Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00395 008345 10495118 na godz. na dobę w sumie
Ćwiczenia z rozpaczy. Pesymizm w prozie polskiej po 1985 r. - ebook/pdf
Ćwiczenia z rozpaczy. Pesymizm w prozie polskiej po 1985 r. - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 529
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1546-1 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> praktyczna edukacja, samodoskonalenie, motywacja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Jedną ze swoich książek Emil Cioran, arcymistrz pesymizmu, którego trudno doprawdy przelicytować, przekornie zatytułował Ćwiczenia z zachwytu. Złożyły się na nią portrety bliskich autorowi Historii i utopii postaci, pisarzy i myślicieli. Parafrazując ten tytuł, to znaczy biorąc go po części za własny, zarazem opuszczamy ekstatyczny cudzysłów, wybierając mocną przeciwwagę dla zachwytu i wprowadzając analityczną ambiwalencję. Lektura polskiej prozy współczesnej to bowiem w znakomitej większości „ćwiczenie się” w najrozmaitszych formach pesymizmu: rozpaczy, melancholii, zniechęcenia, odrzucenia, poniżenia, ale także badanie takich jego form, które z literatury wypływają, ale dotyczą tysiąca innych rzeczy: egzystencji, epistemologii, filozofii, antropologii czy polityki.

Tytułowe „ćwiczenia” wskazują także na zdarzeniowy charakter pomieszczonych w tym tomie świadectw czytania. W sensie strukturalnym to pewne formy myślenia i komentarza jako praktyki, dzięki której interesujący nas pesymistyczny Zeitgeist, mógłby się w pewien sposób ukonkretnić w idiomatycznych zbliżeniach. Praxis krytyczna nie pozwala bowiem zlekceważyć pesymizmu, ani nie daje możliwości prostej konstatacji o jego funkcjonalnej obecności w kulturze. Pesymizm nie jest bowiem jednorodnym obrazem gotowym do odkrycia, lecz pewnym spektrum, a zatem jedną z możliwych sfer i jedną z możliwych form – bliższej lub dalszej – współczesności, w której żyje literatura.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

: a c e l o p s a t i s r e v i n u l . p m o c . s a i t i s r e v n u w w w . Pedagogika społeczna działająca w wolnym świecie była równie, choć nieco inaczej destruktywna, jak pedagogika komunizmu. Ta ostatnia kształciła serwilistów i ludzi umy- słowo niesamodzielnych, a nagradzała posłuszeństwo, odcinała od światowych wzorców nauki i kultury, dławiła wolność myśli za pomocą cenzury. Kapitalizm z kolei przy- niósł konformizm nieco innego typu niż ten komunis- tyczny, bo mniej związany z polityką czy ideologią, bardziej zaś – z wzorami życia i myślenia powielanymi przez potęż- ny system społecznej perswazji. Z głośników rozbrzmiewa gromkie „nic” i powiela się w nieskończoność, zastępując idee, wartości, wreszcie samą rzeczywistość. Zauważmy, jak w nowej wersji zmieniła się mityczna fabuła Żerom- skiego: geniusz inżyniera z historii o szklanych domach „z niczego” produkował społeczną sprawiedliwość, dobro- byt i moralność – Zdzisław Sztorm z „wojny polsko- ruskiej” Doroty Masłowskiej właśnie owo „nic”, czyli pia- sek, wytwarza – i na nim buduje nie tylko swoją fortunę, ale też sieć wpływów: system nowych społecznych uzależ- nień i nierówności. A K Y T Y R K I X X i X X U K E I W 14 Y Z C A P Z O R Z A N E Z C W Ć I I Ć WICZENIA Z ROZPACZY Pesymizm w prozie polskiej po 1985 roku A K Y T Y R K I X X i X X U K E I W 47,00 zł z VAT ISBN 97883-242-1239-2 www.universitas.com.pl 9 788324 212392 universitas : a c e l o p s a t i s r e v i n u l . p m o c . s a i t i s r e v n u w w w . SPIS TREŚCI Słowo od redaktorów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 117 WSTĘP Jerzy Jarzębski, Formy pesymizmu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 111 KRES HISTORII, ZADANIA PAMIĘCI Urszula Glensk, Sygnatury pamięci. Literatura o Zagładzie . . . . . . . . . . . . 127 Jakub Momro, Nieśmiertelne ruiny. O eseistyce Marka Bieńczyka . . . . . . . 151 Paweł Majewski, Ars moriendi. Antyk w XXI wieku – pierwszy szkic . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 179 KOROZJA JĘZYKA, WYZWANIE RZECZYWISTOŚCI Jerzy Jarzębski, Fantastyka i pesymizm . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 199 Jerzy Franczak, „Podwojona obcość”. Proza Zbigniewa Kruszyńskiego . . . 121 Jerzy Franczak, Suma przekroczeń. Proza Dariusza Bitnera . . . . . . . . . . . . 165 GRANICE OKRUCIEŃSTWA Cezary Zalewski, Aspekty przemocy w literaturze najnowszej . . . . . . . . . . . 215 Cezary Zalewski, Śmierć w opowieści. Późne opowiadania Gustawa Herlinga-Grudzińskiego wobec kwestii przemocy . . . . . . . . . . 253 Jakub Momro, Przemoc przezroczystości . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 275 OD POKUS NIHILIZMU DO OPRESJI KONSUMPCJI Justyna Jaworska, Płacz chłopaków . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 299 Dariusz Nowacki, Innego świata nie będzie? O jednej powieści Bronisława Wildsteina . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 319 Emilia Branny-Jankowska, Antykonsumpcjonizm jako chwyt . . . . . . . . . . 337 ŻAŁOBA I MELANCHOLIA. DWIE WERSJE Urszula Chowaniec, „Femme mélancolique”, czyli o pesymizmie najnowszej literatury kobiecej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 371 Przemysław Rojek, „Coś musi zostać odrzucone, by to, co pozostało, zyskało na znaczeniu”. Prozy środkowoeuropejskie Andrzeja Stasiuka – zatrata i odzysk . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 409 KONIEC LITERATURY? KONIEC CZŁOWIEKA? Emilia Branny-Jankowska, W sieci. Proza hipertekstowa a pesymizm . . . 463 Paweł Majewski, Błędni rycerze umysłu. O pisarstwie Jacka Dukaja . . . . 485 Indeks nazwisk . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 511 Noty o autorach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 521 8 SŁOWO OD REDAKTORÓW Jedną ze swoich książek Emil Cioran, arcymistrz pesymizmu, któ- rego trudno doprawdy przelicytować w czarnowidztwie, przekornie za- tytułował Ćwiczenia z zachwytu. Złożyły się na nią portrety bliskich autorowi Historii i utopii postaci pisarzy i myślicieli. Parafrazując ten tytuł, to znaczy biorąc go po części za własny, zarazem rezygnujemy z ekstatycznego cudzysłowu, wybierając mocną przeciwwagę dla za- chwytu. Staramy się wprowadzić jednak analityczną ambiwalencję. Lektura polskiej prozy współczesnej to bowiem w znakomitej większo- ści interpretacyjne „ćwiczenie się” w najrozmaitszych formach pesymi- zmu: rozpaczy, melancholii, zniechęcenia, odrzucenia, poniżenia, ale także badanie takich jego wymiarów, które w literaturze odnajdują swoje miejsce, ale dotyczą wielu innych rzeczy: egzystencji, epistemo- logii, filozofii, antropologii czy polityki. Tytułowe „ćwiczenia” wskazują także na zdarzeniowy charakter pomieszczonych w tym tomie świa- dectw czytania. Powoduje to, rzecz jasna, że Czytelnik nie znajdzie tu żadnej spójnej i jednej narracji o jednym pesymizmie, raczej: frag- menty, ujęcia pewnych intrygujących albo irytujących form, w jakich przejawia się on w pisanej po polsku prozie. W sensie strukturalnym niniejsza książka to zatem wielokrotna eskpozycja pewnych form myślenia i komentarza jako praktyki, dzięki której interesujący nas pesymistyczny Zeitgeist mógłby się w pewien sposób ukonkretnić w idiomatycznych zbliżeniach. Praxis krytyczna ani nie pozwala zlekce- ważyć pesymizmu, ani nie daje możliwości prostej konstatacji o jego funkcjonalnej obecności w kulturze. Pesymizm nie jest bowiem jed- 7 W Ó R O T K A D E R D O O W O Ł S W Ó R O T K A D E R D O O W O Ł S Jerzy Jarzębski, Jakub Momro norodnym obrazem gotowym do odkrycia, lecz pewnym spektrum, a zatem jedną z możliwych sfer i jedną z możliwych form – bliższej lub dalszej – współczesności1, w której żyje literatura. Jerzy Jarzębski, Jakub Momro 1 „Współczesność” określamy nieco pod prąd historyczno-politycznej cezurze roku 1989. Rok 1985 nie jest dla nas w żadnym razie datą symboliczną czy przełomową, raczej stano- wi punkt orientacyjny. Sądzimy bowiem, że to w połowie dziewiątej dekady najwyraźniej były widoczne procesy zmiany paradygmatów estetycznych, zmiany wpływającej na samą literaturę. 8 WSTĘP Jerzy Jarzębski FORMY PESYMIZMU W ciągu kilku miesięcy pamiętnego roku 1989 Polska przeżyła se- rię wydarzeń, które na pozór nie miały szans się spełnić, coś porówny- walnego z zakończeniem pierwszej wojny światowej, kiedy klęskę po- niosły – wbrew spodziewaniom – wszystkie trzy zaborcze mocarstwa, co dało Polsce wolność. W roku 1989 obserwowaliśmy rozłożoną na kilka aktów klęskę komunizmu, wyrwanie się kraju z nonsensownego sys- temu ekonomicznego i urągającego demokracji porządku politycznego. Niedługo potem Polska uwolniła się z odbierającego niezawisłość blo- ku wojskowego, nawiązała wszechstronne stosunki z wolnym światem i zaczęła – mozolnie, kosztem wielu cierpień – wychodzić z kryzysu, i odrabiając dystans stracony wobec Zachodu. Mówiono częstokroć, że od wielu stuleci nie miała Polska tak korzystnej sytuacji geopolitycznej i tak obiecujących widoków na przyszłość. Zdawałoby się, że pomyślna sytuacja powinna zaowocować wybu- chem powszechnego entuzjazmu, zwłaszcza że korzyści płynące z no- wego systemu w postaci zniesienia cenzury, otwarcia granic, poprawy zaopatrzenia, a w następnej kolejności – umocnienia pieniądza i stop- niowego zacierania przepastnych wcześniej różnic w poziomie zamoż- ności Polaków i obywateli państw zachodnich, stały się stosunkowo szybko dostrzegalne. A zatem nie tylko i nie przede wszystkim teraź- niejszość obiecywała korzyści Polakom (zbyt wiele czaiło się w niej niebezpieczeństw i doraźnych kłopotów), ale raczej przyszłość malo- wała się w optymistycznych barwach i domagała się afirmacji. Dlacze- go więc afirmacji i entuzjazmu było tak niewiele? Zrazu tłumaczono P Ę T S W 11 P Ę T S W Jerzy Jarzębski to zmęczeniem społeczeństwa i ogólną apatią wynikającą ze z górą siedmiu lat duszenia wolności po wprowadzeniu stanu wojennego, po- tem mówiło się o społecznych obawach wiązanych z wprowadzanymi w kraju dość gwałtownie kapitalizmem i gospodarką rynkową, z utra- tą miejsc pracy i obniżką uposażeń. Dziś jednak okazuje się, że ów nurt pesymizmu i zniechęcenia ma znacznie trwalszą naturę i chyba moc- niejsze podstawy niż się to wydawało przed dwudziestu laty. Wiąże się on najwyraźniej już nie z przejściowymi nastrojami społeczeństwa wrzuconego raptownie w nową sytuację, ale z rozpoznaniem pewnych niepokojących procesów zachodzących w kulturze, na które nie ma prostego lekarstwa. Czego więc lęka się Polak i co z tych lęków przedostało się do lite- ratury? Co jednocześnie spośród tych lęków wydaje się na tyle trwa- łe i nieusuwalne, że można by to uznać za element pesymistycznego światopoglądu? Nie buduję tu jakiejś rozwiniętej teorii dzisiejszego pesymizmu, ale próbuję rozpoznać ogólne rysy zjawiska, jego – by tak rzec – postać szkicową. Niewątpliwie pierwszy był tu niepokój wyni- kający ze zmiany ekonomicznych reguł gry: z dnia na dzień tysiące ludzi utraciły gwarancje zatrudnienia, wielkie, nieprzynoszące zysków tylko straty, przedsiębiorstwa ulegały likwidacji, to samo spotykało nierentowne państwowe gospodarstwa rolne, a społeczeństwo, w któ- rym uprzednio niemal wszyscy mieli pracę, zaroiło się od ludzi bez- robotnych, żyjących z zasiłków lub złapanych w pułapkę zadłużenia. Przypominało to uchwycony świetnie w noweli Stefana Żeromskiego Zmierzch proces przechodzenia od gospodarki feudalnej do pierwot- nego kapitalizmu. Bohaterowie Zmierzchu kopią i wożą taczkami torf już po zapadnięciu zmroku, inaczej bowiem nie mogliby się utrzymać, robią więc coś z punktu widzenia rządzącej się „prawami natury” go- spodarki feudalnej niesłychanego. Na nic tu – wzorem bohaterów sie- lanki Szymona Szymonowica – namawiać słońce, by szybciej zachodzi- ło i uwolniło żeńców z pola, bo kapitalistyczne prawa podaży i popytu zmuszają do pracy także po zmroku, przy czym mają one charakter szczególnie okrutny, bo bezosobowy, działają tak jak natura (którą w istocie zastępują), ale z nią w sprzeczności. Tak właśnie funkcjonują zasady rynkowe, których bezwzględność właśnie po roku 1989 odkryli Polacy, niemogący zrazu pojąć, dlaczego produkowanych przez nich towarów, po które niedawno ustawiały się kolejki, teraz nikt w kraju ani za granicą nie chce kupić, a zatrudniające ich przedsiębiorstwa- -molochy nieuchronnie upadają. Ubocznym skutkiem tego procesu było niesłychane rozplenienie się „teorii spiskowych”, w myśl których 12 Formy pesymizmu Polska znalazła się w opresji z powodu rozmyślnych działań między- narodowego kapitału, dążącego do zrujnowania naszego kraju i wy- kupienia za bezcen jego dóbr. Przy czym w zmowie tej działać miały zgodnie rządy państw zachodnich wraz z kierownictwem wielkich ban- ków i koncernów przemysłowych oraz wspomagający ich zdradzieccy i skorumpowani politycy krajowi. Rozpowszechnienie się podobnych mniemań, wiara w to, że Polska – jak zwykle w ciągu ostatnich dwu wieków – znajduje się w rękach obcych, zawsze nieprzychylnych nam potęg, wzmagała obawy zrodzone z kłopotów na rynku pracy i nadawa- ła im charakter bardziej generalny, obejmujący całokształt społecznej i politycznej sytuacji Polaków. Utrata bezpieczeństwa socjalnego to jednak tylko jeden z powodów powszechnego lęku. Równie dojmujące jest poczucie wyczerpania daw- niej wyznawanych ideałów, które stają się coraz częściej jedynie dekla- mowanymi po stokroć rytualnymi formułami, bez związku z praktyką życia. Co gorsza, hasła „wolności” czy „tolerancji” w niektórych śro- dowiskach zmieniają się w znaki firmowe złowrogiego „liberalizmu”, który rzekomo niszczyć ma wszelkie narodowe i religijne wartości. Przeciwnicy tak rozumianego liberalizmu rozpętują prawdziwą kam- panię strachu przeciwko głównym zdobyczom ustrojowej przemiany, usiłując przekonać społeczeństwo, że przewrót polityczny był pozorny, a wszystkim nadal rządzą albo przemalowani komuniści, albo agenci kapitalistycznego, niosącego permisywizm i rozluźnienie obyczajów diabła. Jeśli nawet jednak nie dowierzamy zwolennikom katolickiej pra- wicy, to przecie również sam kapitalizm i demokracja importowane z Zachodu jawią się już teraz bez tłumiących dawniej krytycyzm opa- kowań. „Wolny świat” okazuje się także światem zniewolonym – przez potężne korporacje i grupy interesów, przez mocarstwa prowadzące egoistyczną i pełną arogancji wobec mniejszych partnerów politykę, wreszcie przez media narzucające ludziom swoją perspektywę widze- nia rzeczywistości i fałszujący jej ogląd język, będący inną wersją to- talitarnej nowomowy. Świat Zachodu – dawniej z perspektywy komu- nizmu postrzegany jako ziemia obiecana – teraz przynosi z sobą swoją własną filozofię pesymizmu i swoje własne problemy – etyczne czy so- cjalne. I nie są one w żadnym razie łatwiejsze do rozwiązania od tych, które zrodził komunizm. Stąd bierze się zapewne niezwykła kariera ideologii nowej lewicy, która sięga do dzieł klasyków marksizmu, nie chcąc jednocześnie mieć nic wspólnego ze szczątkami instytucji i śro- dowisk politycznych dawnego komunistycznego państwa, tworzy więc 13 P Ę T S W P Ę T S W Jerzy Jarzębski nowe wydawnictwa, czasopisma i kręgi opiniotwórcze, z których naj- ważniejsze to środowisko warszawskiej „Krytyki Politycznej”. Literatura od pierwszej chwili towarzyszy tym procesom. Łatwo wskazać liczne książki, w których pojawia się pesymistyczna diagno- za rzeczywistości, zarówno wynikająca z krytycznego podejścia do no- wych kapitalistycznych porządków i dyktatu wielkich korporacji (Ma- riusz Sieniewicz, Dawid Bieńkowski, Sławomir Shuty), jak z sytuacji kryzysu tradycyjnych wartości (Magdalena Tulli, Stefan Chwin, Jerzy Sosnowski, Cezary Michalski), ale nie taka akurat teza na temat dzi- siejszej Polski wydaje mi się najciekawsza. Najbardziej pesymistyczne, jak sądzę, są książki mówiące o tym, co w ostatnich dwu dziesięciole- ciach stało się z ludźmi. Aby to zrozumieć, trzeba mieć w pamięci trud- ne dziedzictwo lat ubiegłych, które w taki oto sposób scharakteryzował Andrzej Mencwel, ukazując relację wiążącą współczesnego Polaka ze społeczeństwem, w którym żyje: Czuć się we wszystkim zdanym na państwo, a zarazem państwa tego właściwie nie uznawać; prawo uważać za abstrakcję i respektować je o tyle tylko, o ile splata się to z interesem własnym; za realne mieć je- dynie to, co jest związkiem osobistym, a wszystko, co społeczne, mieć za fikcję. Oto typ historyczny, który stanowi podwójny albo i poczwór- ny spadek naszych dziejów, kulturowe podłoże naszej współczesności. Podwójny, bo nagromadziły go Rzeczpospolita szlachecka i zabory, po- czwórny, bo okupacje i stalinizm wniosły swój wkład. Szacowanie tych skarbów i wyliczenie tych wkładów pozostawmy historykom – dla nas ważny jest zasadniczy obrys tego typu. Stanowi on bowiem negatyw tej postawy, jaka przyczyniła się do rozwoju cywilizacji zachodniej1. Powróćmy na chwilę do Żeromskiego – tym razem tego z Przedwioś­ nia. Głównym pomysłem tkwiącym w mitycznej historii o szklanych domach jest przeświadczenie, że wolność polityczna przeanieli Pola- ków. Oto genialny inżynier projektuje nową cywilizację, która powsta- je właściwie „z niczego”, czyli z produktów, jak się wówczas wydawa- ło, ogólnie dostępnych: z piasku i z wody. Siłą budującą jest więc nie wielki kapitał, a wyzwolony z oków zaborczych polski umysł. Cywili- zacja szklanych domów ma powstawać jednak nie tylko dzięki potędze myśli, ale też posiada w sobie siłę kreatywną, formującą: kształtuje 1 A. Mencwel, Przedwiośnie czy potop. Studium postaw polskich w XX wieku, Warsza- wa 1997, s. 14. 14 Formy pesymizmu społeczeństwo ludzi nie tylko materialnie równych, ale też moralnie (i fizycznie) czystych. I cóż stąd, że historia o szklanych domach okazała się mrzonką, a prawdziwi Polacy A.D. 1918 – biedni i na wiele sposo- bów zdegenerowani? Żeromski doskonale uchwycił to, co było nadzieją Polaków: że wolność automatycznie wydoskonali ich duchowo, usuwa- jąc demoralizujący wpływ cywilizacji najeźdźców. I zarazem pokazał od razu, w jakiej mierze dziedzictwo społeczne w postaci klasowego ego- izmu z jednej strony, a z drugiej – biedy i degeneracji, sprawiało, że te nadzieje nie miały szans na prędką realizację. Bodaj czy w roku 1989 ta nadzieja nie była nawet większa niż po zakończeniu pierwszej wojny światowej: ostatnie lata trwania komunizmu przyniosły liczne analizy mówiące o destrukcyjnym wpływie ustroju na morale jednostek. Swoje wniosła tu także literatura, począwszy od Miazgi Jerzego Andrzejew- skiego, a skończywszy na Homo sovieticus Aleksandra Zinowiewa. Tymczasem, jak się okazało, pedagogika społeczna działająca w wolnym świecie była równie, choć nieco inaczej destruktywna, jak pedagogika komunizmu. Ta ostatnia kształciła serwilistów i ludzi umysłowo niesamodzielnych, a nagradzała posłuszeństwo, odcinała od światowych wzorców kultury i nauki, dławiła wolność myśli za pomocą cenzury. Kapitalizm z kolei przyniósł konformizm nieco innego typu niż ten komunistyczny, bo mniej związany z polityką czy ideologią, bardziej zaś – z wzorami życia i myślenia powielanymi przez potęż- ny system społecznej perswazji. Obywatel dzisiejszej Polski podejrze- wa, że jest nieustannie oszukiwany – i sam zarazem oszukuje innych. Z głośników rozbrzmiewa gromkie „nic” – i powiela się w nieskończo- ność, zastępując idee, wartości, wreszcie samą rzeczywistość. Zauważ- my, jak w nowej wersji zmieniła się mityczna fabuła Żeromskiego: ge- niusz inżyniera z historii o szklanych domach produkował „z niczego” społeczną sprawiedliwość, dobrobyt i moralność – Zdzisław Sztorm z Wojny polsko­ruskiej Doroty Masłowskiej właśnie owo „nic”, czyli piasek, wytwarza – i na nim buduje nie tylko swoją fortunę, ale też sieć wpływów: system nowych społecznych uzależnień i nierówności. Masłowska buduje cały świat społeczny, w którym jednostki myślą i mówią gotowymi tekstami pop-kultury, przedziwną mieszaniną slo- ganów branych z gazet, radia, telewizji, podręczników szkolnych, po- pularnych piosenek, młodzieżowych slangów itd. Tej sztuki, to znaczy konstruowania języka, który ogranicza świadomość, zmusza do myś- lenia podług prymitywnych kategorii branych z medialnego bełkotu mieszanego z językiem ulicy, próbowali (z gorszym niż u Masłowskiej skutkiem) także inni pisarze, m.in. Sławomir Shuty. Ale jeśli volapük 15 P Ę T S W Jerzy Jarzębski P Ę T S W ugnieciony z tego tandetnego materiału daje efekty komiczne, bo jest wewnętrznie sprzeczny2, to w innych książkach znajdziemy z kolei bo- haterów przemawiających skrajnie zideologizowanym językiem jedne- go tylko stronnictwa. Przykładem takiego sformatowanego przez jedną ideologię człowieka jest bohater Biało­czerwonego Dawida Bieńkow- skiego, karykatura zwolennika prawicy. Postacie wypełniające ostat- nią powieść Jerzego Sosnowskiego, Instalację Idziego, należą znów do obydwu skłóconych z sobą na śmierć i życie obozów: „demoliberałów” i katolickiej prawicy. Obydwa te stronnictwa – ze swoim fanatyzmem i zamknięciem w ciasnej klatce „jedynie słusznych poglądów” – jedna- ko zostały w powieści wykpione. W prozie ostatnich lat dostaje się jednak również ofiarom systemu. Bo też i czym odznaczają się bohaterowie Zwału Sławomira Shutego: monstrualnym konformizmem, pod którym buzuje dobrze ukryta nie- nawiść do przełożonych i korporacji. Tacy sami są najczęściej inni boha- terowie powieści „korporacyjnych”, bo w działalności wielkich firm nie to jest diaboliczne, że mają one większe możliwości dyscyplinowania swych pracowników, ale to, że ci dorośli ludzie ulegają presji, uczą się plastikowego języka narzucanego przez firmę do komunikowania się z klientami, cała jednak ich psychika ufundowana jest na resentymen- cie. Nie ma więc w dzisiejszych powieściach rewolucjonistów – świado- mych buntowników przeciw systemowi opresji, są za to ludzie głęboko okaleczeni i pełni nienawiści, dla której nie mogą znaleźć ujścia. Ulubionymi bohaterami dzisiejszych powieści są jednak ludzie wy- kluczeni, z różnych przyczyn wyrzuceni poza nawias społeczeństwa. Obszerną ich galerię przedstawia w Polsce do wymiany Przemysław Czapliński3. To nałogowi alkoholicy, narkomani, przedstawiciele mniejszości – rasowych, narodowych, seksualnych, a przede wszyst- kim ludzie biedni, którym nie udało się wskoczyć do pociągu przemian i którzy pozostali gdzieś – w Polsce B, w obszarach nędzy i bezrobocia. Ich bieda nie jest jednak malownicza ani romantyczna, wiąże się – jak w powieściach Daniela Odiji – z demoralizacją i wszechobecnym pijań- stwem. Nie wdzięczą się także do czytelnika wykluczone kobiety z ksią- żek Sylwii Chutnik. W jej ostatniej powieści, Dzidzi, oglądamy świat z wielu różnych perspektyw i z każdej wygląda on koszmarnie, a ułom- 2 Silny, bohater Masłowskiej, utrzymuje, że jest poglądów „raczej lewicowych” i łączy to z postulatem obniżki podatków – klasycznym punktem programu partii prawicowych. 3 P. Czapliński, Polska do wymiany. Późna nowoczesność i nasze wielkie narracje, War- szawa 2009. 16 Formy pesymizmu na tytułowa bohaterka jest niejako cielesną metaforą choroby, na któ- rą zapadło społeczeństwo. Z kolei Polska B opisywana w książkach Stasiuka wypełniona jest wydziedziczonym tłumem, który w miejsce tradycyjnych wartości postawił na piedestale konsumpcję – ale w jej najbardziej tandetnej formie, polegającej na pochłanianiu albo resztek z bogatszych stołów, albo tanich surogatów markowych towarów. Bo- haterowie ostatniej powieści Stasiuka, Taksim, nasycili już pierwszy głód rzeczy i mogą sobie teraz pozwolić na kupowanie tanio odzieży, butów i wielu innych przedmiotów, które kiedyś stanowić mogły tylko obiekt marzeń – ale te rzeczy są tandetnym produktem przeznaczo- nym dla Trzeciego Świata i tam też produkowanym. Ledwie kupione – już ulegają zniszczeniu, zamieniając się w śmieci. „Badziewie” to jedno ze słów-kluczy tej powieści, pokazującej, jak fetysze konsumpcji stają się z jednej strony bardziej dostępne, wręcz tanie, z drugiej, co za tym idzie – wyzbywają się funkcji zastępnika sacrum, którą pełniły jeszcze na samym początku ery przemian. Ten stan pierwotny społeczeństwa konsumpcjonistycznego Stasiuk opisał celnie w Opowieściach galicyj­ skich, gdzie wypełniony barwnym towarem kiosk „Ruchu” staje się ni mniej, ni więcej, tylko nowym, świeckim ołtarzem. Jeśli jednak świecki ołtarz zostaje obalony, a właściwie – sam ulega destrukcji, to cóż pozostaje jako nośnik czy symbol wartości? Głównym kłopotem cywilizacji kapitalizmu zdaje się inwazja tandety dokonują- ca się w samym centrum owej cywilizacji, to znaczy w jej systemach przesyłu informacji. Dlaczego programy telewizyjne stają się coraz głupsze? Dlatego, że ich treścią rządzą reklamodawcy, którzy upierają się, by w porze największej oglądalności – kiedy w telewizji pojawiają się najdroższe i najskuteczniejsze reklamowe spoty, nadawano pro- gramy przyciągające najprymitywniejszą w dziedzinie gustów, ale też najliczniejszą publiczność. W ten sposób realizuje się idea równania do najgłupszych, która nie jest już – jak w czasach okupacji niemieckiej – efektem diabolicznego planu wymóżdżania narodu niewolników, ale czymś, co społeczeństwo niejako samo sobie – w majestacie demokra- cji – funduje. Przewidział to już pod koniec lat 20. XX wieku w Buncie mas José Ortega y Gasset, pisząc o dobrym samopoczuciu klas niż- szych, które po raz pierwszy w dziejach są zadowolone ze swego gustu i za nic w świecie nie zamieniłyby go na gust elit. Zdawałoby się: cóż to za problem – estetyka powielana przez tele- wizję czy radio? A przecież w wydawanych ostatnio powieściach kicz estetyczny towarzyszy z reguły w bohaterach kiczowi myślowemu i moralnej anomii. Tak jest np. w Pawiu królowej Doroty Masłowskiej, 17 P Ę T S W P Ę T S W Jerzy Jarzębski w którym medialna kariera bohaterów odrywa się całkiem od jakiej- kolwiek kwalifikacji estetycznej i decyduje o niej konkurs na najbar- dziej szokującą antywartość. Jest to w istocie zjawisko bardziej niebez- pieczne, niżby się zdawało. Ostatecznie to „potęga smaku” nie pozwa- lała bohaterom wiersza Herberta zgiąć karku przed tyranią władzy. Postaci z dzisiejszych książek do smaku już się nie odwołują, bo nie ma takiego zbioru estetycznych reguł, który łączyłby całe społeczeństwo lub przynajmniej jego elity. A społeczeństwo, za którym smak nie stoi, czyli, mówiąc bardziej ogólnie, niewytwarzające hierarchii ani odru- chowej niechęci wobec tandety, staje się bardziej bezbronne – już nie tylko wobec kiczu estetycznego, ale w ogóle – wobec kryzysu wszelkich wartości. Jeden z najbardziej pesymistycznych filmów ukazujących współ- czesne polskie społeczeństwo, Wesele Wojciecha Smarzowskiego, po- kazuje ludzi, będących produktem naszych czasów: są oni właśnie po- zbawieni smaku i jakiejkolwiek klasy, czyli uwewnętrznionych reguł kierujących postępowaniem i wyborami w dziedzinie aksjologii. I nic dziwnego. Stanisław Wyspiański, pisząc swoje Wesele, zderzał w nim boleśnie dwie trudne do uzgodnienia tradycje: ludową i inteligencką, szlachecką z pochodzenia, oraz dwa sposoby wartościowania. U Sma- rzowskiego biesiadnicy nie mają już żadnej świadomości uwikłania w historię czy aksjologię, potrafią tylko wyryczeć Rotę w pijanym widzie, przestała im też przyświecać jakakolwiek świadomość klasowa, wzorce postępowania wymieszały się i zeszły na psy, a w miejsce wyższych motywacji pojawiła się prymitywna pazerność. Byłażby to po prostu nowa „dulszczyzna”? Ale Dulska broniła przynajmniej pewnej struktu- ry – mieszczańskiego domu, u Smarzowskiego wszystko rozlazło się w anomiczny i antyestetyczny bezkształt. Może więc to właśnie filmowi, nie prozie, zawdzięczamy najbardziej ponury i odstręczający obraz Po- laka doby najnowszej? Uprzednio obrazy takie tworzono raczej po to, by pokazać demo- ralizujący wpływ komunizmu na społeczeństwo. Tak było w Miazdze Andrzejewskiego, u Marka Nowakowskiego w Weselu raz jeszcze. Czy to przypadek, że również Smarzowskiemu zawdzięczamy jeden z naj- bardziej przygnębiających filmowych obrazów społeczeństwa ze schył- kowego okresu komuny: Dom zły. Trzeba przyznać zresztą, że reżyser niezwykle precyzyjnie pokazuje, jaki udział w stworzeniu tej czarnej wizji przypada ludowej władzy. Cóż jednak, skoro ludzie z Wesela są godnymi spadkobiercami tych z Domu złego. Istnieje tu jakaś tradycja demoralizacji i anomii ponad politycznymi podziałami. Jednym sło- 18 Formy pesymizmu wem, usunięcie komunizmu i jego złowrogiej roli w edukacji społeczeń- stwa niewiele pomogło. Być może kryzys norm moralnych i estetycz- nych zawdzięczamy więc jakimś innym jeszcze, działającym w szerszej skali czynnikom, a radość z odzyskania wolności akurat tyle jest war- ta, co owa sławetna „radość z odzyskanego śmietnika”, o której mówił niegdyś – podobnie rozczarowany wybijającymi się na niepodległość Polakami – Juliusz Kaden-Bandrowski. Pesymizm ogarnia więc – paradoksalnie – nie tylko przyszłość, ale i przeszłość. Niejako ex post pisarze dobierają się do legend czasów politycznej kontestacji, aby pokazać, ile w niej było zakłamania i mo- ralnych dwuznaczności, ilu też ludzi chodzących dziś w glorii komba- tantów swoją bohaterską przeszłość zmyśliło bądź zakłamało. Temu poświęcili swe powieści Janusz Anderman (Choroba więzienna, Cały czas), Jacek Kaczmarski (Autoportret z kanalią) czy Zbigniew Kru- szyński (Ostatni raport). Nie wymieniam tu już książek (licznych ostatnio), których autorzy, jak np. Bronisław Wildstein w Dolinie ni­ cości, używają formy powieści z kluczem, aby zdyskredytować i opluć swoich przeciwników politycznych. Tam również atakuje się legendy opozycji, ale już w czysto instrumentalnym, motywowanym aktualną potrzebą polityczną celu. Anderman, Kaczmarski i Kruszyński robią inaczej: w pewnym stopniu utożsamiają się ze swymi bohaterami, pró- bując w ten sposób przeniknąć pokrętności ich dusz i paradoksy pod- ziemnych życiorysów, które – zanurzone w mroku tajności – poddają się łatwo rozmaitym fałszerstwom. Wraz z krytycznym nicowaniem le- gend czasów antykomunistycznej opozycji pojawia się głęboka niechęć do polityków dzisiejszych – wraz z ich interesownością, skłonnością do korupcji, użycia, podbojów erotycznych i wszelkiego typu prymityw- nych spełnień, łączonymi z pogardą dla wszelkich moralnych skrupu- łów. Ludzie uwikłani w politykę to bez wątpienia negatywni bohatero- wie najnowszej literatury. Zamiast wielkiego otwarcia – serc, umysłów – pojawia się zatem w dzisiejszej rzeczywistości motyw niejako odwrotny: zamknięcia się ludzi we własnych doświadczeniach, w swoistości własnego losu. W miejsce empatii i altruizmu umacnia się egoizm – zarówno jednost- kowy, jak grupowy czy narodowy. Klęska idei solidarności wyraża się zatem albo poprzez nacjonalizm, albo przez seksizm, radykalizm po- lityczny lub teokratyczny, zamykanie się środowisk ludzi zamożnych na innych. W pisanych ostatnio powieściach pełno ludzi samotnych, zdradzonych przez partnerów życiowych, przez środowiska zawodowe czy wreszcie przez szeroko rozumiane społeczeństwo bądź państwo, w 19 P Ę T S W P Ę T S W Jerzy Jarzębski którym żyją. Samotność i alienacja najmocniej się wyrażają w losie Obcych, których chętnie opisuje Bronisław Świderski (Słowa obcego, Asystent śmierci) czy Magdalena Tulli (Skaza). Przy czym tych Obcych bądź nie można zrozumieć, jak u Świderskiego, bądź nie wiadomo, co z nimi zrobić (tak u Tulli). Szczególnie Świderski, od czasów pomar- cowych emigrant w Danii, z niezrównaną ironią opisuje działanie in- stytucji służących opiece nad Obcymi, w rzeczywistości traktujących ich z obraźliwym instrumentalizmem i poczuciem wyższości. Tak np. w Asystencie śmierci przedłużanie życia znajdującemu się w śpiączce imigrantowi z Europy Wschodniej jednej instytucji się opłaca (bo na żyjącego dostaje wciąż jakieś dotacje), innej z kolei nie (bo dotacje na jego utrzymanie zjadają przydzielane jej państwowe fundusze). Obie ostatnie powieści Świderskiego poruszają jednak temat szerszy, a ich tajemniczo nieprzenikalni bohaterowie symbolizują zasadniczą obcość ludzi we wzajemnych relacjach. Bo też czy mniej obcy wobec siebie wzajem są protagoniści książek Jolanty Stefko (Możliwe sny, Dia­ blak)? Fiasko, jakie ponoszą dążący do zbliżenia ludzie, dotyczy często spraw prostszych, jak stosunki rodzinne czy miłość. Oprócz tego funk- cjonuje w społeczeństwie cały katalog rozmaitych wykluczeń, mają- cych charakter represyjny. Dotykają one mniejszości narodowych, sek- sualnych, dotykają też ludzi biednych, starych, bezrobotnych, a także kobiet, walczących bez skutku o równouprawnienie w zdominowanym przez mężczyzn świecie. Literatura dotycząca społecznie wykluczo- nych, jak już wcześniej wspomniałem, w ostatnich latach wylała się w Polsce potężną falą, przy czym nie ma ona już charakteru po prostu – jak wcześniej – antykorporacjonistycznego; charakter społecznych wykluczeń i ich lista wydłużyły się i znacznie skomplikowały. Reakcją na to może być bunt obejmujący wszelkie sfery życia kontrolowanego przez społeczeństwo – jak to się dzieje w powieści Rdza Ewy Berent, której młoda bohaterka łamie zasady obyczajowe, kradnie, dopuszcza się okrucieństwa i autoagresji; wszystko to w reakcji na represje, jakie spotykają jej homoerotyczne skłonności. Wśród ludzi samotnych i nieszczęśliwych, którym głos oddaje proza ostatnich lat, jest więc spora gromada wykluczonych przez gromadę outsiderów, jest jednak także wielu bohaterów po prostu negujących świat, w którym się znaleźli, i własną kondycję, chorych na nieuleczal- ną melancholię. Do tego typu ludzi należą – mocno powiązani i utoż- samiani z autorem – główni bohaterowie książek Krzysztofa Vargi, których dręczy poczucie bezsensu egzystencji, ulotności wszelkich sukcesów, wreszcie – lęk przed śmiercią. Krystian Apostata – bohater 20 Formy pesymizmu Alei Niepodległości: niespełniony malarz i życiowy nieudacznik – tak przedstawia sobie Warszawę, theatrum, w jakim odgrywany jest dra- mat jego życia: To wirtualne miasto z komputerowej gry, w której można dowolnie przekładać elementy, tworząc pokraczne budowle i zaludniając je po- kracznymi postaciami. Jesteśmy bohaterami „Simów”, ktoś nas ubiera w śmieszne ciuchy, dobiera nam kolor włosów i oczu, znajduje nam jało- we zajęcia, każe wchodzić w międzyludzkie relacje, a potem z nich wy- chodzić, dzięki czemu zdobywamy i tracimy punkty, a ten, kto uzbiera najwięcej wstydu i zażenowania, wygrywa i potem się go kasuje4. Tym, co bohaterowi najmocniej doskwiera, jest zatem poczucie sztuczności, nieprawdziwości, bezsensu i bezkształtu życia, które zresztą niebawem się skończy, gdy runie niespodzianie do Atlantyku samolot wiozący bohatera do Ameryki. Ale w podobnie bezsensowny sposób zginie też antagonista Krystiana, Jakub Fidelis – człowiek suk- cesu, któremu na pozór wszystko się udaje. Obydwa te życiorysy, tak odmienne, podszyte są analogiczną pustką. Ta pustka ma zresztą cha- rakter zaraźliwy: jej bakcyla łapie zarówno przeszłość, jak przyszłość. Jakub Fidelis, niczym odwrotność mitologicznego Midasa, zarażający pustką wszystko, czego się dotknie, przerabia w ten sposób legendę powstańczej Warszawy w seryjny kicz. Zarazem bohaterowie poprzed- niej powieści Vargi, Nagrobka z lastryko, poczucie bezsensu projektu- ją w przyszłość, w której działa kolejne pokolenie i która podejrzanie mało różni się od naszego tu i teraz. Pesymizm polega więc tutaj na tym, że oglądana przez bohaterów rzeczywistość niczego w perspek- tywie dłuższego trwania nie obiecuje, wypełnia ją ten sam znajomy bezsens i bezkształt, zmieniają się tylko mało w gruncie rzeczy istotne realia otoczenia. Źródła dzisiejszego pesymizmu biją więc w różnych miejscach i na- dają mu wieloraki charakter. Najważniejsza wydaje się jednak obawa, która wynika z przeświadczenia, że społeczne, ekonomiczne czy ak- sjologiczne przemiany zachodzą jakby same z siebie, bez udziału pro- jektującej świadomości, która tak wiele miała do powiedzenia jeszcze w utopii komunistycznej, w całości zaprojektowanej i rządzonej żela- zną ręką. Więc jeśli nawet „mądrość Partii” okazała się iluzoryczna, to przecież miała ona pewną osobową formę, można z nią było – niekie- 4 K. Varga, Aleja Niepodległości, Wołowiec 2010, s. 149–150. 21 P Ę T S W P Ę T S W Jerzy Jarzębski dy, w ograniczonej mierze – dyskutować, wreszcie walczyć, proponując własne rozwiązania. W niektórych (ograniczonych, rzecz jasna, ideolo- gią i doraźną polityką) przypadkach świat komunizmu mógł – jeśli jego system wykorzystali do tych celów ludzie ambitni i bardziej wyrafino- wani – sprzyjać propagowaniu kultury wysokiej i wykorzeniać szmirę. Światem kapitalizmu rządzą prawa immanentne, zanurzone w jego materii, z którymi trudno wieść spór, a jakakolwiek ingerencja w ich działanie jest niebywale trudna i mało skuteczna, o czym świadczą choćby syzyfowe trudy ekologów, próbujących daremnie wprowadzić w skali globu restrykcje chroniące środowisko przed niszczącym dzia- łaniem przemysłu. Lęk budzi więc ograniczona wrażliwość na dzia- łania sterownicze lub naprawcze wielkiego okrętu kapitalistycznego świata, który płynie, gdzie wiatr zawieje, nie bacząc na grożące mu liczne rafy. Może z tego wynika właśnie nieobecność w polskiej litera- turze najnowszej utopii, na co zwracał uwagę niedawno Przemysław Czapliński. Przecież w samej naturze utopii mieści się wiara w dobro- czynne działania projektującego rozumu, którego dziełem jest właśnie utopijna kraina doskonałego porządku i powszechnego szczęścia. Intronizacja na światowej scenie postmodernizmu odbywała się m.in. pod hasłem zaniku wielkich narracji, projektujących to, co na- zwać by można współczesnymi „dziejami cywilizacji”. Dziś widać już lepiej niż uprzednio dalekosiężne skutki tego bankructwa. Bo przecież w ślad za zanikiem „wielkich narracji” kończy się wiara w to, że histo- ria ludzi rządzona jest przez jakikolwiek racjonalny zamysł, że – co za tym idzie – można ją poddawać krytyce czy w taki lub inny sposób korygować pro publico bono. Ostatnią bodaj „wielką narracją”, która osiągnęła światowy rozgłos, była ta finalistyczna Francisa Fukuyamy, zgodnie z którą „koniec historii” miał następować w momencie osią- gnięcia przez dane społeczeństwo ustroju demokracji parlamentarnej w stylu amerykańskim lub zachodnioeuropejskim. Skrycie, lecz rady- kalnie wobec niej polemiczna była koncepcja Johna Huntingtona na temat „zderzenia cywilizacji”, z której wynikało niezbicie, że każda spośród dość licznych współegzystujących na kuli ziemskiej cywilizacji rozwija się wobec sobie tylko właściwego wzorca, dlatego nie ma naj- mniejszego sensu poszukiwać dla nich wszystkich jednego tylko stanu docelowego. Na pełnowartościową „wielką narrację” tej spod znaku Fukuyamy było, by tak rzec, zbyt mało – bo z jej ostatecznym zwieńczeniem mo- gliśmy już tu i ówdzie na świecie się zapoznać, a zatem jej projekt był przedsięwzięciem obliczonym na krótką metę. Huntington z ko- 22 Formy pesymizmu lei nie dawał nam, przedstawicielom cywilizacji euroamerykańskiej, większych szans na zrozumienie i utożsamienie się ze specyfiką in- nych cywilizacji. Stąd bierze się prolongata pesymizmu jako reakcji na niejasność spowijającą to, co obce, i niepozwalającą na tej obcości rozumne kształtowanie. Paradoksem współczesnej epoki jest to, że – ukochawszy wprzódy rozum i racjonalne wyjaśnienia sensu dziejów – niebawem wyrzekła się możliwości wpływania na ich kształt i modelowania go w zgo- dzie z jakimś rozsądnie pomyślanym projektem. Wprawdzie w swej ostatniej książce Czapliński dowodzi, że wielkie narracje nie umarły ze szczętem, ale ukazuje raczej ich permanentny kryzys niż rozkwit. W przedsięwzięcie opisu tego kryzysowego stanu wpisują się także au- torzy niniejszego tomu. P Ę T S W 23 KRES HISTORII, ZADANIA PAMIĘCI Urszula Glensk SYGNATURY PAMIĘCI LITERATURA O ZAGŁADZIE W berlińskim Muzeum Historii Żydów wystawiana jest rzeźba Menashe Kadishmana, przedstawiająca kilka tysięcy położonych na podłodze metalowych wizerunków. Zostały one zrobione ze stali pocho- dzącej z torów kolejowych. Są dwa sposoby oglądania tego pomnika. Można go zobaczyć z pewnej perspektywy, stojąc z boku i wówczas wi- dać powierzchnię ułożoną z metalowych krążków, robiących wrażenie surowych, posępnie monotonnych. Drugi sposób jest trudniejszy, bo wymaga przekroczenia granicy oddzielającej podłogę od ekspozycji, i wejścia na poszczególne rzeźby. Odbiór dzieła Kadishmana jest za- leżny od perspektywy oglądania. Łatwiej zobaczyć stalowe wizerunki z boku z pewnej odległości, trudniej na nie wejść i przyjrzeć się ich indywidualnym cechom. Podobne różnice odbioru dotyczą tego, co w ogóle wiąże się z Ho- lokaustem. Świadomość elementarna wydaje się dostatecznie rozpo- wszechniona. Podstawową wiedzę nabywają wszyscy, którzy kończą edukację podstawową. Stają się przez to obserwatorami, podobnymi do tych, którzy patrzą na wizerunki Kadishmana z zewnątrz. Pozo- staje kwestia, co zrobić z tą wiedzą ogólną, zawierającą się w kilku nazwach, odseparowanych faktach i wieloliczbowych statystykach. Schematyczne upamiętnianie ich jest elementem oficjalnie kreowanej pamięci historycznej. „Upaństwowione” rytuały zostają jednak podwa- żane, pojawiają się próby rekonstrukcji utartych interpretacji i weryfi- I C Ę I M A P A N A D A Z , I I I R O T S I H S E R K 27 I C Ę I M A P A N A D A Z , I I I R O T S I H S E R K Urszula Glensk kowania koniunkturalnych, zideologizowanych poglądów powielanych w podręcznikach. Przeszłość staje się przedmiotem sporów toczonych w parlamentach, w mediach, na towarzyskich spotkaniach. Proces ten jest szczególnie złożony w społeczeństwach, które po wojnie zmuszane były do sterowanych politycznie przemilczeń. Dowodzenie zależności między nieoswojoną historią a antagonizmami społecznymi odżywa- jącymi po upływie dziesiątków lat stało się konieczne w interpreta- cji niedawnej wojny na Bałkanach. Taką strategię przyjęła Slavenka Draculić w książce Oni nie skrzywdziliby nawet muchy. Zbrodniarze wojenni przed Trybunałem w Hadze. Chorwacka pisarka wykazuje, jak cementowanie jedności państwa przez Josipa Tito, polegające na zakazie mówienia o bratobójczych walkach partyzanckich, w rzeczy- wistości uniemożliwiło pojednanie. Społeczeństwa postsocjalistyczne, także te spoza „kotła bałkańskiego”, stanęły przed koniecznością roz- brojenia historii, koniunkturalnych wykładni i reżimowej propagandy. Ta podwójna komplikacja nie dotyczy w równym stopniu wszystkich, ale okazuje się, że rewizja historii nie ogranicza się jedynie do krajów nowej demokracji. Jacek Żakowski – wskazując na różne zaskakujące i pełne moralnych implikacji ustalenia wynikające z badań nad prze- szłością – ujął tę tendencję metaforycznie: „pochód szkieletów idzie przez Europę”1. Burzliwe debaty historyczne wywoływane są odkrywaniem zapom- nianych faktów lub upowszechnianiem tych, które wcześniej znane były tylko wąskim grupom specjalistów. Przykładem jest zainicjowa- na w połowie lat 90. przez Światowy Kongres Żydów dyskusja o nie- odebranych depozytach żydowskich, zdeponowanych przed wojną w bankach szwajcarskich, a także fakt, że przez te banki przechodzi- ło złoto grabione przez Niemców, które po przetopieniu otrzymywało nowe pieczęcie i wprowadzane było w obieg handlowy. Płacono nim za kupowane w Szwecji rudy żelaza i wykorzystywane do produkcji militarnej. W Polsce nie było to przedmiotem takiego zainteresowa- nia jak w krajach bezpośrednio uwikłanych w ten proceder, niemniej poetyckim echem ponurych transakcji i ujawniających je doniesień prasowych był wiersz Tadeusza Różewicza Złoto, włączony do trypty- ku Recycling. W zasięgu historycznych detabuizacji znalazła się nie tylko historia drugiej wojny światowej, ale także przeszłość kolonialna, ludobójstwo 1 J. Żakowski, Rewanż pamięci, wstęp L. Kieres, Warszawa 2002, s. 12. 28 Sygnatury pamięci Ormian czy wojna w Wietnamie. Preteksty do przypomnienia nie- wygodnych historii bywają różne. Opinia publiczna we Francji była zaszokowana pamiętnikami generała Paula Aussaresses’a dotyczący- mi wojny w Algierii i praktykowanego wówczas torturowania jeńców w celu uzyskania od nich informacji. Zaskoczenie było tym większe, że sam autor wspomnień nie był skłonny do skruchy i zrewidowania ówczesnego postępowania. Niepokój etyczny związany z przeszłością ujawnia się także w Belgii, gdzie przypominane są kolonialne okru- cieństwa dokonywane za zgodą Leopolda II („budowniczego Brukseli”) w Kongo Belgijskim na początku XX wieku. Podobnie w Stanach Zjed- noczonych pod pręgierz ocen moralnych stawia się senatora Roberta Kerreya, odpowiedzialnego za zabicie 13 kobiet i dzieci w czasie woj- ny w Wietnamie, a Philip Zimbardo twierdzi, że udokumentowanych przypadków znęcania się nad ludnością wietnamską jest ponad 300. Żakowski nazywa ten proces „rewanżem pamięci” (w książce pod takim właśnie tytułem) i ocenia, że wiąże się on z negocjowaniem toż- samości, „historia przestaje spajać, a zaczyna rozsadzać porządek (spo- łeczny, polityczny, międzynarodowy) oparty na (czasem odwiecznym) konsensie przemilczeń, mitów, zapomnień, kompromisów. Nowa histo- ria, która w zachodniej kulturze nieoczekiwanie przestała być sprawą historyków, dość radykalnie zmieniła oblicze przeszłości”2. Zrelatywi- zowanie kompetencji historyków jako jedynych mających decydujące argumenty w mówieniu o historii albo literaturoznawców w mówieniu o literaturze rozbiło dominujące dyskursy, odebrało monopol specjali- stom. Uwolniło też dyskusję od akademickiej powściągliwości i ujaw- niło skłonność do ferowania wyroków, ostrego prezentowania poglą- dów i powszechną swobodę w bezkompromisowym ocenianiu zdarzeń zgodnie z dzisiejszym systemem wartości i dostępną wiedzą. Historia, zdawałoby się ustalona, ulega rozpadowi na skutek różnego rodzaju ujawnień, ocen, ustaleń wchodzących w konflikt z kanonem. Wielkie narracje konfrontowane są z prawdami indywidualnymi i punktami widzenia wcześniej pomijanymi i wykluczanymi. Ten stan intelektual- nego niepokoju zbiega się z nowymi możliwościami technicznymi i ma swoje pragmatyczne uzasadnienia – łatwość publikowania w nowych i starych mediach, wygodniejszy dostęp do archiwów oraz możliwość korzystania z bibliotecznych zasobów cyfrowych. Towarzyszy temu wzrost zainteresowania relacjami uczestników – którzy słuchani są z coraz większą uwagą, ponieważ dla wszystkich jest jasne, że są to 2 Tamże, s. 16. 29 I C Ę I M A P A N A D A Z , I I I R O T S I H S E R K I C Ę I M A P A N A D A Z , I I I R O T S I H S E R K Urszula Glensk już ostatni świadkowie mogący zdać osobistą relację. Uruchomiono wiele programów badawczych, które służą rejestracji indywidualnych wspomnień. W Polsce takie projekty były realizowane tuż po wojnie i niemal zaniechane w latach 50. XX wieku, ale po transgresji poli- tycznej działalność dokumentacyjna została ożywiona. Wiadomo, że wraz z czasowym oddalaniem się momentu zdarzenia od zapisu rela- cji wzrasta subiektywizacja. I w tym sensie zaprzepaszczone lata są już niemożliwe do nadgonienia. Hannah Arendt, przysłuchująca się zeznaniom świadków w procesie Adolfa Eichmanna, zwróciła uwagę na rzadką umiejętność „odróżniania wydarzeń, jakie miały miejsce w życiu opowiadającego więcej niż szesnaście, a niekiedy i dwadzieścia lat temu – od rzeczy, które [zeznający] wyczytał, usłyszał lub wymy- ślił od tamtego momentu. Trudnościom tym nie sposób było zaradzić”3. Niemniej nawet przy założeniu, że relacje uwieczniane po tak długim czasie muszą łączyć to, co przeżyte, z tym, co przemyślane i zasłyszane później, mają one moc na tyle znaczącą, że mogą wpływać na weryfi- kację wcześniejszych poglądów. Dyktowane pamiętniki Szmula Wa- sersztejna, świadka wydarzeń w Jedwabnem i okolicach, są tego przy- kładem. Jego książka stała się impulsem do zrekonstruowania historii Jedwabnego. Zainteresowanie przeszłością wzrasta po ważnych albo kontrower- syjnych książkach, które inspirują powstawanie kolejnych publika- cji. Sekwencyjne zainteresowanie daje się prześledzić w polskim piś- miennictwie chociażby na przykładzie Chaima Rumkowskiego (jego literackie wizerunki będą przedmiotem mojej dalszej analizy). Nowe inter pretacje wynikają też z lektury starych, zlekceważonych wcześ- niej tekstów. Wzmożone zainteresowanie – ograniczone zresztą głów- nie do intelektualistów – nie jest jeszcze równoznaczne z „rewanżem pamięci”, który zakłada pewien moralny niepokój, inicjujący dyskusję o przeszłości. W efekcie wskazywane są nowe punkty ciężkości, ujaw- niane zostają rzeczy ukrywane bądź po prostu zapomniane. W Polsce na ten proces nakłada się konieczność weryfikowania historii prepa- rowanej na potrzeby polityczne PRL. Uwolnienie od cenzury, zwol- nienie badaczy z płacenia kontrybucji ideologicznej zmieniły ścieżki poszukiwań i wzbudziło spory stojące w sprzeczności z dotychczasowy- mi doktrynami. Projekty rekonstrukcji narracji historycznej są zatem 3 H. Arendt, Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła, przeł. A. Szostkiewicz, Kraków 2004, s. 289–290. 30 Sygnatury pamięci w naszej części Europy uzasadnione w dwójnasób, ale dotyczą także innych społeczeństw. Francuski historyk Pierre Nora uważa, że „nie- mal wszystkie kraje, niemal wszystkie grupy społeczne czy etniczne przeżyły w ciągu tego ćwierćwiecza szok zasadniczej zmiany swoich relacji z przeszłością”4. Procesy świadomościowe pokazują demontaż narracji historycz- nych ukonstytuowanych zgodnie z ideologią narodową. Historia kon- struowana jako element tożsamości narodowej zostaje zanegowana i okazuje się mniej ważna od pytań, kto komu jaką zrobił krzywdę w przeszłości i – ewentualnie – czy da się ją w jakiś sposób, chociażby symbolicznie, naprawić. Te pytania unieważniają logikę narodowo- -państwową i wszelkie bałamutne racje, jakie ona implikuje. „Rewanż pamięci” – wróćmy do intuicji Żakowskiego – odnosi się do ludzi i grup do niedawna pomijanych lub celowo wykluczanych. Zainteresowanie zwrócone jest w stronę doświadczeń ofiar, polega także na pokazywa- niu racji do niedawna niedostrzeganych albo przedstawianych tenden- cyjnie. Rewizje dotyczą przede wszystkim sytuacji spornych, gdy jakaś społeczność musi sobie przypomnieć o momentach swojej historii, w których sama była agresorem, mimo że podręczniki przez lata kreowa- ły inną interpretację przeszłości. Z punktu widzenia psychologii spo- łecznej taka rekonstrukcja tożsamości jest możliwa, dlatego że wielu ludzi jest skłonnych bardziej ubolewać nad złem wyrządzonym przez członków własnej grupy etnicznej niż nad winami obcych. Wyraziła tę zasadę Hannah Arendt w liście do Gershoma Scholema: „Zgadza- my się co do tego, że nie może być patriotyzmu bez zawsze obecne- go elementu sprzeciwu i krytyki. Ale mogę przyznać Ci się do czegoś jeszcze, że mianowicie zło wyrządzone przez mój własny naród smuci mnie bardziej niż zło wyrządzone przez inne narody”5. W kontekście niemiecko-żydowskim Arendt uznawała jednak konieczność ukrycia tych refleksji, gdyż akurat w tym przypadku jej publiczna deklaracja przekłamywałaby relację między katem i ofiarą. Kontekst jest w tym wypadku całkowicie wyjątkowy i z niczym nieporównywalny. Gesty ekspiacji są możliwe tylko w ramach grupy, poczuwającej się do odpowiedzialności. Inaczej nie mają sensu. Obrazuje to wypowiedź Yehudy Bauera z Yad Vashem, który pytany, jak powinna brzmieć for- muła na pomniku w Jedwabnem, unikał odpowiedzi, a nakłaniany do 4 Epoka upamiętniania. Rozmowa z Pierrem Nora, w: J. Żakowski, Rewanż pamięci. dz. cyt., s. 59. 5 H. Arendt, Eichmann w Jerozolimie, dz. cyt., s. 398. 31 I C Ę I M A P A N A D A Z , I I I R O T S I H S E R K I C Ę I M A P A N A D A Z , I I I R O T S I H S E R K Urszula Glensk niej skwitował, że jest to sprawa Polaków, i dodał, że: „Żydzi byli tutaj tylko ofiarami. Jedwabne leży w Polsce. Polscy obywatele zginęli tam z rąk polskich obywateli. Polska jest dziś demokratycznym krajem i w ramach demokratycznej debaty Polacy muszą sami się porozumieć, jaka jest prawda o historii Polski”6. Zanegowanie monopolu państwa na pisanie podręczników histo- rii nie kończy trudności. Pojawiają się nowe problemy, wiążące się z ograniczeniami oceny retrospektywnej. Ferowanie wyroków nad przeszłością, wynikające z aktualnej wiedzy i związane z określonymi warunkami społecznymi, wydaje się uzurpacją. Postawa przeciwna zakłada powstrzymywanie się przed oceną wydarzeń i wynikających z nich zachowań, jeśli nie było się ich uczestnikiem. O ile pierwsza z tych postaw utrudnia uczciwą refleksję o historii, to druga ją całko- wicie uniemożliwia. Zgodnie z postulatem Paula Ricœura należałoby oddzielić – szczególnie w odniesieniu do czasów najnowszych – inter- pretację od poszukiwania „prawdy w historii”7. Filozof wskazuje, że obiektywne poznanie historyczne jest niemożliwe choćby dlatego, że interpretacja jest wpisana w każdy element „operacji historiograficz- nej”8 i ujawnia się na poziomie badania archiwów, a nawet już w cza- sie ich tworzenia. Ricœur proponuje wyjście z tego impasu, dzięki traktowaniu interpretacji jako „zespołu aktów mowy – wypowiedzi – realizowanych w obiektywizujących stwierdzeniach dyskursu histo- rycznego”9. W procesie poznawczym niezbędna jest też dbałość o trzy elementy: wyjaśnienie i rozwinięcie niejasnych znaczeń; uznanie, że jeden zespół zawsze można zinterpretować inaczej, co jest równo- znaczne z dopuszczeniem konkurencyjnej interpretacji jako w jakimś stopniu nieuchronnej, w końcu założenie, że za każdą interpretacją istnieje jakieś „mroczne tło niewyczerpanych osobistych i kulturo- wych motywacji”10. „Mroczne tło” jako element oddziałujący na wszelkie, nawet naj- bardziej przerażające zachowania staje się równocześnie realną grani- cą możliwości spekulatywnych. Takie kryteria przyjmuje w jednej ze swych analiz Arendt. Uczona zakłada, że głos sumienia, podpowiada- mięci, dz. cyt., s. 73. 6 Psy łańcuchowe historii. Rozmowa z Yehudą Bauerem, w: J. Żakowski, Rewanż pa­ 7 P. Ricœur, Pamięć, historia, zapomnienie, przeł. J. Margański, Kraków 2006, s. 450. 8 Tamże, s. 451. 9 Tamże. 10 Tamże. 32 Sygnatury pamięci jącego „nie zabijaj”, powinien być niezmienny i odgrywać decydującą rolę w każdej społeczności, ale równocześnie wykazuje, że tego odru- chu pozbawiona była w czasie nazizmu większość Niemców. Ogół zasługującego na szacunek społeczeństwa – pisze Arendt – ugiął się w ten czy inny sposób przed Hitlerem, maksymy moralne, określa- jące zachowania społeczne oraz przykazania religijne – „Nie zabijaj!” – którymi kieruje się sumienie, właściwie przestały działać. Owi nieliczni, którzy nadal zdolni byli odróżnić dobro od zła, kierowali się w istocie jedynie swym własnym rozeznaniem, formułując swe sądy samodzielnie, jako że nie istniały reguły, pod które można byłoby podciągnąć poszcze- gólne przypadki, z jakimi się zetknęli11. Skoro tylko nielicznych było stać na samodzielny osąd, a reszta znakomicie wykształconego społeczeństwa nie była zdolna do nieza- leżnej oceny albo jej ujawniania, to znaczy, że po pierwsze wcześniej- sze kodyfikacje moralne okazały się zbyt słabe, po drugie coś musiało wpłynąć na ich zablokowanie. Arendt wskazuje na atmosferę społecz- ną (Ricœurowskie „mroczne tło”) hamującą indywidualne gesty sprze- ciwu. Skoro ta atmosfera okazała się aż tak paraliżująca, to nie można w pełni ocenić zachowań tamtejszych ludzi, jeśli nie dzieli się z nimi historycznych i przestrzennych doświadczeń. W każdym razie obez- władniła ona Niemców do tego stopnia, że poczuli się zwolnieni z ko- nieczności sprzeciwu. Zostawiam w tym miejscu refleksje ogólne, sygnalizujące kontekst, w którym można odczytać teksty opowiadające o polskich Żydach, i które w – moim założeniu – tworzą narrację rekonstrukcji pamięci. Przełomowym jej punktem jak wiadomo była książka Jana Tomasza Grossa Sąsiedzi, ponieważ wzbudziła burzliwą dyskusję o przeszło- ści – fundamentalnie obalała martyrologiczną historię Polaków jako jedyną, w której realnie uczestniczyli. Spazmatyczna reakcja na za- prezentowane przez Grossa ustalenia pokazywała przede wszystkim monolityczność dotychczasowych poglądów i marginalizowanie głosów przeciwnych. W literaturze pojawiały się one jednak wcześniej. O braku gotowości na rewizję interpretacji tego, co zdarzyło się między Polakami a Żydami, świadczyła recepcja Malowanego ptaka Jerzego Kosińskiego, książki wydanej w Polsce po raz pierwszy w roku 1989. Ćwierć wieku wcześniej, kiedy Malowany ptak opublikowany został w Stanach Zjednoczonych, polskie władze tworzyły doktrynę 11 H. Arendt, Eichmann w Jerozolimie, dz. cyt., s. 382. 33 I C Ę I M A P A N A D A Z , I I I R O T S I H S E R K I C Ę I M A P A N A D A Z , I I I R O T S I H S E R K Urszula Glensk propagandową, opartą na założeniu, aby wszelkie głosy o obojętności społeczeństwa polskiego albo o jego współudziale w przemocy ignoro- wać i nie dopuszczać do ujawniania informacji, które pojawiały się na Zachodzie lub w Izraelu. Kwintesencją tej strategii było wystąpienie Józefa Cyrankiewicza z początku 1968 roku: Jest rzeczą poniżej naszej godności i dumy narodowej, tłumaczyć się komukolwiek z absurdalnych »zarzutów«, jakie propaganda syjonistycz- na, imperialistyczna i zachodnioniemiecka wytacza ostatnio przeciw na- rodowi polskiemu12. Ta linia propagandowa, którą dokładnie omawia Jacek Leociak, po- kazuje sposoby perswazji i całkowite pomijanie poglądów przeciwnych, polegające na przemilczeniu argumentów niezgodnych z założeniami władzy. Doprowadzono równocześnie do marginalizacji studiów zwią- zanych z historią polskich Żydów. Dostrzegał tę tendencję już w roku 1963 Adolf Rudnicki, który ubolewał: oko cyklonu mieściło się u nas, na naszych cichych łąkach Niemcy postawili największą ilość pieców, pościągali Żydów z całej Europy, aby spalić ich na naszych ziemiach, ale o tym wszystkim piszą dzisiaj inni, u nas fala literatury na ten temat wygasła, a na jej miejsce pojawił się potwór prowincjuszów Europy: nowoczesność13. Przemilczenie dawało podwójną korzyść – Polacy mogli się skon- centrować na opisywaniu własnych przeżyć i nikt nikogo nie zmuszał do przypominania sobie niedawnych zachowań, które niewątpliwie część uczestników wolała zapomnieć (choćby owe 7 tysięcy osób, które w okupacyjnej Warszawie trudniło się szantażowaniem ukrywających się Żydów). Uniemożliwienie dyskusji wtedy, kiedy spora część war- szawiaków pamiętała jeszcze realne stosunki w okupacyjnej stolicy, było posunięciem, które przyniosło pożądane efekty, szczególnie w połączeniu z nasiloną propagandą antysemicką, skoncentrowaną na animozjach powojennych. Zmierzam do tego, aby uzasadnić, że nie- możność opublikowania powieści Kosińskiego, była elementem szer- szej polityki władz PRL, które akurat w tej dziedzinie okazała się 12 J. Leociak, Zraniona pamięć (rocznice powstania w getcie warszawskim w prasie polskiej: 1944–1989), w: Literatura polska wobec Zagłady, red. A. Brodzka-Wald, D. Kraw- czyńska, J. Leociak, Warszawa 2000, s. 43–44. 13 A. Rudnicki, Kupiec łódzki, w: tegoż, Kupiec łódzki. Niebieskie kartki, Warszawa 1963, s. 9. 34 Sygnatury pamięci wyjątkowo skuteczna i zadziwiająco akceptowalna dla społeczeństwa, które skądinąd w innych sprawach cechowała konstytutywna nieuf- ność do propagandy. Po upływie kolejnych dekad, u schyłku lat 80. XX wieku książka Kosińskiego musiała się przebijać przez ugrunto- waną i powszechnie zaakceptowaną wizję historii. Być może dlatego tak chętnie polska opinia publiczna zwekslowała opowieść o agresji otoczenia wobec ukrywającego się dziecka żydowskiego fikcją literacką i uznała ją za całkowicie oderwaną od wojennych realiów. Jest to też przykład przyjęcia wygodniejszej interpretacji, ułatwionej porządkiem komunikacyjnym, polegającym na blokowaniu informacji. W roku 1988 ukazała się antologia Męczeństwo i zagłada Żydów w zapisach literatury polskiej w wyborze i opracowaniu Ireny Macie- jewskiej. Autorka przypomniała fragmenty wcześniej opublikowanych książek, zarówno tych znanych, należących do kanonu lektur szkol- nych, jak i tych całkowicie zapomnianych – niskonakładowych tekstów dokumentalnych. Zamieściła wydane w roku 1958 roku fragmenty wspomnień Zygmunta Klukowskiego, dyrektora szpitala w Szczebrze- szynie, obserwatora eksterminacji, szczegółowo opisującego okradanie sklepów żydowskich przez miejscową ludność, a także aktywną pomoc w przeprowadzaniu wysiedleń. Klukowski stwierdza wprost „sporo ludności polskiej, zwłaszcza chłopaków, gorliwie pomaga przy wy- szukiwaniu Żydów”14. Jego przeświadczenie, że „donosicieli wszędzie pełno”15, waży też na lekarskich decyzjach i uzasadnia rygorystyczne podporządkowanie się zarządzeniom Niemców. Maciejewska nie cytu- je najdrastyczniejszych fragmentów książki Klukowskiego, które od- noszą się do polskich sąsiadów. Inne zdarzenie przywołane w antologii pochodzi z autobiograficz- nych Kartek z dziennika doktora Twardego Juliana Aleksandrowicza (autor po ucieczce z getta krakowskiego używał pseudonimu „Twar- dy”). Aleksandrowicz wspomina zachowanie ludzi oglądających budo- wę murów getta krakowskiego: „z grupy widzów »aryjskich« wysunęła się jaskrawo ubrana stara kobieta. Wzięła do rąk cegłę i, unosząc ją teatralnym gestem, zawołała: »Niechże i ja przyczynię się do wytrace- nia tego plemienia!« Położyła cegłę na murze. Jedni z patrzących na tę scenę śmiali się, inni odwracali się z niesmakiem i odchodzili”16. Alek- 14 Z. Klukowski, Dziennik z lat okupacji Zamoyszczyzny (1939–1944), w: Męczeństwo i zagłada Żydów w zapisach literatury polskiej, red. I. Maciejewska, Warszawa 1988, s. 217. 15 Tamże, s. 212. 16 J. Aleksandrowicz, ps. Twardy, Kartki z dziennika doktora Twardego, w: Męczeń­ stwo, dz. cyt., s. 196. 35 I C Ę I M A P A N A D A Z , I I I R O T S I H S E R K I C Ę I M A P A N A D A Z , I I I R O T S I H S E R K Urszula Glensk sandrowicz usilnie podkreśla, że kobieta jest prostytutką, co ma zmar- ginalizować jej zachowanie. Pozostaje jeszcze grupa śmiejących się ga- piów. Niepokojących sygnałów jest w antologii Maciejewskiej więcej, ale są prezentowane w obszernym materiale zgodnym z obowiązującą historiografią, potwierdzaną w tekstach literackich. Kobieta dokłada- jąca cegłę jest prostytutką, a nie nauczycielem, w pogoni za Żydami uczestniczą okoliczni wieśniacy, a nie warszawska młodzież. Sceny niechwalebnych zachowań Polaków są marginalne i giną w kontekście – całość jest przede wszystkim dowodem przejęcia żydowskim losem, w żadnym razie nie obojętno
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ćwiczenia z rozpaczy. Pesymizm w prozie polskiej po 1985 r.
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: