Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00123 007069 13412749 na godz. na dobę w sumie
Blondynka na safari - ebook/pdf
Blondynka na safari - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 401
Wydawca: Burda Książki Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7596-170-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> przewodniki >> podróże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Zainspirowana fantastycznymi historiami o safari Beata Pawlikowska wyrusza na poznanie afrykańskiej sawanny. Przewodnik Blondynka na safari pełen jest opowiadań i spostrzeżeń Autorki z safari w RPA, Tanzanii i Kenii. Znajdziesz w nim masę praktycznych rad i wskazówek, jak zorganizować własne safari. Dowiesz się, gdzie najlepiej pojechać, co ze sobą zabrać, czego się spodziewać i jakich cen oczekiwać. Znajdziesz wskazówki, jak się targować, jak zachowywać podczas safari i czego wystrzegać. Poznasz najciekawsze parki narodowe i inne ważne, warte odwiedzenia miejsca w Afryce. Poczujesz na czym polega codzienne życie Afrykańczyków, ich mierzenie czasu, język i styl życia. Zdobędziesz cenne rady, jak zadbać o bezpieczeństwo swoje i swoich rzeczy, jakich problemów ze zdrowiem możesz się spodziewać i co wtedy robić.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wstęp W podróżowaniu najważniejsze są emocje i wyobraźnia. Zawsze próbowałam sobie wyobrazić jak wyglądałoby moje życie gdybym nie przyszła na świat w Polsce, tylko w masajskiej wiosce na sawannie afrykańskiej albo w jurcie na mongolskim stepie czy w osadzie amazońskich Indian… Co jadłabym na śniadanie? Kim byliby moi przyjaciele? Czy znałabym pojęcie pieniądza i kalendarza? Jakie byłoby moje największe marzenie?... Kiedy wyruszałam w podróż, zawsze starałam się poznać i zro- zumieć świat, w którym byłam. Mniej ważne były dla mnie opisy aktualnych partii politycznych i rozmiary parków narodowych. Chciałam wiedzieć więcej - jak pachnie kwiat migdałowca, co jedzą kolibry i dlaczego Masajowie piją krew z mlekiem. Informacje podawane w przewodnikach sprowadzały się najczę- ściej do krótkiego opisu zabytków i podania faktów wymierzalnych w liczbach. W przewodnikach po safari obok mikroskopijnego zdjęcia zwierzęcia podawano zwykle jego wagę, wysokość i to ile dzieci rodzi, ile razy w roku. Ale zaraz!... Czy nie jest ważniejsze i ciekawsze to, że władca Inków ubierał się w płaszcz ze skórek nietoperzy, a hipopotam ma delikatne stopy i strasznie nie lubi, kiedy ktoś rozbije namiot na jego ścieżce? 6 Wydawcy przewodników odpowiedzie- liby, że pewnie są to ważne informacje, ale „zabrakło dla nich miejsca”. przykład Polak – posiada krowę, to zna- czy, że ją ukradł Masajom, czyli jedynym prawowitym właścicielom. Czy wiedzieliście o tym, że żyrafa śpi tylko przez dziesięć minut dziennie? A paski na zebrze służą jej jak we- wnętrzna klimatyzacja? A słoń potra- fi czytać z ruchów gwiazd i z daleka wyczuć ludzki strach? A skorpion ma radary na nogach? A wiecie co zrobić jeśli ukąsi was skorpion? A po czym rozpoznać czarną mambę? Oczywiście po tym, że wcale nie jest czarna, tylko szara, potrafi ścigać ofiarę i atakuje skacząc na twarz, a ma przy tym tyle jadu, że jednym ukąszeniem mogłaby zabić czterdziestu ludzi. A czy wiedzieliście na przykład o tym, że Masajowie dostali od Boga wszystkie krowy, które znajdują się na świecie? Jeśli człowiek innego plemienia – na A wiedzieliście o tym, że w Tanzanii mieszkają do dzisiaj ostatni potomkowie pierwszych ludzi na Ziemi, którzy mają dokładnie ten sam zestaw genów co nasi najstarsi przodkowie? Maja ten sam kolor oczu, kształt twarzy, kolor skóry i ubierają się do dziś w skóry antylop. Takich opowieści nie znalazłam nigdy w żadnym przewodniku. Dlatego właśnie postanowiłam napisać mój własny prze- wodnik i zamieścić w nim wyłącznie to, co jest ciekawe, fascynujące i porusza wyobraźnię. Chciałam pokazać w nim taki świat, jaki ja widzę podczas podró- żowania. Pełen przygód, zaskakujących odkryć i niezapomnianych emocji. I takich podróży wam życzę. www.beatapawlikowska.com 7 9 10 Safari 11 Warszawa Europa A fryka Tanzania 12 Jak zorganizować safari? Przez Internet Był zimny dzień w styczniu, przysypany śniegiem i dziwnym smutkiem. Postanowiłam czym prędzej wyruszyć śladem bocianów po afrykańskie słońce. Dokąd? – zastanowiłam się i spojrzałam na mapę. Tanzania! Tam mnie jeszcze nie było. Poznawanie nowych krajów ma mnóstwo zalet, ma przy tym też jedną poważną wadę: nie wiadomo jak jest na miejscu. Jak zorganizować safari? Gdzie wypożyczyć samochód? A może nie wypożyczać samochodu, tylko wynająć kierowcę? Z takimi pytaniami zasiadłam do Internetu. Szybko znalazłam informację, że miejscem wypadowym na safari w Tanzanii jest miasto Arusha u stóp Kilimandżaro. I rzeczywiście, w samej Arushy znalazłam wiele lokalnych firm, które zawodowo i od wielu lat zajmują się organizowaniem safari. Powoływały się na referencje, komentarze zadowolonych klientów i licen- cje turystyczne. Wybrałam kilka z nich i napisałam krótkiego maila z prośbą o przygotowanie oferty na określony termin. Odpowiedzi przyszły już następnego dnia. Były bardzo pozytywne, profesjonal- ne i dość szokujące gdy dochodziło do ceny. Wynikało z nich, że wyprawa na safari kosztuje mniej więcej 1200 USD za każdy dzień. Z jednej strony było to dość logiczne – cena obejmowała miejsce w samochodzie, pracę kierowcy oraz kucharza, noclegi, jedzenie oraz wszystkie inne potrzebne drobiazgi, takie jak choćby paliwo. 13 Radzono mi też, żebym szybko zrobiła rezerwację, bo marzec to końcówka największego sezonu, kiedy do Afryki przyjeżdża dużo turystów i trudno jest znaleźć miejsce w samochodzie. Hm… Zaczęłam się zastanawiać. Miałam dziwne przeczucie, że organizowanie safari w Tanzanii siedząc przed ekranem komputera w Polsce jest rozwiązaniem stworzonym dla ludzi, którzy potrzebują komfortu i świadomości, że nie zagubią się na miejscu w mętliku obcej rzeczywistości. Z całą pewnością nie było to więc rozwiązanie dla mnie. Ja lubię spotykać tubylców i pytać ich o drogę, zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Spakowałam się więc, kupiłam bilet i poleciałam do Afryki. 14 Osobiście Wylądowałam w Dar es Salaam w niedzielne popołudnie. Miasto było puste i ci- che, jak gdyby jego mieszkańcy zapadli w tropikalny sen. Znalazłam lokalny bar dla tubylców, zjadłam kulki z krewetek i ryż z kurczakiem, a potem wyruszyłam z aparatem fotograficznym na łowy. Polowanie zakończyło się połowicznym sukcesem, ponieważ ciekawych zdjęć wprawdzie zrobiłam bardzo mało, ale za to ja osobiście zostałam upolowana. Poszukiwacze Naiwnych Turystów We wszystkich dużych miastach istnieją ludzie zajmujący się zawodowo po- lowaniem na turystów. Nie mają zazwyczaj złych zamiarów. Chcą tylko upo- lować klienta na swoje usługi. Organizują wycieczki, loty balonem, wyprawy 15 czółnem albo najlepsze safari. Posługują się przy tym szerokim wachlarzem sposobów. Niektórzy dru- kują ulotki, inni polegają na swoim darze wymowy, jeszcze inni usiłują wcisnąć turystom nie najlepszy towar, próbując zedrzeć z nich przy tym skórę i jak najwięcej zarobić. Trzeba mieć dużo doświadczenia albo niezawodny instynkt, żeby nie dać się oszukać. Kiedy szłam z powrotem w stronę hotelu, zaczepił mnie tubylec w czerwonej koszuli. – Hello! – powiedział, tak jak to robią wszyscy jemu podobni Poszukiwacze Naiwnych Turystów, dodając od razu powitanie w języku suahili: - Jambo! – Jambo – odpowiedziałam krótko, nie zwalniając kroku, żeby go nie zachęcać do dalszej rozmowy. Tubylec chyba od razu się zorientował, że wiem kim jest i jakie ma zamiary, bo odpuścił sobie kolejne obo- wiązkowe zaczepki w rodzaju: – Where are you from? Skąd pochodzisz? – What’s your name? Jak masz na imię? – Do you like Africa? Czy podoba ci się w Afryce? Tego rodzaju pytania mają na celu tylko jedno: żeby turysta zatrzymał się i rozpoczął z nimi rozmowę, bo jak już ją zacznie, to głupio mu będzie odwrócić się i odejść. Z doświadczenia też wiem, że duży odsetek zahaczonych w ten sposób turystów znajduje coś 16 ciekawego w przedstawionej im ofercie, więc zwykle są potencjalnymi klientami, o których warto walczyć. – You want to go on a safari? 1 – zapytał tubylec wprost bez żadnych kolejnych wstępów. Jego pytanie nie zabrzmiało jak przynęta na haczyku. Było raczej zupełnie rozsądną propozycją. Spojrzałam na niego. W twarzy drugiego człowieka zwykle można wyczytać wszystko – kim jest, jakie ma zamiary, czy jest uczciwy. Jeżeli spojrzy mu się w oczy z głębi wła- snego uczciwego serca, wszystko jest od razu jasne dla obu stron. Wystarczyło mi więc jedno spojrzenie, żeby stwierdzić, że nie mam do czynienia ze zwykłym naciągaczem i postanowiłam dać mu szansę. – Yes, I do – odpowiedziałam. – A czy ty organizujesz safari? – Tak! – ucieszył się od razu. – Mamy biuro tutaj niedaleko, tuż za rogiem! Czujność. Nigdy nie idź z obcym człowiekiem w żadną pustą uliczkę ani tym bardziej do bramy, za którą kryje się nie wiadomo co. – Otwarte w niedzielę? – zapytałam powątpiewająco. – Oczywiście! – odrzekł bez wahania. – Pięć minut drogi stąd. Nie miałam szczególnie ważnych planów na następne pięć minut mojego życia, zgodziłam się więc. Wkrótce mój przewodnik stanął przy rozpadającym się domku z betonu. – To tutaj! – oświadczył w dumą. Chwyciłam za klamkę i pociągnąłem za drzwi, żeby je otworzyć, ale w tej samej chwili futryna z trzaskiem oderwała się od muru, a drzwi zawisły smętnie na dwóch zardzewiałych zawiasach. 1 ) You want to go on a safari? – pytanie zadane w uniwersalnej odmianie języka angielskiego, poprawnie powinno być: Do you want to go on a safari? – Czy chcesz pojechać na safari? 17 – Znowu te drzwi! – mruknął niezadowolony tubylec. Chwycił je i wprawnym ruchem osadził z powrotem w futrynie. Weszliśmy do środka. Musiałam przyznać, że początek naszej ewentualnej współpracy nie wyglądał zbyt obiecująco. W maleńkim zagraconym pokoiku stało stare biurko i krzesło pamiętające zapewne czasy Davida Livingstone’a. Na ścianie wisiała duża mapa Tanzanii. Oprócz tego w pokoiku było nieprawdopodobnie dużo kurzu, jeden gruby, obficie pocący się tubylec, mój przewodnik oraz ja. – Proszę – przewodnik uprzejmie podsunął mi krzesło na trzech nogach. Usiadłam ostrożnie, starając się nie spaść. – Boże, jak gorąco! – westchnął gruby i łysy właściciel biura, ocierając chustką mokre czoło. Rzuciłam mu skanujące spojrzenie. Uśmiechnęłam się. Wolę takie zwyczajne, ludzkie miejsca od klimatyzowanych biur, gdzie do ceny każdej usługi dolicza się koszty jego utrzymania, łącznie z plastikowym kubkiem, w którym ktoś przyniesie mi zimną wodę. Poza tym miałam przeczucie, że tych dwóch zmęczonych upałem gości wcale nie chce mnie oszukać. Postanowiłam im więc zaufać. – A więc organizujecie safari? – zapytałam patrząc grubemu prosto w oczy. – Tak. Nazywam się John, a to jest mój współpracownik, Emmanuel. – Nice to meet you 2, Emmanuel – odwróciłam się do mojego przewodnika z cieka- wością, bo imię Emmanuel zawsze mi się kojarzyło z motylami. Poza tym człowiek o takim romantycznym imieniu zapewne ma też ciekawą osobowość. Wymieniliśmy uśmiechy, a potem przeszliśmy do rzeczy. Powiedziałam kiedy chcę jechać na safari i dokąd. Poprosiłam o przygotowanie kalkulacji. Umówiliśmy się na drugie spotkanie wieczorem. Namiot czy hotel Emmanuel czekał pod hotelem, żeby zaprowadzić mnie z powrotem do biura. 2 ) Nice to meet you – ang. Miło mi cię poznać. 18 Doskonale wiem, jak wyglądają hotele na świecie... Kalkulacja wyglądała rozsądnie. Miałam do wyboru dwa rodzaje noclegów – w hotelach albo na biwakach. Bez wahania wybrałam to drugie. Doskonale wiem jak wyglądają hotele na świecie, a spanie nocą w namiocie rozstawionym wprost na sawannie daje szansę zobaczenia i usłyszenia tego, co do klimatyzowanych pokoi w hotelu na pewno nie dociera. Szybko też domyśliłam się skąd wynikały kosmiczne ceny za jeden dzień safari przysłane mi przez biura znalezione w Internecie. Prawdopodobnie ich kalkula- cje opierały się na noclegach w lodge’ach, bo tak najczęściej mówi się na hotele zbudowane na afrykańskiej sawannie. Jeden nocleg w lodge’u kosztuje nawet 800 dolarów. Są też luksusowe obozowiska w stylu kolonialnym, wyglądające tak, jakby zostały żywcem wyjęte z klasycz- nych filmów o safari, i gdzie zapewnione jest wszystko, co turyście potrzeba do wygody i miłego spędzenia czasu, łącznie ze srebrnymi sztućcami i najlepszą porcelaną. Jedna noc w takim obozowisku kosztuje nawet 1500 dolarów. 19 Najtańsza opcja safari zorganizowanego na bazie noclegów w namiotach w wy- znaczonych obozowiskach kosztuje 130 dolarów za dzień. Ta cena zawiera wszystko – łącznie z miejscem w samochodzie, kierowcą, kucharzem, jedzeniem, paliwem, noclegami, opłatami za wjazd do parków narodowych i opowieściami o Afryce. Ustalenie ceny Są takie kraje na świecie, gdzie cena wyjściowa nigdy nie jest ceną ostateczną. Celowo się ją zawyża, żeby móc na koniec negocjacji zgodzić się na niższą. Kiedy więc John przedstawił mi swoją ofertę, wiedziałam, że chociaż wygląda bardzo ciekawie, nie powinnam jej po prostu zaakceptować. Targowanie się to styl życia we wschodniej Afryce i warto nauczyć się tej sztuki. Nie jest trudna do opanowania, wymaga jedynie prostych ćwiczeń, o których piszę więcej na stronie 294. Zaufanie Podczas podróży po egzotycznych miejscach często zdarzają się takie sytuacje, kiedy trzeba podjąć ważną decyzję, nie mając stuprocentowej pewności co do 22 jej elementów składowych. Najprostszym przykładem jest kupowanie biletu na autobus. Wieczorem kupujesz bilet na poranny autobus, ale przecież nikt nie daje ci gwarancji, że kiedy o świcie przybędziesz na dworzec z ciężkimi bagażami, autobus rzeczywiście będzie tam stał gotowy do drogi. Czasami ryzyko jest jeszcze większe. Kiedy uzgodniliśmy ostateczną cenę mojego safari, John powiedział, że muszę za wszystko zapłacić z góry – żeby on z kolei mógł opłacić wszystkie oczekiwane przeze mnie usługi. Mało tego. Znajdowali- śmy się przecież w Dar es Salaam, a safari miało się rozpocząć w Arushy, czyli kilkanaście godzin drogi dalej na północ Tanzanii. John powiedział, że w cenie wynegocjowanego przeze mnie safari mieści się też bilet autobusowy do Arushy. Mam tu teraz zapłacić wszystko w gotówce, a on przyniesie mi bilet na autobus i umówi mnie z kierowcą w Arushy, z którym miałam się spotkać na dworcu. Wielkie ryzyko Równie dobrze mogłam zapłacić za safari i nigdy więcej nie zobaczyć ani Johna, ani Emmanuela, ani mojego kierowcy. To mogłoby też tłumaczyć mizerny stan biura, które mogło zostać wynajęte na jeden dzień, tylko po to, żeby mnie oszukać. Ale z drugiej strony zarówno John, jak i Emmanuel budzili moje zaufanie. Zwy- czajnie czułam, że nie muszę się obawiać oszustwa, a ponieważ mój instynkt nigdy wcześniej mnie nie zawiódł, postanowiłam i tym razem mu zaufać. Następnego dnia o szóstej rano wsiadłam do autobusu, po dziesięciu godzinach dojechałam do Arushy, gdzie czekał wysłannik z kartką, na której było napisane moje imię. Następnego dnia wyruszyłam na safari. Nie namawiam was do tego, żeby ryzykować i nie twierdzę, że wszyscy ludzie na- potkani po drodze są uczciwi. W podróży jednak jest dokładnie tak samo jak w życiu i warto czasem zaufać swojemu instynktowi, odrzucając stereotypy i przesądy. 23 A może tylko wynająć samochód? Przeszło mi przez myśl, że właściwie najfajniej byłoby po prostu wynająć terenowy samochód i ruszyć przed siebie. Wtedy mia- łabym całkowitą swobodę wyboru drogi przez sawannę, mogła- bym zatrzymywać się tam gdzie chcę i na jak długo mam ochotę. Sprawdziłam, że można bez problemu wynająć samochód zarówno w Dar es Salaam, jak i w Mombasie czy Arushy. Kiedy wysłałam pierwsze maile z pytaniami o możliwość zorganizo- wania safari, właściciele biur w Tanzanii zdecydowanie odradzali samodzielne wynajmowanie samochodu. Jak się później okazało, mieli stuprocentową rację. Doświadczony kierowca to bezcenny skarb – zna okolicę, wie gdzie znaleźć jezioro z hipopotamami, gdzie się zatrzymać na noc, gdzie znaleźć wodę albo toaletę, w którą stronę skręcić na rozstajach dróg, potrafi też dostrzec tysiąc żywych stworzeń, z których bliskości niewprawiony turysta w ogóle nie zdaje sobie sprawy. Nawet jeżdżenie z mapą po Masai Mara czy Serengeti jest bardzo trudne. Zjechanie w dół krateru Ngorongoro wymaga naprawdę wielkiego doświadczenia. Znalezienie miejsca na obozowisko dla początkującego turysty jest praktycznie niewykonalne. Dlatego ja też Wam radzę zaufać lokalesom i przyłączyć się do safari organizowanego przez kogoś, kto ma w tym doświadczenie i potrafi wam pokazać sawannę z najciekawszej strony. 24 Właściciele biur w Tanzanii zdecydowanie odradzali samodzielne wynajmowanie samochodu. 25
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Blondynka na safari
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: