Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00323 006319 13428902 na godz. na dobę w sumie
Blondynka wśród łowców tęczy - ebook/pdf
Blondynka wśród łowców tęczy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 209
Wydawca: National Geographic Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7596-167-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> przewodniki >> podróże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

W amazońskiej dżungli, najbardziej nieprzewidywalnym miejscu na ziemi czas biegnie rytmem zwanym jungle time - nikt się nigdzie nie spieszy, a cenniejszy od pieniędzy jest szósty zmysł, dzięki któremu wojownik może upolować zwierzę, zanim ono upoluje jego. 'To jest jak życie na zupełnie innej planecie' - pisze Autorka. Razem z Beatą Pawlikowską zobaczysz, co kryje wieczny półmrok panujący w dżungli, dowiesz się, ile czasu potrzebują piranie na pożarcie żywej krowy, jaki płaszcz przeciwdeszczowy najlepiej się sprawdza w tych warunkach, z czego robi się masato, czym pachną Indianie i dlaczego czółno zachowuje się jak nieujarzmiony rumak. Poznasz również przerażające możliwości małej rybki canero, przy której pirania wydaje się poczciwą starą szkapą oraz niekonwencjonalny sposób wykorzystania ropuchy. Odkryjesz także, co zobaczył szaman w oczach podróżniczki. Na końcu książki znajdziesz dodatek specjalny Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o bananach, ale nie wiedzieliście, że można o to zapytać. Beata Pawlikowska - pisarka i podróżniczka, autorka audycji 'Świat według Blondynki' w Radiu Zet, która pół życia spędza w dżungli amazońskiej.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

R O Z D Z I A ¸ 1 W pasz czy pi ra nii Po kil ku go dzi nach w´ drów ki przez d˝un gl´ by łam zgrza na, mo kra, ob le - pio na ku rzem i li Êç mi. Naj dziw niej sze jed nak by ło to, co dzia ło si´ w mo ich wło sach. Dla nie jed ne go en to mo lo ga wi dok był by za chwy ca jà cy: na mo jej gło wie po wsta ło mi nia tu ro we zoo. Czu łam na skó rze szyb ko po ru sza jà ce si´ od nó ˝a ˝ucz ków, gà sie nic i pa si ko ni ków, któ re – zda je si´ – by ły nie mniej ode mnie tym sta nem rze czy za sko czo ne. Lek kie zdu mie nie do strze głam te˝ w oczach mo je go prze wod ni ka, cho cia˝ tak na praw d´ to on był je dy nym win nym. Szedł przez ca ły czas z przo du, od - naj du jàc w g´ stwi nie Êcie˝ k´ al bo wy ci na jàc jà wÊród splà ta nej ro Êlin no Êci. Za ka˝ dym ra zem, kie dy chciał si´ do brze za mach nàç, pod no sił ma cze t´ i wa lił nià w ga ł´ zie zwie sza jà ce si´ nad na mi. Z tych ga ł´ zi, li Êci, pàcz ków kwia tów i doj rza łych owo ców wy sy py wał si´ deszcz za sko czo nych ta kà gwał tow no Êcià owa dów. Le càc w dół, sta ra ły si´ ucze piç roz ca pie rzo ny mi łap ka mi ja kiej kol - wiek rze czy, któ ra sta n´∏a na ich dro dze – za nim zde rzy∏y si´ z zie mià. Tak si´ aku rat skła da ło, ˝e tu˝ za ma cze tà In dia ni na znaj do wa łam si´ ja. Na mo jej gło - wie za par ko wa ło wi´c kil ka dzie siàt ków chrzàsz czy, tro pi kal nych bie dro nek, sto nóg, pa si ko ni ków, much, pa jà ków, wło cha tych li szek i mró wek. Zo sta ły wy - rzu co ne ze swo ich gniazd, prze rwa no im po si łek, drzem k´ al bo za lo ty. Na pew no nie by ły za do wo lo ne. Gdy by owa dy umia ły krzy czeç, to ich wrzask niósł by si´ da le ko w d˝un gl´. Ja wła Êci wie tak˝e mia łam ocho t´ wy krzy czeç swój pro test prze ciw ko osad ni kom na mo jej gło wie, ale w zaistnia∏ej sy tu acji po sta no wi łam za cho waç si ły na do tar cie do rze ki. Pół go dzi ny póê niej do strze głam bł´ kit nie ba prze Êwie ca jà cy przez drze wa, a po tem po czu li Êmy cu dow ny, orzeê wia jà cy za pach zgni łych ryb. Sta li Êmy W d˝ungli wszystkie roÊliny wyciàgajà si´ w stron´ słoƒca, wspinajàc si´ po wi´kszych od siebie jak po drabinie 7 nad rze kà. Przed na mi, za błot ni stym trz´ sa wi skiem cià gnàł si´ mniej wi´ cej dwu me tro wy pas przy brze˝ ne go mo kra dła. Pod czas po ry desz czo wej rze ka przy bra ła, za le wa jàc spo ry ka wa łek d˝un gli. Nie opo dal, przy drze wie, nie cier - pli wie chy bo ta ło si´ in diaƒ skie czół no. Czas na gli∏. Owa dy na mo jej gło wie za cz´ ły zdra dzaç ozna ki nie po ko ju. Po czu łam na szyi czy jeÊ skrzy dła, kil ka dzie siàt pa zur ków chwy ci ło mnie za ucho. By ła to zde cy do wa nie naj wy˝ sza po ra na kà piel, tym bar dziej ˝e te raz, na otwar tej prze strze ni, słoƒce ob la ło nas swo imi pro mie nia mi jak go rà cà zu pà. Czu łam, ˝e je Êli nie za nu rz´ si´ na tych miast w chłod nej wo dzie, zo sta nie ze mnie na pia sku tyl ko sło na skwar ka. Za nim jed nak zbli ˝y łam si´ do wo dy, za - da łam mo je mu prze wod ni ko wi sa kra men tal ne py ta nie: – Czy tu si´ mo˝ na kà paç? Ama zoƒ skie rze ki ma jà do sie bie to sa mo, co ama zoƒ skie drze wa, czy li sà wy jàt ko wo ob fi cie za sie dlo ne. Na drze wach za do mo wi ły si´ owa dy, w´ ˝e, pta - ki i in ne po dob ne im zwie rz´ ta, cz´ sto wy po sa ˝o ne w wy myÊl ne na rzà dy pasz - czo we, umo˝ li wia jà ce po zy ski wa nie je dze nia z ˝y wych osob ni ków, tak sła bo przy sto so wa nych do obro ny jak na przy kład lu dzie. W rze kach zaÊ miesz ka nie i nie ustan nie za peł nia jà cà si´ spi ˝ar ni´ zna la zły ta kie stwo rzon ka jak kaj ma ny, pi ra nie, elek trycz ne w´ go rze czy płaszcz ki ata ku jà ce swo je ofia ry za po mo cà za tru te go kol ca. Za wsze wi´c przed kà pie là w no wym miej scu trze ba usta liç, na ja kie nie bez pie czeƒ stwa czło wiek mo ˝e byç na ra ˝o ny. Czy ry zy ku je tyl ko na dep ni´ cie na w´ go rza i po ra ˝e nie prà dem, czy te˝ zo sta nie przy wi ta ny ˝ar - łocz ny mi szcz´ ka mi pi ra nii, z któ ry mi na wià ˝e kon takt – ˝e tak po wiem – bez - po Êred ni. Eloy ro zej rzał si´, po wà chał po wie trze, zmarsz czył czo ło, a po tem wy po - wie dział upra gnio ne trzy sło wa: – Si, se pu ede. Tak, mo˝ na. Nie cze ka łam a˝ zmie ni zda nie. Prze bie głam przez trz´ sa wi sko, prze czoł - ga łam si´ przez mo kra dło, po czym – o roz ko szy! – za nu rzy łam si´ w lek ko st´ - chłej przy brze˝ nej wo dzie. Na mo jej gło wie na gle zro bił si´ wiel ki tłok, a po - tem cz´Êç owa dzie go brac twa wy plà ta ła si´ spo mi´ dzy mo ich wło sów i od le cia ła, a in ne roz po cz´ ły wio sło wa nie z po wro tem ku brze go wi. Ja po pły - n´ łam w od wrot nym kie run ku. Na resz cie zmy łam z sie bie lep ki pot, kurz, brud i to wszyst ko, co zo sta wi - ły mi we wło sach ze stre so wa ne owa dy. Wo da by ła m´t na, ko lo ru bru nat ne go, na łyd kach czu łam ła sko ta nie ko sma tych ro Êlin, ale by łam szcz´ Êli wa. Tem pe - ra tu ra cia ła z sza lo nych czter dzie stu pi´ ciu spa dła mi do zno Ênych trzy dzie stu kil ku. Chcia ło mi si´ Êpie waç i wy da ło mi si´ na wet, ˝e sły sz´ ze spół in stru - men tal ny, któ ry go tów jest mi w tym Êpie wa niu to wa rzy szyç. Skàd ta mu zy ka? Obej rza łam si´. To Eloy stał na brze gu i wa lił ki jem w zie mi´. Mu sie li Êmy ru - szaç da lej. 8 Od Êwie ˝o na, czy sta i lek ka jak piór ko wsia dłam z Eloy em do czół na. Po chwi li zro zu mia łam skàd bie rze si´ we mnie to uczu cie lek ko Êci. By łam głod na. Prze raê li wie głod na. Kisz ki po ode gra niu w mo ich wn´trz no Êciach ca łe - go swo je go re per tu aru wal ców i tang, gra ły mi te raz naj smut niej sze go mar sza. Od kil ku dni ˝y wi li Êmy si´ tyl ko wo dà z rze ki i fa rin hà, czy li pra ˝o nà ka szà z ma nio ku, któ ra p´cz nie je w ˝o łàd ku, oszu ku jàc głód. Raz tra fił si´ ptak, któ - re go upie kli Êmy nad ogni skiem. Mia łam na dzie j´, ˝e nad rze kà ła twiej b´ dzie coÊ zła paç. Przez na st´p ne dwa dni zło wi li Êmy kil ka ma łych ryb. Cià gle by łam głod na. Pły nàc któ re goÊ po ran ka wzdłu˝ Êcia ny d˝un gli, wy stra szy li Êmy ukry tà w przy - brze˝ nych za ro Êlach bia łà jak Ênieg cza pl´. Za nim Eloy zdà ˝ył chwy ciç za łuk i strza ły, ptak wzbił si´ nad wo d´ ło po czàc skrzy dła mi i od le cia∏. Wresz cie trze - cie go dnia nasz los si´ od mie ni∏. Po su wa li Êmy si´ w gó r´ rze ki nie zbyt szyb ko, bo je dy nym na p´ dem by ły wio sła po ru sza ne na szy mi wła sny mi mi´ Ênia mi. Kto ni gdy nie wio sło wał pod pràd, ten nie wie jak szyb ko omdle wa jà r´ ce, szcze gól nie kie dy z nie ba le je si´ na prze mian tro pi kal ny ˝ar i hu ra ga no wa ule wa. My jed nak pły n´ li Êmy dziel nie do przo du, metr po me trze, zdo by wa jàc ka˝ dy ko lej ny za kr´t rze ki. A˝ na gle zo ba czy li Êmy przed so bà fon tan n´. W ama zoƒ skiej rze ce nie za kła da si´ roz ryw ko wych urzà dzeƒ ku ucie sze ga piów, a jest tak z dwóch po wo dów: bra ku urzà dzeƒ i bra ku ga piów. Przez ostat nich osiem dni nie wi dzia łam ˝ad ne go ˝y we go stwo rze nia oprócz Eloya, od la tu jà cej cza pli i kil ku ryb na mo im ha czy ku. By ła to kra ina cał ko wi cie bez - lud na, a zwie rz´ ta tu miesz ka jà ce nie ma jà po trze by ani bu do waç, ani oglà daç cze goÊ tak nie prak tycz ne go jak fon tan na. A jed nak kil ka dzie siàt me trów od nas w nie bo try skał pió ro pusz roz bry zgi wa nej wo dy. Wie lo ryb? Ale˝ skàd. By li Êmy w d˝un gli ama zoƒ skiej na po łu dnio wym kraƒ cu Gu ja ny Bry tyj skiej. Je dy ne wi´k sze cia ła pły wa jà ce tu taj w rze kach na le ˝à do ma na tów i del fi nów słod ko - wod nych. ˚ad ne z nich nie wy pusz cza z no sa – ani ˝ad ne go in ne go otwo ru – fon tan ny wo dy. Mo˝ na by si´ za sta na wiaç czy w oko li cy nie za miesz kał ja kiÊ zwa rio wa ny sta ru szek, któ ry po czter dzie stu la tach prze pra co wa nych w we so - łych mia stecz kach za pra gnàł sp´ dziç resz t´ ˝y cia na ło nie na tu ry w Ama zo nii, ale z za wo do we go przy zwy cza je nia wcià˝ bu du je fon tan ny; mo˝ na by te˝ tłu - ma czyç sy tu acj´ ist nie niem w d˝un gli zja wisk pa ra nor mal nych, ale po co. Eloy tyl ko raz spoj rzał na fon tan n´ i od ra zu wie dział co jest gra ne. Tym ra zem wy - po wie dział tyl ko jed no sło wo: – Pi ra nie. Wi´ cej nie by ło trze ba. Pod pły n´ li Êmy bli ˝ej. Z od le gło Êci me tra do kład nie wi dzia łam fru wa jà ce w po wie trzu ry bie ogo ny. Pi ra nie ata ku jà swo jà zdo bycz ca łym sta dem 11 Nazwa „pirania” pochodzi od indiaƒskich słów oznaczajàcych „ryb´ o diabelskich z´bach” 12 i w tym le ˝y ich si ła. Dru gim powodem suk ce su sà trój kàt ne, ostre jak ˝y let ki z´ by. Pi ra nia bły ska wicz nie zbli ˝a si´ do ofia ry, wgry za w jej cia ło i ucie ka z peł nym py skiem. Po chwi li wra ca po wi´ cej. Do sza leƒ stwa do pro wa dza jà za pach i smak krwi. Gru pa pi ra nii pod pły wa ukrad kiem do pta ka sie dzà ce go na rze ce, rzu ca si´ na nie go od spodu i ob gry za ze wszyst kie go, co da je si´ prze łknàç. Ptak si´ bro ni, wal czy, sta ra od rzu ciç zja da jà ce go ˝yw cem po two ry, ale ry by ma jà moc ne szcz´ ki. Nie da jà si´ strzà snàç, ich ogo ny fru wa jà do oko - ła pta ka, ale z´ by sà gł´ bo ko za to pio ne w je go cie le. Ak cja trwa oko ło mi nu ty. Po chwi li po wierzch nia rze ki znów jest cał ko wi cie spo koj na, pi ra nie od pły wa - jà szu kaç na st´p ne go da nia, a je dy nym Êla dem po tym, co si´ sta ło, jest garÊç piór na wo dzie. Po ˝ar cie ˝y wej kro wy trwa oko ło pi´ ciu mi nut i ty le sa mo po trze bne jest do zje dze nia czło wie ka. Zda je si´, ˝e pi ra niom w rze ce te˝ ostat nio nie po wio dło si´ po lo wa nie. By ło ich tu ze trzy dzie Êci, ko tło wa ły si´, pró bu jàc prze go niç jed na dru gà od nie zbyt du ˝ej, moc no ju˝ nad gry zio nej, nie bie skiej ry by. Cz´ Êciej ni˝ za spo - ko iç głód uda wa ło im si´ do staç z´ ba mi od in ne go ˝ar łocz nie roz dzia wio ne go py ska. Z te go pew nie po wo du – bo zbyt za j´ te by ły wal kà o zdo bycz – nie do - strze gły na sze go czół na. Pod pły n´ li Êmy bar dzo bli sko. Gdy bym wy cià gn´ ła r´ - k´, mo gła bym wy ła paç ry by co do jed nej. Nie zro bi łam te go jed nak, słusz nie si´ spo dzie wa jàc, ˝e pi ra nie by ły by szyb sze i od pły n´ ły by w si nà dal ra zem z mo imi pal ca mi. Przy stà pi li Êmy wraz z Eloy em do bi twy o nie bie skà ry b´. Pi ra nie nie da - wa ły za wy gra nà. Do pie ro ma cha nie wio słem tu˝ nad ich gło wa mi – co skoƒ - czy ło si´ na bi ciem pa ru gu zów – spra wi ło, ˝e choç nie ch´t nie, jed nak od pły - n´ ły. Zwy ci´ stwo! Czym pr´ dzej wy ło wi li Êmy zdo bycz. Cuch n´ ła tak okrop nie, ˝e ca ła d˝un gla do ko ła nas na mo ment za mil kła z nie do wie rza nia. Ta ry ba mu sia ła le ˝eç w wo dzie chy ba od cza sów pre hi sto rycz nych. By ła roz - d´ ta i nie zdro wo błysz cza ły jej wiel kie oczy. Oczy wi Êcie za bra li Êmy jà ze so bà na brzeg. Czy ktoÊ bar dzo głod ny, kto idzie do la su na po szu ki wa nie ry dza, przej dzie obo j´t nie obok ma Êla ka? Ra czej nie. Roz nie ci li Êmy ogni sko, na bi li Êmy Êmier - dzà cà ry b´ na pa tyk i w ocze ki wa niu a˝ si´ upie cze, za j´ li Êmy si´ urzà dza niem obo zo wi ska na noc. Pół go dzi ny póê niej Eloy zdjàł ry b´ znad ognia. Spró bo - wa∏. Za krztu sił si´. Wy plu∏. Spró bo wa łam i ja. By ła nie do pie czo na, Êmier dzà ca i sma ko wa ła jak na siàk ni´ ta desz czem tek tu ra. Po pa trzy li Êmy na sie bie, wy sku - ba li Êmy co si´ da ło z naj mniej ze psu tej oko li cy ogo na, a po tem po szli Êmy spaç. Ale coÊ mi nie da wa ło spo ko ju. Prze wra ca łam si´ w ha ma ku z bo ku na bok, dra˝ ni ło mnie kum ka nie ˝ab i pi łu jà ce od gło sy cy kad. Wy plà ta łam si´ z mo ski tie ry i po szłam na brzeg. Za nu rzy łam r´ ce w wo dzie i na gle mnie olÊni ło! Co dzien nie ra no i wie czo rem, przed wy pły ni´ ciem i po dzie si´ ciu go dzi nach wio sło wa nia, bra łam orzeê wia jà cà kà piel. W bli skim to wa rzy stwie pi ra nii. Dla cze go nie kłap n´ ły mnie do tàd swo imi pasz cza mi?... Byç mo - ˝e Eloy, któ ry co wie czór po pa try wał na rze k´, za sta na wia jàc si´ jak mi od po - wie dzieç na py ta nie „Czy tu si´ mo˝ na kà paç”, za warł ro zejm z pi ra nia mi, któ re zgo dzi ły si´ dwa ra zy dzien nie od pu Êciç i nie ata ko waç. A mo ˝e wie - dział, ˝e gdy bym po ca ło dzien nej pra cy przy wio Êle, kie dy brud na, zgrza - na i zm´ czo na scho dzi łam na làd, nie mo gła si´ wte dy wy kà paç, to i je mu gro zi ło by kłap ni´ cie pasz czà. Mo jà. Za wsze twier dzi, ˝e kà piel jest bez piecz - na. Po Êwie ci łam la tar kà na wo d´. Wy da wa ła si´ spo koj na. Pew nie pi ra nie w no cy te˝ Êpià. Wró ci łam do przy ga sa jà ce go ogni ska, od na la złam pół su ro we szczàt ki nie - bie skiej ry by, po sy pa łam je ka szà z ma nio ku i zja dłam. Do pie ro wte dy nie po kój mi nà∏. Po ło ˝y łam si´ w ha ma ku, za cià gn´ łam do kład nie mo ski tie r´ i za mkn´ - łam oczy. By łam bez piecz na. Za war li Êmy wła Ênie pakt o wza jem nej nie ty kal - no Êci. Ja nie b´ d´ ich ło wiç, a one nie b´ dà na mnie po lo wa ły. Nie ata ku je si´ prze cie˝ ko goÊ, z kim dzie li ło si´ po si łek. Pi ra nie w ama zoƒ skiej rze ce mu szà o tym wie dzieç. 13 R O Z D Z I A ¸ 2 P∏aszcz prze ciw desz czo wy Za wsze za bie ra∏am ze sobà porzàdny p∏aszcz prze ciw desz czo wy. Po - rzàdny, to zna czy ta ki, któ ry na pew no nie prze ciek nie, co jest szcze gól nie wa˝ - ne w Ama zo nii, gdzie po go da by wa nie prze wi dy wal na. Mok∏am wie le ra zy i w naj bar dziej prze ra˝ajà cy spo sób – na przyk∏ad gdy w Êrod ku naj czar niej szej no cy bu dzi∏ mnie lo do wa ty stru myk wo dy sp∏ywajà cy nie spo dzie wa nie po mo - ich ple cach. Na uczy∏am si´ wi´c mieç p∏aszcz prze ciw desz czo wy za wsze bli - sko, ˝eby w ra zie po trze by na tych miast po nie go si´ gnàç i skryç si´ w je go bez - piecz nie su chym Êrod ku. Pew ne go po po∏udnia po wie lu dniach sp´ dzo nych na rze ce w czó∏ nie za - uwa˝y∏am dziwnà rzecz: kie dy nie bo po chmur nia∏o i zbie ra∏o si´ na deszcz, moi prze wod ni cy za czy na li si´ roz bie raç. Zdej mo wa li z sie bie pra wie wszyst - ko z wyjàtkiem prze pa sek bio dro wych i czym pr´ dzej ubra nie cho wa li pod liÊcie al bo pod pla sti kowà p∏acht´. A ja w tym sa mym cza sie – czy li za nim zacz´ ∏o pa daç – czym pr´ dzej za - czy na∏am si´ ubie raç i wk∏ada∏am na sie bie oczy wiÊcie mój porzàdny p∏aszcz prze ciw desz czo wy. Po wta rza∏o si´ to przez kil ka dni – kie dy zbie ra∏o si´ na deszcz, In dia nie si´ roz bie ra li, a ja si´ ubie ra∏am. Mo je za cho wa nie by∏o jak naj bar dziej zgod ne z tym, cze go mnie na uczo no w mieÊcie i z prze - ko na niem, ˝e przed desz czem trze ba si´ chro niç. Szyb ko jed nak od kry∏am, ˝e p∏aszcz prze ciw desz czo wy jest nie wy god ny, kr´ pu je ru chy i trud no w nim wios∏owaç. Pew ne go dnia po sta no wi∏am za cho waç si´ po in diaƒ sku. Kie dy nie bo zno wu zro bi∏o si´ sza re, a na na sze g∏owy zacz´ ∏y spa daç pierw sze ogrom ne kro ple tro pi kal ne go desz czu, In dia nie si´ ro ze bra li – i ja te˝. I wte dy od - kry∏am, ˝e najge nial niejszym p∏asz czem prze ciw desz czo wym na Êwie cie jest ludz ka skó ra. Przed Êwitem d˝ungla wyglàda tak, jakby przykrywał jà lekki welon z mgieł 15 Rozp´ ta∏a si´ tak gwa∏ tow na ule wa, ˝e czu∏am si´, jak bym sta ∏a pod prysz - ni cem. Tem pe ra tu ra po wie trza znacz nie spad∏a, by∏o zim no, wi´c dla roz - grzew ki wios∏owa liÊmy trzy ra zy szyb ciej. Po mniej wi´ cej pó∏ go dzi nie ule wa min´ ∏a, chmu ry si´ rozstà pi∏y i wysz∏o s∏oƒ ce. Ani przez chwil´ nie prze sta wa - liÊmy wios∏owaç. Po twa rzy Êcie ka∏y mi ostat nie kro ple desz czu, któ re osu sza∏ lek ki, ciep∏y wiatr. Czu∏am si´ sil na, Êwie˝a i czy sta. Dla cze go wczeÊniej nie wpad∏am na ten pro sty po mys∏?... Czy bia li lu - dzie bojà si´ roz to piç w wo dzie, któ ra le ci na nich z nie ba? Przez ty le lat kom - pli ko wa∏am so bie ˝ycie, usi∏ujàc scho waç si´ przed pa dajà cym desz czem, za - wi jajàc si´ w pe le ry ny i p∏asz cze, kulàc si´ pod pa ra so lem al bo ka wa∏ kiem pla sti ko wej p∏ach ty. W tro pi kach deszcz jest tak sa mo na tu ralnà rzeczà jak s∏oƒ ce. Nie trze ba si´ go baç ani uni kaç. Kie dy zo ba czy cie, ˝e zbli˝a si´ ule wa, scho waj cie su che ubra nia na póê niej, ˝eby si´ ogrzaç. Naj lep szym p∏asz czem prze ciw desz czo - wym na Êwie cie jest wa sza w∏asna skó ra. 16 R O Z D Z I A ¸ 3 Kà piel z p∏azem Pod ró˝e nocà majà szcze gól ny urok. Zw∏asz cza wte dy, kie dy nic nie wi - daç do oko∏a. Wia do mo tyl ko, ˝e je steÊmy na rze ce w sa mym ser cu ama zoƒ - skiej pusz czy i p∏ynie my przed sie bie, wios∏ujàc z ca∏ych si∏ na prze kór sil ne - mu prà do wi. Z za roÊli b∏yskajà za sko czo ne oczy kaj ma nów, o burt´ ocie ra si´ ja kieÊ mgli sto sza re cia∏o, z d˝ungli do bie gajà odg∏osy wal ki na Êmierç i ˝ycie. Ja za ci skam d∏onie na wioÊle i za ta piam si´ w jed no staj nym ryt mie ∏agod nych pluÊni´ç. Wresz cie oko∏o dzie wià tej do tar liÊmy do wio ski. Mia∏am tyl ko trzy ma rze - nia do tyczà ce ca∏ego mo je go przysz∏ego ˝ycia: móc si´ umyç, zjeÊç i zasnàç. Âwiat w oso bie In dian ki z ple mie nia Gu aji bo wy szed∏ mi na prze ciw: po zwo - li∏a mi roz wie siç ha mak w swo jej cha cie, za pro si∏a na resztk´ zu py z ta pi ra i po - ka za∏a beczk´ z desz czówkà, w któ rej mog∏am si´ wykà paç. Becz ka sta∏a na ubo czu, oto czo na czymÊ w ro dza ju wy so kie go pa ra wa nu z cia sno sple cio nych ga∏à zek. Ca∏a sztu ka kà pa nia si´ w becz ce po le ga na tym, ˝eby nie za nu rzyç w niej ni cze go oprócz na czy nia do czer pa nia wo dy. W tej sa - mej desz czów ce kà paç si´ b´ dà prze cie˝ dzi siaj wszy scy. Ro ze bra∏am si´ i po - la∏am kub kiem wo dy. Co za roz kosz!... Roz kosz lo do wa ta i przy pra wiajà ca o dresz cze spa lonà s∏oƒ cem skór´. Po la∏am si´ jesz cze raz. Si´ gn´ ∏am po myd∏o. Byç mo˝e w∏o˝y∏am w t´ prostà czyn noÊç zbyt wie le ra doÊci, bo na gle myd∏o wy sko czy∏o mi z d∏oni i wpad∏o do becz ki. Pa ni ka! Zniszcz´ wod´, w któ rej mie li si´ dzi siaj kà paç nast´pni! A co gor sza, zgu bi´ je dy ne myd∏o, ja kie mi po zo sta∏o! Czym pr´ dzej za nu rzy∏am w becz ce mniej na my dlo ne ra mi´. W Êrod ku beczka by∏a oÊlizg∏a i pe∏ na dziw nych, mi´kkich, omsza∏ych far foc li. Pi jaw ki?... Wzdrygn´ ∏am si´ ze wstr´ tem. W koƒ cu wy∏owi∏am swój cen ny ka - wa∏ek myd∏a i ze bra∏am z po wierzch ni wo dy pian´, któ ra ze mnie sp∏yn´ ∏a. Niektóre ˝aby w d˝ungli amazoƒskiej wydzielajà przez skór´ Êmiertelnà trucizn´. Indianie u˝ywajà jej do zatruwania strzał 19 Pod czas poÊpiesz ne go na my dla nia ple ców coÊ mnie tkn´ ∏o. A ra czej chy ba ktoÊ mnie tknà∏ . Chwy ci∏am za la tark´ i spoj rza∏am na myd∏o. Za mru ga∏o do mnie czar ny mi oczka mi. A po tem zacz´ ∏o kum kaç. Na tych miast prze raê li wym kum - ka niem od po wie dzia∏y dzie siàtki in nych ˝ab, a ja po czu∏am si´ jak ucie ki nier na ob cej pla ne cie. Ple cy na tar te ro puchà pa li∏y mnie ˝ywym ogniem, pia - na z w∏osów Êcie ka∏a do oczu, a ja po omac ku usi∏owa∏am za czerpnàç kub kiem wo dy. Do pie ro po chwi li uÊwia do mi∏am so bie, ˝e wcià˝ trzy mam w garÊci nieszcz´ snà ˝ab´, którà wy∏owi∏am z becz ki. Wy ba∏uszo ny mi oczka mi z wy rzu - tem rzu ci∏a mi jed no, ostat nie spoj rze nie i uciek∏a. A jej ku zyn ki do oko∏a dar∏y si´ tak g∏oÊno, ˝e do ka bin ki z pa ty ków za∏omo ta∏a uprzej ma In dian ka. Wszyst - ko w porzàdku? Oczy wiÊcie, ˝e w porzàdku. By le tyl ko uda∏o si´ do cze kaç ra na. Po tej in diaƒ skiej kà pie li za pa mi´ ta∏am do koƒ ca ˝ycia, ˝e za wsze przed u˝yciem myd∏a na le˝y spraw dziç, czy je go g∏ad ka z na tu ry po wierzch nia nie jest wy po sa˝ona w g∏ow´, nó˝ ki i wy pust ki ja do we. 21
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Blondynka wśród łowców tęczy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: