Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00463 012808 15980207 na godz. na dobę w sumie
Ambasada przestrzeni - ebook/pdf
Ambasada przestrzeni - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3417-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poezja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'Ambasada przestrzeni' to najnowszy ebook Jerzego Piątkowskiego. Autor, znany z uwielbienia gór i południowych rejonów Polski, ponownie zabiera czytelników do świata swojej wyobraźni.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 J E R Z Y P I Ą T K O W S K I A M B A S A D A P R Z E S T R Z E N I CZĘŚĆ DRUGA BŁĘKITNEGO BRYLANTU 2 Copyright © by Jerzy Piątkowski Zdjęcie na okładce: Jerzy Golowski Wydanie pierwsze 3 Życie wyrasta z anegdoty Wciąż myślał o niej i czuł, że nadal ją kocha - Maria Luiza, Maria Luiza - cichutko powtarzał. Gdzie jesteś kochanie? Gdzie teraz jesteś ? Głos mu się łamał i zamierał. Nie mógł zaznać spokoju. Gorąca i nagła była ich miłość, potem nagle postanowiła wyjechać do Stanów. Co za noc - wino i pożegnanie. Jakże cierpka krew życia. Pięć dni temu rozbił się samolot, leciała ... chciała uciec przed własną miłością, miała nie wracać. Po co się wstydzić; serce płacze i boli – Maria Luiza, kobieta jego życia. Nic nie wiadomo, nic ... i wciąż ta okropna niepewność, bo ktoś oprócz załogi ocalał. Nadzieja zawsze tak naiwnie wędruje w łapciach tęsknoty. Nie był w stanie już nawet o tym myśleć, ona chyba dałaby jakiś znak. Maria Luiza i ta piosenka: „Mój kapitanie, już wieczór, mój kapitanie; więc jakie wino weźmiemy na pożegnanie ...” Podniósł się niechętnie, bo dzwonek u drzwi przerywał jego bolesne wspomnienia. Pewnie sąsiad chce pogadać o polityce. Gdzież mu teraz polityka w głowie. Otworzył drzwi i oniemiał, stała przed nim Maria Luiza, z neseserkiem w dłoni, jasny włos spływał jej na ramiona. Jestem ... wróciłam – szepnęła. I czuł, jak jej gorące łzy spływają mu po koszuli. Trzymał ją, ile sił w objęciach ... i szeptał bez przerwy wróciłaś kochanie, wróciłaś. * * * 4 Ach te myśli i chwile, które wracają … teraz siedział z profesorem w kawiarence, zmieniło się tak wiele od czasu, kiedy Maria Luiza wędrowała z nim po świecie. Kto by pomyślał, że uda się odnaleźć błękitny brylant, który po wiekach wróci do buddyjskiej świątyni. Wszystkich posiadaczy kamienia, bez wyjątku dotknęła klątwa. To było niesamowite, wywoływało dreszcz emocji i niepokoju, a nieszczęście dotykało wszystkich, i tych, którzy nie mieli złych intencji a jedynie jakiś nikły, nieistotny z brylantem kontakt. Przypadkowo spotkany antykwariusz Lichotek, który przez lata, był jego depozytariuszem umarł nagle, w dwa tygodnie po jego przekazaniu. Jego brat Chichotek przeszedł zawał. Mieli wrażenie, że buddyjskie bóstwo czuje się nadal znieważone. Teraz niepewny los, trzymał ich szczęście w dłoniach i wiedzieli jak bardzo stało się kruche. Maria Luiza ocalała cudem, i teraz z wolna odzyskiwała psychiczną równowagę. Pisarz nie mógł oznajmić światu, ani komukolwiek, że wróciła do niego i zostaną z sobą na zawsze. Nie dawno powiedziała mu, mam inne życiowe plany. Szalał i cierpiał, nie mógł pogodzić się z tym. A ona miała dystans do wszystkiego co wiąże się z nim. Stała się przy tym oschła, nieobecna, – inna. Możliwe, że była gotowa przeklinać i chwilę, kiedy go poznała. To z jej ust słyszał – nasza miłość kochany, jest magnetyczna, jest wspaniała, czysta i wielka. Lecz los - zamienił ją w wyboistą drogę ku nienawiści. Czy teraz wygasała, zostawiając okruchy sentymentu. Nieśmiało zaczęła napomykać o przyjaźni. Piękne to zaiste novum, nie mogło w niczym zastąpić miłości, tego miłosnego wiru jesiennych liści, który porwał ich w szalony taniec tamtego pięknego wieczoru. Teraz ustały listy, ucichły telefony; został nikły sporadyczny kontakt. 5 Pisarz siedział smutny, z obolałym sercem i z trudem odpowiadał na pytania Chichotka. Czuł każdą komórką ciała, jak ciągnie go ku niej niepojęta siła. Nic już nie miało znaczenia. Zdołała powiedzieć Aureolusie – już ciebie nie kocham, i nie będę z tobą. To musiało boleć i bolało. Obydwoje wiedzieli, gdyby szukał innej kobiety, to by ją znalazł. Pragnęła jego szczęścia, i on tego samego jej życzył. Lecz z kim miałby być szczęśliwy ? Mówiła nie mam nikogo. Mówiła … – A teraz z ufnością, siedziała w kawiarni i patrzyła mu w oczy; jego i nie jego dziewczyna, rozbrajająca słowami mój miły zapamiętaj „Nigdy nie wchodzę dwa razy do tej samej rzeki”- słowami sentencji już z długą i siwą brodą historii. Jak ją miał przekonać, mylił się sam Heraklit z rodu Kodrydów, którego Efez znał, z pokrętnych i zawsze ciemnych” wywodów. Bo, rzeka choćby i zmieniła swą nazwę i tak była tą samą rzeką – jak i miłość nosiła nadal imię miłości. Rzeka miała biologiczne życie i miłość podobnie. Mówił kochana - jedna i druga jest żywiołem, który niesie czółna, muł i kamienie, lecz zaraz potem uspakaja się i cichnie, by wrócić w swoje łożysko. Krążą jedynie wody i parują jak kaprysy hormonów. Ty, nie wyszłaś jeszcze z tej rzeki, nie opuściłaś brzegów miłości. Nie prowokuj królewskiego słowa „nigdy”, i nie przywołuj go, by ono - nie oszalało nagle z gniewu i nie przyniosło ci nieszczęścia. Podobno masz już nową dziewczynę ? Seweryn mówił mi, że to malarka. Gdyby tak było wiedziałabyś o tym pierwsza. Posłuchaj, dwanaście lat temu, kiedy Diana uznała, że wraca jak czapla na rodzinne bagna; była z nami jako juror religijnych sągów młodziutka Lidia, zakochana wtedy po uszy w jakimś lekarzu. Ostatnio szedłem ulicą, i ktoś zawołał mnie po imieniu. Była to Lidia . Po chwili - kawa rozwiązała jej język, była od tamtego czasu sama, lekarz ją porzucił. Jej włosy przypominały mi ciebie Mario. 6 Seweryn kusił na tańce i był uciążliwy w propozycjach, chciał mi znaleźć towarzyszkę życia. By się odczepił powiedziałem, że jest – ładna dziewczyna, malarka - dwadzieścia pięć lat ode mnie młodsza. Cmokał obleśnie, lecz był ciekawy jak ma na imię tajemnicza piękność. Mogę ci ze smutkiem powiedzieć jej imię – schizofrenia. Oto prawda. Kobiety lubią zmiany na młodszych, bogatszych, jak miał zaprzeczyć, gdy przed nim siedziała Maria Luiza, dla której mógł być na zawołanie. Tylko po co chciała być gwiazdą, na którą ma wpływ plotkarskie otoczenie ?Jaka była jej wolność z której miała korzystać? Ten świat w który wsiąkała jako bezimienna i jedna z wielu. Ten świat, który cieszył się jedynie z cuchnących odpadków zaspokojenia. Dlaczego decydowała się zaprzepaścić cały wysiłek i wielką pracę na rzecz własnej godności. Kobieta z takimi ambicjami bycia aktywną i obecną w kulturze. Która nieźle znała się na operze i na wytrawnych alkoholach. Czemu miała stoczyć się w przykry sposób w pospolitość i w szarzyznę bytu? Chciał ją wyrwać na siłę, nadać jej życiu inny sens i przez to teraz dławiła go głupia zazdrość, która boleśnie grasowała w nim i robiła spustoszenie. Pragnął Marii Luizy i jej miłości. Nie potrafił żyć, ani kochać już połowicznie. Czy ona potrafiła ? Teraz czymś podrażniona, mogła wyciąć dowolny numer. Pamiętał dobrze jej słowa, bo odczuł je wtedy; jakby brzytwą kroiła mu serce; gdybym chciała ciebie zdradzić kochany, nawet byś tego nie wiedział. Nie był to cynizm, ale świadomość swobody i kwestia wyboru. Byli z sobą w wolnym związku, ale nie mieli powodu, by sobie nie ufać. Pomrukiwał, „miłości wszystko wybaczysz ” jak w starej piosence. Co tu mogło być do wybaczenia. Gdyby okłamywała, co mógł zrobić. Po co, by jej to było. Wiedział kobiety niekiedy tak uroczo kłamią z czystej fantazji, dla kaprysu, z przekory i gdy myślą, że coś na tym zyskają – nie był naiwny. 7 Jako pisarz i on potrafił swobodnie pociągać za sznurki losów swoich bohaterów, mącić ich psychikę i budować sceny pełne intryg i blasku, zabawnej filuterii, zmiennego rytmu wydarzeń, ale mogące kiedyś powtórzyć się jako kalka w życiu. Był świadomy wszystkich ludzkich zachowań i podobno mądry dla innych… Jaki tam mądry ? Pytań było wiele. Chłostały boleśnie ścianki mózgu, chłostały boleśnie w bezsenne noce, nachodziły i o poranku, i o zmroku. Zamieniały się w melancholijne westchnienia – wołały tak bezsilne w przestrzeń. Zapewne i Maria Luiza jako kobieta musiała to przeżywać, przecież i ona nie była z drewna. Pojawili się przejazdem w jej miasteczku. Po wahaniu przyjęła ich zaproszenie na kawę. Już samo wahanie, było okrucieństwem, obrazą dla tych pięknych chwil kiedy byli razem. Bo czyż miłość ma prawo się wahać? Czy była to zwykła ucieczka, niechęć a może czyjaś presja ? Intensywnie myślał … co sobie powiedzą ?Jaki sens teraz zobaczy w jej turkusowych oczach ? Dobrze wiedział – teraz profesor, już nie naleje im do kubeczka eliksiru, i nie wyrzeknie czarodziejskich słów „pijcie za piękną miłość i za wasze szczęście”. To on przewinił, wysyłając ich w daleką podróż i na poszukiwanie tej błękitnej gwiazdy - brylantu, gwiazdy tylko cierpienia i łez. Co mógł wiedzieć o ich miłości, o tych cudownych niezapomnianych nocach, pocałunkach, pieszczotach. Nic – absolutne zero. Nie znał, ani ich pragnień, ani emocji, pożądania, i chwil tak wspaniałych i ulotnych. Przed myśleniem nikt nie ucieknie. Ból utraty tkwi głęboko i pojawia się jak duch nocami. Czekali cierpliwie na Marię Luizę. I jakie miało to teraz znaczenie, że Chichotek pokochał ich jak córkę i syna. Skromnie jedynie teraz prosił by opowiedział mu anegdotę. 8 Podczas procesu rozwodowego tu twojej ciekawości niech ciągnie się smuga Słuchaj Chichotku - stareńki sędzia Maczuga Po chwili gdy już przełamał w sobie niedelikatność zapytał młodą kobietę Powiedz mi kotku - mąż przyłapał panią In flagranti na zdradzie małżeńskiej To są jego fanty On mnie oszukał – wyznała Wyjechał na trzy dni … na trzy dni A niegodziwiec wrócił tego samego dnia wieczorem Gdy zapukał - wykrztusiłam avanti i stało się To mąż okazał się potworem - zarechotał Chichotek dodając życie toczy się con amore ale czasem jest bardzo chore Tymczasem pisarz szykował już nową anegdotę 9 Opowieść była w powijakach lecz uniosła się po chwili z zapachem kawy Na ulicy Chichotku nie dla zabawy nagle spore zbiegowisko samochód przejechał prosiaka Sparaliżowany ruch takie tam śmoje-boje Policjant donośnym głosem apeluje do zgromadzonych „Proszę się rozejść ” A tłum nic - wyobraź sobie ani drgnie - jakby nagle postradał słuch Lecz trafił się zawadiaka właśnie on - po zalaniu solidnie gdzieś tam robaka zawołał ni z tego ni z owego Nie tłoczcie się moi mili przy zwłokach tu gdzie posoka ma prawo pozostać najbliższa rodzina zabitego Odeszli się jak świeża bryza – zdołał jeszcze dodać pisarz a już w drzwiach pokazała się Maria Luiza 10 Witaj nam piękna i słodka pachniesz jak cudowny kwiat - nie mówiąc o wyglądzie Na czulsze powitanie nie stać nawet Chichotka Komplementy jak zawsze profesorze - zauważyła Trudno było zaprzeczyć urocza była A ten osobnik – globu ozdobnik to przyrodni brat - zwie się teraz … Zgryzotek i tu wskazywał na pisarza Ty powinnaś to lepiej wiedzieć bo ostał się taki wymoczek na świecie lecz kobieta wie że tak się zdarza Miło widzieć w komplecie a nie na wojnie rzekła Maria Luiza dostojnie Znać było … właśnie teraz tu zabrakło jej argumentów i tchu Nie czuła się najzręczniej czekała … nie mówiąc więcej Może maleńka dla poprawienia nastroju koniaczek zamiast napoju ? 11 Musi dobrego coś być dla przybyłego kotka ? Powiedz słowo a ruszą do boju waleczne kohorty Chichotka zachęcał dalej stary Nie przyszłam uchodzić za gwiazdę jestem pojazdem – profesorze Nawet jajo w ajerkoniaku odpada jak pan widzi co dzień to gorzej Muszę przegnać piękna na cztery wiatry twój smutek choćby mnie jak osła podkuto prawda Aureolusie ? Zostawiasz mi wybór jak dłuto wióry … po wyrzeźbieniu Ateny dłoni Fidiasza Co do urody – powiem tak nie będziesz gnany od Annasza do Kajfasza wątpliwości brak W dodatku profesorze zgadzam się z tobą Nie przesadzaj i ty człowieku z tym co określacie pięknem - kobieta w moim wieku ma go za sobą 12 Eeeee tam – tylko nie ty jeszcze na starość mam dobre oczy Jesteś babeczka z klasą A on zachował bon ton ale ci schudł … sczerniał i nie wyszlachetniał Gdy tylko o tobie napomknę to od razu ma czkawkę Pewnie zeszedł na psy bo obszczekuje mi każdą nogawkę 13 Tylko tobie opowiem … Tylko tobie opowiem historię o perle - wielką jak Tatry w żołądku nowoczesnej Kleopatry Bo poecie to nie w głowie chłód od niego ciągnie jak z templum zmienił się w dziwne - uparte maiestatis egzemplum Nie wiem czy pamiętasz kochana on wedle zodiaków jest spod znaku - wielkiego „barana” Rogi i rogi … ale to nie moja sprawa Nie będę grzebał mu w grzechach jak mawiał z niesmakiem pewien uroczy klecha W Michigan w wielkim świecie jak raz to wyczytałem w ich szmatławej gazecie Biorąc kąpiel w słonej wodzie przy dość fatalnej pogodzie Przed dwoma miesiącami gdy zima szalała mrozem wieziono z honorami Georga Blefa specjalnie opancerzonym wozem Byle czym wozi się potulne owieczki a nie samego cesarza bandytów 14 Zatem mimo wielkiego zaszczytu obawiano się jego ucieczki i jego zuchwałych chwytów Bo wiał krasnoludkom z policji już ileś tam razy choć nie brak im było ambicji Posługiwał się z wprawą - chemii darami … truciznami - miksturami sznureczkiem do duszenia pistoletem i nożem W okolicy jako mordu maszyna budził powszechną grozę A zabić kogoś to pikuś - kpina - stąd rosła sława i krwawa strefa Zamordował bez zmrużenia oka jak przystało na Blefa bogatą farmerkę grabiąc u niej dobra wszelkie Po co starej kosztowności - sprowadził ją na ziemię Mówiąc przy sposobności będziesz hrabino - aniołem i pięknym duchem wieczności I tylko z litości zabrał jej niezrównanej piękności - perłę 15 Nie wdając się w argumenty i w jego wywody mizerne - bo i Blef miał pecha a dla bliskich to żadna pociecha W dodatku podczas odwiedzin które służba więzienna nadzoruje i śledzi Przyjaciółka serca - jaskółeczka i kochanie jego z miasteczka zdradzała niepokój i więcej drżenie - stąd wzięto podejrzenie I sędzia co w kiciu normą oczywistą na dwuznaczną okoliczność - zarządził rewizję osobistą Kobieta co jest usłyszała ledwo Od razu połknęła jakiś przedmiot I machając strażnikom gazetą ruską wypiła zawartość flaszeczki którą skrywała pod bluzką „Targnęła się na życie” wykrzyczał sędzia przerażony i wezwał lekarza do Blefa żony Doktor zbadał puls niewiniątka i wypompował zawartość żołądka Trzeba uznać zrobił to znakomicie chcąc ratować tak cenne życie 16 I tak znalazła się perła Połknęła skarb i popiła octem sądząc mam argumenty mocne bo kwas rozpuści ją w żołądku chociaż była … tak wiele warta Podobnie uczyniła sama królowa Kleopatra Gdy już ocknęła kochaneczka łobuza - niczym wyciągnięta na brzeg morski meduza Wodziła czujnie po obecnych mętnym wzrokiem Nie przejęta swoim wyskokiem wychodziła z zamroczenia i ufając logice - miała niezłą zabawę Nie zamierza spłacić nawet pierwszej raty w banku sumienia By nie utracić istoty wątku wróćmy do początku Bo jak raz do sędziego śledczego przybyła nieoczekiwanie „jak słońce oko dnia pięknego” Także młoda kobieta … i przy prezentacji zaraz się okazało - jest to legalna żona Blefa 17 Oświadczyła pewna swego jakby tylko na kolanach nosiła sińce dzieciństwa Z moim mężem panowie - pomyłka nie róbcie mi świństwa Serce w miłości bywa gorące w zagrożeniu uruchamia surmy bojowe - walczące Mąż wyjawiła szczerze sędziemu wyjeżdżał zwykle rankiem jak po świeży chleb z majerankiem w „sprawach politycznych” I zawsze wracał z upominkiem - niebanalnym i ślicznym Raz przybył bez kwiatów ale z kolią brylantową w której igrało 240 karatów Przez to u sąsiadów uchodziłam za szczęśliwą i bogatą Lecz szybko dała wiarę gadatliwemu sędziemu Wysłuchała z uwagą historii z perłą Poznała ze szczegółami tryb życia męża który nie był irydem i palił potwornym wstydem z którym miała się zmagać latami 18 By mieć spokój święty deklarowała - panie sędzio bardzo się smucę ale zwrócę wszystkie od niego prezenty Lubię słuchać profesorze - tak pan barwnie opowiada nawet dobrze się składa bo mam jeszcze odrobinę czasu Prócz pereł i octu profesorze jest coś za pazuchą nie ujdzie panu na sucho ośmieliła się - Maria Luiza Muszę mieć gdy przybywa tak cenny gość – nie ukrywam lubię bliźniemu dać w kość Tu nie będzie Luksoru ani Paryża nie będę w nim kobiet poniżał Aureolusie nie bądź bez głosu rybą więc zastąp mnie byle śmiało skrybo i olśnij ją miłości wysoką gamą Niech serce wyzna przed damą wszystko dla dobra sprawy - a ja idę napić się kawy Ona wysłucha ciebie w jej oczach widzę ten gest chociaż dla ciebie teraz jest nieosiągalna jak napój bogów 19 Zagraj mi ironiczny starcze jak Wojski na rogu nie chcę już nic … dzięki Bogu Triumfuj … bądź - gwiazdą gwiazd i kłaniaj się po staropolsku wszystkim - do ziemi … i w pas A i tak dowie się świat z leśnego echa i twoich zabawnych teorii Ukręcił na siebie bat wielki mistrz Chichotek i stał się chichotem historii Bezczelny ! - Łapisynek ! Gdybym był młodszy o milimetr to według kodeksu Bohdziewicza wyzwałbym go na pojedynek Widzisz jak on prowokuje i chociaż wie jak tego nienawidzę na złość - palcami kręci młynki Kawusię proszę … dla kruszynki taką jak dla mnie - z pianką A on czarną chociaż gada bez chwili przerwy - „kocham tylko blondynki” Może gust mu się zmienił odezwała się zaczepnie 20 Spojrzał w jej błękitne oczy O czym ona może gadać ? Nie zdążył z domysłem własnym a już słyszał Chichotka Skoro jesteśmy przy blondynkach czyli „jasnych” nie wskazując palcem po obecnych To wam opowiem - słuchajcie o „jasnowidzącej” bo to będzie landrynka byście troszkę słodkości mieli Przejdźmy do osóbki z Brukseli Ho … ho …ho – jakiś czas temu Nie narażę jej na szwank zdradzając jej nazwisko Mee Leblanc Zauważcie gdy z biegiem lat i jej popularność gasła jak blisko ognia zostawiona osełka masła Zamiast szaty rwać lub z głowy włosy a chciała dobrze żyć by mieć decydujący wpływ na ludzkie losy - zdobyła się na zryw 21 Przeskakując wichrowe wzgórza strumyczki - oceany i lądy Zmieniała doczesny świat na nie z tej ziemi poglądy I jej stałe klientki usłyszały - kochana horoskop masz doskonały Wkrótce zjawi się w samochodzie przystojny młody blondyn Z nim możesz marzyć o szczęściu miłości i o przygodzie Przyniesie tobie pogodę ducha i sporo pieniędzy Bądź w szlachetności dyskretna A co ci szepnie … do ucha kochanieńka - to twoje Poprawiały się klientek nastroje i rzeczywiście zjawił się w całej krasie - jasnowłosy Oczami bajecznie wodził … uwodził Miał piękny samochodzik i marzył mu się większy biznesik Trzeba było tylko trochę kasy by rozruszać interesik - tych głupich kilkaset franków 22
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ambasada przestrzeni
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: