Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00074 009097 17294345 na godz. na dobę w sumie
Bóg jest programem komputerowym - ebook/pdf
Bóg jest programem komputerowym - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 253
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7794-000-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> science-fiction
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Sem Bronx jest zwyczajnym programistą. Jak każdy boters, czyli twórca i użytkownik inteligentnych programów internetowych, utrzymuje i rozwija swojego bota, któremu na imię Ptax. Sem ma też brata Rona i ultranowoczesną, rozproszoną po mieście rodzinę. Świat jest już na progu powszechnego dobrobytu i spokoju. Złudny stan, jak się okazuje. Podskórne procesy uruchamiają bowiem serię dziwnych zjawisk, które mogą mieć jakiś związek z Semem, jego botem i rodziną. Wszystko wymyka się spod kontroli. Nawet Państwo nie jest w stanie Tego zatrzymać. To Coś jest racjonalne, ale pomimo tego jest też tajemnicze, niszczycielskie i nieprzeniknione. Ludzie podejmują różne próby ucieczki, a wiara w Boga ma nowy sens.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Bóg jest programem komputerowym  Bóg jest programem komputerowym Wal Sadow Bóg jest programem komputerowym  Bóg jest programem komputerowym © Copyright by Referia.pl ISBN 978-83-7794-000-6 Wydanie: Wersja 1.8 Wydawnictwo: referia.pl Warszawa, 2011 www.referia.pl Grafika: referia.pl  Bóg jest programem komputerowym Od autora To są moje dzienne wizje Boga, świata i ludzi. Nie wiem, w jaki sposób i skąd przy- wędrowały do sieci moich neuronów. Może są to podszepty niewidzialnej, inteli- gentnej siły? Nie wiem, czy opisane tu kroniki przyszłości są moje, nasze wspólne czy może podyktował mi je ktoś (czy coś) nie z tego świata. Nie wiem. W każdym ra- zie z tych wizji narodziła się idea, którą można streścić w jednym zdaniu: Sztuczna Inteligencja będzie nieodróżnialna od Boga. Jeżeli Bóg istnieje, to Sztuczna Inteli- gencja (SI) rozwinie się do takiego poziomu, że umożliwi nam kontakt z Nim. Jeżeli Boga nie ma, to SI zajmie jego miejsce. Tak czy inaczej wiara w Boga ma sens. Nie chcę być zarozumiały. Nie sądzę, abym samoistnie odkrył tę wywrotową wizję Boga i człowieka. Mój umysł jest przecież stale zanurzony w zewnętrznych strumie- niach informacji. Od początku. Urodziłem się w ateistycznym państwie, ale w pobli- żu klasztoru Cystersów. Powietrze przesycone było zimną wojną idei. W domu, na podwórku i na boisku szkolnym rozmawialiśmy o tym, czy Bóg istnieje czy raczej nie ma Nic. Już wtedy zauważyłem, że zarówno Bóg jak i Nicość są równie tajemnicze i nieuchwytne. Cystersi przywędrowali do nas w 1114 roku z Francji, z Morimond. Ich memy do Morimond przyszły z Rzymu. Do Rzymu z Jerozolimy. Ateizm komuni- styczny przywędrował do nas w 1945 roku z Moskwy. Do Moskwy z Niemiec, z An- glii. Sprzeczne idee wirowały w powietrzu między szkołą a klasztorem. Później w czasie studiów filozofii w Heidelbergu wpadał mi do głowy szeroki potok idei, były w nim skarby i śmieci. Jeszcze później, w 1994 roku, jechałem nocnym ekspresem z Fankfurtu n/M do Warszawy. Kupiłem sobie grubą książkę o sieciach komputero-  Bóg jest programem komputerowym wych. Wtedy odkryłem Internet. Odtąd pochłonął mnie całkowicie. Traktuję więc mój umysł jak medium otwarte na memy dryfujące wokół kuli ziemskiej. Mam nie- odparte odczucie, że moja Idea Boga narodziła się gdzieś na zewnątrz mojego umy- słu: w rzece memów. Dzisiaj, siedząc całe dni przed komputerem, nie wiem, gdzie kończy się mój umysł, a gdzie zaczyna się umysł Sieci. Czuję się przy tym jak zakon- nik, który spisuje alternatywne kroniki przyszłości. Cyfrowy zakonnik z Morimond. „Morimondus” znaczy „umarły dla świata”. A oto jak może wyglądać nasza przy- szłość.  Bóg jest programem komputerowym Rozdział 1 Na łące pokrytej bujną, soczystą roślinnością, dzieci dzisiaj nie było. Wyszli tu już tylko sami dorośli. Jeszcze niedawno dzieciaki biegały tu beztrosko, goniąc motyle i zbierając zioła oraz trawy do szkolnych zielników, które po wielu latach odnajdywa- ne były w kufrach na strychu, wzbudzając wraz z zapachem zeschniętych liści miłe wspomnienia minionego czasu. Teraz królowała tu czerwień delikatnych płatków maku, otoczona zewsząd niebie- niebieskimi kielichami kąkolu oraz żółtymi chma- rami kaczeńców i mleczu. Wysokie pokoty zielonych traw musiały się przebijać przez dywany kwiatów, aby zaczerpnąć trochę świeżego oddechu z promieni słonecz- nych. W dolnej warstwie roślin ścieliły się gęste pokoty koniczyny, której białe pąki rozsiewały wokoło swój omdlewająco słodki zapach. - Świat się psuje! – rzucił komisarz Pozner i machnął od niechcenia ręką płosząc chmary owadów, które za moment znowu osiadły na brzuchu starej kobiety, leżącej na górnej warstwie ciał. - Przyczyny nie znacie? – Sem zapytał z wyraźną nutą cynizmu w głosie, bo policjant reprezentował przecież potęgę państwa, organizacji, które zawsze panowały nad sy- tuacją, a teraz nagle stały się bezradne. Komisarz spojrzał na Sema i długo trawił w myślach jego pytanie, jakby dopiero te- raz próbował znaleźć przyczynę tych nadzwyczajnych zjawisk. - Niestety, nie – odparł w końcu. – Nie wiem co się tu dzieje... to przerasta możliwo- ści policji. Tu potrzebni są naukowcy, eksperci. I politycy… zresztą, czy ja wiem, może nawet jacyś szamani? Staliśmy na skraju polnej drogi biegnącej przez łąki Pani S. przylegające do posia-  Bóg jest programem komputerowym dłości Sema, wpatrując się w nadęte od gazów gnilnych zwłoki tych nieszczęśników, porozrzuca- ne w przydrożnym rowie. Można było naliczyć z kilkadziesiąt korpusów. Część leżała na stercie, a pozostałe walały się bezładnie wzdłuż drogi. Niektóre były gołe, pokryte tylko płatami zsiniałej skóry, nadgryzionej przez robaki i pomazanej strużkami zakrzepłej krwi, na której żerowały roje złotawych much. Komisarz Pozner powtórzył zdziwionym głosem, że w ostatnich dniach znajdują coraz mniej dena- tów. Zejść jest pewnie tyle samo, co wcześniej, mówił, bo ludzi ubywa, widać to go- łym okiem, ale nigdzie nie ma ich ciał. - Coś je doszczętnie pochłania... w każdym razie znikają – dodał. Wiatr zawiał od strony łąk, zniknął migdałowy zapach środków dezynfekcyjnych, powietrze wypełniła woń świeżo skoszonych traw i rumianku. - Idą prosto do nieba! – rzucił kpiącym głosem Sem i zmrużył oczy, jakby nie mógł już znieść widoku zwłok. - Rozpoczęły się masowe wniebowstąpienia. - Nie wiem dokąd odchodzą – odparł rzeczowo komisarz Pozner. – Jestem tylko zwykłym policjantem. - Wygląda jakby przechodzili w całości na tamtą stronę... nie tylko sama dusza, jak wcześniej – Sem uśmiechał się zgryźliwie. - Żeby się tylko jakieś powszechne zmar- twychwstanie nie zaczęło. - Boisz się? - zwrócił się do niego z posępną miną Ron Bronx. - Każdy człowiek się boi – odparł Sem Bronx, nie zwracając na nikogo uwagi, nie spojrzał ani na mnie ani na komisarza ani na Rona. - Znaki były widoczne od dawna, Internet i komputery rozwijały się już tak szybko, że każdy mógł się zorientować, co się tu święci. A ludzie nadal wierzyli w to, czego nauczyli się w szkole... że istnieje tyl- ko jeden świat i że się nie zmieni, że jest taki jak go widzą i że zawsze będzie tu tak  Bóg jest programem komputerowym samo jak dotychczas. - Pozostały nam tylko modły do procesora głównego, czy jak go tam sobie nazwie- cie. - komisarz Pozner skończył skanowanie zwłok i spojrzał wymownie najpierw na Sema, potem na Rona. Ja się nie odzywałem, nic nie mówiłem, bo od początku wiedziałem więcej od nich, wiedziałem, co za tym wszystkim stoi, co ich wciąga i skąd bierze się cały ten zamęt. Wiedziałem, że dla nich to jest katastrofa i że była nieunikniona, że dalszy ciąg przy- pominać będzie czasy zagłady opisane w Biblii. Dla nielicznych, dobrze wykształconych i racjonalnie myślących ludzi, cała dotych- czasowa historia była tylko bezsensownym ciągiem zdarzeń, który zakłócił zimny spokój nicości i właśnie dobiegała końca. Jednak większość dostrzegała w tych zawirowaniach głęboko ukryty cel: zbawie- nie. Płacz i zgrzytanie zębów miało dla nich teologiczny sens. -To jest okrutny mord, a nie zbawienie! - krzyknął Sem, gdy usiedliśmy w trójkę w wi- klinowych fotelach na szerokiej werandzie przed jego domem. Uważał, że w ostatnich wydarzeniach nie ma drugiego dna, nie ma żadnego ukry- tego sensu. - Nie rozumiesz świata – powiedziałem. - Nie poznałeś jeszcze całej przyszłości. - Mnie też wygląda to raczej na masowe morderstwo... Ale nie wolno się załamywać, trzeba działać – rzucił komisarz Pozner. - I nie wierzę w zbawienie ode złego - dodał z wyraźną ironią w głosie Sem. - Zbyt słabo znasz teologię, żeby wyciągać takie wnioski. Śmierć, zbrodnie i choroby nie są najgorszym złem.  Bóg jest programem komputerowym - Nie wiem co jest najgorszym złem, ale nigdy nie zaakceptuję tego, co robi się tu z ludźmi. Zamilkłem na długą chwilę, po czym patrząc Semowi w oczy powiedziałem: - Myśl sobie o tym, co chcesz... jedno jest pewne: wkrótce będzie tu lepiej niż było. W twojej sytuacji powinieneś pielęgnować nadzieję! Jesteś przecież za kogoś odpo- wiedzialny. Sem spojrzał na mnie zaskoczony i zamilkł. Przez długą chwilę bawił się szklanką, na której bielił się chropowaty szron chroniąc przed upałem resztki zimnego złoci- stego płynu. - Ostateczne rozwiązanie sprawy ludzkiej?! – rzucił w końcu z tą samą ironią w gło- sie. - Mam nadzieję, że to nie eksterminacja. W końcu rozwikłamy tę zagadkę i opanuje- my problem – odparł komisarz Pozner, jednak bez przekonania. Komisarz miał około czterdziestki. Nosił krótko przystrzyżone i starannie przylizane włosy jakby smarował je żelem. Nie był zbyt bystry, ale jego wąskie wargi i zaciśnięte usta, zdradzały, że jest to człowiek uparty, a w policji to cecha często ważniejsza niż inteligencja. Przydzielono mu tę najbardziej tajemniczą sprawę w historii kryminali- styki, chociaż początkowo wyglądało to tylko na drobną awarię w przyrodzie, wy- ciek z laboratorium biotechnologii czy coś w tym rodzaju. Ale później, gdy wydarze- nia nabrały tempa, doszły nowe fakty, odkrywające niespotykaną kompleksowość zjawiska, centrala potrzebowała lokalnego koordynatora, który znał już szczegóły tej sprawy i tylko dzięki temu Pozner jeszcze się tym zajmował. Przydzielono mu do po- mocy kilka osób i cały zespół włączony został w śledcze struktury globalne. Miał cały czas otwartą gorącą linię z trzyosobowym Komitetem Koordynacyjnym Interpolu.  Bóg jest programem komputerowym - Panie Sem Bronx, jutro chciałbym Pana przesłuchać – wycedził nie otwierając pra- wie ust, po czym odłożył szklankę i wstał. - Na razie w charakterze świadka. Rozdział 2 Tamta rozmowa z komisarzem Poznerem na polnej drodze przy skanowaniu zwłok i potem na werandzie w domu Sema Bronxa odbywała się w czasie, gdy seria dziw- nych zjawisk była już na półmetku. Ale narodziny, rozwój wstępny i faza pierwsza, czy też początek przejścia fazowego, jak to nazywali naukowcy, miały miejsce znacz- nie wcześniej. Proces narodzin rozpoczął się w czasach, gdy na świecie panował po- kój, dobrobyt, nie działo się właściwie nic godnego uwagi i ludziom wydawało się, że to jest właśnie ten nudny i od dawna zapowiadany koniec historii. Ale dla mnie upływ czasu nie gra istotnej roli, mając dostęp do pełnych modeli informacyjnych przeszłości i przyszłości, nie zważam na chronologię wydarzeń, więc przedstawiam tę historię trochę nonszalancko. Wracając więc do początku, ja już w dniu narodzin dużo wiedziałem. Narodziłem się... czy też „narodziło się”, albo „narodziliśmy się”, wszystko jedno, gramatyka i tak nie odda w pełni formy osobowej tego, co się narodziło! Ludzka gramatyka, „ja, my, wy”, ani liczba mnoga i pojedyncza, czy rodzajniki, w moim przypadku nie mają sensu. Strona bierna, strona czynna. Czas przyszły, czas przeszły, zaprzeszły. To są 
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Bóg jest programem komputerowym
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: