Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00414 007365 11264320 na godz. na dobę w sumie
Archipelag w ogniu - ebook/pdf
Archipelag w ogniu - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Jamakasz Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-64701-35-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

W 1827 roku, podczas gdy greccy powstańcy bohatersko opierają się armii otomańskiej, filhelleni – europejscy wolontariusze różnych narodowości – przybywają wspomagać ich w tej nierównej walce. Pomiędzy nimi znajduje się też Henry  d’Albaret, kapitan marynarki francuskiej.  Inna postać tej powieści, Nicolas Starkos, bezwstydnie współpracuje z Turkami i przewozi na swoim statku własnych rodaków, by sprzedawać ich do ciężkich więzień berberyjskich. Jego matka, Andronika, która bije się w szeregach greckich,  przeklina go i wypiera się. Na Korfu Henry nawiązuje znajomość z  zagadkowym bankierem Elizundo, którego bogactwo pochodzi częściowo z jego transakcji ze Starkosem.

Seria wydawnicza Wydawnictwa JAMAKASZ „Biblioteka Andrzeja” zawiera obecnie już 24 powieści Juliusza Verne’a i każdym miesiącem się rozrasta. Publikowane są w niej tłumaczenia utworów dotąd niewydanych, bądź takich, których przekład pochodzący z XIX lub XX wieku był niekompletny. Powoli wprowadzane są także utwory należące do kanonu twórczości wielkiego Francuza. Wszystkie wydania są nowymi tłumaczeniami i zostały wzbogacone o komplet ilustracji pochodzących z XIX-wiecznych wydań francuskich oraz o mnóstwo przypisów. Patronem serii jest Polskie Towarzystwo Juliusza Verne’a.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 Strona tytułowa Juliusz Verne Archipelag w ogniu Przełożyła Iwona Janczy Strona redakcyjna Dziewiętnasta publikacja elektroniczna wydawnictwa JAMAKASZ Tytuł oryginału francuskiego: L’Archipel en feu © Copyright for the Polish translation by Andrzej Zydorczak, 2015 51 ilustracji, w tym 6 kolorowych i 1 podwójna mapka: Léon Benett (zaczerpnięte z XIX-wiecznego wydania francuskiego) Redakcja i korekta: Marzena Kwietniewska-Talarczyk Przypisy: Andrzej Zydorczak, Iwona Janczy Konsultacja i skład: Andrzej Zydorczak Konwersja do formatów cyfrowych: Mateusz Nizianty Patron serii „Biblioteka Andrzeja”: Polskie Towarzystwo Juliusza Verne’a  Wydanie I  © Wydawca: JAMAKASZ Ruda Śląska 2015 ISBN 978-83-64701-35-1 Wstęp Oddając do rąk Czytelników kolejny, już czterdziesty czwarty tom „Biblioteki Andrzeja”, zawierający utwór Juliusza Verne’a Archipelag w ogniu, możemy stwierdzić, że powieść ta w pełni potwierdza, iż słusz- nie znalazła się w serii dzieł pisarza z Nantes, którą we Francji nazwano Niezwykłe Podróże. Jest to bowiem prawdziwa podróż, częściowo po Grecji kontynentalnej, ale głównie po różnych archipelagach i wyspach, małych i dużych, których nie brakuje w tej części świata, a szczególnie na Morzu Jońskim i Morzu Egejskim. W obecnych czasach, gdy Polacy tłumnie wyjeżdżają do tej części Europy, taka podróżnicza powieść, uzupełniona spojrzeniem na historię Grecji, zarówno na tę niezbyt odległą, jak i na tak przecież bogatą w wydarzenia starożytność, często z odwołaniami do mitologii, może pomóc im spojrzeć trochę inaczej na odwiedzane regiony. Bliski nam powinien być też temat przewodni powieści – walka Greków o niepodległość. Przecież nasz naród wiele razy podnosił głowę, by wyrwać się spod władających nami ciemięzców. Przykładów powstań w dziejach Polski jest aż nadto, choć tylko jedno zakończyło się zwycięstwem, mianowicie powstanie wiel- kopolskie, o czym z dumą wspominam jako wnuk Marii Sarnowskiej, która uczestniczyła w walkach w oko- licach Obornik i Poznania. Jej Krzyż Powstańczy oraz inne odznaczenia pieczołowicie przechowuję w spe- cjalnym pudełku schowanym w szufladzie przeznaczonej na tego rodzaju rzeczy. Ten temat był bliski także Juliuszowi Verne’owi, który w swoich powieściach pokazuje walki o wolność różnych narodów. Można tu wspomnieć o takich utworach jak Mathias Sandorf czy Rodzina bez nazwiska. Także we wspaniałym dziele Dwadzieścia tysięcy mil pod morzami nawiązuje do walk wyzwoleńczych w Gre- cji, pomagając powstańcom poprzez zasilanie ich działalności skarbami zdobytymi w głębinach mórz. Powieść po raz pierwszy ukazała się we Francji w odcinkach w czasopiśmie „Le Temps” (Czas) od nu- meru 8463 (29 czerwca 1884) do numeru 8497 (3 sierpnia 1884). W formie książki (mały format) pojawiła się w księgarniach 14 sierpnia 1884, a w dużym formacie, z ilustracjami Léona Benetta – 16 października 1884 roku. Ponadto już 13 listopada została wydana jako XIX podwójny tom, razem z powieścią Gwiazda Południa. W Polsce przed II wojną światową, w roku 1925, powieść ukazała się we Lwowie nakładem dra Mak- symiliana Bodeka, w różnych okładkach, pod tytułem Archipelag w płomieniach. Trzeba stwierdzić, że tłu- maczenie zostało w różnych miejscach nieco skrócone i zawiera sporo merytorycznych błędów. Ten sam przekład, z nieznacznymi poprawkami dotyczącymi ortografii i gramatyki, został użyty w wydaniu Oficyny Wydawniczej „Ajaks” z roku 1995. Obecne wydanie jest, jak zwykle, pełnym przekładem powieści, do której zostało dołączonych pięćdzie- siąt jeden ilustracji Léona Benetta, w tym sześć barwnych, które podkolorowała Barbara Linda. Mam nadzieję, że mimo użycia wielkiej liczby nazw i nazwisk, dzieje głównych bohaterów spodobają się miłośnikom twórczości Juliusza Verne’a, czego im i sobie gorąco życzę. Życzę przyjemnej lektury Andrzej Zydorczak Rozdział I Statek na horyzoncie Osiemnastego października 1827 roku, około godziny piątej po południu mały lewantyński stateczek ze wszech sił starał się pochwycić wiatr w żagle, tak by jeszcze przed nocą dobić do portu Itilo1, położonego u wejścia do zatoki Koroni2. Port ten, występujący u Homera pod nazwą Oetylos, znajduje się na jednej z trzech głęboko wrzyna- jących się w ląd zatok, które sprawiają, że kształt południowej Grecji na wodach Morza Jońskiego i Egej- skiego śmiało można przyrównać do liścia platanu3. Na tym to liściu położony jest antyczny Peloponez, we współczesnej geografii zwany Moreą4. Od zachodu, pomiędzy Mesenią a Lakonią5 otwiera się zatoka Koroni, następnie zatoka Maraton6, która głębokim łukiem wcina się w surowe wybrzeże Lakonii, a jako trzecia w kolejności zatoka Nauplio, której wody rozdzielają wspomnianą Lakonię od Argolidy7. Port Itilo położony jest właśnie w pierwszej z tych zatok. Wyżłobiony w jej wschodnim, nieregularnym brzegu, geograficznie należy już do podnóża nadmorskiego pasma gór Tajget8, których kamieniste zbocza stanowią szkielet półwyspu Mani9. Bezpieczne wody, ułożenie przesmyków i chroniące je strome ściany czy- nią z tego portu jedno z najlepszych schronień na nieustannie smaganych wichrami śródziemnomorskich wodach. Statek, który sunął popychany dość silnym północno-zachodnim wiatrem, nie mógł być jeszcze do- strzeżony z portowego nabrzeża, od którego wciąż dzieliło go sześć lub siedem mil10, bo choć było całkiem bezchmurnie, na tle rozświetlonego horyzontu rysował się zaledwie brzeżek jego górnych żagli. Ale to, czego żadnym sposobem nie dawało się dostrzec z dołu, można było doskonale zobaczyć z góry, czyli ze szczytu grani11 dominujących nad wioską. Itilo zostało zbudowane w kształcie amfiteatru na stro- mych skałach, które bronią starego akropolu Kelefa12. Nawet jeszcze teraz na szczytach wznoszą się zruj- nowane wieże, choć zapewne znacznie późniejsze niż ciekawe szczątki świątyni Serapisa13, której kolumny i głowice wykonane w porządku jońskim14 wciąż ozdabiają tutejszy kościół. W pobliżu owych wież stoją jeszcze ze dwie lub trzy rzadko odwiedzane kapliczki, gdzie nabożeństwa odprawiają wyłącznie mnisi. grafia”. Itilo (Itylo) – u J. Verne’a: Vitylo; równorzędna nazwa tego portu to „Oitylo”. 1 2 Zatoka Koroni – obecna nazwa: Zatoka Meseńska. 3 Platan (Platanus) – rodzaj drzew z rodziny platanowatych, dochodzących do 50 metrów wysokości, o dużych, pachnących liściach; występujących w południowo-wschodniej Europie, Azji Mniejszej, Indiach i Ameryce Północnej. 4 Morea – nazwa Peloponezu w średniowieczu i wczesnych czasach nowożytnych; J. Verne mógł użyć wyrażenia „współczesna geo- 5 Mesenia (Messenia) – kraina historyczna w starożytnej Grecji, w południowo-zachodniej części Półwyspu Peloponeskiego; obecnie prefektura w Republice Greckiej ze stolicą w Kalamacie; Lakonia – kraina historyczna w południowej starożytnej Grecji, położona w południowo-wschodniej części Półwyspu Peloponeskiego; jej największym miastem była Sparta. 6 Zatoka Maraton – obecnie Zatoka Lakońska. 7 Zatoka Nauplio – obecnie Zatoka Argolidzka, nazwa pochodzi od starożytnego miasta Nauplia (obecnie Nafplion, Nafplio, Nau- plion) położonego we wschodniej części Peloponezu, nad tą zatoką; Argolida – kraina historyczna w północno-wschodniej części Półwyspu Peloponeskiego, obecnie prefektura (nomos) w regionie administracyjnym Peloponez, ze stolicą w Nauplionie. 8 Tajget – pasmo górskie w Grecji, na południu półwyspu Peloponez; rozciąga się południkowo na długości 100 km, stanowiąc natu- ralną barierę pomiędzy Lakonią a Mesenią; najwyższym szczytem jest Tajget, wznoszący się na wysokość 2407 m. 9 Półwysep Mani – środkowy półwysep Peloponezu, administracyjna i historyczna część Lakonii; długość 75 km, szerokość w najszer- szym miejscu 28 km; oparty o góry Tajget, sięga najbardziej wysuniętego na południe greckiego przylądka Matapan (Tenaro). 10 Mila – tu: mila morska, jednostka długości wynosząca około 1852 m, odpowiadająca 1/60 stopnia długości geograficznej na równi- ku; jeśli nie zostanie zaznaczone inaczej, odległości będą podawane w milach morskich. 11 Grań – ostry, skalisty grzbiet górski. 12 Akropol – w starożytnej Grecji część miasta położona na wzgórzu, początkowo warowna, później będąca ośrodkiem kultu religijne- go; Kelefa – obecnie wieś w pobliżu Itilo z ruinami zamku zbudowanego w 1670 roku przez Turków; w ciągu lat zamek przechodził z rąk do rąk: Manijczyków, Turków, Wenecjan; od 1780 budowla jest niezamieszkana. 13 Serapis (Sarapis) – w starożytnym Egipcie zhellenizowana odmiana Osorapisa (czczonej w Memfis formy Ozyrysa-Apisa, wcielenia 14 Porządek joński – system konstrukcyjny i kompozycyjny budowli powstały w starożytnej Grecji, charakteryzujący się lekkością Ptaha). i smukłością proporcji. 8 W tym miejscu należałoby się zatrzymać dłużej nad sformułowaniem „odprawiają nabożeństwa”, a tak- że nad dokładnym znaczeniem słowa „mnich”, jakie stosuje się na wybrzeżu meseńskim w odniesieniu do wszystkich duchownych. Nawiasem mówiąc, jednego z nich, który właśnie opuścił swoją kapliczkę, będzie- my mogli dokładnie opisać. W owym czasie religia w Grecji wciąż stanowiła szczególny zlepek pogańskich legend i chrześcijańskich dogmatów. Wielu spośród wiernych uznawało starożytnych bożków za świętych nowej religii. Nawet obec- nie, jak to zauważył pan Henry Belle, „mieszają bogów i półbogów ze świętymi, chochliki z zaczarowanych dolin z aniołami w raju, a do syren i furii zwracają się równie często co do Panagii15”. Stąd biorą się ich dzi- waczne obrzędy, cudaczne praktyki wzbudzające śmiech i cały ten religijny chaos, z którym kler nie może sobie poradzić, a który ma niewiele wspólnego z właściwą religią. W pierwszym ćwierćwieczu obecnego wieku, a szczególnie w czasach, gdy toczy się nasza historia, to jest około pięćdziesięciu lat temu, helleński kler był jeszcze bardziej niż dziś niefrasobliwy. Naiwnych mni- chów powszechnie zwano „poczciwymi dzieciakami”, nie nadawali się więc specjalnie, aby przewodniczyć duchowo tej tak rozmiłowanej w zabobonach nacji. Gdybyż jednak owi zakonnicy byli tylko nieoświeceni! Tymczasem w wielu regionach Grecji, a zwłasz- cza na dzikich terytoriach Mani, ci z natury przywykli do żebractwa nieboracy – wyciągający rękę po każdą drachmę, jaką skłonni byli im rzucić miłosierni podróżni w zamian za ucałowanie podrobionej świętej ikony 15 Panagia – w Kościele prawosławnym Maryja, matka Jezusa, Przenajświętsza Panienka. 9 lub zapalenie w jakiejś zapomnianej grocie lampki oliwnej w czyjejś intencji – zmuszeni brakiem zarobków płynących ze spowiedzi, pogrzebów czy chrztów, nie wzdragali się przed uprawianiem rzemiosła morskich czatowników! Co zresztą nader dobrze szło w parze z ich niskim pochodzeniem. I to jakich czatowników! Na rzecz mieszkańców wybrzeża! I tak marynarze z Itilo, wylegujący się w porcie niczym owi lazzaroni16, którzy już po kilku minutach pracy potrzebują długich godzin odpoczynku, podnieśli się raźnie na widok jednego z ich bazylianinów17, szybko zsuwającego się po zboczu i żywo wymachującego ku nim rękami. Mnich nasz liczył sobie pomiędzy pięćdziesiąt a pięćdziesiąt pięć lat, był nie tyle otyły, ile raczej nalany, a zwykle stanowi to efekt skrajnego lenistwa. Jego nieszczera twarz nie budziła ni krzty zaufania. – Co się stało? Co się dzieje, ojczulku?! – wołał jeden z podbiegających ku niemu marynarzy. Przemawiający Itilończyk mówił to tak nosowym głosem, iż można by sądzić, że Hellenowie18 są w pro- stej linii potomkami Nasona19… Na dodatek posługiwał się typowym manijskim20 żargonem, w którym mie- 16 Lazzaroni – nazwa najuboższej ludności w Neapolu, trudniącej się głównie żebractwem. 17 Bazylianin – w Kościołach wschodnich członek zakonu męskiego opartego na regule św. Bazylego. 18 Hellenowie – małe plemię w południowej Tesalii; od VII w. p.n.e. nazwa wszystkich Greków. 19 Nason – prawdopodobnie powinno być: Nasusa; nasus po łacinie to nos. 20 Manijczycy (gr. Maniatai, ang. Manioci lub Maniaci) – lud niepewnego pochodzenia osiadły na Peloponezie na południowych zbo- czach Tajgetu, na półwyspie Mani. 10 szają się języki grecki, turecki, włoski i albański, zupełnie jakby tutejszy dialekt powstał podczas budowania wieży Babel21. – Żołnierze Ibrahima zajęli szczyty Tajgetu? – dopytywał się inny i równocześnie lekceważącym gestem dawał do zrozumienia, że jego patriotyzm pozostawia wiele do życzenia. – O ile ci, o których mówimy, nie są Francuzami! – wtrącił pierwszy rozmówca. – Warci siebie! – zauważył jeszcze inny z gromady. Ta wymiana zdań najlepiej pokazywała, jak mało tubylców z południowego Peloponezu obchodziła to- cząca się właśnie krwawa wojna o niepodległość Grecji. Zupełnie odwrotnie niż miało to miejsce w przypad- ku Manijczyków z północy, którzy dzielnie stawali do walki o suwerenność ojczyzny! Ale tłusty bazylianin nie mógł odpowiedzieć żadnemu z pytających. Nie nabrał bowiem jeszcze tchu po sforsowaniu urwistego zbocza. Jego pierś wciąż unosiła się i opadała w astmatycznej pogoni za łykiem po- wietrza. Chciał mówić, a wciąż nie mógł. Jeden z jego helleńskich przodków, żołnierz spod Maratonu, padł wprawdzie ze zmęczenia, lecz wcześniej obwieścił zwycięstwo Miltiadesa22. Tym razem jednak nie chodziło ani o Miltiadesa, ani o wojnę Aten z Persami. Obecnych tu półdzikich mieszkańców półwyspu Mani zaled- wie można by nazwać Grekami. – No mówże, ojczulku! Mów w końcu! – huknął na zakonnika stary marynarz zwany Gozzo, być może bardziej od innych niecierpliwy, a być może zgadujący, cóż ten przybyły tak nagle „ojczulek” ma do powie- dzenia. Otyły mnich nareszcie nabrał tchu i wskazując ręką ku morzu, obwieścił: – Statek w zasięgu wzroku! Na te słowa wszyscy ci wałkonie żywo poderwali się z miejsca i zacierając z ochotą ręce, pobiegli na skałę górującą ponad portem, stamtąd bowiem wzrok obejmował znaczny kawał morza. Ktoś niezorientowany mógłby sądzić, że przyczyną tego wzmożonego poruszenia było zwyczajne u każ- dego marynarza zainteresowanie morskimi sprawami, czyli w tym wypadku okrętem zmierzającym do portu. Jednak niezupełnie o to chodziło, a podekscytowanie tutejszej gromady wynikało ze zgoła innych powodów. Obecnie – to jest w czasie, gdy historia ta jest opisywana, nie zaś w latach, w których nasza opowieść się toczy – Mani nadal pozostawało na peryferiach właściwej Grecji, która przecież z woli i z pomocą mocarstw europejskich, na mocy traktatu adrianopolskiego z 1829 roku23 znów stała się niepodległym królestwem. Manijczycy, a w każdym razie mieszkańcy najdalej wysuniętych na południe, położonych między zatokami półwyspów tej krainy, wciąż byli ludem na wpół barbarzyńskim, znacznie bardziej troszczącym się o własną wolność niż o wolność ojczyzny. Wrzynający się w morze południowy jęzor Morei nigdy i przez nikogo nie został podporządkowany. Nie poradzili mu ani tureccy janczarzy, ani greccy żandarmi. Kłótliwi i mściwi tuziemcy prowadzili się na wzór Korsykanów, topiąc we krwi rodzinne spory. Złodzieje z urodzenia, gdy nadarzyła się sposobność, nie cofali się nawet przed morderstwem, a przecież równocześnie byli to najgo- ścinniejsi z ludzi! Ci nieokrzesani górale chętnie wywodzili swoje pochodzenie od starożytnych Spartan. Za- gnieżdżeni w wąwozach Tajgetu, gdzie aż się roiło od owych „pyrgos”, czyli niezdobytych cytadel i forteczek, z ochotą upodabniali się do średniowiecznych opryszków grasujących po drogach, dochodzących swoich feudalnych praw za pomocą sztyletu i samopału. Skoro więc nasi Manijczycy jeszcze dzisiaj są na pół dzikusami, cóż należało by o nich powiedzieć przed pięćdziesięciu laty? Nim jeszcze na morzach pojawiły się regularne kursy parowców, co ich skutecznie prze- płoszyło, przez pierwsze trzydzieści lat obecnego wieku parali się najobrzydliwszym piractwem, śmiertelnie zagrażając wszystkim handlowym jednostkom na wodach Lewantu24. 21 Wieża Babel – według biblijnej Księgi Rodzaju wieża, którą zaczęto wznosić w ziemi Szinear w Babilonie (po hebrajsku Babel) z za- miarem, by sięgnęła nieba; rozgniewany zuchwałością budowniczych Bóg sprawił, że zaczęli mówić różnymi językami i nie mogąc się porozumieć, musieli przerwać budowę. 22 Miltiades (ok. 550-489 p.n.e.) – ateński arystokrata i wódz; archont za rządów tyranów (przełom 525 i 524 roku); następnie sam był tyranem na Chersonezie Trackim; po klęsce powstania jońskiego wrócił do Aten (493); członek kolegium strategów (490); jego plan bitwy przyczynił się do zwycięstwa nad Persami pod Maratonem; w wyniku nieudanej wyprawy na Paros (489) został skazany na pobyt w więzieniu, gdzie zmarł. 23 Traktat adrianopolski – traktat kończący zwycięską dla Rosji wojnę z Turcją (1828-1829), podpisany w roku 1829 w Adrianopolu (obecnie Edirne); na mocy traktatu Turcja uznała zabór Kaukazu (1801-1828) przez Rosję oraz wyraziła zgodę na przyłączenie do Rosji kaukaskiego wybrzeża Morza Czarnego oraz delty Dunaju, pozostających dotąd w jej gestii, Grecja uzyskała pełną autonomię (od 1830 – niepodległość), Serbia gwarancję autonomii wewnętrznej i poszerzenie swojego terytorium, a zmieniony status Moł- dawii i Wołoszczyzny faktycznie likwidował zwierzchnictwo Turcji nad tymi krajami, zapewniając im równocześnie opiekę Rosji (patrz też przypis o konferencji londyńskiej). 24 W oryginale Verne używa nazwy: Échelles du Levant – sformułowanie to oznaczało miasta i porty w imperium osmańskim, znajdu- 11 Port Itilo, położony na samym krańcu Peloponezu, u zbiegu dwóch mórz, przez bliskie położenie wyspy Anticytera25, uwielbianej przez korsarzy, był doskonałym punktem schronienia dla wszystkich złoczyńców grasujących czy to na samym Archipelagu26, czy na okolicznych wodach Morza Śródziemnego. Najgęściej zaludniony obszar Mani nosił wówczas nazwę Kakovonni, a jego mieszkańcy, usadowieni na samym ko- niuszku przylądka Matapan, mieli stąd doskonałe pole i liczne sposobności do działania. Statki atakowali na pełnym morzu lub łupili je na lądzie, zwabiając wcześ niej fałszywymi sygnałami. Po splądrowaniu podpalali. Nie miało dla nich żadnego znaczenia, kto znajdował się na pokładzie. Równie dobrze mogli być to Turcy, co Maltańczycy, Egipcjanie, a nawet Grecy. Wszyscy oni byli traktowani równie bezlitośnie – albo mordowani, albo sprzedawani jako niewolnicy na wybrzeżach berberyjskich27. Gdy przez dłuższy czas tutejsi ludzie nie mieli nic do roboty, bo statki nie pojawiały się ani w zatoce Koroni, ani w zatoce Maraton, ani na wodach wy- spy Cytera28 czy przylądka Gallo29, wówczas wznosili publiczne modły do boga burz, by ten zechciał im spro- wadzić jakiś zasobny statek, najlepiej o dużej wyporności i o bogatym ładunku. Bazylianie bynajmniej nie odmawiali swego udziału w modłach, przeciwnie, sami błagali o jak największe korzyści dla swych wiernych. jące się na Bliskim Wschodzie lub w Afryce Północnej, na rzecz których sułtan zrezygnował z niektórych przysługujących mu praw, zwłaszcza handlowych, najczęściej chodziło o kupców francuskich; słowo „échelles” (fr. drabina) pochodzi od tureckiego iskele, oznaczającego stopnie na podest, na którym dokonywano wymiany handlowej. 25 Anticytera – dawna nazwa wyspy Antykithira, małej wyspy położonej pomiędzy Kretą a wyspą Kithira (Cytera), znanej w starożyt- ności jako Ogylos; w IV-I wieku p.n.e. była bazą cylickich piratów. 26 Archipelag – starożytni Grecy nazywali Archipelagiem wyspy na Morzu Egejskim. 27 Berberia (Barbaria) – termin używany przez Europejczyków od XVI do XIX wieku w odniesieniu do krajów Maghrebu, czyli środ- kowych i zachodnich nadmorskich regionów Afryki Północnej – dzisiejsze Maroko, Algieria, Tunezja i Libia; nazwa pochodzi od koczowniczego plemienia Berberów, pierwotnych gospodarzy tych ziem; pojęcie to kojarzyło się z piratami berberyjskimi, których ostoją były porty tego wybrzeża, skąd atakowali statki i osady nadmorskie Morza Śródziemnego oraz północnego i środkowego Atlantyku. 28 Cytera (Kytera) – dawna nazwa wyspy Kithira, położonej na południe od Zatoki Lakońskiej. 29 Przylądek Gallo – dawna nazwa przylądka Akritas, położonego na południowym krańcu Półwyspu Meseńskiego. 12 Tym razem stało się podobnie. Już od dobrych kilku tygodni nie nadarzyła się okazja do rabunku. Żaden statek nie zapędził się ku wybrzeżom Mani. Dlatego właśnie nastąpił ów wybuch powszechnej radości, gdy mnich, dysząc jak astmatyk, wyrzucił z siebie te słowa: – Statek w zasięgu wzroku! Równocześnie z tym okrzykiem rozległy się głuche uderzenia semantronu, czyli czegoś w rodzaju drew- nianego dzwonu z żelaznym sercem, stosowanego w tych prowincjach, w których Turcy zakazali używania dzwonów zrobionych z metalu30. Jednak nawet jego ponury, matowy dźwięk wystarczył, aby przywołać żąd- ną łupu hałastrę – mężczyzn, kobiety, dzieci, nawet i zdziczałe, agresywne psy – wszyscy oni bez wyjątku stawili się gotowi do mordu i rabunku. Tymczasem ci z Itilończyków, którzy zgromadzili się na wysokiej skale, zawzięcie między sobą dyskuto- wali: co to mógł być za statek zasygnalizowany przez bazylianina? Z północno-północno-zachodnim wiatrem, który wzmógł się z nastaniem nocy, statek szybko płynął lewym halsem31. Wydawało się nawet, że całym pędem minie przylądek Matapan tuż przy samym brzegu. Sądząc po kursie, statek mógł przybywać z okolic Krety. Ponad bruzdą spienionej wody, którą zostawiał za sobą, dawało się już rozróżnić wyraźnie kadłub, choć ożaglowanie nadal pozostawało niezidentyfikowaną masą. Dlatego wciąż nie dało się określić, o jakiego typu jednostkę chodziło. Stąd też brały się podzielone zdania obserwujących, którzy zresztą co chwilę zmieniali poglądy. – To jest szebeka32! – rzekł jeden z marynarzy. – Poznaję po czworokątnym żaglu na fokmaszcie33! – Ech, nie! – odparł inny. – To jest pinka34! Popatrzcie na jej podwyższoną rufę i pogrubioną dziobnicę35! – Szebeka czy pinka! A któżby rozróżnił jedną od drugiej z takiej odległości! – A czy to przypadkiem nie polakra36 z ożaglowaniem rejowym? – zauważył inny marynarz, który ze swoich wpół zwiniętych dłoni uczynił lunetę. – Oby Bóg był nam łaskawy! – odezwał się stary Gozzo. – Polakra, szebeka czy pinka, to wszystko są trzymasztowce, a lepiej posiadać trzy maszty niż dwa, gdy chodzi o dotarcie do brzegu gdzieś tu, w naszej okolicy, z dobrym ładunkiem wina z Kandii37 lub tkanin ze Smyrny38! Po tym rozsądnym spostrzeżeniu z jeszcze większym natężeniem wpatrywano się w morze. Tymczasem statek przybliżał się i powoli nabierał rozmiarów. Jednakże, ponieważ płynął ostro na wiatr39, nie dało się go zobaczyć z boku, nie było więc wiadomo, czy rzeczywiście nosił trzy, czy tylko dwa maszty, dzięki czemu dałoby się określić jego tonaż, a w ślad za tym i wielkość ładunku. – Ech! Stara bieda! A diabeł znów namieszał! – zaklął nagle Gozzo jednym z tych dziwacznie pomie- szanych wielojęzycznych przekleństw, wyraźnie akcentując wszystkie słowa. – Przecież to tylko feluka40… – A może nawet speronara41! – zawołał bazylianin nie mniej rozczarowany niż jego wierna trzódka. Nie musimy dodawać, że obu tym uwagom towarzyszyły wyrazy niezadowolenia. Czymkolwiek jednak był ten statek, teraz już wyraźnie widziano, że nie przekraczał stu, maksymalnie stu dwudziestu ton wypor- 30 Semantron – właściwie jest to drewniana deska przymocowana do metalowej poprzeczki, która wydaje dźwięk przy uderzeniu młot- kiem; instrument jest używany w prawosławiu do wzywania wiernych na kazanie, modlitwę lub procesję. 31 Hals – strona (prawa lub lewa), z której wieje wiatr na płynącym żaglowcu; np. iść lewym halsem, znaczy mieć wiatr z lewej strony. 32 Szebeka – statek żaglowo-wiosłowy o 2-3 masztach z ożaglowaniem łacińskim (od drugiej połowy XVIII wieku także częściowo rejowym); pierwsze szebeki miały 30 do 40 par wioseł, później jednak ich liczbę zmniejszono do około 9; popularny okręt w basenie Morza Śródziemnego od XVII do XIX wieku; duża zwrotność, szybkość i uzbrojenie (około 28 dział), a także niezależność od wiatru wpłynęły na dużą popularność tych okrętów wśród piratów i korsarzy; ze względu na niedużą ładowność szebeki działały zwykle w niewielkiej odległości od lądu. 33 Fokmaszt – przedni maszt, pierwszy maszt od dziobu. 34 Pinka – trzymasztowy statek z ożaglowaniem łacińskim, o płaskim dnie, umożliwiającym poruszanie się po przybrzeżnych wodach; odmiana szebeki. 35 Dziobnica – belka stanowiąca przedłużenie stępki, łącząca obie burty statku i tworząca zakończenie jego dziobu. 36 Polakra – typ trzymasztowego statku pływającego po Morzu Śródziemnym, początkowo z ożaglowaniem łacińskim, później także rejowym, używany jako statek handlowy, ale także wojenny, często wykorzystywany przez korsarzy i piratów. 37 Kandia – dawna włoska nazwa (Candia) Heraklionu, największego miasta i głównego ośrodka administracyjnego Krety; miasto leży na północnym wybrzeżu Krety, około 6 km od Knossos; liczne zabytki i muzea. 38 Smyrna – starożytna nazwa miasta Izmir w Turcji, w swoim czasie ważnego ośrodka handlowego. 39 Płynąć ostro na wiatr – płynąć kursem jak najbardziej zbliżonym do kierunku, z któ rego wieje wiatr. 40 Feluka (feluga) – nieduży jedno- lub dwumasztowy statek z ożaglowaniem łacińskim, używany na Morzu Śródziemnym do rybo- łówstwa i żeglugi przybrzeżnej; w XVI-XVIII wieku statki te, wyposażane również w wiosła i kilka działek, chętnie używane były przez Turków i piratów arabskich ze względu na ich dużą prędkość. 41 Speronara (xprunara) – mały (do 40 ton wyporności) statek żaglowy, bezpokładowy, posiadający ożaglowanie rozprzowe w kształcie litery „X”, używany w XVIII i XIX wieku na przybrzeżnych wodach Morza Śródziemnego do przewozu ludzi lub towarów, charak- teryzujący się dużą prędkością. 13 ności. Zawsze pozostawała nadzieja, że nawet jeśli jego ładunek nie był zbyt pokaźny, to może za to okaże się niezwykle cenny. Zdarza się przecież, że na pokładach feluk lub speronar przewożone są szlachetne wina, drogie olejki lub kosztowne tkaniny. W takiej sytuacji napad niezwykle się opłaca, gdyż minimalny wysiłek potrafi przynieść wartościowe łupy! Nie było więc jeszcze nad czym lamentować. Zresztą najstarsi z bandzio- rów, najbieglejsi w tym rzemiośle, od razu spostrzegli niezwykle elegancką sylwetkę zbliżającego się do nich statku, co bardzo dobrze dla nich rokowało. Tymczasem na zachodnich rubieżach Morza Jońskiego zaczynało zachodzić słońce. Jednak paździer- nikowy zmierzch dostarczał wystarczająco dużo światła, by przynajmniej jeszcze przez godzinę było widno i dało się zobaczyć statek zawijający do portu. Zresztą po opłynięciu przylądka Matapan skręcił o dwa rum- by42, by łatwiej wpłynąć do zatoki. Tym sposobem stał się lepiej widoczny dla obserwatorów. Dlatego też chwileczkę później z ust starego Gozzo wyrwał się okrzyk: sakolewa! – Sakolewa! – powtórzyli jego towarzysze, a dając upust rozczarowaniu, rzucali ordynarne przekleństwa. Nie dyskutowano już więcej na ten temat, gdyż rzecz nie budziła żadnych wątpliwości. Manewrujący u wejścia do zatoki Koroni statek bez wątpienia był sakolewą. Zresztą mieszkańcy Itilo nie mieli racji, narze- kając na zły los. Przecież i na sakolewach często trafiano na bogate i cenne ładunki. Nazwa ta – sakolewa – odnosi się do lewantyńskich statków o niezbyt dużej wyporności i o mocno wygiętej linii pokładu, która podnosi się w stronę rufy. Jej trzy jednoczęściowe maszty były wyposażone w ożaglowanie skośne43. Grotmaszt, mocno pochylony ku przodowi i umieszczony w środku statku, nosił trójkątny żagiel łaciński, bryfok, marsel i bramsel44. Na jej charakterystyczny wygląd dodatkowo wpływały dwa kliwry45 z przodu i dwa spiczaste żagle na dwóch nierównych masztach z tyłu. Zwykle żywe kolory kadłuba, wygięcie dziobnicy, różnorodność omasztowania, fantazyjne kształty żagli czynią z tych jedno- stek najciekawsze okazy pośród wszystkich statków i stateczków uwijających się całymi setkami w wąskich przesmykach Archipelagu. Nie ma nic piękniejszego ponad widok tej smukłej sylwetki wznoszącej się i opa- dającej na grzbiecie spienionej fali, podskakującej lekko niczym jakiś olbrzymi ptak zaledwie muskający skrzydłami morze i migocący w promieniach zachodzącego słońca. Choć wiatr stawał się coraz gwałtowniejszy, a niebo pokryło się „wodnymi spodniami” – nazwa któ- rą Lewantyńczycy nadają pewnym chmurom pojawiającym się na ich niebie46 – sakolewa bynajmniej nie zmniejszyła powierzchni żagli. Pozostawiono na niej nawet bramsel, który każdy nieco ostrożniejszy ma- rynarz z całą pewnością by ściągnął. Bez wątpienia statek zamierzał dobić do tutejszego brzegu, a kapitan bynajmniej nie zamierzał spędzić noclegu na morzu, które teraz coraz bardziej i bardziej wzburzone, rosło w oczach… Jeśli dla marynarzy z Itilo nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że celem statku było jakieś miejsce w za- toce, to wciąż zadawali sobie pytanie, czy miejscem tym okaże się ich port. – Ejże! – zauważył jeden z obserwujących manewry statku – wydaje się, że ciągle zamierza szczypać wiatr47, zamiast przybijać do brzegu! pełne morze? – A żeby go diabeł wziął na hol! – odparł inny. – Ma więc zamiar pokręcić się tylko tutaj i odpłynąć na – Ale czy on płynie do Koroni48? – Albo do Kalamaty49? Oba te przypuszczenia były jak najbardziej dopuszczalne. Koroni to port na wybrzeżu Mani chętnie uczęszczany przez wszystkie handlowe statki Lewantu. Eksportuje się stamtąd przede wszystkim grecką oli- wę z całego południa kraju. Podobnie Kalamata, położona nieco bardziej w głębi zatoki, jest jednym wielkim 42 Rumb – w nawigacji morskiej pomocnicza miara nawigacyjna służąca do określania różnicy kątowej w płaszczyźnie horyzontu; jeden rumb to 1/32 kąta pełnego, czyli 11,25°. 43 Ożaglowanie skośne (suche) – rodzaj ożaglowania, gdzie przednia krawędź żagli przymasztowych usytuowana jest w pobliżu płasz- czyzny symetrii jachtu; w najpopularniejszych typach (ożaglowanie bermudzkie, gaflowe) jest ona przymocowana do masztu, ale w mniej popularnych może być przyczepiona do rejki (np. łacińskie) lub pozostawać wolna (np. lugrowe); żagle mogą być wychylane po około 90° na każdą burtę; zdecydowanie odmiennym systemem ożaglowania jest ożaglowanie rejowe. 44 Bryfok, marsel, bramsel – tu: nazwy kolejnych żagli gaflowych, patrząc od pokładu. 45 Kliwry – trójkątne żagle ustawione przed przednim masztem. 46 „Wodne spodnie” (fr. échillon) – czarna chmura, której ogon przyjmuje formę trąby powietrznej. 47 Szczypać wiatr – płynąć prawie pod wiatr. 48 Koroni – miasto w Grecji, na południowo-zachodnim Peloponezie, na lewym brzegu Zatoki Meseńskiej. 49 Kalamata – miasto w Grecji, na południowo-zachodnim Peloponezie, w głębi Zatoki Meseńskiej, stolica prefektury Mesenia, znane już za czasów Homera. 14
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Archipelag w ogniu
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: