Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00335 009527 15553216 na godz. na dobę w sumie
Bądź monumentalny. O mistrzu wędrownictwa - ebook/pdf
Bądź monumentalny. O mistrzu wędrownictwa - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 89
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3547-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Bądź MONUMENTALNY. O mistrzu wędrownictwa to ujęta w dialogi historia o rzeczach ważnych, pełna 'wielkich słów' opowieść o budowaniu autorytetu lidera nie tylko w drużynie wędrowniczej. W książce tej przedstawiłem mój pogląd na metodykę wędrowniczą w sposób najbardziej efektywny, metodą mistrz-uczeń.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Marcin Wysmułek (hm HR) Bądź MONUMENTALNY o mistrzu wędrownictwa 1. © Copyright by Marcin J. Wysmułek 2010 Projekt okładki Marcin J. Wysmułek Twórcy.pl ISBN 978-83-272-3547-3 Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora. www.wysmulek.pl Piaseczno 2012 Wydanie II 2. Zbyt stary żeby nosić broń i walczyć jak inni – wyznaczono mi z łaski poślednią rolę kronikarza Z. Herbert Raport z oblężonego miasta 3. POWINNOŚCI Pierwszym moim staraniem nauka i dom rodzinny, na nich bowiem zasadza się moja przyszłość, a Narodu przyszłość – to ja. Staję się doskonalszy z każdym dniem, by wspiąć się na szczyt i iść dalej, by nigdy się nie zatrzymać. By coraz lepiej, coraz pełniej służyć Ojczyźnie mojej. Drugim moim staraniem mój bliźni, którego widzę w każdym człowieku, którego bronić będę zawsze, gdy zajdzie potrzeba i dla którego uczę się wyrzekać. Bliźni, którego ulepszam przykładem i tak służę Ojczyźnie mojej. Trzecim moim staraniem kultura własna i mojego Narodu, którą wzbogacam i wciąż odkrywam, którą poznaję i doskonalę, którą tworzę wreszcie kształtując moją indywidualność, gdyż przyszłość i ratunek Polski spoczywa w rękach zespołów wybitnych indywidualności. I takim z każdym dniem się staję, tak służyć będę Ojczyźnie mojej. Czwartym moim staraniem moje ciało, moje zdrowie, które z każdym dniem staje się mocniejsze i trwalsze. Dbam o siebie i w ten sposób służę Ojczyźnie mojej. bezmyślności Wrogiem moim małość, i niesprawiedliwości, fałsz, obłuda, szowinizm, nacjonalizm, interesowność, wreszcie własna słabość i lenistwo – nigdy człowiek. głupota, każdy przejaw Celem moim – dobro i wolność. Każdego dnia wzorem przodków staję o 21.00 do raportu, rozliczając sam siebie z minionego dnia, świadom jedności z moimi braćmi, którzy w tej chwili robią to samo. Ja – Polak. Tekst z końca lat osiemdziesiątych, wzorowany na Szaro-Szeregowym „Katechizmie M” z lat czterdziestych. 4. Wstęp Książka ta powstawała bardzo długo. Pierwotnie miała być pracą zbiorową instruktorów Starszoharcerskiego Kręgu Metodycznego „Cisza”. Wówczas jednak, przy ogromnej pomocy „Ciszy” i zaprzyjaźnionych z nami instruktorów harcerskich, napisałem jedynie dwa rozdziały. Postanowiłem zostawić je w tym opracowaniu w niezmienionej, innej nieco formie. Rozdziały te były ogólnie dostępne w Internecie i pobrało je kilka tysięcy osób. Z radością odkrywałem później własne tezy w suwerennych materiałach metodycznych różnych, nieznanych mi środowisk. Kiedy zaczynałem, w harcerstwie obowiązywał inny podział wiekowy, a Wędrownictwo było jedną z form pracy drużyn starszoharcerskich i błędem było nazywanie wszystkich drużyn starszych – wędrowniczymi. Uchwała RN ZHP nadała określeniu „wędrownictwo” znaczenie inne od tego, do którego byliśmy przyzwyczajeni. Nie ma (lub to oczywiście znaczenia dla zasadności jej braku) prezentowanych tu tez, jednakże warto wiedzieć, że termin „wędrownictwo” miał nie tak znowu dawno, inne znaczenie. Bohaterowie tej opowieści mają niecodzienne imiona, by dyskusję oderwać od skojarzeń z prawdziwymi osobami, by przenieść ją w sferę idei. Dyskusję właśnie, bo mam nadzieję, że tym właśnie będzie dla Ciebie lektura. Nie starałem się docierać do „prawd obiektywnych”. Wspominam tu o rzeczach ważnych, nie tylko dla mnie, ale także dla ludzi wyznających podobne moim wartości. Ale tylko o kilku. Parafrazując – powtarzam wielkie słowa, powtarzam je z uporem. Warto. Takie jest prawo opowieści. Takie jest prawo gawędy. 5. Tak jak na „ciszowych” kursach, pragnę zwrócić Twoją uwagę na to, że nie ma i być nie może jednego sposobu na prowadzenie drużyny wędrowniczej. Także to wszystko, o czym opowiadam, jest moim poglądem, moją opinią, a nie „instrukcją obsługi”. Poglądem zbudowanym na praktyce, wieloletnim doświadczeniu i niezliczonych dyskusjach z ludźmi mądrymi, znającymi się na rzeczy i dysponującymi konkretnym doświadczeniem. Ale to wcale nie znaczy, że Twój pomysł nie będzie lepszy. Ważne jest to, że możesz. Możesz znaleźć swoją drogę i nią podążać, osiągając sukcesy. Możesz być wielki. Jeśli robisz coś z pasją, jeśli robisz coś z przekonaniem, z miłością – co by to nie było, możesz być wielki. Takie niech będzie moje przesłanie, które dzięki tej książce (papier jest cierpliwy) dotrze do Ciebie, pozostanie. Możesz być, a więc bądź wielki. I niech Ci to nie wystarczy. Napisz na swój użytek dalszy ciąg. Bądź wielki. Bądź potężny. Bądź monumentalny. Możesz. Idź i nie zatrzymuj się nigdy. 6. Cele Góry przesunął ten, kto zaczął odsuwać małe kamienie. (przysłowie wschodnie) – Odpowiedz mi, proszę, na jedno pytanie. Po co to robisz? – Otto przykręcił knot lampy naftowej. Zrobiło się ciemniej. Miękkie cienie przypełzły bliżej. Wyszli przed namiot, by usiąść na pomoście. Ciepła letnia noc obfitowała w owady, które obijały się teraz o klosz, starając się dostać do źródła światła i często kończąc tragicznie. Zapadła cisza. Po wodzie niósł się rechot żab, w krzakach zaszeleścił czarny kocur, wyruszający albo już wracający z łowów. Jowus, wkładając sweter, spojrzał na Otta: – Jak to po co? – zapytał. – I co po co robię? – Po co zadajesz sobie tyle trudu, zdobywasz wiedzę, kolejne stopnie, praktyczne umiejętności, poświęcasz ogromne ilości czasu i uwagi swojej drużynie. Po co? – Chyba cię nie rozumiem, jak to po co? To moja drużyna, po to. Normalne, że poświęcam jej czas. Zresztą nie patrzę na to w kategoriach poświęcenia. I ja tego chcę, i oni tego ode mnie oczekują, że będę coraz bardziej kompetentny w tym, co robię, bo… – No właśnie, bo co? – Bo… Bo dobrze jest robić dobrze to, co się robi. Najlepiej jak to możliwe. 7. – Zgoda, ale dalej nie wiem po co? – Po co prowadzę drużynę? – Tak. I po co zdobywasz stopnie, po co się doskonalisz, po co się uczysz, stawiasz czoła wyzwaniom, wyczynom, różnym próbom. Po co, dlaczego chcesz być coraz lepszy? I po co tracisz tyle czasu na organizowanie rajdów, obozów, zbiórek, prób i tak dalej. Usłyszeli plusk, to pewnie ryba wyskoczyła z wody, by złapać jakiegoś owada. Gwiazdy co chwila przesłaniał cień polującego nietoperza. W oddali szumiały sosny. Kiedy za dnia dochodzili do jeziora, zobaczyli pośród iglastego lasu trzy sosny tak wielkie, że wydawały się dwukrotnie przerastać wszystkie inne drzewa w lesie. Otto nigdy wcześniej nie widział tak grubych pni tego gatunku. Wielkie, strzeliste, majestatyczne sosny. Zastanawiali się wówczas, jak bardzo są stare. Taki majestat przyrody budzi szacunek, uczy pokory. – Na pewno nie tracę – podjął Jowus po chwili. – Nie wiem. czy odpowiednim byłby termin „inwestuję”, ale na pewno nie tracę. Robię to, bo… no… bo jestem drużynowym, jestem odpowiedzialny za to i tamto, podjąłem się, zobowiązałem się do czegoś, a moje słowo ma wartość. Robię to, bo mnie to rozwija, ubogaca jako człowieka, jako istotę ludzką, pełnię służbę w ten sposób, przekazuję kolejnemu pokoleniu, choć to właściwie prawie moje pokolenie, przekazuję jakieś wartości, jakieś umiejętności, jakieś doświadczenia i wreszcie pokazuję jakiś światopogląd, mój, wypracowany, wypracowany na bazie tego, co mnie przekazał mój drużynowy, moi mistrzowie, moi rodzice – Jowus zamyślił się chwilę, po czym kontynuował: – Zresztą nie „jakieś” to wszystko. Konkretne, moje wartości, mój konkretny światopogląd, konkretne umiejętności, które wierzę, że będą potrzebne, niezbędne. W ten sposób przygotowuję ich do życia, dzięki temu, w co wierzę, będzie im lepiej i światu dzięki nim będzie lepiej. Po to to robię. „Tak służę Ojczyźnie mojej”. Tak się staję coraz bardziej wartościowy i tak dokładam się do doskonalenia, ja wiem czego, kosmosu? Nie 8. wiem już, zaskoczyło mnie to pytanie. Chyba nie jestem w stanie teraz precyzyjnie na nie odpowiedzieć. Po co prowadzę drużynę? – To w gruncie rzeczy fundamentalne pytanie… – Poza tym to „po co” za każdym razem jest, czy raczej, może być inne – kontynuował Jowus. – Po coś innego robię zbiórkę o Szarych Szeregach, po coś innego o terenoznawstwie, po coś innego daję konkretne zadanie konkretnej osobie i tak dalej. Ale to wszystko się sumuje, to wszystko są elementy tej samej całości, jednej, dużej, wielkiej. W której i ja, i oni bierzemy udział. – Jak na deklarowany brak precyzji w odpowiedzi powiedziałeś bardzo dużo – uśmiechnął się Otto. – Zresztą teraz nie musimy tego rozważać, ja, tak dla porządku, zgadzam się w pełni z tym, co mówisz. Ale teraz chcę zwrócić twoją uwagę nie na powód konkretnego działania, ale na świadomość tego powodu, na świadomość celów. Zawsze byłem zwolennikiem świadomego działania. Robię coś po coś, coś robię dla czegoś, w jakimś celu… – Tak? A jak… czy ja wiem, macham nogą na moście i gapię się na rzekę, bo taka mnie akurat naszła ochota? Znów plusnęła ryba. – A cóż w tym złego? – odparł Otto. – Nie mówiłem, że każde działanie ma mieć na celu coś wzniosłego. Jeśli robisz coś, bo ci to akurat w tej chwili sprawia radość, to super. Nie o to chodzi. Po prostu jeśli cokolwiek robisz, to wiedz dlaczego, po co, jaki masz w tym cel. W przeciwnym razie będziesz należeć do bezrozumnego stada, którym łatwo manipulować w jakimś, zazwyczaj niezbyt czystym celu. Przydaje się odrobina refleksji. Bo może właśnie robisz coś, czego w gruncie rzeczy nie chcesz robić, co przynosi ci szkody, oddala od ważnych spraw. 9. – Ale nie mogę się na każdym kroku zastanawiać, po co właśnie podniosłem nogę. Po to, żeby zrobić krok, ale przecież nie mogę w kółko o tym myśleć! – No jasne – uśmiechnął się Otto. – Ale gdybyś się zastanowił, gdybyś chciał się zastanowić, to byś natychmiast wiedział, poza tym wiesz, po co podniosłeś nogę, tylko akurat w tej chwili o tym nie myślisz. I słusznie. Poza tym świadomość celu znacząco ułatwia osiągnięcie go. Tymczasem wiele osób robi coś, nie wiedząc po co, nie wiedząc dlaczego. Wielu drużynowych prowadzi drużynę bez świadomości celu. Czują coś, czują, że „tak trzeba”. Czują, ale nie wiedzą. Tymczasem i emocje są ważne, i wiedza. Jeśli opierasz się tylko na emocjach, potencjalnie pozwalasz sobą manipulować. – Komu? – Co komu? – Komu pozwalam sobą manipulować? – Komuś. Nieważne komu i nieważne, czy na pewno. Potencjalnie – Otto zamyślił się i delikatnie trącając struny gitary, wpatrywał się w ciemną toń jeziora. Po chwili podjął znowu: – Prowadzenie drużyny, zdobywanie stopni, takie czy inne doskonalenie się są ważne, są w pewnym sensie wzniosłe, warto wiedzieć, mieć świadomość celu. Czy drużyna istnieje po to, żeby razem fajnie spędzać czas, czy po to, by coś przeżyć, czy jest konfederacją, czyli została zawiązana do realizacji jakiegoś konkretnego zadania, osiągnięcia jakiegoś konkretnego celu, czy jest po to, by jej członkowie czegoś doświadczyli, nauczyli się, coś przeżyli. To wszystko są możliwe scenariusze dla drużyny wędrowniczej. Każdy ma zalety. Każdy ma specyficzne cechy – Otto odłożył gitarę na deski pomostu. – W każdym przypadku będziesz ją prowadzić inaczej. Tak samo stopnie. Czy traktujemy instruktorskie jako kontynuację harcerskich, czy też jako osobny, uzupełniający się wzajemnie pion… 10. – No właśnie – Jowus strzepnął komara z ręki. – Jak traktujemy stopnie instruktorskie? Spotkałem się z opinią, że najpierw zdobywa się stopnie harcerskie, a później instruktorskie, i jak już się zdobywa instruktorskie, to zdobywanie harcerskich jest bez sensu. – Tak, ja też się spotkałem z taką opinią. Znam nawet osoby pełniące poważne funkcje, które mają stopień harcmistrza młodzika… – To chyba nie jest dobry pomysł? – To jest błąd, żeby nie powiedzieć, że to jest szkodliwe. Stopnie harcerskie mają za zadanie wspierać cię w rozwoju jako człowieka, jako wyjątkową jednostkę, której stawia się, a później która sama stawia sobie zadania i rozwija się jako osoba. I oczywiście stanowią pewną całość. A stopnie instruktorskie służą zdobywaniu wiedzy i umiejętności wodza, osoby, która przewodzi innym. Nie każdy musi być instruktorem, to nie jest „naturalna konsekwencja osiągnięcia pewnego wieku”. Ale nie o tym mieliśmy rozmawiać. – No, nie o tym – uśmiechnął się Jowus. – Mówiłeś o celowości działania. Każdego działania. Zawsze jesteś świadom tego, po co robisz coś, co akurat robisz? – Myślisz, że moglibyśmy się teraz wykąpać? Jowus spojrzał zdziwiony na Otta. – Teraz? – zapytał. – No, teraz, woda podobno ciepła nocą… – To nie woda jest ciepła nocą – odparł Jowus. – Tylko różnica temperatur jest mniejsza niż za dnia, w upale, i woda wydaje się ciepła. – No, nie tylko, w ciągu dnia się przecież nagrzewa. 11. – Może się nagrzewa, ja się nie kąpię – Jowus otulił się mocniej swetrem, jakby sam pomysł kąpieli powodował obniżenie temperatury. – Pytałem, czy zawsze jesteś świadom tego, po co robisz coś, co akurat robisz? – Nie popadajmy w przesadę – Otto zarzucił pomysł kąpieli. – Kiedy, jak teraz, rozgniatam komara, to nie zastanawiam się nad istotą tego czynu. Nie rozważam, że chronię się przed swędzącym bąblem, który mnie będzie drażnił i szpecił przez dwa, trzy dni. Odruchowo plaskam dłonią o czoło i tyle. I niemal natychmiast zapominam o tym zdarzeniu. Nie ma żadnego powodu, żeby je roztrząsać czy celebrować. Takich czynności wykonuję stale, w każdej chwili, dziesiątki. Idąc, stawiam stopę za stopą, mrużę oczy, kiedy ktoś mi poświeci w nie latarką, odwracam się, gdy ktoś zawoła… Ale kiedy podejmuję jakieś ważne decyzje, które wpłyną na moje życie, a może nie tylko na moje, kiedy robię coś ważnego, długofalowego, coś, co angażuje mnie w znaczącym stopniu, to wówczas po prostu muszę wiedzieć, po co to robię. Nie sądzisz? Bo może robię coś nie dlatego że chcę, że uznałem to za ważne, wartościowe, potrzebne, tylko dlatego że uległem czemuś, reklamie na przykład albo czyjejś woli, która nie musi być wolą dobrą – knot w lampie wypalił się na tyle, że Otto musiał go trochę wykręcić, żeby lampa nie zgasła. – Albo może jest to właśnie wola dobra i realizuję cel, który postawił mi ktoś inny, ale robię to świadomie, podjąłem decyzję, że tak, ten cel wart jest realizacji i będę do niego dążył. Jowus wpatrywał się w czerń wody, rozważając słowa Otta. – Tak jest z zasadami, wartościami. Najpierw przyjąłem je od rodziców, od drużynowego, może od kolegów w zastępie. Potem sam doszedłem do tego, że coś jest wartościowe i zdecydowałem, że będę się tego trzymał. Oto moja decyzja. Na końcu być może sam te wartości będę tworzył i pokazywał je innym, rekomendował je – Otto położył się na pomoście, podłożył dłonie pod głowę i dalej mówił, patrząc w gwiazdy. – Ale także po coś. Bo wierzę, że warto, że jest to słuszne, dobre, wartościowe właśnie. Oczywiście zakładamy, że nie jestem 12. łajdakiem i nie będę manipulował ludźmi, żeby robili coś, na czym mi zależy, gdy intencje moje są nieczyste. Ale coś mi się zdaje, że akurat taki łajdak doskonale zdaje sobie sprawę z celu swojego działania… Jowus także położył się na pomoście, i razem patrzyli w gwiazdy. „Per aspera ad astra”. Noc, dotąd ciepła, zaczynała się ochładzać – oczywista oznaka zbliżającego się dnia. – Masz też na pewno masę innych celów do osiągnięcia – podjął po chwili Otto. – Chcesz skończyć jakąś szkołę, mieć jakąś pracę, odwiedzić jakieś miejsca na ziemi. Część jest oczywista, tak oczywista, że nawet o tym nie myślisz, tak ma być, tak będzie, to naturalne. Inne są w sferze marzeń, miło jest pomyśleć, że – dajmy na to – przespacerujesz się po Wielkim Murze Chińskim. Ale spójrz, jaka jest różnica między celem „zjem jabłko dziś po południu” a „opłynę kulę ziemską samotnie na beczce”? – Poza tym, że drugi jest bez sensu? – Załóżmy, że ma sens – uśmiechnął się Otto. – Ale niech ci będzie, weźmy coś innego, na przykład drużynowa wyprawa rowerowa do fiordów. – To lepsze. – Lepsze. Zatem czym się różnią? – Skalą, przede wszystkim – odparł Jowus. – Żeby zjeść jabłko, wystarczy mi kilka minut, na wyprawę potrzebuję ile? Tygodnia? Dwóch? I jabłko mogę zjeść sam, do wyprawy potrzebuję zespołu. No i do zjedzenia jabłka nie muszę się w żaden sposób przygotowywać, chyba że za przygotowania uznamy pójście do sklepu albo do sadu. – Zgoda. Zostańmy przy tych przygotowaniach. Jak mogłyby wyglądać? – spytał Otto i dodał od razu: – W przypadku wyprawy oczywiście. 13. – Oj masa rzeczy, zależy z jakiego pułapu startujemy. Trzeba umieć jeździć na rowerze, warto, żeby choć część mówiła, może nie po norwesku, ale po angielsku na pewno, najlepiej wszyscy, trzeba mieć te rowery, trzeba mieć pieniądze, zaplanować szlak, a więc mieć jakąś wiedzę o noclegach, mapy, znać choćby zasady ruchu drogowego w Norwegii, mieć paszporty, wybrać środek transportu ludzi i rowerów, umieć naprawić rower, opatrzyć starte kolano… I mógłbym pewnie tak jeszcze długo. – Super. To teraz popatrz na wszystkie te rzeczy, które wymieniłeś, co to jest? – Etapy? – Etapy. Żeby docelowo jeździć na rowerze, trzeba na przykład najpierw kupić sobie kask. Żeby kupić kask, trzeba pojechać do sklepu. To co to są te etapy? – Cele? Też cele tylko mniejsze. – Dokładnie tak. Jeślibyś zaczął od wyjazdu do Norwegii, to wyprawa by się nie udała, choćby dlatego że najpierw trzeba było kupić rower. Może przykład niezbyt lotny, ale mam nadzieję, że rozumiesz o co chodzi. Nawet przedsięwzięcie, które wydaje się bardzo trudne, może okazać się znacznie prostsze, jeśli podzieli się je na etapy, na mniejsze cele, które łatwiej osiągnąć. No i oczywiście siła w zespole. Razem możecie znacznie więcej niż suma możliwości każdego z was osobno. – Poza tym – dodał Otto – w drużynie wędrowniczej te cele możecie określać razem. Nie musisz im samemu rozdzielać wszystkiego na karteczkach. Nie powinieneś wręcz, nie mówiąc już o tym, że niektóre rzeczy mogą zrobić zwyczajnie lepiej od ciebie, inne lepiej zrobicie razem, inne zaplanujesz lepiej sam. Cel powinien być jasno określony. Konkretny. Z dokładną definicją jego osiągnięcia. Każdy musi móc w pewnym momencie poznać, że został osiągnięty. Że każdy osiągnął to, co było założone. Popatrz teraz na świadomość celu – kontynuował Otto, siadając na pomoście. – 14. Jeśli najpierw wszyscy będziecie się uczyć zmiany koła w rowerze, potem opatrywania ran, potem podstawowych zdań po norwesku i tak dalej, to działania te mogą się wydać wszystkim bez sensu, jeśli nie będą wiedzieli, po co to robią, do czego ma to prowadzić. A jeśli ktoś nie widzi sensu działania, to raczej trudno wymagać, żeby dał z siebie wszystko, by to osiągnąć. Rozjaśnia się chyba, musimy kończyć – zauważył Otto. – To spójrz jeszcze na formułowanie celu. Powinno być konkretne. „Przygotujmy się do wyjazdu” zaowocuje w najlepszym razie niedoskonałością tych przygotowań. – Raczej „nauczmy się języka”, „kupmy rowery”, „pogadajmy z kimś, kto już tam był” w odpowiedniej kolejności i natężeniu – przerwał Jowus. – Właśnie – odparł Otto. – Ale ja bym jeszcze skonkretyzował to uczenie, mówiliśmy o tym przy okazji planowania. – Pamiętam – Jowus także usiadł na pomoście. – Konkretne etapy z jasno określonym i łatwo dającym się zweryfikować sukcesem. – Dokładnie. – Wszystko się przeplata, wiąże. – Tak, bo to jedna całość. Metoda harcerska to całość. I jako całość trzeba ją traktować. Kiedy określasz cel, określ go precyzyjnie, żebyś mógł stwierdzić, czy już go osiągnąłeś, czy nie. I po czym poznasz, że już go osiągnąłeś. Cel „będę lepiej jeździł na rowerze” jest nieprecyzyjny. Lepiej od kogo? Według jakich kryteriów? Kiedy? – A kiedy mam już cel – przerwał Jowus – mogę dobrać do niego metodę, formę realizacji… – … która może być inna dla każdego. Możesz – uśmiechnął się Otto – ale to już temat na kiedy indziej, zbierajmy się. Pamiętaj tylko, że organizując taką wyprawę rowerową, nie tylko zapewniasz przygodę, wyczyn, miłe chwile, ale 15. osiągasz coś jeszcze. Może to być element, powinien być to element realizacji celów, które stawiasz przed sobą jako drużynowy, celów, jakie stawia przed tobą ruch, do którego należysz i w którym będąc, swojej drużynie przewodzisz. Wstali, powoli prostując zesztywniałe długim siedzeniem nogi. Ich buty stukające o pomost dołączyły się do chóru budzącej się do nowego dnia przyrody. Otto schował gitarę do pokrowca, a Jowus uniósł klosz i dmuchnięciem zgasił lampę. Jej światło nie było już potrzebne. Wstawał świt. 16. Honor Jest jedyna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest honor. (Józef Beck, 5 maja 1939) – Mówisz o rzeczach, które należą do przeszłości. Do historii. Chlubnej, chwalebnej, ale zamkniętej. To było. Tak jak królowie, królewny i smoki. Teraz jest inny czas, inny świat. – Naprawdę tak uważasz? – Otto otrzepał ze śniegu sosnową gałąź i starannie ułożył na szczycie niewielkiego ogniska. Zasyczało. W górę uniósł się dym i kłęby pary. Zmrok zapadł niedawno, ale było już bardzo zimno. Szczęśliwie, od lodowatego wiatru chroniła ich skała. Mieli nadzieję, że kiedy ognisko rozpali się na dobre, ciepło, odbijając się do tej naturalnej ściany, dostatecznie ich ogrzeje, by przetrwali noc. – Ja nie, zresztą nie wiem… Nie, ja nie, ale część moich harcerzy tak. Jak mam ich przekonać, że to nie jest tylko temat do podręczników historii? – A musisz ich przekonywać? – No, skoro tak uważają, to… 17. – To? Jowus spojrzał ponuro na Otta, wyciągając dłonie nad ogień. – No, to chyba muszę? – Dlaczego? – Bo to słuszne, bo pamięć i wzorowanie się na naszych bohaterach jest fundamentem metody harcerskiej przecież, bo… to słuszne. – Tak uważasz? – Tak, tak właśnie uważam. – To im to pokaż. Nie przekonuj ich do życia według ideałów, żyj według ideałów. Sami zobaczą, że dla ciebie to ważne, że tak żyjesz, że twoje słowa mają poparcie w czynach. Że żyjesz tak, jak wierzysz, że żyć trzeba. – I to wystarczy? – Nie wiem, może nie. Ale na pewno samo gadanie o tym nic nie da, choćby nie wiem, jak było uduchowione. Od stu lat siłą, a nawet można powiedzieć potęgą harcerstwa, jest szef jako starszy brat, a nie jako kierownik czy dyrektor albo jeszcze gorzej – dowódca. My kształcimy postawy, w które wierzymy. Kształcimy przez przykład. Przez codzienną zgodność słów i czynów. Przez zwykłą uczciwość. – Ale ja nie jestem doskonały, przecież popełniam błędy, zawodzę, czasem zwyczajnie mi się nie chce. – To dobrze. 18. – Dobrze?! – Jowus, dotąd wpatrujący się w ognisko, gwałtownie podniósł głowę i spojrzał na Otta pewien, że się przesłyszał. – Dobrze? Sam przecież mówiłeś, że powinienem być wzorem, nie? To co jest dobrze? – Dobrze – Otto uśmiechnął się. – Jesteś człowiekiem. A ludzie mają wady, słabości, boją się itd. Nie chodzi o to, żeby nie mieć wad, ale o to, by je przezwyciężać. Wyjawię ci teraz tajemnicę, być może największą tajemnicę instruktorów harcerskich… Jowus spojrzał uważnie na swojego rozmówcę, nie mając pewności, czy ten mówi poważnie. Także las, jakby zamarł w mroźnej ciszy, chcąc dostąpić tego najwyższego wtajemniczenia. – Nie chodzi o to – ciągnął Otto nieco ciszej, jakby zniżając głos, chciał podkreślić powagę tajemnicy – Nie chodzi o to, żeby być świetnym, ale żeby być codziennie lepszym. Tak w gruncie rzeczy nie jest ważne, czy osiągniesz założony cel, ważne jest, że każdego dnia, w każdej chwili jesteś bliżej tego celu. To droga jest celem. Naturalnie, cele trzeba sobie wyznaczać realne, „na granicy możliwości”, ale to właśnie to dążenie jest najważniejsze. Stałe doskonalenie. Jowus wciąż wpatrywał się z uwagą w swojego rozmówcę, a ten kontynuował: – Kiedy twoi ludzie zobaczą, że ty też czegoś nie umiesz, ale uczysz się i dowiadujesz, starasz, zrozumieją, że oni też mogą. Nie wspominając już o tym, jak wzrośnie ich samoocena, gdy oni będą umieć coś, czego Ty nie umiesz. Oczywiście autorytet jest bardzo ważny, nie mogą w ciebie zwątpić. Ale nie w to, że jesteś wszechmocny i wszechwiedzący, ale w to, że się doskonalisz, że jesteś wierny zasadom, które im głosisz, słowem i czynem. Głównie czynem. Że głosisz wartość doskonalenia się i sam się doskonalisz. Że twoje słowo jest jak biblijne „tak za tak, nie za nie”. Muszą wiedzieć, że jest, jak mówisz, że będzie, jak mówisz, że było, jak mówisz. Muszą móc ci ufać, móc w ciebie wierzyć. Tylko w ten sposób ty będziesz mógł ufać im. A zaufanie powinno być 19. czymś naturalnym, powinno być normą, standardem. Bez zaufania nie osiągniesz nic. Otto poprawił polana, zgarnął rozsypujący się żar i ułożył dwie grube kłody na szczycie. Zasyczało i w powietrze wzbił się gęsty biały dym. – Jeśli będziesz udawać ideał – kontynuował – pewnego dnia coś się nie uda, cokolwiek, jakiś drobiazg, na który w ogóle nie zwrócisz uwagi, ale wystarczający, by wszystko runęło. Twoi ludzie zobaczą, że nie jesteś doskonały. Ale to doświadczenie rozbije twoją drużynę, zamiast ją wzmocnić. Zobaczą, że ich oszukałeś. Bo nie jesteś doskonały, a sądzili, że jesteś. Jesteśmy ludźmi, a ludzie mają słabości, a czasem właśnie zwyczajnie im się nie chce. I dobrze. Jest też tak, że czasem ktoś jest lepszym specjalistą w jakiejś dziedzinie niż szef. Ale czy to źle? Nie. Mądry wódz wspiera dalszy rozwój takiej osoby, by była jeszcze lepsza i nie udaje, że wie lepiej. Zły wódz udaje, że jest we wszystkim lepszy. Otto zamilkł. W górze nad skałą widać było niesamowicie gwieździste niebo. Wyjął z plecaka sześć wielkich szpilek namiotowych. Trzy wbił w ziemię, na skraju ogniska, w kształt trójkąta, a pozostałe trzy ułożył na nich, tworząc podstawę pod menażkę. Następnie zgarnął do wnętrza żarzące się węgielki i ustawił nad nimi menażkę. Zebrany wcześniej śnieg szybko się roztopił. – Zrobimy jakąś herbatę, bo zimno się robi. Coś ci opowiem – kontynuował po chwili Otto. Jowus dorzucił kilka grubszych konarów do ogniska, znów zasyczało. – Byłem kiedyś w górach ze swoją drużyną, zimą, tak jak lubiłem najbardziej. Wybraliśmy się na przechadzkę, chyba tak to trzeba określić. Na dworze ponad minus trzydzieści, piękne słońce. Szliśmy sobie, rozmawiając o różnych sprawach, spacer. W pewnym momencie, podczas wyjątkowo długiego podejścia, poczułem, że z każdym krokiem coraz bardziej brakuje mi tchu, coraz trudniej postawić mi następny krok. Pot lał się ze mnie strumieniem, aż w końcu powiedziałem: „chłopaki, odpoczywamy”. Popatrzyli na mnie 20. najpierw zdziwieni – oni nie byli tak zmęczeni – a potem wyraźnie rozbawieni, i przez resztę drogi pod górę żartowali sobie ze mnie, że taki jestem cienki. Ale paradoksalnie to doświadczenie bardzo nas zbliżyło, scementowało naszą drużynę. Oto w czymś byli lepsi ode mnie, oto ja miałem jakąś słabość, byłem człowiekiem, tak jak oni. Bardzo trudno było mi się przyznać do tej słabości. Bo jak to? Ja jestem najsłabszy? Słabszy od nich? Nie może tak być! Ale potem, długo potem, zauważyłem, że moje przyznanie się do zmęczenia było bardzo ważnym wydarzeniem w życiu drużyny. Nikt z nas tego nie zauważył wówczas, ale przestaliśmy być grupą harcerzy z instruktorem, a staliśmy się partnerami. – Ale – wtrącił Jowus – przekonali się, że jakby co, to nie mogą na ciebie liczyć, bo jesteś najsłabszy. – Wielokrotnie wcześniej i później mogli odczuć, że mogą na mnie liczyć. A wówczas nie byłem najsłabszy, tylko najbardziej zmęczony. Zresztą ta historia jest znacznie dłuższa i ma w gruncie rzeczy zabawny koniec. – Tak? – Chcesz posłuchać? Mam tendencję do nadmiernego gadulstwa… – Dawaj, mamy mnóstwo czasu – Jowus dorzucił do menażki kulkę czystego śniegu. – Dobra – kontynuował Otto. – Poszliśmy dalej. Pokpiwali ze mnie, a ja robiłem dobrą minę, ale było mi głupio. Wreszcie wleźliśmy na tę przeklętą górę i później było już łatwiej, szliśmy szczytami, a ja po prostym mogę iść bardzo długo. Pogoda była piękna, śnieg skrzył się w słońcu i było go naprawdę dużo, wybraliśmy jakiś szlak na mapie i postanowiliśmy się go trzymać, żeby zobaczyć widoki. Wiadomo, widoki w górach ważna rzecz. Szlak przechodził przez punkt widokowy. Wysoko. Ale dzień był młody, my twardzi, pogoda śliczna. I szliśmy. Szło nam się fajnie. Raz trochę w górę, raz trochę w dół. A czas mijał. Kilometry też. W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że chyba nie idziemy szlakiem. 21.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Bądź monumentalny. O mistrzu wędrownictwa
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: