Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00259 005541 14681575 na godz. na dobę w sumie
Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach - książka
Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach - książka
Autor: , Liczba stron: 256
Wydawca: Sensus Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-246-5189-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia >> psychologia >> relacje damsko-męskie
Porównaj ceny (książka, ebook (-30%), audiobook).

Przeczytaj, zrozum, przemyśl - i stwórz dobry związek.


Zapraszamy do przeczytania wywiadu Renaty Mazurowskiej z Pawłem Droździakiem w grudniowym magazynie SENS.

Kolejnego wywiadu Pan Paweł Droździak udzielił autorowi bloga Książki (nie) tylko z górnej półki

Dlaczego w związku tak trudno się negocjuje - na ten temat m.in. Renata Mazurowska w Dzień Dobry TVN

Dlaczego mamy nierealne oczekiwania wobec partnerów i co się może stać, gdy nie podążamy za marzeniami? Tu znajdziecie zapis czatu na ONET.pl z naszą autorką Renatą Mazurowską

Zapraszamy do wysłuchania nagrania audycji w radiu TOK FM. O tworzeniu dobrych i trwałych relacji z autorami książki Renatą Mazurowską i Pawłem Droździakiem rozmawia Grzegorz Chlasta

Jak znaleźć właściwą osobę i od czego zależy powodzenie? Tym razem Autorzy książki gościli u Dariusza Bugalskiego w Klubie Trójki: posłuchajcie >>


Układanie relacji z ludźmi to jedno z największych wyzwań, jakie stawia przed nami codzienność. Subtelna sieć wzajemnych zobowiązań, emocji, naturalnych sympatii lub antypatii wpływa na nasze funkcjonowanie, odbija się na nastroju i w dużym stopniu decyduje o jakości życia. Jednak najważniejsze z naszych relacji dotyczą zaledwie kilku osób: partnerów życiowych, rodziców, dzieci. To one potrafią nas uszczęśliwić bądź unieszczęśliwić - i vice versa. Aby świadomie zbudować z nimi trwałe związki, satysfakcjonujące obie strony, czasem trzeba spojrzeć z dystansu i spróbować zdiagnozować przyczyny pojawiających się problemów.

 

Jak stworzyć dobrą i trwałą relację? Jak uniknąć wciąż powtarzanych błędów? Jak zmieniać - albo wręcz zrywać - niszczącą relację i nie narazić się przy tym na niepotrzebne huśtawki emocjonalne? Kiedy potrzebna jest terapia? Na te wszystkie pytania odpowiada Paweł Droździak, doświadczony psycholog i psychoterapeuta w rozmowie z Renatą Mazurowską, dziennikarką specjalizującą się w tematyce psychologicznej. Jeśli chcesz przyjrzeć się swoim własnym relacjom i spróbować je ulepszyć, musisz przeczytać tę książkę!

 

 

 

 

Każdą relację można ulepszyć!

 


Patroni medialni:

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli. Autor oraz Wydawnictwo HELION dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz Wydawnictwo HELION nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Redaktor prowadzący: Michał Mrowiec Redakcja: Lucyna Olszewska Projekt okładki: ULABUKA Fotografia na okładce została wykorzystana za zgodą Shutterstock.com Wydawnictwo HELION ul. Kościuszki 1c, 44-100 GLIWICE tel. 32 231 22 19, 32 230 98 63 e-mail: sensus@sensus.pl WWW: http://sensus.pl (księgarnia internetowa, katalog książek) Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres http://sensus.pl/user/opinie?blisko Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję. ISBN: 978-83-246-5189-4 Copyright © Helion 2012 Printed in Poland. • Kup książkę • Poleć książkę • Oceń książkę • Księgarnia internetowa • Lubię to! » Nasza społeczność Spis treħci Spis treħci Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o zwiĎzkach ......... 5 Wprowadzenie .................................................................. 7 Rozdziaã 1. Blisko, nie za blisko? ......................................... 9 Rozdziaã 2. Matka i córka — przyjacióãki czy rywalki? ..............19 Rozdziaã 3. Ojciec i córka .................................................31 Rozdziaã 4. Mój pierwszy, moja jedyna ................................49 Rozdziaã 5. Negocjacje w zwiĎzku ......................................67 Rozdziaã 6. Zawsze ta druga ..............................................95 Rozdziaã 7. Zamieniē ciē na lepszy model ........................... 115 Rozdziaã 8. Samotne rodzicielstwo ................................... 141 Rozdziaã 9. Zdrada musi mieĄ twarz .................................. 157 Rozdziaã 10. Drugie zwiĎzki plastrem na poprzednie? ............. 181 Rozdziaã 11. Zãy chãopiec. Nie potrafiē siē z nim rozstaĄ, a powinnam ................................................. 203 Rozdziaã 12. Bez ciebie umrē ............................................ 217 Rozdziaã 13. IJeby siē chciaão chcieĄ ................................... 225 Rozdziaã 14. Kiedy na terapiē? .......................................... 235 202 B l i s k o , n i e z a b l i s k o . T e r a p e u t y c z n e r o z m o w y o z w i Ď z k a c h Rozdziaã 11. Zãy chãopiec. Nie potrafiē siē z nim rozstaĄ, a powinnam czyli o tym, ije potrzeba akceptacji bywa silniejsza niij rozum „Zïy chïopiec”, zna pan takich? To oni owijajÈ sobie kobiety wokóï palca. Dlaczego bardziej nas, kobiety, pociÈga ktoĂ, na ko- go trzeba czekaÊ, o kogo trzeba zabiegaÊ, dla kogo siÚ zmieniamy, by staÊ siÚ tÈ jedynÈ? W zasadzie juĝ pani na to pytanie odpowiedziaïa — by staÊ siÚ dla niego lepszÈ, niĝ byïaby kaĝda inna. To w uproszczeniu. SiÚgajÈc gïÚbiej — ta postawa wynika z waĝnej wiary u dzieci. Warto dobrze jÈ pojÈÊ. Do pewnego momentu dzieci ĝywiÈ w stosunku do rodziców przekonanie: „Moi rodzice sÈ dobrzy”. W praktyce dziaïa to jak sïynne prawo nr 1 o szefie, który ma zawsze racjÚ. JeĂli nie ma racji, patrz punkt pierwszy. Z wiarÈ dziecka w rodziców jest podobnie: „Moi rodzice sÈ dobrzy”, a jeĂli sÈ dla mnie niedobrzy, patrz pierw- sze zdanie. 204 B l i s k o , n i e z a b l i s k o . T e r a p e u t y c z n e r o z m o w y o z w i Ď z k a c h Ale jak pogodziÊ przekonanie, ĝe sÈ dobrzy, z faktami wskazu- jÈcymi niezbicie, ĝe sÈ jednak niedobrzy? Logika formalna tego nie potrafi, ale dziecko umie — dochodzi do wniosku, ĝe samo byïo nie doĂÊ dobre dla nich. NiewystarczajÈco siÚ staraïo. Prosty przykïad: rodzic opuszcza dziecko, wyprowadza siÚ. Umawia siÚ z nim i zapewnia je, ĝe przyjdzie w weekend. Ale nie przychodzi. Ani nawet nie uprzedza, ĝe nie przyjdzie. To sÈ fakty, w praktyce nie takie znów rzadkie. Ale oprócz faktów jest teĝ wiara dziecka, z którÈ ono siÚ rodzi: „Rodzic jest dobry”. Ta wiara jest dla niego jak fakt. Zatem mamy dwa fakty — pierwszy: rodzic nie przy- szedï, choÊ obiecaï (czyli byï niedobry), i drugi: rodzic jest dobry. RozwiÈzanie jest oczywiste: „Rodzic nie przyszedï, poniewaĝ to ja byïem nie doĂÊ dobry, by do mnie przyjĂÊ. CoĂ ze mnÈ jest nie tak. Pewnie muszÚ siÚ bardziej postaraÊ”. I dziecko siÚ stara. ByÊ takie, jakie sobie wyobraĝa, ĝe rodzic by chciaï. A naprawdÚ — i w tym tkwi najwiÚksza tragedia dziecka — ono nigdy do koñca nie uwierzy, ĝe rodzic nie jest dobry. Zawsze bÚ- dzie szukaÊ winy w sobie. JeĂli bardziej siÚ postara, ta zïa osoba zmieni siÚ w tÈ lepszÈ. Tylko trzeba trochÚ pozabiegaÊ. Relacja miÚdzy rodzicem i dzieckiem nie musi byÊ rozczarowujÈca, by ten mechanizm dziaïaï. W zdrowych ukïadach istnieje specy- ficzna szczelnoĂÊ: im dziecko jest dla rodzica lepsze, tym przez ro- dzica bÚdzie lepiej traktowane. Ostatnio modny staï siÚ pomysï, by stosowaÊ tylko pozytywne wzmocnienie. Czyli: jeĂli dziecko zachowa siÚ w poĝÈdany przez ro- dziców sposób, dostanie nagrodÚ, a jeĂli jest niegrzeczne, nagroda siÚ nie pojawi. WiÚc bÚdzie jeszcze szczelniej: rodzic jest tylko do- bry lub lepszy. Zïy rodzic jest w ogóle niemoĝliwy do wyobraĝenia. Z ã y c h ã o p i e c . N i e p o t r a f i ē s i ē z n i m r o z s t a Ą , a p o w i n n a m 205 Tak siÚ czÚsto dzieje, gdy rodzic jest jeden i dziecko jest jedno, wychowywane na przykïad przez samotnÈ mamÚ albo w rodzinie, w której jedno z rodziców nie uczestniczy realnie w tym, co siÚ dzieje. Wtedy relacja dziecko – rodzic staje siÚ relacjÈ symbiozy. Sposobem na to, by dostaÊ coĂ dobrego od drugiej strony, jest wówczas byÊ dla tej drugiej strony jak najlepszym. I czÚsto ten wzór symbiozy kobiety powielajÈ póěniej w relacji z ĝyciowymi partnerami. To dlatego staramy siÚ bardziej i bar- dziej, pomimo ĝe mÚĝczyzna odwrotnie proporcjonalnie — co- raz mniej? W dorosïym ĝyciu efekty tej strategii bÚdÈ dramatyczne. Zamiast oczekiwanej „dobrej mamy” pojawiÈ siÚ wampiry wysysajÈce ener- giÚ, wykorzystywacze, pijawki i okrutnicy. Niewiele tu pomoĝe, ĝe intelektualnie bÚdziemy wiedzieÊ, ĝe to okrutnicy i pijawki, a kon- takt z nimi nam szkodzi. Nic siÚ przez to nie zmieni. Bo w gïÚbi duszy, nieĂwiadomie, wierzymy, ĝe jeĂli tylko bardziej siÚ postaramy, zïy obiekt z pewnoĂciÈ zamieni siÚ w dobry. Nie wierzymy, ĝe zasïugujemy na partnera, który bÚdzie nas szanowaï i okazywaï bliskoĂÊ? A moĝe wierzymy, ĝe mamy takÈ moc, by tego zïego zmieniÊ? W koñcu zrozumie… Paradoksalnie: im wyraěniej uĂwiadamiamy sobie, ĝe to zïy czïo- wiek, tym gorzej — dla naszej dzieciÚcej czÚĂci jest to tylko gïo- Ăniejszy sygnaï: „No, dalejĝe, bierz siÚ do roboty! Patrz, jaki zïy on dla ciebie jest”. Czyli: „Patrz, jak bardzo siÚ nie starasz byÊ dla niego jak najlepsza!”. Bo rodzic jest dobry, nawet gdy jest zïy, i podobnie „zïy chïopiec” — teĝ jest w gruncie rzeczy dobry (tak chce wierzyÊ jego ofiara) i ona potrafi go zmieniÊ. Wierzy, ĝe ma takÈ moc. JeĂli 206 B l i s k o , n i e z a b l i s k o . T e r a p e u t y c z n e r o z m o w y o z w i Ď z k a c h bÚdzie jeszcze lepsza, w koñcu ta druga strona odpowie tym sa- mym. Co jest oczywiĂcie katastrofalnie nieprawdziwe. W realnych zwiÈzkach nie otrzymujemy dobrego za dobre. Czasem tak, ale nie jest to ĝadna reguïa. Czy wynika to z naszej niskiej samooceny, czy potrzeba akcep- tacji jest silniejsza niĝ rozum? Podam pani przykïad z ĝycia. Mój znajomy podjÈï siÚ prowadzenia spraw public relations firmy odzieĝowej tworzÈcej indywidualne projekty na zamówienie. Ubie- raïy siÚ tam aktorki, prezenterki, czyli kobiety, które majÈ raczej wysokÈ samoocenÚ i codziennie sÈ przez wiele osób przekonywane o tym, ĝe ich wartoĂÊ, atrakcyjnoĂÊ stoi wysoko. Po kilku tygodniach powiedziaï mi, ĝe ma doĂÊ tej pracy. Nie widzi perspektyw dla firmy. Jego zdaniem gïówna projektantka robi wszystko, by sobie i firmie zaszkodziÊ. Nie zwraca uwagi na jego ostrzeĝenia, ĝe jej zachowa- nie w stosunku do klientek musi prÚdzej czy póěniej doprowadziÊ do katastrofy. Co teĝ ona takiego robiïa? Otóĝ przymierzajÈcej su- kienkÚ kobiecie, powszechnie podziwianej za wyglÈd i dowarto- Ăciowywanej codziennie, potrafiïa powiedzieÊ, ĝe do tej kreacji musi schudnÈÊ tu i tam. Innej, ĝe ma do tego czy tamtego stroju za maïy albo zbyt obwisïy biust. I tak dalej. Mój kolega byï zdruzgotany. „Jak ja mam robiÊ im PR?! — pytaï, wznoszÈc rÚce ku niebu — kiedy ona tak postÚpuje? Codziennie jej tïumaczÚ, ĝe tak nie moĝ- na. Ona kiwa gïowÈ, zgadza siÚ, po czym za godzinÚ znów robi to samo! Przecieĝ caïa moja praca idzie w ten sposób na marne. Idio- ta wie, ĝe siÚ takich rzeczy kobietom nie mówi. I ĝeby chociaĝ to byïa prawda, ale ona siÚ zwyczajnie czepia. Kaĝda normalna osoba po takiej uwadze trzaĂnie drzwiami i wiÚcej nie wróci!”. Z ã y c h ã o p i e c . N i e p o t r a f i ē s i ē z n i m r o z s t a Ą , a p o w i n n a m 207 W pierwszej chwili pokiwaïem gïowÈ ze zrozumieniem. Ale po kilku minutach zaczÈïem siÚ zastanawiaÊ. W koñcu zasugerowaïem kole- dze, by odpuĂciï próby wpïywania na tÚ okropnÈ projektantkÚ i poob- serwowaï rozwój wypadków przez miesiÈc lub dwa. Wkrótce okazaïo siÚ, ĝe krytykowane klientki jednak wracaïy. Co wiÚcej, rezygnowaïy z usïug konkurentów, którzy przekonywali je, ĝe Ăwietnie wyglÈdajÈ. Szïy wïaĂnie do tego studia, gdzie sïyszaïy te okropne uwagi. Zadziaïaï tu prosty mechanizm. Samoocena, poczÈtkowo przecieĝ bardzo wysoka, zostaïa tu nieco zanegowana. Wprowadzony zostaï ele- ment niepokoju. „Wszyscy mówiÈ mi, ĝe Ăwietnie wyglÈdam, a ta jedna kobieta twierdzi, ĝe jestem za gruba”. To denerwujÈce, ale o tym nie moĝna ïatwo zapomnieÊ. Skoro ona jedna odwaĝyïa siÚ na takie uwagi, moĝe widzi coĂ, czego nie widzÈ pozostali? To paradoks, ale w oczach tych skrytykowanych kobiet wartoĂÊ cze- pialskiej projektantki automatycznie rosïa. Nagle to ona, a nie caïa reszta chwalców, miaïa klucz do ich samooceny. Dlatego czuïy przy- mus, by mimo zïoĂci odwiedzaÊ jÈ raz za razem w nadziei, ĝe zwróci im to, co zabraïa. StuprocentowÈ wiarÚ w siebie. Co, oczywiĂcie, nigdy nie nastÚpowaïo. Za kaĝdym razem byïo: „W zasadzie dobrze, ale…”. Klientki wychodziïy wĂciekïe, ale wracaïy. To tak, jak z odrzucajÈcym rodzicem, do którego dziecko coraz bardziej lgnie. Podobny mechanizm dziaïa w zïych zwiÈzkach. Partner, który nas krytykuje, jest automatycznie odbierany jako ten, którego opinia ma wiÚkszÈ wartoĂÊ. Pochwaïa, na którÈ trudniej zasïuĝyÊ, jest cenniejsza. Pochwaïa, która wydaje siÚ na wyciÈgniÚcie rÚki, ale której w ogóle otrzymaÊ siÚ nie da, ma wartoĂÊ nieskoñczonÈ. Nadzieja otrzymania w koñcu takiej pochwaïy moĝe wiÚc trzymaÊ nas przy krytykancie nieskoñczenie dïugo. 208 B l i s k o , n i e z a b l i s k o . T e r a p e u t y c z n e r o z m o w y o z w i Ď z k a c h Koszt jest, rzecz jasna, olbrzymi. Bo samoocena systematycznie spada, a zaleĝnoĂÊ wzrasta. Im bardziej siÚ starasz, tym mocniej upewniasz drugÈ stronÚ, ĝe dobrze robi, nie dajÈc ci tego, czego ocze- kujesz. Tym staranniej wiÚc przestrzega zasady niedawania. A ty tym mocniej wiÈĝesz siÚ z tÈ osobÈ. Co waĝne — jeĝeli wysoko siÚ cenisz, a ta osoba ciÚ odrzuca, automatycznie moĝesz zaczÈÊ wysoko ceniÊ jÈ. „Skoro moĝe odrzucaÊ kogoĂ tak ciekawego jak ja, to zna- czy, ĝe jego (jej) wartoĂÊ jest olbrzymia”. Warto uzyskaÊ pochwaïÚ od kogoĂ tak niezwykïego. I juĝ wchodzisz na pozycjÚ osoby „sta- rajÈcej siÚ”. Ile razy trzeba byÊ odepchniÚtÈ, by wreszcie zrozumieÊ, ĝe nic siÚ nie zmieni? Dlaczego nie odchodzimy, choÊ wiemy, ĝe po- winnyĂmy? ¿eby siÚ tak zawiesiÊ, trzeba mieÊ przez moment wraĝenie, ĝe otrzymanie pochwaïy jest moĝliwe. Gdyby taki „zïy chïopiec” albo „zïa dziewczyna” (w drugÈ stronÚ teĝ to dziaïa) po prostu zaczÈï od ataku i do niego siÚ ograniczyï, znajomoĂÊ w ogóle by siÚ nie za- czÚïa albo ten ktoĂ zwyczajnie zostaïby wrogiem. Emocjonalne zwiÈzanie zaczyna siÚ wtedy, kiedy ktoĂ wstÚpnie okazuje zainteresowanie, pokazuje, ĝe dobrze nas postrzega, i póě- niej nagle to zainteresowanie z niejasnych powodów odbiera. Wtedy pierwszym odruchem jest wïaĂnie szukanie przyczyny w sobie. „Co zïego zrobiïam, ĝe zraziïam takÈ ciekawÈ osobÚ? Czego mi brak? Bo przecieĝ jeĂli zainteresowanie byïo, ale siÚ nagle skoñczyïo, to znaczy, ĝe ta osoba pewnie zauwaĝyïa we mnie jakiĂ brak…”. Kiedy tak pomyĂlimy, juĝ jesteĂmy w puïapce. WïaĂnie znalazïaĂ siÚ na poczÈtku drogi, której koñcem jest noco- wanie na wycieraczce w nadziei, ĝe „on” jednak raczy otworzyÊ drzwi. Moĝe raczy. Byïby jednak kompletnym idiotÈ, gdyby w tej Z ã y c h ã o p i e c . N i e p o t r a f i ē s i ē z n i m r o z s t a Ą , a p o w i n n a m 209 sytuacji potraktowaï ciÚ tak, jak na to zasïugujesz. Gdyby ciÚ wpu- Ăciï i potraktowaï ĝyczliwie, z czasem zaczÚïabyĂ trzeěwieÊ. W koñcu dostrzegïabyĂ, jaki to beznadziejny goĂÊ, i zadaïabyĂ sobie pytanie: „Co, u diabïa, jeszcze robiÚ w tym mieszkaniu?”. Dopóki upewnia ciÚ w przekonaniu, ĝe na jego zainteresowanie musisz zasïuĝyÊ, caïy czas masz wÈtpliwoĂci co do siebie. I w ten prosty sposób nie masz ĝadnych co do niego. Ten mechanizm dotyczy przedstawicieli obojga pïci. Wiele na- prawdÚ beznadziejnych osób trzyma przy sobie Ăwietnych partnerów jedynie za pomocÈ regularnego kwestionowania ich samooceny. Przez co ci ludzie czyniÈ z nich swoich najwaĝniejszych sÚdziów. Zwïaszcza gdy ten „zïy chïopiec” jest od czasu do czasu na- prawdÚ uroczy. JeĂli ktoĂ raz jest dobry, a raz zïy — staje siÚ to bardzo przyciÈgajÈce. Zmiany nastrojów wywoïujÈ uczucie kontrastu. Kiedy wchodzimy do ciepïego pomieszczenia z zimnego dworu, wydaje nam siÚ, ĝe jest tam bardzo, bardzo ciepïo. Tak dziaïa kontrast. W emocjach dziaïa podobnie. JeĂli ktoĂ jest okropny, a za chwilÚ cieplejszy, za- czynamy mieÊ wraĝenie, ĝe nie jest cieplejszy, tylko niezwykle tkliwy. Wtedy zaczynamy tÚ tkliwoĂÊ ceniÊ. I kiedy ona znika — a znika na sto procent — nie umiemy zrozumieÊ, co siÚ staïo. Co wiÚcej, nie umiejÈc znaleěÊ przyczyny takich zmian w drugiej osobie — bo nie sposób doszukaÊ siÚ ĝadnej logicznej przyczyny — szukamy jej w sobie. Zaczynasz siÚ zastanawiaÊ: „Co takiego zrobiïam, ĝe go zdenerwowaïam? Co takiego siÚ staïo, ĝe nie daïam rady utrzymaÊ tego wspaniaïego nastroju do koñca wieczoru? Juĝ byïo tak Ăwietnie, wiÚc dlaczego znów siÚ nie udaïo?”. Bardzo trudno wtedy uznaÊ, ĝe nie udaïo siÚ, poniewaĝ z definicji nie mogïo. Osoba poddana takiej huĂtawce ma wraĝenie, ĝe musi istnieÊ jakiĂ 210 B l i s k o , n i e z a b l i s k o . T e r a p e u t y c z n e r o z m o w y o z w i Ď z k a c h klucz. JakiĂ sposób, który wystarczyïoby poznaÊ — i juĝ mogïoby byÊ dobrze caïy czas. „ByÊ moĝe ktoĂ inny, mÈdrzejszy ode mnie potrafiïby ten klucz odnaleěÊ?”. Taka myĂl jest kolejnym stopniem puïapki. I zwiÈzek polega na ustawicznym szukaniu tego klucza i kolejnych druzgocÈcych poraĝ- kach. Bo tego klucza nie ma. Kaĝde „dobrze” musi zostaÊ odebrane, bo na tym polega ten zwiÈ- zek. Oto caïy klucz. Ale ofiara tego nie wie. Nie potrafi w to uwierzyÊ. Czasem nawet przez caïe ĝycie. A kiedy jest dobrze, „zïy chïopiec” nie chce wracaÊ do „trudnych tematów”, bo po co psuÊ miïÈ atmosferÚ. W momentach, kiedy jest dobrze, taka osoba nie widzi powodu, by wracaÊ do tych sytuacji, kiedy zachowywaïa siÚ okropnie. Poniewaĝ sama nie ma juĝ kontaktu z tym, co wtedy czuïa. I oczekuje, ĝe partnerka siÚ dostroi. „Dlaczego nagle robisz problemy, skoro jest miïo? Po co wywlekasz wczorajsze bzdury, kiedy robiÚ, co siÚ da, by ciÚ zadowoliÊ? Szukasz awantury? Chcesz mnie sprowokowaÊ? Z tobÈ nie moĝe byÊ dobrze. Sama to robisz. Sama szukasz dziury w caïym”. I mamy powrót do tej zïej fazy. Ofiara tej huĂtawki zaczyna wierzyÊ, ĝe faktycznie sama coĂ ze- psuïa. Bo nie potrafi sobie wyobraziÊ, ĝe moĝna tak caïkowicie po- dwójnie widzieÊ rzeczywistoĂÊ. A moĝna. Dobrze jest to pokazane w filmie Podziemny krÈg. Mamy tu dwóch bohaterów mieszkajÈcych razem. Jeden z nich poznaje dziewczynÚ, zaczyna z niÈ zwiÈzek. Dru- gi, zastajÈc jÈ rano w kuchni, pyta: „Co tu, u diabïa, robisz?” i wy- rzuca jÈ za drzwi. Tamten odszukuje jÈ i przeprasza. Tak to trwa tygodniami. Dziewczyna jest skoïowana, ale coraz bardziej przy- wiÈzana. Dopiero pod koniec filmu orientujemy siÚ, ĝe jeden i drugi bohater to ten sam mÚĝczyzna. Który z nich jest prawdziwy? ¿a- Z ã y c h ã o p i e c . N i e p o t r a f i ē s i ē z n i m r o z s t a Ą , a p o w i n n a m 211 den. Naturalnie ten film to metafora. Nie mówimy o rozdwojeniu jaěni, tylko o emocjonalnej podwójnoĂci. O zmiennoĂci. Budzisz siÚ jakby przy innej osobie niĝ ta, przy której zasypiasz. Bardzo uzaleĝniajÈce. Podobny mechanizm zachodzi chyba takĝe w zwiÈzkach przemo- cowych, gdy partner jest uzaleĝniony na przykïad od alkoholu. Najgorsza puïapka, w jakÈ moĝna wpaĂÊ, to uwierzyÊ, ĝe potrafi siÚ zmieniÊ okropnÈ osobÚ w kogoĂ dobrego — mocÈ swojego po- ĂwiÚcenia i swojej miïoĂci. Znoszenie bólu, to sïynne „niesienie swojego krzyĝa”, jest traktowane w takich przypadkach jako zdol- noĂÊ do ponoszenia ofiar. A ta z kolei jest widziana jako przejaw wyjÈtkowoĂci i moralnej wyĝszoĂci. „PotrafiÚ wznieĂÊ siÚ ponad egoizm, ponad ból, ponad wïasnÈ zïoĂÊ. PotrafiÚ wszystko wyba- czyÊ i pomieĂciÊ najgorsze okropnoĂci, traktujÈc partnera jak duĝe dziecko, któremu trzeba wybaczyÊ, bo nie wie, co czyni”. To trochÚ, jak staÊ siÚ kimĂ w rodzaju jego matki. Nawet kiedy dziecko w brzuchu kopie matkÚ, wciÈĝ pozostaje jej dzieckiem. Ofiara okropnego traktowania teĝ moĝe ĝywiÊ zïudzenie, ĝe w gruncie rzeczy w jakimĂ sensie pozostaje opiekunkÈ swojego okropnego part- nera. Wprawdzie partner traktuje takÈ osobÚ strasznie, wprawdzie ta osoba cierpi, ale gdzieĂ w gïÚbi duszy ma przekonanie, ĝe moralnie stoi wyĝej. Jest uczciwsza od tego partnera. Dlatego w tym „alternatywnym Ăwiecie” swojej wyobraěni, skrytym gdzieĂ gïÚboko, ta osoba obdarza sama siebie szacunkiem. To jej moralne zwyciÚstwo w nagrodÚ za znoszenie bólu. KtoĂ taki moĝe na przykïad mówiÊ o sobie, ĝe nie jest agresywny, i moĝe czerpaÊ z tego satysfakcjÚ. „Ja nie jestem agresywnÈ osobÈ, ale partner jest, dlatego jestem kimĂ lepszym. CierpiÚ z powodu zïego traktowania, ale czujÚ siÚ kimĂ lepszym, bo potrafiÚ wytrzymaÊ to zïe traktowanie i wciÈĝ odpowiadaÊ tylko dobrem. To czyni mnie kimĂ wyjÈtkowym”. 212 B l i s k o , n i e z a b l i s k o . T e r a p e u t y c z n e r o z m o w y o z w i Ď z k a c h JeĂli ktoĂ ma w sobie taki mechanizm, to dopóki nie przyzna sam przed sobÈ, ĝe takĝe jest osobÈ agresywnÈ — i nie polubi tej czÚĂci siebie, nie wyjdzie z niszczÈcej relacji. Aby z niej wyjĂÊ, aby przestaÊ potrzebowaÊ agresywnej osoby na zewnÈtrz, trzeba odnaleěÊ agre- sywnÈ czÚĂÊ w sobie. Znam kobiety, które podczas rozstania usïyszaïy od partnera: „ByïaĂ dla mnie za dobra”. Co to za gra? Jakby powiedziaï: „Ty jesteĂ taka wspaniaïa, znajdě sobie kogoĂ lepszego, bo ja nie zasïugujÚ na ciebie”. Przede wszystkim nie przywiÈzywaïbym zbyt wielkiej wagi do tego, co ludzie mówiÈ podczas rozstania. WiÚkszoĂÊ tego, co siÚ wtedy mówi, jest formuïowana, by nie czuÊ siÚ winnym. Nie czuÊ siÚ po- rzuconym, nie odczuÊ lÚku, tÚsknoty i innych stanów, które siÚ wtedy przeĝywa. WiÚc nie ma zbytniej wartoĂci jako ěródïo wiedzy. To, co ludzie wówczas mówiÈ, jest raczej ich sposobem radzenia sobie z sytuacjÈ niĝ opisem faktów. Ale to chyba jest pytanie o to, czy w ogóle moĝliwa jest sytuacja, ĝe jest siÚ dla partnera „za dobrÈ” czy „za dobrym”. I czy to moĝe szkodziÊ. No wïaĂnie. WychodzÈ nawet ksiÈĝki sugerujÈce, ĝe mÚĝczyěni wolÈ zoïzy! Otóĝ czÚsto moĝna spotkaÊ osoby, które mówiÈ, ĝe zostaïy porzu- cone, mimo ĝe byïy dla partnera kumplem. OsobÈ, która wszystko rozumie i z którÈ wszystko moĝna zaïatwiÊ. KimĂ pomiÚdzy wyma- rzonÈ siostrÈ lub bratem a idealnym kolegÈ. PamiÚtam, jak wiele lat temu pewna znajoma opowiadaïa mi, ĝe dla swojego partnera byïa tak dobra, ĝe lataïa z nim nawet na pa- ralotniach. Dzielili to wspólne zainteresowanie i w ogóle wszelkie Z ã y c h ã o p i e c . N i e p o t r a f i ē s i ē z n i m r o z s t a Ą , a p o w i n n a m 213 zainteresowania. Ona nie pasjonowaïa siÚ tym tak jak on, ale z po- czÈtku lataïa, bo on lataï, a stopniowo wciÈgnÚïa siÚ na tyle, ĝe byï to kolejny element, który mocno ich ïÈczyï. Nie byïo rzeczy, której on jej nie mógï powiedzieÊ, wszystko by zrozumiaïa. Zostawiï jÈ dla kobiety, która zaczÚïa swe rzÈdy od skasowania mu paralotniarstwa. I on siÚ zgodziï! ZïoĂciï siÚ, cierpiaï, ale przestaï lataÊ. Ta poprzed- nia kobieta zupeïnie nie mogïa zrozumieÊ, o co chodzi. W skrócie: albo siÚ jest koleĝankÈ, albo kobietÈ. Moĝna byÊ trochÚ koleĝankÈ i trochÚ kobietÈ, ale ta przestrzeñ jest ograniczona. Im wiÚcej koleĝanki, tym mniej miejsca na kobietÚ. I na odwrót. NajproĂciej wyjaĂniajÈc: jeĂli niczego nie wymagasz, bycie z tobÈ nie stanowi ĝadnej trudnoĂci. A wiÚc takĝe nie ma wartoĂci wiÚk- szej niĝ rzeczywista. Co do mÚĝczyzn, którzy kochajÈ zoïzy. KsiÈĝki o nich sprzedaïy siÚ w wielu egzemplarzach. Dlaczego? Bo miliony pañ szukajÈ sposo- bu na to, by byÊ kimĂ waĝnym dla mÚĝczyzny. Nieustannie, dzieñ po dniu, pytajÈ, jaki jest na niego sposób. JeĂli ktoĂ im mówi: „Lataj z nim na paralotni” — polecÈ. JeĂli mówiÈ: „Zostañ zoïzÈ, bo mÚĝ- czyěni kochajÈ zoïzy”, bÚdÈ gotowe zostaÊ zoïzami. Byle zadziaïaïo. Prawdziwa zoïza nie czyta tych ksiÈĝek, bo po co? Jak nie chce ko- chaÊ — jego strata. JeĂli on ciÚ nie docenia, doceñ siÚ sama? W tytule tej rozmowy jest: nie potrafiÚ, a powinnam. Czyli mamy tu dwie czÚĂci. RacjonalnÈ — wiadomo, ĝe nic z tego nie bÚdzie, wszystkie próby nieuchronnie prowadzÈ do poraĝek. I emocjonalnÈ — zaspokojenie potrzeby kontaktu z partnerem bez wzglÚdu na wszystko. 214 B l i s k o , n i e z a b l i s k o . T e r a p e u t y c z n e r o z m o w y o z w i Ď z k a c h Niektóre osoby wierzÈ, ĝe za podpowiedziami tej emocjonalnej czÚĂci moĝe kryÊ siÚ jakaĂ mÈdroĂÊ. CoĂ, czego rozum nie pojmuje, ale za czym stoi wyĝsza kosmiczna koniecznoĂÊ, której naleĝy siÚ podporzÈdkowaÊ. Takie osoby wierzÈ, ĝe instynktowna reakcja ciaïa nie moĝe ich przecieĝ oszukiwaÊ. ChcÈ siÚ rozstaÊ, ale czekajÈ na pewien moment, który nigdy nie nadejdzie. Na moment wewnÚtrznej zgodnoĂci. TakÈ chwilÚ, kiedy nie bÚdÈ czuÊ wÈtpliwoĂci. Nie bÚdÈ czuÊ pragnienia spotkania siÚ z tym kimĂ „mimo wszystko”. Takiej chwili nie bÚdzie. JeĂli zrywamy niszczÈcy zwiÈzek, zawsze czujemy wewnÚtrzny kon- flikt i rozdarcie. Nie czujemy spokoju. Pojawi siÚ pragnienie kon- tynuacji. Logika nakazuje jedno, a pragnienie bÚdzie nakazywaÊ drugie. ¿adna racjonalna analiza tego pragnienia nie uciszy. Ono bÚdzie istniaïo. Czy w tym pragnieniu jest jakaĂ mÈdroĂÊ? A te wszystkie rady, które kaĝÈ kierowaÊ siÚ sercem, uczuciem? Jest w tym taka sama mÈdroĂÊ, jaka stoi za chÚciÈ zapalenia papie- rosa, kiedy siÚ odzwyczajamy od palenia. Albo za chÚciÈ hazardzisty, by jeszcze raz zagraÊ. Czy za chÚciÈ dzieci, by jeĂÊ wyïÈcznie cukier. To dziaïa na prostej zasadzie — oĂrodek przyjemnoĂci nie ma zbyt pojemnej pamiÚci. JeĂli ktoĂ jest uzaleĝniony od gry na automatach, jego oĂrodek przyjemnoĂci pamiÚta tylko tyle, ĝe przyjemnie byïo, kiedy graï. Nie pamiÚta tego, ĝe póěniej byï bez pieniÚdzy. Bo za to odpowiada juĝ inny oĂrodek, który siÚ z tamtym nie ïÈczy. Dlatego jego emocjonalna czÚĂÊ nie widzi zwiÈzku miÚdzy jednym a drugim. PamiÚta przyjemnoĂÊ. Inna czÚĂÊ pamiÚta brak pieniÚdzy. Caïy czïowiek pamiÚta jedno i drugie, ale przeĝywa równie intensywnie to, co mu podpowiadajÈ obie czÚĂci. „Nie miaïem pieniÚdzy. Ale to byïo takie przyjemne…”. Z ã y c h ã o p i e c . N i e p o t r a f i ē s i ē z n i m r o z s t a Ą , a p o w i n n a m 215 Podobnie jest w zïym zwiÈzku. CoĂ bywaïo przyjemne, ale koñczyïo siÚ masakrÈ. Koñczyïo siÚ masakrÈ, ale byïo przyjemne. PamiÚÊ przyjemnych chwil bÚdzie tworzyïa pragnienie zupeïnie od tego nie- zaleĝnie. I bÚdziemy to pragnienie czuli. Niezaleĝnie od tego, jak dïugo bÚdziemy dyskutowaÊ o poraĝce, jak wiele minusów podkre- ĂlaÊ — ta czÚĂÊ, która pamiÚta przyjemne momenty, bÚdzie mówiïa swoje. Dlatego trzeba jej po prostu odmówiÊ. WykasowaÊ telefon i nie zadzwoniÊ, mimo ĝe chcesz. BÚdziesz chcieÊ. Nawet bardzo. OdmówiÊ sobie, mimo ĝe siÚ to chcenie odczuwa. To chcenie bÚ- dzie wygasaÊ stopniowo. Mniej wiÚcej tak, jak z chÚciÈ zapalenia papierosa. Moĝna tak zrobiÊ, gdy siÚ kocha bardziej samego siebie niĝ part- nera, ale dla wielu osób miïoĂÊ to wyjĂcie poza siebie, a nawet rezygnacja z siebie, poĂwiÚcanie siÚ. Wielu okropnych partnerów to ludzie, którzy majÈ naprawdÚ po- waĝne emocjonalne problemy. Ich ofiary — osoby, które sÈ z nimi, widzÈ to. Czasem ktoĂ, kto ma okropnego partnera, czuje siÚ zdepta- ny. Wierzy jednak, ĝe jest dla niego kimĂ w rodzaju ostatniej szansy. JedynÈ osobÈ, która moĝe zrozumieÊ i zaakceptowaÊ tego strasznego czïowieka, z którym ĝadni znajomi nie chcÈ mieÊ juĝ do czynienia. „Co on (ona) zrobi beze mnie? Przecieĝ pod tÈ maskÈ okrutnÈ, pod tymi zdradami, wybuchami zïoĂci, oszustwami i zawodami, pod tÈ emocjonalnÈ huĂtawkÈ, odrzucaniem i przyjmowaniem na prze- mian, pod kontrolowaniem i nieprzewidywalnoĂciÈ kryje siÚ cier- piÈca samotna jednostka. Tylko ja widzÚ tÚ miÚkkÈ czÚĂÊ. Jak mogÚ to wierzgajÈce dziecko skrzywdziÊ opuszczeniem z tego powodu, który widaÊ tylko na pierwszy rzut oka? Wszak ja widzÚ gïÚbiej… WidzÚ tÚ bezradnoĂÊ w nim (w niej), której inni nawet siÚ nie do- myĂlajÈ. I odpowiadam za to!”. 216 B l i s k o , n i e z a b l i s k o . T e r a p e u t y c z n e r o z m o w y o z w i Ď z k a c h KtoĂ cierpiÈcy od lat w takim zwiÈzku powiedziaï mi kiedyĂ: „Je- steĂmy odpowiedzialni za to, co oswoimy”. To cytat z Maïego KsiÚcia. KsiÚcia, który oswoiï liska. PowiedzieÊ mogÚ jedno, ale odpowiem w dwóch jÚzykach. Naj- pierw jÚzykiem psychoanalizy. Otóĝ jeĂli ktoĂ mówi takie rzeczy, to nie jest to nic innego, jak wprojektowanie w partnera swoich wïa- snych regresywnych potrzeb. To nie partner ma miÚkkÈ czÚĂÊ do- magajÈcÈ siÚ opieki bez wzglÚdu na wszystko, tylko ty jÈ masz. A teraz to samo jÚzykiem potocznym. JeĂli skoñczyïeĂ (skoñczyïaĂ) juĝ lat osiemnaĂcie, jest zdecydowanie za póěno na cytowanie Maïego KsiÚcia. Czïowiek to nie piesek, lisek ani kotek. To czïowiek. Dorosïy. I odpowiada za siebie. A jeĂli wolisz myĂleÊ, ĝe to piesek, przygarnij go, karm, czesz i hoduj jak psa. Ale nie oczekuj, ĝe bÚdzie partnerem.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: