Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00210 004809 14460988 na godz. na dobę w sumie
Cygańska księżniczka   - ebook/pdf
Cygańska księżniczka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 265
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8319-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Anglia, XIX wiek

Niewielka przesyłka jest niczym puszka Pandory. Wraz z jej otwarciem wracają stare sprawy i ponownie obciążają żyjących jeszcze świadków dawnych dramatów, a także następne pokolenia. Czy rzeczywiście major Rhys Morgan znalazł się w cygańskim taborze przez czysty przypadek? A może było to przeznaczenie, że wracając z Londynu, uchronił przed utonięciem małą dziewczynkę? Po uratowaniu dziecka, ranny i nieprzytomny, trafił pod opiekę matki dziewczynki, cygańskiej uzdrowicielki, Nadii Argentari. Pielęgnowała go z oddaniem, lecz zachowywała dystans. Tego wymagały panujące w taborze reguły i tego oczekiwali jej najbliżsi. Gdy podopieczny wyzdrowiał, poprosiła, by opuścił tabor, choć czuła do Rhysa nie tylko wdzięczność. Świadomy, że nie jest obojętny pięknej Cygance, zakochany w niej major, przyrzekł sobie, że zrobi wszystko, aby mogli być razem.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Gayle Wilson Cygańska księżniczka Tłumaczyła Agnieszka Piotrowska-Sosnowska Tytuł oryginału: Claiming the Forbidden Bride Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2010 Redaktor serii: Barbara Syczewska-Olszewska Opracowanie redakcyjne: Barbara Syczewska-Olszewska Korekta: Jolanta Spodar ã 2010 by Mona Gay Thomas ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8319-7 ROMANS HISTORYCZNY – 334 Prolog Wrzesień 1814 roku, Anglia Patrząc na swoje odbicie w lustrze, Rhys Morgan, były major 13. Pułku Kawalerii odruchowo uniósł lewą rękę, żeby podtrzymać prawą dłoń i poprawić zawiły węzeł fularu. Przeszył go dotkliwy ból. Wciąż odczuwał skutki lat spędzonych na Półwyspie Iberyjskim. To cud, że przy tak poważnych ranach, spowodowanych wybuchem kartacza, chirurgom udało się uratować jego lewą rękę. Oczywiście nie była w pełni sprawna i Rhys Morgan uświadomił sobie, że nigdy nie będzie. Najważniejsze, że przeżył i udało mu się wrócić do Anglii. Tym razem użył tylko prawej ręki, żeby wygła- dzić zmarszczkę na surducie. Ubrania, które zosta- wił w Anglii przed wyjazdem na wojnę, nie nadawa- ły się do noszenia ani do przeróbki. Przez minione cztery lata zmieniła mu się figura: zmężniał i jedno- cześnie zeszczuplał. Z przedwojennej garderoby ocalały jedynie wysokie skórzane buty. Gotowe ubrania były niemodne i uszyte z nie 6 Gayle Wilson najlepszych materiałów, ale zupełnie wystarczały na podróż. Rhys obiecał bratu, że jak tylko dotrze do Londynu, uda się do jednego z najbardziej znanych londyńskich krawców. – Jak wyglądam? – spytał, gdy ujrzał w lustrze sylwetkę brata. – Świetnie – odparł Edward. – Przynajmniej do czasu wizyty u londyńskiego krawca. – Jeśli Keddinton nie zatrzaśnie mi drzwi przed nosem, będzie to twoja zasługa. – Nie zrobi tego. Jest twoim ojcem chrzestnym. – Nie widział mnie od ponad pięciu lat. – To nieistotne. Keddinton zna swoje obowiązki. Kilka dni nie zrobi różnicy – orzekł Edward. – O ile nie zmieni się pogoda. Jesienią jest nie- przewidywalna. – Tym bardziej powinieneś... Rhys roześmiał się i odwrócił do brata. – Jeśli jeszcze jeden dzień spędzę przy ciepłym kominku, to najpewniej oszaleję. Chyba nie chcesz mieć mnie na sumieniu. – Bardzo dużo zrobiłeś dla Angli i króla. – Podczas służby wojskowej byłem w wielu kra- jach. Większość z nich będzie miała granice na no- wo ustalone w Wiedniu. – Nie możesz oczekiwać, że Keddinton... – Byłbyś zaskoczony, gdybyś wiedział, jak nie- wiele oczekuję – przerwał mu Rhys. – Uważam je- dynie, że zdobyte przez mnie doświadczenie może się przydać. Cygańska księżniczka 7 W ciągu ostatniego miesiąca bracia wciąż wracali do tego tematu, lecz nie osiągnęli porozumienia. – Możesz się przydać tutaj. Rhys położył dłoń na ramieniu brata. – Gdybym naprawdę był tu potrzebny, z pewnoś- cią bym został. Przecież zdajesz sobie sprawę z tego, że tylko wchodziłbym w drogę twojemu zarządcy. – Nic mi nie jesteś winien. Starszy o dziesięć lat Edward zachowywał niemal taki sam dystans, jak ich ojciec. Rhys nie wątpił, że obaj się o niego niepokoili, ale okazywanie uczuć było im obce. – Wybacz, ale nie mogę się z tobą zgodzić – po- wiedział. – Oboje z Abigail nie tylko mnie przygar- nęliście, ale też troszczyłeś się o mnie, jakbym... Rhys zawahał się, szukając odpowiednich słów, które wyraziłyby jego wdzięczność, nie wprawiając Edwarda w zakłopotanie. – Jakbyś był moim bratem? Pozwól sobie przy- pomnieć, że moim jedynym bratem. Muszę przy- znać, że niechętnie pozwalam ci wyjechać. – Udało mi się przeżyć na wojnie, myślę więc, że dotrę do Londynu bez przeszkód. – Samotnie, i w dodatku konno – podkreślił z dezaprobatą Edward. – Mówiąc szczerze, nie mogę się doczekać tej podróży. To była prawda. Był ogromnie wdzięczny, że ro- dzina pieczołowicie się nim zajęła, gdy przybył tu prawie pół roku temu. Zażywał podsuwane przez 8 Gayle Wilson bratową leki i posłusznie dostosował się do poleceń brata. Od kiedy poczuł się lepiej, nie opuszczała go jednak myśl o wyrwaniu się spod ich opiekuńczych skrzydeł. – Uważaj na siebie i obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego. – Jeśli na drodze napadną na mnie rozbójnicy, od razu się poddam i oddam im twoje pieniądze. Uwierz mi, Edwardzie, nie szukam przygód. Doskonale wiedział, jaki będzie następny argu- ment mający go przekonać do rezygnacji z wyjazdu. Nie chciał wysłuchiwać po raz kolejny, że musi dbać o swoje nadwerężone zdrowie. – Jeśli nie wyruszę teraz, nie dotrę do Buxton przed zmrokiem. Nie zamierzam spędzić nocy na drodze. Edward już chciał coś powiedzieć, ale tylko przy- taknął skinieniem głowy. – Zatem witaj, przygodo – powiedział Rhys, przepuszczając brata w drzwiach. – Mam nadzieję, że nie – mruknął Edward. Rhys uśmiechnął się do siebie, przekonany, że jeszcze nie dojrzał do ustabilizowanego, nudnego stylu życia. Rozdział pierwszy Rhys jednak dotrzymał słowa danego bratu i je- chał powoli. Pierwszy dzień spędzony w siodle uświadomił mu, jak dawno nie dosiadał konia. Do- tarł do gospody w Buxton wczesnym popołudniem zdecydowany nazajutrz pokonać dłuższy odcinek drogi. Zaproszenie ojca chrzestnego, które Rhys otrzymał kilka tygodni wcześniej, nie dotyczyło konkretnego terminu, a on nie był wówczas na tyle silny, żeby sprecyzować dzień przyjazdu. Był zadowolony, że mimo bólu mięśni wstał sto- sunkowo wcześnie i wyruszył w drogę. Z radością wdychał rześkie jesienne powietrze i z przyjemnoś- cią patrzył na mijane, nadal zielone wzgórza. Nagle rozległ się krzyk. Przez łąkę biegła dziew- czynka, wołając coś niezrozumiale. Rhys zauważył, że nikt jej nie ściga, ale szybko przekonał się, co przeraziło dziewczynkę. Przed nią biegło jasnowło- se dziecko. Uśmiechnął się, przypominając sobie własne dzie- ciństwo. Był starszy od uciekającego dziecka. Za- zwyczaj przychodziło mu zapłacić za takie eskapady 10 Gayle Wilson i ukrywanie się przed nauczycielem, ale uważał, że chwile wolności warte są kary. Rozejrzał się niespiesznie po terenie, którym bieg- ło dziecko, i uśmiech zniknął z jego twarzy. Ze swoje- go punktu obserwacyjnego zobaczył, że łagodnie wznosząca się łąka kończy się stromą skarpą. W dole połyskiwał w blasku słońca wezbrany na skutek opa- dów strumień. Z pewnością dziewczynka nie widziała, co kryje się za wzniesieniem, i nie miała szans dogonić dziec- ka, uznał Rys. Spiął konia ostrogami i gniadosz Edwarda ruszył z kopyta. Kiedy dotarli do łąki, Rhys pochylił się nisko nad łbem konia, ponaglając go do szybszego tempa. Poruszali się po przekątnej i Rhys nie spuszczał wzroku z widocznych w oddali jasnych włosów dziecka. Nieświadome zagrożenia było coraz bliżej stro- mizny. Rhys słyszał, że dziewczynka wciąż bezsku- tecznie krzyczy. Przywarł do konia, czując pod sobą jego drgające mięśnie. Był coraz bliżej dziecka zu- pełnie niezwracającego uwagi na pościg. Było już blisko krawędzi i Rhys przechylił się w siodle, gotów złapać dziecko w biegu. Nie miał wyboru. Kierując konia równolegle do skraju urwis- ka, pochylił się jeszcze bardziej i wyciągnął lewą rękę. Nie zważając na ból, gotów był chwycić dziec- ko za ubranie i unieść je , zanim spadnie. Teraz i on, podobnie jak dziewczynka, zaczął wykrzykiwać ostrzeżenia. Czuł, jak serce podchodzi mu do gardła. Wie- Cygańska księżniczka 11 dział, że o bezpieczeństwie dziecka decydują cale. Aby je uratować, musiał chwycić za jasne włosy lub ubranie. Nagle dziecko odwróciło się, przerażone bliskością konia. W tej jednej krótkiej chwili Rhys wyciągnął rękę, żeby chwycić dziecko za ubranie. Już miał złapać za sukienkę, kiedy mała zrobiła unik i po chwili, ku jego przerażeniu, spadła ze skarpy. Koń znalazł się tak blisko urwiska, że ziemia za- częła osuwać się spod jego kopyt. Rhys błyskawicz- nie zawrócił. Kiedy tylko znaleźli się na twardym gruncie, mocno ściągnął wodze, zatrzymując konia. Zeskoczył i podbiegł do miejsca, gdzie zniknęło dziecko. Urwisko nie było tak wysokie, jak się obawiał. Rozejrzał się, szukając dogodnego zejścia. Nie było żadnego. Tylko gwałtowny spadek, po którym sto- czyła się mała dziewczynka. Spojrzał na płynący do- łem głęboki strumień i zobaczył, jak ona znika pod wodą. Bez chwili wahania Rhys skoczył. Woda była znacznie zimniejsza, niż się spodzie- wał, choć był dopiero wrzesień. Wynurzył głowę z wody i się rozejrzał. Nie zważając na ból ręki, utrzymywał się na powierzchni, czekając, aż dziew- czynka znów się wyłoni. Kiedy tylko ją zobaczył, rzucił się w tym kierun- ku. Był dobrym pływakiem, ale miał wrażenie, że porusza się w zwolnionym tempie, jak w koszmar- nym śnie. Używał tylko jednej ręki, ciążyły mu też pełne wody buty. Nie było czasu na rozglądanie się. 12 Gayle Wilson Zwiększył tempo i zanurkował. Otworzył oczy, próbując zobaczyć coś w zamulonej wodzie i za- uważył złote pasma. Pochwycił je i mocno zacisnął na nich dłoń. Zmobilizował resztki sił, żeby wynu- rzyć się na powierzchnię, ciągnąc za włosy tonące dziecko. Zobaczył prześwitujące przez wodę słoń- ce – obietnicę ratunku. W końcu wynurzył się i zachłysnął, biorąc od- dech. Głowa dziecka też znalazła się nad powierzch- nią wody. Byli daleko od brzegu i jeśli oboje mieli przeżyć, Rhys musiał maksymalnie się zmobilizo- wać i odwołać do woli przetrwania. Spojrzał na bu- zię dziecka. Na pół przezroczyste powieki z siatecz- ką żył zasłaniały oczy. Długie rzęsy leżały niczym wachlarze na bladych policzkach. Sine z zimna war- gi były na wpół otwarte, ale dziecko nie oddychało. Rhys nieraz widział śmierć, ale nie był świadkiem śmierci dziecka. Nie zamierzał do niej dopuścić. Gdyby nie przestraszył małej, może nie wykonałaby tego ostatniego, tragicznego w skutkach kroku. Bę- dzie miał jej śmierć na sumieniu i będzie musiał dźwigać to brzemię do końca swoich dni. Jedyną szansą na przeżycie – jeśli w ogóle taka była – było dotarcie do brzegu. Zmarznięty i wyczer- pany chwycił dziecko niesprawną ręką, obrócił się w wodzie na prawy bok i posługując się zdrowym ramieniem, popłynął w stronę brzegu. Kilka razy zatrzymywał się, żeby mocniej chwy- cić małą. W pewnym momencie poruszyła się i lek- ko zakasłała. Objaw życia dodał mu sił w zmaganiu Cygańska księżniczka 13 się z rwącym nurtem. Był zbyt wyczerpany, żeby uświadomić sobie, co się dzieje, kiedy w końcu do- tknął ręką dna. Uniósł głowę i zobaczył, że od brze- gu dzieli go niecały jard. Stanął, czując, jak nogi grzęzną w mule. Trzymał dziecko w obu rękach. Chwiejąc się, zrobił zaledwie kilka kroków i osunął się na kolana. Chciał osłabić upadek, ale lewa ręka ześlizgnęła się po mokrych kamieniach. Prawą ręką trzymał dziecko i nie mógł zamortyzować upadku. Padając, uderzył skronią w kamienie. Mała wysunęła się z uścisku i leżała teraz obok Rhysa. Otworzyła niebieskie oczy i patrzyła na nie- go. Ledwie to zauważył, stracił przytomność. Nadia Argentari obserwowała swoją babcię Mag- dę przeglądającą towary na przewoźnym straganie wędrownego kupca. Szybkie ruchy zniekształco- nych wiekiem palców wyrażały wzgardę dla ich ja- kości, ale wiadomo było, że to część odgrywanego nieodmiennie rytuału. Przedmioty były wybierane, cena za nie ustalana z takim samym brakiem entu- zjazmu, jaki babcia okazywała przy ich ocenie. Nadia widziała to już setki razy i przeniosła wzrok, żeby spojrzeć na senne obozowisko. Anis po- winna przyprowadzić Angel już dawno temu. Nie- mal w tej samej chwili, kiedy ogarnął ją niepokój, zobaczyła jasne włosy córeczki lśniące w promie- niach słońca prześwitującego między bukami. Ona 14 Gayle Wilson i opiekująca się nią dwunastoletnia dziewczynka szły w stronę obozowiska Romów. Nadia uniosła rękę, żeby im pomachać. Angel oderwała się od opiekunki i podbiegła do matki. Przytuliła się, ukrywając buzię w matczynej spód- nicy. Nadia położyła dłoń na głowie córeczki, gła- dząc ją po jedwabistych włosach. – Udał się spacer? – spytała Anis. Starsza dziewczynka przytaknęła, zerkając na starszą kobietę, wciąż zajętą szukaniem towarów na straganie. – Muszę teraz pomóc mamie. Jeśli nie ma pani nic przeciwko temu – powiedziała z szacunkiem. Nadia przywykła do okazywania jej poważania. Argentari należeli do jednej z bardziej znaczących rodzin, a ona była tu najlepszą znachorką. Już chcia- ła wyrazić zgodę, kiedy zachowanie Anis wzbudziło jej podejrzenia. Powrócił niepokój. Nachyliła się, by uważnie spojrzeć na dziecko. Nie zmartwiły jej ani brudna sukienka, ani potar- gane włosy. Angeline uwielbiała biegać po łąkach ciągnących się tuż za wielkim lasem. Pewnie mała upadła, uznała Nadia, a Anis bała się, że zostanie obarczona winą za wypadek. – Coś się stało? Starsza dziewczynka uniosła opuszczone powie- ki. Otworzyła usta, ale szybko je zamknęła i prze- cząco pokręciła głową. – Dlaczego kłamiesz? – usłyszała Nadia pytanie zadane przez Magdę. Nie miała pojęcia, że przysłu- Cygańska księżniczka 15 chuje się ona rozmowie. Wiedziała, że babcia nie lubi, by przeszkadzano jej w zakupach. – Myślisz, że kłamie? – zwróciła się do babci, uważnie wpatrując się w twarz Anis. Dziewczynka zerknęła na jedną i na drugą kobie- tę, ale odpowiedziała Magdzie, zgodnie z pozycją, jaką starsza kobieta zajmowała w taborze. – Nic się nie stało, przysięgam. – Nie spiesz się z przysięgami. Powiedz prawdę, a nikt nie będzie cię winił. – Nie obiecuj czegoś, czego nie będziesz mogła dotrzymać – ostrzegła Nadia, wyczuwając, że bab- cia miała rację. Z jakiegoś powodu Anis kłamała. Dopiero teraz, gdy Nadia położyła rękę na ramieniu Angeline, zauważyła, że ubranie dziewczynki jest mokre. – Dlaczego jest przemoczona? Anis oblizała wargi. Znów spojrzała z obawą na Magdę. – Wpadła do wody. – Wpadła? – spytała zaskoczona Nadia i pochyli- ła się nad córeczką, szukając obrażeń. Kiedy uniosła głowę uspokojona, że dziecku nic się nie stało, zoba- czyła, że Anis łzy spływają po policzkach. – Jak do- szło do tego, że wpadła? – Pędziła przez łąkę tak, że nie mogłam jej dogo- nić. Naprawdę się starałam. Nie pomyślałam o stru- mieniu. Nie wiedziałam, że pobiegnie tak daleko. – Spadła ze skarpy? Po chwili wahania Anis przytaknęła. 16 Gayle Wilson Z uczuciem ulgi, że przygoda, która mogła skoń- czyć się tragedią, okazała się tylko niegroźnym wy- padkiem, Nadia przytuliła córeczkę, co przypomnia- ło jej o tym, w jakim stanie są ubrania dziewczynki. Musiała zabrać ją do wozu i przebrać w coś suchego. – I ty ją wyciągnęłaś? – spytała Magda. – Jesteś bardzo dzielna. Chyba powinnam cię wynagrodzić za taką troskę o moją wnuczkę. Anis pokręciła przecząco głową, jak zahipnoty- zowana wpatrując się w twarz starszej kobiety. – Nie? – zapytała łagodnie Magda. – Nie zasłu- gujesz na nagrodę? Anis znów pokręciła przecząco głową. – Pewnie kto inny wyciągnął ją z wody. Czy tak? Zanim dziewczynka potwierdziła to przypuszcze- nie, Magda zorientowała się, że trafnie odgadła. Na- dia wiedziała, że babcia nie tylko potrafiła przewi- dywać przyszłość, ale także rozumiała ludzką natu- rę. Zobaczyła prawdę ukrytą za kłamstwami Anis, jakby czytała w otwartej księdze. – Kto? – spytała Nadia. W tym momencie Angelina wzięła matkę za rękę i starała się skłonić ją do pójścia we wskazywanym kierunku. Spojrzenie niebieskich oczu przenosiła z twarzy Nadii na buki, spomiędzy których wyłoniła się grupa dziewczynek. Po chwili wolną ręką wyko- nała pierwszy gest, jakiego nauczyła ją Nadia, ozna- czający niebezpieczeństwo. Gadziowie. Ludzie, któ- rzy nie są Romami. Magda popatrzyła znacząco na Nadię.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Cygańska księżniczka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: