Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00451 010848 7465283 na godz. na dobę w sumie
Bagaż - Geneza - ebook/pdf
Bagaż - Geneza - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 260
Wydawca: SELF-PUBLISHER Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3785-3433-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dramat
Porównaj ceny (książka, ebook (-100%), audiobook).
  Bagaż - Geneza jest to książka o dwóch braciach którzy chcą się dostać na studia prawnicze w Krakowie. Jeden z nich jest już po maturze ale nie dostał się na wymarzony kierunek, dlatego planuje jej poprawę. Drugi brat dopiero kończy szkołę pisząc egzamin dojrzałości w tym roku. Bracia pochodzą z dobrej rodziny. Franek - starszy brat - jest rozchwiany i ciągle towarzyszą mu kłopoty. Robek - młodszy brat - jest bardzo ambitny i poukładany. Obaj dążą do tego samego celu ale w zupełnie inny sposób. Starszy brat od dawna ma problem z przeżywaniem emocji i radzeniem sobie z nerwami. Nie jest świadom swoich odmiennych zachowań. Czy braciom uda się osiągnąć wymarzony cel i dostać na studia ? Jak bardzo ich życie może się zmienić w ciągu jednego roku ? Czy uda im się poznać kogoś wyjątkowego ?
Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

* Tydzień do matury a jutro wraca Franek. Podobno rozmawiał z rodzicami przez telefon, ale nie z Robkiem. Kto po niego wyjedzie ? Przecież musi on. Ostatni tydzień był przyjemny. Prawie codziennie była Agnieszka. Dbała o niego żeby się nie stresował. Robek miał dużo żalu do niej ale nie chciał się kłócić, zresztą jej czułość ukoiła go. Nie chciał psuć tej idei związku bez skazy. Już drugiego dnia całkowicie mu przeszło, zwłaszcza kiedy zauważył jak jego kochana dziewczyna stara się aby było mu miło. Rano przynosiła śniadanie z kawą. Potem sprzątała żeby Robek nie musiał tego robić. Robiła jedzenie dla całej trójki wliczając Lile. A jak rodzice byli w domu to pomagała matce. Praktycznie przez ten tydzień mieszkała razem z nimi. Robkowi bardzo się to podobało. Zżycie się tych dwóch światów, jego rodziny i jego dziewczyny. Powstało z tego coś, co rozpalało jego serce. Ale przebywanie wciąż w jednym miejscu i ciągła nauka wyrywały go myślami do imprez i zabawy. Jeszcze nie teraz. Ciągle marzył tylko o tym jak po ostatniej maturze wyjdzie na miasto ze znajomymi i wybawi się za całe te miesiące. Potem chciał jechać gdzieś całą grupą. Robek przed odjazdem sprawdził parę razy czy na Jutro wraca Franek. Razem z Agnieszką posprzątali Na mazury na jachty. Żeglować przez tydzień albo i dłużej. Liczyć czas w dniach pełnych beztroski. Już był parę razy na takich żaglach. Bardzo dobrze to wspominał, mimo tego jak bardzo po alkoholu potrafił się zbłaźnić. Samo uczucie dryfowania po wodzie cały dzień i noc dawało mu niesamowitą radość. Kochał wodę. jego pokój, bo zrobili sobie z niego salon do posiadówek i przy okazji palarnie. Nie palili dużo, zwłaszcza Agnieszka która tylko sporadycznie podpalała od Robka. On też nie wypalał dużo. Tylko w przerwach w nauce. Rodzice poprosili Robka żeby pojechał po brata koło południa na lotnisko. Punkt 12.15 był przylot. Czuł niepokój a prawdę mówiąc normalnie w świecie się bał. Nie wiedział co teraz jest w głowie jego brata. Nie rozmawiał z nim od dawna a teraz będą musieli spędzić tak obrazu około półgodziny razem w samochodzie. pewno wszystko w porządku jest z pokojem brata. Robił to wiele razy. Tak jak i sprawdzał czy na pewno dogaszone są papierosy i czy nie spadł jakiś żar na podłogę. W domu był tylko on sam. Lila w szkole a rodzice w pracy. Agnieszka pojechała do siebie a potem miała wykłady. Zabrał dowód i kluczki do samochodu i wyszedł. Sprawdził parę razy czy pozamykane naciskając klamkę co sekundę jakby nie dowierzając, że jest zamknięte. Wyjechał z garażu, brama zamknęła się po naciśnięciu pilota. Wyjechał z ogrodu. Był już z powrotem na trasie. Jechał około Wrócił po minucie sprawdzić czy na pewno wyłączył płytę grzewczą po zrobieniu jajecznicy. Była wyłączona. osiemdziesięciu na godzinę pustą drogą łączącą dzielnice z drogą do lotniska. Nie jeździł szybko. Bał się, że może komuś zrobić krzywdę. Był bardzo dobrym kierowcą. Wiele nauczył się grając w gry samochodowe na kierownicy do komputera. Wjechał na parking. Niedługo miała zacząć się przebudowa lotniska. Na razie pozostał duży parking do dyspozycji, choć drogi. Wysiadł. Popatrzył jak jakiś samolot powoli opada. Wyciągnął papierosy i zapalił jednego pozłacaną zapalniczką którą niegdyś dostał od brata na urodziny. Był przed czasem. Miał jeszcze pięć minut do przylotu i pozostały czas na odbiór bagażu. Z pewnością będzie musiał mu pomóc go zabrać. Pomyślał, że człowiek jedzie w zupełnie nowe miejsce a bierze ze sobą tyle niepotrzebnego dziadostwa. Wszystko wydaje nam się potrzebne. Niektórych rzeczy po prostu nie potrafimy zostawić. kończył się więc wziął ostatni głęboki wdech. Wyrzucił niedopałek do kosza, nie lubił śmiecić. Uważał to za przejaw chamstwa wobec tych co dbają o porządek i wobec natury. Znalazł miejsce wyjścia z odbioru bagażu i stanął obok. W głowie już nie miał żadnych myśli. Ręce i nogi drżały, wiedział że ta chwila tak czy inaczej musi nastąpić. W głowie aż huczało mu od stresu. Co z jego bratem ? Szedł już deptakiem do głównego wejścia. Papieros Wszedł wolnym krokiem do holu i rozglądnął się. * Franek jeszcze go nie zauważył. Miał na sobie starą, Przez bramki zaczęła przeciskać się gromada ludzi. A wśród tej gromady od razu dostrzegł twarz brata. Wyniszczoną i wychudzoną. jasno brązową szeroką kurtkę sztruksową. Wyglądał jak bandyta. Tylko te oczy zagubione, smutne. objął młodszego brata. Robek był zaskoczony. Bardzo pozytywnie zaskoczony. Cały impas w jakim się znajdował został rozwiązany przez ten miły gest brata. - Tęskniłem - powiedział Franek trzymając go w objęciach - Ja też. mu wysłał i na które nie otrzymał żadnej odpowiedzi. - Tym bardziej nie rozumiem czemu nie dawałeś żadnego Teraz kiedy stali naprzeciw siebie Franek pospiesznie Myślał teraz o tych wszystkich wiadomościach które Już nie stali w uścisku tylko patrzyli sobie w oczy. Szli w milczeniu. Mijali innych pasażerów, których znaku życia - wtrącił. - To jest długa historia. Bardzo cieszę się, że cię widzę. - Opowiedz mi ją. Wzrok który miał na celu poznać historie paru miesięcy rozłąki. - Jest ktoś w domu ? - Nie. Myślę, że do wieczora nikogo może nie być. - W takim razie opowiem wszystko w domu. A teraz zabierz mnie stąd. Chcę do domu. witały rodziny. Wszyscy byli uśmiechnięci. Ludzie wracali do swoich domów. Bracia nie znali historii tych ludzi. Nie wiedzieli skąd przybywają, co robili. Widzieli tylko jak dwa rozdzielone światy łączyły się znów w jeden wspólny. Być może myśleli o sobie. Chciałby żeby byli tu też rodzice i siostra. Na pewno ucieszyłby się z rodzinnego powitania. A może nie ? Czy mogło być aż tak źle ? Być może tęsknili za sobą, ale każde żyło w swoim świecie i wiele się zmieniło. Zmieniali się z każdym dniem. Każdy dzień był dla nich inny. Gdyby wszystko poszło dobrze nie miałoby to znaczenia. Ale Robek wiedział. Coś musiało pójść bardzo źle. - Palimy zanim pojedziemy ? - zaproponował Robek Robkowi było szkoda, że wita Franka w pojedynkę. Stanęli przed samochodem. Wyjęli po papierosie. Każdy miał swoje. Obok były Zaczął trochę delikatniej. Odraz zauważył lekki Robek chciał powiedzieć mu, że kiepsko wygląda ale - Czemu nie. murek na którym usiedli. niechcący mógłby go dobić. - Schudłeś. uśmiech a raczej grymas na twarzy brata. - Taaak. Teraz znów muszę zrobić masę. - Mięśnie zeszły ? - Jedno i drugie. Nie ćwiczyłem i mało jadłem - skinął głową w dół wbijając wzrok w chodnik - Poza tym dużo piłem i tym podobne. Oboje wpatrywali się w niego. - Dobrze, że wróciłeś. - Też się cieszę. Niby dobrze się tam bawiłem czasami ale czułem jakbym niszczył samego siebie. Bałem się, że skończę jak jakiś lump. - Rozumiem - nie naciskał. Teraz chciał zapytać o przygotowanie do matury, ale to już byłby cios poniżej pasa. Sam nie dowierzał jak bardzo się zmienił przez te parę miesięcy. Kiedyś od razu palnąłby jakieś głupie pytanie. Zdawał sobie sprawę dlaczego to robi. Nieraz Franek albo rodzice zwracali mu uwagę jak był mały, że nie potrafi ważyć słów i jest zbyt szczery. Teraz ta zasada powściągliwości płynęła w jego krwi. Zamilkli na chwile. W oddali lądował jakiś samolot. Nie rozmawiali już zbyt wiele. Wyrzucili pety i wsiedli Dojechali domu. Młodszy brat schował samochód a do auta. Franek od razu przerzucił stacje radiową na spokojną muzykę i rozłożył się całym ciężarem pleców na fotelu. Jechali tą samą trasą. Franek czasami przyglądał się czemuś zdziwiony. Niewiele się zmieniło od jego wyjazdu. Jednak za każdym razem kiedy wraca się z innego kraju, zwłaszcza lepiej rozwiniętego, to zwraca się uwagę na różnice w krajobrazie. Właśnie stwierdził w myślach jak bardzo jest w Polsce brudno i zaniedbanie. Przecież tak niewiele potrzeba. starszy rozglądał się dookoła. Chwile później Robek dołączył do niego. - Trochę tu roboty. Co nie ? - klepnął w plecy Franka - Trzeba ten ogród doprowadzić do ładu. Zajmę się tym. Jak mogliście go tak zaniedbać. - Widzisz. Potrzebujemy cię ! Franek zajmował się ogrodem hobbistycznie. Na początku pomagał rodzicom i robił co kazali. Potem sam zaczął wychodzić z inicjatywą. Kiedy rodzice coraz rzadziej bywali w domu wziął na siebie odpowiedzialność za ogród, i trzeba przyznać, że był w tym naprawdę dobry.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Bagaż - Geneza
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: