Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00300 006301 14490407 na godz. na dobę w sumie
Brudne sekrety pokojówek - ebook/pdf
Brudne sekrety pokojówek - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 91
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63783-29-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Opowiadanie obyczajowe oparte na historiach zasłyszanych od prawdziwych pokojówek, pracujących w hotelu na południu Europy. Każda młoda dziewczyna ma marzenia, do spełnienia których dąży uparcie. Nie inaczej jest z bohaterką niniejszego opowiadania, Karoliną. Zdecydowała, że zarobi na wakacjach pracą pokojówki, ale nie tam gdzieś w polskim kurorcie. Poszukała agencji rekrutującej personel w Polsce do hoteli na Cyprze. Marzenie wielu Polaków — słońce, ciepłe morze, plaża… Przecież w przerwach w pracy można na pewno skorzystać z tych dobrodziejstw, czyli połączyć przyjemne z pożytecznym. Czy aby na pewno?

Karolina zderza się z realiami życia daleko od rodziny, gdzie o pomoc ciężko, trzeba samemu bronić się wśród obcych ludzi. Na pewno w tej chwili nie pojechałaby ani na Cypr, ani do żadnego ośrodka turystycznego na południu Europy — zwłaszcza w sezonie letnim, a już na pewno nie do hotelu. Dlaczego? O tym jest niniejsza książka.

 

Dla Karoliny ta przygoda, na szczęście, zakończyła się szczęśliwie.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wielki hotelowy hol wydawał się nieograniczoną przestrzenią pełną rozmaitych zakamarków, zacisznych wnęk, przestronnych salek, służących jako salony i saloniki. Wszędzie było marmurowo i lśniąco. Tu i tam stały palmy w doniczkach, a z sufitu, a raczej z licznych sufitów, zwieszały się kryształowe żyrandole. Tuż obok recepcji znajdowała się okrągła fontanna, której brzegi służyły jednocześnie jako oparcia kamiennej ławy, na której pieczołowicie ułożono stosy poduszek. W dalszej części holu znajdowały się kręcone schody ozdobione czarną, rzeźbioną poręczą. Prowadziły one na najniższy poziom, gdzie znajdowały się butiki z ubraniami znanych marek, sklepy jubilerskie, SPA i tym podobne przybytki, w których możni tego świata tracą nic niewarte groszaki, za które moja rodzina byłaby w stanie spokojnie przeżyć miesiąc. No, może tydzień, bez specjalnych wyrzeczeń. Na każde z pięciu pięter można było dostać się za pomocą bezszelestnie poruszającej się windy. Oczywiście, wyłącznie dla gości. Hotelowy staff1 miał swoją windę, ukrytą na zapleczu, którą jednakże mieliśmy obejrzeć później, w towarzystwie szefowej pokojówek. Polis chyba nie lubił zanurzać się w brudnych wnętrznościach hotelu przeznaczonych dla niższego rangą personelu, do którego nie zaliczało się oczywiście szefostwa, panienek z recepcji, obsługi butików i SPA. Najniższy personel to pokojówki, obsługa kuchni, konserwatorzy, kelnerzy i wszyscy ci, których praca była ciężka, fizyczna i najgorzej płatna. Polis, oczywiście, nie powiedział tego wprost, ale konkluzja była jasna. Zanim zaprowadził nas do pralni, obejrzeliśmy jeszcze imponujący basen w kształcie wielkiej nerki. Ogromne, białe parasole chroniły przed słońcem rozłożonych na leżakach turystów, wokół których kręcili się odziani na żółto kelnerzy i kelnerki. Piotr spojrzał w ich stronę z wyraźną satysfakcją, bo praca w takim miejscu, nad basenem, z widokiem na oszałamiający ocean wydawała się satysfakcjonująca. Kelnerzy obsługiwali wyłącznie niewielki bar, wydając głównie soki, napoje i kolorowe drinki. — Ty będziesz obsługiwał restaurację wewnętrzną — powiedział Polis z nieodgadnionym uśmieszkiem. — Oraz te dwie, z wyjątkiem baru sushi. Tam pracuje dziewczyna w kimonie. Piotrek uśmiechnął się krzywo i ruszył za nami, żegnając się z pracą pod tego dokładnie obejrzał restauracje. Eleganckie stoliki na palmami. Zamiast                                                              1 Staff (ang.) — Personel (tum. redakcja). 1    drewnianym pomoście wychodzącym na ocean oraz snobistyczną wersję tajskiej restauracji, do której wychodziło się prosto z wielkiego, hotelowego holu. W tym ostatnim miejscu uwijało się dwóch kolesi odzianych w długie, czarne spodnie i śnieżnobiałe koszule z długimi rękawami. Pracowicie rozkładali obrusy i serwety, najwyraźniej przygotowując restaurację na porę obiadową. — Dobrze, widzieliście mniej więcej wszystko, co trzeba — stwierdził, prowadząc nas na skromnie wyglądające ubocze, tuż koło szerokiego wyjazdu na drogę. — To wejście dla pracowników. I tylko z niego możecie korzystać. Wejście dla pracowników, szare niepozorne drzwi, prowadziło do równie szarej części hotelowej. Po lewej stronie znajdowała się duża stołówka z rzędami nakrytych obrusami stołów. Drzwi po prawej prowadziły do pokoju socjalnego, a raczej szatni z metalowymi szafkami dla pracowników. Polis nie pokazał nam naszych szafek, co pozwalało sądzić, że ominie nas zaszczyt posiadania swojego miejsca w szatni. No, trudno. Po co nam szafki, skoro mieszkałyśmy w hotelu? W szatni znajdował się również zegar godzinowy, na którym należało odbijać karty. — Nie zapomnijcie — powtórzył Polis z naciskiem — To bardzo ważne. Dochodziło południe i w stołówce zaczęły pojawiać się pierwsze zgłodniałe osoby. Głównie starsze kobiety z pomalowanymi na czerwono paznokciami, odziane w okropne sukienki, a raczej fartuchy w biało-niebieskie podłużne paski. Na nogach nosiły buty ortopedyczne. — To inne pokojówki — powiedział Polis, uśmiechając się do nich uprzejmie. Oddawały mu krzywe, cierpkie uśmiechy. Zapewne rodowite Cypryjki, brzydkie jak lutowa noc. — O, Maria — rozjaśnił się Polis na widok grubej babki, odzianej w czarne spodnie i białą koszulę z krótkimi rękawami. — To wasza przełożona, dziewczyny. Chodźcie, przedstawię was. Jak się okazało, Maria znała język angielski. Nie wdając się w zawiłe wyjaśnienia, powitała nas uprzejmie, przedstawiła się krótko i ruszyła w stronę stołu, zasadniczo bardziej zainteresowana obiadem. Ja również chętnie zgłębiłabym tę kwestię. Hotel zapewniał nam wyżywienie, ale Polis nie wyjaśnił nam jak to dokładnie funkcjonuje. Wyglądało na to, że o dwunastej podają obiad. Reszta pozostała tajemnicą. Głupio mi było pytać o coś podobnego. Na szczęście, Sylwia nie miała takich skrupułów.   2  — A, tak… — Polis popatrzył zafrasowany, jakby nie chciał przyjąć do wiadomości, że mogą nas interesować takie przyziemne sprawy — Śniadanie jest od siódmej do siódmej trzydzieści. Jeśli zaczynacie pracę o siódmej, odbijacie się, meldujecie się u przełożonej i idziecie na śniadanie. Wracacie po piętnastu minutach. Obiad jest od dwunastej do pierwszej, organizujecie sobie pracę tak, żeby zdążyć. Kolacja od szóstej do siódmej. Wszystko jasne? No, to do pralni. Powinniśmy jeszcze zastać tam Luizę. Luiza najwyraźniej wybierała się na obiad, ale na widok Polisa posłusznie wróciła do pracy. Nie omieszkała jednak dać do zrozumienia, że wyświadcza nam wielką przysługę. Prędko przekonałam się, że to jej zwykły wyraz twarzy. Luiza była młodą, mieszkającą tu na stale, Bułgarką. Pracowała w pralni na zmianę ze stuletnią chyba, odzianą wiecznie na czarno kolejną Marią (tutaj to niezwykle popularne imię), która w przeciwieństwie do niej była przesympatyczna. Na pierwszy rzut oka pralnia robiła przygnębiające wrażenie. Wielkie, dwa połączone ze sobą pomieszczenia, ukryte w hotelowym brzuchu, w podziemiach gmachu. Większą część zajmowały niezliczone metalowe regały z kilkoma rodzajami ręczników, obrusami, bielizną pościelową, kocami, szlafrokami oraz uniformami dla pracowników. Wbrew temu, czego można się było spodziewać, w powietrzu nie unosił się zapach świeżego prania. Było za to zimno, mrocznie i dziwnie. — Potrzebujemy komplety dla trzech pokojówek i jeden dla kelnera. Macie eleganckie buty? Polis popatrzył na mnie, wyrywając z sennego otępienia. — Tak — skinęłam głową — Dwie pary czarnych butów. Agencja kazała mi zabrać. Nam wszystkim przekazano takie polecenie. Nawet mnie to nie zdziwiło. Ostatecznie miałam pracować w eleganckim hotelu, więc takie buty były jak najbardziej na miejscu. Spodziewałam się otrzymać gustowny uniform pokojówki: ładną, czarną sukienkę i biały fartuszek z koronką. Zamiast tego Luiza wcisnęła mi do rąk dwa takie same bezkształtne fartuchy, jakie widziałam u pokojówek w stołówce. Do tego dwie białe koszulki, które należało nosić pod spodem, gdyż — jak z przerażeniem zauważyłam — owe fartuchy zawierają szelki niczym w dziecinnych sukienkach. Zapinało się je z przodu na białe, pościelowe guziki. Taki zestaw bardziej mi pasował dla niesfornych pacjentów zakładu psychiatrycznego,   3  aniżeli dla pokojówki w pięciogwiazdkowym hotelu. Zakładanie do czegoś podobnego eleganckich butów było szczytem kretyństwa. I rodzajem dyskryminacji, skoro cypryjskie „pokojówy” chodziły w butach ortopedycznych, tudzież adidasach. — Włóżcie uniformy, dziewczyny — powiedział, zwracając następnie uwagę na Piotra. Z nim było nieco gorzej, bo skrzywiona w pięćdziesiąt Luiza musiała dopasować mu czarne spodnie i białą koszulę. Trudne zadanie, zważywszy, że nasz kumpel był niesamowicie chudy. Poszłyśmy w odległy kąt pralni. Za jednym z regałów, ściśle wypełnionym plastykowymi workami z ręcznikami, włożyłyśmy białe koszulki i te okropne, brzydkie fartuchy. — Masakra — jęknęła Sylwia, wpatrując się ze zgrozą w nasze odbicia. — Nie pokażę się tak ludziom. — Chyba nie masz wyboru — powiedziałam — Nie mogli zainwestować w lepsze ciuchy. Wyglądamy równie beznadziejnie jak tamte stare baby. Polis był innego zdania. Rozpromienił się na nasz widok. — Wspaniale wyglądacie — pochwalił, jakby fakt ten był jego osobistą zasługą. — Weźcie uniformy na zmianę. Możecie iść do pokoju zostawić rzeczy i stawić się u Marii. Będzie po obiedzie. Powie wam, co macie robić. Chodźcie, pojedziemy windą, to pokażę wam drzwi jej biura. Piotr, ty się przebierz i poczekaj tu na mnie. Idziemy, dziewczyny. Wyszliśmy z pralni wprost na drzwi windy. Na szczęście, była pusta. Z poziomu minus dwa wjechaliśmy na minus jeden. Drzwi się otworzyły. Polis wypchnął nas na zewnątrz i wskazał znajdujące się dwa kroki dalej białe, zamknięte na głucho drzwi. — Maria będzie tutaj o pierwszej. Zdążycie odnieść ubrania do pokoju. Nie musicie brać windy, pokażę wam którędy przejdziecie. Zaprowadził nas niczym nierozsądne cielęta aż na sam koniec korytarza do kolejnych wielkich, dwuskrzydłowych drzwi, które wystarczyło jedynie popchnąć. — Wracajcie szybko — polecił i poszedł sobie, nie czekając na odpowiedź. Wprost chciało się wzruszyć ramionami. Pchnęłyśmy drzwi i nagle znalazłyśmy się w wielkim holu, niemal naprzeciw recepcji.   4  — Dobra, to lecimy — powiedziałam, kierując się do wejścia na poziom zerowy — Bo naliczą nam za spóźnienie w pierwszym dniu pracy. Wprawdzie nie zdążyłyśmy odbić naszych kartek godzinowych, ale pierwszy dzień z założenia powinien być tylko zapoznawczy, liczyłam więc na to, że za góra dwie godziny będziemy wolne i zrobimy solidny nalot na plażę.     5 
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Brudne sekrety pokojówek
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: