęli w poszukiwaniu reszty. Poprzedniego dnia tragarze do- stali zaliczkę i po prostu pili w barze. Przyszli kompletnie pijani. Przerażała mnie myśl o 20-dniowym marszu przez dżunglę z niesubordynowanymi Pigmejami. Pierwszego dnia dotarliśmy do osady Bituga. O jej istnieniu dowiedzieli- śmy się dopiero w Minvoul, bo nie zaznaczono jej na żadnych dostępnych nam wcześniej mapach. Dojścia do wsi broniła szeroko rozlana Ntem, którą musieli- śmy przepłynąć dłubankami. Owe pół godziny miarowego wiosłowania okazało się rodzajem preludium dobitnie uświadamiającym mi, w co się pchamy. Piro- gi były tak niestabilne, że najmniejszy ruch groził zatopieniem naszego cennego ekwipunku. – Nie możesz zrobić tego później? – cedził przez zęby Tomek siedzący za mną z aparatem w ręku, gdy drapiąc się po głowie, uruchomiłem prawdziwą wod- ną huśtawkę. Bituga okazała się skupiskiem kilku prymitywnych chat otoczonych gę- stwiną lasu wdzierającą się na ściany domostw. – Czy możemy kupić trochę manioku i jakieś mięso dla całej grupy? – pytaliśmy naczelnika. – Nie mają nic na sprzedaż – tłumaczył Beatrox. – To co jedzą? – dopytywałem się. Po chwili zobaczyłem kosz wypeł- niony wielkimi pędrakami. W końcu udało nam się kupić indyka. Wieczorem mieszkańcy urządzili rytualne tańce mające przynieść pomyślność ekspedycji. Nad ogniem wpadali w trans, dźwięk bębnów niósł się po dżungli, a horyzont rozświetlały błyskawice. Gdy wzeszedł księżyc, Pigmeje rozeszli się do domów. Wstajemy o świcie, czasami wcześniej. Rozniecamy ognisko i przygotowujemy śniadanie – ryż, makaron, kuskus, sardynki z puszki i sos czekoladowy. Przez pierwsze kilka dni jemy też korzenie manioku. Poza tym mamy 6 kg fu fu – mąki maniokowej, a także: suszone ryby, trochę ciastek, przyprawy, trzy puszki mięsa, worek 21 fasoli, budynie, kisiel, kawę, herbatę, cukier. Dziennie pokonujemy średnio 6 km. Odpowiadam za nawigację. Pierwszy idzie maczeter, za nim ja z GPS-em i mapa- mi. Pod koniec dnia mamy siebie nawzajem dość – on moich ciągłych komend, ja jego usprawiedliwianych pomyłek w wyborze drogi. Za nami podąża reszta grupy, którą trudno utrzymać w zwartej kolumnie, głównie ze względu na z natury nie- zdyscyplinowanych i chadzających własnymi ścieżkami Pigmejów. Czasem cały dzień brniemy przez gęstwinę monstrualnych traw, w których nie ma czym oddychać. Nieraz po wyjściu z jednego bagna, gdzie grzęźniemy po pas z ciężkimi bagażami na plecach, wchodzimy w kolejne grzęzawisko. Nie ma drzew, za którymi można by się ukryć w razie spotkania słoni. – Aleks, mukongo! – krzyczę poirytowany, gdy ten utyka w kolejnych chaszczach rozrywających ekwipunek, ubrania i skórę. Mukongo to słowo klucz, najczęściej powtarzany wyraz podczas tej wy- prawy. W języku baka oznacza ścieżkę słoni. W Minkébé tworzą one gęstą sieć leśnych „autostrad”. Gdy korzystamy z mukongo, nie musimy tak często uży- wać maczet. Plecaki zrzucamy koło 15.00. Wszyscy są już wykończeni. Zwy- kle godzinę zajmuje nam wycięcie polanki pod obóz, po czym Pigmeje strugają w okamgnieniu ławki i pale, nad kuchnią rozwieszamy obszerną płachtę i długo siedzimy przy ogniu. Śpimy w namiotach. Pierwszego dnia napotykamy na dro- dze kilka szałasów, w jakich Pigmeje przebywają podczas polowań. – Poznaję to miejsce – mówi Pepe. – Tu się wychowałem. Pepe wrócił do domu. Na początku jedynie słyszymy szelesty w krzakach, ale po dwóch dniach regularnie dostrzegamy świeże tropy słoni. Puszcze Gabonu za- mieszkuje słoń afrykański leśny – mniejszy i ciemniejszy, z bardziej okrągłymi mieszkuje słoń afrykański leśny – mniejszy i ciemniejszy, z bardziej okrągłymi uszami niż jego pobratymiec z sawanny. Oba gatunki (dla niektórych podgatunki) różnią się też ciosami, które u słonia leśnego są skierowane bardziej do dołu. Spotykamy je niemal codziennie. Poruszają się zaska- kująco cicho. Po ostrzegawczym krzyku maczetera grupa natychmiast się rozpierzcha. Zwierzęta zwykle odchodzą, zostawiając nas w spokoju. Ale gdy atakują, poziom adrenaliny osiąga maksimum. Pewnego razu, Ale gdy atakują, poziom adrenaliny osiąga maksimum. Pewnego razu, siedząc w obozowisku, słyszymy dobiegające z lasu krzyki i przeraźliwy skowyt, przypominający ryk pantery. Mylimy się co do źródła dźwię- ku. Przerażone twarze wracających do obozu Pigmejów mówią same za 22 ADVENTURE gabon
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Adventure
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: