Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00239 006204 13651013 na godz. na dobę w sumie
Czarownica z Radosnej - ebook/pdf
Czarownica z Radosnej - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 344
Wydawca: Wydawnictwo e-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62480-74-6 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Czarownica z Radosnej wydana w 2008 roku w wydawnictwie Red Horse była nominowana przez Wirtualną Polskę do Książki Roku, znalazła się na liście bestsellerów merlina i zdobyła wiele pozytywnych recenzji.

Czarownica z Radosnej to baśniowo-poetycki romans, dziejący się na prowincji. Taki trochę realizm magiczny z przymrużeniem oka - na miarę polskiej wsi.

Główną postacią książki jest trzydziestoletnia (z procentem) Jagoda i to wokół niej skupiają się najważniejsze wątki: romansowy i sensacyjny. Ale jak to w powieści bywa, jest dużo bohaterów i wątków pobocznych.


Zofia Staniszewska jest autorką:
- powieści Czarownica z Radosnej (2008) i Moja les (2010);
- bajek - współpracuje z pismem dla dzieci 'Świerszczyk', wydawnictwem Zielona Sowa i Publicatem;
- dramatów - sztuce teatralnej 'Urodziłaś się prostytutką' przyznano w 2009 r. główną nagrodę na WINDOWISKU - Gdańskim Festiwalu Teatralnym;
- wierszy - laureatka wielu konkursów poetyckich -  tomik 'Jak to było z Zofią i gwiazdą'.

http://www.zofiastaniszewska.pl

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ZZooffiiaa SSttaanniisszzeewwsskkaa CC ZZ AA RR OO WW NN II CC AA ZZ RR AA DD OO SS NN EE JJ © Copyright by Zofia Staniszewska e-bookowo Grafika i projekt okładki: Zofia Staniszewska ISBN 978-83-62480-74-6 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione Wydanie I 2011 Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 4 Kto jest dziewczyna? – ja nie wiem Adam Mickiewicz „Świtezianka” www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 32 ROZDZIAŁ II Nocną porą podąża na szczyt góry, gdzie odwieczny stoi kamlot ponury, dziwożona, bieśnica, pokuśnica, sunie za nią wszelaka martwica... Joasia z braciszkiem chodzili nad staw we wsi przy- glądać się dzikim kaczkom. Staw był mały i okrągły, poro- śnięty trzciną i starymi łopianami. Na ogromnych łopia- nowych liściach w kształcie serca wylegiwały się tłuste ślimaki jak w baśni Andersena. Drażniąco pachniało tu stojącą wodą, mokrymi trzcinami i białymi odchodami kaczek i gęsi. Gdy rodzeństwo napatrzyło się już na staw i ptactwo, zaglądało do siwiutkiej Murielowej, zwanej przez wszystkich Babuchą. Babucha była cała szara, oprócz oczu, które miały taki sam kolor, co żółto-zielona trawa porastająca łączkę, na której wypasały się gęsi. Mu- rielowa mieszkała na skraju wsi na niewielkim wzgórku, w drewnianej chatce z kamienną podmurówką. Chatkę tę zbudowano tuż przed I wojną światową i stała tak do dzi- siaj w niezmienionym kształcie. Co roku na wiosnę Babu- cha „bieliła” jej ściany niebieskim wapnem. Przed dom- www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 33 kiem znajdowała się jedyna w Radosnej studnia na drew- nianą korbę. Studnia była głęboka i wyciągana z niej woda zawsze była tak zimna, że aż zęby cierpły, gdy się ją piło. Murielowa sama chodziła z wiadrami, uczepionymi na nosidłach, po wodę, bo mimo wieku siły jej dopisywały. A ile lat miała Babucha? Może osiemdziesiąt, może znacznie, znacznie więcej. Murielowa nie zawracała sobie głowy liczbami, bo cóż to zmieniało? Jaś i Joasia co kilka dni wbiegali na wzgórek Babuchy. Tu w cieniu wysokiego modrzewia stała koślawa ławka, oparta o wyszczerbiony płot. Na płocie suszyły się dzbanki i wiadra, nierzadko też świeżo wyprane szmaciane, kolo- rowe chodniczki. Za furtką biegła koliście ścieżka wyłożo- na obłymi kamieniami. Prowadziła do trzech schodków. Dzieci wbiegały po schodkach i mocno pukały. Najczęściej w domu nikogo nie było, klucz wisiał na kołku, a krzywe, ale starannie rzeźbione drzwi przymknięte były na ha- czyk. Wtedy dzieci szukały Murielowej w ogródku lub w obórce. W obórce mieszkała koza uparciuszka – Mećka. Meć- ka była właścicielką białego, szorstkiego futerka, wylinia- łego krótkiego ogonka i rogów zakrzywionych jak sierpy oraz tak zwanego charakteru. Co rano trzeba było siłą wy- prowadzać na pastwisko, ciągnąc na sznurku, opierające się i meczące stworzenie, chyba że miało się kilka mar- chewek lub pietruszek. Wtedy Mećka drobiła posłusznymi kroczkami, bez zbędnego oporu, podgryzając tylko od czasu do czasu przysmak. Babucha podejrzewała, że koza mogłaby tak dojść do samego piekła i nawet dalej. Zwykle www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 34 dochodziła jednak tylko do podmokłej łąki Waligóry, gdzie pasła się przy kępie niskich wierzb. Koza uwielbiała też jeść szmaciane chodniki, zasłonki z okien, buty, a raz spałaszowała z całkowitym spokojem kapsel z Pokemonem, który wypadł Jasiowi z kieszeni. Pomimo tego nieznośnego charakteru, Babucha kochała Mećkę i uważała ją za święte stworzenie. Bo koza dawała wspaniałe, kremowe, tłuste mleko. W tym mleku Droz- dowa na śniadanie maczała bułkę, na obiad – chleb, a kolację stanowiły rozmoczone herbatniki. Gdy staruszka głaskała twarde futro zwierzaka, na jej twarzy wyrzeźbio- nej słońcem i wiatrem pojawiał się szeroki bezzębny uśmiech, przypominający słynny uśmiech Gandhiego. * Późnym wieczorem, gdy Jaś już spał, wybrałyśmy się z mamą do naszego Sanktuarium. Słońce już zaszło i w Mrocznym Zagajniku szybko robiło się ciemno. Mama niosła niewielką łopatkę, ja – malutką drewnianą szkatuł- kę. Wewnątrz niej umieściłyśmy jaspisowe, olbrzymie kolczyki, które mama odziedziczyła po babci. Gdy dotarłyśmy do ołtarza, nie zwlekając zabrałyśmy się do roboty. Ja świeciłam latarką, a mama ostrożnie zdejmowała mech wraz z ziemią, rosnący z tyłu malowa- nej skrzynki. Później wykopała niewielki dół i w to miej- sce włożyła szkatułkę. Przykryła ją starannie piaskiem www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 35 i nienaruszonym mchem. Zamknęła oczy, a wówczas usły- szałam Ciszę w całej jej potędze. Powoli wracałyśmy polną ścieżką. Światło, zostawione w kuchni, na wypadek gdyby obudził się Jaś, czyniło z naszego domu bajkową chatkę. A mi zrobiło się żal tych starych kolczyków ozdobionych zielonym jaspisem, choć mama była pewna, że ani ja, ani ona nie będziemy ich no- sić, a przecież nie można było sprzedać czy wydać pa- miątki po kimś bliskim. Za to biżuteria zakopana głęboko, złożona w ofierze pradawnej bogini: Ziemi-Matce, będzie pracować na naszą korzyść. Ta odwieczna bogini włada naszymi uczuciami i pomoże mojej mamie w odnalezieniu miłości. * Wracając ze sklepiku w Radosnej, wstąpiliśmy po drodze do Astronoma. Na ścianach w jego salonie wiszą wielkie mapy nieba, a z sufitów zwieszają się zakurzone makiety samolotów i żaglowców. Trochę się tu czuję jak w pokoju Jasia, on też gromadzi samoloty, statki, no i jeszcze samochody. Astronom nie miał w domu niczego smacznego do jedzenia, a bardzo chciał nas czymś poczę- stować i wymyślił zsiadłe mleko. Mama zachwycała się tym mlekiem, że niby takie twarde i pachnące, ale ja tam nie lubię kwaśnego mleka. Nie piję go, odkąd się dowie- działam, że pełno w nim bakterii. Gdy Paweł z mamą opi- jali się mlekiem, wszedł pan Chruściel. www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 36 – Dzień dobry! – O, witamy radnego! A jaka to sprawa was do mnie sprowadza? – Ja wedle mostku na naszej Dziwożnie, o który moni- towaliście i słaliście pisma do urzędu. Krótko mówiąc... na dzień dzisiejszy nic się nie da zrobić. – Nic? – Paweł był wyraźnie zawiedziony. – Bigotowa też umywa ręce, a to przecież wasza wioska. To kiedy coś zrobicie? Jak już zdarzy się nieszczęście? – Dokładnie, ale nic nie poradzę. Nie ma w gminie funduszy. Poza tym święty Nepomucen strzeże mostu – Chruściel uśmiechnął się półgębkiem. – Aaa... – Paweł coś sobie przypomniał. – A w nocy, to nic wam nie przeszkadzało, sąsiedzie? – Nie, ja mam mocny sen. A hałasował ktoś po ciem- ku? – Gość wyraźnie się spłoszył. – Ja tam nic nie słyszał. Tak... do widzenia. – Do widzenia. – Spojrzeliśmy ze zdziwieniem na ko- ślawą sylwetkę, znikającą szybko w drzwiach. – Czegoś się przestraszył? – spytała mama, ale Astro- nom nie miał pojęcia. Wychodząc natknęliśmy się na Ryśkową w otoczeniu jej „dworu”, czyli Jasioczki i Stachurzyny, kobiet pod osiemdziesiątkę, również opatulonych w chusty. Podobne do siebie jak dwie krople wody, różniły się jedynie tym, że Jasioczka była chuda jak kij od miotły, zgięta w pół, a Sta- www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 37 churzyna przysadzista niby kopa siana. Ryśkowa z miej- sca podniosła lament: – Ktuś po nocach spać ludziom nie daje, ino ciągiem rumota a klamota. Rano człowiek całkiem stetrany łod tygo hałasu. Nie Pawył to czasami, nie wicie wy? – Spoj- rzała ostro na mamę. – Ee... – stęknęła Jasioczka – chyba nie łyn, to z inszej strony. Tak klekota wedle północka nad rzekom, że mnie całkiem śpik łodbiega. Nie Pawył to ale. – Jak nie łyn? Jak nie łyn? – zacietrzewiła się Stachu- rzyna – przecie nie radny. – Czy ja gadom, że radny? Po mojemu to tam gdziesik rumota. – I Jasioczka wskazała żylastą dłonią na kępkę rosochatych wierzb, rosnących z tyłu zabudowań Pawła i Chruściela, na podmokłej łące tuż przy rzece. – Aa... chyba że we wierzbach – przytaknęła jej Sta- churzyna. – Tfu! – splunęła Ryśkowa i prawą ręką szybko się przeżegnała. – Wiadomo to, że we wierzbach wszelakie zło siedzi. – Jakie zło? – zaciekawiłam się. – A Smółka siedzi. – Lury walicie, Stachurzyna, lury, mówię wam! Smół- ka dawnij siedział, racja, a ile trzeszczoków i łopilców zwabił i natopił w rzece, to zaś nie naliczysz. Ten to lubiał na fujarce wierzbowej grać, a przywabiać, pokuśnik jedyn. www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 38 Ale jak grał, ło Jezu Najsłodszy! Raz sama słyszałam, cho- cia mała jako knypek byłam natenczas. Tera zaś siedzi Wideracki diaboł, co próchnem świeci po ciemnicy, jak kto w dziuplę szpycuje. – A co wy, Jasioczka, pierdolicie po próżnicy? To nie wiecie, że w jamach wierzbowych rozsiadł się polny dia- boł? – Z wiedzą pokiwała głową Ryśkowa i smarknęła w palce. – Każdy jedyn go widział we wsi. – Każdy jeden, ale po ćmoku i jak nałojony był, tak i mory mógł nie rozeznać po pijaku. Może polny Rokiet- nik go straszył, może Wideracki – bagienny – nie dawała za wygraną chuda kuma. – Nie piekłoszcz się ino, Jasioczka. Rokita czy Wide- racki diaboł – jedno czarcie nasienie – pogodziła je Sta- churzyna. * Tomek szybko i z wprawą czyścił końskie boksy. Do- kładnie wybierał zleżałą, mokrą słomę i nawóz, następnie rozrzucał świeżą ściółkę. Wyczyszczenie stajni zabierało chłopcu nie więcej niż pół godziny, a do pracy zabierał się raz na tydzień lub rzadziej. Boksy nie były specjalnie za- walone nawozem, ponieważ konie całe dnie i noce spę- dzały na wielkim pastwisku, otoczonym żerdziami i pa- stuchem. Do stajni przychodziły tylko po wodę i owies, który dostawały rano i wieczorem. Mróz czy deszcz nie www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 39 przeszkadzały im w spokojnym, systematycznym skuba- niu trawy, co najwyżej upał, rój meszek albo uporczywy i zimny wiatr sprawiały, że szukały schronienia w stajni. Gdy Tomek kończył robotę, rozrzucając czystą słomę na ziemi, cicho podeszła Joasia. – Tomaj, dzisiaj przy młynie? – zapytała szeptem. – O czwartej? Tylko nic nie gadaj mojej mamie, jeszcze mnie nie puści. I weź ze sobą dwie maski. Dzisiaj ja też będę nurkować. – Na pewno? Woda w rzece jest kretyńsko zimna. – Spokojnie! No to... – rozejrzała się dookoła. – Cześć! – i szybko zniknęła za drzwiami stajni. * Wodne panny o szklistych włosach tańczą na po- wierzchni rzek. Niepostrzeżenie wyłaniają się z przy- brzeżnych szuwarów, by w pełnym słońcu zacząć pląsać do muzyki motylich skrzydeł. Ich delikatne stopy pozo- stawiają na taflach wody migoczące ślady. Ich piersi ozdobione są naszyjnikami z pereł. Tańczą z uśmiechem i niebywałą gracją, ale wystarczy spojrzenie człowieka, by przerażone się nieodwołalnie w rzeczną pianę. syreny przeistoczyły www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 40 * – Przyniosłem maski. I ręczniki. Głos kumpla wyrwał Joasię z zamyślenia. – Przyszłem później, bo... – Tomek: nieświadomie. – Chyba: przyszedłem – Joasia: pedagogicznie. – Przyszedłem – się pisze. Przyszłem – się gada – Tomek: z inwencją. – Powaga? – Joasia: ironicznie. – Nie bój języka – Tomek: z niejaką nonszalancją. – Spoko leszcza – Joasia: pojednawczo. Dziewczynka podeszła do chłopaka i sięgnęła po ma- skę. – Dawaj moją – założyła sobie maskę na szyję i zrzuci- ła sukienkę, pod którą miała strój kąpielowy. – Pokażę ci miejsce, gdzie będziemy szukać. Zeszli w dół rzeki, tak że ruiny młyna wznosiły się za ich plecami, a przed nimi znajdowało się głębokie zakole. – Jeśli woda porwała jakieś rzeczy z młyna, to założę się, że w tym właśnie miejscu opadły na dno! – Tomek z entuzjazmem przekonywał do swojej teorii Joasię. – To co, nurkujemy? – Mówisz i masz! www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 41 Dzieci weszły do wody i natychmiast wydały z siebie dzikie okrzyki. Czerwcowe rzeki nie należą do ciepłych. * W Szarym Jeziorze pod wieczór woda skrzy się sre- brzyście. Łabędzie otaczają mamę, stojącą po kolana w wodzie i wyjadają jej chleb z ręki. Poruszają delikatnie śnieżnobiałymi skrzydłami, a ich esowato wygięte szyje zakończone ognistą kreską dzioba kołyszą się w prze- dziwnym tańcu. W końcu psy płoszą królewskie ptaki, a one ulatują z metalicznym poszumem piór, wydając chrapliwe „kiarrr”. * Ostatni roboczy apel przed końcem roku. W sali gim- nastycznej, w której panuje upał i duchota, bo zakratowa- ne okna się nie otwierają, wszyscy się już zgromadzili, oprócz dyrekcji. Zniecierpliwione szeregi uczniów falują i szemrzą. Ucisza je dopiero energiczny stukot pokaźnych obcasów, zwiastun nadciągającej Dyry. Rzeczywiście, za moment zjawia się Kopytko w towarzystwie mikrej postu- ry zastępcy. Czuję, jak świat się ochładza i ciemnieje – i o dziwo nie jest to tylko pusta metafora oddająca stan mojego ducha – to nasza kochana pani dyrektor przecho- www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 42 dząc, zasłoniła swym masywnym ciałem słońce, którego promienie padały mi dotychczas na twarz. – Witam wszystkich, a szczególnie drogą młodzież, w dniu dzisiejszym! I tak, wspólnymi siłami, dobrnęliśmy prawie do finalnego końca bieżącego roku szkolnego. Mówię: „dobrnęliśmy prawie”, bo zebrały nas tu sprawy niecierpiące zwłoki, związane z tym jeszcze rokiem, a któ- re nie mogą poczekać do września. I dopóki ich nie roz- wiążemy, nikt nie będzie leżał do góry brzuchem. Nasza szkoła, szkoła, która leży w kraju, który dał światu tak zasłużonych ludzi, jak Mikołaj Kopernik i Jan Paweł II, nie może dawać gminie złego przykładu. Więc po primo: sprawa pękniętego sedesu w łazience chłopców na I pię- trze. Dysponujemy następującymi poszlakami: pani woź- na wczoraj po południu usłyszała jakieś wybuchy – podej- rzewamy, że ktoś używał petard. Kto i po co? Oto jest py- tanie! Nie wiemy, bo nie złapaliśmy deli... de... – tu Dyra się wyraźnie zakapućkała, więc poprawiła kunsztowną fryzurę koloru smoły, żeby zyskać na czasie i wybrnęła całkiem zgrabnie – de... natów na gorącym uczynku. Ale moja w tym głowa, żeby się dowiedzieć, kto w sprawie wzmiankowanego sedesu maczał palce. W tym momencie kilku chłopców z tylnych rzędów parsknęło po cichu śmiechem i z głupimi minami zaczęło udawać, że zanurzają palce w czymś obrzydliwym i śmierdzącym. – Problem ten jest poważny, ponieważ nie tylko nara- ża szkołę na dodatkowe i niespodziewane koszta, ale świadczy o podejściu niektórych uczniów do szkolnego www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 43 mienia. Ci uczniowie, którzy mają szkołę i muchy w nosie, choć sami mają jeszcze pod wspomnianym nosem mleko, narażają na szwank dobre imię pozostałych kolegów. Po secundo... Dalszych uczonych wywodów naszej Dyry nie słysza- łam. Od pewnego czasu przesuwałam się nieznacznie w prawo, aż ukryłam się za plecami historyka. Wyjęłam z torebki książkę „Jak zmierzyć wszechświat” i z ulgą za- głębiłam się w lekturze. Podczas takich przemówień do- brze robi dystans co najmniej kilku lat świetlnych. * W śnie cofam się do czasów Początku Istnienia. Kładę się na szumiącym brzegu, mój brzuch faluje odpływami morza. Śnię o kołyszącym zapachu, czuję ciszę i ciemność oceanów. Kurczę się do wielkości orzecha włoskiego, po bokach głowy wyrastają mi oczy delfina, a ogonek kijanki powoli zanika. Poruszam płetwiastymi łapkami. Nie je- stem zdecydowana na płuca, więc wytwarzam zaczątki skrzeli. Może się przydadzą w wielkich, ciepłych wodach? Moje półprzezroczyste myśli pływają w zabawnie wyol- brzymionej głowie. Gdy nadejdzie Czas Narodzin, zapomnę o podwodnym bycie. Będzie on tak nierealny, jak teraz nierealne jest niebo. www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 44 * Paweł stwierdził, że znudziły mu się już ćwiczenia na padoku i chciałby pojechać z Jagodą w teren. Osiodłali więc konie i wczesnym sobotnim rankiem ruszyli w las. Sosny pięły się nad nimi wysoko w górę lub malowniczo przeciągały nad drogą. Błyszcząca intensywnie zieleń, jeszcze nie zakurzona letnimi upałami, mieszała się z bia- łymi gronami przekwitających kwiatów czeremchy, głogu i kaliny. Paweł, który jechał pierwszy, ponaglił Beduina i po chwili już galopował. Wałach ciągle przyspieszał, aż prze- szedł w cwał, a Jagoda z przerażeniem zauważyła, że jeź- dziec nie panuje nad koniem. Krzyknęła: – Skróć i skręć wodze! – i zaczęła wyprzedzać Pawła. Epona położyła po sobie uszy i wyciągnęła się jak struna. Po kilkunastu sekundach klacz znalazła się z przodu i Ja- goda zaczęła wytracać szybkość. Wałach, nie mając wybo- ru na wąskiej ścieżce, również zwolnił. Przeszli do kłusa, po chwili do stępa. Jagoda obróciła się do tyłu: – I jak, żyjesz? – Dzięki tobie, mój ty księciu na białym koniu! – Pa- weł nie wyglądał na przestraszonego. – Chyba: księżniczko. – A widziałaś kiedyś księżniczkę, dosiadającą klacz i na dodatek ratującą rycerza na rozszalałym wałachu? www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 45 – To trzeba to zmienić! – Ciekawe, jak? – zainteresował się. BAŚŃ DRUGA O SZKLANEJ GÓRZE Baj, baju, w zamorskim kraju żyła, była czarownica. Zła jędza, okrutna złośnica. Jak nieszczęście żółte lica, oczy ropuchy, nos z ziemniaka. Słowem: brzydka taka! www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 46 Nikt jej nie chciał. Nie dziwota: ożenić się z taką to sromota. W rozpaczy się czarownica miota: „Latka lecą, mija uroda, a ja jak nie mam, tak nie mam chłopa. Obrażona, zawiedziona rzecze: „Mój ból synem królewskim uleczę.” Jak postanowiła, tak zrobiła. Smok, smok na jej rozkazy! A tu jeszcze www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 47 głaz na głazy i powstaje Szklana Góra. Pod nią: ziemia mała, nad nią: biała chmura. Zamek wysoki, w zamku alkierzyk. Królewicz tu czarnooki o bielusieńkich rękach siedzi z igiełką przy krosienkach... – Dlaczego: bielusieńkich? – krzywi się Joasia. – Bo wtedy opalenizna nie była w modzie – żartuje Jagoda. – A mnie się wydaje, że ja już tę baśń słyszałem, tylko ona była trochę inna – zauważa Jaś. – To może tak: Zamek wysoki, w zamku alkierzyk. Królewicz tu niby żołnierzyk bez przerwy śniąc o bohaterze zabija gady na komputerze. Wtem smok wlatuje do alkierza! www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 48 Królewicz w te pędy pod łóżko swe zmierza, ponieważ bardzo boi się zwierza. Czarodziejka zła, smok ponury strzegą księcia i góry. Na szczycie góry książę śpiewa, a czarownica poziewa. Książę ręce załamuje: „Kto mnie tutaj uratuje?” Usłyszała o księciu Rozalka, co nad życie lubuje się w walkach. Dosiada rumaka dzielnego i bieży do smoka przezłego Chwila – osiąga szczyt! Wtem – jęk i brzdęk, i zgrzyt! Toczy się smocza głowa, królewicz klęka i słowa czułe kieruje do panny, www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 49 a ona się płoni i chowa, przed młodzieńcem jak słońce ucieka z góry błyszczącej. – Mamut, tak się nie kończy baśni – Joasia jest zawie- dziona. – A co się stało z Rozalką i księciem? – Jak to: co? – dziwi się Jaś. – Ożenili się. Bajki o kró- lewiczach i pannach zawsze się tak kończą. * – Lusiu, nie mogę cię wziąć na ręce, boli mnie kark i szyja, bo wczoraj spadłam z konia – tłumaczyłam cier- pliwie czteroletniej siostrzenicy, która przytulała się do moich kolan. – Pokaż, gdzie boli! – zażądała. – Jak mam ci pokazać? Szyja boli mnie w środku. – To ją otwórz! – Lusia szeroko otworzyła niewinne niebieskie oczy. Była specjalistką od rozkładania na części lalek.  Bajka jest nawiązaniem do wiersza Ewy Szelburg-Zarembiny pod tym samym tytułem. www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 50 – Ludwiczko, idź się pobawić z Jaśkiem – zakomende- rowała Aga. Siedziałyśmy w kuchni przy małym drewnia- nym stole, popijając pachnącą herbatę. – Nie wytrzymam tak dłużej z Darkiem – Aga ener- gicznym ruchem poprawiła włosy – nic, tylko praca, a po pracy komputer, telewizja lub gazety. No, ewentualnie ugotuje obiad. Sam. Ja mu w kuchni podobno przeszka- dzam. Nie mamy już wspólnego życia. I jeszcze te jego gry, strzelaniny… Noc w noc. – A mówiłaś mu, że chcesz z nim spędzać więcej cza- su? – rzuciłam lekko, ładując naczynia do zmywarki. – Czy mówiłam?! Setki razy. Ale on mnie w ogóle nie słucha, co wpuści jednym uchem, zaraz wypuści drugim. Nie może się skoncentrować na naszej rozmowie, bo zaraz ktoś odrąbuje mu głowę, strąca samolot lub wycina woj- sko – zależy, co zapuści na kompie. – A nie możesz poczekać, aż skończy grać? – zapyta- łam, jak się okazało, naiwnie. – Nie da rady. – Siostra spojrzała na mnie z irytacją. – W dzień nie mam czasu na poważne rozmowy, więc cze- kam z tym do wieczora. A wieczorem mam dwie możliwo- ści. Albo ja mówię, a Darek bawi się w komandosa i mi potakuje, albo proszę go, żeby wyłączył kompa. – No i? – No i guzik! Wtedy natychmiast zasypia, najdalej przy trzecim zdaniu. – Aga westchnęła. www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 51 Korciło mnie, żeby powiedzieć siostrze coś, o czym ona wkrótce się dowie. Ale jak zwykle udało mi się po- wstrzymać. Westchnęłam tylko. I w tę ciszę wzdychają- cych kobiet wdarły się dziecięce głosy, spierające się o coś: – Nie, człowiek różni się od zwierząt tym, że ma mózg. I człowiek ogląda telewizję, a inne zwierzęta nie mogą – perorował Jaś. – I tym się różni, że czaruje i że nie szczeka – dodała Lusia. – I że nie ma szczeciny – zgodził się chłopczyk – no chyba, że taki staruszek. – Albo staruszka. – No, jak Stara Ryśkowa. Chcąc nie chcąc, musiałyśmy się uśmiechnąć. * W sklepiku w Radosnej nie można było dostać warzyw ani owoców. Kto zresztą na wsi kupowałby truskawki, czereśnie, kapustę czy rzodkiewki? Latem ludzie z ogro- dów, pól i sadów zbierali to, co im było potrzebne do je- dzenia. A gdy czegoś im brakowało – z sąsiadami prowa- dzili handel wymienny: buraki za ziemniaki, cebulę za marchewkę. Tylko chleb wypiekali już coraz rzadziej, więc w sklepie nigdy nie brakowało świeżego, wyjątkowo www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 52 smacznego pieczywa. Jagoda codziennie po pracy zaglą- dała do pulchnej pani Teresy po połówkę chleba i naj- nowsze informacje z Radosnej. Pod sklepem zwykle przesiadywał miejscowy głupek przezywany Szurniętym Mirkiem. Mirek jeszcze pięć lat temu wcale nie był pomylony, za to posiadał młyn nad rzeczką Dziwożną. Co prawda już od lat nieczynny, ale za to ciągle wspaniale się prezentujący. Aż do pamiętnej wiosennej powodzi, kiedy spokojna zazwyczaj rzeka wyla- ła, podeszła pod progi domów, a z młyna zostawiła tylko kupę gruzu. Wtedy właśnie szanowany młynarz, pan Mi- rosław przedzierzgnął się w Szurniętego Mirka. Ludzie mówili, że postradał zmysły przez pieniądze, co to je trzymał w sejfie wmurowanym w ścianę. Po powodzi cią- gle chodził nad rzekę wypatrywać swego skarbu. Przez pierwszy rok po tragedii niektórzy nawet szukali z młyna- rzem metalowej skrzynki, mimo to nic nie znaleziono. Szurnięty Mirek zamieszkał u córki, ale w chałupie nigdy nie mógł długo usiedzieć. Najczęściej widywano go pod sklepem, jak w skupieniu wypełniał kupon Toto Lotka lub nad Dziwożną, gdzie podobno zaprzyjaźnił się z dzikimi zwierzętami. Jagoda wychodząc pozdrowiła młynarza. Siedział na betonowych schodach sklepu. Na ramieniu przycupnął mu szary gołąb z czarną pręgą na szyi. Było to o tyle dziwne, że wiejskie ptaki są bez porównania bardziej pło- chliwe od miejskich, na pół oswojonych. – Ano, może być i dobry, pani Jagodo! – odpowiedział zarośnięty mężczyzna. www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 53 – Ktoś w Radosnej hoduje gołębie? – Po kie licho ma hodować sierpówki? – wzruszył ra- mionami, na co ptak rozpostarł skrzydła, żeby odzyskać równowagę, zagruchał z oburzenia: ru-kuu-ku, ale ani myślał odlecieć. – No, no, Szary Braciszku, spokojnie. – I szalony młynarz pogłaskał delikatnie ptaka po grzbiecie, następnie wstał, nachylił się w kierunku Jagody i głośnym szeptem zapytał: – A nie znalazłaś pani mojego skarbu? – Niestety, nie znalazłam, panie Mirku! – Hmm... to szkoda, szkoda, że pani nie znalazłaś – mruknął z rezygnacją i usiadł z powrotem na schodach. * Epona miękko, swobodnie galopuje. Za nią w śmiesz- nych podskokach biegnie na chudych nóżkach hreczko- waty ogierek. Jagoda uwielbia ranną, orzeźwiającą jazdę. Trzeba tylko wstać o wpół do szóstej, po cichu, by nie zbu- dzić dzieci. Wypuścić szalejące z radości psy, osiodłać ko- nia. W lesie żywego ducha, tylko ptaki wydzierają się jak oszalałe, a na drodze można spotkać zdziwionego zająca, lisa lub daniela. Piasek osypuje się spod kopyt, gałęzie uderzają w gło- wę, ramiona. W końcu zlany potem koń zwalnia, idzie stępem kołysząc się miarowo. Jagoda czuje, jak stanowi www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 54 jeden organizm z klaczą, poddany tym samym ruchom, prawom. Już wie, jak narodziły się mity o Centaurach. Zmęczona, wraca do stajni. I jest to początek udanego dnia. Oczywiście według Jagody. * – Widzę! Widzę pierścienie! – krzyczała podekscyto- wana Jagoda. – Nie wiedziałam, że Saturn jest tak pięk- ny! – Znów przywarła okiem do okularu białej tuby Soli- gora. – Widzę nawet przerwę między pierścieniami! – Dzisiaj mamy szczęście. Jest nów, bezchmurne nie- bo, powietrze nie faluje – nie zawsze można wypatrzyć Przerwę Cassiniego, szczególnie latem – Paweł rozglądał się po roziskrzonym niebie. – Mamo, posuń się, teraz ja! – domagała się swoich praw Joasia. – Pierwszy raz oglądałam planety przez teleskop – przyznała się Jagoda, ustępując miejsca córce. – Bo wcześniej nie chciałaś dać się namówić. – Moja strata. – Astronom, teraz chciałbym zobaczyć czarną dziurę! – Jaś już napatrzył się na Saturna. – Czarnej dziury nie można dostrzec. www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 55 – Nawet przez taki teleskop? Z dwudziestocentyme- trowym lustrem? – Chłopiec był zawiedziony. – To skąd wiadomo, że czarne dziury naprawdę są? – Z czarną dziurą to jest trochę tak jak z Panem Bo- giem. Nie możesz jej bezpośrednio zaobserwować, ale wierzysz, że istnieje, bo tylko w ten sposób możesz wy- tłumaczyć niewytłumaczalne skądinąd zjawiska. – Ho, ho – roześmiała się Jagoda. – Jakie to szczęście dla Boga, że naukowcy nie udzielili odpowiedzieli na wszystkie pytania. – A czy to prawda, że nasze Słońce może w przyszłości przemienić się w czarną dziurę? – Joasi spodobał się ten temat. – Raczej nie. Nasze Słońce nie ma tak wielkiej masy, dzięki czemu gdy skończy mu się paliwo, a nastąpi to do- piero za jakieś pięć miliardów lat, najprawdopodobniej przeistoczy się w białego karła. Zaraz namierzę dla was takie białe maleństwo. Podczas gdy Paweł celował w roziskrzone niebo szuka- czem, przeczesując miliony lat świetnych, Jagoda rozej- rzała się w promieniu kilku metrów. Znajdowali się na słynnym przeszklonym strychu Pawła, zwanym we wsi „błyszczącym dachem”. Kurz grubym, szarawym nalotem pokrywał tu wszystko z wyjątkiem gitary i teleskopu, two- rząc wymarzoną atmosferę do podglądania wieczności. www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 56 * W niedzielne słoneczne popołudnie Jagoda strzygła trawnik naokoło domu. Sprawnie manewrowała kosiarką między niewielkimi krzaczkami berberysu, które przy- cupnęły niczym śpiące karzełki wzdłuż ścieżki prowadzą- cej do stajni. Ostry, świeży zapach miażdżonej trawy mie- szał się ze słodkawą, staroświecką wonią róż rozpiętych na drewnianej pergoli. Psy leniwie wylegiwały się na ocienionym tarasie, nie reagując na podchody much. – Dziń dobry, somsiadko! – Stara Ryśkowa starała się przekrzyczeć warkot kosiarki. – A… witam, pani Ryśkowa. – Jagoda wyłączyła ko- siarkę. – Jakże to, pracujecie, w Pański dziń? Toż to grzech! – Dla mnie koszenie to przyjemność, nie praca. – Wej... bo i grzech bywo przyijmny. Gdyby tak zaś go jeszcze nie było słychać, ady ta maszynka głośna bardzo! – Ryśkowa rozgarnęła żylastymi dłońmi krzaki jaśminow- ca, osłaniające ogrodzenie. – No, a kiedy to dacie na za- powidzi? Mnie możesz, kobito, śmiało powiedzić – za- pewniła odsłaniając w uśmiechu ostatni zabytkowy ząb – górną jedynkę. – Na zapowiedzi? Ja? – nie zrozumiała Jagoda. – Z Pawłym, razem, mo się rozumić. www.e-bookowo.pl Zofia Staniszewska: Czarownica z Radosnej | 57 – Och... – teraz Jagoda już się domyśliła: ktoś widział, jak kilka dni temu Paweł odwoził ją z dziećmi. W nocy. Jeśli wie o tym Stara Ryśkowa, to tak, jakby wiedziała cała wieś. www.e-bookowo.pl Spis treści: ROZDZIAŁ I ...................................................................... 5 ROZDZIAŁ II................................................................... 32 ROZDZIAŁ III ................................................................. 58 ROZDZIAŁ IV ................................................................. 93 ROZDZIAŁ V .................................................................. 112 ROZDZIAŁ VI ................................................................ 137 ROZDZIAŁ VII .............................................................. 203 ROZDZIAŁ VIII ............................................................. 222 ROZDZIAŁ OSTATNI .................................................... 251 jest „Czarownica z Radosnej” to baśniowo-poetycki romans, dziejący się na prowincji. Taki trochę realizm ma- giczny z przymrużeniem oka - na miarę polskiej wsi. Główną postacią książki jest trzydziestoletnia (z procentem) Jagoda i to wokół niej skupiają się najważniejsze wątki: romansowy i sen- sacyjny. Ale jak to w powieści bywa, jest dużo bohaterów i wątków pobocznych. Zofia Staniszewska jest autorką:  powieści „Czarownica z Radosnej” (2008) i „Moja les” (2010);  bajek – współpracuje z pismem dla dzieci „Świerszczyk”, wydawnictwem Zielona Sowa i Pub- licatem;  dramatów – sztuce teatralnej „Urodziłaś się prostytutką” przyznano w 2009 r. główną nagrodę na WINDOWISKU – Gdańskim Festiwalu Teatral- nym;  wierszy – laureatka wielu konkursów poetyckich – tomik „Jak to było z Zofią i gwiazdą”. www.zofiastaniszewska.pl Patronat medialny:
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Czarownica z Radosnej
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: