Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00058 006984 14280596 na godz. na dobę w sumie
Czuły punkt - ebook/pdf
Czuły punkt - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 154
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8420-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Przystojny kardiochirurg i znany playboy James Alexander przyjeżdża do Penhally, by zacząć nowe życie – z dala od blichtru Londynu i natrętnych dziennikarzy. Jest zauroczony nadmorskim krajobrazem i panującą wokół ciszą. Jego uwagę zwraca także piękna, lecz nieśmiała doktor Charlotte Walker. Ona również znalazła tu spokojną przystań, która pozwala jej uporać się z przeszłością.
James zaczyna uwodzić Charlotte. Ona jednak przekonała się na własnej skórze, że atrakcyjny wygląd nie jest gwarancją uczciwości i szlachetnego charakteru...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Kate Hardy Czuły punkt Tłumaczyła Elżbieta Smoleńska Tytuł oryginału: Falling for the Playboy Millionaire Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2009 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka Korekta: Urszula Gołębiewska ã 2009 by Harlequin Books S.A. ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8420-0 MEDICAL – 500 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Czy to przypadkiem nie Sophia? – Blondynka pod- niosła kieliszek z szampanem w kierunku drugiego końca sali. James wiedział, z˙e powinien albo zmienić temat, albo po prostu odejść, ale nie mógł się powstrzymać. Spojrzał w tamtą stronę. Oto ona, Sophia Alexander, uwielbiana w towarzystwie bywalczyni przyjęć. Oparta o kolejnego w jej z˙yciu przystojnego męz˙czyznę śmiała się, jakby nie miała z˙adnych zmartwień. I w zasadzie była to prawda. – Aha – mruknął James, starając się, by zabrzmiało to obojętnie. – Czyli nie jest juz˙ z tym włoskim modelem. Z którym sfotografowano ją na jachcie sześć miesięcy po ślubie z Jamesem. Zdjęcie jego z˙ony w kostiumie top- less i jej kochanka obiegło gazety na całym świecie. To stara historia. Bardzo stara. Po Włochu Sophia mia- ła romans z hiszpańskim aktorem: kochanek numer dwa w jego pozwie rozwodowym. Potem był brazylijski pił- karz – pokazywała się z nim wszędzie na tydzień przed ich pierwszą rocznicą ślubu. – Słyszałam, z˙e to Francuz, jakiś szef kuchni – dorzu- ciła blondynka. No cóz˙, z pewnością ugotuje dziś dla Sophii uroczystą ,,kolację rozwodową’’. Między innymi. I pomyśleć, z˙e James chciał dziś uczcić swoją wolność, ROZDZIAŁ PIERWSZY – Czy to przypadkiem nie Sophia? – Blondynka pod- niosła kieliszek z szampanem w kierunku drugiego końca sali. James wiedział, z˙e powinien albo zmienić temat, albo po prostu odejść, ale nie mógł się powstrzymać. Spojrzał w tamtą stronę. Oto ona, Sophia Alexander, uwielbiana w towarzystwie bywalczyni przyjęć. Oparta o kolejnego w jej z˙yciu przystojnego męz˙czyznę śmiała się, jakby nie miała z˙adnych zmartwień. I w zasadzie była to prawda. – Aha – mruknął James, starając się, by zabrzmiało to obojętnie. – Czyli nie jest juz˙ z tym włoskim modelem. Z którym sfotografowano ją na jachcie sześć miesięcy po ślubie z Jamesem. Zdjęcie jego z˙ony w kostiumie top- less i jej kochanka obiegło gazety na całym świecie. To stara historia. Bardzo stara. Po Włochu Sophia mia- ła romans z hiszpańskim aktorem: kochanek numer dwa w jego pozwie rozwodowym. Potem był brazylijski pił- karz – pokazywała się z nim wszędzie na tydzień przed ich pierwszą rocznicą ślubu. – Słyszałam, z˙e to Francuz, jakiś szef kuchni – dorzu- ciła blondynka. No cóz˙, z pewnością ugotuje dziś dla Sophii uroczystą ,,kolację rozwodową’’. Między innymi. I pomyśleć, z˙e James chciał dziś uczcić swoją wolność, 6 KATE HARDY poczuć czystą radość z tego, z˙e jego małz˙eństwo zostało prawnie zakończone. Powinien był się domyślić, z˙e jego była z˙ona tez˙ będzie to świętować, z˙e zechce pokazać mu, jak ją to mało obchodzi i z˙e zrobi doskonały uz˙ytek z pieniędzy, które jej przypadły w wyniku bardzo korzyst- nej ugody. – Jak myślisz, kto będzie następny? Grecki restaura- tor? – zapytała blondynka. Jeśli w ten sposób chciała sprawdzić, czy naprawdę przestał juz˙ myśleć o swojej byłej z˙onie, to mogła to zrobić bardziej taktownie. Juz˙ miał jej odpowiedzieć ja- kąś uszczypliwą uwagą, ale zobaczył w jej oczach coś, co dało mu do myślenia. Nie była tu zwykłym gościem, nie była tez˙ kobietą pozbawioną wyczucia. Była dziennikar- ką zbierającą materiał do artykułu i doskonale zdawała sobie sprawę, co ten dzień dla niego znaczy. Dzień, w którym zapadło prawomocne orzeczenie są- du o rozwodzie. Miał nadzieję, z˙e gdy tylko Sophia wróci do swojego nazwiska Carvell-Jones, prasa przestanie go wreszcie mę- czyć. Cóz˙ za naiwność. – Nie mam pojęcia. Nie pilnuję swojej byłej z˙ony. – James cedził słowa, starając się połoz˙yć nacisk na ,,byłej’’. – Przepraszam, ale muszę pogadać z kimś przy barze. Oboje wiedzieli, z˙e to kłamstwo. Kobieta o nic więcej juz˙ nie zapytała. James wyszedł z przyjęcia najszybciej, jak mógł. Z pewnością jutrzejsze brukowce będą się o tym rozpisywać. Oto James Alexander, biedny załama- ny chirurg, musiał patrzeć, jak jego była z˙ona bawi się z kolejnym kochankiem w dniu rozwodu. A potem poja- wią się rozwaz˙ania, kto uleczy jego zbolałe serce. CZUŁY PUNKT 7 Tymczasem nie było w tym słowa prawdy. Pomimo zawartej ugody Jamesa trudno było nazwać biednym i na pewno nie był załamany. Juz˙ dawno przestało mu zalez˙eć na Sophii. Z˙ałował jedynie, z˙e uczucie do niej nie po- zwoliło mu dostrzec przed ślubem jej prawdziwego cha- rakteru: była rozpieszczoną panienką z wyz˙szych sfer, która myśli jedynie o kolejnym przyjęciu. ,,A co miałam robić? Nigdy nie zwracasz na mnie uwagi. To ty wepchnąłeś mnie w jego ramiona!’’. Te sło- wa dudniły mu echem w głowie. Rzuciła mu je w twarz, gdy spytał ją wprost o epizod na jachcie. Tylko z˙e wyszła za mąz˙ za chirurga, a nie bywalca przyjęć. James nigdy przed nią nie ukrywał, z˙e praca jest dla niego bardzo waz˙na. W kardiochirurgii i torakochi- rurgii liczyli się tylko najlepsi i on się do nich zaliczał. Wszystkie egzaminy zdawał z doskonałymi wynikami. Kochał swoją pracę, a w niej najbardziej to, z˙e moz˙e komuś ofiarować przyszłość. Chyba Sophia była w stanie zrozumieć, z˙e nie moz˙e odejść od stołu w połowie opera- cji tylko dlatego, z˙e muszą zdąz˙yć na przyjęcie. Na mi- łość boską, przeciez˙ lekarz nie moz˙e wyjść ze szpitala, dopóki pacjent nie opuści sali pooperacyjnej. James był chirurgiem i powaz˙nie traktował wynikające z tego obo- wiązki. Moz˙e Sophia spodziewała się, z˙e się dla niej zmieni. Z˙e wybierze inną specjalizację, na przykład chirurgię plastyczną, i będzie miał klinikę na Harley Street. Będzie pracował od dziewiątej do siedemnastej, przeprowadzał jedynie zaplanowane operacje i brał ogromne honoraria za zaspokajanie próz˙ności celebrytów. On był równie naiwny, spodziewając się, z˙e Sophia zrozumie, na czym polega praca kardiochirurga dziecię- 8 KATE HARDY cego i będzie gotowa pójść na ustępstwa, zamiast w przy- pływie złości rzucać się w ramiona pierwszego lepszego pajaca, który się do niej uśmiechnie. Ich małz˙eństwo rozpadło się z takim samym rozgło- sem, jak się zaczęło. James nie wystąpił z pozwem o roz- wód w tym samym tygodniu, w którym Sophia barasz- kowała na jachcie z tym swoim Włochem, a paparazzi robili im jedno zdjęcie za drugim, tylko dlatego, z˙e we- dług prawa rozwód moz˙na uzyskać dopiero rok po ślubie. Ze złoz˙eniem papierów w sądzie musiał czekać sześć koszmarnych miesięcy. Sześć miesięcy, w ciągu których mógł jedynie patrzeć, jak jego z˙ona pokazuje się z kolej- nymi kochankami w plotkarskich magazynach. Przynajmniej nie odpierała jego zarzutów. Zresztą przy takiej masie prasowych dowodów nie mogła się wyprzeć licznych zdrad. James zamknął za sobą drzwi mieszkania. Miał juz˙ dość Londynu. Dość przyjęć. Dość wszystkiego – nawet imprez charytatywnych, które kiedyś tak chętnie organi- zował dla swojego szpitala. Naprawdę powinien chyba na jakiś czas wyjechać. Mógł oczywiście zadzwonić do ojca i wybrać się do jednego z nalez˙ących do jego rodziny kurortów, ale wiedział, z˙e tam będzie tak samo. Przyję- cia, debiutantki i celebryci. Pragnął prawdziwego odpoczynku w jakimś cichym i spokojnym miejscu, gdzie nie będzie z˙adnych super- modelek ani panienek z wyz˙szych sfer, zajmujących się jedynie zakupami i szukaniem bogatego męz˙a, którego zaczną zdradzać kilka miesięcy po hucznym weselu. Tylko z˙e takiego miejsca nie ma. Zaraz, a moz˙e jednak? W Londynie studiował z Jackiem Tremayne’em. Jack CZUŁY PUNKT 9 był wtedy niezłym imprezowiczem, ale później przeniósł się do swojej rodzinnej Kornwalii. James nie pojechał na jego ślub do Penhally, bo nie chciał patrzeć na szczęś- liwą młodą parę, gdy jego małz˙eństwo się rozpadało. Wysłał drogi prezent z mało przekonującym usprawied- liwieniem. Ale cały czas zastanawiał się, dlaczego Jack dał się zagrzebać w takiej zapadłej dziurze. Czemu wrócił do ma- łego nadmorskiego miasteczka, skoro w Londynie miał tyle moz˙liwości? Moz˙e to jednak Jack postąpił słusznie? Moz˙e właśnie w Kornwalii, z dala od Londynu, Jame- sowi uda się odnaleźć spokój? Podniósł telefon i wybrał numer Jacka. Czekał dość długo i juz˙ miał zrezygnować, kiedy usłyszał zaspany głos: – Halo? James zerknął na zegarek. Na miłość boską, przeciez˙ nie minęła jeszcze północ, a jest sobota. Dawny Jack Tremayne o tej porze dopiero by zaczynał zabawę. – Jack? Mówi James. Przepraszam, z˙e cię obudziłem. – Nie szkodzi. Zdrzemnąłem się, bo Helena akurat zasnęła – wymamrotał Jack. Jasne, małe dziecko. Kompletnie zapomniał. – Przepraszam, stary. – Miał prawdziwe wyrzuty su- mienia. – Wszystko w porządku? – spytał Jack. – Tak. – Czyli nie. – Wiesz, przyszło mi do głowy... Kilka miesięcy temu wspomniałeś, z˙e gdybym chciał przy- jechać na parę dni... – Mmmm... – Przepraszam, nie powinienem był pytać. Przeciez˙ macie małe dziecko. 10 KATE HARDY – Alez˙ daj spokój, jasne, z˙e moz˙esz przyjechać. Ali- son nie będzie miała nic przeciwko temu. James pomyślał, z˙e wręcz przeciwnie. Alison wcale nie byłaby zadowolona, ale nie miał o to do niej pretensji. – Nie szkodzi, zatrzymam się w jakimś hotelu. Ale przyjemnie byłoby się spotkać i wypić razem piwo. – Jasne. – Jack właśnie się rozbudził. – Wszystko w porządku, James? Jesteś jakiś przygaszony. – Po prostu mam dość Londynu. – Nie chciał wspo- minać o rozwodzie. Nie miał prawa obarczać tym niewy- spanego młodego ojca, nawet jeśli Jack był jedyną znaną mu osobą, która rozumiała, co to znaczy mieć dzien- nikarzy na karku. W przeszłości prasa brukowa nieźle się na nim wyz˙ywała. – Idź spać, stary. Zadzwonię jutro o przyzwoitszej porze. Jack roześmiał się. – To znaczy po południu, kiedy juz˙ się wygrzebiesz z łóz˙ka. James zmusił się do śmiechu. – Mniej więcej. – Jeśli mówisz powaz˙nie o wyjeździe z Londynu, to mogę ci pomóc. Widziałem niedawno w naszym biu- letynie ogłoszenie o pracy. Szukają starszego lekarza na oddział kardiochirurgii. Moz˙e chcesz się tym zain- teresować? To by zahamowało jego karierę, ale z drugiej strony w małym szpitalu miałby większą odpowiedzialność. Zdawał sobie sprawę, z˙e w wieku dwudziestu dziewięciu lat przed wejściem na kolejny szczebel zawodowej drabi- ny potrzebne mu jest większe doświadczenie. A to by była znakomita okazja. – Bardzo chętnie. CZUŁY PUNKT 11 – W szpitalu Świętego Pirana świetnie się pracuje – mówił Jack. – Rewelacyjne miejsce. Nic dziwnego. W końcu spotkał tam miłość swojego z˙ycia. Jakby słysząc jego myśli, Jack ciągnął: – Nigdy nie wiadomo, moz˙e poznasz kogoś, przy kim uda ci się zapomnieć o Sophii. James roześmiał się ponuro. – Chyba z˙artujesz. Z˙adnych związków, nigdy. Wiem, czym to grozi. – A prasa ma na ten temat ogromną dokumentację. W najdrobniejszych, doskonale widocz- nych szczegółach. O nie, juz˙ nigdy nie uwierzy w miłość. – Dziękuję, od tej chwili z˙adnych zobowiązań. Na szczęście Jack nie podjął tematu. – Zadzwoń jutro. Pogadam przedtem z Alison. – Dobra. – I zastanów się nad tą pracą. Moz˙e tego ci akurat potrzeba. Moz˙e, pomyślał James. Moz˙e przyjaciel ma rację. – Czy ty w ogóle słyszysz, co do ciebie mówię? – Nick spojrzał z troską na swoją siostrzenicę. – Mmmm... Właściwie nie – przyznała Charlotte. – Przepraszam, Nick, nie chciałam ci zrobić przykrości. – Po prostu myślisz tylko o tym swoim nowym o- środku. Właśnie, przyznała milcząco. I o nowym kardiochi- rurgu, który miał się pojawić w szpitalu Świętego Pirana, o Jamesie Alexandrze. Nie umiała pojąć, dlaczego dy- rektor szpitala zatrudnił kogoś, kto spędził więcej czasu na przyjęciach niz˙ przy pacjentach. Jako syn supermo- delki i bogatego biznesmena James stanowił łakomy ką- sek dla plotkarskich magazynów – widywała jego twarz 12 KATE HARDY w pismach przynoszonych na oddział przez pacjentów. Zwykle stał na czerwonym dywanie w smokingu, z u- śmiechem tak doskonałym, z˙e wyglądał jak kosztowne dzieło protetyki dentystycznej, a na jego ramieniu wspie- rała się jakaś piękna znana modelka z nogami po szyję. Taki facet, przyzwyczajony do zamoz˙nego towarzyst- wa i do przyjęć w najbardziej ekskluzywnych klubach, zanudzi się tutaj na śmierć w ciągu kilku godzin. Nie będzie umiał dostrzec piękna tego zakątka Kornwalii i uzna go jedynie za dziurę zabitą dechami. Zwolni się wtedy natychmiast i bez zastanawiania ruszy ku blaskom światowego z˙ycia, zostawiając innym pacjentów i obo- wiązki. Znakomicie, naprawdę. – Charlotte! – Przepraszam. – Posłała wujowi posępny uśmiech. – Znów mi gdzieś myśli odpłynęły. – Nie chodzi tylko o ośrodek, prawda? Przez moment chciała skłamać. Ale Nick Tremayne zawsze był dla niej dobry. Dał jej schronienie, gdy tego najbardziej potrzebowała. To było dwa lata temu, zaraz po procesie. Uznała, z˙e skoro siedzi przy jego stole i pije jego kawę, to winna mu jest przynajmniej szczerość. – Denerwuje mnie ten nowy lekarz. – Denerwuje cię? – Wziął ją za rękę i lekko uścisnął. Uśmiechnęła się, wiedząc, o czym wuj nie mówi głoś- no ze względu na nią. – Nie, nie o to mi chodzi. – Dawno minęły czasy, kiedy nie była w stanie zostać sama w pokoju z jakimkol- wiek męz˙czyzną. – Po prostu uwaz˙am, z˙e to strata miejs- ca. Typowy imprezowicz. Z˙ałuję, z˙e nie wybrali kogoś, kto by się poświęcił pracy, zamiast faceta, który błyszczy w chwale gazetowych tytułów. CZUŁY PUNKT 13 Nick zmarszczył czoło. – Nie mam prawa go oceniać, biorąc pod uwagę to, jak traktowałem Jacka. – Ale on ci wybaczył i macie teraz ze sobą dobre relacje. To jest najwaz˙niejsze. – Moz˙e ten gość nie okaz˙e się taki zły, jak myślisz. Charlotte z˙achnęła się. – Nawet jeśli prasa przesadza, to nie sądzę, z˙eby James Alexander zagrzał tu miejsce. – Powiedziałaś James Alexander? – zainteresował się Nick. – Tak. Znasz go? – To przyjaciel Jacka. Z czasów londyńskich. – Z szalonych czasów londyńskich? – Widząc, z˙e Nick kiwa głową, dodała: – W takim razie podtrzymuję swoje zarzuty. – Ludzie się zmieniają, Charlotte. Daj mu szansę. – Hm. – Wolała zmienić temat. Doświadczenie jej mó- wiło, z˙e męz˙czyźni na ogół się nie zmieniają. No, mo- z˙e Nick się trochę zmienił. Odbudował relacje z dzieć- mi i po śmierci z˙ony stworzył z nimi prawdziwą rodzinę. Ale to wymagało duz˙ego wysiłku takz˙e ze strony Jacka, Lucy i Edwarda. Dzięki Alison Jack tez˙ się ustatkował, ale w oczach Charlotte on i Nick stanowili jedynie wyjąt- ki potwierdzające regułę. – Za dwa tygodnie otwieramy nasz ośrodek kryzysowy dla ofiar gwałtów. Moja przyja- ciółka Maggie kończy stronę internetową. – To świetnie. – Nick uśmiechnął się. – Annabel by- łaby z ciebie dumna. Zawsze powtarzała, z˙e jesteś wraz˙li- wa, zdolna i dobra. – Taka jak ona. – Charlotte uwielbiała swoją ciotkę. Brakowało jej dobroci i zdrowego rozsądku Annabel. 14 KATE HARDY – Bardzo mi ją przypominasz. – powiedział Nick ci- cho. – I to nie tylko z wyglądu. Masz w sobie taką samą wewnętrzną siłę. Jestem z ciebie dumny podobnie jak ona. Trzeba wielkiej odwagi, z˙eby robić coś takiego, kiedy... – Kiedy się samemu przez to przeszło? – Charlotte objęła się ramionami. – Właśnie dlatego to robię. Bo wiem, jak to jest. Tak, to boli. Przywołuje sprawy, o których wolałabym zapomnieć. Ale poniewaz˙... – Przełknęła, czu- jąc w ustach gorzki smak. – Łatwiej jest rozmawiać z kimś, kto to przez˙ył i komu nie trzeba wszystkiego tłumaczyć. Gdybym się wycofała, to Michael byłby zwycięzcą. – Uniosła lekko głowę. – To juz˙ nigdy się nie powtórzy, Nick. Nie pozwolę, z˙eby wygrał. I będę pomagała innym ludziom, tak samo jak inni ludzie pomogli mnie. – Ale nie masz jeszcze tego całkiem za sobą – stwier- dził Nick. – Z nikim się nie spotykasz. Trzy lata to kawał czasu. – Myślisz, z˙e twój sposób jest lepszy? – odparowała Charlotte. – Bez przerwy się z kimś umawiasz, z˙eby tylko nie mieć czasu na myślenie. Nick zaczerwienił się gwałtownie. – Nie musisz być dla mnie niemiła. Charlotte skrzywiła się. – Przepraszam, nie chciałam. Zwłaszcza wobec cie- bie mam dług wdzięczności. Gdyby nie ty, nie miałabym gdzie prowadzić ośrodka. – Jako starszy wspólnik przy- chodni w Penhally, Nick wspaniałomyślnie pozwolił jej korzystać raz w tygodniu z jednego gabinetu. W zamian Charlotte obiecała, z˙e poprowadzi kilka zajęć na temat profilaktyki sercowej, w tym zajęcia dla kobiet po meno- pauzie w prowadzonej przez Gemmę poradni dla kobiet.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Czuły punkt
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: