Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00441 007124 11241361 na godz. na dobę w sumie
Aleksander Mogilnicki. Wspomnienia adwokata i sędziego - ebook/pdf
Aleksander Mogilnicki. Wspomnienia adwokata i sędziego - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wolters Kluwer Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-8092-953-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biografie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Aleksander Mogilnicki (1875-1956) był wybitnym prawnikiem: teoretykiem, praktykiem; adwokatem w okresie zaborów; obrońcą, sędzią i kodyfikatorem w okresie II Rzeczpospolitej; obrońcą w PRL. Ukończył Wydział Prawa i Administracji Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, a doktorat uzyskał na Uniwersytecie Jagiellońskim, wykładał w Wolnej Wszechnicy Polskiej (1913-1939), w Szkole Nauk Społecznych i Handlowych (1915-1919), na Uniwersytecie Warszawskim (1917-1921), a po drugiej wojnie światowej na Uniwersytecie Łódzkim (1946-1952) i w Łódzkiej Wyższej Szkole Nauk Administracyjnych (1947-1948). W 1916 r., wraz z Emilem Rappaportem, przygotował projekt nowego polskiego kodeksu karnego. Był sekretarzem Komisji Kodyfikacyjnej (1919-1923), następnie wiceprezesem Sekcji Postępowania Karnego tej Komisji, głównym referentem projektu ustawy o nieletnich, ustawy postępowania karnego oraz referentem projektu ustawy o ustroju sądownictwa. Działał aktywnie w różnych organizacjach społecznych. Był nauczycielem historii w pierwszym gimnazjum z językiem polskim w Łodzi (od 1906 r.), członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Opublikował 30 prac naukowych i 125 obszernych rozpraw oraz liczne artykuły w naukowych czasopismach polskich i zagranicznych. Był członkiem wielu prawniczych organizacji międzynarodowych. W 1920 r. został mianowany sędzią Sądu Najwyższego, a w 1924 r. prezesem Sądu Najwyższego, kierującym pracami Izby Karnej. Za surowe przestrzeganie zasad niezawisłości sądu i nieusuwalności sędziów naraził się władzom sanacyjnym i w 1929 r. został zdymisjonowany.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ALEKSANDER MOGILNICKI Wspomnienia adwokata i sędziego WARSZAWA 2016 Wydanie publikacji zostało dofinansowane przez Naczelną Radę Adwokacką Wydawca Małgorzata Stańczak Redaktor prowadzący Katarzyna Gierłowska Projekt okładki Grafos Łamanie Fotoedytor Zdjęcia na okładce, stronie kontrtytułowej oraz w książce prywatne zbiory Barbary Izdebskiej Zapis cyfrowy przygotował Jan Izdebski na podstawie kopii maszynopisu z odręcznymi poprawkami (uzupełnienia i skreślenia) wprowadzonymi przez Autora Uwagi w książce podane w nawiasach kwadratowych pochodzą od Barbary Izdebskiej © Copyright by Barbara Izdebska, 2016 ISBN: 978-83-8092-455-0 Dział Praw Autorskich 01-208 Warszawa, ul. Przyokopowa 33 tel. 22 535 82 19 e-mail: ksiazki@wolterskluwer.pl www.wolterskluwer.pl księgarnia internetowa www.profinfo.pl Słowo wStępne Słowo wstępne Słowo wstępne Prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej przy współpracy z Wolters Kluwer SA postanowiło przypomnieć i przybliżyć osobę Aleksandra Mogilnickiego, niezwykłego prawnika, humanisty i obywatela, uczo‑ nego i profesora kilku wyższych uczelni, znaczącego pedagoga, edyto‑ ra i publicysty prawniczego, członka licznych krajowych i zagranicz‑ nych towarzystw naukowych – a przede wszystkim wybitnego sędziego i kodyfikatora oraz znakomitego adwokata i obrońcy. Chce to uczynić za pomocą publikacji Wspomnień adwokata i sędziego spisanych przez Niego w Łodzi w latach 1949–1955, a przygotowanych do druku w la‑ tach następnych przez Jego wnuczkę panią Barbarę Izdebską1. Aleksander Mogilnicki urodził się 16 kwietnia 1875 r. jako syn Konstantego i Henryki z Żarnowskich. Ojciec powstaniec stycznio‑ wy i więzień polityczny caratu, z wykształcenia prawnik wykonujący początkowo, po wyjściu z więzienia funkcje obrońcy sądowego, a na‑ stępnie zawód rejenta (notariusza), miał istotny wpływ na wychowa‑ nie patriotyczno ‑obywatelskie i wykształcenie swoich dwóch synów. Słynne było jego powiedzenie: „Trzech ludzi musi umieć rozmawiać z człowiekiem: lekarz, ksiądz i adwokat”. Jeden z jego synów został lekarzem, a drugi prawnikiem, adwokatem. Aleksander Mogilnicki po ukończeniu w 1892 r. gimnazjum w Ło‑ dzi, gdzie z powodzeniem wypróbowywał swe uzdolnienia literackie, za namową ojca zapisał się na Wydział Prawa Cesarskiego Uniwersytetu 1 A. Mogilnicki, Wspomnienia, Warszawa, 2008, s. 235; K. Śmiechowski, Garść refleksji na temat pierwszego wydania Wspomnień Aleksandra Mogilnickiego, „Studia z historii społeczno ‑gospodarczej. Artykuły recenzyjne, recenzje i omówienia” 2011, t. IX, s. 379–391. 5 Słowo wStępne Warszawskiego. Od początku studiów podjął działalność patriotyczną i społecznikowską w tajnej „Bratniej Pomocy” oraz w kółku samo‑ kształceniowym „Jutrzenka”. W tym czasie ujawnił również swój ta‑ lent oratorski. Za prace naukowe w latach 1894–1896 otrzymał dwa medale: srebrny za rozprawę Teoria prawna Iheringa, złoty za kończącą studia pracę kandydacką – pionierską w treści i formie rozprawę Ustrój sądow nictwa w Zachodniej Europie i Rosji. W 1896 r. rozpoczął prak‑ tykę prawniczą w kancelarii znanego warszawskiego adwokata Leona Błaszkowskiego. W tym czasie począł bliżej interesować się prawem karnym. W latach 1897–1899 był aplikantem w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Nawiązał współpracę z „Gazetą Sądową Warszawską” (dalej: GSW), której redaktorem naczelnym był wybitny adwokat Hen‑ ryk Konic. Na łamach GSW opublikował wiele prac z zakresu prawa administracyjnego i prawa karnego. Praca pt. Sądy Administracyjne sta‑ nowiła pierwsze opracowanie tego tematu w polskiej literaturze praw‑ niczej obszaru zaboru rosyjskiego. Z zakresu prawa karnego ukazały się artykuły: Czy kara hańbi?, O terminie siedmiodniowym w ustawie postępowania karnego, Indywidualizacja kary. W tym samym czasie w czasopiśmie „Ateneum” opublikował ważną pracę pt. Sąd przy­ sięgłych. W pracach tych, które w większości ukazały się w wersji książkowej, występował jako jeden z pierwszych, obok Juliusza Maka‑ rewicza i Wacława Makowskiego, przedstawicieli pozytywizmu socjolo‑ gicznego w nauce prawa karnego. Po zakończeniu aplikacji sądowej i zdaniu egzaminu Aleksander Mogilnicki powrócił do Łodzi, gdzie jako pomocnik adwokata przy‑ sięgłego wraz z kolegą Janem Czeraszkiewiczem założył, w stycz‑ niu 1900 r., kancelarię adwokacką. W 1901 r. Mogilnicki otrzymał nominację na adwokata przysięgłego i od tego momentu prowadził samodzielnie własną kancelarię, szybko zdobywając szeroką prakty‑ kę i renomę znawcy rosyjskiej procedury karnej. W tym samym roku opublikował w „Ateneum” interesującą rozprawę, którą można nazwać „adwokacką”, pt. Obrońca kryminalny a opinia publiczna. Kwestie te jeszcze rozwinął w pracy Pierwiastek zemsty w pojęciu kary, ogłoszonej na łamach „Themis Polskiej” w 1916 r. Temat ciągle aktualny, a może jeszcze bardziej niż w tamtych czasach. W 1905 r. Mogilnicki był delegatem z Łodzi na tzw. Zjazd Ziem‑ ców, tj. przedstawicieli rosyjskiego samorządu ziemskiego i miejskiego w Moskwie. W tym samym roku prawdopodobnie brał udział w zjeź‑ 6 Słowo wStępne dzie założycielskim Związku Adwokatury Polskiej, na którym podjęto słynną uchwałę mówiącą m.in., iż „Związek Adwokatury ma na celu ochronę praw narodu polskiego oraz zespolenie działalności zawodowo‑ ‑społecznej adwokatów Polaków z uwzględnieniem w obu tych kierun‑ kach czynnika politycznego”. W 1906 r. Mogilnicki bezskutecznie kandydował do Dumy Pań‑ stwowej. W tym samym roku przyczynił się do powołania polskiego gimnazjum w Łodzi o nazwie „Uczelnia”, w którym został nauczy‑ cielem historii. Prowadził też wykłady z prawa handlowego. Wydał podręcznik do ogólnej nauki prawa w szkołach średnich. Należał do Towarzystwa Prawniczego w Łodzi, był członkiem zarządu oddziału łódzkiego Macierzy Szkolnej, prezesem oddziału Towarzystwa Kultu‑ ry Polskiej. Wygłaszał odczyty i wykłady z prawa i historii. Napisał wiele haseł do Wielkiej Encyklopedii Powszechnej Ilustrowanej oraz do dwutomowej Encyklopedii Handlowej Orgelbranda2. Opublikował wie‑ le rozpraw naukowych i utworów literackich. Publikował w gazetach i czasopismach: w GSW, „Ateneum”, „Bluszczu”, „Gońcu Łódzkim”, „Ogniwie”, „Ognisku Rodzinnym”, „Tygodniku Polskim”. W latach 1908–1911 odbył dodatkowe studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie uzyskał stopień doktora praw. W 1910 r. został członkiem Towarzystwa Więziennictwa w Paryżu. W 1911 r. przeniósł się z rodziną do Warszawy, gdzie podjął prakty‑ kę adwokacką. Wykładał równocześnie prawo karne oraz prawo cywilne w Towarzystwie Kursów Naukowych, określanym mianem Uniwersy‑ tetu Latającego, które przekształciło się w 1918 r. w Wolną Wszechnicę Polską, w której Mogilnicki wykładał przez cały okres międzywojenny. Był też wykładowcą w Szkole Nauk Społecznych i Handlowych (zmie‑ nionej później na Szkołę Nauk Politycznych). W 1912 r. uczestniczył we Lwowie w V Zjeździe Prawników i Eko‑ nomistów Polskich, a w czerwcu 1914 r. w legendarnym dziś pierw‑ szym Sejmie Adwokatury Polskiej, podczas którego wygłosił referat, w którym omówił podstawowe zasady etyki adwokata i zaproponował 2 Wielka Encyklopedia Powszechna Ilustrowana (WEPI) wydawana była w latach 1890–1914 w Warszawie przez Saturnina Sikorskiego. Wydano 55 tomów, do hasła Patroklos. Mogilnicki opracowywał hasła prawnicze, obok innych adwokatów war‑ szawskich. W późniejszych latach pisał także m.in. do: Encyklopedii Podręcznej Prawa Publicznego. Szerzej: A. Redzik, Periodyczne encyklopedie prawnicze, „Palestra” 2011, nr 11–12, s. 209–218. 7 Słowo wStępne ujęcie ich w dziesięciu punktach, które przeszły do dziejów adwokatury jako „dekalog zasad etyki adwokackiej”3. W ramach działalności społecznikowskiej wiele czasu poświęcał To‑ warzystwu Osad Rolnych i Przytułków Rzemieślniczych, zajmującemu się poprawą warunków opieki nad nieletnimi przestępcami. Te zainte‑ resowania zaowocowały głośną i jedną z najważniejszych w dorobku Mogilnickiego książką Dziecko i przestępstwo, która do dziś stanowi kanon literatury przedmiotu. W sierpniu 1916 r. brał udział w specjalnej komisji powołanej przez istniejącą od 1915 r. namiastkę samorządu adwokackiego o nazwie De‑ legacja Adwokatury Warszawskiej. Komisja owa opracowywała projekt statutu palestry polskiej. Projekt został ogłoszony w styczniu 1917 r.4, a formę prawną – po poprawkach wniesionych w Departamencie Sprawiedliwości Tymczasowej Rady Stanu – znalazł w dekrecie Na‑ czelnika Państwa z 24 grudnia 1918 r., z mocą obowiązującą z dniem 1 stycznia 1919 r. W działalności publicystycznej oraz jako członek Komitetu Redak‑ cyjnego GSW (od 1911 r. do września 1939 r.) dążył do połączenia wysiłków wszystkich korporacji prawniczych dla osiągnięcia najważ‑ niejszego celu, aby wymarzona przez jego pokolenie wolna, niepodległa Polska stała się państwem prawa. Wybuch I wojny światowej zastał Aleksandra Mogilnickiego wraz z rodziną na wakacjach w Ustce. Jako poddany rosyjski został inter‑ nowany w Berlinie. Po powrocie do Warszawy czynnie uczestniczył w adwokaturze i w przygotowaniach do powołania sądownictwa pol‑ skiego. Gdy tylko taka sytuacja powstała, zgłosił swój udział i już 1 listo pada 1917 r. został mianowany sędzią Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Należał do organizatorów sądownictwa polskiego naj‑ pierw na terenie Kongresówki, a później w Polsce niepodległej. U pro‑ gu niepodległości brał czynny udział w pracach wielu Komisji i Komi‑ tetów, takich jak: Komitet Zrzeszeń Prawniczych, Komitet Sądowy, Komisja Organizacji Sądownictwa, Komisja Konstytucyjna Tymcza‑ 3 Szerzej w: A. Redzik, T. Kotliński, Historia Adwokatury, wyd. 3, Warszawa 2014, s. 142–143; A. Redzik, Orzecznictwo dyscyplinarne a kodyfikacja etyki adwokackiej (w:) Etyka zawodów prawniczych w praktyce. Wzajemne relacje i oczekiwania – Ethics of the legal professions. Mutual relationships and expectations, red. G. Borkowski, Lublin 2012, s. 237–241. 4 Szerzej: A. Redzik, T. Kotliński, Historia Adwokatury, wyd. 3, s. 168–169. 8 Słowo wStępne sowej Rady Stanu, Komisja Prawa Karnego przy Departamencie Spra‑ wiedliwości TRS i inne. W styczniu 1920 r. Aleksander Mogilnicki został mianowany Sę‑ dzią Sądu Najwyższego. W czasie wojny polsko ‑bolszewickiej zgłosił się ochotniczo do wojska i pełnił służbę wojskową od sierpnia do paź‑ dziernika 1920 r. Po śmierci pierwszego prezesa Sądu Najwyższego Franciszka Nowo‑ dworskiego z dniem 25 października 1924 r. Aleksander Mogilnicki zo‑ stał prezesem Sądu Najwyższego, kierującym pracami Izby Karnej SN. Ogłoszenie w 1928 r. pracy pt. Niezawisłość sędziów w nowym ustroju sądowym wywołało niezadowolenie ówczesnych władz i stało się przy‑ czyną zwolnienia go z zajmowanego stanowiska i przeniesienie wiosną 1929 r. w stan spoczynku. Powrócił wówczas do wykonywania zawodu adwokata, co umożliwiło mu wypowiadanie zdecydowanych opinii na temat niezawisłości sędziów, narażonej na poważne zagrożenie. Znala‑ zło to szczególny wyraz w artykułach poświęconych granicom wykład‑ ni prawa (GSW 1930) oraz różnicy między sędzią a urzędnikiem (GSW 1931). Zdaniem Aleksandra Mogilnickiego: „Sędzia w chwili wyko‑ nywania swych czynności sędziowskich powinien być obcy wszelkim wpływom zewnętrznym. Tylko ustawa, sumienie i okoliczności sprawy mogą stanowić podstawę do wydania wyroku. Żaden zwierzchnik, czy to minister, czy prezes, czy sędzia wyższego sądu nie ma prawa na‑ kazywać, ani nawet zlecać sędziemu, żeby tak czy inaczej w sprawie orzekał. Bezstronnie wymierzać sprawiedliwość może tylko sędzia na‑ prawdę niezależny”. Głosząc tego rodzaju idee, konsekwentnie zgodził się na wystąpienie w charakterze świadka obrony w najsłynniejszym procesie politycznym dwudziestolecia międzywojennego, tzw. procesie brzeskim. Razem z byłym prezesem Sądu Najwyższego adwokatem Władysławem Seydą mówili o systematycznym likwidowaniu niezawi‑ słości sądów, czego dowodem był dekret w sprawie usuwalności sę‑ dziów, obejmujący nawet sędziów Sądu Najwyższego5. Bardzo istotną rolę Aleksander Mogilnicki odegrał przy unifikacji i kodyfikacji prawa polskiego, w szczególności prawa karnego. Postano‑ wieniem Naczelnika Państwa z dnia 22 sierpnia 1919 r. został powołany 5 K. Pol, Poczet Prawników Polskich XIX–XX w., 2 wyd., przejrzał i uzupełnił A. Redzik, Warszawa 2011, s. 891–902. Zob. też biogram Moglinickiego pióra Wacława Szczygielskiego w Polskim Słowniku Biograficznym. 9 Słowo wStępne do pierwszego, 44‑osobowego składu Komisji Kodyfikacyjnej RP, w któ‑ rej pełnił szereg odpowiedzialnych funkcji: był pierwszym sekretarzem generalnym prezydium, członkiem Wydziału Karnego i wiceprezesem Sekcji Postępowania Karnego (od 1923). Był współautorem i głównym referentem projektów: ustawy o sądach dla nieletnich, kodeksu postępo‑ wania karnego, koreferentem ustawy o sądach powszechnych. Współpra‑ cował z profesorami Juliuszem Makarewiczem i Wacławem Makowskim przy projekcie kodeksu karnego z 1932 r. Dla popularyzacji i zrozumie‑ nia przygotowywanego, a następnie obowiązującego prawa miały służyć zarówno opracowane komentarze – do kodeksu postępowania karnego z wzorami pism procesowych, do kodeksu karnego i prawa o wykrocze‑ niach (wraz z Stefanem Glaserem) – jak i przede wszystkim wykonana przez niego praca na łamach „Gazety Sądowej Warszawskiej”. Tu bo‑ wiem sukcesywnie omawiał i przybliżał szerszej opinii publicznej propo‑ nowane, a następnie przyjęte założenia i podstawowe instytucje z zakre‑ su prawa procesowego i prawa karnego materialnego. Podobne znaczenie miały prowadzone przez niego w wielu uczelniach wykłady, w których przedstawiał bieżące wyniki prac projektowych Komisji Kodyfikacyj‑ nej RP, a także obszerne informacje z orzecznictwa sądów. Wszystko to razem przyczyniało się do tworzenia prawa na poziomie odpowiadają‑ cym najlepszym kodyfikacjom europejskim. W tym kontekście przypo‑ mnieć wypada, że Aleksander Mogilnicki w swojej długoletniej działal‑ ności napisał ponad 30 książkowych monografii i 125 obszerniejszych rozpraw, publikowanych w językach francuskim, angielskim, belgijskim, serbskim, chorwackim i rumuńskim, nie licząc publicystyki. Aleksander Mogilnicki w miarę możliwości i potrzeb działał na rzecz samorządu adwokackiego. W 1937 r. uczestniczył w pracach nad pro‑ jektem zmian w ustawie prawo o ustroju adwokatury. Pisał stosunkowo ważne teksty poświęcone historii, etyce i zasadom wykonywania zawo‑ du. Zawód adwokata traktował jako służbę ludziom, jako służbę prawu. Obszerniej wypowiedział się na ten temat w napisanej z pasją pracy pt. Obrońca kryminalny a opinia publiczna z 1901 r. Swoją praktykę prawniczą rozpoczął w adwokaturze. Odchodził od niej (jak się później okazywało czasowo) jedynie do nauki, do zawodu sędziowskiego i prac kodyfikacyjnych. Powracał zawsze, kiedy było mu źle. Tak było w okre‑ sie międzywojennym, gdy usunięto go z sądownictwa, tak było w Polsce Ludowej, gdy przedwojenna przeszłość zamknęła mu drogę do kariery uniwersyteckiej i pracy w wymiarze sprawiedliwości. 10 Słowo wStępne W uznaniu jego zasług w czasach II Rzeczypospolitej Aleksander Mogilnicki otrzymał wiele odznaczeń, w tym m.in. Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Polonia Restituta, Krzyż Wielki jugosłowiań skiego Orderu św. Sawy i Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Gwiazdy Rumuńskiej. II wojna światowa przerwała jego działalność prawniczą o charakte‑ rze państwowym. Nadal wykonywał natomiast zawód adwokata w gra‑ nicach ustalonych przez okupanta. W lipcu 1940 r. wraz z grupą 84 ad‑ wokatów warszawskich został aresztowany i osadzony na Pawiaku. Po kilku tygodniach z uwagi na stan zdrowia został zwolniony. Za formal‑ ną podstawę posłużyło dawne, jeszcze z 1915 r. zaświadczenie lekarskie wydane przez lekarza niemieckiego w Berlinie. Okazało się, że doku‑ ment wystawiony przez lekarza niemieckiego jest respektowany przez bezwzględne i okrutne władze okupacyjne nawet po dwudziestu pięciu latach od jego wystawienia, zgodnie z wyznawaną przez nich zasadą „porządek musi być”. Prawie wszyscy pozostali adwokaci, wówczas ra‑ zem z Mogilnickim aresztowani, zostali wywiezieni do KL Auschwitz i wielu z nich już nie wróciło, o czym pisze we wspomnieniach z obozu adw. Ignacy Radlicki6. Przez całą okupację przebywał w Warszawie. W czasie Powstania Warszawskiego, mimo podeszłego wieku, zgłosił się do służby: pełnił straż nocną, pomagał przy wznoszeniu barykad i gaszeniu pożarów. Po Powstaniu przejściowo przebywał w obozie w Pruszkowie, skąd wywie‑ ziono go wraz z żoną do Działoszyc. Następnie przez kilka miesięcy mieszkał w Zalesiu Górnym k. Warszawy. W październiku 1945 r. wy‑ jechał do Łodzi. Otworzył tam kancelarię adwokacką, a od 1946 r. na Wydziale Prawa utworzonego właśnie Uniwersytetu Łódzkiego podjął wykłady z prawa karnego i procedury karnej oraz zajęcia z wojskowego postępowania karnego. Ten ostatni przedmiot wykładał także w łódz‑ kiej Wyższej Szkole Nauk Administracyjnych. Te zajęcia przyczyniły się do opracowania komentarza do kodeksu wojskowego postępowania. Aleksander Mogilnicki w 1952 r. przeszedł na emeryturę. Zmarł 1 września 1956 r. w Łodzi, w wieku 81 lat7. 6 Zob. I. Radlicki, Kapo odpowiedział – Auschwitz, oprac. M. Gałęzowski, Warsza‑ wa 2008. 7 K. Pol, Poczet Prawników Polskich XIX–XX w.; A. Redzik, Aleksander Mogilnicki, biogram przygotowany do „Słownika Biograficznego Adwokatów Polskich”, t. III. 11 Słowo wStępne Od 1949 r. Aleksander Mogilnicki począł spisywać swoje wspom‑ nienia (określane czasami jako pamiętniki), które w symbolicznym na‑ kładzie wydała w 2008 r. rodzina. Czym różni się pojęcie „pamiętnik” od pojęcia „wspomnienia”? We‑ dług językoznawców „pamiętnik” to utwór literacki zawierający opisy wydarzeń oparte na bezpośredniej obserwacji autora, jego wspomnie‑ niach i przeżyciach. „Wspomnienia” zaś to obraz przeszłości wywołany w pamięci; pamięć o kimś, o czymś co było. Może również przybrać formę dzieła literackiego, artykułu, notatki dotyczących zdarzeń minio‑ nych, w których autor sam uczestniczył lub które znał8. Wydaje się, że pojęcie „pamiętnik” jest bardziej zbliżone do pojęcia „kronika”, które wymaga większej systematyczności i chronologiczności czynionych za‑ pisów. Aleksander Mogilnicki przyznaje, że wielokrotnie był namawia‑ ny do pisania pamiętnika i że nie będąc jeszcze do tego przekonany, na wszelki wypadek, począł zbierać odpowiednie materiały i sporzą‑ dzać notatki, w których opisywał poszczególne epizody zasługujące na utrwalenie. Niestety, niemal wszystkie te materiały uległy zniszczeniu w czasie Powstania Warszawskiego. Przystępując w 1949 r. do odtwo‑ rzenia przeszłości, opierał się przede wszystkim na swojej pamięci. Za‑ pewnia, że fakty, które przytacza, są zawsze sprawdzone, a tam gdzie nie udało się tego uczynić, odwołuje się do relacji osób wiarogodnych i źródło takie zawsze przytacza9. Aleksandrowi Mogilnickiemu przyszło żyć, działać i tworzyć w trzech epokach naszych dziejów: zaborach, w odrodzonej II Rzeczy‑ pospolitej, w Polsce Ludowej oraz w trzech wojnach (dwóch światowych i wojnie polsko ‑bolszewickiej). Miał zatem nadzwyczaj szerokie pole do czynienia wnikliwych obserwacji i wyciągania właściwych wniosków, tym bardziej że był prawnikiem wszechstronnie wykształconym. Mógł współpracować z wybitnymi prawnikami, a wśród nich z wybitnymi polskimi adwokatami. W omawianych Wspomnieniach pojawiają się nazwiska przeszło 500 osób, które odegrały niepowszednią rolę w ży‑ ciu naszego narodu i państwa. Takie nazwiska, jak: Stanisław Srzed‑ nicki, Ksawery Fierich, Franciszek, Leon i Jan Nowodworscy, Fryderyk Zoll, Edmund Krzymuski, Maurycy Allerhand, Stanisław Wróblewski, 8 Słownik języka polskiego, pod red. prof. M. Szymczaka, PWN, 1979 r., t. II, s. 589 oraz t. III, s. 766. 9 A. Mogilnicki, Wspomnienia, 2008, s. 3. 12 Słowo wStępne Juliusz Makarewicz, Zygmunt Seyda, Wacław Makowski, Bolesław Pohorecki, Stanisław Bukowiecki, Jan Jakub Litaurer, Henryk Ettin‑ ger, Henryk Konic, Ignacy Koschembahr Łyskowski, Karol Lutostań‑ ski, Walenty Miklaszewski, Zygmunt Rymowicz, Stanisław Car, Emil Stanisław Rappaport, Eugeniusz Śmiarowski, Tadeusz Tomaszewski, Bronisław Sobolewski, Jan Morawski, Leon Supiński, Stanisław Śliwiń‑ ski – wzbudzały i dalej wzbudzają szacunek i uznanie. Najpierw brali oni udział w walce o polskość i niepodległość Pol‑ ski, a po roku 1918 w budowie nowoczesnego państwa i prawa. Zaj‑ mowali wysokie stanowiska państwowe i pełnili odpowiedzialne funk‑ cje. Byli marszałkami sejmu i senatu, ministrami sprawiedliwości, prezesami i sędziami Sądu Najwyższego oraz Najwyższego Trybunału Admi nistracyjnego, znanymi, cenionymi uczonymi, członkami Komi‑ sji Kodyfikacyjnej RP oraz wielu innych ważnych instytucji i organi‑ zacji krajowych i międzynarodowych. Na różnych etapach swojego ży‑ cia w zdecydowanej większości byli również adwokatami, odważnymi obrońcami, w szczególności w procesach politycznych, niezależnie od reprezentowanej przez siebie orientacji politycznej. Brali także udział w walce zbrojnej, kiedy tylko zachodziła tego rodzaju potrzeba. Oczywiście pomiędzy nimi występowały także zasadnicze różnice w reprezentowanych poglądach i podejmowanych działaniach, na te‑ mat charakteru państwa i tworzonego prawa z powodów politycznych czy ideologicznych. Prowadziło to często do ostrych polemik i scysji, a nawet decyzji, które miały istotny wpływ na życie i pozycje tych osób oraz grup społecznych wyznających takie same lub podobne po‑ glądy. Aleksander Mogilnicki nigdy nie ukrywał swojego negatywnego stosunku do Marszałka Józefa Piłsudskiego, szczególnie po zamachu majowym w 1926 r. i tzw. obozu sanacyjnego10. Był zdecydowanym przeciwnikiem wszelkiego totalizmu państwowego. Uważał, że jedną z dotkliwszych bolączek odrodzonej Polski był brak poczucia prawa. Po przeszło stuletniej walce z obcym rządem i jego przepisami Polacy nie potrafili nagle uznać, że własne prawo należy szanować i własny rząd, wybrany w sposób demokratyczny, wspierać11. Aleksander Mogil‑ nicki wyjątkowo krytycznie oceniał zachowanie niektórych ministrów sprawiedliwości, a wśród nich Stanisława Bukowieckiego, Czesława 10 A. Mogilnicki, Wspomnienia, 2008, s. 153, 156 i in. 11 A. Mogilnicki, Wspomnienia, 2008, s. 110–111. 13 Słowo wStępne Michałowskiego i Stanisława Cara. Ten ostatni, zdaniem Mogilnickie‑ go, lepiej niż inni potrafił usprawiedliwiać wszelkie nadużycia rządu i tak interpretować każdą ustawę, jak było mu wygodnie. Mówiono, że jest to „carska interpretacja” w rozumieniu nieuczciwej wykładni pra‑ wa, oraz o tzw. „figielkach” przy uchwalaniu Konstytucji Kwietniowej. Nawet jeśli nie podziela się poglądów Aleksandra Mogilnickiego, warto się z nimi zapoznać, tym bardziej że są one szczegółowo przez niego uzasadniane z odwołaniem się do konkretnych faktów i wskaza‑ nych dowodów. Prawdą jest, że z chwilą wprowadzenia w życie z dniem 1 stycznia 1929 r. nowego prawa o ustroju sądów Prezydent Rzeczypo‑ spolitej na wniosek ministra sprawiedliwości Stanisława Cara przeniósł w stan spoczynku 600 sędziów, w tym prezesów izb Sądu Najwyższego. Na przypomnienie zasługuje (opisany przez Mogilnickiego) mało znany fakt, że przeniesiony w ten sposób sędzia Sądu Najwyższego Ignacy Kon‑ dratowicz, już jako adwokat złożył do władz adwokackich wniosek o wy‑ toczenie mu postępowania dyscyplinarnego dla wyjaśnienia powodów podjętej w stosunku do niego decyzji. Przesłuchany w tym postępowaniu Stanisław Car przyznał, że jego wystąpienie do Prezydenta oparte było na podstawie doniesienia, którego prawdziwości nie sprawdził, a względem Prezesów Sądu Najwyższego Seydy i Mogilnickiego z przyczyn wyłącznie politycznych. Inny przykład: kiedy Sejm odmówił zatwierdzenia dekre‑ tów prasowych, co minister sprawiedliwości winien niezwłocznie ogłosić w „Dzienniku Ustaw”, Stanisław Car poradził sobie z tym problemem w ten sposób, że rząd po prostu nie wypełnił tego obowiązku. A więc nadal obowiązywało prawo, które z mocy Konstytucji formalnie prze‑ stało istnieć. W trakcie rozpoznawania tej sprawy przez Sąd Najwyższy minister Stanisław Car namawiał referenta do usunięcia z uzasadnienia najważniejszego stwierdzenia tego orzeczenia. Takich zdarzeń świadczą‑ cych o łamaniu prawa Autor przytacza znacznie więcej12. Wspomnienia Aleksandra Mogilnickiego składają się jakby z dwóch części, pisanych w różnym czasie. Część pierwsza, nad którą pracę Au‑ tor rozpoczął w 1949 r., obejmuje lata z końca XIX wieku do wybuchu II wojny światowej i dzieli się na kilkanaście podrozdziałów, poświę‑ conych konkretnym tematom. Ta część pisana jest ładnym, barwnym językiem literackim. Zawiera wiele szczegółów, często nieznanych lub znanych tylko częściowo. Przybliżają one wiele ważnych i ciekawych 12 A. Mogilnicki, Wspomnienia, 2008, s. 159, 160 i in. 14 Słowo wStępne zdarzeń historycznych oraz błyskotliwy rozwój kariery Autora Wspom­ nień, jako adwokata, sędziego, uczonego, działacza społecznego i pań‑ stwowego, a także cenionego publicysty. W opisywanych wydarzeniach Aleksander Mogilnicki występuje najczęściej w charakterze aktywnego ich uczestnika albo świadka. Niektóre z nich, mające charakter cieka‑ wostek, stały się legendami. A oto jedna z nich: „W dniu 5 sierpnia 1915 r., gdy wódz armii niemieckiej ks. Leopold Bawarski wjeżdżał przez Aleje Jerozolimskie na czele kawalerii, która miała zająć Warsza‑ wę, pierwszym milicjantem, który rzucił mu się w oczy był Stanisław Patek (jeden z najwybitniejszych warszawskich adwokatów, potem mi‑ nister spraw zagranicznych i ambasador w Moskwie, Tokio i Waszyng‑ tonie). Książę Leopold zatrzymał się przy nim i zwrócił się do niego, po niemiecku, z jakimś zapytaniem. Otrzymał odpowiedź w doskonałym języku francuskim. Po kilkuminutowej rozmowie ks. Leopold zapytał Patka, czy wszyscy członkowie milicji polskiej są na tak wysokim po‑ ziomie. «Mniej więcej (a peu Pres)» – odpowiedział Patek”13. Aleksander Mogilnicki przykładał wielkie znaczenie do należyte‑ go przygotowania się do wykonywania zawodu adwokata i sędziego. Ukończył dwie aplikacje: sądową i adwokacką, brał udział w licznych rozprawach sądowych. Najpierw w charakterze protokolanta oraz po‑ mocnika adwokata przysięgłego, a następnie adwokata przysięgłego, w końcu sędziego, sędziego apelacyjnego i sędziego Sądu Najwyższego. Przygotowanie polegało z jednej strony na zdobywaniu wiedzy teoretyczno ‑naukowej, a z drugiej na nabywaniu praktyki i doświad‑ czenia zawodowego. Z zainteresowaniem wysłuchiwał świetnych prze‑ mówień obrończych, obserwował realizowaną przez nich taktykę pro‑ wadzenia sprawy, a także narady sędziowskie, w których brał udział, nad decyzjami incydentalnymi i ostatecznym werdyktem. Ciekawe i pouczające bywały pojedynki słowne na salach sądowych między stro‑ nami i często między stronami a sądem. Jeden z takich pojedynków Aleksander Mogilnicki opisał w następujący sposób: „W pewnej spra‑ wie przewodniczący składu orzekającego przerwał przemówienie adwo‑ katowi Pepłowskiemu z tego powodu, że przemawiając po rosyjsku i do sądu rosyjskiego nie stosuje się do zwyczajów w tym języku przyjętych. «U nas nie mówi się o ludziach po nazwisku, lecz należy wymieniać imię i imię ojca (otczestwo) np. Piotr Iwanowicz». Adw. Pepłowski na 13 A. Mogilnicki, Wspomnienia, 2008, s. 102. 15 Słowo wStępne razie na to nie zareagował, ale w dalszym ciągu przytaczając jakieś znane z Nowego Testamentu słowa Chrystusa powiedział: «Jezus Josi‑ łowicz mówi, że...». Cała sala zatrzęsła się od śmiechu”14. Swoje obserwacje i przemyślenia wyniesione z sal sądowych i aka‑ demickich starał się przedstawić w artykułach najczęściej publikowa‑ nych w GSW. Znalazło to również swój wyraz we Wspomnieniach, w szczególności w części pierwszej. Nie wiemy, kiedy Aleksander Mogilnicki zaprzestał pisania Wspom­ nień. Znamy natomiast tego przyczynę – ogólne zniechęcenie i apatia, „jakie objęły wszystkich prawie w dzisiejszych warunkach, zwłasz‑ cza ludzi starszych, pamiętających inne czasy”. Ponownie przystąpił do pracy nad Wspomnieniami w roku 1955. Ta część, którą nazywam umownie drugą, obejmuje lata 1939–1955, które opisane zostały na dwudziestu dziewięciu stronach. Po podtrzymaniu negatywnej opinii o rządach sanacyjnych sprawowanych przez ludzi niedorosłych do zajmowanych stanowisk, prowadzących Polskę szybkimi krokami do upadku – nie opisuje prawie żadnych wydarzeń mających bardziej ogól‑ ną wymowę. Mają one znaczenie przede wszystkim dla Autora i jego najbliższych. Wprawdzie w Posłowiu pani Barbara Izdebska wspomina o procesach politycznych w latach 1946–1952, w których miał wystę‑ pować jej Dziadek, ale na ich temat we Wspomnieniach nie ma żadnej wzmianki. Brak informacji na ten temat jest o tyle charakterystycz‑ ny, ponieważ w pierwszej części Wspomnień Autor wymienia i oma‑ wia wszystkie bardziej znaczące procesy sądowe, w których brał udział w charakterze obrońcy czy pełnomocnika, a nawet świadka. Czy dobrze się zatem stanie, że Wspomnienia Aleksandra Mogilnic‑ kiego, adwokata i sędziego, wybitnego polskiego prawnika, po przeszło 50. latach od ich spisania, zostaną opublikowane i udostępnione szer‑ szej opinii publicznej? W istocie rzeczy Wspomnienia Mogilnickiego poświęcone są pod‑ stawowym wartościom i zasadom, na których powinno być zbudowane demokratyczne państwo i sprawiedliwe prawo. Aleksander Mogilnicki jest gorącym zwolennikiem państwa prawnego opartego na trójpodziale władzy. W tej triadzie szczególną rolę przypisuje władzy sądowniczej, która powinna sprawować kontrolę nie tylko nad zachowaniami oby‑ wateli, ale przede wszystkim nad działaniami władzy ustawodawczej 14 A. Mogilnicki, Wspomnienia, 2008, s. 39. 16 Słowo wStępne i władzy wykonawczej. Opisując poszczególne zdarzenia historyczne świadczące o odstępstwie lub próbie odstępstwa od tych wartości, kry‑ tykując poglądy uzasadniające takie działania, Mogilnicki w rzeczy‑ wistości przeciwstawiał się łamaniu prawa i czynił to w obronie sze‑ roko pojmowanych praw i wolności obywatelskich, praw człowieka. Wiele z jego uwag okazało się trafnych i jakby ponadczasowych, ponie‑ waż i w chwili obecnej nie straciły na swojej aktualności. Historia lubi się powtarzać, dostosowując swoje szaty do aktualnych potrzeb. Aleksander Mogilnicki np. przestrzegał: „Działanie w interesie pań‑ stwa nie powinno się zwyradniać w działanie w interesie osób, chwilowo stających u steru władzy. Działalność przedsięwzięta na pozór w intere‑ sie państwa a niezgodna z ustawą i sumieniem zawsze się mści i prowa‑ dzi do wprost odwrotnych wyników – do szkodzenia interesowi państwa przez obniżenie poziomu moralnego i zachwianie poczucia prawa”. Dla Aleksandra Mogilnickiego szczególnie ważną wartością jest nie‑ zawisłość sędziów i niezależność sądów. Dlaczego? Bo bezstronnie wy‑ mierzać sprawiedliwość może naprawdę tylko niezależny sędzia. „Nie‑ zależność istnieje nie wtedy, gdy ją ustawy na papierze zapewniają, ale wówczas dopiero, kiedy cały układ warunków w jakich sędzia pracuje, składa się na rękojmię prawdziwej niezależności, gdy sędzia niczego się od rządu nie spodziewa i niczego nie obawia, że może spokojnie, bez ryzyka osobistego, wyrokować tak, jak każą mu ustawa i sumienie”. Największym wrogiem niezawisłości i tym samym praworządności jest taki stan rzeczy, w którym usuwalny sędzia boi się wydać nieko‑ rzystny czy niemiły dla rządu wyrok. Wówczas sądownictwo zamienia się w posłuszny władzom urząd administracyjny15.Dlatego też wszelkie ataki na sądownictwo, pozostałych dwóch władz, tj. wykonawczej lub ustawodawczej, niezależnie od tego, czy występują powody poważne czy pozorne, rozpoczynają się od gmerania w ustawie o ustroju sądów. Tak było w latach 1928–1929, 1932 r., tak jest i obecnie, gdy podej‑ mowane są próby dokonania zmiany tej ustawy. Wszystkie nagłe czyst‑ ki w sądownictwie przeprowadzane z powodów politycznych osłabiają cały wymiar sprawiedliwości. Powodują obniżenie poziomu sądownic‑ twa zarówno pod względem umiejętności, jak i w sensie moralnym. Zwiększają znakomicie liczbę niesłusznych wyroków oraz poczucie krzywdy osób nimi objętych. Odwołanie się do tych okoliczności przez 15 Por. K. Pol, Poczet Prawników Polskich XIX–XX w. 17 Słowo wStępne Autora Wspomnień miało stanowić przestrogę dla przyszłych pokoleń. Oby to była przestroga skuteczna. Na tle przedstawionych ciekawych sytuacji procesowych Aleksan‑ der Mogilnicki, wybitny teoretyk i praktyk prawa, stawia niesłychanie ważne pytanie, jak ma się zachować sędzia, gdy dochodzi do oczywi‑ stej sprzeczności pomiędzy bezwzględnością ustawy a obiektywną spra‑ wiedliwością orzeczenia? Odwołuje się do trzech przypadków. W pierwszym zaskarżony wyrok był oczywiście niesłuszny, ale ka‑ sacja była tak nieumiejętnie napisana, że nie nadawała się do uwzględ‑ nienia. Działo się to pod rządami przepisów, według których Sąd Naj‑ wyższy nie miał prawa wdawać się w kwestię winy lub niewinności i badał tylko, czy wyrok nie zawiera takich błędów prawnych i to wskazanych w kasacji, które powodowałyby jego uchylenie. W drugim obrońca wniósł znakomicie napisaną kasację jeden dzień po terminie, a w trzecim – śledztwo zostało przedłużone o jeden dzień ponad ter‑ min przewidziany przez ustawę. Po długich dyskusjach składy orze‑ kające opowiedziały się za sprawiedliwością orzeczenia i zaskarżone wyroki uległy uchyleniu. Zdaniem Mogilnickiego, z którym trudno się nie zgodzić, ślepe trzymanie się ustawy w takich przypadkach byłoby rażącą niesprawiedliwością. Niestety. Stanowisko takie nie było i nie jest powszechne akceptowane wśród stanu sędziowskiego16. Inne problemy może nastręczyć ustawa karna przewidująca nad‑ miernie surowe kary szczególnie w dolnych progach zagrożenia lub bezwzględny tryb postępowania, np. tryb doraźny. Doświadczenie wy‑ kazało, że wówczas dochodzi do masowego uniewinniania lub zmiany trybu postępowania. W konsekwencji, prędzej czy później, prowadzi to do uchylenia takich ustaw jako niespełniających postawionych przed nimi zadań. Racjonalny ustawodawca winien unikać takich sytuacji. Takie negatywne finalnie rozwiązania potwierdzają zasadność głoszo‑ nego przed 250. laty przez włoskiego myśliciela C. Beccarię poglądu, że nadmierna surowość kar nie jest skutecznym środkiem do zwalczania przestępczości17. Wiele miejsca we Wspomnieniach poświęcił Aleksander Mogilnicki adwokatom polskim i adwokaturze a także swojej pracy w tym zawo‑ dzie oraz działalności na rzecz i w ramach samorządu adwokackiego. 16 A. Mogilnicki, Wspomnienia, 2008, s. 56, 130–132. 17 A. Mogilnicki, Wspomnienia, 2008, s. 133. 18 Słowo wStępne Na skutek zamknięcia dla Polaków przez rządy rosyjskie dostępu do katedr uniwersyteckich i wyższych urzędów oraz prawie całkowitej rusyfikacji sądownictwa w Królestwie szeregi adwokackie zasilali najle‑ piej wykształceni i przygotowani prawnicy polscy. Nic więc dziwnego, że ówczesna adwokatura stała na bardzo wysokim poziomie intelek‑ tualnym i moralnym. Byli również patriotami, obrońcami polskości we wszelkich jej przejawach, najlepszymi przedstawicielami obywa teli polskich, gdy prawa ich były naruszane. Jak wspomina Mogilnicki, adwokaci polscy nie schlebiali sądom i prokuratorom rosyjskim, śmia‑ ło i z wielką odwagą głosili prawdę. Czynili to jednocześnie z godno‑ ścią i w sposób kulturalny. W czasie wprowadzonego w 1905 r. stanu wojennego adwokaci polscy tworzyli koła obron przed sądami wojskowymi i bronili z za‑ pałem i oddaniem, oczywiście bezpłatnie oskarżonych, w stosunku do których najczęściej zapadały kary śmierci. Widzimy tu pewną analo‑ gię do zachowania adwokatów polskich w czasie wprowadzonego stanu wojennego w roku 1981 z tą istotną różnicą, że oskarżonym nie groziła kara śmierci. Po zniesieniu stanu wojennego w grudniu 1905 r. sprawy politycz‑ ne rozpoznawane były przez specjalnie utworzone sądy z reguły przy drzwiach zamkniętych. Taki sąd składał się z czterech sędziów zawo‑ dowych i z trzech przedstawicieli stanów, którymi na terenie Królestwa Polskiego byli z reguły sędzia gminny i dwóch wójtów. Również przed ta‑ kimi sądami bronili polscy adwokaci bezpłatnie, przeważnie wyznaczani z urzędu. Bronili odważnie z wielkim zapałem, zadając kłam – jak pisze Mogilnicki – głoszonym nieraz pomówieniom, że adwokaci bronią tak, jak im płacą i że przemawiają bardziej do publiczności niż do sądu18. Gdy tylko pojawiły się pierwsze sygnały o możliwości odzyskania przez Polskę niepodległości, adwokaci przystąpili do przygotowania projektów odbudowy państwa polskiego, w tym w szczególności sądow‑ nictwa i prawa. Przynajmniej dwukrotnie adwokaci polscy w decydu‑ jący sposób przyczynili się do odbudowy polskiego sądownictwa i to w sytuacji kiedy jeszcze formalnie Polska nie odzyskała pełnej niepod‑ ległości. Pierwszy raz stało się to w 1915 r., kiedy to zaczęły samorzut‑ nie funkcjonować, od dawna starannie przygotowane przez adwokatów, sądy obywatelskie, złożone wyłącznie z adwokatów. Drugi raz z dniem 18 A. Mogilnicki, Wspomnienia, 2008, s. 80–81. 19 Słowo wStępne 1 września 1917 r., tj. z dniem oficjalnego otwarcia sądów królewsko‑ ‑polskich, z językiem polskim jako językiem urzędowym. I tym razem na stanowiska sędziów w zdecydowanej większości powołani zostali adwokaci polscy. Obejmując stanowiska sędziowskie, adwokaci rezyg‑ nowali z uzyskiwanych dotychczas intratnych dochodów. Świadczyło to nie tylko o ich patriotyzmie, ale również i ich chęci służenia dobru wspólnemu jako wartości nadrzędnej. Wszystkie te okoliczności znala‑ zły właściwe odbicie we Wspomnieniach spisanych przez ich uczestni‑ ka i świadka. Ciekawe są spostrzeżenia Mogilnickiego na temat bezpośredniego związku pomiędzy niezawisłością sędziego i jego wysokim poziomem przygotowania zawodowego a takim lub podobnym poziomem adwoka‑ ta świadczącego pomoc prawną w postępowaniach sądowych. Wysoki poziom zawodowy i moralny sędziego, stanowiący równie ważny ele‑ ment jego niezawisłości, powinien korzystnie i pobudzająco wpływać na przygotowanie zawodowe adwokata i jego postawę moralną. Traf‑ ność tej obserwacji powinna być poszerzona o konstatację, że wyso‑ ki poziom adwokata powinien mieć także dodatni wpływ na poziom i zachowanie sędziego. Można tu chyba zasadnie mówić o zjawisku naczyń połączonych. Autor Wspomnień bardzo wysoko ocenia poziom zawodowy sędziów i adwokatów, z tym że jego zdaniem począł on ule‑ gać pewnemu obniżeniu po zamachu majowym 1926 r. Wartością trudną do przecenienia jest to, że Wspomnienia, przypomi‑ nając poszczególne zdarzenia, pobudzają jednocześnie do myślenia i mogą stanowić swoiste ostrzeżenie przed niebezpieczeństwami, które kiedyś występowały i które występują lub mogą występować współcześnie. Na koniec Słowa wstępnego wypada gorąco podziękować pani Bar‑ barze Izdebskiej i Jej mężowi panu Janowi Izdebskiemu za przecho‑ wanie i przygotowanie do druku tak cennych materiałów, spisanych przez jednego z najwybitniejszych prawników polskich XIX i XX stule‑ cia – adwokata, sędziego i uczonego. Wyrażam jednocześnie pogląd, że Wspomnienia winny zostać poddane analizie naukowej przez historyka prawnika, co znacznie podniosłoby ich wartość dla każdego czytelnika, np. przez dodanie w przypisach objaśnień dotyczących pojawiających się w tekście setek nazwisk, skrótów, instytucji, wydarzeń. adwokat Czesław Jaworski przedmowa Aleksander Mogilnicki. Wspomnienia adwokata i sędziego Przedmowa Mój ojciec, Henryk Mogilnicki, przekazał mi przed laty wspomnie‑ nia swojego ojca, Aleksandra, z prośbą, by po 50 latach od ich napisa‑ nia wydać je drukiem. Ze względu na zobowiązania wobec mojego ojca jak i własne przekonanie, że wspomnienia świadka ważnych wydarzeń w historii naszego Kraju powinny zostać upowszechnione, przygotowa‑ łam te wspomnienia do druku. Na pewno staną się one dla kolejnych pokoleń wartościowym zapisem postaw i dokonań mojego dziadka. W moim pokoleniu działalność Aleksandra Mogilnickiego była częścią ustnie przekazywanej edukacji. Nie wątpię, że również historycy i praw‑ nicy będą mogli, dzięki temu wydawnictwu, zajrzeć za kulisy niekiedy ważnych wydarzeń. Prace nad kodyfikacją prawa w odrodzonej Polsce po latach rozbiorów, jak i zmagania polityczne w II Rzeczypospolitej są znane, ale nawet subiektywne spojrzenie wybitnego prawnika na wiele wydarzeń, które nie zawsze odbyły się w świetle reflektorów, może sta‑ nowić ciekawą lekturę. Słowa podziękowania należą się mojemu mężowi, Janowi Izdeb‑ skiemu, który pracując naukowo w dziedzinie odległej od prawa i po‑ lityki, po przeczytaniu maszynopisu, zdecydował się poświęcić wiele wieczorów na stworzenie elektronicznego zapisu wspomnień. Zadanie to nie było łatwe. Tekst był zapisany na papierze, który wykazywał pierwsze oznaki rozpadu, czcionka niezbyt wyraźna i często obarczona technicznymi defektami, fragmenty tekstu zapisane na odwrotnej stro‑ nie jako uzupełnienie itp. Zapis elektroniczny, będący podstawą wy‑ dania Wspomnień, został dokonany tak wiernie, jak to było możliwe. Pominięcia są nieliczne i nie mające istotnego znaczenia. W przypad‑ kach, gdy ta sama sprawa była omawiana w dwu różnych częściach 21 alekSander mogilnicki. wSpomnienia adwokata i Sędziego maszynopisu, przyjęto za zasadę, by nie pominąć żadnej informacji, a jednocześnie nie powtarzać kwestii, która w skróconej wersji była omawiana w innej części. W maszynopisie nazwy wszystkich wyż‑ szych uczelni (z wyjątkiem Uniwersytetu Jagiellońskiego) zapisane są małymi literami (np. uniwersytet warszawski). Wobec zmieniających się rzeczywistych nazw własnych tych uczelni, w omawianym okresie, pisownię tę zachowano. Spośród ponad 500 osób wymienionych przez Autora część wymieniona była jedynie z nazwiska; tam gdzie to było możliwe, imiona tych osób zostały wprowadzone do przygotowanego indeksu nazwisk. Tekst Wspomnień uzupełniono fotografiami ze zbio‑ rów rodzinnych. Barbara Izdebska Podział skarbów Ja mam duszę dla Boga, co króluje w niebie, Życie mam na usługi mojego narodu, Serce mi czarodziejka zabrała za młodu, Honor tylko zachowam na zawsze dla siebie. Z książeczki, która ukazała się nakładem wydawnictwa Rychliński i Wagner w Łodzi w roku 1903 pod tytułem Z jasnych dni, poezje Aleksandra Mogilnickiego. od autora Od Autora Kiedy opowiadałem różnym ludziom fragmenty moich przeżyć, słu‑ chano na ogół z nieudanym zainteresowaniem i wielokrotnie mnie na‑ mawiano, żebym pisał pamiętniki. Nie będąc jeszcze zdecydowany, czy się kiedykolwiek do tego zabiorę, zbierałem na wszelki wypadek odpo‑ wiednie materiały i notatki, opisywałem nawet poszczególne epizody, które wydawały mi się bardziej zasługującymi na utrwalenie. Wszystko to spaliło się wraz z całym naszym mieszkaniem w Warszawie w końcu roku 1944, kiedyśmy po kapitulacji powstania w dniu 5 października byli zmuszeni wraz z innymi mieszkańcami Warszawy do opuszczenia nagle naszego prawie niezniszczonego mieszkania, z którego po powro‑ cie zastaliśmy tylko popioły. Nie zmarnowało się tamto o tyle, że to, co opisywałem wówczas dobrze ze wszystkimi szczegółami zapamięta‑ łem i teraz lepiej będę mógł odtworzyć. Zabieram się obecnie w roku 1949 do odtworzenia mego życia już tylko prawie z pamięci. Zostało mi zaledwie parę druków, które się przechowały u mego siostrzeńca Zbigniewa Makarczyka. Dałem mu je na jakiś czas przed zniszczeniem naszego mieszkania, bodaj czy nawet nie przed ostatnią wojną, gdyż polecono mu opracowanie mojego życiorysu dla „Encyklopedii Nauk Politycznych”. Leżały u niego na Saskiej Kępie i jakoś ocalały, pomimo że i jego mieszkanie zostało opuszczone i częściowo „rozszabrowane”. Pamięć jednakże często zawodzi, zwłaszcza kolejność zdarzeń czę‑ sto się plącze. Jeżeli mi się uda zdobyć jakie dawne czasopismo, czy inny druk, postaram się braki pamięci uzupełnić. Obecnie mieszkam na peryferiach Łodzi, daleko od bibliotek, do których rzadko tylko mogę zaglądać i które zresztą są bardzo niekompletne. Muszę się więc posłu‑ giwać przeważnie pamięcią. Rozumie się samo przez się, że tam, gdzie 25 alekSander mogilnicki. wSpomnienia adwokata i Sędziego cytuję rozmowy w cudzysłowie, przytaczam je również tylko z pamię‑ ci, już oddając z możliwą ścisłością tylko ich treść, nie zaś dosłowne brzmienie. Chociaż niektóre ważniejsze rozmowy tak dokładnie pa‑ miętam, jakby się toczyły wczoraj. Fakty, które przytaczam, są zawsze ściśle sprawdzone. Piszę to, co sam widziałem lub słyszałem, a tam gdzie sam bezpośrednio danego faktu nie sprawdziłem, opieram się na wiadomościach od osób wiaro‑ godnych i źródło przytaczam. W niektórych tylko przypadkach opieram się na wieści publicznej, pisząc wtedy: „mówiono mi” lub „opowiada‑ no, że”. Nawet w tej postaci podaję tylko wiadomości, które zrobiły na mnie wrażenie wiarogodnych. Nieścisłości, jeżeli się wkradły, mogą dotyczyć tylko okoliczności nieistotnych. Niektóre z opisanych niżej faktów rzucają złe światło na osoby jesz‑ cze żyjące lub niedawno zmarłe. Trudno było je pomijać, gdyż obraz byłby jednostronny. Przytaczając tego rodzaju fakty, starałem się za‑ chować możliwie jak największą obiektywność i ciemnych barw nie przejaskrawiać, raczej nie dociągać. Ze względu na te ujemne oceny niektórych postaci, pamiętniki ni‑ niejsze nie nadają się do druku ani nawet do pokazywania osobom ob‑ cym, ani dziś, ani w najbliższym czasie. Ale w dalszej przyszłości, gdy wspomnienia ostygną i czas pokryje je patyną, byłoby może pożądane, żeby je wydrukowano, gdyż może przyczyniłyby się do wyświetlenia niektórych zdarzeń oraz do charakterystyki osób i epoki. Na razie piszę dla siebie, bo mam sporo wolnego czasu i chciałbym go w jakiś poży‑ teczny sposób zużytkować. Prawo, nad którym przez całe życie prak‑ tycznie i naukowo pracowałem, stało się obecnie takie płynne, że trud‑ no mi zabrać się do pracy naukowej w zakresie tego, co dzisiaj ciągłym ulega zmianom. A przy tym nie o wszystkim można pisać. Zresztą, gdyby te pamiętniki nie osiągnęły tego celu, w jakim je piszę, w każ‑ dym razie wypełniają mi i urozmaicają monotonne dzisiejsze życie. A.M. moi rodzice Moi Rodzice Ujrzałem światło dzien‑ ne w Warszawie 16 kwietnia 1875 roku, jako syn skromnego nauczyciela, Konstantego Mo‑ gilnickiego, który utraciwszy z powodu udziału w powstaniu 1863/64 urzędowe prawo do matury i dyplomu i będąc zmu‑ szony opuścić kraj, tułał się ja‑ kiś czas tu i ówdzie, aż wresz‑ cie, korzystając z upływu czasu i amnestii, powrócił do Polski i osiadł w Warszawie, zarabia‑ jąc na razie na życie dawaniem lekcji prywatnych i utrzymywa‑ niem stancji dla uczniów, którą właściwie prowadziła matka moja, Henryka z Żarnowskich. Później ojciec znalazł pra‑ cę w kancelarii dość wziętego dwokata Konstantego Wygonowskiego i tam powziął myśl kształcenia się w zawodzie prawniczym. Matka Aleksandra Mogilnickiego – Henryka z Żarnowskich Mogilnicka Należał do tej grupy młodzieży, która na wezwanie ojczyzny, zrywa‑ jącej się do walki z najeźdźcą, pośpieszyła do szeregów powstańczych, nie obliczając sił własnych ani sił wroga, kierując się mickiewiczowską zasadą, że 27 alekSander mogilnicki. wSpomnienia adwokata i Sędziego Gdzie się serca palą, Cyrklem uniesień duch, Dobro publiczną szalą, Jedność większa od dwóch. Urodzony w roku 1845 na wsi w Lubelskiem (nazwy nie pamiętam), dokąd matka jego [Genowefa z d. Tur] czasowo do rodziny zjechała, wychował się w Bielsku Podlaskim, a do gimnazjum uczęszczał w Bia‑ łymstoku. Do ostatniej niemal chwili wśród najcenniejszych pamiątek przechowywałem dwa jego listy pochwalne, wydane przez to gimnazjum. – Konstanty Mogilnicki Ojciec Aleksandra Mogilnickiego Utraciwszy ojca [Konstante‑ go seniora] w 8 roku życia, od wczesnej młodości szedł prawie o własnych siłach, pomagając w miarę możliwości matce, któ‑ ra pozostawiona bez środków do życia, musiała własną ciężką pracą utrzymywać siebie i pię‑ cioro dzieci, z których ojciec mój był najstarszy. Dwóch bra‑ ci ojca umarło we wczesnej młodości, zostały dwie siostry [Leontyna i Stefania]. Kiedy rozbrzmiało hasło powstania, ojciec mój był w ostat‑ niej klasie gimnazjum. Bez dłuższego namysłu rzucił naukę i wstąpił do partii Narbutta, działającej w Grodzieńszczyźnie. Choć jeden z naj‑ młodszych w partii, wyróżnił się szybko odwagą i inteligencją i wkrótce otrzymał nominację na oficera. Po rozbiciu partii w końcu lata 1864 nieoględnie powrócił do Jelonki, majątku swojego stryjecznego brata Michała Mogilnickiego, niedaleko od Brześcia Litewskiego. Tam go po kilku miesiącach aresztowano. Przesiedział wraz z innymi 10 miesięcy w więzieniu w Grodnie, tylko nadzwyczajnemu zbiegowi okoliczności (o czym niżej) zawdzięczał, że uniknął cięższych konsekwencji. Spo‑ 28 moi rodzice dziewając się już od pewnego czasu aresztowania, zakopał wszystkie „kompromitujące” dokumenty w blaszanej puszce w ogrodzie, ale po‑ wróciwszy po wielu latach, już ich nie mógł odnaleźć. Była tam mię‑ dzy innymi nominacja na oficera oraz listy, pisane przez stryja mego ojca, również Mogilnickiego (imienia nie pamiętam), który, naraziwszy się władzom zaborczym w roku 1848 wyemigrował do Hiszpanii i tam został do końca życia. Znacznie już później nadesłał swój portrecik, a raczej sporą miniaturę, w jakimś białym mundurze z orderami. Na portrecie była również mniej więcej dwunastoletnia córeczka. Ojciec, opowiadając to wszystko, mówił, że wie o tym stryju tylko tyle, że mieszkał w Barcelonie, ożenił się i miał trzy (jeżeli się nie mylę) cór‑ ki. Ponieważ córki te zapewne powychodziły za mąż, a więc zmieni‑ ły nazwisko, odnalezienie ich po wielu latach było rzeczą nieledwie beznadziejną. Nie próbowaliśmy ich nawet szukać, a i korespondencja ustała, zdaje się, przed moim urodzeniem. Portrecik ten był ostatnio w posiadaniu mojej ciotecznej siostry inżynierowej Janiny Janiszew‑ skiej, która wraz z mężem mieszkała aż do roku 1939 w Knurowie na Górnym Śląsku. W chwili nadejścia Niemców zmuszeni byli uciekać tak szybko, że on nawet nie zdążył zabrać z domu zegarka. Uciekali piechotą i na szosie ona została zabita przez lotnika z karabinu maszy‑ nowego. Mieszkanie ich zostało zrabowane, czy portrecik ocalał, nie wiem, przypuszczam, że nie. Zbieg okoliczności, który mego ojca uratował, był rzeczywiście nad‑ zwyczajny. Partia została rozbita w końcu lata i tylko z tego okresu, tj. lipca–sierpnia, policja rosyjska miała pewne dane, prawdopodobnie na podstawie czyichś doniesień, o udziale i działalności poszczególnych członków partii, już wtedy rozproszonych i ukrywających się bądź poje‑ dynczo, bądź w małych grupkach. A dodać należy, że wielu powstańców nosiło czerwone koszule, które rzucały się w oczy, a których nie było gdzie, ani u kogo, zamienić na inne, kiedy już wypadło się ukrywać. Ojciec mój przybył do Jelonki w sierpniu. Ale tak się złożyło, że począ‑ tek tego roku był w tamtych okolicach bardzo mokry i wobec ciągłych deszczów sianokosy nie mogły się odbyć na wiosnę. Zaczęto kosić łąki dopiero po żniwach. Śledztwo toczyło się wolno, świadków przesłuchi‑ wano dopiero po upływie półtora roku. Chłopi miejscowi, którzy, jak zwykle, mierzyli czas podług robót rolnych, rozpytywani przez władze śledcze, zeznawali jednogłośnie, że „panicz” przyjechał przed rozpo‑ częciem sianokosów i od tego czasu aż do aresztowania nie opuszczał 29 alekSander mogilnicki. wSpomnienia adwokata i Sędziego Jelonki. Nikomu jakoś nie przyszło do głowy ustalić, że rozpoczęcie sianokosów nie odbyło się, jak zwykle, na wiosnę. „Przyjechał przed rozpoczęciem sianokosów i odtąd nie wyjeżdżał, a więc nie mógł być w partii w lipcu i sierpniu” – wywnioskowały władze śledcze i uzna‑ ły udział mego ojca w partii za nie udowodniony. Kiedy mi to ojciec opowiadał, pomyślałem sobie, że zawdzięczam swoje istnienie temu, że na przeszło dziesięć lat przed moim urodzeniem deszcz padał. Ile to zdarzeń jest wynikiem przyczyny, nie mającej z nimi na pozór nic wspólnego i której nikt się nawet nie domyśla! Uznano winę mojego ojca za nie udowodnioną i wypuszczono go z więzienia, ale jako podejrzanemu zabroniono przebywać na teryto‑ rium dawnej Polski. Pojechał do Kijowa i tam wstąpił na wydział ma‑ tematyczny uniwersytetu jako „wolny słuchacz”. Ale i tam wkrótce zaczęło być „ciasno”, udał się więc do Petersburga, licząc na to, że im większe miasto, tym łatwiej uniknąć zbyt bliskiego kontaktu z władza‑ mi. Utrzymywał się z lekcji prywatnych, aż póki nie udało się wrócić do kraju. Studiując prawo pod kierunkiem życzliwego dlań adwokata Wygo‑ nowskiego, ojciec mój w roku, zdaje się, 1879 zdał odpowiednie eg‑ zaminy sądowe i uzyskał prawa tzw. „obrońcy sądowego”. Po śmierci adwokata Wygonowskiego objął jego kancelarię i wkrótce zdobył sobie dość dużą praktykę zwłaszcza wśród ziemiaństwa kresowego. Jedna z obron ojca zwróciła uwagę ówczesnego prezesa Izby Sądowej (sądu apelacyjnego), który sam, bez żadnych starań ze strony ojca, zapropo‑ nował mu stanowisko rejenta w Łodzi. Przyjął to chętnie, tym bardziej, że choć praktyka adwokacka szybko się rozwijała, i choć cieszył się dobrą opinią (o czym nieraz później słyszałem z ust ówczesnych ad‑ wokatów warszawskich), bolał zawsze nad tym, że nie mając dyplomu uniwersyteckiego, jest tylko adwokatem drugiej klasy. O ustroju adwo‑ katury za czasów rosyjskich będzie mowa niżej. Ojciec otrzymał nominację latem r. 1887 i osiedlił się na stałe w Łodzi. Zajął wkrótce w tym mieście wybitne stanowisko społeczne – należał do tzw. „notablów”. Był kierownikiem szeregu instytucji spo‑ łecznych i dobroczynnych, zasilał pisma miejscowe artykułami z dzie‑ dzin życia prawniczego i społecznego. W r. 1914, po zajęciu Łodzi przez Niemców, nie chciał zgodzić się na postanowione przez nich żądanie pisania aktów po niemiecku i opuścił Łódź, licząc że wróci do swojej kancelarii po wojnie. Nie wrócił jednak. Umarł w Warszawie w zaraniu 30 moi rodzice jutrzenki wolności 29 grudnia 1916 po kilkudniowej chorobie i choć nie doczekał się wolnej Polski, o którą walczył w młodości, widział już jednak w dali jej świt. I to go w znacznej mierze wynagrodziło za całe życie, spędzone w niewoli. Na jego trumnie złożono, między in‑ nymi, wieniec z biało ‑czerwonymi wstęgami i napisem: „Bojownikowi o wolność – legiony polskie”, a oddział legionów odprowadził do grobu trumnę b. oficera polskiego. Aczkolwiek kwestia, czy tworzenie przez Piłsudskiego legionów, walczących po stronie Niemców, było dla Pol‑ ski korzystne, czy raczej szkodliwe, była już wtedy otwarta, to jednak wszyscy, nawet najzagorzalsi przeciwnicy Niemiec, patrzyli na tych polskich legionistów ze wzruszeniem jako pierwszy zalążek niewidzia‑ nego od wielu lat wojska polskiego. Nie pytano przeważnie, dla kogo i o co walczą, widziano w nich polskich żołnierzy, za którymi musi przyjść Polska niepodległa. Wstęga ta, wraz szeregiem innych pamią‑ tek po ojcu, jak np. dwie duże fotografie Sienkiewicza i Siemiradzkiego z własnoręcznymi dedykacjami, spaliła się w r. 1944. Za trumną szła także spora garstka weteranów z r. 1863 w specjal‑ nych mundurach granatowych z takimi rogatywkami. I dziwnie się złożyło: ojciec mój umarł w chwili, gdy na horyzon‑ cie ukazał się świetlany obraz wolnej Polski, a przedtem umarła mat‑ ka moja w dniu 7 października 1905, gdy rozpoczynały się w Rosji tzw. lata wolnościowe i zaczynała świtać jutrzenka lepszych czasów dla Polski. Oboje opuścili tę ziemię o świcie (politycznym), nie doczekaw‑ szy wschodu słońca, ale też nie doznali późniejszych w tym zakresie zawodów. Czy mi się uda doczekać trzeciego świtu? Niejednokrotnie prosiłem ojca, żeby spisał swoje pamiętniki z cza‑ sów powstania. Za czasów rozbiorowych nie chciał pisać, obawiając się zapewne represji, gdyby takie pamiętniki dostały się w niepowo‑ łane ręce, gdyż ani amnestii, ani przedawnieniu nie można było cał‑ kowicie dowierzać, a potem, po roku 1915 – nie zdążył. Nie lubił na ogół o tych swoich przeżyciach opowiadać, choć często wyciągaliśmy go na słówka. Przypuszczam, że obawiał się, żeby się to nie rozniosło, bo w owych czasach i to mogło być niebezpieczne. Z półsłówek więc tylko i z rzadko opowiadanych fragmentów dowiedziałem się o tych przeżyciach ojca z czasów jego młodości, o których napisałem powyżej. Z kolegów ojca z czasów powstania poznałem, ale jeszcze we wczesnej młodości, dwóch tylko, którzy znacznie wcześniej od mego ojca umarli. Byli to Ignacy Józef Kuszell oraz znany fotograf i trochę malarz Antoni 31 alekSander mogilnicki. wSpomnienia adwokata i Sędziego Stypułkowski. I oni czasem jakieś słówko dorzucili i żadnej sprzeczno‑ ści między ich opowiadaniami i słowami ojca nie zauważyłem. Coś nie coś opowiadała mi również b. właścicielka Jelonki ciocia Klementyna Mogilnicka, żona wspomnianego wyżej Michała, a córka synowca poety Juliana Ursyna Niemcewicza, która także, jak wiele ówczesnych kobiet polskich, aczkolwiek nie brała, jak ongi Emilia Plater, bezpośredniego udziału w akcji zbrojnej, to jednak nie mniej się narażała dla dobra sprawy, spiesząc powstańcom z pomocą. Wspominała m.in., że kiedyś wiozła swoim powozem do Warszawy Traugutta, skąd – nie pamiętam, prawdopodobnie z Brześcia Litewskiego lub jego okolic. Matka moja, Henryka z Żarnowskich, choć pochodząca ze znacz‑ nego niegdyś rodu, była córką skromnego wówczas mieszczanina war‑ szawskiego i wyszła za mąż bez posagu za nie mniej skromnego na‑ uczyciela prywatnego, nie liczyła więc na lepsze warunki bytu niż te, w których się wychowywała. Życie jednak ułożyło się pomyślniej. Ojciec mój został rejentem w Łodzi i po pierwszych latach niedostatku dorobił się trochę, zyskał, jak wspomniałem, wybitne stanowisko społeczne, a w końcu kupił ma‑ jątek ziemski Przatów w pobliżu Szadka, na granicy powiatów łaskie‑ go i sieradzkiego. Spędzaliśmy tam lato w idealnych niemal warun‑ kach. Matka moja cieszyła się tam z wszystkiego, co nie przeszkadzało jej zajmować się z zapałem pracą społeczną, zarówno na wsi w Kole Ziemianek, jak i w Łodzi, gdzie ją stale wybierano na przewodniczącą szeregu instytucji społecznych. Ale w głowie się jej nie przewróciło, pozostała zawsze dobrą i cichą, jak wtedy, kiedy była żoną nauczyciela prywatnego. Powiedziała kiedyś, mówiąc o swoim życiu – „Rzeczywi‑ stość przeszła moje najśmielsze marzenia”. Zaiste, niewiele osób mo‑ gło to o sobie powiedzieć. Niestety, żyła zbyt k
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Aleksander Mogilnicki. Wspomnienia adwokata i sędziego
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: