Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00442 009322 10484588 na godz. na dobę w sumie
Dekonstrukcja - rozumienie - interpretacja - ebook/pdf
Dekonstrukcja - rozumienie - interpretacja - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 316
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1048-0 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> praktyczna edukacja, samodoskonalenie, motywacja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Rozważania zawarte w niniejszej książce dotyczą głównie filozofii współczesnej hermeneutyki filozoficznej Hansa-Georga Gadamera, dekonstrukcji Jacques'a Derridy i później filozofii Ludwiga Wittgensteina. Nie starałem się myślicieli tych objąć wspólną perspektywą, raczej porównać, zestawić na zasadzie kolażu gotowe ich wizerunki, wyodrębniając konkretne tematy i problemy, które wydały mi się ważne i - co istotniejsze - na takie porównanie (zestawienie) pozwalały. Są to na przykład tematy zrozumienia, znaczenia, dekonstrukcji i destrukcji czy też problem interpretacji, który jest dla mnie przede wszystkim sprawą praktyki. Odniesienia do historii myśli filozoficznej, do Kanta, Locke'a czy Jacobiego są tego przykładem. Książka nie stawia jednej tezy. Może tylko tę, że - jak mawiał Ludwig Wittgenstein - 'W wyścigu filozofii wygrywa ten, kto umie biec najwolniej. Albo: ten, który osiąga cel jako ostatni'.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Dekonstrukcja – rozumienie – interpretacja Piotr Dehnel Dekonstrukcja – rozumienie – interpretacja Studia z filozofii współczesnej i nie tylko Kraków © Copyright by Piotr Dehnel and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2006 ISBN 97883-242-1048-0 TAiWPN UNIVERSITAS Redakcja Mirosław Ruszkiewicz Projekt okładki i stron tytułowych Ewa Gray www.universitas.com.pl SPIS TREŚCI OD AUTORA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 I. PRZESZŁOŚĆ I INTERPRETACJE 1. Immanuel Kant – dusza więzieniem ciała . . . . . . . . . . . . . . 11 45 2. John Locke i metafory . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 3. „Siedzę w ogrodzie z filozofem” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 68 II. DEKONSTRUKCJA A HERMENEUTYKA 1. O kontrowersji między Jacques’em Derridą 85 a Hansem-Georgiem Gadamerem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 1.1. Trzy pytania – trzy odpowiedzi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 88 1.2. Interpretacja Nietzschego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 111 1.3. CóŜ to jest kobieta? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 118 1.4. O poezji Paula Celana . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 126 1.5. Koniec ksiąŜki? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 136 III. LUDWIG WITTGENSTEIN – KONTEKSTY I KONFRONTACJE 1. Problem rozumienia w późnej filozofii Ludwiga Wittgensteina i w hermeneutyce filozoficznej Hansa-Georga Gadamera . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 143 1.1. Język i myślenie u Gadamera i Wittgensteina . . . . . . . . 171 1.2. Interpretacje Karla-Otto Apla i Jürgena Habermasa . . . 184 1.3. Język prywatny i konieczność wspólnoty . . . . . . . . . . . 192 2. „Ramię w ramię z pewnymi poglądami Goethego” . . . . . . 211 3. Wittgenstein i dekonstrukcja . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 239 5 IV. ETYKA A DEKONSTRUKCJA 1. Symetria i asymetria przestrzeni moralnej. Jürgen Habermas i etyka dekonstrukcji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 259 2. Dekonstruktywista Theodor W. Adorno . . . . . . . . . . . . . . . 284 BIBLIOGRAFIA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 295 INDEKS NAZWISK . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 307 SUMMARY . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 313 6 OD AUTORA RozwaŜania zawarte w niniejszej ksiąŜce dotyczą głównie fi- lozofii współczesnej: hermeneutyki filozoficznej Hansa-Georga Gadamera, dekonstrukcji Jacques’a Derridy i późnej filozofii Lu- dwiga Wittgensteina. Nie starałem się myślicieli tych objąć wspólną perspektywą, raczej porównać, zestawić na zasadzie kolaŜu gotowe ich wizerunki, wyodrębniając konkretne tematy i problemy, które wydały mi się waŜne i – co istotniejsze – na takie porównanie (zestawienie) pozwalały. Są to na przykład tematy rozumienia, znaczenia, dekonstrukcji i destrukcji, pro- blem interpretacji, którą rozumiem tu przede wszystkim jako bycie pośród problemów. Wszystkie one pojawiają się u wspo- mnianych wyŜej filozofów, choć nie tworzą Ŝadnej wspólnej nici łączącej ich myśli w jakąkolwiek całość. śeby nie stwarzać jej pozoru – między innymi dlatego – do skomponowanego na za- sadzie kolaŜu obrazu „dokleiłem” fragmenty historyczno-filozo- ficznej przeszłości, oczywiście nieprzypadkowo. Elementy obra- zu powinny współgrać. Kiedy więc w rozdziale pierwszym piszę o Kancie, Locke’u czy Jacobim, to nie chodzi o nic innego niŜ rozumienie, interpretację bądź dekonstrukcję, albowiem warun- ki moŜliwości tego, co mówią nam filozofowie z czasów minio- nych, tkwią w teraźniejszości. Oni właśnie mówią nam, kiedy ich myśli stają się elementem przestrzeni duchowej, w której jeste- śmy. Jest ona horyzontem interpretacji, ale zarazem trzeba, jak sądzę, ten horyzont przekraczać, by nie wpaść w utarte koleiny tradycyjnych odczytań. Starałem się to robić eksponując moty- wy poboczne – cielesność u Kanta, metaforyczność u Locke’a. 7 OD AUTORA Albo, jak w przypadku Jacobiego krytyki Kanta, przypominając zapomniane. NajwaŜniejszy jest rozdział drugi i trzeci, w których porów- nuję ze sobą niektóre idee i pojęcia obecne w myśli Gadamera, Derridy i Wittgensteina, w róŜnych konfiguracjach i konteks- tach. Czasami zatrzymuję się przy szczegółowych kwestiach, zwłaszcza w przypadku autora Dociekań filozoficznych. W roz- dziale ostatnim chciałem odsłonić mały fragment etycznego wy- miaru dekonstrukcji poprzez zderzenie jej z etyką dyskursu Jürge- na Habermasa. Nawiązanie do Theodora W. Adorno i jego kon- cepcji minima moralia jest do tego odsłaniania glossą. Jednym z wielu fragmentów z dzieł Ludwiga Wittgensteina, które ilekroć czytam, robią na mnie wielkie wraŜenie, jest frag- ment z Uwag róŜnych: Wydaje mi się (niekiedy), jak gdybym juŜ filozofował z bezzębnymi usta- mi, i jak gdyby mówienie bezzębnymi ustami wydawało mi się czymś wła- ściwym, cennym1. W tej ksiąŜce nie pragnę niczego więcej, jak mówić z bezzęb- nymi ustami, jest to mój niedościgniony ideał. Oznacza, Ŝe w fi- lozofii nie wolno formułować Ŝadnych teorii albo stawać po któ- rejkolwiek ze stron. Przy czym nie chodzi tu o zajęcie pozycji niezaangaŜowanego obserwatora, który, wyzwolony od przesą- dów i teoretycznych presupozycji, beznamiętnie opisuje i obiek- tywnie analizuje. Przeciwnie, to postawa jak najbardziej zaan- gaŜowana w to, by nie ulegać urokom filozoficznej refleksji, któ- ra, nawet gdy w pełen przekonania sposób obiecuje, Ŝe nie chce mieć ostatniego słowa (Gadamer), albo Ŝe słowa zawsze tylko odnoszą się do innych słów, zatem nie ma teŜ słowa pierwsze- go (Derrida), to w istocie ostatnie (pierwsze) słowo właśnie wy- powiada. Później powstają teorie: hermeneutyka, dekonstrukcja, które trzeba jakoś zdefiniować, określić, powiedzieć, o co w nich 1 Ludwig Wittgenstein, Uwagi róŜne, przeł. Małgorzata Kowalewska, Wy- dawnictwo KR, Warszawa 2000, s. 44. 8 OD AUTORA chodzi, a zatem zająć dogmatyczne stanowisko, wysuwać pozy- tywne tezy, jakkolwiek niechętnie i z zastrzeŜeniami. Pisząc o rozumieniu, dekonstrukcji i interpretacji, porównu- jąc i zestawiając ze sobą róŜne punkty widzenia, chciałem poka- zać, Ŝe gdy zajmujemy w filozofii określone stanowisko, głosimy określone tezy, to zawsze moŜe być inaczej. Pogląd ten bliski jest, jak sądzę, dekonstrukcji Jacques’a Derridy, ale czy odnosił on go równieŜ do własnego przedsięwzięcia? Czy kiedykolwiek zakwe- stionował sam siebie w myśl znanej tezy z Traktatu logiczno-fi- lozoficznego Wittgensteina: „Tezy moje wnoszą jasność przez to, Ŝe kto mnie rozumie, rozpozna je w końcu jako niedorzeczne; gdy przez nie – po nich – wejdzie ponad nie”2. MoŜe to trochę niesprawiedliwe i upraszczające, ale chyba nikt tego poza autorem Traktatu... nie zrobił. Prawie kaŜdy prag- nie być w filozofii pierwszy, równieŜ ci, co programowo tego nie chcą. Jak przyznał Hans-Georg Gadamer, ten orędownik filozo- fii jako niekończącej się rozmowy: „Choć usiłujemy patrzeć ocza- mi krytyka, ciągle chce się przebić rozmaicie realizowana własna perspektywa”3. Dekonstrukcja teŜ pragnie być pierwsza, równieŜ w tym sensie, Ŝe jest (stała się) uniwersalną strategią czy teŜ metodą czytania tekstów filozoficznych, jak gdyby kluczem, który otwiera wszystkie rodzaje zamków: Platon, Husserl, Rousseau, Heidegger, Lévinas, Austin, Searle. Nie wiem, czy udało mi się mówić o wszystkim, o czym mówi ta ksiąŜka, z bezzębnymi ustami i czy takie mówienie moŜe li- czyć na przychylność czytelnika, wszak pozostawia go w zawie- szeniu i niepewności. Chcę jednak pamiętać, a nawet więcej niŜ pamiętać, Ŝe: W wyścigu filozofii wygrywa ten, kto umie biec najwolniej. Albo: ten, kto osiąga cel jako ostatni4. 2 Ludwig Wittgenstein, Tractatus logico-philosophicus, przeł. Bogusław Wolniewicz, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1997, s. 83. 3 Hans-Georg Gadamer, Prawda i metoda. Zarys hermeneutyki filozoficz- nej, przeł. Bogdan Baran, Inter Esse, Kraków 1993, s. 23. 4 Ludwig Wittgenstein, Uwagi róŜne, op. cit., s. 60. 9 OD AUTORA * Fragment ksiąŜki poświęcony późnej filozofii Ludwiga Witt- gensteina napisałem podczas pobytu w Archiwum Wittgensteina w Bergen w roku 2003, który był dla mnie pod wieloma wzglę- dami przełomowy. Za wszechstronną pomoc w mojej pracy chciałbym bardzo serdecznie podziękować dyrektorowi Archiwum dr. Aloisowi Pichlerowi. 10 Rozdział pierwszy PRZESZŁOŚĆ I INTERPRETACJE 1. IMMANUEL KANT – DUSZA WIĘZIENIEM CIAŁA Michel Foucault w Historii szaleństwa opisuje, jak w połowie wieku XVIII nagle rodzi się strach przed zagadkową chorobą, która wydostawszy się z internowania moŜe zagrozić mieszkań- com miast. Powszechnie rozchodzą się wiadomości o więzien- nych gorączkach, za skazanymi, którzy przejeŜdŜają wozami przez miasto, ciągnie się choroba, ludzie przekazują sobie, Ŝe szkorbut jest zaraźliwy, a zepsute zarazą powietrze z pewnością zaatakuje dzielnice mieszkalne. W potocznej wyobraźni panuje obraz zgnilizny obejmujący zarówno upadek obyczaju, jak i roz- kład ciał, obraz silniejszy nad uczucie litości czy wstrętu od- czuwane wobec internowanych. „Najpierw choroba fermentuje w zamkniętym terenie odosobnienia. Ma wszystkie przymioty, jakie chemia osiemnastowieczna upatrywała w kwasach: zwin- ne cząsteczki, ostre jak igły, łatwo wnikają w ciało i serce ni- czym w pasywne i podatne drobiny alkaliczne. Mieszanina bez- zwłocznie kipi, wydzielając szkodliwe pary i Ŝrące płyny”5. Owe rozpalone pary unoszą się w powietrzu i, rozsiewając wokół sie- bie zakaźną atmosferę, zaraŜają chorobą. Tak, zdaniem autora Słów i rzeczy, wyobraŜana jest idea zakaŜenia złem – zgnilizną. 5 Michel Foucault, Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, przeł. He- lena Kęszycka, PIW, Warszawa 1987, s. 328. 11 PRZESZŁOŚĆ I INTERPRETACJE Empirycznym medium epidemii staje się powietrze, a ściślej mó- wiąc – zepsute powietrze, to znaczy takie, które utraciło swoją naturalną czystość i zaczęło szerzyć zepsucie. „Koło się zamy- ka: wszystkie postacie nierozumu, które w ponurej geografii za- jęły miejsce trądu i zostały wygnane jak najdalej od społeczeń- stwa, okazują się teraz trądem namacalnym i wydają swe ziejące rany na pastwę publiczną. Brak rozumu znów staje się obecny, lecz juŜ napiętnowany urojonym znamieniem choroby, od któ- rej bierze moc budzenia trwogi”6. Zanim powstał problem określenia stopnia, w jakim utrata rozumu staje się objawem patologicznym, ukształtowało się uczucie wstrętu za sprawą alchemii właściwej wszelkim miejscom odosobnienia. Świat choroby, u Foucaulta będzie to przede wszystkim choroba umysłowa, i świat medyczny stykały się ze sobą za pośrednictwem strachu, zepsucia i występków. Homo medicus jest wzywany do kręgu internowania nie jako arbiter wyrokujący, co jest zdrowiem, a co szaleństwem, ale jako straŜ- nik, który ma ochraniać ludzi przed magicznym niebezpieczeń- stwem mogącym przeniknąć z domów zamknięcia. Dlatego teŜ powinny być one lepiej uporządkowane i wyczyszczone, trzeba je szczelniej zamknąć i starannie odizolować. Cały wysiłek osiem- nastowiecznych teorii zmierzał będzie do wyraźnego odseparo- wania zdrowia od tego, co w jakiś sposób stygmatyczne: rozu- mu od szaleństwa, Ŝycia od śmierci, brudnego od czystego. Ale tutaj potrzebna juŜ była nowa wraŜliwość skierowana na własne ciało, sytuująca się niejako w jego wnętrzu. W teoriach, o któ- rych mówił Foucault, chodzi więc o ukonstytuowanie się całko- wicie autonomicznych przestrzeni, które mogły współistnieć tylko pod warunkiem ich nieusuwalnej separacji. Nietrudno o przykła- dy działań zmierzających do odosobnienia ludzi chorych, obłą- kanych, śmierdzących czy martwych. Tworzą się całe wyspecja- lizowane grupy lekarzy, anatomów, psychiatrów, grabarzy, które uczone są odpowiedniego zachowania uodparniającego na odrazę i strach wobec odpychających ciał. Pojawia się idea „lekarskiej policji”. Instytucjonalne oddzielenie i zamknięcie, moŜliwie szczel- 6 Ibidem, s. 329. 12 IMMANUEL KANT – DUSZA WIĘZIENIEM CIAŁA nie i nieprzenikliwie, sterylizacja miejsc odosobnienia, aby nic co niepojęcie groźne nie przedostało się na zewnątrz – to wszyst- ko było efektem owej receptywnej atmosfery, chemii wyziewów przenikających z miejsc odosobnienia. Ale chyba nie tylko to. Jak pokazują prace M. Foucaulta, wiek XVIII był okresem, w którym bardzo intensywnie rozwijały się rozmaite teorie medyczne i so- cjohigieniczne dotyczące epidemii, szpitali, domów dla obłąka- nych, przytułków, cmentarzy. Rozwój klasyfikacji, nozologicz- na nomenklatura chorób psychicznych ma przede wszystkim zadanie moŜliwie szybkiego ich rozpoznania, nie tyle ze wzglę- dów poznawczych, co praktycznych. * Immanuel Kant, któremu przyszło tworzyć właśnie w drugiej połowie XVIII wieku, zna wiele takich teorii. KsiąŜki medyczne naleŜały bowiem do jego stałych lektur. Sam nawet napisał w młodości krótką rozprawkę o chorobach głowy (Versuch über die Krankheiten des Kopfes), w której dopatrzyć się moŜna ukry- tej i nieświadomej obrony przed szaleństwem. „Nie widzę dla sie- bie nic lepszego – pisze Kant – jak naśladowanie metod lekarzy, którzy wierzą, Ŝe bardziej przydadzą się swoim pacjentom, jeśli dadzą nazwę ich chorobom”7. Wydaje się jakby filozof usprawie- dliwiał tu swoją metodę klasyfikacji chorób głowy z uwagi na dobro pacjenta. Nie jest to do końca przekonywające. W istocie te klasyfikacje bardziej słuŜyły lekarzowi, czy teŜ temu, kto je przeprowadza, albowiem wiedza w nich zawarta pozwalała wy- strzegać się zakaŜenia. Ciekawe, Ŝe ten wysiłek nozologiczny Kanta dotyczył głównie objawów choroby, jej empirycznej roz- poznawalności. W mrocznym cieniu alchemii wyziewów, zatru- tej atmosfery i zgniłego powietrza pozostają natomiast problemy związane z przyczynami choroby, tej nie-psychicznej takŜe. 7 Immanuel Kant, Werkausgabe, hrsg. von Wilhelm Weischedel, Suhr- kamp Verlag, Frankfurt/Main 1991, Bd. II, s. 888. Dzieła Kanta będę dalej cytował według tego wydania bez skrótu literowego, jedynie według tomu i strony. W kaŜdym innym przypadku źródło podane będzie w oddzielnym przypisie. 13 PRZESZŁOŚĆ I INTERPRETACJE Kant boi się choroby. Uzbraja się przed nią nie tylko w teorię, choć ona wydaje się tu podstawą i najpewniejszym środkiem za- bezpieczającym. Powszechnie znany jest jego – niemal klinicz- ny – hipochondryzm. Sam wyznał to w końcu w jednej ze swych ostatnich prac pod tytułem Streit der Fakultäten, gdzie pisał: „Z powodu płaskiej i wąskiej klatki piersiowej, która pozostawia sercu i płucom mało swobody ruchów, mam naturalną skłonność do hipochondrii”8. W Trumien einers Geistersseher znajdujemy natomiast bardzo ciekawą wypowiedź Kanta na temat fenome- nalnej cielesności: „Trzymając się więc potocznego doświadcze- nia powiedziałbym tak: jestem tam, gdzie odczuwam. Jestem za- równo w koniuszku palca, jak i w głowie. Tym samym ja jestem wtedy, kiedy boli mnie głowa, oraz kiedy ze wzruszenia bije mi serce (...). Moja dusza znajduje się w całym ciele i cała jest w kaŜdej jego części” [II, s. 931–932]. Tak więc Kant boi się choroby. Widzimy go, jak wcześnie rano szybko wypija filiŜankę kawy z szeroko rozwartymi ustami, wcią- gając przy tym powietrze głęboko i głośno. Wierzy bowiem, Ŝe w ten sposób dostanie się do organizmu więcej tlenu niezbędne- go do dobrego funkcjonowania Ŝołądka. Wysuwał na ten temat całą teorię. Później zasiada do pracy, nie ubiera się wcale, gdyŜ ubranie krępuje i blokuje ciało, więzi je, nie pozwala na swobo- dę i lekkość. Autor Krytyki czystego rozumu skonstruował nawet specjalny rodzaj podwiązek do spodni, by nie uciskały i nie ta- mowały zbytnio krąŜenia krwi w Ŝyłach. Z uwagą nasłuchuje reakcji swojego organizmu. Będzie je później drobiazgowo ana- lizował ze swoimi przyjaciółmi, nie widząc przy tym nic dziw- nego w otwartym rozprawianiu o hemoroidach czy zaparciach. Ale dziś musi przygotować do ponownego druku swą bodaj naj- waŜniejszą rozprawę okresu przedkrytycznego – Ogólną historię naturalną i teorię nieba. 8 Immanuel Kant, Werke, hrsg. von Ernst Cassirer, Berlin 1916, Bd. VII, s. 418. 14 IMMANUEL KANT – DUSZA WIĘZIENIEM CIAŁA * Całe zamierzenie rozprawy wydaje mu się sensowne i dobrze umotywowane. Było nim zagadnienie mechanicznego powstania naszego Układu Słonecznego, a właściwie całego wszechświata, którego system ten jest częścią. Kant zwraca się przeciwko New- tonowi, który nie potrafił tego wyjaśnić za sprawą odkrytych przez siebie praw ruchu i prawa grawitacji. Jedynym wyjściem pozostawał Bóg. To On uruchomił „mechanizm” wszechświata, to znaczy poukładał wszystkie ciała na określonych miejscach i przyporządkował im określone prędkości początkowe. Sześć głównych planet (Newton znał ich tylko tyle) krąŜy więc po swych orbitach wokół Słońca tylko dlatego, Ŝe je uprzednio Bóg na tych orbitach umieścił i nadał im ściśle wyznaczone prędko- ści. Wprawdzie co jakiś czas nasz układ rozregulowuje się, naj- częściej za sprawą odwiedzających go komet, ale dobry Stwórca wskrzesza pierwotny ład i porządek universum, to znaczy przy- wraca po prostu planetom początkowe prędkości. Inaczej bowiem wszechświat chyliłby się nieuchronnie ku upadkowi. Takie wyjaśnienie Kanta nie zadowala. Wydaje mu się, Ŝe moŜna zbudować system, w którym zniknąłby problem tak zwa- nych „poprawek świata”, co bynajmniej nie oznaczało, Ŝe znik- nęłoby takŜe pojęcie Boga, zbędne w obliczu stabilności kosmo- su. Działanie Stwórcy powinno być natomiast odsunięte do jak najodleglejszego momentu czasowego i ograniczone do samego tylko początku. CzyŜ jednak nie byłoby to osłabieniem wiary w Boską moc stworzenia, formalnym jedynie zadośćuczynieniem wobec religii? Problem rzeczywiście istotny, ale wyjaśnienie sto- sunkowo proste. Wedle Kanta, przyroda nawet w stanie chaosu postępuje w sposób prawidłowy i uporządkowany. Jeśli tak, to musi istnieć jej arcymądry twórca. Filozof sądził więc, Ŝe jego teoria przyczyni się do pogłębienia i umocnienia wiary. Bóg tak doskonale pomyślał świat, Ŝe nie ma powodów, by go korygować. Do stworzenia świata uŜywał niezawodnych zasad logicznych i dlatego wszelkie poprawianie kosmicznego porządku zostało 15 PRZESZŁOŚĆ I INTERPRETACJE wykluczone w samym punkcie wyjścia. Świat to zegar, którego nie trzeba naprawiać, by chodził. A poza tym, cóŜ to za Dosko- nałość, która musi poprawiać swe dzieło? Ogólny zamiar dzieła jest więc jasny: ewolucja wszechświa- ta od momentu stworzenia materii przez Boga aŜ po stan obec- ny, a nawet jeszcze dalej w przyszłość. W sąsiedztwo końca na- szego świata, tam gdzie początek nieznanych krain, innych słońc, księŜyców i gwiazd, ku bezdni wiekuistych przestrzeni. Po- jęcie historii, uŜyte w tytule rozprawy Kanta, zachowuje w isto- cie coś z opowieści, narracji czy bajki, porządkując wszystkie wydarzenia na linearnej osi czasu: to, co było, jest i będzie. Tak jak kaŜda opowieść, tak i ta będzie miała swych bohaterów, swą fabułę, jawny i ukryty sens, splot wątków, dygresji i nawiązań. Wreszcie jak kaŜda opowieść kryje w sobie moralne przesłanie, nie zawsze czytelne od razu, raczej wymagające odsłonięcia szer- szego kontekstu. Kant w tym momencie przerywa pracę, by wyjść na spacer, zaŜyć niezbędnego ruchu dla zdrowia ciała (ducha). Przypomina mu o tym chusteczka do nosa, po którą był zmuszony sięgnąć daleko, poniewaŜ zazwyczaj kładł ją na krześle w pewnej odle- głości po to, by nawet podczas pracy intelektualnej zmuszać swe ciało do ruchu. Tak więc Kant wychodzi na spacer. Bynajmniej jednak nie dla przyjemności, lecz z czystego obowiązku dbania o zdrowie. Jeden z biografów Kanta, a zarazem jego przyjaciel pisał: Częsty ruch uwaŜał on [sc. Kant – P.D.] za konieczny. Robił to codzien- nie, jakakolwiek spodziewana byłaby pogoda. We wczesnych latach udawał się do miejsc odległych, chętnie w towarzystwie któregoś z przyjaciół czy teŜ młodych studentów, których, jednego czy dwóch, zapraszał w ostatniej go- dzinie wykładu. (...) W latach późniejszych chętniej wychodził samotnie, po- niewaŜ, jak twierdził, chodzenie i jednocześnie mówienie, choć zawsze mówił cicho, wyczerpywało go. Pragnął takŜe uniknąć pocenia się, które uwaŜał za niezdrowe. Zdrowe natomiast i chroniące przed kaszlem oraz katarem (dla- 16 IMMANUEL KANT – DUSZA WIĘZIENIEM CIAŁA tego unikał towarzystwa innych spacerowiczów) było dla niego to, by spa- cerujący miał zamknięte usta i oddychał przez nos9. W ogóle Kant był zdania, Ŝe myślenie nie powinno być łączo- ne z czynnościami fizycznymi, jak na przykład jedzenie i space- rowanie. Odradzał więc jadania w samotności, poniewaŜ sprzy- ja to rozmyślaniom i refleksji, nie mówiąc juŜ o czytaniu podczas posiłków. Za tym wszystkim idą dalsze rozkazy wydawane cia- łu przez Rozum. I tak kaŜdemu człowiekowi, zdaniem Kanta, dana jest z góry na całe Ŝycie pewna porcja snu. Nie moŜna zbyt wiele spać w młodości, bo wyśpi się wszystko, co się ma do wy- spania. Snu nie moŜna traktować jako słodkiej przyjemności drzemki, niczym hiszpańskiej sjesty czy jako skrócenie sobie przydługich zimowych wieczorów. Czas snu musi być zatem do- kładnie odmierzany. Nie moŜna spać ot tak sobie, kiedy chce się akurat spać. NaleŜy po prostu spać raz dziennie 8 godzin. Po- dobnie jest z jedzeniem, piciem i oddychaniem. Wszystko musiało być racjonalnie uregulowane. Filozof poświęcił nawet jeden z pod- rozdziałów swojego Streit der Fakultäten konsekwencjom oddy- chania z otwartymi ustami. Przykłady moŜna mnoŜyć. Ciało Kanta staje się – stopniowo, nie nagle w jakimś jedno- razowym akcie – więźniem Rozumu, jest blokowane i umieszcza- ne w zamkniętym terenie nakazów i zakazów. To uwięzienie cia- ła ma takŜe następstwa w sferze teorii, to znaczy kaŜda próba panowania nad ciałem, kaŜdy wysiłek jego ujarzmienia, zepchnię- cia go na margines dyskursu filozoficznego jako czegoś kontyn- gentnego i nieistotnego, kaŜde „myślę więc jestem”, powoduje, Ŝe inkryminowe ciało, jego reakcje obronne na wszelkie zabiegi represji ze strony rozumu, jego ciągłe wymykanie się władzy ratio, wyzwalają nowe, doskonalsze, skuteczniejsze techniki panowa- nia nad ciałem, w tym równieŜ teorie, systemy i hierarchie war- tości. Ale ciało nigdy nie moŜe być opanowane, ujarzmione, za- 9 Ludwig Ernst Borowski, Darstellung des Lebens und Charakters Imma- nuel Kants, w: Immanuel Kant. Sein Leben in Darstellungen von Zeitgenos- sen, Darmstadt 1978, s. 53. 17 PRZESZŁOŚĆ I INTERPRETACJE blokowane do końca. Zawsze pozostaje jakaś reszta, zawsze jest coś, co umyka i wszystko zaczyna się od nowa. Za zwałami zna- czeń ukrywa się ciało. * A oto początek historii. Najpierw Bóg stworzył materię w for- mie małych cząstek rozdrobnionych równomiernie w przestrze- ni kosmicznej, które wypełniały ją całkowicie i doskonale. Ten stan był najprostszym, przez nic nie poprzedzanym stanem ca- łej przyrody. Trwał tylko chwilę, poniewaŜ materia obdarzona została dwoma podstawowymi siłami, które wprawiają cząsteczki w ruch tak, Ŝe materia niemal natychmiast poczęła dąŜyć do sa- moukształtowania. Jednak z takiego równomiernego uporządko- wania materii nie mogłoby nic powstać. Kant zmuszony jest więc wprowadzić róŜnice pomiędzy cząsteczkami co do gęstości i cię- Ŝaru, by mogły się one odpychać bądź przyciągać. Co było jed- nak zasadą prapodziału? CzyŜby przypadek, wola Boga, a moŜe jeszcze coś innego? Okazuje się, Ŝe pierwotny stan materii nie jest wcale taki pierwotny, to znaczy prosty. Filozof zakłada nie tylko podział materii na cząsteczki obdarzone dwoma siłami: przyciągania i odpychania, ale takŜe przypisuje im gęstość i cię- Ŝar, dalej jakieś bliŜej nieokreślone prawo gęstości materii, w końcu zwyczajne prawa łączenia. To ostatnie Kant musiał przyjąć w obliczu faktu, Ŝe małe cząsteczki materii posiadałyby zbyt małą siłę przyciągającą, by się ze sobą połączyć. Zgodnie z koncepcją Kanta lŜejsze cząstki materii spadają w kierunku cięŜszych, które dzięki temu ciągle zwiększają swoją masę. Im większa masa, tym bardziej wzrasta siła przyciągania. Ruch spadania napotyka z kolei opór drugiej podstawowej siły przyrody – repulsji, w wyniku czego pionowy ruch cząsteczek materii zostaje przekształcony w ruch wirowy. Powoduje to krzyŜowanie się cząstek i wzajemne „przeszkadzanie” aŜ do momentu osiągnięcia stanu, w którym wzajemne oddziaływanie jest najmniejsze i wszystkie one zaczynają poruszać się w tym samym kierunku po równoległych kołach wokół ciała centralne- 18 IMMANUEL KANT – DUSZA WIĘZIENIEM CIAŁA go. To ciało jest obracającą się kulą, gdzie gromadzą się masy lŜejsze i cięŜsze. W pewnym momencie staje się bardzo gorące na skutek tarcia obracających się cząstek i przybierze w końcu postać płomiennej kuli. Tak zdaniem Kanta powstaje Słońce. Wokół Słońca – owej obracającej się masy centralnej – gromadzą się w kształcie pierścienia masy peryferyjne, które obracają się wokół wspólnego centrum. Wewnątrz wirujących sfer materii tworzą się, wedle tych samych praw, podług których powstało ciało centralne, nowe centra grawitacyjne przyciągające krąŜącą w powietrzu materię. W ten sposób powstają z kolei ciała niebie- skie, czyli planety. Tutaj Kant natrafia na pewną trudność, którą tym razem zauwaŜa. Tym razem, poniewaŜ wcześniej, to jest przy próbie ograniczenia do minimum załoŜeń początkowych, ciągle przyjmował nowe, dotyczące czy to gęstości, czy to cięŜa- ru, bądź w końcu łączenia się cząstek. Oto bowiem filozof rysuje nam obraz nieskończonego universum z punktem centralnym, w którym miał swoje miejsce początek kształtowania się wszech- świata, nie przedstawiając Ŝadnych argumentów na rzecz tezy mówiącej, Ŝe istnieje tylko jeden, a nie więcej takich punktów. Skoro nie moŜna sensownie negować twierdzenia dopuszczają- cego więcej takich centralnych punktów, to jak wytłumaczyć fakt, Ŝe materia gromadzi się właśnie w tym jednym miejscu. CzyŜ- by o wszystkim decydować miał przypadek? W pewnym sensie, to znaczy, jeśli się chce ograniczyć ilość apriorycznych załoŜeń, takie wyjście byłoby nawet poŜądane. Pamiętajmy jednak, Ŝe ce- lem Kanta było przedstawienie historii wszechświata jako pra- widłowego procesu rozwojowego. Przypadek byłby więc ostatnią rzeczą, którą autor Krytyki czystego rozumu mógłby tutaj zaak- ceptować. Punkt centralny powstaje według niego za sprawą pewnego stosunku dotyczącego gęstości pramaterii, wedle które- go gromadzi się ona w tym miejscu zajmowanym obecnie przez Słońce. Takie wyjaśnienie oczywiście niczego nie zmienia i Kant chcąc nie chcąc powstanie świata skazuje na przypadek. Z dru- giej strony twierdzi, Ŝe prawa mechaniki mogą rozciągać się na całe universum. Jeśli jednak wychodzi się od nieskończonej prze- 19 PRZESZŁOŚĆ I INTERPRETACJE strzeni z nieskończoną masą, to musi stąd wynikać ilościowa nieskończoność, eo ipso nieskończona wielość światów. Wyłania się teraz pytanie, czy całość przyrody za sprawą jedności przy- ciągania i odpychania zjednoczy się w jeden system. Kant widzi taką moŜliwość pod warunkiem hierarchicznej budowy wszech- świata. Gdyby istniały tylko poszczególne systemy niemające ze sobą Ŝadnych związków, i w dodatku taki łańcuch światów był- by nieskończony, to wówczas całość byłaby konstytuowana i utrzymywana za sprawą równości przyciągania jej części ze wszystkich stron tego systemu, co zapobiegałoby jego rozpado- wi ze strony wzajemnego oddziaływania wewnątrz systemu. Stabilność wszechświata wymagałaby jednak przyjęcia do- kładnie określonych odległości pomiędzy róŜnymi układami pla- netarnymi, które zapewniłyby równowagę między przyciąganiem a odpychaniem. Niewielkie tylko przesunięcie pociągałoby za sobą destrukcję całego systemu. Taki system mógłby utrzymywać się jedynie przez przypadek albo cud. Kant widzi dlatego inną moŜliwość rozwiązania dylematu, przyjmując mianowicie, Ŝe ist- nieje jeden jedyny system wśród wielu innych wypełniających nieskończoną przestrzeń, który jest centralnym punktem odnie- sienia dla wszystkich pozostałych. Jaki to system, nie wiadomo. W kaŜdym bądź razie na pewno nie jest nim nasz układ plane- tarny. Filozof rozwija ideę hierarchicznej budowy wszechświa- ta. W myśl tej idei Układ Słoneczny byłby częścią większego sys- temu, który z kolei składałby się z systemów podobnych do na- szego i który z kolei stanowiłby element jeszcze nadrzędniejszego porządku. Wprawdzie nasz układ planetarny nie jest Ŝadnym centrum kosmosu, ale reguły, jakie w nim rządzą, panują takŜe na wszystkich innych poziomach stworzenia. Odkrywane tu na Ziemi prawa są nie tylko ziemskie, lecz odnoszą się do całości universum, mają charakter powszechny. Hierarchiczna budowa dotyczy takŜe czasu. Wszechświat powstał w jednym punkcie i odtąd rozpoczął się stopniowy proces wypełniania poszczegól- nymi systemami nieskończonej przestrzeni oraz nieskończone- 20 IMMANUEL KANT – DUSZA WIĘZIENIEM CIAŁA go czasu. Ów proces nie został jeszcze zakończony. Ma wpraw- dzie swój początek, ale nie ma końca. Cały rozdział V Allgemeine Naturgeschichte und Theorie des Himmels poświęcił Kant rozwaŜaniom nad kwestią pochodzenia pierścienia Saturna. Było to dla filozofa waŜne, gdyŜ przy oka- zji omawiania tego zagadnienia moŜna było pokusić się o rodzaj ogólniejszej refleksji na temat powstawania wszechświata. Sam problem miał więc w pewnym sensie paradygmatyczny charak- ter. Saturn był dla Kanta jakby Ŝywym pomnikiem prehistorii naszego systemu planetarnego, a historia jego powstania ilu- stracją historii naturalnej w ogóle. Przede wszystkim filozof trak- tuje Saturna tak, jakby był on w swym pierwotnym ruchu zbli- Ŝony do komety, a zatem poruszał się po bardzo wydłuŜonej elip- sie, a następnie stopniowo przybierał tor kolisty. Gorąco, jakiego doświadczył przelatując blisko Słońca, uniosło z powierzchni lŜejszą materię w postaci drobnych cząstek, która następnie za- częła spadać do momentu, gdy na skutek ruchu obrotowego pla- nety wokół własnej osi przyjęła formę pierścienia. W zakończeniu rozdziału V autor pozwala sobie na pewną grę fantazji, jakby wprowadzając czytelnika w problematykę części trzeciej poświęconej dywagacjom o mieszkańcach innych planet. Filozof rozwaŜa mianowicie moŜliwość, Ŝe takŜe Ziemia posia- dała w swojej prehistorii pierścień. Kant podkreśla tutaj pewien motyw estetyczny. „Pierścień wokół Ziemi! JakiŜ piękny widok dla tych, którzy zostali stworzeni, by zamieszkiwać raj na Zie- mi. Jaka wygoda dla tych, do których natura miała się uśmiechać ze wszystkich stron”. Swoją hipotezę pierścienia wokół Ziemi próbuje Kant zastosować do interpretacji MojŜeszowej historii stworzenia. „Woda nad niebem, o której wspomina mojŜeszowy opis, przynosiła interpretatorom niemało trudności. Czy nie moŜ- na by posłuŜyć się owym pierścieniem, aby pomóc pokonać te trudności?” [I, s. 322] – pyta filozof. Według niego pierścień wokół Ziemi składał się z drobnych cząstek wody. Na skutek oziębienia czy teŜ pod wpływem przyciągania jakiejś komety 21 PRZESZŁOŚĆ I INTERPRETACJE spadł na Ziemię „niczym oberwanie chmur” powodując potop. W następstwie tego: Cały świat począł znikać pod wodą i nasiąkał w obcych i lotnych opa- rach owego nienaturalnego deszczu, powodując trucie, które wszystkim stwo- rzeniom przynosi śmierć i zniszczenie. Następnie zniknął kształt bladego i jas- nego łuku horyzontu i nowy świat, który nie mógł pamiętać tego widoku, nie odczuwając strachu przed owym okrutnym narzędziem boskiej zemsty, być moŜe z niewystarczającym przeraŜeniem, dostrzegł w pierwszym deszczu kolorowy łuk tęczy, który kształtem wydaje się odbijać ten pierwszy, ale który przez zapewnienie pojednanego nieba powinien być znakiem łaski i pomni- kiem trwałego zachowania zmienionej powierzchni ziemi. Podobieństwo pos- taci tego znaku z wyŜej opisanym wydarzeniem mogłoby taką hipotezę za- lecić tym, którzy oddają się przemoŜnej skłonności układania w jeden sys- tem cudu Objawienia i zwykłych praw przyrody [I, s. 323]. * Spośród wszystkich załoŜeń Kanta na szczególną uwagę za- sługuje twierdzenie o istnieniu w materii dwóch przeciwstaw- nych sił przyciągania i odpychania. Za ich pomocą wyjaśnia fi- lozof zarówno genezę naszego układu planetarnego, jak i jego stan obecny. Ale właśnie to załoŜenie było z punktu widzenia Newtona niczym innym jak czystą spekulacją. Odnosi się to zwłaszcza do tak zwanej repulsji, czyli siły odpychania. Podczas gdy siła przyciągania (grawitacja) stała się prawem nauki, to ta druga siła z pewnością takiego waloru nie miała. Kant nie jest w stanie odwołać się do eksperymentu, obserwacji czy formuły matematycznej. Indukcyjna droga, po której kroczył Newton, była mu obca. Nie zrozumiemy, dlaczego filozof wprowadza re- pulsję, jeśli ograniczymy się do analizy dyskursu teoretycznego, do poszukiwania racjonalnych argumentów. U podstawy tkwi bowiem coś, co jest permanentnie przez ro- zum wypychane poza granice dyskursywnego sensu, usuwane w cień tego, co do pomyślenia, zamykane, najczęściej nieświado- mie, w kole hermeneutycznej refleksji: Ciało. Wprowadzając do swojej teorii nieba repulsję w sposób spekulatywny, Kant stanął przed problemem, który nie mógł być rozwiązany w ramach pa- 22 IMMANUEL KANT – DUSZA WIĘZIENIEM CIAŁA radygmatu newtonowskiej mechaniki. Dlatego usiłował przedsta- wić siłę odpychania jako jedną z podstawowych sił przyrody za pomocą pojęcia ciała jako dynamicznej rozciągłości. W takim ujęciu widoczny staje się związek teorii ze sferą Ŝycia codzien- nego. Ciała są stałe – tak przynajmniej mówi nam potoczne do- świadczenie. Repulsja okazuje się mechanizmem obronnym cia- ła przed oddziaływaniem z zewnątrz. Kant dokonuje generalizacji potocznego doświadczenia dotyku, nacisku czy teŜ uderzenia, które rodzą doświadczenie oporu. U Kanta to doświadczenie opo- ru zyskuje swe uprawomocnienie za sprawą fizykalnej teorii ela- styczności gazów. W rezultacie filozof przekracza granicę pomię- dzy fizyką ciała (Körper) a filozofią ciała (Leib)10. Ta ostatnia okazuje się dla niego metafizycznym ugruntowaniem tej pierw- szej i staje się fizyką „ciała” własnego. Takie „ciało” było jed- nak zawsze przed rozumem zasłonięte, niewidoczne, zepchnię- te w otchłań nieświadomości, w najlepszym razie permanentnie usuwane poza granicę dyskursywnego sensu. Dla Kanta nie ma Ŝadnych obiektywnych (fizycznych bądź metafizycznych) dowo- dów na rzecz istnienia czegoś takiego jak siła odpychania. Przy- kłady, jakie podaje filozof w Allgemeine Naturgeschichte und Theorie des Himmels, dotyczące fizycznej elastyczności czy che- micznej transpiracji, naleŜy interpretować jako metafory świad- czące o ekstrapolacji w obszar obiektów fizycznych doświadczeń związanych z własnym ciałem. Kant traktując siłę odpychania jako bezsporny fenomen przyrody odwołuje się do „chemii sub- stancji lotnych i wyziewów”. Za sprawą owych „wyziewów” przenika do dzieła Kanta pewien ogólnokulturowy aspekt. Ten właśnie, który wskazuje na doświadczenie własnej cielesności w odniesieniu do ciała zagroŜonego chorobą, brudnego, śmierdzą- cego, obłąkanego, martwego. Takie ciało wytwarza repulsywną atmosferę, budzi odrazę oraz strach, odpycha i wyzwala zarazem mechanizmy obronne. Jest to ów wymiar procesu cywilizacyjne- 10 Por. Hartmut Böhme, Gernot Böhme, Das Andere der Vernunft. Zur Entwicklung von Rationalitätsstrukturen am Beispiel Kants, Suhrkamp Verlag, Frankfurt/Main 1983, s. 99–110. 23 PRZESZŁOŚĆ I INTERPRETACJE go, o którym za Foucault pisaliśmy na początku. Stosunek do choroby, śmierci, obłędu czy występku ujawnia działanie nie- świadomych mechanizmów ujarzmiania, wypierania, stygmaty- zacji, wszystkiego z czym rozum nie moŜe sobie poradzić. W na- sze doświadczenie zostają za sprawą kultury wprowadzone sensy wcześniej tam nieobecne. Świat fizyczny traci przez to swą czy- stość na rzecz krajobrazu, który zawiera obszary przyciągania i odpychania, miejsca, gdzie moŜna się ukryć i miejsca, których naleŜy się wystrzegać. Doświadczenie własnej cielesności pełni funkcję nieświadomej struktury, stanowiąc fundament nie tylko kantowskiej fizyki, ale odnosi się takŜe do rozwaŜań na tematy społeczne czy psycho- logiczne. Idąc tym tropem moŜna by wskazać na rozprawę pod tytułem Beobachtungen über das Gefühl des Schönen und Erha- benen (RozwaŜania o uczuciu piękna i wzniosłości). Sporo miej- sca zajęła w niej Kantowi próba eksplikacji psychologicznej róŜ- nicy między męŜczyzną a kobietą. Charakter Ŝeński moŜna opi- sać w kategorii piękna, męski natomiast za pomocą pojęcia wzniosłości. Psychologiczny obraz męŜczyzny sformułował filo- zof opierając się na uczuciu repulsji wobec siły atrakcji piękna kobiecego ciała. Dla jasności dodać trzeba, Ŝe kategorie „piękna” i „wzniosłości” odzwierciedlają pewne zdolności odczuć estetycz- nych. Uczucie wzniosłości łączy się z naturalną skłonnością do rozumowego oglądu universum, metafizycznej kontemplacji, myśleniem spekulatywnym i pogardą dla świata zmysłowego, podczas gdy piękno ze zmysłowością, „blaskiem radości w czas, uśmiechem, a często Ŝywą wesołością”11. Zdaniem autora tych słów, aby wzniosłość, która jest dla niego uczuciem wyŜszym niŜ piękno, mogła w nas oddziaływać w pełni, musimy doznawać uczucia piękna. „Noc jest wzniosła, dzień piękny” – powiada fi- lozof, ale gdyby nie było dnia, nie byłoby takŜe i nocy. Wznio- słość i piękno powinny się swobodnie przenikać, nawzajem się 11 Immanuel Kant, RozwaŜania o uczuciu piękna i wzniosłości, przeł. Barbara Surowska, w: Filozofia niemieckiego Oświecenia, pod red. Tadeusza Namowicza, Karola Sauerlanda i Marka J. Siemka, PWN, Warszawa 1973, s. 531. 24 IMMANUEL KANT – DUSZA WIĘZIENIEM CIAŁA uzupełniając, tak jak to się dzieje w oddziaływaniu atrakcji i re- pulsji. Warto być moŜe dodać tutaj, Ŝe Kant łączył poszukiwa- nie porządku wszechświata z estetycznym poczuciem wzniosło- ści. W Beobachtungen... pisał: „Matematyczne przedstawienie nieskończonej wielkości wszechświata, rozwaŜania metafizycz- ne dotyczące wieczności, opatrzności, nieśmiertelności naszej duszy posiadają pewną wzniosłość oraz godność” [II, s. 834]. W okresie transcendentalnym włączył filozof pojęcia „piękna” i „wzniosłości” do estetycznej władzy sądzenia. W trzeciej Kry- tyce znika całkowicie kontekst związany z płcią, znika ich, ogól- nie mówiąc, sens ontologiczny, a pojawia się transcendentalny. * Kontrolę nad własnym ciałem Kant łączył z obowiązkiem moralnego samodoskonalenia, z procesem przekraczania granic instynktu i przechodzeniem w stan kultury. Przywołując źródło- wy sens słowa „kultura” jako uprawy, kultywowania, ów proces przejścia w odniesieniu do sfery cielesności bliski jest temu, co Michel Foucault – analizując narodziny więzienia – nazwał tech- nologią sprawowania władzy nad ciałem. Technologią polityczną – dodajmy. Jest ona czymś więcej niŜ umiejętnością panowania nad naturalnymi siłami drzemiącymi w ciele człowieka. Nawet gdy systemy penitencjarne nie odwołują się do kar cielesnych, gwałtownych i krwawych, a zamiast tego posługują się metodami łagodnymi, takimi jak choćby pozbawienie wolności czy resocja- lizacja, to i tak – zdaniem autora Historii szaleństwa – koniec końców chodzi w nich o ciało i jego siły. W ten sposób „wiedza” o ciele, która nie sprowadza się do wiedzy o jego funkcjonowa- niu, łączy się z panowaniem. Ciało wciągnięte zostaje w sferę tego, co polityczne, pada w objęcia władzy, która je blokuje, do- konuje stygmatyzacji, poddaje torturom, zmusza do róŜnych prac, obrzędów czy misteriów. U Kanta owo przekraczanie granic instynktu jest chyba tak- Ŝe czymś więcej niŜ panowanie woli nad ciałem. Nawet wówczas, gdy wydaje się rozpatrywać abstrakcyjne zagadnienia, jak w przy- 25 PRZESZŁOŚĆ I INTERPRETACJE padku pojęcia materii, to do tych rozwaŜań przedostaje się nie- postrzeŜenie refleks potocznej cielesności i jej związków z oto- czeniem. To ona właśnie okazuje się zapomnianym fundamen- tem sensu, jakby to powiedział Maurice Merleau-Ponty, właści- wy odkrywca „ciała” dla filozofii, według którego „ciało własne” jest nie tylko apriorycznym warunkiem doświadczenia, lecz rów- nieŜ warunkiem przedmiotowym i jest nim jako „konieczność me- tafizyczna” przede wszystkim. Zanim, dajmy na to, czas i prze- strzeń staną się przedmiotami naszej wiedzy, zanim zostaną zdefiniowane i będą mogły być uznane za podstawę innych de- finicji, są uprzednio przez nasze ciało przeŜywane, są wymiarem naszego bycia. W ten sposób wszelki sens i znaczenie, takŜe to, które generuje nauka i które konstytuuje świadome Ja, uzaleŜ- nione są od intencjonalności ciała własnego. U Kanta technologia panowania nad ciałem wyznaczona jest nie tyle przez związek wiedzy i władzy, nie sięga tak daleko w głąb społeczeństwa, jak w Foucaulta interpretacji historii wię- zienia. W przypadku autora Krytyki czystego rozumu moŜemy natomiast mówić o metafizycznej technologii sprawowania wła- dzy nad ciałem, która jednak w jakiś tajemniczy dla nas sposób łączy się ze sferą społecznych i kulturowych znaczeń i symboli. W swej Pädagogik Kant pojmuje człowieka jako produkt, wy- twór dyscypliny, tresowania, ujarzmiania i blokowania jego zwie- rzęcości. Ta „produkcja” człowieka dokonuje się nie tylko w sfe- rze moralnej, bardziej eksponowanej i uznawanej za najwaŜniej- szą, ale i cielesnej, skrywającej się jakby w cieniu tej pierwszej. Człowiek jako wytwór maszyny produkującej, która nazywa się Rozum. Oto jasny program opanowywania, ujarzmiania, dyscy- plinowania, przymuszania ciała. Trzeba więc racjonalnie spać, jeść, pracować, pić, palić, oddychać, mówić, spacerować, czytać, dotykać. Ale w tym procesie ujarzmiania ciała czegoś brakuje, czegoś bardzo waŜnego, mianowicie seksualności. Jak pisze M. Foucault w swej Historii seksualności, w wieku XVIII rodzi się polityczna, ekonomiczna i techniczna zachęta do rozprawiania o seksie. O seksie naleŜy mówić, naleŜy nim pokie- rować, włączyć w systemy uŜyteczności, uregulować i sprawić, by 26 IMMANUEL KANT – DUSZA WIĘZIENIEM CIAŁA działał według optymalnego wzorca. „Seks, wydobyty z ukrycia, skazany zostaje na istnienie w dyskursie”12. Tak teŜ było w przy- padku Kanta. Na próŜno biografowie trudzili się, by odnaleźć i móc triumfalnie niemal przytoczyć jakieś historie Kanta z ko- bietami, wskazać niewyraźne choćby ślady jego zainteresowania sferą seksualną człowieka. Nic. Ale nic to teŜ coś. W tym wypad- ku moŜe nawet jest ono bardziej znaczące, odsyła bowiem do sfe- ry nieświadomego. Nakazuje poszukiwania tam, gdzie moŜna się tego najmniej spodziewać. Wydawać by się mogło, Ŝe skoro Kant tak bardzo zainteresowany był własnym ciałem, zarówno w prak- tyce, jak i teorii, musi prędzej czy później zetknąć się z seksu- alnością genitalną. Nic bardziej błędnego. Hipochondryczne za- interesowania własnym ciałem, somatyczny dyskurs (a moŜe dys- kursy), w którym mowa o zaparciach, wiatrach, hemoroidach, bólach głowy, trawieniu, poceniu, śnie, piciu z szeroko otwartymi ustami, wąskiej klatce piersiowej, wszelkich moŜliwych choro- bach i dolegliwościach, wszystko to jest ucieczką od seksualno- ści. Skierowanie uwagi na własne ciało jest zarazem efektem od- wrócenia tłumienia seksualnej energii i w konsekwencji uwagi od seksualności genitalnej – jest konwersją. Gdzieś tutaj spotyka się dyscyplina rozumu z odwróconą seksualnością, logos i eros. Jeszcze jeden topos. Seksualność człowieka nie naleŜy u Kan- ta do porządku ciała, a przynajmniej jako element tego porząd- ku pozostaje dla nas w ukryciu, nie jest tematem. Zostaje nato- miast włączona w dyskurs prawniczy, pedagogiczny czy etycz- ny. Jest to to, co Foucault nazywa „urządzaniem seksualności”, które w wieku XVIII przybierało róŜne formy i rozmaite techni- ki. Przede wszystkim w czasie tym dochodzi do połączenia urzą- dzenia związku i urządzenia seksualności pod postacią rodziny, na osi mąŜ – Ŝona i rodzice – dzieci. To rodzina właśnie staje się przymusową siedzibą afektów, uczuć i miłości. „Rodzina jest przekaźnikiem pomiędzy seksualnością a związkiem: prawo i jego jurystyczny wymiar przeniesione zostają do urządzenia seksu- 12 Michel Foucault, Historia seksualności, przeł. Bogdan Banasiak, Tade- usz Komendant i Krzysztof Matuszewski, Czytelnik, Warszawa 1995, s. 36. 27 PRZESZŁOŚĆ I INTERPRETACJE alności, a ekonomia rozkoszy i intensywność doznań do sfery określonego przez związek porządku”13. Tak więc u Kanta seksualność człowieka umieszczona zostaje w porządku moralno-prawnym, uwikłana w jurystyczne strate- gie. Jak wszystkie stosunki między ludźmi, takŜe stosunki płcio- we naleŜało poddać prawnej regulacji. „Obcowanie płciowe (com- mercium sexuale) jest wzajemnym uŜywaniem, jakie jeden czło- wiek czyni z przymiotów płciowych drugiego (usus membrorum et facultatum sexualium alterius)” [VI, s. 389]. Taki wzajemny uŜytek moŜe być, zdaniem Kanta, nienaturalny, na przykład pomiędzy osobnikami tej samej płci, człowiekiem a zwierzęciem, albo naturalny. Ten ostatni z kolei moŜe być czysto zwierzęcej natury, którego zasadą jest przyjemność, albo teŜ uregulowany prawnie i wówczas jest małŜeństwem, czyli „(...) połączeniem dwóch osób odmiennej płci w celu wzajemnego dysponowania swymi przymiotami płciowymi” [VI, s. 390]. Celem takiego związku jest dziecko, choć nie jest to warunek prawnie uregu- lowany. Kant dopuszcza wprawdzie sytuację, w której kobieta i męŜczyzna chcą korzystać ze swoich organów płciowych dla czystej przyjemności, ale jeśli następstwem tego będzie związek małŜeński. Koniec końców muszą się oni połączyć w sposób prawnie uregulowany podług reguł prawa czystego rozumu. Przyjemność pozostawiona sama sobie bez prawnej regulacji jest bowiem zaprzeczeniem człowieczeństwa we własnej osobie, po- niewaŜ człowiek w takim wypadku, to znaczy, kiedy chce korzy- stać z organów płciowych drugiego tylko dla przyjemności, sam czyni siebie rzeczą. Kant zdecydowanie kieruje się przeciwko temu, co nazywa nieczystością. Jest to obok samobójstwa jedno z największych przewinień jednostki przeciwko jej samej. Owa nieczystość, wywołana przyjemnością, okazuje się być niebez- pieczna zwłaszcza, gdy jest rozładowywana w nienaturalny spo- sób, to znaczy wówczas, gdy człowiek podnieca się sam za sprawą wyobraźni, samemu tworząc przedmiot poŜądania. Kant boi się nawet nazwać to naduŜycie seksualne, ale wiadomo, Ŝe 13 Ibidem, s. 97. 28 IMMANUEL KANT – DUSZA WIĘZIENIEM CIAŁA chodzi mu o onanizm. Nieczystość seksualna jest dla Kanta na- wet gorszą rzeczą niŜ samobójstwo, poniewaŜ w niej człowiek niszczy siebie nie tylko jako indywiduum, lecz jako gatunek. W swojej teorii karnej szczególnie okrutnie zaleca karać za prze- stępstwa seksualne. MoŜna zapytać, czy było to tylko podykto- wane jego koncepcją kary jako zadośćuczynienia czy odwetu? Kant nie do końca milczy więc na tematy seksualności geni- talnej. Choć niewątpliwie bardzo chciałby nie powiedzieć nic, jakby samo tylko mówienie było winą (moŜe lepiej byłoby opu- ścić to „jakby”?), wykroczeniem przeciwko moralności. Strach przed „słowami” koresponduje doskonale ze strachem przed „rze- czami”, przed kontaktem z nimi, który moŜe naruszyć higie- niczną homeostazę ciała. „Rzeczy same w sobie” odgrodzone kordonem zjawisk, poznanie świata – kwarantanna przedłuŜa- na w nieskończoność. U Kanta seks nie jest częścią ciała, to znaczy jest i nie jest zarazem. Jest – poniewaŜ w istocie nie jest. Ta jawna sprzecz- ność logiczna pomaga jednak coś lepiej zrozumieć. Filozof chciał opanować ciało, poddać je kontroli, ujarzmić instynkty, przyjem- ności zmienić w obowiązek. Musiał więc z konieczności odnieść się do sfery płciowej, ale tego nie zrobił. Seksualność, która prze- cieŜ immanentnie naleŜy do ciała, pozostała dla niego w ukry- ciu, właśnie tak jakby nie naleŜała do porządku Leib. To tylko jedna strona. Druga to ta, o której juŜ zresztą mówiliśmy, to zna- czy kontrola nad własnym ciałem była efektem tłumienia seksu- alnych popędów i fantazji. Sterylność ciała wyposaŜonego w zdrowie i higienę to rodzaj przyswojenia głęboko ukrytej sek- sualności. * Jaki powód mógł skłonić nowoŜytnego filozofa do jawnej bądź ukrytej pogardy wobec seksualności? Niewątpliwie była ona wy- nikiem wyłączenia cielesności w ogóle poza granice filozoficzne- go dyskursu. Ciekawa w tym kontekście wydaje się być pewna uwaga Michela de Montaigne’a, który w swych Essais gani fi- 29 PRZESZŁOŚĆ I INTERPRETACJE lozofów za to, Ŝe przeciwieństwem duszy i ciała posługują się w celu usprawiedliwienia pogardy dla cielesnego doświadczenia, a psychofizyczny dualizm staje się dla nich niemal koronnym świadkiem ich intelektualnych wynurzeń wówczas, gdy zakłopo- tani są własną cielesnością14. Stephen Toulmin w ksiąŜce Cosmopolis. The Hidden Agenda of Modernity interpretuje narodziny nowoŜytności jako odwrót od renesansowego humanizmu z jego przywiązaniem do czterech rodzajów wiedzy praktycznej: wyraŜonej w słowie mówionym, wiedzy dotyczącej konkretnych przypadków, wiedzy, której waŜ- ność jest ograniczona pod względem lokalnym i czasowym. Przed rokiem 1600 retorykę i logikę traktowano jako pełnoprawne dzie- dziny filozofii, a przekonywające argumenty uznawano za tak samo istotne jak dedukcyjne łańcuchy twierdzeń. Jak pisze Toul- min: „W filozoficznej debacie, którą zapoczątkował Kartezjusz, uwaŜano, Ŝe kwestie dotyczące trafności czy waŜności »argumen- tów« nie odnoszą się do publicznych wypowiedzi przed konkret- nym odbiorcą, lecz do zapisanych łańcuchów twierdzeń, których waŜność zaleŜała od wewnętrznych relacji między nimi”15. Dla filozofów nowoŜytnych nieistotne były kwestie retoryczne, to, kto i do kogo kierował dany argument i jakich przykładów na jego poparcie uŜywał. Racjonalna wartość argumentu nie zasadza się bowiem na tym, jak ludzie ów argument przyjmują. NowoŜytna filozofia odrzucała wszelkie pytania dotyczące argumentacji na rzecz dowodów, które moŜna zapisać i poddać obiektywnej oce- nie. Wiek XVII jakoby przywraca Platońskie oskarŜenie retory- ki o to, Ŝe sprawia, iŜ gorszy argument wydaje się być lepszym. Na pierwszy plan wysuwa się logika formalna. Równoległa zmiana dokonała się, zdaniem Toulmina, w za- kresie tematów filozofii. W średniowieczu i renesansie teologowie i filozofowie zajmowali się kwestiami moralnymi posługując się 14 Por. Michel de Montaigne, Próby, przeł. Tadeusz śeleński (Boy), Wy- dawnictwo Komitetu Kultury NiezaleŜnej, Warszawa 1985, t. 3, s. 325. 15 Stephen Toulmin, Kosmopolis. Ukryty projekt nowoczesności, przeł. Tomasz Zarębski, Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły WyŜszej Edukacji TWP, Wrocław 2005, s. 51. 30
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dekonstrukcja - rozumienie - interpretacja
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: