Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00309 007008 15376686 na godz. na dobę w sumie
Co dalej, co potem... część II - ebook/pdf
Co dalej, co potem... część II - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 99
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3787-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

co dalej, co potem.....

 

czyli zupełnie nieprzydatne sposoby na poznanie interesującego mężczyzny.

Szuka Anne, rozwódka, pomocą służy Lena, mężatka.

 

„- Mężczyźni zresztą unikają jak ognia intelektualistek.

Tadeusz pojawił się na tarasie z drinkami.

- Nie przerywajcie tej ciekawej dyskusji, nareszcie dowiem się czegoś o mężczyznach.

- Ale powiedz Tadeusz, czy kobieta zasłonięta kobiecym czasopismem może się wydać interesująca mężczyźnie? – chciała koniecznie wiedzieć Anne.

- Zależy, co mężczyzna zobaczy na okładce tego czasopisma – wyjaśnił jej Tadeusz”.

 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Magda Cel Co dalej, co potem... część II Copyright © by Magda Cel 2012 Virtualo Self-publishing 2012 ISBN 978-83-272-3787-3 Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora. Angielski gentleman Anne była zrozpaczona. To po prostu nigdy nie powinno się zdarzyć. Jak mogła tak się minąć z przeznaczeniem. I wszystko przez to, że w Paryżu jest o jedno lotnisko za dużo. Nawet nie przyszło jej do głowy, że taki drobiazg może mieć aż tak negatywny wpływ na jej życie i zniszczyć jej najskrytsze i najpiękniejsze marzenia. - Lena, nawet nie przypuszczałam, że przez taką głupotę wszystkie moje plany, na lato i na po lecie, legną w gruzach – płakała w słuchawkę. - Odległość między tymi cholernymi lotniskami jest tak duża, że nigdy, ale to przenigdy bym nie zdążyła na samolot, którym miałam odlecieć do Polski. Na moje wymarzone wakacje, do mojego wymarzonego mężczyzny. Już miała rezerwować bilet na następny dzień, ale Tadeusz stanowczo odmówił czekania na nią w Warszawie, chciał jak najszybciej znaleźć się na Mazurach. - Pod koniec tygodnia będę musiał wrócić do Warszawy w sprawach służbowych. Najlepiej będzie jeśli Anne zmieni rezerwację na przyszły piątek – powiedział. – Jeżeli oczywiście to możliwe – dorzucił. - Możliwe, możliwe – powtarzała zdenerwowana Anne. – To jest konieczne, przecież czeka na mnie Marek, mój mężczyzna. Lena, proszę cię, powiedz Markowi, że będę w następny weekend. Niestety, jeszcze tego samego dnia Berta zaczęła rodzić. Zdenerwowana Anne natychmiast poinformowała mnie o tym wielkim nieszczęściu. - Po co mi to było! – krzyczała do słuchawki. - Ale co? - Ta niezależność! Muszę teraz tu siedzieć i pilnować biznesu. U wszystkich się tyle dzieje, Berta rodzi, ty na wakacjach, Sara uczy się angielskiego! A ja jak niewolnica nie mogę nigdzie się ruszyć, tylko praca i praca. Pocieszyłam ją mówiąc, że Tadeusz również będzie pracował, chociaż są wakacje i ja też jeszcze nie skończyłam pisać mojego przewodnika po Paryżu. Dojechaliśmy na Mazury wieczorem. Michał z Martą urządzili na nasz przyjazd mini przyjęcie i zaprosili kogo się dało. W ogrodzie, przy rozstawionych na trawie stolikach, siedzieli już sąsiedzi, nasi oraz Michała i Marty, jak również paru bliskich i dalszych znajomych. Marek, niedoszły mężczyzna Anne, przyjechał z dwoma siostrami, z Olą i z drugą, której nie znałam. Ola przyjechała z rodziną, druga siostra bez. Kasia i Ewa bardzo się ucieszyły na nasz widok. - Ciociu, będziemy mogły z wami zamieszkać? – spytała Ewa. - Dopiero od jutra – powiedział Tadeusz. - A dlaczego od jutra? – chciała wiedzieć Kasia. - Dajcie im spokój, dopiero przyjechali i już im głowę zawracacie – Marta ucięła rozmowę. Przed nami rozciągał się widok na jeziero, w oddali sunęły żaglówki, roznosił się zapach smażonej ryby. Pierwszy dzień wakacji, nareszcie. Anne, ze swoimi problemami, była bardzo daleko. - W sumie to może lepiej, że nie przyjechała. Zamiast bawić się w swatkę będę miała wreszcie czas dla ciebie – szepnęłam do Tadeusza. Siostra Marka, Ola, była niepocieszona tym, że Anne nie przyjedzie. Marek dużo mniej. Podrywał jakąś piękną blondynę. - Zrozum Lenka – tłumaczyła go Ola, – ten biedak nie mógł już dłużej czekać. Ale szkoda, szkoda – dorzuciła zmartwiona i pobiegła w stronę swoich dzieci, które do niej machały z daleka. Blondynka poszła w stronę domu i weszła do środka. Marek podszedł do mnie. - Lenka, powiedz Anne, że nie mogłem już dłużej na nią czekać - tłumaczył. - Zrozum, lato, zapach smażonych ryb, świerszcze. Musisz wiedzieć, że takie sprzyjające warunki szybko się nie powtórzą. - Oczywiście, rozumiem – byłam oburzona. – A tak na nią czekałeś, nawet schabowe jej chciałeś robić. Nie wiedziałam jaki argument będzie wystarczająco mocny by podkreślić jego chwiejność. - Ale nie przyjechała – bronił się Marek. - A w ogóle to co to za blondyna, czy ty ją znasz? Czy to jest bezpieczne? Lena to chociaż dawała gwarancję na Anne – wtrąciła się jego druga siostra. - To Ela, koleżanka Marty z pracy – odpowiedział szybko Marek i ruszył w stronę pięknej Eli, która ponownie pojawiła się w ogrodzie. Druga siostra Marka i ja utkwiłyśmy wzrok w Marcie. Wzrok pełen niezrozumienia i wyrzutów. Zapadła cisza. Przynajmniej przy naszym stoliku. - Lena, skoro Anne nie może, to chociaż niech jej chłopcy przyjadą do nas na wakacje – zaproponowała cicho Marta. - A ile oni mają lat? – zainteresowała się siostra Marka. - W sumie, czy każdy z osobna? – spytał Tadeusz. - No to ile oni mają lat? – powtórzyła siostra Marka. - Piętnaście i szesnaście. – Tadeusz spojrzał na nią zdziwiony, potem spytał podejrzliwie: - A kto będzie sią nimi zajmował? - Twój rodzony brat – oznajmiła Marta. - Ale – zaczął Michał. Jednak Marta nie dała mu dokończyć. - Nie mówił ci, że zawsze marzył o synach? – dorzuciła z pretensją. – Dobrze się składa, będzie ich miał, na całe dwa tygodnie. Na ryby ich weźmie, ognisko rozpali i nawet nie musi się wysilać i cokolwiek mówić, bo i tak się nie dogadają. Zupełnie jak prawdziwi synowie ze swoim ojcem – zakończyła z nutką triumfalizmu w głosie. - Szkoda tylko, że tacy młodzi – powiedziała rozczarowana siostra Marka. - Na synów w sam raz – podsumowała Marta. - Oj tak, tatuś, zgódź się – Ewa i Kasia entuzjastycznie wsparły Martę, chociaż Marta nie szukała żadnych sojuszników. - Właściwie czemu nie, dziewczynki będą szlifować francuski. Korzyść będzie ogromna – Michał uśmiechnął się. - Czy on zawsze tak miał?! Czy zawsze był taki praktyczny i wyliczony? – Marta zwróciła się do Tadeusza, ale nie dała mu czasu na odpowiedź. – Dobrze Lena, że nie wyszłaś za jego bliźniaka. - Tato ma bliźniaka? – zdziwiła się młodsza Kasia. - Może nie urodziłam mu synów, ale te córki też bardzo do niego podobne. Występuje u nich tak zwany praktyczny polot, zero przenośni, a mnie się tylko tak powiedziało. Ale w tym domu to nic ci się nie może tak powiedzieć, wszystko musi się zgadzać i do czegoś przydać. Zwariować można. - Oj, niedobrze – mruknął Michał. Atmosfera psuła się z minuty na minutę. Tak zdenerwowanej Marty już dawno nikt nie widział. Jedynie Marek nie zwracał na nią uwagi całkowicie zajęty swoją blondyną. - To jest małżeństwo na rozwód – oznajmiła druga siostra Marka i z zainteresowaniem zaczęła przyglądać się Michałowi. - Chcesz wiedzieć ile on ma lat? – zwrócił się do niej Tadeusz. - Właściwie to o co ci chodzi z tym wiekiem? – Marta skierowała swoją złość na siostrę Marka. – Lena, a ty skąd znasz tą drugą siostrę Marka? - Nie pamiątam dokładnie, właściwie to ja znam Marka i Olę. Razem chodziliśmy do szkoły. Nic nie wiedziałam, że oni mają jeszcze jedną siostrę – odparłam po głębkim zastanowieniu. - Co się tak uczepiliście biednej Jadzi? – Michał stanął w jej obronie. - A, to ta druga siostra Marka ma na imię Jadzia? Ciekawe skąd ty to wiesz? – Marta w dalszym ciągu była podenerwowana i szukała jakiegoś słabego punktu u Michała. - Tadeusz, co ty dolałeś do tej nalewki? – zaśmiał się Michał i dorzucił – wiem, bo z Jadzią, to ja, chodziłem do szkoły. Tadeusz był zmęczony i chciał już iść do domu. - Tak jak było umówione, dzisiaj wszyscy goście nocują u was – powiedział. Marta przytaknęła z kwaśną miną. Zrobiło mi się jej szkoda. Zapewniłam, że dzisiaj nie, ale od jutra pomogę jej we wszytkim. Tadeusz też zwrócił uwagę na jej przygnębienie i też zaoferował, że musimy koniecznie jej pomóc, byle nie dzisiaj. - Dzisiaj już nie dam rady – powiedział. Ewa i Kasia bardzo, ale to bardzo chciały z nami zamieszkać. Tadeusz stanowczo potwierdził, że zgadza się na wszystko, ale od jutra. Ruszyliśmy w stronę naszego domu. Im dalej byliśmy od domu Marty i Michała, tym bardziej Tadeusz się ożywiał. Objąwszy mnie ramieniem zapewniał, że bardzo lubi ludzi i nie mógłby żyć bez ich towarzystwa. Najlepszym na to dowodem miał być fakt, że nawet teraz gdy był tak zmęczony i nie miał siły na żadne spotkania, ktoś się jednak koło niego plątał. Tym kimś byłam ja. Przyspieszyliśmy kroku, wydawało nam się, że słyszymy czyjś oddech, i że osoba, do której należy, próbuje nas dogonić. - Oooooo, jaki jestem zmęczony! – krzyknął Tadeusz tak głośno, że chyba cała okolica go słyszała, chociaż było to skierowane do tego oddechu, który próbował nas dogonić. - Wujku! – a jednak ten oddech chciał czegoś od nas, – ale jutro to na pewno?! - Na pewno, na pewno! – odkrzyknął, a potem już szeptem – Lena, nie wiem czy na pewno to my słusznie zrobiliśmy budując się tak blisko rodziny. Wreszcie dotarliśmy do domu. - Zamykaj wszystko! Zamykaj! – Tadeusz chodził od okna do okna i zaciągał zasłony. – Chcę być sam, tylko z tobą, znaczy sam na sam. Wyłącz te komórki, wyrzuć je. Zasłoń wszystkie żaluzje. Och, że też ja nie pomyślałem o tarasie na dachu albo patio. O tak, patio to byłoby świetne rozwiązanie. Udawalibyśmy wtedy, że nas nie ma. To by były wakacje! To by były wakacje – powtórzył rozmarzony. – Tylko ty i ja. - Tadeusz, ja cię nie poznaję. Chyba rzeczywiście coś było w tej nalewce. Popchnęłam go jednym palcem, od razu się przewrócił, ale nie zapomniał o mnie i pociągnął mnie za sobą w otchłań. Siedzieliśmy na tarasie spoglądając na bezchmurne niebo usiane gwiazdami i radziliśmy jak pomóc Marcie. - Lenko, a może.. Pamiętasz, że we wrześniu mieliśmy jechać do Nicei na dwa dni? Może zaprosimy Martę i zostaniecie tam na dwa tygodnie. - Dobry pomysł. Mam nadzieję, że uda się ją namówić.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Co dalej, co potem... część II
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: