Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00054 005187 14053841 na godz. na dobę w sumie
Burzliwe lata. Tom II - ebook/pdf
Burzliwe lata. Tom II - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 188
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-934607-6-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> powieść
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Burzliwe Lata, to powieść napisana w stylu Sienkiewicza. Wydało ją wydawnictwo DSP Publishing z Chicago w roku 2006. Książka była tylko kilka dni dostępna w Polsce, dlatego postanowiłem udostępnić ją Państwu w tej formie, bo przecież tyczy ona Rzeczpospolitej XV wieku, a więc bytności na naszej ziemi zakonu krzyżackiego. Obraz, który stworzyłem, ukazuje bezwzględność Krzyżaków w stosunku do szlachty i chłopów polskich, a również i do króla, Kazimierza Jagiełły. Ludność Rzeczpospolitej nękana podstępnie, broniła się, broniła swej ziemi i dóbr należących do niej od wieków.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dalece odważny. Pomyślał. - Nie chcecie złota, to jedźcie w swoją stronę. A wolność zawdzięczacie pani baronowej, bo gdyby nie pani, pokazałbym wam, co to posłuszeństwo. Podniósł jeszcze raz rękę i podjechał do niego drugi w białym płaszczu, z krzyżem i coś omawiali. Maćków uznał, że nic tu po nich i skierował konia w stronę lasu, a za nim podążyli Dobrawa, z Miłoszą. Odprowadził ich zawistny wzrok zakonników. Gdy w las wjechali, Maćków odwrócił się i dostrzegł, że Krzyżacy zajęci baronową, już nie zwracali na nich uwagi. Polacy ruszyli ostro, po czym powrócili na skraj lasu, obserwując Krzyżaków. Do tamtych dołączył jeszcze jeden oddział. Widocznie wyjechał później, by nie zwracać takiej uwagi. A przez spotkanie z baronową oddziały się połączyły. Teraz nie było wątpliwości, że jadą z jakąś ważną misją. - Siła ich. Rzekł Miłosza. Taki oddział może narobić kłopotów nie jednemu grodowi. - Tak jest. Odrzekł Maćków. - Weź Dobrawę i jedźcie ostrzec imć Kalesantego, a ja tu zostanę, co by ich śledzić, abym dokładnie wiedział, co knują. Po chwili Miłosza i Dobrawa gnali przed siebie do grodu, by ostrzec swoich. Jechali bez wytchnienia i późną nocą stanęli w grodzie Zbysława. Przekazali wieści i ruszyli dalej. Zbysław zdecydowanie powiedzieli, że muszą być, jak najszybciej u imć Kalesantego. Świtało na niebie, gdy znów w las wjechali, ale tu już znali każdą drogę, gdyż od grodu byli niedaleko. Gdy słońce było wysoko, gród ujrzeli. Zwolnili bieg koni, gdyż były one bardzo zmęczone. - Damy im odpocząć. Rzekła Dobrawa. - Gród już przed nami. Miłosza głową skinął i teraz wolno w milczeniu jechali. Wkrótce przed bramą stanęli, a wjechawszy do im odradzał, ale 10 - Jeśli najadą, grodu, zaraz zameldowali się Zembrzuskiemu, a ten do imć Kalesantego ich poprowadził. – Mówcie. Odezwał się Kalesanty. Opowiedzieli wszystko, a Kalesanty, rzekł. - A gdzie Maćków? - Ostał, by mieć Krzyżaków w zasięgu wzroku. – Dobrze. Rzekł Kalesanty. - Tedy wy odpocznijcie, a ja wyślę do Maćkowego ludzi. - A ty, gotowość zarządź, co by każdy w grodzie oręż miał pod ręką, na wypadek najazdu Krzyżaków. Zwrócił się do Zembrzuskiego, to nocą. Rzekł Zembrzuski. - Przyjadą, gdy noc ich skryje. Zembrzuski wyszedł. Dobrawa, z Miłosza też. Poprowadzili konie, które już nieco odpoczęły. Później na spoczynek się udali. - Nie mamy dla siebie nic, czy będziemy mieli chwilę czasu? Spytała Dobrawa. - Zawsze go mamy, przecież cały czas jesteś ze mną. Odrzekł Miłosza. To przez tych Krzyżaków takie wiodę życie. Pomyślała. W chwilę później zasnęła ze zmęczenia, obok swego Miłoszy, gdyż on też zasnął. Spali nad końmi w stajni, na sianie. Tymczasem Maćków jadąc przed Krzyżakami, gdy oni zalegli obozem, on również blisko nich konia ukrył, i sam przycupnął w ukryciu. Nie spał, tylko nadsłuchiwał. Po chwili usłyszał rżenie koni. - To krzyżackie. Pomyślał i się nie mylił, gdyż Krzyżacy wysłali trzech, aby przed nimi dzień drogi jechali i jakby coś, o wszystkim mieli meldować. Podniósł się Maćków i ostrożnie pogonił za nimi. Rozważał, jak by zrobić. Był przecież sam. - Jakże teraz przydałby się Miłosza, nie mówiąc o Dobrawie. Gdyby oni tu byli nie musiałbym się martwić. A tak myślał. Muszę do rana znaleźć jakieś dobre rozwiązanie. Jechał za nimi całą noc i rano. Kiedy Krzyżacy przysnęli, zakradł się do ich obozu. Zobaczył konie, które stały spokojne. Gdy już drugiemu z Krzyżaków oręż zabrał, 11 ten pierwszy się obudził. - Main Got! Krzyknął Krzyżak, ale Maćków przyłożył mu miecz do gardła. - Piśniesz jeszcze słówko, zginiesz. Zagroził. Krzyżak zaraz to zrozumiał i zamilkł. Spojrzał Maćków. Byli to bardzo młodzi rycerze, a raczej knechci, choć ten, który jeszcze spał był w białym płaszczu. - Pewnie nimi dowodzi, a teraz smacznie sobie śpi, utrudzony nocną jazdą. Maćków i jemu oręż zabrał i wtedy wrzasnął. Krzyżak zerwał się na nogi i chciał za miecz chwycić, ale zobaczył, że nie ma go w miejscu, gdzie przed snem zostawił. - Tu jest twój miecz. Rzekł Maćków i przystawił go do gardła Krzyżakowi. - Ty tu dowodzisz? - Spytał. Krzyżak skinął głową. - Tedy zwiąż ich. Tamten wykonał polecenie. - Ciebie, jako dowódcę nie zwiążę, chyba, że sobie na to zasłużysz. Krzyżak skinął głową, uchylając czoło. - W drogę. Rzekł Maćków. - Jeszcze długa droga przed nami. Pojedziemy w tym kierunku. Pokazał przed siebie. Ruszyli nim ranek na dobre zawitał. Krzyżacy jechali przed Maćkowym dość znacznie, bo to on zwolnił, chcąc mieć pełną kontrolę nad nimi. Jeden z Krzyżaków łypnął okiem i już Maćków wiedział, że musi na niego uważać. Pomyślał. Trzeba by go też związać, ale teraz honoru by to ujęło jemu, gdyż Krzyżak uznałby, że Maćków się boi. Poszperał teraz w torbie i wyjął kawał suszonego mięsa, bo poczuł głód. Jednak dalej czujnym okiem, spoglądał na Krzyżaków. Ciągle ich poganiał, a gdy zwalniali, ponaglał do szybszej jazdy. Ale oni zwalniali celowo. Jechali cały dzień i gdy nocą stanęli, Maćków związał trzeciego, który uprzejmie podał mu ręce. Pewnie chce, abym go jutro też nie wiązał. Sam położył się opodal i łuk przybliżył do siebie na wszelki wypadek. Pomyślał. - Będę pilnował. Nie mogę 12 spać, a jak trochę odpocznę, to i w połowie nocy mogę z nimi ruszyć. Wiedział, że już nie daleko do ziemi imć Kalesantego. Do połowy nocy przeleżał, ale gdy już sen zaczął go zmagać, wstał i rzekł. - Musimy jechać, już blisko. - A co z nami? Spytał Krzyżak w białym płaszczu. - Pojedziecie ze mną do grodu, ale ja tam nie decyduję, a pan mój. Pan wielkiego serca, tedy myślę, że wam krzywdy nie zrobi. Krzyżak nieco się uspokoił i w chwilę po tym byli w drodze. W nocy jemu, jak i tamtym rąk nie rozwiązywał, ale odezwał się do niego. - Musisz tak jechać, jest noc i nie mogę ryzykować. Krzyżak głowę opuścił i nic nie odpowiedział. Jechali w milczeniu, a księżyc rozjaśniał drogę. Maćków wiedział, że za chwilę wyjadą z lasu i wjadą na trakt polami prowadzący, gdzie będzie mógł wszystko widzieć dokoła. Rankiem byli już w grodzie. Najbardziej zaskoczony był Miłosza, że Maćków trzech jeńców krzyżackich pojmał i przed oblicze sprowadził. Krzyżaków zamknęli w izbie, gdzie w oknach kraty widniały solidne i zaczęli rozmowy. - Myślę, że te dwa oddziały krzyżackie idą na któryś gród. Może na nasz. Takie jest prawdopodobieństwo, a siła ich znaczna. Dobrze było by króla powiadomić. - To i tak wiadomość po czasie otrzyma. - Musimy sami wyjechać im naprzeciw i w polu się z nimi spotkać. Męstwo swoje okazać. Zbierajcie ludzi. A i do Zbysława trzeba zajechać i jego ostrzec. - On wie o nich. Odezwał się Miłosza. - Ale gdyby najechali na nich Krzyżacy pomóc musimy. Wszedł Zembrzuski i zameldował, że wszystko gotowe. - Możemy ruszać. – Dobrze. Rzekł Kalesanty. - Jedziemy tedy bronić swego dobytku, życia bliskich i honoru naszego. Te słowa skierował do swych ludzi. Jeden głos imć Kalesantego 13 było słychać i ręce uniesione do góry, z mieczami było widać. Imć Kalesanty nałożył starą zbroję, której od dawna nie miał na sobie, ale gdy usłyszał, że Krzyżacy uzbrojeni jadą, nie miał wyboru. Zbroja chroniła mu pierś i plecy, a także ręce i częściowo nogi. Stał teraz przed ludźmi swymi, czekającymi na jego rozkazy. Powieki zaczęły mu drgać nerwowo, lecz po chwili wszystko się w nim uspokoiło. Jeszcze raz spojrzał na swych ludzi i rzekł. - Wróg ku nam idzie, a więc męstwo nasze musimy mu pokazać. Liczę na was. Pewnie Zygfryd nie może tego znieść, że przez nas, nie może panoszyć się na ziemiach od dziada, pradziada naszych przecież. Jeden okrzyk uniósł się znów i las rąk uniesionych w górę z łukami i mieczami widać było. - Będziecie w boju, gdy już do niego dojdzie. Bądźcie rozważni, bo każdy ma tylko jedno życie, więc niech je ceni. - W drogę! Otwarto bramy i nie mały oddział ruszył przeciw Krzyżakom. Bez przeszkód dojechali do Zbysława, a i ten miał ludzi gotowych do wymarszu. Przywitał się z imć Kalesantym i Zembrzuskim, a do rycerzy imć Kalesantego, podniósł obie ręce do góry. Przywitali go okrzykiem. Po chwili razem wyjechali na drogę ku Krzyżakom. Zbysław był zdania, aby daleko od grodu nie odjeżdżać, tylko do lasu i na jego brzegu zalec w krzakach i czekać. - Stąd dobra widoczność, a i bitwę dobrze prowadzić można. Zgodził się z tym imć Kalesanty, a i Zembrzuski też poparł tą myśl. Zsiedli z koni i zaczaiwszy się w lesie czekali. Nie za długo ukazali się Krzyżacy. Jechali zważając na las, ale niczego nie podejrzewali. Trakt biegł nie tak blisko lasu, ale było ich widać w całej okazałości. Proporzec z przodu uniesiony w górę, na którym smok widniał i obwieszczał, 14 jacy to bracia zakonni. Ciarki przeszły imć Kalesantemu przez plecy, nie ze względu na bitwę, bo tej się nie bał. Żal mu było ludzi, którzy muszą poginąć, gdy przyjdzie twarzą w twarz stanąć. - Przepuścimy ich. Zaatakujemy wtedy, gdyby gród mój nie zechcieli ominąć. Gdy Krzyżacy byli w przedzie, ruszyli wolno z lasu w największej ciszy i ostrożności. Krzyżacy nie zbaczali z traktu w kierunku grodu. A więc nie do Trzyciąża zmierzali. Teraz było jasne, że mieli rozkaz zniszczenia grodu imć Kalesantego. - Wyprzedzimy ich lasem i dojedziemy do jeziora. – Dobrze. Rzekł Zembrzuski. Gdy dojechali do jeziora zobaczyli kilkudziesięciu ludzi od Dokutowicza i Michała, którzy z pomocą przybyli. Ruszyli ostro, gdy Krzyżacy byli jeszcze przed nimi. Zaraz też wrócił zwiadowca, który zameldował, że obozem zalegli. - Odpoczywają i silą się przed atakiem. My podciągniemy lasem bliżej, a później wyjedziemy im naprzeciw. Niech widzą i nasz potęgę. Jechali jakiś czas i znów zwiadowca wrócił. - Panie, już blisko są. - Wyjedziemy w pole. Rzekł Kalesanty. - Naprzeciw nim. Zobaczymy, co na nasz widok zrobią i jak zareagują. Po chwili stali na skraju lasu i na znak, wyjechali z niego. U Krzyżaków powstało zamieszanie, ale tylko w pierwszej chwili. Zaraz krzyki się rozległy i szyki uformowali. Polacy nie atakowali jednak, choć przez atak mieli by większe szanse. Ale Kalesanty tak powiedział przed wyjechaniem z lasu. - Nie wiemy, czy oni do nas z wojną jadą i zaatakować pierwsi nie możemy. Dopiero ich atak nas upewni, że do starcia z naszym grodem dążą. Na przedzie oddziału imć Kalesantego widać było chorągiew z herbem, więc Krzyżacy wiedzieli, z kim mają do czynienia. Teraz i oni zebrani w oddział ruszyli w 15 kierunku Polaków. A i Polacy w przód wyjechali nie ustępując im pola. Po chwili rozniósł się szczęk oręża, na polu pod lasem. Dobrawa i Miłosza w lesie pozostali. Duże łuki przy sobie mając, szukali celu i choć odległość była znaczna, to i tak, co chwila, któryś z knechtów spadał z konia strzałą trafiony. Spojrzał imć Kalesanty w bok, a do niego zmierzał Krzyżak na ogromnym koniu, zakuty w zbroję, z hełmem na głowie. Ale zaraz też i Maćków ruszył. Krzyżak zobaczywszy jego, koniem podjechał i mieczem zamierzył. Maćków schylił się, a miecz nad głową przeleciał, a że byli bardzo blisko siebie, Maćków konia skręcił, złapał Krzyżaka za pas i z konia na ziemię zrzucił. Teraz Krzyżak wiedział, że stracił szansę w walce, ale jeszcze bronić się zamierzał. Dwa potężne uderzenia spadły na niego i one ukazały beznadziejność walki. Trzeci cios powalił go na ziemię i już Krzyżak nie próbował się bronić. Maćków przez szczeliny w hełmie spojrzał na imć Kalesantego, który w tej samej chwili knechta strącił z konia. Knecht rzucił się do ucieczki, ale ten dogonił go i mieczem pchnął. Długo trwała ta walka, z której Polacy zwycięsko wyszli, straty własne nie wysokie mając. - Kilkunastu Krzyżaków do lasu się przebiło, komendancie. - Za nimi nakazał i kilkunastu zaraz ruszyło. Dobrawa też dołączyli do nich. Po krótkim pościgu zobaczyli uciekających. - Niech wyjadą na otwartą przestrzeń. Krzyknął Miłosza, gdy zobaczył, że ona przymierza z łuku. Ale dziewczyna nie czekała, strzała wypuszczona pomknęła i po chwili jeden z uciekających, z konia się zsunął. Uśmiechnął się do niej, a ona oko przymrużyła. Po chwili znów łuk naciągnęła. Ale tym razem nie trafiła, gdyż strzała odbiła się od zbroi Krzyżaka. Pochylił się na i Miłosza 16 bok, ale po chwili wyprostował. Uciekali, ale Polacy byli coraz bliżej. Teraz już mogli celniej trafiać z łuków. Znów któryś z Krzyżaków osunął się z konia, a Krzyżacy widząc to, zatrzymali się na rozkaz i zawracając konie ruszyli na Polaków. l znów walka zawrzała, lecz w końcu polegli. Polaków jeszcze dwóch padło, a i Dobrawie się dostało. Na szczęście nie groźnie. Miłosza podjechał do niej. - Co jest? -Zapytał. – Dobrze. Odrzekła. Choć twarz jej pobladła. - Prędko do imć, Kalesantego! Zawrócili konie i wkrótce znaleźli się przed lasem, który był pobojowiskiem. Usiany był leżącymi ludźmi. Gęsto było widać białe płaszcze, z krzyżami na ziemi leżące. Zembrzuski widząc powracających z lasu, podjechał do nich. - Dobrze, że was widzę. - A ty co? Odezwał się Zembrzuski do Dobrawy. - Trochę mnie boli, lecz szczęście było przy mnie. Ranę trzeba, czym prędzej opatrzyć. Miłosza się tym zajmie. Zsiedli z koni i po chwili Dobrawa była już opatrzona, a zioła do rany przyłożone. Siedziała oparta o drzewo, a Miłosza do niej mówił. - Dzielnie się spisałaś. - Nie wygłupiaj się. Odrzekła. - Wcale się nie wygłupiam. Ty najwięcej ich z koni zrzuciłaś, widziałem to przecie. Dobrawa już mu nie odpowiedziała, tylko oczy zamknęła i siedziała w skupieniu. Rana faktycznie nie groźna, ale ból przynosząca. Widział to Miłosza po tym, że nie do żartów jej jest, a przecież tak bardzo je lubiła. Przytulił ją mocniej i czekał, kiedy imć Kalesanty zarządzi wyjazd. Wiedział, że nie prędko to nastąpi, bo ten nakazał, jak zwykle uprzątnąć pobojowisko. Ale już po południu, gdy słońce wzbiło się wysoko, ruszyli do grodu. Jechali powoli kilku rannych mając. Zmierzchało już i Kalesanty widząc zmęczenie ludzi, którzy po walce nie 17 trójki dołączyło odpoczywali, zarządził postój. Stanęli obozem. Miłosza, który cały czas nie opuszczał Dobrawy, teraz zsiadł z konia i Dobrawie pomógł. Zobaczył przez moment uśmiech na jej twarzy. - Widzę, że już lepiej. Stłuczona ręka, ale ważne żeś żywa. Nałożył na stłuczenie nową porcję ziół i zauważył, że zaczerwienienie ustępuje. - Dobry to znak. Pomyślał. Ale te rozmyślania przerwał głos imć Kalesantego. - Trzech ludzi nie zmęczonych mi potrzeba. Po chwili, tylu stanęło przed Kalesantym. - Ponieważ po bitwie wygranej przyjdzie nam się rozstać, bo rozjedziemy się do swych grodów, tedy rozkazuję wam. Wjedziecie w knieję i kierujcie się ku strumieniowi. Tam zwierzyna żeruje. Jedźcie, a ubijcie jej trochę, co byśmy mieli, czym uczcić zwycięstwo i to nasze rozstanie. Rozległ się okrzyk zadowolenia. Po czym do tej i Dokutowicza i już jechali ku strumieniowi. Po chwili zniknęli z oczu, a jadąc zobaczyli niebawem strumień. Podjechali nie bliżej, jak na odległość strzału. Wiatr wiał na nich, co zapowiadało, że rozkaz wykonają. Tak stali jakiś czas, gdy usłyszeli ogromne pomrukiwanie i po chwili ujrzeli ogromnego niedźwiedzia. Przyszedł on do wody, a może tu właśnie chciał coś upolować dla siebie. Spojrzeli po sobie i już wiedzieli, że się z nim zmierzą. Niedźwiedź mimo przeciwnego wiatru wyczuł konie, bo ruszył w ich kierunku. Trzy strzały poszybowały ku niemu. Zaryczał jeszcze mocniej i teraz zboczył, idąc na nich. Znów trzy strzały wymknęły się z łuków. Znów rozległ się potężny ryk, ale teraz już wolniej szedł na łapach, odsłaniając brzuch. Następna strzała, właśnie tam się wbiła. Wyrwał ją kłami, ale złamał jej część, bo znów łapą drapał się po brzuchu. Już był bardzo blisko ludzi jeszcze kilku od Michała 18 to Dokutowicza, ale ci w polowaniach zaprawieni, wiedzieli, co czynić mają i rozbiegli się. Gdy niedźwiedź ruszył za jednym, z tyłu otrzymał cios toporem. Cios spadł z dużą siłą w kark. Siekiera przebiła gęste futro, na którym obficie pokazała się jucha. Poczuł to niedźwiedź i zawrócił w tę stronę skąd cios otrzymał i wtedy zadali drugi cios, po którym niedźwiedź padł na bok. Odczekali chwilę, gdyż był jeszcze agresywny. Oganiał się łapą, gdy kogoś zobaczył blisko. Ale w końcu zległ bez ruchu. Jucha broczyła bardzo, więc ludzie odczekali chwilę. - Poczekamy jeszcze, niech się wykrwawi. Powiedział jeden z nich. - Nasi będą zdziwieni, że niedźwiedzia mamy. Zwycięstwo wspaniałe, i uczta będzie wspaniała. Tak być powinno. Końmi ciągnęli potężnego niedźwiedzia i niedługo dojechali do swoich. Widzieli ich z dala, bo ognie się paliły. Wartownicy widząc wojów i konie z niedźwiedziem, przepuścili ich do obozu. Za chwilę rozległ się krzyk zadowolenia. Podszedł imć Kalesanty do nich i zobaczywszy niedźwiedzia, rzekł. - Piękne polowanie Waszmościowie mieliście. - A mielim. Odezwał się jeden z nich. - Twardy był, ale go zmoglim. - Dobrze, że królewskim mięsem uczcimy zwycięstwo. Po chwili nad niedźwiedziem pracowało wielu ludzi, a nie za długo, już piekł się na ogniu, a zapach rozchodził się dokoła. - Kiedy pojedziecie do swoich? Spytał Kalesanty. - Nocą nie będziemy jechać. Ruszymy skoro świt, bo po takiej uczcie, która nas czeka, nie sposób zaraz jechać. - Ludzie Michała i Dokutowicza też z wami pojadą? - Myślę, że tak. Odparł Zbysław. - Jakiś czas przecież jechaliśmy za wami, co by Krzyżacy nie napadli, gdyby teraz niebezpieczeństwo minęło. - Żal, bo kilku moich padło. - odwodzie mieli. Ale swoich w 19
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Burzliwe lata. Tom II
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: