Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00383 007789 18454684 na godz. na dobę w sumie
Ćma - ebook/epub
Ćma - ebook/epub
Autor: Liczba stron: 186
Wydawca: Inanna Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7995-484-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Ewa ma wszystko. Kochającego męża, córkę i pasjonującą pracę, w której odnosi sukcesy. Wydaje się być kobietą spełnioną, a mimo to ciągle desperacko poszukuje akceptacji i bezwarunkowej miłości. W tej pogoni za szczęściem gubi się, potyka i popełnia błędy, nie potrafiąc odróżnić prawdy od fałszu. Nadchodzi dzień, kiedy przeszłość dogania teraźniejszość i Ewa traci dosłownie wszystko. Zdaje sobie sprawę z tego, co jest w życiu najważniejsze i warte walki do ostatniego tchu.

Czy Ewa odnajdzie w sobie siłę, czy może pogrąży w apatii? Jak wiele powiedziało się już o miłości? Co zrobić, gdy nasze serce staje na rozdrożu? „Ćma” to historia, w której odnajdzie się wiele z nas i być może właśnie dzięki niej szybciej obierzemy właściwe tory. Polecam serdecznie!
Daria Skiba, autorka powieści obyczajowych. To historia, która pokazuje nam, że na świecie nie ma osób idealnych i każdy popełnia błędy, to historia z której można wyciągnąć własne refleksje i która pozwala spojrzeć na świat z innej perspektywy.
Grażyna Wróbel, Czytaninka. Stabilizacja, a może dreszczyk przygody, co jest w stanie cię uratować przed sobą samą?
Marta Daft, Marta wśród książek. “Ćma” – Ta powieść jest chyba najbliższa mojemu sercu. Opowiada o braku samoakceptacji i dążeniu do zdobycia coraz wyżej narzuconych sobie poprzeczek. Czy jednak Ewa, podejmując nieracjonalne decyzje, nie osiągnie dna?
Magdalena Szymczyk, Czytam w pociągu

Perfekcja to tylko iluzja, za którą nie warto gonić. Joanna Wtulich stworzyła powieść, która wciąga od pierwszej strony a co ważniejsze, skłania do refleksji.
Ewelina Nawara, My fairy book world.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:



Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej... Rozdział I Kobieta podeszła do okna hotelowego pokoju, zostawiając na miękkiej wykładzinie buty i torbę podróżną. Mimo że zjadła obfity obiad, czuła dojmującą potrzebę wypchania żołądka jesz- cze bardziej. Czymkolwiek. Odsunęła od siebie myśli o jedzeniu, z którymi walczyła przez całe dorosłe życie. Drżącymi dłońmi szarpnęła ciężkie zasłony, płosząc ukrytą w nich niepozorną szarą ćmę. Skrzywiła się i machnęła ręką. Odpędziła owada. Zniknął w ciemnym kącie pokoju, rysując przedtem w powie- trzu znak nieskończoności. Przez szparę pozostawioną między połówkami tkaniny kobieta wyjrzała na parking. Po przeciwnej stronie budynku zatrzymało się potężne, czarne auto. Rozpo- znałaby wszędzie postać, która z niego wysiadła. Obserwowała ją przez chwilę, a potem odwróciła się w stronę drzwi. Miała wrażenie, że tłumione od dawna oczekiwanie eksploduje w niej, rozrywając ją i rozrzucając po świecie. Była zanurzona w adre- nalinie, nie czuła dreszczy, wilgotnych dłoni, a przez wysoki, jednostajny gwizd strachu w uszach nie słyszała nerwowego bicia własnego serca. Tylko żołądek wciąż domagał się pokarmu. Mimo panującego w pomieszczeniu półmroku pewnym kro- kiem podeszła do wchodzącego do pokoju mężczyzny. Zarzuciła mu ręce na szyję i wtuliła twarz w koszulę. Przez chwilę stali objęci. Napięcie zamiast opaść, tylko się wzmogło. Serce i rozum zatrzymały się przyczajone niepewnie na krawędzi świadomości. – Jesteś. – Mężczyzna pierwszy przerwał ciszę. Nie zdążyła odpowiedzieć. Całując coraz gwałtowniej usta kobiety, rozpinał jej jasną koszulę. Ponaglany przez nią nerwo- wym szarpaniem paska rozpiął spodnie, które opadły na wykła- dzinę. Kobieta szamotała się z zapięciem zbyt ciasnej spódnicy, nie odrywając ust od partnera, który spojrzał w lustro wiszące nad blatem biurka. Nie zawiódł się. Różowe, pulchne ciało ujęte w ramy czarnej bielizny, która nie zakrywała zbyt wiele. Ści- snął mocno gładki pośladek, aż kobieta jęknęła. Z rozkoszy czy z bólu – nie zastanawiał się nad tym. Obrócił ją plecami do sie- bie i pchnął na blat. Szarpnął za cienką koronkę majtek, która ustąpiła z trzaskiem, pozostawiając na skórze różowawą pręgę. Kobieta syknęła, ale posłusznie pochyliła się i czekała, aż roz- pocznie się niezmiennie rozpalający jej ciało dziki taniec. Poru- szając się w coraz szybszym tempie, kochanek tłumił dłonią jęki kobiety. Strach przed zdemaskowaniem nie pozwalał mu nawet teraz w pełni rozkoszować się gotowością partnerki. Wreszcie opadł dłońmi na stół, wydając z siebie głębokie westchnięcie. Oddech, który czuła na karku, przyprawiał ją o gęsią skórkę. Niecierpliwie poruszyła się, zachęcając mężczyznę do konty- nuacji. – Chodźmy do łóżka. – Pociągnął ją za sobą, nie zważając na jej niechęć do przerwania zabawy. – Ledwie trzymam się na nogach. Zamknął ją w swoich ramionach. Odczekała chwilę i pod- niosła głowę. – Długo leciałeś, potem jeszcze ta podróż autem. Mówiłam, żebyśmy przełożyli to spotkanie. – Kotku, a ja ci mówiłem, że tęskniłem za tobą. Uśmiechnęła się i mocniej go objęła. – To prawie trzy miesiące. Nie wyobrażam sobie, jak ludzie funkcjonowali, wyjeżdżając do Stanów. I to na kilka lat. Skazani na listy. A i te nie zawsze dochodziły… – Na szczęście my mieliśmy Internet. – Cmoknął ją w czu- bek głowy. – A jak Kajtek zniósł powrót? – Lepiej od nas. – Czytałam, że po immunoterapii nie należy się forsować. – Pogłaskała mimowolnie jego tors, a on się ożywił. – Skarbie, nie uwierzysz, ale to nie ten sam Kajtek. Nie można go utrzymać w miejscu. Jakby musiał nadrobić cały czas, gdy tułaliśmy się po szpitalach. – Lekarze mówili, że udało się cofnąć skutki choroby. Teraz musi się wyszaleć. Moja Tuśka po każdym przeziębieniu… – Dlatego nie żałuję pieniędzy wydanych na to leczenie i po- byt w Filadelfii. – A Marylka? – Kobieta zamarła w oczekiwaniu. – Jak każda matka. – Mężczyzna wzruszył ramionami. – Pła- cze ze szczęścia. Boję się pomyśleć, co by było, gdybyśmy nie mieli firmy i możliwości wzięcia kredytu. – Spojrzał kobiecie w oczy. – I gdybyś nie pomogła nam zorganizować zbiórki pie- niędzy. – Daj spokój – ucięła dyskusję, całując go w usta. Na moment zapomniała o tym, co chciała mu powiedzieć. Tak dobrze i bez- piecznie było w jego ramionach. Tak łatwo zapominała o tęsk- nocie i bólu bycia tą drugą. Wystarczyło, że się pojawił. Po co zaczynać niewygodne rozmowy? Burzyć kruche porozumie- nie? Musi z nim porozmawiać. Serce przyspieszyło gwałtownie. W myślach odtwarzała pieczołowicie przygotowywaną od kilku tygodni tyradę. Tymczasem mężczyzna badał właśnie językiem zagłębienie między pełnymi piersiami, zupełnie nieświadomy pojedynku, który toczył się w jej głowie. – Krzysztof. – Zdecydowała, że musi zawalczyć o swoje. – Krzysztof, musimy porozmawiać. Nie przerywając, sapnął zmysłowo: – O czym, moja kusicielko? Niezaspokojone ciało pragnęło poddać się pieszczotom. Mimo to wyplątała się z ramion Krzysztofa i odsunęła na bezpieczną od- ległość. – Kajtek jest zdrowy. Więc co nas powstrzymuje? – zaczęła zupełnie inaczej, niż planowała. Mężczyzna przewrócił oczami, manifestując swoje niezado- wolenie. Skuliła się i okryła kołdrą, gdy usiadł obok niej. Poczuła się niczym niesforna uczennica, którą czeka reprymenda za nie- odpowiednie zachowanie. – Ewa, tyle razy ci tłumaczyłem – odparł zrezygnowany, nie patrząc na nią. – Firma jest własnością teścia. Wystarczy jedno moje potknięcie, a lata pracy pójdą na marne. On mi nie ufa. I póki żyje, to się nie zmieni. – Możesz założyć własną firmę. – Oszalałaś? – Zerwał się z łóżka. – Do tego trzeba czegoś wię- cej niż doświadczenia. Wiesz, że bez kasy nic z tego nie wyjdzie. – Kasa, kasa. Tylko to się dla ciebie liczy? – Wiesz dobrze, że cię kocham, ale nie porzucę, ot tak, ro- dziny i życiowej szansy. – Co to za miłość, jeśli nie jesteś w stanie niczego dla niej po- święcić! – Nie dramatyzuj. Od początku wiedziałaś, że mam żonę i zobowiązania… – Myślałam, że znaczę dla ciebie więcej niż firma… – Głos kobiety zaczął drżeć z emocji. – Nie komplikuj, do cholery. – A więc z miejsca na podium, które zajmuje kobieta ży- cia, spadłam na poziom życiowej komplikacji!? – Starała się za wszelką cenę kontrolować, zaciskając dłonie na brzegu koł- dry, aż pobielały. – Wiesz co? Lecę tu jak głupi, niemal prosto z lotniska, zo- stawiam dziecko i żonę, olewam firmę, a ty znów zaczynasz te swoje narzekania. – Gorączkowo zaczął zbierać rozrzucone po podłodze części garderoby. – Dokąd idziesz? – Poruszyła się niespokojnie. – Wracam do domu. Ot co! na chwilę. – Porozmawiajmy, proszę. kiem i szarpiąc za pasek, zapiął spodnie. – Nie rób tego, Krzysztof. – Nie zatrzymał się jednak nawet – Już mi wszystko wyjaśniłaś. – Spojrzał na nią dzikim wzro- – Błagam, nie zachowuj się tak… Ja też mam męża i dziecko. – No właśnie. Wróć do swojego Robercika i udawaj, że jesteś jego żoną. – Nie mów tak… – Głos jej się załamał. Nie zwróciła uwagi na łzy zbierające się w kącikach oczu. – Proszę, nie mów. Wiesz, że jesteśmy w separacji, że gdyby nie Tusia, rozwiedlibyśmy się. – Słyszałem to milion razy. Nie pasuje ci, kiedy mówię, że cię kocham, więc może wolisz ostro i konkretnie usłyszeć prawdę o sobie i swoim udawaniu. Bo udajesz! Sama nie wiesz, czego chcesz! Masz męża, z którym nie masz zamiaru się rozstać. Za- słaniasz się dobrem córki, a ode mnie oczekujesz, że poświęcę swoje życie. Że rzucę wszystko, co z trudem budowałem przez tyle lat, bo ty tak chcesz. Bo tobie się wydaje, że będzie nam ra- zem dobrze. – Krzysztof zatrzymał się wreszcie i oskarżycielsko wycelował w nią palec. – Jeśli stracę przez ciebie wszystko, nie będzie dobrze. Rozumiesz? Widząc, że Krzysztof łapie swoją podróżną torbę, w przypły- wie desperacji poderwała się i stanęła przed nim. – Nie zostawiaj mnie, proszę… – Chwyciła go za ramię. – Nie zostawiam. Wychodzę, zanim zrobi się nieprzyjemnie. – Wyszarpnął się. Trzaśnięcie drzwi wyrwało ją z bezruchu. Objęła ramionami marznące, półnagie ciało i rozpłakała się. Auto pędziło szaleńczo w stronę miasta. Ewa ignorowała wszystkie stojące na poboczu znaki. Mogłaby to zrzucić na łzy, które spływały po twarzy, zamazując świat w surrealistyczny krajobraz. Jednak prawda była taka, że targające nią emocje od- bierały zdolność logicznego rozumowania. Nie zwracała uwagi na nic: ani na wycie silnika, ani na niedopiętą koszulę, ani na ból mięśni karku. Z rozpaczy wciskała pedał gazu, pędząc do miej- sca, w którym czuła się bezpieczna. Zastanawiała się, dlaczego zgodziła się na ten romans. Wszystko zaczęło się tamtego dnia, gdy zachorowała. 1 kwietnia 2015 r. Otworzyła oczy i zobaczyła szarą powierzchnię sufitu. Na wspo- mnienie zeszłego weekendu i uwag matki Roberta dostawała mdło- ści. Dobre rady dotyczące wychowania Tusi – ich trzyletniej córki – miała opanowane do perfekcji. Słuchała bogatego repertuaru porad teściowej od czasu narodzin małej. To wtedy pierwszy raz zabrakło jej zdroworozsądkowego ględzenia Mileny – najlepszej przyjaciółki z czasów szkoły. Gdyby tu była, zbyłaby utyskiwa- nia koleżanki dowcipem i kąśliwymi uwagami. Potem chichota- łyby wspólnie przy kieliszku wina. Tęsknota ścisnęła ją za gardło. Po ślubie z Robertem Milena zniknęła, a Ewa została sama. Początkowo Milena nie odbierała od niej telefonów. Potem zmieniła numer i podobno wyjechała za granicę. Ewa wiedziała, że to jej wina, że przesadziła, ale nie pierwszy raz się kłóciły. Przez jakiś czas obydwoje z Robertem próbowali skontaktować się z przyjaciółką, jednak założenie rodziny, pojawienie się Tusi, kupno mieszkania i układanie życia tak bardzo ich pochłonęły, że obraz życzliwej, sypiącej żartem dziewczyny rozpłynął się po- między wizytami na proszonych obiadkach u rodziców Roberta a awanturami z pułkownikiem Mrozowskim, ojcem Ewy. – Gdzie jesteś, Milka? – szepnęła pod nosem Ewa, z ocią- ganiem wygrzebując się z pościeli. Ściany pokoju wywinęły salto przed jej oczami. Trzymała się krawędzi łóżka, aż wróciły na swoje miejsce. – Coś ty taka czerwona? – Robert zaniepokoił się, wychodząc z łazienki. – Nie wiem, boli mnie głowa, wszystko wiruje przed oczami… – Potarła twarz, kilka razy zamrugała powiekami. Robert dotknął jej czoła. – Uuu, kochana, parzysz. – Nie czuję, żebym miała gorączkę – zdziwiła się. – Zaraz sprawdzimy. – Mąż przyniósł termometr. Urządzenie zapikało, wskazując prawie trzydzieści dziewięć stopni. – No to ładnie. Zostajesz w domu. Zaraz ci coś dam. – Cofnął się od drzwi. – A gdzie trzymamy leki przeciwgorączkowe? No tak, to ona była konstruktorem codziennego życia i mi- strzynią od drobiazgów, z których się składało. Robert pozosta- wiony sam sobie mógłby zginąć z głodu, ponieważ nie wiedziałby, gdzie w lodówce stoi pudełko z wędlinami. O ile domyśliłby się, że należy jedzenia szukać właśnie w lodówce. – W szafce przy oknie, druga półka od dołu, żółty koszyk. – Opadła na poduszki i zakopała się z ulgą w pościeli. Zostaje w domu. Nie musi znów słuchać paplania teściowej. Alleluja! A teściowej i jej gadania nienawidziła. Choć zastanawiała się kiedyś intensywnie, czy można nazwać nienawiścią mie- szankę podziwu i zazdrości doprawioną odrobiną rezygnacji, bo wiedziała, że teściowej nigdy nie dorówna. Podziwiała matkę Roberta za szczegółową wiedzę na każdy temat, zwłaszcza w za- kresie wychowywania dzieci i prowadzenia domu. I zazdrościła takiego ustawienia się w życiu, że wiatr wiał jej zawsze w plecy. Bo matka Roberta w teorii nie miała sobie równych. Owszem, od dnia ślubu miała męża, ale niemal w tym samym czasie zna- lazła panią Czesię, kobietę ciepłą, pracowitą i opiekuńczą, która zajmowała się wszystkim, nawet malutkim Robercikiem. Ewa podejrzewała swego czasu, że pani Czesia jest częścią tego małżeństwa i gdyby nie ona, dawno wszystko by się roz- padło, a Robert wylądowałby w domu dziecka, ponieważ jego matka zbyt zajęta była robieniem kariery na uniwersytecie, żeby marnować czas na jedynaka. Na więcej dzieci pani Małecka się nie zdecydowała. Oficjalnie z powodu licznych dolegliwości, ale Ewa była przekonana, że teściowa miała zwyczajnie dość pieluch i całego tego bałaganu, jak nazywała wychowywanie dziecka. Za to zrealizowała się jako wykładowca, otrzymując w końcu upragnioną profesurę. W jej mniemaniu stanowiło to nie lada wyczyn, ponieważ musiała godzić pracę naukową z zajmowa- niem się domem i rodziną. Na szczęście ani teść Ewy, ani pani Czesia nie odważyli się nigdy zburzyć tego heroicznego obrazu pani Małeckiej – kobiety naukowca, żony i matki. Ewie początkowo wydawało się, że nikt poza nią nie dostrzega, jak bardzo ten wizerunek jest fałszywy. Z czasem zrozumiała, że dla świętego spokoju wszyscy z otoczenia profesor Małeckiej polerowali jej piedestał nie tyle z podziwu dla zasług, co w obawie o własne zdrowie psychiczne. Nikt nie chciał się narażać na wy- buchy świętego oburzenia poparte płomiennymi mowami o wyż- szości profesor Małeckiej nad resztą gatunku ludzkiego, których nie powstydziłby się niejeden dyktator. Na szczęście Ewa z niskim poczuciem własnej wartości nie stanowiła żadnego wyzwania dla zapędów pedagogicznych kobiety. Uległa, starając się przypodo- bać teściowej jak matce, a z czasem, nieustannie strofowana, czuła coraz większą złość i bunt. Wiedziała już, że nie spełni żadnego z kryteriów idealnej synowej. Dlatego nauczyła się ignorować bo- lesne uwagi na temat własnej nieudolności, a także poczucie winy wynikające ze złamania mężowi prawniczej kariery. Mając świadomość, że wizyty w domu teściów nie wpływają najlepiej na jej samoocenę, unikała ich, jak mogła. I tym razem miała doskonałe usprawiedliwienie. Kiedy gorączka spadła do poziomu pozwalającego jej wy- grzebać się z pościeli, zaparzyła dobrą herbatę i wzięła kompu- ter do łóżka. Cisza niezakłócana przez okrzyki Tusi dzwoniła Ewie w uszach. Jak błogo! Otworzyła laptopa. Na pulpicie od- nalazła projekt, nad którym pracowała. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, kasę Urzędu Miasta zasilą potężne środki z Europejskiego Funduszu Społecznego przeznaczone na rewi- talizację zabytkowego rynku miejskiego. W praktyce przekuje się to na sukces prezydenta miasta w zbliżających się wyborach. A na jej konto spłynie zapewne pokaźna premia za dobrą ro- botę. Urządzi za te pieniądze pokój Tusi. Póki co stał niemal pusty. Spojrzała na zegarek. Dochodziła dwunasta. W ramach przerwy sprawdziła pocztę. Na pierwszym miejscu listy widniał mail: Co słychać? od nadawcy krzysztof_za@wp.pl. Wahała się przez moment, czy nie wyrzucić go do kosza. Nie znała żad- nego krzysztofa_za. Najwidoczniej on znał ją, skoro pytał, co słychać, w dodatku wysłał maila na służbową pocztę. W końcu otworzyła wiadomość. Droga Ewo! Przez przypadek trafiłem na Twoje zdjęcia w lokalnej prasie. Możesz mnie nie pamiętać... Razem studiowaliśmy. Krzysztof Za- gnańczyk – czy mówi Ci coś moje nazwisko? Oczywiście, że mówi. Nie znała nikogo, kto miałby bardziej niż on sprecyzowany w życiu cel. Krzysztof pochodził z niewiel- kiej wsi, razem z Ewą i Mileną studiował prawo i administrację, chciał w przyszłości osiągnąć sukces finansowy. Dokarmiały go, bo nie lubił wydawać skromnego stypendium na jedzenie. Wolał kopiować materiały czy kupić książkę. Zupełnie nie przejmował się tym, czy będzie miał co zjeść. A teraz proszę, e-mail miał firmowe logo: Marczak Medbrand sp. z o.o. Okazuje się, że jesteś specjalistą do spraw pozyskiwania funduszy unijnych, a ja poszukuję kogoś, kto mógłby mi doradzić, jak kon- struować wnioski. Nie ukrywam, że moim celem jest pozyskanie pieniędzy, żeby móc rozwijać firmę. Jesteśmy jedną z wielu spółek w regionie. Chcemy kompleksowo zajmować się obsługą aptek, tzn. udostępniać system dystrybucji leków, magazyny, transport, a także apteczne systemy komputerowe – nasz najnowszy produkt. To wła- śnie on wymaga wsparcia finansowego. szczegóły współpracy i Twoje wynagrodzenie. Czy mogę Ci zaproponować spotkanie przy kawie? Ustalilibyśmy Pozdrawiam serdecznie. Krzysztof Zagnańczyk Mając wciąż przed oczami bladego studenta w znoszonym, niemodnym sweterku, postanowiła mu pomóc. Przez wzgląd na starą znajomość. 8 kwietnia 2015 r. Przyszła wcześniej. Zamówiła duże latte i solidną porcję ciasta. Miała męczący dzień. Kolejny raz przekonywała prezy- denta miasta, że warto pozyskać tak duże środki na rewitalizację i uczynić z tego atut w walce z wyborczą konkurencją. Za oknem panowała nasycona mżawką zimna szarość. Patrzyła na rynek miejski przez szybę. Unikalna zabudowa, neobarokowy kośció- łek, zabytkowy ratusz, przepiękne kamienice ozdobione gip- sowymi gzymsami i figurami. Wszystko to dawno poszarzało. Gdzieniegdzie siatki ochronne miłosiernie zakrywały odrapane elewacje, poobijane zdobienia. Wściekła się, gdy miasto chciało sprzedać jeden z budynków w centrum miejscowemu dewelope- rowi. Kiedyś mieściła się w nim pensja dla dziewcząt z dobrych domów. Dziś świecił pustkami. Miasta nie było stać na kosz- towny remont. Kiedy pojawił się kupiec, prezydent nie wahał się i błyskawicznie ustalono, że budynek zostanie sprzedany. Konserwatorowi zabytków zabrakło pół roku, by objąć to miejsce opieką. Po tym czasie biznesmen nie mógłby zburzyć kamienicy. Nie mógłby wybudować kolejnego bloku mieszkalnego, a co za tym idzie, nie zawracałby sobie nim głowy. Kupiła Rom- kowi z Wydziału Architektury i Budownictwa kilka pączków i obiecała załatwić anulowanie mandatu jego żonie. W zamian przeciągał wydanie planów i stosownej zgody na rozbiórkę tak długo, aż deweloper zrezygnował z zakupu. Potem postanowiła walczyć o cały rynek. Najsilniejszy atut to pieniądze, więc mocno zaangażowała się w zdobycie funduszy. Jak mawiał prezydent miasta: Z pieniądzem się nie dyskutuje. Jeszcze chwila i osiągnie swój cel, spełni swoje marzenie o pięknym, klimatycznym mia- steczku. Westchnęła z ulgą. Musi się udać. Kawa przyjemnie rozgrzewała, a cukier pobudzał. Zapach czekolady, wanilii, cynamonu i karmelu przyprawiał o zawrót głowy. Ewa czuła się jak w bezpiecznym kokonie. Rozmarzyła się, przypominając sobie wizualizację projektu. Rynek ozdo- biony kwietnikami i skwerkami, część ulicy wyłączona z ruchu. Kolorowe elewacje, spacerujący ludzie, kawiarnie, restauracje. Z pewnością wielu przedsiębiorców wolałoby mieć swoje sie- dziby w takim miejscu. Na rynek wróciłyby sklepy, a z nimi ludzie. Miasto mogło zarobić na wynajmie stylowych biur w cen- trum. I to ostatecznie przekonało prezydenta do jej pomysłów. Spojrzała na zegarek. Krzysztof powinien zaraz przyjść. Przy gablocie z ciastem stał co prawda jakiś chudzielec w garniturze, ale nie widziała jego twarzy. Zapłacił i ruszył w jej kierunku z pyszniącą się na talerzyku kremówką. Przełknęła ślinę, mimo że zjadła połowę upiornie słodkiej eklerki. – Dzień dobry. Ewa? – Odwróciła się. – Krzysztof? – Zapatrzona w kremówkę, nie zauważyła pod- chodzącego do stolika barczystego blondyna. – Kim jesteś i dla- czego pożarłeś Krzyśka? – zażartowała. Mężczyzna pochylił się nad nią i musnął policzek. Rozpo- znała zapach drogiej wody. Zarejestrowała też niewielkie logo Hugo Bossa na marynarce. – Niestety, to ja. We własnej osobie. – Zmieniłeś się… – Omiotła wzrokiem siedzącą przed nią postać. – Mam nadzieję, że na korzyść. – Uśmiechnął się, mrużąc oczy. – Za to ty wciąż wyglądasz… – zawahał się, obrzucając ją taksującym spojrzeniem – imponująco. – Czy to komplement? – A chcesz, żeby nim był? – Pochylił się i zniżył głos do szeptu. Ewie zabiło mocniej serce. Dawno nie czuła ciepła rozlewają- cego się w środku jak wtedy, gdy pustoszyła lodówkę. Od ślubu przestała zwracać uwagę na facetów. Po ciąży znów się zaokrą- gliła, ale już z tym nie walczyła jak dawniej. Nie miała też czasu i energii na flirtowanie. – Czemu nie? W ustach przystojnego faceta brzmi jak kom- plement. – Podjęła wyzwanie. – Aż tak dobrze wyglądam? – kokietował Krzysztof. – Szczerze? Nie jest najgorzej, choć do mojego męża trochę ci brakuje. – No tak, konkurencja. – Zrobił minę pobitego psiaka. Ewa roześmiała się, czując w środku lekkość. Odprężyła się i upiła łyczek kawy. – Co u ciebie słychać? Że ja wyszłam za Roberta, to już wiesz. – Zwróciłem uwagę na twoje nazwisko. Małecka. Masz dzieci? – Córkę. Ma trzy lata. A ty? Żona? Dzieci? – Druga. Od roku. Wychowujemy jej dziecko. – Ewa zauwa- żyła, że posmutniał, kiedy o tym wspomniał. – Pierwsza nie wytrzymała z tobą czy z twoją ambicją? – za- żartowała. – Niestety, bardzo szybko okazało się, że nie mogę mieć dzieci. No i poszła sobie… – Przepraszam. Tak jakoś chlapnęłam… – Spokojnie. To stara historia. Szybko poznałem Marylkę. Mąż od niej odszedł. Pracowałem w firmie jej ojca i tak ja- koś wyszło. – Czyli prowadzisz rodzinny biznes… To stąd to logo Mar- czak Medbrand, tak? – Zgadza się. Jestem dyrektorem i podejmuję decyzje. Teść chce odejść, ale póki co nie zaufał mi na tyle, żeby oddać firmę. No i ja właśnie w tej sprawie. Więc z czym pan do mnie przychodzi, panie Zagnańczyk? Uśmiechnął się pod wąsem. – Gdyby udało nam się napisać dobry wniosek i dostać kasę z Funduszu Europejskiego, moglibyśmy wprowadzić na rynek nowatorski program komputerowy pozwalający kompleksowo zarządzać nie tylko apteką, ale całą siecią apteczną. Sęk w tym, że brak nam fachowca w tej dziedzinie. – Składaliście już jakieś wnioski? – Trzy razy. Nic z tego nie wyszło. – Wszystkie dotyczyły tego programu? Krzysztof potwierdził skinieniem głowy i upił łyk kawy. – I nie korzystaliście z pomocy ludzi, którzy zajmują się – Oczywiście, że korzystaliśmy. Niestety, ciągle odpadamy. – Ma Pan ze sobą materiały? Położył na stole pękatą teczkę. – Tu masz wszystko, co do tej pory zrobiliśmy, wszystkie – Popatrzę na to w wolnej chwili. – Zważyła teczkę w dłoni – Tyle, ile potrzebujesz. Ewa uniosła brwi. – A kiedy mija termin składania wniosków? – Za dwa miesiące. – To dobrze, bo właśnie spinam ważny projekt. Jak tylko – Cieszę się, że odpowiedziałaś na maila. – Nie ma sprawy. Nie mam kontaktu z nikim ze studiów. Wszyscy się gdzieś rozbiegli, więc chętnie odświeżam stare zna- jomości. wersje wniosku, opis programu i jego funkcjonalności… i przyjrzała się Krzysztofowi. – Ile mam czasu? skończę, będę mogła się za to zabrać. – Machnęła teczką. tym profesjonalnie? – A Milka? Byłyście nierozłączne. – Przepadła po naszym ślubie. Ewa poczuła w torebce wibracje. Wyjęła telefon i spojrzała na wyświetlacz. – Przepraszam. Niestety, muszę lecieć. Robert dzwoni. Pew- nie się denerwuje, że jeszcze nie wróciłam. – Machnęła mu te- lefonem przed nosem. – Troskliwy z niego mężulek. – To na pewno. – Wstała z krzesła. – Miło było cię spotkać. Odezwę się, jak będę miała coś dla ciebie. Do zobaczenia. – Cmoknęła mężczyznę w policzek i wyszła, nie oglądając się za siebie. Wtedy mogła jeszcze wszystko zmienić. Nie pozwolić Krzysz- tofowi na wdepnięcie w jej życie. Może nawet nie wpadłby jej do głowy pomysł z separacją. Nie chciała oszukiwać Roberta. Być jego żona i spotykać się z kimś innym. Dążyła do rozwodu, ale sędzina doradziła separację. Może dostrzegła, że Robert wciąż ją kochał. Natomiast ona jego chyba nigdy. Dziś było za późno na refleksje. Im dalej była od hotelu, tym bardziej się uspokajała i zaczynała rozważać to nieszczęsne spotkanie. Popełniła błąd, naciskając na Krzysztofa. Ale czyż nie miała prawa oczekiwać od niego rozstania się z niekochaną żoną? Po- mogła mu w zdobyciu pieniędzy unijnych. Dzięki temu firma Marczak Medbrand praktycznie wyeliminowała konkurencję w dziedzinie usług dla sieci aptecznych w regionie. Kiedy dowie- działa się o śmiertelnej chorobie syna Maryli, żony Krzysztofa, natychmiast zorganizowała zbiórkę pieniędzy na kosztowną te- rapię za granicą. Koiła jego rozpacz w hotelowym pokoju, który wynajął, by mogli porozmawiać. Wyszło inaczej. Od tamtej pory go kochała i wspierała najlepiej, jak umiała. Wtedy gdy narzekał na oziębłość żony, która nie byłą zwolenniczką czarnych koronek i ostrego seksu, czy gdy wściekły żalił się na nieufnego teścia odmawiającego mu prawa do majątku. Wiedziała, jak ciężko pracował, żeby przekonać starego do faktycznego oddania mu sterów. W zamian chciała tylko jego miłości i uwagi. Niestety, mimo obietnic widywali się najwyżej dwa razy w miesiącu. Do tego wyjazd z dzieckiem za granicę i rozłąka trwająca ponad trzy miesiące. Maryli nie kochał. Tego była pewna. Zostali parą z rozsądku. Ona – kobieta z dzieckiem, on – po przejściach i rozwodzie. Poza tym dziś rzucił wszystko i mimo zmęczenia podróżą przyjechał prosto do niej. A ona zafundowała mu gadkę o rozwodach. Niepotrzebnie tak się spieszyła. Mogła dać mu czas. Mogła pozwolić odpocząć. Tymczasem napadła na niego, jakby sama od razu chciała rzucić męża. Przecież to wymagało przygotowania, przemyślenia. Krzysztof miał rację. Wszystko zepsuła. Udowodni swoje przywiązanie. Cierpliwie będzie cze- kała, aż teść wreszcie przekaże mu firmę. Wtedy będą razem. Musi tylko poczekać. Ale to akurat świetnie jej wychodziło. W końcu całe życie na niego czekała. Nie może tego zepsuć. Otarła łzy i zwolniła. Samochód wtoczył się wolno na osie- dlowy parking. Poprawiła bluzkę i sięgnęła po torebkę, żeby przypudrować ślady niedawnej rozpaczy. Ćma Copyright © Joanna Wtulich Copyright © Wydawnictwo Inanna Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak Copyright © for the cover photo by LIGHTFIELD STUDIOS Copyright © for the Baskervville Font Family by ANRT (anrt-nancy.fr) Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2020 r. druk ISBN 978-83-7995-483-4 epub ISBN 978-83-7995-484-1 mobi ISBN 978-83-7995-485-8 Redaktor prowadząca: Ewelina Nawara Redakcja: Aleksandra Zok-Smoła Korekta: Monika Halman Korekta techniczna: Beata Paździurkiewicz Adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski Projekt okładki: Aleksandra Bartczak Skład i typografia: www.proAutor.pl Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jaki- kolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, foto- optycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy. MORGANA Katarzyna Wolszczak ul. Kormoranów 126/31 85-432 Bydgoszcz sekretariat@inanna.pl www.inanna.pl Książka najtaniej dostępna w księgarniach www.MadBooks.pl www.eBook.MadBooks.pl Światła w jeziorze Gosia Lisińska Gdy po dwóch latach kompletnej uczuciowej suszy, dopadnie cię klęska urodzaju, możesz mieć problem z wyborem. Karolina jest zabawną i błyskotliwą dziewczy- ną, od roku zakochaną bez wzajemności w ko- ledze z pracy. I oto któregoś dnia spotyka go nad jeziorem, a wszystko się zmienia. Że jed- nak świat bywa złośliwy, na drodze Karoliny staje nie tylko Kuba, ale i pewien nieprawdo- podobnie seksowny Włoch… Przezabawne perypetie miłosne i rodzinne głównej bohaterki są tematem pierwszej obyczajowej powieści Gosi Lisińskiej z serii Miłość w Tychach. „Światła w jeziorze” to idealne połączenie doskonałego humoru oraz seksownego romansu. Będzie gorąco, zmysłowo i zabawnie. Historia Karoliny pochłonie Was w mgnieniu oka i nie pozwoli odłożyć książki, dopóki nie poznacie zakończenia. To życiowa, ale posypana odrobiną magii powieść, która umili długie zimowe Meg Adams, blogerka Niegrzeczne Dziewczyny Recenzują wieczory. Pikantnie po włosku Gosia Lisińska Czy szalony romans ma szanse przerodzić się w coś trwałego? Zwłaszcza szalony romans z własnym szefem? Życie Magdy nigdy nie było poukładane czy zwyczajne, a związek z Roberto bynajmniej tego nie zmienia. Przynosi za to mnóstwo namiętno- ści, ale i pytań, których dziewczyna dotychczas sobie nie zadawała. Jak potoczą się jej losy? Jakie ostatecznie podej- mie decyzje? Tego dowiecie się z tej zabawnej i bardzo erotycznej powieści. W tej książce jest pikantnie między bohaterami na kilka różnych sposobów – pi- kantne kłótnie, pikantny seks, a przede wszystkim pikantny uśmiech na twarzy czytelnika. Grażyna Wróbel – Czytaninka Gosia Lisińska ma talent do tworzenia lekkich, pozytywnych i przy tym nie- zwykle zabawnych historii. Koniecznie musicie poznać Magdę i jej pikantne włoskie perypetie. Kasia Olchowy – Kulturantki.pl Zakręcona i śliczna Polka, plus ponętny i seksowny Włoch — duet idealny?! A może mieszanka wybuchowa? Czeka na Was dużo śmiechu i dużo gorących emocji! Druga część “Świateł w jeziorze” jest, jak sam tytuł wskazuje, bardziej pikantna, bardziej niegrzeczna, ale wciąż tak samo zabawna! Agnieszka Rybska – Blonderka.pl Joy Hermia Stone Joy jest przeciętną dziewczyną. Ma zwyczajną pracę, kilku w miarę normalnych znajomych i nie wyróżnia się niczym poza tym, że mieszka z mężczyzną idealnym, który zawsze spełnia jej marzenia. Prawdopodobnie dlatego, że jest wymyślony… No, może nie do końca. Ory- ginał istnieje. To wokalista znanego zespołu Sundance, otoczony tłumem fanek, zarabia- jący miliony i odnoszący sukcesy playboy. W życiu jednak różnie bywa. Być może ta dwójka zetknie się w świecie jak najbar- dziej rzeczywistym. Joy, będąc w trudnej sytuacji życiowej, zatrudnia się u managera Sundance. Prawdziwe kłopoty zaczną się, gdy spotyka swojego idealnego faceta i pozna go bliżej. Dowie się wiele nie tylko o swoich uczuciach ale też o prawach rządzących rynkiem muzycznym i o panujących w nim stosunkach między- ludzkich. Wkrótce Joy, jej znajomi i wszyscy członkowie zespołu Sundance przekonają się, co się stanie, gdy spełnią się czyjeś marzenia. To nie jest prosta romantyczna opowieść o namiętnej miłości nieśmiałej dziewczyny i gwiazdy rocka. To nie jest kolejna odsłona bajki o kopciuszku. Ta opowieść może zaskoczyć. Wyspa Mgieł Maria Zdybska Czasami dwie dusze łączy więź silniejsza niż śmierć. Ona – przybrana córka pirata, uratowana z morskiej kipieli. W jej przeszłości ukryty jest klucz do potężnej mocy, która może przynieść wybawienie lub zgubę. On – potężny mag, wyrzutek, arogant i syba- ryta. Od lat poszukuje, choć sam nie wie, czego i dlaczego. Kiedy jednak ich drogi się spotykają, przejmują nad nimi kontrolę siły potężniejsze od nich samych. Bogowie i demony, nie- umarli i czarnoksiężnicy, zapomniana magia i stracone życia – droga do ich poznania zaczyna się na tajemniczej Wyspie Mgieł. “Wyspa Mgieł” to powieść young–adult fantasy przesiąknięta zapachem morza, pełna przygód, barwnych opisów i fantastycznych istot. Poznaj losy wyrzuconej przez morze Lirr i daj się oczarować tajemniczemu magowi o imieniu Raiden. Melissa Darwood, autorka Pryncypium, Larista i Luonto PIERWSZY TOM SERII KRUCZE SERCE Jezioro Cieni Maria Zdybska Lirr i Raiden muszą uciekać z Ysborga nie tylko przed gniewem jego władczyni, ale również przed podążającymi ich tropem bezwzględ- nymi Łowcami Mocy. Wiedząc, że Maeve nie spocznie, dopóki nie zemści się na nich, dwójka zbiegów postanawia poszukać schro- nienia na brzegach mitycznego Jeziora Cieni. Odnajdą tam jednak duchy przeszłości, które mogą zmienić wszystko, co dotąd o sobie wie- dzieli i wszystko, co kiedykolwiek do siebie czuli. Nadchodzi czas walki z własnymi demonami! Nadchodzi czas próby wśród zwodniczych cieni! Krucze przeznaczenie zaczyna się wypełniać! DRUGI TOM SERII KRUCZE SERCE Małgorzata Falkowska Zaskocz mnie Daria Skiba ONA ma pasję, za którą skoczyłaby w ogień. Ma marzenia. ON wymarzoną pracę i życie, które wydaje się innym niemal idealne. Antek i Jagoda są niczym ogień i woda. Ona, bez planów na przyszłość, żyjąca „tu i te- raz”. On, poukładany, planujący przyszłość i zako- chany w swojej dziewczynie. Czy tych dwoje może się wzajemnie zrozumieć? Parkour jest ich odpowiedzią. Uparta nauczycielka i uczeń, który nie chce się poddać. Wspólne ćwiczenia pokazują obojgu, że mimo wielu różnic, są do siebie bardziej podobni, niż mogli się spodziewać. Co się stanie, gdy światy i poglądy tych dwojga się zderzą? Spełniacze Małgorzata Falkowska Spełniając marzenia innych, spełniasz się i Ty! To miał być zwyczajny projekt na studia. Dominika, Maciej i Julian mieli pomysł, by spełniać marzenia. Zaczęło się od listów dzie- ciaków z pobliskiego Oratorium, jednak dzięki determinacji trójki przyjaciół i z pomocą pro- fesora Kellera, swoją działalność rozpoczęła Fundacja Spełniacze. Dwanaście miesięcy w roku – dwanaście ma- rzeń do spełnienia. Małgorzata Falkowska zaprasza czytelników w niezwykłą podróż pełną do- bra, miłości i wzajemnej tolerancji. Dwanaście wyjątkowych listów, dwana- ście wyjątkowych historii, wielu naprawdę życzliwych ludzi. Poznaj Fundację Spełniacze, jej założycieli i dzieciaki, którym pomogli. Niektóre marzenia spełniają się same, innym trzeba trochę pomóc. Siła jej piękna Antologia Autorki: Agnieszka Opolska Agnieszka Sudomir Agnieszka Zakrzewska Alicja Wlazło Anna Karnicka Daria Skiba Maria Zdybska Małgorzata Fałkowska WYJĄTKOWE HISTORIE DLA WSZYSTKICH WYJĄTKOWYCH KOBIET Osiem utalentowanych polskich autorek i jedno niełatwe zadanie. Odnalezienie siły i piękna, które tkwią w każdej z nas. Opowiadania wchodzące w skład antologii są tak różnorodne jak kobiety, które je napisały. Autorki opowiadają o zwycięstwie w zmaganiach z przeciwnościami losu i osobistymi dramatami. Czy twoja historia jest podobna? Czy teraz uwierzysz w siebie? Czy dotrzesz do ukrytej w tobie siły? Każda z nas jest inna, piękna na swój wyjątkowy sposób! OD KOBIET DLA KOBIET ODNAJDŹMY W SOBIE SIŁĘ I PIĘKNO!
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ćma
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: