Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00310 006967 13420747 na godz. na dobę w sumie
Bratnie dusze - ebook/pdf
Bratnie dusze - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875505 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Młoda pielęgniarka przyjeżdża do nowozelandzkiego miasteczka Hereford, by zaznać odrobiny spokoju po burzliwych wydarzeniach. Ze zdumieniem spotyka tu swego dawnego narzeczonego. Co on tu robi? Przecież za wszelką cenę chciał zostać sławnym kardiochirurgiem w Europie. Z tego powodu się rozstali...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Alison Roberts Bratnie dusze Tłumaczyła Grażyna Woyda Droga Czytelniczko! W lutym obchodzimy Dzień Zakochanych. Miłość nalez˙y pielęgnować przez cały rok, ale jeśli brakuje Ci pomysłów, jak to robić, moz˙esz poszukać sugestii w naszych ksiąz˙kach. W tym miesiącu polecamy: Pod opieką szejka (Medical Duo) – Nell i Kal ani przez chwilę nie myśleli, z˙e ich szaleńczy romans będzie miał inny finał, niz˙ się spodziewali; Odwaz˙na narzeczona (Medical Duo) – Paul nie ustaje w wysiłkach, by skłonić Solange do małz˙eństwa; Nowy ordynator (Medical) – Charlie długo przekonywał Sophie, z˙e mimo swego arystokratycznego pochodzenia twardo stąpa po ziemi; Bratnie dusze (Medical) – Beth i Luke znaleźli wreszcie wspólny język i wybaczyli sobie błędy, które popełnili w przeszłości. Zapraszam do lektury Harlequin. Kaz˙da chwila moz˙e być niezwykła. Czekamy na listy! Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Alison Roberts Bratnie dusze Toronto · Nowy Jork · Londyn Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg Madryt · Mediolan · Paryż Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa Tytuł oryginału: The Surgeon’s Engagement Wish Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka Korekta: Urszula Gołębiewska, Ewa Godycka ã 2005 by Alison Roberts ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ , Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3806-7 Indeks 325260 MEDICAL – 374 ROZDZIAŁ PIERWSZY Tego samochodu nie powinno tam być. Mógłby stać na małym parkingu przed oddziałem ratownictwa szpitala Ocean View. Albo nawet na miejscu zarezer- wowanym dla karetki, jeśli doszło do jakiegoś tragi- cznego wypadku. Ale z˙eby tarasować wejście do recepcji, poczekalni i izby przyjęć? To wręcz oburzające! Zdumienie Elizabeth Dawson przerodziło się w nie- pokój. Samochód wydałby jej się dość podejrzany, nawet gdyby stał zaparkowany na dozwolonym miejs- cu. Był to stary, rdzewiejący, ogromny pojazd z oś- miocylindrowym silnikiem. Atrybut statusu społecz- nego charakterystyczny dla ludzi lekcewaz˙ących takz˙e przewidziane przez prawo, wszelkie reguły, a ograniczające tryb ich z˙ycia. Męz˙czyzna, który z niego wysiadł, był nie mniej przeraz˙ający. Miał na sobie wytarty skórzany kom- binezon z emblematem gangu na plecach. Liczne tatu- az˙e i groźny wygląd przestraszyłyby nawet najbardziej odwaz˙nych pracowników oddziału ratownictwa. A Beth Dawson z pewnością do nich nie nalez˙ała. Przynajmniej nie w tej chwili. Zaledwie kilka godzin wcześniej podjęła pracę w nowym miejscu, gdzie wszystko było dla niej obce. 6 ALISON ROBERTS Nie. Nie wszystko. Agresję emanującą z członka gangu znała az˙ nazbyt dobrze. Niespodziewany przy- pływ złości zagłuszył jej lęk. Właśnie przez tego typu zdarzenia całkiem niedawno zrezygnowała z pracy w duz˙ym szpitalu w Auckland. Miała powyz˙ej uszu agresywnych, niekomunikatywnych pacjentów, któ- rzy znajdowali przyjemność w demonstracyjnym pod- waz˙aniu jej kwalifikacji. Złość nie trwała jednak na tyle długo, by dodać jej odwagi. Choćby ze względu na to, z˙e jest tu sama. O godzinie pierwszej w nocy w podmiejskiej okolicy nie nalez˙y spodziewać się pełnej poczekalni. Jedynego pacjenta, który przyszedł po północy, skarz˙ąc się na bóle w klatce piersiowej, badano właśnie w jednej z dwóch sal reanimacyjnych. Przycisnęła mocno guzik, wzywając pomoc. Gdy zauwaz˙yła, z˙e z samochodu wysiadają dwa kolejne typy, z wraz˙enia zaschło jej w ustach. Wyciągnęli z tylnego siedzenia ostatniego pasaz˙era, który był nie- przytomny, a kiedy wlekli go w stronę izby przyjęć, jego stopy zostawiały na jasnej podłodze wyraźne smugi krwi. Niebawem zjawiły się dwie pielęgniarki, a za nimi wszedł Mike Harris, jedyny lekarz, który miał tej nocy dyz˙ur. Wszyscy troje gwałtownie się zatrzymali na widok samochodu zaparkowanego niemal wewnątrz budynku. Beth odruchowo się cofnęła, widząc, z˙e członek gangu, który wysiadł zza kierownicy, rusza w ich kierunku. – Szakal został postrzelony – oznajmił. Beth zauwaz˙yła, z˙e jest szczerbaty, a kiedy mówi, czuć od niego odór alkoholu. BRATNIE DUSZE 7 – Lepiej zacznijcie działać – dodał groźnym tonem. Nie miała wątpliwości, z˙e gangsterzy są uzbrojeni. Z pewnością ukryli noz˙e w wysokich wojskowych butach. Zauwaz˙yła, z˙e jeden z nich ma na palcach kastet. Była absolutnie pewna, z˙e schowali w samo- chodzie kilka obrzynków. Co za ironia losu, pomyślała, z trudem tłumiąc śmiech. Zrezygnowałam z posady w duz˙ym miejskim szpitalu, w którym pracownicy ochrony wspaniale da- wali sobie radę w takich przypadkach i natychmiast zjawiali się na miejscu zajścia, a po kilku minutach dołączała do nich druz˙yna świetnie wyszkolonych po- licjantów. Ale nawet takie wsparcie nie wystarczyło, by powstrzymać jej najlepszą przyjaciółkę, Neroli, od porzucenia zawodu pielęgniarki. W czasie ataku na ich oddział jeden z gangsterów przyłoz˙ył jej nóz˙ do gardła, groz˙ąc śmiercią. Beth przeniosła się do małego podmiejskiego szpi- tala połoz˙onego na najbardziej wysuniętym końcu po- łudniowej wyspy nalez˙ącej do Nowej Zelandii, chcąc zamieszkać w spokojnej okolicy i zacząć z˙ycie od nowa. Juz˙ podczas pierwszego nocnego dyz˙uru na tym niewielkim oddziale stanęła w obliczu jednego z naj- gorszych koszmarów. Czy szpital Ocean View w ogóle ma ochronę? A jak daleko stąd mieści się posterunek? O ile mi wiadomo najbliz˙sze duz˙e miasto, Nelson, znajduje się o co naj- mniej półtorej godziny jazdy samochodem. Jej napięcie wzrosło jeszcze bardziej, kiedy herszt gangu zbliz˙ył się do Mike’a Harrisa. Był zgarbiony, a palce jednej dłoni zacisnął w pięść. – Natychmiast! – wrzasnął. 8 ALISON ROBERTS Zrób, co ci kaz˙e, Mike, zachęcała go w myślach. Błagam cię! Ale doktor Harris nawet nie drgnął. – Oczywiście – odparł obojętnym tonem. Był tak spokojny, z˙e Beth nagle poczuła się nieco bardziej pewna siebie. Doktor Harris miał ponad pięć- dziesiąt lat i jako doświadczony lekarz tego oddziału zapewne nieraz musiał stawić czoła podobnym sytu- acjom. – Ale uprzedzam, z˙e nie zamierzam tolerować złe- go traktowania i zastraszania personelu, ani nikogo innego. Zapadła cisza, którą przerwał głośny jęk rannego członka gangu. – Co się stało? – spytał Mike. – Człowieku, przeciez˙ mówiłem, z˙e go postrzelono. – Tak, ale gdzie do tego doszło? I jak dawno? Czy stracił duz˙o krwi? – Mike powoli podszedł do ofiary. Beth spojrzała na kolez˙anki, zastanawiając się, czy podąz˙ą za nim. Chelsea wydała jej się nie mniej zdene- rwowana niz˙ ona sama, a Maureen miała bardzo po- sępną minę. – Chelsea, idź z Beth po nosze, dobrze? – powie- działa, odwracając się plecami do członków gangu. – Wezwijcie policję – dodała, ledwo poruszając usta- mi. – Szybko. Gdy Chelsea otrzymała zadanie do wykonania, wy- raźnie się uspokoiła. Nawet uśmiechnęła się do Beth, kiedy pospiesznie opuszczały poczekalnię. – No proszę – mruknęła. – Znów to samo! Beth poczuła nagły skurcz serca. – Czyz˙by tego rodzaju incydenty były tutaj na po- rządku dziennym? – spytała. BRATNIE DUSZE 9 – Od czasu do czasu miewamy kłopoty z gangami. Weszły do głównej części oddziału. Chelsea za- trzymała się przy wiszącym na ścianie telefonie. – Chyba jesteś do tego przyzwyczajona. Słysza- łam, z˙e pracowałaś w południowej dzielnicy Auckland – powiedziała. – Owszem, ale nie spodziewałam się, z˙e... – Beth urwała, poniewaz˙ Chelsea uzyskała połączenie z po- sterunkiem. – Zgłaszam z˙ółty alert na oddziale ratownictwa szpitala Ocean View – rzekła energicznym tonem, a potem przez chwilę słuchała. – Dobrze... dziękuję – dodała i odłoz˙yła słuchawkę. Chwyciły nosze i ruszyły z powrotem w kierunku poczekalni. – Co oznacza ten ,,z˙ółty alert’’? – Kłopoty z gangiem. Dobry Boz˙e! – jęknęła w duchu Beth. Więc zdarza się to na tyle często, z˙e mają własny szyfr? – Co się dzieje, kiedy zgłosicie z˙ółty alert? – Najpierw zjawia się tu Sid, nasz dyz˙urny sanita- riusz, a zarazem ochroniarz. Potem przyjez˙dz˙a miejs- cowy policjant, który mieszka niedaleko szpitala – wy- jaśniła Chelsea z przejęciem. – Jeśli uzna za koniecz- ne, zawiadamia Nelson, a wtedy oni przysyłają do nas helikopter z brygadą antyterrorystyczną. – Ale przeciez˙ mamy tylko jednego pacjenta! – Jak dotąd – mruknęła Chelsea, a potem spojrzała na Beth pytająco. – To nie daje ci spokoju, prawda? – Wszystko w porządku. – Beth nie miała zamiaru zdradzać swoich słabości juz˙ na pierwszym dyz˙urze. – Tak jak mówiłaś, jestem do tego przyzwyczajona. 10 ALISON ROBERTS Moz˙e nawet za bardzo. Nie tak dawno gangster przyło- z˙ył mojej przyjaciółce nóz˙ do gardła, groz˙ąc, z˙e ją zabije. – Czy coś jej się stało? Czy ją zranił? – spytała Chelsea z przeraz˙eniem. – Fizycznie nie, natomiast wyrządził jej ogromną krzywdę psychiczną. Po tym incydencie rzuciła za- wód, wyjechała do Melbourne i podjęła pracę w barze siostry. – Czy dlatego postanowiłaś się przenieść? – No, po części – odrzekła z goryczą w głosie. – Miałam nadzieję, z˙e jeśli przeprowadzę się, ucieknę od tego rodzaju przygód z gangsterami. Chelsea spojrzała na nią ze zrozumieniem. Kiedy weszły z powrotem do poczekalni, okazało się, z˙e nosze nie są juz˙ potrzebne. Koledzy rannego zanieśli go do wolnej sali reanimacyjnej i połoz˙yli na łóz˙ku. – Człowieku, przeciez˙ mówiłem, z˙ebyś nie rozci- nał jego skórzanego kombinezonu! – Musimy zdjąć kurtkę, z˙ebym mógł ocenić stan dróg oddechowych – oznajmił Mike, nadal zachowu- jąc spokój. Jednakz˙e Beth zauwaz˙yła, z˙e rysy jego twarzy się zaostrzyły. Maureen wzięła maskę podłączoną do aparatu tle- nowego. – Teraz załoz˙ę to panu na twarz – uprzedziła pa- cjenta. W odpowiedzi usłyszała potok ordynarnych słów. – Drogi oddechowe wydają się droz˙ne – stwier- dziła, odwracając się do Mike’a, a potem zrobiła krok do tyłu, poniewaz˙ dwaj milczący członkowie gangu BRATNIE DUSZE 11 zaczęli bezceremonialnie ściągać z ramion jęczącego kolegi skórzaną kurtkę. W tym momencie do sali we- szły jej dwie młodsze kolez˙anki. – Przygotujcie sąsiednią salę reanimacyjną, do- brze? – poleciła, patrząc na nie znacząco. Ona i Mike najwyraźniej mieli wprawę w podtrzymywaniu swo- bodnej atmosfery w krytycznych sytuacjach. Jednak- z˙e Beth bez trudu odczytała podtekst ukryty w jej słowach. Pospiesznie ruszyły do sali reanimacyjnej numer dwa. Lez˙ący w niej pacjent oraz jego z˙ona byli przera- z˙eni. Na szczęście badania wykazały, z˙e przyczyną bólu w klatce piersiowej, na który męz˙czyzna się skar- z˙ył, jest dusznica. W przypadku zawału serca, niepokój i strach wywołane zaistniałą sytuacją mogłyby wpły- nąć bardzo niekorzystnie na stan jego zdrowia. Choć nie trzeba było zatrzymywać tego chorego w szpitalu, z pewnością nalez˙ało przenieść go do innej sali. Pielęgniarki sprawnie odłączyły elektrody elektro- kardiografu oraz aparaturę monitorującą czynności z˙y- ciowe pacjenta, a potem wypchnęły jego łóz˙ko na korytarz. Beth zajrzała do sali reanimacyjnej numer jeden i stwierdziła, z˙e członkowie gangu znikli, zo- stawiając kolegę w rękach lekarza dyz˙urnego. Po chwili rozległ się głośny ryk uruchamianego silnika samochodu. – W pierwszej kolejności musimy wywieźć wszys- tkich pacjentów z oddziału, Beth – oznajmiła Chelsea, kiedy pchały łóz˙ko korytarzem oddzielającym oddział ratownictwa od reszty szpitala. – Nie będziemy tez˙ przyjmować chorych, których moz˙e zbadać lekarz ro- dzinny. – Potrząsnęła głową. – Podobno kilka lat temu 12 ALISON ROBERTS wtargnęli tu gangsterzy. Jeden z nich wpadł do po- czekalni i pchnął noz˙em siedzącego tam pacjenta. Wtedy właśnie wprowadzono ,,z˙ółty alert’’. Z˙ona chorego, którego przewoziły na inny oddział, szła obok łóz˙ka, kurczowo ściskając w dłoniach swoją torebkę. – Czy siostry słyszały, jak oni mówili, z˙e rozpra- wią się z tym, który strzelał do ich kolegi? – spytała drz˙ącym głosem. – Mój Boz˙e, czy to się nigdy nie skończy? – Przed chwilą opuścili nasz oddział. Mam nadzie- ję, z˙e prędko tu nie wrócą i z˙e policja zdąz˙y przygoto- wać się na ich spotkanie – powiedziała Chelsea. Kiedy Beth i Chelsea wróciły na oddział, panowała tam dziwna cisza. Mike robił USG, przesuwając apara- turę po pokrytym tatuaz˙ami brzuchu pacjenta, a Mau- reen przygotowywała nowy worek z płynem, który podawano mu doz˙ylnie. Z jednej strony łóz˙ka stał barczysty sanitariusz, a z drugiej mocno zbudowany umundurowany policjant. Obaj spojrzeli na Beth z za- ciekawieniem. – Dzień dobry – powitał ją sanitariusz. – Pani musi być tu nowa, prawda? – To jest Beth – przedstawiła ją Chelsea. – Dziś ma pierwszy dyz˙ur. Nie moz˙na powiedzieć, z˙eby szczęś- liwie zaczęła pracę. Beth, to są Sid i Dennis. Obaj męz˙czyźni skinęli głowami i serdecznie się uśmiechnęli, jakby obiecując, z˙e zadbają o jej bez- pieczeństwo. Beth odwzajemniła ich uśmiechy. Nagle ujrzała całą sytuację w bardziej korzystnym świetle. W jej poprzednim miejscu pracy stosunki między członkami personelu nie były tak przyjazne. BRATNIE DUSZE 13 Być moz˙e w tym niewielkim szpitalu będzie zupeł- nie inaczej. Lepiej. – Który chirurg ma dzisiaj dyz˙ur pod telefonem? – spytał Mike. – Luke – odparła Maureen. – To dobrze. On nie będzie miał nam za złe, z˙e budzimy go w środku nocy. – Chelsea, czy moz˙esz do niego zadzwonić? – po- prosiła Maureen. – Oczywiście. Beth patrzyła, jak Chelsea zmierza w kierunku wi- szącego na ścianie telefonu. Wiedziała, z˙e w szpitalu Ocean View pracuje pięciu chirurgów: trzej ogólni i dwaj ortopedzi. Cóz˙ za dziwny zbieg okoliczności, z˙e jeden z nich ma akurat na imię Luke! – pomyślała ze zdumieniem. Ciekawe, ile jeszcze rzeczy zaskoczy mnie dzisiejszej nocy, przypominając, z˙e tak naprawdę nie moz˙na uciec od przeszłości i zacząć wszystkiego od nowa. Po chwili otrząsnęła się ze wspomnień i wróciła do rzeczywistości. Pochyliła się i zaczęła zbierać lez˙ące na podłodze opakowania po opatrunkach. Na litość boską, przeciez˙ od tamtej pory minęło sześć lat, upomniała się w duchu. Jakiez˙ to z˙ałosne, z˙e dźwięk tego imienia wciąz˙ ma na mnie wpływ. Dziś ten wpływ był chyba silniejszy niz˙ kiedykolwiek do- tąd. Moz˙e dlatego, z˙e zmieniłam miejsce pracy oraz zamieszkania, a poniewaz˙ czuję się w nowym otocze- niu nieco zagubiona, szukam punktu zaczepienia w przeszłości. – Juz˙ jest w drodze – oznajmiła Chelsea. – Czy mam wezwać personel operacyjny? 14 ALISON ROBERTS – Tak, dziękuję, Chels – odrzekł Mike, nie odrywa- jąc wzroku od monitora USG. – Uwaz˙am, z˙e Szakal, jak nazywają go koledzy, będzie potrzebował dokład- niejszych oględzin. – Nie ma mowy! – warknął opryskliwie Szakal. – Człowieku, nie będziecie mnie cięli! Zaraz stąd wychodzę. – Tylko spokojnie! – zawołali jednocześnie Sid i Dennis, ale mimo to Szakal niespodziewanie wyrwał z ręki wenflon i próbował usiąść, energicznie macha- jąc nogami. Kiedy dwaj stojący przy łóz˙ku męz˙czyźni chwycili go za ramiona, natychmiast się uspokoił. Nagle zrobił się zielony, a potem, ku obrzydzeniu Sida, zwymioto- wał. W pozycji siedzącej krew przestała dopływać do mózgu Szakala i poziom jego świadomości gwałtow- nie się obniz˙ył. – Połóz˙cie go – polecił Mike zmęczonym głosem. – Sid, uwaz˙aj na ciśnienie krwi. – Sanitariusz miał na dłoniach rękawice, ale miejsce, z którego Szakal wy- rwał kroplówkę, silnie krwawiło. – Posłuchaj, stary. Jesteś ranny i wymiotujesz – po- wiedział Sid. – Kula przeszła ci przez brzuch. Masz szczęście, z˙e nie zginąłeś na miejscu, ale i tak powaz˙nie uszkodziła ci śledzionę. Tracisz duz˙o krwi. Jeśli bę- dziesz teraz podskakiwać, będzie z tobą jeszcze gorzej. Odpowiedź pacjenta była bełkotliwa, ale Sid roz- szyfrował kolejny potok nieprzyzwoitych wyzwisk. Mimo to nie zareagował na te słowa, tylko wypros- tował się i sięgnął po czyste rękawice. – Ponownie podłączę mu kroplówkę. Nie sądzę, z˙eby próbował się bronić, mając tak niskie ciśnienie.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Bratnie dusze
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: