Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00453 007298 13440968 na godz. na dobę w sumie
Benedykt XVI. Abdykacja. Wydanie II - ebook/pdf
Benedykt XVI. Abdykacja. Wydanie II - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 162
Wydawca: Astrum Media Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-64786-22-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> powieść
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Pontyfikat papieża jest sprawowany dożywotnio, podobnie jak godność króla. Zdarzało się jednak na przełomie dziejów, że biskupi Rzymu ustępowali ze stanowiska składając abdykację. Nie czynili tego z własnej woli, a zawsze pod naciskiem władz świeckich lub zakulisowych rozgrywek toczących się w Watykanie. Czy papież Benedykt XVI stracił wiarę? A może został zmuszony do abdykacji przez oddolne naciski i spiski salonowe? Czy według kolegium kardynalskiego pontyfikat, który w założeniu miał być „przejściowy”, trwał już zbyt długo? Czy życie emerytowanego papież jest zagrożone i możemy się spodziewać zamachu, podobnie jak we wrześniu 1978 r., gdy zginął Jan Paweł I? Czy Jego Świątobliwość, emerytowany biskup Rzymu zostanie więźniem Watykanu? Czy czeka nas chaos porównywalny do Wielkiej Schizmy oraz niewoli awiniońskiej? W tej powieści poznasz możliwe hipotezy oraz przewidywane skutki pierwszej od czasów średniowiecznych abdykacji biskupa Rzymu.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

BENEDYKT XVI abdykacja Niniejsza książka jest wyrazem indywidualnej wizji artystycznej autora i nie może być traktowana jako wiary- godne źródło historyczne. John Paul Angel BENEDYKT XVI abdykacja Wbrew prawu i swojej woli e-book ASTRUM M E A www.astrummedia.pl W R O C Ł A W D I © Copyright by Wydawnictwo ASTRUM Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone Redakcja Jolanta tkaczyk Redakcja techniczna Elżbieta bursztynowicz Projekt okładki DacJan Domagała Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób, włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy (art. 116, 117 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 4.02.1994 r.) Zamówienia na książki można składać przez Internetową Księgarnię Wysyłkową www.wydawnictwo-astrum.pl Zapraszamy do zakupu naszych książek, multimediów, słuchowisk, poezji śpiewanej w formie e-booków i e-audiobooków na platformach cyfrowych Wydawnictwo ASTRUM Sp. z o.o. 50-374 Wrocław, ul. Norwida 19/6 e-mail: handlowy@astrum.wroc.pl ISBN 978-83-64786-22-8 Watykan 2005. Sądząc po krwistoczerwonych biretach i  mucetach obaj duchowni posiadali godność kardynałów. Pochyle- ni na korytarzu sprawiali wrażenie, jakby przekazywali sobie jakąś niezwykłą tajemnicę. Gdyby ktoś mógł wów- czas usłyszeć o  czym rozmawiają, przekonałby się, że wrażenie to było całkowicie uzasadnione. – Niemiec będzie najlepszy – powiedział przez zęby niższy z mężczyzn, na oko starszy o jakąś dekadę od swego rozmówcy, wyglądem przypominający Hisz- pana. Drugi, o  semickich rysach twarzy, tylko pokręcił przecząco głową: – Nie, nie, to nie może tak być – powiedział. – Naj- pierw Polak, teraz dla odmiany Niemiec, to zbyt wiele eg- zotyki naraz, ludzie jeszcze nie odpoczęli… – No właśnie teraz będą mogli odpocząć – kontynu- ował tamten rozglądając się, czy nikt ich nie obserwuje. – Bo Niemiec jest konserwatywny, pancerny rzec by można. Zrobi trochę porządku, a potem zniknie. A jak nie, to mu w tym pomożemy. – No tak, młody to on nie jest – przyznał Żyd. 5 – Otóż to. Chcesz stać za fotelem przez kolejnych trzy- dzieści lat i czekać na zmianę? – zapytał starszy. Jego rozmówca tylko zamrugał oczami. Nie rozumiał, do czego zmierzała ta rozmowa. – Nie chcesz – odpowiedział sam sobie stary. – Bo nikt nie chce. A każdy chciałby przysiąść na chwilę, podrepe- rować budżet… – Ale przecież nie każdy może być papieżem… – za- uważył młodszy purpurat nieco skonfundowany, głasz- cząc się po loczkach. – I tu się mylisz, mój przyjacielu – odparł tamten, bły- skając złowieszczo oprawkami okularów. – Właśnie o to chodzi, by każdy mógł, nawet na chwilę… – Jak to na chwilę? I w jakim celu? Starszy rozglądał się nerwowo, czy ich rozmowa nie wzbudza niepotrzebnych podejrzeń ze strony przypad- kowych świadków, tymczasem rozmówca zasypywał go pytaniami: – Wybierać papieży i pozbywać się ich? Jak Jana Paw- ła I? Ale w jakim celu? Purpurat o wyglądzie Hiszpana upewnił się, że wciąż są sami, jednak na wszelki wypadek uczynił wymowny gest kładąc palec na ustach. – Niekoniecznie jak Jana Pawła I, to ostateczność. A przecież każdy z nas może być na jego miejscu. Trze- ba wprowadzić reformę. W pewnym wieku, czy po kilku latach pontyfikatu, kadencja się kończy i papież udaje się na zasłużoną emeryturę. Oczywiście wszystko delikatnie, oficjalnie to się będzie nazywało abdykacja i narazie bę- dzie stosowane w  ramach absolutnego wyjątku. Wierni 6 muszą się z tym oswoić. Na początku będzie jeden papież- -emeryt, no, może dwóch, a z czasem będzie to szansa na spokojną emeryturę dla każdego z nas. Żyd pokiwał głową. – A po co w takim razie ten Niemiec? – zapytał. – Potrzebny nam ktoś, kto odwróci uwagę opinii pu- blicznej od Watykanu. Ktoś nieciekawy, niesympatyczny i  niedostępny. Stary, nudny konserwatysta, który zrobi swoje, a potem zejdzie z przyczyn naturalnych, ze staro- ści. Przyznaj sam, że tutaj właśnie Ratzinger jest idealnym kandydatem. – A holokaust? Przecież on był w Hitlerjugend, w We- hrmachcie… – zauważył Żyd podnosząc w  górę palec wskazujący. – No i o to właśnie chodzi! – wykrzyknął Hiszpan. – Na każdego trzeba mieć jakiegoś haka. A ty myślisz, że dlaczego ten Polak tak długo się trzymał? Zamachy nie- udane, a zrzucić się go nie dało, bo czysty, nie było na nie- go haka… A poza tym, tak będzie ciekawiej. – No tak, tam Polak, tu Niemiec… pod każdym wzglę- dem całkowite przeciwieństwo… Tamten był artystą, ak- torem i showmanem, nie tylko papieżem, narobił za dużo szumu medialnego… Ale kto na niego zagłosuje? – Chodzi tylko o  to, żebyś ty zagłosował – odparł przymilnie starszy. – O innych się nie martw… Roześmiał się, po czym protekcjonalnie poklepał go po ramieniu, na którym następnie się wsparł wstając i kie- rując kroki na dziedziniec. 7 Głos Boga Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. (Mt, 15, 7-9) Wnętrze Kaplicy Sykstyńskiej oferowało znużonemu słudze bożemu przyjemny chłód i wytchnienie duchowe. Rozległy fresk ołtarzowy nachalnie przyciągał spojrzenie jaskrawym błękitem, by zaraz skarcić ciekawski wzrok serwując makabryczne grymasy zastygłe na twarzach po- staci. Sąd Ostateczny, choć unieruchomiony na fresku, nie cechował się bynajmniej sielskim spokojem. To właśnie tutaj, w ciszy świątyni, pośród dyskretnych płomieni świec i  ledwie przenikających przez witraże promieni zachodzącego słońca, odnalazł schronienie Jo- seph Ratzinger, biskup Rzymu, znany światu jako Bene- dykt XVI. Przysiadł na szerokiej ławce tuż pod ołtarzem, wydobył z kieszeni sutanny mlecznobiały różaniec, uczy- nił znak krzyża, zatopił się w rozważaniach… W kaplicy dało się słyszeć jedynie skwierczenie dopa- lających się świec. – Nie dotrzymałeś słowa! – usłyszał nagle głos. Rozejrzał się wokół, by zlokalizować właściciela sten- torowego tonu; wydawało mu się, że gdy wchodził do kaplicy wnętrze było puste, nie słyszał też skrzypienia ogromnych drzwi wejściowych, które rozległoby się nie- 8 wątpliwie, gdyby ktoś wchodził do środka. Ponadto, po- stawił przed drzwiami zaufanego człowieka, księdza Fa- brizio, by ten pilnował jego spokoju podczas modlitwy. Czy to jakieś żarty? – przeszło mu jeszcze przez myśl. – Nie dotrzymałeś słowa, Benedykcie XVI! – powtó- rzył tajemniczy głos i papież zorientował się, że ktoś ewi- dentnie zwraca się do niego, w dodatku ośmiela się wyta- czać doń zarzuty. – Ja?! Ja nie dotrzymałem słowa?! – żachnął się Joseph Ratzinger wciąż rozglądając się wokół, by ustalić, kto kie- ruje do niego zarzuty. – Tak, ty – padła odpowiedź. – Pamiętasz twoje ostatnie konklawe? Pamiętasz łzy wzruszenia w Sali Łez? Czystą, białą sutannę, niczym nowe życie niezbrukane piętnem grzechu…? Co wówczas obiecałeś przed Bo- giem, niebem, wiernym ludem? Pamiętasz twoje Habe- mus Papam? Papież zorientował się w końcu, że głos ten nie należał do żadnego człowieka, lecz płynął doń z góry. To Chrystus Król, ten, który sądził żywych i  umarłych, przemawiał z  fresku Michała Anioła na suficie kaplicy. Joseph Rat- zinger przeraził się, ale też ucieszył. Usłyszał głos Boga, zupełnie jak mistycy i święci. To on też zostanie świętym! Będzie kanonizowany i wyniesiony na ołtarze! Będą się do niego modlili! – O Chryste – zakrzyknął. – Dopomóż mi nieść ten krzyż…! – Słaby człowieku, przysięgałeś mnie naśladować we wszystkim, do końca być posłusznym Ojcu. Znam ludz- ki strach, taki sam odczuwałem w Ogrodzie Oliwnym. 9 Bałem się cierpienia, ukrzyżowania, nawet dla zbawie- nia świata. Jednak poddałem się woli Ojca. Skonałem na krzyżu, abyś ty mógł być moim następcą. A ty cóżeś uczynił? Stchórzyłeś! Czy myślisz, że możesz tak po pro- stu odejść ze Stolicy Piotrowej? Gdzie znalazłeś uspra- wiedliwienie na swoją abdykację?! Jakie prawo, paragra- fy – no gdzie?! – Konklawe? Moje konklawe? – zakrzyknął Benedykt. – Eli lama sabachtani?! Położył dłonie na pulsujących skroniach, lecz zaraz ponownie zwrócił wzrok ku górze. – Gdzie byłeś wtedy, Boże? Nie czułem Twej obecno- ści! – jęknął z wyrzutem. – Widziałem tylko czarnego dia- bła skulonego w kącie Kaplicy Sykstyńskiej. Widziałem, jak knuł i triumfował…! – Tak, marna istoto, triumfował i  wciąż triumfuje! Z twojej winy! Mała jest bowiem twoja wiara, a wielkie grzechy twoje i całego świata! – odrzekł Chrystus z fresku. – Zaślepiła cię żądza władzy, sława, nie myślałeś o tym, co dobre dla Kościoła, dla ludu bożego, lecz schlebiałeś wła- snym zachciankom. – Ale przecież dopuściłeś, żeby mnie wybrali, więc chyba uznałeś, że jestem godny…? – bronił się Joseph. – Człowiek ma wolną wolę i postępuje zgodnie ze swo- im sumieniem. A po śmierci zda sprawę ze swych postęp- ków, gdy stanie przed obliczem Ojca. Wypełniła się wola twoja i kardynałów, nie moja – grzmiał głos. – Przychodzę tylko tam, gdzie dwóch lub więcej gromadzi się w Imię Moje. To konklawe było bluźnierstwem przeciwko Imie- niu Boga! 10 – Ale przecież Jan Paweł II sam mnie namaścił, po- pierał… – Kłamiesz, zdrajco! Nie wymawiaj nawet imienia swego poprzednika! Sługa boży, Jan Paweł II był papieżem światłym i świętym. Widział twoją gnuśność i zatwardzia- łość serca. Paktowałeś z diabłem nawet wtedy, gdy Jan Pa- weł II umierał. Zaprzedałeś mu duszę w zamian za ochronę i zaszczyty. Całe życie byłeś tchórzem i zdrajcą, próżnym i chwiejnym jak chorągiewka na wietrze, gotowym zaprzeć się wszystkich świętości, by ratować swój marny żywot! Joseph mocniej zacisnął w dłoni różaniec, a Chrystus mówił dalej: – Tchnieniem Ducha Świętego zamknąłem Biblię na jego pogrzebie. Studiowałeś Biblię, powinieneś odczytać ten znak. Tak jak zawarłem Biblię na trumnie Jana Paw- ła II, tak samo zatrzasnę przed tobą bramy do Królestwa Niebieskiego, zaś twoją drogę do papiestwa uznałem już wtedy za zamkniętą. Ciałem starca w białej sutannie wstrząsnęły spazmy, dreszcze, oblał go zimny pot. Strach ściskał mu serce i wzmagał się ból w klatce piersiowej. Może mam zawał – pomyślał i nieco się wystraszył, ale zaraz przyszło mu do głowy, że przecież jest w kaplicy, gdzie czuwa nad nim miłosierny Bóg, który nie pozwoli, by stała mu się krzywda… – Znowu myślisz tylko o sobie, swojej marnej powłoce cielesnej i nędznym życiu – skarcił go Chrystus Pantokra- tor z fresku. – Już dawno mogłem cię strącić z Tronu Pio- trowego, porazić bożym ogniem spadającym z nieba, lecz miłosiernie dałem ci szansę dokończenia dzieła kanoni- 11 zacji Jana Pawła II. A ty cóżeś uczynił? Tutaj też stchórzy- łeś! Przestraszyłeś się kardynałów, faryzeuszy? Zaprawdę powiadam ci, nie będzie zasiadał na watykańskim tronie ten, kto nie wyniesie Jana Pawła II na ołtarze! Joseph otworzył usta, chciał coś jeszcze powiedzieć, wytłumaczyć się, pomodlić żarliwie. Jednak głos z góry zagrzmiał kategorycznie tuż nad jego głową: – A teraz odejdź, nie chcę słuchać twego bełkotu zwa- nego modlitwą. Tchórzu! * * * W długoletniej praktyce kapłana i spowiednika Bóg po- zwolił mi poznać i doświadczyć osobiście wszystkich odcieni ludzkiego zwątpienia i namiętności. Stąd wiem na pewno, że wobec Niego wszyscy jesteśmy równi i każdy z nas tak samo doświadcza strachu i niepewności. Spowiednik jest jak studnia – wrzucony weń kamień pozostaje na dnie na zawsze, nigdy nie wypłynie. Jedno- cześnie każdy ma prawo zaczerpnąć z tego zdroju świeżej ożywczej wody ku pokrzepieniu ciała i dla obmycia zmę- czonego oblicza. I  nie jest ważny kształt studni ani surowiec, czy ka- mienna jest, czy drewniana, czy pokryta prostą deszczułką z gontu, czy z podmurowanym daszkiem, bo to tylko ze- wnętrzna obudowa. I tym właśnie jest kapłan. Natomiast to, co w głębi, do ostatniej cembrowiny, i z głębi ziemi wybi- ja – to woda życia, która jest celem i sensem istnienia stud- ni oraz powodem, dla którego tyle dusz do niej przycho- 12 dzi. I tą właśnie wodą jest Łaska, która pochodzi od Boga. Studnia sama z siebie nie da wody, jeśli ta nie zechce popły- nąć z głębi. A studnia bez wody jest pusta, bezwartościowa. Tak i kapłan sam w sobie jest niczym; niczym innym, jak tylko naczyniem na Łaskę, którą Bóg zsyła przez niego na lud swój. Wobec tego źródła wody żywej każdy jest równy, nie- ważne czy to dziecko, prosty człowiek żyjący z trudu rąk swoich, czy władca imperium – każdy w równym stopniu potrzebuje pokrzepienia. Nawet sam papież, władca Watykanu i  autorytet do spraw wiary, nawet on miewał chwile wahania. Ileż to razy dostrzegałem zmęczenie na jego twarzy, gdy wydawało mu się, że nikt na niego nie patrzy, ja – zwykły, szary admi- nistrator, kapłan-studnia, słyszałem ciężkie westchnienia w nawie kaplicy i widziałem z daleka błyskający pierścień oraz siwą głowę bezskutecznie próbującą się schronić w ko- szyku z dłoni. Nie był to mój obowiązek zawodowy, a jedynie przyja- cielska posługa, którą zgodziłem się wykonywać z szacunku i przyjaźni. Nieraz przez całą noc trwałem pod drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej strzegąc, by nikt nie ważył się wejść do środka, gdy Jego Świątobliwość oddawał się kontemplacji. Nie wiem, czemu miał do mnie większe zaufanie, niż do swego kamerdynera, przecież też mogłem zdradzić… Czu- łem jednak, że widział we mnie nie tylko kapłana i spo- wiednika, ale też sprzymierzeńca. Wiedział, że ja jeden ni- gdy nie przeszkodzę mu w rozmowie z Bogiem. Wychodząc po skończonej modlitwie zawsze był tak zmęczony, że nie był w stanie iść o własnych siłach, musiał się wspierać na 13 moim ramieniu, a właściwie niemalże niosłem go na ple- cach. Zawsze też był zaskoczony na mój widok, zdaje się, że w ekstatycznej medytacji zapominał o tym, że zawsze czuwałem pod drzwiami. Kiedyś, stojąc tuż pod ogromnymi wrotami kaplicy, po- stanowiłem się wycofać słysząc przez drzwi donośny głos papieża, który najwyraźniej zapomniał się w kontemplacji lub też na głos recytował brewiarz, jednakże podniesiony ton głosu wskazywał raczej na walkę wewnętrzną tylko… zastanowiło mnie, dlaczego mówił po łacinie… oczywiście w wariancie średniowiecznym… Powtarzające się zawołania: Apage! i  nawet Apage pecatus! pozwalały mi przypuszczać, że papież przygo- towuje się do egzorcyzmu, choć byłoby dziwne, gdyby biskup Rzymu odprawiał taki obrzęd osobiście. Jednak kwestie te pozostawały enigmatyczne nawet dla znawców Biblii. Teologia katolicka nie specjalizuje się w demono- logii czy angelologii tak, jak żydowska kabała, świat po- zamaterialny jest w istocie równie wielką tajemnicą dla kapłana, jak dla zwykłego wiernego. Studia teologiczne nauczyły mnie jedynie zadawać pytania i  formułować teorie na podstawie dogmatów. Ale przede wszystkim nauka ta uświadomiła mi ogrom niewiedzy i morze wąt- pliwości, jakie rozciąga się przed każdym człowiekiem wierzącym. Im większa jest jego świadomość, tym bar- dziej cierpi on z powodu tego, co dla jego umysłu niedo- ścignione. Jak wielkie musiało być morze wątpliwości, kotłujące się w duszy papieża, który ponadto nosił na sumieniu cię- żar odpowiedzialności za dogmat o papieskiej nieomylno- 14 ści. Nie pozwolił zdjąć sobie z barków tego ciężaru, choć poprzednik przygotował grunt pod otwartą dyskusję. Ani zgłębianie teologii, ani tym bardziej historia Ko- ścioła nie wskazały mi drogi do odpowiedzi na pytanie, jaki sens ma dogmat o nieomylności papieża, jeśli w przeszłości tylu biskupów Rzymu popadało w herezję, a w średniowie- czu niemal każdy kolejny zaprzeczał i unieważniał tezy po- przednika. Jak to możliwe, by każdy z nich był nieomylny? Wstydziłem się tych myśli nawet sam przed sobą i ukry- wałem wątpliwości głęboko przed światem. Przyznawałem się do nich jedynie przed Bogiem, na spowiedzi, gdzie mu- siałem być szczery. Od ponad ćwierć wieku wyznaję ten grzech na każdej spowiedzi, odprawiam pokutę… Spowied- nik nakazuje mi spokój i poleca zwrócić myśli do Boga, któ- ry jest źródłem prawdy, sprawiedliwości i ukojenia; również oświecenia. Ale ani ukojenie, ani oświecenie nie nadchodzi, a ja tkwię od ćwierć wieku na kolanach w zwątpieniu i nie wiem, czy prowadzi mnie ono do prawdy, czy też może do wiecznej ciemności. Jako spowiednik umacniam innych w wierze, a nie wiem, co bym powiedział samemu sobie. Żadne słowa nie byłyby w  stanie uspokoić drżenia mego serca. Mój spowiednik powtarza, że to próba od Boga, że zgrzeszyłem, ale nie powinienem porzucać dawno obra- nej drogi, że doświadczam niepewności, aby scementować moją wiarę, gdyż tylko ludzie silni w wierze miewają wąt- pliwości i że pochodzą one od Boga. Podobno zsyła je sam Stwórca, aby nas wzmocnić. Dzisiaj papież, Benedykt XVI, ogłosił urbi et orbi po- stanowienie o swojej abdykacji. Wielu było zdziwionych tą wiadomością. Ja również. Choć wielokrotnie zwierzał mi 15
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Benedykt XVI. Abdykacja. Wydanie II
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: