Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00525 012663 11057563 na godz. na dobę w sumie
Czytanie Brzozowskiego - ebook/pdf
Czytanie Brzozowskiego - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 422
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1571-3 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Czyta się go prawie od stulecia, i przez cały ten czas nie do końca pewnie, nie do końca z uznaniem. Jak niegdyś irytował, tak dziś...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

: a c e l o p s a t i s r e v i n u l . p m o c s a t i . i s r e v n u w w w . Czyta się go prawie od stulecia, i przez cały ten czas nie do końca pewnie, nie do końca z uznaniem. Jak niegdyś irytował, tak dziś niepokoi swoich czytelników i badaczy, można powiedzieć, iż nie zostawia ich w spokoju. Niegdyś irytowała jego erudycja, zbyt rozbudowana, nawet jak na czasy wysokiej świadomości kultury. Dziś irytuje jakby to samo, ale zarzut ostateczny wydaje się inny: Brzozowski nie chce jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy jest nowoczesny. Jego atrakcyjność jako nowoczesnego, piszącego w przeczuciu nas i dla nas, waha się zatem. Wiele należałoby w nim poprawić i dostosować do wymogów nowoczesności. Należał do pisarzy gwałtownych, emocjonalnych i wszechstronnych. To połącze- nie powodowało, iż jego książki stwarzały i dalej stwarzają przy- zwolenie dla rożnych odczytań. Widział dla swoich książek przede wszystkim przyszłość – współcześni bowiem nie chcieli, a może nie mogli go zrozumieć. Jego wiedza, budowana w po- śpiechu, bo czas go naglił, była wyzwaniem dla przyszłości. Gdy- by doczekał niepodległości i związanych z nią wielorakich przemian kulturalnych, byłby znakomitym partnerem intele- ktualnym młodych Polaków. Niedokończenie wielu jego książek, zawieszenie wielu pomysłów okazało się dla jego dzieła ożywcze w perspektywie czasu, zaś elastyczność myśli sprzyja coraz to nowym interpretacjom. Moje czytanie Brzozowskiego rozciąga się na długiej przes- trzeni, pokazując, z jakich stron można było do tego pisarstwa podchodzić i jakie obietnice ono w sobie wciąż zawiera. Marta Wyka 37,00 zł z VAT ISBN 978-83-242-1643-7 A K Y T Y R K I X X i X X U K E I W 16 E I N A T Y Z C O G E I K S W O Z O Z R B a k y W a t r a M Marta Wyka CZYTANIE BRZOZOWSKIEGO A K Y T Y R K I X X i X X U K E I W www.universitas.com.pl 9 788324 216437 universitas : a c e l o p s a t i s r e v i n u Tomasz Cieślak-Sokołowski l . p m o c s a t i . i s r e v n u w w w . Wstęp: czytanie Brzozowskiego Czyta się go prawie od stulecia, i przez cały ten czas nie do końca pewnie, nie do końca z uznaniem. Jak niegdyś irytował, tak dziś niepokoi swoich czytelników i badaczy, można powie- dzieć, iż nie zostawia ich w spokoju. Niegdyś irytowała jego eru- dycja, zbyt rozbudowana, nawet jak na czasy wysokiej świado- mości kultury. Dziś irytuje jakby to samo, ale zarzut ostateczny wydaje się inny: Brzozowski nie chce jednoznacznie odpowie- dzieć na pytanie, czy jest nowoczesny. Jego atrakcyjność jako nowoczesnego, piszącego w przeczu- ciu nas i dla nas, waha się zatem. Wiele należałoby w nim popra- wić i dostosować do wymogów nowoczesności. Należał do pisarzy gwałtownych, emocjonalnych i wszech- stronnych. To połączenie powodowało, iż jego książki stwarzały i dalej stwarzają przyzwolenie dla różnych odczytań. Widział dla swoich książek przede wszystkim przyszłość – współcześni bo- wiem nie chcieli, a może nie mogli go zrozumieć. Jego wiedza, budowana w pośpiechu, bo czas go naglił, była wyzwaniem dla przyszłości. Gdyby doczekał niepodległości i związanych z nią wielorakich przemian kulturalnych, byłby znakomitym partne- rem intelektualnym młodych Polaków. Niedokończenie wielu je- go książek, zawieszenie wielu pomysłów okazało się dla jego dzieła ożywcze w perspektywie czasu, zaś elastyczność myśli sprzyja coraz to nowym interpretacjom. Moje czytanie Brzozowskiego rozciąga się na długiej prze- strzeni, pokazując, z jakich stron można było do tego pisarstwa podchodzić i jakie obietnice ono w sobie wciąż zawiera. Kiedy 6 Wstęp: czytanie Brzozowskiego pisałam o jego powieściach, myślenie nowoczesne dopiero się wykluwało (u nas w każdym razie). Były to bowiem lata siedem- dziesiąte i Brzozowski został właśnie odkryty przez nas, mło- dych badaczy. Kiedy dziś czytam niektóre jego teksty, widzę dokładnie te ich miejsca, których widzieć nie mogłam wcześniej. Płynne gra- nice światopoglądu Brzozowskiego zbliżają go do nowoczesno- ści, podobnie jak fragmentaryczność czy korzystanie w powie- ściach z „cudzego słowa”, lub uparty „zmysł komparatystyczny”, który pozwalał mu na swobodne poruszanie się po różnych lite- raturach. We wstępie do francuskiego przekładu Pamiętnika pró- bowałam zatem porównać go z Walterem Benjaminem, podobnie jak on poszukującym wątków mesjańskich we współczesnej sobie kulturze, czytelnikiem Sorela i egzegetą Kabały. Dzieliło ich przecież niewiele ponad dziesięć lat. I jeszcze: gdy poszukiwał korzeni umysłowości europejskiej, myślał o wieku osiemnastym; gdy rozliczał niedoskonałości te- goż umysłu, dokonywał rewizji romantycznej. Nie jest to więc stanowisko obce współczesnemu badaczowi idei. Przykładów można by podać więcej, nie będę ich mnożyć. W ciągu stu lat, ja- kie upłynęły od śmierci autora Legendy Młodej Polski, jego dzie- ło wciąż reanimowano. W kolejnym stuleciu być może zyska ono jeszcze inny kształt? Tych parę słów ma zaś posłużyć jako usprawiedliwienie dla niniejszego zbioru. Marta Wyka Porządkując papiery mojego Ojca, znalazłam w nich starą kartkę pocztową z nadrukiem: Redakcja i administracja Kwar- talnika „Marchołt”, Warszawa, Nowy Świat 72. Pałac Staszica, Instytut Popierania Polskiej Twórczości Literackiej. Jest niedato- wana, ale została napisana, jak z zawartości wynika, w latach trzydziestych. Kartkę podpisał Stanisław Łempicki, oto jej treść: Dopiero wczoraj dowiedziałem się z listu Kołaczkowskiego, że tom VI Brzozowskiego niedługo wyjdzie. Dotychczas byłem przekonany, opierając się na informacjach Górskiego, że najbliższy ukazania jest tom jego Głosy wśród nocy, inne dalsze przeto zmarudziłem. Nie pozwólcie Wstęp: czytanie Brzozowskiego 7 rozsypać tego, coście wybrali do nadbitki!!! W programach licealnych Brzozowski uwzględniony bardzo silnie. Szmydtowa zapewniała mnie, że inicjatywę Instytutu przyjmą bardzo przychylnie i skierowała do ja- kiegoś P. Zaremby z Państwowego Wyd. Książek Szkolnych. Będę z nim mówił w tych dniach i o wyniku napiszę. Cześć. Programy kładą nacisk na B. społecznika. A więc Brzozowski miał być obowiązkową lekturą przedwo- jennego licealisty! Pozostawiam to tutaj bez zbędnego komenta- rza. M.W. Część I Brzozowski i jego powieści ROZDZIAŁ I W KRĘGU WSPÓŁCZESNOŚCI Pierwsze próby Nie burzycielami społeczeństw są ci, którzy domagają się największej swobody indywi- dualnej, lecz przeciwnie, zwiastunami ide- ału społecznego. Stanisław Brzozowski, My młodzi Fabularna twórczość Brzozowskiego poddawana była na ogół przez krytykę zabiegom porównawczym: zestawiano mianowi- cie fabuły z dyskursem filozoficznym, fikcję powieściową z rze- czywistością myślową autora Idei. Postępowanie takie prowadzi- ło do konkluzji, iż Brzozowski pisał jedno wielkie Dzieło, niezna- jące granic gatunkowych, zaś żywiące się przede wszystkim sokami filozoficznej gleby. Sądom tym nie można odmówić racji. Ale w momencie, gdy Brzozowski zaczyna tworzyć w sobie świa- domość powieściopisarza, gdy respektuje odmienne, indywidualne prawa, jakimi rządzi się świat powieści, nici łączące jego myślenie filozoficzne z „fabularnym” stają się trudniejsze do wyśledzenia. Brzozowski dla każdego rodzaju swojej pisarskiej aktywności budo- wał teoretyczne uzasadnienie. Bez nich nie potrafił po prostu odpo- wiedzialnie funkcjonować. Podobnie postępował więc, gdy po- wieść stała się przedmiotem jego praktycznego zainteresowania. Pierwsze powieściowe kroki, które podejmuje, sprawiają czę- stokroć wrażenie nieudolnych, niepewnych, są typowymi próba- 12 Brzozowski i jego powieści mi debiutanta. Ale właśnie dlatego odsłaniają bodajże najlepiej jego młodzieńcze fascynacje kulturowe, obnażają jak gdyby pod- stawowy budulec, z którego wówczas korzystał. Słowem – uka- zują nam Brzozowskiego in statu nascendi. I dlatego warto przyj- rzeć się im nieco uważniej. Pisze się o nich na ogół niewiele. Zapewne dlatego, iż sam Brzozowski niechętnie je wspominał: „niesławnej pamięci Wiry” – powiadał. Wirów wreszcie nie ukończył, natomiast wcześniej napisał powieść Pod ciężarem Boga, skonfiskowaną w całości przez cenzurę i znaną dzisiaj tylko z rękopisu. Główne wątki tej właśnie powieści przeniósł potem do Wirów. Przypomnijmy dla porządku: Pod ciężarem Boga to rok 1902; Wiry zaczynają się ukazywać na łamach „Głosu” w roku 1904. W tym samym czasie Brzozowski pisze i drukuje: w „Głosie” w roku 1902 znany artykuł programowy My młodzi; dalej Filo- zofię czystego doświadczenia („Głos” 1903); felietony z cyklu Widma moich współczesnych, wreszcie dwa dramaty Milczenie („Głos” 1903) i Mocarz (napisał go Brzozowski na konkurs dra- matyczny im. Henryka Sienkiewicza, tekst wydrukowany został dopiero w roku 1976 w „Dialogu”). Już samo zestawienie powyższych tytułów sygnalizuje, jak różnorodne były w tym okresie zainteresowania Brzozowskiego, jak szeroki krąg zakreślił w poszukiwaniu najbardziej mu odpo- wiadającej formy wypowiedzi: dramat, powieść, felieton saty- ryczny, rozprawa filozoficzna. Istnieje przecież tendencja wspól- na, która pełni funkcję jednoczącą wobec form literackich tak odmiennych: jest nią każdorazowy wybór „tematu współczesne- go” w tekstach, które wyliczyliśmy. Brzozowski nie szuka jeszcze w przeszłości, historii czy tradycji rozumienia teraźniejszości. Nie odwołuje się do pokoleniowych genealogii, nie tworzy wła- snej historiozofii. On tylko pragnie opisać na gorąco, w sposób żywy i na poły dziennikarski tę rzeczywistość, która go otacza. Zarówno obiektywną, jak i subiektywną. Zarówno proces ro- dzenia się pewnej umysłowej wspólnoty, jak po prostu – własne przejścia „życiowe”. Później współczesność będzie dla niego su- mą historycznych uwikłań. Teraz – jest przede wszystkim żywym doświadczeniem młodego literata. Spróbujmy najpierw, w maksymalnym skrócie, zdać sprawę z charakteru tego etapu „wstępującego” w twórczości Brzozow- skiego. Otóż w tym pierwszym, młodzieńczo-entuzjastycznym W kręgu współczesności 13 okresie swojej działalności Brzozowski nie wykształcił jeszcze w stopniu równie silnym, co w parę zaledwie lat później, umie- jętności daleko posuniętego przetwarzania, przefiltrowania jak gdyby przez własną osobowość fascynujących go pisarzy, idei, systemów filozoficznych. Wiemy przecież dobrze, iż owa zasta- nawiająca, niezmiernie żywotna umiejętność stwarzała i nadal stwarza istotne trudności w wyznaczeniu granicy pomiędzy refe- rowaniem przez Brzozowskiego takiego czy innego systemu po- glądów, z którym zamierza dopiero dyskutować czy też analizo- wać go, a niespodziewaną częstokroć i bardzo indywidualną pe- ryfrazą, wariacją raczej na określony temat, przerywającą tok rozpoczętego wcześniej wykładu. Ten meandryczny styl myśle- nia przybiera u Brzozowskiego albo kształt znakomitego eseju – albo zgoła wymiar karykaturalny. Nie bójmy się tego określenia. Brzozowski był doskonały w rozprawie o Lambie, i zbliżał się niebezpiecznie do granicy stylistycznej śmieszności, gdy pisał w Legendzie o Kasprowiczu. W latach, o których mówimy, wszystkie węzłowe dla twór- czości Brzozowskiego problemy znajdują się w stadium krystali- zacji. Można więc prześledzić dynamikę ich rozwoju, a także sposoby, którymi posługuje się pisarz, nadając owemu krzepną- cemu światopoglądowi kształty fabularne. W tym miejscu ko- nieczne wydaje się zastrzeżenie następujące: będziemy mówić o Brzozowskim sprzed roku 1905, a również sprzed etapu osta- tecznego sformułowania głównych tez filozofii pracy. Bowiem mistrzowie młodości, najwyższe autorytety lat 1902– 1904, ustąpią później miejsca innym. Zdarzy się, iż Brzozowski podda surowej krytyce swoje niegdysiejsze sądy i przemyślenia. Ale przecież będzie do nich powracał, co świadczy bez wątpienia o przyciągającej sile pierwszych autorytetów. Kogóż więc Brzo- zowski wówczas podziwiał? Postaci tragiczne przede wszystkim, tragizm jako podstawową kategorię życia i myślenia oraz najdo- skonalsze jego wcielenia: Richarda Avenariusa, Fryderyka Nie- tzschego i Stanisława Przybyszewskiego. Uważa ich za ludzi– symbole epoki, losy osobiste i koleje dzieł za jedyne godne naśla- dowania przykłady konstruowania biografii. Tym samym jednak przyszły pogromca modernizmu zaczyna – co warto tutaj raz jeszcze przypomnieć – od działalności związanej właśnie z mo- dernizmem i jego programowymi postulatami. Ten stan świadomości, często chaotyczny, lecz jak zawsze u Brzozowskiego naznaczony osobistą pasją, znajduje swój wyraz 14 Brzozowski i jego powieści również w pierwszych próbach powieściowych. Przemawia z ich kart cała zapalczywość „bezwzględnego indywidualizmu”, który był wówczas Brzozowskiemu szczególnie bliski1. Zwykliśmy czytać Brzozowskiego jako powieściowego nowa- tora, pamiętając tym samym o jego punktach dojścia. Niewiele na ogół mówi się o jego młodzieńczych wprawkach – bo samo określenie wydaje się brzmieć fałszywie w zestawieniu z Brzo- zowskim właśnie. Nigdy bodaj nie było ono używane wobec au- tora Legendy. A jednak posiada ono, jak sądzę, swoją rację bytu, również interpretacyjnego. Równolegle z powieściami pisał Brzozowski felietony z cyklu Widma moich współczesnych. Przypominam o tym ponownie, ponieważ wydaje się, iż właśnie felietony owe były pierwszą „szkołą fabularyzacji” młodego pisarza – szkołą respektującą prawa satyrycznej stylistyki. Przecież teksty te to nic innego, jak fabularyzowane portrety idei i postaw, z którymi Brzozowski walczył, które całe jego pokolenie obrało za cel ataków polemicz- nych. Lecz Brzozowski nie zastosował tym razem metody dys- kursu polemicznego. Argumenty swoje pomieścił w postaciach, w figurach maniaków, których udziałem stały się dziwne i humo- rystyczne przejścia w groteskowej, anachronicznej cywilizacji. Bohaterowie owi takie na przykład przeżywają sny: A w nocy miał sen: zdawało mu się, że ma sklep z papierem starym, zadrukowanym papierem. Przynoszono mu całe pliki, zapisane szkar- łatną krwią, z napisami: Przybyszewski, Wyspiański, Żeromski. Rozwi- jał je, na stole rozkładał, a stojący obok Henryk Sienkiewicz, z wytwor- nym uśmiechem i pieczątką, na papierze tym dwa wyrazy: „ruja” i „po- rubstwo”, wyciskał, a on, Incognitus, Żydówkom do zawijania masła go sprzedawał. A nad nimi trzepotał się olbrzymi nietoperz o głowie wy- pasionej rzeźniczki i trzepaczkę miał w ręku, pod skrzydłem. Skrzydła- mi trzepotał, trzepaczką machał i śmiał się2. 1 Andrzej Mencwel sądzi (w książce Stanisław Brzozowski, kształtowa- nie myśli krytycznej), iż nie można przypisywać Brzozowskiemu poglądów bezwzględnego indywidualisty, ponieważ pisarstwo jego było zawsze ukie- runkowane społecznie. Wydaje się jednak, że młody Brzozowski próbuje pogodzić te dwie tendencje – indywidualizm oraz zaangażowanie społecz- ne – i stworzyć z nich całość. Inną sprawą jest, na ile zamysł ten był udany. 2 S. Brzozowski, Widma moich współczesnych, Lwów 1914, s. 91. W kręgu współczesności 15 Chodzi o spór bardzo znany, Brzozowski przedstawia go ka- rykaturalnie i złośliwie. Broni podstawowych wartości swojego pokolenia, posługując się instrumentem satyry i tylko ten instru- ment uznaje, gdy przybiera kostium Czepiela. Warto w tym miej- scu przypomnieć, że w parę lat później powstanie książka, którą na ogół uważa się za początek konwencji stylistycznej, będącej impulsem dla groteski Dwudziestolecia, czyli groteski już nowo- czesnej, już pozostawiającej za sobą satyryczne uwikłania po- przedniej epoki. Mam na myśli Historie maniaków Romana Ja- worskiego. Podobieństwo pomiędzy Widmami i tą właśnie ksią- żeczką zdaje się nie ulegać wątpliwości. Postawa narratora, opowiadacza bajek ze współczesności – bo tak można by nazwać jego narratorskie ukierunkowanie – łączy te dwa tytuły. Jaworski tak widzi owo działanie: Śnił dziwną parodię współczasów, bardzo śmieszną, tak śmieszną, jak może być tylko mżenie chorej nudy (...). Więc uwierzył faktom ży- wym i definicji, i parodii, którą śnił3. Tak samo Brzozowski. Aczkolwiek nie aż tak konsekwentnie, co zresztą nietrudno zrozumieć. W korowodzie Czepielowych parodii nie mieści się bowiem tekst zatytułowany Dusza miast. W nim Brzozowski zmienia ton i styl, aby wygłosić po prostu nostalgiczną pochwałę „prawdziwej” epoki swojej generacji, epo- ki Próchna i powieści Przybyszewskiego, epoki tragicznie praw- dziwej jednostki. Pozwólmy sobie przytoczyć ten fragment: I dusza miast zajrzała mi znów w oczy, lecz teraz znalazłem w niej nieskończony, przez nikogo nie wyczuty smutek pogrzebów, za którymi nikt nie idzie, żegnań z życiem, które tęsknymi oczami nie mogą wpoić się w żadną twarz bliską i drogą, które przebrzmiewają nieme w samot- ności i mroku, wśród sprzętów banalnych i obcych... Gorączkę marzeń w czterech gołych ścianach, gdzieś hen, na poddaszu młode dusze tra- wiących, pożogę, która w samotnych głowach światy przepala, by je na nowo wyłonić, ból i rezygnację zapoznania, tęsknotę za czynem i roz- pacz, gdy moc jego duszy odosobnionej i wśród tłumu jak grób w sobie zamkniętej, w proch się rozsypuje milcząca – w spojrzeniu duszy miast, 3 R. Jaworski, Historie maniaków, Kraków 1978, s. 5. 16 Brzozowski i jego powieści w szmerze drzewa mego, w własnym wnętrzu z nimi zespolonym – wy- czułem i odnalazłem4. Zestawienie tych dwóch tekstów ukazuje nam, jaki sposób wypowiedzi Brzozowski tym razem wybrał. Wybrał – dla utwo- rów fabularnych bezpośrednio związanych z „tematem współ- czesnym”. Nie dystans – chociaż do groteskowego dystansu przyjdzie mu powrócić w Książce o starej kobiecie, czyli ostatniej wersji tematu współczesnego. Krańcowa emocjonalność stanie się miarą stylistyczną i poznawczą Wirów i Pod ciężarem Boga. Oczami Przybyszewskiego widziana „dusza miast”, straszna, na- turalistyczna, obezwładniająca, zakomponuje tę scenę, na której odegrane zostaną losy jednostek. Taki będzie początek konwen- cji (a także maniery), którą Brzozowski wzbogaci, zmieni, udo- skonali – ale nigdy z niej do końca nie zrezygnuje. Zapytajmy więc: jakie typy ludzkie działają w tej jakże dla epoki typowej scenerii? Bohaterem Pod ciężarem Boga (jedynej, obok Płomieni, skończonej powieści Brzozowskiego) jest Konrad Czyński, pisarz, wydawca literackiego czasopisma, przede wszystkim zaś były ksiądz. „Maeterlinck w sutannie” – powiada- ją o nim złośliwie koledzy. Zrzuca on habit i żeni się z kobietą sil- ną, wykształconą, świadomą swojej wartości, słowem z sawantką na miarę epoki. Również z kobietą demoniczną i erotyczną. Lo- sy Czyńskiego to zarazem główny wątek powieści. Wiry wzboga- cone zostały o historię rodzinną, której nie ma w Pod ciężarem Boga. Opowieść o moralnej degradacji człowieka, o zmaganiach jednostki słabej, nie umiejącej sprostać zawikłaniom własnej psy- chiki – takie są główne rysy biografii Czyńskiego. Ale biografia ta to nie tylko „życiorys wewnętrzny” – został on bowiem w znacznym stopniu ukształtowany przez określoną rzeczywi- stość. Nie tę jednak, którą chętnie nazwalibyśmy społeczną czy historyczną, lecz tę, z którą najlepiej się kojarzy miano „ducho- wej”, „uczuciowej”. Działania Czyńskiego tkwią natomiast kon- sekwentnie w sferze przeżyć związanych z formowaniem świato- poglądu. Nie okażą się owe działania skuteczne – ale o tym za chwilę. Czyński posiada w powieści swój wyraźny „kontrportret” – to Czepiel, dziennikarz, literat, publicysta, nade wszystko zaś 4 Widma moich współczesnych, s. 45. W kręgu współczesności 17 człowiek silny, cyniczny, bezwzględny, realizujący w szczególny sposób swoje przeznaczenie. Przypomina Czepiel (w Wirach po- wtórzony jako Jerlicz) Jelskiego z Próchna Berenta. Podobień- stwo to chyba nieprzypadkowe i wieloma względami usprawie- dliwione. Pod ciężarem Boga – powieść współczesna, jak sygnali- zuje podtytuł – opisuje krąg środowiskowy identyczny właściwie jak w Próchnie. Tworzą ów krąg ludzie o twórczych aspiracjach, ludzie szczególnie wrażliwi na klimat swojej epoki, demonizują- cy go, przeżywający, szarpani przez jedyną w swoim rodzaju no- stalgię przełomu wieków, ludzie wybujałej stylistyki i krańco- wych uczuć. Są oni więc typowi dla swojego środowiska, typowi w sposób jaskrawy. U Berenta – już karykaturalny, u Brzozow- skiego – tylko realistyczny. Powiadam „tylko”, ponieważ powieść ta nie jest diagnozą – jak Próchno. Z podobnych narodzona zało- żeń i przeświadczeń, jest co najwyżej opisem, mniej lub bardziej udanym. Przedmiotem tego opisu nie jest zresztą cyganeria. Ale sam typ psychiki, sam sposób konstruowania życia emocjonalne- go zbliża to pisarsko-dziennikarskie środowisko do doznań arty- stom właściwych. Oto początkowy opis stanu ducha jednego z bohaterów, Machnickiego: Zdawało mu się, że gdyby się tak kiedy położył, wszystko by w nim od razu zamarło, usnęło (...). Gdyby tylko odpocząć... Nic nie robił od rana, a jednak w każdej kości, w każdym członku czuł bezgraniczne, śmiertelne znużenie. Dusza sączy znużenie w me omdlałe ciało. I znuże- nie to życiem nazywa – przebiegło mu nagle w myśli. Znał to. Wyrazy te będą go teraz prześladować, aż rozbudzą wreszcie inne, te znowu in- ne i tak powstanie coś, co on wyrzuci na papier... i to się nazywa twór- czością... Ciekawa rzecz, jak się też może w ogóle coś tworzyć w takim rozgruchotanym klekocie jak ja5. Wprowadzenie absolutnie jednoznaczne. Twórca dotknięty chorobą wieku, zdominowany przez miejską cywilizację, opęta- ny przez kobiety. Jeszcze działający, jeszcze piszący – ale pod na- porem wrogich, nie dających się okiełznać sił psychicznych. 5 S. Brzozowski, Pod ciężarem Boga, s. 1 (korzystam tutaj z maszynopi- su pochodzącego ze zbiorów prof. Juliana Krzyżanowskiego, podane strony odnoszą się do tegoż maszynopisu). 18 Brzozowski i jego powieści Z osobą Machnickiego związany jest pewien ciekawy zespół py- tań dotyczących wartości i znaczenia erotyki w życiu człowieka. Brzozowski w tej dziedzinie reprezentował poglądy zarówno zdecydowane, jak i w jego epoce nie takie znów częste. Wiele brał z Przybyszewskiego – ale w tym sensie, iż podobnie jak au- tor Dzieci szatana precyzyjnie widział znaczenie doznań erotycz- nych w kształtowaniu jednostki. Przybyszewski jednakowoż to swoje postrzeganie przedstawiał w kolorach ciemnych, pesymi- stycznych. Ciało i jego doznania są niezbędne, konieczne – i nisz- czące. Brzozowski natomiast przekonany był o twórczym, pozytyw- nym wpływie przeżyć erotycznych, opisywał ich siłę konstruk- tywną. Przejścia Machnickiego, wierzącego początkowo, iż mi- łość fizyczna to grzech plamiący uczciwą kobietę, i dochodzące- go wreszcie do zrozumienia jedności „ciała i duszy”, są pierwszym zarysem tej problematyki u Brzozowskiego. Krótka i tragiczna historia Czyńskiego dzieje się w bardzo charakterystycznych okolicznościach duchowych. Opiszmy ją pokrótce. Kształtują ten los obsesje typowe dla epoki: lęk przed demoniczną, silną kobietą, poczucie grzechu i zła, nieumiejęt- ność sformułowania jakiegokolwiek kodeksu wartości. Sytuacja Czyńskiego jest zresztą dosyć specyficzna. Nie przypadkiem uczyniono z niego byłego zakonnika. W takim kontekście wszyst- kie wymienione wyżej obsesje wzmagają się jak gdyby: kobieta staje się szatanem, któremu sprzedało się duszę; grzech zyskuje konkretność: to odwrót od Boga i powołania; wartości godnych zaakceptowania poszukuje się wśród doznań religijnych. Cieka- we, iż już w pierwszej swojej próbie powieściowej Brzozowski sięgnie po temat, który po latach stanowić będzie punkt dojścia jego własnej ewolucji światopoglądowej; myślę, rzecz jasna, o problemie religii i wiary. Sprawa nie jest zresztą aż tak prosta, bowiem odstępstwo, które staje się przyczyną klęski, obłędu i śmierci Czyńskiego, ko- jarzyć możemy również z autobiograficznymi przejściami same- go Brzozowskiego. Wtedy zdradę Czyńskiego, sam moralny pro- blem odstępstwa powiążemy z pierwszą sprawą Brzozowskiego z roku 1898, sprawą, która na pewno postawiła przed nim wciąż powracający temat: sumienie (kończący się symboliczną wizją sądu w Książce o starej kobiecie). Również krótkie dramaty pisa- W kręgu współczesności 19 ne w tym samym czasie co Pod ciężarem Boga wciąż dotykają te- go faktu, nie interpretując go jednoznacznie. Zaczyna się osobi- sty rozrachunek, rozliczany przez całe dzieło Brzozowskiego – i nigdy przekonująco przez niego samego nie podsumowany. W powieści jednak – należy chyba na ten fakt zwrócić uwagę – ów „ciężar Boga”, który przytłacza i niszczy bohatera, jest rów- nież synonimem pewnych słabości samej epoki. To znaczy: Brzo- zowski, opuszczając obszary doznań osobistych, zdaje się atako- wać pewien zespół schematycznych, młodopolskich „demoni- zmów”. Zaliczy do nich na przykład kreację Złego Boga, groźnie obojętnego wobec słabości jednostki. Przewijają się bowiem w tym tekście aluzje przywodzące na myśl Kasprowiczowskie Hymny. Lecz, wbrew przypuszczeniom, dają one początek grote- skowym akcentom książki. Wynika to zresztą z faktu, iż Czyński nie jest postacią jednoznacznie tragiczną i w demonicznym opę- taniu zdarza mu się również poruszać komiczne struny. Posiada więc pewne cechy błazeńskie: zresztą połączenie takie było zna- ne i programowo realizowane w epoce Przybyszewskiego. Słowem: ta powieść współczesna odwołuje się rzeczywiście do typowych sytuacji owej współczesności. Z jednym koniecz- nym zastrzeżeniem: typowych dla bohatera, który tkwi w kręgu doświadczeń artystycznych i nade wszystko poprzez ich pryzmat ocenia samego siebie. Myślenie alegoryczne, odczuwanie za po- średnictwem dzieł sztuki mają decydujący wpływ na kształt tych doświadczeń. Dowodów można przytoczyć pokaźną liczbę, do- wodów znaczących w sposób charakterystyczny literaturę mo- dernistyczną w ogóle. Specyficzny tok myślenia alegorycznego zapowiada symbolizm, przygotowuje jak gdyby grunt dla niego. W przypadku powieści, rzecz jasna, trudniej i rzadziej przyjdzie nam mówić o symbolizmie, ale podstawowe cechy wyobraźnio- we tego prądu do prozy również przenikają. O jakie konkretne przykłady nam chodzi? Bohaterowie Próchna na przykład, mówiąc „melancholia”, odwołują się jednocześnie do znanego sztychu Dürera, Taniec śmierci Strindberga przywołuje wizję Böcklina, Czyński uświa- damia sobie nieuniknione potępienie w analogicznej poetyce. Udaje się mianowicie na wystawę obrazów norweskiego malarza Nielsa Krogha, gdzie ogląda płótno zatytułowane Właściciel bu- dy marionetek: 20 Brzozowski i jego powieści Obraz przedstawiał wielką, posępną równinę: na pierwszym planie ksiądz w czerwonym ornacie tańczył kankana w kole nagich i półna- gich kobiet, dalej nieco dwoje młodych ludzi obejmowało się w cieniu jakiegoś kwitnącego drzewa, a po prawej stronie przed krzyżem klęczał zakonnik i tłukł się dyscypliną po sinożółtych plecach; dalej jeszcze roztaczał się tłum istot ludzkich o najrozmaitszych postawach. Kilku opartych mieszczan siedziało nad kuflami piwa i patrzyło z dobrodusz- nymi uśmiechami, jak jakiś wynędzniały mężczyzna rozbijał głowę ma- łego dziecka o wielki i twardy głaz, na co stojąca obok kobieta spoglą- dała z wyrazem zniechęcenia i wyczekiwania, jak gdyby mówiąc: i kie- dy skończysz wreszcie, niezdaro. Nad tym wszystkim rozciągało się niebo pokryte szaroołowianymi obłokami, a ponad obłokami siedział przyczajony do skoku olbrzymi czarny kot z zielonymi oczami jarzący- mi się czerwonym blaskiem. – Czai się – krzyknął nareszcie Czyński – czai się6. Przedziwna to alegoria – ale chwyt alegoryczny powtórzy się w późniejszej twórczości Brzozowskiego, nie tylko powieściowej. Myślenie obrazowe jest dla niego jak gdyby ostatecznym argu- mentem, klamrą spinającą wywód, zwieńczeniem pewnego toku myślenia. W naszym przykładzie alegoria splata się z groteską: nic w tym zresztą dziwnego, skoro sam tytuł owego płótna sko- jarzenie takie sugeruje. I wreszcie za pośrednictwem tegoż obrazu zapowiedziany zo- staje ostateczny upadek Czyńskiego, upadek – co wydaje się cie- kawe – podobnie zainscenizowany i podobnie odegrany. Warto tutaj przytoczyć tę ostatnią scenę powieści: Na wpół obnażony Czyński klęczał, raz po raz uderzając się dyscy- pliną po wychudłych plecach (...). Krew spływała obficie, ale Czyński nie czuł prawie bólu (...). Dziwny ksiądz w szarej sutannie przesunął się przez pokój (...). Szary ksiądz śmiał się... po chwili zaczął dziwnie prze- bierać nogami, na twarzy jego pojawił się lubieżny uśmiech rozpasania. Przebieranie nogami przeszło wreszcie w dzikie skoki, coś w rodzaju strasznego, piekielnego kankana (...). Wszystko zawirowało naokoło Czyńskiego: księża i kobiety, nagie kobiety z twarzą Izy (...). A w szu- fladzie jest brzytwa, brzytwa – zachrypiał kanonik i przesunął palcem po gardle (...). Czyński nagle poczuł klucz w ręku, przekręcił go, wycią- 6 Tamże, s. 77. W kręgu współczesności 21 gnął szufladę i chwycił brzytwę. Kanonik śmiał się (...). Spod brzytwy trysnął z krtani Czyńskiego cały strumień krwi... Czyński upadł na podłogę. Wszystko znikło... Dziwne światło, do wielkiego krzyża przy- bity Chrystus; oczy jego patrzą na Czyńskiego, patrzą i litują się7. Czyński chciał być „Tytanem, Kainem, Prometeuszem, mor- dercą Bogów”. Inaczej rzecz ujmując: sądził, iż zwalczy w sobie uczucia metafizyczne, uczyni je zbytecznymi albo też podda je ra- cjonalizującym zabiegom. Powiadał więc: „Pascal drżał na myśl, że niebiosa są próżne, ale przecież tego właśnie ludziom najbar- dziej potrzeba, aby uwierzyli, że tam w górze nie ma nic prócz ożywczego i wiecznie siejącego życie słońca, że nie ma żadnej zmory, żadnego postrachu”8. Aby zrozumieć, jakie były przyczyny najistotniejsze tragedii Czyńskiego, należałoby sięgnąć po takie argumenty, które Brzo- zowski w pełni wyłożył na terenie sensu stricto filozoficznym. Pojawią się one również w powieści – jako napomknienia raczej – lecz w nich przede wszystkim zawierają się wskazówki, mówią- ce, czym mogłaby stać się ta powieść, gdyby nie była dziełem bądź co bądź debiutanta. Otóż Brzozowski, jak sądzę, próbował zbudować beletrystyczny odpowiednik takiej świadomości, któ- rą w parę lat później nazwał „złudzeniami racjonalizmu”. Bo jest przecież Czyński nieudanym racjonalistą, kurczowo czepiają- cym się wszelkich złudzeń rozumu, usiłującym przekreślić wszystko, co wydaje mu się irracjonalną mrzonką. Działania je- go już z góry skazane są na niepowodzenie, skoro on sam nie po- trafi opanować instynktownych odruchów swojej psychiki, sko- ro wciąż znajduje się pod obsesyjnym wpływem sumienia, po- czucia winy, przeczucia kary za grzechy skierowane przeciw religii i wierze. Brzozowski nie chce, a może jeszcze nie potrafi zrezygnować z tłumaczenia, które jest po prostu skróconym wykładem jego poglądów z Filozofii czystego doświadczenia. Co więcej, posłuży się identycznym chwytem stylistycznym: zarówno w powieści, jak i później, w szkicu o Avenariusie pomieszczonym w Ideach opisze portret mistrza, poprzez który przemawia dusza filozofa. 7 8 Tamże, s. 92. Tamże, s. 29. 22 Brzozowski i jego powieści Ale filozofa czującego, a nie tylko myślącego, tragicznego w kon- frontacji z epoką, którą zrozumiał tak przenikliwie, jak nikt: Ach, Avenarius, Avenarius to taki pan, który wycofał swoją stawkę z całej gry (...), stoi tylko z boku i patrzy, jak ludzie za cenę swojej krwi serdecznej i soku swoich nerwów biorą liczmany i nazywają je prawdą, pięknem, dobrem i wierzą w to, że to nie puste blaszki (...). I patrzy zeń astronom dusz ludzkich na świat cały z taką litością, z taką ironiczną dobrocią i taką dobrotliwą pogardą (...). Dusza Ryszarda Avenariusa to najsmutniejsza, najtragiczniejsza, najmniej łudząca się ze wszystkich dusz... Ci ludzie śmią mówić obok niego o satanizmie, demonizmie9. Tragedia Avenariusa była – według Brzozowskiego – tragedią milczenia. Z jednej strony. Z drugiej bowiem stworzyło ją rozu- mienie, wiedza. Opisawszy warunki istnienia „czystego doświad- czenia”, opisawszy je precyzyjnie – Avenarius nie posunął się da- lej. Nie mógł, rzecz jasna. Metafizyka nie istnieje, ale empirio- krytycyzm niewiele daje w zamian ludzkiej jednostce. Wyznacza jej granice, a więc obezwładnia ją. I gdzieś tutaj tkwią korzenie historii Czyńskiego, rozumianej jako klęska pewnego światopo- glądu. Czyński jest wzorcowym produktem przełomu wieków. Być może on również czuje, jak jeden z bohaterów powieści, „że moderniści noszą płaszcz na dwóch ramionach i chcą zapewnić sobie powodzenie w obydwóch obozach”10. Na pewno zaś tkwi w nim głębokie przekonanie, „że czło- wiek ma w swej duszy ukrytą potęgę, przez którą świat cały mógłby wyrzucić z posad, tylko że nikt jeszcze nie wniknął dość głęboko w siebie, aby dosięgnąć tych tajemnych otchłani, w któ- rych moc ta przebywa”11. Słowa powyżej przytoczone wypowiada Czepiel – człowiek silny i cyniczny, ale w skrytości również doświadczający cierpie- nia, którego źródłem jest brak heroizmu, formuły heroizmu, któ- rą można by przestrzegać i wyznawać. Jak być bohaterem? Jakich bohaterów epoka modernizmu po- siada? Czy tylko poznawczych pesymistów? Jak z tragizmu uczy- nić wartość światopoglądotwórczą? Zaczątki tych pytań przyno- 9 Tamże, s. 18. 10 Tamże, s. 77. 11 Tamże, s. 85. W kręgu współczesności 23 si Pod ciężarem Boga. Można by również powiedzieć, iż w powie- ści tej (podobnie jak w następnej) ukryte zostały poza szańcem fabularnym niepokoje Brzozowskiego, które wyłożył on w arty- kule programowym My młodzi. Czyli niepokoje, które wynikały z poczucia wspólnoty ze swoim pokoleniem, z takich samych oczekiwań: „tęsknota prawdy”, „szczerość bezwzględna”, „głę- bokie życie duchowe”, „pogłębienie sztuki”. Były to oczywiście żądania sensu stricto modernistyczne. Obok nich jednakowoż formułuje młody autor takie propozycje, które stawiały pod znakiem zapytania „czystość” jego młodopol- skiego rodowodu: „powrócić młodemu pokoleniu wiarę w tę je- go dodatniość jest potrzebą najbardziej palącą”12. Chodzi, rzecz jasna, o przydatność społeczną, o miejsce w społeczeństwie w ta- kim samym stopniu, jak wyjście w stronę społeczeństwa z okre- ślonym programem twórczym. Brzozowski powiada jasno, iż da się połączyć w logiczną całość indywidualizm i uspołecznienie. W tym różni się od doktrynalnego indywidualizmu swoich ró- wieśników. I tutaj musi rozpocząć poszukiwania własne, prowadzone rozlicznymi tropami: jednym z nich stanie się poszukiwanie for- muły bohatera, który w fabularnym materiale byłby w stanie roz- wiązać tę antynomię. Po dwóch latach Brzozowski wraca do głównych wątków swojej pierwszej powieści. Zaczyna pisać Wiry, nie kończy ich zresztą; wykorzystuje w nich, bez żadnych właściwie istotnych zmian (wyjąwszy brak zakończenia), historię Czyńskiego. Ale wprowadza też problemy zupełnie nowe, które w ogóle nie poja- wiły się na kartach Pod ciężarem Boga. Wiry są bowiem powie- ścią, w której Brzozowski zawarł swoje obsesyjne, do końca prze- śladujące go doświadczenie rodzinne; są tragiczną autobiografią lat młodzieńczych, równie gorzko i bezpośrednio opisaną dopie- ro w Pamiętniku czy w niektórych listach do przyjaciół. Historia rodziny Siennickich wzbogaca Wiry o konflikt pokoleniowy z jednej strony, z drugiej znowu jest osobistą spowiedzią pisarza niezbyt starannie zamaskowaną pozorami fikcji powieściowej. Najlepszą bodaj, najciekawszą psychologicznie wydaje się matka 12 S. Brzozowski, My młodzi, cyt. za: Programy i dyskusje literackie epo- ki Młodej Polski, Wrocław 1973, s. 138. 24 Brzozowski i jego powieści – stara Siennicka. Jej oschłość, jej patologiczne skąpstwo, jej hi- steria i wieczne pretensje do własnych dzieci tworzą w sumie portret bardzo sugestywny i niewiele chyba odbiegający od ży- wego pierwowzoru. Tę samą osobę poznajemy przecież za po- średnictwem listów z okresu florenckiego, kobietę w sposób za- iste przerażający demonizującą sprawy dnia codziennego. Ojciec z kolei to najprawdziwszy tragiczny dekadent, dręczo- ny świadomością przegranego życia. Podobne uczucia są udzia- łem syna, tak samo cierpiącego na nieumiejętność życia, pogrą- żonego w nudzie i bezsilności; i syn walczy z ojcem, oskarżając go właściwie o ciężar dziedzictwa: jest to waśń dwóch dekaden- tów należących do dwóch różnych pokoleń. Przypomnijmy: spór ojciec–syn powróci w Dębinie, stając się granicą, według której wytycza się zmiany światopoglądowe dwóch generacji. Powróci również w Płomieniach, pełniąc podobne funkcje. Rozbudowany zostaje – i to w sposób znaczący – konflikt ko- bieta–mężczyzna. Pojawiające się na kartach Wirów kobiety per- sonifikują wszelkie możliwe wady i cnoty swojej płci. Iza – to ko- bieta demoniczna, Helena – to dobroć wspierająca mężczyznę, Mela – to grzech i pożądanie, Pola – rozpusta, i wreszcie Marta – sawantka, partnerka męskich dysput. W Wirach bardzo dużo się dyskutuje, rozmawia, dialoguje. Cóż jest tematem owych rozmów? Otóż bohaterowie relacjonują sobie nawzajem swoje procesy myślowe, opowiadają – jeśli tak można powiedzieć – myśli. Lecz status człowieka myślącego nie daje im bynajmniej zadowolenia. Przeciwnie: mówi się w powie- ści o myśli trującej, oderwanej od życia, obezwładniającej. Jakaż intencja autorska kryje się poza tymi stwierdzeniami? Bo prze- cież sugestie te, dotyczące destruktywnej roli myśli, mogą nas za- skoczyć, jeśli pamiętamy, na jakich fundamentach wspiera się światopogląd autora Wirów. Lecz w tym konkretnym przypadku chodziło Brzozowskiemu o taką myśl, która nie posiada oparcia w czynie, o myśl pozba- wioną możliwości działania czy raczej sprawdzenia się poprzez działanie. Można by powiedzieć, iż tematem pierwszych powie- ści Brzozowskiego jest sytuacja duchowa pewnej grupy ludzi, nie umiejących podjąć – i zrealizować – problematyki czynu. W ży- ciu, w sztuce, w koncepcjach kulturowych. Nie cierpią oni na niedowład twórczy, nie są improduktywami – piszą, zakładają W kręgu współczesności 25 czasopisma, wymieniają poglądy. Ale wciąż jest to tylko – trucie się myślą. Czasem przeradza się ono w pozę demoniczną, pełnią- cą funkcję działania zastępczego, maskującego niepewność i pustkę duchową. Władzę w tym świecie sprawuje kobieta – bę- dzie to więc w znacznym stopniu świat erotyczny. Myśl aktywna, środki zmierzające do osiągnięcia takiego właśnie stanu umysłu – oto jaki winien być ideał, do którego dą- żą bohaterowie Wirów. Dyktatura wybitnego umysłu. Brzozow- ski cel ten pragnął zrealizować we własnej praktyce pisarskiej, narzucał go również postaciom powieściowym. W Mocarzu pada zdanie, które dobrze charakteryzuje owo dążenie: „Głupcy tylko uważają za cel mowy wypowiadanie uczuć swoich i myśli. To na- iwne – powinno się mówić tylko z zamiarem oddziaływania na innych i mówić zawsze tylko to, co na nich podziałać może13. Jest to na pewno sformułowanie krańcowe, ale dlatego właśnie nazy- wa ono trafnie pewne intencje Brzozowskiego. Intencje, które później sprowokowały ostre zarzuty Irzykowskiego pod adresem autora Pamiętnika: „nahajka skazana na bezczynność”. Chociaż mówimy tutaj o powieściach, nie sposób pominąć tekstów, które równocześnie nieomal z nimi powstawały i pełnią rolę kontrapunktów, podkreślających, a po części również wyja- śniających taki a nie inny kształt Wirów i Pod ciężarem Boga. Te- matem Mocarza jest sprzeniewierzenie pieniędzy i próba ukrycia tego faktu. Biografizm więc aż nazbyt wyraźny – lecz Mocarz nie jest tylko osobistą spowiedzią Brzozowskiego czy też próbą sa- mowytłumaczenia i rozładowania kompleksów. Bardziej już pró- bą taką były Wiry. Słusznie zauważono14, iż „Mocarz to rozlicze- nie z Brzozowskim–modernistą”. Ale Brzozowski nie osiąga jesz- cze stanu wyraźnego dystansu wobec epoki, niewątpliwego w Legendzie. Nie jest krytycznie chłodny lub napastliwy wobec jej uczuciowości. Nie na darmo przecież i nie bez przyczyny się- ga po takie wzory techniki dramatycznej, jak Ibsen, Maeterlinck i Przybyszewski. Milczenie, niewielką jednoaktówkę, drukował Brzozowski w „Głosie” w roku 1903. I znowuż powraca w niej temat: zło, grzech, poszukiwanie prawdy. Patroni podobni jak w Mocarzu: 13 S. Brzozowski, Mocarz, „Dialog” 1976, nr 2, s. 28. 14 Uczyniła to Marta Piwińska w szkicu Brzozowski młody i młodopol- ski, „Dialog” 1976, nr 2. 26 Brzozowski i jego powieści z Maeterlincka wywodzi się symbolizm sytuacji, z Ibsena nastrój oczekiwania na katastrofę. Z Brzozowskiego zaś wybór bohate- ra: jest nim bowiem uczony, profesor Dowgird, autor wielkiego dzieła filozoficznego. Dzieło to nigdy nie zostaje ogłoszone, po- nieważ profesor, za namową wcielonego szatana (który na doda- tek nazywa się Marek Kryszna), niszczy wyniki swojej pracy, aby popaść w milczenie i bezruch. Rzecz dzieje się w starym mieście uniwersyteckim, w gabinecie profesora. I jeszcze raz Brzozowski sięga po rekwizyt wymowny: centralne miejsce w gabinecie uczonego zajmuje – nie bez powodu przecież – portret filozofa. Tym razem jest nim Spinoza. Oczywiście nie myślę nazbyt wiel- kiej wagi przywiązywać do eksplikacji sensu owego rekwizytu. Ale organizuje on jednak atmosferę, a przede wszystkim dobitnie podkreśla status bohatera. Człowieka myślącego i człowieka przeżywającego tragedię i upadek swojej myśli. Zresztą postępowanie profesora nie da się racjonalnie wytłu- maczyć. Nie podejmuje on żadnej obrony, nie walczy ze złem. Po- dobnie jak Czyński, podobnie jak Siennicki. To bierność wyzna- cza ich klęskę. Dodajmy: klęska ta dokonuje się w sferze warto- ści moralnych i etycznych i w stosunku do nich unicestwienie dzieła jest wtórne. Odwrotnie niż u Berenta – podobnie zaś jak u Przybyszewskiego. Poszukiwanie mistrza Duchowe związki Brzozowskiego z Przybyszewskim, szcze- gólnie silne właśnie w początkach jego działalności, zasługują na baczniejszą uwagę i zastanowienie. Brzozowski nie wyrzek- nie się nigdy autora Dzieci szatana: powoła się na niego nawet we wstępie do Newmana, gdzie, zdawałoby się, dla Przybyszew- skiego trudno znaleźć miejsce. Przybyszewski nie stanie się jed- nym z krytycznych argumentów Legendy Młodej Polski: a prze- cież właśnie jego twórczość ilustruje dobitnie wiele z kardynal- nych grzechów modernistycznej świadomości. Brzozowski powiada wręcz, iż Przybyszewskiemu właśnie zawdzięcza kształt swojego życia duchowego. Nie sposób lekceważyć takiego wy- znania, jeżeli wypowiedział je właśnie Brzozowski. Z drugiej znów strony admiracja ta na pierwszy rzut oka wydaje się nam niejasna i trudna do wytłumaczenia, nawet u młodego Brzozow- skiego, wciąż jeszcze tkwiącego w uwarunkowaniach moderni- zmu, wciąż jeszcze zwolennika indywidualizmu, a nie propaga- tora odnowy polskiego społeczeństwa poprzez czyn zbiorowy i pracę. Dla Przybyszewskiego zachowane zostają najwyższe oceny, a dotyczą one najpierw jego emocjonalności. Jak być człowie- kiem? – zapytywał Brzozowski wraz ze swoim pokoleniem. Od- powiedzi udzielał mu Przybyszewski: On jest czymś więcej: on jest świadkiem martyrologii człowieka, duszy twórczej w obecnym społeczeństwie. On jest tą treścią, jaką mu- si mieć człowiek współczesny w sobie, gdy jest szczery: rozpacz. (...) 28 Brzozowski i jego powieści Dzieje się coś strasznego ze mną i naokoło mnie, coś, czego ja nie uzna- ję, nie chcę, w czym pomimo wszystko biorę udział1. Z takiej gleby wyrastające poczucie głębokiego pokrewień- stwa z Przybyszewskim funkcjonowało na paru płaszczyznach. Wykryjemy więc je zarówno w pewnej wspólnocie poglądów es- tetycznych, w rozumieniu kategorii tragizmu, wreszcie w inter- pretacji współczesności i człowieka współczesnego dokonanej na powieściowym gruncie. Ta ostatnia sprawa interesuje nas najbar- dziej i nad nią właśnie chcielibyśmy zatrzymać się nieco dłużej. Wydaje się ona zastanawiająca przede wszystkim dlatego, że Przybyszewski–powieściopisarz nigdy – zarówno w swojej epo- ce, jak i później, w latach likwidacji jego legendy – nie był oce- niany zbyt wysoko. Sądy Brzozowskiego natomiast definiujące znaczenie Przybyszewskiego w kształtowaniu uczuciowości prze- łomu wieków daleko odbiegają od schematycznych opinii zwią- zanych z osobą autora Confiteor. Otóż Przybyszewski, podobnie jak Avenarius, potrafił zrozu- mieć i przeżyć, w kategoriach tragicznych, przyrodniczy deter- minizm swojej epoki. We Współczesnej powieści polskiej Brzo- zowski identyfikuje właściwie poglądy obu swoich mistrzów. Klasyfikując zaś polską świadomość powieściopisarską, stawia Przybyszewskiego ponad Berentem. Co prawda wyszedł on „z te- go samego duchowego i myślowego piekła. Tylko jest on i śmiel- szy, i konsekwentniejszy. Jest w nim tragiczna potęga całkowito- ści”2. W roku 1928 ukazała się w „Drodze” nieznana rozprawa Brzozowskiego O Stanisławie Przybyszewskim. Powstała ona naj- prawdopodobniej pod koniec roku 1902 – a więc znowuż w la- tach debiutu powieściopisarskiego. Część pierwsza owej rozpra- wy traktuje o psychologii indywidualności, której określony mo- del proponuje Przybyszewski w szkicu Z psychologii jednostki twórczej. Chopin i Nietzsche. Warto chyba zwrócić uwagę na fakt, iż Brzozowski wybiera z dorobku teoretycznego Przyby- szewskiego pozycję, której znaczenie podkreślają również współ- cześni badacze. Brzozowski w pełni akceptuje tę jedyną w swoim rodzaju apologię cierpiącej twórczej indywidualności. Z jednej 1 2 S. Brzozowski, Współczesna powieść polska, Warszawa 1971, s. 133. Tamże, s. 130. W kręgu współczesności 29 strony jest ona męczennicą gatunku i na jego ołtarzu składa w ofierze swoje niepowtarzalne życie; z drugiej znów tragedia rodzi się również poza biologicznymi prawami gatunku, nieza- leżnie od nich. Wtedy Przybyszewski sformułuje rozpaczliwe py- tanie: Cóż my wiemy o potędze wiecznie rodzącej się z nieszczęścia, o de- monie w nas, który podobny do średniowiecznego księcia ciemności ży- je w wieczystej nocy naszej jaźni, w którego ręku jesteśmy bezwolnymi, somnambulicznymi mediami3. Przypuścić wolno, iż ów ciemny demon zniewalający człowie- ka wiele ma wspólnego z demonami Freuda. Przypisywano zresz- tą Przybyszewskiemu prekursorstwo w tym względzie, bo też o podświadomości, i to erotycznie ukierunkowanej, pisał on wy- raźnie. Brzozowski w pełni docenia znaczenie tak zarysowanej psy- chiki, co więcej, opowiada się po stronie tych jej manifestacji, które są dziełem Przybyszewskiego-powieściopisarza (a nie dra- maturga na przykład). Ów dosyć przecież kategoryczny wybór dokonany w mate- riale twórczości Przybyszewskiego był wynikiem generalnego „nastawienia gatunkowego” samego Brzozowskiego. Był rów- nież konsekwencją jego oceny symbolizmu – techniki pisarskiej, która w autorze Legendy wywoływała bardzo zdecydowany sprzeciw. Chodziłoby tutaj przede wszystkim o taki symbolizm, który według Brzozowskiego był synonimem duchowej apatii, zamknięcia w kręgu doświadczeń wyłącznie estetycznych, rów- nał się więc zerwaniu wszelkich więzów twórcy ze zbiorowo- ścią. I najprawdopodobniej w tej orbicie umieszczał on typ drama- tu symbolicznego, z którym kojarzymy nazwisko Przybyszew- skiego. Powiadamy: najprawdopodobniej, ponieważ bezpośred- nio Brzozowski nie wypowiadał się na ten temat, myślenie nasze w tym przedmiocie jest więc hipotetyczne. Zresztą nawet na ob- szarach działania symbolizmu w polskiej literaturze dokonywał Brzozowski pewnych znaczących podziałów i wartościowań. 3 S. Przybyszewski, Wybór pism, Wrocław 1966, s. 17. 30 Brzozowski i jego powieści Uważał na przykład, iż Wyspiańskiego „symbolizm czynu” jest zjawiskiem artystycznym zasługującym na akceptację. Aby jednak powrócić do Przybyszewskiego: właśnie jego po- wieści (nie zaś dramaty) dowodziły pewnej generalnej tezy Brzo- zowskiego: głosiła ona mianowicie, iż Przybyszewski to najbar- dziej bystry, przenikliwy i prawdziwy diagnosta współczesnej cy- wilizacji. Krąg promieniowania dramatów ograniczał się do wąskiej problematyki jednostki; powieści otwierały horyzont na współczesność i nią również były uwarunkowane. Jakież przyczyny skłoniły Brzozowskiego do akceptacji posta- wy mającej za fundament głębokie filozoficzne przekonanie o fa- talizmie losu ludzkiego? Otóż przyczyny te zostały bardzo wy- raźnie przez krytyka nazwane. Najpierw: poczucie pokoleniowej wspólnoty, której źródło tkwi w światopoglądowym sceptycyzmie. Brzozowski powiada tak: niegdyś, w greckiej filozofii, postawa sceptyczna była wa- runkiem spokojnego życia, lecz „dla Przybyszewskiego i dla nas, ludzi nowoczesnych, jest źródłem cierpień i męczarni duchowej, gdyż wszyscy jesteśmy królami wywłaszczonymi z posiadanego kiedyś królestwa pewności i wiary...”4 Dalej: wewnętrzna zgoda na tragizm i cierpienie, dwie kate- gorie odczuwania świata zawsze obecne w pisarstwie samego Brzozowskiego. Nie waha się więc uznać Przybyszewskiego za proroka tragicznej świadomości, któremu przypadła wielka mi- sja do wypełnienia. Przybyszewski jest tym artystą, którego por- tret przekazuje nam Confiteor, przede wszystkim mistycznie na- tchnionym, a więc posiadającym wiedzę tajemną, która w jed- nym mgnieniu pozwala mu przeniknąć tajemnice jaźni i świata. Brzozowski naprawdę wierzy w nieomal Chrystusowe posłan- nictwo Przybyszewskiego, gdy tak pisze: Stanisław Przybyszewski wydaje mi się, że posłużę się tu zwrotem ulubionym przez Renana, człowiekiem przez imienny dekret opatrzno- ści wyznaczonym do okazania ludzkości, jakie bezmiary bólu zdolni są oni zawrzeć w swej duszy, do wyjaśnienia całego krwawego znaczenia tych prostych słów z jednego z jego dramatów: „ach, jacy ludzie biedni, jacy strasznie biedni”5. 4 5 S. Brzozowski, Stanisław Przybyszewski, „Droga” 1928, nr 5, s. 462. Tamże, nr 4, s. 349. W kręgu współczesności 31 I dodaje jeszcze: „Wyobraźmy sobie Pascala, który nie byłby chrześcijaninem, a będziemy mieli pewne pojęcie o stanie duszy Przybyszewskiego”6. Zauważmy, iż Brzozowski znowu odwołuje się do argumenta- cji zaczerpniętej z dziedziny wiary i religii. Bo również sztuka pełni funkcje religijne, tak samo jak jej nosiciel i „wykonawca” – artysta. W sumie jednak i tutaj powracamy do tragicznego scep- tycyzmu, ani religia, ani wiara nie obronią twórcy tragicznego przed cierpieniem i bólem egzystencji. Jego bunt równa się mani- festacji niemocy, wstrętu i przerażenia. Brzozowski godzi się również na demonizm Przybyszewskiego, nie dostrzega w nim żadnej pozy, lecz przeżycie autentyczne. Kategoryczna akceptacja Przybyszewskiego posiada uzasad- nienie wiążące się z pewnym generalnym przeświadczeniem filo- zoficznym Brzozowskiego, którego nigdy nie zmieni w trakcie nieraz drastycznej ewolucji światopoglądowej. Chodzi oczywi- ście o proces, jaki Brzozowski wytoczył eudajmonizmowi i wszel- kim popędom hedonistycznym. Najbardziej kaznodziejskie i uparte nawoływania Brzozowskiego skierowane są przeciwko poszukiwaniu szczęścia, które oznacza według niego zgodę na świat gotowy, niezmienny, bezkonfliktowy. Etyka Brzozowskie- go realizuje się tylko w rozwiązywaniu konfliktów tragicznych – stąd owa zgoda na Przybyszewskiego, nie będąca tylko chwilową czy też przemijającą fascynacją. Czasem budzić ona może protest lub interpretacyjne zdziwie- nie. Brzozowski na przykład niezwykle wysoko cenił Homo sa- piens – tragedię miłości i sumienia (bo tak tę powieść nazywał). Porównuje ją wręcz ze Zbrodnią i karą, przyznając jednakowoż, iż wyżej stawia dzieło Przybyszewskiego niż Dostojewskiego. Falk to duchowy spadkobierca Raskolnikowa, którego układy społeczne zmuszają do grzechu i zbrodni. Falk to prototyp moc- nego człowieka, żyjącego poza systemem konwencjonalnych przepisów moralno-etycznych, posiadającego jedną tylko wiarę: Sztuka jest dla mnie najgłębszym instynktem życia, świętą drogą ku przyszłości życia, wiecznością życia, i dlatego żądam wielkich, ciężar- 6 Tamże, s. 464. 32 Brzozowski i jego powieści nych myśli, które przygotowują nowy dobór płciowy, wytworzą nowy świat, nowe pojęcie świata (...)7. Brzozowski spróbuje – nietrudno to przecież zauważyć – na- pisać powieść (powieść współczesną), która wykorzystuje pod- stawowy schemat Przybyszewskiego. Bohaterami jej są ludzie ze sztuką związani (podobni więc do Falka). Silny mężczyzna zdo- bywa kobietę w metafizycznej atmosferze grzechu i winy, powta- rza się motyw samobójstwa, spowodowanego świadomością we- wnętrznej słabości. Również u Brzozowskiego pojawi się drwina z tradycyjnej, przyczynowo-skutkowej psychologii, której elek- tem stanie się przekonanie o roli podświadomości w kształtowa- niu człowieka. Falk jest mu bliższy niż Gordon. Ten ostatni bo- wiem zbliża się już do typu psychicznego degenerata („mózg twój jest nieco nadpsuty... Kobieta cię niszczy... słaby z ciebie czło- wiek” – przeczytamy o nim8), niszczącego tylko dla samej satys- fakcji niszczenia, bez jakiegokolwiek wyższego celu. Interesuje przede wszystkim Brzozowskiego Homo sapiens. Tytuł powieści Przybyszewskiego posiada zresztą wyraźnie iro- niczną wymowę. Nie istnieje już przecież człowiek obdarzony ro- zumem i wolną wolą. Zdeterminowany płciowością, grzeszny, ponieważ jest tylko cząstką przyrody – kim może być? Według Przybyszewskiego – nadczłowiekiem i Herostratesem jednocze- śnie. Metafizyka płci zaś czyni z niego istotę bierną. I z tego cho- ciażby powodu Brzozowski musiał, w pewnym momencie, zrewi- dować swoją fascynację Przybyszewskim. Wiara w czyn i wolę życia miała go w efekcie doprowadzić do zaakceptowania takiej koncepcji antropologicznej, która najbliższa jest Bergsonowi. A więc nie nadczłowiek, lecz homo faber. Ewolucja twórcza wy- klucza determinizm: „J a głębokie Bergsona wyrzuca w prze- strzeń duchowy obraz swojego zwycięstwa i obrazem tym samo siebie utrzymuje i stwarza”9. Ale w tym momencie wybiegamy w przyszłość – czyli w filo- zofię pracy. Cofnijmy się znów ku Przybyszewskiemu. Skonstru- ował on pewną hierarchię bohaterów, tym między sobą się róż- 7 8 9 S. Przybyszewski, Homo sapiens, Lwów 1901, s. 41. S. Przybyszewski, Dzieci szatana, Lwów 1907, s. 6. S. Brzozowski, Legenda Młodej Polski, Lwów 1910 [opubl. 1909], s. 134. W kręgu współczesności 33 niących, że w jak gdyby różnych punktach kazał im Przybyszew- ski stykać się z bezlitosną i okrutną rzeczywistością. Jego dzieci nędzy, natury, szatana, jego ludzie mocni i jego ludzie rozumni reprezentują sobą antropologię negatywną. Przybyszewski wie- lokrotnie podkreślał, iż trylogia Homo sapiens została przez jego współczesnych źle odczytana. Chodziło mu właśnie o sposób ro- zumienia tytułu, a tym samym światopoglądu całej powieści. Faktem jest, iż najchętniej widziano w niej autobiografię i tak ją najpierw interpretowano. Przybyszewski jednakowoż pomyślał swojego bohatera nieco inaczej. Jest on nowym typem psychicz- nym, ukształtowanym w opozycji do tradycyjnych norm rozu- mienia świadomości. Tradycyjnych zaś znaczy dla Przybyszew- skiego przede wszystkim – racjonalnych. Wobec zakorzenienia owego systemu wartości Falk jest typową, przykładową, klinicz- ną nawet forpocztą psychiczną (w takim chociażby sensie, jak pi- sał Nałkowski). Jego klęska musi więc być totalna, obejmuje ona zarówno samego bohatera, jak jego ewentualne autorytety, upa- dają również wszelkie argumenty dyskursywne, wszelkie racje sformułowane retorycznie. Ciekawe, że Przybyszewski uważał Homo sapiens za książkę moralistyczną i moralną, za jedyne spośród swoich dzieł powie- ściowych, w którym doszukać się można tendencji. Pewien typ ludzki – obdarzony wolną wolą i rozumem – przestał więc ist- nieć. To już wiemy. Ale nie należy sądzić, iż na tym pobojowisku wartości pozo- stała jednostka absolutnie bierna i niezdolna do czynu psychicz- nego. Bowiem bohaterowie Przybyszewskiego nie wcielają w ży- cie ideału postawy dekadenckiej, inna rzeczywistość psychiczna, jaką tworzą, nie wspiera się na powtarzaniu gestów sztuki i prze- noszeniu ich we własną psychikę. W tym też sensie nie są oni wtórni – są autentyczni, posiadają własną prawdę, tyle że praw- da owa po prostu nie mieści się w społecznie akceptowanym sys- temie wartości psychicznych. Słowem, bohater Przybyszewskiego na spętanie determinizmu odpowiada krzykiem, odpowiada zbrodnią i występkiem, ale nie wysublimowaną słabością. Bada bez przerwy, z medyczną dociekliwością własne wnętrze, aby przekonać się o jego jednolitości, aby zobaczyć siebie w masce i z twarzą odkrytą, aby ujrzeć piekło instynktów i sztuczność konwencjonalnych zachowań. 34 Brzozowski i jego powieści Najbliższy, najwłaściwszy jest dla niego stan psychicznej ak- tywności, wciąż podejmowanego czynu. To musiało zaintereso- wać Brzozowskiego10. Przybyszewski jak gdyby pomógł mu wkroczyć na ten szlak myślowy, który dla całej właściwie jego twórczości – dla powieściowej zaś szczególnie – był szlakiem pierwszej ważności. Myślę o zagadnieniu heroizmu, o różnych koncepcjach bohaterstwa obowiązujących w Młodej Polsce, wreszcie o miejscu Brzozowskiego pośród owych koncepcji. Debiutujący powieściopisarz, poszukujący krytyk dostrzeże najpierw heroizm swojej współczesności, tragizm swoich czasów. Dostrzeże go poprzez Przybyszewskiego, który piekło cywilizacji potrafił odkryć bez stylistycznych osłonek, bez dekadenckich min. I on również mógł poprowadzić Brzozowskiego ku nowym ujęciom psychologicznym postaci powieściowych: szczerość i maska, autentyzm i rola, człowiek posiadający sobowtóra (ty- powe widzenie bohatera w prozie Przybyszewskiego) stworzyły sumę bodźców warunkujących powstanie bohatera wielu racji – albo też powieści wielu bohaterów. Za punkt wyjścia heroistycznych koncepcji Brzozowski uwa- żał nietzscheanizm. Rozumiał go zaś jako podstawowe uzasad- nienie wybitności jednostki u jej praw indywidualnych. Później Brzozowski będzie z Nietzschem dyskutował. Teraz mu wierzy: może nie nadczłowiekowi, ale człowiekowi dostojnemu. Problematyka heroizmu i bohatera – wielkiego człowieka, po- siadała w Młodej Polsce wiele znaczeń. Jedną z jej realizacji, ważną szczególnie w drugim pokoleniu modernistów, było bez wątpienia przyjęcie mitu prometejskiego wraz z wszelkimi jego konsekwencjami światopoglądowymi. Prometeusz jest więc sy- nonimem ludzkiej wolności, a przede wszystkim wiedzy, pozna- nia i samoświadomości. I nie chodzi tutaj bynajmniej o proste 10 Podobnie ujmuje tę sprawę Stanisław Borzym: „Jeżeli użyteczne mo- że być posłużenie się w odniesieniu do charakteryzowanej epoki kategoria- mi pasywizmu i aktywizmu, to twórczość Przybyszewskiego należy ujmo- wać jako kryzys i przesilenie postawy pasywistycznej, a twórczość Brzo- zowskiego jako pewną propozycję aktywizmu. Wspólnymi cechami tych dwóch twórczości było zdynamizowanie odczucia życia (...) w terminologii niemieckiej filozofii życia” (Brzozowski a Przybyszewski: koneksje ideowe, w: Wokół myśli S. Brzozowskiego, Kraków 1974, s. 309). W kręgu współczesności 35 odnowienie mitologicznego wzorca, nie chodzi więc o ilustrację, figurę wyobraźniową, element symboliki. Romantyczna wiara w znaczenie wielkich i wybitnych jednostek w życiu narodu mia- ła organizować świadomość ideową literatury, miała być argu- mentem, uwydatniającym znaczenie narodowego czynu. W ko- stiumie prometejskim wystąpią więc bohaterowie Wyspiańskie- go, Micińskiego, Tetmajera. Nowoczesny polski Prometeusz w takim sensie będzie bohaterem optymistycznym, że reprezen- tuje on swym działaniem romantyczne przekonanie o możliwo- ściach kreacyjnych jednostki włączonej w proces przekształcania narodu. Jeżeli odwołanie do przeszłości Polski dokonuje się w imię czynu, jeżeli tym samym historia rozumiana jest jako dziedzina realizacji czynu (nieważne, czy udanego, czy też za- kończonego klęską), bohater – reprezentant takiej postawy, mo- że zostać przez Brzozowskiego zaakceptowany. Jeżeli jednak po- czynania jego bliższe są romantyzmowi modernistów – czyli kul- towi indywidualizmu oderwanemu od historii – nie osiągają już one rangi wzorca. Ta linia podziału – bierne zdziwienie wobec historii i jej tra- giczne zrozumienie – jest na przykład granicą przebiegającą po- między bohaterami Żeromskiego i Wyspiańskiego, o czym czyta- my w Legendzie. W Przybyszewskim zaś dostrzegł Brzozowski godne naślado- wania nowatorstw
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Czytanie Brzozowskiego
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: