Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00466 007938 11496234 na godz. na dobę w sumie
Aremil Iluzjonistów: Uwikłani - ebook/pdf
Aremil Iluzjonistów: Uwikłani - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7859-856-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> fantasy
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Najważniejszy w życiu iluzjonisty egzamin zbliża się wielkimi krokami, jednak udział w nim nie przynosi Luv Incerno upragnionej wolności. Na terenie poligonu dochodzi do tragedii, w wyniku której życie traci jedna z uczestniczek. Jej sprawca zjawia się tam, by złożyć Luv przerażającą propozycję. Czas do namysłu szybko się kończy, a słowo nowego mocodawcy jest ostateczne. Wojna lub imię zdrajcy.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

A L I C J A M A K O W S K A AREMIL ILUZJONISTÓW prequel Uwikłani Alicja Makowska „Aremil Iluzjonistów: Uwikłani” © Copyright by Alicja Makowska redakcja: Justyna Jaciuk korekta: Iwona Niezgoda projekt okładki: Dominika Makowska projekt mapy: Alicja Makowska, Dominika Makowska ISBN 978-83-7859-856-5 2017 Wszelkie prawa zastrzeżone W tym roku Cofniemy się po własnych śladach W ich świecie, By ujrzeć wydarzenia, Które doprowadziły do tragedii w Aremil Cov I wszystko to, co zostało przemilczane… Rodzicom 5 PROLOG Jego dotyk, zbudowany ze wspomnień, wydawał się ciepły, ale był zbyt odległy, by mogła oszukać się, że jest prawdziwy. Napawała się jednak tym złudzeniem. Jego obecnością. Echem poczucia bezpieczeństwa, które zawsze jej zapewniał. Zbudowany ze wspomnień Daren uświadamiał jej, co miała kiedyś i co straciła. Czuła to każdą komórką swojego ciała, gdy objął ją ramieniem od tyłu i pocałował w szyję. – Napijemy się wina? – szepnął. – Wino straciło smak, Ren… – wyznała ze smutkiem. – Wszystko straciło smak. – Nawet ja? Okręciła się, by na niego spojrzeć. Był tak doskonały, jakim go zapamiętała. Jego brązowe oczy wpatrywały się w nią intensywnie. – Tęsknię za tobą. – Przecież tutaj jestem, Mei – zarechotał. – Obiecałem, prawda? Obiecałem, że nigdy nie zostawię cię samej. Spojrzała na niego z tęsknotą. Wydawało się jej, że znaj- dował się tuż obok, ale tak naprawdę przebywał daleko stąd. A ona nie mogła do niego dotrzeć. Dzieliły ich nie tylko wieki, nie tylko czas był przeszkodą. Tak naprawdę odgradzała ich granica życia i śmierci. 6 – Okłamałeś mnie – zarzuciła mu i dotknęła opuszkami palców jego policzka. – Jesteś kłamcą, Darenie. – Roześmiała się gorzko. Musnęła ustami jego wargi i wtem poczuła, jak daleko stąd struktura iluzji zostaje naruszona. Odwróciła głowę. Wyczuła obecność obcego odnośnika. Ktoś się zbliżał. – Coś nie tak, ukochana? – zaniepokoił się Daren. Wyrocznia skupiła się na obcej aurze, która falując w iluzji, zbliżała się do komnaty. Rozpoznała ją po chwili. Zbliżało się to beztalencie, które odważyło się z nią targować. Nigdy nie pamiętała ich imion. Przychodzili i odchodzili. Zawsze pamiętała powody, dla których poddawali się jej rytuałowi. Przyjmowali cząstkę niej samej. Ich imiona jednak były bez znaczenia, zawsze jej umykały. Przymknęła oczy na chwilę. Zmieniła się. Dopełniła wa- runków umowy. Już miała odezwać się do Darena patrzącego na nią py- tająco, gdy wyczuła coś jeszcze. Rozdarcie. Beztalencie na- znaczone było echem obcej aury. Jakby ktoś obcy kroczył za nim w cieniu. – Fascynujące – mruknęła sama do siebie, po czym pogła- skała Darena po policzku. – Znikaj. Mam coś do zrobienia. Dostrzegła w jego oczach sprzeciw i rozżalenie, zanim jego twarz rozmyła się w iluzji. Odsunęła jednak od siebie wyrzuty sumienia spowodowane tym, że przegoniła wspo- mnienie o nim. Wyprostowała się na szezlongu, wpatrując się w zamknięte wejście do jej sali tronowej. Gdy wyczuła, że przybysz się zbliża, w myślach nakazała 7 wrotom się otworzyć. Do komnaty weszła ubrana w strój podróżny iluzjonistka. Wyrocznia dostrzegła krew na jej odzieniu. Jej oczy zmieniły się od ostatniej wizyty. Nie były już pełne strachu i desperacji. Tlił się w nich płomień, który przeczył chwiejnemu kroku iluzjonistki. W rzeczywistości wszystko musiało wyglądać normalnie. Jednak w iluzji Wyrocznia dostrzegała ciekawe zjawisko. W cieniu przybyłej, pozbawiona aury odnośnika, stała ciem- nowłosa dziewczyna. Najwidoczniej została rozdarta struk- tura rytuału. Ile już lat upłynęło, odkąd ostatni raz widziała taką ano- malię…? – Luv Incerno – wychrypiała przybyła. – Przychodzę po cząstkę twojego talentu, Córo Iluzora. Wyrocznia wychyliła się do przodu i zaśmiała pod nosem. – Zaiste. Ciekawy z ciebie przypadek, Luv Incerno. 8 ROZDZIAŁ I POTOMKOWIE ILUZORA Wiatr strącał z mocą liście z drzew. Nieproszony hulał po uliczkach Rhuady, zrywając kaptury z głów i rozwiewając włosy przechodniów. Luv przechodziła właśnie koło kupiec- kiego namiotu, którego boczne płachty załopotały niebez- piecznie. Przyspieszyła kroku i o mały włos nie nadepnęła na kurę, która wystraszona zeskoczyła z żerdzi kurnika prosto na brukowaną uliczkę i zatrzepotała nerwowo skrzydłami. Nie mogąc się powstrzymać, Luv użyła błyśnięcia, by przestraszyć ptaszysko jeszcze bardziej. Zachichotała pod nosem, gdy zobaczyła, jak spłoszona kura wskakuje na stół kupca sprzedającego biżuterię z bursztynu. Słyszała jego krzyki jeszcze poza dzielnicą kupiecką. Niespiesznym krokiem skierowała się w stronę dzielnic klanu, choć wcale nie chciała wracać do domu. Mistrz prze- rwał trening, gdyż pilnie wzywały go obowiązki lidera. Ich mentor starał się, by takich sytuacji zdarzało się jak naj- mniej, jednak Luv musiała przyznać, że trafiały się im raczej często. Z reguły nie skarżyła się na nie. Gdy mistrz znikał, często dokańczali trening sami. Ćwiczyli we troje: ona, Ellen i Yaxiel. Dzisiaj jednak mistrz poprosił Ellen o dostarczenie jednej przesyłki, a Yaxiel zniknął, tłumacząc, że zaoferował pomoc 9 koledze w Kwaterach. Chcąc nie chcąc, Luv musiała wracać do domu. Jednak zamiast zmęczenia, które zawsze przycho- dziło, gdy kończyli ćwiczyć, czuła niedosyt. Ciągle tliła się w niej ochota na walkę. Postanowiła, że gdy tylko Ellen wróci do domu, wyciągnie kuzynkę na krótki sparing. Dzielnice klanu Incerno mieściły się na samych obrze- żach stolicy. Łatwo więc mogły przedostać się poza obszar zabudowań, by móc poćwiczyć walkę w iluzji, bez wciągania do pola złudzenia osób trzecich. Nestor zawsze się denerwował, gdy dziewczyny treno- wały blisko domu i przypadkiem do tworzonych przez nie iluzji wpadały dzieciaki. Co prawda, jeszcze nigdy nie zda- rzyło się, by Luv i Ellen niechcący wciągnęły do nich kogoś, kto był jeszcze przed testami iluzjonerskimi, ale lepiej było dmuchać na zimne. Dzieciaki, u których nie potwierdzono jeszcze talentu do sztuki iluzjonerskiej, były chronione przed iluzją do czasu, aż osiągnęły odpowiedni wiek, by przystąpić do testu. Z tego powodu kuzynki trenowały wyjątkowe zdol- ności zawsze „na bezpiecznym gruncie”. Zdarzało się, że od- chodziły daleko od domu i zagłębiały się w zagaje, szukając miejsca, gdzie mogłyby poćwiczyć. Czasem zajmowało im to długie godziny, co również denerwowało Nestora i niepo- koiło ciocię Namier. Ojca rzadko kiedy można było zadowolić i Luv zdawała sobie z tego sprawę. Gdy zbliżyła się do bramy wejściowej do szczelnie ogro- dzonych dzielnic klanu, Luv zwolniła kroku, celowo wcho- 10 dząc w kałużę. Skinęła głową kuzynowi pełniącemu wartę przy wejściu i ruszyła do domu ze wzrokiem wbitym w ziemię i kapturem naciągniętym na oczy. Miała nadzieję, że w ten sposób nikt jej nie zaczepi. Nie miała ochoty na pogaduszki. Chłodna aura pogodowa sprzyjała temu, że wszyscy spie- szyli do domów, co Luv odpowiadało. Myślami była daleko i ostatnią rzeczą, jakiej teraz chciała, byłoby ściągnięcie jej na ziemię. Ostatnimi czasy jej myśli krążyły wokół zbliżającego się egzaminu z wytrwałością drapieżnika czekającego aż jego ofiara straci wystarczająco dużo krwi, by paść. Zdanie go było celem, który sama sobie wytyczyła. Nikt poza nią nie miał wpływu na tę decyzję. Luv chciała zostać iluzjonistką klasy pierwszej i udowodnić wszystkim w klanie, że jest ko- walem własnego losu. Dom jak zwykle powitał ją mieszaniną zapachów wszel- kiego rodzaju ziół, które suszyły się na werandzie. Luv nigdy nie mogła pojąć, dlaczego ludzie w klanie ufają jej matce bardziej niż innym uzdrawiaczom w całej konfraterni i zmu- szają ją do prowadzenia uzdrowiska we własnym obejściu. To na prośby Incerno Namier zajmowała się suszeniem ziół, wytwarzaniem maści leczniczych i okładów. Członkowie klanu uważali za rzecz naturalną przychodzenie ze wszyst- kimi urazami i chorobami do domu przywódcy zamiast do konfraterni uzdrawiaczy, ale Luv poddawała tę praktykę w wątpliwość i nawet wydawało się jej, że jest jedyną osobą, która zwraca na to uwagę. W końcu przestała zabierać głos 11 w tym temacie, bo zrozumiała, że choć była córką przywódcy klanu, jej głos w jakiejkolwiek sprawie niewiele się liczył. W końcu dopiero uczyła się, by zostać iluzjonistką. Dopiero. Zamyślona weszła do sieni i pierwsze co zrobiła, to zsu- nęła nieco przemoczone buty. – Jesteś w końcu! – usłyszała głos matki. Uniosła głowę. Namier wyjrzała z kuchni. Miała na sobie roboczy fartuch, a rękawy koszuli podwinęła do łokci. Pracowała. – Gdzie jest Ellen? – zapytała Namier. – Mistrz wysłał ją z przesyłką. Kazała nie czekać na siebie z obiadem. – Pal licho obiad! – Machnęła ręką. – Jest coś ważniej- szego! Po tym jak Luv ledwie zsunęła drugi but, została zacią- gnięta do pokoju dziennego. Namier wymownym gestem wskazała na blat stołu. Na kwadratowej serwecie leżały dwie identyczne koperty: białe, owinięte czerwoną wstążką i za- pieczętowane czerwonym lakiem. Na obu widniała pieczątka Sztabu. Różnił je tylko jeden detal – adresat. Luv drżącą ręką sięgnęła po tę, na której widniało jej imię. Rozczytała je bez trudu, choć napisane było zawijasem. – Posłaniec przyniósł je dziś rano – oznajmiła Namier niemal teatralnym szeptem. – Nie otwierałam, ale i tak wiem co zawierają. – Podeszła do kredensu i sięgnęła po zieloną, otwartą już kopertę. – List z gratulacjami dla mnie i ojca. Luv powoli obróciła w dłoniach kopertę, jakby oczeki- wała, że coś kryło się pod spodem. 12 – Wytypowali mnie do egzaminu – szepnęła. – Mistrz pewnie dostał potwierdzenie z samego rana, przed naszym treningiem. Mógł nam powiedzieć. Namier zaparła się pod boki. – Chciał, żeby wszystko odbyło się tradycyjne. Pomimo iż list w jej ręce wieńczył siedem lat ciężkiej pracy i był dowodem uznania nie tylko w oczach mistrza, ale także w oczach lidera, Luv nie odczuła prawdziwego patosu tej chwili. Dopuścili ją do egzaminu. Od tego momentu nie miała prawa nazywać się już uczniem – stała się bowiem kandydatką na iluzjonistkę. Różnica była diametralna. Śro- dowisko rządowe patrzyło na nią pod innym kątem i sta- wiało ją w innym świetle. Wiedziała o tym, ale nie czuła tego. To nie radość przebiła się przez jej serce. To nie zaskoczenie odebrało jej mowę. Tylko coś znacznie bardziej pewnego i zimnego zarazem. Strach. Wiedziała, że ta zmiana miała wkrótce nastąpić. Spodziewała się, że zareaguje inaczej. Jednak zaskoczyła samą siebie. Dlaczego list nie zrobił na niej wrażenia? Nie umiała od- powiedzieć. Uznanie w oczach lidera miała na co dzień. Słynny Mi- naro Nakarde był nie tylko mistrzem ich drużyny –„złotej trójki” – jak potocznie ich nazywano, lecz także liderem. Nie sposób było o tym zapomnieć. Obowiązki rządowe często wpływały na grafik ich treningów. Luv zdążyła przyzwyczaić się do tego, że osoby niezwiązane ze środowiskiem iluzjoni- stów sądziły, że szkolenie u lidera uważano za bardziej pre- 13 stiżowe niż pobieranie nauki od innych iluzjonistów. W za- sadzie było to prawdą. „Złota trójka” wyróżniała się na tle innych uczniów, choć to nie poziom umiejętności był tu róż- nicują kategorią, a sam punkt widzenia. Inaczej postrzegało tę sytuację środowisko iluzjonerskie, inaczej rząd i zwykli ludzie, zaś jeszcze inaczej patrzyli na to wszystko Luv, Ellen i Yaxiel. Podczas treningów nie zapominali, że mają do czy- nienia z najlepszym iluzjonistą w kraju. Jednak podczas ich wspólnych spotkań czy misji Minaro był przede wszystkim ich mentorem. List, który trzymała w ręku, nie oznaczał wcale, że została doceniona i wyróżniona przez mistrza. Luv została oficjalnie dostrzeżona i przyjęta przez rząd. Była cennym nabytkiem w oczach instytucji rządowej, bo tak na- prawdę o to chodziło. Dostała zaproszenie z górnej półki. Wraz z nim trzymała w ręku szansę na przebicie się do najbardziej prestiżowej klasy społecznej w Atermii – iluzjonistów, potomków Ilu- zora. Mimo że doskonale zdawała sobie sprawę z wagi tego wydarzenia, Luv nie potrafiła zdobyć się na uśmiech. Zaproszenie było bowiem zobowiązujące. Co nie znaczy, że nie mogła zrezygnować z egzaminu. Nie chodziło o de- cyzję, bo ją Luv już dawno podjęła. Nie podda się. Bardziej martwiła się o formułę egzaminu, która koja- rzyła jej się z przeciskaniem się przez wąską szczelinę. Co gorsza, tylko w ten sposób mogła osiągnąć pułap iluzjoni- stów klasy pierwszej. 14 Spis treści PROLOG 6 ROZDZIAŁ I POTOMKOWIE ILUZORA 9 ROZDZIAŁ II PERSWAZJA 28 ROZDZIAŁ III POCZĄTEK ODLICZANIA 55 ROZDZIAŁ IV JUTRZNIA 75 ROZDZIAŁ V ZIELONY NIEPOKÓJ 94 ROZDZIAŁ VI RYSA NA SZKLE 122 ROZDZIAŁ VII CZTERY NA DZIESIĘĆ 143 ROZDZIAŁ VIII CEREMONIA ŻYWYCH 160 ROZDZIAŁ IX ZADANIE CHRZESTNE 178 ROZDZIAŁ X MIASTO POGAN 194 ROZDZIAŁ XI REGRES 215 ROZDZIAŁ XII SPOWIEDŹ 233 ROZDZIAŁ XIII ZMIERZCH NAD AREMIL COV 260 ROZDZIAŁ XIV ZWROT KU DZIAŁANIU 277 ROZDZIAŁ XV KAŻDY WYBIERA WŁASNY KIERUNEK 297 321 ROZDZIAŁ XVI ROZCHWIANIE ROZDZIAŁ XVII MIRAŻ 347 ROZDZIAŁ XVIII ŻYCIE NALEŻĄCE DO PRZESZŁOŚCI 367 ROZDZIAŁ XIX TAKIE SPRAWY ZAŁATWIA SIĘ W DRUŻYNIE 391 ROZDZIAŁ XX CIENIE WKRADAJĄ SIĘ DO NATAMIRU 415 438 ROZDZIAŁ XXI PO CZASIE ROZDZIAŁ XXII PRZERWANE ŻYCIA 454 488 ROZDZIAŁ XXIII DRUGA ROCZNICA 494 Dodatek Podziękowania 497 499
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Aremil Iluzjonistów: Uwikłani
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: