Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00141 005866 15941025 na godz. na dobę w sumie
Biała Gwiazda - ebook/pdf
Biała Gwiazda - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 144
Wydawca: My Book Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7564-194-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> fantasy
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Wychowanka elfów i zakochany w niej rycerz z nieistniejącego zakonu. Rozdzieliła ich paskudna intryga na królewskim dworze. Połączy cudzoziemski pirat, nieoczekiwanie z wroga stający się sprzymierzeńcem w walce z siłami, z których potworności żadne z nich nie zdawało sobie sprawy...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

PROLOG W czasie gdy niemal wszystkie zachodnie krainy, jedna po drugiej, ulegały podbojom Serenów, zwycięskich najeźdźców ze Wschodu, jedna Nemrovia stawiła im skuteczny opór. Jako wy- spa narażała się w ten sposób na ryzyko odcięcia od wymiany handlowej ze stałym lądem, toteż wszystkie znajdujące się na niej królestwa, czy to ludzi, elfów, czy krasnoludów, zawiązały niefor- malny sojusz. Na mocy układu powołano do istnienia Zakon Białej Gwiazdy, zrzeszający rycerzy wszelkich maści i narodowości, któ- rych jednoczył jeden cel: wypędzenie znienawidzonych konkwista- dorów z powrotem tam, skąd przyszli. Zhierarchizowana struktura Zakonu, jak w regularnym wojsku, przedstawiała wysoki poziom wyszkolenia, a nie było tam ograniczeń pochodzenia czy majątku, toteż służba w jego szeregach stanowiła doskonałą alternatywę dla tych walecznych ludzi oraz przedstawicieli innych ras, którzy nie widzieli dla siebie perspektyw we własnych rodzinnych stronach. Z tego powodu Zakon posługiwał się własnym honorowym kodek- sem rycerskim, który musiał zaakceptować każdy, kto do niego do- łączał, bez względu na to, z jakiego plemienia pochodził. Musiał więc być możliwy do zaakceptowania dla wielu, skoro szeregi tej organizacji rosły, a bracia zyskiwali wdzięczność kupców i ich kom- panii handlowych, których interesów bronili przed Serenami oraz dzikimi koczownikami z puszcz pomiędzy stolicą Serenii, Ekinef, a Aynaspą, z której było najbliżej do Nemrovii, na lądzie i morzu. Złą sławą cieszyli się natomiast wśród swych wrogów, z którymi to- czyli wojny podjazdowe, coraz bardziej wysuwając się na wschód. Toteż rodziły się przeróżne spiski, mające na celu ich wyelimino- wanie. Nie było to takie proste, gdyż rycerze Zakonu nie nosili 3 wyróżniających ich szat, a jego rozproszeni członkowie byli nie- mal wszędzie – na dworach królewskich, w majątkach szlachetnie urodzonych, wśród zwykłych wojaków, cywili, a nawet na wsiach. Serenowie jednak uderzyli – jednej nocy zaatakowali w wie- lu miejscach. Ich wywiadowcy zdobyli wiadomości o niektórych z braci i urządzili na nich zasadzkę w ich własnych domach, aby przestraszyć pozostałych. Jednym z nich był kapitan Lornac, który w pojedynkę powstrzymywał napastników na tyle długo, aby jego żona zdołała ujść z ich kilkuletnią córeczką. Ailing, w której żyłach płynęła krew elfów, postanowiła w osta- teczności wysłać małą Gilmenę do swoich pobratymców, gdzie po- winna być bezpieczna. Została jednak dostrzeżona – jasnowłosa, ubrana na biało, lśniła niczym księżyc na nocnym niebie – i ruszo- no za nią w pościg. Jako żona członka Zakonu, również do niego należała, choć nie było to regułą. Natomiast wszyscy członkowie rodzin braci byli objęci przezeń ochroną. I właśnie w tym Ailing dostrzegała szansę dla swego dziecka, gdyby małej nie udało się do- trzeć na miejsce. Ona sama, choć niepewna losu męża, postanowiła walczyć o ocalenie, wierna regule Zakonu. Sereni mieli śmigłe konie, ale jeszcze szybsze strzały, a ich ko- czowniczy styl życia na pustyni sprawił, że posługiwali się łukiem niebywale biegle. Ranna elfka została niebawem otoczona i zmu- szona do walki z siodła. Ponieważ chroniła dziecko, nie była w sta- nie oprzeć się przeważającej sile przeciwnika. Czując zbliżającą się śmierć, zdjęła z palca pierścień z wizerunkiem nietoperza, dowód przynależności do Białych Gwiazd, i dała go swej córce z przykaza- niem, aby go nie zgubiła, po czym klepnęła konia i niebawem kary rumak z przywiązaną do niego dziewczynką znikł w mroku nocy. Kilku napastników rzuciło się za nim, ale Ailing zmusiła ich walki ze sobą. Nie zauważyła więc, że jeden z oprawców posłał za małą obłok czarniejszy od otaczających ich ciemności, który niestety tra- fił cel. U ludzi na pewno powodował śmierć na skutek uszkodzenia mózgu, na zwierzęta (lub elfy) jego wpływ nie był ustalony. W ostatnich chwilach elfka otworzyła swój umysł, aby za po- mocą myśli pokazać Gilmenie drogę, którą powinna się udać. Nie 4 wiedziała jednak, czy jej przekaz trafił do adresatki, gdyż przestała widzieć i odczuwać cokolwiek. – Gówniara zwiała! – warknął ten z Serenów, który zabił Ailing. – Gońmy ją! – Nie musimy – odparł mu inny, wyglądający na ich przywód- cę. – Niedaleko odjedzie. Nie zagrażają nam elfickie dzieci, tylko ich rodzice, a to mamy już z głowy. Ten bachor nawet nie zdąży dorosnąć. Wkrótce dzikie zwierzęta zajmą się nią i jej koniem. 5 Rozdział I UTRACONA MIŁOŚĆ Po okresie równym przeminięciu dwóch pokoleń ludzkich Nem- rovia jako jedyna pozostała wolnym krajem. Aby odciągnąć od siebie niebezpieczeństwo, król Nadian postanowił wysłać swe woj- ska na Aynaspę, najbliższy południowym brzegom wyspy półwy- sep, i wydać wojnę Serenom na terytorium dopiero niedawno przez nich podbitym, a więc na którym jego wpływy były mniejsze. Każ- dy liczący się klan poczytywał sobie za punkt honoru wysyłać tam swoich przedstawicieli. Również Leunad, namiestnik północnej pro- wincji Abotina, pożegnał swego starszego syna. Mirnar, wysoki, barczysty, dysponujący siła zapaśnika, był dumą rodu. Urodzo- ny przywódca, szedł przez życie przebojem, w czym pomagał mu urok osobisty. Ojciec liczył, że właśnie z kręgów najbliższych wład- cy przywiezie sobie żonę. Ten jednak nadal pozostawał kawalerem, tak samo jak jego młodszy brat. To się jednak wkrótce miało zmie- nić, właśnie za sprawą Faelina, drugiego w kolejności spadkobiercy namiestnika. Jego matka umarła, gdy był małym chłopcem, a po- nieważ im był starszy, tym bardziej stawał się do niej podobny z oblicza i pełnych gracji ruchów, boleśnie przypominał ojcu tę stratę. Leunad nie mógł się przemóc w stosunku do niego, aże- by nie okazać słabości, uczynił go więc dowódcą straży granicznej. W ten sposób trzymał go z dala od dworu. Nie było specjalnym sekretem, że Faelin niejako przy okazji zacieśniał stosunki z elfa- mi, do których ludzie odnosili się nieufnie, z wzajemnością zresztą. Młody dowódca nie narzekał na swój los, zwłaszcza odkąd spo- 6 śród elfów przywiózł sobie narzeczoną, a raczej, jak z przekąsem zauważył namiestnik, dziewczynę, z którą podobno gdzieś tam się zaręczył. – Ta dziewczyna będzie sprawiać nam tylko mnóstwo kłopo- tów – uważał. Jego zdaniem Sirana – tak brzmiało imię wybranki Faelina – reprezentowała typ kobiety podobnej do jego zmarłej po- łowicy, zbyt delikatnej na żonę dla żołnierza. Przedstawiała sobą wartość jedynie w okresie pokoju, niezdolna do oparcia się wszelkim życiowym burzom. Ponieważ jednak jego syn również preferował księgi i przebywanie w towarzystwie światłych mężów niż polowa- nia czy strzelnice, choć konno jeździł wybornie, szermierzem był zawołanym, a pływał jak ryba, toteż ojciec uznał, że dobrze się dobrali – jak przegrany z przegraną, podsumował gorzko. Wkrót- ce począł zastanawiać się, w jaki sposób pozbyć się niewygodnego gościa, a jednocześnie nie narazić swego rodu na zemstę elfów. Tymczasem Sirana była ozdobą dworu; kiedy grała lub śpie- wała, nikt nie śmiał jej dorównać, choć wielu dziwiło się, że na- rzeczona ich pana tańczy z dwórkami. Uczucia młodych niebawem miały zostać wystawione na próbę, gdyż przestraszeni pojawieniem się Serenów ludzie, zwłaszcza z okolic nadmorskich, coraz częściej wraz z całym swym dobytkiem przenosili się do miast, a zadaniem ludzi Faelina było chronić te karawany. Całymi dniami nie pojawiał się w domu, nawiązując współpracę z sąsiednimi prowincjami i two- rząc z nimi linię obrony w celu odparcia najeźdźców. Aby wypełnić sobie czas oczekiwania, Sirana oddawała się typowo kobiecym za- jęciom, wśród których prym wiodły kądziel i igła, lub też wypusz- czała się na długie, konne przejażdżki, zwykle w towarzystwie kilku dwórek, aby nie posądzono jej o niemoralne prowadzenie się przed ślubem. Miała powody, by się tego obawiać, gdyż jednego dnia Se- lig, młody ambitny kadet, nie odstępował jej na krok. Należał do świty towarzyszącej jej i Faelinowi, ale tym razem w jego obecno- ści czuła się wyjątkowo niezręcznie, dlatego dziękowała w duchu za towarzystwo innych. Nie wszyscy mogli trzymać swe wierzchow- ce w stajni przeznaczonej dla tych należących do szlachty, a że z przejażdżki wrócili wyjątkowo późno, Sirana tym sobie tłuma- czyła nalegania Seliga, aby odprowadzić ją na miejsce. On sam 7 zostawił swego rumaka w koszarach pod bramą miasta. Zastrzegła jednak, aby poszedł z nią tylko do wrót stajni. Tymczasem Selig wszedł za nią do środka, najwyraźniej nie rozumiejąc, że Sirana nie życzy już sobie jego towarzystwa. Przyprowadziła swego konia do jego boksu i zadbała o jego wygody, pozornie nie zwracając uwagi na Seliga. Natomiast na niego jej chłód działał dokładnie odwrot- nie. Przyciągnął do siebie dziewczynę, a ona nawet przez materiał sukni czuła jego rozpalone dłonie. – Czyż nie domyślasz się, co do ciebie czuję, wychowanko el- fów? – wypalił; dawno skrywane namiętności znalazły ujście tego wieczora. – Dlaczego nie dasz mi szansy, abym cię kochał? Strąciła jego ręce ze swych barków. – Ponieważ moje serce należy do innego. Selig zadrżał; wiedział, o kim mówiła. Przywiązanie do dowódcy walczyło w nim z egoistyczną miłością własną. Jednak był przede wszystkim rycerzem, nienawykłym do wymuszania czegokolwiek na kobiecie siłą. Toteż odwrócił się i skierował ku wyjściu. W progu raz jeszcze spojrzał na smukłą figurkę, znieruchomiałą pośrodku stajni. – On cię opuścił. Wiesz dobrze, że powinien pojąć za żonę ko- bietę równą sobie. – Wyjdź, Seligu. – Ja ci mogę zaofiarować moją miłość, ramię, dom. Wszystko, zawsze i wszędzie. – Wyjdź – powtórzyła. Słów tych pożałowała w chwili następ- nej. Bowiem gdy tylko Selig przekroczył próg stajni, za jego plecami jakaś postać wyskoczyła z cienia, gdzie nie padało światło latarni, i chwyciwszy zaskoczonego młodzika zapaśniczym chwytem, drugą ręką błyskawicznie przebiła go mieczem. Selig zakrztusił się własną krwią i padł na ziemię. Z ust Sirany wyrwał się dźwięk przypominający krzyk me- wy. Takie skrytobójstwo wydało jej się tak nieprawdopodobne tu, w zamku w Abotmar, że nie pomyślała o obronie własnej. Ze szlo- chem przypadła do Seliga i ułożyła jego głowę na swych kolanach. Już konał; zwrócił tylko na nią gasnące spojrzenie, a jego ręka 8 drgnęła, jakby chciał coś wskazać. Zaraz jednak opadła bezwład- nie. – Będziesz po nim rozpaczać? – usłyszała za plecami. Stał tam Thur, dowódca straży miasta; z tego, co wiedziała – pupilek Leu- nada, który dla namiestnika (i kariery) zrobiłby wszystko. Nie była zdolna przemówić. – Oto wiadomość od mego pana dla ciebie, mała wydro. Jutro o świcie znajdą jego ciało. Parę osób dostrzeże, jak prałaś swą suknię z krwi – tu wyczyścił ostrze o jej szatę. – Za mord płaci się gardłem nie tylko w Abotinie, ale i w całej Nemrovii. Sąd wyda wyrok i wykona go, zanim twój ukochany Faelin powróci. – Nie. . . – wreszcie odzyskała głos. – Zaprzeczę. . . – I któż uwierzy obcej przybłędzie? Zbyt wielu widziało, jak dziś cały dzień Selig zalecał się do ciebie, a ty go odtrącałaś. Motyw jest jasny – chciałaś zamknąć usta natarczywemu kochankowi, aby Faelin o niczym się nie dowiedział. Sirana wiedziała, że nie były to czcze pogróżki. Pytanie po- winno bowiem brzmieć: komu uwierzy Faelin? Ojcu, którego znał całe życie, czy jej – kobiecie, którą pokochał, ale która była obca jego rodakom? Jak mogła go zmuszać do wyboru między rodziną a sobą – dwiema miłościami? Co mam robić? – pytała samą siebie. Niechcący powiedziała to głośno. – Możesz pozostać w mieście, gdzie czeka cię sąd i śmierć. Ale znaj łaskę Leunada. Możesz też w tej chwili ruszyć precz z Lah i nigdy doń nie powrócić. Ja ukryję zwłoki tak dobrze, że będą musieli wszcząć śledztwo co do jego zaginięcia. . . To da ci wystar- czająco dużo czasu na ucieczkę. Będziesz zbiegiem, ale żywym. To chyba dla ciebie nic nowego? – zakończył kpiącym tonem. Dotknął jej włosów, by odsłonić spiczaste elfickie ucho. – Co wybierasz? Miłość czy wolność? Nie wiedziała, jak długo siedziała na zimnych kamieniach, z cia- łem Seliga w ramionach. Przez łzy ledwo widziała twarz rycerza. Poczuła, jak gdyby mroczny cień, głębszy od nocy, wokół siebie. Powróciło wspomnienie czarnego tchu z dzieciństwa. Zmusiła się do działania, aby odeprzeć zmory. Noc upływała. Nie miała czasu na powrót do swej komnaty; co 9 zresztą miałaby stamtąd zabierać? Wszystko, co było jej niezbęd- ne, miała przy sobie. Ściągnęła tylko kaptur na głowie i otuliła się mocniej płaszczem, jakby ją coś zmroziło. Kiedy wróciła do stajni po konia, Thur wiedział już, co postanowiła, gdyż zajął się uprząt- nięciem ciała Seliga. Uśmiechnął się pogardliwie, kiedy mijała go kłusem, znikając jak duch w mroku krętych uliczek. – Zamknę za tobą wrota! – parsknął. Zjeżdżając w dół, Sirana przyspieszała. Stukot końskich kopyt na bruku rozdzierał w jej uszach nocną ciszę niczym trzaski bata. Wartownicy przy bramie rozpoznali ją, toteż przepuścili bez trudu. Skierowała się na północ, w stronę Szarego Lasu. Dar Rzeki udawa- ła się do jedynego domu, jaki znała, gdzie ją wychowano i nauczono wszystkiego, co pamiętała – do Ostel. Po dwóch dniach wyczerpującej jazdy przekroczyła granice Abotiny. Strażników się nie obawiała, gdyż jakkolwiek byli bie- gli w rycerskim rzemiośle i znali teren, to jeszcze żaden człowiek nie dorównał elfowi w sztuce kamuflażu. Następnego ranka dotarła do portu w Ari. Jeśli chciała jak najszybciej dotrzeć do swoich, powinna wybrać drogę morską, gdyż nie miała innego sposobu na uniknięcie ludzkich siedzib, a obawiała się listu gończego rozesłane- go za nią po całej wyspie. Tam wsiadła na pierwszy statek, którego kapitan zgodził się ją zabrać wraz z koniem. Miała też nadzieję, że szum morskich fal wpłynie kojąco na jej umysł i pozwoli jej myślom płynąć swobodnie, lecz bystro jak potok, a nie rwać się, natrafiając na przeszkody, by zupełnie stracić nurt. Tymczasem jedyne co jej przychodziło do głowy, to porównanie swego życia do wzburzonych fal, rozbijających się o skalisty brzeg. Wysiadła na najbliższym postoju, gdyż na dłuższą żeglugę nie starczyło jej pieniędzy. Odtąd pozwalała sobie tylko na krótkie po- pasy, jakby trawiła ją gorączka. Ukrywała się po lasach, korzystając z gościnności faunów i driad, ale wiedziała, że nie powinna jej nad- używać, gdyż leśny ten ludek z reguły nie wtrącał się w sprawy innych plemion, nie chciała go więc narazić na niebezpieczeństwo. Odnosiła wrażenie, że otoczenie odzwierciedla stan jej ducha: drze- wa strącały na zimę pożółkłe liście, bez nadziei na powrót w nie 10 życia, tak jak ona traciła nadzieję na spełnienie swej miłości. A kie- dy zabrakło na nich liści, nagie gałęzie drętwiały pod wpływem co- raz bardziej dających się we znaki mrozów. Dopiero śnieg otuli je puszystą kołderką, aby pod nią wciąż krążyły życiodajne soki. Cze- kały wiosny, by na nowo pokazać swą siłę. Tyle że Sirana uważała się za zbyt słabą, by tego doczekać. Bardzo pragnęła móc oprzeć się wichurom losu. Ale do tego potrzeba dobrego zakorzenienia, a ona go nie miała. Po dwóch tygodniach wędrówki, z której najbardziej cieszył się Angus, dotarła do gór, zwanych przez ludzi Krańcowymi, jako że nigdy nie udało im się ich przekroczyć. Drogę przez nie znały tylko żyjące tam krasnoludy i te z nielicznych elfów, które za nimi za- mieszkiwały. Te pierwsze, z natury harde i podejrzliwe, w związku z nieustannymi potyczkami z dzikimi monstrami, które pojawiły się wraz z podjazdami Serenów, uczyniły ze swych skalnych korytarzy istną twierdzę. Dziewczynę przyjęły jednak życzliwie, rozpoznając w niej tę, którą wiele lat wcześniej znalazły jako małą dziewczynkę, bez przytomności i bez pamięci. Z tego względu oddali ją Mano- sowi i Taril, którzy jako władcy sąsiadujących z nimi elfów i ich przyjaciele, cieszyli się wśród nich wielkim szacunkiem. Do tego stopnia, że dali nawet Siranie niewielką eskortę. Ci towarzyszyli jej cały dzień i całą noc, aż odprowadzili ją do swych granic. Świt przywitał ich szumem wodospadu. Kiedy wyszli zza grzmiącej wody, ujrzeli już Ostel, krainę elfów, różową od blasku wschodzącego słońca, zieloną od lasów i błękitną od wód, któ- re można było dostrzec gdzieś na horyzoncie, jeśli się wiedziało, w którą stronę patrzeć. Tam Siranę i jej towarzyszy powitało kilka postaci, wyglądających jak cienie we mgle spowijającej królestwo elfów, z ich wkomponowanymi w drzewa domami, które nocą roz- świetlały lampiony niczym setki gwiazd. To tu Sirana czuła się jak w domu, gdyż innego nie znała. Natychmiast padła na swe dawne łoże, a poduszka niebawem zwilgotniała od jej łez. Leżała plecami do drzwi, dlatego nie zauważyła wejścia Mano- sa. Wyższy do niej, przewodził wspólnocie elfów, ukrytej na tej nie- dostępnej wyspie. Świadczyły o tym jego bogato wyszywane w ro- ślinne wzory szaty i ich wyszukany krój. Ciemne włosy opadające 11 mu na ramiona sprawiały, że w wyjątkowych chwilach jego twarz jaśniała jak gwiazda na nocnym niebie, teraz jednak przypominała ponury jesienny zmierzch. – Wróciłaś, Nimel – odezwał się po dłuższej chwili. Dopiero wówczas odwróciła się i wyciągnęła ku niemu ręce, szukając po- ciechy. Manos usiadł przy niej na łóżku i przytulił ją jak ojciec, którym był dla niej w istocie. Łkając, opowiedziała mu wszystko, nie tając żadnego wydarze- nia owej najstraszniejszej nocy jej życia. Została cierpliwie wysłu- chana i zrozumiana, a na tym w tej chwili niezmiernie jej zależało. – Poczułam się taka bezsilna – dodała na zakończenie – dlatego uciekłam. Dlaczego nie jestem w stanie walczyć nawet o to, co jest dla mnie najważniejsze? Nienawidzę samej siebie za to, że nie potrafię mówić innym „nie”, kiedy trzeba, nienawidzę siebie za tę słabość. – Nimel, możesz nie cierpieć jakiejś cechy swego charakteru, ale nie mów o nienawiści; jest to bowiem najbardziej destrukcyjne uczucie, którego obyś nigdy w pełni nie poznała. . . – Poznałam, już poznałam! – W ruch poszły pięści. – Skoro tak mówisz i tak się zachowujesz, to chyba wiesz, co chcę ci teraz powiedzieć. Spróbuj zwalczyć w sobie tę najgorszą ce- chę. Pracuj nad nią. Dopiero gdy ci się to nie uda, będziesz musiała nauczyć się z nią żyć. – Ale ja właśnie walczyć nie umiem! – Ach tak, twój instruktor mówił mi, że wzdragasz się podnieść rękę na jakąkolwiek żywą istotę. . . Nie jest to wada, albowiem życie należy szanować. Jednak do tej reguły są wyjątki i musisz okazać żelazną wolę w ich obliczu. Porozmawiam z Emolasem i przekonam go, aby wznowił z tobą lekcje fechtunku, jeśli czujesz się na to gotowa. Dziewczyna poderwała się z miejsca, ocierając łzy, które wydały jej się niegodne wojowniczki. 12
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Biała Gwiazda
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: