Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
01740 012902 17894955 na godz. na dobę w sumie
Ben Hur - ebook/pdf
Ben Hur - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 258
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Podróż do Palestyny i wizyta w wielu świętych miejscach była podnietą do napisania powieści z dni Chrystusa - 'Ben Hur'. Wydana w 1880 r. zyskała wielką popularność. Bohaterem jest tytułowy Ben Hur, żydowski arystokrata z I w. Po dokonaniu szeregu heroicznych czynów przyjmuje na koniec wiarę chrześcijańską. Popularność książki dyskontowały jej ekranizacje, filmowe widowiska w typowo hollywoodzkim stylu - pierwsza z 1926 r. z Ramonem Novarro w roli głównej, druga z r. 1960, w reż. Williama Wylera z Charltonem Hestonem. Powieść ma wiele tłumaczeń. Po raz pierwszy w Polsce ukazała się w 1889-90.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. LEWIS WALLACE BEN-HUR Opowiadanie historyczne z czasów Jezusa Chrystusa 2 Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, żda(cid:276)sk 2000 3 ROZDZIAŁ I D(cid:298)abel-Zubleh, jest to pasmo gór około pi(cid:266)ćdziesi(cid:266)ciu mil długie, z którego, patrz(cid:261)c na wschód, widzi si(cid:266) Arabi(cid:266). żł(cid:266)bokie parowy, napełniaj(cid:261)ce si(cid:266) w deszczowej porze strumie- niami p(cid:266)dz(cid:261)cymi do Jordanu lub do Morza Martwego, ogólnego zbiornika wód w tych stro- nach, utrudniaj(cid:261) przebycie tych gór. Jednym z tych parowów, pod(cid:261)(cid:298)ał w kierunku wschodnio- północnym podró(cid:298)ny ku płaskim jak stół równinom. Człowiek ten mógł mieć lat czterdzie(cid:286)ci pi(cid:266)ć. Broda bujna, niegdy(cid:286) czarna, dzi(cid:286) przypró- szona siwizn(cid:261), spadała mu na piersiś twarz ciemn(cid:261), koloru brunatnego, osłaniał zawój zwany kefia, tak szczelnie, (cid:298)e spod niego zaledwie barw(cid:266) oblicza i du(cid:298)e czarne oczy, cz(cid:266)sto w niebo si(cid:266) wznosz(cid:261)ce, mo(cid:298)na było dostrzec. Żałdziste ubranie, pospolicie na wschodzie u(cid:298)ywane, nie pozwalało widzieć całej postaci, tym bardziej, (cid:298)e siedział na rosłym wielbł(cid:261)dzie, a nad je(cid:296)d(cid:296)- cem i zwierz(cid:266)ciem wznosił si(cid:266) niewielki namiot w rodzaju parasola, przytwierdzony do sio- dła. Kiedy wielbł(cid:261)d wychylił si(cid:266) z parowu, sło(cid:276)ce ju(cid:298) wzeszło na niebie i o(cid:286)wieciło pustyni(cid:266). Ulegaj(cid:261)c wrodzonemu instynktowi, wyci(cid:261)gn(cid:261)ł szyj(cid:266) i przyspieszył kroku, zmierzaj(cid:261)c ku wschodniemu horyzontowi. Nikt nie puszcza si(cid:266) w pustyni(cid:266) dla przyjemno(cid:286)ciŚ ci, których zadanie (cid:298)ycia lub interes tu p(cid:266)dzi, wiedz(cid:261), (cid:298)e (cid:286)cie(cid:298)ki te choć prowadz(cid:261) od (cid:296)ródła do (cid:296)ródła i od pastwiska do pastwiska zasłane s(cid:261) ko(cid:286)ćmi trupów. Có(cid:298) wi(cid:266)c dziwnego, (cid:298)e nawet serce najodwa(cid:298)niejszego szejka, gdy wjedzie w królestwo piasków, szybszym uderza t(cid:266)tnem. I nasz podró(cid:298)ny nie wygl(cid:261)da na człowieka jad(cid:261)cego bez celuś nikt go nie (cid:286)ciga, bo ani razu nie spojrzał poza siebieś nie zdra- dza równie(cid:298) obawy ni grozy, nie czuje, zda si(cid:266), nawet samotno(cid:286)ci. Nagle, o godzinie dziesi(cid:261)- tej, zwierz(cid:266) zatrzymało si(cid:266) w biegu, wydaj(cid:261)c ryk pełen (cid:298)alu i skargi. Je(cid:296)dziec zbudził si(cid:266) jak- by ze snu, rozsun(cid:261)ł firanki buraahu, spojrzał na sło(cid:276)ce, potem na okolic(cid:266), a zadowolony, za- wołałŚ „nareszcie, nareszcieĄ” Po czym zło(cid:298)ył r(cid:266)ce na piersiach, wzniósł głow(cid:266) i modlił si(cid:266) w milczeniu. Spełniwszy t(cid:266) pobo(cid:298)n(cid:261) powinno(cid:286)ć, wyrzekł miłe dla wielbł(cid:261)da słowaŚ ikhĄ ikhĄ które jest rozkazem, aby ukl(cid:261)kł. Z wolna, mrucz(cid:261)c z zadowolenia, usłuchał wierny towarzysz, a je(cid:296)dziec zsun(cid:261)ł nog(cid:266) po gładkiej szyi wielbł(cid:261)da i stan(cid:261)ł na piasku. Człowiek ten był propor- cjonalnej budowy, niezbyt wysoki, ale silnyś rozlu(cid:296)niwszy sznurek przytwierdzaj(cid:261)cy kefi(cid:266) na głowie, odsłonił twarz, barwy, jak ju(cid:298) si(cid:266) rzekło, prawie murzy(cid:276)skiej. Czoło miał szerokie, nos orli, zewn(cid:266)trzne k(cid:261)ty oczu podniesioneś włosy bujne, o metalicznym odbłysku, spadły w licznych splotach na ramiona. Poznać w nim było źgipcjanina. Podró(cid:298)ny nasz miał na sobie kamis, czyli biał(cid:261), bawełnian(cid:261) koszul(cid:266) z w(cid:261)skimi r(cid:266)kawami, ozdobion(cid:261) haftem koło szyi i na piersiach, a si(cid:266)gaj(cid:261)c(cid:261) kostek. Strój ten uzupełniał płaszcz br(cid:261)zowy, zwany abba. Na nogach miał sandały przytrzymane rzemykami z mi(cid:266)kkiej skóry. Lecz rzecz niezwykle dziwna, (cid:298)e podró(cid:298)ny, chocia(cid:298) sam był tylko w pustyni, nie miał przy sobie (cid:298)adnej broni, ani nawet laski, któr(cid:261) pogania si(cid:266) wielbł(cid:261)da. (cid:285)wiadczyło to o jego odwadze lub te(cid:298) o jego ufno(cid:286)ci w jak(cid:261)(cid:286) nadzwyczajn(cid:261) opiek(cid:266)... Stan(cid:261)wszy na ziemi(cid:266), zapragn(cid:261)ł rozruszać dług(cid:261) podró(cid:298)(cid:261) (cid:286)cierpni(cid:266)te członki i przeszedł si(cid:266) kilka razy w t(cid:266) i ow(cid:261) stron(cid:266), nie oddalaj(cid:261)c si(cid:266) od miejsca, w którym spocz(cid:261)ł jego wierny to- 4 warzysz podró(cid:298)y. Od czasu do czasu zatrzymywał si(cid:266), a przecieraj(cid:261)c oczy r(cid:266)koma, badał pu- styni(cid:266) a(cid:298) do ostatnich jej kra(cid:276)cówś po ka(cid:298)dym takim przegl(cid:261)dzie na jego twarzy pojawiał si(cid:266) wyraz zawodu, lekki, ale tłumacz(cid:261)cy, (cid:298)e kogo(cid:286) oczekiwał. Jaki(cid:298) cel, jaki powód mógł zawie(cid:286)ć tego człowieka w tak odległe ustronie? Chocia(cid:298) nie mógł ukryć wra(cid:298)enia doznanego z zawodu, nie stracił jednak nadziei, (cid:298)e ocze- kiwany go(cid:286)ć przyb(cid:266)dzieś wyj(cid:261)ł bowiem z pudła przypi(cid:266)tego do siodła g(cid:261)bk(cid:266) i małe naczynie z wod(cid:261) do obmycia pyska, oczu i nozdrzy wielbł(cid:261)dowi. Po tym zaopatrzeniu wiernego towa- rzysza, wyj(cid:261)ł z tego samego schowka płótno w białe i czerwone pasy, wi(cid:261)zk(cid:266) cienkich dr(cid:261)(cid:298)- ków i grub(cid:261) lask(cid:266). żdy t(cid:261) lask(cid:261) kilka razy poruszył, okazało si(cid:266), (cid:298)e była ona dobrze obmy(cid:286)lo- nym sprz(cid:266)tem, gdy(cid:298) składa si(cid:266) z kilku mniejszych cz(cid:266)(cid:286)ci, daj(cid:261)cych si(cid:266) rozsun(cid:261)ć na długi kij, wi(cid:266)kszy od człowieka. T(cid:266) wysok(cid:261) podpor(cid:266) wbił podró(cid:298)ny w ziemi(cid:266), a naokoło niej umie(cid:286)cił mniejsze dr(cid:261)(cid:298)ki, na których rozci(cid:261)gn(cid:261)ł płótno, i znalazł si(cid:266) jak w domu, mo(cid:298)e mniejszym ni(cid:298) dom emira lub szejka, ale bardzo wygodnym. Zarz(cid:261)dziwszy tak wszystkim, oddalił si(cid:266) na mał(cid:261) odległo(cid:286)ć i raz jeszcze bacznie popatrzył po okolicy, lecz nie spostrzegł nic prócz szakala kłusuj(cid:261)cego po równinie i orła białego szy- buj(cid:261)cego ku zatoce Akaba. Podró(cid:298)ny uległ widocznie uczuciu samotno(cid:286)ci, bo zwrócił si(cid:266) do wielbł(cid:261)da i rzekł niskim głosem w j(cid:266)zyku nieznanym pustyniŚ „Dom masz daleko, lecz Bóg jest z nami. Ufajmy i cze- kajmy”. Jakby uspokojony własnymi słowy, wyj(cid:261)ł nieco fasoli z kieszeni u siodła, a wło(cid:298)ywszy je do torby, zawiesił u pyska wielbł(cid:261)dowi, który chciwie jadł ulubiony sobie przysmak. W(cid:266)- drownik przypatrywał si(cid:266) chwil(cid:266) z zadowoleniem zwierz(cid:266)ciu i znów pu(cid:286)cił oko na zwiady w przestrze(cid:276) piaszczyst(cid:261), bezgraniczn(cid:261), rozpalon(cid:261) padaj(cid:261)cymi pionowo promieniami sło(cid:276)ca. – Przyjd(cid:261) – rzekł wreszcie sam do siebie. – Ten, który mnie tu przywiódł i ich przywie- dzie. Trzeba, abym był gotowy na ich przyj(cid:266)cie. – To mówi(cid:261)c, wyj(cid:261)ł przywiezione z sob(cid:261) zapasy do wieczerzy. Składały si(cid:266) one z soku palmowego i wina w bukłaku, baraniny suszo- nej i w(cid:266)dzonej, chleba i sera. Nie brakło te(cid:298) owoców, jak granatowych jabłek syryjskich zwa- nych shami i wybornych daktyli. To wszystko zaniósł do namiotu, zło(cid:298)ył jedzenie na kobiercu i nakrył je trzema kawałkami jedwabnego płótna, którymi lepsze towarzystwo na wschodzie, stosownie do przyj(cid:266)tego zwyczaju, przykrywa sobie kolana podczas jedzenia. Z liczby nakryć domy(cid:286)lić si(cid:266) było mo(cid:298)na liczby biesiadników. Uko(cid:276)czywszy przygotowania, wyjrzał nasz podró(cid:298)ny znowu, zbadał horyzont i – o rado- (cid:286)ciĄ ujrzał na wschodzie ciemny jaki(cid:286) punkt. Widok tego punktu czy cienia wywarł na nim dziwne wra(cid:298)enie, stan(cid:261)ł jakby skamieniały z szeroko rozwartymi oczyma, dreszcz wstrz(cid:261)sn(cid:261)ł jego członkami. Tymczasem spostrze(cid:298)ony punkt rósł ci(cid:261)gle, niebawem miał wielko(cid:286)ć ludzkiej r(cid:266)ki, dalej przybrał dokładniejsze kształty, a w ko(cid:276)cu ukazał si(cid:266) całkiem wyra(cid:296)nie drugi taki sam wielbł(cid:261)d, jak poprzedni, du(cid:298)y i biały, z hondahem, czyli podró(cid:298)n(cid:261) lektyk(cid:261), jakich u(cid:298)y- waj(cid:261) w Hindostanie. źgipcjanin zło(cid:298)ył r(cid:266)ce na piersiach i spojrzał ku niebu. – Wielki jest BógĄ – zawołał, a oczy zaszły mu łzami. Przybyły zbli(cid:298)ył si(cid:266) i stan(cid:261)ł. I on tak(cid:298)e w tej chwili zdawał budzić si(cid:266) ze snu. Obejmował wzrokiem wielbł(cid:261)da, namiot i stoj(cid:261)cego u wej(cid:286)cia człowieka, zatopionego w modlitwie. Wi- dok ten wzruszył go widocznie – skrzy(cid:298)ował równie(cid:298) na piersi r(cid:266)ce, pochylił głow(cid:266) i modlił si(cid:266) w milczeniu. Po chwili zsiadł z wielbł(cid:261)da, stan(cid:261)ł na piasku i zbli(cid:298)ył si(cid:266) ku źgipcjaninowi, który równie(cid:298) szedł mu naprzeciw. Przez chwil(cid:266) patrzyli na siebie i u(cid:286)cisn(cid:266)li si(cid:266). – Pokój tobie, sługo prawdziwego Boga – rzekł nowo przybyły. – I tobie pokój, bracie w prawdziwej wierzeĄ pokój tobie i powitanie – odpowiedział źgip- cjanin gor(cid:261)co. – Nowo przybyły był to człowiek wysoki i chudy, twarz jego szczupła, cery miedzianej, oczy zapadłe, błyszcz(cid:261)ceś białe włosy i broda spływały mu na piersi. Broni, rów- nie(cid:298) jak pierwszy, nie miał (cid:298)adnej, a ubranie nosił, jakiego u(cid:298)ywaj(cid:261) mieszka(cid:276)cy HindostanuŚ 5 Na głowie, ponad fezem, zwini(cid:266)ty w szerokie zwoje szal tworzył turban, suknie miał stylem podobne do szat źgipcjanina, tylko abba była krótsza, bo spod niej wychodziły szerokie spodnie u kostki (cid:286)ci(cid:261)gni(cid:266)te. Na nogach, zamiast sandałów, nosił pantofle z czerwonej skóry, w palcach spiczasto zako(cid:276)czone. Prócz pantofli reszta jego ubrania była z białego płótna. Po- stawa cała pełna wspaniało(cid:286)ci i powagi, gdy podniósł twarz z piersi źgipcjanina, w oczach jego błyszczały łzy. – Bóg jest wielkiĄ – zawołał po przywitaniu. – Błogosławieni ci, którzy Mu słu(cid:298)(cid:261) – dodał źgipcjanin. – Patrz, oto i trzeci przybywa. Obaj zwrócili wzrok ku północy, sk(cid:261)d ju(cid:298) całkiem wyra(cid:296)nie widać było wielbł(cid:261)da równie białego jak poprzedni i płyn(cid:261)cego niby okr(cid:266)t. – Stali w milczeniu, a(cid:298) nowy podró(cid:298)nik przy- był, zsiadł i zbli(cid:298)ył si(cid:266) do nich. – Pokój tobie, mój bracie – rzekł (cid:286)ciskaj(cid:261)c Hindusa. Mieszkaniec Hindostanu odrzekłŚ Niechaj si(cid:266) spełnia wola Pana. Ostatni z podró(cid:298)nych nie był wcale podobny do swych towarzyszyŚ budowa jego w(cid:261)tlej- sza, cera biała i rozwiane włosy tworzyły jakby aureol(cid:266) wokół jego pi(cid:266)knej, wolnej od nakry- cia głowy. W gor(cid:261)cym spojrzeniu ciemnoniebieskich oczu błyszczały rozum i odwaga. Rów- nie(cid:298) jak tamci bez broni, spod zwojów fenickiego purpurowego płaszcza, z wielkim udrapo- wanego wdzi(cid:266)kiem, wysuwała si(cid:266) tunika z krótkimi r(cid:266)kami, wyci(cid:266)ta u szyi, zebrana sznurem w pasie, a si(cid:266)gaj(cid:261)ca zaledwie kolan. R(cid:266)ce, nogi szyj(cid:266) miał obna(cid:298)one, a chocia(cid:298) zdawał si(cid:266) liczyć ponad pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t lat, nic prócz powagi w obcowaniu nie znamionowało tego wieku, bo dusza i ciało ur(cid:261)gały wpływowi czasu. Nie potrzeba mówić, z którego przybywał kraju, bo ka(cid:298)dy odgadł w nim na pewno żreka. żdy r(cid:266)ce nowo przybyłego opadły z ramion źgipcjanina, ten rzekł głosem wzruszonymŚ Pierwszy stan(cid:261)łem na miejscu przeznaczonym, czuj(cid:266) si(cid:266) wi(cid:266)c wybranym na sług(cid:266) mych braciŚ oto i namiot rozpi(cid:266)ty, chleb do łamania gotowy, pozwólcie, niech czyni(cid:266) m(cid:261) powinno(cid:286)ć. To mówi(cid:261)c, zaprowadził obu do namiotu, a zdj(cid:261)wszy sandały z ich nóg, umył je, po czym zwil(cid:298)ył r(cid:266)ce swych go(cid:286)ci i otarł je r(cid:266)cznikiem. żdy tak dopełnił pierwszych praw go(cid:286)cinno(cid:286)ci, obmył sam siebie i rzekłŚ – Pomnijmy, bracia, (cid:298)e pełnimy słu(cid:298)b(cid:266), do której potrzeba siłś wzmocnijmy wi(cid:266)c ciało po- (cid:298)ywieniem, a dusz(cid:266) opowiadaniem sk(cid:261)d i po co przybywamy. To powiedziawszy, zaprowadził biesiadników na uczt(cid:266) i posadził tak, (cid:298)e wzajemnie do siebie byli zwróceni. Równocze(cid:286)nie pochyliły si(cid:266) ich głowy, r(cid:266)ce skrzy(cid:298)owały na piersiach i gło(cid:286)no odmówili prost(cid:261) modlitw(cid:266)Ś „Ojcze wszystkich – Bo(cid:298)eĄ – co tylko mamy, od Ciebie pochodziś przyjm nasze dzi(cid:266)ki i pobłogosław nam, pozwalaj(cid:261)c i dalej sprawować wol(cid:266) Twoj(cid:261)”. Wymówiwszy ostatnie słowa, spojrzeli ze zdumieniem po sobie, bo oto ka(cid:298)dy mówił j(cid:266)zy- kiem nigdy pierwej nie słyszanym, a mimo to rozumiał co powiedział. Dusze ich zadrgały wielkim wzruszeniem, a po cudzie tym poznali, i(cid:298) Bóg jest po(cid:286)ród nich. Stosownie do ówczesnej rachuby, powy(cid:298)sze spotkanie miało miejsce w roku 747 po zało- (cid:298)eniu Rzymu, w miesi(cid:261)cu grudniu, a wi(cid:266)c w zimie i to wyj(cid:261)tkowo ostrej jak na wybrze(cid:298)e Mo- rza (cid:285)ródziemnego. Nasi podró(cid:298)ni gaw(cid:266)dzili, jedz(cid:261)c i pij(cid:261)c, a źgipcjanin, jako gospodarz, przemówiłŚ – Dla podró(cid:298)nego nie ma nic słodszego na obczy(cid:296)nie, jak usłyszeć własne imi(cid:266) z ust przy- jaciela. Przed nami wiele dni wspólnego (cid:298)ycia, czas nam si(cid:266) poznać, a je(cid:286)li taka wola wasza, niech zacznie ten, który ostatni do nas doł(cid:261)czył. Z wolna, ostro(cid:298)nie jakby licz(cid:261)c si(cid:266) z wyrazami, uczynił żrek zado(cid:286)ć wezwaniu, i rzekłŚ – To co mam powiedzieć, tak jest nadzwyczajne, i(cid:298) nie wiem od czego zacz(cid:261)ć i jak si(cid:266) wy- razić. Nie rozumiem cz(cid:266)sto sam siebie, silnie jednak wierz(cid:266), i(cid:298) to co czyni(cid:266), jest wol(cid:261) Pana, a słu(cid:298)ba dla Niego ci(cid:261)gł(cid:261) rado(cid:286)ci(cid:261). Kiedy rozwa(cid:298)am otrzymane posłannictwo czuj(cid:266) niewysło- wione szcz(cid:266)(cid:286)cie i szczyc(cid:266) si(cid:266) nim. 6 Wzruszenie nie pozwalało mu mówić dalej, a towarzysze odczuwaj(cid:261)c jego słowa, spu(cid:286)cili oczy. – Daleko st(cid:261)d na zachód. – mówił żrek – dalej, le(cid:298)y kraina, której pami(cid:266)ć nigdy nie zagi- nie, bo jej zawdzi(cid:266)cza ludzko(cid:286)ć swe najczystsze zachwyty. Nie my(cid:286)l(cid:266) ci mówić o sztukach pi(cid:266)knych, filozofii, wymowie, poezji i wojnie. O moi bracia, sława mej ojczyzny b(cid:266)dzie po wsze czasy (cid:286)wiecić m(cid:261)dro(cid:286)ci(cid:261) zawart(cid:261) w ksi(cid:266)gach, a głosz(cid:261)c(cid:261) całemu (cid:286)wiatu wol(cid:266) Tego, któ- rego szukać idziemy. Kraina, o której mówi(cid:266), to żrecja, a ja jestem Kasprem, synem Kleante- sa, Ate(cid:276)czyka. Naród mój, ci(cid:261)gn(cid:261)ł dalej, oddany był nauce i ja nie odrodziłem si(cid:266) od mych przodków. Dwaj nasi najsławniejsi filozofowie ucz(cid:261) o duszy ludzkiej i jej nie(cid:286)miertelno(cid:286)ci, wierz(cid:261) w istnienie Boga i Jego najdoskonalsz(cid:261) sprawiedliwo(cid:286)ć. Liczne szkoły filozoficzne wiodły spór o te dwie zasady, a ja brałem je za przedmiot mych studiów, jako jedyne godne zastanowienia i badania. Przeczuwałem, (cid:298)e istnieje zwi(cid:261)zek mi(cid:266)dzy Bogiem a dusz(cid:261), ale ry- chło spostrzegłem, (cid:298)e umysł ludzki mo(cid:298)e ten zwi(cid:261)zek tylko do pewnego stopnia wyja(cid:286)nić, dalej wiedza jego napotyka na nieprzezwyci(cid:266)(cid:298)one zapory, których bez pomocy nadzwyczaj- nej nie usunie. Tej pomocy wzywałem i szukałem, ale nikt nie odpowiedział na me wołanieś opu(cid:286)ciłem wi(cid:266)c szkoły i miasto. Na te słowa wyn(cid:266)dzniał(cid:261) twarz Hindusa rozja(cid:286)nił powa(cid:298)ny u(cid:286)miech zadowolenia. – W północnej stronie mej ojczyzny, w Tessalii – mówił żrek – jest góra, sławna jako przybytek bogówś tam rz(cid:261)dzi Zeus, którego żrecy czcz(cid:261) ponad wszystkie bogiś góra ta zowie si(cid:266) Olimpem. Tam udałem si(cid:266), a znalazłszy jaskini(cid:266) na zboczu góry, zamieszkałem w niej. Oddaj(cid:261)c si(cid:266) rozmy(cid:286)laniom, błagałem ka(cid:298)dym westchnieniem o objawienie. Ufno(cid:286)ć moja była wielka, wierz(cid:261)c w Boga niewidzialnego, ale wszechmocnego, wierzyłem w mo(cid:298)liwo(cid:286)ć Jego odpowiedzi, gdy o ni(cid:261) cał(cid:261) dusz(cid:261) błagać b(cid:266)d(cid:266). – Ach, i otrzymałe(cid:286) odpowied(cid:296), nieprawda(cid:298)? – zawołał Hindus, wznosz(cid:261)c w gór(cid:266) r(cid:266)ce. – Słuchajcie mnie, bracia – mówił żrek dalej, z trudno(cid:286)ci(cid:261) opanowuj(cid:261)c wzruszenie. – Drzwi mojej pustelni wychodziły na morze, na zatok(cid:266) Cermaik. Pewnego dnia ujrzałem człowieka spadaj(cid:261)cego z pomostu okr(cid:266)tu, który wła(cid:286)nie podniósł kotwic(cid:266) i rozwin(cid:261)wszy (cid:298)a- gle, odbijał od l(cid:261)duś mimo wypadku dopłyn(cid:261)ł ów człowiek do brzegu i znalazł u mnie schro- nienie i opiek(cid:266). Był to Izraelczyk, uczony w historii i prawach swego naroduś on mnie po- uczył, (cid:298)e Bóg, którego wzywałem i czciłem, istnieje rzeczywi(cid:286)cie i (cid:298)e przed wiekami był prawodawc(cid:261) i królem Izraela. Có(cid:298) to było, je(cid:286)li nie objawienie, o którym marzyłem? Wiara moja nie była pró(cid:298)naŚ Bóg usłyszał wołanie moje i wysłuchał je. – Jak wysłuchuje tych, którzy żo wzywaj(cid:261) z wiar(cid:261) – rzekł Hindus. – Czemu(cid:298), niestety – dodał źgipcjanin – tak mało jest takich, którzy rozumiej(cid:261) objawienieĄ – To jeszcze nie wszystko – ci(cid:261)gn(cid:261)ł żrek.– Człowiek ten, tak cudownie mi zesłany, po- wiedział mi jeszcze, (cid:298)e jak dot(cid:261)d objawienie było tylko dla ludu Izraela i nadal pozostanie jego własno(cid:286)ci(cid:261)ś prorocy, którzy w pierwszych wiekach po objawieniu mówili z Panem, zo- stawili obietnic(cid:266), (cid:298)e On przyjdzie znowu, a to drugie Jego przyj(cid:286)cie oczekiwane jest obecnie, ka(cid:298)dej chwili, w Jerozolimie. Ten, który ma przyj(cid:286)ć, b(cid:266)dzie królem izraelskim. – Jak to, nic nie uczyni Pan dla reszty (cid:286)wiata? – zapytałem. – Nie, odparł dumnie, my jeste(cid:286)my Jego wybranym ludem. Odpowied(cid:296) ta nie zniweczyła wcale moich nadzieiś nie mogłem przypu(cid:286)cić, aby Bóg miał ograniczyć Sw(cid:261) miło(cid:286)ć i miło- sierdzie na jeden tylko naród, jakby na jedn(cid:261) rodzin(cid:266). Postanowiłem koniecznie zbadać t(cid:266) tajemnic(cid:266) i wreszcie udało mi si(cid:266) przełamać pych(cid:266) Izraelity, który mi wyznał, (cid:298)e jego ojcowie byli tylko wybranymi sługami, przeznaczonymi do przechowania wiary w prawdziwego Bo- ga, aby kiedy(cid:286) (cid:286)wiat poznał (cid:298)yw(cid:261) prawd(cid:266) i był zbawiony. żdy Judejczyk mnie opu(cid:286)cił, zosta- łem samś dusza moja przej(cid:266)ła si(cid:266) korn(cid:261) modlitw(cid:261) i błaganiem, aby mi było danym ogl(cid:261)dać Króla, gdy przyjdzie i oddać mu cze(cid:286)ć. Raz w nocy. siedz(cid:261)c u drzwi mej jaskini, rozmy(cid:286)lałem i usiło- wałem zbli(cid:298)yć si(cid:266) do tajemnic mego istnienia, a przy(cid:286)wiecała mi wiara w jednego Boga. Nagle, na ciemnej morza powierzchni ujrzałem gwiazd(cid:266)ś z wolna zwi(cid:266)kszała si(cid:266) i wznosiła, zbli(cid:298)aj(cid:261)c si(cid:266) 7 ku mnieś nareszcie stan(cid:266)ła nad moj(cid:261) głow(cid:261), tu(cid:298) u moich drzwi tak, (cid:298)e jej (cid:286)wiatło padało mi wprost na oblicze. Padłem na ziemi(cid:266) i usn(cid:261)łem, a we (cid:286)nie słyszałem głos mówi(cid:261)cyŚ – KasprzeĄ Wiara twoja zwyci(cid:266)(cid:298)yłaĄ B(cid:261)d(cid:296) błogosławionyĄ Z dwoma innymi, którzy przyj- d(cid:261) z dalekich kra(cid:276)ców ziemi, zobaczycie Tego, który jest obiecany, aby(cid:286)cie o Nim (cid:286)wiadczy- li, gdy b(cid:266)dzie potrzeba cudów na potwierdzenie Jego prawdziwo(cid:286)ci. Wsta(cid:276), id(cid:296), a ufaj(cid:261)c Du- chowi, który ci(cid:266) prowadzić b(cid:266)dzie, spotkasz ich. Wstałem rano, a Duch towarzyszył mi w(cid:286)ród blasku (cid:286)wiatła ja(cid:286)niejszego nad sło(cid:276)ce. Wzi(cid:261)łem moje pustelnicze zapasy, ubrałem si(cid:266) jak dawniej i wyj(cid:261)łem ukryty skarb, który z sob(cid:261) niegdy(cid:286) przyniosłem. Wła(cid:286)nie przepływał okr(cid:266)t, zawołałem na(cid:276), zabrał mnie i zawiózł do Antiochii, gdzie kupiłem wielbł(cid:261)da i przybory do podró(cid:298)y. Przez ogrody i sady, zdobi(cid:261)ce brzegi Orontesu, przybyłem do źmessy, Damaszku, Bostry i Żiladelfii, a stamt(cid:261)d tu. Oto, bra- cia, moja historia, niech(cid:298)e teraz posłucham waszej. źgipcjanin i Hindus spojrzeli po sobieś pierwszy wzniósł r(cid:266)ce, drugi skłonił głow(cid:266) i rzekłŚ – Brat nasz dobrze mówił, oby moje słowa równ(cid:261) były napełnione m(cid:261)dro(cid:286)ci(cid:261). Zamilkł, a po chwili namysłu rzekłŚ – Znać mnie b(cid:266)dziecie, bracia, pod imieniem Melchiora. Mówi(cid:266) do was j(cid:266)zykiem, je(cid:286)li nie najstarszym na (cid:286)wiecie, to najdawniej u(cid:298)ywanym w pi(cid:286)mie – my(cid:286)l(cid:266) o indyjskim sanskrycie. Urodziłem si(cid:266) w Hindostanie braminem. Religia ta pozostawiła w duszy mojej dziwn(cid:261) pró(cid:298)- ni(cid:266). Szukałem przeto spokoju i ukojenia w samotno(cid:286)ciś szedłem wzdłu(cid:298) żangesu a(cid:298) do (cid:296)ródła wód tego(cid:298) w(cid:286)ród gór Himalajskich. Tu wi(cid:266)c, gdzie pierwotna jeszcze przyroda n(cid:266)ci m(cid:266)drca samotno(cid:286)ci(cid:261), a wygna(cid:276)ca obietnic(cid:261) bezpiecze(cid:276)stwa, postanowiłem przebywać tylko z Bogiem i w(cid:286)ród modlitwy i postu oczekiwać (cid:286)mierci. Tu zabrakło Melchiorowi głosu, a chude r(cid:266)ce splotły si(cid:266) jak do modlitwy. Po chwili mówił dalej. – Pewnej nocy, chodz(cid:261)c w samotno(cid:286)ci, zawołałem z ut(cid:266)sknieniemŚ Kiedy(cid:298) przyjdzie Bóg i wybawi mnie? Czy(cid:298) jest odkupienie? Nagle (cid:286)wiatło o(cid:286)wieciło ciemno(cid:286)ci, a zmieniaj(cid:261)c si(cid:266) w gwiazd(cid:266), zbli(cid:298)yło si(cid:266) ku mnie i zatrzymało si(cid:266) nad moj(cid:261) głow(cid:261). Ol(cid:286)niony niezwykł(cid:261) jasno- (cid:286)ci(cid:261), padłem na ziemi(cid:266) i usłyszałem głos mówi(cid:261)cy łagodnieŚ Miło(cid:286)ć twoja zwyci(cid:266)(cid:298)yła. B(cid:261)d(cid:296) błogosławiony, synu IndiiĄ Odkupienie si(cid:266) zbli(cid:298)a. Z dwoma innymi, którzy przyjd(cid:261) z dalekich stron (cid:286)wiata, ujrzycie Odkupiciela i b(cid:266)dziecie (cid:286)wiadczyć o Jego przyj(cid:286)ciu. Wsta(cid:276) rano i id(cid:296) na spotkanie towarzyszy, a cał(cid:261) wiar(cid:266) złó(cid:298) w Duchu, który ciebie i ich wie(cid:286)ć b(cid:266)dzie. – Od tego czasu (cid:286)wiatło pozostało ze mn(cid:261)ś wiedziałem, (cid:298)e było ono znakiem obecno(cid:286)ci Ducha. Rano ruszyłem w drog(cid:266), któr(cid:261) tu przyszedłem, w otworze góry znalazłem kamie(cid:276) wielkiej warto(cid:286)ciś który sprzedałem w Hurdwar. Przez Lahor, Kabul i Yezd przybyłem do Ispahanu, gdzie kupiłem wielbł(cid:261)da. Stamt(cid:261)d wiodła mnie gwiazda do Bagdadu, gdzie, nie zastawszy (cid:298)adnej karawany, postanowiłem podró(cid:298)ować sam bez trwogi, bo Duch był i jest ze mn(cid:261)Ą O jak(cid:298)e wielka jest łaska, której doznali(cid:286)my, jak(cid:298)e wspaniała, o bracia, chwała naszaĄ Zobaczymy Odkupiciela, b(cid:266)dziemy mówić do Niego i oddamy Mu cze(cid:286)ćĄ – Sko(cid:276)czyłem bra- ciaĄ żrek, pełen uniesienia, gło(cid:286)no wypowiadał swoje zadowolenieś źgipcjanin za(cid:286) zacz(cid:261)ł sw(cid:261) opowie(cid:286)ć z charakterystyczn(cid:261) powag(cid:261)Ś – Pozdrawiam was, bracia moi. Cierpieli(cid:286)cie wiele, dzieliłem wasz(cid:261) bole(cid:286)ć, ciesz(cid:266) si(cid:266) wspólnie zwyci(cid:266)stwem. Posłuchajcie teraz mojej historii. Napiwszy si(cid:266) wody z obok stoj(cid:261)cego bukłaka, tak zacz(cid:261)ł mówićŚ – Urodziłem si(cid:266) w Aleksandrii, z rodu ksi(cid:261)(cid:298)(cid:261)t i kapłanów, wychowanie odebrałem stosow- ne do mego rodu. Bardzo wcze(cid:286)nie uczułem niezadowolenie z nauki religii, tycz(cid:261)cej duszy po (cid:286)mierci. Wierzyłem, (cid:298)e dusza ludzka do wy(cid:298)szych celów jest przeznaczona i ton(cid:261)c w rozmy- (cid:286)laniach, ujrzałem jasno, (cid:298)e (cid:286)mierć jest tylko punktem rozstania, po którym (cid:296)li id(cid:261) na pot(cid:266)pie- nie, wierni za(cid:286) wierze i sprawiedliwo(cid:286)ci wznosz(cid:261) si(cid:266) do wy(cid:298)szego (cid:298)ycia, pełnego rado(cid:286)ci wiekuistejŚ (cid:298)ycia z Bogiem i w Bogu. Opu(cid:286)ciłem (cid:286)wiat, poszedłem tam, gdzie nie było ludzi, 8 ale był Bóg. Udałem si(cid:266) w gł(cid:261)b Afryki. Na wysokiej górze, u której stóp wije si(cid:266) szeroka rze- ka zamieszkałem. Dłu(cid:298)ej ni(cid:298) rok góra ta była mi domem, owoc palm (cid:298)ywił ciało, modlitwa dusz(cid:266). Pewnej nocy przechadzałem si(cid:266) w(cid:286)ród palm w pobli(cid:298)u jeziora, wołaj(cid:261)c w my(cid:286)liŚ ludz- ko(cid:286)ć ginie, kiedy(cid:298) przyjdziesz, o Bo(cid:298)e? miałbym nie widzieć odkupienia? Zwierciadło wody (cid:286)wieciło gwiazdami, jedna z nich zdawała si(cid:266) poruszać i zni(cid:298)ać nad powierzchni(cid:266) wody, od której nabrała nowego blasku, ol(cid:286)niewaj(cid:261)cego wzrok, i z wolna posun(cid:266)ła si(cid:266) ku mnieś zatrzy- mała si(cid:266) wreszcie nad moj(cid:261) głow(cid:261) tak blisko, (cid:298)e zdawało mi si(cid:266), i(cid:298) j(cid:261) r(cid:266)k(cid:261) dosi(cid:266)gn(cid:266). Padłem na ziemi(cid:266) i ukryłem twarz w dłoniach, a głos nieziemski dał si(cid:266) słyszećŚ Dobre twoje uczynki zwyci(cid:266)(cid:298)yły. Z dwoma innymi z dalekiego (cid:286)wiata zobaczycie Zbawiciela i (cid:286)wiadczyć o Nim b(cid:266)dziecie. Wsta(cid:276) i id(cid:296) na ich spotkanie, a gdy wszyscy przyb(cid:266)dziecie do (cid:286)wi(cid:266)tego miasta Je- ruzalem, pytajcie ludzi, gdzie jest Ten, który si(cid:266) narodził król (cid:298)ydowski? Albowiem widzieli- (cid:286)my Jego gwiazd(cid:266) na Wschodzie, idziemy, aby Mu oddać cze(cid:286)ć. A złó(cid:298) ufno(cid:286)ć w Duchu, któ- ry ci(cid:266) prowadzić b(cid:266)dzie. – Na potwierdzenie tych słów (cid:286)wiatło rozproszyło ciemno(cid:286)ci i zostało ze mn(cid:261), rz(cid:261)dziło mn(cid:261) i prowadziło. żwiazda wiodła mnie wzdłu(cid:298) rzeki do Memfis, gdzie zaopatrywałem si(cid:266) we wszystko co potrzebne na pustyni. Kupiłem wielbł(cid:261)da i przybyłem bez odpoczynku przez Suez i Kufilch, przez kraje Moabu i Ammonu a(cid:298) do tego miejsca. Bóg z nami, braciaĄ Ulegaj(cid:261)c wewn(cid:266)trznej sile, wszyscy trzej wstali i podali sobie r(cid:266)ce. – Czy(cid:298) mo(cid:298)e być wyra(cid:296)niejsze i wznio(cid:286)lejsze powołanie? – mówił Baltazar. – żdy znaj- dziemy Pana, bracia, wraz z nami wszystkie pokolenia cze(cid:286)ć mu oddadz(cid:261)Ą Po tych słowach zapanowało milczenie przerywane westchnieniami i u(cid:286)wi(cid:266)cone łzami. Była to rado(cid:286)ć nieopisana, rado(cid:286)ć dusz u brzegów zdroju (cid:298)ycia, dusz spoczywaj(cid:261)cych w Od- kupicielu i upojonych obecno(cid:286)ci(cid:261) BogaĄ W ko(cid:276)cu r(cid:266)ce ich opadły, wszyscy wyszli z namiotu, pustynia była spokojna jak niebo, sło(cid:276)ce zachodziło, wielbł(cid:261)dy spały. Za chwil(cid:266) zwini(cid:266)to namiot, resztki zapasów schowano do pudła, po czym podró(cid:298)ni wsiedli na wielbł(cid:261)dy, a źgipcjanin przewodniczył im. Jechali z wolna w(cid:286)ród chłodnej nocyś wielbł(cid:261)- dy szły równym tempem. Podró(cid:298)ni jechali pogr(cid:261)(cid:298)eni w gł(cid:266)bokiej zadumie. Ksi(cid:266)(cid:298)yc wznosił si(cid:266) powoli, a trzy wysokie białe postacie cicho przesuwały si(cid:266) w jego (cid:286)wietle. Nagle w powietrzu nad nimi, nie wy(cid:298)ej ni(cid:298) wierzchołek najbli(cid:298)szego pagórka, zaja- (cid:286)niał płomie(cid:276)Ś serca podró(cid:298)nych zabiły przyspieszonym t(cid:266)tnem, dreszcz przenikn(cid:261)ł ich i wszyscy jakby jednym zawołali głosemŚ „żwiazdaĄ żwiazdaĄ Bóg z namiĄ” 9 ROZDZIAŁ II W otworze zachodniego muru Jerozolimskiego tkwiły d(cid:266)bowe drzwi zwane bram(cid:261) Betle- jemsk(cid:261) lub Jopejsk(cid:261). Plac, znajduj(cid:261)cy si(cid:266) przed t(cid:261) bram(cid:261), jest jedn(cid:261) z najznaczniejszych cz(cid:266)- (cid:286)ci miasta. Za dni Salomona był tu wielki handel, brali w nim udział kupcy z źgiptu i bogaci handlarze z Tyru i Sydonu. Od tego czasu min(cid:266)ło trzy tysi(cid:261)ce lat, ale i dzi(cid:286) jeszcze odbywa si(cid:266) targi na tym miejscu. Była trzecia godzina dnia ((cid:297)ydzi liczyli godziny pocz(cid:261)wszy od wschodu sło(cid:276)caś pierwsz(cid:261) godzin(cid:261) była pierwsza po wschodzie sło(cid:276)ca) i wiele ludzi ju(cid:298) si(cid:266) rozeszłoś jednak(cid:298)e tłok nie- wiele si(cid:266) zmniejszył. Mi(cid:266)dzy nowo przybyłymi szczególn(cid:261) uwag(cid:266) budziła grupa składaj(cid:261)ca si(cid:266) z m(cid:266)(cid:298)czyzny, kobiety i osła. M(cid:266)(cid:298)czyzna stał przy o(cid:286)le, trzymaj(cid:261)c rzemie(cid:276), na którym go prowadziłś oparł si(cid:266) na kiju, który mu słu(cid:298)ył do pop(cid:266)dzania osła i podpierania si(cid:266). Ubiór jego taki jak wszystkich innych (cid:297)ydów, tylko wydaje si(cid:266) być nowym. S(cid:261)dz(cid:261)c z rysów twarzy, liczył około pi(cid:266)ćdziesi(cid:266)ciu lat, rozgl(cid:261)da si(cid:266) niepewnie i ciekawie, co dowodzi, (cid:298)e jest tu obcy. Osioł zajada wi(cid:261)zk(cid:266) zielonej trawy, jakiej pełno na targu, i zadowolony nie zwa(cid:298)a na to, co si(cid:266) dokoła niego dzieje, ani te(cid:298) na kobiet(cid:266) siedz(cid:261)c(cid:261) na jego grzbiecie w mi(cid:266)kko wysłanym siodle. Postać niewiasty okrywa z wierzchu lekka wełniana suknia, a biała zasłona osłania głow(cid:266) i szyj(cid:266). Od czasu do czasu uchylała nieco zasłony, aby spojrzeć dokoła. Wreszcie zaczepił kto(cid:286) nieznajomego m(cid:266)(cid:298)aŚ – Czy nie jeste(cid:286) Józefem z Nazaretu? Mówi(cid:261)cy stał tu(cid:298) obok zapytanego. – Tak mnie nazywaj(cid:261) – odparł Józef, zwracaj(cid:261)c si(cid:266) ku pytaj(cid:261)cemu z powag(cid:261) – A ty... achĄ pokój tobieĄ wszak(cid:298)e(cid:286) mój przyjaciel rabbi Samuel. Wzajemnie pozdrawiam ci(cid:266) – rzekł rabbi, a patrz(cid:261)c na kobiet(cid:266), dodał po chwiliŚ pokój to- bie, twemu domowi i wszystkim przyjaciołom twoim. Przy ostatnich słowach poło(cid:298)ył r(cid:266)ce na piersi, pochylił głow(cid:266) ku kobiecie, która odsun(cid:261)w- szy zasłony, ukazała oblicze jeszcze prawie dzieci(cid:266)ce. Znajomi podali sobie r(cid:266)ce, jakby je mieli do ust podnie(cid:286)ć, w ostatniej chwili jednak cofn(cid:266)li u(cid:286)cisk, ka(cid:298)dy pocałował swoj(cid:261) r(cid:266)k(cid:266), kład(cid:261)c potem dło(cid:276) na czole. – Na waszych szatach tak mało pyłu – rzekł rabbi – zapewne noc przep(cid:266)dzili(cid:286)cie tu w mie- – Nie – odparł Józef– wczoraj zd(cid:261)(cid:298)yli(cid:286)my przed noc(cid:261) tylko do Betanii, tam nocowali(cid:286)my, (cid:286)cie ojców naszych. a o brzasku pu(cid:286)cili(cid:286)my si(cid:266) dalej. – A zatem macie jeszcze podró(cid:298) przed sob(cid:261) – czy mo(cid:298)e do Joppy? – Nie tak daleko, tylko do Betlejem. Zachowanie si(cid:266) rabbiego, dot(cid:261)d szczere i przyjacielskie, zmieniło si(cid:266) teraz, oblicze nabrało gro(cid:296)nego, pos(cid:266)pnego wyrazu, a z gardła ozwał si(cid:266) chrapliwy głos. – Tak, tak – widz(cid:266) – urodziłe(cid:286) si(cid:266) w Betlejem i wieziesz tam córk(cid:266), aby być wpisanym w ksi(cid:266)gi stosownie do rozkazu cesarza. Dzieci Jakuba s(cid:261) w niewoli, jak niegdy(cid:286) w źgipcie, ale nie masz ani Moj(cid:298)esza, ani Jozuego. żdzie(cid:298) nasza pot(cid:266)gaĄ Józef odpowiedział, nie zmieniaj(cid:261)c ani głosu, ani postawyŚ – Niewiasta ta, nie jest moj(cid:261) córk(cid:261). 10 Rabbi nie zwa(cid:298)aj(cid:261)c na to tłumaczenie, mówił dalejŚ – Có(cid:298) robi(cid:261) zeloci w żalilei? – Jestem cie(cid:286)l(cid:261), a Nazaret mie(cid:286)cin(cid:261) – odparł Józef rozwa(cid:298)nie – ulica przy której stoi ławka moja, nie prowadzi do (cid:298)adnego wi(cid:266)kszego miasta. Obrabianie drzewa i piłowanie desek za- biera mi tyle czasu, (cid:298)e nie mog(cid:266) brać udziału w sporach stronnictw. – Przecie(cid:298) jeste(cid:286) (cid:297)ydem – rzekł rabbi powa(cid:298)nie – jeste(cid:286) (cid:297)ydem, i to z pokolenia Dawidaś nie s(cid:261)dz(cid:266), aby(cid:286) ch(cid:266)tnie płacił inn(cid:261) danin(cid:266), jak t(cid:266), któr(cid:261) dawny zwyczaj nakazał składać Jeho- wie. Józef milczał, a jego przyjaciel mówił dalejŚ Nie (cid:298)al(cid:266) si(cid:266) bynajmniej na podwy(cid:298)szenie po- datku... denar, to nic. Ale czym(cid:298)e jest ten podatek, je(cid:286)li nie obraz(cid:261) naszej narodowo(cid:286)ci, je(cid:286)li nie uległo(cid:286)ci(cid:261) wobec tyrana. Powiedz. Powiedz mi, jest(cid:298)e to prawd(cid:261), (cid:298)e Juda mieni si(cid:266) Mesja- szem? Musisz to wiedzieć, bo (cid:298)yjesz w(cid:286)ród jego uczniów. – Słyszałem od jego zwolenników to samo – odpowiedział Józef. W tej chwili uchyliła si(cid:266) zasłona i twarz niewiasty zabłysła przed okiem rabbiego, pi(cid:266)k- no(cid:286)ć jej rozja(cid:286)niało wejrzenie pełne uroku, a rumieniec oblał czoło i twarz, po czym zasłona ukryła wszystko. Rabbi zapomniał o czym mówił i cichym głosem rzekłŚ Córka twoja jest skromna. – Nie jest moj(cid:261) córk(cid:261) – powtórzył Józef. Ciekawo(cid:286)ć rabbiego rosła, co widz(cid:261)c nazareta(cid:276)czyk, dodał spiesznieŚ jest córk(cid:261) Joachima i Anny z Betlejem, o których pewnie słyszałe(cid:286), gdy(cid:298) cieszyli si(cid:266) dobr(cid:261) sław(cid:261). – Tak – potwierdził rabbi z uszanowaniem – znałem ich, ród wiedli od Dawida, znałem ich dobrze. – Nie (cid:298)yj(cid:261) ju(cid:298) – mówił dalej Józef – umarli w Nazarecie i zostawili dom. Oto ich córka, która nie mog(cid:261)c inaczej doj(cid:286)ć do swej własno(cid:286)ci, musiała podług naszego prawa, za(cid:286)lubić najbli(cid:298)szego krewnego. Jest wi(cid:266)c moj(cid:261) (cid:298)on(cid:261). – Teraz rozumiem, jako urodzeni w Betlejem, udajecie si(cid:266) tam stosownie do rzymskiego edyktu, aby swe imiona podać do spisu ludno(cid:286)ci. Mówi(cid:261)c te słowa, załamał rabbi r(cid:266)ce ze zgroz(cid:261), a spojrzawszy ku niebu, wołałŚ – Bóg Izra- ela (cid:298)yjeĄ w prawicy Jego zemstaĄ – To rzekłszy, odwrócił si(cid:266) i spiesznie odszedł. A tak(cid:298)e Józef z mał(cid:298)onk(cid:261), poniewa(cid:298) osioł ich si(cid:266) posilił, ruszył drog(cid:261) w stron(cid:266) Betlejem. Sło(cid:276)ce silnie przypiekało, tote(cid:298) Maryja zdj(cid:266)ła zasłon(cid:266), ukazuj(cid:261)c głow(cid:266) bez nakrycia. Miała wi(cid:266)cej ni(cid:298) pi(cid:266)tna(cid:286)cie lat. Twarz owalna, cery bladawej, nos kształtny, wargi nieco rozwarte i pełne, nadawały ustom wyrazu słodyczy, czuło(cid:286)ci i ufno(cid:286)ciś oczy du(cid:298)e niebieskie, r(cid:266)ce długieś (cid:286)liczne, złote włosy spadały w cudnej z cało(cid:286)ci(cid:261) harmonii na jej ramiona. Z całej jej postaci bił blask niezwykłej czysto(cid:286)ci. Cz(cid:266)sto zwracała wzrok ku niebu, a dr(cid:298)(cid:261)ce jej usta wymawiały słowa modlitwy. Józef zwracał si(cid:266) od czasu do czasu ku niej, a widok jej napeł- niał go rado(cid:286)ci(cid:261). Tak przebyli wielk(cid:261) równin(cid:266) i dotarli do wzgórza Mar źlias, a przeszedłszy przez dolin(cid:266), przybyli do Betlejem. Natłok ludu był wielki, a Józef widz(cid:261)c takie przepełnienie, zacz(cid:261)ł si(cid:266) l(cid:266)kać, czy znajdzie pomieszczenie dla Maryi. Nie zatrzymuj(cid:261)c si(cid:266) dłu(cid:298)ej i na nikogo nie zwracaj(cid:261)c uwa- gi, szedł dalej i stan(cid:261)ł dopiero u drzwi gospody miasta przy rozstajnych drogach. Aby dobrze zrozumieć, co si(cid:266) nazareta(cid:276)czykowi wydarzyło w gospodzie, trzeba wiedzieć, (cid:298)e gospody na Wschodzie niczym nie były podobne do gospod ludów zachodnich. Nazywano je khnami z perskiego, a były to po prostu ogrodzone miejsca, ale bez domów i szałasów, cz(cid:266)- sto bez bramy lub jakichkolwiek drzwi. Obieraj(cid:261)c miejsce na tak(cid:261) gospod(cid:266), my(cid:286)lano tylko o cieniu, ochronie osób, ich dobytku i wodzie. Takie były gospody, w których odpoczywał Jakub, gdy szedł po (cid:298)on(cid:266) do Padan- Aram, a podobne do nich mo(cid:298)na dzi(cid:286) jeszcze widzieć na oazach pustyni. Niektóre z nich, szczególnie przy go(cid:286)ci(cid:276)cach wiod(cid:261)cych do wielkich miast, jak mi(cid:266)dzy Jerozolim(cid:261) a Aleksan- dri(cid:261), były urz(cid:261)dzone po ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)cemu, były to zwykle fundacje królewskie. Tego rodzaju khany były wtedy domem i własno(cid:286)ci(cid:261) szejka, który wywierał st(cid:261)d wpływ na całe swoje pokolenie. 11 Ostatecznym przeznaczeniem takiej budowy mniej było pomieszczenie i ugoszczenie podró(cid:298)- nych, a raczej były one targowicami, twierdzami, punktami zbornymi dla kupców i rzemie(cid:286)l- ników – czasem tylko schronieniem dla spó(cid:296)nionych lub zbł(cid:261)kanych podró(cid:298)nychś zreszt(cid:261) w(cid:286)ród tych murów, jak rok długi, załatwiano rozmaite sprawy s(cid:261)dowe i targowe, jak na miej- skich rynkach. W zwykłych gospodach nie było ani gospodarza, ani gospodyni, słu(cid:298)(cid:261)cego lub kucharkiś stró(cid:298) u bramy przedstawiał cały zarz(cid:261)d i wszelk(cid:261) władz(cid:266). Nikt tu nie rozkazywał ani nikt nie podawał rachunkówś wynikiem tego systemu było, (cid:298)e ka(cid:298)dy przybywaj(cid:261)cy przywoził (cid:298)yw- no(cid:286)ć dla siebie i zwierz(cid:261)t lub nabywał je od kupców b(cid:266)d(cid:261)cych wła(cid:286)nie w gospodzie. Tak sa- mo było z łó(cid:298)kiem i posłaniemś wła(cid:286)ciciel i zarz(cid:261)dca dawał tylko wod(cid:266), odpoczynek, opiek(cid:266) i schronienie, a dawał je dobrowolnie i bezinteresownie. W miejscowo(cid:286)ci takiej jak Betlejem, gdzie był jeden tylko szejk, nie mogło być wi(cid:266)cej go- spódś a nazareta(cid:276)czyk, chocia(cid:298) tu urodzony, nie mógł liczyć na go(cid:286)cinno(cid:286)ć w mie(cid:286)cie, tym bardziej, (cid:298)e od dawna tu nie mieszkał. Co wi(cid:266)cej, spis dla którego tu przybył, mógł trwać ty- godnie, a nawet miesi(cid:261)ce, gdy(cid:298) rzymskie prowincjonalne władze odznaczały si(cid:266) tak(cid:261) powol- no(cid:286)ci(cid:261), (cid:298)e weszła w przysłowie. Wobec tego niepodobna było zamieszkać u znajomych lub krewnych, a Józef w miar(cid:266) jak zbli(cid:298)ał si(cid:266) do gospody, coraz pop(cid:266)dzał osła, choć było pod gór(cid:266), a droga była nabita lud(cid:296)mi, którzy z wielkim hałasem prowadzili bydło, konie, wielbł(cid:261)- dy. Widz(cid:261)c natłok obcych, Józef niepokoił si(cid:266), czy znajdzie gdziekolwiek pomieszczenie, bo rzeczywi(cid:286)cie tłum oblegał drzwi gospody, a podwórze jej, jakkolwiek obszerne, było przepeł- nione. Tu(cid:298) u bramy siedział na du(cid:298)ym pniu cedrowym stró(cid:298) gospody, włócznia jego o mur oparta, a pies le(cid:298)ał u stóp jego. – Pokój Jehowy z Tob(cid:261) – rzekł Józef, dotarłszy w ko(cid:276)cu do stró(cid:298)a. – Czego mnie (cid:298)yczysz i ja tobie (cid:298)ycz(cid:266), a co posi(cid:266)dziesz, niech si(cid:266) mno(cid:298)y tobie i dzieciom twoim – odparł stró(cid:298) powa(cid:298)nie, nie ruszaj(cid:261)c si(cid:266) wcale. – Urodziłem si(cid:266) w Betlejem – rzekł Józef rozwa(cid:298)nie – czyli(cid:298) nie znajd(cid:266) miejsca dla.. – Nie ma. – Słyszeli(cid:286)cie mo(cid:298)e o mnie, jestem Józef z Nazaretu. Tu jest dom ojców moich, bo jestem z pokolenia Dawidowego. Słowa te podtrzymywały nadziej(cid:266) nazareta(cid:276)czykaś je(cid:286)li one go zawiod(cid:261), ka(cid:298)de inne nie zdadz(cid:261) si(cid:266) na nic, nawet ofiara kilku syklów. Być synem Judy, to cenna rzecz – ale nierównie cenniejsz(cid:261) w opinii pokole(cid:276) było, być z domu Dawidowego – nie było nic zaszczytniejszego. Z uszanowaniem powstał stró(cid:298) z miejsca swego i rzekłŚ rabbi, nie mog(cid:266) ci powiedzieć, kiedy te drzwi po raz pierwszy si(cid:266) otwarły na powitanie podró(cid:298)nego, dawniej to pewno ni(cid:298) tysi(cid:261)c lat, a od tego czasu nigdy nie zamkn(cid:266)ły si(cid:266) przed dobrym człowiekiem, je(cid:286)li tylko było miejsce, na którym by spocz(cid:261)ł. żdy(cid:286)my tak post(cid:266)powali z obcymi, jak(cid:298)e inaczej mieliby(cid:286)my czynić ze swoimi? A jednak musi być prawda, kiedy stró(cid:298) tego domu mówi potomkowi Da- widaŚ „nie ma miejscaĄ” Dlatego pozdrawiam ci(cid:266) na nowo, a je(cid:286)li chcesz si(cid:266) sam przekonać, chod(cid:296) ze mn(cid:261), a poka(cid:298)(cid:266) ci, (cid:298)e nie ma miejsca w gospodzieŚ ani w izbach, ani w podwórzu, ani na dachu. Mog(cid:266) ci(cid:266) zapytać rabbi kiedy przybyłe(cid:286)? – Dopiero przed chwil(cid:261). Stró(cid:298) u(cid:286)miechał si(cid:266), mówi(cid:261)cŚ – Obcy, który mieszka po(cid:286)ród was, niechaj b(cid:266)dzie jak jeden z was i b(cid:266)d(cid:266) go miłować jak siebie. – Czy nie tak mówi prawo, rabbi? Józef milczał. – Je(cid:286)li takie jest prawo, czy(cid:298) mog(cid:266) powiedzieć takiemu, który pierwej przybyłŚ Id(cid:296) swoj(cid:261) drog(cid:261), bo oto przybył inny, który zajmie miejsce twoje? – Józef słuchał mowy jego spokojnie. – żdybym nawet tak powiedział, czyli(cid:298) miejsce to nale(cid:298)ałoby si(cid:266) tobie? Patrz, jak wielu czeka od dziewi(cid:261)tej. 12 – Któ(cid:298) s(cid:261) ci wszyscy ludzie? – zapytał Józef, wskazuj(cid:261)c na tłum – i co ich tu sprowadza? – To, co zapewne i ciebie, rabbi, edykt cesarski. – Tu stró(cid:298) rzucił pytaj(cid:261)ce spojrzenie na nazareta(cid:276)czyka, potem mówił dalej – ta przyczyna (cid:286)ci(cid:261)gn(cid:266)ła wi(cid:266)ksz(cid:261) cz(cid:266)(cid:286)ć tych, którzy s(cid:261) w gospodzie. Prócz tego przybyła wczoraj karawana jad(cid:261)ca z Damaszku do Arabii i Dolnego źgiptu. To, co tu widzisz najbli(cid:298)ej, nale(cid:298)y do tej karawany, tak ludzie, jak i wielbł(cid:261)dy. Józef jeszcze nie ust(cid:261)pił. – Podwórze takie obszerne – rzekł. Tak, ale całe zało(cid:298)one tłumokami, pakunkami jedwabiu, korzenia i innymi towarami, Tu twarz podró(cid:298)nego zaszła smutkiem, oczy spu(cid:286)cił na dół i rzekł wzruszonyŚ Nie dbam o siebie, ale mam (cid:298)on(cid:266) z sob(cid:261), noc ciemna, zimniejsza na tej wysoko(cid:286)ci ni(cid:298) w Nazarecie, nie mo(cid:298)e ona sp(cid:266)dzić nocy pod gołym niebem. Czy nie znalazłoby si(cid:266) dla niej jakie miejsce w mie(cid:286)cie? – Ci ludzie – odrzekł stró(cid:298), wyci(cid:261)gn(cid:261)wszy r(cid:266)k(cid:266) w kierunku tłumu stoj(cid:261)cego przed bram(cid:261) – byli wszyscy w mie(cid:286)cie i mówi(cid:261), (cid:298)e wszystko jest zaj(cid:266)te. Znów Józef patrzył w ziemi(cid:266), mó- wi(cid:261)c na wpół do siebieŚ „ona taka młodaĄ je(cid:286)li jej u(cid:286)ciel(cid:266) posłanie na wzgórzu, zimno j(cid:261) za- bije”. Potem znów przemówił do stró(cid:298)aŚ – Mo(cid:298)e znali(cid:286)cie jej rodziców Joachima i Ann(cid:266) z Betlejem, równie(cid:298) z rodu Dawidowego? – W młodo(cid:286)ci mojej znałem ich, byli to sprawiedliwi ludzie. Mówi(cid:261)c to, spu(cid:286)cił stró(cid:298) oczy w zamy(cid:286)leniu, nagle podniósł głow(cid:266) i rzekłŚ – Nie mog(cid:266) zrobić miejsca dla ciebie, rabbi, ale bez dobrej rady nie puszcz(cid:266) ci(cid:266). Ile(cid:298) was osób jest? Józef zamy(cid:286)lił si(cid:266), a potem odpowiedziałŚ – Tylko (cid:298)ona i ja. – Dobrze, nie sp(cid:266)dzicie nocy na dworze. Sprowad(cid:296) (cid:298)on(cid:266), a spiesz si(cid:266), bo gdy sło(cid:276)ce zaj- – Błogosławi(cid:266) ci błogosławie(cid:276)stwem podró(cid:298)nego bez dachu, błogosławie(cid:276)stwo go(cid:286)cia nie dzie za gór(cid:266), rychło noc nadejdzie. ominie ci(cid:266) równie(cid:298). Mówi(cid:261)c to nazareta(cid:276)czyk, spiesznie wrócił do Maryi, któr(cid:261) w czasie rozmowy ze stró(cid:298)em gospody zostawił w pewnym oddaleniu, a wróciwszy z ni(cid:261), rzekłŚ – Oto ta, o której mówiłem. Maryja miała twarz odsłoni(cid:266)t(cid:261). – Niebieskie oczy i złote włosy – zauwa(cid:298)ył po cichu stró(cid:298), patrz(cid:261)c na Maryj(cid:266) – takim był młody Dawid, gdy (cid:286)piewał Saulowi. Bior(cid:261)c rzemienne lejce z r(cid:261)k Józefa, rzekł do MaryiŚ – Pokój Tobie, córko Dawida – a do Józefa – rabbi, pójd(cid:296) za mn(cid:261). Szli w(cid:261)skim przej(cid:286)ciem, które wiodło przez podwórze gospody, a potem ku wapiennym wzgórzom, wznosz(cid:261)cym si(cid:266) za gospod(cid:261) po zachodniej stronie. – Prowadzisz nas do jaskini – zauwa(cid:298)ył Józef. – Jaskinia, do której idziemy – rzekł, zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do Maryi stró(cid:298) – była schronieniem twojego dziada Dawidaś sprowadzał on tu przed niebezpiecze(cid:276)stwem swoje bydło z pól, a (cid:298)łoby ich s(cid:261) tu jeszcze, jak były za jego dniś pó(cid:296)niej, gdy był królem, szukał w tej starej cha- cie zdrowia i odpoczynku. Lepiej odpocz(cid:261)ć pod dachem, gdzie on sypiał, ni(cid:298) w podwórzu lub przy drodze. Ale oto i chatka przed jaskini(cid:261). Chata była niska i ciasna, wła(cid:286)ciwie była wej(cid:286)ciem do skały, z któr(cid:261) była zł(cid:261)czona, i nie miała (cid:298)adnego okna. Prócz wrót na wielkich zawiasach i (cid:286)cian (cid:298)ółt(cid:261) polepionych glin(cid:261), nie było nic wi(cid:266)cej. W czasie, gdy odsuwano drewniane rygle, Maryja zsiadła z osła, a stró(cid:298), otworzywszy wrota, zawołałŚ chod(cid:296)cieĄ Podró(cid:298)ni weszli, rozgl(cid:261)daj(cid:261)c si(cid:266) wokoło, i wnet spostrzegli, (cid:298)e chata słu(cid:298)yła tylko do za- krycia otworu jaskini czy groty, prawdopodobnie naturalnej, długiej około czterdziestu stóp, 13 dziewi(cid:266)ć do dziesi(cid:266)ciu wysokiej, a dwana(cid:286)cie do pi(cid:266)tnastu szerokiej. (cid:285)wiatło padało przez drzwi i dostatecznie o(cid:286)wietlało wn(cid:266)trze, tak (cid:298)e mo(cid:298)na było widzieć nierówn(cid:261), pełn(cid:261) wyboi podłog(cid:266), na której le(cid:298)ały resztki siana, słomy i innych domowych zapasów, zajmuj(cid:261)cych cały (cid:286)rodek komory. Przy (cid:286)cianach były niskie, kamienne (cid:298)łoby dla owiec, bez (cid:298)adnych zagrodze(cid:276) ani klatek. Jakkolwiek (cid:286)mieci i słoma pokrywały wszelkie zagł(cid:266)bienia podłogi, a paj(cid:266)czyny wisz(cid:261)ce tu i ówdzie, wygl(cid:261)dały jak kawałki brudnego płótna, miejsce to nie było gorsze od wn(cid:266)trza gospody. – Wejd(cid:296)cie – rzekł przewodnik – cokolwiek tu znajdziecie, jest przeznaczone dla takich, jak wy podró(cid:298)nych, bierzcie wi(cid:266)c. Potem rzekł do MaryiŚ – Mo(cid:298)esz tu spocz(cid:261)ć? – Miejsce to jest (cid:286)wi(cid:266)te – odpowiedziała. – (cid:297)egnam was. Pokój z wamiĄ żdy poszedł – podró(cid:298)ni zaj(cid:266)li si(cid:266) uporz(cid:261)dkowaniem jaskini. O oznaczonej godzinie przed wieczorem ustał hałas i ruch w gospodzie, a zapanowała uro- czysta ciszaŚ w tym bowiem czasie ka(cid:298)dy Izraelita, z r(cid:266)koma skrzy(cid:298)owanymi na piersiach, zwracał si(cid:266) ku Jerozolimie, modl(cid:261)c si(cid:266). Była to (cid:286)wi(cid:266)ta dziewi(cid:261)ta godzina dnia, w której skła- dano ofiar(cid:266) w (cid:286)wi(cid:261)tyni na górze Moria. żdy modlitw(cid:266) sko(cid:276)czono ruch na krótki czas rozpo- cz(cid:261)ł si(cid:266) na nowoś jedni zasiedli do wieczerzy, drudzy zabierali si(cid:266) do spoczynku. Chwil(cid:266) pó(cid:296)- niej (cid:286)wiatła pogasły, zapanowała cisza, i wszyscy poukładali si(cid:266) do snu. Nagle, około północy, kto(cid:286) na dachu zawołałŚ Wstawajcie, bracia, wstawajcie i patrzcie, jak niebiosa gorej(cid:261). Na głos ten ludzie półsenni, siadali na posłaniu, patrzyli nic nie rozumiej(cid:261)c, a spojrzawszy na niebo, budzili si(cid:266) od razu, lecz jeszcze niczego poj(cid:261)ć nie mogli. Ruch z dachu przeszedł na podwórze, wkrótce cała ludno(cid:286)ć z gospody i podwórza, patrzyła ze zdziwieniem na niebo. I widzieli promie(cid:276) (cid:286)wiatła, zaczynaj(cid:261)cy si(cid:266) na skłonie nieba poni(cid:298)ej najbli(cid:298)szej gwiazdy, sk(cid:261)d uko(cid:286)nie padał na ziemi(cid:266)ś u szczytu promienia (cid:286)wieciła modra gwiazda, rzucaj(cid:261)ca (cid:286)wie- tlan(cid:261) smug(cid:266) niby snop promieni. Z boków jasno(cid:286)ć spływała łagodnie, ł(cid:261)cz(cid:261)c si(cid:266) z ciemno- (cid:286)ciami nocy. a rdze(cid:276) jej grzał jak sło(cid:276)ce. Zjawisko zdawało si(cid:266) tkwić na najbli(cid:298)szej górze i tworzyło blade uwie(cid:276)czenie szczytu wapiennych wzgórz. Było tak jasno, (cid:298)e ludzie widzieli wzajemnie swoje twarze i wyryte na nich zdziwienie. Promie(cid:276) (cid:286)wiecił ci(cid:261)gle, zdziwienie pocz(cid:266)ło zmieniać si(cid:266) w boja(cid:296)(cid:276) i l(cid:266)kś boja(cid:296)liwsi dr(cid:298)eli, odwa(cid:298)niejsi rozmawiali szeptem. – Widziałe(cid:286) kiedy co(cid:286) podobnego? – pytał jeden. – Zdaje mi si(cid:266) (cid:298)e (cid:286)wiatło wisi nad gór(cid:261)ś nie mog(cid:266) powiedzieć co to jest, nigdy czego(cid:286) po- dobnego nie widziałem – brzmiała odpowied(cid:296). – Czy(cid:298)by to spadaj(cid:261)ca gwiazda? – zapytał inny niepewnym głosem. – Skoro gwiazda spadnie, (cid:286)wiatło ga(cid:286)nie. – Ju(cid:298) wiem – zawołał jeden – pasterze ujrzeli lwa i za(cid:286)wiecili ogie(cid:276), aby go zatrzymać z dala od trzody. Najbli(cid:298)szy s(cid:261)siad mówi(cid:261)cego odetchn(cid:261)ł swobodniej i rzekł twierdz(cid:261)coŚ Tak, to co innego, gdy(cid:298) dzi(cid:286) tyle trzód rozbiegło si(cid:266) w dolinie. no, jeszcze by płomie(cid:276) nie był tak jasny. – Nie, nieĄ żdyby wszystkie drzewa z całej judzkiej doliny na jeden stos zło(cid:298)ono i zapalo- Widz(cid:261)c, (cid:298)e nic si(cid:266) dalej nie dzieje gro(cid:296)nego, ludzie uspokoili si(cid:266) i nast(cid:261)piła cisza. Bracia – przerwał j(cid:261) wreszcie (cid:297)yd o s(cid:266)dziwym obliczu – powiadam wam, jasno(cid:286)ć ta, to drabina, któr(cid:261) ojciec nasz Jakub widział we (cid:286)nie. Niech b(cid:266)dzie błogosławiony Bóg ojców na- szych. 14 ROZDZIAŁ III O dwie mniej wi(cid:266)cej mile na południowy wschód od Betlejem le(cid:298)y dolina oddzielona od miasta pasmem wzgórz. Rosn(cid:261) na niej drzewa karłowateŚ d(cid:266)by, sosny i morwy. Poniewa(cid:298) dolina ta zasłoni(cid:266)ta jest od wiatrów północnych, słu(cid:298)y czy to latem, czy te(cid:298) zim(cid:261) za doskonałe pastwisko dla trzód, które tu pasterze zaganiaj(cid:261). Niedaleko od miasta znajdowało si(cid:266) wielkie schronisko dla owiec, dok(cid:261)d mogli si(cid:266) pasterze wraz ze swymi trzodami schronić. Było to miejsce otoczone murem wysoko(cid:286)ci człowieka i ubezpieczone dokoła g(cid:266)stymi krzakami cier- niowymi, aby dziki zwierz, jak lew lub pantera, nie wpadł do owczarni i nie uczynił szkody. Poprzedniego dnia, w którym zaszły co dopiero opowiedziane wypadki, przybyła pewna licz- ba pasterzy ze swymi trzodami do doliny i od wczesnego ju(cid:298) ranka brzmiały zaro(cid:286)la nawoły- waniami, hukiem siekier, beczeniem kóz i owiec, rykiem bydła i szczekaniem psów. O za- chodzie sło(cid:276)ca sp(cid:266)dzano trzody do zagród, a gdy wieczór zapadł, pasterze zapalili wielki ogie(cid:276) niedaleko bramy, posilili si(cid:266) skromn(cid:261) wieczerz(cid:261) i siedli, aby odpocz(cid:261)ć i pogwarzyć, zostawiaj(cid:261)c zawsze jednego na stra(cid:298)y. Widok tych ludzi dziwne robił wra(cid:298)enie – nie nakrywaj(cid:261) nigdy głów, tote(cid:298) twarde włosy stercz(cid:261) wypalonymi przez sło(cid:276)ce k(cid:266)pkami, brody k(cid:266)dzierzawe, splecione w warkocze zasła- niaj(cid:261) szyj(cid:266) i piersi, dodaj(cid:261)c postaciom wyrazu dziko(cid:286)ci. Za odzienie słu(cid:298)(cid:261) im skóry kozie lub baranie na zewn(cid:261)trz włosem obrócone, grubym pasem w biodrach uj(cid:266)te, a zostawiaj(cid:261)ce r(cid:266)ce i nogi obna(cid:298)one a(cid:298) do kolan. Stroju dopełniały małe woreczki zwieszone z prawego ramienia, a zawieraj(cid:261)ce zapasy (cid:298)ywno(cid:286)ci i kamienie do tradycyjnej procy, w któr(cid:261) ka(cid:298)dy był uzbrojony. Obok ka(cid:298)dego le(cid:298)ał kij pasterski, symbol powołania i bro(cid:276) przeciw napa(cid:286)ci. Rozmawiali o swych trzodach i przygodach tego dnia, a(cid:298) sen skleił ich powieki. Noc była jasna, mro(cid:296)na, gwia(cid:296)dzista, bez (cid:298)adnego wiatru. Atmosfera była czysta, jak nig- dy, czuć było jaki(cid:286) (cid:286)wi(cid:266)ty powiew, jakby przeczucie, (cid:298)e niebo zbli(cid:298)y si(cid:266) ku ziemi, aby jej szepn(cid:261)ć wie(cid:286)ć dobr(cid:261). Przy wej(cid:286)ciu do zagrody chodził miarowym krokiem b(cid:266)d(cid:261)cy na stra(cid:298)y pasterzś czasem, usłyszawszy jaki(cid:286) głos w(cid:286)ród (cid:286)pi(cid:261)cej trzody lub krzyk szakala od strony gór, przystawał i na- słuchiwał. Północ si(cid:266) zbli(cid:298)ała. Poszedł wi(cid:266)c ku ognisku, aby zbudzić zmieniaj(cid:261)cego go paste- rza, gdy nagle oblała go niezwykła jasno(cid:286)ć, łagodna, niby ksi(cid:266)(cid:298)ycowaś ujrzał cał(cid:261) dolin(cid:266), pa- stwiska, trzod(cid:266), wszystko jak za jasnego dnia. Dreszcz wstrz(cid:261)sn(cid:261)ł nim całym. Spojrzał w gó- r(cid:266), nie widział gwiazdy, (cid:286)wiatło jakby z otwartego w niebie okna padało na ziemi(cid:266)ś wielce przera(cid:298)ony pocz(cid:261)ł wołaćŚ – WstawajcieĄ WstawajcieĄ Psy zacz(cid:266)ły skomlić ze strachu. Trzody zbiły si(cid:266) w jedn(cid:261) kup(cid:266). Pasterze zerwali si(cid:266) na równe nogi i chwycili za bro(cid:276). – Co si(cid:266) dzieje? – pytali. – PatrzcieĄ – zawołał stró(cid:298) – Niebo w płomieniachĄ Nagle jasno(cid:286)ć nabrała jeszcze siły, pasterze zakrywaj(cid:261)c oczy, padali na twarześ nagle usły- szeli głos pełen niepoj(cid:266)tego urokuŚ – Nie bójcie si(cid:266). Słuchali. 15 – Nie bójcie si(cid:266), bo oto oznajmiam wam wielk(cid:261) rado(cid:286)ć, która napełni wszystkie narody ziemi. żłos pełen słodyczy, spokoju, czysty, poruszył ich do gł(cid:266)bi i napełnił ufno(cid:286)ci(cid:261). Ukl(cid:266)kli z czci(cid:261) i ujrzeli w(cid:286)ród jasno(cid:286)ci postać ludzk(cid:261) w szacie nadzwyczajnej biało(cid:286)ci, ponad jej ramio- nami wznosiły si(cid:266) ko(cid:276)ce skrzydełś nad głow(cid:261) postaci (cid:286)wieciła gwiazda, r(cid:266)ce wzniosła nad pasterzami, błogosławi(cid:261)c im, a twarz jej była dziwnie spokojna i cudownie pi(cid:266)kna. Nieraz judejscy pasterze słyszeli i rozmawiali o aniołach, (cid:298)adna te(cid:298) w(cid:261)tpliwo(cid:286)ć nie po- wstała w ich sercach, a w uniesieniu my(cid:286)leliŚ „Chwała Bo(cid:298)a jest po(cid:286)ród nasś Bóg posłał do nas Anioła, jak kiedy(cid:286) posyłał do proroków Swoich”. Anioł mówił dalejŚ Dzi(cid:286) narodził si(cid:266) wam Zbawiciel w mie(cid:286)cie Dawidowym, którym jest I znów nast(cid:261)piła cisza, a słowa jego wyryły si(cid:266) w sercach pasterzy. – A dla was jest znakiem to, (cid:298)e znajdziecie niemowl(cid:261)tko owini(cid:266)te w pieluszki, poło(cid:298)one w Chrystus Pan. (cid:298)łobie – mówił anioł. (cid:285)wi(cid:266)ty posłaniec nie mówił ju(cid:298) wi(cid:266)cejś został jednak jeszcze chwil(cid:266)ś a gdy pasterze stali oniemieli, pojawiły si(cid:266) niezliczone zast(cid:266)py aniołów, chwal(cid:261)cych Boga, mówi(cid:261)cychŚ „Chwała Bogu na wysoko(cid:286)ciach, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. Ten hymn pełen uroczystych tonów brzmiał długo i powtarzał si(cid:266) wiele, wiele razy. Nareszcie anioł wzniósł w niebo oczy, z wolna poruszył skrzydłami, roztaczaj(cid:261)c je powa(cid:298)- nie, a były one wewn(cid:261)trz białe jak (cid:286)nieg i mieni(cid:261)ce niby muszle morskie. Rozpostarłszy skrzydła, uniósł si(cid:266) lekko, bez trudu i znikn(cid:261)ł wraz ze (cid:286)wiatłem. Długo jeszcze po jego odej- (cid:286)ciu słychać było z górnych sfer hymn, w miar(cid:266) oddalenia cichn(cid:261)cyŚ „Chwała Bogu na wyso- ko(cid:286)ciach, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. żdy pasterze oprzytomnieli, patrzyli na siebie ze zdziwieniem, nareszcie jeden z nich rzekłŚ – To był żabriel, posłaniec Pana do ludzi. Wszyscy milczeli. – Chrystus Pan si(cid:266) narodziłś albo(cid:298) nie tak mówił? Wtedy drugi odzyskał mow(cid:266) i odpowiedziałŚ – Tak mówił. – Wszak mówił tak(cid:298)e, (cid:298)e to si(cid:266) stało w mie(cid:286)cie Dawidowym, a to jest Betlejemś przecie(cid:298) mamy znale(cid:296)ć dzieci(cid:266) owini(cid:266)te w pieluszki. – I poło(cid:298)one w (cid:298)łobie. Ten, który mówił pierwszy, patrzył zamy(cid:286)lony w ogie(cid:276), nareszcie rzekł jakby nagłym opa- nowany postanowieniemŚ – Jedno jest tylko miejsce w Betlejem. gdzie s(cid:261) (cid:298)łoby jedno tylko, w jaskini w pobli(cid:298)u za gospod(cid:261). Bracia, chod(cid:296)my zobaczymy to, co si(cid:266) stało. Kapłani, dokto- rowie i uczeni w Pi(cid:286)mie od dawna oczekuj(cid:261) Chrystusa Mesjasza i oto narodził si(cid:266), a Pan dał znak nam, po którym poznamy żo. Chod(cid:296)my oddać mu pokłon. – Jak(cid:298)e zostawimy trzod(cid:266)? – Pan strzec jej b(cid:266)dzie. Spieszmy si(cid:266)Ą Wszyscy wstali i opu(cid:286)cili zagrod(cid:266). Min(cid:266)li góry, miasto i stan(cid:266)li u bramy gospody, u której zastali stró(cid:298)a. – Czegó(cid:298) chcecie? – zapytał. – Widzieli(cid:286)my dzisiaj wielkie rzeczy i usłyszeli(cid:286)my wielk(cid:261) nowin(cid:266). – Widzieć... i my(cid:286)my widzieli, ale nic nie słyszeli(cid:286)my. I có(cid:298) słyszeli(cid:286)cie? – Chcemy i(cid:286)ć do jaskini, aby si(cid:266) o wszystkim przekonać. Chod(cid:296) z nami i zobacz własnymi oczami. – Daremna drogaĄ – Bynajmniej, narodził si(cid:266) MesjaszĄ – Mesjasz? Sk(cid:261)d to wiecie? – Chod(cid:296) i patrz. Stró(cid:298) roze(cid:286)miał si(cid:266) pogardliwie. – Mesjasz? – powtórzył – po czym chcecie żo poznać. 16 – Urodził si(cid:266) dzisiejszej nocy i le(cid:298)y w (cid:298)łobie. Tak nam oznajmiono. A jest tylko jedno miejsce w Betlejem, gdzie s(cid:261) (cid:298)łoby. – W jaskini? – Tak jest...chod(cid:296) z nami. Przeszli podwórze gospody, nie zatrzymywani ju(cid:298) przez nikogo, mimo (cid:298)e niektórzy w go- spodzie nie spali i rozmawiali o (cid:286)wiatło(cid:286)ci, któr(cid:261) w nocy widzieli. Drzwi do jaskini stały otworem. Wewn(cid:261)trz błyszczał przyćmionym (cid:286)wiatłem kaganek. Przybyli weszli (cid:286)miało do wn(cid:266)trza. Pokój wamĄ – rzekł stró(cid:298), zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do Józefa. Oto przyszli ludzie, którzy szukaj(cid:261) Dzieci(cid:261)tka, które narodziło si(cid:266) tej nocy, owini(cid:266)te jest w pieluszki i lezy w (cid:298)łobie. Promie(cid:276) rado(cid:286)ci przebiegł po obliczu Józefa. Zwróciwszy si(cid:266) ku wn(cid:266)trzu jaskini wskazał r(cid:266)k(cid:261) i rzekłŚ – Tam otoĄ I zaprowadził ich do (cid:298)łobu, w którym le(cid:298)ało Dzieci(cid:261)tko. Przy (cid:286)wietle kaganka ujrzeli nie- mowl(cid:266) i ogl(cid:261)dał je w niemym podziwie. Dzieci(cid:266) nie ruszało si(cid:266) i było podobne do ka(cid:298)dego innego nowo narodzonego dzieci(cid:266)cia. – To jest Chrystus – rzekł jeden z pasterzy. – Chrystus – powtórzyli wszyscy, padaj(cid:261)c na kolana i oddaj(cid:261)c Mu cze(cid:286)ć. Jeden z nich po- wtarzał z uniesieniemŚ – Oto Pan, pełne s(cid:261) niebiosa i ziemia chwały Jego. Ci pro(cid:286)ci ludzie całowali brzeg sukni Matki i z rado(cid:286)ci(cid:261) odeszli. Wracaj(cid:261)c przez gospod(cid:266), opowiadali wszystkim co ich spotkało, a id(cid:261)c przez miasto i cał(cid:261) drog(cid:266) z powrotem do trzód, (cid:286)piewali hymn AniołówŚ „Chwała Bogu na wysoko(cid:286)ciach, a na ziemi pokój ludziom dobrej woliĄ” Wie(cid:286)ć o narodzeniu Chrystusa Pana rozeszła si(cid:266) po całej okolicy, a (cid:286)wiatło, które wi- dziano, potwierdzało opowie(cid:286)ć. W nast(cid:266)pnych dniach ciekawe tłumy nawiedzały jaskini(cid:266), wielu wierzyło, ale wi(cid:266)kszo(cid:286)ć naigrawała si(cid:266) i szydziła. 17 ROZDZIAŁ IV Drog(cid:261) od Shechem, jedenastego dnia po narodzeniu Dzieci(cid:261)tka, po południu, zbli(cid:298)ali si(cid:266) m(cid:266)drcy do Jerozolimyś przeszedłszy strumie(cid:276) Cedron, spotykali mnóstwo ludzi, którzy sta- wali i ciekawie im si(cid:266) przypatrywali. żeograficzne poło(cid:298)enie Judei było bardzo korzystne, gdy(cid:298) le(cid:298)ała na głównej drodze wio- d(cid:261)cej przez pustyni(cid:266). Kupcy, w(cid:266)druj(cid:261)cy tym szlakiem musieli przeje(cid:298)d(cid:298)ać przez Jerozolim(cid:266), gdzie opłacali cło od przywiezionych towarów.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ben Hur
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: