Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00888 017790 17790675 na godz. na dobę w sumie
Dama pikowa - ebook/pdf
Dama pikowa - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 22
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Herman, młody inżynier, syn zruszczonego Niemca, jest zafascynowany grą w karty. Często siada przy stoliku, obserwując graczy przez całe noce. Sam zachowuje dystans, nie bierze kart do rąk, aby - jak mawia - nie ryzykować tego, co niezbędne, w nadziei osiągnięcia tego, co zbyteczne. Rezerwę i rozsądek zachowuje jednak do czasu. Zasłyszana anegdota o trzech wygrywających kartach rozpala jego wyobraźnię, sprawia, że za wszelką cenę chce posiąść tajemnicę owego fortelu, tajemnicę starej hrabiny, Anny Fiedotowny. Hrabina ma wychowanicę, Lizę. Za jej pośrednictwem Herman chce dotrzeć do hrabiny...
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. Aleksander Puszkin DAMA PIKOWA Dama pikowa oznacza skryt(cid:261) nie(cid:298)yczliwo(cid:286)ć Najnowsza ksi(cid:266)ga wró(cid:298)b 1 Copyright by Tower Press Wydawnictwo „Tower Press” Gda(cid:276)sk 2001 2 1 Zasiedli społemŚ Ka(cid:298)dy nad stołem Wsparty, A ka(cid:298)dy w wi(cid:286)cie Bił zamaszy(cid:286)cie Karty. I tylko czasem Przerw(cid:261) z hałasem Cisz(cid:266)Ś Ka(cid:298)dy na desce Kred(cid:261) po kresce Pisze. Pewnego razu u oficera gwardii konnej Narumowa grano w karty. Długa zimowa noc min(cid:266)ła niepostrze(cid:298)enieś do kolacji siedli o pi(cid:261)tej nad ranem. Ci, którzy wygrali, jedli z wielkim apetytemś inni siedzieli w pos(cid:266)pnym roztargnieniu nad pustymi talerzami. Ale zjawił si(cid:266) szampan – rozmowa si(cid:266) o(cid:298)ywiła i wszyscy wzi(cid:266)li w niej udział. – Jak ci poszło, Surin? – zapytał gospodarz. – Przegrałem, swoim zwyczajem. Trzeba przyznać, (cid:298)e nie mam szcz(cid:266)(cid:286)cia. żram prost(cid:261), nigdy si(cid:266) nie gor(cid:261)czkuj(cid:266), nic mnie nie zdoła zbić z tropu, a jednak wci(cid:261)(cid:298) przegrywam. – I nigdy nie uległe(cid:286) pokusie? Nigdy nie postawiłe(cid:286) na routé? Podziwiam twoj(cid:261) sił(cid:266) woli. – A co powiecie o Hermanie? – odezwał si(cid:266) jeden z go(cid:286)ci wskazuj(cid:261)c młodego in(cid:298)yniera. – Nigdy nie wzi(cid:261)ł kart do r(cid:261)k, nigdy nie zagi(cid:261)ł parolu, a jednak do pi(cid:261)tej rano siedzi i przygl(cid:261)da si(cid:266) naszej grze. – żra bardzo mnie interesuje – rzekł Herman – ale nie mog(cid:266) po(cid:286)wi(cid:266)cić tego, co niezb(cid:266)dne, w nadziei zdobycia tego, co zbyteczne. – Herman to NiemiecŚ jest wyrachowany, w tym rzecz! – stwierdził Tomski. – Nie rozumiem natomiast jednej tylko osoby na (cid:286)wiecie – mojej babki, hrabiny Anny Żiedotowny. – Jak to? – zawołali go(cid:286)cie. – Nie pojmuj(cid:266) – ci(cid:261)gn(cid:261)ł Tomski – dlaczego moja babka nie poniteruje. – A có(cid:298) w tym dziwnego – rzekł Narumow – (cid:298)e osiemdziesi(cid:266)cioletnia staruszka nie poniteruje? – Wi(cid:266)c nic o niej, panowie, nie wiecie? – Nie, doprawdy nie wiemy. – No, to posłuchajcie. Musicie wiedzieć, (cid:298)e moja babka jakie(cid:286) sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)t lat temu je(cid:296)dziła do Pary(cid:298)a i była tam bardzo w modzie. Uganiały si(cid:266) za ni(cid:261) tłumy, aby zobaczyć la Vénus moscoviteś 1 sam Richelieu ubiegał si(cid:266) o jej wzgl(cid:266)dy, a babka zapewnia, (cid:298)e niewiele brakowało, aby si(cid:266) zastrzelił przez jej okrucie(cid:276)stwo. W tych czasach damy grywały w faraona. Pewnego razu babka na dworze królewskim przegrała do ksi(cid:266)cia Orlea(cid:276)skiego jak(cid:261)(cid:286) du(cid:298)(cid:261) sum(cid:266) na słowo honoru. Po przyje(cid:296)dzie do domu 1 moskiewsk(cid:261) Wenus. 3 babka odlepiaj(cid:261)c muszki z twarzy i rozlu(cid:296)niaj(cid:261)c rogówk(cid:266) oznajmiła dziadkowi o przegranej i kazała, by zapłacił dług. Nieboszczyk dziadek, jak sobie przypominam, był u babki czym(cid:286) w rodzaju ochmistrza. Bał si(cid:266) jej jak ognia, mimo to jednak, gdy usłyszał o tak straszliwej przegranej, wpadł w gniew, przyniósł liczydła, dowiódł, (cid:298)e w ci(cid:261)gu pół roku wydali pół miliona, (cid:298)e pod Pary(cid:298)em nie maj(cid:261) ani podmoskiewskiej, ani te(cid:298) saratowskiej wsi, a kategorycznie odmówił zapłacenia długu. Babka spoliczkowała go i na znak niełaski poszła spać sama. Na drugi dzie(cid:276) kazała wezwać m(cid:266)(cid:298)a w nadziei, (cid:298)e domowa kara podziałała, ale dziadek był niewzruszony. Po raz pierwszy w (cid:298)yciu zdecydowała si(cid:266) wobec niego na tłumaczenia i wyja(cid:286)nieniaŚ chciała poruszyć jego sumienie, pobła(cid:298)liwie dowodz(cid:261)c, (cid:298)e dług długowi nierówny, (cid:298)e jest ró(cid:298)nica pomi(cid:266)dzy ksi(cid:266)ciem a fabrykantem powozów. Nic z tego. Dziadek si(cid:266) zbuntował. Nie i nie. Babka nie wiedziała, co pocz(cid:261)ć. Bliskim jej znajomym był człowiek bardzo interesuj(cid:261)cy. Słyszeli(cid:286)cie, panowie, o hrabi Saint–żermain, o którym opowiadaj(cid:261) tyle przedziwnych historii. Wiecie zapewne, i(cid:298) mówił o sobie, (cid:298)e jest (cid:297)ydem Wiecznym Tułaczem, wynalazc(cid:261) eliksiru (cid:298)ycia, kamienia filozoficznego i tak dalej. Wy(cid:286)miewano go jako szarlatana, a Casanova w swych Pami(cid:266)tnikach mówił, (cid:298)e był szpiegiemś przy tym wszystkim Saint–żermain pomimo swej tajemniczo(cid:286)ci miał bardzo szacowny wygl(cid:261)d, a w towarzystwie był człowiekiem bardzo miłym. Babka po dzi(cid:286) dzie(cid:276) kocha si(cid:266) w nim zapami(cid:266)tale i gniewa si(cid:266), gdy mówić o nim bez szacunku. Babka wiedziała, (cid:298)e Saint–żermain mógł rozporz(cid:261)dzać wielkimi sumami. Postanowiła uciec si(cid:266) do niegoś napisała wi(cid:266)c kartk(cid:266), w której prosiła, by natychmiast do niej przyjechał. Stary dziwak zjawił si(cid:266) niezwłocznie i zastał j(cid:261) w straszliwej rozpaczy. Opisała mu w najczarniejszych barwach okrucie(cid:276)stwo m(cid:266)(cid:298)a, a w ko(cid:276)cu powiedziała, (cid:298)e cał(cid:261) swoj(cid:261) nadziej(cid:266) pokłada w jego przyja(cid:296)ni i uprzejmo(cid:286)ci. Saint–żermain zamy(cid:286)lił si(cid:266). „Mog(cid:266) słu(cid:298)yć pani t(cid:261) sum(cid:261) – powiedział – ale wiem, (cid:298)e nie znajdzie pani spokoju a(cid:298) do chwili spłacenia długu, a nie chciałbym przysparzać jej kłopotów. Jest inny sposób – mo(cid:298)e si(cid:266) pani odegrać”. „Ale, kochany hrabio – odpowiedziała babka – przecie(cid:298) powiadam panu, (cid:298)e nie mamy wcale pieni(cid:266)dzy”. „Pieni(cid:261)dze nie s(cid:261) przy tym potrzebne – odrzekł Saint–żermain – niech mnie pani raczy wysłuchać”. I wtedy zdradził jej tajemnic(cid:266), za któr(cid:261) ka(cid:298)dy z nas drogo by zapłacił... Młodzi gracze zdwoili uwag(cid:266). Tomski zapalił fajk(cid:266), zaci(cid:261)gn(cid:261)ł si(cid:266) i mówił dalejŚ – Tego samego wieczoru babka zjawiła si(cid:266) w Wersalu au jeu de la reine. 2 Ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) Orlea(cid:276)ski trzymał bankś babka troch(cid:266) si(cid:266) usprawiedliwiała, (cid:298)e nie przywiozła ze sob(cid:261) długu, zmy(cid:286)liła jak(cid:261)(cid:286) historyjk(cid:266) na wytłumaczenie i zacz(cid:266)ła poniterować do ksi(cid:266)cia. Wybrała trzy karty i postawiła jedn(cid:261) po drugiejŚ wszystkie trzy wygrały z punktu i w ten sposób babka całkowicie si(cid:266) odegrała. – Przypadek – powiedział jeden z go(cid:286)ci. – Bajka – rzekł Herman. – Pewno karty były znaczone – zwrócił uwag(cid:266) kto(cid:286) trzeci. – Nie s(cid:261)dz(cid:266) – odparł powa(cid:298)nie Tomski. – Jak to?! – powiedział Narumow. – Masz babk(cid:266), która zgaduje trzy karty z rz(cid:266)du, i do tej pory nie przej(cid:261)łe(cid:286) od niej tej czarnej magii? – Tak, akurat! – odpowiedział Tomski. – Miała czterech synów, jednym z nich był mój ojciecś wszyscy czterej byli zawzi(cid:266)tymi graczami, a jednak (cid:298)adnemu z nich nie zdradziła swej tajemnicy, choć nie wyszłoby to na złe ani im, ani nawet mnie. Ale posłuchajcie, prosz(cid:266), co opowiadał mi wuj, hrabia Iwan Iljicz, i r(cid:266)czył honorem, (cid:298)e to prawda. Nieboszczyk Czaplicki – ten sam, który przepu(cid:286)cił miliony i umarł w n(cid:266)dzy – pewnego razu w młodo(cid:286)ci przegrał, zdaje si(cid:266) do Zoricza, co(cid:286) około trzechset tysi(cid:266)cy. Był w rozpaczy. Babka, która zawsze 2 na karty u królowej. 4 surowo odnosiła si(cid:266) do wybryków młodzie(cid:298)y, ulitowała si(cid:266) jako(cid:286) nad Czaplickim. Wskazała mu trzy karty pod warunkiem, (cid:298)e postawi jedn(cid:261) po drugiej, i zobowi(cid:261)zała go słowem honoru, (cid:298)e ju(cid:298) nigdy wi(cid:266)cej nie b(cid:266)dzie grał. Czaplicki zjawił si(cid:266) u swego zwyci(cid:266)zcyŚ siedli do gry. Czaplicki postawił na pierwsz(cid:261) kart(cid:266) pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t tysi(cid:266)cy i wygrał za pierwszym odkryciemś postawił podwójn(cid:261) stawk(cid:266), poczwórn(cid:261) – odegrał si(cid:266) i jeszcze wygrał ponadto... Jednak(cid:298)e czas spaćŚ jest ju(cid:298) za kwadrans szósta. Istotnie, ju(cid:298) (cid:286)witało. Młodzi ludzie dopili swych kieliszków i rozjechali si(cid:266) do domów. 5 2 – II paraît que monsieur est décidément pour les suivantes – Que voulez–vous, madame? Elles sont plus fraîches. 3 Rozmowa w wielkim (cid:286)wiecie. Stara hrabina siedziała przed lustrem w gotowalni. Trzy pokojówki krz(cid:261)tały si(cid:266) koło niej. Jedna trzymała słoik z ró(cid:298)em, druga pudełko ze szpilkami, trzecia wysoki czepiec z ogni(cid:286)cie czerwonymi wst(cid:261)(cid:298)kami. Hrabina nie ro(cid:286)ciła sobie bynajmniej pretensyj do urody, która dawno ju(cid:298) zwi(cid:266)dła, ale zachowała wszystkie nawyki młodo(cid:286)ci, surowo przestrzegała mody lat siedemdziesi(cid:261)tych i ubierała si(cid:266) tak samo długo, tak samo starannie jak sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)t lat temu. Przy oknie u krosien siedziała młoda panna, jej wychowanka. – Dzie(cid:276) dobry, grand’maman! – rzekł wchodz(cid:261)c młody oficer. – Bon jour, mademoiselle Lise. Grand’maman, 4 mam do ciebie pro(cid:286)b(cid:266). – O co chodzi, Paul? – Niech mi grand maman pozwoli przedstawić sobie jednego z moich przyjaciół i przywie(cid:296)ć go w pi(cid:261)tek na bal. – Przywie(cid:296) go wprost na bal i tam mi go przedstawisz. Byłe(cid:286) wczoraj u *? – Ale(cid:298) oczywi(cid:286)cie. Było bardzo wesołoŚ ta(cid:276)czyli(cid:286)my do pi(cid:261)tej rano. Jelecka była urocza! – ź, mój kochany! Co to za uroda? Czy tak wygl(cid:261)dała jej babka, ksi(cid:266)(cid:298)na Daria Pietrowna? A proposŚ ksi(cid:266)(cid:298)na Daria Pietrowna bardzo ju(cid:298) chyba postarzała? – Jak to postarzała? – odpowiedział z roztargnieniem Tomski. – Przecie(cid:298) ona umarła siedem lat temu. Panna podniosła głow(cid:266) i dała znak młodzie(cid:276)cowi. Tomski przypomniał sobie, (cid:298)e przed star(cid:261) hrabin(cid:261) tajono (cid:286)mierć jej rówie(cid:286)nic, i zagryzł warg(cid:266). Ale hrabina przyj(cid:266)ła t(cid:266) now(cid:261) dla niej wie(cid:286)ć z wielk(cid:261) oboj(cid:266)tno(cid:286)ci(cid:261). – Umarła – rzekła – nie wiedziałam. Były(cid:286)my razem mianowane frejlinami i gdy nas prezentowano cesarzowej, to cesarzowa... I hrabina po raz setny opowiedziała, wnukowi swoj(cid:261) anegdot(cid:266). – No, Paul – rzekła pó(cid:296)niej —teraz pomó(cid:298) mi wstać. Lizo, gdzie moja tabakierka? I hrabina wraz ze swym fraucymerem przeszła za parawan, by doko(cid:276)czyć toalety. Tomski został z pann(cid:261). – Kogo to chce pan przedstawić? – cicho zapytała Lizawieta Iwanowna. – Narumowa. Czy pani go zna? – Nie. To wojskowy czy cywil? – Wojskowy. – In(cid:298)ynier? – Nie. Kawalerzysta. A dlaczego pani s(cid:261)dziła, (cid:298)e jest in(cid:298)ynierem? Panna roze(cid:286)miała si(cid:266) i nie odpowiedziała ni słowem. 3 - Pan, zdaje si(cid:266), jest zdecydowanym zwolennikiem pokojówek? - No có(cid:298), prosz(cid:266) pani, one s(cid:261) bardziej (cid:286)wie(cid:298)e. 4 Dzie(cid:276) dobry, panno Lizo. Babciu... 6 – Paul! – zawołała hrabina zza parawanu. – Przy(cid:286)lij mi jak(cid:261)(cid:286) now(cid:261) powie(cid:286)ć, ale nie z tych dzisiejszych. – Jak to, grand’maman? – To znaczy tak(cid:261) powie(cid:286)ć, gdzie bohater nie dusiłby ani ojca, ani matki i gdzie nie byłoby topielców. Strasznie boj(cid:266) si(cid:266) topielców. – Takich powie(cid:286)ci teraz nie ma. A czy nie chcesz rosyjskich? – A czy istniej(cid:261) rosyjskie powie(cid:286)ci?... Przy(cid:286)lij, mój drogi, przy(cid:286)lij, prosz(cid:266). – Przepraszam, grand’maman, bardzo mi si(cid:266) spieszy. (cid:297)egnam, Lizawieto Iwanowno. Dlaczego(cid:298) to pani s(cid:261)dziła, (cid:298)e Narumow jest in(cid:298)ynierem? I Tomski wyszedł. Lizawieta Iwanowna została samaś przerwała robot(cid:266) i zacz(cid:266)ła patrzeć przez okno. Wkrótce po drugiej stronie ulicy, zza naro(cid:298)nego domu, ukazał si(cid:266) młody oficer. Policzki panny okryły si(cid:266) rumie(cid:276)cem, wzi(cid:266)ła si(cid:266) znów do pracy i pochyliła głow(cid:266) tu(cid:298) nad kanw(cid:261). W tej chwili weszła hrabina, całkowicie ju(cid:298) ubrana. – Ka(cid:298), Lizko – powiedziała – zało(cid:298)yć konie do karety, pojedziemy na spacer. Lizka wstała zza krosien i zacz(cid:266)ła składać robot(cid:266). – Có(cid:298) to, kochaneczko? Ogłuchła(cid:286) czy co? – zawołała hrabina. – Ka(cid:298) czym pr(cid:266)dzej zakładać konie do karety. – W tej chwili – odpowiedziała cicho panna i pobiegła do przedpokoju. Wszedł słu(cid:298)(cid:261)cy i podał hrabinie ksi(cid:261)(cid:298)ki od ksi(cid:266)cia Pawła Aleksandrowicza. – Dobrze. Prosz(cid:266) podzi(cid:266)kować – powiedziała hrabina. – Lizko, Lizko, dok(cid:261)d to biegniesz? – Ubierać si(cid:266). – Zd(cid:261)(cid:298)ysz, kochaneczko, si(cid:261)d(cid:296) tutaj. Otwórz pierwszy tom, czytaj na głos... Panna wzi(cid:266)ła ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) i przeczytała kilka wierszy. – żło(cid:286)niej – powiedziała hrabina. – Co si(cid:266) z tob(cid:261) dzieje, kochaneczko, głos straciła(cid:286) czy co?... Zaczekaj... przysu(cid:276) mi stołeczek, bli(cid:298)ej. No. Lizawieta Iwanowna przeczytała jeszcze dwie strony. Hrabina ziewn(cid:266)ła. – Rzuć t(cid:266) ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) – rzekła. – Co za bzdury. Ode(cid:286)lij to ksi(cid:266)ciu Pawłowi i ka(cid:298) podzi(cid:266)kować. A có(cid:298) tam z karet(cid:261)?... To niezno(cid:286)ne. (cid:298)e czekam na ni(cid:261). – Kareta gotowa – powiedziała Lizawieta Iwanowna wyjrzawszy na ulic(cid:266). – Dlaczego jeszcze nie jeste(cid:286) ubrana? – rzekła hrabina. – Zawsze trzeba na ciebie czekać. Liza pobiegła do swego pokoju. Nie min(cid:266)ły dwie minuty, a hrabina zacz(cid:266)ła dzwonić ze wszystkich sił. Trzy słu(cid:298)(cid:261)ce wbiegły przez jedne drzwi, kamerdyner przez drugie. – Nie mo(cid:298)na si(cid:266) was dowołać – powiedziała hrabina. – Powiedzcie Lizawiecie Iwanownie, Lizawieta Iwanowna weszła w salopce i w kapeluszu. – Nareszcie, kochaneczko – powiedziała hrabina. – Có(cid:298) to za stroje. Po có(cid:298) to?... Kogo chcesz oczarować?... A jaka tam pogoda? Zdaje si(cid:266), ze wiatr. – Nie ma wiatru, prosz(cid:266) ja(cid:286)nie pani – odrzekł kamerdyner. – Wy zawsze –mówicie na odwrót. Otwórzcie lufcik. Naturalnie, jest wiatr, i w dodatku bardzo zimny. Wyprz(cid:261)c karet(cid:266), Lizko. Nie pojedziemy, niepotrzebnie si(cid:266) wystroiła(cid:286). „Takie to moje (cid:298)ycie” – pomy(cid:286)lała Lizawieta Iwanowna. Istotnie, Lizawieta Iwanowna była nieszcz(cid:266)(cid:286)liwym stworzeniem. żorzki jest cudzy chleb, mówi Dante, i trudne stopnie cudzego gankuś a któ(cid:298), jak nie biedna wychowanica bogatej staruchy zna lepiej gorycz zale(cid:298)no(cid:286)ci? Hrabina *, zapewne z natury niezła, była kapry(cid:286)na jak ka(cid:298)da kobieta, zepsuta przez wielki (cid:286)wiat, sk(cid:261)pa, pogr(cid:261)(cid:298)ona w zimnym egoizmie, jak wszyscy starzy ludzie, którzy przestali ju(cid:298) kochać kogokolwiek i obcy s(cid:261) tera(cid:296)niejszo(cid:286)ci. Brała udział we wszystkich rozrywkach wielkiego (cid:286)wiata, włóczyła si(cid:266) z balu na bal, gdzie siedziała w k(cid:261)cie, wyszminkowana i ubrana staromodnie, niby potworna i niezb(cid:266)dna ozdoba sali balowejś 7 podchodzili do niej z niskimi ukłonami przybywaj(cid:261)cy go(cid:286)cie, jakby spełniali u(cid:286)wi(cid:266)cony obrz(cid:266)d, a potem nikt si(cid:266) ju(cid:298) ni(cid:261) nie zajmował. U siebie przyjmowała całe miasto, przestrzegaj(cid:261)c surowo etykiety i nie poznaj(cid:261)c nikogo z twarzy. Jej liczna słu(cid:298)ba roztyła si(cid:266) i posiwiała w przedpokoju i garderobie, robiła, co chciała, na wy(cid:286)cigi okradaj(cid:261)c umieraj(cid:261)c(cid:261) staruch(cid:266). Lizawieta Iwanowna była domow(cid:261) m(cid:266)czennic(cid:261). Nalewała herbat(cid:266) i zbierała wymówki za nadmierne zu(cid:298)ycie cukru, czytała na głos powie(cid:286)ci i ponosiła win(cid:266) za wszystkie bł(cid:266)dy autora, towarzyszyła hrabinie na spacerach i odpowiadała za pogod(cid:266) i za stan bruków. Miała wyznaczon(cid:261) pensj(cid:266), której nigdy nie płacono jej w cało(cid:286)ci, a jednocze(cid:286)nie (cid:298)(cid:261)dano, by była ubrana jak wszystkie kobiety, to znaczy, jak bardzo nieliczne. W wielkim (cid:286)wiecie odgrywała bardzo (cid:298)ałosn(cid:261) rol(cid:266). Wszyscy j(cid:261) znali i nikt nie zauwa(cid:298)ałś na balach ta(cid:276)czyła tylko wtedy, gdy zabrakło vis–à–vis, a damy brały j(cid:261) pod r(cid:266)k(cid:266) za ka(cid:298)dym razem, gdy musiały i(cid:286)ć do gotowalni, by poprawić co(cid:286) w swym stroju. Była ambitna, dotkliwie odczuwała swoj(cid:261) sytuacj(cid:266) i rozgl(cid:261)dała si(cid:266) dokoła, z niecierpliwo(cid:286)ci(cid:261) oczekuj(cid:261)c wybawcy, ale młodzi ludzie, wyrachowani w swej lekkomy(cid:286)lnej pró(cid:298)no(cid:286)ci, nie darzyli jej uwag(cid:261), choć Lizawieta Iwanowna była stokroć milsza od zuchwałych i zimnych panien, którym nadskakiwali. Ile(cid:298) to razy, opu(cid:286)ciwszy cichaczem nudny i wspaniały salon, uciekała, by wypłakać si(cid:266) w swym ubogim pokoiku, gdzie stał oklejony papierowym obiciem parawan, komoda, lusterko i malowane łó(cid:298)ko i gdzie łojowa (cid:286)wieczka paliła si(cid:266) nikle w miedzianym lichtarzu. Pewnego razu – w dwa dni po opisanym na pocz(cid:261)tku tej powie(cid:286)ci wieczorze, a na tydzie(cid:276) przed scen(cid:261), na której zatrzymali(cid:286)my si(cid:266) – pewnego razu Lizawieta Iwanowna, siedz(cid:261)c koło okna przy krosnach, mimo woli wyjrzała na ulic(cid:266) i zobaczyła młodego in(cid:298)yniera, który stał nieruchomo, ze wzrokiem utkwionym w jej okno. Pochyliła głow(cid:266) i znów zaj(cid:266)ła si(cid:266) robot(cid:261), po pi(cid:266)ciu minutach wyjrzała znowu – młody oficer stał na tym samym miejscu. Poniewa(cid:298) nie miała zwyczaju kokietować przechodz(cid:261)cych oficerów, przestała wygl(cid:261)dać na ulic(cid:266) i nie podnosz(cid:261)c głowy wyszywała blisko dwie godziny bez przerwy. Podano do stołu. Lizawieta Iwanowna wstała, zacz(cid:266)ła składać robot(cid:266) i przypadkiem spojrzawszy na ulic(cid:266), znów zauwa(cid:298)yła oficera. Wydało jej si(cid:266) to do(cid:286)ć dziwne. Po obiedzie zbli(cid:298)yła si(cid:266) do okna z uczuciem pewnego niepokoju, ale oficera ju(cid:298) nie było – i wkrótce o nim zapomniała... Po jakich(cid:286) dwóch dniach, gdy wyszła z hrabin(cid:261), by wsi(cid:261)(cid:286)ć do karety, ujrzała go znowu. Stał przed samym podjazdem, zasłaniaj(cid:261)c twarz bobrowym kołnierzemś spod kapelusza błyskały jego czarne oczy. Lizawieta Iwanowna nie wiedzieć czemu zl(cid:266)kła si(cid:266) i cała dr(cid:298)(cid:261)ca siadła do karety. Po powrocie do domu pobiegła do okna. Oficer stał na dawnym miejscu, wpijaj(cid:261)c w ni(cid:261) wzrokś odeszła, dr(cid:266)czona ciekawo(cid:286)ci(cid:261) i poruszona zupełnie nowym dla siebie uczuciem. Od tego czasu nie było dnia, by młody człowiek nie zjawiał si(cid:266) b oznaczonej godzinie pod oknami ich domu. Wytworzyły si(cid:266) pomi(cid:266)dzy nimi jakie(cid:286) nieokre(cid:286)lone stosunki. Siedz(cid:261)c nad robótk(cid:261) na swym zwykłym miejscu, czuła, jak nadchodzi – podnosiła głow(cid:266), patrzała na niego z ka(cid:298)dym dniem coraz dłu(cid:298)ej. Młody człowiek, zdawało si(cid:266), był jej za to wdzi(cid:266)cznyŚ dostrzegła bystrym wejrzeniem młodo(cid:286)ci, jak nagły rumieniec okrywa jego blade policzki za ka(cid:298)dym razem, gdy spotykaj(cid:261) si(cid:266) ich spojrzenia. Po tygodniu u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266) do niego... Kiedy Tomski zapytał hrabin(cid:266), czy mu pozwoli przedstawić sobie jego przyjaciela, biednej dziewczynie zacz(cid:266)ło bić serce. Ale gdy dowiedziała si(cid:266), (cid:298)e Narumow nie jest in(cid:298)ynierem, lecz oficerem gwardii konnej, po(cid:298)ałowała, (cid:298)e niebacznym pytaniem zdradziła lekkomy(cid:286)lnemu Tomskiemu sw(cid:261) tajemnice. Herman był synem zniszczonego Niemca, który zostawił mu niewielki kapitał. żł(cid:266)boko przekonany, (cid:298)e musi utrwalić sw(cid:261) niezale(cid:298)no(cid:286)ć, Herman nie tykał nawet procentów, (cid:298)ył z samej tylko pensji, nie pozwalał sobie na najmniejsze zachcianki Sk(cid:261)din(cid:261)d był skryty i ambitny i kolegom Hermana rzadko nadarzała si(cid:266) okazja do wy(cid:286)miewania jego sk(cid:261)pstwa. Miał silne nami(cid:266)tno(cid:286)ci i bujn(cid:261) wyobra(cid:296)ni(cid:266), ale siła woli uchroniła go od zwykłych bł(cid:266)dów młodo(cid:286)ci. Tak wi(cid:266)c na przykład, choć był z usposobienia graczem, nigdy nie brał kart do r(cid:261)k, 8 obliczył bowiem, (cid:298)e jego stan maj(cid:261)tkowy nie pozwala mu (jak powiadał) ryzykować tego, co niezb(cid:266)dne, w nadziei osi(cid:261)gni(cid:266)cia tego, co zbyteczne – a równocze(cid:286)nie sp(cid:266)dzał całe noce przy stołach gry (cid:286)ledz(cid:261)c z gor(cid:261)czkowym dr(cid:298)eniem zmienne koleje hazardu. Anegdota o trzech kartach mocno podziałała na jego wyobra(cid:296)ni(cid:266) i przez cał(cid:261) noc nie wychodziła mu z głowy. „A gdyby tak – my(cid:286)lał nast(cid:266)pnego dnia wieczorem, włócz(cid:261)c si(cid:266) po Petersburgu – a gdyby tak stara hrabina zdradziła mi ow(cid:261) tajemnic(cid:266), albo wymieniła mi te trzy niezawodne karty. Dlaczego nie miałbym spróbować szcz(cid:266)(cid:286)cia? Przedstawić si(cid:266) jej, wkra(cid:286)ć si(cid:266) w łaski – zostać choćby jej kochankiem. Ale wszystko to wymaga czasu, a hrabina ma osiemdziesi(cid:261)t siedem lat, mo(cid:298)e umrzeć za tydzie(cid:276), za dwa dni... A ta anegdota?... Czy mo(cid:298)na jej wierzyć?... Nie, wyrachowanie, umiar i pracowito(cid:286)ć to moje trzy niezawodne karty, tylko to potroi, usiedmiokrotni mój kapitał i zapewni mi spokój i niezale(cid:298)no(cid:286)ć”. Rozmy(cid:286)laj(cid:261)c w ten sposób znalazł si(cid:266) na jednej z głównych ulic Petersburga przed domem o staro(cid:286)wieckiej fasadzie. Ulica była zatłoczona powozami, karety długim rz(cid:266)dem zaje(cid:298)d(cid:298)ały przed o(cid:286)wietlony podjazd. Co chwila z karety wysuwała si(cid:266) kształtna nó(cid:298)ka młodej, pi(cid:266)knej damy, to dzwoni(cid:261)cy ostrog(cid:261) but wojskowy, to znów pasiasta po(cid:276)czocha i dyplomatyczny pantofel. Żutra i płaszcze przemykały obok dostojnego szwajcara. Herman przystan(cid:261)ł. – Czyj to dom? – zapytał stra(cid:298)nika na rogu. – Hrabiny * – odpowiedział stra(cid:298)nik. Herman zadr(cid:298)ał. Dziwna anegdota na nowo poruszyła jego wyobra(cid:296)ni(cid:266). Zacz(cid:261)ł kr(cid:261)(cid:298)yć wokoło domu, my(cid:286)l(cid:261)c o jego wła(cid:286)cicielce i o jej osobliwych zdolno(cid:286)ciach. Pó(cid:296)no powrócił do swego skromnego mieszkaniaś długo nie mógł zasn(cid:261)ć, a gdy ju(cid:298) ogarn(cid:261)ł go sen, majaczyły mu si(cid:266) karty, zielony stół, pliki banknotów i stosy złotych monet. Coraz to stawiał na kart(cid:266), stanowczym ruchem zaginał parole, nieustannie wygrywał i zgarniał złoto, i kładł banknoty do kieszeni. Obudził si(cid:266) pó(cid:296)no, westchn(cid:261)ł za utraconym fantastycznym maj(cid:261)tkiem, wyszedł z domu, znów bł(cid:261)kał si(cid:266) po mie(cid:286)cie i znów znalazł si(cid:266) przed domem hrabiny *. Zdawało si(cid:266), (cid:298)e ci(cid:261)gnie go tu jaka(cid:286) nieznana siła. Przystan(cid:261)ł i zacz(cid:261)ł patrzeć w okna. W jednym z nich ujrzał ciemn(cid:261) główk(cid:266), pochylon(cid:261) zapewne nad ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:261) czy nad robótk(cid:261). żłówka obróciła si(cid:266) ku oknu. Herman dostrzegł (cid:286)wie(cid:298)(cid:261) twarzyczk(cid:266) i czarne oczy. Ta chwila zdecydowała o jego losie. 9 3 Vous m ecrives, mon ange des lettres de quatre pages plus vite que je ne puis le lire. 5 Z korespondencji Zaledwie Lizawieta Iwanowna zd(cid:261)(cid:298)yła zdj(cid:261)ć płaszcz i kapelusz, gdy ju(cid:298) hrabina posłała po ni(cid:261) i kazała na nowo podać karet(cid:266). Obie zeszły do pojazdu. W tej samej chwili, gdy dwaj lokaje uniósłszy pod r(cid:266)ce staruszk(cid:266) przepychali j(cid:261) przez drzwiczki, Lizawieta Iwanowna ujrzała swego in(cid:298)yniera tu(cid:298) przy kole. Chwycił j(cid:261) za r(cid:266)k(cid:266)ś dziewczyna nie zdołała ochłon(cid:261)ć z przestrachu, gdy młody człowiek znikł – zostawiaj(cid:261)c w jej r(cid:266)ku list. Ukryła go w r(cid:266)kawiczce i przez cał(cid:261) drog(cid:266) nie słyszała nic i nie widziała. Hrabina miała zwyczaj co chwila zadawać jej w karecie jakie(cid:286) pytaniaŚ kogo(cid:286)my to min(cid:266)li? jak si(cid:266) nazywa ten most? co tam napisane na szyldzie? Tym razem Lizawieta Iwanowna odpowiadała nietrafnie, bez zastanowienia i rozgniewała hrabin(cid:266). – Co si(cid:266) z tob(cid:261) stało, kochaneczko? Zgłupiała(cid:286) czy co? Czy mnie nie słyszysz, czy te(cid:298) nie rozumiesz? Dzi(cid:266)ki Bogu, mówi(cid:266) wyra(cid:296)nie ani te(cid:298) jeszcze nie zdziecinniałam. Lizawieta Iwanowna nie słuchała. Po powrocie do domu pobiegła do swego pokoju, wyj(cid:266)ła list zza r(cid:266)kawiczkiś nie był zapiecz(cid:266)towanyś przeczytała. List zawierał wyznania miłosne. Był czuły, pełen szacunku i dosłownie przepisany z niemieckiego romansu. Lizawieta Iwanowna nie znała jednak niemieckiego i była z listu bardzo zadowolona. Ale przyj(cid:266)ty list niepokoił j(cid:261) niezmiernie. Po raz pierwszy potajemnie nawi(cid:261)zała stosunki z młodym m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261). Przera(cid:298)ało j(cid:261) jego zuchwalstwo. Robiła sobie wymówki, (cid:298)e zachowała si(cid:266) nieostro(cid:298)nie, i nie wiedziała, co robićŚ czy zaniechać siadania przy oknie i brakiem uwagi ostudzić w młodym oficerze ochot(cid:266) do dalszych kroków, czy odesłać mu list, czy odpowiedzieć zimno i stanowczo? Nie miała si(cid:266) kogo poradzićŚ ani przyjaciółki, ani powiernicy. Wreszcie postanowiła napisać odpowied(cid:296). Siadła przy stoliku, wzi(cid:266)ła pióro, arkusz papieru – i zamy(cid:286)liła si(cid:266). Kilka razy zaczynała list na nowo i darła. Ka(cid:298)dy zwrot wydawał –jej si(cid:266). zbyt łagodny, to znów zbyt okrutny. Wreszcie udało jej si(cid:266) napisać kilka zda(cid:276), z których była zadowolona. „Jestem przekonana – pisała – (cid:298)e ma Pan uczciwe zamiary i (cid:298)e nie chce obrazić mnie nierozwa(cid:298)nym post(cid:266)powaniem, ale znajomo(cid:286)ć nasza nie powinna zaczynać si(cid:266) w ten sposób. Zwracam Panu list w nadziei, (cid:298)e nie b(cid:266)d(cid:266) miała na przyszło(cid:286)ć powodu skar(cid:298)yć si(cid:266) na niezasłu(cid:298)ony brak szacunku”. Nazajutrz ujrzawszy Hermana Lizawieta Iwanowna wstała od krosien, przeszła do salonu, otworzyła lufcik i licz(cid:261)c na zr(cid:266)czno(cid:286)ć młodego oficera, rzuciła list na ulic(cid:266). Herman podbiegł, podniósł .go i wszedł do cukiernika. żdy zerwał piecz(cid:266)ć, znalazł swój list i odpowied(cid:296) Lizawiety Iwanowny. Tego si(cid:266) wła(cid:286)nie spodziewał i powrócił do domu bardzo przej(cid:266)ty sw(cid:261) intryg(cid:261). 5 Piszesz mi, mój aniele, listy na cztery stronice pr(cid:266)dzej, ni(cid:298) mog(cid:266) je przeczytać. 10 W trzy dni pó(cid:296)niej młoda, bystrooka panna sklepowa przyniosła Lizawiecie Iwanownie karteczk(cid:266) z domu mód. Lizawieta Iwanowna spojrzała na kartk(cid:266) z niepokojem, s(cid:261)dz(cid:261)c, (cid:298)e to rachunek, gdy nagle poznała pismo Hermana. – Omyliła(cid:286) si(cid:266), moja droga – odrzekła. – Ta kartka nie jest do mnie. – Nie, wła(cid:286)nie do pani! – odpowiedziała (cid:286)miała dziewczyna nie ukrywaj(cid:261)c figlarnego u(cid:286)miechu. – Niech pani raczy przeczytać! Lizawieta Iwanowna przejrzała szybko kartk(cid:266). Herman (cid:298)(cid:261)dał spotkania. – To być nie mo(cid:298)e! – powiedziała Lizawieta Iwanowna, przera(cid:298)ona zarówno po(cid:286)piesznym (cid:298)(cid:261)daniem, jak i sposobem, którego u(cid:298)ył Herman. – Ten list na pewno nie jest do mnie! – I podarła list na drobne kawałki. – Je(cid:298)eli list nie jest do pani, to po co go pani podarła? – rzekła dziewczyna. – Zwróciłabym go temu, kto go posłał. – Prosz(cid:266) ci(cid:266), moja droga – powiedziała Lizawieta Iwanowna zapłoniwszy si(cid:266) po jej uwadze – na przyszło(cid:286)ć nie przyno(cid:286) do mnie (cid:298)adnych karteczek, a temu, kto ci(cid:266) przysłał, powiedz, (cid:298)e powinien si(cid:266) wstydzić... Lecz to Hermana nie pohamowało. Lizawieta Iwanowna co dzie(cid:276) w ten czy inny sposób otrzymywała od niego listy. Nie były ju(cid:298) tłumaczone z niemieckiego, Herman pisał je natchniony nami(cid:266)tno(cid:286)ci(cid:261), a wyra(cid:298)ał si(cid:266) charakterystycznym dla niego j(cid:266)zykiem. W listach tych przejawiała si(cid:266) niezłomno(cid:286)ć jego pragnie(cid:276) i bezład nieokiełznanej wyobra(cid:296)ni. Lizawieta Iwanowna nie my(cid:286)lała ju(cid:298) o tym, by je odsyłaćś upajała si(cid:266) nimi, zacz(cid:266)ła na nie odpowiadać, jej listy z dnia na dzie(cid:276) stawały si(cid:266) coraz dłu(cid:298)sze i czulsze. Wreszcie rzuciła mu przez okno nast(cid:266)puj(cid:261)cy listŚ „Dzisiaj jest bal u posła *–skiego. B(cid:266)dzie tam hrabina. Zabawimy na balu mniej wi(cid:266)cej do drugiej. Ma Pan sposobno(cid:286)ć zobaczyć si(cid:266) ze mn(cid:261) sam na sam. żdy hrabina odjedzie, jej słu(cid:298)ba zapewne si(cid:266) rozejdzie, w sieni zostanie Szwajcar, ale i on zazwyczaj odchodzi do swojej izdebki. Niech Pan przyjdzie o wpół do dwunastej. Prosz(cid:266) i(cid:286)ć wprost na schody. Je(cid:298)eli spotka Pan kogo w przedpokoju, prosz(cid:266) zapytać, czy hrabina jest w domu. Je(cid:286)li odpowiedz(cid:261) Panu, (cid:298)e nie ma – to trudno, b(cid:266)dzie Pan musiał zawrócić. Ale prawdopodobnie nie spotka Pan nikogo. Dziewcz(cid:266)ta siedz(cid:261) u siebie, wszystkie w jednym pokoju. Z przedpokoju pójdzie Pan na lewo, dalej prosto do sypialni hrabiny. W sypialni, za parawanem, ujrzy pan dwoje małych drzwiczekŚ na prawo do gabinetu, dok(cid:261)d hrabina nigdy nie wchodzi, i na lewo na korytarzś tu zauwa(cid:298)y Pan w(cid:261)skie, kr(cid:266)cone schody, które prowadz(cid:261) do mojego pokoju”. Herman w oczekiwaniu wyznaczonej godziny dygotał jak tygrys. O dziesi(cid:261)tej wieczorem stał ju(cid:298) przed domem hrabiny. Pogoda była okropnaŚ wiatr wył, mokry (cid:286)nieg walił płatami, m(cid:266)tnie (cid:286)wieciły latarnie, ulice były puste. Z rzadka wlokła si(cid:266) zaprz(cid:266)(cid:298)ona w wychudł(cid:261) szkap(cid:266) doro(cid:298)ka wyczekuj(cid:261)c na spó(cid:296)nionego pasa(cid:298)era. Herman stał w samym tylko surducie, nie odczuwaj(cid:261)c ani wiatru, ani (cid:286)niegu. Wreszcie zajechała kareta hrabiny. Herman widział, jak lokaje wynie(cid:286)li pod r(cid:266)ce otulon(cid:261) w sobolowe futro zgarbion(cid:261) staruszk(cid:266), a tu(cid:298) za ni(cid:261), w lekkim płaszczu, z głow(cid:261) przybran(cid:261) (cid:286)wie(cid:298)ymi kwiatami, przemkn(cid:266)ła jej wychowanka. Drzwiczki zatrza(cid:286)ni(cid:266)to. Kareta ci(cid:266)(cid:298)ko potoczyła si(cid:266) po mi(cid:266)kkim (cid:286)niegu. Szwajcar zamkn(cid:261)ł drzwi. Okna pogasły. Herman zacz(cid:261)ł chodzić przed opustoszałym domem, podszedł do latarni, spojrzał na zegarek – było dwadzie(cid:286)cia po jedenastej. Zatrzymał si(cid:266) pod latarni(cid:261) ze wzrokiem utkwionym we wskazówk(cid:266) zegarka, wyczekuj(cid:261)c, a(cid:298) min(cid:261) pozostałe minuty. Punktualnie o. wpół do dwunastej wszedł na ganek domu hrabiny, a stamt(cid:261)d do jasno o(cid:286)wietlonej sieni. Szwajcara nie było. Wbiegł po schodach, otworzył drzwi do przedpokoju i ujrzał słu(cid:298)(cid:261)cego, –który spał pod lamp(cid:261), w starym poplamionym fotelu. Lekkim i pewnym krokiem przeszedł obok (cid:286)pi(cid:261)cego. W salonie i bawialni było ciemno. Lampa w przedpokoju słabo je o(cid:286)wietlała. Wszedł do sypialni. Przed kiotem pełnym starych obrazów tliła si(cid:266) złota lampka oliwna. Wypłowiałe fotele kryte adamaszkiem i kanapy z puchowymi poduszkami, ze start(cid:261) pozłótk(cid:261), stały w (cid:298)ałobnej symetrii wzdłu(cid:298) (cid:286)cian obitych chi(cid:276)sk(cid:261) materi(cid:261). Na (cid:286)cianie wisiały dwa portrety 11 malowane w Pary(cid:298)u przez M–me Lebrun. Jeden z nich przedstawiał czterdziestoletniego m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:266), t(cid:266)giego i rumianego, w jasnozielonym mundurze z gwiazd(cid:261), drugi – młod(cid:261) pi(cid:266)kn(cid:261) kobiet(cid:266) z orlim nosem i ró(cid:298)(cid:261) wetkni(cid:266)t(cid:261) w napudrowane, zaczesane do góry włosy. Po wszystkich k(cid:261)tach stały porcelanowe pasterki, stołowe zegary roboty słynnego Leroy, pudełeczka, dziecinne b(cid:261)czki, wachlarze i ró(cid:298)ne damskie cacka wynalezione w ko(cid:276)cu minionego stulecia wraz z balonem Montgolfierów i magnetyzmem Messmera. Herman wszedł za parawan. Stało tam małe (cid:298)elazne łó(cid:298)ko, na prawo znajdowały si(cid:266) drzwi do gabinetu, na lewo inne, wiod(cid:261)ce na korytarz. Herman otworzył je, dostrzegł w(cid:261)skie kr(cid:266)cone schody, które prowadziły do pokoju ubogiej wychowanicy... Zawrócił jednak i wszedł do ciemnego gabinetu... Czas biegł powoli. Wsz(cid:266)dzie panowała cisza. W bawialni wybiła dwunasta, w innych pokojach zegary kolejno wybiły dwunast(cid:261) – i znów wszystko zamilkło. Herman stał oparty o zimny piec. Był spokojnyś serce biło mu równo, jak człowiekowi, który zdecydował si(cid:266) na czyn niebezpieczny, lecz nieodzowny. Zegar wybił pierwsz(cid:261), drug(cid:261) godzin(cid:266) – a wtedy Herman usłyszał daleki turkot karety. Ogarn(cid:266)ło go mimowolne podniecenie. Kareta zbli(cid:298)yła si(cid:266) i stan(cid:266)ła. Usłyszał stuk opuszczanego stopnia. W domu powstał ruch. Przybiegła słu(cid:298)ba, rozległy si(cid:266) głosy, dom zaja(cid:286)niał (cid:286)wiatłem. Do sypialni wbiegły trzy stare pokojówkiś hrabina ledwo (cid:298)ywa, weszła i opadła na wolterowski fotel. Herman patrzył przez szpar(cid:266). Lizawieta Iwanowna przeszła obok niego. Usłyszał jej szybkie kroki na stopniach schodów. W sercu jego odezwało si(cid:266) co(cid:286) w rodzaju wyrzutów sumienia i zamilkło. Skamieniał. Hrabina zacz(cid:266)ła rozbierać si(cid:266) przed lustrem. Pokojówki odpi(cid:266)ły jej czepiec przystrojony ró(cid:298)ami, zdj(cid:266)ły z siwej i krótko ostrzy(cid:298)onej głowy upudrowan(cid:261) peruk(cid:266). Szpilki sypały si(cid:266) wokół niej jak deszcz. (cid:297)ółta suknia haftowana srebrem opadła do opuchłych nóg. Herman był (cid:286)wiadkiem obrzydliwych tajemnic jej toaletyś wreszcie hrabina została w samym tylko nocnym kaftaniku i czepkuŚ w tym stroju, bardziej stosownym do jej staro(cid:286)ci, wydawała si(cid:266) mniej okropna i mniej szkaradna. Jak wszyscy starzy ludzie, hrabina cierpiała na bezsenno(cid:286)ć. Rozebrawszy si(cid:266) usiadła przy oknie w wolterowskim fotelu i odesłała pokojówki. (cid:285)wiec(cid:266) wyniesiono, pokój znowu rozja(cid:286)niała jedynie lampka. Hrabina siedziała po(cid:298)ółkła, poruszaj(cid:261)c obwisłymi wargami, chwiej(cid:261)c si(cid:266) w prawo i w lewo. Z m(cid:266)tnych jej oczu przebijał całkowity brak my(cid:286)li. Patrz(cid:261)c na ni(cid:261) mo(cid:298)na było s(cid:261)dzić, (cid:298)e straszna starucha chwieje si(cid:266) nie z własnej woli, lecz pod wpływem ukrytego galwanizmu. Naraz ta martwa twarz zmieniła si(cid:266) w sposób niepoj(cid:266)ty. Wargi przestały si(cid:266) poruszać, oczy si(cid:266) o(cid:298)ywiłyŚ przed hrabin(cid:261) stał nieznajomy m(cid:266)(cid:298)czyzna. – Niech si(cid:266) pani nie l(cid:266)ka, na miło(cid:286)ć bosk(cid:261), niech si(cid:266) pani nie l(cid:266)ka – powiedział głosem cichym i dobitnym. – Nie mam zamiaru pani krzywdzić, przyszedłem błagać o jedn(cid:261) łask(cid:266). Starucha patrzała na niego w milczeniu i wydawało si(cid:266), (cid:298)e go nie słyszy. Herman pomy(cid:286)lał, (cid:298)e jest głucha. Pochylił si(cid:266) nad samym jej uchem i powtórzył to samo. Staruszka wci(cid:261)(cid:298) milczała. – Pani mo(cid:298)e – mówił dalej Herman – uczynić mnie szcz(cid:266)(cid:286)liwym. To nic nie b(cid:266)dzie ci(cid:266) kosztowałoŚ wiem, (cid:298)e potrafisz pani odgadn(cid:261)ć trzy karty z rz(cid:266)du. Herman urwał. Hrabina, zdawałoby si(cid:266), zrozumiała, czego od niej (cid:298)(cid:261)da – rzekłby(cid:286), szukała w my(cid:286)li słów odpowiedzi. – To był (cid:298)art – wyrzekła wreszcie. – Przysi(cid:266)gam panu, to był (cid:298)art. – Nie czas na (cid:298)arty – odparł surowo Herman. – Niech pani sobie przypomni Czaplickiego, któremu kiedy(cid:286) pomogła(cid:286) si(cid:266) odegrać. Hrabina była wyra(cid:296)nie zmieszana. Na twarzy jej odmalowało si(cid:266) silne wzruszenie, ale wkrótce wpadła w poprzedni(cid:261) oboj(cid:266)tno(cid:286)ć. – Czy pani mo(cid:298)e – ci(cid:261)gn(cid:261)ł – wymienić mi te trzy niezawodne karty? 12 Hrabina milczała. Herman mówił dalejŚ – Dla kogo zachowuje pani t(cid:266) tajemnic(cid:266)? Dla wnuków? S(cid:261) i tak bogaci, nie rozumiej(cid:261) nawet, co znaczy pieni(cid:261)dz. Rozrzutnikowi nie pomog(cid:261) te trzy karty. Kto nie umie strzec dziedzictwa ojców, ten pomimo najzacieklejszych wysiłków tak czy inaczej umrze w n(cid:266)dzy. Ja nie jestem rozrzutnikiemś wiem, co znacz(cid:261) pieni(cid:261)dze. W moim r(cid:266)ku te trzy karty nie pójd(cid:261) na marne. Wi(cid:266)c?... Przerwał i z dr(cid:298)eniem czekał na jej odpowied(cid:296). Hrabina milczałaś Herman ukl(cid:261)kł. – Je(cid:298)eli kiedykolwiek – powiedział – serce pani zaznało miło(cid:286)ci, je(cid:298)eli pami(cid:266)tasz jej uniesienia, je(cid:298)eli choć raz u(cid:286)miechn(cid:266)ła(cid:286) si(cid:266) słysz(cid:261)c płacz nowo narodzonego syna, je(cid:298)eli ludzkie uczucie biło kiedykolwiek w twojej piersi, to zaklinam pani(cid:261) na uczucia (cid:298)ony, kochanki, matki – na wszystkie (cid:286)wi(cid:266)to(cid:286)ci – nie odmawiaj mej pro(cid:286)bie, odsło(cid:276) mi t(cid:266) tajemnic(cid:266). Co ci po niej. Być mo(cid:298)e wi(cid:261)(cid:298)e si(cid:266) ona z okropnym grzechem, z utrat(cid:261) wiecznego zbawienia, z szata(cid:276)skim cyrografem... Niech pani pomy(cid:286)liŚ jeste(cid:286) stara, ju(cid:298) niewiele (cid:298)ycia ci pozostało, gotów jestem wzi(cid:261)ć ten grzech na siebie. Tylko odsło(cid:276) swoj(cid:261) tajemnic(cid:266). Prosz(cid:266) pomy(cid:286)leć, (cid:298)e czyje(cid:286) szcz(cid:266)(cid:286)cie znajduje si(cid:266) w pani r(cid:266)kach, (cid:298)e nie tylko ja, ale moje dzieci, wnuki i prawnuki b(cid:266)d(cid:261) błogosławiły twoj(cid:261) pami(cid:266)ć i b(cid:266)d(cid:261) j(cid:261) czciły jak (cid:286)wi(cid:266)to(cid:286)ć... Starucha nie odezwała si(cid:266) ani słowem. Herman wstał z kl(cid:266)czek. – Stara wied(cid:296)mo – powiedział– zaciskaj(cid:261)c z(cid:266)by – je(cid:286)li tak, to zmusz(cid:266) ci(cid:266) do odpowiedzi... Mówi(cid:261)c to wyj(cid:261)ł z kieszeni pistolet. Na widok pistoletu hrabina po raz drugi okazała silne wzruszenie. Zacz(cid:266)ła kiwać głow(cid:261) i podniosła r(cid:266)k(cid:266), jakby zasłaniaj(cid:261)c si(cid:266) przed wystrzałem... Potem opadła na wznak... i znieruchomiała. – Dosyć tej dziecinady – rzekł Herman chwytaj(cid:261)c jej r(cid:266)k(cid:266). – Pytam po raz ostatni, czy zechce mi pani wymienić te trzy karty? Tak czy nie? Hrabina nie odpowiedziała. Herman zrozumiał, (cid:298)e umarła. 13 4 Homme sans moeurs et sans religion. 6 Z korespondencji Lizawieta Iwanowna, wci(cid:261)(cid:298) jeszcze w stroju balowym, siedziała w swoim pokoju, w gł(cid:266)bokiej pogr(cid:261)(cid:298)ona zadumie. Po przyje(cid:296)dzie do domu szybko odesłała zaspan(cid:261) słu(cid:298)(cid:261)c(cid:261), która niech(cid:266)tnie zaofiarowała jej sw(cid:261) pomocś powiedziała, (cid:298)e si(cid:266) sama rozbierze, i z dr(cid:298)eniem weszła do swego pokoju spodziewaj(cid:261)c si(cid:266) zastać tam Hermana, a jednocze(cid:286)nie pragn(cid:261)c go nie zastać. Ju(cid:298) pierwsze spojrzenie upewniło j(cid:261), (cid:298)e go nie ma, i wdzi(cid:266)czna była losom, (cid:298)e nie dopu(cid:286)ciły do tego spotkania. Usiadła nie rozbieraj(cid:261)c si(cid:266) i zacz(cid:266)ła przypominać sobie wszystkie okoliczno(cid:286)ci, które w tak krótkim czasie zaprowadziły j(cid:261) tak daleko. Nie min(cid:266)ły jeszcze trzy tygodnie od czasu, gdy po raz pierwszy przez okno ujrzała młodzie(cid:276)ca, i oto ju(cid:298) z nim korespondowała, a on zdołał wymóc na niej nocne spotkanie. Znała jego imi(cid:266) tylko dlatego (cid:298)e niektóre z jego listów były podpisaneś nigdy z nim nie rozmawiała, nie słyszała jego głosu, nie słyszała nic o nim... a(cid:298) do dzisiejszego wieczora. Dziwna rzecz. Wła(cid:286)nie dzi(cid:286) wieczór, na balu, Tomski, nad(cid:261)sany na młod(cid:261) ksi(cid:266)(cid:298)niczk(cid:266) Polin(cid:266) *, która wbrew zwyczajowi kokietowała nie jego, pragn(cid:261)c odpłacić jej oboj(cid:266)tno(cid:286)ci(cid:261), zaprosił Lizawiet(cid:266) Iwanown(cid:266) i ta(cid:276)czył z ni(cid:261) mazura do upadłego. Przez cały czas (cid:298)artował z jej słabo(cid:286)ci do oficerów in(cid:298)ynierii zapewniaj(cid:261)c, (cid:298)e wie znacznie wi(cid:266)cej, ni(cid:298) .mogłaby przypuszczać, a niektóre z jego dowcipów były tak celne, (cid:298)e Lizawieta Iwanowna kilka razy pomy(cid:286)lała, i(cid:298) Tomski zna jej tajemnic(cid:266). – Kto panu o tym wszystkim powiedział? – zapytała ze (cid:286)miechem. – Przyjaciel tego, o kim mówimy – odpowiedział Tomski – człowiek bardzo interesuj(cid:261)cy. – Któ(cid:298) to jest ten bardzo interesuj(cid:261)cy człowiek? – To Herman. Lizawieta Iwanowna nie odpowiedziała nic, ale poczuła, (cid:298)e r(cid:266)ce i nogi jej zlodowaciały... – Ten Herman – mówił dalej Tomski – to prawdziwie romantyczna postaćŚ ma profil Napoleona, a dusz(cid:266) Mefistofelesa. My(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e ma na sumieniu co najmniej trzy zbrodnie. Jak pani zbladła!... – Boli mnie głowa... No wi(cid:266)c có(cid:298) panu mówił ten Herman, czy te(cid:298) jak mu tam? – Herman jest bardzo niezadowolony ze swego przyjaciela. Powiada, (cid:298)e na jego miejscu post(cid:261)piłby zupełnie inaczej... S(cid:261)dz(cid:266) nawet, (cid:298)e Herman sam ma jakie(cid:286) zamiary wobec pani, w ka(cid:298)dym razie w bardzo nieoboj(cid:266)tny sposób słucha miłosnych westchnie(cid:276) swego przyjaciela. – A gdzie(cid:298) on mnie widział? – Mo(cid:298)e w cerkwi albo na spacerze! Bóg raczy wiedzieć! Mo(cid:298)e wreszcie w pani własnym pokoju, gdy pani spałaŚ stać go na wszystko... Trzy damy podeszły do nich z zapytaniemŚ oubli ou regret, 7 i przerwały rozmow(cid:266), która stawała si(cid:266) dla Lizawiety Iwanowny interesuj(cid:261)ca a(cid:298) do udr(cid:266)ki. Dama, któr(cid:261) wybrał Tomski, była to wła(cid:286)nie ksi(cid:266)(cid:298)niczka *. Zd(cid:261)(cid:298)yła z nim doj(cid:286)ć do porozumienia obiegłszy jeszcze raz sal(cid:266) i jeszcze raz pokr(cid:266)ciwszy si(cid:266) przed swoim krzesłem. 6 Człowiek bez czci i wiary. 7 zapomnienie czy (cid:298)al 14 Tomski, kiedy wrócił na miejsce, nie my(cid:286)lał ju(cid:298) ani o Hermanie, ani o Lizawiecie Iwanownie. Ona za(cid:286) koniecznie chciała nawi(cid:261)zać przerwan(cid:261) rozmow(cid:266), ale mazur si(cid:266) sko(cid:276)czył, a wkrótce potem stara hrabina opu(cid:286)ciła bal. Słowa Tomskiego, które były jedynie paplanin(cid:261) przy mazurze, gł(cid:266)boko zapadły w dusz(cid:266) młodej marzycielki. Portret naszkicowany przez Tomskiego był podobny do wizerunku, jaki wyimaginowała sobie sama, i ta banalna ju(cid:298) dzi(cid:266)ki najnowszym romansom postać przera(cid:298)ała i poci(cid:261)gała jej wyobra(cid:296)ni(cid:266). Siedziała, skrzy(cid:298)owawszy obna(cid:298)one r(cid:266)ce z głow(cid:261) pochylon(cid:261) na odsłoni(cid:266)t(cid:261), przybran(cid:261) jeszcze kwiatami pier(cid:286)... Nagle drzwi si(cid:266) otworzyły i wszedł Herman. Zadr(cid:298)ała... – żdzie pan był? – spytała zal(cid:266)knionym szeptem. – W sypialni starej hrabiny – odrzekł Herman – wła(cid:286)nie od niej wracam. Hrabina umarł(cid:261). – O Bo(cid:298)e!... Co pan mówi?!... – I zdaje si(cid:266) – mówił dalej Herman – (cid:298)e ja jestem przyczyn(cid:261) jej (cid:286)mierci. Lizawieta Iwanowna spojrzała na(cid:276) i w duszy jej zabrzmiały słowa TomskiegoŚ ,,Ten człowiek ma przynajmniej trzy zbrodnie na sumieniu”. Herman siadł na oknie tu(cid:298) koło niej i opowiedział jej wszystko. Lizawieta Iwanowna słuchała z przera(cid:298)eniem. A wi(cid:266)c te nami(cid:266)tne listy, te płomienne (cid:298)(cid:261)dania, to zuchwałe, uparte prze(cid:286)ladowanie, wszystko to nie było miło(cid:286)ci(cid:261)! Pieni(cid:261)dze – tylko tego łakn(cid:266)ła jego dusza! Nie w jej mocy było zaspokoić jego pragnienia i dać mu szcz(cid:266)(cid:286)cie. Uboga wychowanka była jedynie (cid:286)lep(cid:261) pomocnic(cid:261) zbrodniarza, zabójcy jej starej opiekunki. Zapłakała gorzko, dr(cid:266)czona spó(cid:296)nion(cid:261) skruch(cid:261). Herman patrzał na ni(cid:261) w milczeniu, serce jego równie(cid:298) było rozdarte. Ale tward(cid:261) jego dusz(cid:266) dr(cid:266)czyły nie łzy biednej dziewczyny, nie przedziwny urok jej rozpaczy. Nie czuł wyrzutów sumienia na my(cid:286)l o zmarłej staruszce. Przera(cid:298)ała go jedynie niepowrotna utrata sekretu, po którym spodziewał si(cid:266) bogactwa. – Pan jest potworem! – rzekła wreszcie Lizawieta Iwanowna. —Nie chciałem jej (cid:286)mierci – odpowiedział. Herman – pistolet mój jest nie nabity. Nadchodził ranek. Lizawieta Iwanowna zgasiła dopalaj(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) (cid:286)wiec(cid:266), blade (cid:286)wiatło rozja(cid:286)niło pokój. Otarła zapłakane oczy i podniosła je na Hermana, siedział na oknie, gro(cid:296)nie zas(cid:266)piony, z zało(cid:298)onymi r(cid:266)kamiś w pozie tej zadziwiaj(cid:261)co przypominał portret Napoleona. To podobie(cid:276)stwo uderzyło nawet Lizawiet(cid:266) Iwanown(cid:266). – Jak(cid:298)e pan st(cid:261)d wyjdzie? – powiedziała wreszcie Lizawieta Iwanowna. – My(cid:286)lałam, (cid:298)e przeprowadz(cid:266) pana tajemnymi schodami, lecz trzeba przej(cid:286)ć koło sypialni, a ja si(cid:266) boj(cid:266). Zamilkli. – Niech mi pani powie, jak znale(cid:296)ć te tajemne schodyś sam wyjd(cid:266). Lizawieta Iwanowna wstała, wyj(cid:266)ła z komody klucz, wr(cid:266)czyła go Hermanowi i pouczyła go szczegółowo. Herman u(cid:286)cisn(cid:261)ł jej zimn(cid:261), nie(cid:286)miał(cid:261) dło(cid:276), pocałował j(cid:261) w pochylon(cid:261) głow(cid:266) i wyszedł. Zszedł po kr(cid:266)conych schodach i znów dostał si(cid:266) do sypialni hrabiny. Martwa starucha tkwiła w fotelu jak skamieniała. Na twarzy jej malował si(cid:266) gł(cid:266)boki spokój. Herman zatrzymał si(cid:266) przy niej, długo na ni(cid:261) patrzał, jak gdyby pragn(cid:261)ł upewnić si(cid:266) o okropnej prawdzieś wreszcie wszedł do gabinetuś namacał ukryte za obiciem drzwi i trawiony dziwnym uczuciem zacz(cid:261)ł schodzić po ciemnych schodach. „Po tych samych schodach – my(cid:286)lał – mo(cid:298)e sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)t lat temu, do tej samej sypialni, o tej samej godzinie, ubrany w haftowany fraczek, uczesany à l oiseau royal, przyciskaj(cid:261)c do serca trójgraniasty kapelusz, przekradał si(cid:266) młody wybraniec, który dawno ju(cid:298) rozpadł si(cid:266) w proch, a dzisiaj przestało bić serce jego s(cid:266)dziwej kochanki...” Na dole Herman trafił na drzwi, otworzył je tym samym kluczem i znalazł si(cid:266) na korytarzu, który wyprowadził go na ulic(cid:266). 15 5 Tej nocy ukazała mi si(cid:266) nieboszczka baronowa von W. Była cała w bieli i powiedziała do mnie: „Dzie(cid:276) dobry panie radco!” Swedenborg W trzy dni po fatalnej nocy, o dziewi(cid:261)tej rano, Herman wybrał si(cid:266) do monasteru *, gdzie miało odbyć si(cid:266) nabo(cid:298)e(cid:276)stwo (cid:298)ałobne przy trumnie zmarłej hrabiny. Choć nie czuł skruchy, nie mógł jednak całkowicie zagłuszyć głosu sumienia, który mówiłŚ jeste(cid:286) zabójc(cid:261) starej! Mało miał prawdziwej wiary, za to mnóstwo przes(cid:261)dów. Wierzył, (cid:298)e zmarła hrabina mo(cid:298)e wywrzeć szkodliwy wpływ na jego (cid:298)ycie, i postanowił pój(cid:286)ć na pogrzeb, (cid:298)eby wybłagać u niej przebaczenie. Cerkiew była przepełniona, Herman z wielkim wysiłkiem zdołał przecisn(cid:261)ć si(cid:266) przez tłum. Trumna stała na okazałym katafalku, pod aksamitnym baldachimem. Zmarła le(cid:298)ała z r(cid:266)kami zło(cid:298)onymi na piersiach, w koronkowym czepku i białej atłasowej sukni. Wokoło stali domownicyŚ słudzy w czarnych kaftanach z herbowymi wst(cid:266)gami na ramieniu i ze (cid:286)wiecami w r(cid:266)ku, krewni w gł(cid:266)bokiej (cid:298)ałobie – dzieci, wnuki i prawnuki. Nikt nie płakałś łzy były une affectation. Hrabina była tak stara, (cid:298)e (cid:286)mierć jej nikogo nie mogła zaskoczyć, krewni ju(cid:298) od dawna patrzyli na ni(cid:261) jak na osob(cid:266), która prze(cid:298)yła swoje lata. Młody archijerej wygłosił mow(cid:266) pogrzebow(cid:261). W prostych i wzruszaj(cid:261)cych słowach przedstawił spokojny zgon bogobojnej staruszki, której długie lata były cichym rozczulaj(cid:261)cym przygotowaniem do chrze(cid:286)cija(cid:276)skiego zgonu. ,,Anioł (cid:286)mierci nawiedził j(cid:261) – rzekł mówca – gdy czuwała zatopiona w pobo(cid:298)nych rozmy(cid:286)laniach i w oczekiwaniu boskiego Oblubie(cid:276)ca”. Nabo(cid:298)e(cid:276)stwo upłyn(cid:266)ło w godziwym smutku. Krewniacy pierwsi zbli(cid:298)yli si(cid:266), by po(cid:298)egnać zmarł(cid:261). Potem ruszyli liczni go(cid:286)cie, którzy przyjechali pokłonić si(cid:266) tej, co od tak dawna była uczestniczk(cid:261) ich czczych uciech. Po nich podchodzili wszyscy domownicy. Wreszcie zbli(cid:298)yła si(cid:266) stara ochmistrzyni, rówie(cid:286)nica nieboszczki. Prowadziły j(cid:261) pod r(cid:266)ce dwie młode dziewczyny. Nie miała sił pokłonić si(cid:266) do ziemi – ona jedna tylko przelała kilka łez całuj(cid:261)c zimn(cid:261) dło(cid:276) swojej pani. Po niej zdecydował si(cid:266) podej(cid:286)ć do trumny Herman. Skłonił si(cid:266) do ziemi i przez kilka minut le(cid:298)ał na zimnej, usypanej jedlin(cid:261) posadzce. Wreszcie wstał, równie blady jak nieboszczka, wszedł po stopniach katafalku i pochylił si(cid:266)... W tej samej chwili wydało mu si(cid:266), (cid:298)e zmarła spojrzała na niego drwi(cid:261)co, mru(cid:298)(cid:261)c jedno oko. Herman cofn(cid:261)ł si(cid:266) gwałtownie, potkn(cid:261)ł si(cid:266) i run(cid:261)ł na wznak. Podniesiono go. Równocze(cid:286)nie wyniesiono do kruchty zemdlon(cid:261) Lizawiet(cid:266) Iwanown(cid:266). źpizod ów zam(cid:261)cił na kilka minut uroczysty przebieg ponurego obrz(cid:266)du. W(cid:286)ród uczestników rozległ si(cid:266) głuchy szept, a chudy szambelan, bliski krewny nieboszczki, szepn(cid:261)ł na ucho stoj(cid:261)cemu obok siebie Anglikowi, (cid:298)e młody oficer jest jej nieprawym synem, na co Anglik odpowiedział ozi(cid:266)bleŚ „Oh?” Przez cały dzie(cid:276) Herman był nadzwyczaj wzburzony. Podczas obiadu w odległej traktierni, wbrew zwyczajowi, pił bardzo du(cid:298)o w nadziei, (cid:298)e zagłuszy wewn(cid:266)trzny niepokój. Ale wódka jeszcze bardziej rozpalała jego wyobra(cid:296)ni(cid:266). Wróciwszy do domu, nie rozbieraj(cid:261)c si(cid:266) rzucił si(cid:266) na łó(cid:298)ko i zapadł w mocny sen. Obudził si(cid:266) dopiero noc(cid:261)ś ksi(cid:266)(cid:298)yc o(cid:286)wietlał pokój. Spojrzał na zegarŚ była za pi(cid:266)tna(cid:286)cie trzecia. Nie mógł ju(cid:298) zasn(cid:261)ćś siadł na łó(cid:298)ku i my(cid:286)lał o pogrzebie starej hrabiny. 16 Naraz kto(cid:286) przez okno zajrzał z ulicy do jego pokoju i natychmiast odszedł. Herman nie zwrócił na to uwagi. Po chwili usłyszał, (cid:298)e otwarto drzwi w przedpokoju. Herman pomy(cid:286)lał, (cid:298)e to ordynans, pijany jak zazwyczaj, wraca z nocnej przechadzki. Ale usłyszał nieznane kroki. Kto(cid:286) szedł, z cicha szuraj(cid:261)c pantoflami. Drzwi si(cid:266) otworzyły, weszła kobieta w białej sukni. Herman wzi(cid:261)ł j(cid:261) za swoj(cid:261) star(cid:261) nia(cid:276)k(cid:266) i zdziwił si(cid:266), co j(cid:261) mogło sprowadzić o takiej porze. Lecz kobieta w bieli nagle znalazła si(cid:266) tu(cid:298) przy nim – i Herman poznał hrabin(cid:266). – Przyszłam do ciebie wbrew własnej woli– powiedziała twardym głosem – ale kazano mi spełnić twoj(cid:261) pro(cid:286)b(cid:266). Trójka, siódemka i as wygraj(cid:261) ci kolejno, lecz pod warunkiem, by(cid:286) nie stawiał w ci(cid:261)gu doby wi(cid:266)cej ni(cid:298) na jedn(cid:261) kart(cid:266) i (cid:298)eby(cid:286) nie grał ju(cid:298) pó(cid:296)niej przez całe (cid:298)ycie. Wybaczam ci moj(cid:261) (cid:286)mierć pod warunkiem, (cid:298)e o(cid:298)enisz si(cid:266) z moj(cid:261) wychowanic(cid:261), Lizawiet(cid:261) Iwanown(cid:261). Z tymi słowy odwróciła si(cid:266) powoli, skierowała ku drzwiom i znikła szuraj(cid:261)c pantoflami. Herman słyszał, jak trzasn(cid:266)ły drzwi w sieni, i dostrzegł, (cid:298)e kto(cid:286) znów zajrzał do niego przez okno. Długo nie mógł si(cid:266) opami(cid:266)tać. Wszedł do drugiego pokoju. Ordynans spał na podłodześ Herman ledwo si(cid:266) go dobudził. Ordynans był jak zwykle pijanyŚ nie mo(cid:298)na było z niego wydobyć dorzecznej odpowiedzi. Drzwi w sieni były zamkni(cid:266)te. Herman wrócił do swego pokoju, zapalił (cid:286)wiec(cid:266) i zapisał swoje widzenie. 17 6 – Attendez! – Jak pan (cid:286)miał mi powiedzieć attendez? – źkscelencjo, powiedziałemŚ Attendez, ja(cid:286)nie wielmo(cid:298)ny panie! Dwie statyczne idee nie mog(cid:261) współistnieć w (cid:286)wiecie duchowym, tak samo, jak dwa ciała nie mog(cid:261) w (cid:286)wiecie fizycznym znajdować si(cid:266) w tym samym miejscu. Trójka, siódemka, as – wkrótce przesłoniły w wyobra(cid:296)ni Hermana obraz zmarłej staruchy. Trójka, siódemka, as – nie wychodziły mu z głowy i poruszały si(cid:266) na jego wargachŚ Na widok młodej dziewczyny mówiłŚ „Jak(cid:298)e jest zgrabna... Prawdziwa trójka kier”. Na pytanie, któr(cid:261) godzina, odpowiadałŚ „Za pi(cid:266)ć minut siódemka”. Ka(cid:298)dy otyły m(cid:266)(cid:298)czyzna przypominał mu asa. Trójka, siódemka, as – prze(cid:286)ladowały go we (cid:286)nie, przybieraj(cid:261)c wszelkie mo(cid:298)liwe postacie. Trójka kwitła przed nim na kształt wspaniałego wielkiego kwiatu, siódemk(cid:266) wyobra(cid:298)ał sobie jako gotycki portal, a asa jako olbrzymiego paj(cid:261)ka. Wszystkie jego my(cid:286)li zespoliły si(cid:266) w jedn(cid:261)Ś wykorzystać tajemnic(cid:266), która go tak drogo kosztowała. Zacz(cid:261)ł my(cid:286)leć o tym, by podać si(cid:266) do dymisji i wyruszyć w podró(cid:298). Chciał w otwartych domach gry Pary(cid:298)a wyłudzić skarb od zaczarowanej fortuny. Przypadek uwolnił go od kłopotu. W Moskwie powstało koło bogatych graczy pod przewodnictwem słynnego Czekali(cid:276)skiego, który sp(cid:266)dził całe (cid:298)ycie przy kartach i zdobył ongi(cid:286) miliony wygrywaj(cid:261)c weksle, a przegrywaj(cid:261)c gotówk(cid:266). Długoletnim do(cid:286)wiadczeniem zjednał sobie zaufanie przyjaciół, a dom otwarty, słynny kuchmistrz, uprzejmo(cid:286)ć i wesoło(cid:286)ć zdobyły mu szacunek towarzystwa. Przyjechał do Petersburga. Zacz(cid:266)ła do niego napływać młodzie(cid:298) zapominaj(cid:261)c dla kart o balach i przedkładaj(cid:261)c pokusy faraona nad uroki uwodzenia. Narumow zaprowadził do niego Hermana. tajnych radców grało w wistaś młodzi Min(cid:266)li szereg wspaniałych pokojów, w których pełno było ugrzecznionych lokai. Kilku generałów ludzie siedzieli rozparci na adamaszkowych kanapach, jedli lody i palili fajki. W bawialni przy długim stole, koło którego tłoczyło si(cid:266) ze dwudziestu graczy, siedział gospodarz i trzymał bank. Był to człowiek blisko sze(cid:286)ćdziesi(cid:266)cioletni, o bardzo szacownym wygl(cid:261)dzieś głow(cid:266) jego okrywała srebrna siwiznaś pełna i (cid:286)wie(cid:298)a twarz była obrazem dobroduszno(cid:286)ciś ci(cid:261)gły u(cid:286)miech o(cid:298)ywiał błyszcz(cid:261)ce oczy. Narumow przedstawił mu Hermana. Czekali(cid:276)ski przyja(cid:296)nie u(cid:286)cisn(cid:261)ł mu r(cid:266)k(cid:266), prosił, by si(cid:266) czuł jak u siebie w domu, i w dalszym ci(cid:261)gu przerzucał karty. i Talia ci(cid:261)gn(cid:266)ła si(cid:266) długo. Na stole le(cid:298)ało ju(cid:298) przeszło trzydzie(cid:286)ci kart. Czekali(cid:276)ski zatrzymywał si(cid:266) po ka(cid:298)dym zrzucie, aby dać graj(cid:261)cym czas na decyzj(cid:266). Zapisywał przegrane, uprzejmie wysłuchiwał (cid:298)ycze(cid:276) i jeszcze uprzejmiej odginał zbyteczne parole zagi(cid:266)te roztargnion(cid:261) dłoni(cid:261). Wreszcie i przygotował si(cid:266) do przerzucenia nowej talii. talia si(cid:266) sko(cid:276)czyła, Czekali(cid:276)ski przetasował karty – Pozwoli pan postawić na kart(cid:266) – powiedział Herman wysuwaj(cid:261)c r(cid:266)k(cid:266) spoza t(cid:266)giego pana, który poniterował tu(cid:298) obok. Czekali(cid:276)ski u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) i skłonił w milczeniu na znak pokornej zgody. Narumow ze (cid:286)miechem powinszował Hermanowi uko(cid:276)czenia długotrwałego postu i (cid:298)yczył mu szcz(cid:266)(cid:286)liwego pocz(cid:261)tku. – Zaczynajmy – rzekł Herman wypisuj(cid:261)c kred(cid:261) stawk(cid:266) nad swoj(cid:261) kart(cid:261). 18 – Ile? – zapytał bankier mru(cid:298)(cid:261)c oczy. – Pan wybaczy, nie mog(cid:266) dostrzec. – Czterdzie(cid:286)ci siedem tysi(cid:266)cy – powiedział Herman. Na te słowa wszystkie głowy obróciły si(cid:266) nagle i wszystkie oczy skierowały si(cid:266) na Hermana. ,,Oszalał” – pomy(cid:286)lał Narumow. – Pan pozwoli zwrócić sobie uwag(cid:266) – rzekł Czekali(cid:276)ski ze swym niezmiennym u(cid:286)miechem – (cid:298)e gra pan bardzo wysokoŚ nikt powy(cid:298)ej dwustu siedemdziesi(cid:266)ciu pi(cid:266)ciu w pojedynczej grze jeszcze tutaj nie stawiał. – No to co? —odparł Herman. – Bije pan moj(cid:261) kart(cid:266) czy nie? Czekali(cid:276)ski skłonił si(cid:266) na znak zgody. – Chciałbym tylko dodać – powiedział —(cid:298)e zobowi(cid:261)zany upowa(cid:298)nieniem przyjaciół nie mog(cid:266) grać inaczej, jak tylko na gotówk(cid:266). Co do mnie jestem oczywi(cid:286)cie przekonany, (cid:298)e starczy pa(cid:276)skiego słowa, ale dla porz(cid:261)dku gry i rachunków bardzo prosz(cid:266) o postawienie pieni(cid:266)dzy na kart(cid:266). Herman wyj(cid:261)ł z kieszeni czek i podał go Czekali(cid:276)skiemu, który przelotnie na(cid:276) spojrzawszy, poło(cid:298)ył go na karcie Hermana. Zacz(cid:261)ł ci(cid:261)gn(cid:261)ć bank. Na prawo padła dziewi(cid:261)tka, na lewo trójka. – Wygrała – rzekł Herman pokazuj(cid:261)c swoj(cid:261) kart(cid:266). W(cid:286)ród graczy powstał szmer. Czekali(cid:276)ski spochmurniał, lecz u(cid:286)miech natychmiast powrócił na jego twarz. – Czy mog(cid:266) panu słu(cid:298)yć? – zapytał Hermana. – Prosz(cid:266) uprzejmie. Czekali(cid:276)ski wyj(cid:261)ł z kieszeni kilka banknotów i wypłacił mu natychmiast. .Herman wzi(cid:261)ł swoje pieni(cid:261)dze i odszedł od stołu. Narumow nie mógł przyj(cid:286)ć do siebie. Herman wypił szklank(cid:266) limoniady i ruszył do domu. Nazajutrz wieczorem znów zjawił si(cid:266) u Czekali(cid:276)skiego. żospodarz trzymał bank. Herman zbli(cid:298)ył si(cid:266) do stołu. Poniterzy natychmiast zrobili mu miejsce. Czekali(cid:276)ski skłonił si(cid:266) uprzejmie. siedem tysi(cid:266)cy i wczorajsz(cid:261) wygran(cid:261). Herman zaczekał do nowej talii, postawił na kart(cid:266), poło(cid:298)ył na niej swoje czterdzie(cid:286)ci Czekali(cid:276)ski zacz(cid:261)
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dama pikowa
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: