Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00216 008218 13406413 na godz. na dobę w sumie
Cofnięcie czasu - ebook/pdf
Cofnięcie czasu - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 376
Wydawca: Prohibita Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-61344-36-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> proza
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Jedyna w dorobku Henry'ego Hazlitta (1894-1993), znanego amerykańskiego ekonomisty, powieść to rozwinięcie a właściwie dopełnienie Roku 1984 i Nowego wspaniałego świata. O ile bowiem Orwell i Huxley przedstawiali intelektualny paraliż i duchową deprawację bez nadziei na odrodzenie, książka Hazlitta jest odpowiedzią na ich czarny pesymizm. Co więcej, pod wieloma względami Hazlitt przewidział przed 60 laty współczesne formy zniewolenia ludzi... Genialna, porywająca i bardzo aktualna książka.


'Gdyby kapitalizm nie istniał, należałoby go wymyślić – a odkrycie to słusznie uznano by za jedno z największych osiągnięć ludzkiego umysłu. Taki jest temat Cofnięcia czasu. Ponieważ jednak termin „kapitalizm” służy jedynie określeniu wolności w sferze gospodarczej, idea niniejszej powieści powinna być pojmowana szerzej: dążenia do wolności nigdy nie uda się na trwałe powstrzymać'. (Z Przedmowy Autora)


'Peter Uldanow podszedł do okna i spojrzał na ulicę, na stojące naprzeciw szare budynki, wreszcie ponad samo miasto, aż wszystko, co widział, stopiło się z mglistym horyzontem. Widok, który rozpościerał się za oknem, pełen był zaniedbania. A więc to jest Moskwa! Stolica Wonworldu! Obrócił się i beznamiętnie rozejrzał po pokoju. Jedyną rzeczą na ścianie był sporych rozmiarów kalendarz. Dzień Lenina, 30 kwietnia 282 A.M. A.M.: After Marx; Po Narodzeniu Marksa. Marks urodził się jeszcze pod rządami starego, burżuazyjnego kalendarza w ówczesnym roku 1818. Gdyby go nie zmieniono, mielibyśmy teraz burżuazyjny rok 2100. Nikt od dawna nie interesował się minionym, kapitalistycznym, zatrutym światem, który został zmieniocny z powierzchni ziemi niemal sto lat wcześniej'. (fragment książki)

 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

COFNIÊCIE CZASU 1 2 HENRY HAZLITT COFNIÊCIE CZASU Prze³o¿yli Piotr Tobo³a-Pertkiewicz i Rafa³ Rudowski Warszawa 2011 3 Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Prohibita Tytu³ orygina³u: Time Will Run Back T³umaczenie na podstawie wydania II wydania amerykañskiego, Universi- ty Press of America, 1984. Pierwsze wydanie amerykañskie 1951. Wydanie I ISBN: 978-83-61344-22-3 Projekt ok³adki: Maciej Harabasz Redakcja: Jacek Piasecki Wydawca: Wydawnictwo PROHIBITA Pawe³ Tobo³a-Pertkiewicz www.prohibita.pl wydawnictwo@prohibita.pl Tel: 022 424 37 36 Sprzeda¿ ksi¹¿ki w Internecie: Wiêcej informacji o ksi¹¿ce i autorze: www.hazlitt.pl 4 Ludwigowi Misesowi (…) Bo tak to jest, ¿e gdy coœ posiadamy, Nie doceniamy tego; gdy stracimy, Z ¿alu gotowiœmy nawet przeceniaæ Nie docenian¹ dawniej wartoœæ rzeczy. William Szekspir, Wiele ha³asu o nic, Akt IV, scena 1; w przek³adzie Stanis³awa Barañczaka. 5 6 Przedmowa Autora I GGGGGdyby kapitalizm nie istnia³, nale¿a³oby go wymyœliæ – a odkrycie to s³usznie uznano by za jedno z najwiêkszych osi¹gniêæ ludzkiego umys³u. Taki jest temat Cofniêcia czasu. Poniewa¿ jednak termin „ka- pitalizm” s³u¿y jedynie okreœleniu wolnoœci w sferze gospodarczej, idea niniejszej powieœci powinna byæ pojmowana szerzej: d¹¿enia do wol- noœci nigdy nie uda siê na trwa³e powstrzymaæ. Ksi¹¿ka ta po raz pierwszy zosta³a opublikowana w roku 1951, pod tytu³em Wielka Idea. Wydawca brytyjski nie by³ jednak z niego zadowolony. Spoœród wielu przedstawionych przeze mnie propozy- cji, najbli¿sz¹ jego oczekiwaniom okaza³o siê Cofniêcie czasu, i pod tym tytu³em ksi¹¿ka ukaza³a siê w Anglii w roku 1952. Obecnie sam czujê siê przekonany do tego tytu³u, nie tylko ze wzglêdu na jego mil- tonowski rodowód, ale równie¿ dlatego, ¿e implikuje on wyzwanie wobec zadufanego wspó³czesnego przekonania, jakoby ka¿da zmiana oznacza³a postêp i ¿e wœród pr¹dów politycznych czy ekonomicznych – ten najnowszy musi byæ najlepszy. Poza zmian¹ w tytule – zmieni³em równie¿ zakoñczenie. Orygi- nalna wersja powieœci koñczy³a siê w sposób ironiczny; w zakoñcze- niu tym pragn¹³em podkreœliæ niepewnoœæ ludzkiego postêpu. Nie- stety, ostatecznie wywo³a³o ono u jednego czy dwóch recenzentów b³êdne wra¿enie, ¿e faworyzujê umiarkowany sceptycyzm Wanga dotycz¹cy prostodusznego libertarianizmu Petera Uldanowa. Zmie- ni³em zatem zakoñczenie w nowej wersji, ¿eby zapobiec podobnym wnioskom. 7 Pomys³ napisania powieœci na ten temat zrodzi³ siê kilka lat temu. Poruszy³o mnie, jak pamiêtam, kilka akapitów Socjalizmu Ludwiga von Misesa, który recenzowa³em dla „New York Timesa” (9 stycznia 1938). Up³ynê³a jednak z gór¹ dekada, zanim dostatecznie silnie od- czu³em potrzebê przelania myœli na papier. Forma, jak¹ wybra³em dla mojej pracy, utrudnia obdarzenie nale¿nym kredytem zaufania tych miejsc w tekœcie, gdzie to zaufanie by³oby szczególnie po¿¹dane. Gdyby ksi¹¿ka ta zosta³a napisana jako rozprawa ekonomiczna, bez w¹tpie- nia okraszona zosta³aby du¿¹ liczb¹ przypisów. Przypisy by³yby jed- nak nie na miejscu w powieœci, bo zburzy³yby iluzjê œwiata przedsta- wionego w ksi¹¿ce. Sk¹din¹d tylko forma narracyjna mog³a zapewniæ sukces mojemu pisarskiemu zamys³owi. Przedstawienie dorobku pi- œmiennictwa ekonomicznego i politycznego przesz³oœci, z wyj¹tkiem dzie³ marksistowskich, w innej formie ni¿ powieœæ, by³oby niemo¿li- we do zrealizowania. Mój bohater, zdany jedynie na siebie samego, ma dokonaæ fantastycznego wrêcz wyczynu, rekonstruuj¹c idee i po- mys³y, które w rzeczywistoœci tworzy³y i udoskonala³y pokolenia wiel- kich ekonomistów. Niedorzeczne by³oby wymaganie oryginalnoœci na tym polu. W tym miejscu chcia³bym wymieniæ najwa¿niejszych pisa- rzy, w myœli których zakorzenione s¹ moje w³asne pogl¹dy. Nale¿¹ do nich: Böhm-Bawerk, John Bates Clark, Frank H. Knight, Ludwig von Mises, Brutzkus, Halm, Pareto, Barone, Jevons, Wicksteed, Carver oraz Roepke. Bez w¹tpienia owych nazwisk jest wiêcej ni¿ tylko te, które obecnie nasuwaj¹ mi siê na myœl. Wiêkszoœæ Czytelników, oczywi- œcie, rozpozna metaforê „niewidzialnej rêki”, jako stworzon¹ przez Adama Smitha. Niektórzy te¿ pamiêtaj¹, ¿e aforyzm: Rz¹dom despo- tycznym nie trzeba wiary, wolnoœæ wiary potrzebuje – zosta³ stwo- rzony przez de Tocqueville a. Tyle o zapo¿yczeniach ideologicznych. Czas na strukturalne. Wielu Czytelników zauwa¿y w pierwszej czêœci mojej ksi¹¿ki uderzaj¹c¹ zbie¿- noœæ z Rokiem 1984 George’a Orwella. W rzeczywistoœci jest to zwyk³y zbieg okolicznoœci. Ksi¹¿ka Orwella zosta³a opublikowana w roku 1949, a Wielka Idea w 1951 roku. Nie czyta³em powieœci Orwella przed ukoñ- czeniem szkicu w³asnej. Pocz¹tkowo by³em zaniepokojony liczb¹ zbie¿- noœci, jednak przysz³o mi do g³owy, ¿e szeroki zarys, jeœli nie wszystkie szczegó³y wizji ¿ycia w przysz³oœci by³y wspóln¹ w³asnoœci¹ wiêcej ni¿ jednego wspó³czesnego pisarza, który to ¿ycie stara³ siê sobie wyobraziæ (por. Jewgienij Zamiatin My i Aldous Huxley Nowy wspania³y œwiat). 8 Pisarze ci nie tworzyli plagiatów przyw³aszczaj¹c sobie pomys³y jeden od drugiego; ka¿dy z nich, ¿e tak powiem, tworzy³ plagiat aktu- alnego, czyli dziej¹cego siê koszmaru, stworzonego przez Lenina, Hi- tlera i Stalina (obecnie przed³u¿anego tam, gdzie w³adzê sprawuj¹ ko- muniœci).Wszystko, co zrobili ci pisarze, to logiczne rozszerzenie za- siêgu tych wp³ywów, rozci¹gniêcie ich na terytoria, gdzie wówczas nie spodziewano siê ich obecnoœci. Podczas gdy Orwell przedstawia³ z niezrównan¹ si³¹ intelektual- ny parali¿ i duchow¹ deprawacjê spowodowane przez systemy totali- tarne, ich wp³yw na ¿ycie gospodarcze pozostawi³ bez komentarza (nie licz¹c przedstawienia straszliwych konsekwencji dla konsumen- tów). Jego ksi¹¿kê zamyka ton ca³kowitej desperacji. Cofniêcie czasu, z jego obietnic¹ rozwoju materialnego i duchowego odrodzenia, jest w gruncie rzeczy odpowiedzi¹ na czarny pesymizm Roku 1984. Choæ moja ksi¹¿ka rozpoczyna siê w³aœciwie w tym samym punkcie co opo- wieœæ Orwella, koñczy siê zupe³nie inaczej. Jest równie¿, w gruncie rzeczy, odpowiedzi¹ na Looking Backwards Bellamy’ego z roku 1888 (wyd. polskie pod tytu³em: W roku 2000 ukaza³o siê w 1890 roku), poniewa¿ odwraca sytuacjê opisan¹ przez tego¿ autora do góry noga- mi. Jednak Cofniêcie czasu nie by³o pomyœlane ani jako odpowiedŸ na powieœæ Bellamy’ego, ani te¿ Orwella. Ksi¹¿ka napisana zosta³a jako pozytywne przedstawienie tematu dla niego samego. Jej los pozostaje wiêc zale¿ny od jego atrakcyjnoœci dla Czytelnika. II W umys³ach niektórych Czytelników mog¹ siê równie¿ rodziæ pytania bêd¹ce rezultatem up³ywu piêtnastu lat od czasu opubliko- wania pierwszej wersji powieœci, gdy¿ niektóre jej treœci nadal s¹ aktualne. Zachêta do stawiania pytañ jest jednak jednym z celów tej ksi¹¿ki. Prawd¹ jest, ¿e bohaterowie mojej historii mog¹ liczyæ jedynie na radio i samoloty oraz ¿e nie dysponuj¹ telewizj¹ lub miê- dzykontynentalnymi pociskami termonuklearnymi. Centralnym te- matem powieœci jest jednak przedstawienie œwiata totalitarnego po- zbawionego jakiejkolwiek wolnej przestrzeni, wszelkich owoców przesz³ych i wspó³czesnych odkryæ oraz pomys³ów, których system nie przyw³aszczy³by sobie. Totalitaryzm nie jest te¿ zdolny paso¿y- towaæ d³u¿ej na wiedzy o cenach i kosztach ustalanych na kapitali- 9 stycznym wolnym rynku. W ten sposób, na d³u¿sz¹ metê, œwiat móg³- by nie tylko przestaæ siê rozwijaæ, ale i zacz¹³by cofaæ siê w dziedzi- nie techniki, ekonomii i moralnoœci – podobnie jak mia³o to miejsce przez kilka wieków po upadku cywilizacji rzymskiej. Je¿eli moja ksi¹¿ka wydaje siê przestarza³a w kilku innych punk- tach, jak na ironiê dzieje siê tak dlatego, ¿e wype³ni³y siê niektóre z jej przewidywañ lub jawnych proroctw. I tak, dyktator w mojej opowie- œci nazywa siê Stalenin (co stanowi oczywiste po³¹czenie nazwisk Stali- na i Lenina). Zostaje on sparali¿owany przez udar, a póŸniej zastrzelo- ny. Przypadek chcia³, ¿e w dwa lata po opublikowaniu mojej ksi¹¿ki pojawi³ siê reporta¿ o udarze Stalina. Do dziœ bez odpowiedzi pozostaj¹ pytania dotycz¹ce tajemniczych okolicznoœci jego choroby i œmierci, opóŸ- nienia w podaniu informacji o nich, a tak¿e nag³ych zwrotów w relacjach Stalina z Chruszczowem i jego nastêpcami. Jednym s³owem o kolejne elementy ca³ej tej misternej uk³adanki, bez wzglêdu na to czy ostatecznie dokonano na Stalina zamachu, czy te¿ nie. Inne wydarzenia od czasu pojawienia siê Great Idea (Wielkiej Idei) nie by³y zbiegiem okolicznoœci. I tak, moja ksi¹¿ka wykazuje, ¿e cen- tralnie sterowana gospodarka nie jest w stanie rozwi¹zaæ problemu ra- chunku ekonomicznego; ¿e bez w³asnoœci prywatnej, wolnego rynku, wolnoœci wyboru dla konsumentów, ¿adne zorganizowane rozwi¹za- nie tego problemu nie jest mo¿liwe. Jeœli ca³ym ¿yciem gospodarczym zarz¹dza siê z jednego centralnego oœrodka, rozwi¹zanie problemu do- k³adnej iloœci towarów, które maj¹ byæ wyprodukowane, problemu pre- cyzyjnego okreœlenia iloœci dóbr inwestycyjnych, surowców, transpor- tu itd., wreszcie rozstrzygniêcie kwestii koordynacji i synchronizacji wszystkich tych ró¿nych etapów produkcji staje siê niemo¿liwe. ¯adna osoba czy grupa osób nie mo¿e wiedzieæ, co dzieje siê w ró¿nych miej- scach w tym samym czasie. Niemo¿liwe jest te¿ stwierdzenie, co i ile naprawdê kosztuje. Nie ma sposobu na dok³adne oszacowanie wielko- œci strat. Nie wiadomo, jak bardzo nieefektywny jest pojedynczy zak³ad oraz ca³y system. W tych warunkach nie da siê oceniæ, które dobra in- teresowa³yby konsumentów, gdyby by³y produkowane i udostêpniane za ich prawdziw¹ cenê. System ów prowadzi zatem do marnotrawstwa, zastoju, krachu na wielu p³aszczyznach. Czêœæ z nich jest oczywista nawet dla naj- mniej œwiadomego konsumenta. W lecie 1961 roku, na przyk³ad, gru- pa amerykañskich dziennikarzy przeby³a osiem tysiêcy mil podczas 10 podró¿y z przewodnikiem po Zwi¹zku Sowieckim. Opowiadali po- tem o wizytach w gospodarstwach, w których siedemnaœcie osób wy- konywa³o pracê przeznaczon¹ dla dwóch; o niedokoñczonych budyn- kach, w których brakowa³o przys³owiowego gwoŸdzia; o podró¿y przez kraj w³aœciwie pozbawiony dróg. W tym samym roku premier Chrusz- czow ¿ali³ siê na istnienie milionów metrów kwadratowych powierzchni fabrycznych i jednoczesn¹ niemo¿noœæ ich wykorzystania, poniewa¿ niezbêdne do uruchomienia produkcji maszyny by³y niedostêpne. W tym samym czasie jednak, w innych czêœciach kraju, znajdowa³y siê maszyny i urz¹dzenia warte setki milionów dolarów, stoj¹ce bezczyn- nie, poniewa¿ fabryki i kopalnie, dla których je przeznaczono, nie by³y jeszcze gotowe do ich eksploatacji. Mniej wiêcej w tym samym czasie G. I. Wornow, cz³onek Prezydium Komunistycznej Partii Zwi¹zku Sowieckiego, mówi³: Któ¿ nie wie, ¿e gospodarka narodowa prze¿ywa ogromne trudnoœci z zaopatrzeniem w metale, ¿e dostawy rur s¹ nieadekwatne, ¿e produkuje siê zbyt ma³o nowych maszyn i nawozów mineralnych dla rolnictwa, ¿e setki tysiêcy pojazdów mechanicznych stoi bezczynnie i ¿e produkcja papieru opóŸ- nia siê? W 1964 roku dziennik „Izwiestja” ubolewa³ nad tym, ¿e ma³e miasto Lida, po³o¿one blisko granicy z Polsk¹, zosta³o dos³ownie zasypa- ne butami, a póŸniej karmelkami – i oba produkty powsta³y w krajowych fabrykach. Narzekania lokalnych handlowców, którzy nie byli w stanie sprzedaæ tych towarów, by³y odpierane twierdzeniem, ¿e harmonogram produkcji w fabrykach musi zostaæ zachowany. Przyk³ady te mo¿na mno¿yæ w nieskoñczonoœæ, rok po roku, a¿ do miesi¹ca, w którym to piszê. Wszystko to jest efektem centralnego planowania. Najtragiczniejsze rezultaty pojawi³y siê na polu agrokultury. Do- skona³ym przyk³adem jest g³ód panuj¹cy w latach 1921–1922, kiedy – na skutek kolektywizacji, przeprowadzanych kontroli i bezlitosnych re- kwizycji zbo¿a i byd³a – miliony mieszkañców wsi i miast zmar³o w wyniku chorób i g³odu. Rewolucja zmusi³a Lenina do przyjêcia „no- wej polityki ekonomicznej” NEP. Ale raz jeszcze, w roku 1928, kolejne „planowanie” i przymusowe dostawy nadwy¿ek produktów wytworzo- nych przez mieszkañców wsi doprowadzi³y do klêski g³odu w latach 1932–1933, w którego wyniku oraz w nastêpstwie towarzysz¹cych mu chorób zmar³y kolejne miliony ludzi. Uwarunkowania te, w ró¿nym stopniu, wystêpuj¹ tak¿e dziœ. W 1963 roku Rosja prze¿y³a po raz kolej- 11 ny klêskê ¿ywio³ow¹. I w 1965 roku ten rolniczy kraj, którego w³adze w okresie panowania carów trapi³ problem rozdysponowania nadmia- ru w³asnych zbiorów, po raz kolejny zmuszony by³ do zakupienia mi- lionów ton zbo¿a od kapitalistycznego Zachodu. Dezorganizacja w przemyœle by³a mniej spektakularna lub lepiej zakamuflowana – jeœli pomin¹æ wstêpn¹ fazê przypadaj¹c¹ na lata 1918–1921. Pomimo szalenie ambitnych celów „ekonomicznego wzro- stu”, rosyjskie problemy z produkcj¹ przemys³ow¹ powraca³y chro- nicznie. Odk¹d w wymogach wydajnoœciowych dla fabryk, ustalanych przez planistów, uwzglêdniono wagê i iloœæ produktów, zak³adom odzie¿owym, produkuj¹cym dot¹d 80 tysiêcy czapek i swetrów, zle- cono produkcjê samych czapek, poniewa¿ by³y mniejsze i tañsze. Innym fabrykom polecono produkowanie aba¿urów – wszystkich w kolorze pomarañczowym, poniewa¿ produkcja towaru jednego ko- loru by³a szybsza i mniej k³opotliwa. Z powodu wprowadzenia norm tona¿u, w maszynach budowlanych stosowano oœmiocalowe p³yty, mimo i¿ do wykonania ich zadañ wystarczy³yby czterocalowe. W fa- bryce ¿yrandoli, w której pracownikom wyp³acano bonusy w zale¿- noœci od wagi wyprodukowanych ¿yrandoli, ¿yrandole w dziwny spo- sób stawa³y siê coraz ciê¿sze i ciê¿sze, a¿ zaczê³y zarywaæ stropy. W systemie pojawi³a siê zatem sprzecznoœæ miêdzy koniecznoœci¹ realizacji poleceñ, a tonami dokumentów, które je zawiera³y. W roku 1964 pewien cz³onek Rady Najwy¿szej przywo³a³ przyk³ad fabryki Izho- ra, która otrzyma³a nie mniej ni¿ siedemdziesi¹t ró¿nych oficjalnych instrukcji od dziewiêciu komitetów, czterech rad ekonomicznych i dwóch narodowych komitetów planowania – wszystkich upowa¿nio- nych do wydawania poleceñ odnoœnie produkcji w owej fabryce. Plany dla huty w nowo-lipecku obejmuj¹ 91 tomów zawieraj¹cych 70 tysiêcy stron, precyzuj¹cych dok³adnie rozmieszczenie ka¿dego gwoŸdzia, lampy czy umywalki. Wreszcie, w tym¿e roku 1964, w najwiêkszej republice sowiec- kiej, w 257 fabrykach trzeba by³o wstrzymaæ produkcjê, poniewa¿ wytwarzany przez nie towar nie znajdowa³ zbytu. W efekcie usztyw- nienia standardów konsumpcji i rosn¹cego niezadowolenia zgroma- dzono w imperium sowieckim zapasy niesprzedawalnych rupieci o wartoœci trzech bilionów dolarów. Sytuacja ta doprowadzi³a do podjêcia dzia³añ o charakterze zarad- czym. W ci¹gu ostatnich kilku lat nie tylko z samych Sowietów, ale 12 i z krajów satelickich, p³yn¹ wiadomoœci o powszechnym wprowadza- niu programów decentralizacji, flircie z mechanizmami rynkowymi, bardziej elastycznym wyznaczaniu cen dziêki uwzglêdnieniu „aktual- nych kosztów produkcji”, czy nawet „popytu i poda¿y”. Co najbardziej zaskakuj¹ce, nie mówi siê ju¿ o „korzyœciach” jako czymœ niestosow- nym. Znakomity rosyjski ekonomista Liberman argumentuje, i¿ korzy- œci stanowi¹ najlepszy test ekonomiczny. Im wy¿sze korzyœci – dowo- dzi – tym wiêkszy bodziec dla poprawy jakoœci i wydajnoœci. I jedno- czeœnie, co graniczy z cudem, idee marksistowskie, zwalczaj¹ce wyzysk, zosta³y w jakimœ stopniu milcz¹co odrzucone. III Z pozoru wszystko to wygl¹da doprawdy rewolucyjnie (lub „kontr- rewolucyjnie”!) i mam nadzieje, ¿e œwiat komunistyczny dzieli tylko krok od pod¹¿enia za optymistyczn¹ wizj¹ mej powieœci, i na nowo odkryje oraz w ca³oœci przyjmie kapitalizm. Jednak kilka wa¿nych uwag powinno przestrzec nas przed zbyt wybuja³ymi nadziejami dotycz¹- cymi najbli¿szej przysz³oœci. Po pierwsze, chodzi o kwestie znane z historii. Nie po raz pierwszy komunistyczna Rosja zwraca siê ku kapitalizmowi. W roku 1921, kiedy klêska g³odu dotknê³a Rosjê wywo³uj¹c prawie now¹ rewolucjê, Lenin zmuszony by³ do wprowadzenia „nowej polityki ekonomicznej”. Po- wy¿szy przyk³ad ukazuje (por. artyku³ w „Time”, 12 lutego 1965), i¿ NEP, która zezwala³a rolnikom na sprzeda¿ ich produktów na wolnym rynku, wraz z innymi ustêpstwami na rzecz prywatnej przedsiêbior- czoœci, przynios³a te¿ generalny powrót do ekonomii opartej na pieni¹- dzu i czêœciowej wymianie. NEP by³a najbardziej kapitalistyczn¹ wœród dotychczasowych reform. Trwa³a do roku 1927. Wówczas to ponownie wprowadzono centralne planowanie gospodark¹, i to na niemal czter- dzieœci lat. Jednak nawet w tym okresie, przed ostatnimi dramatyczny- mi zmianami, mia³o miejsce wiele gwa³townych zwrotów w polityce. Nikita Chruszczow og³asza³ gruntown¹ reorganizacjê co najmniej szeœæ razy w roku, przechodz¹c od decentralizacji do ponownej centralizacji, w z³udnej nadziei odnalezienia z³otego œrodka. Przegra³, podobnie jak obecna rosyjska imitacja mechanizmów rynkowych skazana jest na niepowodzenie, poniewa¿ sercem ka- pitalizmu pozostaje w³asnoœæ prywatna, szczególnie w odniesieniu 13 do œrodków produkcji. Bez w³asnoœci prywatnej takie pojêcia, jak „wolny” rynek, „wolne” p³ace, „wolne” ceny – trac¹ sens, a „korzy- œci” staj¹ siê sztuczne. Je¿eli jestem komisarzem zarz¹dzaj¹cym fa- bryk¹ samochodów, i nie s¹ moimi pieni¹dze, które wydajê, a ty jesteœ komisarzem nadzoruj¹cym pracê stalowni i ani stal nie jest twoja, ani pieni¹dze które dostajesz za jej sprzeda¿, wówczas ¿aden z nas faktycznie nie dba o cenê, chyba ¿e w znaczeniu urzêdniczej fikcji. Jako komisarz fabryki samochodów chcia³bym, ¿eby ceny samochodów, które sprzedajê, by³y jak najwy¿sze, natomiast ceny stali, któr¹ kupujê, jak najni¿sze, wówczas moje w³asne „korzyœci” wygl¹da³yby lepiej lub moje profity ustalane by³yby jako wy¿sze. Jako komisarz stalowni ty z kolei chcia³byœ, ¿eby ceny stali, któr¹ sprzedajesz, ustalane by³y jak najwy¿ej, natomiast koszty produk- cji jak najni¿ej, z tych samych powodów. Tymczasem pozostawia- j¹c produkcjê w rêkach pañstwa, có¿ innego mo¿na osi¹gn¹æ jak tylko sztuczne wspó³zawodnictwo determinowane sztucznymi ce- nami takiego „rynku”? W rzeczywistoœci system „cen” w Zwi¹zku Socjalistycznych Re- publik Sowieckich zawsze by³ chaotyczny. Jego podstawy kszta³to- wali planiœci w sposób umowny i przypadkowy. Niektórzy zachodni eksperci mówili nam (np. w roku 1962), ¿e w Zwi¹zku Sowieckim istnia³o co najmniej piêæ ró¿nych poziomów cenowych lub syste- mów cenowych, podczas gdy inni mówili o dziewiêciu. Jednak jeœli sowieccy planiœci byli zmuszeni do ustalania cen na skromnej, przy- padkowej bazie, nie mogli znaæ realnych „korzyœci” i strat ponoszo- nych przez poszczególne przedsiêbiorstwa. Tam, gdzie nie ma pry- watnych w³aœcicieli œrodków produkcji, tam te¿ nie istnieje praw- dziwy rachunek ekonomiczny. Nie jest rozwi¹zaniem powiedzieæ, ¿e ceny mog¹ byæ „oparte o aktualne koszty produkcji”. Przeoczono by w ten sposób fakt, ¿e kosz- ty produkcji same w sobie s¹ cen¹ – cen¹ za surowce, wynagrodzenie za pracê itd. Pominiêto by równie¿ ró¿nicê miêdzy cen¹ a kosztem pro- dukcji, co w warunkach wolnego rynku stale prowadzi do alokacji œrod- ków, a co za tym idzie do przebran¿owienia i zmiany bilansu produk- cji w odniesieniu do tysiêcy ró¿nych artyku³ów i us³ug. W tych prze- mys³ach, w których ceny kszta³tuj¹ siê powy¿ej marginalnych kosztów produkcji, istnieje silny bodziec do wzrostu wytwórczoœci, jak równie¿ roœnie wolumen œrodków s³u¿¹cych osi¹gniêciu tego celu. Z kolei 14 w przemys³ach, w których ceny kszta³tuj¹ siê poni¿ej minimalnych kosz- tów produkcji, wydajnoœæ musi siê kurczyæ. Wszêdzie poda¿ dostoso- wuje siê do popytu. Jednak w systemie po³owicznie wolnym – to znaczy w systemie, w którym ka¿da fabryka decyduje sama, ile i czego produkuje, ale pod- stawowe ceny, p³ace, op³aty za wynajem i stopy procentowe s¹ ustalane lub szacowane przez jedynego w³aœciciela i producenta œrodków pro- dukcji, czyli pañstwo – system zdecentralizowany móg³ szybko staæ siê bardziej chaotyczny ni¿ zcentralizowany. Jeœli gotowe produkty M, N, O, P itd. wykonane zosta³y z surowców A, B, C, D itd. w ró¿nych po³¹- czeniach i proporcjach, sk¹d pojedynczy producent surowców ma wie- dzieæ, jak du¿o ka¿dego z nich wyprodukowaæ i w jakich proporcjach, szczególnie gdy nie wie, ilu producentów gotowego produktu bêdzie chcia³o go nadal wytwarzaæ, jak wielki bêdzie ich popyt na surowce i kiedy dok³adnie bêd¹ one im potrzebne? W jaki sposób producent surowca A czy gotowego produktu M ma siê dowiedzieæ, jak wiele ma wytwarzaæ, jak wiele surowca czy gotowego produktu wyprodukuj¹ inni producenci z jego bran¿y oraz jak wielu ostatecznych konsumentów bêdzie produktem zainteresowanych? W systemie komunistycznym, scentralizowanym czy zdecentralizowanym, produkcja zawsze bêdzie niezbliansowana i niedopasowana, bêdzie brakowa³o jednego towaru, inne oka¿¹ siê bezu¿yteczne, pojawi¹ siê duplikaty, opóŸnienia, nie- udolnoœæ i przera¿aj¹ce marnotrawstwo. Tylko prywatna w³asnoœæ œrodków produkcji umo¿liwia rozwi¹- zanie tego problemu. Jedynie w tym przypadku wolny rynek, z wol- noœci¹ wyboru konsumenta i wolnoœci¹ wyboru producenta, ma sens i dzia³a sprawnie. Jest to zatem system cen prywatnych i indywidual- nego poszukiwania korzyœci, prywatnych dzia³añ i decyzji warunko- wanych cenami oraz cen warunkowanych nowymi dzia³aniami i de- cyzjami. Problem efektywnoœci, zbilansowania, koordynacji i synchro- nizacji produkcji dóbr i us³ug, których naprawdê oczekuje konsument, jest wówczas rozwi¹zywalny. To prywatna w³asnoœæ œrodków produkcji jest tym, na co rz¹dy komunistyczne nie mog¹ sobie pozwoliæ. Zreszt¹ doskonale zdaj¹ so- bie z tego sprawê, dlatego nadzieje, jakoby sowieccy komuniœci i pañ- stwa satelickie powraca³y do kapitalizmu, s¹ przedwczesne. Zaledwie kilka miesiêcy temu sowiecki przywódca Kosygin powiedzia³ Lordo- wi Thomsonowi, brytyjskiemu dziennikarzowi: Nigdy nie zaprzecza- 15 liœmy wielkiej roli korzyœci jako mechanizmu ¿ycia ekonomicznego. ... [Jednak] nasza podstawowa zasada jest niezmienna. Nie interesuje nas oddanie œrodków produkcji w rêce prywatne („New York Herald Tribune”, 27 wrzeœnia 1965). Przywódcy komunistyczni nie mog¹ siê zgodziæ na w³asnoœæ pry- watn¹ œrodków produkcji nie tylko dlatego, ¿e prowadzi³oby to do rezygnacji z podstawowej zasady ich systemu, ale dlatego, i¿ mog³o- by oznaczaæ przywrócenie wolnoœci osobistej i utratê despotycznej w³adzy. Dlatego przyznajê, ¿e nadzieja, i¿ pewnego dnia jakiœ ideali- styczny Peter Uldanow, w cudowny sposób znalaz³szy siê na szczy- tach w³adzy, dobrowolnie przywróci prawo w³asnoœci, to marzenie, które póki co spe³niæ siê chyba mo¿e tylko w fikcyjnym œwiecie po- wieœci. Ale z pewnoœci¹ nie pozbawiona podstaw jest nadzieja, ¿e wraz ze wzrostem zrozumienia prawide³ ekonomii wœród tamtej- szych spo³eczeñstw, pewnego dnia dyktatorzy komunistyczni zostan¹ do tego zmuszeni, jeszcze brutalniej ni¿ w przypadku Lenina, kiedy bunt w Kronsztadzie, choæ zduszony, zmusi³ go do wprowadzenia „nowej polityki ekonomicznej”. Dot¹d bowiem ka¿da próba decen- tralizacji planowania, przy zachowaniu centralizacji w³asnoœci, ska- zana by³a na niepowodzenie. Wspó³czesny pisarz G. William Trivo- li wyjaœnia to w sposób nastêpuj¹cy: Jeœli pañstwo posiada lub kontroluje g³ówne zasoby ekonomicz- ne, zezwolenie na jak¹kolwiek lokaln¹ autonomiê w dziedzinie gospodarki oznacza jedynie ca³kowite pogr¹¿enie siê w chaosie. So- wieccy planiœci zostali tym samym postawieni przed powa¿nym dyle- matem. Zrozumieli, ¿e ich gospodarka staje siê zbyt z³o¿ona i ró¿no- rodna, by mo¿na j¹ szczegó³owo kontrolowaæ z góry. Ale nie osi¹gn¹ te¿ wielkiego stopnia produktywnoœci, charakterystycznego dla go- spodarki zdecentralizowanej, bez porzucenia idei wy³¹cznej w³asno- œci pañstwowej i sprawowania absolutnej kontroli nad zasobami kraju („National Review”, 22 marca 1966). Henry Hazlitt Marzec, 1966 16 Czêœæ I: Zagubiony Rozdzia³ 1 PPPPPeter Uldanow czeka³ ju¿ dobre pó³ godziny. Podszed³ do okna i spojrza³ na ulicê biegn¹c¹ jakieœ trzydzieœci piêter ni¿ej, póŸniej jego wzrok powêdrowa³ do góry, na stoj¹ce na- przeciw szare budynki, wreszcie ponad samo miasto, a¿ wszystko, co widzia³, stopi³o siê z mglistym horyzontem. Widok, który rozpoœciera³ siê za oknem, pe³en by³ zaniedbania. A wiêc to jest Moskwa! Stolica Wonworldu! Budynek, w którym siê znajdowa³, by³ nowy, wysoki i pomalo- wany na czarny, b³yszcz¹cy kolor. Zd¹¿y³ rzuciæ nañ okiem wysiada- j¹c z taksówki. Jednak z obecnej perspektywy nie widzia³ przed sob¹ niczego, co posiada³oby minimalny choæby urok, niczego, co mia³oby czysty i œwie¿y wygl¹d. By³ to pierwszy dzieñ Petera w Moskwie od wczesnego dzieciñ- stwa. Kiedy skoñczy³ osiem lat, wys³ano go razem z matk¹ i tabu- nem s³u¿¹cych oraz preceptorów na odizolowan¹ od œwiata jedn¹ z wysp nale¿¹cych do Bermudów. Teraz, kiedy patrzy³ na ponur¹ rzeczywistoœæ za oknem, stan¹³ mu przed oczami tamten bia³y dom z bia³ym dachem i niesamowity b³êkit morza granicz¹cego z jego ogrodem. Dlaczego ojciec pos³a³ po niego? Nie widzieli siê od lat. Pamiêta³ jak przez mg³ê ciemnego, wysokiego mê¿czyznê, przed którym dr¿a³ w panicznym lêku. Jego ojciec by³ dyktatorem Wonworldu, zarz¹dza³ niezliczonymi ludami œwiata, co przynosi³oby, jak mniema³, Peterowi wielkie korzyœci, pod warunkiem wszak¿e, ¿e ktokolwiek by o tym wie- dzia³. W jakimœ stopniu odczuwa³ dumê z tego faktu, ale by³a ona stale zastêpowana uczuciami niechêci i strachu, których nauczy³ siê od mat- ki. Ta te¿ przyczyna sta³a siê powodem, dla którego marzy³ o jednej, 17 jedynej rzeczy: aby pozostawiono go w spokoju i by móg³ zajmowaæ siê muzyk¹. Czegó¿ zatem móg³ chcieæ od niego ojciec w³aœnie teraz, po dzie- siêciu latach roz³¹ki? Obróci³ siê i beznamiêtnie rozejrza³ po pokoju. Jedyn¹ rzecz¹ na œcianie by³ sporych rozmiarów kalendarz. Dzieñ Lenina, 30 kwietnia 282 A.M. A.M.: After Marx; Po Narodzeniu Marksa. Marks urodzi³ siê jesz- cze pod rz¹dami starego, bur¿uazyjnego kalendarza w ówczesnym roku 1818. Gdyby go nie zmieniono, mielibyœmy teraz bur¿uazyjny rok 2100. Dziwne, ale nigdy dot¹d nie zdarzy³o siê Peterowi dokonaæ ta- kiego przeliczenia. Nikt od dawna nie interesowa³ siê minionym, ka- pitalistycznym, zatrutym œwiatem, który zosta³ zmieciony z powierzch- ni ziemi ponad sto lat wczeœniej. Wreszcie do pokoju wszed³ osobisty sekretarz towarzysza Staleni- na, Siergiej, i powiedzia³: – Jego Najwy¿szoœæ przyjmie ciê teraz. Peter pod¹¿y³ za swoim przewodnikiem najpierw przez gabinet, który musia³ nale¿eæ do sekretarza, a nastêpnie zosta³ wprowadzony do o wiele wiêkszego, ze œcianami pokrytymi boazeri¹. Za ogromnym biurkiem ustawionym w przeciwleg³ym rogu po- koju, po lewej stronie, siedzia³ towarzysz Stalenin, dyktator Wonworl- du. Jak przez mg³ê dotar³o do Petera, ¿e to w³aœnie jest jego ojciec. Tymczasem sekretarz uk³oni³ siê i wycofa³. Dyktator wsta³ zza biurka i zbli¿y³ siê do goœcia. Mia³ o wiele bardziej poszarza³¹ twarz i zmêczony wygl¹d ni¿ na oficjalnych portretach, które – odk¹d Peter siêga³ pamiêci¹ – nigdy siê nie zmienia³y. Mia³ jednak w sobie tê sam¹ drzemi¹c¹, ogromn¹ si³ê, któr¹ tak dobrze pamiêta³. Czo- ³o mia³ szerokie, w³osy krótko przyciête, g³owa, ramiona i pierœ wygl¹da- ³y jak granitowy pomnik wzniesiony na œrodku jakiegoœ placu. Rêce ojca spoczê³y teraz na ramionach syna, a oczy bacznie mu siê przypatrywa³y. Peter ze zdziwieniem dostrzeg³, ¿e ojciec wcale nie jest od niego wy¿szy. Sam mierzy³ nieco ponad szeœæ stóp, ale teraz zda³ sobie sprawê, ¿e przez ca³e ¿ycie bezwiednie uwa¿a³ ojca za kogoœ obdarzonego nadludzkimi proporcjami. Zapewne przyczyni³y siê do tego wszechobecne, gigantyczne portrety. By³o coœ szokuj¹cego w tym, ¿e wielki Stalenin okaza³ siê byæ podobnym do ludzi, w tym do niego samego. Ich oczy spotka³y siê teraz na tym samym poziomie. 18 Wyraz twarzy dyktatora, dot¹d surowy, przybra³ nieco ³agodniej- szy wygl¹d. – Jesteœ doœæ przystojny – powiedzia³. – A nawet robisz wra¿enie. To bardzo dobrze. To wa¿ne. Znów spojrza³ na Petera. – Powiedziano mi, ¿e jesteœ znakomitym pianist¹ i kompozyto- rem. Mi³o mi to s³yszeæ. Jeœli ktoœ wykazuje siê talentem w ma³ych, trywialnych sprawach, mo¿e te¿ sporo dokazaæ w wielkich. Peter obruszy³ siê. Muzyka jest trywialna? A zreszt¹ co ojciec móg³ wiedzieæ o jego zami³owaniu do muzyki? Nigdy do siebie nie pisali, nie kontaktowa³ siê te¿ z matk¹, poza jednym wyj¹tkiem, kiedy w ubieg³ym roku zmar³a i wymienili przy tej okazji jedyny list na przestrzeni dziesiêciu lat, odk¹d ojciec go odes³a³. Kto by³ jego infor- matorem? Stalenin uœmiechn¹³ siê teraz tajemniczo i zapyta³: – Pewnie zastanawiasz siê, dlaczego po ciebie pos³a³em? Peter milcza³. – Z pewnego powodu – kontynuowa³ Stalenin – zdecydowa³em wzi¹æ siê w koñcu za twoj¹ edukacjê. Pewnie tego nie wiesz, ale jesteœ najwiêkszym ignorantem w ca³ym Wonworldzie. – Ale¿, Wasza Najwy¿szoœæ, zawsze mówiono mi, ¿e mam najlep- szych nauczycieli… – Wiem wszystko o twoich nauczycielach. Ich zadaniem by³o chro- niæ ciê przed powziêciem jakiejkolwiek prawdziwej wiedzy o wspó³- czesnym œwiecie. Dyktator wróci³ do biurka i nabi³ sobie fajkê. – ¯y³em z twoj¹ matk¹ a¿ do momentu, kiedy skoñczy³eœ osiem lat. Po tym, jak zosta³em dyktatorem, a by³o to w 268., kiedy mia³eœ zaledwie piêæ lat, jej osoba zaczê³a stwarzaæ mi problemy. Nazbyt ¿ywo wystêpowa³a przeciwko Wielkiej Czystce w 271., pewnie dlatego, ¿e zmiot³a te¿ jej brata. Ale by³a niezbêdna dla zapewnienia Wonworl- dowi bezpieczeñstwa. Twoja matka jednak znienawidzi³a zarówno mnie, jak i to wszystko, co sob¹ reprezentowa³em. Wydawa³o jej siê, ¿e próbujê ciê „skorumpowaæ” zapewniaj¹c ci tak¹ sam¹ komunistyczn¹ edukacjê, jak¹ odbieraj¹ wszystkie dzieci w naszym kraju. Oœmieli³a mi siê sprzeciwiæ. Pewnie zdawa³o jej siê, ¿e ka¿ê j¹ torturowaæ, wy- dobêdê przyznanie siê do zdrady albo od razu obetnê jej g³owê. Dyktator na chwilê przerwa³. 19
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Cofnięcie czasu
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: