Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00470 009003 7433585 na godz. na dobę w sumie
Bezkarni zbrodniarze - ebook/pdf
Bezkarni zbrodniarze - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 227
Wydawca: Wydawnictwo Psychoskok Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3790-0497-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> sensacja
Porównaj ceny (książka, ebook (-24%), audiobook).

'Bezkarni zbrodniarze' Stefani Jagielnickiej - Kamienieckiej to beletrystyczna propozycja dla wytrawnych czytelników. Choć przerażająca w swoim nieludzkim przesłaniu, to jednak pozytywna w kategoriach ludzkiej solidarności.

Główną bohaterką jest Greta, niemiecka dziewczynka z ubogiej rodziny. Cierpi ona na rozdwojenie osobowości, ponieważ jest także Erwinem, swoim starszym bratem, obiektywnie nigdy nie istniejącym. Umysł Grety, w wyniku przeżywanych cierpień, wytworzył sobie inną osobę, która kumuluje te cierpienia i za pomocą mechanizmu psychologicznego wyparcia uwalnia od nich Gretę. Jednocześnie Erwin jest bardzo opiekuńczym, silnym i zaradnym bratem, dzięki czemu często stanowi wsparcie, pomoc, a nawet ratunek w trudnych i zagrażających życiu sytuacjach - wobec ojca tyrana, w szkole, w szpitalu psychiatrycznym, itp. 'Rozdwojony' umysł Grety staje się niezwykle atrakcyjną materią dla badających go psychiatrów. W nurcie powieściowej akcji poznajemy dwóch profesorów psychiatrii, którzy jednak całkowicie odmiennie postrzegają swoją medyczną służbę i misję, a ich interakcja symbolizuje walkę dobra ze złem, miłości z okrucieństwem. Jeden z nich dąży do sławy i uznania, uśmiercając ludzi, wykorzystując przy tym posiadaną władzę, a drugi ryzykuje własnym bezpieczeństwem, ratując swoich pacjentów.

Psychologiczna treść utworu wkomponowana została w ramy społeczeństwa ogarniętego lękiem i faszystowskim terrorem.
Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

Stefania Jagielnicka „Bezkarni zbrodniarze” Copyright © by Stefania Jagielnicka, 2016 Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o., 2016 Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy. Skład: Jacek Antoniewski Projekt okładki: Robert Rumak Korekta: Wydawnictwo Psychoskok Ilustracje na okładce: © kwasny221, kevron2001 – Fotolia.com ISBN: 978‒83‒7900‒497‒3 Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. ul. Spółdzielców 3/325, 62‑510 Konin tel. 63 242 02 02 http://wydawnictwo.psychoskok.pl e‑mail: wydawnictwo@psychoskok.pl Spis treści Rozdział 1 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .6 Nawet w świetle słońca panował złowróżbny mrok, a w nocy nawet pod gwiazdami posępny blask. Siły natury nie były w stanie rozjaśnić ponurej rzeczywistości. Rozdział 2 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 21 Z ciebie już nigdy nie będzie prawdziwa Niemka. Jesteś zakałą naszej rodziny i naszego kraju. Rozdział 3 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 26 Dziecko podążyło boso za mężczyzną do jakiegoś tajemniczego pomieszczenia. Rozdział 4 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 38 Podskoczyła jak sprężyna i, trzęsąc się ze strachu, stała przed nauczycielką, która nerwowo poruszała trzymaną w ręku linijką. Rozdział 5 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 44 Bujna wyobraźnia to nic złego – szepnął. – Jednak… nie możesz zdradzać się z tego, że uroiłaś sobie starszego brata. Zostaniesz uznana za psychicznie chorą. To… niebezpieczne. Rozdział 6 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 55 Obozy koncentracyjne są przepełnione! Nie chcę tam skończyć. I nie chcę, by twoje nieprzemyślane pytania doprowadziły cię do nieszczęścia. Rozdział 7 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 79 Greta sięgnęła natychmiast po gwizdek alarmowy i zadęła z całych sił. Jeden z wyrostków wyrwał go jej z ust i uderzył ją parę razy w twarz, wybijając jej ząb. 3 Rozdział 8 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 96 Przestraszone dziecko znalazło się w ciemnym pomieszczeniu pozbawionym okien. Rozdział 9 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 116 Dlatego chce ją uśmiercić? A my nie możemy temu przeszkodzić. Rozdział 10 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 127 Nagle spostrzegła promień światła w szparze pod drzwiami i przeraziła się. Ktoś tam był! Rozdział 11 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 136 On chciał cię tylko obezwładnić, żebyś mu nie weszła w drogę, żebyś nie mogła niczego powiedzieć matce dziecka. Rozdział 12 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 152 Jeśli zechcesz stąd uciec, to będzie daleka droga. Ale co ja tu dużo będę mówił, chodź ze mną i nie myśl o ucieczce. Rozdział 13 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 164 Wtem usłyszeli warkot motoru. Zbliżał się motocykl, a za nim unosiła się chmura kurzu. Rozdział 14 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 172 Nagle pojawił się… królewicz! Z wrażenia omal nie zemdlała, gdy koło niej usiadł. Rozdział 15 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 191 Tak, chodzi mi o protest przeciwko niszczeniu ludzi, rzekomo niegodnych życia, bo żaden człowiek nie jest niegodnym życia. Rozdział 16 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 198 To był ten mężczyzna, który odhaczał nazwiska na liście. On nas pośle na śmierć. 4 Rozdział 17 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 205 Jej palce dotknęły jego twarzy. Przytulił ją do siebie. To było wspaniałe, poczuć ciepło jego ciała. Rozdział 18 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 210 Wszystko to zostało wymazane z jej pamięci. W Polsce narodziła się na nowo. Rozdział 19 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 216 Pewnego razu po powrocie do domu nie mogła otworzyć drzwi. Okazało się, że czytnik ID jest zamazany jakimś smarem. Rozdział 20 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 221 Nagle nadjechał radiowóz, z którego wyskoczyli dwaj policjanci. Wykręcili jej ręce do tyłu i przemocą zabrali do auta. 5 Rozdział 1 Nawet w świetle słońca panował złowróżbny mrok, a w nocy nawet pod gwiazdami posępny blask. Siły natury nie były w stanie rozjaśnić ponurej rzeczywistości. – Ma pani wreszcie towarzyszkę, pani Kornelio. To jest pani Paulina Lenartowicz – młoda, fioletowowłosa lekarka z moc‑ nym liliowym makijażem zwróciła się do siedzącego przy stoliku krótko ostrzyżonego, piegowatego rudzielca w dżin‑ sach i rozciągniętym, szarym swetrze wpatrzonego w czytnik. Trudno było rozpoznać w nim kobietę. – Proszę zająć to łóżko pod oknem – oznajmiła Paulinie, po czym wyszła. Kornelia spojrzała niechętnie na towarzyszkę. Bez słowa powróciła do lektury. Nowo przybyła usiadła na jednym z dwu przykrytych kocem łóżek i rozpłakała się. – Gdzie jestem? Jak się tu znalazłam? – spytała przez łzy. – Jesteś w szpitalu psychiatrycznym – odpowiedział lako‑ nicznie rudzielec, nie odrywając wzroku od czytnika. Wtem otworzyły się drzwi i do sali weszła potężna pielę‑ gniarka. szę zrobić zastrzyk. – Proszę odsłonić pośladek – zwróciła się do chorej – mu‑ Ta jednak nie reagowała, zanosząc się płaczem. – Niechże mnie pani nie zmusza do przemocy – krzyknęła siostra. – No, proszę się odwrócić! – rozkazała. Ze złością wbiła jej strzykawkę w pośladek. Paulina uspo‑ koiła się, położyła się na wznak i wkrótce usnęła. Teraz Kornelia oderwała się od lektury. Z ciekawością ob‑ serwowała śpiącą towarzyszkę. 6 „Jaka piękna!” – pomyślała z zachwytem. „Te wspaniałe jasne włosy! A jakie śliczne, zmysłowe usta! Jaki zgrabny no‑ sek! Ciekawe, jakie ma oczy. Pewnie niebieskie. Zobaczymy, jak się obudzi”. Powróciła do książki, nie zwracając już więcej uwagi na Paulinę. Jednak ta nie spała zbyt długo. Po jakimś czasie obu‑ dziła się. Zagłębiona w lekturze Kornelia nie zauważyła tego. Paulina otworzyła oczy. W pierwszej chwili nie wiedziała, gdzie się znajduje. Po jakimś czasie uświadomiła sobie, że jest w szpitalu psychiatrycznym, lecz nie mogła sobie przypo‑ mnieć, w jaki sposób się tu znalazła. Zamknęła oczy. Leżała nieruchomo, wysilając pamięć. Nagle w jej mózgu odezwał się chłopięcy głos: – To ja, twój brat Erwin. Jestem przy tobie przez cały czas. Przykro mi, że o mnie zapomniałaś… „Co to może znaczyć? Skąd ten głos? Jaki brat? Przecież nie mam brata” – pomyślała przerażona. „To schizofrenia!” Jednak słuchała dalej, w nadziei, że coś się wyjaśni. Wtem zaczęły się przed jej oczami przesuwać ponure obrazy z dzie‑ ciństwa jakiegoś obcego, niemieckiego dziecka. Ujrzała spa‑ nikowaną, śliczną dziewczynkę o twarzy aniołka, z trudem schodzącą z trzeciego piętra po wysokich schodach ze znisz‑ czonymi stopniami, trzymając się wygiętej poręczy. „Uciec! Jak najdalej uciec! W daleki świat” – myślało dziecko. Przecisnęło się przez lekko uchyloną bramę. Oślepiło je słońce świecące wysoko nad dachami domów. Było bardzo ciepło, o wiele cieplej niż w mieszkaniu. Obok bramy znaj‑ dowały się dwa stopnie prowadzące do sklepu „Second hand” dziadka Lutza, w którym matka dziewczynki zaopatrywała w odzież całą rodzinę. Drzwi były szeroko otwarte. Dziecko weszło do środka. – Greta! Co tu robisz sama? Gdzie jest mama? – pytał zdu‑ miony sklepikarz. Nie uzyskawszy odpowiedzi, dodał po chwili – chcesz coś słodkiego? 7 Dziewczynka wpatrywała się w niego ogromnymi, cha‑ browymi oczyma z zakłopotaniem, jakby właśnie zrozumia‑ ła, że wchodząc do sklepu zdradziła swą ucieczkę. Przecież chciała wybrać się daleko w świat! Stary Żyd sięgnął do kieszeni marynarki i wręczył dziec‑ ku batonik. Po chwili ujął je za rękę. Wyszedł z nim ze sklepu i zauważył, że na podwórku matka dziewczynki wiesza pranie. – Przyprowadzam uciekinierkę, pani Lehmann – rzekł z uś‑ miechem. – Greta! Co ty tu robisz? – przeraziła się korpulentna bru‑ netka, opuszczając wieszaną bieliznę na ziemię. – Dziękuję, panie Lutz! – krzyknęła do kupca, który znikł za drzwiami. Wymierzyła małej klapsa w pupę. – Mam cię związać? – złościła się. – Czekaj, czekaj, jak tata się o tym dowie! W tym momencie Paulinie zrobiło się ciemno przed oczami. Poczuła, jak serce podskakuje jej do gardła. Zaczęła się dusić. Z trudem łapała powietrze, niczym wyrzucona na brzeg ryba. Rozpoznała w tym dziecku siebie. Ze zgrozą uświadomiła so‑ bie, że to ona jest tą zastraszoną małą dziewczynką. Wiedzia‑ ła to na pewno. Czuła wręcz na skórze lanie, jakie sprawił jej ojciec po owej próbie ucieczki. „Jezus, Maria! To jest moje dzieciństwo!” – pomyślała spa‑ nikowana. „Dlatego moja pamięć sięga jedynie do dziewiątego roku życia. Cały ten koszmar został z niej wymazany”. Wiedziała, że ją adoptowano, gdyż jej biologiczni rodzi‑ ce wraz z drugą córką zginęli w wypadku drogowym. Tylko ona cudem przeżyła. Straciła wówczas pamięć. Jej rodzice nie wspominali o tym, co się z nią przedtem działo. Twierdzili, że nic nie wiedzą, gdyż zabrali ją z domu dziecka, gdzie wy‑ lądowała po wypadku, jako że nie miała żadnych krewnych. „Z pewnością wiedzieli” – pomyślała. „Nie mogli mi jednak tego powiedzieć. Gdybym się przed kimś wygadała, skończyłoby 8 się to tragicznie dla naszej rodziny. Jakim cudem teraz zosta‑ ła usunięta z mej świadomości ta blokada? Spowodował to chyba zastrzyk”. Po chwili przerwy akcja niezwykłego filmu potoczyła się dalej. Paulina ze zgrozą oglądała przesuwające się w jej świado‑ mości obrazy z dzieciństwa znękanej niemieckiej dziewczynki. Zobaczyła, jak potężny świński blondyn, jej ojciec, zdejmuje dziecku spodenki, kładzie je na kuchennym stole i zaczyna bić trzepaczką po pupie. Greta wrzeszczy jak obdzierana ze skóry. Przez jej wrzaski przebija się głos ojca: – Cicho! Spokojnie! Paulina zatkała obiema dłońmi uszy. Leżała osłupiała, spa‑ raliżowana strachem, podczas gdy przed jej oczami w błyska‑ wicznym tempie przesuwały się kolejne ponure obrazy: Zmaltretowana dziewczynka poczołgała się do komórki, w której zamykano ją za karę. Weszła do niej ostrożnie, poło‑ żyła się na brzuchu, zamknęła oczy i wymamrotała: – Erwinie, jesteś tu? Wymyśliła sobie starszego brata, podobnego do niej, ale znacznie wyższego i silniejszego. W jego ramionach znajdowała pocieszenie. Widziała go, rozmawiała z nim. Byli nierozłączni. Ojciec łoił jej skórę, by zmienić dziwaczne zachowanie cór‑ ki, lecz nic z tego nie wychodziło. Tym razem bił ją ze szcze‑ gólną zawziętością. – Mam nadzieję, że wreszcie zapamiętasz, co to znaczy, być wariatką i uciekać z domu, Greto! – wrzeszczał z wście‑ kłością. – A ty jej nie pocieszaj, Gertrudo – zwrócił się do żony. – Ona musi trochę pocierpieć, inaczej nigdy nie prze‑ stanie uciekać z domu i bredzić o jakimś nieistniejącym bra‑ cie. Chcesz, żeby dowiedziano się, że nasza córka jest chora psychicznie? Żeby zamknięto ją w zakładzie dla upośledzo‑ nych dzieci? Oczy kobiety zaszły łzami, lecz zostawiła córeczkę niepo‑ cieszoną. A ta podsłuchiwała w komórce rozmowę rodziców. 9 – Powiem ci w tajemnicy, Gertrudo, że szykują się zmiany – rzekł przyciszonym głosem mężczyzna. – Nasz nowy rząd chce chorych psychicznie i kaleki wyeliminować ze społeczeństwa, tak samo jak imigrantów, Żydów, homoseksualistów, narkoma‑ nów… No… i w ogóle. Nie ma pieniędzy na utrzymywanie przy życiu tych kreatur. Naród niemiecki musi być zdrowy. Krok po kroku niemiecki duch opanuje Europę! Menhold tego dokona. – Niemiecki duch? Chciałeś powiedzieć: duch Hitlera – rzekła jego żona z kpiącym wyrazem twarzy. – To jest to samo. On jest wśród nas wiecznie żywy! Mała Greta nie wiedziała, że partia Wiedergeburt des Volkes (Odrodzenie Narodu), w skrócie WdV, zdobyła właśnie wła‑ dzę. Ale Paulina doskonale znała historię powstania tej partii. Pisała powieść, której akcja rozgrywała się w czasach dojścia jej do władzy, a także zwycięstwa wyborczego neofaszystow‑ skiej partii w Polsce. Całe lata studiowała historyczne źródła. Już po zjednoczeniu Niemiec wylało morze nienawiści w postaci wrogości wobec cudzoziemców. Zaczęło się od fali pobić i podpalania mieszkań, co odbiło się echem w całym świecie, wzmagając wciąż jeszcze nie wymarły strach przed nazizmem. Potwierdzenie tych obaw stanowił rezultat wybo‑ rów parlamentarnych w dwóch landach, gdzie dwie prawico‑ wo‑ekstremistyczne partie osiągnęły rekordowe w powojennej historii wyniki. Wszakże większość polityków, a także ko‑ mentatorów zbagatelizowała ów złowieszczy fakt, twierdząc, że wyborcy zamanifestowali jedynie protest wobec nieudol‑ ności dwu wiodących partii politycznych. Jednak popularność faszystowskich haseł wzrastała. „A wi‑ dzicie” – chełpili się ekstremiści, jak gdyby to było ich zasłu‑ gą – „… śmialiście się z nas, gdy to przepowiadaliśmy! Kiedy mówiliśmy o zjednoczeniu Niemiec, wszyscy pukali się w czo‑ ło. Teraz już chyba ludzie nam uwierzą, że zagarnięte przez Polskę tereny też muszą do nas powrócić.” 10 Wprawdzie na zjednoczeniu Niemiec polityczny kapitał zbi‑ ła koalicja rządowa, energicznym działaniem usuwając w cień ekstremistów, niemniej w miarę pogłębiania się problemów z okresu przed upadkiem muru, spotęgowanych przez zjed‑ noczenie, koalicjanci coraz bardziej tracili na popularności. Azylanci napływali nieprzerwanym strumieniem, doskwie‑ rało bezrobocie, a także wzrost przestępczości i brak miesz‑ kań, których dotąd było aż nadto. Strach przed niepewną i skomplikowaną przyszłością spowodował wzrost sympatii dla ekstremistów, którzy na poczekaniu znaleźli rozwiązanie wszystkich problemów: „Deutschland für Deutsche!” W innych państwach Europy obawy przed przyszłością też miały faszystowskie oczy. Strach przed narkomanią, AIDS i wzrastającą przestępczością z jednej strony, a z drugiej cał‑ kowita bezsilność polityków wobec tych zjawisk, powodowały wzrost popularności prawicowych ekstremistów, wskazujących proste populistyczne rozwiązania. Dotąd mieli je w zanadrzu socjaliści i komuniści, lecz upadek realnego socjalizmu w świe‑ cie uniemożliwił im dalsze wykorzystywanie społecznego nie‑ zadowolenia dla swoich celów. We Francji, Włoszech, Austrii, wśród prymitywniejszych warstw społeczeństwa odradzał się faszyzm, zasiany przez społeczne obciążenia i zagrożenie do‑ brobytu koniecznością dzielenia się z obcymi mieszkaniami i miejscami pracy. Do zjednoczonej Europy gwałtownie wpy‑ chały się państwa uwolnione spod komunizmu, a ich miesz‑ kańcy mieli już prawo swobodnego poruszania się i zmiany kraju pobytu. Nigdzie jednak demon zwątpienia nie zbierał tak potęż‑ nego żniwa jak w Niemczech. Konflikty, wojny na Bliskim Wschodzie i w Afryce spowodowały nieustanny napływ do Europy muzułmańskich uchodźców. Najdotkliwiej odczuli to Niemcy, których ojczyzna zapewniała im dobre warunki bytu. Na ulicach straszyły czarne widma z dziurkami na oczy, w których trudno było rozpoznać kobiety. Islamizacja kraju 11 budziła coraz większy sprzeciw w społeczeństwie. Rosły w siłę prawicowo‑ekstremistyczne ruchy, odradzał się nazizm, który coraz mocniej dawał o sobie znać. Powstała z połączenia kilku mniejszych neonazistowskich partii, Narodowodemokratyczna Partia Niemiec NPD rosła w siłę. Była to kontynuatorka istniejącej w latach pięćdziesią‑ tych dziewiętnastego wieku Niemieckiej Partii Rzeszy. W swo‑ im programie postulowała między innymi rewizję granic międzypaństwowych oraz docenienie socjalnego dorobku narodowo‑socjalistycznej III Rzeszy. Celem NPD była również zmiana konstytucji, bezpośrednie wybory prezydenckie, rene‑ gocjacja układów międzynarodowych, referendum w sprawie członkostwa w UE i przywrócenie niemieckiej marki. Terrorystyczna przybudówka tej partii „Narodowosocja‑ listyczne Podziemie” (NSU) miała na sumieniu brutalne za‑ bójstwo imigrantów i policjantki. Została wprawdzie rozbita, nigdy jednak nie wykryto i nie ukarano sprawców tych zbrod‑ ni. Liczne próby zdelegalizowania rosnącej w siłę NPD rozbija‑ ły się o mur. Za każdym razem umarzano postępowanie, jako że działalność tej partii była w dużej części inspirowana przez agentów Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji w kierow‑ nictwie partii i nie sposób było odróżnić działań partii od działań wywiadu. Sędziowie wiecznie uzasadnili negatywne decyzje obecnością w strukturach NPD agentów niemieckich służb, co miało uniemożliwiać uzyskanie pewności, czy mate‑ riał obciążający pochodzi od autentycznych członków partii czy też od współpracowników policji. A prawda była taka, że w szeregach służb specjalnych znalazło schronienie wielu byłych nazistów, indoktrynujących swych młodszych kolegów. Nie dopuszczano do wystąpienia z NPD ubiegającym się o to osobom, wciągając je do współpracy. W końcu doszło do tego, że największe demonstracje i najgroźniejsze działania propagandowe organizowali agenci bezpieki, więc ze wzglę‑ du na to nie były rozbijane. Legalnie ukazywały się książki 12 gloryfikujące Hitlera i zaprzeczające istnieniu obozów kon‑ centracyjnych. Promowano je w wypełnionych salach, a po‑ licja nie interweniowała. Wszystko to nie docierało do opinii publicznej. W środowisku skrajnej prawicy zachodził proces eskalacji przemocy. Mordowano imigrantów. Terrorystyczne ugrupo‑ wania zwiększały liczebność. Niemal codziennie pojawiały się nowe rewelacje na temat całej sieci wsparcia dla narodo‑ wo‑socjalistycznego podziemia powiązanego z legalną NPD. Nowa fala nielegalnych uciekinierów, głównie z Syrii, Iraku i Afganistanu ożywiła demony. Podpalano ich obozy, a spraw‑ cy pozostawali bezkarni. Na zebrania propagujące neonazizm przychodziło wielu młodych ludzi. Mieli hitlerowskie tatuaże albo naszywki ze znakiem solarnym. Rozmawiano między in‑ nymi o konieczności odzyskania Śląska i zgładzenia Żydów oraz o stworzeniu IV Rzeszy. Aby uśpić czujność policji, szefowie NPD dbali o nienaganny wizerunek partii. Jej intelektualna elita powtarzała w me diach, że to zwykła partia prawicowa. Partia burząca funda menty niemieckiej demokracji dostawała z budżetu państwa rocznie miliony euro. Neonaziści stawali się coraz bardziej widoczni i brutalni. Popełniali tysiące przestępstw. W Dreźnie odbywa‑ ły się demonstracje upamiętniające zbombardowanie miasta przez aliantów. Kryzys ekonomiczny, wrogość wobec imigrantów, rosnący strach przed islamizacją nasiliły się w połowie dwudziestego pierwszego wieku. Demokratyczna Europa nie radziła sobie z tymi problemami, co stworzyło podatny grunt dla neona‑ zistów. Wzmogły się ataki na domy azylantów i przestępstwa o podłożu prawicowym z użyciem broni. Hitler jawił się jako człowiek wielki, nietuzinkowy, który uosabiał ostateczne rozwiązanie problemu mniejszości etnicz‑ nych. Gniew społeczeństwa przeciwko imigrantom dostarczył paliwa dla umacniania się neonazistów. Zaczęli skupiać wokół 13 siebie ludzi najbardziej sfrustrowanych. Odbywały się prawico‑ we festiwale, na których witano się nazistowskim pozdrowie‑ niem „Sieg Heil”, na murach umieszczano skrajnie‑prawicowe slogany. Cały północno‑wschodni region Niemiec został opa‑ nowany przez ekstremistów ze skrajnej prawicy. W niektórych miasteczkach podróżnych witał napis „witamy w wolnej i na‑ rodowej wspólnocie”, drogowskazy wskazywały kierunek do Braunau w Austrii, miasta w którym urodził się Hitler, domy pomalowane były na kolor brunatny. Nawet dzieci witały się w nich nazistowskim pozdrowieniem i śpiewały faszystowskie pieśni. Ideologia, którą propagował Hitler, przemawiała do wielu Niemców. Ruchy neonazistowskie rosły w siłę, przycią‑ gając ludzi, których uwodzono zarówno braterstwem pomię‑ dzy członkami ugrupowań jak i mocnymi postulatami, które chciano urzeczywistniać za wszelką cenę. Przyczajony duch Hitlera znalazł dogodne schronienie w wielu sercach. Glory‑ fikowano jego postać jako bohatera narodowego. Głoszono, że obozy koncentracyjne były obozami pracy, gdzie nikogo nie uśmiercano, a jedynie uczono dyscypliny i higieny ludzi, którzy miesiącami się nie myli. Wydawano takie książki i pro‑ mowano je przy pełnych salach. Coraz to potężniejsza fala imigrantów całkowicie zatopiła tolerancję i wspaniałomyślność europejskich społeczeństw. Najgorsze nastroje panowały w niesamowicie przeludnionych Niemczech, które przyjęły największą ilość uchodźców, co spo‑ wodowało, że z połączenia członków NPD oraz innych ugru‑ powań neonazistowskich powstała legalna partia polityczna pod nazwą WdV (Wiedergeburt des Volkes). Głównym punk‑ tem jej programu było oczyszczenie kraju z cudzoziemców. Zdobywała coraz więcej zwolenników, aż w końcu wygrała wybory i dopiero wtedy odkryła swoje prawdziwe oblicze. Zaczęła wszelkimi sposobami wprowadzać w życie zbrodniczą ideologię. Od razu Niemcy zaanektowały Śląsk, bez najmniej‑ szego sprzeciwu polskich władz. Kopiowano wprost dawne 14 nazistowskie czasy. W księgarniach półki uginały się pod tomami „Mein Kampf” i innych nazistowskich książek. Ta‑ jemnie powstały zakamuflowane obozy koncentracyjne. Mię‑ dzy innymi odtworzono obóz zagłady w zamku Sonnenstein w Pirnie, w którym w czasie II wojny światowej uśmiercono w komorze gazowej piętnaście tysięcy psychicznie i umysłowo chorych, w tym dzieci. W Polsce pierwszym rzucającym się w oczy przejawem neo‑ faszyzmu były antysemickie hasła i swastyki na murach. Fa‑ szystowskie ugrupowania stawały się coraz bardziej ofensywne i agresywne wobec społeczeństwa. Z jednej strony wzbudzało to sprzeciw, lecz równocześnie poszerzało się grono ich zwo‑ lenników, bo tolerowanie takich organizacji pozwalało na ich swobodne działanie i poszukiwanie nowych członków. Spo‑ łeczne niezadowolenie ze sprawowania władzy przez kolejne partie objawiało się poparciem dla populistów. Zniechęcenie i pewien marazm, w który popadali ludzie, sprawiały, że war‑ tości, na których powinno opierać się społeczeństwo, zostały odsunięte na dalszy plan i stwarzały pole dla grup o skrajnych i niebezpiecznych poglądach. Bierna postawa pozwalała działać neofaszystom, a co najgorsze hasła o podłożu rasistowskim nie wywoływały na polskim społeczeństwie większego wrażenia. Szowinizm i rasizm rozszerzały pole działania. Nastąpiło wy‑ naturzenie ideologii nacjonalistycznej, zajmującej się jedynie podkreślaniem wagi narodu i pokrzepianiem jego więzi du‑ chowej. To już nie aspekt mistycznej więzi odgrywał wiodącą rolę, ale krytyka demokracji scalająca neofaszystowskie ugru‑ powania. Narzucanie przez Unię Europejską imigrantów z Syrii, Iraku, Afganistanu i Afryki spowodowało eksplozję neofaszy‑ stowskich nastrojów. Kraj nie był przygotowany na przyjęcie uchodźców pod względem kulturowym i ekonomicznym, a polskie służby nie były w stanie przeprowadzić weryfikacji muzułmańskich imigrantów i szybko wyłuskać spośród nich 15 terrorystów. Przyzwoitym uchodźcom nie stworzono odpo‑ wiednich warunków do integracji z polskim społeczeństwem. Wzrastała przestępczość wobec braku możliwości znalezienia przez nich zatrudnienia. Całe społeczeństwo ogarnęła wro‑ gość wobec cudzoziemców. Wszystko to stworzyło podatny grunt do powstania silnej neofaszystowskiej partii pod nazwą „Nasza Przyszłość”, w skró‑ cie NP, stanowiącej odpowiednik niemieckiego Odrodzenia Narodu, z którym ściśle współpracowała. Partia poszerzała krąg swoich zwolenników, aż w końcu zdobyła władzę w de‑ mokratycznych wyborach. Równocześnie z Niemcami wystą‑ piła z Unii Europejskiej, co spowodowało rozpad organizacji. W całej Europie zapanował chaos. Pogrążyła się w ciemno‑ ściach neofaszyzmu. Znalazła się w kręgu dantejskiego piekła. Na niebie ciągnęła się czarna chmura prowadząca do serca nie‑ przeniknionej, niezmierzonej ciemności, która pogłębiała się z dnia na dzień. W świetle słońca panował złowróżbny mrok, a w nocy nawet pod gwiazdami posępny blask. Siły natury nie były w stanie rozjaśnić ponurej rzeczywistości. Myśląc o tym, Paulina doznała olśnienia. „Wprowadzę do swojej powieści te obrazy z dzieciństwa” W tym momencie przypomniała sobie, w jaki sposób zna‑ – postanowiła. lazła się w szpitalu. Tego ranka jej miernik funkcji życiowych pokazał alarmu‑ jący stan. Zdarzyło się to jej po raz pierwszy w życiu. Zażyła wzmacniającą tabletkę, lecz mimo to była tak bardzo osłabio‑ na, że nie mogła wykonać rutynowych ćwiczeń gimnastycz‑ nych. Miała nadzieję, że śniadanie przywróci jej siły, jednak natychmiast je zwymiotowała. Musiała ponownie się położyć, bo przed oczami latały jej czarne płaty. Zażyła drugą tabletkę. Po jakimś czasie poczuła się nieco lepiej. Wstała z postano‑ wieniem dotlenienia się. Włożyła żółty sportowy kombinezon 16 i czerwoną ciepłą kurtkę, po czym wolnym krokiem udała się na spacer do Lasku Wolskiego na obrzeżu Krakowa, w pobliżu którego wynajęła mieszkanie w pięknej, stylowej willi, należą‑ cej do pewnej działaczki kulturalnej, mieszkającej w niej wraz z mężem, który był psychiatrą. Jej właścicielka odziedziczyła ją po stryju zamęczonym w obozie koncentracyjnym. Gdy Paulina znalazła się w lesie, znów zrobiło się jej słabo. Objęła pień wiekowego dębu, by nie upaść, przytuliła się do niego całym ciałem i trwała tak przez dłuższy czas, chłonąc balsamiczną ciszę. Ocknęła się, gdy usłyszała przeraźliwe kra‑ kanie wrony. Jej ciałem wstrząsnął dreszcz przerażenia. – Boże, chyba mnie czymś zatruto – wyszeptała zrozpa‑ Wypuściła z objęć drzewo i udała się z powrotem do domu, żeby znów się położyć. Po rozebraniu się zauważyła na prze‑ dramieniu ślad po strzykawce. W panice stwierdziła, że gdy spała, wstrzyknięto jej jakiś środek. Ktoś musiał wejść w nocy do jej mieszkania. To mógł być tylko Bazyli, gdyż tylko on znał kod czytnika jej zamka. Czyżby był zakamuflowanym faszystą? Dziennikarz w tygodniku walczącym o zdelegali‑ zowanie NP? „Nikomu nie można dziś ufać“ – pomyślała z goryczą. czona. „Ale… ja go kocham“. Gdy ujrzała Bazylego po raz pierwszy, poczuła przyśpie‑ szone bicie serca. Spodobał się jej jak nikt dotąd, chociaż nie był w jej typie. Gustowała raczej w południowej urodzie, a on miał jasne, krótko ostrzyżone włosy i bladoniebieskie oczy o stalowym blasku. Gdy się uśmiechał, promieniała cała jego postać. Nigdy w życiu nie zetknęła się z kimś o takim uśmie‑ chu… Przeżyła istne oczarowanie. Zdarzyło się jej to po raz pierwszy od czasu żałoby po ukochanym Paulu. Bazyli też był olśniony jej niezwykłą urodą. Kiedy przedsta‑ wiając się, ujął jej dłoń, spojrzał jej w oczy z takim uczuciem, że przeszły jej po plecach ciarki. 17 Siedzieli przy sąsiednich biurkach. Z wrażenia nie mogła skupić się na pisaniu, on zresztą również. Zwracał się do niej nieustannie. Prowadził swobodną rozmowę, nie siląc się na dowcipy, a mimo to oboje raz po raz wybuchali śmiechem, właściwie bez powodu. Po kilku dniach zaprosił ją do restauracji na kolację, a po niej wylądowała w jego łóżku. Odtąd stali się nierozłączni, choć wciąż mieli oddzielne mieszkania. Był to najszczęśliw‑ szy okres w jej życiu. Nigdy wcześniej nie usłyszała tak wielu cudownych słów. To on zwrócił uwagę na jej prześliczne uszy, na subtelny wyraz jej twarzy, na piękne ramiona, dłonie, stopy. Zachwycał się każdym szczegółem jej ciała, zwłaszcza gładką jak jedwab skórą. Było im ze sobą cudownie. Niestety, idylla nie trwała zbyt długo. Po pewnym czasie jej ukochany zaczął okazywać oznaki zniecierpliwienia, zarzu‑ cając jej, że za dużo mówi. Stał się rozdrażniony i milczący. Doszła do wniosku, że zniechęciła go pragnieniem urodze‑ nia dziecka. Stwierdził, że nie nadaje się na ojca. Pogodziła się z tą decyzją. Nie wpłynęło to jednak na poprawę jego na‑ stroju. W czasie coraz rzadszych spotkań był coraz bardziej ponury. W końcu bez żadnych wyjaśnień przestał się z nią spotykać. W redakcji traktował ją oschle. Była zrozpaczona, lecz duma nie pozwalała jej na okazywanie tego. Teraz zro‑ zumiała, że myliła się, sądząc, iż zniechęciła go pragnieniem urodzenia dziecka. Chodziło o coś innego. Przypomniała sobie ich rozmowę, kiedy to zwierzyła mu z wściekłością. 18 się, że pisze książkę. – Książkę? A o czym? – spytał z zaciekawieniem. – To jest powieść o… zbrodniczej działalności WdV i NP. – Daj mi to przeczytać – rzekł wyraźnie zaniepokojony. – Nie mogę – odpowiedziała, kręcąc zdecydowanie głową. – Przeczytasz, jak ją skończę. – Ale ja muszę wiedzieć, co ty tam wypisujesz! – krzyknął – Dlaczego cię to tak interesuje? – spytała, zdumiona jego reakcją. – No… – zająknął się – interesuje mnie wszystko, co ciebie dotyczy – dodał spokojnym już tonem. – Chciałabym, żeby wreszcie doszło do delegalizacji obu tych zbrodniczych partii – rzekła, patrząc mu badawczo w oczy. – Ta książka ma się do tego przyczynić. – Wybierasz się z motyką na słońce – wzruszył ramionami. – Nigdy do tego nie dojdzie. – Co ty opowiadasz?! – krzyknęła zbulwersowana. – Prze‑ cież wciąż o to walczymy w naszej gazecie. – Daj spokój – machnął ręką. – Nie rozmawiajmy na ten temat – zakończył rozmowę. Zaczęła podejrzewać, że Bazyli jest sympatykiem NP, może nawet tajnym agentem tej partii. Wiadomo było, że faszyści wszędzie mają swoich ludzi. „Z pewnością czymś mnie zatruł, żebym nie mogła pisać tej powieści” – pomyślała z przerażeniem, leżąc na wznak w łóżku. Porażona tą myślą, chciała wstać i udać się do lekarza, lecz nie była w stanie podnieść się z posłania. Przeżywała strasz‑ liwe męki. Znajdowała się w stanie nieopisanego lęku, niesa‑ mowitego podniecenia i rozdygotania. To, co się z nią działo, było nie do zniesienia. Dusiła się, czując rozrywający klatkę piersiową ból serca. A przy tym wciąż słyszała jakiś głos ob‑ rzucający ją inwektywami. „Ty kurwo, ty podła dziwko” – brzmiało jej w uszach. Obezwładniona cierpieniem zdawała sobie sprawę, że po‑ winna pójść do psychiatry, jednak nie była w stanie ruszyć się z łóżka, a nawet zatelefonować. Ucieszyła się, gdy odezwała się jej komórka. Dzwonił Bazyli. – Paulino, co się stało, że nie przyszłaś do redakcji? – spytał z udanym niepokojem. – Bardzo źle się czuję – odpowiedziała grobowym tonem. – Ledwo żyję, a najgorsze, że słyszę jakieś plugawe głosy. 19 Odkryłam na przedramieniu ślad po strzykawce i pomyśla‑ łam, że… to ty wszedłeś do mnie w nocy i wstrzyknąłeś mi jakieś świństwo – wypaliła prosto z mostu. – Jak mogłaś mnie o coś takiego posądzić! – oburzył się. – Zaraz do ciebie przyjadę. W krótkim czasie był u niej. – Pomogę ci się ubrać i pojedziemy do kliniki psychiatrycz‑ nej – rzekł zatroskanym tonem. Jak zahipnotyzowana ubrała się przy jego pomocy i zrezy‑ gnowana dała się zawieźć do szpitala. W czasie jazdy zatykała uszy rękami, gdyż w jej mózgu regularnie w kilkuminutowych odstępach odzywały się głosy bluzgające obrzydliwymi wy‑ zwiskami, raniąc jej szare komórki. Gdy znaleźli się na miejscu, potulnie wyszła z samochodu i udała się z nim do izby przyjęć. Zielonowłosa lekarka, po rozmowie z jej towarzyszem, o nic jej nie spytała, tylko za‑ prowadziła do jednej z sal, gdzie znajdowały się dwa łóżka. Paulina przypomniała sobie, że po zaaplikowanym przez pielęgniarkę zastrzyku natychmiast usnęła, a kiedy się obudzi‑ ła, usłyszała głos swojego rzekomego brata, po czym stanęły jej przed oczami te ponure obrazy z dzieciństwa. „Muszę to wprowadzić do powieści” – postanowiła. „Ale… jeśli nie zostałam zatruta, tylko jestem schizofreniczką, to nie wiadomo, czy będę w stanie ją napisać” – zmartwiła się. Gdy zastanawiała się nad tym, w jej niezwykłym mózgu wymazane obrazy tragicznego dzieciństwa zostały odtwo‑ rzone i przesuwały się w błyskawicznym tempie. Nim zapadł zmrok, miała już zakodowaną w świadomości połowę książki i jej roboczy tytuł: Bezkarni zbrodniarze. 20
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Bezkarni zbrodniarze
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: