Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00434 007277 19933196 na godz. na dobę w sumie
Cichy Zabójca - ebook/pdf
Cichy Zabójca - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 201
Wydawca: Nowy Świat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7386-300-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> thriller, horror
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Gdy na teren powieści gatunkowo zarezerwowany dla mężczyzn wkracza kobieta, można spodziewać się złamania zasad literackiej gry. Jednakże, gdy kobieta jest doskonałym śledczym z bagażem doświadczeń w policyjnym rzemiośle, przestępczy świat nie zazna spokoju w zderzeniu z przenikliwością i skutecznością zahartowanej w bojach policjantki, a ład świata zostanie przywrócony. Bohaterką trzymającego w napięciu kryminału Izabeli Szolc jest młoda policjantka, charakterologicznie przypominająca słynną agentkę FBI, Clarice Starling z “Milczenia owiec”'. Książka nawiązuje tym samym do najlepszych tradycji amerykańskiego kryminału, ale, co atrakcyjne dla czytelnika zanurzonego w polskich realiach, akcja “Cichego zabójcy” rozgrywa się we współczesnej Warszawie. Autorka sugestywnie oddaje klimat policyjnej codzienności Anny Hwierut i jej kolegów z komendy. Mocne osadzenie kryminału w realiach uprawdopodobnia popełnione zbrodnie, z którymi zmierzyć musi się główna bohaterka. Wraz z nią poznajemy “egzotyczny” półświatek przestępców, zapuszczając się w ciemne rejony miasta. Śledzimy również prozę życia policji w gorzkim, odartym ze złudzeń świecie. Okazuje się, że najbardziej wyrafinowana zbrodnia może mieć zwyczajne oblicze. Wyjątkową stroną książki jest nietypowa dla nurtu sensacyjno-kryminalnego płeć bohaterki oraz wplecione w wątek sensacyjny jej życie prywatne. Dzięki temu młoda, twarda kobieta nie jest papierową superwomen. Jest policjantką, ale również kobietą i matką, co dodaje opowiadanej historii dodatkowego smaku, wiarygodności i życiowej prawdy.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 CICHY ZABÓJCA 2 IZABELA SZOLC 3 CICHY ZABÓJCA WYDAWNICTWO NOWY (cid:285)WIAT 4 5 Znam sto sposobów umierania, Cz(cid:266)sto my(cid:286)l(cid:266): mo(cid:298)e bym spróbowała, Rzuc(cid:266) si(cid:266) pod ci(cid:266)(cid:298)arówk(cid:266), Gdyby akurat przeje(cid:298)d(cid:298)ała. Albo skocz(cid:266) z mostu Tyle, (cid:298)e pracy doło(cid:298)(cid:266) Wszystkim tym, Co czyszcz(cid:261) morze. Znam trucizn(cid:266) do wypicia, Cz(cid:266)sto korci mnie skosztować, Ale mama kupiła j(cid:261) do zlewu I nie chc(cid:266) jej marnować. Edna St. Vincent Millay (przeł. Tomasz Biero(cid:276)) 6 7 1. Zapach pasty do podłóg, kredy i dzieci(cid:266)cego potu – wszyst- kie szkoły pachn(cid:261) tak samo. Wszystkie i zawsze. Anna odruchowo si(cid:266)gn(cid:266)ła do widmowej blond kit- ki. Zdumiał j(cid:261) ten gest, ta pami(cid:266)ć, jak(cid:261) ma ciało; przecie(cid:298) włosy (cid:286)ci(cid:266)ła dwana(cid:286)cie lat temu, zaraz po urodzeniu Kuby. Chłopca, który jest na tyle du(cid:298)y, aby zrobić co(cid:286), za co dyrek- cja wzywa matk(cid:266) do szkoły. Anna od zawsze miała problem z wła(cid:286)ciwym opanowaniem układu władza – podwładny. I nie znosiła przesiadywać w jakichkolwiek antyszambrach, a w szczególno(cid:286)ci takich z twardymi ławami. Westchn(cid:266)ła i wyci(cid:261)gn(cid:266)ła długie nogi, których kształt – wart uwagi – ma- skowały obszerne bojówki. Cmokn(cid:266)ła, bo pomadka na us- tach była jedynym odst(cid:266)pstwem od codziennej normy – czy raczej ust(cid:266)pstwem na rzecz pani dyrektor. Wci(cid:261)gn(cid:266)ła za- pach szkoły. Czuła ulg(cid:266), (cid:298)e przynajmniej ten etap (cid:298)ycia ma za sob(cid:261). Co prawda, wci(cid:261)(cid:298) nie mogła uwierzyć, (cid:298)e jest matk(cid:261) nastolatka. Sama niczym uczennica trzymała alask(cid:266) zwini(cid:266)- t(cid:261) w kł(cid:261)b na kolanach – tylko taka kurtka kryła obszern(cid:261) ma- 8 rynark(cid:266), a tylko obszerne marynarki maskowały zawodow(cid:261) wypukło(cid:286)ć pod lew(cid:261) pach(cid:261). Anna si(cid:266)gn(cid:266)ła po gazet(cid:266) porzucon(cid:261) przez kogo(cid:286) na ko(cid:276)cu ławy; jej blada twarz o regularnych rysach od razu nabrała rumie(cid:276)ców. Tytuł artykułu głosił: „Testy zbyt trudne dla po- licjantów”. Anna przygryzła wargi, nie zdaj(cid:261)c sobie sprawy, (cid:298)e rozmazuje purpurow(cid:261) pomadk(cid:266) na z(cid:266)bach. „Test skła- da si(cid:266) z dwóch cz(cid:266)(cid:286)ci – kilkudziesi(cid:266)ciu pyta(cid:276) oraz rozmowy z psychologiem policyjnym. Oprócz tego przyszły policjant musi rozwi(cid:261)zać tzw. test wiedzy ogólnej”. – Pani Hwierut? – Drzwi gabinetu otworzyła niemłoda kobieta, pasuj(cid:261)ca idealnie do wyobra(cid:298)e(cid:276) Anny. Loki, ciemny puder, bluzka ze sztucznego jedwabiu opi(cid:266)ta na imponuj(cid:261)- cych kulach biustu. Tylko łososiowy lakier na paznokciach, które trzymały klamk(cid:266) stanowił zaskoczenie. Najwyra(cid:296)niej w dwa tysi(cid:261)ce ósmym roku ró(cid:298) był passé. Dyrektorka wska- zała dłoni(cid:261) krzesło. – Zdenerwowana? – A nie powinnam być? – spytała Anna, siadaj(cid:261)c w miej- scu petenta. Wzrok zarejestrował (cid:298)ółkn(cid:261)c(cid:261) palm(cid:266) w gł(cid:266)bi ciemnego gabinetu i popiersie Jana Pawła II na biurku wiel- ko(cid:286)ci galeonu – dwadzie(cid:286)cia lat temu z pewno(cid:286)ci(cid:261) nie stał tutaj br(cid:261)z ksi(cid:266)cia Poniatowskiego. „Gdybym zarabiała wi(cid:266)- cej, posłałabym Kub(cid:266) do prywatnej szkoły”. – Jakub nie zaszczycił nas dzi(cid:286) swoj(cid:261) obecno(cid:286)ci(cid:261). 9 – Podobno pani dyrektor zawiesiła go w prawach ucznia, a(cid:298) do ferii. – Powiedział, dlaczego? – Nie. Miał za to opatrunek na r(cid:266)ku. – A pod opatrunkiem (cid:286)lady z(cid:266)bów. Uderzył koleg(cid:266) w usta. Na lekcji. Na mojej lekcji matematyki. – Mój Kuba?! – Matki nigdy nie wierz(cid:261). Wie pani chocia(cid:298), o co poszło? – Kuba mi nie powiedział. Dyrektorka milczała, przerzucaj(cid:261)c leniwie jakie(cid:286) papiery. Na (cid:286)cianie tykał anachroniczny zegar z kukułk(cid:261). – Pani pracuje? – Tak – odpowiedziała Anna, dodaj(cid:261)c w my(cid:286)lach „Wyso- ki S(cid:261)dzie”. – Mo(cid:298)e powinnam porozmawiać z ojcem Kuby? – Nie utrzymujemy ze sob(cid:261) kontaktów. I znowu chwila milczenia. Zaterkotał wybawczy dzwonek na przerw(cid:266). – Porozmawiam z nim… Niestety, bardzo si(cid:266) (cid:286)piesz(cid:266)… – Anna wstała, poprawiaj(cid:261)c marynark(cid:266). – Rozumiem. – Nie podały sobie dłoni. Paznokcie Anny były poobgryzane, ale r(cid:266)ce mocne, bardzo mocne. – Jeszcze jedno. Musi pani pokryć koszty dentysty. Tamten chłopiec stracił dwa z(cid:266)by. Na korytarz wylewał si(cid:266) rozwrzeszczany potok uczniów. Omijał wysok(cid:261) sylwetk(cid:266) Anny niczym skał(cid:266) i płyn(cid:261)ł dalej. 10 Najwyra(cid:296)niej dy(cid:298)uruj(cid:261)ce dwójki nauczycielskie nie robiły na dzieciakach wra(cid:298)enia. Ani rejestruj(cid:261)ce kamery, podobnie jak przyciasne mundurki… Anna była pewna, (cid:298)e takiej szkoły nie byłaby w stanie uko(cid:276)czyć. Szkoły z gliniarzami – bo oto min(cid:261)ł j(cid:261) urz(cid:266)duj(cid:261)cy patrol młodziutkich policjantów, czatu- j(cid:261)cych na szkolnych handlarzy narkotyków. Policjanci roz- poznali j(cid:261), jeden si(cid:266) u(cid:286)miechn(cid:261)ł, drugi uniósł brew na widok jej umalowanych ust. Bez kłopotu znalazła odrapane drzwi uczniowskiej toale- ty i zanurzyła si(cid:266) w siwe smu(cid:298)ki nielegalnego, tytoniowego dymu. Z niezwykł(cid:261) czujno(cid:286)ci(cid:261) szcz(cid:266)kn(cid:266)ły zasuwy dwóch ka- bin. Anna Hwierut pochyliła si(cid:266) nad zmatowiałym lustrem i chusteczk(cid:261) higieniczn(cid:261) zacz(cid:266)ła (cid:286)cierać szmink(cid:266). – Wcze(cid:286)niej było lepiej – odezwała si(cid:266) jedyna odwa(cid:298)na: dziewczynka, co najwy(cid:298)ej czternastoletnia, która z wysoko- (cid:286)ci szerokiego marmurowego parapetu obserwowała dys- kretnie Ann(cid:266), pal(cid:261)c cienkiego papierosa. Parapet pami(cid:266)tał czasy przedwojenne, podobnie jak cała szkoła, która ocalała jedynie cudem, stoj(cid:261)c na lewym brzegu Wisły. – Doprawdy? – Ja nigdy nie kłami(cid:266). Mimo wszystko poranek był pi(cid:266)kny. Anna celowo nie ru- szyła swojego fi ata uno z blokowego parkingu (mały, zielo- ny, łatwy do odkurzenia – jako kobieta Anna nie cierpiała na (cid:298)aden freudowski kompleks i nie musiała wzorem swo- 11 ich kolegów rozje(cid:298)d(cid:298)ać si(cid:266) vanami). Po prostu chciała roz- ruszać ko(cid:286)ci. Ostatnio za du(cid:298)o czasu sp(cid:266)dzała za biurkiem albo na kanapie a nie była przecie(cid:298) gwiazd(cid:261) popu jak J. Lo i nie powinna hodować du(cid:298)ych po(cid:286)ladków. Wcisn(cid:266)ła r(cid:266)ce do kieszeni i ruszyła do pracy. Mocne buty kruszyły cienki lód na kału(cid:298)ach. Min(cid:266)ła widmo Stadionu Dziesi(cid:266)ciolecia, jeszcze bardziej wyludnione ni(cid:298) zwykle. Znikn(cid:266)li nawet Afrykanie, którzy z turystycznych łó(cid:298)ek sprzedawali sportowe buty – oczywi(cid:286)cie „ze skóry antylopy, bo dziewczyny na takie lec(cid:261)”. Spostrzegła, (cid:298)e policyjny radiowóz zawija pod prz(cid:266)sło mo- stu Poniatowskiego, a dwa inne parkuj(cid:261) w okolicach rzecz- nych chaszczy. Latem koczowali tam rosyjscy handlarze, któ- rzy oszcz(cid:266)dzali na czynszach. Ale zim(cid:261)? Nie miała (cid:298)adnych złych przeczuć. W ogóle jakby zrobiło si(cid:266) spokojniej. Jar- mark Europa zatrzasn(cid:261)ł swoje podwoje i mniej było kradzie- (cid:298)y kieszonkowych. Odpłyn(cid:266)ły pieni(cid:261)dze, a z nimi pomniej- sza mafi a. Ostatni „spławik” wypłyn(cid:261)ł z Wisły trzy miesi(cid:261)ce temu. Badania DNA zidentyfi kowały w topielcu chłopaka, który zagin(cid:261)ł zeszłego Sylwestra. Od tygodnia nie pokłóciła si(cid:266) przez telefon z ojcem, jej mały nie sko(cid:276)czył jeszcze w po- prawczaku, ust(cid:261)piły eksplozje na Sło(cid:276)cu, a ona sama prze- stała zabijać samotno(cid:286)ć kochaj(cid:261)c si(cid:266) nocami sama ze sob(cid:261)… Po co wi(cid:266)c te w(cid:266)sz(cid:261)ce radiowozy? Przy(cid:286)pieszyła kroku, choć wiedziała, (cid:298)e i tak nie ma szans zd(cid:261)(cid:298)yć na porann(cid:261) odpra- w(cid:266). 12 Komenda – niczym potiomkinowska wie(cid:286) – z zewn(cid:261)trz prezentowała si(cid:266) całkiem nie(cid:296)le. Przed frontem białego bu- dynku powiewały fl agi: pa(cid:276)stwowa i unijna. Pogrzebowe cyprysy kto(cid:286) zaradny próbował przerobić na choinki ob- wieszaj(cid:261)c je kolorowymi lampkami. Dawno było po Trzech Królach, ale Anna wiedziała, (cid:298)e (cid:286)wiatełka sko(cid:276)cz(cid:261) kadencj(cid:266) mo(cid:298)e na Wielkanoc albo nawet po czerwcowym (cid:286)wi(cid:266)cie poli- cji. Poza czerwiec nie zagl(cid:261)dała do kalendarza, bo pod koniec miesi(cid:261)ca siódmego wypadały jej urodziny. Trzydzieste i trze- cie. Chciałaby mieć czterna(cid:286)cie lat i popalać w szkolnym kib- lu. Nie, nie czterna(cid:286)cie. Dwana(cid:286)cie – dwa lata pó(cid:296)niej pali- ła w szpitalnej toalecie, razem z prze(cid:298)art(cid:261) przez raka matk(cid:261). „Niedługo wróc(cid:266) do domu, słoneczko”. (cid:285)wierzbiło j(cid:261), (cid:298)eby kopn(cid:261)ć w metalow(cid:261) popielnic(cid:266), ale drzwi komendy były całe przeszklone a policja musiała dbać o swój image. Komisarz Anna Hwierut przekroczyła próg budynku. Par(cid:266) głów podniosło si(cid:266) na jej widok: petenci, którzy przyszli zgłosić kradzie(cid:298) samochodu albo samochodowego radia. Ci, którzy nie wiedzieli jeszcze jakie plamy na tapicerce zosta- wia proszek do zbierania odcisków palców. Dokładnie pomi(cid:266)dzy automatami z kaw(cid:261) i czekolad(cid:261) stra- szyły szare, zbrojone drzwi, prowadz(cid:261)ce do serca komendy. Anna przesun(cid:266)ła przepustk(cid:266) przez czytnik i znalazła si(cid:266) po- (cid:286)ród bogactw sezamu. Pieni(cid:266)dzy z dotacji miasta wystarczy- ło, by zrobić szybki lifting na zewn(cid:261)trz budynku, poło(cid:298)yć ka- felki w poczekalni, uzbroić recepcj(cid:266) w dwa komputery i uwić 13 „dzieci(cid:266)cy pokój przesłucha(cid:276)”. Im dalej w gł(cid:261)b, tym bardziej wszystko było po staremu. Strz(cid:266)pi(cid:261)ce si(cid:266) linoleum, pistacjo- wa lamperia na (cid:286)cianach, widoczna w miejscach nie zasta- wionych rozchybotanymi szafkami na akta. Anna słyszała miarowe stukanie przemysłowych maszyn do pisania marki łucznik i poczuła, (cid:298)e jest w domu. Lisia głowa sekretarki Marioli pojawiła si(cid:266) w drzwiach, nim Anna zd(cid:261)(cid:298)yła zrzucić kurtk(cid:266). – Nie było ci(cid:266) na odprawie. – Byłam w szkole. Kuba narozrabiał. – Nareszcie. Bałam si(cid:266), (cid:298)e wychowasz maminsynka. Anna skrzywiła si(cid:266) nieznacznie. – W ka(cid:298)dym razie Pietrzak czeka na ciebie. Ten Wieniaw- ski… – Wie(cid:276)kowski. – Mo(cid:298)liwe, (cid:298)e w ko(cid:276)cu b(cid:266)dzie zeznawał. Ale postawił wa- runek – zawiesiła głos – (cid:298)e go odwiedzisz na kamczatce. Sama. Leci na ciebie. Stary chce, (cid:298)eby(cid:286) to wykorzystała. – Inspektor Pietrzak ogl(cid:261)da zbyt du(cid:298)o fi lmów. – Za chwil(cid:266) jad(cid:261) do Białoł(cid:266)ki po aresztanta, powiem, (cid:298)eby poczekali, mo(cid:298)esz si(cid:266) z nimi zabrać. No bo przecie(cid:298) zrobiła(cid:286) sobie spacer, prawda? – Sk(cid:261)d wiesz? – Sekretarce szefa nic nie umknie… – Znacz(cid:261)ca pauza. – I w co ty si(cid:266) ubierasz? Nie masz chłopaka czy co? 14 Starsi szeregowi Straszewski z Bryziewiczem mogli za- proponować Annie jedynie „kanap(cid:266)” radiowozu. (cid:297)aden nie okazał si(cid:266) na tyle rycerski, aby zamienić si(cid:266) z ni(cid:261) miejscami. Przepisy. Straszewski klasn(cid:261)ł drzwiami, a Anna znalazła si(cid:266) w czym(cid:286) w rodzaju klatki, oddzielonej od kierowcy i mun- durowego pasa(cid:298)era szyb(cid:261) z pleksi. „Kanapa” była niczym innym, jak szarym plastikowym katafalkiem plus uchwyt na szlauch – za pomoc(cid:261) wody i hydrantu cz(cid:266)sto budzono (a przy okazji myto) niejednego „trupa”. Wpadła w oko socjopacie. Kleili si(cid:266) do niej te(cid:298) pijacy, klo- szardzi i desperaci. Jej dziwaczne kontakty z pół(cid:286)wiatkiem rujnowały policyjn(cid:261) statystyk(cid:266). Znikomym pocieszeniem było, (cid:298)e bez obaw lgn(cid:266)ły te(cid:298) do niej małe dzieci i du(cid:298)e zwie- rz(cid:266)ta. Bardzo znikomym. Wie(cid:276)kowski zyskał ksyw(cid:266) Wieniawski, bo jeszcze do nie- dawna towarzyska (cid:286)mietanka stolicy miała go za utalento- wanego młodego skrzypka. Pó(cid:296)niej utalentowany skrzypek z niewzruszon(cid:261) min(cid:261) (patrz, jak on si(cid:266) trzyma!) na cmenta- rzu w Wólce W(cid:266)glowej przyjmował liczne kondolencje, jako młody wdowiec. Teraz siedział w areszcie (cid:286)ledczym i praw- dopodobnie rozgrzewał dusz(cid:266) przed do(cid:298)ywociem w chłod- nej celi, wybielonej z braku farby past(cid:261) do z(cid:266)bów. Tobiasz Wie(cid:276)kowski. Skurwiel. Tobiaszowi z Biblii, który ocalił dzie- wic(cid:266) od (cid:286)mierci z r(cid:266)ki demona, towarzyszył anioł pod posta- ci(cid:261) psa. Wie(cid:276)kowskiemu chyba tylko psia wesz. 15 Wokół wi(cid:266)ziennego muru stali stra(cid:298)nicy z krótkofalów- kami. Nie zwracali uwagi na grypsuj(cid:261)cych, którzy stoj(cid:261)c pod oknami wy(cid:298)szych od muru kondygnacji krzyczeli co(cid:286) po swo- jemu do cieni na wysoko(cid:286)ciach. Ignorowali równie(cid:298) kobiety, które w granej na opak „scenie balkonowej” z Romea i Julii pielgrzymowały do swoich zatrza(cid:286)ni(cid:266)tych kochanków. Stra(cid:298)nik sprawdził wjazdówk(cid:266), powiedział co(cid:286) do niewi- dzialnego zwierzchnika, radio zaterkotało i wi(cid:266)zienna bra- ma z mitologicznym namaszczeniem godnym toczonego pod gór(cid:266) kamienia Syzyfa zacz(cid:266)ła sun(cid:261)ć na bok. Anna zawsze czuła si(cid:266) tu nieswojo. Nie wierzyła w resocjalizacj(cid:266), starała si(cid:266) nie wierzyć w pragmatyczne odosobnienie (równie obec- nie niemodne jak ró(cid:298)owy lakier do paznokci i były minister sprawiedliwo(cid:286)ci, nazywany tu potocznie ZZ-Topem). Ju(cid:298) przez pierwsze dni tymczasowego, co bardziej poj(cid:266)tni aresz- tanci uczyli si(cid:266) otwierać (przynajmniej teoretycznie) zamki samochodów, choć w celi wyl(cid:261)dowali za zwyczajny włam: kamie(cid:276) w szyb(cid:266), radio i w nogi. Nie było te(cid:298) tajemnic(cid:261), (cid:298)e stra(cid:298)nicy wi(cid:266)zienni i policjanci nie przepadali za sob(cid:261). Testy dla przyszłych policjantów były przecie(cid:298) „za trudne”; ten kto je oblewał a jednak szedł w zaparte jak najlepsza recydywa, z reguły l(cid:261)dował na etacie klawisza. Ogl(cid:261)du polskiego wi(cid:266)zien- nictwa nie polepszyła Annie opinia wydana przez ukochane- go wuja. Wuj poznał je od podszewki, a w ko(cid:276)cu umarł na wi(cid:266)ziennym bloku operacyjnym. Pokój jego duszy. Pokój du- szy (cid:298)yj(cid:261)cemu ojcu Anny, który w ramach pokuty za grzechy 16 starszego brata został policjantem. A ja?, przemkn(cid:266)ło Annie przez głow(cid:266), za co ja si(cid:266) umartwiam? Wewn(cid:261)trz si(cid:266)gn(cid:266)ła do lewej pachy i odpi(cid:266)ła kabur(cid:266) z pi- stoletem, ale wykrywacz metalu i tak zacz(cid:261)ł ponuro buczeć. – Ona ma gwo(cid:296)dzie w nodze – stra(cid:298)nik usprawiedliwił Ann(cid:266) przed nieobytym koleg(cid:261). Tamten zagwizdał, a ona po- czuła si(cid:266) bardzo zm(cid:266)czona. Przemierzała pokój przesłucha(cid:276) wielkimi krokami. (cid:285)cia- na i (cid:286)ciana. Lustro. Głow(cid:261) w mur. Wprowadzono aresztanta. – Zdj(cid:261)ć mu kajdanki, pani komisarz? – Nie – odpowiedziała swobodnie. – Pani komisarz mnie nie lubi – stwierdził Tobiasz Wie(cid:276)- kowski, jeszcze zanim stra(cid:298)nik zamkn(cid:261)ł drzwi. – Albo si(cid:266) mnie pani boi? Jego czarne, wci(cid:261)(cid:298) długie włosy ostro kontrastowały z jas- n(cid:261) cer(cid:261). Był zbyt ładny jak na m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:266). Mo(cid:298)e musiał urod(cid:266) doprawić okrucie(cid:276)stwem? – Chciał pan ze mn(cid:261) porozmawiać. – Chciałem popatrzeć. Mówić to mogłem i z pani brzyd- kim partnerem. Kochany Szelig – jak(cid:298)e on si(cid:266) je(cid:298)ył, kiedy wchodził do tego pokoju. – Nadal pan my(cid:286)li, (cid:298)e si(cid:266) z tego wywinie? – Lubi(cid:266) grać. – Jak wielu. 17 – Ja jestem wirtuozem, pani komisarz. – I zagra mi pan pi(cid:266)knie na wizji lokalnej? – To wła(cid:286)nie chciałem pani oznajmić. – Ju(cid:298) si(cid:266) szykuj(cid:266) na bis. A gdyby pan wtedy „zabisował”, nadal grzałby pan krzesło w fi lharmonii narodowej. Milczał chwil(cid:266). – Pani komisarz, czego nie robi si(cid:266) dla sztuki. Nie prze- widziałem, (cid:298)e ukochana Klaudia wydostanie si(cid:266) z płon(cid:261)cego samochodu. Oczywi(cid:286)cie mógłbym wrócić… Ale wtedy spalił- bym sobie r(cid:266)ce skrzypka. – Pan nie mo(cid:298)e si(cid:266) doczekać, (cid:298)eby to wszystko opowie- dzieć. – A wy nie do(cid:286)ć długo czekali(cid:286)cie? – Wi(cid:266)c kiedy? – Wizja mo(cid:298)e być choćby jutro. Skin(cid:266)ła głow(cid:261) i ruszyła ku drzwiom, (cid:298)eby wezwać stra(cid:298)- nika, choć i tak musiał widzieć jej ruch w weneckim lustrze. Dobrze, (cid:298)e starła pomadk(cid:266). – Pani komisarz – usłyszała za sob(cid:261) – jeszcze momencik. Wie pani co chc(cid:261) zrobić moi te(cid:286)ciowie? Odebrać mi własno(cid:286)ć grobu, w którym pochowałem Klaudi(cid:266). Grobu gł(cid:266)binowego, dodam. Dwójki. Dwójki dla nas obojga. – Zamordowałe(cid:286) im córk(cid:266) i si(cid:266) dziwisz? – Co Bóg zł(cid:261)czył, niech człowiek nie próbuje rozdzielić. Stra(cid:298)nik nie przychodził, wi(cid:266)c musiała jednak zastukać. 18 2. „Zło wynika z okoliczno(cid:286)ci”, przeczytała Anna w jakim(cid:286) kryminale. W domu kaloryfery były odkr(cid:266)cone na maksimum, a Kuba snuł si(cid:266) po mieszkaniu na bosaka, w lu(cid:296)nych spodniach od dresu i w t-shircie z kotem Garfi eldem. Widz(cid:261)c matk(cid:266), na- tychmiast wzuł kapcie. Anna w pierwszej chwili chciała po- dej(cid:286)ć do okna i szeroko je otworzyć. Nienawidziła zaduchu. Zimno, chłodny wiatr – to utrzymywało j(cid:261) w formie. W sta- nie koncentracji. Wy(cid:286)miałaby ka(cid:298)dego, kto by powiedział, (cid:298)e si(cid:266) umartwia. Była du(cid:298)(cid:261), siln(cid:261) kobiet(cid:261), typem skandynaw- skim. Inaczej ni(cid:298) Kuba… Kiedy była nie w sosie (rzadko, za to zawsze po drinku) zastanawiała si(cid:266), czy jaki(cid:286) troll nie za- kl(cid:261)ł jej syna, tak jak trolle zaklinaj(cid:261) szczeni(cid:266)ta. Kuba wrodził si(cid:266) w dziadka i w ojca. W dwóch m(cid:266)(cid:298)czyzn, którzy przeorali Annie (cid:298)ycie wszerz i wzdłu(cid:298). Miał g(cid:266)ste czarne włosy dziad- ka Andrzeja i jego ciemne oczy. Usta, kształt podbródka były natomiast mask(cid:261) zdart(cid:261) z biologicznego ojca. Podobnie nad- garstki, ramiona, nawet stopy. Anna musiała nauczyć si(cid:266) pa- trzeć na nie bez zło(cid:286)ci. 19 – Jak min(cid:261)ł dzie(cid:276)? – zapytał Kuba tonem, jakim dziecko na(cid:286)laduje dorosłego. – Bywało lepiej. – Poszła do łazienki umyć twarz. Stał w progu i patrzył, jak ignoruje tonik si(cid:266)gaj(cid:261)c po kostk(cid:266) myd- ła. Obserwował matk(cid:266) przenosz(cid:261)c ci(cid:266)(cid:298)ar ciała z palców na pi(cid:266)ty. Z pi(cid:266)t na palce. – (cid:297)adnej telewizji, komputera ani pizzy – powiedziała si(cid:266)gaj(cid:261)c po r(cid:266)cznik. Pokiwał głow(cid:261), choć nie mogła tego zobaczyć. – Nadal mi nie powiesz, o co poszło? – Mamo… – Musiałe(cid:286) uderzyć tego chłopca akurat na matematyce? – Jakie niedorzeczne pytanie. – Z matematyki jestem dobry. – Ukryła u(cid:286)miech. Dzieci i ich obraz (cid:286)wiata. „Zło wynika z okoliczno(cid:286)ci”. – Pomóc ci przy kolacji? – Tylko nie baw si(cid:266) no(cid:298)em. Si(cid:266)gn(cid:261)ł po chleb tostowy, a matka otworzyła lodówk(cid:266). Na osobnych półkach le(cid:298)ały w(cid:266)dliny i sery. Kuba był wegeta- rianinem. Na drzwiach zamra(cid:298)alki przyczepił magnes z ry- sunkiem ciel(cid:261)tka i napisem „Kochasz. Nie jedz”. Anna kon- sekwentnie ignorowała ten komunikat. Jej (cid:286)wiat nale(cid:298)ał do drapie(cid:298)ników. Telewizor milczał. – Joss Stone czy Ayo? – Kuba pomachał płytami kom- paktowymi. Wci(cid:261)(cid:298) czuł si(cid:266) niepewnie, inaczej próbował- 20 by przeforsować Evenscean. Anna zastanawiała si(cid:266), czy jest bardzo rozczarowany, (cid:298)e jego matka nie wygl(cid:261)da jak woka- listka tego zespołu. Drobna, blada driada, z czarnymi włosa- mi do po(cid:286)ladków… A pó(cid:296)niej przyszedł jej na my(cid:286)l kompleks Edypa. – Ayo. – Mamo, nie chc(cid:266) jechać na ferie do babci do Krakowa. Chc(cid:266) jechać do dziadka do Łodzi. – Ty naprawd(cid:266) lubisz ranić ludzi. – Nie, mamo… Mo(cid:298)emy powiedzieć babci, (cid:298)e jestem cho- ry albo co(cid:286)… Wymy(cid:286)lić jakie(cid:286) alibi. – Kuba! – Ja naprawd(cid:266) nie mog(cid:266) tam teraz pojechać! – Trzasn(cid:261)ł talerzem. – Ale dlaczego? – Bo to mama ojca! – O to pokłóciłe(cid:286) si(cid:266) z koleg(cid:261)? O ojca? Znowu dopadły j(cid:261) wyrzuty sumienia. Znane wszystkim sa- motnym matkom. „Gdybym ja… Gdyby on… Gdyby(cid:286)my…” – Dobrze, zadzwoni(cid:266) do dziadka. – Super! – Pod warunkiem, (cid:298)e pogadamy powa(cid:298)nie po powrocie. – Stoi. – A teraz id(cid:296) do swojego pokoju. Id(cid:296) do pokoju, bo chc(cid:266) wł(cid:261)czyć telewizor. I trzymaj si(cid:266) z daleka od komputera. Ogl(cid:261)dała wiadomo(cid:286)ci, by za moment przeł(cid:261)czyć kanał na Animal Planet. I TVN Style. I Fashion. I… Nie potrafi ła zna- le(cid:296)ć sobie miejsca. Miała ochot(cid:266) na koncert skrzypcowy. Sze- roko otworzyła okno. 21 „Zło to nieobecno(cid:286)ci dobra”. (cid:285)wi(cid:266)ty Augustyn? Wykr(cid:266)ciła kierunkowy, a pó(cid:296)niej numer do ojca. – Słucham – brzmiał trze(cid:296)wo, ale Anna pod(cid:286)wiadomie szukała w jego głosie tego załamania, a pó(cid:296)niej charaktery- stycznego dla pijanych podbicia nuty. Utrzymywał, (cid:298)e nie pije od pi(cid:266)ciu lat, od kiedy przeszedł drugi zawał. Utrzymy- wała, (cid:298)e mu wierzy. (cid:297)eby pić z bajpasami, musiałby być sa- mobójc(cid:261) a gdyby był samobójc(cid:261), ze swoim charakterem za- ko(cid:276)czyłby (cid:298)ycie szybko i sprawnie. – Tato. – Anna? Dzwonisz z pracy? Co u mojego wnuka? – Jeste(cid:286)my w domu. Kuba przywalił komu(cid:286) w szkole. – Popatrz, popatrz. – Ma opatrunek na r(cid:266)ku. – Wywalili go? – Jeszcze nie. To znaczy zawiesili. – I siedzi sam w domu? – Nie. Tak. Zabior(cid:266) go do pracy. – Naucz go pisać raporty. Ojciec zaczyna grać dobrego dziadka. Jakby nie pami(cid:266)tał, (cid:298)e jego własna córka biegała po podwórku z kluczem na szyi,
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Cichy Zabójca
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: