Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00070 006718 13591744 na godz. na dobę w sumie
Ajurwedyjski detoks. Naukowo potwierdzony 4-stopniowy program na stany zapalne, zdrowie jelit, ciała i umysłu - ebook/pdf
Ajurwedyjski detoks. Naukowo potwierdzony 4-stopniowy program na stany zapalne, zdrowie jelit, ciała i umysłu - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 344
Wydawca: Vital Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-65846-31-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> zdrowie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Autorka prezentuje unikalny program przywracania zdrowia mózgu oraz jelit przy jednoczesnym minimalizowaniu liczby zbędnych kilogramów. Proponuje drobne zmiany w stylu życia: wprowadzenie ajurwedyjskich ziół i herbat oraz relaksującą medytację. Udowadnia, że nadmierna masa ciała jest wynikiem zalegających toksyn i stanów zapalnych w organizmie. Przedstawia też skuteczne metody leczenia choroby Alzheimera, Parkinsona czy stwardnienia rozsianego. Dzięki tej książce dowiesz się czym jest uzależnienie od żywności i sobie z nim poradzisz. Nauczysz się zwalczać swoje pragnienia i będziesz mieć więcej energii. Poradzisz sobie ze stresem, lękami i depresją. Pożegnasz się z migrenami i bólem stawów. Twoje ciało z wdzięcznością przyjmie nowy styl życia czyniąc Cię szczęśliwszym. 4 kroki do zdrowia.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Redakcja: Magdalena Madura Skład: Anna Płotko PRojekt okładki: Anna Płotko tłumaczenie: Katarzyna Zielińska koRekta: Daria Wolska Wydanie I BIAŁYSTOK 2018 ISBN 978-83-65846-31-0 Tytuł oryginału: The Prime: Prepare and Repair your Body for Spontaneous Weight Loss Copyright © 2016 by Kulreet Chaudhary The Prime: Prepare and Repair your Body for Spontaneous Weight Loss This translation published by arrangement with Harmony Books, an imprint of the Crown Publishing Group, a division of Penguin Random House LLC © Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Vital, Białystok 2016 All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form. Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich. Książka ta zawiera porady i informacje odnoszące się do opieki zdrowotnej. Nie powinny one jednak zastępować porady lekarza ani dietetyka. Jeśli podejrzewasz u siebie problemy zdrowotne lub wiesz o nich, powinieneś skonsultować się z lekarzem zanim rozpoczniesz jakikolwiek program poprawy zdrowia czy leczenia. Dołożono wszelkich starań, aby informacje zaprezentowane w tej książce były rzetelne i aktualne podczas daty jej publikacji. Wydawca i autor nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek skutki dla zdrowia mogące wystąpić w wyniku stosowania zaprezentowanych w książce metod. 15-762 Białystok ul. Antoniuk Fabr. 55/24 85 662 92 67 – redakcja 85 654 78 06 – sekretariat 85 653 13 03 – dział handlowy – hurt 85 654 78 35 – www.vitalni24.pl – detal strona wydawnictwa: www.wydawnictwovital.pl sklep firmowy: Białystok, ul. Antoniuk Fabr. 55/20 Więcej informacji znajdziesz na portalu www.odzywianie24.pl PRINTED IN POLAND Om Namo Narayani SPIS TREŚCI CZĘŚĆ PIERWSZA Programowanie zwrotne zwyczajów żywieniowych WSTĘP: Dojrzewanie neurologa ............................... 15 Rozdział 1: Robisz to na odwrót .................................... 35 Rozdział 2: To nie jest zwykły detoks ............................ 55 CZĘŚĆ DRUGA Naukowe podstawy Ajurwedyjskiego detoksu Rozdział 3: Neuroadaptacja, uzależnienie od jedzenia Rozdział 4: Nie chodzi o to, co jesz, Rozdział 5: Nieszczelny mózg: odkrywanie połączenia i twój mózg ................................................. 73 tylko o to co trawisz .................................... 93 między mózgiem i żołądkiem ...................... 117 CZĘŚĆ TRZECIA Przygotowanie Rozdział 6: Cztery etapy ............................................... 139 ETAP PIERWSZY: Uruchom biochemiczną zmianę ....... 147 Pokonaj zachcianki ETAP DRUGI: (bez siły woli) .................................. 165 ETAP TRZECI: Rozpal energię i spal tłuszcz ............. 185 ETAP CZWARTY: Biologiczne hakowanie przyzwyczajeń 199 Rozdział 7: Życie przygotowanego ................................ 213 CZĘŚĆ CZWARTA Sekrety super przygotowanych Rozdział 8: Starożytna wiedza o jedzeniu Rozdział 9: Poznaj swój typ organizmu i odżywiaj się w zgodzie z nim ..................... 261 Rozdział 10: Mądrości ajurwedy na resztę życia ............... 293 dla współczesnego świata ............................ 223 Źródła ............................................................................. 313 Bibliografia ...................................................................... 327 Materiały ......................................................................... 339 Podziękowania ................................................................. 341 O Autorce ....................................................................... 343 To, co jesz, staje się twoim umysłem. Twój umysł jest taki jak twój pokarm. Przysłowie ajurwedyjskie DO CZYTELNIKÓW Ta książka została napisana w celach informacyjnych i nie może zastąpić porady i  opieki lekarza. Podobnie jak w  przypadku wszelkich nowych diet i ćwiczeń ten program można wprowa- dzić w życie tylko po konsultacji z lekarzem, by upewnić się, że jest odpowiedni dla indywidualnych potrzeb. Potrzeby żywie- niowe są różne dla każdej osoby, w zależności od wieku, płci, stanu zdrowia, lekarstw i diety. Z tego programu NIE powinny korzystać kobiety w ciąży oraz karmiące piersią. Autor i wydaw- ca nie są odpowiedzialni za niekorzystne rezultaty zastosowania metod i informacji zawartych w niniejszej książce. 11 CZĘŚĆ PIERWSZA PROGRAMOWANIE ZWROTNE ZWYCZAJÓW ŻYWIENIOWYCH WSTĘP DOJRZEWANIE NEUROLOGA Mój dziadek był lekarzem w dużej społeczności w okolicy miasta Ludhijana w  Indiach. Kochałam i  podziwiałam mojego dziadka i już jako dziecko wiedziałam, że chcę pójść w  jego ślady. Po udzielonym niedawno wywiadzie doznałam olśnienia – uprawiam medycynę w taki sam sposób jak on. Ale nie zawsze tak było. Życie w Indiach w latach siedemdziesiątych wyglądało zupeł- nie inaczej niż we współczesnych Stanach Zjednoczonych. Bę- dąc miejskim lekarzem, mój dziadek bardzo poważnie traktował swoją pozycję opiekuna społeczności. Między nim i pacjentami istniało partnerstwo. Kiedy ktoś się rozchorował i przychodził na wizytę do mojego dziadka, on już wiedział wiele na temat zdrowia, historii i życia pacjenta. Zazwyczaj znał też jego ro- dziców, dziadków i dzieci. Rozumiał ich życie. Stworzył kocha- jącą więź ze społecznością, a  ta więź pozwalała mu wpływać na zdrowie całej rodziny przez lata. Nie oferował usługi tylko uzdrawiający związek. 15 Jako dziecko byłam ulubienicą dziadka. Byłam jego pierw- szą wnuczką i byliśmy mocno związani. Do moich czwartych urodzin opiekował się mną w  ciągu dnia i  zabierał mnie do pracy. Nadal mam przed oczami obrazy dziadka w jego małej przychodni, kiedy zajmował się pacjentami. Panowała tam at- mosfera miłości i wsparcia. Bywał surowy, kiedy było trzeba, bo zależało mu na zdrowiu pacjentów, a oni nie zawsze słuchali zaleceń, ale jego surowość wynikała z miłości. Czasami ludzie mu płacili, a czasami nie mogli i to nigdy nie był problem. To ukształtowało moją wizję opieki lekarskiej bardziej niż wszyst- ko, czego nauczyłam się na studiach. Później przeprowadziliśmy się do Ameryki. Cierpiałam, kiedy musiałam opuścić dziadka, rodzinę i społeczność, która mnie wychowała, ale moi rodzice cieszyli się z nowych moż- liwości. Pragnęli spełnienia amerykańskiego snu i spodziewali się lepszego życia. W Indiach ludzie wyobrażają sobie Amerykę jako cudowną, ekscytującą i pełną możliwości, ale ja nadal pa- miętam poczucie utraty korzeni. Moi rodzice chcieli się dostosować. Zabrali mnie i  moją siostrę na drugi brzeg oceanu i  rozpoczęliśmy życie w  połu- dniowej Kalifornii. Moja matka była terapeutką, a ojciec in- żynierem elektrykiem. Mimo że moja rodzina odrzuciła część naszych zwyczajów (na przykład nasza tradycyjna hinduska ro- dzina złożona z rodziców, dziadków, wujów i ciotek była teraz rozdarta między dwoma kontynentami), nadal korzystaliśmy z medycyny ajurwedyjskiej. To nie było nic nadzwyczajnego, po prostu część stylu życia. Mimo że mój dziadek uczył się też medycyny zachodniej, w naszej kulturze łączy się „medycynę życia” z zachodnim leczeniem. Jeśli ktoś był bardzo chory, to dostawał lekarstwo, ale pierwszym krokiem zawsze była rada, co powinien zmienić w sposobie życia. Celem nie było fasze- rowanie nikogo lekami, tak jak jest teraz w USA. Po przepro- 16 Ajurwedyjski detoks wadzce nadal prowadziliśmy zdrowy styl życia, włączając w to sposób jedzenia. Oczywiście, poznaliśmy parę amerykańskich dań, ale nasze codzienne posiłki miały korzenie w  indyjskiej kuchni. Przy- prawy, których używaliśmy, które teraz uznawane są za część ajurwedy, były dla nas częścią codziennych dań. Używaliśmy kurkumy, kminu, kolendry, kopru włoskiego, imbiru i owoców Amli. Nadal czasami czuję się dziwnie, gdy wypisuję „receptę” na coś, co znam z rodzinnego stołu. Wtedy nie wiedziałam, że jedząc te potrawy, zwalczaliśmy cukrzycę, raka i otyłość. Z  drobnymi dolegliwościami radziliśmy sobie również w ajurwedyjski sposób, choć wtedy nie wiedziałam, że tak to można nazwać. Na przykład, jeśli miałam zapalenie ucha, rodzi- ce używali oleju czosnkowego, który był tak właściwie olejem sezamowym z ząbkami czosnku. Na zapalenie oskrzeli podawali nam kurkumę z miodem. To była pierwsza linia obrony, zanim pomyśleliśmy o antybiotykach. W dzieciństwie rzadko dosta- wałam antybiotyki, bo nasze domowe leki były tak skuteczne. Kolejny ajurwedyjski koncept, jaki stosowaliśmy, to porcjo- wanie posiłków. Nasze obiady były duże, a  kolacje maleńkie i  nigdy nie jedliśmy po zachodzie słońca. To była po prostu część naszej kultury; coś, do czego byliśmy przyzwyczajeni. Zauważyłam wyraźne różnice między amerykańskim i indyj- skim jedzeniem. Jedna z najtrudniejszych do zaakceptowania dotyczyła mleka. W Indiach krowy mleczne traktowane są ła- godnie, jak członkowie rodziny, przez co mleko smakuje zupeł- nie inaczej – jest słodkie. W Indiach uwielbiałam mleko i ma- sło, ale w Stanach już nie, bo wydawały mi się gorzkie. Długo musiałam się przyzwyczajać. Nie wiem, czy to kwestia ich diety, czy tego jak są traktowane, ale wiem, że w Indiach krowy dają mleko dobrowolnie (to znaczy nie są hodowane jako krowy mleczne. Mieliśmy mleko tylko wtedy, kiedy krowa miała mło- Dojrzewanie neurologa 17 de). Związek między ludźmi i zwierzętami jest łagodny i pełny współczucia. Dorastałam, czując to i doświadczając delikatnego oraz pełnego współczucia związku z samym jedzeniem. Rzadko jadaliśmy desery. Ciasto pojawiało się na przyjęciach urodzinowych, ale poza tym, jedynymi słodyczami były owoce. Uwielbialiśmy owoce, pamiętam, jak ojciec przynosił do domu pudła pełne mango. To był nasz deser. Kiedy miałam siedem czy osiem lat, pozwalano mi na zjedzenie jednego łakocia na ty- dzień. Dostawałam go zawsze w piątek i zazwyczaj był to minia- turowy batonik, taki jak na Halloween. (W piątki oglądaliśmy też telewizję przez pół godziny, juppi!). Lubiliśmy słodycze, ale nie pragnęliśmy ich, bo trafiały się tak rzadko, że nie spodzie- waliśmy się jeść ich codziennie, tak jak dzisiejsze dzieci. Do dziś nie mam silnych zachcianek, podejrzewam, że to dlatego, gdyż nie wyrobiłam sobie neurologicznego przystoso- wania do cukru. Omówię to później bardziej szczegółowo, ale kiedy dopamina wyzwala się pod wpływem cukru, ta przyjem- ność zostaje skojarzona z pragnieniem bycie pod czyjąś opieką. To doświadczenie w młodym wieku wywiera głęboki psycho- logiczny i biochemiczny wpływ, który może być bardzo trudny do zwalczenia w wieku dorosłym. Ta książka jednakże daje na- rzędzia do pokonania tego wpływu w o wiele prostszy sposób. W wieku dziewięciu lat poznałam podstawowy element me- dycyny ajurwedyjskiej: medytację. Utrata rodzinnego wspar- cia i społeczności, której doświadczyliśmy, była dla nas trudna. Moja matka przeszła od zajmowania się dwójką dzieci z pomo- cą ośmiu dorosłych, do zajmowania się nimi w pojedynkę. Kie- dy zaczęła cierpieć na chorobę Hashimoto, atakującą tarczycę, wybrała się do endokrynologa, który powiedział, że dolegliwo- ści związane są ze stresem, jakiemu jest poddana. Mimo że sam nie medytował, zalecił jej medytację transcendentalną. Zaczęła ją praktykować i po pół roku jej tarczyca była zupełnie zdrowa. 18 Ajurwedyjski detoks Moja matka stwierdziła, że jeśli medytacja może uzdrowić tar- czycę, to i dzieci powinny z niej skorzystać. Wysłała nas do nauczyciela medytacji, którego do dziś wspo- minam z sympatią. Jego obecność promieniała miłością i wraz z siostrą zaczęłam medytować. W młodym wieku zauważyłam, że medytacja jest skuteczną metodą radzenia sobie z codzien- nym stresem. (Szerzej omówię ten temat w rozdziale dotyczącym neuroadaptacji, bo stres ma ogromny wpływ na nasze trawienie i to jak głęboko sięgają neurochemiczne zmiany powodowane przez jedzenie w naszych ciałach). Wierzę w to, że w połącze- niu ze zmianą sposobu odżywiania, moja praktyka medytacyjna miała największy wpływ na to, jaką osobą jestem dziś. Dzięki medytacji wiem, jak powrócić do siebie, nawet w bar- dzo stresującym otoczeniu. Dlatego tak bardzo cenię wpływ medytacji na umysł i ciało. Mimo moich korzeni, amerykański sposób jedzenia musiał na mnie wpłynąć, nie jest żadnym zaskoczeniem fakt, że sta- ło się to, gdy miałam kilkanaście lat. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy zjadłam parówkę w cieście. Miałam wtedy trzynaście lat. Dostałam okropnego bólu brzucha, nudności i dziwnego uczucia umysłowego zamroczenia. Mimo to zaczęłam regular- nie jeść przetworzone jedzenie, bo robili to moi znajomi. Nie dostrzegałam połączenia między problemami z żołądkiem a je- dzeniem, w końcu byłam nastolatką! Wszyscy moi znajomi za- trzymywali się w restauracji z fast foodem w drodze ze szkoły i ja robiłam to samo, bo chciałam się dopasować do grupy. Te- raz widzę, że coraz częstsze choroby nie były przypadkiem. W liceum odczuwałam zmęczenie i miałam wzdęcia po je- dzeniu. Na studiach zdiagnozowano u mnie zespół jelita draż- liwego i zapisano Prozac, bo lekarz stwierdził, że przyczyną jest po prostu stres. Wiedziałam, że nie chodzi o stres ani depresję, więc nigdy nie zrealizowałam recepty. Lekarz nigdy nie wspo- Dojrzewanie neurologa 19 mniał o  moich zwyczajach żywieniowych. Przytyłam ponad cztery kilo i mimo że nadal byłam szczupła, to była to nieprzy- jemna zmiana związana z typową studencką dietą. Rozpoczęłam studia medyczne, a sytuacja się pogorszyła. To wtedy zaczęłam tracić łączność z podstawami zdrowego trybu życia, których nauczyli mnie rodzice. Przyczyną było połączenie czynników znanych każdemu studentowi medycyny. Po pierw- sze, przez długie godziny nauki i pracy trudno było mi znaleźć czas, by o siebie zadbać. Nie miałam czasu na gotowanie, a na- wet na sen. Cieszyłam się, gdy czasami znalazłam chwilę na ką- piel! Nadal medytowałam, ale nieregularnie. Po drugie, mimo że wkroczyłam do świata medycyny z całą tą pradawną wiedzą, zwłaszcza przekonaniem, że to co jemy i sposób, jak trawimy, są bezpośrednio połączone z tym, dlaczego chorujemy, wszystko czego uczyłam się na studiach, zaprzeczało tym przekonaniom. Uczono mnie, że nie chorujemy przez problemy z trawieniem, tylko przez drobnoustroje, które przedostają się do organizmu. Na początku często zadawałam pytania i dzieliłam się tym, cze- go nauczyłam się w młodości, ale wszystko co mówiłam, było odrzucane i krytykowane jako archaiczne albo prymitywne. Po- rzuciłam pradawną wiedzę na rzecz tego, co wydawało mi się być wyższym zrozumieniem ludzkiego ciała i jego działania. W wieku dwudziestu lat nadal ważyłam zaledwie 52 kg, jak na wzrost 152 cm byłam dość chuda, ale nie czułam się dobrze. Potem, powoli i  niemal niezauważalnie, moje szczupłe cia- ło zaczęło przybierać na wadze. Pamiętam uczucie ociężałości zarówno fizycznej, jak i umysłowej. Wcześniej zawsze dobrze radziłam sobie ze skomplikowanymi myślami, ale ta zdolność zaczęła zanikać. Ilekroć coś zjadłam, czułam senność. Gdyby ktoś mnie wtedy spytał, czy coś jest nie tak z moim trawieniem, powiedziałabym, że nie. Myliłam się. Dopiero kiedy zaczęły mi dokuczać ciężkie migreny, zrozumiałam, że dzieje się coś złego. 20 Ajurwedyjski detoks Ukończyłam rezydenturę na oddziale neurologii i zaczęłam własną praktykę, ale nie było mi łatwiej. Przejęłam gabinet in- nego lekarza, choć częściej zdarza się najpierw u kogoś praco- wać. Od samego początku pracowałam po piętnaście godzin dziennie. Moje zdrowie odeszło na jeszcze dalszy plan. Nie miałam cza- su się nim zająć, więc ignorowałam bóle głowy. Pogarszały się, a nadwaga rosła. Nie zwracałam wtedy uwagi na zbędne kilo- gramy, ale bóle głowy bardzo mnie osłabiały. Musiałam zacząć zażywać przepisane leki. Wcześniej tylko kilka razy w dzieciń- stwie zdarzyło mi się brać antybiotyki, poza tym używałam tyl- ko leków dostępnych bez recepty i domowych sposobów. To było oświecające doświadczenie. Ja, neurolog, który mógł wymienić wszystkie dostępne leki, ale nie poznał ich działania na własnej skórze. A były naprawdę straszne! Nie mogłam w to uwierzyć. Ledwo mogłam znieść efekty uboczne. I to przepisy- wałam swoim pacjentom? Po raz pierwszy zorientowałam się, jak fatalnie się czuli. Czytałam listy efektów ubocznych: tycie, nadmierne owłosienie na twarzy, zaburzenia pamięci, drżenie, nudności, biegunka i  tak dalej. Już pierwsze dwa efekty wy- starczyły, żeby mnie zaniepokoić: tycie i owłosienie na twarzy! Jeśli lekarstwo sprawia, że tyjesz, to oznacza, że jest toksyczne. Jednym ze sposobów organizmu na oczyszczenie się z toksyn jest umieszczanie ich w komórkach tłuszczowych, by ochronić przed nimi pozostałe organy. Zauważyłam, że ledwo mieszczę się w spodnie. Przerzuciłam się na jedyny lek na migrenę, który nie powoduje tycia, Topamax. Moi pacjenci nazywali go Tępo- maxem i w końcu zrozumiałam dlaczego. Kiedy go używałam, nie mogłam przytomnie myśleć. Na studiach byłam prymuską, a nagle musiałam robić listy, bo zapominałam o podstawowych czynnościach. Nie mogłam tego znieść, po raz pierwszy w życiu czułam się głupia. Dojrzewanie neurologa 21 Zaczęłam być nerwowa, bałam się. Miałam trzydzieści parę lat, byłam za młoda na problemy z pamięcią. Zrozumiałam jednak, dlaczego moi pacjenci niektórzy w podobnym wieku – skarżyli się na to samo, czyli problemy z koncentracją i pamięcią, a nawet objawy demencji. Lek, który brałam, by pozbyć się migreny, po- wodował okropne bóle karku. Utknęłam, poczułam że mam dwa wyjścia; cierpieć na obezwładniające bóle głowy, albo cierpieć na obezwładniające bóle karku i utracić bystrość umysłu. Nie wie- działam, co było gorsze, ale podejrzewałam, że ból głowy był mniejszym złem. Kiedyś patrzyłam na pacjentów i myślałam (lub nawet mówiłam): „musisz to znieść, mamy problem medyczny, musisz używać leków”. Jednak, kiedy stajesz po drugiej stronie stetoskopu i nie wiesz, co jest gorsze, czy problem, czy lek, wi- dzisz, że ze sposobem praktykowania medycyny jest coś nie tak. W końcu opowiedziałam matce o mojej sytuacji, o tym, że miewam straszne bóle głowy, ale nie mogę znieść leków. Byłam tak zmęczona i otumaniona, że nawet nie mogłam pracować. Spytałam, co powinnam zrobić. Oczywiście, miała pomysł. Przedstawiła mnie członkowi gru- py ajurwedyjskich lekarzy, którzy podróżowali między Indiami i USA. Kiedy byłam młodsza, kilka razy zabrała mnie do prak- tyków ajurwedy, byłam nawet najmłodszą osobą w USA, która została poddana panchakarmie – tradycyjnej ajurwedyjskiej te- rapii. Czasami coś mi zapisywali, ale nie odgrywało to dużej roli w moim życiu, bo nie bywałam chora. Po raz pierwszy wybiera- łam się do nich z poważnym problemem. Poszłam więc na spo- tkanie. Doktor miał na sobie dhoti, czyli tradycyjny męski strój z  Południowych Indii, składający się z  długiego pasa białego materiału ze złotą i pomarańczową lamówką, owiniętego wokół dolnej połowy ciała jak spódnica. Pamiętam, że pomyślałam: „no nie, zaczyna się”. Po studiach medycznych uznałam, że to wygląda po prostu dziwnie, starałam się nie przewracać oczami. 22 Ajurwedyjski detoks Mimo że byłam Hinduską, mimo to jak zostałam wychowana, studia medyczne zaszczepiły we mnie opory i dawkę cynizmu dotyczącą sposobu praktykowania medycyny. Gdyby nie cier- pienie, desperacja i problemy z przyjmowaniem leków, nie zde- cydowałabym się na tę wizytę. Na samym początku doktor kazał mi usiąść i zapytał o moje trawienie. To wydało mi się dziwne. Nie spytał nawet o moje mi- greny. Pomyślałam, że nie ma pojęcia, co robi. Nie miałam pro- blemów z trawieniem, więc z pewnością skupiał się nie na tym, na czym powinien. Następnie przeprowadził krótkie ajurwedyj- skie badanie. Obejrzał mój język i paznokcie, zmierzył tętno, po czym wydał opinię z silnym, południowoindyjskim akcentem: – Jest pani bardzo chora. – Nie, nie jestem – powiedziałam – po prostu mam bóle gło- wy. Myślałam, że trzeba mu o tym przypomnieć. – Nie, ma pani kiepskie trawienie, z czego wynikają wszyst- kie problemy ze zdrowiem. Bóle głowy mogą być najbardziej zauważalne, ale jest pani na drodze do wielu problemów zdro- wotnych. Mówił o potencjalnych chorobach w taki sposób, jak- bym już na nie cierpiała. Dla niego wszystko było połączone, bo widział we mnie pierwsze etapy choroby, a pierwszym eta- pem jest zaburzenie trawienia. Zawsze. – Czy miewa pani wzdęcia? – spytał. – Tak, ale wszyscy je mają, to nic poważnego. – Czy po jedzeniu czuje się pani zmęczona? – Tak jak wszyscy. Wreszcie przez kilka minut porozmawialiśmy o bólach gło- wy. Powiedział, że według niego miałam infekcję pasożytniczą. To mnie zaskoczyło, nie dość, że nie widziałam związku między bólem głowy a trawieniem, to nie podejrzewałam, że przyczy- ną mogą być pasożyty. Później zdiagnozowano u mnie infekcję ogoniastkiem jelitowym, którego pewnie złapałam w czasie po- Dojrzewanie neurologa 23 dróży do Afryki, kiedy miałam dziewiętnaście lat. Nie tylko pa- sożyt mi szkodził, porzucenie zdrowych nawyków z dzieciństwa na rzecz szkodliwych niszczyło mi zdrowie. Zaczął od zapisania mi kilku ziół. Jednym z nich była mie- szanka Triphala, w której skład wchodziła jagoda, którą pamię- tałam z  dzieciństwa. Udzielił mi też paru podstawowych rad dotyczących diety. Pomyślałam, że łatwo będzie się do nich za- stosować w końcu co miałam do stracenia? W ciągu trzech miesięcy migreny zniknęły. KRÓTKA HISTORIA AJURWEDY Ajurweda znaczy „wiedza o życiu” albo „nauka o życiu” i jest to najstarszy system opieki zdrowotnej na świecie. Nie wie- my, skąd się wzięła, ale legenda mówi o tym, że bóg Brahma przekazał ją ludzkości ponad pięć tysięcy lat temu przez linię mędrców w starożytnych Indiach, którzy ją ulepszali przez wgląd uzyskany w czasie głębokiej medytacji. Ci mędrcy byli nie tylko świętymi ale tez lekarzami, a ajurweda jest kompletnym systemem zarządzania wszystkimi aspektami zarówno zdrowia, jak i duchowości, zawiera metody prze- dłużania życia, leczenia chorób, przeprowadzania operacji chirurgicznych, oczyszczania ciała oraz traktaty dotyczące dylematów etycznych i rozwoju duchowego. Na początku nauki ajurwedy przekazywano ustnie, ale w końcu zostały zapisane, najpierw w Wedach będących jednym z czterech głównych tekstów hinduizmu (i jednym z najstarszych tekstów religijnych, najprawdopodobniej napisanym między 1500 i 1000 rokiem p.n.e.). Na począt- ku medycynę i chirurgię ajurwedyjską stosowano osobno, ale z biegiem czasu oba systemy zostały połączone, jak 24 Ajurwedyjski detoks widać w trzech głównych tekstach: Charaka Samhita, Su- shruta Samhita i Ashtanga Hridaya Samhita, które mają najprawdopodobniej ponad 1200 lat. Opisują fizjologię, anatomię, choroby, leczenie (ziołowe i chirurgiczne), za- lecenia, zapobieganie i przedłużanie życia. Podkategorie opisują medycynę wewnętrzną, leczenie uszu, nosa i gar- dła, toksykologię, pediatrię, chirurgię, psychiatrię, lecze- nie dolegliwości seksualnych i płodności, odmładzanie. To zdumiewająco kompletny system. Co mamy o niej myśleć w czasach teraźniejszych? Czy ajurweda pochodzi z boskiego źródła? Nie możemy udowod- nić, że tak było, ale nie możemy założyć, że nie ma naukowych podstaw. Wręcz przeciwnie – wraz z rozwojem nauki poja- wiają się dowody potwierdzające wiedzę starożytnych mędr- ców oraz ich całkowity i zmieniający życie system utrzymania zdrowia, zapobiegania i leczenia chorób. Ajurweda ewoluuje, nie porzucając swojej pierwotnej wersji. W rzeczy samej, ważnym aspektem ajurwedy jest nieodrzucanie niczego, co mogłoby pomóc pacjentowi, więc nie opiera się ona przed skorzystaniem z nowoczesnej, zachodniej medycyny. Dlatego właśnie tak mi pomaga w mojej praktyce, pasuje do wszyst- kiego, co robię, nawet jeśli używam wiedzy zdobytej w czasie studiów medycznych, by pomóc pacjentom. Innymi słowy – ajurweda pozostaje na czasie, a ja widzę jej głębokie efekty każdego dnia – zarówno wśród moich pacjentów, jak i u siebie samej i mojej rodziny. Uwielbiam ją, ponieważ łączy wszystkie aspekty osoby – fizyczne, emocjonalne, mentalne i duchowe, by leczyć ją w sposób, jaki współczesna nauka potwierdza jako skuteczny i opar- ty na naukowej prawdzie. Dojrzewanie neurologa 25 Byłam w  szoku. Podczas moich studiów medycznych nie poświęcono nawet jednego dnia na zbadanie tego, czy można połączyć dolegliwości neurologiczne z  żołądkiem. Odwiedzi- łam wielu lekarzy i stosowałam się do ich zaleceń, a nic mi nie pomagało. Rozwiązanie było jednak proste – napraw żołądek. Moje samopoczucie nie było trochę lepsze, byłam wolna od bólu głowy i efektów ubocznych. Nie koniec na tym. W ciągu następnych sześciu do dziewięciu miesięcy nabrałam takiej jasności umysłu, że praca polegająca na przyjmowaniu pacjentów i poprawianiu działania gabinetu stała się łatwa i zajmowała o wiele mniej czasu niż wcześniejsze piętnaście godzin dziennie. Wcześniej kończyłam dzień pracy, bo rozwiązania napotkanych problemów były dla mnie oczy- wiste. Mój umysł przyspieszył, czułam jasność i ostrość myśli, energia powróciła. Wcześniej nigdy nie robiłam planów na wie- czór, bo nie wiedziałam czy po 7 wieczorem nie padnę ze zmę- czenia, ale i to się zmieniło. Znowu byłam sobą, czułam się jak przed rozpoczęciem studiów medycznych, to było ekscytujące. Moi koledzy lekarze wiedzą, że ukończenie rezydentury wią- że się z poświęceniem części zdrowia i młodości. Wszyscy do- wiedzieliśmy się, że utrzymanie potrzebnego poziomu energii wiązało się z używaniem kofeiny i stymulantów. To pierwsza lekcja studiów medycznych! A  mimo to odzyskiwałam swoją młodość. Myśl, że wystarczą proste zmiany, w celu poprawy tra- wienia, by cofnąć zegar, była oświecająca. Poprawiła się nawet moja cera, była bardziej elastyczna, a pierwsze zmarszczki za- częły znikać. To, co jak sądziłam, poświęciłam w czasie studiów, zaczęło do mnie wracać! Następną zmianą, którą zauważyłam, było znikanie nadmier- nych kilogramów. Stawałam się szczuplejsza i mniej obrzęknię- ta, ubrania zaczęły lepiej na mnie pasować. Zorientowałam się, że po raz pierwszy w życiu w czasie rezydentury zwiększyłam się 26 Ajurwedyjski detoks o kilka rozmiarów. Byłam tak zajęta zdobywaniem profesji le- karza i radzeniem sobie z migrenami, że nawet tego nie zauwa- żyłam. Zbędne cztery kilogramy zniknęły, gdy tylko poprawiło się moje trawienie. Wtedy właśnie przeżyłam kryzys zawodowy. Sposób, w jaki uprawiałam medycynę, zaczął mi się wyda- wać niewłaściwy. Przepisywałam leki, których same nie byłam w stanie brać. To było niewłaściwe nie tylko z punktu widzenia medycyny, ale i człowieczeństwa. Wiedziałam, że nie biorę od- powiedzialności za swoich pacjentów. Opatrywałam ich objawy zamiast je leczyć. Nie mogłam zapomnieć o moim dziadku. Co zrobiłby na moim miejscu? Koledzy już uznawali moje wizyty u ajurwedyjskiego lekarza za nieco dziwaczne. Ostrzegali, bym nie zaprzepaściła obiecu- jącej kariery. Mogłam być pionierem neurologii! Czekała mnie neurologiczna chwała! A jednak powoli zdawałam sobie sprawę z tego, że nie chcę być pionierką tylko normalną lekarką neu- rologii, która pomaga ludziom. Ilekroć pacjenci przychodzili z neurologicznymi problemami, zastanawiałam się, czy to nie problem z żołądkiem? Było to, rzecz jasna, absolutną herezją. Tradycyjnie neurologowie uczą się, że bariera krew-mózg izoluje mózg od reszty ciała. Uważa się, że mózg jest odporny na problemy biochemiczne, których może doświadczać resz- ta ciała. A jednak doświadczyłam na sobie, że zdrowie układu trawiennego jest połączone ze zdrowiem układu nerwowego. Dziś naukowcy w końcu odkrywają dowody na to, że tak jest w istocie. Coraz lepiej poznajemy połączenie między mózgiem i układem trawiennym i moc wpływu jego bakterii na układ nerwowy (włączając w to fakt, że produkują większą część se- rotoniny) i złożoną sieć neuronów znajdujących się w układzie pokarmowym (???), która skłoniła wielu badaczy do nazwania Dojrzewanie neurologa 27 brzucha „drugim mózgiem”. W czasie kiedy przeżywałam mój kryzys zawodowy, była to idea nie do zaakceptowania. Mimo to, kiedy lekarze ajurwedyjscy, których odwiedzałam, przyjechali do USA, zabrałam do nich moich najbardziej cho- rych pacjentów. Były to osoby cierpiące na stwardnienie rozsiane (MS) i chorobę Parkinsona. Brałam udział w wizytach, żeby do- wiedzieć się, jak zbadają moich pacjentów. Nie wiedziałam wtedy, jak sama mogę stać się lekarką ajurwedyjską, ale byłam ciekawa, co powiedzą. Oczywiście zawsze zaczynali konsultację od pytań o trawienie i żołądek, a poprawa trawienia była zawsze pierwszym zaleceniem. Widziałam, jak pacjenci ze stwardnieniem rozsianym mieli coraz mniej rzutów i jak przestawali brać leki przepisane na mnóstwo objawów MS, jak i leki przepisane na łagodzenie skut- ków ubocznych innych leków. Nie potrzebowali już lekarstw na zmęczenie, zaparcie, depresję i dolegliwości układu moczowego. Pacjenci z chorobą Parkinsona też mogli zmniejszyć ilość przyj- mowanych leków. Ci, którzy mieli wcześniej problemy z chodze- niem, nagle mogli zapisać się na lekcje tańca, wielu nawet zaczęło się na nowo uśmiechać po tym, jak przebieg choroby odebrał im tę zdolność, zamieniając tym samym twarz w „maskę”. W którymś momencie, wraz z coraz większą liczbą pacjentów, których zabierałam na ajurwedyjską konsultację, stało się to trudne w organizacji. Chciałam, by wszyscy moi pacjenci mogli skorzystać z tej wiedzy, ale nie było na to dość czasu ani możliwości. Wtedy właśnie zorientowałam się, że potrzebny mi trening. Skontaktowa- łam się z grupą, która prowadziła badania na temat medycyny stylu życia, ufundowane przez Krajowy Instytut Zdrowia. Wiedziałam, że kiedyś uczyli ajurwedyjskich lekarzy, ale nie robili tego od pięt- nastu lat. Powiedziałam im, że potrzebuję szkolenia, ale byli zbyt zajęci prowadzeniem badań. Spierałam się z nimi i mówiłam, że potrzebuję szkolenia przeprowadzonego przez lekarzy, którzy rozu- mieli zachodnią medycynę, a nie kogoś z Indii. Jeśli by mnie na- 28 Ajurwedyjski detoks uczyli, mogłabym stać się pomostem między ajurwedą a zachodnią medycyną, sama nie mogłam dokonać tego połączenia. Wydaje mi się, że zmęczyło ich moje naleganie i zgodzili się zorganizować kurs u praktykujących lekarzy z San Diego. Kur- santów było czworo, włącznie ze mną. Po zakończeniu wróci- łam do swojej praktyki przekonana, że pacjentom trudno bę- dzie zaakceptować zmianę mojego celu. Myliłam się, było wręcz przeciwnie. Po czterech miesiącach niemal cała moja praktyka polegała na integracji tradycyjnej neurologii z medycyną ajur- wedyjską. Pacjenci tego potrzebowali, to nie oni byli przeszkodą na drodze do nowego sposobu praktyki, tylko ja. Odkryłam, że wielu pacjentów już próbowało alternatywnych terapii i strate- gii, ale bali się mi o tym powiedzieć. Poczuli ulgę, że w końcu mają lekarza, który chce im towarzyszyć na drodze do zdrowia. Moja praktyka uległa zmianie. Zaczynałam każdą wizytę szczegółowym, trzy stronicowym kwestionariuszem dla każde- go pacjenta. Inaczej patrzyłam na pacjentów – nie tylko na ich objawy, ale na całe życie. Stopniowo, wraz z przemianą prakty- ki, zaczynałam spotykać się z członkami rodziny moich pacjen- tów. W wielu aspektach byłam nie tylko neurologiem i leka- rzem ajurwedyjskim, ale i lekarzem rodzinnym. Mniej więcej w  tym czasie stałam się obiektem interwencji. Grupa lekarzy, z którymi pracowałam, zabrała mnie na kolację. Zaczęli mówić: „Myślimy, że marnujesz swoją karierę”, „Jesteś młodym, bystrym neurologiem, a uprawiasz voodoo”, „Popatrz na to z finansowego punktu widzenia, nawet jeśli twoi pacjenci wy- zdrowieją, to zbankrutujesz, bo nie będziesz już miała pacjentów”. Pamiętam, że starałam się nie spanikować w tej restauracji. Czy oni naprawdę sugerowali, że nie powinnam leczyć pacjen- tów? Jednocześnie śmiałam się wewnątrz, bo zrobiono mi inter- wencję za to, że uzdrawiałam ludzi! Wtedy właśnie zrozumiałam – głębiej, niż kiedykolwiek przedtem – jak bardzo współczesna Dojrzewanie neurologa 29 medycyna zeszła na manowce. Po pierwsze, pomaganie ludziom, by zmienić ich niezdrowe przyzwyczajenia, zostało uznane za nieważne w medycznej praktyce po drugie, leczenie ludzi okaza- ło się złe dla interesów. Ci wszyscy lekarze chcieli dobrze, prze- mawiało przez nich to, czym stała się kultura medycyny. Nie muszę chyba wspomnieć, że nie skorzystałam z ich rad. Jestem wdzięczna za to, że przytrafiły mi się te poważne mi- greny. Gdybym nie doświadczyła, jak ciężko jest być pacjen- tem i nie spróbowała trudnych do zniesienia leków, być może nie otrzymałabym inspiracji, by robić to, co robię dziś. Miałam świetny start w życiu, ale moja historia pokazuje, jak szybko na- wet zdrowa osoba może zejść ze swojego toru. Tak łatwo zdro- wie może zostać naruszone przez nawyki współczesnego życia. A co z moimi studiami? Teraz już wiem, które terapie są „pry- mitywne”. Studia medyczne to rodzaj prania mózgu. Student za mało śpi i  jest poddawany nieustannej presji, by nie my- śleć samodzielnie. Zadawanie pytań nie jest mile widziane. Nie można nawet zapytać, dlaczego ktoś jest chory. Szkoły medycz- ne uczą, jak opisać chorobę i zaburzenia biochemiczne i tego, czego używają farmaceuci, by te zaburzenia zniwelować, ale za- pytanie dlaczego w ogóle ktoś się rozchorował, uznawane jest za naiwne i głupie. Czy to nie powinno być naszym zadaniem jako lekarzy? Pytać dlaczego? Dokopać się do przyczyn? W końcu zorientowałam się, że nie mamy zadawać pytań, bo nasi profe- sorowie i lekarze po prostu nie znają odpowiedzi. O wiele ła- twiej jest powiedzieć „nie zadawaj pytań”, niż „nie wiem”. Na studiach dobrze sobie radziłam. Ukończyłam je z wyni- kiem znajdującym się w  najwyższym procencie absolwentów (według Honorowego Stowarzyszenia Alfa Omega Alfa, Phi Beta Kappa uniwersytetów medycznych), ale część mnie zaczę- ła umierać w czasie studiów. Nie byłam już ciekawa świata, kre- atywna i po raz pierwszy w życiu nie dbałam o siebie. Wszyscy 30 Ajurwedyjski detoks wokół mnie byli mniej zdrowi po ukończeniu studiów, więc nie widziałam w tym nic niezwykłego, dopóki się nad tym nie za- stanowiłam. Wszyscy moi koledzy czuli, że szybciej się starzeją, wszyscy przybierali na wadze i nikt nie czuł się dobrze po jedze- niu. Tak wyglądało życie na studiach medycznych. To jest życie w naszym rozpędzonym świecie. Jednak to nie jest życie. Wybrałam inną ścieżkę i poświęciłam następną dekadę na stwo- rzenie nowego sposobu praktykowania medycyny. Opracowałam program, który na początku miał na celu leczenie neurologiczne, który nie przypomina ani tradycyjnej neurologii, ani ajurwedy. Łączy w sobie to co najlepsze w obu dziedzinach. Zaczęłam od sposobów detoksykacji ciała i zmniejszania zapalenia całego or- ganizmu, zanim nawet poprosiłam pacjentów o zmiany w diecie. Zrobiłam tak, bo wiem, jak trudno jest ludziom zmieniać przy- zwyczajenia. Zobaczyłam, jak biochemia pacjentów dyktuje to, co jedzą, a nawet to jak myślą. Kontrolowałam ich wybory i sposób życia. Musiałam uwolnić ich z biochemicznego więzienia, żeby mogli podejmować właściwe wybory. W miarę oczyszczania or- ganizmu, pacjenci naturalnie zaczynali podejmować właściwe de- cyzje, o które mogłam ich poprosić na samym początku. Często mówią mi rzeczy takie jak: „nie wiem, gdzie podziało się moje łaknienie cukru”: czy „nie mogę już jeść tak wielkich porcji jak kiedyś”, albo „to śmieciowe jedzenie, które kiedyś uwielbiałem, w ogóle nie wydaje mi się apetyczne, jakie to dziwne!”. Zaczynali też tracić na wadze. Na początku nie zwracałam na to uwagi. Byłam tak zaaferowana usprawnianiem funkcji mózgu i zatrzymywaniem rozwoju chorób neurologicznych, czy innych, że utarta wagi wydała mi się mało znacząca. Oczywiście było to dobre i prawdopodobnie bardzo korzystne dla pacjentów, ale nie o to chodziło. Byłam bardziej zainteresowana zwalczaniem za- grażających życiu chorób. Jednakże wkrótce zauważyłam, że po Dojrzewanie neurologa 31 kilku tygodniach terapii neurologicznej, wielu otyłych pacjen- tów wspominało „a tak przy okazji, chudnę, dzięki!”. Tak właści- wie, to niemal każdy pacjent z nadwagą powiedział, że owszem zrzuca kilogramy. Zwierzali się: „Pani doktor Chaudhary, muszę pani podziękować, straciłam 8 kilo ”, albo „zrzuciłem 15 kilo, a w ogóle się o to nie starałem”. To nie mógł być zbieg okoliczności. Ta intrygująca i sponta- niczna utrata wagi musiała być związana z moim neurologicz- nym detoksem. Zaczęłam śledzić utratę wagi pacjentów w bar- dziej systematyczny sposób i zobaczyłam, że z tych pacjentów, którzy mieli zbędne kilogramy, niektórzy zrzucili mniej, inni więcej. Kilku straciło czterdzieści albo i więcej kilo, ale przecięt- nie było to między dziesięć a piętnaście kilo w czasie trzymie- sięcznej terapii. Wielu pacjentów zmagało się z nadwagą przez dziesiątki lat i nagle ich BMI (indeks masy ciała) okazywało się normalne. W wielu przypadkach była to waga, którą bezsku- tecznie starali się zrzucić przez wiele lat. Utrata wagi nigdy nie była czymś, czego się spodziewałam. Je- stem neurologiem, a nie specjalistą od wagi. Nie interesują mnie kalorie i nigdy nie prosiłam żadnego z pacjentów, żeby je liczył. Nigdy nie pomyślałam o tym, że sposób, w jaki leczę objawy neu- rologiczne, może mieć cokolwiek wspólnego z leczeniem nad- wagi, dopóki nie zobaczyłam tego na własne oczy. To było nie- zaprzeczalne. Widziałam znaczące i  spontaniczne zmniejszenie masy ciała, wraz z poprawą poziomu cholesterolu, ciśnienia krwi, poziomu cukru we krwi i oczywiście objawów neurologicznych. Moi pacjenci byli szczuplejsi, bardziej energiczni, czuli mniej bólu i mówili, że myślą szybciej i jaśniej. Zmniejszyła się ilość objawów takich jak problemy z pamięcią, uczucie otępienia, bóle stawów i zaburzenia snu, wyglądali na zdrowszych i tacy byli. Dopiero kiedy producent programu The Dr. Oz Show zapy- tał, czy mam skuteczną metodę odchudzania, nagle zoriento- 32 Ajurwedyjski detoks wałam się, że mam. Moja metoda polegała na tym, co zaleca- łam wszystkim pacjentom, ale z innego powodu. To program oczyszczania ciała z toksyn i zapalenia, a w czasie stosowania oczyszcza się też umysł i znikają zbędne kilogramy. To zabawne, że po dziesięciu latach widzę, jak wszystko to, za co krytykowała mnie społeczność lekarzy, staje się ogólnie przyjęte, a badania kliniczne w końcu potwierdzają to, co leka- rze ajurwedyjscy mówili od pięciu tysięcy lat. Nawet przypra- wy, które pamiętam z indyjskiej kuchni mojej matki, okazują się być obiecujące w dziedzinie zwalczania problemów medycznych, wzmacniania odporności, zmniejszania zapaleń i  nadmiernej wagi. Okrywamy połączenia między mózgiem i resztą ciała. Od- krywamy moc zmieniania przyzwyczajeń. Zataczamy pełny krąg. Nie powiem „a nie mówiłam” dawnym kolegom, tylko na- dal będę uprawiać swoją wyjątkową formę medycyny. Lekarze ajurwedyjscy wiedzą, że stosowanie wielu sposobów ma większą moc, niż stosowanie jednego i  na tym właśnie oparłam swój program. Teraz tradycyjni lekarze przychodzą do mnie na kon- sultacje, albo przysyłają do mnie swoich pacjentów. Mimo że czasami mówią, że nie rozumieją, dlaczego to co robię, działa, przyznają, że owszem tak jest. Neurochirurdzy mówią czasami: „Nie wiem, co robisz, ale twoi pacjenci o wiele szybciej docho- dzą do siebie po zabiegu niż inni”. Nigdy nie szukałam takiej sławy, jaką otrzymałam, będąc regu- larnym gościem w programie The Dr. Oz Show, czy gdy zostałam uznana za jednego z najlepszych lekarzy w San Diego. Szczerze mówiąc, nie jest mi potrzebna. Przydaje się tylko do tego, bym mogła pomóc większej ilości osób. Teraz do mojej kalifornijskiej kliniki przyjeżdżają pacjenci z Teksasu, Nowego Jorku, Oklaho- my, Massachusetts, Meksyku czy nawet Anglii, bo nigdzie indziej nie mogą otrzymać tego, co ja zapewniam. Zapotrzebowanie jest zbyt duże, bym mogła sobie z nim poradzić, mam nadzieję, że ta Dojrzewanie neurologa 33 książka przyda się tym osobom, których nie mogę spotkać osobi- ście. Zawiera program, który robię niemal z każdym pacjentem. Jest to potężny początek dla każdego, kto spróbuje. To właśnie moje celowe odejście od medycyny konwencjonal- nej sprawiło, że wróciłam do własnych korzeni, co przyniosło mi sławę, której nigdy bym się nie spodziewała. Często udzielam wy- wiadów, a dziennikarze i lekarze pytają mnie, „jak możemy zmie- nić medycynę?”. Zdaję sobie sprawę z tego, jakie to proste i cza- sochłonne zarazem. Przemiana medycyny opiera się na zmianie percepcji. Chodzi o dbanie o swoją małą wioskę, o dostrzeganie nie ciała, a życia. Gdyby każdy lekarz poradził każdemu pacjen- towi, by ten (1) celowo zmniejszył poziom stresu (to też rada dla lekarzy!), (2) pił więcej wody a mniej napojów gazowanych oraz (3) wypróżniał się raz dziennie, to już zmieniłoby to świat. Kiedy stałam się takim lekarzem, stałam się też lepszym człowiekiem. Jestem bardziej łagodna, współczująca, mądrzejsza i bardziej ko- chająca. Myślę, że jedną z największych ofiar współczesnej medy- cyny jest utrata uzdrawiającego serca lekarza. Ludzie nawet nie wiedzą, że lekarze są ofiarami współczesnej medycyny. Ja już nie jestem jej ofiarą, dostałam możliwość odnalezienia siebie. Moja podróż nie była ezoteryczna, czy eteryczna, nie zdarzały mi się rozmowy z aniołami, ani nic niesamowitego czy nadprzy- rodzonego. Wszystko zaczęło się w najprostszy z możliwych spo- sobów – od mojego żołądka. Największą wdzięcznością napawa mnie fakt, że biorę odpowiedzialność za moich pacjentów, tak jak robił to mój dziadek. Teraz i ty jesteś moim pacjentem. Mój dziadek dożył wieku 104 lat i przez całe życie był człon- kiem społeczności. Każdy dzień w Ljudhanie za jego życia był wypełniony opieką na bardzo głębokim poziomie ludzkiego doświadczenia. Staram się to powtórzyć w moim codziennym życiu i w tym, jak praktykuje medycynę. Odbudowuję wioskę, którą straciłam. W końcu jestem w domu. 34 Ajurwedyjski detoks
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ajurwedyjski detoks. Naukowo potwierdzony 4-stopniowy program na stany zapalne, zdrowie jelit, ciała i umysłu
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: