Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00536 009675 10437452 na godz. na dobę w sumie
Budda. Podróż ku oświeceniu - książka
Budda. Podróż ku oświeceniu - książka
Autor: Liczba stron: 320
Wydawca: Sensus Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-246-1955-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia >> psychologia duszy i umysłu
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Uczta literacka zawierająca każdy smak z bukietu ludzkich doznań

Oto ponadczasowa sutra osobistego rozwoju duchowego. Deepak Chopra ożywia Buddę tuż przed Twoimi oczyma. Wydobywa go z zamglonej przestrzeni czasu, na nowo przyodziewa w ciało z krwi i kości, a jednocześnie nie ujmuje niczego z mityczności istoty oświeconej.

Dziś Budda jest dla nas symbolem pokoju i radości. Jego życie było jednak pełne burzliwych i porywających wydarzeń, mocno zabarwionych miłością, seksem, morderstwem, stratą, walką i rezygnacją. Budda, wyprowadzając nas ze skalistego terenu ziemskiego padołu i doprowadzając na sam wierzchołek świata duchowego, ostatecznie pomaga zrozumieć prawdziwą naturę życia i nas samych. Ta książka nie tylko jest lekturą obowiązkową dla każdego, kto jest zainteresowany podwalinami buddyzmu; to także porcja świetnej literatury -- porywającej, urzekającej i jednocześnie niesamowicie inspirującej.

Ta historia to rzeczywistość zmieszana przez wieki z fikcją. Opowiada o księciu, który stał się żyjącym bóstwem. Młody człowiek żyjący w królestwie ojca, z dala od zła i cierpienia pochodzącego ze świata zewnętrznego, odkrywa w końcu gorzką prawdę o tym, że starość, śmierć i ból są nieodłączną częścią życia. Zdradzony przez najbliższych, książę Siddhartha wyrusza w symboliczną podróż, która zmieni świat, a prawdy dzięki niej objawione będą wywierać swoje piętno w każdym zakątku naszej planety do dnia dzisiejszego.

Nawet najdalszą podróż zaczyna się od pierwszego kroku.
Budda
Zapierające dech w piersiach arcydzieło. Powieściopisarstwo w najlepszym wydaniu. Nie mogłem się od niej oderwać. Po przeczytaniu tej książki mam wrażenie, jakbym spotkał Buddę osobiście i jakby był on w każdym z nas, w każdym, kto poszukuje wielkości we własnym wnętrzu. Ta powieść bez wątpienia stanie się dziełem klasycznym.
Wayne Dyer, autor książki Potęga intencji. Zmień sposób postrzegania rzeczy, a rzeczy same się zmienią
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Budda. Podró¿ ku oœwieceniu Autor: Deepak Chopra T³umaczenie: Ma³gorzata Wróblewska ISBN: 978-83-246-1955-9 Tytu³ orygina³u: Buddha: A Story of Enlightenment Format: A5, stron: 320 Uczta literacka zawieraj¹ca ka¿dy smak z bukietu ludzkich doznañ Oto ponadczasowa sutra osobistego rozwoju duchowego. Deepak Chopra o¿ywia Buddê tu¿ przed Twoimi oczyma. Wydobywa go z zamglonej przestrzeni czasu, na nowo przyodziewa w cia³o z krwi i koœci, a jednoczeœnie nie ujmuje niczego z mitycznoœci istoty oœwieconej. Dziœ Budda jest dla nas symbolem pokoju i radoœci. Jego ¿ycie by³o jednak pe³ne burzliwych i porywaj¹cych wydarzeñ, mocno zabarwionych mi³oœci¹, seksem, morderstwem, strat¹, walk¹ i rezygnacj¹. Budda, wyprowadzaj¹c nas ze skalistego terenu ziemskiego pado³u i doprowadzaj¹c na sam wierzcho³ek œwiata duchowego, ostatecznie pomaga zrozumieæ prawdziw¹ naturê ¿ycia i nas samych. Ta ksi¹¿ka nie tylko jest lektur¹ obowi¹zkow¹ dla ka¿dego, kto jest zainteresowany podwalinami buddyzmu; to tak¿e porcja œwietnej literatury — porywaj¹cej, urzekaj¹cej i jednoczeœnie niesamowicie inspiruj¹cej. Ta historia to rzeczywistoœæ zmieszana przez wieki z fikcj¹. Opowiada o ksiêciu, który sta³ siê ¿yj¹cym bóstwem. M³ody cz³owiek ¿yj¹cy w królestwie ojca, z dala od z³a i cierpienia pochodz¹cego ze œwiata zewnêtrznego, odkrywa w koñcu gorzk¹ prawdê o tym, ¿e staroœæ, œmieræ i ból s¹ nieod³¹czn¹ czêœci¹ ¿ycia. Zdradzony przez najbli¿szych, ksi¹¿ê Siddhartha wyrusza w symboliczn¹ podró¿, która zmieni œwiat, a prawdy dziêki niej objawione bêd¹ wywieraæ swoje piêtno w ka¿dym zak¹tku naszej planety do dnia dzisiejszego. Nawet najdalsz¹ podró¿ zaczyna siê od pierwszego kroku. Budda Zapieraj¹ce dech w piersiach arcydzie³o. Powieœciopisarstwo w najlepszym wydaniu. Nie mog³em siê od niej oderwaæ. Po przeczytaniu tej ksi¹¿ki mam wra¿enie, jakbym spotka³ Buddê osobiœcie i jakby by³ on w ka¿dym z nas, w ka¿dym, kto poszukuje wielkoœci we w³asnym wnêtrzu. Ta powieœæ bez w¹tpienia stanie siê dzie³em klasycznym. Wayne Dyer, autor ksi¹¿ki Potêga intencji. Zmieñ sposób postrzegania rzeczy, a rzeczy same siê zmieni¹ – 7 – 1 Królestwo Sakya, 563 p.n.e. P ewnego chïodnego, wiosennego dnia król Suddhodana obróciï siÚ w siodle, aby przyjrzeÊ siÚ sytuacji na polu bitwy. Szukaï jakiejĂ sïaboĂci, którÈ w jego przekonaniu wróg zawsze posiadaï, a którÈ on mógïby wykorzystaÊ. Jego zmysïy zamknÚïy siÚ na wszystko inne. Krzyki rannych i umierajÈcych potÚgowane byïy ochrypïymi rozkazami dowódców wydajÈcych polecenia i wzy- wajÈcych bogów na pomoc. Rozrywany koñskimi kopytami i ciÚĝ- kimi nogami sïoni, przecinany ĝelaznymi koïami rydwanów grunt ociekaï krwiÈ, jakby sama ziemia byïa Ămiertelnie ranna. „WiÚcej ĝoïnierzy! PotrzebujÚ tu wiÚcej ĝoïnierzy!” Suddhodana nie czekaï na speïnienie wydanego rozkazu. „Jeĝeli ktokolwiek na děwiÚk mojego sïowa zacznie uciekaÊ, zabijÚ go wïasnorÚcznie!” Piechota i powoĝÈcy rydwanami przysunÚli siÚ w stronÚ króla, ich zmaltretowane, brudne od walki sylwetki wyglÈdaïy tak, jakby byïy wytworami bïotnistej ziemi. Suddhodana byï wojowniczym królem, ale niestety mylnie uwa- ĝaï siÚ za boga. Owszem, jak kaĝdy przywódca, przed bitwÈ modliï siÚ dïugo w kaplicy wraz ze swoim wojskiem, ale w gïÚbi duszy nie wiÈzaï zwyciÚstwa z pomocÈ boskÈ. – 8 – ZostawiajÈc bramy miasta za plecami, Suddhodana obróciï siÚ i spojrzaï z nostalgiÈ na swój dom. W miarÚ jednak oddalania siÚ od Kapilavastu jego nastrój siÚ zmieniaï. Kiedy dotarï na pole bitwy, byï juĝ innym czïowiekiem, przepeïnionym odgïosami walk i umierajÈcych koni. Zapach krwi i potu ĝoïnierzy wypeïniaï mu nozdrza. Te doznania utwierdzaïy go w przekonaniu, ĝe nigdy nie przegra. Tym razem wyprawa wojenna nie byïa jednak zainicjowana przez niego. Ravi Santhanam, dygnitarz wojskowy z póïnocnej granicy Nepalu, zaatakowaï niespodziewanie jeden z wozów ku- pieckich naleĝÈcych do Suddhodany. Odwet byï natychmiastowy i, mimo ĝe ludzie dygnitarza znajdowali siÚ na korzystniejszych pozycjach na wzgórzu oraz walczyli na wïasnym terenie, siïy Suddhodany miarowo zdobywaïy przewagÚ. Konie wraz ze sïo- niami deptaïy po leĝÈcych martwych lub jeszcze ĝywych, ale zbyt sïabych, aby siÚ podnieĂÊ i uciec. Suddhodana prowadziï swojego wierzchowca zaraz obok brzucha jednego ze specjalnie wytreso- wanych do walki sïoni, sprawnie unikajÈc jego ogromnych, ciÚĝko stÈpajÈcych nóg. Nagle póï tuzina ostrych strzaï przeszyïo bestiÚ, doprowadzajÈc jÈ do szaïu. „UformowaÊ nowÈ liniÚ rydwanów i zamknÈÊ rzÈd!” Król do- strzegï, w którym miejscu linia frontu wroga byïa osïabiona i po- datna na przebicie. ParÚnaĂcie rydwanów wystÈpiïo naprzód, a za nimi piechota. ¿elazne koïa stukotaïy po poranionej ziemi. Za prowadzÈcymi rydwany stali ïucznicy uwalniajÈcy setki strzaï w kierunku wojsk dygnitarza. „UtworzyÊ ruchomy mur!” ʊ krzy- czaï Suddhodana ʊ „Trzeba zgnieĂÊ ich liniÚ!” PowoĝÈcy rydwa- nami byli doĂwiadczonymi weteranami, twardymi i bezlitosnymi ĝoïnierzami. Suddhodana jechaï wolno na przedzie, ignorujÈc caïe zamieszanie znajdujÈce siÚ o kilka kroków dalej. „Bogowie naka- zujÈ, aby byï tylko jeden król” ʊ powiedziaï spokojnie ʊ „ale przysiÚgam, ĝe dziĂ nie jestem nikim wiÚcej niĝ tylko zwykïym – 9 – ĝoïnierzem, wy zaĂ jesteĂcie wielcy jak królowie. Kaĝdy z was jest czÚĂciÈ mnie samego. Cóĝ wiÚc pozostaje królowi do powiedzenia? Tylko dwa sïowa. SÈ to sïowa, które wasze serca pragnÈ usïyszeÊ: ZwyciÚstwo i Ojczyzna!” Zakoñczyï i huknÈï komendÈ jak biczem: „Wszyscy razem ʊ do boju!” Oba wojska ruszyïy z okrzykiem, napierajÈc na siebie jak dwa zwalczajÈce siÚ oceany. GwaïtownoĂÊ i przemoc przynosiïy Suddhodanie uczucie zadowolenia. Jego miecz Ăwistaï, rozïupujÈc gïowy przeciwników pojedynczymi ciÚciami. Ruchoma Ăciana ufor- mowana przez ĝoïnierzy króla zbliĝaïa siÚ i jeĂli tylko bogowie zechcÈ, a muszÈ zechcieÊ, linia wrogich wojsk otworzy siÚ, trup po trupie, i Suddhodana wraz z piechotÈ bÚdzie mógï siÚ wĂlizgnÈÊ ciasnym klinem po krwi przeciwnika. Król wydrwiïby kaĝdego, kto Ămiaïby zaprzeczyÊ, iĝ znajduje siÚ on w samym Ărodku Ăwiata. W TYM SAMYM MOMENCIE królowa, ĝona Suddhodany, niesiona byïa w lektyce przez gÚsty las. Byïa w dziesiÈtym miesiÈcu ciÈĝy — znak, jak twierdzili astrologowie, ĝe potomek bÚdzie niezwykïy. Lecz w umyĂle królowej Mai zamiast entuzjazmu czaiï siÚ wyïÈcz- nie niepokój wobec tego, co jÈ otaczaïo. Dlatego wïaĂnie podjÚïa tÚ doĂÊ nieprzemyĂlanÈ decyzjÚ, aby udaÊ siÚ na czas porodu do domu swojej matki. Suddhodana z poczÈtku nie chciaï siÚ na to zgodziÊ. Mimo ĝe zwyczaj ten byï doĂÊ powszechny, on i jego ĝona byli zawsze nie- rozïÈczni. Maya znalazïa jednak sposób, aby postawiÊ na swoim. Poprosiïa go o zgodÚ w obecnoĂci zgromadzonego dworu królew- skiego. Król nie mógï publicznie odmówiÊ maïĝonce, i tak, mimo niebezpieczeñstw, musiaï przystaÊ na ĝÈdanie królowej. „Kto bÚdzie ci towarzyszyÊ?” ʊ zapytaï szorstko, majÈc nadziejÚ, ĝe strachem zdoïa odwieĂÊ jÈ od tego lekkomyĂlnego planu. „Damy dworu”. – 10 – „Damy dworu?” Podniósï rÚkÚ w geĂcie niechÚtnej zgody. „PrzydzielÚ ci paru mÚĝczyzn, którzy nie sÈ mi potrzebni”. Maya uĂmiechnÚïa siÚ i wyszïa. Nie chciaï dyskutowaÊ z ĝonÈ, poniewaĝ tak naprawdÚ zawsze go zadziwiaïa i byïa dla niego zagadkÈ. Wszel- kie próby zastraszenia jej czyhajÈcymi na drodze niebezpieczeñ- stwami byïyby daremne. Zawsze wydawaïo mu siÚ, ĝe Ăwiat mate- rialny byï w jej przypadku pokryty cienkÈ bïonÈ. Tak jak komar czy waĝka poruszajÈca siÚ tuĝ nad powierzchniÈ stawu nie mÈci nigdy gïadkiej tafli, otaczajÈcy MayÚ Ăwiat mógï, owszem, dotknÈÊ jej, nawet jÈ skrzywdziÊ, ale nigdy zmieniÊ lub w inny sposób na niÈ wpïynÈÊ. Królowa opuĂciïa Kapilavastu na dzieñ przed wymarszem ĝoï- nierzy na bitwÚ. Kumbira, najstarsza z dam dworu, podróĝowaïa na przedzie orszaku poruszajÈcego siÚ wĂród gÚstwiny lasu. Byïo to mizerne towarzystwo, skïadajÈce siÚ z szeĂciu ĝoïnierzy zbyt starych, aby sïuĝyÊ na wojnie, dosiadajÈcych szeĂciu szkap zbyt wÈtïych, aby braÊ udziaï w bitwach. Za nimi podÈĝaïo czterech sïuĝÈcych niosÈcych lektykÚ, w której znajdowaïa siÚ królowa. Szli na bosaka, aby lepiej stÈpaÊ po kamienistej Ăcieĝce, opierajÈc na ramionach wykoñczone frÚdzlami i paciorkami brzegi lektyki. Maya siedziaïa ukryta w Ărodku, zasïoniÚta koïyszÈcymi siÚ, jedwabnymi firanami. Spokojna i milczÈca. Czasem tylko wydawaïa krótki, tïu- miony jÚk, kiedy któryĂ z sïuĝÈcych siÚ potykaï, a lektykÈ wstrzÈ- saïo nagïe szarpniÚcie. Trzy mïode damy dworu, narzekajÈce cicho, ĝe muszÈ iĂÊ piechotÈ, zamykaïy pochód. Srebrnowïosa Kumbira zerkaïa uwaĝnie w prawo i w lewo, Ăwiadoma niebezpieczeñstw czyhajÈcych na kaĝdym kroku. Ta droga, która wïaĂciwie byïa cienkim naciÚciem w zboczu granitowej góry, kiedyĂ byïa po prostu ĂcieĝkÈ przemytników przewoĝÈcych nielegalnie do Nepalu jelenie skóry, przyprawy i inne towary; co gorsza, wciÈĝ jeszcze moĝna byïo napotkaÊ takie grupy na swej drodze. Równieĝ tygrysy byïy czÚstymi goĂÊmi w tych okolicach, – 11 – nierzadko upatrywaïy sobie one ofiary w podróĝujÈcych, nawet w Ărodku dnia. Aby odstraszyÊ bestie, sïuĝÈcy niosÈcy lektykÚ mieli umieszczone z tyïu gïowy maski, poniewaĝ wierzono, ĝe tygrysy atakujÈ tylko od tyïu, nigdy zaĂ z przodu, kiedy dana osoba patrzy im w oczy. Kumbira pognaïa konia do przodu i doïÈczyïa do Balgangadhara, dowódcy straĝy przybocznej. Wojownik nie zwróciï na niÈ wiÚkszej uwagi, jedynie lekko wykrzywiï twarz, sïyszÈc kolejny jÚk królowej dochodzÈcy z wnÚtrza lektyki. „Ona juĝ dïugo nie wytrzyma” ʊ odezwaïa siÚ Kumbira. „A ja nie jestem w stanie skróciÊ drogi”ʊ wymruczaï dowódca. „Ale moĝesz przyĂpieszyÊ marsz!” ʊ syknÚïa dama dworu. ¿oïnierz wstydziï siÚ tego, iĝ nie jest teraz z królem na bitwie, jednak Suddhodana celowo przydzieliï go do orszaku królowej, aby ta miaïa choÊ jednego elitarnego ĝoïnierza przy boku. Z nieznacznym wzruszeniem ramion, na jakie pozwalaïa mu ety- kieta, straĝnik stwierdziï: „PojadÚ przodem, ĝeby znaleěÊ miejsce na obozowisko. Sïyszaïem od tubylców, ĝe gdzieĂ tu niedaleko znajduje siÚ polana z chatami drwali”. „Nie, musimy podróĝowaÊ razem!” ʊ zaprotestowaïa Kumbira. „SÈ przecieĝ pozostali ĝoïnierze, którzy bÚdÈ was broniÊ, kiedy mnie nie bÚdzie”. „NaprawdÚ?” ʊ Kobieta spojrzaïa z politowaniem na podÈĝajÈcÈ z tyïu bandÚ obszarpañców. „A kto ich obroni?” POWIEDZk WAM, ĝe Maya Dewi ʊ bogini Maya, jak jÈ nazwano ʊ przybyïa do zagajnika Lumbini, najĂwiÚtszego miejsca w caïym królestwie, pod osïonÈ nocy. PowiedzÈ Wam, ĝe wcale nie urodziïa syna w Ărodku lasu caïkiem przypadkowo. To przeznaczenie jÈ tam sprowadziïo. ¥wiadomie wybraïa ĂwiÚty zagajnik, poniewaĝ ogrom- ne drzewo staïo tam jak podpora dla bogini matki. Przeczucie pod- powiedziaïo jej, ĝe ten poród bÚdzie ĂwiÚty. – 12 – W rzeczywistoĂci Maya byïa przestraszonÈ, delikatnÈ kobietÈ, która o maïy wïos nie zgubiïaby siÚ w gÚstym lesie. A co ze ĂwiÚtym drzewem? RodzÈca matka kurczowo przytrzymaïa siÚ ogromnego pnia, gdyĝ znajdowaï siÚ najbliĝej, poza tym byï to bardzo po- wszechny rodzaj drzewa w tej okolicy. Balgangadhar znalazï spo- kojne miejsce obok szlaku, a królewski orszak dotarï tam tylko parÚ chwil przed tym, jak Maya zaczÚïa rodziÊ. Damy dworu utworzyïy wokóï niej ciasny krÈg. Królowa trzymaïa siÚ dzielnie i póěnÈ nocÈ przyszedï na Ăwiat syn, którego król mÈĝ tak bardzo pragnÈï. Kumbira zmarïa na dïugo, zanim wydarzenia te zaczÚïy przemieniaÊ siÚ w legendÚ, w ĝadnej wiÚc wersji nie ma mowy o wykrzykiwa- nych przez niÈ poleceniach do biegajÈcych w popïochu kobiet, o przeganianiu przez niÈ ciekawskich mÚĝczyzn ani o tym, ĝe pra- wie parzÈc sobie ciaïo, przyniosïa kocioï peïen wrzÈcej wody za- grzanej nad ogniskiem. To wïaĂnie ona jako pierwsza trzymaïa w rÚkach noworodka, ona czule oczyĂciïa jego drobne ciaïko z krwi i uïoĝyïa krzyczÈce maleñstwo w ramionach matki. Królowa leĝaïa na ziemi spokojnie, prawie apatycznie. Pierwsze karmienie, waĝny rytuaï w ceremonii narodzin, odbyïo siÚ nad ranem. Mimo pozornie dobrej kondycji nowo narodzonego, Kumbira byïa trochÚ zaniepo- kojona, wsïuchiwaïa siÚ w kaĝdy odgïos nocy, ale najbardziej mar- twiï jÈ stan Mai, poniewaĝ poród byï zbyt dïugi i bolesny. „Teraz mój mÈĝ moĝe umrzeÊ szczÚĂliwy” ʊ szepnÚïa zmÚ- czonym, sïabym gïosem ʊ „a ja nie bÚdÚ przeklinana, kiedy mnie juĝ nie bÚdzie”. Kumbira prawie poderwaïa siÚ na równe nogi. Jak Maya moĝe myĂleÊ o Ămierci w takim momencie? Oczy kobiety badawczo zatopiïy siÚ w otaczajÈcej obóz ciemnoĂci. Mïodsze damy dworu byïy peïne uznania dla dzielnej królowej, oddychajÈc z ulgÈ, ĝe ta mÚka juĝ siÚ skoñczyïa, i pokrzepiajÈc siÚ myĂlÈ, iĝ niedïugo znajdÈ siÚ juĝ w przytulnych komnatach i bÚdÈ spaÊ na miÚkkich ïoĝach. Ich radoĂÊ wzrosïa jeszcze bardziej, kiedy wysoko nad czubkami drzew ukazaï siÚ dobrze wróĝÈcy, peïny ksiÚĝyc. „Wasza – 13 – WysokoĂÊ” ʊ odezwaïa siÚ Utpatti, jedna z panien sïuĝebnych, pochylajÈc siÚ nad królowÈ. „Jest coĂ, co musicie teraz zrobiÊ”. Zanim ktokolwiek zdoïaï jÈ powstrzymaÊ, dziewczyna odchyliïa koszulÚ Mai, obnaĝajÈc goïe piersi. Zawstydzona i zakïopotana królowa szybkim ruchem zasïoniïa z powrotem swoje ciaïo. „Co ty wyrabiasz?” ʊ zapytaïa. Utpatti cofnÚïa siÚ. „To sprawi, ĝe bÚdzie- cie mieÊ wiÚcej pokarmu, Wasza WysokoĂÊ” ʊ wyszeptaïa zbita z tropu i zerknÚïa niepewnie na pozostaïe kobiety. „Wszystkie wiejskie kobiety mogÈ potwierdziÊ, ĝe Ăwiatïo ksiÚĝyca dobrze wpïywa na karmienie”. „JesteĂ ze wsi?” ʊ zapytaïa Maya. Damy dworu zachichotaïy. „PochodzÚ stamtÈd” ʊ odrzekïa Utpatti, nie zwracajÈc uwagi na reakcjÚ kobiet. Królowa odchyliïa siÚ do tyïu i odsïoniïa piersi peïne juĝ mleka. „CzujÚ coĂ dziwnego” ʊ wyszeptaïa. Jej nastrój caïkowicie siÚ zmieniï. W jej gïosie sïychaÊ byïo nutÚ uniesienia kojÈcÈ caïy poprzedni ból. JeĂli sama nie byïa w tym momencie boginiÈ, z pewnoĂciÈ mogïa siÚ cieszyÊ dotkniÚciem innej ĂwiÚtoĂci ʊ bóstwa ksiÚĝyca. WziÚïa na rÚce swojego syna i podniosïa go do góry. „Widzicie, jaki jest teraz spokojny? On teĝ to czuje”. W tym momencie Maya uwierzyïa gïÚboko, ĝe jej marzenia zostaïy zreali- zowane. Istnieje pewne sïowo w sanskrycie1, które doskonale ob- razuje tÚ myĂl. Królowa podniosïa dziecko jeszcze wyĝej. „Siddhar- tha” ʊ wypowiedziaïa gïoĂno. Ten, który speïnia wszystkie pragnienia. RozumiejÈc podniosïoĂÊ tej chwili, damy dworu pochyliïy gïowy, nawet przezorna Kumbira przestaïa na chwilÚ rozglÈdaÊ siÚ wokóï i zniĝyïa pokornie srebrnowïosÈ gïowÚ. 1 Sanskryt ʊ jÚzyk literacki staroĝytnych, Ăredniowiecznych i wczesnonowoĝytnych Indii przyp. tïum.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Budda. Podróż ku oświeceniu
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: