Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00395 008796 10443520 na godz. na dobę w sumie
Bliżej SIEBIE. Rozmowy z Mistrzami o życiu, uczuciach, marzeniach, relacjach, zdrowiu, finansach i możliwości zmiany siebie
 - ebook/pdf
Bliżej SIEBIE. Rozmowy z Mistrzami o życiu, uczuciach, marzeniach, relacjach, zdrowiu, finansach i możliwości zmiany siebie
 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 336
Wydawca: Charaktery Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-934376-4-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Coraz trudniej odnaleźć się w świecie. Coraz częściej marzy nam się rozmowa z kimś, kto więcej wie, kto potrafi nam wytłumaczyć życiowe zawiłości. A my – słuchając – moglibyśmy głębiej poznać siebie i lepiej rozumieć innych ludzi.

W tej książce rozmówcy – profesorowie psychologii i psychoterapeuci – wychodzą naprzeciw naszym zaciekawieniom, wątpliwościom, wahaniom i poszukiwaniom. Wyjaśniają między innymi:


To najnowsza wiedza psychologiczna w pigułce. Z pierwszej ręki, czyli od największych sław psychologii. Każdy autor w tej książce to nazwisko liczące się w świecie. Na pytania odpowiadają: Robert Cialdini, Martin Seligman, Philip Zimbardo, David Buss, Albert Bandura, Mihály Csíkszentmihályi, Paul Ekman, Elizabeth Loftus, Roy Baumeister, Janusz Czapiński, Wojciech Eichelberger, Bogdan Wojciszke, Ewa Woydyłło i wielu innych.

Ta lektura pozwoli być bliżej – i siebie, i innych, i światowej psychologii!

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

BLIŻEJ SIEBIE ROZMOW Y Z MISTRZAMI O Ż YCIU, UCZUCIACH, MARZENIACH, RELACJACH, ZDROWIU, FINANSACH I MOŻLIWOŚCI ZMIANY SIEBIE REDAKCJA: DOROTA KRZEMIONK A BLIŻEJ SIEBIE R OZ M OW Y Z M I ST RZ A M I O Ż YCIU, UCZUCIACH, MARZENIACH, RELACJACH, ZDROWIU, FINANSACH I MOŻLIWOŚCI ZMIANY SIEBIE REDAKCJA: DOROTA KRZEMIONK A R e d a k t o r dr Dorota Krzemionka P r o j e k t o k ł a d k i Przemek Dębowski (przemekdebowski.com) współautor koncepcji graficznej Wojtek Kwiecień-Janikowski P r o j e k t g r a f i c z n y Maja Witecka K o r e k t a Anna Zdonek S k ł a d Jarosław Głowacki C o p y r i g h t @ b y C h a r a k t e r y s p . z o . o . K i e l c e 2 0 1 3 ISBN 978-83-934376-4-1 Wydanie I Wydawnictwo Charaktery 25-502 Kielce ul. Paderewskiego 40 tel. 41 343 28 40 fax 41 343 28 49 redakcja@charaktery.com.pl www.charaktery.eu Druk i oprawa Drukarnia im. A. Półtawskiego www.drukarnia.kielce.pl SPIS TREŚCI Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 PROLOG Hanna Brycz, Człowiek. Instrukcja obsługi . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9 Kim jestem Hazel Rose Markus, Ja w wielkim świecie . . . . . . . . . . . . . . . . . . Elizabeth F. Loftus, Pinokio i fałszywe wspomnienia . . . . . . . . . . . Bogdan Wojciszke, Złudzenie siebie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Sonja Lyubomirsky, W pogoni za szczęściem . . . . . . . . . . . . . . . . Charles S. Carver, Rozważna i impulsywna . . . . . . . . . . . . . . . . . Robert R. McCrae, Osobliwości osobowości . . . . . . . . . . . . . . . . . Grażyna Wieczorkowska-Wierzbińska, Wciąż ten sam, choć inny . . Spełniając mar zenia Julius Kuhl, Anioł Stróż i obiecanki-cacanki . . . . . . . . . . . . . . . . . Keith Oatley, Co czytać, by się zmienić . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Roy F. Baumeister, Siły woli do woli . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Mihály Csíkszentmihályi, Popłyń pozytywnie . . . . . . . . . . . . . . . Janusz Czapiński, Twarze sukcesu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Drogowskaz y uczuć Ewa Trzebińska, Korzyści z radości . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Paul Ekman, Emocje wypisane na twarzy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Martin Seligman, Okulary szczęścia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Nico H. Frijda, W głąb uczuć . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Jerzy Trzebiński, Tarcza nadziei . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Jak psujemy sobie ż ycie Ewa Woydyłło, Konie przed wóz . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . William B. Swann, Grupa to ja! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Agnieszka Popiel, Krótka kołderka psuje życie . . . . . . . . . . . . . . . 21 28 31 40 43 51 54 67 75 77 86 88 101 110 112 118 121 129 134 136 3 Tom Pyszczynski, Bufor przed śmiertelną trwogą . . . . . . . . . . . . . Milena Karlińska-Nehrebecka, Pogoda na smutek . . . . . . . . . . . . 147 150 W drodze do ludzi John Cacioppo, Na samotnym głodzie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Steven Pinker, Jak zdradza nas język . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Anna Szuster-Kowalewicz, Pomoc pierwszej potrzeby . . . . . . . . . . . Bernard Weiner, Kto winien? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Philip Zimbardo, Ludzkość to mój nos . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Michael McCullough, Lepiej ze mną nie zadzieraj . . . . . . . . . . . . Piotr Sztompka, Zakład o zaufanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Recepta na zdrowie Aleksander Perski, Sen, stres i ciała odrodzenie . . . . . . . . . . . . . . . Shelley E. Taylor, Zdrowe złudzenia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Wojciech Eichelberger, Niespodziewanie spotykany spokój . . . . . . . David M. Buss, Dziwne powody uprawiania seksu . . . . . . . . . . . . Philip Zimbardo, Wieczna chwila i inne czasy . . . . . . . . . . . . . . . Ja w świecie biznesu Kathleen D. Vohs, Dwie strony pieniądza . . . . . . . . . . . . . . . . . . Howard Gardner, Poszukiwana: dobra praca . . . . . . . . . . . . . . . . Tomasz Zaleśkiewicz, Wszyscy jesteśmy dłużnikami . . . . . . . . . . . Jerome S. Bruner, Zabójczy kolor skóry . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Dominika Maison, Ukryta dźwignia handlu . . . . . . . . . . . . . . . . Robert B. Cialdini, Twoi sąsiedzi już to robią . . . . . . . . . . . . . . . . Jerzy Gut, Gdy rybeńka nie służy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Lepsza wersja siebie Nancy McWilliams, Diagnoza na życie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Joseph P. Forgas, Złość myśleniu nie szkodzi . . . . . . . . . . . . . . . . . Milena Karlińska-Nehrebecka, Zjadanie słonia po kawałku . . . . . Albert Bandura, Człowiek jako sprawca zła . . . . . . . . . . . . . . . . . Lidia Grzesiuk, Proszę mnie zmienić . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Susan Folkman, Odrodzeni po traumie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała, Świat sklejony na nowo . . . . . . . . . 161 169 172 178 180 188 191 203 212 215 223 227 237 246 248 258 260 269 271 281 288 291 299 301 309 311 Epilog Philip Zimbardo, Christina Maslach, Podwójna tożsamość psychologii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 323 INDEKS RZECZOWY . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . INDEKS NAZWISK . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 331 334 WSTĘP Książka, którą mam zaszczyt zaprezentować tym krótkim tekstem, jest nadzwyczajna. Nie tylko dlatego, że Autorka za- mieszczonych w niej rozmów, dr Dorota Krzemionka, jest nad- zwyczajną rozmówczynią – dociekliwą, panującą nad rytmem wywiadu, umiejętnie prowadzącą wątki jak wartkie strumienie łączące się w spokojny, szeroki nurt rzeki, która wiedzie do oceanu pytań już nie postawionych, ale rodzących się w umy- słach czytelników. Jest ta książka nadzwyczajna, gdyż poka- zuje jedną z najbardziej fascynujących nauk – psychologię – jako tę dziedzinę ludzkiego poznania, która inspiruje do najważniejszych podróży każdego człowieka: w głąb między- ludzkich relacji, w przestrzenie samopoznania, by ostatecznie każdy z nas mógł uchwycić ład swojego losu i losu rodziny ludzkiej. Rozmówcami naukowej redaktorki miesięcznika „Charaktery” są najznakomitsi badacze światowi, wielkie gwiazdy, świecące jasnym blaskiem na firmamencie nauki: Robert Cialdini, Martin Seligman, Philip Zimbardo, David Buss, Paul Ekman, Elizabeth Loftus, Roy Baumeister. Są także wybitni polscy na- ukowcy, znakomici praktycy, psychoterapeuci. Rozmowy pełne informacji, praktycznych wskazań, anegdot, osobistych wynu- rzeń ukazują bogactwo myśli psychologicznej, ogrom zdobytej wiedzy, porywającą kreatywność, siłę i skuteczność naukowego poznania. Jest trochę ta książka zapisem fascynującej przygody z własnym umysłem, gdyż narzędzie ludzkiego poznania, czyli umysł, bada sam siebie. Ograniczony przygląda się swoim ogra- niczeniom, uschematyzowany opisuje własne schematy, wolny eksploruje własne więzienie, jakim są przeróżne determinanty, zewnętrzne i wewnętrzne, krępujące wszelką swobodę. 5 Książka daje sporą dawkę mądrości życiowej. Wystarczającą, by zacząć żyć mądrzej. Już teraz, natychmiast, zaraz po skończeniu lektury. A nawet jeszcze w trakcie. Philip Zimbardo, badacz zła, przyjaciel naszej redakcji, mówi w zamieszczonym w książce wywiadzie: „Mój ojciec przez całe życie wierzył, że los się do niego uśmiechnie. Zwykł mawiać: »Czekam, aż mój statek przybije do portu«. Zapytany, co robi, żeby ten statek przybył, mówił, że wcześniej czy później sam przypłynie. Powiedziałem mu kiedyś, że na Bronksie nie ma portu, żadna łódź tu nie zacumuje”. Ta książka jest instrukcją, jak znaleźć port, do którego przy- pływają nasze statki. Bogdan Białek Bliżej siebie. Rozmowy z mistrzami P R O LO G CZŁOWIEK . INSTRUKCJA OBSŁUGI Błądzimy wszyscy. Wszyscy, tylko nie ja. Błędy widzimy głównie u innych. Ci, którzy potrafią dostrzec je u siebie, są nie tylko bliżsi prawdy, ale także bardziej wytrwali, skuteczni i zdrowsi. HANNA BRYCZ jest psychologiem, profesorem na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie kieruje Zakładem Psychologii Społecznej, współpracuje z SWPS we Wrocławiu i w Sopocie. Interesuje się uwarunkowaniami dążenia do celu, samoregulacją i metapoznawczym „ja”. Jest członkiem stowarzyszeń psychologicznych, m.in. Society for the Study of Motivation, International Society for Self and Identity. Autorka m.in. książki Człowiek. Instrukcja obsługi. Dorota Krzemionka: Czy naprawdę można ułożyć instrukcję obsługi człowieka, jak sugeruje tytuł Pani książki? Hanna Brycz: Oczywiście nie. Tytuł ma prowokować, budzić zaciekawienie. I budzi. Nie tylko zresztą tytuł. W swojej książce dowodzi Pani, że padamy ofiarą samooszustwa. Udajemy, że nas nie dotyczą błędy poznawcze, które w rzeczywistości dotyczą wszystkich. Wszyscy tak się oszukujemy? Wszyscy. Ja też! Fot. Archiwum 9 A przecież chcemy mieć wiedzę o ludziach i sobie. Dzięki niej potrafimy przewidywać, co się stanie, planować działania. I wierzymy, że taką wiedzę mamy! Co więcej, również psychologowie, jak choćby Fritz Heider czy Harold Kelley, początkowo sądzili, że człowiek jest intuicyjnym naukowcem, który w poznaniu siebie i innych posługuje się rzetelnymi metodami obserwacji. Ale tak nie jest? Nie. Już cztery dekady temu Daniel Kahneman i Amos Tver- sky dowiedli, że nasz umysł chadza na skróty. Od tego czasu lawinowo gromadzone są dowody, że poznanie społeczne jest tendencyjne, obarczone błędami. Wszyscy im ulegamy z róż- nych powodów. David Krackhardt i Martin Kilduff uważają, że w ten sposób próbujemy uzupełniać luki w informacjach. Inni badacze, jak William Ickes i Jeffry Simpson, dopatrują się w błędach odbicia naszych celów i motywów. Opisała Pani aż 129 prawidłowości zakłócających nasze poznanie i funkcjonowanie. Które najbardziej? Prawie wszystkie są wyrazem irracjonalności. Ale myślę, że najbardziej niebezpieczny może być częsty błąd koresponden- cji, czyli samopotwierdzania się hipotez. Wynika on z naszej skłonności do zachowania równowagi, zgodności między tym, co wiemy, a tym, co się dzieje. W efekcie posiadana przez nas wiedza wpływa na to, jak postrzegamy rzeczywistość. Często na podstawie pierwszego wrażenia formułujemy sąd o jakiejś osobie, a potem dopasowujemy do niego kolejne informacje na jej temat. Ludzie przekonani, że Romowie kradną, po zetknię- ciu się z nimi przeszukują kieszenie i zwykle stwierdzają, że ileś złotych już im ubyło. A ci, którzy uważają, że ludzie są źli, swoim zachowaniem prowokują mimowolnie ich agresję i w ten sposób potwierdzają sobie te przekonania. Błąd korespondencji może mieć niekiedy opłakane skutki, na przykład w medycynie. Gdy lekarz wstępnie zdiagnozuje u pa- cjenta zapalenie oskrzeli i przepisuje mu antybiotyk, nie spraw- dza już innych hipotez, choćby takiej, że również nieleczony refluks żołądka może być przyczyną zapalenia górnych dróg Wszyscy padamy ofiarą samooszustwa. Wszyscy, ja też. 10 Bliżej siebie. Rozmowy z mistrzami C z ł o w i e k . I n s t r u k c j a o b s ł u g i oddechowych. Potwierdza sobie pierwszą hipotezę. Nawet na- ukowcy ulegają tej tendencji i upojeni swoją koncepcją pomijają niezgodnie z nią wyniki. To wielki grzech! Niektórymi błędami grzeszymy jeszcze bardziej... Tak, na przykład nadmierną generalizacją – gdy na podstawie pojedynczego przypadku wnioskujemy o całych grupach, co prowadzi do stygmatyzacji. Słuchałam kiedyś rozmowy z Ja- nuszem Korwin-Mikkem. Opisując różnice między płciami, podał przykład, że koń jest duży, myszka mała, w związku z tym konie – czyli mężczyźni – nadają się do pracy, a kobiety, jak te myszki, powinny siedzieć w domu. Redaktorka, która z nim rozmawiała, nie potrafiła nic sensownego odpowiedzieć. Może zregresowała się do pozycji myszki... A może pojawił się u niej efekt ogłupienia, o jakim pisze Roy Baumeister, dowodząc, że członkowie wykluczonych grup go- rzej funkcjonują mentalnie. Tak czy inaczej nadmierna gene- ralizacja ma poważne konsekwencje – jeśli ktoś na podstawie pojedynczego przypadku twierdzi, że tylko mężczyźni potrafią pracować, to może zmniejszyć szanse kobiet na rynku pracy. Innym groźnym błędem jest dehumanizacja ofiary. Kiedyś tego terminu używano wobec okrucieństw, jakich dopuszczano się w czasie wojny. Amerykańscy żołnierze zabijając mieszkańców My Lai, myśleli o nich per „żółtki”. Okazuje się jednak, że wszyscy możemy mieć skłonność do dehumanizacji, broniąc pozytywnego wizerunku własnej osoby. Jeśli kogoś skrzywdzimy, to nie przepraszamy go, nie próbujemy zadośćuczynić, ale na dodatek przypisujemy mu negatywne cechy. Deprecjonujemy ofiarę, by móc myśleć o sobie dobrze. I w ten sposób możemy uznać, że sama jest sobie winna. My jesteśmy moralni... O swojej moralności niewiele myślimy, to innych oceniamy na tym wymiarze. A te oceny są bardzo rygorystyczne, co wykazał Bogdan Wojciszke. W atrybucji moralności ujawnia się bowiem asymetria: informacje negatywne są tu zdecydowanie bardziej diagnostyczne niż pozytywne. Zachowania moralne są bowiem Jeśli kogoś skrzywdzimy, to nie tylko nie przepraszamy go, nie próbujemy mu zadośćuczynić, ale na dodatek deprecjonujemy go. 1 1 powszechne, więc niewiele o kimś mówią. Nawet mafioso daje datki na cele dobroczynne. Natomiast niemoralny postępek – brak pomocy, kłamstwo, kradzież – wyróżnia osobę i silnie wpływa na jej ocenę. Po jednym grzechu potrzeba aż dziesięciu moralnych zachowań, by bilans wyszedł na zero. Tyle tylko, że występki widzimy głównie u innych. Jeśli sami zgrzeszymy, za- wsze potrafimy się usprawiedliwić. Siebie oceniamy częściej pod kątem kompetencji, a w tym obszarze bardziej diagnostyczne są informacje pozytywne. Możemy kilka razy się wygłupić, wystarczy jedno osiągnięcie, świetnie zdany egzamin, by bilans wyszedł na plus. Czasem jednak wiele robimy, by nie zdać egzaminu, pogrzebać swoje szanse... Takie samoutrudnianie, czyli ujawniona w eksperymentach Edwarda Jonesa i Stevena Berglasa tendencja do „rzucania sobie kłód pod nogi”, pojawia się, gdy jesteśmy niepewni własnych kompetencji. Unikamy wówczas diagnostycznych informacji o swoich zdolnościach i możliwościach. Zamiast uczyć się do egzaminu, rzucamy się w wir imprez albo gotowi jesteśmy całą noc siedzieć przy chorym koledze. Zmniejszamy w ten sposób szanse sukcesu, ale dostarczamy sobie i innym usprawiedliwień na wypadek ewentualnej porażki. Chronimy w ten sposób po- zytywny obraz „ja” w ważnych dziedzinach, takich jak ocena własnej inteligencji, kosztem obniżenia samooceny w mniej istotnych sprawach, jak choćby lenistwo. Czy znajomość tych prawidłowości pozwala nie ulegać im? I tak, i nie. Nie musimy im ulegać – są one generalizacją staty- styczną, a nie prawami fizyki: wszystkich nas obowiązuje prawo grawitacji, ale nie zawsze musimy na przykład przeceniać swój udział w pracy zespołowej. Choć zwykle przeceniamy, bo łatwiej przypominamy sobie to, co sami zrobiliśmy, niż to, czego nie zrobiliśmy, lub to, co robili inni. W efekcie, gdy każdy ma okre- ślić procentowo, jaki jest jego udział w zespołowym sukcesie, to – jak pokazali Michael Ross i Fiore Sicoly – w pięcioosobowym zespole suma szacunków sięga czasem 300 procent. To dlatego, Po jednym grzechu potrzeba aż dziesięciu zachowań moralnych, by bilans wyszedł na zero. 12 Bliżej siebie. Rozmowy z mistrzami C z ł o w i e k . I n s t r u k c j a o b s ł u g i gdy szef przyznaje pracownikom równe premie, wierząc, że będzie to sprawiedliwe, oni są oburzeni, bo każdy z nich ma poczucie, że włożył więcej wysiłku niż pozostali we wspólny efekt. Wiedza o tym złudzeniu może złagodzić potencjalne konflikty i złość na innych – trudno buntować się przeciw regułom funkcjonowania umysłu. Niektóre prawa psychologiczne są tak powszechne, że wydają się bliskie prawom fizyki – niemal nie sposób im nie ulec. Na przykład pierwsze prawo Yerkesa-Dodsona, które opisuje krzy- woliniową zależność między pobudzeniem emocjonalnym a po- ziomem wykonania zadania. Zbyt słabe i zbyt silne pobudzenie obniżają zwykle poziom wykonania zadania. Przy bardzo sil- nych emocjach przestajemy się kontrolować, przy zbyt małym zaangażowaniu emocjonalnym brak nam motywacji. Trudno nie ulec takim prawidłowościom, zwłaszcza gdy dzia- łamy impulsywnie. A tak się dzieje, gdy nasza uwaga jest rozproszona, zajęci jesteśmy czymś innym, gdy nie mamy mo- tywacji, by analizować sytuację, bo sprawa jest błaha, albo nie mamy możliwości do namysłu, bo brak nam wiedzy lub czasu. Wtedy do głosu dochodzą heurystyki, zwane przez Daniela Kahnemana „zasadami spod palca”. Nawet ogromna wiedza nie ochroni nas wtedy przed wpływem społecznym. Uległ mu pewien znany profesor psychologii społecznej, który po wyczer- pującej debacie naukowej wyszedł na ulicę i usiadł na ławce. Podszedł do niego mężczyzna i, pokazując swój portfel, zapytał: „a pan jaki ma?”. Profesor machinalnie wyciągnął swój portfel. Na szczęście, gdy nieznajomy już chciał się zamienić na port- fele, profesor przytrzymał swój i szybko się oddalił. Ciekawe, że takie irracjonalne zachowania dostrzegamy tylko u innych... Tak, ten efekt potwierdził się już w badaniach z udziałem kilku tysięcy ludzi. Badani dostawali listę twierdzeń, ułożonych pa- rami tak, że jedno z nich wyrażało prawidłowość psycholo- giczną, drugie zaś było jej zaprzeczeniem. Na przykład błąd prawa serii opisuje zdanie: „Większość ludzi, grając w ruletkę, uważa, że po serii »czerwonych« trafień zwiększa się prawdopodobieństwo tra- fień »czarnych«”. Drugie zdanie w parze mówi coś przeciwnego: Gdy szef dzieli sprawiedliwie premie, pracownicy są oburzeni, bo każdy z nich ma poczucie, że włożył w pracę więcej wysiłku niż pozostali. 13 „Grając w ruletkę, większość ludzi sądzi, że prawdopodobieństwo wylo- sowania czarnego lub czerwonego koloru wynosi 50 procent, niezależnie od tego, jak często te kolory wcześniej się pojawiały”. Badani zaś mieli wybrać to z twierdzeń, które wydaje im się prawdziwe. Kiedy mieli kierować się wiedzą, jak zachowuje się i myśli większość ludzi, to trafność ich sądów przeszła najśmielsze oczekiwania. Rozpoznali aż 80 procent prawidłowości, co czwartą ze 129 prawidłowości rozpoznali prawie wszyscy. Kiedy jednak mieli zdecydować, które z twierdzeń lepiej opisuje ich samych... Wtedy trafnie rozpoznali jedynie 18,6 procent prawidłowości. A takich, które rozpoznali u siebie prawie wszyscy, było zale- dwie 3 procent. Jakie to były prawidłowości? Głównie takie, które dobrze o nas świadczą. Na przykład złu- dzenie patetyczne, polegające na tym, że przychylniej oce- niamy tych, którzy cierpią, tracą, ponoszą porażkę. Do tego jesteśmy w stanie przyznać się. Zdajemy sobie sprawę tylko z tych prawidłowości, które pochlebnie o nas świadczą. To niezwykłe – choć posiadamy ogromną wiedzę o prawidłowoś- ciach psychologicznych, jest ona aktywna tylko wtedy, gdy obserwujemy innych ludzi. Na własny użytek zamykamy oczy na tendencyjność. Wydaje się, że mamy dwie odmienne perspektywy poznania: perspektywę aktora i obserwatora... Tę asymetrię widać w atrybucji: odmiennie spostrzegamy przyczyny własnego i cudzego zachowania. Bernard Weiner z Uniwersytetu w Los Angeles twierdzi, że szukając przyczyn zachowań, automatycznie wykorzystujemy trzy wymiary. Do- strzegamy, po pierwsze, przyczyny zewnętrzne, w sytuacji, bądź wewnętrzne, tkwiące w osobie; po drugie, stałe – np. trudność zadania, lub zmienne – np. przypadek, szczęście czy pech; po trzecie, kontrolowalne, czyli takie, na które mamy wpływ – np. wysiłek, lub niekontrolowalne – np. pogoda. Ale odmien- nie je wykorzystujemy: własne zachowania widzimy jako od- Zdajemy sobie sprawę tylko z tych prawidłowości, które pochlebnie o nas świadczą. 14 Bliżej siebie. Rozmowy z mistrzami C z ł o w i e k . I n s t r u k c j a o b s ł u g i powiedź na sytuację, czyjeś – jako wyraz cech tej osoby. Jeśli ja się spóźniłam, to zawiniły korki albo klucz, który się zaciął w zamku, czyli dostrzegam przyczyny zewnętrzne, nie miałam wpływu i zdarza mi się to wyjątkowo. Ale gdy ktoś się spóźnia, to mógł przewidzieć, że będą korki, nie umie zorganizować so- bie czasu, zwykle się spóźnia i w ogóle jest nieodpowiedzialny. A na dodatek pewnie mnie lekceważy. To ostatnie jest przeja- wem błędu personalizmu, zgodnie z którym myślimy, że czy- jeś zachowania są wymierzone w nas: celowo się spóźnił, by mi dokuczyć. Dlaczego te perspektywy są tak różne? Edward Jones i Richard Nisbett upatrują tej odmienności w przyczynach zarówno poznawczych, jak i motywacyjnych. Te pierwsze wiążą się z dostępem do innego typu informa- cji. My znamy swoje myśli, uczucia, motywy. Wiemy, jak się zachowujemy w różnych sytuacjach. Ta wiedza zawarta jest w pamięci autobiograficznej – jak pisze Tomasz Maruszewski. I ciągle konstruujemy ją na nowo. Natomiast kiedy myślimy o ludziach, korzystamy z wiedzy nagromadzonej przez lata i ujętej w schematach i kategoriach społecznych. Dzięki niej wiemy, jacy są na przykład urzędnicy, a jacy policjanci, nawet gdy nie mieliśmy z nimi kontaktu. Operujemy stereotypami. Odmienne są też motywy, jakie kierują wyjaśnianiem zacho- wania czyjegoś i własnego. Z perspektywy obserwatora zależy nam, by mieć trafną wiedzę o ludziach, by nie inwestować czasu i wysiłku w osoby, które nie są tego warte. Z perspektywy aktora głównie chronimy własny wizerunek. Zatem inni wiedzą lepiej, kim my jesteśmy. Chcąc się dowiedzieć czegoś o sobie, lepiej pytać innych? Nie. My też mamy tę wiedzę, wystarczy tylko odnieść ją do siebie. Jak to zrobić? Jean Decety udowodnił, że u ludzi, którzy koncentrują się na własnym punkcie widzenia, dochodzi do aktywizacji kory sensomotorycznej, zaś u osób przejmujących cudzy punkt widzenia obserwuje się silną aktywność w prawym dolnym płaciku ciemieniowym oraz brzuszno-przyśrodkowej korze przedczołowej. Co ciekawe, niektóre osoby z łatwością Jeżeli się spóźniłam, to zawiniły korki albo klucz się zaciął w zamku. Ale gdy ktoś się spóźnia, to mógł przewidzieć korki, więc jest nieodpowiedzialny. 15 zmieniają punkt widzenia i przekraczają perspektywę aktora, co wiąże się z dojrzewaniem kory przedczołowej. W jakich warunkach takie przekraczanie perspektyw jest możliwe i potrafimy dostrzec własną tendencyjność? Dzieje się tak, gdy doświadczamy wpływu prawidłowości na sobie i ktoś pomaga nam zrozumieć, co się stało. Prowadzi- łam eksperyment, w którym osoby badane doświadczały np. efektu aureoli, czyli na podstawie urody spostrzeganych osób przypisywały im inne pozytywne cechy. Gdy tej tendencji to- warzyszyło wytłumaczenie, na czym polega błąd, ich trafność spostrzegania siebie wzrastała. Nie skutkowały natomiast na- grody za trafne wnioski, nie działa też samo przyswojenie sobie definicji prawidłowości. Są jednak osoby, które trafniej widzą siebie. Mierzy to skonstruowana przez Panią Skala Metapoznawczego Ja. Czym jest metapoznanie? To myślenie o własnym myśleniu i świadomość wpływu różnych prawidłowości również na własne zachowanie. Wyłoniliśmy 40 odchyleń od racjonalności, które najsilniej związane są z sa- moregulacją, a ich znajomość może sprzyjać lepszemu funk- cjonowaniu. One składają się na wspomnianą skalę. Badania, jakie prowadzę z Yalomem Bar-Talem, wskazują, że osoby, które osiągają w niej wysokie wyniki, częściej poszukują diagnostycz- nych informacji o sobie, także w sytuacji porażki, wtedy nawet silniej. Chcą jak najwięcej dowiedzieć się o swoich błędach, by lepiej funkcjonować. One też, jak wszyscy, chcą o sobie dobrze myśleć, ale „metapoznawcze ja” chroni je przed nadmierną au- towaloryzacją, dzięki temu ujawniają się inne motywy związane z „ja” – dążenie do samopoznania i samonaprawy. Jak się tworzy „metapoznawcze ja”? To jest coś przez lata przepracowanego w myśleniu na swój temat. Kiedy w różnych sytuacjach analizujemy swoje zacho- wanie, dowiadujemy się, że my też błędnie spostrzegamy rze- czywistość. Jeśli to sobie uświadomimy, to wprawdzie nadal popełniamy te błędy, ale wiemy, że tak jest. Z czasem ta wiedza Kiedy uświadomimy sobie, że my też błędnie spostrzegamy rzeczywistość, to wprawdzie nadal popełniamy błędy, ale już wiemy, że tak jest. 16 Bliżej siebie. Rozmowy z mistrzami C z ł o w i e k . I n s t r u k c j a o b s ł u g i o sobie wchodzi do przedświadomości. Nawet schowana po- woduje, że zyskujemy dystans do siebie, nie czujemy się już pępkiem świata. Przyjmujemy wobec siebie inną perspektywę. Ta zmiana przekłada się na uczucia do ludzi: jeśli akceptujemy błędy u siebie, to przyzwalamy, by również inni je popełniali. Na co jeszcze wpływa metawiedza o sobie? Jak wykazał Karol Karasiewicz, ludzie z większą metawiedzą na swój temat lepiej potrafią działać, wytrwalej pracują. Z ko- lei Paweł Ziemiański badał wyznaczniki jakości pracy mene- dżerów. Okazało się, że wysokie „metapoznawcze ja” sprzyja zdolności do współpracy z ludźmi, co przekłada się na lepsze wyniki firmy. Metapoznanie bywa na wagę zdrowia i przeży- cia. Badania prowadzone wśród diabetyków pokazały, że ci z wyższym „metapoznawczym ja” częściej zdrowo reagowali, bardziej przestrzegali zaleceń lekarza, w efekcie dłużej żyli. Z ostatnich moich badań wynika, że metapoznanie chroni nas przed niektórymi przejawami depresji. I pozwala skuteczniej realizować cele. Wiedza o sobie działa stale, także wtedy, gdy jej nie przywołujemy. Jak dowodzi Michael Gazzaniga, mózg nigdy nie zasypia, cały czas pracuje w trybie bezrefleksyjnym. I choć lecimy na automatycznym pilocie, to dzięki temu, co wcześniej na swój temat przemyśleliśmy, lepiej go możemy zaprogramować! Dokładnie tak. Wiedza o sobie działa stale, także wtedy, gdy jej nie przywołujemy. 17 K I M JESTEM JA W WIELKIM ŚWIECIE Przypominamy czasem Zeliga, bohatera filmu Woody’ego Allena, który w niewytłumaczalny sposób upodabnia się do ludzi, z którymi przebywa. Zachowuje się jak oni, nawet wygląda podobnie. A kim jest prawdziwy Zelig? Kim naprawdę my jesteśmy, powiązani z innymi ludźmi niczym węzły w sieci. HAZEL ROSE MARKUS jest profesorem psychologii Stanford University, gdzie kieruje Research Institute of Comparative Studies in Race and Ethnicity. Wprowadziła pojęcie schematów „ja” jako uogólnionych przekonań człowieka na własny temat. Pisała o „ja” roboczym (working self) jako aktualnej wersji siebie, która kieruje naszym zachowaniem w bieżącej sytuacji, i o „ja” możliwych (possible selves) – wyobrażonych wizjach siebie w przyszłości, które mogą motywować nas do podejmowania różnych działań. Zajmuje się badaniem wpływu czynników socjokulturowych na kształtowanie pojęcia „ja”. Autorka i współautorka wielu publikacji dotyczących „ja”. Była żoną Roberta Zajonca. Dorota Krzemionka i Agnieszka Chrzanowska: Może zaczniemy od… testu. W Teście Dwudziestu Stwierdzeń Manforda Kuhna i Thomasa McPartlanda odpowiadamy na pytanie: kim jestem? Jak Pani odpowiedziałaby na nie? Hazel Rose Markus: Teraz, podczas pobytu w Polsce [Hazel Markus uczestniczyła w 2010 roku w konferencji poświęconej pamięci jej męża Roberta Zajonca – dop. red.], czuję się… Fot. Krzysztof Plebankiewicz 2 1 Amerykanką. W polskim kontekście wyraźnie odczuwam, jak bardzo jestem amerykańska. Polacy w kontakcie z innymi są bardzo wrażliwi i uważni. Starają się przyjmować perspektywę innych. Martwią się o to, jak druga osoba się czuje, zastana- wiają się, co myśli, co robi. Nawet wtedy, gdy prezentują własne pomysły, wyjaśniają, że zainspirowała ich praca innych. Zdają sobie też sprawę, że to, co robią, może mieć wpływ na innych, inspirować ich. Właśnie tu, w innym otoczeniu kulturowym, uderza mnie, jak bardzo Amerykanie są skoncentrowani na sobie. Jesteśmy przyzwyczajeni, że koncentrujemy się na swo- ich odczuciach, wyrażamy swoje opinie i pomysły. Nawykowo poświęcamy mniej uwagi relacjom, nawet jeśli są dla nas ważne. Polacy zaś bardzo cenią relacje i pielęgnują je. O ile zatem Ame- rykanie są indywidualistyczni i niezależni, Polacy są w więk- szym stopniu współzależni. Czy to znaczy, że „ja” zależy od kultury, w której jest osadzone? Czy kultura, w której jesteśmy zanurzeni, wyznacza sposób, w jaki opisujemy siebie? Prowadziliśmy szerokie badania, w których porównywaliśmy Amerykanów oraz Azjatów – Koreańczyków, Japończyków, Azjatów mieszkających w Stanach Zjednoczonych. Zaob- serwowaliśmy, że w tych odmiennych kulturach funkcjonują inne modele Ja. W USA wśród przedstawicieli klasy średniej powszechne jest „ja” niezależne, independent self, z kolei w krajach wschodniej Azji powszechne jest „ja” współzależne, interdependent self. Amerykanie to niezależni indywidualiści. Koncentrują się na „ja” – swoich preferencjach, cechach, zdolnościach, celach. Za- kładają, że energia, która napędza działanie, pochodzi z nich samych, z „ja”. W USA normalnym i akceptowanym zacho- waniem jest ekspresja siebie, wyrażanie swoich potrzeb, celów, preferencji. Bardzo duże znaczenie ma dla nas możliwość po- dejmowania decyzji, dokonywania wyborów. To mój wybór! Takie są moje potrzeby, takie są moje pragnienia. Taki model „ja” jest wbudowany w świat. Jest widoczny w domu, w szkole, w pracy, w mediach. Jest obecny nawet w systemie prawnym i w polityce! Chronimy prawa jednostki. Prawo gwa- Polacy martwią się o to, jak druga osoba się czuje. Nawet gdy prezentują własne pomysły, wyjaśniają, że zainspirowała ich praca innych. 22 Bliżej siebie. Rozmowy z mistrzami J a w w i e l k i m ś w i e c i e SPOSOBY BYCIA JA Hazel Markus i Sinobu Kitayama dowodzą, że ludzie określają swoje „ja” na dwa sposoby: „ja niezależne”, charakterystyczne dla kultury Zachodu, jest unikatowe, odrębne od kon- tekstu społecznego, stabilne i spójne w różnych sytuacjach, definiowane poprzez wewnętrzne zdolności i uczucia, nastawione na ekspresję siebie i osiąganie własnych celów; indywidualny sukces i sprawczość są podstawą samooceny; „ja współzależne”, charakterystyczne dla Dalekiego Wschodu, jest określane poprzez przy- należność, uwikłane w relacje, płynne i zmieniające się wraz z kontekstem, definiowane przez status i role społeczne, nastawione na zachowanie się właściwie i osiąganie celów grupy; podstawą samooceny jest harmonia z otoczeniem. rantuje nam wolność słowa, wolność wyrażania myśli. Oczywi- ście nie musimy cały czas myśleć o tym, że jesteśmy niezależni. Nikt nie musi nam tego przypominać. Wystarczy, że wychowu- jemy się i żyjemy w amerykańskiej kulturze. Zatem Bob Harris, bohater filmu Sofii Coppoli „Między słowami”, Amerykanin o „ja niezależnym”, w Japonii zetknął się nie tylko z innym językiem i kulturą, ale też z innym modelem „ja”. W krajach Dalekiego Wschodu dominuje „ja współzależne”. U podstaw tego modelu „ja” tkwi założenie, że ludzie są niczym węzły w sieci. Wszyscy są ze sobą powiązani, są współzależni. Oznacza to, że każde moje działanie wpływa na inne osoby, z którymi jestem powiązana. Jest to zupełnie inny sposób my- ślenia niż ten widoczny w kulturze amerykańskiej. Istnieje zatem sieć społeczna, w którą się włączamy. Taki punkt wyjścia sprawia, że budujemy zupełnie inne pojęcie „ja”. Wyobraźmy sobie teraz japoński dom. To matka sama ocenia, co jest najlepsze dla jej dziecka i podejmuje za nie decyzję. Je- żeli zdecyduje, że do śniadania najlepszy będzie sok owocowy, to poda go dziecku, nie pytając go wcale o zdanie. Zupełnie inaczej postąpi amerykańska matka. Zapyta dziecko, co chce do picia i przedstawi mu możliwe opcje: sok pomarańczowy, mleko, woda. Dziecko samo dokonuje wyboru i w ten sposób wyraża swoją indywidualność. Japońscy rodzice bardziej też Amerykanie koncentrują się na swoich preferencjach, i zdolnościach. Zakładają, że energia, która napędza działanie, pochodzi z nich samych, z własnego „ja”. 23 koncentrują się na budowaniu relacji z dzieckiem. Jeżeli dają dziecku samochodzik, to starają się wymyślać zabawy, w któ- rych będzie się nim dzieliło z innymi dziećmi. W ten sposób będą wzmacniać więź z maluchem. Natomiast amerykańscy rodzice skoncentrują się na przedmiocie, na zabawce. Osadzą ją w szerszym kontekście – na przykład przypomną, że taki sam samochód widzieli poprzedniego dnia podczas spaceru. Podobne różnice są widoczne w szkole. W USA każdego roku dziecko zmienia klasę i uczy się z innymi dziećmi. W Japonii dziecko przez całą szkołę przebywa w tej samej klasie. Uczy się w ten sposób, że jest członkiem grupy, że trzeba przestrzegać obowiązujących w niej reguł; że trzeba się dostosować do jej potrzeb, oczekiwań, celów. Ameryka rodzi zatem indywidualistów, a Japonia społeczników. Niekoniecznie. „Ja” wcale nie musi występować w „czystej” postaci, może posiadać domieszkę cech typowych dla drugiego modelu. Zatem nawet jeżeli w USA dominuje „ja niezależne”, to jest też obecna potrzeba współzależności. Na przykład ko- biety, niezależnie od kultury, mają większą „domieszkę” „ja współzależnego”. Trawestując Johna Lennona, który śpiewał, że „kobieta jest Murzynem świata”, można powiedzieć, że raczej jest Azjatą świata… Tak, to kobiety zwykle podejmują działania, które mają charak- ter współzależny. Pielęgnują relacje, dbają o innych, podtrzymują więzi. Można powiedzieć, że kobiety – te żyjące w kulturach niezależnych – mają hybrydowy czy dualny model „ja”. Mówimy, że w Stanach dominuje „ja” niezależne, ale prze- cież w kontekście ograniczonych możliwości edukacyjnych nie ma możliwości podkreślania swojej indywidualności. Brakuje bowiem zasobów, w tym finansowych, które umożliwiłyby ekspresję niezależności. Stąd Amerykanie z klasy pracującej zachowują się inaczej, prezentują inny model „ja”, który przy- pomina ten widoczny w Japonii. Zamiast podkreślać niezależ- ność, Japończycy polegają na sobie nawzajem, są współzależni. W krajach Dalekiego Wschodu dominuje myślenie, zgodnie z którym ludzie są niczym węzły w sieci. Wszyscy są ze sobą powiązani, od siebie współzależni. Oznacza to, że każde moje działanie wpływa na inne osoby, z którymi jestem powiązana. 24 Bliżej siebie. Rozmowy z mistrzami J a w w i e l k i m ś w i e c i e W mniejszym stopniu koncentrują się na tym, by decydować o sobie, bo tak naprawdę nie mają zbyt dużego wyboru. Nie podkreślają swojej niepowtarzalności, różnic. Tacy ludzie są podobni do siebie. A co lepiej służy naszemu zdrowiu? Czy są zdrowsze i mniej zdrowe modele „ja”? Obecnie prowadzimy duże badanie dotyczące związku „ja” i zdrowia. Przypuszczaliśmy, że zarówno zdrowie fizyczne, jak i psychiczne zależą od tego, czy mamy warunki, w których mo- żemy realizować swoje „ja”, niezależnie jakie ono jest. Badania potwierdziły naszą hipotezę. Amerykanin będzie zdrowszy, jeżeli będzie mógł realizować swoją potrzebę indywidualności i niezależności. Okazuje się, że posiadanie kontroli i wysoka samoocena są bardzo ważne dla jego zdrowia psychicznego i fizycznego. Japończyk za to będzie się cieszył lepszym zdro- wiem, jeżeli będzie żył w warunkach odpowiadających jego współzależności. Dla niego posiadanie kontroli nie jest aż tak ważne. Większe znaczenie ma brak napięć w relacjach. Stres w kontaktach interpersonalnych, napięcia i zgrzyty wpływają negatywnie na samopoczucie osoby o „ja współzależnym”. Do- bre relacje oznaczają lepsze zdrowie. Kluczem jest tu zatem nie rodzaj „ja”, ale zgodność pomiędzy „ja” i kontekstem, w którym jest ono osadzone. Na różnych krańcach świata stykamy się z różnymi modelami Ja. Czy jednak pojęcie „ja” ma pewien uniwersalny rdzeń? Czymś, co jest wspólne dla wszystkich ludzi, niezależnie od miejsca, czasu, kultury, jest szukanie odpowiedzi na dwa py- tania: kim jestem ja jako odrębna osoba i kim jesteśmy my, ludzie, z którymi się identyfikuję. Każdy z nas zadaje sobie te pytania. Niektórzy uważają, że pojęcie „ja” jest stosunkowo młodym wytworem. XII wiek jest wskazywany jako czas, kiedy zaczęliśmy myśleć o sobie jako kimś odrębnym od innych ludzi. Jeśli zawsze jesteśmy w grupie i nie mamy prywatności, po co pytać, kim jestem? Myślę jednak, że nawet wcześniej ludzie mieli pewną świadomość swojej odrębności – swoich osobistych Zawsze w człowieku istniało pewne poczucie odrębności, własnej tożsamości. Jednak dopiero w czasach współczesnych zaczęliśmy się koncentrować na sobie jako kimś odrębnym od otoczenia. 2 5 myśli, marzeń, reakcji, które są tylko moje i nie należą do in- nych. To mógł być początek myślenia o sobie jako jednostce odrębnej od innych. Choć myślę, że zawsze w człowieku ist- niało pewne poczucie odrębności, własnej tożsamości. Jednak dopiero w czasach współczesnych, od rewolucji przemysłowej, zaczęliśmy się koncentrować na sobie, na „ja” jako kimś od- rębnym od otoczenia społecznego. Staliśmy się samolubni. Jest to szczególnie widoczne w Stanach Zjednoczonych, gdzie ludzie posiadają bardzo dużo zasobów pozwalających im zadbać o siebie i wyrazić własną indywidualność. Patrzymy na siebie z bardzo różnych perspektyw. Jak zakładają kolejne teorie, mamy „ja realne”, „ja idealne”, „ja powinnościowe” i wiele „ja” możliwych. Tyle przeróżnych „ja”, jak wśród nich można znaleźć… prawdziwego siebie? Obecnie dochodzimy do wniosku, że nie istnieje jedno praw- dziwe „ja”, wydaje się ono raczej dynamiczną pulą myśli, uczuć, motywów, wspomnień. W danym momencie wyciągamy z tej puli „próbkę”. I to, co wtedy otrzymujemy, jest naszym „ja robo- czym”. To ono reguluje nasze zachowanie w danym momencie i w danej sytuacji. Teraz rozumiemy, dlaczego „ja” w dużym stopniu jest produktem oddziaływań środowiskowych, wytwo- rem tych wszystkich środowisk, których jesteśmy częścią. Wraz ze zmianą środowiska, zmienia się „ja” i wcale nie oznacza to, że jesteśmy nieprawdziwi, nieautentyczni. Pewne elementy „ja” mają jednak charakter trwały. Tworzymy pewną narrację, historię „ja”, którą możemy porównać do na- szyjnika. Ta historia niczym sznurek podtrzymuje poszczególne koraliki, które tworzą dzięki temu całość, nie rozsypują się. Możemy jednak zmieniać ich kolejność, nawlekać je w inny sposób. Dawniej takie zmiany uważano za niekorzystne dla naszego zdrowia psychicznego. Teraz wiemy, że plastyczność jest ko- rzystna. Powinniśmy być elastyczni, ale nie chaotyczni i zdez- organizowani. Nie jest dobrze, gdy nasze „ja robocze”, czyli „próbki” wyciągane z puli wiedzy o sobie, są kompletnie różne, przypadkowe. Przecież koraliki naszyjnika nie mogą być zu- Tworzymy historię „ja”, możemy ją porównać do naszyjnika. Niczym sznurek podtrzymuje ona poszczególne koraliki, które dzięki temu tworzą całość. Możemy jednak zmienić ich kolejność, nawlekając je w inny sposób. 26 Bliżej siebie. Rozmowy z mistrzami J a w w i e l k i m ś w i e c i e pełnie różne. W ostatnich latach nastąpiła znacząca zmiana w rozumieniu Ja. Do niedawna dominował pogląd, że mamy być niezależni, wolni, autentyczni, niczym nieograniczeni, że mamy opierać się wpływom zewnętrznym. Teraz widzimy, że „ja” jest dynamiczne, plastyczne i relacyjne. Oczywiście konieczna jest pewna jego organizacja, inaczej przestaniemy istnieć jako jednostki. Kenneth Gergen, psycholog społeczny, w swojej koncepcji „ja” nasyconego zwraca uwagę, że obecnie jesteśmy non stop powiązani z coraz większą liczbą osób i instytucji. Przejmujemy ich opinie, wartości, styl życia. To zaludnienie i nasycenie „ja” sprawia, że staje się ono wydmuszką pozbawioną osobistych treści. To jest ekstremalna sytuacja, gdy ktoś tak nasyca się innymi, że nie ma swojego „ja”. Myślę, że to wielkie wyzwanie dla psychologów i społeczeństwa – szukanie odpowiedzi na pyta- nie, jak odnaleźć się w świecie internetu, ciągłej komunikacji, „ćwierkania” na Twitterze. Musimy jednak uświadomić sobie, że mamy różne „ja” w różnych sytuacjach. Jest to bardzo wy- raźne w kulturze wschodniej Azji. Dla Japończyka jest jasne, że w domu zachowujemy się w określony sposób, na przykład skaczemy na krześle. Ale gdy idziemy do sąsiada, nie będziemy tego robić – to inna sytuacja: krzesło należy do sąsiada, zmienił się kontekst. Dla nich jest to jasne i zrozumiałe. W pewnych sytuacjach powściągamy nasze reakcje, nie wyrażamy naszych uczuć. W innych z kolei dajemy im upust. Amerykanin powie natomiast, że to niespójne, że zachowaniem powinna kierować jedna określona zasada, bo skąd w przeciwnym razie ma wie- dzieć, co jest dobre. Ale przecież to naturalne, że zachowujemy się inaczej w różnych sytuacjach. I nie jest to brak autentycz- ności, fałsz czy konformizm. Nie świadczy też o słabych gra- nicach ego albo że siebie nie znamy. Po prostu różne sytuacje wymagają różnych „ja”. Jak odnaleźć się w świecie internetu, ciągłej komunikacji, „ćwierkania” na Twitterze… 27 PINOKIO I FAŁSZ Y WE WSPOMNIENIA Choć nasza pamięć jest cenna i pozwala nam kierować swym życiem, nie jest trudno sprawić, żebyśmy pamiętali rzeczy, które się nigdy nie zdarzyły. ELIZABETH F. LOFTUS jest amerykańskim psychologiem poznawczym, światowej sławy ekspertem w dziedzinie ludzkiej pamięci i wiarygodności zeznań naocznych świadków. Wykłada na University of California, Irvine, na Wydziale Psychologii, Zachowań Społecznych i Prawa, gdzie jest profesorem ekologii społecznej, prawa i nauk o poznaniu. Jej słynne eksperymenty dowodzą możliwości zniekształceń pamięci i zaszczepiania fałszywych wspomnień oraz ich konsekwencji dla zachowań. Fot. Archiwum W jednym ze swoich wystąpień przedwyborczych przed laty Hi- lary Clinton opowiedziała, jak podczas wizyty w Bośni znalazła się w samym centrum ognia. Jej wspomnienia były niezwykle żywe i szczegółowe: „Pamiętam lądowanie pod ostrzałem snaj- perów… Miała być ceremonia powitalna na lotnisku, a zamiast tego biegliśmy, zakrywając głowy rękami i chcąc jak najszybciej dotrzeć do samochodów, które miały nas zawieźć do bazy”. Te wspomnienia przysporzyły Hilary kłopotów. Media pokazały bowiem zdjęcia z jej przylotu do Bośni. Widać było na nich wy- raźnie panią Clinton wysiadającą spokojnie z helikoptera w to- warzystwie córki i kilku żołnierzy oraz witających ją uczniów. Sprawdzono fakty, przeprowadzono wywiady z gwiazdami, które leciały wtedy razem z Clinton. Okazało się, że jej wspo- 28 P i n o k i o i f a ł s z y w e w s p o m n i e n i a mnienia nie zgadzały się z faktycznym przebiegiem zdarzeń. Pamiętamy Pinokia, bohatera powieści Carla Collodiego? Po każdym kłamstwie wydłużał mu się nos. Jeden z komentato- rów ocenił pamięć Clinton na cztery punkty w skali Pinokia. Jej wspomnienia były bowiem błędne w co najmniej czterech obszarach: nie było lądowania pod ostrzałem ani żadnego ostrzału snajperskiego; nie odwołano powitania na lotnisku; i nie była ona pierwszą żoną amerykańskiego prezydenta, która pojechała do strefy wojny. Imię Pinokia sugerowało, że Hilary mogła celowo kłamać. Znany dziennikarz, Chris Matthews, wydawał się przyjmować taką interpretację, kiedy mówił w swym programie telewizyj- nym: „Wydaje mi się, że każdego z nas pamięć czasem zawodzi – zapominamy rzeczy, które się zdarzyły. Ale rzadko pamiętamy coś, co nigdy nie miało miejsca”. Hilary przyznała się do błędu, ale wytłumaczyła go inaczej: „Po- myliłam się. Miałam inne wspomnienie. Pomyliłam się – zdarza się. To dowodzi, że jestem człowiekiem, co dla niektórych osób jest zaskakujące”. Po trzydziestu latach badania pamięci jestem po stronie Hilary. Badania prowadzone przeze mnie i wielu innych psychologów pokazały, jak podatna na wpływy jest ludzka pamięć. Tysiące eksperymentów przeprowadzonych w ostatnim stuleciu ujaw- niło tę prawdę: choć nasza pamięć jest cenna i pozwala nam efektywnie kierować naszym życiem, wcale nie jest trudno sprawić, żebyśmy pamiętali rzeczy, które się nigdy nie zdarzyły. Dziennikarz Matthews mylił się, sądząc, że zdarza się to rzadko. Historia Hilary mówi nam, że ewidentne zniekształcenia pa- mięci mogą się zdarzyć nawet bardzo inteligentnym, świetnie wykształconym prawie prezydentom Stanów Zjednoczonych. Jeśli coś takiego przydarzyło się Hilary Clinton w sprawie, którą łatwo można było sprawdzić i obalić, to może się to przydarzyć każdemu z nas. Moje własne badania nad zniekształceniami pamięci obrały w ostatnim czasie nowy kierunek. Przez lata badaliśmy, czy można zaszczepiać fałszywe wspomnienia. Teraz wraz z moimi współpracownikami zainteresowaliśmy się skutkami takich wspomnień. Czy fałszywe przekonania i wspomnienia mają Historia Hilary Clinton mówi, że zniekształcenia pamięci mogą zdarzyć się nawet bardzo inteligentnym, świetnie wykształconym osobom, prawie prezydentowi USA. A co dopiero nam… 2 9 jakieś konsekwencje dla ludzi? Czy wywierają wpływ na ich intencje, myśli i zachowania? Podjęliśmy próby odpowiedzi na to pytanie. Wszczepiliśmy badanym fałszywe wspomnienie o tym, że w dzieciństwie roz- chorowali się po zjedzeniu jajka na twardo lub ogórka konser- wowego. W efekcie tego byli mniej skłonni jeść te produkty podczas przyjęcia. To samo zdarzyło się, kiedy wszczepiliśmy fałszywe wspomnienie dolegliwości, jakie mieli po spożyciu lodów truskawkowych. Badania nasze i innych naukowców pokazały, że zaszcze- pione wspomnienia mogą wpływać na rzeczywiste nawyki żywieniowe. Wpływ ten utrzymuje się przez pewien czas, co wykazano w kanadyjskim eksperymencie z użyciem jogurtu brzoskwiniowego oraz holenderskim badaniu z zastosowaniem sałatki z jajkiem. Co więcej, fałszywe pozytywne wspomnienia związane ze zdrową żywnością, na przykład ze szparagami, również miały wpływ na badanych. Osoby, które uległy sugestii, twierdziły potem, że lubią szparagi bardziej niż badani z grupy kontrolnej; chętniej też jadły szparagi, gotowe były więcej za nie zapłacić, a zdjęcia szparagów uznawały za bardziej atrakcyjne. Podsumowując, uzyskane rezultaty wykraczają poza zwykłe wykazanie, że wspomnienia są podatne na wpływy i mogą być uzupełniane czy zmieniane przez nowe informacje. Dowo- dzą, że zniekształcenia pamięci mogą mieć dla nas reperkusje, wpływając na nasze zachowania długo po tym, kiedy takie pseudowspomnienie nam zaszczepiono. Tłum. Przemysław Bąbel Zaszczepione wspomnienia mogą wpływać na rzeczywiste nawyki żywieniowe. 30 Bliżej siebie. Rozmowy z mistrzami ZŁUDZENIE SIEBIE Uważamy, że lubimy siebie za to, za co tak naprawdę lubimy innych ludzi – za dobroć, życzliwość. Tymczasem wysoką samoocenę zawdzięczamy przekonaniom o własnej efektywności. BOGDAN WOJCISZKE jest profesorem, psychologiem społecznym, dziekanem sopockiego wydziału SWPS. Interesuje się spostrzeganiem i ocenianiem ludzi, dynamiką bliskich związków i następ- stwami sprawowania władzy. Dwukrotnie nagrodzony za swoje książki Nagrodą Teofrasta. W 2011 roku ukazał się znakomity podręcznik jego autorstwa pt. Psychologia społeczna. Dorota Krzemionka: Ja jestem piękny, ja jestem silny, ja jestem mądry, ja jestem dobry. I ja sam to wszystko odkryłem! – ironizuje Stanisław Jerzy Lec. Identycznie myśli osoba o wysokiej samoocenie. Dobrze jest tak o sobie myśleć? Bogdan Wojciszke: To zależy. Z punktu widzenia posiadacza wysokiej samooceny jest to korzystne, ale z perspektywy innych niekoniecznie. Wszystko ma swoje jasne i ciemne strony. Osoby z wysoką samooceną mają lepsze osiągnięcia, wyższe poczucie kontroli, sprawstwa, lepiej się czują, mniej jest u nich objawów psychopatologicznych, szczególnie depresji. Czy samoocena sprzyja osiąganiu coraz wyższych celów, czy to osiągnięcia budują nam wyższą samoocenę? Fot. Archiwum SWPS 31 Kali Trzesniewski z University of California w Davis twierdzi, że ci, którzy w okresie dorastania mają wysoką samoocenę, dalej w życiu zachodzą: w wieku dwudziestu kilku lat mają lepsze wyniki na studiach, wyższe zarobki, mniej konfliktów z pra- wem etc. Takie wnioski wysnuto na podstawie eksperymentu z udziałem tysiąca Nowozelandczyków. Prowadzono badanie podłużne: analizę samooceny i aktualnego stanu osiągnięć ba- danych powtórzono po 10 latach od pierwszego badania. Nie- stety, podobnych danych jest niewiele – eksperymenty trwają bardzo długo. A ciemne strony samooceny? Czasami osoby o wysokiej samoocenie przeceniają siebie i swoje możliwości, wykazują upór, który zwykle jest zbawienny, ale czasem trzyma nas przy działaniach skazujących na klęskę. Samoocena może sprzyjać podejmowaniu zadań przerastających nas i trwaniu przy nich, nawet gdy nie dają efektów. Czy to największe zagrożenie, jakie niesie zbyt wysoka samoocena? Nie. Większość ciemnych stron samooceny wiąże się z odbiorem danej osoby przez innych. Ludzie o wysokiej samoocenie są często odbierani jako zadufani w sobie aroganci, którzy ignorują innych. Kiedy pojawia się zagrożenie, ludzie reagują różnie, zależnie od samooceny. Ci o niskiej wycofują się, rezygnują i utwierdzają się w przekonaniu, że niewiele potrafią. Ci o wyso- kiej starają się odbudować zagrożone poczucie wartości poprzez własne osiągnięcia, koncentrują się na działaniach. Ale z tym często łączy się też ignorowanie uczuć innych ludzi. Ludzie z wysoką samooceną mogą też deprecjonować wyniki innych, by udowodnić sobie, że są lepsi… Jest sporo danych pokazujących, że osoby wysoko postawione na drabinie społecznej, które mają powody, by lepiej o sobie myśleć, mają tendencję do myślenia o innych gorzej. A wyda- wałoby się, że nie mają powodów. Przecież ich poczucie własnej wartości rzadziej bywa zagrożone. Jednak myślenie, że inni są gorsi ode mnie, więc ja jestem lepszy, to najłatwiejszy sposób Osoby wysoko postawione na drabinie społecznej, które mają powody, by lepiej o sobie myśleć, mają tendencję do myślenia o innych gorzej. 3 2 Bliżej siebie. Rozmowy z mistrzami
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Bliżej SIEBIE. Rozmowy z Mistrzami o życiu, uczuciach, marzeniach, relacjach, zdrowiu, finansach i możliwości zmiany siebie

Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: