Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00109 005250 12586783 na godz. na dobę w sumie
Aremil Iluzjonistów: Wschodnie rubieże - ebook/pdf
Aremil Iluzjonistów: Wschodnie rubieże - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-949381-1-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> fantasy
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Każdy ma swoje własne aremil. Niedokończone sprawy, które ciągną się za nim do końca życia.

Dwoje iluzjonistów, Ellen Incerno i Yaxiel Nastemoon, bada sprawę morderstwa sprzed roku, w które zamieszana jest ich zbiegła przyjaciółka - Luv. W pogodni za odpowiedziami zmuszeni będą opuścić kraj i zmierzyć się z inną rzeczywistością, w której nic nie jest takim, jakim się wydaje. Wkrótce nieoczekiwane wydarzenia rzucą na sprawę nieco więcej światła.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

A L I C J A M A K O W S K A AREMIL ILUZJONISTÓW Wschodnie rubieże Alicja Makowska „Aremil Iluzjonistów: Wschodnie rubieże” © Copyright by Alicja Makowska projekt okładki: Dominika Makowska projekt mapy: Alicja Makowska, Dominika Makowska ISBN e-book 978-83-949381-1-6 Wydanie II 2018 Dystrybucja, konwersja do formatów mobi, e-pub: Wydawnictwo Internetowe E-bookowo Wszelkie prawa zastrzeżone Alicja Makowska „Aremil Iluzjonistów: Wschodnie rubieże” Mojej Alter Ego Bez Ciebie by się nie zaczęło PROLOG Pamiętała, że zaczęła przegrywać. Dłonie dzier- żące miecz zadrżały. Uświadomiła sobie, że ból prze- szywający jej ciało, jest ostatnim odczuciem w jej życiu. Pomyślała, że to koniec. Nie pamiętała, co chciała osiągnąć. Wiedziała jednak, że było to coś ważnego. Istotnego. Ból oto- czył ją i zwalił z nóg jak uwolniona z tamy rzeka. Ból i świadomość przegranej. Straciła kontrolę nad ciałem. Powoli ogarniała ją ciemność, otaczając jej umysł coraz ciaśniej i ciaśniej. Napierając na nią ze wszystkich stron. Wystarczyło wziąć oddech, by ciemność dostała się także do płuc. Zacisnęła zęby. Nie, nie mogła na to pozwolić. Czuła, że wystarczyło zachłysnąć się ciemnością, by umrzeć. Czy gorejąca w niej wola walki potrafiła jednak powstrzymać wszechobecny mrok? Znała odpowiedź na to pytanie. Z każdym uderzeniem serca ogień walki przygasał, aż w końcu stał tylko nikłym płomykiem. W chwili, gdy pomyślała, że to już koniec, nieocze- kiwanie zjawiła się pomoc. Nie rozproszyła jednak ciemności. Zjawiła się tuż przy niej, a właściwie to ujawniła się w niej samej. Cudza wola oplotła ją cia- śniej niż ciemność. Wyrwała z rąk zbliżającej się nie- uchronnie śmierci. Była tak silna, że nie sposób było z nią walczyć. Można było tylko się jej poddać. Gdy to uczyniła, ciemność rozproszyła jaskrawa błyskawica, a ona po- czuła, że znów może wstać. Obca nie tylko nakazała jej to uczynić, ale wręcz zrobiła to za nią. Uniosła jej ciało z łatwością, jakby było lżejsze niż piórko i za- częła nią sterować jak kukiełką. Pojmana chciała zamrugać, gdy zorientowała się, że podłoga, na której stoi, śliska jest od krwi. Jej wła- snej krwi. Chciała, lecz nie miała kontroli nad wła- snymi powiekami. Zdawała się nieobecna we wła- snym ciele. Skurczona do roli biernego obserwatora. Widziała lęk w oczach swojej przeciwniczki. Ru- dowłosej kobiety siedzącej na posadzce. Rozbrojonej. Czemu się starły? O co walczyły? Nie wiedziała. – Na nogi. – Jej wargi poruszyły się bez udziału jej woli, wydając rozkaz. Wydobyła z siebie głos, który brzmiał obco, choć wypowiadane słowa były zrozu- miałe. Miała wrażenie, że od długiego milczenia za- schło jej w gardle. – Wygrałaś, iluzjonistko z Atermii. – Rudowłosa się poddała. Iluzjonistko z Atermii? Tak, pochodziła z Atermii. Nie miała wątpliwości. Była iluzjonistką. Iluzjonistką w służbie Atermii. Pokonana nie kłamała. Nie wie- działa, skąd ma tę pewność, ale tak było. Zwycię- stwo nie zadowalało jednak Obcej Woli. Ta chciała więcej, chciała krwi… walki… chciała… Tak, rozrywki. Chciała się zabawić i w żaden sposób nie można jej było powstrzymać. Iluzjonistka zupełnie tego nie rozumiała. Nie rozu- miała tej żądzy, która ją napełniała. Nie pojmowała jej źródła. – Nie… – szepnęła Wola jej ustami. – Dopiero za- czynam. Broń swojego marnego życia. Dostarcz mi trochę rozrywki. 7 Używając jej ciała, Obca Wola ruszyła do ataku. Łaknęła krwi. Ale nie krwi rudowłosej. Ona była nieważna. Ona była tylko rozrywką, zabawką, która kilkanaście uderzeń serca później grzmotnęła o po- sadzkę, gdy Wola się znudziła. Źródło jej pragnienia krwi, obiekt jej gniewu był blisko. Tuż obok. Iluzjo- nistka zobaczyła go, gdy obie idealnie równym kro- kiem ruszyły w stronę podwyższenia wysoko skle- pionej komnaty. Coś głęboko w środku niej krzyknęło, gdy zo- baczyła, że kierują się w stronę młodej wojow- niczki o kruczoczarnych włosach. Wola usłyszała jej sprzeciw i pozwoliła jej ciału się zatrzymać. Na podwyższeniu stała Luv Incerno. Tak. Nie było wątpliwości. Młodą wojowniczką była Luv Incerno. A Obca Wola zjawiła się, by ją ukarać. Iluzjonistka nie wiedziała, kim była Luv. Nie wie- działa, co takiego zrobiła, że Wola chciała ją ukarać. Wiedziała tylko jedno. Objawiło się jej to tak krysta- licznie jasno, jak nigdy nic innego w całym życiu. Nie mogła dopuścić, by Obca skrzywdziła Luv. Bo Luv była kimś cennym. Kimś drogim jej sercu. Dla niej przebyła szmat drogi. Dla niej walczyła z ru- dowłosą. Iluzja zaczęła się rozpadać, a ona wszystko sobie przypomniała. Nazywała się Ellen Incerno. A Luv była jej siostrą. 8 ROZDZIAŁ I ROCZNICA Jak rozpoznać, że znalazłeś się w czyjejś iluzji? Zacznijmy od tego, że iluzjonista może posłużyć się różnymi rodzajami iluzji. Może pokryć Cię złu- dzeniem niewiele odbiegającym od rzeczywistości. Wtedy trudno Ci będzie się zorientować, że znala- złeś się w pułapce, ale bez paniki. Im bardziej realna iluzja, tym gorszy poziom reprezentuje jej twórca. Drugim rodzajem złudzenia jest iluzja nierealna. Tu możesz zacząć się bać. Utrzymanie nierealnej iluzji świadczy o nieprzeciętnym talencie wyko- nawcy. Pamiętaj, jeśli poczujesz subtelny sygnał, a świat w jednej chwili będzie Ci się wydawał mieszaniną rozmaitych plam, które przybrać mogą każdy kształt, to niezawodny znak, że znalazłeś się w iluzji. Plakat zdjęty z murów Natarabii przez służby porządkowe 24 dzierzbca (3) 4041 Nad Rhuadą zapadł zmierzch. Dnia ubywało wraz z przyjściem jesieni, wieczory stawały się dłuższe i chłodniejsze. Mimo niesprzyjającej aury, Yaxiel sie- dział na progu Kwater Iluzjonistów. Z oddali, z placu koszar dobiegały odległe komendy ostatnich wieczor- nych ćwiczeń dla rekrutów. 1 Zob. Rachuba lat na końcu książki. 9 Yaxiel ochłonął już po indywidualnym treningu. Z reguły ćwiczył razem ze starszymi oficerami, dzisiaj jednak zdecydował się na ćwiczenia w samotności, by łatwiej zebrać myśli. Budynek za jego plecami, choć nazwany Kwaterami Iluzjonistów, służył głównie żoł- nierzom. Iluzjoniści, jako uprzywilejowani wojskowi, zajmowali tylko jego zachodnie skrzydło, podczas gdy reszta zgodnie z przepisami Sztabu należała do korpusu oficerów i podoficerów. Yaxiel jednak nie traktował tego miejsca jak placówki rządowej. Dla niego Kwatery były prawdziwym domem. Mieszkał tu, odkąd pierwszy raz – jeszcze jako dzieciak – zjawił się w Atermii, wiele lat temu. Jeśli wyprowadzał się ze swojego pokoju, to tylko na czas przydzielonych mu misji. Wyciągnął z tobołka za plecami fajkę i nabił ją świeżym zielem. Przytknął do ust i zaciągnął się, czując ostry aromat ziół z Natamiru. Nie miał ich za wiele i właściwie używał ich bardziej z sentymentu niż prawdziwej chęci palenia. Przymrużył oczy, rozkoszując się przyjemnością, gdy w kącie jego pola widzenia coś się poruszyło. Ob- rócił lekko głowę i zobaczył chłopca biegnącego tru- chtem w jego stronę. Przez prawe ramię miał prze- wieszoną błękitną szarfę, symbol początkującego w konfraterni posłańców. Yaxiela nie zdziwiła sama obecność posłańca o tej porze. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że posłańcem był dziewięcioletni chłopak, początkujący w roznoszeniu wiadomości, przynaj- mniej tych mających dotrzeć do armii. Do Kwater z reguły przybywali o wiele starsi posłańcy, nawet 10 wtedy, gdy chodziło o rzeczy błahe. Armia była zbyt prestiżową kastą społeczną, by ktokolwiek chciał urazić swego adresata przez niedopasowany do sytu- acji wiek posłańca. Chyba że jakaś nadgorliwa matka koniecznie chciała doręczyć wiadomość dla jakiegoś rekruta. Zbliżając się do schodów, chłopiec zwolnił i zer- knął niepewnie na Yaxiela, jakby się zastanawiał, czy może ma do czynienia ze strażnikiem. – Panie… – zaczął. – Powiedz, kogo szukasz, ułatwię ci zadanie – rzekł przyjaznym tonem, widząc bojaźń na twarzy młodziutkiego posłańca. – Mam przekazać wiadomość dla generał Ellen In- cerno – wymamrotał. – Dla Ellen? – zdziwił się. – Przecież jej nie ma w Kwaterach. Mieszka w zachodniej części stolicy, w dzielnicach klanu. Chłopak niepewnie przygryzł wargę. Wyglądał, jakby usilnie próbował coś sobie przypomnieć. – Powiedziano mi, że znajdę ją… to znaczy, że pani generał jest tutaj. Zameldowana – powiedział niezbyt gramatycznie. Yaxiel zmarszczył brwi. Czemu Ellen miałaby być zameldowana w Kwaterach, skoro od zawsze miesz- kała u wujostwa? Poza tym, jeśli naprawdę by tu była, wpadliby na siebie prędzej czy później. Yaxiel na stałe mieszkał w Kwaterach, a jednak nie widział jej nigdy przy śniadaniu na stołówce ani na żadnym placu tre- ningowym. – Jestem przekonany, że jej tutaj nie ma – upierał się przy swoim. 11 – Panie, ale mi nie pozwolą wejść do dzielnic klanu o tej porze, ona musi tutaj być – panikował chłopak. Yaxiel uniósł uspokajająco dłoń. – Powiedz mi, jaką masz dla niej wiadomość. To coś pilnego? Chłopak przez chwilę się wahał. Posłańcom zawsze wbijano do głowy, że wiadomości przeznaczone są dla adresatów. I to do nich powinni trafiać. Chodziło głównie o wiadomości naprawdę istotne, ważne dla losów armii czy polityki obronnej kraju. Yaxiel wie- dział jednak, że chodziło też o samą regułę. Kto nie trzymał się zasad w sprawach błahych, nie trzymał się ich także w sprawach istotnych. Młody posłaniec jednak nie wahał się długo. – Mam uprzedzić ją, że za chwilę zjawi się tutaj… taka pani z wojska. Złapała mnie przypadkiem, nawet nie wiem, jak się nazywa. Ma rude włosy. Yaxiel postukał się ustnikiem fajki po dolnej wardze. – Ruda? Hmm… Znał kilku rudych oficerów. Kto jednak i po co miałby odwiedzać Ellen o tej porze? I dlaczego w Kwaterach? Coś tutaj nie trzymało się kupy. – Ta ruda ma tu przyjść? Chłopak energicznie pokiwał głową. – W porządku – zdecydował Yaxiel. – Pogadam z nią. Wypełniłeś zadanie. Możesz wracać. Chłopak okręcił się, jakby chciał odejść, ale jednak tego nie zrobił. Obejrzał się z wahaniem na Yaxiela. – Naprawdę pan to zrobi? – O nic się nie martw. Słowo iluzjonisty. Posłaniec rozdziawił buzię. 12 – Na Iluzora… pan jest iluzjonistą, naprawdę? Yaxiel pokiwał głową, widząc jak oczy chłopca roz- szerzają się z podziwu. pana? – spytał głupio. – To w porządku, że… tak to zrzucę wszystko na – Nie martw się. Dam sobie radę. – Ale… to tak głupio, jak się dowiedzą w konfra- terni. Yaxiel przyjrzał się rumieńcom na jego twarzy. – Zmykaj. To rozkaz – ukrócił sprawę i chłopak w mig go usłuchał. Yaxiel odprowadził wzrokiem znikającą w szarości wieczoru błękitną szarfę. Cała sprawa wydała mu się dziwna. Po pierwsze nie wierzył, by Ellen mieszkała w Kwaterach. Po drugie, nie kojarzył nikogo, kto mógłby do niej przyjść wieczorem. Może ktoś z ad- ministracji wojska? A może to po prostu głupi żart? Pamiętał, że gdy sam był dzieckiem, zresztą niewiele starszym, ciągle płatali takie numery z innymi z Zaplecza. Jeśli to był tylko wygłup, to Yaxiel nie dostrzegał w nim nawet puenty. Postanowił uzbroić się w cierpliwość i wypatrywać rudej. Zaczął się już oswajać z myślą, że zrobiono mu głupi żart, gdy wtem zobaczył kolejną osobę zbliża- jącą się w stronę Kwater. Rudowłosą. – Co jest grane…? – mruknął pod nosem, a gdy przybyszka podeszła bliżej kręgu światła rzucanego przez kosze z żarem, Yaxiel przełknął ślinę, natych- miast ją rozpoznając. Tajemniczą rudowłosą była podporucznik Hesper. Adiutantka obecnego lidera kraju, byłego mistrza Yaxiela. Szła szybkim i pewnym krokiem w stronę Kwater. Ubrana była po wojsko- 13 wemu w czarno-szary mundur. Yaxiel odjął fajkę od ust i wstał. – Dobry wieczór, pani podporucznik. Skinęła mu głową i już chciała go minąć, gdy wy- ciągnął rękę, by ją zatrzymać. – Ellen tutaj nie ma – poinformował ją. – Ale bardzo chętnie się dowiem, o co tutaj chodzi. Hesper zerknęła na niego zdziwiona. – Skąd wiesz…? – Wskazała palcem na Kwatery. – Och, jest tutaj. Pytanie tylko, skąd wiesz, że przyszłam tutaj w jej sprawie? Wzruszył ramionami. – Po prostu wiem. I chętnie się dowiem, o jaką sprawę chodzi. – O dyscyplinę – odparła ostro. – Ellen nie stawiła się dzisiaj w Kolegium. Znowu. Idę ją upomnieć, bo widzę, że wysyłanie posłańców nic nie daje. Yaxiel poczuł jak coś chłodnego ściska mu gardło. Ellen pracowała w Kolegium już prawie rok. Kochała tę pracę, bo zajmowała się edukacją przyszłego pokolenia iluzjonistów. Zawsze miała dobry kontakt z młodzieżą, poza tym jako iluzjonistka potrafiła wspaniale przeka- zywać swoją wiedzę. Zawsze była cierpliwa w stosunku do swoich uczniów, nieco pobłażliwa, za co młodzi iluzjoniści ją uwielbiali. Yaxiel w jednej chwili zrozumiał, dlaczego Ellen zaniedbuje obowiązki. Nigdy tego nie robiła. Z reguły była bardzo pracowitą osobą i można było na niej polegać. Znał tylko dwa prawdopodobne powody, z racji których mogła nie stawić się w pracy. Pierwszym z nich była poważna cho- roba, co Ellen nigdy się nie zdarzało. Drugim była rocznica bardzo przykrych dla niej wy- darzeń. 14 Gdy Hesper spróbowała wyminąć jego wycią- gniętą dłoń, cofnął się na schodek wyżej. – Zaczekaj. – Yaxiel, Ellen unika obowiązków nałożonych na nią przez Sztab Generalny. Nie mogę dłużej przy- mykać na to oka. Trzeci raz z rzędu nie stawiła się na zajęciach w Kolegium. Jestem zobowiązana, by… – Hesper, wiem – przerwał jej, zachodząc adiutantce drogę. – Ale to delikatna sytuacja. Pozwól mi to zrobić. Pogadam z nią. – Tobie? – zdziwiła się. – Tu nie chodzi o przyja- cielską połajankę, tylko o dyscyplinę wojskową. Ellen podjęła się obowiązku, który z dnia na dzień bez żad- nego uprzedzenia porzuciła. Wiesz, jak to świadczy o administracji sztabowej? – Hesper… – Wiesz, jak to świadczy o was? O iluzjonistach? Jeśli nie będziemy przestrzegać dyscypliny, czym bę- dziemy się różnić od anarchistów ze Wschodu? – Tym, że okazujemy odrobinę zrozumienia – od- powiedział chłodno. Szanował panią podporucznik za sumienność, z jaką podchodziła do swojej pracy. Była wzorem wojskowego. Cieszył się, że mistrz ma taką osobę u boku. Gdyby nie chodziło o Ellen, w życiu by się nie sprzeciwił. Zawsze szanował żelazne zasady wojska. – Wiesz, jaki dzisiaj jest dzień? – spytał cicho. – Czwarty pierwszego tygodnia jesieni – wyrecy- towała z lodowatym spojrzeniem. – Dzisiaj jest rocznica. Równo rok temu Luv znik- nęła. Lód w oczach adiutantki stopniał momentalnie. Przez chwilę milczała, próbując znaleźć jakąś dobrą 15 odpowiedź. W końcu zacytowała ponurym tonem znane w Kwaterach powiedzonko: – W wojsku nie ma miejsca na sentymenty. – To nie jest sentyment. To właśnie poczucie za- niedbanego obowiązku – rzekł. – Niewyjaśniona sprawa, która ciągnie się za nią od roku. Przecież znasz Ellen. Jest sumienna i obowiązkowa. Ale każdy ma prawo do chwilowego załamania, gdy nic nie idzie po jego myśli. Pozwól, że ja to załatwię. Widział, że adiutantka się waha. Zgodnie z regula- minem Ellen powinna dostać upomnienie i wpis do akt. Zdanie się na Yaxiela byłoby poufnym zamiece- niem sprawy pod dywan i przyznaniem racji ludowej opozycji, że uprzywilejowana kasta iluzjonistów rze- czywiście jest bezkarna. – Yaxiel, Ellen nie może bez końca zasłaniać się nierozwiązaną sprawą sprzed roku – powiedziała twardo. – Wiem, że to przykre, ale być może nigdy nie dowiecie się, dlaczego Rawena i Nathian nie żyją. Jednak życie toczy się dalej i musicie za nim nadążać. – Wiem. Ale nie zostawia się za plecami nieroz- wiązanej sprawy. Zwłaszcza jeśli w jej toku dwie osoby straciły życie. – Luv przyznała się do morderstwa. Podała powód. Co jeszcze chcecie wiedzieć? – Dlaczego to zrobiła – odparł. – Wiem. Podała racjonalne wytłumaczenie. Kłopot w tym, że całko- wicie fałszywe. Sprawa nie jest rozwiązana, dopóki jej sprawca pozostaje bezkarnie na wolności, czyż nie? Hesper przekrzywiła lekko głowę. – Tak. Ale czy to na pewno robota dla iluzjoni- stów? Szukaniem mordercy powinni… 16
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Aremil Iluzjonistów: Wschodnie rubieże
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: