Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00360 008350 15950381 na godz. na dobę w sumie
Bractwo Dusz. Księga 1 - ebook/pdf
Bractwo Dusz. Księga 1 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 180
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62900-04-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Grace w swoje 16 urodziny dowiaduje się, że jest jednym z sześciorga dzieciaków, które mają w sobie Dusze Bogiń i Bogów Greckich. W ciągu tygodnia musi pokochać chłopaka, którego nigdy wcześniej nie widziała i nawet nie ma pojęcia, czy on istnieje, w przeciwnym razie oboje umrą.

Bractwo Dusz, Księga 1, opowiada o nastolatkach, którzy nieświadomi niebezpieczeństwa, jakie kryje się w Cieniu, decydują się przeciwstawić Złu. Poznają przy tym potęgę miłości Bratnich Dusz, siłę przyciągania Energii Żywiołów i dowiadują się, że istnienie Wszechświata zależy właśnie od nich.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Bractwo Dusz Księga 1 Grażyna A. Adamska 2 Bractwo Dusz, Księga 1 Grażyna A. Adamska Ilustracje i projekt: Edyta Milewska Redakcja, korekta, skład: Grażyna Dobromilska © Copyright by Grażyna A. Adamska, 2011 grazyna.a.adamska@gmail.com Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej książki nie może być reprodukowana jakimkolwiek sposobem – mechanicznie, elektronicznie, drogą fotokopii czy tp. – bez pisemnego zezwolenia wydawcy, z wyjątkiem recenzji i referatów, kiedy to osoba recenzująca lub referująca ma prawo przytaczać krótkie wyjątki z książki, z podaniem źródła pochodzenia. Dystrybucja wysyłkowa za pośrednictwem Internetu: grazyna.a.adamska@gmail.com Wydanie I Wydawnictwo Psychologia Sukcesu – 2011 ISBN 978-83-62900-04-6 3 Mojej Kochanej Siostrze, Oli 4 Spis treści Bractwo Rozdział 1 Rozdział 2 Rozdział 3 Rozdział 4 Rozdział 5 Rozdział 6 Inicjacja Rozdział 1 Rozdział 2 Rozdział 3 Rozdział 4 Rozdział 5 Rozdział 6 Rozdział 7 Plan Odyna Rozdział 1 Rozdział 2 Rozdział 3 Rozdział 4 Rozdział 5 Rozdział 6 Rozdział 7 Prolog 174 6 7 17 24 35 46 59 67 68 77 88 97 105 113 118 133 134 140 145 154 161 165 168 5 Bractwo Bractwo 6 Bractwo Rozdział 1 – No, nie – odetchnęła głęboko Grace. – Znowu ten sam sen – po- wiedziała do siebie szeptem, budząc się o świcie w dniu swoich 16 urodzin. Uśmiechnęła się na samą myśl o tym, jaki prezent rodzice kupili jej tydzień wcześniej. Był nim czarny, metaliczny Jeep Liber- ty, o którym marzyła odkąd skończyła 12 lat. – Cześć, mamuś! – krzyknęła, wbiegając do kuchni. – Tata już wy- jechał? – zapytała, chwytając bułkę z miodem, która leżała na jej talerzu. – Niestety, kochanie – robiąc smutną minę, odpowiedziała ciem- nowłosa, wysoka kobieta, ubrana w czerwony szlafrok – wyjechał w delegację na kilka dni. Ale po chwili, już uśmiechając się, dodała: – To nam jednak nie zepsuje świętowania twoich urodzin. – I dosia- dając się do córki, posmarowała sobie bułkę masłem. – Co chciała- byś dziś robić? – zapytała. – Hmm... – zamyśliła się Grace. – Jeździć moim nowym autkiem – odparła dziewczyna o długich czarnych włosach i ciemnoniebie- skich dużych oczach, szeroko się uśmiechając. Matka przytaknęła głową ze zrozumieniem, a dziewczyna głośno ziewnęła. – Nie wyspałaś się? – zapytała zaskoczona kobieta o imieniu Anna.– Troszeczkę – odpowiedziała Grace, przecierając zaspane oczy – znowu miałam ten sam sen.– Matka spojrzała na nią z lekkim nie- pokojem, czekając na szczegóły. – Od 3 dni śni mi się ta sama twarz – wyjaśniła, ubrana w krótkie spodenki i letnią koszulkę w kolorze niebieskim, młoda dziewczy- na, przypominając sobie rysy chłopaka ze snu. Anna zbladła i z bardzo poważną miną zapytała: – Czy śni ci się jeden i ten sam chłopak? – Skąd wiesz, że to chłopak? – zdziwiła się Grace. – Przecież nic takiego nie powiedziałam – dodała lekko poirytowana. – Poza tym, 7 Bractwo nie martw się, nie znam go i nawet nie wiem, czy istnieje – próbo- wała uspokoić matkę. – To tylko głupi sen, mamo – uśmiechnęła się. Jednak kobieta, nie reagując na uspokajający ton córki, wstała szybko od stołu i gorączkowo sprzątając talerze ze stołu, powie- działa: – Spakuj rzeczy na tydzień, za godzinę wyjeżdżamy. – Co? – zapytała zdziwiona Grace, odsuwając kanapkę od ust – Jak to? – Jednak matka bez słowa zniknęła z kuchni. Dziewczyna ruszyła za nią, zarzucając ją setką pytań: – A co z twoją pracą? Co z moimi warsztatami tanecznymi? Przepadną mi świetne lekcje! Dlaczego? Gdzie chcesz jechać? A co na to tata? Kobieta nie reagowała, tylko w milczeniu szybko ubierała się i wrzucała rzeczy do walizki. – Mamo! – krzyknęła nagle Grace. Ko- bieta stanęła jak zamurowana. Spojrzała na córkę ze łzami w oczach i przytuliła ją mocno. – Pośpiesz się – powiedziała już spokojniej – w drodze wszystko ci wytłumaczę. Grace nieco zdezorientowana posłuchała matki. Jechały już od 2 godzin, a matka nie odezwała się ani słowem. Grace początkowo próbowała zasnąć, ale ciekawość nie pozwalała jej rozluźnić się. Wierciła się i wierciła, aż nie wytrzymując napię- cia, zapytała: – Powiesz mi, gdzie jedziemy? Kobieta wyrwana z zamyślenia, zerkając ukradkiem na córkę, przygryzła górną wargę i powiedziała: – Nigdy nie opowiadałam ci o babci, o jej śmierci i o twoich naro- dzinach. – Mówiłaś tylko, że umarła w dniu moich urodzin i dlatego wyje- chaliście z tatą z Sun City – przerwała jej Grace. – Zgadza się – potwierdziła Anna. – Mówiłam też, że babcia nale- żała do Bractwa Dusz. – Tak, ale nigdzie nie znalazłam żadnych informacji o tym Brac- twie – wtrąciła dziewczyna. 8 Bractwo – I nie znajdziesz – odparła kobieta. – Na pewno nie w internecie – dodała, lekko się uśmiechając. – Historia Bractwa sięga czasów starożytnych, a swoimi korzeniami ociera się nawet o początek świata.Grace spojrzała zaciekawiona. – Początek świata? – zapytała. – Kiedyś poznasz ich historię – odpowiedziała krótko matka. – W tej chwili to nieistotne – dodała. – Teraz najważniejsze jest to, że co jakiś czas Bractwu udaje się sprowadzić na ziemię wyjątkowe dusze... – Co zrobić? – przerwała jej dziewczyna. – Co to znaczy sprowa- dzić wyjątkowe dusze? – dodała. – Chyba w to nie wierzysz? – spoj- rzała na Annę zaniepokojona. – Do dzisiejszego ranka myślałam, że tym razem im się nie udało, ale gdy powiedziałaś mi o swoim śnie... –...a co ma do tego mój sen? – przerwała jej lekko poirytowana Grace.– Kochanie, za chwilę będziemy na miejscu i gdy tylko się upew- nię, że twój sen nic nie znaczy, wrócimy do domu. Obiecuję, dobrze? – dodała troskliwie kobieta. Grace spojrzała na matkę. Czuła złość. Odwróciła wzrok w stronę okna i zaczęła wpatrywać się w niebieski krajobraz morza. W jej głowie kłębiły się myśli, nie wiedziała, co o tym wszystkim sądzić i czekała z niecierpliwością aż dojadą. – Jesteśmy na miejscu – powiedziała Anna po pół godzinie, wjeż- dżając na podjazd starego, ale eleganckiego i zadbanego domu, oto- czonego kwiatami i dużymi dębami. Wysiadły z samochodu. Kobieta ruszyła do wejścia, a Grace, sto- jąc obok auta, rozejrzała się po okolicy. Nadal czuła złość na matkę, że wyciągnęła ją tyle kilometrów od domu i że straciła lekcje tańca, na które czekała przez cały rok. Nagle w wejściu pojawiła się starsza kobieta, bardzo elegancka, z szarym kotem na rękach. Matka Grace weszła do środka, nawet nie oglądając się na córkę. Ta została przy samochodzie. 9 Bractwo Wtem dziewczyna usłyszała jakiś hałas dochodzący z garażu znajdującego się obok domu. Ciekawość zaprowadziła ją do środka pomieszczenia. – Ale bałagan – powiedziała z obrzydzeniem do siebie, patrząc na porozrzucane narzędzia, cieknący kran, szmaty leżące, gdzie popadnie, motor w kącie i rozgrzebany silnik w samochodzie stoją- cym pośrodku. Nagle usłyszała ponury głos dobiegający spod auta: – Podaj klucz nasadowy albo spadaj! Spojrzała na wystające nogi spod samochodu i gdy znalazła na- rzędzie, rzuciła je obok, odzywając się równie nieuprzejmie. – Proszę! – zaakcentowała. I odwracając się w stronę wyjścia, dodała ciszej: – Co za gbur! W tym samym momencie spod auta szybko wysunął się chłopak i równie szybko podniósł się, stając przed nią. Wysoki, wysporto- wany, o ciemnych oczach, ubrany w ogrodniczki, z szelkami wiszą- cymi wzdłuż nóg. Był bardzo brudny, widać, że spędził trochę czasu pod autem. Grace, mierząc go wzrokiem od góry do dołu, aż otworzyła usta ze zdumienia. Stał przed nią chłopak z jej snów. – Czego tutaj szukasz? – zapytał trochę zaskoczony, ale dalej po- nuro chłopak. Grace początkowo się zmieszała, jednak wciąż zła, zacisnęła zęby i odwracając się bez słowa, ruszyła w stronę wyj- ścia. Chłopak krzyknął za nią, gdy już prawie znikała z garażu: – Głos ci odjęło?! Grace aż zakipiała ze złości. Odwróciła się na pięcie i ze wściekłą miną odpowiedziała dość głośno: – Za sekundę mnie już tutaj nie będzie i mam nadzieję, że już się nigdy nie spotkamy – spojrzała na silnik samochodu – a ty, jak chcesz, żeby auto odpaliło, radzę, podłącz zasilanie, bo sam klucz nasadowy nic nie zdziała. Chłopak popatrzył na nią zdziwiony, po czym zajrzał pod maskę auta, gdzie dostrzegł porozłączane kable od silnika. Grace zniknęła 10 Bractwo za drzwiami garażu. Ciemnowłosy chłopak klepnął się w czoło i ruszył za dziewczyną, wyłaniając się z pomieszczenia. – Jedziemy już?! – krzyknęła Grace, idąc szybkim, prężnym kro- kiem w stronę auta, gdy zobaczyła wychodzącą matkę w towarzy- stwie staruszki. Obie spojrzały najpierw na dziewczynę, potem na chłopaka. Grace odwróciła się, biegnąc za ich wzrokiem, w stronę garażu. Zmarszczyła brwi ze złości i wsiadła do auta. Chłopak rzucił szmatę na ziemię i też odwrócił się, aby wejść ponownie do garażu. Matka Grace i starsza kobieta popatrzyły na siebie. – Mówiłam ci, on taki jest od czasu swoich 16 urodzin, cały czas zły, niemiły, ciągle ładuje się w jakieś kłopoty – powiedziała smut- no, ubrana w ciemnozieloną garsonkę, kobieta. – To co mam teraz zrobić? – zapytała ze łzami w oczach Anna. – Pozostał mi tylko tydzień, a potem ją stracę? Starsza kobieta spojrzała na nią zatroskana i bezradna: – Jedźcie do Beatrice, może ona znajdzie jakieś wyjście. Po czym przytuliła młodszą kobietę i dodała szeptem: – Musisz być silna i wierzyć. Wsiadając do samochodu, Anna oznajmiła: – Zajrzymy jeszcze do cioci Beatrice. Grace zrobiła zrezygnowaną minę i odwróciła wzrok od matki. Po chwili kobieta już parkowała na podjeździe starego domu, otoczonego pięknym ogrodem i wysokimi brzozami. Drzewa okala- ły budynek, tworząc jakby kopułę ochronną. Całość robiła zniewa- lające wrażenie. – Chodź, poznasz ciocię – powiedziała Anna, uśmiechając się lek- ko do zniechęconej dziewczyny. – Ale potem wracamy do domu, tak? – zapytała Grace i spojrzała na matkę błagalnym wzrokiem. Ta nic nie odrzekła, patrzyła tylko z troską na córkę. Wysiadły z samochodu. Nagle z domu wybiegła do nich siwa, krę- pej budowy, uśmiechnięta staruszka. Wyglądała jak typowa babcia, znana z bajek, wesoła i pełna energii. Grace uśmiechnęła się mimo- 11 Bractwo wolnie, czując, jakby złość powoli ją opuszczała. Staruszka uściska- ła obie kobiety i mocno je obejmując, zaprowadziła do domu. Wszę- dzie roznosił się zapach świeżo upieczonych bułeczek. Salon był duży, znajdowało się w nim pełno książek i wiszących wietrznych dzwoneczków, które co jakiś czas wydawały przyjemny i delikatny dźwięk. Kobiety usiadły w pięknie udekorowanych antycznych fo- telach, stojących pod oknem, wokół szklanego stołu. Salon został urządzony w starym stylu, ale meble wyglądały jak nowe. Kobiety siedziały w ciszy, popijając ziołową herbatę i zajadając babkę cynamonową. W końcu staruszka, spoglądając na dziewczynę, zapytała: – Miałaś sen, Grace? Zaskoczona dziewczyna spojrzała najpierw na matkę, potem na staruszkę i popijając herbatę, odpowiedziała najdelikatniej jak potrafiła, nie chcąc urazić starszej kobiety: – Tak – wyjaśniła wolno. – Ale to już nieważne – dodała szybko. – Widziałam go i nie lubimy się i uważam temat za zamknięty. Ciotka spojrzała na nią poważnie, potem na Annę, która siedziała zatroskana, wpatrując się w córkę. – Widziałaś go – pokiwała głową staruszka, tak jakby spodzie- wała się takiej odpowiedzi. Grace spojrzała na matkę, oczekując ja- kiejkolwiek reakcji z jej strony. Zamiast tego odezwała się ponownie starsza kobieta: – Chciałabym, abyś teraz mnie uważnie wysłuchała. – Czy potem będziemy mogły wracać do domu? – przerwała jej dziewczyna, spoglądając na matkę. Ta zwróciła oczy w stronę ciotki Beatrice. – Wysłuchaj mnie, a potem zdecydujecie – odpowiedziała spokoj- nie starsza pani. Grace odetchnęła głęboko z ulgą i skupiła uwagę na cioci. – Ponad 20 lat temu w Sun City zebrała się pewna grupa ludzi, aby przeprowadzić rytuał Powracających Dusz. W większości była to Starszyzna Bractwa Dusz, mająca za zadanie chronić Energię Ziemi. Od początku istnienia świata przekazuje ona Naszej Planecie 12 Bractwo połączone Energie Ognia, Powietrza, Wody, Ziemi i Ducha, aby ta była silna i utrzymywała kontakt z Energią Kosmosu. Kiedyś nie byli to ludzie. Na początku taką energią zasilały Ziemię rośliny, po- tem zwierzęta. Dopiero od kilkuset lat robią to ludzie o szczegól- nych mocach. Niedługo się sama przekonasz, że wszystko wokół nas jest Energią, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni i że może- my czerpać z tego tyle dobra, ile chcemy – opowiadała staruszka, co jakiś czas obserwując reakcje Grace. Ta siedziała spokojnie i słu- chała uważnie. – W 1990 roku, widząc, że Energia Ziemi wciąż maleje, a Starszy- zna ma za mało siły, aby sama ją mogła wspierać, ludzie poprosili o pomoc Naszą Planetę i Kosmos. W ostatni dzień roku kalendarza gregoriańskiego otrzymali oni 7 Energii w postaci Dusz Najwięk- szych Bogów Wszechświata. Są to: Dusza Gai – greckiej Matki Ziemi, Dusza Uranosa – greckiego Boga Nieba, Dusza Afrodyty – Bogini Miłości, Dusza Aresa – Boga Wojny, Dusza Księżniczki Andromachy i Dusza Księcia Hectora – bohaterów wojny trojańskiej oraz Dusza Artemidy – Bogini Wojowników. Te Energie otrzymało siedmioro dzieci – 4 dziewczynki i 3 chłopców. Niestety, ofiara, jaką musiała ponieść Starszyzna, okazała się dość bolesna. Równocześnie, gdy rodziły się „cudowne dzieci”, umierali członkowie Bractwa bezpo- średnio związani z maluchami. I tak, w 1994 roku straciliśmy 4 członków, w 1995 i 1996 kolejnych dwóch. Najboleśniej Bractwo odczuło stratę Senseia, czyli naszego Przywódcy. Od tego czasu cze- kamy na to, aż Energie Dusz „cudownych dzieci” osiągną pełną doj- rzałość i będziemy mogli odbudować Bractwo i dalej wspierać Ener- gię Ziemi i Kosmosu – przerwała na chwilę, nabierając głębszy oddech. Grace słuchała z poważną miną. – Rytuał Powracających Dusz był przeprowadzony w Roku Planety Wenus, patronki miłości, stąd na Ziemię przywędrowały 3 pary Bratnich Dusz reprezentujące 3 podstawowe aspekty miło- ści: czystość uczucia, rodzicielstwa – to Bratnie Dusze Gai i Uranosa, namiętności – to Afrodyta i Ares oraz przyjaźni i wierności – to 13 Bractwo Andromacha i Hector. Dusze te muszą się spotkać na Ziemi i poko- chać, w przeciwnym razie wrócą do nieba – kobieta spojrzała na Grace, a ta uważnie wpatrywała się w ciotkę. – „Cudowne dzieci” wychowywały się w większości pod okiem Bractwa. Staraliśmy się zapewnić im wszystko, choć w przypadku chłopczyka, który ma Duszę Uranosa, nie było to łatwe. Podczas porodu stracił oboje ro- dziców. Został pod opieką babci i pozostałych członków Starszyzny. Nigdy nie uskarżał się, ale też nigdy nie widzieliśmy go w pełni szczęśliwego. Najpierw miał smutne oczy, które potem przekształ- ciły się w ponure i złe. Do tego dziewczynka, mająca Duszę Artemi- dy, Bogini Wojowników, ciągle go buntuje i chłopak ładuje się wiecznie w kłopoty. Namówiła go na Rytuał Oczyszczenia z Energii, co może mieć poważne konsekwencje i może się okazać, że chłopak nigdy nie uzyska pełni swoich mocy energetycznych, dodatkowo od tej pory całkowicie zamknął się w sobie. Zawsze było mu brak mat- czynej i ojcowskiej miłości, której tak potrzebują dzieci, mimo na- szych starań zapewnienia mu czułości i szczęścia. Teraz czekamy aż wszystkie Dusze osiągną swoją dojrzałość i połączą się, aby ak- tywować wspólnie Energię Ziemi i Kosmosu. Kończąc swoją opowieść, staruszka spojrzała na Grace. Ta sie- działa wpatrzona w stół i myślami była przy tym małym chłopcu, bez rodziców, bez nikogo na świecie i zrobiło się jej bardzo smut- no. – Może zrobię jeszcze herbaty? – przerwała ciszę ciocia Beatrice. Grace i Anna spojrzały na nią i obie przytaknęły. – Kiedy te Dusze się połączą? – zapytała Grace ciocię krzątającą się w kuchni. – Dwie pary już są razem – odkrzyknęła z kuchni staruszka. – Teraz czekamy na ostatnią – dodała, wchodząc do pokoju z herbata- mi.– A skąd wiedzą, że są tymi Bratnimi Duszami? – pytała dalej Grace. Ciocia spojrzała na Annę, ta na staruszkę. 14 Bractwo – Gdy kończą 16 lat, śni im się wybranek – uśmiechając się, po- wiedziała kobieta. Grace spojrzała z niedowierzaniem. – Chcecie powiedzieć, że ja jestem jednym z tych „cudownych dzieci”? – zapytała z ironicznym uśmiechem na twarzy. Ciocia i matka nic nie odpowiedziały, tylko lekko się uśmiechnęły. – I może ten gbur z garażu to moja Bratnia Dusza? – przypominając sobie chłopaka ze snu, dodała dziewczyna. Kobiety dalej tylko na nią pa- trzyły. – A przywiozłaś mnie tutaj, abym się z nim połączyła – szu- kała przez chwilę potwierdzenia u matki Grace, po czym wstała. – Jedźmy do domu, mamo – dodała poważnie. Anna spojrzała rozpaczliwie na ciocię, a ta uśmiechnęła się i po- wiedziała: – Wiem, że wydaje ci się to mało prawdopodobne, ale posłuchaj mnie jeszcze przez chwilę – poprosiła z uśmiechem staruszka. Grace usiadła zła z powrotem w fotelu i spojrzała ponuro na ko- bietę.– Udowodnię ci, że jesteś wyjątkowym dzieckiem – zaczęła. – Lubisz przyrodę, najbardziej odpoczywasz, przebywając w le- sie lub w okolicach wody. Czujesz wibracje, gdy siedzisz bezpośred- nio na ziemi, tak jakby Ziemia przekazywała ci Energię. Gdy jest pełnia, czujesz się w swoim żywiole, pełna wigoru, chęci do działa- nia. Lubisz ruch i towarzystwo, ale medytujesz w samotności. Po- maga to tobie w wyciszeniu umysłu. Często miewasz sny. Czasem dobre, a czasem przykre, ale są to ostrzeżenia. Pewnie jeszcze nie umiesz ich dokładnie interpretować, ale zauważasz pewne zbieżno- ści. A gdy przyśnił ci się ten chłopak, spowijała go białofioletowa poświata – powiedziała staruszka jednym tchem, a Grace aż otwo- rzyła buzię ze zdziwienia. – Zgadza się? – zapytała po chwili ciocia Beatrice. – Tak, ale... – Zostańcie u mnie kilka dni, jeśli nic szczególnego się nie wyda- rzy, wrócicie spokojnie do domu, dobrze? – nie dała dojść do słowa dziewczynie. 15 Bractwo Anna spojrzała pytająco na córkę. – No dobrze – zrezygnowana Grace westchnęła, po czym szybko dodała – ale nie liczcie, że zaprzyjaźnię się z tym ponurym, aroganc- kim, nieuprzejmym, niegrzecznym i wkurzającym gościem z gara- żu. Nie ma za grosz kultury, jest strasznym bałaganiarzem, na do- datek roztargnionym i mało spostrzegawczym – nie wiedziała, skąd nagle wziął się u niej taki potok słów, ale chciała jak najszybciej wy- rzucić to z siebie. Kobiety patrzyły na nią uważnie, a gdy skończyła, ciocia podsu- mowała: – Dużo o nim wiesz, jak na pierwszy rzut oka – po czym wstała i pokazała im, gdzie mogą się rozgościć. 16 Bractwo Rozdział 2 Z samego rana Grace pojechała do centrum słonecznego miasta w poszukiwaniu internetu, którego ciocia nie miała w domu. Poło- żyła mapę Sun City na kolanach i kierując się głównymi ulicami, zmierzała w głąb miasteczka. Muzyka rozbrzmiewała w radiu, dziewczyna lekko kołysała się do rytmu. W głębi duszy cieszyła się, że udało jej się namówić mamę, żeby pojechały do Sun City jej no- wym jeepem. W końcu Grace zauważyła kafejkę internetową i par- kując niedaleko auto, weszła do pomieszczenia, gdzie stało kilka komputerów. Usiadła przy tym, który znajdował się najbliżej okna, i zaczęła szukać w internecie jakichkolwiek informacji potwierdza- jących słowa cioci. Nagle usłyszała. – Cześć, jesteś nowa w mieście? – zapytał przystojny blondyn o niebieskich oczach, ubrany w jasną koszulę i jasne spodnie. Grace spojrzała na chłopaka. – Jestem Peter – powiedział, wyciągając do niej rękę. Grace odwzajemniła gest z uśmiechem. – Szukasz czegoś konkretnego? – zapytał, siadając przy sąsied- nim stanowisku komputerowym. – Nie, właściwie to nie – odpowiedziała dziewczyna. Nie chciała wypaść na idiotkę, mówiąc o tym, że poszukuje informacji o Du- szach Bogów, które krążą w tym mieście. – Na długo przyjechałaś? – spytał po chwili Peter. – Mam nadzieję, że nie – odparła. Ale po chwili zorientowała się, że mogła urazić nowo poznanego chłopaka, i dodała, uśmiechając się przyjaźnie: – To znaczy, myślę, że na kilka dni. Peter spojrzał na nią czujnie, po czym odwzajemnił uśmiech i odwrócił się do swojego komputera. Gdy Grace nic konkretnego nie znalazła w internecie, wstała od stanowiska i odchodząc, poże- gnała się z Peterem: 17 Bractwo – No to trzymaj się, cześć! – Cześć! – odparł chłopak z uśmiechem i śledził jak odchodzi. Grace ruszyła w stronę swojego auta, trzymając mapę w ręce. Tymczasem Peter wyszedł przed kafejkę i dał sygnał dwóm chłopa- kom po przeciwnej stronie ulicy, pokazując odchodzącą dziewczy- nę. Chłopcy spojrzeli najpierw na niego, potem na Grace wsiadającą do jeepa i w końcu na siebie, po czym bez entuzjazmu zajęli się swo- ją pracą. Pakowali stare skrzynie po napojach do bagażnika furgo- netki. Wysoki chłopak o czarnych, lekko potarganych, dłuższych włosach, muskularnie zbudowany, spoglądając na drugiego, ciem- nego blondyna o ciemnej karnacji, zapytał z uśmiechem i ciekawo- ścią w oczach: – Jaka ona jest? – A skąd mam wiedzieć? – odparł lekceważąco blondyn. – David, daj spokój – zaprotestował Peter, dołączając do kole- gów.– Przecież gadałeś z nią w garażu! – wtrącił drugi chłopak. David zamykając bagażnik auta, dodał tylko: – Jest zbyt pewna siebie. – Po czym wsiadł za kierownicę i włą- czył silnik. – Ale to ona, tak? – zapytał ponownie czarnowłosy chłopak, po- prawiając opadające mu na oczy włosy. – Bo powiedziała, że za kilka dni znika stąd? – wtrącił pytająco Peter.– Czy to ważne? – odparł David, dalej sprawiając wrażenie, jakby go to nie obchodziło, po czym kiwnął chłopakom na pożegnanie i odjechał. Ci spojrzeli na siebie, a następnie na odjeżdżający samo- chód kolegi. – Myślisz, że wyciągnie go z tego? – zapytał poważnie Peter. – Nie mam pojęcia – odparł zielonooki chłopak, ubrany w luźne jeansy i koszulę w kratę. – Ale nie mamy dużo czasu – dodał. Po chwili obaj siedzieli w terenowym jeepie Arthura i z piskiem opon ruszyli w przeciwnym kierunku niż David. Grace dojechała do świateł i stanęła, spogladając na mapę. 18 Bractwo Obok zatrzymała się furgonetka Davida. – No i gdzie teraz? – mówiła do siebie. – Dokąd chcesz jechać? – usłyszała nagle z samochodu stojącego obok. Spojrzała na kierowcę i ciarki jej przeszły po plecach, ale zrobiła obojętną minę i odpowiedziała szorstko: – Dam sobie radę. Dziękuję! – zaakcentowała. Ale chłopak nie dawał za wygraną. – Wiem, że dasz sobie radę, ale będzie szybciej, jak pokażę ci dro- gę, niż zanim ją znajdziesz na tej mapie – powiedział David, wskazu- jąc mapę, którą trzymała na kierownicy. Grace spojrzała na niego i nadal trochę poirytowana odpowie- działa: – Chcę dojechać na plażę. – Na drugich światłach w prawo – odpowiedział David i skręcił w lewo, gdy zapaliło się zielone światło na jego pasie. – Dzięki! – krzyknęła Grace, po czym sama włączyła się do ruchu. – Wow – powiedziała, uśmiechając się do siebie, gdy ujrzała piękną przystań, otoczoną skalnym wysypiskiem i zielonymi drzewami. – Chociaż tutaj jest bajecznie – dodała, wysiadając z auta. Most prowadził na skraj skarpy. Na końcu Grace zauważyła sie- dzącego i medytującego starszego pana. Odczekała kilka minut i gdy ten się poruszył, zapytała grzecznie szeptem: – Przepraszam, mogę dołączyć? Staruszek spojrzał na nią i skinął dłonią, aby się dosiadła. Grace przyjęła pozycję do medytacji, wyprostowała kręgosłup i zagłębiła się w swojej podświadomości. Tymczasem obok przystani przejeżdżali Arthur i Peter. – Patrz, to jej auto! – krzyknął Peter i wyskoczył z jeepa, rozgla- dając się za dziewczyną. Drugi chłopak zaparkował i też zaczął się rozglądać. Po chwili dołączył do nich David. Musiał zapakować na furgonetkę całą stertę worków ze śmieciami, które czekały na wy- wiezienie. 19 Bractwo – Twoja dama gdzieś zniknęła – wtrącił Arthur, gdy David wysia- dał z auta. Peter obejrzał się na chłopaków i wskazał palcem na koniec skar- py.– Tam jest. – Czy ona medytuje w towarzystwie Starego Pana Wu? – zapytał zdziwiony czarnowłosy chłopak. – Przecież on nie znosi towarzy- stwa, zwłaszcza naszego – dodał. Peter spojrzał na Davida, ten tylko wzruszył ramionami i dalej pakował worki, sprawiając wrażenie obojętnego. – Dobra, znikamy – powiedział Arthur i gdy Peter wskoczył do jeepa, odjechali. David zajął się swoją pracą, starając się nie zwracać uwagi na medytujące na skarpie osoby. Po 30 minutach starszy pan wstał i odwrócił się w stronę Grace. Ta także się podniosła i pochylając głowę, podziękowała za wspólną medytację. Staruszek odpowiedział tym samym gestem, po czym lekko się uśmiechnął i zapytał: – Nie widziałem ciebie tutaj wcześniej? Grace podniosła bluzę od dresu, na której siedziała podczas me- dytacji, i również z uśmiechem odpowiedziała: – Przyjechałam w odwiedziny do cioci. Po chwili dodała: – Jeśli nie przeszkadza to Panu, chciałabym tutaj medytować co- dziennie rano, po południu i przed zachodem słońca. Staruszek, lekko przygarbiony, ubrany w czarną koszulkę i czar- ne bojówki, uśmiechnął się szerzej. – Widzę, że intensywnie nad czymś pracujesz. – Lubię często obcować ze swoją podświadomością. Pozwala mi spojrzeć na niektóre sprawy z innego punktu widzenia – odpowie- działa dziewczyna. I dodała: – Jestem Grace. – Wyciągając rękę, spojrzała na staruszka. – Chang Wu, miło mi – odpowiedział starszy pan i podając rękę Grace, ukłonił się. 20 Bractwo Dziewczyna uśmiechnęła się. – To do wieczora – dodała i pobiegła w stronę samochodu. Pan Wu jeszcze przez chwilę się jej przyglądał, po czym wsiadł do swojej motorówki i odpłynął w stronę małej wyspy na morzu. Podchodząc do swojego jeepa, Grace zauważyła znajomą furgo- netkę. Po chwili pojawił się David wrzucający worek ze śmieciami do bagażnika. Chłopak spojrzał na nią. Uśmiechnęła się nieśmiało i zapytała: – Śledzisz mnie? Gdy ten miał już odpowiedzieć, nadjechał radiowóz. – Jakieś problemy z Duxem? – zapytał policjant dziewczynę. David spojrzał w ziemię i nie odwracając się w stronę radiowozu, oparł ręce na furgonetce. Sprawiał wrażenie wkurzonego. Po chwi- li zatrzasnął bagażnik i odwrócił się w stronę policjanta. Wyglądał, jakby chciał mu coś niecenzuralnego odpowiedzieć. Wtedy Grace się wtrąciła. – Wszystko w porządku – powiedziała spokojnie. – Pytałam tyl- ko o drogę do centrum – dodała, promiennie się uśmiechając. David spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem, ale i z wdzięcznością. Policjant uspokojony pokiwał głową i odjechał. Grace odwróciła się w stronę swojego auta. – Dzięki – usłyszała nagle za plecami. Spojrzała przez ramię na Davida, a ten dodał: – Nie śledzę cię, odpracowuję karę sądową. – I zaczął wsiadać do swojego auta. Grace obejrzała się jeszcze raz na chłopaka. – To cześć! – krzyknęła i odjechała. – Cześć – odpowiedział do siebie David, śledząc oddalający się samochód dziewczyny. Wieczorem, na godzinę przed zachodem słońca, Grace wzięła mp3 i pobiegła na plażę. Po drodze mijała dom Davida, ale nie wi- działa nikogo. Na skarpie siedział już Pan Wu. Uśmiechnął się do niej i rozpoczęli medytację. Gdy słońce sięgało już morza, Grace wstała, pożegnała się i ruszyła w stronę domu cioci. 21 Bractwo Przebiegając obok garażu Davida, musiała szybko odskoczyć, zatrzymując się w ostatniej chwili, zanim chłopak w niebieskim te- renowym jeepie omal jej nie rozjechał. Wyciągnęła słuchawki z uszu i już miała się na niego wydrzeć, gdy ten pięknie się uśmiechając, powiedział: – Bardzo przepraszam, że cię wystraszyłem. Po czym dodał: – Jestem Arthur. Grace spojrzała na wyskakującego z auta chłopaka i podając mu rękę, odpowiedziała: – Grace. Już chciała biec w stronę domu, gdy usłyszała za plecami: – Jesteś nowa? Grace odwróciła się i zobaczyła szczupłą blondynkę, o ciemno- niebieskich oczach, ubraną w krótką mini spódniczkę, szpilki i kusą letnią bluzeczkę. Wyglądała seksownie i elegancko, ale nie biło od niej nic przyjaznego. – Cześć Diana – wtrącił nagle Arthur. – Czego tutaj chcesz? – dodał bardzo szorstko. Sprawiali wrażenie, jakby nie przepadali za sobą. – Pytam twoją nową koleżankę, nie ciebie – odpowiedziała ze złością Diana. Arthur wyglądał jak wojownik szykujący się do walki. Grace usłyszała też, jak ktoś staje za jej plecami. Poczuła się, jakby stała gdzieś w środku jakiejś niemej bitwy i postanowiła się odezwać. – Przyjechałam na kilka dni do cioci – odpowiedziała Dianie, gdy ta celowała wzrokiem w Arthura. Blondynka spojrzała na nią i dodała złośliwie: – Nie boisz się tak po zmierzchu biegać samotnie po ulicy? – A ty nie boisz się chodzić o tej porze w takim stroju? – odparła również złośliwie Grace. Arthur spojrzał na Davida, który wcześniej stanął za plecami Grace, i podniósł brwi do niego na znak dumy, że dziewczyna jest twarda i odważna. 22 Bractwo Diana spojrzała na Grace, podeszła do niej bliżej. Grace nawet nie drgnęła, tylko patrzyła jej prosto w oczy, nie dając za wygraną. – Uważaj na siebie – szepnęła Diana, ale Grace nie spuszczała z niej oczu. Czuła się mocna i nie bała się. Nie wiedziała, czy to uczu- cie brało się stąd, że ma za sobą chłopaków, czy sama była taka pewna siebie. – Daj spokój – wtrącił nagle głos zza pleców Grace. Rozpoznała Davida. Diana odsunęła się od dziewczyny. Spojrzała na chłopaka i całko- wicie zmieniając wyraz twarzy, z uśmiechem i pełna wdzięku, odpowiedziała: – Jak sobie życzysz, kochanie – po czym odwróciła się i przebie- gła na drugą stronę ulicy. Grace wyminęła sprawnie samochód i rzucając od niechcenia „Cześć”, pobiegła w stronę domu. Nie spojrzała na Davida, była zmę- czona i myślała tylko o tym, aby wziąć prysznic i położyć się spać. Chłopcy tymczasem przez chwilę śledzili wzrokiem oddalającą się dziewczynę: – Twarda jest – powiedział Arthur. David spojrzał na niego i dodał, chowając ręce do kieszeni: – Lepiej, żeby nie zadzierała z Dianą. Po czym obaj weszli do garażu, gdzie zajęli się pucowaniem mo- torów. 23 Bractwo Rozdział 3 Ciotka Beatrice zajmowała się renowacją starych mebli. Odkąd przyjechały do Sun City, Anna, mama Grace, cały czas pomagała staruszce w pracy. – Może chciałabyś się przyłączyć? – zapytała starsza kobieta, gdy Grace przeglądała kolejną książkę z jej biblioteczki. – Czemu nie – odparła dziewczyna. – I tak przejrzałam już prawie wszystkie książki – dodała z uśmiechem. – Co mam robić? – zapytała Grace, wychodząc na ogród, gdzie siedziały kobiety i starannie malowały stare, pięknie zdobione krzesło. – Najpierw podjedź do mojej przyjaciółki Apolliny po dwie bra- my. Gdy je przywieziesz, pokażę ci, co masz robić. Grace wzięła kluczyki od jeepa i pojechała pod wskazany adres. Zawahała się, gdy okazało się, że to dom chłopaka ze snów. Zatrzy- mała auto na podjeździe i podeszła do drzwi. W myślach prosiła, aby tylko nie on otworzył. Gdy zobaczyła staruszkę, odetchnęła z ulgą i powiedziała grzecz- nie i miło. – Dzień dobry – uśmiechnęła się – ciocia Beatrice przysłała mnie po bramę do renowacji. Staruszka odpowiedziała uśmiechem: – Dzień dobry. Brama jest w garażu. I krzyknęła: – David, chodź, pomożesz załadować bramę do auta. Grace nie zdążyła się odezwać, tylko przygryzła górną wargę. Chłopak spojrzał odrobinę zdziwiony w stronę drzwi, po czym rzu- cił w kąt czasopismo, które wcześniej przeglądał, i ruszył w stronę Grace. Poszli w kierunku garażu, nie odzywając się do siebie. Jak zawsze, garaż stał otwarty. 24 Bractwo Grace zajrzała do środka i się zdziwiła, po czym bezwiednie po- wiedziała: – O! posprzątałeś. Gdy David spojrzał na nią, zorientowała się, że wymówiła te sło- wa na głos. Chłopak wskazał bramę. Miała ogromne rozmiary, skła- dała się z dwóch skrzydeł, na każdym były powytłaczane jakieś postaci. Dopiero gdy Grace podeszła i przyjrzała się bliżej, zauwa- żyła, że są to boginie i bogowie greccy. – Wow! – powiedziała do siebie. Delikatnie dotknęła części bramy, która przedstawiała boginie. – Pięknie wykonana – zamyśliła się. David obserwował ją przez chwilę, po czym przerwał milczenie, pytając: – Załadować ci je do jeepa? Grace wróciła myślami na ziemię i odpowiedziała: – Tak, do jeepa. Potem się odsunęła, a David zabrał się za ładowanie obu skrzydeł bramy na bagażnik auta. Dziś wyglądał inaczej. Był ubrany w jasny t-shirt i ciemnoniebieskie jeansy, pachniał męskimi perfumami, czysty, ogolony i wypoczęty. T-shirt podkreślał jego muskularną budowę. Okazał się przystojny, a opalona skóra podkreślała jeszcze jego urodę. Grace obserwowała go i nawet zaczęła się łapać na tym, że chłopak zaczyna się jej podobać. Gdy tak stała zamyślona, David skończył ładować części bramy i powiedział: – Pojadę z tobą i wyładuję je u twojej ciotki, bo możecie mieć pro- blem.Po czym wskoczył do jeepa na siedzenie obok kierowcy, zanim Grace zdążyła cokolwiek powiedzieć. Jechali w milczeniu. Gdy parkowała na podjeździe u cioci, David zdążył wysiąść, a gdy tylko silnik zgasł, chłopak zabrał się za wyła- dowywanie bramy. Ciocia Beatrice, która właśnie pojawiła się w furtce do ogrodu, wskazała chłopakowi miejsce, gdzie ma odło- żyć oba skrzydła. 25 Bractwo Grace wbiegła do domu, rzuciła kluczyki na półkę i skierowała się do ogrodu. Gdy David poszedł po drugie skrzydło, dziewczyna zapytała cio- cię:– To co mam robić? Ciotka podała Grace papier ścierny i rękawice, po czym pokazała jej, jak ma czyścić bramę. – Będziesz umiała? – spytała w momencie, gdy David wnosił skrzydło. Grace pokiwała twierdząco głową i zabrała się do pracy. Starsza pani obejrzała się na chłopaka i zapytała: – David, może też pomożesz? Chłopak zawahał się, spojrzał na Grace, a ta na niego. Oboje byli zaskoczeni propozycją. David pokręcił przecząco głową, ale nie po- trafił jednak odmówić wpatrującej się w niego ciotce Beatrice. – Ok, mam trochę czasu do obiadu – odpowiedział i zdjął koszul- kę, pokazując opalony tors, po czym założył rękawice do pracy. Grace spuściła wzrok na bramę i zabrała się do ścierania. David uklęknął po drugiej stronie bramy i też wziął się do pracy. Ciotka i matka siedziały dalej przy starym krześle i malowały poszczegól- ne elementy. Co jakiś czas kobiety spoglądały na siebie i potem na zajętych przy bramie Grace i Davida. Ci pracowali, starając się na siebie nie patrzeć, nie wchodzić sobie w drogę i się nie odzywać. – Auć – zajęczała w pewnym momencie Grace. Zdjęła rękawice i zobaczyła, że ma kostki na palcach podrapane do krwi. David spojrzał na jej rękę i doradził: – Staraj się trzymać palce prosto, gdy trzesz papierem. Wtedy się nie skaleczysz. Grace spojrzała na niego z bólem w oczach i niemrawo się uśmiechnęła w podziękowaniu za radę. Po czym obłożyła chustecz- ką poranione palce i ponownie założyła rękawice. Spojrzała na ręce Davida, żeby podpatrzeć, jak on to robi, i zabrała się do pracy. Dalej czyścili bramę w milczeniu. Po 2 godzinach ciszę przerwała ciotka Beatrice. 26 Bractwo – Napijemy się czegoś zimnego, strasznie dziś gorąco – powie- działa i obie kobiety wstały, by udać się do kuchni. Zbliżała się pora obiadowa. Gdy ciotka przyniosła zimne napoje, oboje przerwali pracę i wstali, aby się napić. – Na ten czas koniec pracy. Robi się upalnie – powiedziała Anna, po czym zebrała farby i wniosła je do domu. Starsza pani poszła za nią. Grace delikatnie zdjęła rękawice z bolących palców, potem z ję- kiem oderwała chusteczkę od ran. David spojrzał na odrapane kost- ki i powiedział: – Musisz to przemyć wodą utlenioną, żeby odkazić. – Nie ma mowy – zaprotestowała Grace. – Wystarczy, że przeży- łam oderwanie chusteczki – dodała. – Chodź ze mną – powiedział David, idąc w kierunku schowka gospodarczego, gdzie zauważył apteczkę. Grace posłuchała go. – Daj rękę – poprosił. Dziewczyna się zawahała się. David spojrzał jej w oczy i powiedział: – Obiecuję, że nie będzie bolało. Grace podała mu dłoń i zacisnęła mocno oczy. Nie chciała wie- dzieć, kiedy zacznie się ból. David spojrzał na nią, przechylił bute- leczkę z wodą utlenioną i w momencie, gdy zaczął polewać jej rany, pocałował ją. Grace zamurowało, ale nie przerwała pocałunku. W jej głowie pojawiła się totalna pustka. Poczuła tylko, jak serce zaczyna jej szybciej bić, jak ciarki przechodzą od stóp do głowy i te śmieszne „motylki” łaskoczą w brzuchu. Nie czuła bólu. David powoli się odsunął. Grace delikatnie otworzyła oczy i spojrzała na chłopaka. Ten lekko uśmiechnął się i powiedział: – Pójdę już. Po czym odłożył buteleczkę z wodą, odwrócił się i zabierając ko- szulkę z krzesła, poszedł w stronę furtki do ogrodu. Grace patrzyła za nim, aż zniknął, ale nie potrafiła ani się odezwać, ani ruszyć z miejsca. Po chwili poczuła ból. 27 Bractwo – Auuuu – powiedziała cicho, gdy wreszcie szczypanie dostarło do jej mózgu. Pozbierała się i pobiegła na plażę, na umówioną medytację z Pa- nem Wu. Medytacja nie była odprężająca. Grace cały czas w głowie miała ostatnie wydarzenie. Nie potrafiła o niczym innym myśleć, jak tylko o pocałunku i bolących palcach. Starszy pan wyczuł brak skupienia Grace i zapytał: – Coś cię boli? Dziewczyna otworzyła oczy i pokazała rękę Panu Wu. – Pomagałam dziś cioci w renowacji bramy i starłam sobie skórę z palców. Strasznie boli – dodała z wykrzywioną z bólu miną. Staruszek wziął dłoń Grace do jednej swojej dłoni, drugą przy- krył jej palce, pochylił się nad ręką i zamknął oczy. Po chwili dziew- czyna poczuła napływ gorąca do palców i ból ustał. Chińczyk pod- niósł wzrok i cofnął swoje dłonie. Grace spojrzała na palce zaskoczona. Nie było na nich ani śladu po ranach. uśmiechnęła się z niedowierzaniem i przytuliła pana Wu. Ten lekko zaskoczony uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk. Potem pożegnali się i Grace pobiegła do domu. Co jakiś czas spoglądała na rękę, aby sprawdzić, czy na pewno rany zniknęły, i uśmiechała się do siebie. Przebiegając obok domu Davida, zerknęła na garaż, licząc, że zobaczy tam chło- paka, ale wszędzie było pusto. Gdy dotarła do domu, zauważyła na podjeździe auto ojca. Szybko wbiegła do środka i gdy zobaczyła w kuchni stojącego tatę, rzuciła mu się na szyję. Ojciec mocno przytulił córkę, uśmiechając się sze- roko. Potem usiedli przy stole, a ciotka podała jabłecznik. Rozma- wiali długo. Trochę w kuchni, potem w salonie, a jak się ochłodziło, przenieśli się do ogrodu. Gdy po zachodzie słońca Grace wracała z wieczornej medytacji, zauważyła światło w garażu u Davida. Uśmiechnęła się i przebiega- jąc obok, zatrzymała się i zajrzała do środka. Zobaczyła chłopaka stojącego w towarzystwie blond dziewczyny, która wcześniej za- czepiła ją na ulicy. Rozmawiali o czymś intensywnie, a dziewczyna 28 Bractwo głaskała Davida po twarzy i brodzie. Zachowywała się bardzo wy- zywająco, a chłopak sprawiał wrażenie, że mu się podoba taka ado- racja. Grace poczuła wściekłość. Szybko ruszyła w stronę domu, nie chcąc, aby ją zauważyli. Gdy dobiegła do domu, nie miała już ochoty na wieczorną rozmowę z rodzicami, wbiegła do pokoju, zamknęła za sobą drzwi i poszła wziąć prysznic. Położyła się i zasnęła. Śnił jej się kolorowy kamień. Ktoś wycią- gał go ze ściany i potem chował. Pomieszczenie było ciemne, ponure i zimne. Nie potrafiła zidentyfikować osoby, ale czuła strach. Bała się, że ten ktoś ją zobaczy, i nagle wzdrygając się, otworzyła oczy. Usiadła na łóżku i zobaczyła cień poruszający się za oknem. Spojrzała na otwarte drzwi od balkonu i wstała, żeby je zamknąć, gdy nagle wyrósł przed nią, jak spod ziemi, David, opierający się o futrynę. – Hej – powitał ją cicho i uśmiechnął się. – Co tutaj robisz? – zapytała oschle i założyła bluzę od dresu. – Chodź – powiedział cicho – chcę ci coś pokazać. I odwrócił się, chcąc zejść z balkonu po kwietniku, ale zatrzymał się, słysząc Grace. – Chcę spać, a nie włóczyć się po nocy– powiedziała zła. Ale David nie dawał za wygraną i spoglądając przez ramię, dodał, robiąc błagalną minę: – Proszę. Jego oczy wydawały się być szczere i nie widać już było w nich złości. Patrzyły inaczej, łagodniej, niż jak je zapamiętała Grace z wcześniejszych spotkań. – Dobra – odparła mało przekonana i na odczepnego. Wciągnęła spodnie od dresu, potem adidasy. Przeczesała włosy, wiążąc je w koka, i przymykając za sobą drzwi balkonowe, zeszła po kwietniku na zewnątrz. David czekał na nią, siedząc na motorze. Podał jej kask i jak tylko usiadła za nim, ruszył szybko, starając się nie robić zbyt wiele hała- su. 29 Bractwo Jechali wzdłuż wybrzeża, aż do skalnego uskoku. Tam się zatrzy- mali, zdjęli kaski i David zaprowadził ją na skałki. Wspięli się na niewielki uskok, przeszli przez wydrążoną w skale dziuplę i zna- leźli się na polanie pełnej zielonej trawy i płaczącej wierzby. Gdy lekko powiewał wiatr, liście drzewa rozchylały się i widać było morze. Widok niesamowity. Grace była zauroczona. Stała w miejscu i przyglądała się. Noc ciepła, powietrze przyjemnie kołysało się wśród liści. David usiadł na trawie obok stojącej dziewczyny i zapytał: – I co? Podoba ci się? Grace spojrzała na niego z góry i uśmiechając się, potwierdziła. David odwzajemnił się uśmiechem. Jego twarz była zupełnie od- mieniona. Grace przyglądała mu się przez chwilę, po czym przycup- nęła obok. David zapytał: – Jak ręka? Grace pokazała palce, na których nie było ani śladu po zadrapa- niu. Spojrzał zaskoczony, a ona uśmiechając się, opowiedziała o Panu Wu i jego magicznym dotyku. David słuchał z uśmiechem na twarzy, a gdy skończyła, ocenił, spoglądając na morze i nie przestając się uśmiechać: – Hmmm, stary Pan Wu się z tobą zaprzyjaźnił. – Znasz go? – zapytała Grace. Chłopak potwierdził i spoglądając ponownie na dziewczynę, dodał:– On z nikim nigdy nie rozmawia, a już szczególnie z nami. I po chwili zaskoczonym głosem dodał: – A z tobą się zaprzyjaźnił. Pokiwał głową, uśmiechając się szerzej pod nosem. – Z nami? – ciągnęła Grace. A chłopak już nieco poważniej odparł: – Z rodzinami z Bractwa. Dziewczyna spojrzała podejrzliwie na Davida. Ten trochę się zmieszał, nie był pewien, czy Grace wie, dlaczego matka ją tutaj 30
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Bractwo Dusz. Księga 1
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: