Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00299 005588 13259792 na godz. na dobę w sumie
Czy nauka pogrzebała Boga? - ebook/pdf
Czy nauka pogrzebała Boga? - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwo W drodze Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7906-181-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> popularnonaukowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Czy nauka musi być w opozycji do religii? Czy ci, którzy wierzą, że świat został stworzony przez Boga, są naiwnymi głupcami? Odrzucający istnienie Boga naukowcy będą zawsze przywoływali swoje argumenty, pośród których nie ma miejsca na szaleństwo, jakim jest wiara. Zapatrzeni ślepo w prawa, prawdy, twierdzenia i reguły nie są skłonni dostrzec, że to właśnie wiara w odkrywanie niemożliwego i nieznanego jest fundamentem nauki. Bo czy ktokolwiek próbowałby odkrywać nieznane lądy, nie wierząc w to, że one istnieją? Ta książka opowiada o potędze ludzkiego rozumu, o jego niewyobrażalnych możliwościach. I o pokorze tych, którzy ufając nauce, nigdy nie przestali wierzyć.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Czy nauka pogrzebała Boga.pdf 1 2018-03-07 12:45:18 C M Y CM MY CY CMY K Tytuł oryginału God’s Undertaker. Has Science Buried God? © Copyright 2009 John C. Lennox. Original edition published in English under the title God’s Undertaker by Lion Hudson plc, © Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2018 Oxford, England Redaktor prowadzący Lidia Kozłowska Redakcja Lidia Kozłowska Korekta Jolanta Czapczyk, Agnieszka Czapczyk Konsultacja merytoryczna Łukasz Mścisławski OP Redaktor techniczny Justyna Nowaczyk Projekt okładki i stron tytułowych Radosław Krawczyk ISBN 978-83-7906-216-4 Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o. Wydanie I, 2018 ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań tel. 61 852 39 62, faks 61 850 17 82 www.wdrodze.pl sprzedaz@wdrodze.pl Dla Sally – bez Jej miłości, słów otuchy i wsparcia ta książka – i wiele innych rzeczy – nie uj- rzałaby nigdy pomyślnego końca. Wstęp Jaki jest sens tego wszystkiego? Richard Feynman Dlaczego jest raczej coś niż nic? Dlaczego, w szczegól- ności, istnieje Wszechświat? Skąd się wziął i dokąd, je- śli w ogóle dokądkolwiek, zmierza? Czy jest ostateczną rzeczywistością, poza którą nie ma już nic innego, czy jest jeszcze coś „poza” nim? Czy możemy zapytać razem z Richardem Feynmanem: „Jaki jest sens tego wszystkie- go?”1. A może rację miał Bertrand Russell, mówiąc, że „Wszechświat po prostu jest, i tyle”. Te pytania wciąż potrafi ą rozpalić naszą wyobraźnię. Przynaglani pragnieniem wspięcia się na himalaje wiedzy, naukowcy udostępnili nam zapierający dech w piersiach wgląd w naturę zamieszkiwanego przez nas Wszechświa- ta. Na jednym biegunie, w niewyobrażalnie ogromnej skali, mamy teleskop Hubble’a znajdujący się na orbicie powyżej ziemskiej atmosfery i przekazujący nam oszałamiające ob- razy nieba. Na drugim biegunie, w niewyobrażalnie małej skali, mamy skaningowy mikroskop tunelowy, odsłaniają- cy przed nami tajemnice niewiarygodnie złożonej biologii 1 Lennox nawiązuje w tym miejscu do tytułu książki R. Feynmana Sens tego wszystkiego: rozważania o życiu, religii, polityce i nauce, przeł. S. Bajtlik, Warszawa 1999 – przyp. tłum. 7 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? molekularnej świata ożywionego, na który składają się między innymi bogate w informacje makrocząsteczki oraz mikrominiaturowe fabryki białek, których złożo- ność i precyzja powodują, że bledną przy nich najbar- dziej zaawansowane ludzkie technologie. Czy zatem my sami i Wszechświat przesycony pięk- nem galaktyk i wyrafi nowaną złożonością biologii to nic innego jak wynik nieukierunkowanego działania bezro- zumnych sił, działających na bezmyślną materię i ener- gię, jak podpowiadają nam tak zwani „nowi ateiści” na czele z Richardem Dawkinsem? Czy ludzkie życie to tyl- ko jedna spośród wielu – zgoda, że nieprawdopodobna – niemniej wyjątkowo fortunna kombinacja atomów? Bo przecież dlaczego mielibyśmy być w jakiś sposób szcze- gólni i wyjątkowi, skoro wiemy już dzisiaj, że zamiesz- kujemy niewielką planetkę, obiegającą niewyróżniające się niczym szczególnym Słońce znajdujące się na krańcu jednego z ramion galaktyki spiralnej, zawierającej miliar- dy gwiazd i będącej jedną z miliardów innych galaktyk rozproszonych w ogromie kosmosu? Co więcej, niektórzy mówią, że skoro pewne podsta- wowe parametry naszego Wszechświata, takie jak zasięg oddziaływań podstawowych i liczba obserwowalnych wymiarów czasu i przestrzeni, to skutek przypadko- wych czynników działających u początku Wszechświata, oznacza to, iż równie dobrze mogą istnieć inne wszech- światy o całkiem odmiennych strukturach. Czy nie może być tak, że nasz Wszechświat jest zaledwie jednym z ca- łego mnóstwa równoległych wszechświatów na zawsze od siebie odseparowanych? Czy więc nie jest absurdem twierdzić, że ludzie ostatecznie jednak coś znaczą? 8 WSTĘP W perspektywie wieloświata nie mają praktycznie żad- nego znaczenia. Za ogłupiającą uznać należałoby zatem nostalgiczną próbę powrotu do początków nauki nowożytnej, gdy naukowcy tacy jak Francis Bacon, Galileusz, Johannes Kepler, Isaac Newton i James Clerc Maxwell wierzy- li w rozumnego Boga, Stwórcę Wszechświata, który to Wszechświat był owocem Jego rozumu. Niektórzy mówią nam, że nauka już dawno zostawiła za sobą tego rodzaju prymitywne myślenie, że zepchnęła Boga do narożnika, uśmierciła Go, a następnie pogrzebała, ponieważ potrafi nam dzisiaj wszystko wyjaśnić. Bóg okazał się nie bar- dziej substancjalny niż uśmiech jakiegoś kosmicznego kota z Cheshire. W przeciwieństwie do kota Schrödinge- ra, Bóg nie jest jakąś upiorną superpozycją stanu martwe- go i żywego – Bóg jest bez wątpienia martwy. Ponadto cały proces zaniku Boga pokazuje, że jakakolwiek próba wprowadzenia Go z powrotem na scenę świata zahamu- je prawdopodobnie postęp nauki. Dzisiaj – wyraźniej niż kiedykolwiek przedtem – widzimy, że niepodzielnie rzą- dzi materializm, czyli pogląd mówiący, że przyroda jest wszystkim, co istnieje, i że nie ma żadnej transcendencji. Peter Atkins, profesor chemii na Uniwersytecie Oks- fordzkim, nie przeczy, że w historii narodzin nauki odegrał rolę także czynnik religijny, broni jednak natu- ralizmu z charakterystycznym dla siebie wigorem: Nauka, jako system polegający na wierze mającej mocne oparcie w będącej udziałem wszystkich i możliwej do powielania wie- dzy, wyrosła z religii. Gdy nauka przepoczwarzyła się w motyla, wzięła we władanie wrzosowisko. Nie ma powodu sądzić, iż na- uka nie potrafi poradzić sobie z każdym aspektem istnienia. Tylko 9 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? osoby religijne – do których zaliczam zarówno tych hołdujących zabobonom, jak i niedoinformowanych – mają nadzieję na to, że jest gdzieś jakiś ciemny zakątek fi zycznego Wszechświata lub Wszechświata ludzkiego doświadczenia, którego nauka nigdy nie będzie w stanie rozświetlić. Jak dotąd nauka nie napotkała nigdy żadnej bariery i podstawą do tego, by sądzić, że redukcjo- nizm się kiedyś nie sprawdzi, może być jedynie pesymizm sa- mych naukowców i lęk w umysłach ludzi religijnych2. Podczas konferencji zorganizowanej przez Instytut Salka w La Jolla w Kalifornii w 2006 roku dyskutowano nad następująco sformułowanym problemem: „Poza wia- rą: nauka, religia, rozum i przetrwanie”. Odpowiadając na pytanie, czy nauka powinna ostatecznie rozprawić się z religią, Steven Weinberg, laureat Nagrody Nobla, po- wiedział: „Świat musi obudzić się z długiego koszmaru religii. (…) Powinniśmy jako naukowcy zrobić wszystko, co możliwe, by osłabić wpływ religii i to jest być może nasz największy wkład w cywilizację”. Richard Daw- kins, jak można się było spodziewać, poszedł jeszcze da- lej w swoich twierdzeniach: „Mam już dość okazywania wbijanego nam do głowy szacunku wobec religii”. Wszystko to piękne, ale czy to prawda? Czy wszystkie osoby wierzące należy z miejsca skreślić jako zabobonne i niedoinformowane? Jakkolwiek by było, niektóre z tych osób to naukowcy, a wśród nich i nobliści. Czy wiążą swe nadzieje z tym, że uda się znaleźć taki ciemny zakątek Wszechświata, na rozświetlenie którego nauka nigdy nie będzie mogła liczyć? Na pewno jest to daleki od prawdy i niesprawiedliwy opis większości pionierów nowożytnej 2 P. Atkins, The Limitless Power of Science, w: J. Cornwell (red.), Na- ture’s Imagination – The Frontiers of Scientifi c Vision, Oxford 1995, s. 125. 10 WSTĘP nauki, którzy, jak Kepler, twierdzili, iż właśnie wiara w Stwórcę inspirowała ich do jeszcze większej naukowej dociekliwości. W ich przekonaniu to właśnie te ciemne za- kątki Wszechświata, które udawało się rozświetlić nauce, dostarczały bez liku dowodów na pomysłowość Boga. A świat przyrody ożywionej? Czy jego niesłychana złożoność tylko pozornie wygląda na czyjś projekt, jak chce wierzyć Richard Dawkins, mocny sojusznik w wie- rze Petera Atkinsa? Czy rzeczywiście z niesterowanych w żaden sposób naturalnych procesów, ograniczonych prawami przyrody, wykorzystujących podstawowe mate- riały Wszechświata i działających w sposób przypadkowy, może wyłonić się racjonalność? Czy rozwiązaniem dylema- tu psychofi zycznego jest po prostu twierdzenie, iż racjonal- ny umysł „wyłonił się” z bezrozumnego ciała w rezultacie niekierowanych i pozbawionych racjonalności procesów? Pytania dotyczące zasadności tej naturalistycznej in- terpretacji rzeczywistości wcale tak łatwo nie znikają, czego dowodem jest zainteresowanie opinii publicznej. A zatem, czy nauka domaga się przyjęcia założenia, że istnieje tylko przyroda? Czy też można sądzić, że natu- ralizm to stanowisko fi lozofi czne, które wprowadza się do nauki, a nie pogląd wynikający z nauki? A może jest to, że ośmielę się spytać, bardziej wyraz wiary podob- nej do wiary religijnej? Tak można by przynajmniej są- dzić, biorąc pod uwagę to, jak traktuje się czasem osoby ośmielające się zadać takie właśnie pytanie. Mogą one, jak heretycy w poprzednich wiekach, doznawać szykan i męczeństwa w formie braku dostępu do grantów. Arystoteles powiedział podobno, że jeśli nasze dzia- łanie ma się zakończyć powodzeniem, musimy stawiać 11 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? właściwe pytania. Są jednak pytania, których stawianie jest ryzykowne, a jeszcze bardziej ryzykowne są próby odpowiedzi na takie pytania. Niemniej nie ulega wąt- pliwości, że podejmowanie ryzyka to działanie zarówno w duchu, jak i w interesie nauki. Patrząc z perspektywy historycznej, twierdzenie to samo w sobie nie jest kontro- wersyjne. Na przykład w średniowieczu nauka, zanim mogła na dobre się rozwinąć, musiała uwolnić się od pewnych elementów arystotelizmu. Arystoteles nauczał, że ponad Księżycem rozciąga się świat doskonały, a po- nieważ jego zdaniem doskonały ruch musiał być ruchem po okręgu, planety i gwiazdy poruszały się ruchem do- skonale okrężnym. W świecie podksiężycowym ruch miał charakter linearny i świat ten był niedoskonały. Po- glądy Arystotelesa zdominowały myślenie ludzi na całe stulecia. Aż pewnego dnia Galileusz spojrzał na Księżyc przez teleskop i ujrzał poszarpane krawędzie kraterów naszego satelity. Wszechświat przemówił i część deduk- cji Arystotelesa wynikającej z przyjętego a priori pojęcia doskonałości legła w gruzach. Sam Galileusz nie potrafi ł jednak wyzwolić się z prze- konania, że ciała niebieskie poruszają się po okręgu, tak jak chciał tego Arystoteles: „Dla utrzymania doskonałe- go ładu między częściami wszechświata należy przyjąć, że ciała ruchome muszą się poruszać jedynie ruchem kołowym”3. Los okręgów był jednak także przesądzo- ny. Zdecydował o tym Kepler, analizując wyniki bardzo 3 Galileo Galilei, Dialog o dwu najważniejszych układach świata: Pto- lemeuszowym i Kopernikowym, przeł. E. Ligocki przy współudziale K. Giustiniani-Kępińskiej, Warszawa 1962, s. 32. 12 WSTĘP dokładnych obserwacji orbity Marsa wykonanych przez jego poprzednika na stanowisku cesarskiego matema- tyka w Pradze, Tychona Brahego, i stawiając śmiałą jak na tamte czasy tezę, że takie obserwacje mają większą moc dowodową niż kalkulacje oparte na przyjmowanej z góry teorii, iż planety muszą poruszać się po okręgach. Reszta, jak to się mówi, jest historią. Kepler zapropono- wał przełomową tezę, mówiącą, że planety poruszają się po równie „doskonałych” elipsach, a Słońce znajduje się w jednym z ognisk elipsy, co później zostało dosko- nale uzasadnione przez prawo powszechnego ciążenia Newtona, mówiące o tym, iż ciała przyciągają się z siłą odwrotnie proporcjonalną do kwadratu odległości mię- dzy ich środkami, i co zamykało wszystkie opisane przed chwilą kolejne propozycje w jednym, zdumiewa- jąco zwięzłym i eleganckim równaniu. Kepler zmienił na zawsze naukę, uwalniając ją z więzów niewłaściwej fi lozofi i, krępującej ją przez całe wieki. Dodajmy jednak od razu, że zbytnią arogancją byłoby zakładać, iż nigdy więcej nie będziemy musieli wykonać podobnego, uwal- niającego nas od wcześniejszych założeń kroku. Z tym ostatnim twierdzeniem nie zgodzą się naukow- cy tacy jak Atkins i Dawkins, którzy twierdzą, że od cza- sów Galileusza, Keplera i Newtona mamy do czynienia z dynamicznym rozwojem nauki i że nic nie wskazu- je na to, iż fi lozofi a naturalizmu, tak ściśle powiązana dzisiaj z nauką (jak przynajmniej sądzi wielu), miałaby być błędna. Więcej nawet, w ich przekonaniu naturalizm służy dalszemu rozwojowi nauki, która może się teraz posuwać naprzód uwolniona od całego mitologiczne- go bagażu, który krępował ją tak często w przeszłości. 13 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? Podejście naturalistyczne ma tę przewagę – będą nam mówić Atkins i Dawkins – że nie może w żaden sposób ograniczać nauki, z tego prostego powodu, iż przyjmuje się w nim, że metoda naukowa góruje nad wszystkimi in- nymi metodami. Naturalizm to jedyna fi lozofi a pozosta- jąca z samej swej defi nicji w absolutnej zgodzie z nauką. Ale czy tak jest rzeczywiście? Galileusz uważał, rzecz jasna, że arystotelizm krępował rozwój nauki, ponieważ proponował aprioryczny opis tego, jak powinien wy- glądać Wszechświat. Jednak ani Galileusz, ani Newton, ani większość wybitnych przedstawicieli nauki, którzy przyczynili się w tamtym okresie do jej spektakularnego rozwoju, nie sądzili, że rozwój nauki miałaby ograniczać wiara w Boga Stwórcę. Wprost przeciwnie. Taka wiara była dla nich bodźcem do działania, dla wielu zaś głów- ną motywacją naukowych poszukiwań. A skoro tak, to agresywny ateizm wielu współczesnych autorów zmu- sza nas, by spytać, skąd czerpią oni taką pewność, że jest to jedyne możliwe do obrony stanowisko z punktu widzenia rozumu? Czy rzeczywiście wszystko w nauce prowadzi do ateizmu? Czy nauka i ateizm to w istocie naturalni sprzymierzeńcy? Coś wręcz przeciwnego twierdzi wybitny brytyjski fi lozof Anthony Flew, przez wiele lat jeden z głównych piewców ateizmu jako stanowiska odwołującego się do rozumu, który w wywiadzie dla radia BBC oświadczył, że jedynym dobrym wyjaśnieniem pochodzenia życia i złożoności świata przyrody jest jakaś superinteligencja4. 4 Wywiad dla Programu 4 Radia BBC, 10 grudnia 2004. 14 WSTĘP Spór wokół „inteligentnego projektu” Tego rodzaju oświadczenie myśliciela takiego kalibru jak Flew wzbudziło na nowo zainteresowanie ożywionym, a czasami nawet gorącym sporem dotyczącym teorii „inteligentnego projektu”. Temperatura sporu wynika po części z tego, że wiele osób utożsamia „inteligentny projekt” z forsowanym od stosunkowo niedawna kryp- tokreacjonistycznym i antynaukowym stanowiskiem koncentrującym się głównie na atakowaniu biologii ewolucyjnej. To zaś wskazuje, że doszło do niedostrze- galnej dla wielu zmiany znaczenia tego terminu i rodzi obawę, iż cała poważna dyskusja zostanie podporządko- wana temu nowemu znaczeniu. Sam termin „inteligentny projekt” może u niektórych wywołać zdziwienie, bo przecież jeśli mówimy o projek- cie, zakładamy już, że mamy do czynienia z działaniem jakiejś inteligencji, stąd przymiotnik „inteligentny” jest zbędny. Jeśli zatem zamiast o „inteligentnym projekcie”, powiemy po prostu o „projekcie” lub o „inteligentnej sprawczości”, będziemy mówić tym samym o przeko- naniu cieszącym się od dawna należnym szacunkiem w historii myśli człowieka. Albowiem przekonanie, że za istnieniem naszego Wszechświata kryje się jakaś inte- ligentna przyczyna, nie zrodziło się wczoraj, przeciwnie, jest równie stare, jak religia i fi lozofi a. Po drugie, zanim spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy inteligentny projekt to kryptokreacjonizm, musimy najpierw posta- rać się uniknąć innego nieporozumienia i zdefi niować, co rozumiemy przez „kreacjonizm”. Bo znaczenie tego terminu również uległo zmianie. Dawniej „kreacjonizm” 15 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? oznaczał po prostu wiarę w istnienie jakiegoś Stwórcy. Dzisiaj jednak oznacza nie tylko wiarę w Stwórcę, lecz także promowanie całego dodatkowego spektrum po- glądów, z których na pierwszy plan wybija się szczegól- nego rodzaju interpretacja Księgi Rodzaju, utrzymująca, iż ziemia liczy sobie tylko kilka tysięcy lat. Taka zmia- na znaczenia terminu „kreacjonizm” i pokrewnego mu „kreacjonista” rodzi trzy niekorzystne skutki. Po pierw- sze, powoduje polaryzację sporu i sprawia, że tak ro- zumiany kreacjonizm staje się łatwym celem ataku dla wszystkich odrzucających z góry jakąkolwiek możliwość istnienia we Wszechświecie inteligentnej przyczynowo- ści. Po drugie, nie uwzględnia tego, że nawet wśród chrześcijan przypisujących ostateczny autorytet słowom Biblii istnieje duża rozbieżność opinii dotyczących in- terpretacji opisów Księgi Rodzaju. I wreszcie, zaciemnia (pierwotny) cel przyświecający myślicielom mówiącym o „inteligentnym projekcie”, którym było wprowadzenie bardzo istotnego rozróżnienia między uświadomieniem sobie, że mamy do czynienia z takim projektem, a bliż- szą identyfi kacją jego autora. A tymczasem są to dwie różne kwestie. Druga z nich to zagadnienie ze swej istoty teologiczne, wykraczają- ce, zdaniem większości osób, poza obszar nauki. Wpro- wadzając to rozróżnienie, chcę przygotować przedpole, by móc postawić pytanie, czy nauka może nam pomóc w jakiś sposób uporać się z pierwszą kwestią. I dlatego bardzo źle się stało, że rozróżnienie tych dwu radykal- nie odmiennych kwestii zaciemniają bezustannie oskar- żenia, jakoby „inteligentny projekt” był niczym innym jak „kryptokreacjonizmem”. 16 WSTĘP Z tego powodu często stawiane pytanie, czy teorię inteligentnego projektu należy traktować jako naukę, bywa mylące, zwłaszcza jeśli termin „inteligentny pro- jekt” rozumieć w jego pierwotnym znaczeniu. Przypuść- my, że zadalibyśmy pytania w rodzaju: „Czy teizm jest nauką?” lub „Czy ateizm jest nauką?”. Większość osób odpowiedziałaby na nie przecząco. Gdybyśmy jednak je przeformułowali, dodając, że chcemy wiedzieć, czy ist- nieją argumenty naukowe przemawiające za teizmem (lub ateizmem), usłyszelibyśmy wówczas w odpowiedzi: „Dlaczego w takim razie nie spytasz o to w ten sposób?”. Jednym ze sposobów nadania sensu pytaniu o to, czy teoria (inteligentnego) projektu jest czy też nie jest na- uką, jest przeformułowanie go do następującej postaci: „Czy istnieją jakieś dowody naukowe na to, że Wszech- świat to projekt?”. Jeśli bowiem tak należy rozumieć to pytanie, w taki właśnie sposób trzeba je sformułować, by uniknąć nieporozumienia, którego dowodzi twierdzenie wypowiedziane podczas procesu przeciwko okręgowi szkolnemu w Dover, że „inteligentny projekt to interesu- jący argument teologiczny, ale nie nauka”5. Co ciekawe, w fi lmie dokumentalnym Expelled: no inteligence allowed (który wszedł na ekrany kin w Stanach Zjednoczonych w kwietniu 2008 roku) sam Richard Dawkins wydaje się 5 Proces Kiĵ miller v. Dover Area School District, 400 F.Supp.2d 707, 746; http://law.justia.com/cases/federal/district-courts/FSupp2 /400/707/2414073/. (Proces przeciwko okręgowi szkolnemu w Dover w stanie Pensylwania w 2004 roku dotyczył legalności nauczania w szko- łach państwowych podlegających temu okręgowi teorii inteligentnego projektu jako wyjaśnienia alternatywnego wobec teorii ewolucji – przyp. tłum.). 17 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? zgadzać z twierdzeniem, że możliwa byłaby naukowa próba odpowiedzi na pytanie, czy pojawienie się życia to odzwierciedlenie naturalnych procesów przyrody, czy też życie jest prawdopodobnie wynikiem interwencji ja- kiegoś zewnętrznego, inteligentnego źródła. Thomas Nagel, wybitny fi lozof i ateista, w fascynu- jącym artykule Public Education and Intelligent Design (Edukacja publiczna a inteligentny projekt) pisze: „Cele i intencje Boga, jeśli jest jakiś bóg, oraz natura jego woli, nie są możliwymi przedmiotami teorii naukowej lub wy- jaśnień nauki. Nie oznacza to jednak, iż nie mogą istnieć dowody naukowe za lub przeciwko interwencji takiej niepodlegającej prawom przyrody przyczyny w porzą- dek naturalny”6. Po lekturze Edge of Evolution (Granice ewolucji) Michaela Behe’a (Behe był świadkiem w pro- cesie przeciwko okręgowi szkolnemu w Dover), Nagel pisze, że inteligentny projekt, „jak się wydaje, nie opiera się na poważnych wypaczeniach dowodów naukowych i beznadziejnej niespójności w ich interpretacji”7. Po sta- rannym namyśle Nagel ocenia, że inteligentny projekt nie opiera się na założeniu, iż jest „odporny na dowody naukowe” w taki sam sposób, w jaki osoby wierzące we wszystko, co mówi Biblia, są przekonane, że nie da się jej obalić dowodami naukowymi, i dochodzi do wnio- sku, iż „inteligentny projekt to coś zupełnie innego niż kreacjonizm”8.  6 T. Nagel, Public Education and Intelligent Design, „Philosophy Public Aff airs” 2008, nr 36 (2), s. 190.  7 Tamże, s. 196–197.  8 Tamże, s. 196. 18 WSTĘP Profesor Nagel twierdzi także, że „już od dawna był nastawiony sceptycznie do tego, by twierdzenia tradycyj- nej teorii ewolucji miały być całą prawdą o historii życia”9. Pisze, iż „trudno znaleźć w dostępnej literaturze podsta- wy” dla takich twierdzeń. Jego zdaniem, „dostępnym obecnie dowodom daleko” do tego, by na ich podstawie móc twierdzić, że „do wyjaśnienia całej ewolucji życia wy- starczą zwyczajne mechanizmy ewolucyjne”10. A tymczasem wiadomo, że autorzy tacy jak Peter At- kins, Richard Dawkins i Daniel DenneĴ twierdzą, iż istnie- ją mocne dowody naukowe przemawiające za ateizmem. Z tego powodu, odwołując się do nauki, bronią stano- wiska, bądź co bądź, metafi zycznego. Dlatego właśnie nie kto inny jak oni nie mają podstaw, by protestować, gdy ich adwersarze używają argumentów naukowych na poparcie przeciwnego stanowiska metafi zycznego, zgodnie z którym Wszechświat to teistyczny projekt. Je- stem świadom, że niektórzy powiedzą natychmiast, iż nie ma w nauce miejsca na takie rozwiązanie. Wydaje mi się jednak, że to przedwczesny osąd. Inną możliwością podejścia do problemu statusu naukowego teorii inteligentnego projektu jest zadanie pytania, czy może ona zaowocować hipotezami pod- dającymi się weryfi kacji na gruncie nauki. Zobaczymy później, że istnieją dwa znaczące obszary, gdzie hipo- teza inteligentnego projektu przyniosła już rezultaty; są to inteligibilność Wszechświata i kwestia jego początku.  9 Tamże, s. 202. 10 Tamże, s. 199. 19 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? Kolejna trudność związana z terminem „inteligentny projekt” polega na tym, że niektóre osoby kojarzą nie- odmiennie „projekt” z działającym jak zegarek Wszech- światem Newtona, z którego to wyobrażenia nauka zrezygnowała za sprawą Einsteina. Co więcej, termin ten przywołuje na powrót metaforę Williama Paleya i dziewiętnastowieczne argumenty mówiące o tym, że świat został zaprojektowany przez inteligentnego stwór- cę, obalone, zdaniem wielu, przez Davida Hume’a. Nie przesądzając tej ostatniej kwestii, roztropniej byłoby, jak wspominałem wcześniej, mówić zamiast tego o inteli- gentnej przyczynowości lub inteligentnym pochodzeniu, a nie o inteligentnym projekcie. Argumenty przedstawiane w tej książce prezentuję podczas wykładów, seminariów i dyskusji w wielu kra- jach i mimo iż mam świadomość, że należy wykonać jeszcze wiele pracy, zachęcony przez osoby, z którymi spotykam się przy wspomnianych wyżej okazjach, spró- bowałem przedstawić je w formie książki. Świadomie ograniczyłem ją objętościowo, idąc za radą osób wskazu- jących na potrzebę publikacji przede wszystkim zwięzłe- go wprowadzenia, które może być podstawą do dalszej dyskusji i zgłębiania literatury przedstawiającej bardziej szczegółowo prezentowane tu kwestie. Jestem wdzięcz- ny za liczne pytania, komentarze i uwagi krytyczne po- mocne w realizacji mojego zadania, co nie zmienia, rzecz jasna, faktu, że za wszystkie niedociągnięcia odpowia- dam tylko ja. W tym miejscu trzeba poczynić kilka uwag dotyczą- cych porządku mojego wywodu. Postaram się go umie- ścić w kontekście toczącej się obecnie debaty, tak jak 20 WSTĘP sam ją pojmuję. Często cytuję wiodących naukowców i myślicieli, po to, by czytelnik mógł uzyskać wyraź- ny obraz tego, co rzeczywiście mówią jej najważniejsi uczestnicy. Równocześnie jestem świadom tego, że wy- rwany z kontekstu cytat jest nie tylko niesprawiedliwy w stosunku do jego autora, lecz także może wypaczać czyjąś myśl. Mam nadzieję, że udało mi się uniknąć tego niebezpieczeństwa. A skoro mowa o prawdzie… Boję się, że niektóre osoby, które dały się uwieść postmodernizmowi, mogą przerwać w tym miejscu lekturę, chyba że interesuje je tekst autora wierzącego w to, że istnieje jakaś obiektyw- na prawda (tekst, który chcieliby, być może, poddać de- konstrukcji). Muszę wyznać w tym miejscu, że zawsze frapuje mnie fakt, iż osoby twierdzące, że nie ma czegoś takiego jak prawda, chcą, żebym wierzył w to, co ich zdaniem jest prawdziwe! Może opacznie rozumiem ich twierdzenia, ale mam wrażenie, że pisząc swoje książki lub zwracając się do mnie, wyłączają same siebie z promowanej przez nie ogólnej zasady, że nie ma czegoś takiego jak prawda. Okazuje się zatem, że mimo wszyst- ko wierzą w prawdę. Co się jednak tyczy naukowców, im zależy bez wąt- pienia na prawdzie. Po cóż innego zajmowaliby się nauką? Właśnie z tego powodu starałem się wykorzysty- wać tylko takie cytaty, które wydają się wiernie przed- stawiać ogólne stanowisko danego autora, a nie cytować słów wypowiedzianych przez kogoś, kto miał akurat zły dzień. W końcu każdemu z nas przydarza się tego rodza- ju niezręczność. Czytelnik ostatecznie sam musi ocenić, czy mi się to udało. 21 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? A co z różnego rodzaju uprzedzeniami? Nikt nie jest od nich wolny, ani autor, ani czytelnik. Wszyscy żywimy jakieś uprzedzenia, przez co rozumiem to, że wszyscy wyznajemy jakiś światopogląd, na który składają się nasze pełne lub tylko częściowe odpowiedzi na pytania stawiane nam natarczywie przez Wszechświat i życie. Możliwe, że nie sformułowaliśmy wyraźnie naszego światopoglądu albo nawet nie jesteśmy go świadomi, na pewno go jednak mamy. Kształtują go, rzecz jasna, nasze doświadczenie i refl eksja. Może się zatem zmie- niać i miejmy nadzieję, że się rzeczywiście zmienia pod wpływem mocnych dowodów. Kluczowe dla tej książki pytanie dotyczy ze swej isto- ty naszego światopoglądu. Który światopogląd najlepiej koresponduje z wynikami badań naukowych? Teizm czy ateizm? Czy nauka pogrzebała Boga? Zobaczmy, dokąd zaprowadzą nas dowody. 1 Wojna światopoglądów Nauki i religii nie da się pogodzić. Peter Atkins Moje zgłębianie nauki… potwierdziło moją wiarę. Sir Ghillean Prance, członek Royal Society Kiedy następnym razem usłyszysz od kogoś informację, która wyda ci się ważna, zastanów się, czy to jest coś, co ludzie wiedzą dzięki znajomości dowodów, czy też wierzą w to tylko ze względu na tradycję, autorytet albo objawie- nie. Kiedy ktoś powie, że coś jest prawdą, zapytaj „Jakie masz na to dowody?”. Jeżeli twój rozmówca nie potrafi udzielić dobrej odpowiedzi, zastanów się dwa razy, zanim uwierzysz w jego słowa1. Richard Dawkins, członek Royal Society Ostatni gwóźdź do trumny Boga? Sądzi się powszechnie, że każdy nowy krok na drodze postępu nauki to kolejny gwóźdź do trumny Boga. Tego typu przekonanie podsycają posiadający duży wpływ 1 R. Dawkins, Modlitwa za mą córkę, w: tegoż, Kapłan diabła. Opo- wieści o nadziei, kłamstwie, nauce i miłości, przeł. M. Lipa, Gliwice 2014, s. 314. 23 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? sami naukowcy. Profesor Atkins pisze: „Ludzkość powin- na zaakceptować to, że nauka wyeliminowała wszelkie uzasadnienia dla wiary w jakiś kosmiczny cel, to zaś, że przetrwał on do dziś, wynika jedynie z sentymentu”2. W jaki sposób nauka, o której tradycyjnie się sądzi, że nie zajmuje się nawet kwestiami (kosmicznej) celowo- ści, mogłaby w rzeczywistości dokonać tego, o czym pi- sze Atkins, nie jest – jak zobaczmy później – zbyt jasne. Jasne jest natomiast to, że Atkins za jednym zamachem nie tylko redukuje wiarę w Boga do sentymentu, lecz zarazem do sentymentu wrogiego nauce. Atkins nie jest w tym odosobniony. Richard Dawkins nie chce być gor- szy i idzie krok dalej. Uważa wiarę w Boga za zło, które trzeba wyeliminować. „W modzie jest dzisiaj wieszczyć apokaliptyczne scenariusze dotyczące zagrożenia dla ludzkości, które stanowią wirus HIV, choroba szalonych krów czy wiele innych rzeczy, ja sądzę jednak, że da się obronić tezę, iż prawdziwym złem, jednym z najwięk- szych na świecie, jest wiara, porównywalna z wirusem ospy, ale trudniejsza do wytępienia. Wiara, czyli wierze- nie w to, co nie jest oparte na dowodach, to zasadnicze zło każdej religii”3. Ostatnio wiara w oczach Dawkinsa awansowała, jeśli można tak powiedzieć, ze zła do urojenia. W książce Bóg urojony cytuje Roberta Pirsiga, autora książki Zen i sztu- ka oporządzania motocykla: „Jeśli jedna osoba ma uroje- nia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi 2 P. Atkins, Will science ever fail?, „New Scientist”, 8 sierpnia 1992, 3 R. Dawkins, Is science a religion?, „The Humanist”, styczeń/luty s. 32–35. 1997, s. 26–39. 24 WOJNA ŚWIATOPOGLĄDÓW ma urojenia, nazywa się to Religią”4. W przekonaniu Dawkinsa Bóg jest nie tylko urojeniem, lecz zgubnym urojeniem. Tego rodzaju sądy to skrajny wariant w szerokim spek- trum opinii prezentowanych przez ateistów i błędem by- łoby uznać je za typowe. Wielu ateistom wcale nie podoba się takie wojownicze nastawienie do religii, nie mówiąc już o represyjnych, a nawet totalitarnych wydźwiękach takich poglądów. Niemniej, tak jak zawsze, właśnie takie poglądy przyciągają uwagę opinii publicznej i są ekspo- nowane przez media, co sprawia, że wywierają wpływ na wielu ludzi. Byłoby zatem głupotą ignorować je i dla- tego musimy zająć się nimi z całą powagą. Ze słów Dawkinsa jasno wynika, że jedną z przy- czyn jego wrogiego nastawienia do wiary w Boga jest (co trzeba stwierdzić ze smutkiem) żywione przez niego przekonanie, iż podczas gdy „wiara naukowców opiera się na dowodach, które każdy może sprawdzić, wiara religijna nie tylko że nie ma takich dowodów, to jeszcze się z tego cieszy i rozgłasza to na dachach”5. Innymi sło- wy, w mniemaniu Dawkinsa cała wiara religijna to śle- pa wiara. Cóż, jeśli tak się sprawa przedstawia, to może rzeczywiście wiara zasługuje na to, by traktować ją jak wirusa ospy. Idąc jednak za radą samego Dawkinsa, py- tamy: „Gdzie są dowody na to, że wiara nie opiera się na dowodach?”. Nie da się, rzecz jasna, ukryć, iż niektóre osoby deklarujące wiarę w Boga przyjmują równocześnie wyraźnie antynaukowy i obskurancki punkt widzenia. 4 Tenże, Bóg urojony, przeł. P.J. Szwajcer, Warszawa 2007, s. 16. 5 „Daily Telegraph”, dodatek „Science Extra”, 11 września 1989. 25 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? Tego rodzaju godna ubolewania postawa sprawia, że wiara w Boga traci poważanie i niewykluczone, że Ri- chard Dawkins miał pecha i poznał nieproporcjonalnie dużą liczbę takich osób. To jednak nie zmienia faktu, że chrześcijaństwo w swoim głównym nurcie zawsze będzie utrzymywać, iż wiara jest nierozdzielnie związana z dowodami. Bo w istocie rzeczy wiara jest odpowiedzią na dowody, a nie radością z tego, że dowodów brak. Chrześcijań- ski apostoł Jan pisze w swojej biografi i Jezusa: „Te [znaki] zaś zapisano, abyście wierzyli…”(J 20,31)6. Innymi słowy, w jego przekonaniu to, co pisze, ma stanowić część dowo- dów, na których opiera się wiara. Z kolei apostoł Paweł mówi to, w co wierzyło wielu pionierów współczesnej na- uki: „Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się [oni] wymówić od winy” (Rz 1,20). Do biblijnego oglądu świata nie należy przekonanie, że trzeba wierzyć w coś, gdy brak na to dowodów. Tak jak w nauce – wiara, rozum i dowody przynależą do siebie nawzajem. De- fi nicja wiary Dawkinsa jako „ślepej wiary” okazuje się zatem dokładnym przeciwieństwem wiary biblijnej. To ciekawe, że nie jest on świadom tej rozbieżności. A może to konsekwencja jego własnej ślepej wiary? Dziwaczna defi nicja wiary Dawkinsa jest zatem ude- rzającym przykładem dokładnie tego rodzaju myśle- nia, które – jak twierdzi – budzi jego odrazę; myślenia 6 Wszystkie cytaty biblijne, jeśli nie zaznaczono inaczej, za Biblią Tysiąclecia, wyd. V, 1999 – przyp. tłum. 26 WOJNA ŚWIATOPOGLĄDÓW niemającego oparcia w dowodach. Demonstrując niesły- chaną niekonsekwencję, nie umie przedstawić dowodów na poparcie własnego twierdzenia, jakoby wiara czer- pała radość z braku dowodów. Powód, dla którego nie potrafi przedstawić takich dowodów, jest dość oczywi- sty – bo ich po prostu nie ma. Nie trzeba dużego wysiłku badawczego, by się upewnić, że żaden poważny biblista lub myśliciel nie podpisałby się pod defi nicją wiary pro- ponowaną przez Dawkinsa. Francis Collins, odnosząc się do niej, mówi: „z pewnością nie opisuje wiary naj- poważniejszych jej wyznawców w historii ludzkości ani większości osób, które są mi osobiście znane”7. Uwaga Collinsa jest istotna, dlatego że pokazuje, iż „nowi ateiści”, odrzucając wszelką wiarę jako ślepą, podważają tym samym w poważnym stopniu własną wiarygodność. Jak zauważa John Haught, „wystarczy jedna biała wrona, żeby pokazać, że nie wszystkie wro- ny są czarne, i dlatego istnienie niezliczonej rzeszy osób wierzących i odrzucających zarazem uproszczoną defi - nicję wiary »nowych ateistów« wystarczy z pewnością, by zakwestionować trafność ich krytyki w odniesieniu do znaczącej części osób wierzących”8. Dla Alistera McGratha, który w bardzo przystępnej pracy poddaje ocenie stanowisko Dawkinsa, uderzające jest to, że brytyjski biolog w rzeczywistości nie podejmuje polemiki z żadnym z poważnych myślicieli chrześcijań- skich. Jak w takim razie mamy rozumieć jego kapitalną 7 F. Collins, Język Boga. Kod życia – nauka potwierdza wiarę, przeł. M. Yamazaki, Warszawa 2008, s. 135. 8 J. Haught, God and the New Atheists, Louisville, KY 2008, s. 62. 27 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? maksymę: „Kiedy ktoś powie, że coś jest prawdą, zapytaj »Jakie masz na to dowody?«. Jeżeli twój rozmówca nie potrafi udzielić dobrej odpowiedzi, zastanów się dwa razy, zanim uwierzysz w jego słowa”9? Nie będzie zatem przestępstwem, jeśli ktoś ulegnie pokusie podążenia za tą maksymą i nie uwierzy w ani jedno jego słowo. Nie tylko Dawkins żywi błędne przekonanie, iż wia- ra w Boga nie opiera się na jakichkolwiek dowodach, ponieważ wiemy z doświadczenia, że jest ono dość po- wszechne wśród naukowców, nawet jeśli formułują je w inny sposób. Często można na przykład usłyszeć opi- nię, iż wiara w Boga „należy do sfery prywatnej, nato- miast działalność naukowa to sfera publiczna”, lub że „wiara w Boga to wiara innego rodzaju niż ta, którą po- sługujemy się w nauce”, mówiąc krótko, wiara w Boga to „ślepa wiara”. Będziemy mieli okazję przyjrzeć się bli- żej tej kwestii w rozdziale czwartym, w części poświęco- nej inteligibilności Wszechświata. Najpierw jednak musimy uzyskać jako takie poję- cie o tym, ilu naukowców deklaruje wiarę lub niewiarę w Boga. Jedno z badań dotyczących tej kwestii przepro- wadzili w 1996 roku Edward Larson i Larry Witham, pu- blikując wyniki w „Nature”10; było to bardzo ciekawe, ponieważ stanowiło powtórzenie badania, które w 1914 roku przeprowadził James H. Leuba. W badaniu z 1914 ro- ku wzięło udział tysiąc respondentów reprezentujących nauki przyrodnicze, wybranych losowo ze słownika biografi cznego American Men of Science (Amerykańscy  9 R. Dawkins, Kapłan diabła, s. 314. 10 „Nature” 386, 3 kwietnia 1997, s. 435–436. 28 WOJNA ŚWIATOPOGLĄDÓW ludzie nauki), z edycji z 1910 roku. Spytano ich, czy wierzą w Boga odpowiadającego na modlitwy i w oso- bową nieśmiertelność, były to zatem – co trzeba zauwa- żyć – pytania o bardziej konkretny rodzaj wiary niż tylko wiara w jakiś boski Byt. Odpowiedzi udzieliło 70 procent osób, do których skierowano pytania, przy czym 41,8 procent respondentów udzieliło odpowiedzi twierdzącej, 41,5 procent odpowiedziało przecząco, zaś 16,7 procent okazało się agnostykami. W 1996 roku wskaźnik odpowiedzi wyniósł 60 procent, przy czym 39,6 procent respondentów udzieliło odpowiedzi twier- dzącej, 45,5 procent przeczącej, agnostyków zaś było 14,9 procent11. Powyższe wyniki interpretowano później na dwa różne sposoby, jako „szklankę do połowy pustą” lub „szklankę do połowy pełną”. Dla niektórych były one dowodem na przetrwanie wiary w świecie nauki, dla innych na trwałość niewiary. Być może najbardziej zaskakujące jest to, że stosunek liczby wierzących do nie- wierzących niewiele się zmienił, mimo upływu osiem- dziesięciu lat i ogromnego wzrostu wiedzy naukowej – fakt zdecydowanie kontrastujący z tym, co sądzi więk- szość opinii publicznej. Podobne badanie pokazało, że odsetek ateistów jest wyższy na szczytach nauki. W 1998 roku Larson i Wi- tham pokazali, że spośród czołowych naukowców ame- rykańskich, członków National Academy of Sciences, którzy odpowiedzieli na pytania ankiety, 72,2 procent zadeklarowało się jako ateiści, 7 procent jako wierzący 11 L. Witham, Where Darwin Meets the Bible, Oxford 2002, s. 272. 29 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? w Boga i 20,8 procent jako agnostycy12. Nie mamy, nie- stety, porównywalnych statystyk z 1914 roku, by stwier- dzić, czy te proporcje uległy zmianie, aczkolwiek wiemy, że ponad dziewięćdziesiąt procent założycieli angielskie- go towarzystwa naukowego Royal Society było teistami. Interpretacja przedstawionych wyników to kwestia złożona. Larson ustalił na przykład, że odsetek wierzą- cych w Boga znacząco spada w przypadku osób o do- chodach powyżej stu pięćdziesięciu tysięcy dolarów rocznie i trend ten nie dotyczy tylko społeczności naukowców. Niezależnie od tego, co może wynikać z tych staty- styk, takie sondaże są niewątpliwie wystarczającym do- wodem na to, że Dawkins może mieć rację, mówiąc, iż będzie mu trudno zrealizować złowieszcze i pachnące totalitaryzmem przedsięwzięcie wykorzenienia u na- ukowców wiary w Boga. A to dlatego, że oprócz bez mała czterdziestu procent naukowców deklarujących wiarę w Boga, w cytowanym powyżej sondażu mieliśmy i mamy bardzo wybitnych wierzących naukowców. Na- leży tu zwłaszcza wspomnieć Francisa Collinsa, byłego dyrektora Projektu Poznania Genomu Człowieka, profe- sora Williama Phillipsa, laureata Nagrody Nobla w dzie- dzinie fi zyki z 1997 roku, sir Briana Heapa, członka Royal Society i byłego wiceprezydenta tego stowarzyszenia, sir Johna Houghtona, członka Royal Society, byłego dyrektora Brytyjskiego Urzędu Meteorologicznego, 12 E.J. Larson, L. Witham, Scientists and Religion in America, „Scien- tifi c American”, wrzesień 1999, s. 88–93. Wersja polska: Naukowcy a re- ligia w USA, „Świat Nauki”, listopad 1999, s. 72–78. 30 WOJNA ŚWIATOPOGLĄDÓW współprzewodniczącego Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu i obecnego przewodniczącego organiza- cji John Ray Initiative on the Environment, by wymienić tylko kilku z nich. Rzecz jasna, zajmującej nas w tej książce kwestii nie da się rozstrzygnąć za pomocą nawet najbardziej inte- resujących statystyk. Bez wątpienia wiara w Boga dekla- rowana nawet przez wybitnych naukowców nie łagodzi, jak się zdaje, w żaden sposób agresywnego tonu Atkinsa, Dawkinsa i im podobnych, prowadzących swoją krucjatę przeciwko Bogu w imię nauki. Trafniej byłoby chyba po- wiedzieć, że są oni przekonani nie co do tego, że nauka wojuje z Bogiem, lecz że wojna dobiegła końca i nau- ka odniosła w niej ostateczne zwycięstwo. Teraz trzeba jedynie poinformować świat o tym, że – jak powiedział Nieĵ sche – Bóg umarł, a nauka Go pogrzebała. W takim właśnie tonie pisze Peter Atkins: „Nauki i religii nie da się pogodzić i ludzkość powinna zacząć doceniać moc swego dziecka i eliminować bezwzględnie wszelkie pró- by kompromisu. Religia się nie sprawdziła i należy poka- zać wszem i wobec jej porażki. To nauka, która obecnie z powodzeniem zapewnia nam powszechną kompeten- cję przez rozpoznanie tego, co minimalne, przez najwyż- szą radość umysłu, zasługuje na królewską koronę”13. To triumfalistyczny język. Ale czy ten triumf ma potwier- dzenie w faktach? Która religia się nie sprawdziła i na jakim poziomie? Nauka to na pewno ogromna radość, ale czy to rzeczywiście największa radość umysłu? Czy 13 P. Atkins, The Limitless Powers of Science, w: J. Cornwell (red.), Nature’s Imagination – The Frontiers of Scientifi c Vision, s. 132. 31 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? muzyka, sztuka, literatura, miłość i prawda nie mają nic wspólnego z umysłem? Słyszę narastające głosy protestu ze strony przedstawicieli nauk humanistycznych. Co więcej, fakt istnienia naukowców, którzy zdają się wojować z Bogiem, nie jest równoznaczny z tym, że sama nauka toczy wojnę z Bogiem. Na przykład niektórzy mu- zycy to wojujący ateiści. Czy to jednak znaczy, że muzyka jako taka toczy wojnę z Bogiem? Bardzo wątpliwe. Sedno mojego argumentu można streścić następującym zda- niem: Twierdzenia naukowców niekoniecznie są twierdzeniami nauki. Nie są one także, dodajmy od razu, z konieczności prawdziwe, aczkolwiek prestiż nauki sprawia, że często za takie właśnie uchodzą. Pod tę kategorię podpada- ją na przykład twierdzenia Atkinsa i Dawkinsa cytowane na początku tego rozdziału. Nie są to twierdzenia nauki, lecz wyrazy osobistych przekonań – co więcej, wiary! – nieróżniące się zasadniczo od wielu form wyrazu tego rodzaju wiary, którą Dawkins tak zdecydowanie pragnie wykorzenić, aczkolwiek znacznie mniej tolerancyjne. Rzecz jasna, to, że wypowiedzi Dawkinsa i Atkinsa są twierdzeniami wiary, nie znaczy jeszcze, że są one fał- szywe; znaczy to jednak, że nie wolno ich traktować jak autorytatywnych twierdzeń nauki. Należy się przyjrzeć, do jakiej kategorii twierdzeń należą, a przede wszystkim ocenić, czy są prawdziwe. Zanim przejdziemy do dalszych kwestii, powinni- śmy zacytować dla równowagi niektórych wybitnych naukowców wierzących w Boga. Sir John Houghton pisze: „Bóg jest odpowiedzialny za funkcjonowanie wszechświata, które jest opisywane następnie przez na- ukę. (…) Niezwykły porządek, spójność, niezawodność 32 WOJNA ŚWIATOPOGLĄDÓW i fascynująca złożoność, wydobyte przez opis naukowy, są odbiciem porządku, spójności, niezawodności i zło- żoności Boskiej aktywności”14. Sir Ghillean Prance, także członek Royal Society i były dyrektor Królewskich Ogro- dów Botanicznych w Kew (Kew Gardens), daje równie klarowny wyraz swojej wierze: „Od wielu lat wierzę w to, że Bóg to wielki i wspaniały projektant kryjący się za całym światem przyrody. (…) Wszystkie moje ba- dania naukowe od samego początku utwierdzają mnie w wierze. Biblia to dla mnie główny autorytet”15. Także i w tym wypadku nie mamy do czynienia z twierdzeniami nauki, lecz z wyrazem osobistej wiary cytowanych wyżej osób. Należy jednak zauważyć, że po- jawiają się w nich sugestie wskazujące na to, co mogłoby być dowodem wspierającym tę wiarę. Sir Ghillean Prance mówi na przykład wyraźnie, iż to sama nauka utwierdza go w wierze. Mamy zatem ciekawą sytuację, bo z jed- nej strony myśliciele o nastawieniu naturalistycznym mówią nam, że nauka wyeliminowała Boga, a z drugiej strony teiści mówią nam, że nauka potwierdza ich wia- rę w Boga. Po jednej i drugiej stronie mamy cieszących się renomą przedstawicieli nauk przyrodniczych. Co to oznacza? Na pewno to, że zbyt dużym uproszczeniem jest zakładać wzajemną wrogość nauki i wiary, jak i to, że warto przyjrzeć się bliżej rzeczywistym relacjom między nauką i ateizmem oraz między nauką a teizmem. W szcze- gólności zaś temu, który (jeśli którykolwiek) z tych dwóch 14 J. Houghton, Poszukiwanie Boga: Czy nauka może pomóc?, przeł. A. Wójcik, Poznań 2000, s. 59–60. 15 M. Poole (red.), God and the Scientists, Worthing 1997. 33 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? przeciwstawnych światopoglądów, jakimi są teizm i ate- izm, jest rzeczywiście wspierany przez naukę. W tym celu przyjrzymy się najpierw historii nauki. Zapomniane korzenie nauki Sednem nauki jest przekonanie, że Wszechświat ma charakter uporządkowany. Bez tego głębokiego prze- konania uprawianie nauki nie byłoby możliwe. Dlatego mamy prawo spytać: skąd wywodzi się to przekonanie? Melvin Calvin, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie che- mii, wydaje się nie mieć co do tego wątpliwości: „Gdy próbuję określić źródło tego przekonania, dochodzę do wniosku, że można je chyba odnaleźć w podstawowej idei odkrytej dwa lub trzy tysiące lat temu i wyrażonej w świecie zachodnim po raz pierwszy przez starożyt- nych Izraelitów, a mianowicie idei, że Wszechświatem rządzi jakiś jeden Bóg i że nie jest On wypadkową kapry- sów wielu bogów, każdego rządzącego swym własnym terytorium według swoich własnych praw. Ten monote- istyczny punkt widzenia wydaje się historycznym fun- damentem nowożytnej nauki”16. To uderzające stwierdzenie, biorąc pod uwagę fakt, iż w literaturze poświęconej tym zagadnieniom początków współczesnej nauki szuka się zazwyczaj w starożytnej Grecji, w szóstym wieku przed naszą erą, zauważając równocześnie, że aby nauka mogła zacząć się rozwijać, 16 M. Calvin, Chemical Evolution, Oxford 1969, s. 258. 34 WOJNA ŚWIATOPOGLĄDÓW grecki ogląd świata trzeba było najpierw oczyścić z treści politeistycznych. Do tej drugiej kwestii wrócimy później. Tu chcemy jedynie zauważyć, że chociaż Grecy pod wie- loma względami byli pionierami uprawiania nauki w jej dzisiejszym rozumieniu, to jednak ze słów Calvina wyni- ka, iż ogląd świata, który okazał się wielce pomocny dla nauki, a mianowicie ogląd starożytnych Izraelitów, zgod- nie z którym Wszechświat został stworzony przez Boga, który podtrzymuje go w istnieniu, był o wiele starszy niż ogląd świata Greków. Tę właśnie informację należy – by wykorzystać w tym miejscu słowa Dawkinsa, które on sam, zauważyć trze- ba, zapożyczył z Nowego Testamentu! – „rozgłaszać na dachach” jako antidotum na zbiorcze odrzucanie Boga. Oznacza ona bowiem, iż fundament, na którym opiera się nauka, podstawa, z której poszybowała aż na kraniec Wszechświata, ma wyraźny wymiar teistyczny. Osobą, która dostrzegła ten fakt znacznie wcześniej niż Melvin Calvin, był wybitny matematyk i historyk nauki sir Alfred North Whitehead. Zwracając uwagę na to, iż w 1500 roku średniowieczna Europa wiedziała mniej o świecie niż za czasów Archimedesa w trzecim stuleciu przed naszą erą, a mimo to jeszcze przed ro- kiem 1700 Newton napisał swoje monumentalne dzieło Principia Mathematica, Whitehead postawił oczywiste w takiej sytuacji pytanie: W jaki sposób tego rodzaju eksplozja wiedzy mogła się dokonać w tak stosunkowo krótkim czasie? Jego odpowiedź brzmi: źródłem współ- czesnej nauki jest „nacisk kładziony w średniowieczu na rozumność Boga. (…) Według mnie, wiara w możli- wość nauki, która wyprzedziła rozwój naukowej teorii, 35 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? jest nieświadomą pochodną średniowiecznej teologii”17. Warto w tym miejscu przytoczyć zwięzłe streszczenie poglądów Whiteheada autorstwa C.S. Lewisa: „ludzie zyskali mentalność naukową, ponieważ wychodzili z założenia, że przyroda rządzi się pewnymi prawami, i zakładali istnienie praw w przyrodzie, ponieważ wie- rzyli w jakiegoś prawodawcę”. To właśnie przekonanie doprowadziło Francisa Bacona (1561–1626), uważanego przez wielu za ojca nowożytnej nauki, do twierdzenia, iż Bóg zaopatrzył nas w dwie księgi – księgę Natury i Biblię – i jeśli chcemy być wykształceni rzeczywiście tak, jak trzeba, musimy studiować obie. Wiele wybitnych osobistości nauki miało w tej kwe- stii identyczny pogląd. Naukowcy tacy jak Galileusz (1564–1642), Johannes Kepler (1571–1630), Blaise Pas- cal (1623–1662), Robert Boyle (1627–1691), Isaac New- ton (1642–1727), Michael Faraday (1791–1867), Charles Babbage (1791–1871), Grzegorz Mendel (1822–1884), Louis Pasteur (1822–1895), Lord Kelvin (1824–1907) i Ja- mes Clerc Maxwell (1831–1879) wszyscy byli teistami, a większość z nich stanowili chrześcijanie. Wiara w Boga wcale nie przeszkadzała im w naukowych dociekaniach; przeciwnie, często była dla nich inspiracją i nie wstydzili się tego powiedzieć. Umysł Galileusza do naukowych po- szukiwań pchało na przykład jego głębokie przekonanie, iż Stwórca, „który wyposażył nas w możność mówienia i rozumowania, założył korzystanie z nich, więc tym sa- mym dał nam możliwość zdobywania wiedzy innymi 17 A. North Whitehead, Nauka i świat nowożytny, przeł. M. Kozłowski, M. Pieńkowski, Kraków 1987, s. 35–36. 36 WOJNA ŚWIATOPOGLĄDÓW [niż Biblia] środkami”18. Johannes Kepler opisywał swo- ją motywację następująco: „Głównym celem wszelkich badań świata zewnętrznego winno być odkrycie racjo- nalnego porządku narzuconego mu przez Boga, który objawił nam go w języku matematyki”19. Takie odkrycie równało się – jak wyraził to słynnymi później słowa- mi Kepler – „myśleniu myślami Boga i podążaniu Jego śladem”20. Całkowicie odmienna była – jak pisze o tym brytyjski biochemik Joseph Needham – reakcja Chińczyków, gdy jezuiccy misjonarze przynieśli im w osiemnastym wie- ku wiadomości o wielkim postępie nauki na Zachodzie. Myśl, iż Wszechświatem mogą rządzić proste prawa, ta- kie, które ludzie są w stanie odkryć i które rzeczywiście odkryli, wydawała im się skrajną głupotą. Ich kultura nie była otwarta na tego rodzaju idee21. Niedokładne zrozumienie przedstawianej tu tezy może prowadzić do nieporozumień. Nie twierdzimy, że wszystkie aspekty religii w ogólności i chrześcijaństwa 18 List do Wielkiej Księżnej Krystyny Lotaryńskiej z 1615, w: Galileo Galilei, Listy kopernikańskie, przeł. A. Adamski, Tarnów 2006, s. 64. 19 Za: M. Kline, Mathematics: The Loss of Certainty, New York 1980, s. 31. 20 Słowa te są często przypisywane Keplerowi, aczkolwiek nigdzie nie wypowiada ich w ten sposób. Jest to być może skondensowana parafraza słów z jego listu do Herwarta von Hochenburga „Prawa [natury] są możliwe do pojęcia dla umysłu człowieka; Bóg chciał, by- śmy je rozpoznali, stwarzając nas na swój obraz tak, byśmy dzielili z Nim Jego myśli”, C. Baumgardt, J. Callan, Johannes Kepler. Life and LeĴ ers, New York 1953, s. 50 – przyp. tłum. 21 Zob. J. Needham, Wielkie miareczkowanie: nauka i społeczeństwo w Chinach i na Zachodzie, przeł. I. Kałużyńska, Warszawa 1984. 37 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? w szczególności przyczyniły się do rozwoju nauki. Chce- my jedynie powiedzieć, że istotną rolę odegrała w tym wypadku doktryna mówiąca o jedynym Bogu, Stwórcy, odpowiedzialnym za istnienie i porządek Wszechświata. Nie twierdzimy, że religia nigdy nie przejawiała wrogich tendencji w stosunku do nauki. W rzeczy samej, Thomas F. Torrance, odnosząc się do tego, co pisał Whitehead, zauważa, iż rozwój nauki był często „poważnie hamo- wany przez Kościół, nawet jeśli to w jego łonie zrodziły się początki idei nowożytnych”22. Jako przykład podaje augustynizm, który zdominował myśl Europy na ty- siąc lat i miał w sobie moc i piękno, które zaowocowały wspaniałymi dziełami sztuki w średniowieczu, jednak jego „eschatologia utrwalająca przekonanie o rozkładzie i rozpadzie świata i o zbawieniu pojmowanym jako wy- zwolenie zeń, odwracała uwagę od świata ku temu, co nadziemskie, jego zaś koncepcja Wszechświata jako sa- kramentu pozwalała na jedynie symboliczne rozumienie przyrody i wykorzystanie jej do celów ilustracyjnych i re- ligijnych”, tym samym „wywyższając i uświęcając pew- ną kosmologiczną perspektywę, którą należało zastąpić inną, jeśli miało dojść do rozwoju nauki”23. Torrance zauważa także, iż umysł naukowca zniechęcało często „sztywne pojęcie autorytetu i jego powiązania z rozu- mieniem rzeczywistości, sięgające aż do Augustyna, (…) co początkowo rodziło pełne goryczy utyskiwania 22 T.F. Torrance, Theological Science, Edinburgh 1996, s. 57. 23 Tamże. 38 WOJNA ŚWIATOPOGLĄDÓW skierowane przeciwko Kościołowi”24. Dobrze ilustruje to, jak zobaczymy niżej, przypadek Galileusza. Niemniej Torrance opowiada się zdecydowanie za tezą Whiteheada w jej ogólnym wydźwięku: „Pomimo niefortunnego napięcia, z którym tak często mieliśmy do czynienia, między rozwijającymi się teoriami nauko- wymi a tradycyjnymi nawykami myślenia w Kościele, teologia nadal może rościć sobie prawo do tego, by twier- dzić, że przez całe długie wieki to właśnie w jej łonie zrodziły się podstawowe przekonania i impulsy, które dały początek zwłaszcza nowożytnej nauce empirycz- nej, chociażby tylko przez sam fakt, że niezachwianie podtrzymywała wiarę w wiarygodność Boga Stwórcy i w ostateczną inteligibilność jego stworzenia”25. John Brooke, pierwszy w historii Uniwersytetu Oksfordzkiego profesor nauki i religii, wypowiada się ostrożniej niż Torrance: „Wierzenia religijne służyły w przeszłości jako presupozycje dla uprawiania nauki o tyle, o ile gwarantowały jednorodność [relacji przy- czynowo-skutkowych]. (…) Doktryna stworzenia mogła zapewnić spójność przedsięwzięciom naukowym, gdyż zakładała porządek istniejący za płynnością przyrody, na którym można było polegać. (…) Nie musi to jednak oznaczać tak mocnego twierdzenia, że bez uprzedniej teologii nie doszłoby nigdy do powstania nauki, ozna- cza natomiast, iż konkretne koncepcje nauki, takie jakie 24 Tamże, s. 58. 25 Tamże, s. 57. 39 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? posiadali jej pionierzy, były często kształtowane przez wierzenia teologiczne i metafi zyczne”26. Niedawno Peter Harrison, następca Johna Brooke’a w Oksfordzie, przedstawiał mocne argumenty za tym, że dominującą cechą w rozwoju nowożytnej nauki było protestanckie podejście do interpretacji tekstów biblij- nych, które położyło kres symbolicznej interpretacji okresu średniowiecza27. Wiadomo, rzecz jasna, jak trudno wyrokować, „co by było, gdyby”, nie będzie jednak przesadą twierdzenie, że narodziny nauki byłyby bardzo spóźnione, gdyby nie wcześniejsze istnienie pewnej konkretnej doktryny teo- logicznej, a mianowicie doktryny stworzenia, wspólnej dla judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Brooke ostrzega nas, by nie przeceniać całej sprawy: to, że jakaś religia wspierała i wspiera naukę, nie dowodzi tego, iż ta wła- śnie religia jest prawdziwa. Racja; i dokładnie to samo można powiedzieć, rzecz jasna, o ateizmie. Doktryna stworzenia odegrała istotną rolę w naro- dzinach nauki nie tylko z powodu zakładanego istnienia ładu we Wszechświecie. Była też ważna z innego powo- du, który sygnalizowaliśmy we Wstępie. Aby mogła roz- winąć się nauka, należało się wyzwolić z wszechobecnej dotąd arystotelesowskiej metody wnioskowania w opar- ciu o ustalone zasady, mówiące o tym, jaki powinien być świat, i przyjąć zamiast tego metodę pozwalającą na to, by 26 J. Brooke, Science Religion: Some Historical Perspectives, Cam- 27 Zob. P. Harrison, The Bible, Protestantism and the Rise of Science, bridge 1991, s. 19. Cambridge 1998. 40 WOJNA ŚWIATOPOGLĄDÓW Wszechświat przemówił do nas bezpośrednio. Ta zmiana perspektywy była o wiele łatwiejsza za sprawą pojęcia przygodności stworzenia, czyli wiary w to, że Bóg Stwórca mógł stworzyć taki Wszechświat, jaki Mu się podobało. I dlatego, jeśli chcemy poznać, jaki jest naprawdę Wszech- świat i jak funkcjonuje, jedyne, co możemy zrobić, to wyjść z domu i zacząć mu się przyglądać. Nie da się wy- wnioskować mechanizmu działania Wszechświata jedy- nie metodą rozumowania, na podstawie przyjmowanych a priori zasad fi lozofi cznych. Tę właśnie nową perspektywę wcielili w życie Galileusz, a później Kepler i wielu innych. Wyszli na zewnątrz, przyglądali się – i w ten sposób zrewo- lucjonizowali naukę. Tyle że, jak wszyscy wiemy, Galileusz miał po drodze kłopoty z Kościołem rzymskokatolickim. Musimy zatem przyjrzeć się jego historii, by zobaczyć, czego możemy się z niej nauczyć. Mity o konfl ikcie. Galileusz i Kościół rzymskokatolicki, Huxley i Wilberforce Jednym z głównych powodów, dla których należy od- różnić wpływ doktryny o stworzeniu od wpływu innych aspektów życia religijnego (a także, co trzeba podkre- ślić, polityki religijnej) na powstanie nauki, jest to, iż w ten sposób lepiej zrozumiemy dwa paradygmatyczne opisy wydarzeń z przeszłości, wykorzystywane często, by utrzymywać w szerokich kręgach społeczeństwa wrażenie, iż nauka pozostaje w bezustannym konfl ik- cie z religią, co często określa się jako „tezę konfl iktu”. Oba te opisy dotyczą dwóch najsłynniejszych w historii 41 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? konfrontacji nauki z religią: pierwsza, wspomniana przed chwilą, to starcie między Galileuszem a Kościołem rzymskokatolickim; druga to debata między Thomasem Huxleyem a Samuelem Wilberforce’em, której przed- miotem była najsłynniejsza książka Charlesa Darwina, O powstawaniu gatunków. Kiedy jednak przyjrzeć się bli- żej tym konfrontacjom, okazuje się, że obie te historie nie mogą służyć jako wsparcie dla tezy konfl iktu i chociaż jest to dla wielu osób zaskakujący wniosek, niemniej tak właśnie z historycznego punktu widzenia przedstawia się cała sprawa. Odnotujmy przede wszystkim jeszcze raz rzecz oczy- wistą: Galileusz pojawia się na naszej liście osób wierzą- cych w Boga. Nie był ani agnostykiem, ani ateistą i nie pozostawał w konfl ikcie z teizmem swoich czasów. Dava Sobel w błyskotliwej biografi i Galileusza zatytułowanej Córka Galileusza skutecznie rozprawia się z mitycznym wyobrażeniem Galileusza jako „renegata, który drwił z Biblii”28. Okazuje się, że w rzeczywistości Galileusz odznaczał się mocną wiarą w Boga i w Biblię, i pozostał taką osobą do końca życia. Twierdził, iż „księga [przyro- dy] została napisana w języku matematyki”29 i że umysł człowieka jest najdoskonalszym dziełem Boga30. Trzeba również pamiętać, że Galileusz – przynaj- mniej początkowo – cieszył się sporym poparciem 28 D. Sobel, Córka Galileusza. Rzecz o nauce, wierze i miłości, przeł. N. Radomski, Poznań 2008, s. 21. 29 Galileo Galilei, Waga probiercza, przeł. T. Sierotowicz, Kraków- -Tarnów 2009, s. 55. uszowym i Kopernikowym, s. 67. 30 Zob. tenże, Dialog o dwu najważniejszych układach świata: Ptoleme- 42 WOJNA ŚWIATOPOGLĄDÓW intelektualistów wywodzących się z kręgów kościelnych. Astronomowie kierowanego przez jezuitów Collegio Ro- mano, wpływowej instytucji edukacyjnej o ogromnym znaczeniu, popierali początkowo jego badania astrono- miczne i chwalili publicznie jego osiągnięcia. Krytyko- wali go natomiast fi lozofowie wywodzący się z kręgów świeckich, oburzeni jego krytyką poglądów Arystote- lesa. To musiało skończyć się kłopotami, ale, co trzeba podkreślić, początkowo nie były to kłopoty z Kościołem, a przynajmniej tak to postrzegał Galileusz. Sam bowiem pisze w swoim sławnym Liście do Wielkiej Księżnej Kry- styny Lotaryńskiej z roku 1615, że przeciwstawili mu się właśnie profesorowie uniwersyteccy podważający jego odkrycia do tego stopnia, iż starali się wpłynąć na wła- dze kościelne, by wystąpiły przeciwko niemu. Dla nich stawka sporu była oczywista: argumenty naukowe Ga- lileusza zagrażały arystotelizmowi, na którym opierała się cała ówczesna wiedza naukowa. Działając w duchu rozwijającej się nauki nowożytnej, Galileusz chciał oprzeć teorie dotyczące Wszechświata na dowodach, a nie na odwoływaniu się do przyjmowanych a priori ogólnych założeń, w szczególności do autorytetu Arystotelesa. I dlatego przyglądał się niebu przez tele- skop, a to, co zobaczył, sprawiło, że niektóre z najważ- niejszych spekulacji astronomicznych greckiego fi lozofa rozsypały się jak domek z kart. Galileusz zaobserwował plamy słoneczne, szpecące oblicze „doskonałego słoń- ca” Arystotelesa. W 1604 roku dostrzegł supernową, co podważyło arystotelesowskie pojęcie „niezmiennego nieba”. 43 CZY NAUKA POGRZEBAŁA BOGA? Arystotelizm był wówczas panującym obrazem świa- ta, a nie jedynie paradygmatem, w obrębie którego mu- siała rozwijać się nauka, tyle że był to obraz świata, na którym zaczęły pojawiać się pierwsze spękania. Ponad- to Galileusz żył w czasach reformacji i protestantyzmu podważających autorytet Rzymu i stąd, z perspektywy Rzymu, zagrożone było bezpieczeństwo religii. Był to zatem bardzo trudny okres w dziejach Europy. Zwiera- jący szyki Kościół rzymskokatolicki, który podobnie jak wszyscy w tamtym okresie, opowiadał się za arystoteli- zmem, wiedział, że nie może pozwolić na jakiekolwiek poważne kwestionowanie Arystotelesa, aczkolwiek już wówczas słychać było szemrania (zwłaszcza między je- zuitami), iż sama Biblia nie zawsze wspiera greckiego fi lozofa. Nie były one jednak na tyle mocne, by powstrzy- mać potężny sprzeciw wobec Galileusza, zarówno ze strony świeckich uczonych, jak i Kościoła rzymskokato- lickiego. Nawet wówczas jednak sprzeciw ten nie wyni- kał jedynie z pobudek intelektualnych czy politycznych, ponieważ przyczyniły się do niego także zazdrość i – co trzeba powiedzieć – brak dyplomatycznego wyczucia ze strony samego Galileusza. Rozzłościł współczesne mu elity, publikując swoje teksty p
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Czy nauka pogrzebała Boga?
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: