Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00353 005354 15692055 na godz. na dobę w sumie
Bizarro dla początkujących - ebook/pdf
Bizarro dla początkujących - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 170
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3493-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> science-fiction
Porównaj ceny (książka, ebook (-10%), audiobook).

Bizarro – nowy gatunek literacki, który zbombarduje Twój mózg i storpeduje umysł. Teksty czerpiące z tradycji kultowego kina grozy, surrealizmu i klasyki czarnego humoru spod znaku Vonneguta wprowadzą Cię w odmienny stan świadomości już po przeczytaniu kilku akapitów.

Zawarte w tej antologii opowiadania są jazdą po bandzie literackich konwencji i pokazaniem środkowego palca niedowiarkom: baśń, splatterpunk, dilerskie fantasy, autoerotyczne science-fiction, shorty o paranoikach, awangarda, groteska i porno-horror.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Bizarro dla początkujących: Antologia opowiadań wydanie II, 2012 Redakcja / Korekta Marcin Kiszela Skład i łamanie Wojciech Jan Pawlik, www.pawlik.es Projekt okładki Patryk Kuleta ISBN: 978-83-272-3493-3 Copyright ©2011 by Bartosz Czartoryski Copyright ©2011 by Aleksandra Zielińska Copyright ©2011 by Adrian Miśtak Copyright ©2011 by Rafał Kuleta Copyright ©2011 by Krzysztof Maciejewski Copyright ©2011 by Krzysztof T. Dąbrowski Copyright ©2011 by Kazimierz Kyrcz Jr Copyright ©2011 by Dawid Kain 11 PRZYKAZAŃ: -------------- przede Mną, Boga twego nadaremno, święcił, 1) Nie będziesz miał Bogów cudzych 2) Nie będziesz brał imienia Pana 3) Pamiętaj, abyś dzień święty 4) Czcij ojca twego i matkę twoją, 5) Nie zabijaj, 6) Nie cudzołóż, 7) Nie kradnij, 8) Nie mów fałszywego świadectwa 9) Nie pożądaj żony bliźniego twego, 10) Ani żadnej rzeczy, która jego jest (nawet jeśli to antologia „Bizarro dla początkujących”) 11) Czytaj horrory!* przeciw bliźniemu twemu, *(a zwłaszcza bizarro) Bartosz Czartoryski Lokalizacja: Dolny Śląsk Styl bizarro: mistrzowski brak stylu Publikacje: gdzie się da, głównie w Wordzie Opis: krytyk filmowy, tłumacz literacki, renesansowy człowiek orkiestra. Podobny zupełnie do nikogo Wpływy: nadal czeka na przelew OTO DOM, BIM BAM BOM Przeczucie. Zazwyczaj przychodzi samo, nieproszone. Łapie za ramię i szarpie nami, aż nie opędzimy się od niego jak od niezno- śnej, brzęczącej koło ucha muchy. Chwyta za żołądek i ściska go lepką dłonią. Dzisiejszej nocy odwiedziło po cichutku Marysię, budząc ją ze snu delikatnym szarpnięciem. Lekki wietrzyk z uchylonego okna zmroził krople potu na jej karku. Usiadła na łóżku i opu- ściła stopy na podłogę. Drewno było zimne, w piecu już dawno wygasło. Dźwignęła się i rozpoczęła marsz ku drzwiom. Zaraz za nimi, naprzeciwko, śpią rodzice; opowie im więc o nocnym gościu. Chwyciła za klamkę i nacisnęła ją. Gdy tylko przestąpiła próg, rozdzwonił się stojący w kory- tarzu telefon. Tata zawsze powtarzał, że jeśli aparat odzywa się w środku nocy, nie może to być nic dobrego, bo normalni ludzie o tej porze śpią. Po dwóch sygnałach pozostał milknący z wolna pogłos przeraźliwego dzwonka. Tik–tak. Tik–tak. A cóż to znowu? Marysia szybszym krokiem przebyła drogę do sypialni mamy B A R T O S Z C Z A R T O R Y S K I i taty, i bez pukania weszła do środka. Ale w pokoju nie było niczego. Nie nikogo. Niczego. 5 Bo ktoś przecież był. W pustym, otoczonym czterema ścianami pomieszczeniu stał kościsty mężczyzna, nieco podobny do zmarłego dziadka Marysi, którego znała jedynie z fotografii. Tik–tak. Tik–tak. Chudzielec powtarzał pod nosem swoją mantrę. – Dziadku? – zapytała nieśmiało Marysia i dygnęła grzecznie, kiedy mężczyzna odwrócił głowę w jej stronę. – Gdzie mama i tata? Tik–tak. Tik–tak. Odmierzane spierzchniętymi ustami sekundy mijały. – Dlaczego tak robisz? Co ty mówisz? Tik–tak. I cisza. Pan, który zamieszkał w sypialni rodziców, uniósł z niedowie- rzaniem brwi. – Tik–tak. Przecież jestem zegarem. – Zegarem? – roześmiała się Marysia. – Ale to śmieszne, dziadku! – Ding dong. Już czas. Bim bam bom. – Dziaku, przestań tak robić. – Dziewczynka śmiała się do roz- puku, a cały dom wtórował jej, trzęsąc się w posadach. Wschodnia część budynku, jakby w odpowiedzi na harce Ma- rysi, dźwignęła się nagle z posad i ociężale wyprężyła grzbiet. Nie trzeba było długo czekać, aż w jej ślady poszła zachodnia, przeciągając się leniwie jak kot. Marysia podeszła do okna, podekscytowana niesamowitością spektaklu. Nie posiadała się z radości, widząc, że jej dom – jej własny dom! – na ceglanych nogach podąża w stronę miasta, przechylając się raz na prawo, raz na lewo. 6 Zapominając zupełnie o Zegarze, nadal niestrudzenie odmie- rzającym kolejne sekundy, godziny i minuty, wpatrywała się w jaśniejące w mroku gwiazdy, ułożone w dziwaczny, pięciora- mienny wzór i wyczekiwała spotkania z wysokimi blokami, bu- dzącymi się z drzemki. * Budowlany gwałt trwał w najlepsze, lepka zaprawa tryskała na ceglane ściany domów, wielką płytę wieżowców i szklane cielska drapaczy chmur. Piwnice rozchyliły szeroko swoje fundamenty i ochoczo przyjmowały kolejnych gości. Wille pozrzucały da- chówki w obłąkańczym, ekshibicjonistycznym akcie. Betonowe pazury orały papę mniejszych chatek, w powietrzu unosił się za- pach azbestu i tynku, a cała okolica aż huczała od brzęku tłuczo- nych szyb. Okienne ramy prężyły drewniane grzbiety. Jedynie plastiki topniały, palone żarem własnej namiętności. Skoro lalki się bawią, ludzie się bawią, koty się bawią i psy też się bawią, to czemu domy miałby się nie bawić? Marysia zastanawiała się nad tym jedynie krótką chwilę, bie- gając od okna do okna w swoim własnym, biegnącym w stronę miasta, domu. Szybko, szybciej, coraz szybciej, jeszcze szybciej! Za chwilę uderzą w parterowy budynek kliniki dentystycznej! Dom Marysi wyprężył dumnie ganek i z impetem wpadł w górne piętro prostokątnego kloca z cegły. Poruszając się mia- rowo w przód i w tył, to wpychał, to wyjmował składające się na ganek daszek i kilka schodków z otwartego okna kliniki. Dziewczynka zrozumiała, że to koniec jej podróży. Czas zejść na dół i z żabiej perspektywy podziwiać tę miejską rozpustę. Ma- 7 rysia nie znała oczywiście takiego słowa, ale gdyby znała, z pew- nością by go użyła. Rozpusta. Gwałt. Jebanie. Pieprzenie. Pierdolenie. Orgia. Oral. Anal. Cipa. Dupa. Cycki. Fiut. Kurwa. Chuj. Kutas. Sperma. Jaja. Niektóre z nich słyszała, innych nie; niektóre rozumiała, in- nych nie, ale wszystkich nauczy się pilnie, jak każda mała dziew- czynka, która chcę urosnąć i wreszcie stać się duża. Ciekawska mała szła chodnikiem, ulicami, alejami i bocznymi dróżkami. Domy, bloki, wieżowce i drapacze chmur nie zwraca- ły na nią uwagi, ale czy ona zaszczyciłaby choćby spojrzeniem pełzającą u jej stóp glistę? Rozpierała ją radość, choć nie była do końca pewna, czego właściwie jest świadkiem. Małe ludzki wyskakiwały z krzykiem z okien wysokich biu- rowców i roztrzaskiwały się o ziemię niczym skoczkowie nurku- jący w pustym basenie. Żadne osiedle nie dbało o swoich lokatorów: podłogi wyślizgiwa- ły się spod stóp babcinych kapciuchów, sufity biły po łbach nawet tych, którzy przycupnęli spokojnie w kącikach swoich mieszkań, a ściany rzucały oszalałe kawałkami gipsu, tak jak wściekła żona, która przyłapała męża na zdradzie, ciska w niego talerzami. Marysia zatrzymała się, ze zdumienia otwierając usta na wi- dok swojej podstawówki, pogrążonej w kopulacyjnym uścisku z przedszkolem. Przybytki edukacyjne pierdoliły się tak zaciekle, aż brzęczały metalowe numerki zawieszone na haczykach szatni. * Marysia przechadzała się po pobojowisku. Budynki leżały po- kotem, powoli zastygając w pokracznych pozach, by już nigdy nie zbudzić się z kamiennego snu. Koniec świata. 8 Niczego już nie będzie. Domy, jak to domy, były bezpłodne i nawet te, które jeszcze oddychały, nigdy nie zrodzą małych, parterowych szeregowców, ani nawet kawalerskich klitek. Kolejni ludzie wygrzebywali się spod gruzów. Mógł ich uratować już tylko kredyt mieszkaniowy. 9 WIEDŹMA B A R T O S Z C Z A R T O R Y S K I Widywał ją czasem, jak przechadzała się w tę i we w tę, od przy- blokowych działek do osiedla. Ona, wiedźma. Tak wołali na nią koledzy z podwórka, tak wołał i on. Wiedźma. Stara, pomarszczona, opatulona szczelnie chustą, swoim żół- wim tempem pełzła gdzieś rano i wieczorem. Od niedawna, kiedy wstawało słońce, budził się niejako wbrew so- bie, wiedząc, że właśnie teraz będzie przemierzała tę samą ścieżkę, co każdego dnia. Nawet gdy nie miał szkoły, wyrywał go ze snu niewi- dzialny budzik, wmontowany gdzieś głęboko w głowie, nie dający się nakręcić ani przestawić. Zrezygnowany wstawał z łóżka, gramolił się z pościeli wiedząc, że zobaczy to samo, co każdego dnia. Ona, wiedźma, podążająca w stronę działek. Nie wiedział dlaczego nieistniejący „ktoś” potrząsał jego ramie- niem tylko po to, by rzucił okiem pod uniesioną roletą. Potem kładł się spać, lecz po drugim przebudzeniu zawsze i tak pamiętał to pierwsze i jej przygarbioną sylwetkę znikającą za furtką. Dziś, gdy otworzył oczy, poczuł się nieswojo, jakby coś mu zabrano. Wstał z łóżka z poczuciem narastającej konsternacji. Gdy jego stopy dotknęły puszystego dywanu, spojrzał na zegar ścienny z Supermanem, wskazujący dwadzieścia po dziewiątej. 10 Zerwał się na równe nogi z myślą, że spóźni się do szkoły. Wo- łając matkę, zaglądał do każdego pokoju, jednak nie znalazł ni- kogo. Jego malutkiej siostry również nie było ani w kojcu, ani w wózeczku. Może wyszły na spacer? Rzucił okiem na kuchenny stół w poszukiwaniu jakiejś kartecz- ki lub śniadania, które matka zwykła dla niego zostawiać. Czemu wychodząc, nie obudziła go? Przecież wiedziała, że musi iść do szkoły. Zerknął na kalendarz – może zapomniał, że dziś wolne? Wtorek. Nie przypominał sobie, by pani mówiła coś o zwolnieniu z lek- cji. Tak czy inaczej, ubierze się i wyjdzie z domu, przecież szkoła jest zaledwie kilka kroków stąd. Naciągnął bluzę oraz spodnie. Zapakował książki i zeszyty do plecaka. Czuł się dziwnie, po raz pierwszy wychodząc bez śnia- dania, ale jeszcze bał się samemu sięgnąć po nóż; dopiero za ty- dzień miał skończyć osiem lat i mama obiecała, że wtedy nauczy go jak porządnie robić kanapki. Zdjął z wieszaka smycz z kluczami, wyszedł za próg i zatrzasnął drzwi wejściowe. Niedawno widział ten straszny film, z klaunem. Właściwie podpatrzył tylko minutę, gdy rodzice oglądali, a on szedł do łazienki, lecz to wystarczyło, by teraz za każdym razem zbiegał sprintem na odcinku parter – drzwi do klatki, bojąc się, że klaun z zębami jak szable pochwyci go i porwie. Klauna jednak nie było. Nikogo nie było. Wyszedł z bramy w niemal namacalną ciszę. Słońce stało już dziwnie wysoko na niebie, oświetlając zaparko- wane samochody. 11 Mateuszowi zawirowało w głowie. Jak we śnie szedł powoli w stronę parkingu, obracając się na wszystkie strony. Bloki zdawały się wyższe niż wczoraj, a dzień jaśniejszy niż wszystkie inne letnie dni zebrane razem i zamknięte do pudełka. Cisza atakowała jego uszy, zmienia- jąc się w nieustający szum. Łzy spłynęły mu po policzkach i brodzie. Chciał krzyczeć, ale jednocześnie bał się zmącić per- fekcyjny błogostan, w jakim znalazł się świat. Łkając, zdezo- rientowany pobiegł przed siebie, byle tylko szybciej znaleźć się w miejscu, które tak dobrze znał. Szkoła. Drobne kamyki, którymi wysypane było podwórko, chrzęści- ły mu pod trampkami. Sprawdził zegarek. Dziewiąta czterdzieści pięć. Lekcja powinna zacząć się za pięć minut. Popchnął drzwi i wszedł w pusty korytarz. Zazwyczaj woźna wybiegała ze swojej kanciapy i darła japę na każdego, kto wcho- dził spóźniony. Dziś jednak Mateusza nie powitał ani znajomy krzyk starszej pani, ani odgłosy radości towarzyszące przerwie. Nikogo nie było. Trampki, w podeszwach których utkwiły co mniejsze kamycz- ki, stukały teraz jak obcasy pani od matematyki. Echo zanosiło ich rytmiczny stukot aż do odległych szafek, które odbijały i de- formowały dźwięki. Mateusz zatrzymał się, z głową pełną myśli, nie wiedząc, czy wszyscy zniknęli, czy tylko on się pojawił, nagle, tutaj, w świecie, w którym nikt nie mieszka. Nowy pomysł dodał mu skrzydeł. Wybiegł ze szkoły i skierował się do osiedlowego sklepiku, mo- dląc się w duchu, by był otwarty. Po przebiegnięciu tych dwustu 12
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Bizarro dla początkujących
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: