Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00468 006722 13423521 na godz. na dobę w sumie
Balsam dla duszy - ebook/pdf
Balsam dla duszy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875963 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Po niespodziewanym wyjeździe przyjaciółki, Taye gorączkowo szuka nowej współlokatorki. Niestety jedyną osobą, która odpowiada na jej ogłoszenie, jest opryskliwy i nietowarzyski Magnus. Taye nie ma wyboru – chce zachować mieszkanie, a nie stać jej na wysoki czynsz. Wierzy, że potrafi nawiązać poprawne stosunki z Magnusem, jednak on zachowuje się coraz dziwniej...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I T A V 0 M Y T W Ł Z 0 4 7 A N E C 7 0 / 7 0 5 2 R N , ISSN 1641-5736 Jessica Steele 9 771641 573017 4 Balsam dla duszy 07-RO-1a.indd 1 07-RO-1a.indd 1 5/24/07 12:58:25 PM 5/24/07 12:58:25 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Jessica Steele Balsam dla duszy Tłumaczyła Halina Kilińska Drogie Czytelniczki! Witam serdecznie w środku wakacji! Te z Was, które teraz pogrążyły się w słodkim nieróbstwie, zapewne z niecierpliwością czekają na nowe książki z serii ROMANS. A te zapracowane? Na pewno również znajdą chwilę czasu, bo zawsze warto poczytać o uzdrawiającej sile miłości. W tym miesiącu szczególnie polecam drugą część miniserii Biurowy romans, a także pierwszą książkę nowej miniserii Romans po włosku, bo i tym razem Lucy Gordon dostarczy Wam wielu wzruszeń. A oto wszystkie tytuły, które ukażą się w lipcu: Balsam dla duszy – ona i on zmuszeni do mieszkania pod wspólnym dachem, czyli co zrobić, by wytrzymać z irytującym współlokatorem... Próba uczuć – pierwsza część miniserii Romans po włosku. Bardzo dobra ilustracja przysłowia: gdzie diabeł nie może, tam... Romantyczny narzeczony – druga część miniserii Biurowy romans. Kolejna z trzech przyjaciółek, tym razem nieśmiała Emma, zyskuje szansę na znalezienie idealnego partnera... Test na wierność – pani detektyw amator dostaje nietypowe zlecenie, które zupełnie odmieni jej życie. Weekend w Meksyku, Randka przed kamerą (DUO) – dwie historie miłosne, a zarazem komedie pomyłek, pełne ciepłego humoru i wzruszających momentów. Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Jessica Steele Balsam dla duszy Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: A Most Suitable Wife Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Korekta: Jadwiga Przeczek © 2005 by Jessica Steele © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są ikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak irmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litograia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-5076-2 Indeks 360325 ROMANS – 914 ROZDZIAŁ PIERWSZY Taye Traford zostawiła torebkę w przedpokoju i poszła do bawialni. Patrząc na ładne meble i gustowne drobiaz- gi, z niechęcią pomyślała o brzydkiej, zagraconej kawaler- ce, w której gnieździła się przez trzy lata. Nie pociągała jej wegetacja w dużo gorszych warunkach. Zresztą były również inne powody rozterki. Najważniej- szy polegał na tym, że opłata za obecne mieszkanie znacz- nie przekraczała jej możliwości. Dotychczas płaciła na spółkę z Paulą Neale, która przed kilkoma dniami nagle się wyprowadziła. Taye postanowiła zostać w ładnym miesz- kaniu, chyba że okoliczności zmuszą ją do przeprowadzki. Po długim namyśle, jak rozwiązać problem inansowy, uznała, że trzeba znaleźć współlokatora, który weźmie na siebie połowę kosztów. W najbliższym sklepiku powiesiła ogłoszenie i niecierpliwie czekała, aż zgłoszą się chętni. Niestety sytuacja była skomplikowana. Jeśli chodzi o prawo do wynajmu, Taye stąpała po grząskim gruncie. Wprawdzie Paula podała nazwisko i adres pośrednika, ale zabrała lub zgubiła umowę. Taye dwukrotnie przeszukała mieszkanie, lecz nie znalazła potrzebnego dokumentu. Umowę sporządzono na nazwisko Pauli. Przed wypro- wadzką przyjaciółka zapewniła, że jeśli stosowne opłaty zo- staną uiszczone w przewidzianym terminie – za kwartał z gó-  Jessica Steele ry – pośrednikowi będzie obojętne, kto zajmuje mieszkanie i kto za nie płaci. Taye niestety miała co do tego wątpliwości. Żałowała, że nie mogła choćby rzucić okiem na umowę, aby sprawdzić, czy są zastrzeżenia dotyczące dalszego pod- najmu. Przecież jeśli sublokatorowi wolno robić z mieszka- niem, co mu się żywnie podoba, umowa jest warta mniej niż papier, na którym ją spisano. Podczas spotkania z pośrednikiem mogło się okazać, że w ogóle nie ma żadnej klauzuli regulującej ten prob- lem. Taye jednak wahała się i nie miała odwagi iść do agencji. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że powinna zawiadomić o wyprowadzce Pauli i o zmianie sytuacji, ale powstrzymywał ją strach przed ewentualnymi kon- sekwencjami. Pośrednik na pewno jest doświadczony i szybko odgadnie, czy stać ją na wynajem tego mieszka- nia. Bała się też, że będzie zmuszona natychmiast szukać innego lokum. Zachowywała się jak przysłowiowy struś, ale przyjęła punkt widzenia Pauli, dla której sprawa była prosta. Taye powtarzała sobie, że wystarczy regularnie wnosić opłaty, a pośrednik nie zapyta, kto zajmuje mieszkanie. Oczywi- ście osoba, która się wprowadzi, musi być spokojna, aby pozostali lokatorzy domu nie zgłaszali skarg. Nie można jednak zamieścić ogłoszenia w gazecie, po- nieważ wszyscy pośrednicy uważnie czytają rubryki o lo- kalach do wynajęcia. A zatem… Rozważania przerwało stukanie do drzwi. Kto to może być o tej porze? Chyba sąsiadka, która dość często wpada- ła na pogawędkę. Taye otworzyła drzwi i zdziwiona popatrzyła na nie- znanego człowieka. Mieszkała tu od kilku miesięcy i znała Balsam dla duszy  pozostałych lokatorów, a tego wysokiego, ciemnowłosego mężczyznę widziała pierwszy raz. Przez kilka sekund, które zdawały się nieznośnie długie, nieznajomy wpatrywał się w nią z odpychającym gryma- sem na twarzy. – Jak pan wszedł do domu? – zapytała Taye dość ostro. Wątpiła, czy antypatyczny osobnik raczy odpowiedzieć, lecz nim otworzył usta, minął ich sąsiad mieszkający na piętrze. – Stale o czymś zapominam – mruknął Rex Bagnall w biegu. Taye od razu się domyśliła, jak wszedł nieznajomy. Nagle doznała olśnienia. – Przyszedł pan w sprawie mieszkania? – zapytała gło- sem pełnym nadziei. Mężczyzna groźnie zmarszczył brwi i przyglądał się jej tak długo, że znowu zwątpiła, czy otrzyma odpowiedź. Wreszcie jednak otworzył usta. – Owszem. Taye jęknęła w duchu, ponieważ myślała o kobiecie, a nie mężczyźnie. Poza tym ponury i starszy od niej osob- nik nie przypadł jej do gustu. Nie zamierzała dzielić z nim mieszkania, lecz mimo to postanowiła być grzeczna. – Szybko się pan zgłosił – powiedziała uprzejmie. – Ledwo zdążyłam powiesić ogłoszenie i wrócić do domu. – Zamierzała dodać, że szuka osoby płci żeńskiej, lecz słysząc tupot zbiegającego z góry sąsiada, rzekła: – Pro- szę wejść. W przedpokoju nieznajomy zdawał się jeszcze bardziej nad nią górować. Dlatego prędko weszła do bawialni, od- wróciła się i w lepszym świetle obejrzała potężnie zbudo- wanego mężczyznę. Oboje nieufnie przyglądali się sobie.  Jessica Steele – Ja… – zaczęła speszona Taye. – Przepraszam za nie- porozumienie. Moja wina, bo nie napisałam, że chodzi mi o kobietę. Nieznajomy pogardliwie prychnął. – Czy pan… mieszkał już… z kobietą? – Zaczerwieniła się. – Proszę wybaczyć pytanie, nie chcę być wścibska, ale… – Coraz bardziej zażenowana liczyła na to, że nieproszony gość wybawi ją z niezręcznej sytuacji, lecz milczał, więc ciągnęła: – Wątpię, czy warunki będą panu odpowiadać. Mężczyzna chwilę się zastanawiał, a potem odparł: – Najpierw chciałbym obejrzeć lokal. Powiedział to z pewnością siebie, czym niejako zmusił Taye do oprowadzenia go po mieszkaniu. Pokazała mu ca- łość oprócz swej sypialni. – Bawialnię oczywiście już pan widział. Poprowadziła kandydata na współlokatora do jadalni, łazienki, kuchni i z powrotem do przedpokoju. – Tu jest moja sypialnia – objaśniła, wskazując drzwi po prawej stronie. – A tu druga. – Dla… sublokatora? – Tak. Poprzednie pomieszczenia milczek oglądał bez komen- tarza, lecz tutaj od razu się odezwał. Wszedł do pokoju Pauli, a Taye wróciła do bawialni. Za- mierzała uprzedzić nieodpowiedniego kandydata, że się za- stanowi i zawiadomi go o decyzji. Takie postępowanie zda- wało się bardziej uprzejme niż natychmiastowa odmowa. Nie udało jej się przeprowadzić tego planu. Mężczyzna wrócił po kilku minutach. Co tak długo ro- bił? Zapewne dokładnie oglądał pokój i rozważał wszelkie za i przeciw. Podszedł do okna. Balsam dla duszy  – Ładny ma pani ogród – pochwalił. – Ogród należy do wszystkich lokatorów. Wymaga nie- wiele pracy, ale pośrednik regularnie przysyła kogoś, żeby zrobił porządek. Pomówmy jednak… – Jak pani na imię? – przerwał obcesowo. – Przecież ja- koś muszę się do pani zwracać. Taye drgnęły kąciki ust. – Taye, od Tayce. Nie warto tłumaczyć, że zdrobniałe imię przyjęło się, ponieważ młodszy brat nie potraił wymówić Tayce. Zno- wu speszyła się, nie wiadomo dlaczego. – Nazywam się Traford. – W tym momencie uświado- miła sobie, że postąpiła idiotycznie, wpuszczając do miesz- kania człowieka, który nawet się nie przedstawił. – Mogę wiedzieć, jak pan się nazywa? – Magnus Ashthorpe. – Panie Ashthorpe… – Wprowadzę się – przerwał zdecydowanym tonem. Taye z wrażenia zaniemówiła. – Ale ja… Kandydat na współlokatora nie pozwolił jej dokończyć. – Oczywiście najpierw omówimy szczegóły. Taye pomyślała, że nie zaszkodzi zachować się, jak na- kazuje uprzejmość, i porozmawiać. – Napije się pan kawy? – Chętnie. Poproszę czarną i gorzką. Skorzystała z okazji, by na chwilę wyjść i ochłonąć. W żad- nym wypadku nie życzyła sobie takiego współlokatora. Za nic na świecie. Mimo to podczas krzątaniny w kuchni doszła do wniosku, że lepiej nie podejmować decyzji pochopnie. Opła- ty za mieszkanie mocno przekraczały jej możliwości. Co zro- 10 Jessica Steele bi, jeżeli nikt inny nie odpowie na ogłoszenie? Z drugiej stro- ny może zgłosi się sporo chętnych i będzie w czym wybierać. Ogłoszenie wisiało najwyżej dziesięć minut, czyli Magnus Ashthorpe zobaczył je dosłownie kilka minut temu. Taye zaniosła tacę do pokoju i postawiła na stoliku. – Zapraszam na kawę. Podała gościowi iliżankę i usiadła naprzeciw, zdecydo- wana przejąć inicjatywę w zadawaniu pytań. – Szuka pan mieszkania czy pokoju? – wyjąkała zaże- nowana. Magnus spojrzał na nią karcąco, jakby popełniła strasz- ną gafę. – Ma pan żonę, dziewczynę? – drążyła mimo skrępowania. Odpychający wyraz szarych oczu jeszcze bardziej ją speszył. – Myślałam tylko o jednej osobie – ciągnęła. – Nie bra- łam pod uwagę małżeństwa. Żałowała, że uprzejmie potraktowała ponuraka. Na pewno przy kawie dłużej posiedzi, a lepiej, aby już sobie poszedł. – Nie jestem żonaty – oświadczył Magnus. Dlaczego? Był bardzo przystojny, a tacy mężczyź- ni mają duże powodzenie. Czyżby nie interesował się kobietami? – Tutaj jest cicho, spokojnie i nikt nie urządza hałaśli- wych zabaw. Zabrzmiało to jak ostrzeżenie. Magnus przyjął je bez komentarza, a Taye pożałowała, że w ogóle o tym wspomniała. Nie chciała mieć takiego współlokatora, ale teraz nie wypadało wstać i oznajmić, że telefonicznie zawiadomi go o swej decyzji. Balsam dla duszy 11 Przy kawie należało chyba prowadzić konwersację, jed- nak milczek nie ułatwiał jej zadania. – Opłata za mieszkanie jest dość wysoka – zaczęła Taye. – Uiszcza się ją kwartalnie, za trzynaście tygodni. Z góry. Czy z tym nie będzie kłopotu? Pośrednik woli otrzymywać pie- niądze jednocześnie z kwartalną opłatą za ogród. Kto inny jest właścicielem kamienicy, a kto inny parceli. Zamilkła, ponieważ czuła się, jakby mówiła do ściany. Magnus patrzył chłodno i obojętnie. – Jakoś uzbieram moją część – mruknął. Jego odpowiedź podsunęła Taye wniosek, że wprawdzie oboje są dobrze ubrani, lecz kandydat na współlokatora również znajduje się w nieszczególnej sytuacji inansowej. – Gdzie pan… jaką ma pan pracę? Gość akurat podniósł iliżankę i Taye zauważyła popla- mione farbą palce. Magnus też na nie zerknął. – Jestem artystą… malarzem. – Magnus Ashthorpe… Nie słyszała o takim malarzu, lecz wolała tego nie mó- wić, aby nie sprawić mu przykrości. – Jak sprzedają się pańskie obrazy? – Raz lepiej, raz gorzej – odparł skromnie. Taye skorzystała z pretekstu, aby go zniechęcić. – Tu pan nie będzie mógł malować. Właściciel nie zgo- dzi się, żeby… Magnus znowu jej przerwał, widocznie niezbyt dobrze go wychowano. – Mam pracownię. Na poddaszu. – Ach tak. A gdzie pan mieszka? – Po znajomości. 12 Jessica Steele – Jest pan… – Z coraz większym trudem podtrzymywa- ła rozmowę. – Czy osoba, z którą… Nie dokończyła. Prawdopodobnie rozstał się z dziew- czyną, a o to nie wypada pytać. Szare oczy nadal patrzyły chłodno, ale ostre rysy odro- binę złagodniały. Wrażenie było przelotne. Magnus zim- nym głosem poinformował Taye, że bardzo się myli, bo nie był i nie jest żonaty. – Rok temu mój przyjaciel, Nick Knight, odstąpił mi po- kój we własnym domu, ale teraz chce mieszkać ze swoją dziewczyną. – Lekko wzruszył ramionami. – Woli mieć ca- łe mieszkanie do dyspozycji. Rozumiem go. – Nadal będzie pan korzystał z poddasza? Magnus potakująco skinął głową i Taye ulżyło. Skoro miał pracownię, choćby tylko na poddaszu, miał gdzie się podziać, więc ona może mu z czystym sumieniem odmówić. Ledwo dopił kawę, wstała. – Jeszcze się zastanawiam, nie jestem pewna… – zaczęła łagodnie, aby przygotować go na odmowę. – Oczywiście chce pani obejrzeć wszystkich chętnych, przepytać ich – dokończył Magnus. – Pozwolono mi umieścić ogłoszenie na tydzień, do na- stępnego poniedziałku – wyjaśniła Taye. – Poza tym jest jeszcze kwestia referencji… – Ucieszyła się, że przyszedł jej do głowy argument, o którym wcześniej nie pomyślała. Magnus bez pytania wziął jej bloczek, błyskawicznie coś napisał i wydarł kartkę. – To numer mojego telefonu komórkowego. Proszę. – Podał kartkę. – Napisałem również nazwisko osoby, u któ- rej kiedyś długo mieszkałem. Pani Sturgess na pewno chęt- nie odpowie na wszystkie pytania. Balsam dla duszy 13 Taye była przekonana, że ponurak nie zostanie jej współ- lokatorem i wobec tego referencje nie będą potrzebne. Od- łożyła kartkę bez czytania. – Dziękuję. Odprowadzę pana. – Uśmiechnęła się. Uśmiech nic nie kosztuje, a tym bardziej, gdy nie zanosi się na powtórne spotkanie. – Do widzenia. – Żegnam panią. Uścisnęli sobie dłonie. Taye zamknęła drzwi i poszła do jadalni. Stanęła przy oknie tak, aby nie być widzianą z ulicy i poczekała, aż ar- tysta malarz wyjdzie z domu. Niepotrzebnie martwiła się, że spojrzy w okno i ją zauważy. Był zajęty rozmową z kimś, do kogo widocznie zadzwonił jeszcze na korytarzu. Za- pewne informował przyjaciela, że znalazł mieszkanie. Tydzień to dużo czasu, więc nie trzeba się śpieszyć. Dla- tego Taye nie zadzwoniła do pani Sturgess, aby wypytać o człowieka, który zjawił się dziesięć minut po umieszcze- niu ogłoszenia. Przez prawie całą sobotę i niedzielę tkwiła w domu. Często stawała przy oknie w jadalni i wypatrywała, czy idzie ktoś nieznany. Nikt nie przyszedł, nikt nie zadzwo- nił. Wcześniej sądziła, że jest sporo chętnych na mieszka- nia do spółki, ale widocznie nikogo nie zainteresowały po- dane przez nią warunki. Chwilami ogarniał ją niepokój. Krótko wynajmowała tak zwane „mieszkanie z ogrodem”, ale polubiła je, zadomowiła się. Przed trzema laty, po okropnej kłótni z matką, przeniosła się ze wsi do stolicy. Długo wynajmowała obskurną kawaler- kę i z trudem wiązała koniec z końcem. Dopiero od niedaw- na zarabiała więcej i mogła pozwolić sobie na lepsze warunki. Lecz samodzielne mieszkanie niestety było zbyt wielkim luk- 14 Jessica Steele susem. Miała wprawdzie dobrze płatną pracę, ale i tak musia- ła bardzo oszczędzać. Z winy matki. Pani Greta Traford praktycznie wyrzuciła córkę na bruk, co nie przeszkadzało jej domagać się inansowego wsparcia, przynajmniej sporadycznie. Taye zamyśliła się nad swoją sytuacją życiową. Jak daleko sięgała pamięcią, w domu często wybucha- ły awantury. Podczas jednej kłótni pan Traford uznał, że przebrała się miarka i wszystkim będzie lżej, jeśli wypro- wadzi się z domu. Separacja stała się możliwa, gdy po śmierci swego ojca otrzymał spadek. Większą część pieniędzy wpłacił na kon- to rozrzutnej żony. Nie miał żadnych złudzeń co do jej cha- rakteru i dlatego zastrzegł, że tylko określona kwota będzie wypłacana regularnie co miesiąc. Pani Traford żądała wy- płaty całości jednorazowo. Taye miała wtedy czternaście lat, a Hadleigh dzie- więć. Taye bardzo kochała ojca i rozpaczała po jego odej- ściu, ale pocieszała się, że zabraknie pretekstu do kłótni i wreszcie nastąpi spokój. Niestety, pomyliła się. Pani Traford dotychczas wyłado- wywała złość i humory na mężu, a po jego odejściu oiarą ataków stała się córka. Taye była gotowa poświęcić się, by- le oszczędzić ukochanego brata. Z rosnącym niepokojem myślała o losie, jaki czekał Hadleigha po jej wyjeździe na studia. Wkrótce okazało się, że zmartwienie było na wyrost. W dniu szesnastych urodzin powiedziała matce, że chce nadal się uczyć i po maturze zdawać na studia. W odpo- wiedzi usłyszała, jakie matka ma wobec niej plany. – Coo? Marzy ci się uniwersytet? – zawołała pani Traf-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Balsam dla duszy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: