Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00275 006189 13651294 na godz. na dobę w sumie
Ale nam się wydarzyło - ebook/pdf
Ale nam się wydarzyło - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 413
Wydawca: W drodze Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7033-924-1 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> religia i rozwój duchowy >> religia
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

„Ale nam się wydarzyło” – bez docenienia, jak bardzo zostaliśmy obdarowani przez Pana historii, żyjąc w okresie pontyfikatu Jana Pawła II, fenomenu „Solidarności” oraz niepodległej III Rzeczpospolitej, nie zdobędziemy się na realistyczną analizę naszego czasu i na odwagę budowania przyszłości. I chociaż pojawią się na tych kartach nuty pesymizmu, to wiem, że bez elementu dziękczynienia, tak ważnego w chrześcijańskiej duchowości i tak łatwo zagłuszanego przez codzienne troski, łatwo damy się przygnieść ciężarom doczesności, zamykając się zarazem na działanie Ducha Świętego. Bez tworzenia „kultury pojednania” będziemy skazani na nieskończone swary i nieustanne „mącenie w narodowej kadzi”.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ale.pdf 1 2013-02-12 12:58:11 C M Y CM MY CY CMY K 1 3 © Maciej Zięba OP 2013 © Copyright for this edition Wydawnictwo W drodze 2013 Projekt okładki i stron tytułowych Radosław Krawczyk Redaktor Magdalena Ciszewska Redaktor techniczny Justyna Nowaczyk ISBN 978-83-7033-876-3 Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze 2013 ul. Kościuszki 99, 60-920 Poznań tel. 61 852 39 62, faks 61 850 17 82 www.wdrodze.pl sprzedaz@wdrodze.pl Druk i oprawa: Nasza Drukarnia, Żerniki k./Poznania Wydrukowano na papierze Ecco Book Creamy 70g, wol. 2.0 WstępWstęp „Ale nam się wydarzyło” – tymi na poły żartobliwymi, pełnymi radości słowy wypowiedzianymi przed Zgromadzeniem Narodowym podsu- mowywał Jan Paweł II niezwykły w skali ponadtysiącletniej historii polskiej państwowości i polskiego Kościoła czas, w którym przyszło nam żyć. Niedostrzeganie niezwykłości tego czasu, czasu zarówno wielkich sukcesów, jak i wielkich możliwości, może mieć swe źródło w braku intelektualnego dystansu albo w małoduszności – w zagubie- niu proporcji w ocenie problemów, z którymi się dzisiaj borykamy. Bardzo boleję nad kształtem III Rzeczpospolitej, bo niestety da- leko jej do państwa, którym zostać powinna. Bardzo troskam się też o kondycję Kościoła w Polsce, który – w mym przekonaniu – w jakiejś mierze traci wielki dorobek paru minionych stuleci i w nikłym stopniu podejmuje wielki twórczy impuls płynący z pontyfi katu Jana Pawła II. Troski i bóle nie mogą jednak przesłaniać tego, że problemy, które dziś napotykamy, dla wielu pokoleń Polaków mogły być jedynie przedmio- tem marzeń. I wielu przedstawicielom tych pokoleń przyszło zapłacić ogromną, często najwyższą cenę za to, aby pod koniec XX stulecia – na naszych oczach – mogła się urzeczywistnić wizja prężnego Kościoła działającego w niepodległym i niezagrożonym w swoim fi zycznym ist- nieniu polskim państwie. 5 Małodusznością byłoby także niedocenianie największego polskie- go sukcesu – sukcesu o znaczeniu światowym – jakim stała się w cza- sach komunizmu „Solidarność”, a także znaczących osiągnięć w bu- dowaniu Rzeczypospolitej. „Składam dzięki Panu historii za obecny kształt polskich przemian – mówił Jan Paweł II w gmachu Sejmu – za świadectwo godności i duchowej niezłomności tych wszystkich, którzy w tamtych trudnych dniach byli zjednoczeni tą samą troską o prawa człowieka, tą samą świadomością, iż można życie w naszej Ojczyźnie uczynić lepszym, bardziej ludzkim”. Ta troska, która ponad bardzo wie- loma podziałami potrafi ła jednoczyć Polaków, miała bez wątpienia swe chrześcijańskie korzenie. „Jednoczyło ich głębokie przekonanie o god- ności każdej osoby ludzkiej, stworzonej na obraz i podobieństwo Boga i odkupionej przez Chrystusa” – kontynuował Papież. Jednakże pra- wa człowieka wypływające z uznania godności każdej osoby ludzkiej mają wartość uniwersalną i realnie budowały solidarność ludzi różnych światopoglądów i odmiennych przekonań. Zrozumiałe jest, że dzisiaj w  pluralistycznej demokracji i  wielobarwnym Kościele taki poziom zjednoczenia nie jest możliwy, a wręcz byłby szkodliwy. Napięcia czy konfl ikty między różnymi grupami są nieuchron- ne, a często bywają też twórcze. Zresztą istniały one także w Koście- le w PRL i nie brakowało ich w „Solidarności”. Jednakże oczywistość tego faktu niesłusznie uspokaja, a często wręcz usypia polityków, poli- tologów i publicystów w naszym kraju, co świadczy o słabych zdolno- ściach analitycznych i braku wyobraźni społecznej. Istotne jest bowiem nie samo istnienie podziałów i napięć, ale zasięg, liczba i głębia kon- fl iktów oraz sposoby ich minimalizowania. Od tego w znacznej mierze zależy poziom zaufania społecznego i społecznej solidarności, zdolność do współpracy oraz tworzenia kompromisów, czy też umiejętność za- sypywania podziałów w celu budowania dobra wspólnego. Jakość życia politycznego, efektywność gospodarki, sprawność samorządu i sądow- nictwa, rozwój nauki i wynalazczości w ogromnej mierze zależą od tych niewymiernych elementów. 6 p ę t s W Z przekonania, że we wciąż młodej polskiej demokracji nie doce- niamy znaczenia tych podstawowych elementów życia społecznego, że podporządkowujemy je zasadzie krótkoterminowych, frakcyjnych ko- rzyści, że dekapitalizujemy wielki społeczny potencjał magisterium pon- tifi cium oraz „Solidarności”, zrodziła się ta książka. Wzięła się ona też z przekonania, że poniższe wypowiedziane w polskim parlamencie sło- wa Jana Pawła II odnoszą się nie tylko do posłów i senatorów: „Dzisiaj zostało wam powierzone tamto dziedzictwo odważnych i ambitnych wysiłków podejmowanych w imię najwyższego dobra Rzeczypospoli- tej. Od was zależy, jaki konkretny kształt przybierać będzie w Polsce wolność i demokracja”. Sądzę, że te słowa Jana Pawła II odnoszą się do nas wszystkich. Do nas, którzy przez tak wiele lat słuchaliśmy, ogląda- liśmy i odwiedzaliśmy „naszego Papieża” i z którym wielokrotnie mo- dliliśmy się razem. Czas płynie nieubłaganie i z każdym rokiem powiększa się grupa Polaków, którzy postać Karola Wojtyły znają jedynie z niezliczonych pomników, nazw szkół, rond, alei i placów oraz przywoływanych oko- licznościowo cytatów. Nie jest on już dla nich osobistym świadkiem Ewangelii, wielkim człowiekiem Kościoła, polskim patriotą i obywa- telem świata, a zarazem kimś bardzo bliskim. Nie znają oni również – trzeba to jasno powiedzieć – papieskiego nauczania, które nadal pro- ponuje twórczą, nowoczesną i tradycyjną zarazem, całościową i kon- kretną oraz łączącą doczesność z transcendencją, chrześcijańską wizję rzeczywistości. Dlatego w tej książce, która stanowi zbiór tekstów pu- blikowanych w  różnych pismach, ale gruntownie przeredagowanych i uzupełnionych, a często po prostu napisanych na nowo, na początku części pierwszej „O Papieżu i Polsce” (rozdziały 1–3) staram się przy- pomnieć bardzo odległy już czas, gdy Karol Wojtyła wstępował na Stolicę Piotrową, a następnie przywołuję ważne osiągnięcia i idee jego pontyfi katu (rozdziały 4–9), by z kolei zastanowić się nad wpływem nauczania Jana Pawła II w naszym kraju (rozdziały 10–15). Wyznam, że długo się wahałem, czy zamieścić kolejną partię tekstów (rozdziały p ę t s W 7 16–20), wpisuje się ona bowiem najbardziej w aktualny polski kontekst i w związku z tym jest najbardziej podatna na dezaktualizację. I jakże bardzo pragnę, by zdezaktualizowała się ona jak najszybciej, stając się historycznym świadectwem dawno minionej epoki! Realizm nie po- zwala mi jednak zbytnio na to liczyć, a wtedy pominięcie odniesień do sytuacji w Polsce po śmierci Jana Pawła II byłoby jakąś formą uni- ku. Dlatego jednak cała druga część „O Kościele i świecie” (rozdziały 21–28) stanowi szersze, przekrojowe spojrzenie na nauczanie Kościoła, na podstawowe, a zarazem aktualne tematy dotyczące spraw społecz- nych, polityki i ekonomii. I ma ona znacznie bardziej uniwersalny oraz ponadczasowy charakter. „Ale nam się wydarzyło” – bez docenienia, jak bardzo zostaliśmy obdarowani przez Pana historii, żyjąc w okresie pontyfi katu Jana Pawła II, fenomenu „Solidarności” oraz niepodległej III Rzeczpospolitej, nie zdobędziemy się na realistyczną analizę naszego czasu i na odwagę bu- dowania przyszłości. I chociaż pojawią się na tych kartach nuty pesymi- zmu, to wiem, że bez elementu dziękczynienia, tak ważnego w chrze- ścijańskiej duchowości i  tak często zagłuszanego przez codzienne troski, łatwo damy się przygnieść ciężarom doczesności, zamykając się zarazem na działanie Ducha Świętego. Bez tworzenia „kultury pojed- nania” będziemy skazani na nieskończone swary i nieustanne „mącenie w narodowej kadzi”. Skoro już przywołałem Wyspiańskiego, przypomniał mi się też fragment jednego z listów, które otrzymałem od Jana Pawła II: „Czy Polacy wyciągną nieodzowne wnioski w  stosunku do przyszłości? Czy potrafi ą się zmobilizować pod kątem Tertio Millennio? Modlił się kiedyś Wyspiański słowami Konrada w »Wyzwoleniu«: Jest tyle sił w narodzie, jest tyle mnogo ludzi. Niechże w nie Duch Twój wstąpi, i śpiące niech pobudzi… Chyba jest to modlitwa także na dzisiaj”. Tak, to jest także papieska modlitwa na nasze dzisiaj… Maciej Zięba OP część 1 część 1 O(cid:2)PAPIEŻU I(cid:2)POLSCE O(cid:2)PAPIEŻU I(cid:2)POLSCE O(cid:2)PAPIEŻU I(cid:2)POLSCE O(cid:2)PAPIEŻU I(cid:2)POLSCE 9 rozdział 1 rozdział 1 Poznań – Trzemeszno, Poznań – Trzemeszno, 16 października 1978 roku 16 października 1978 roku Jeszcze jedna pigułka I jeszcze jeden bicz Jeszcze raz ta formułka Widać tak musi być Widocznie to potrzebne Wznosić okrzyki łgać lub milczeć Wszystko jedno i do łóżka się kłaść I na nowo od rana Maskować się i drżeć Głosować Donieść Skłamać i żyć Normalna rzecz1 Stanisław Barańczak Kolejny, szary szarością realnego socjalizmu, dzień gierkowskiej Polski. Jako świeżo upieczony magister fi zyki raz w miesiącu jeżdżę na trzy dni mierzyć skażenie środowiska w wielkopolskich jeziorach. Po drodze z Wrocławia do Trzemeszna zatrzymuję się w Poznaniu, aby odwiedzić przyjaciół. Jest późne popołudnie 16 października 1978 roku. Dojeż- dżam autobusem do pętli znajdującej się na krańcu tonącego w błocie blokowiska dumnie zwanego osiedlem Mikołaja Kopernika. 1 Wszystkie cytaty z tomików Sztuczne oddychanie i Tryptyk z betonu, zmęcze- nia i śniegu Stanisława Barańczaka. 11 Każdy z nas ma schronienie w betonie, oprócz tego po jednym balkonie, na nim skrzynkę, gdzie sadzi begonie – pisał o mieszkaniach z wielkiej płyty młody doktor polonistyki zajmujący osiedlowe M-3 przy ulicy Newtona 8a. Dookoła sterczą, zda się klonowane bez końca, z rzad- kiego błota, z gliny wilgotnej wyrosłe wieżowce/ w jedenastopiętrowy swój byt na mur-beton wierzące, pod którymi przycupnęło parę licho skle- conych budek prywaciarzy (ten cały prosty świat, moja grobowa/ płyto, dykto, tekturo, płyto paździerzowa) i niewielki sklep mięsny, przykryty jaskrawo-brudnym dachem z eternitu, wypełniony szeregami pustych haków (Kobiety w średnim wieku, staruszki, emeryci/ za czym stanęliście murem pod murem tej kamienicy/, w której ceglanym pierścieniu tkwi bry- lant witryny „MIĘSO”?). U Barańczaków ściany z  „rzadkiego błota i  gliny” są pogrubione o głębokość regałów, które – szczelnie wypełnione książkami – z każdej strony otaczają człowieka. Z Anną i Stanisławem rozmawiamy o nowych publikacjach „drugiego obiegu”; o  kolejnych zatrzyma niach naszych przyjaciół; a także o paru maniakach z kręgu opozycji, którzy uwierzyw- szy w swój mesjanizm, utrud niają nam życie nie gorzej niż SB. Chwalę się nowym pomysłem, o którym już głośno jest we Wrocławiu i który wystartuje za sześć dni – Tygodniem Kultury Chrześcijańskiej. Uczest- niczyć w nim będą m.in. Bohdan Cywiński, Tadeusz Mazowiecki, Wła- dysław Bartoszewski, Jacek Woźniakowski i Kisiel (Stefan Kisielewski). Potem ciepło mówimy o pontyfi kacie Jana Pawła I i rozpoczynającym się konklawe. Jesteśmy przekonani, że potrwa dobrych parę dni. Na za- kończenie dostaję tomik Barańczakowych wierszy Sztuczne oddychanie. Piękny. Nie z powielacza czy z off setu, lecz prosto z Zachodu. Wydany w londyńskiej Ofi cynie Poetów i Malarzy, drukowany na czerpanym pa- pierze, z pięknymi ilustracjami Jana Leben steina. Prawdziwy skarb! Na pierwszej stronie Stanisław napisał: „Maćkowi, z przyjaź nią i z nadzieją, że nasze oddychanie w PRL będzie może wkrótce bardziej naturalne”. Robi się ciemno. Ponad głowami i ponad słowami/ Ponad domami i ponad dymami/ Ponad dachami i ponad oddechami/ Zapada noc. Trzeba 12 e c s l o P i u ż e i p a P O jechać. Zawijam starannie książeczkę w sweter i chowam na dnie pleca- ka. Autobus czeka na pętli. Długa jazda przez spowite mrokiem (prądu coraz bardziej brakuje) poznańskie ulice i wreszcie w dole dostrzegam fasadę Dworca Głównego. Mam coraz większą nadzieję, że tym razem może mi się upiecze. Niestety, tuż przed wejściem do dworcowej hali słyszę sakramentalne: „Pan pozwoli z nami”. Mundurowy patrol MO. Mówi się trudno. Naiwnością było oczekiwać, że tym razem nie będą cię śledzić. Mieszkanie Staszka obstawione jest szczelnie – dniami i no- cami. I nad poddaniem się i nad niezgodą/ I nad ugodą czyjąś z samym sobą/ Ponad niewolą i ponad swobodą/ Zapada noc. Jest jednak szczęście w nieszczęściu. Najwidoczniej czuwa nade mną Opatrzność, bo mili- cjanci tylko spisują moje dane z dowodu osobistego. To niegroźne. Ba- łem się, że zrewidują mi plecak i nie dość, że zabiorą bezcenny tomik, to jeszcze potem dostanę kolegium za rozpowszechnianie druków szka- lujących Polską Rzeczpospolitą Ludową. Gdy słyszę: „Jest pan wolny”, patrzę prawie z wdzięcznością – i za ocalenie książki, i za otrzymaną właśnie od władzy łaskę wolności – na biednych, nieco zakłopotanych milicjantów wykonujących esbeckie polecenia. Po chwili wraz z starym niebiesko-żółtym „trójczłonem”2 rozpoczynamy powolną, przerywaną co chwilę przez kolejny odrapany szyld z wymalowaną na nim histo- ryczną, staropolską nazwą, podróż do reszty ekipy. Tuż przed dziesiątą pociąg doturlał się wreszcie do Trzemeszna. Teraz czeka mnie długi spacer, bo jezioro leży po drugiej stronie mia- sta. Po paru chwilach szybkiego marszu dostrzegam po prawej stronie kontury romańskiej bazyliki. I powiedz czemu i powiedz czy wszędzie /I wciąż tak samo i zawsze już będzie/ nad dachy fabryk kościołów i wię- zień/ zapadać noc. Odruchowo sprawdzam, czy nikt się nie czai w zaka- markach majestatycznej budowli. Nieco dalej, na rynku stoi kilka osób. Przyglądam się im bacznie, by zorientować się, czy nie ma wśród nich 2 Podmiejskie pociągi składające się z  dwóch wagonów i  lokomotywy (przyp. red.). u k o r 8 7 9 1 a k i n r e i z d ź a p 6 1 , o n z s e m e z r T – ń a n z o P 13 agentów. Często najbardziej podejrzani są ci, którzy wyglądają najnie- winniej. Chyba są to jednak zwykli klienci sklepu meblowego, który otworzą jutro przed południem. Czekają na nową dostawę. Zastana- wiając się, czy jestem naiwny, czy też – ze względu na ukryty w plecaku skarb – nadmiernie podejrzliwy, długo rozważam możliwość sformo- wania sklepowej kolejki przez agentów SB w ramach – jak to ujmują w raportach – prowadzonych prac operacyjnych. Nikt nie odpowie Nad ziemią nad miastem/ nad pokojem nad ciałem twym własnym/ głuchym spokojem i milczącym kłamstwem/ zapada noc. Dywagując tak, docieram wreszcie do naszych kwater nad jeziorem. Kierowcy i technicy przyje- chali tu dwoma wysłużonymi żukami3 parę godzin przede mną. W ich pokoju jest już ciemno. Nic dziwnego. Pewnie jak zwykle popili zaraz po przyjeździe i poszli spać. Zgadza się, słyszę dobiegające zza ściany chrapanie, ale zaglądam do środka. Marek, szczupły chłopak świeżo po technikum, jeszcze nie zasnął. Podnosi głowę na mój widok i znając, jak wszyscy w instytucie, mój opozycyjno-klerykalny rodowód, uśmiecha się i mówi: – Dobry wieczór, panie magistrze. Wie pan, kogo wybrali na pa- pieża? – Już wybrali?! Jak to? Tak szybko? Niech pan mówi! – Polaka… tego z Krakowa. Spił się tak samo jak reszta, bałwan jeden. – Jest pan pijany – mówię wściekły, że dałem się nabrać na głupi dowcip, który, co gorsza, skutecznie mnie zirytował. – Nie jestem – bezradnie oponuje młody technik. Podenerwowany wybiegam z budynku w poszukiwaniu kogoś, kto pozwoliłby zweryfi kować dziwaczną informację pana Marka. Jedyny dom stojący w sąsiedztwie to budynek PGR – Państwowego Gospo- darstwa Rybnego – w którym mieszkają rybacy odławiający z jeziora 3 Tani samochód dostawczy produkowany od 1959 roku w  FSC Lublin (przyp. red.). 14 e c s l o P i u ż e i p a P O węgorze. Oddają państwu, co państwowe, a resztą pokątnie handlują. Również dla każdego członka naszej ekipy organizują po parę kilogra- mów. I ja korzystam z tego co miesiąc, bo choć z jednej strony jest ze mnie idealistyczny inteligent, to staram się też sprawdzać jako zdoby- wający pożywienie samiec. Normalnie w sklepie węgorza kupić się nie da. Niestety, w PGR też już chyba wszyscy posnęli, dostrzegam jednak przebijającą się przez framugę jednego z okien na parterze słabą bla- dofi oletową poświatę telewizora. Wbrew wrodzonej nieśmiałości każą- cej unikać kontaktów z nieznajomymi, stukam do obcych drzwi. Od- powiada mi cisza. Ponawiam pukanie. Dalej cicho. Naciskam klamkę. Drzwi są otwarte. Włączony telewizor stoi na końcu pokoju i oświetla półleżącą na tapczanie trzydziestoparoletnią kobietę w szlafroku. Ma rozmazany makijaż, śpi, lekko pochrapując. Nie bacząc na konsekwen- cje, chwytam ją za ramię. Po chwili kobieta otwiera oczy, w których dostrzegam lęk i zdumienie. – Kogo wybrano na papieża? – pytam. – A… tego… z Krakowa – mamrocze. Boże! Co za ulga! Obracam się i widzę, jak głowa kobiety znów opada bezwładnie na tapczan. Wychodzę nad jezioro. Maleńkie zmarszczki fal bezgłośnie omywa- ją przybrzeżny piasek. Mleczna Droga delikatnie rozcina i wodę, i nie- bo. Staram się modlić, ale wysiłek jest bezsen sowny, gdy każdy nerw i każda żyłka w moim ciele pulsują stopione z rytmem otulającego mnie nocnym mrokiem kosmosu. A może raczej, po raz pierwszy w mym ży- ciu, na moment przestały pulsować i dlatego jest wręcz idealnie cicho? Bywają takie – rzadkie i bezcenne – chwile, w których nikną nawet niewypowiedziane słowa i rozwiewają się najprostsze myśli. Człowiek, czując, że jest jedynie przechodniem w rzeczywistości, dotyka wtedy prawdziwego pokoju. Wie – i nie jest to odkrycie smutne – że to, co istotne, odbywa się całkowicie poza nim. Rozumie, że nagle cały świat odmienił swą postać. I chociaż wszystko z pozoru wygląda tak samo, to przecież, w istocie, staje się całkowicie odmienione. Więcej, nigdy już u k o r 8 7 9 1 a k i n r e i z d ź a p 6 1 , o n z s e m e z r T – ń a n z o P 15 nie będzie takie samo, choć w uszach wciąż jeszcze dźwięczą strzępy minionych rozmów, a pamięć podsuwa skrawki starych wierszy. Nawet nie usiłuję okiełznać myśli, bo z łagodnie promieniującym we wnętrzu pokojem, całym sobą czuję, że nie jestem w stanie ogar- nąć tego, co się dopiero zaczyna. To nieważne. To dopiero nadejdzie. W tym momencie całkowicie wystarcza, że wiem z absolutną jasnością, że to już koniec, raz na zawsze, defi nitywny koniec starego świata. Ponad dachami i ponad oddechami Ponad dniami i ponad dymami Ponad głowami i ponad słowami Zapada noc Zapada noc Zapada noc Spis treści Spis treści Wstęp - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 5 I. O PAPIEŻU I POLSCE 1. Poznań – Trzemeszno, 16 października 1978 roku - - - 2. Kościół i świat przed 16 października 1978 roku - - - - 3. Polska – trzęsienie ziemi - - - - - - - - - - - - - - 4. Dwutakt Karola Wojtyły - - - - - - - - - - - - - - 5. Budowniczy mostów - - - - - - - - - - - - - - - - 6. Papież praw człowieka - - - - - - - - - - - - - - - 7. Uporządkowana zgoda zamiast pseudopokoju - - - - - 8. Trwonione bogactwo naturalne – społeczeństwo 11 17 28 37 57 74 86 obywatelskie - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 106 9. Teoria i praktyka solidarności - - - - - - - - - - - - 130 10. Zamiast narodowej lobotomii - - - - - - - - - - - - 151 11. Tym razem bez cudzysłowu – Papież w Zgromadzeniu Narodowym - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 162 12. Ostatnia pielgrzymka - - - - - - - - - - - - - - - 171 13. Dar i dług - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 174 14. Czy jesteśmy Kościołem Jana Pawła II? - - - - - - - - 182 ? o g e t r a w t o a w t s ń e z c e ł o p s a j c k u r t s e d o t u A 411 15. Nie bójmy się ateistów - - - - - - - - - - - - - - - 189 16. Panmaglizm - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 198 17. Cztery twarze – jedna Polska - - - - - - - - - - - - 210 18. Gniew i ból – dwa radykalizmy - - - - - - - - - - - 217 19. Spowiedź z własnych grzechów - - - - - - - - - - - 229 20. Trudny czas dla homo sapiens - - - - - - - - - - - - 242 II. O KOŚCIELE I ŚWIECIE 21. Ostatni sobór – ciągłość czy rewolucja? - - - - - - - - 251 22. Chrześcijanin wobec państwa - - - - - - - - - - - - 270 23. Obustronnie szkodliwe uprzedzenia – Kościół i liberalna demokracja - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 290 24. Dylematy polityka - - - - - - - - - - - - - - - - - 329 25. Wojna czy pokój? - - - - - - - - - - - - - - - - - 343 26. Etyka i ekonomia – XX wieków nieporozumień - - - - 356 27. Siedem tez o religii, demokracji i społeczeństwie otwartym - 376 28. Autodestrukcja społeczeństwa otwartego? - - - - - - - 391 e i i c e w ś i e l e i c ś o K O 412 ale.pdf 1 2013-02-12 12:58:11 C M Y CM MY CY CMY K
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ale nam się wydarzyło
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: