Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00439 006691 13590336 na godz. na dobę w sumie
Di Maeno - ebook/pdf
Di Maeno - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 321
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63783-59-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> fantasy
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Opowiadanie fantasy. Głównym tematem jest walka ze złem, czyli klasyka, ale nie wszystko, co powinno być czyste i białe takim pozostaje, a to, co uważa się za złe wzbudza w czytelniku sympatię, by w końcu okazać się, że to uznane przez mieszkańców Trivii za złe i naganne jest dobre, ma swoje marzenia i dąży do wolności, o której przeciętny mieszkaniec stolicy i każdej z Prowincji nie jest nawet w stanie pomarzyć.

Hegemon, Utas di Maeno na łożu śmierci nie wyznacza na swojego następcę najbardziej spodziewanego najstarszego jego syna Sensena, który oczywiście ma o to do ojca żal. Hegemonem zostaje mało znaczący władca małej prowincji. Być może, gdyby Utas zadecydował zgodnie z oczekiwaniem wszystkich, nie doszłoby do wszystkich kolejnych niespodziewanych wydarzeń, odkryć własnych umiejętności paranormalnych, nie doszłoby do niechcianych ślubów i stolica Trivii Eo di eo nie zostałaby doszczętnie zniszczona. Umierający Hegemon wiedział jednak o pewnym spisku, który zawiązał się, by pozbyć się klanu di Maeno. Chciał chronić najstarszego syna, mimo że najlepiej ze wszystkich był przygotowany do rządzenia.

Spisek na braci di Maeno po śmierci Hegemona doprowadza do nieszczęścia. Jeśli Sensen chce odzyskać hegemonię, musi walczyć, wspinając się na wyżyny swojego intelektu i zdolności zarządczych.

 

Piękna ballada o klanie braci wspierających się w każdej sytuacji dla ratowania nazwiska. Honor jest dla nich wartością nadrzędną. Honor i klan, dla których poświęcają swoją wolność osobistą i miłość. Walka zaś odziera ich z marzeń i przewartościowuje dotychczasowe ich życie.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Kiwnął na prostytutkę, która z chichotem skoczyła na łóżko. Mebel uderzył w ścianę i goście w sąsiednim pokoju podnieśli głosy, przekonani, że baraszkujący podróżni byli zbyt zajęci sobą, aby ich podsłuchiwać. Czyli robili tak, jak to sobie za- planował. Mężczyzna mocniej przycisnął ucho do szklanki, choć na jego skórze już został czerwony ślad, ale nie chciał uronić ani słowa z tego, co działo się za ścianą. Prosty- tutka znowu wybuchnęła śmiechem, po czym usiadła i zaczęła jeść owoce, które przyniósł, żeby odświeżyć jej oddech. — Czy myśleliście kiedyś o gernashu? — rozległo się pytanie w sąsiedniej komnacie, a podsłuchujący mężczyzna wytrzeszczył oczy. Chyba się przesłyszał! Oni naprawdę się nad tym zastanawiali? Ponieważ nigdy o tym nie mówili, to, mimo ostrzeżeń, przestał wierzyć, że kiedykolwiek to zrobią. Dla- tego przyłożył oko do szczeliny z nadzieją, że ich miny wyjawią, czy kiedyś o tym rozmawiali. Ale gdy kobieta powtórzyła pytanie, szczurowaty mężczyzna zastygł z otwartymi ustami, a grubas parsknął. Grupa spotkała się w najlepszej gospodzie w stolicy — dwuskrzydłowym, drew- nianym budynku, w którym zawsze panował gwar i domowa atmosfera. Jak każdy zajazd w Eo di eo, było to miejsce zebrań mieszkańców, którzy, jeśli mieli odwagę, rozmawiali z egzotycznymi przyjezdnymi z Południa Trivii. Dlatego ich trójka nie przyciągała uwagi, bo pojawiła się tam, gdzie zawierano znajomości, ubijano targi — a przede wszystkim — zbierano i rozpuszczano plotki. I tylko mężczyzna za ścianą wiedział, że ich spotkanie było czymś więcej — czymś wyjątkowo niebezpiecznym. — Czy jesteśmy aż tak zdesperowani, że rozważamy potwory z bajek? — szczurowaty mężczyzna zjeżył się i z wrażenia połknął połowę liter. — Gdybym nie była zdesperowana, to nie siedziałabym z tobą w jednym poko- ju! — syknęła kobieta i okrążyła przestronną komnatę, aby upewnić się, że prócz nich w pokoju nie było nikogo innego. Tego wieczoru wiatr dął z taką siłą, że budynki po drugiej stronie ulicy zniknęły w śnieżnej zawiei. Szanse, że w pobliżu czaił się szpieg były znikome, ale wdowa wolała dmuchać na zimne. Nie wiedziała, że prawdziwe niebezpieczeństwo kryło się w przyległym pokoju, wśród pisków dziwki oraz skrzypienia łóżka. Kobieta zapaliła świece i przedmioty w ciemnych kątach nabrały złowrogich kształtów, a na ścianach drżały cienie. Komnata, którą wynajęli, była pełna jedzenia zamówionego przez grubasa, więc ich ubrania przesiąkły ciężkimi zapachami. Ale przez zamieć nie otworzyli okien, więc wdowa energicznie wachlowała się, aby roz- proszyć woń oleju i cebuli. Miała około pięćdziesięciu lat i niewielką nadwagę, która nie pozwalała jej ciału obwisnąć. Mocny makijaż podkreślał zmarszczki i plamy na skórze, a nietypowe stro- je i liczni kochankowie uczynili z niej najbarwniejszą postać w szarym Eo. — Gernashe nie istnieją — grubas podniósł pokrywę i uderzył w nich zapach kapusty. — Komuś dokładkę? — Mamy już dosyć — kobieta zadecydowała za siebie i szczurowatego męż- czyznę, bo drażniły ją zachcianki grubasa, których nie ograniczały ani czas, ani miej- sce. — Co sądzicie o gernashu? — Mówiłem już, że nie ma takiej rzeczy. Przemierzyłem połowę Trivii i nigdy czegoś takiego nie spotkałem — grubas z pobłażaniem potrząsał głową, aż jego szy- ja i oczy zniknęły w fałdach tłuszczu. — Może byłeś w tej drugiej części Trivii? Tej bez gernasha? Jeśli to, co mówią jest prawdą… — kupiec nerwowo wykrzywił się do ściany, za którą dokazywała pro- stytutka. — Kto mówi? Nianie niegrzecznym dzieciom? — Ja go widziałam na własne oczy — kobieta przerwała. Mężczyzna za ścianą struchlał; pomysł z gernashem był tak absurdalny, że bał się uronić choćby słowo. Machnął na dziewczynę, która zajęczała tak donoście, że umilkli nawet podróżni na korytarzu. Mężczyźni w pokoju również zaniemówili, lecz wdowa zezowała na drzwi, za którymi znowu krzyczeli obcy z Trivii. W tym momencie ludzie po obu stronach ściany zapragnęli, aby podróżni byli ciszej — ponieważ on chciał wszystko słyszeć, a oni nie chcieli, żeby ktoś przypadkiem do nich wszedł. — Zastanówcie się, bo kiedy poznamy decyzję Ustasa di Maeno, to nikt nie bę- dzie zadowolony. Nieważne, kogo obstawiacie, to i tak was zaskoczy. Modlę się, że- by Hegemonem nie został prostak! — Zaczekajmy, aż wybiorą nowego Hegemona, bo dobrze byłoby najpierw wie- dzieć, kogo chcemy usunąć — grubas uśmiechnął się dyskretnie. Nie zapytał o gernasha, ponieważ wdowa chciała być w centrum uwagi. — Ale z pewnością to nie będzie prostak. Kobieta pochodziła z uprzywilejowanej, choć zubożałej rodziny i wyłącznie dzięki małżeństwu z bogatym urzędnikiem uchroniła krewnych od nędzy. Na swoje nieszczęście mąż był tylko urzędnikiem, więc żona wstydziła się go aż do jego śmier- ci — nad wyraz gwałtownej. Dlatego nie znosiła szczurowatego mężczyzny, bo, choć najbogatszy w grupie, był jedynie kupcem, a ją dręczyły myśli, że tak imponujące bogactwo należało do człowieka z plebsu. I żeby poczuć się lepiej, bez przerwy wypominała mu pochodze- nie. Kiedy Hegemon zdecydował się ograniczyć jego monopol, kupiec zaczął wy- niszczać konkurencję i zalewać rynek tanimi podróbkami, ale w końcu pod groźbą ścięcia — w sądzie Ustas oczekiwał najsurowszych wyroków — uległ władcy. Jedno- cześnie zaczął szukać tych, którzy byliby równie niezadowoleni jak on, lecz, mimo ogólnej nienawiści do di Maeno, tylko wdowa, z sobie znanych przyczyn, była gotowa zaryzykować zamach. — Ludzie oczekują, że władca będzie szlachetną figurą, choć możemy spo- dziewać się niespodzianki jak… O, właśnie: Asunana di Maeno! Człowiek za ścianą drgnął, bo prostytutka roześmiała się, a grubas wspomniał średniego di Maeno. Już sama wzmianka o klanie zaniepokoiła mężczyznę. Asunan di Maeno nie mógł zostać Hegemonem — był drugi w kolejce i jedynie śmierć pierwo- rodnego uczyniłaby z niego kandydata. A mimo to, mężczyzna mocniej przycisnął oczy do szpar — jakby tym samym mógł lepiej widzieć spiskowców. Z ich trójki to grubas był najbłyskotliwszy i stanowił zagrożenie. W przeciwień- stwie do towarzyszy, nie martwił się zastojem w planach. Przeszłość nauczyła go cierpliwości i uodporniła na niespodzianki, choć była też przyczyną blizn szpecących jego twarz. Z polowania na niedźwiedzia, jako jeden z nielicznych, uszedł z życiem, a podczas wyprawy po ognistą papugę stracił trzy palce. I ta ostatnia przygoda spra- wiła, że osiadł w swoim mieście, zajął się gromadzeniem bogactw i zajadaniem nudy. Nie żywił do nikogo nienawiści ani zazdrości, nie widział też sensu w obaleniu przyszłego Hegemona — kimkolwiek by on nie był. Jednak, po niezliczonych przygo- dach, nie było w jego życiu już niczego, co pochłaniało go bardziej niż jedzenie i czekanie, aż coś wyciągnie go z marazmu — coś takiego jak zamach. Miał nadzieję, że ta przygoda przywróci jego życiu dawne emocje, bo nic nie przerażało go bardziej niż starość. — Żaden z jego synów nie będzie Hegemonem — w końcu wdowa nie wytrzy- mała i uderzyła w ścianę pogrzebaczem. Prostytutka zamilkła, gdy ze ściany odpadł kawałek tynku. Kichnęła, otrzepała pył i poprawiła gorset, który zsunął się z jej obfitych kształtów. Z nadzieją na praw- dziwą zabawę, kiwnęła znudzona na podsłuchującego mężczyznę, jednak on tylko ostrzegawczo syknął, a wtedy zamilkła; za bardzo się go bała. — Dajcie spokój! Asunan jest dziwadłem! Kto inny mieszkałby na takim odlu- dziu? Jego sioło jest tak daleko, że nawet ostatnia zaraza tam nie trafiła! Nic tam nie trafia! Nic jego nie trafia! Może coś przeskrobał i ukrywa się przed nurkami? — ku- piec zapałał nadzieją. Jego nienawiść do di Maeno była tak wielka, że dzielnie znosił poniżające uwagi kobiety. Potrzebował jej, bo sam był zbyt słaby i strachliwy, aby obalić rządzący klan, więc gdy wdowa zaproponowała mu współpracę, zgodził się bez wahania. Niemniej, jego uwielbienie uleciało w momencie, gdy lepiej się poznali. — Ponoć wcale nie jest takim wspaniałym nurkiem jak Sensen. Zresztą, czemu mają nami rządzić? Ich rodzina jest z Południa Trivii, więc nawet nie są stąd! Co to w ogóle za nazwisko?! — Tylko dlatego, że go nienawidzisz, nie znaczy, że jest idiotą! — Tylko dlatego, że chcesz się z nim przespać, nie znaczy, że jest niewinny! — kupiec prychnął i urwał, gdy wdowa wymierzyła mu siarczysty policzek, który zostawił ślady pierścionków na jego skórze. Wszyscy zamilkli. Kupiec rozmasował twarz i odwrócił się do przyjaciela, ale grubas wsunął do ust sałatę, aby móc powstrzymać się od komentarza. Wiedział, że kupiec będzie to roztrząsał, gdy zostaną sami — w końcu namówił go do spisku, bo nie chciał być z wdową sam na sam. Grubas dołączył do nich po dwóch miesiącach, czyli w momencie, gdy pojawiły się pierwsze plotki o nadchodzącej śmierci władcy. A po butelce wina kupiec przyznał, że po kilku spotkaniach z wdową był gotowy wy- dać ją Hegemonowi, byle się tylko od niej uwolnić. — To nie twoja sprawa, z kim sypiam. Zapamiętaj to sobie raz na zawsze. Poza tym wszyscy nasi przodkowie przybyli z Trivii, więc twoi też. To było wieki temu i prócz ciebie nikt tego nie roztrząsa, dlatego nie czepiaj się! A teraz, Sat, musimy zdecydować, jak zabić Hegemona… Oczywiście, jeśli nie spełni naszych oczekiwań. W końcu Ustas zechciał rozstać się z życiem i to jest nasza szansa. Jednak jego na- stępca może być jeszcze gorszy... To jest możliwe, więc nie róbcie takich min! — wywróciła oczami, gdy zza drzwi dobiegł brzęk gitary i pijacka przyśpiewka. — Nie przekreślajcie mojego pomysłu, dopóki nie usłyszycie, co mam do powiedzenia. My- śleliście kiedyś o gernashu? Ale jak o czymś innym niż potworze z bajki? — wdowa ponownie wróciła do tematu, gdyż po tym jak dołączył do nich grubas, przestała li- czyć się z kupcem. Musiała zdobyć jego poparcie, które dawałoby jej większość gło- sów, bo wtedy sprzeciw kupca nie miał znaczenia. — Znam pewnego starca, który stawił czoło przezroczystej jak cień zjawie i ją wykorzystał. Ów mężczyzna wiele przeżył i dlatego nie bał się niczego; a co więcej, przetrwał gniew gernasha i od tego czasu ma nad nim pełną kontrolę. Po chwili spokoju prostytutka znowu wybuchnęła śmiechem i podsłuchujący mężczyzna upuścił szklankę. Zirytowany syknął na kobietę, która zachęcająco poliza- ła wargi. Cisnął w nią kocem i wziął kolejną szklankę, masując zdrętwiały kark. — Nie brzmi to zbyt poważnie; raczej jak kolejna bajka — kupiec trącił grubasa, który zakrztusił się okruszkami i dławił nimi, dopóki przyjaciel nie klepnął go w plecy. — Powiedziałaś, że widziałaś gernasha. I co? — w końcu grubas zapytał, bo uznał, że po takim czasie nie brzmiało to jak dopytywanie podekscytowanego uczniaka. Mężczyzna za ścianą wstrzymał oddech. Żałował, że nie poszukał informacji o demonie choćby w bibliotece, gdy dostał ostrzeżenie! Jak dotąd nie spotkał nikogo, kto starłby się z tą mityczną istotą i gdyby nie znał kobiety, to nie uwierzyłby w ani jedno słowo. Ale skoro ona twierdziła, że to była prawda, nie pozostało nic, jak tylko modlić się, aby kupiec odwiódł ją od tego pomysłu. — Gernash jest jak człowiek, tylko bez ciała, bardziej zarys; ale udało mi się dostrzec jej rysy i… — Jej?! — cieniutki wąsik kupca zadrżał niczym u gryzonia. — Ten był kiedyś kobietą. Mówią, że to dusze zmarłych, którzy nie chcieli przejść przez Bramę i żeby tu pozostać, szukają gospodarzy, z którymi mogą dzielić ciała. Jak pasożyty żerują w ciele, rosnąc w siłę do czasu, aż człowiek umrze. Nigdy nie wgłębiałam się w to, ale co to ma za znaczenie, skoro się sprawdzają? Nie chcę znać szczegółów i wy też nie. A okoliczności? — kobieta uśmiechnęła się do wspo- mnień. — Powiedzmy, że tak jak teraz, pewna osoba nie spełniała moich oczekiwań. Mężczyznom przemknęło przez myśl pytanie, czy właśnie przyznała się do za- bójstwa męża, który podpalił się, krzycząc o demonach. Ale wdowa była przekonana, że żaden z nich nie chciał poznać odpowiedzi — na wypadek, gdyby ich przypusz- czenia okazały się prawdziwe. — Kim był ten starzec? — grubas właśnie nalewał wina sobie i kupcowi, gdy ten kopnął go pod stołem. — Anychylos. — Nie znam — kupiec burknął i zaczął wydrapywać na blacie swoje inicjały. — A ja tak. To Starożytny, najstarszy spośród Nieśmiertelnych — grubas ocenił wino pod światłem świecy i mlasnął z zadowoleniem. — Mówią o nim Sprzedawca Zemsty. Z tego, co pamiętam, to on rozpoczął Wojnę Czterech Bogów i po przegra- nej uciekł do Wschodniej Trivii. Chciał zniewolić ludzi, a skończył jako handlarz wśród śmiertelników, więc zgaduję, że nie żywi do nas ciepłych uczuć. Może lepiej nie mie- szajmy go w to, bo spłata nam psikusa. — To dlatego przetrwał stracie z demonem! — kupiec wykrzyknął. — Przeżyje nawet moje wnuki! — A gdybyśmy poprosili go o pomoc? — dama zaproponowała, udając, że ich nie słyszała. Nie wiedzieli, że kiedyś miała nadzieję wżenić się w klan di Maeno, ale gdy He- gemon ją odrzucił, zaczęła knuć przeciwko niemu. Nawet jeśli jej zaloty pozostały sekretem, to ona sama nie mogła znieść porażki, więc zbliżająca się śmierć di Maeno była okazją, aby powstrzymać synów Ustasa przed przechwyceniem władzy. Po trzydziestu latach tyranii nadszedł czas na zmiany, a moment przekazania Hegemo- nii miał wywołać zawirowania wewnątrz Domu, z czego ona zamierzała skorzystać — w ten lub inny sposób. Czekała na tę szansę wiele lat i teraz wystarczyła odrobina cierpliwości, aby roześmiać się Ustasowi w twarz; lub choćby do jego nagrobka. — Nie jest to tak, jakbyśmy pozwalali sprawie wyślizgnąć się z rąk? Może naj- pierw powinniśmy sami rozwiązać problem, zanim zaufamy obcym i ich zabawkom? Z tego, co wiem, to Anychylos zawsze dużo żądał, więc możemy nie być zachwyceni jego ceną — grubasa niepokoił zapał kobiety, bo wyczuł, że pod jej nienawiścią kryło się coś osobistego, a osobiste motywy zawsze komplikowały sprawy. — Najpierw dowiedzmy się, kto zostanie Hegemonem, a potem spróbujmy sami go usunąć. Jeśli nie, to powrócimy do twojego planu, nal. W końcu Ustas wezwał nas, żeby ogłosić następcę, a nie męczyć się z nami. — Ktoś zna jakiegoś zabójcę? — kupiec zaproponował pospiesznie, bo wyczuł szansę na odrzucenie planu wdowy. Nie wiedział, że za ścianą kibicował mu ktoś jeszcze. Podsłuchujący mężczy- zna poprzysiągł zabić go w subtelny sposób — w nagrodę za próbę przekreślenia szaleństw wdowy. — Nikt z ludu Eo — kobieta fuknęła przez zaciśnięte zęby. Zabicie Hegemona oznaczałoby wyrok śmierci lub wieczne wygnanie, jeśli mor- dercy udałoby się umknąć łowcom głów. I nie mógłby to być nikt ze stolicy, gdyż strażnicy i sędziowie natychmiast wytropiliby zabójcę, a potem dopadli spiskowców. Dlatego grupa musiała wykorzystać obce osoby, z którymi nikt nie mógł ich powią- zać. — W więzieniu jest skazaniec, którego ktoś usiłował zgładzić. Strażnicy zapo- biegli temu w ostatniej chwili, ale samego zamachowca nie znaleźli. Co powiecie na wymianę z nim? — grubas wyciągnął się w fotelu, który jako jedyny w gospodzie wy- trzymywał jego wagę. — Skąd to wiesz? — Niedawno grałem w szachy z Sensenem di Maeno. Lubi wino, a wiadomo, że ma słabą głowę. Mężczyzna za ścianą skrzywił się. Wykorzystali Sensena di Maeno — i to oczywiście podczas picia. Głupiec, tak łatwo się upijał! — A czemu nie umówić się z więźniem? — kupiec przerzucał spojrzenie z jed- nego towarzysza na drugiego, zdesperowany, aby włączyć się do rozmowy, ponie- waż miał wrażenie, że go wykluczali. — Bo więzień jest w więzieniu! Zamknięty! A zabójca jest na wolności i udo- wodnił odwagę i spryt, dostając się do środka. A jeśli więzień jest ślepcem, to jak za- bije Hegemona? Zakłuje laską? Poszczuje psem? Poza tym nie jesteśmy zaintere- sowani tymi, których złapano — wdowa parsknęła. — Zawrzemy z nim układ: głowa Hegemona za głowę więźnia. Nam będzie ła- twiej usunąć więźnia niż władcę. Tylko musimy zabić mordercę, zanim Rada złapie go i przeszuka umysł, bo wtedy zobaczą jego wspomnienia o nas — grubas konty- nuował, aby zapobiec kolejnej kłótni. — Ja się nim zajmę, bo wiem, jak coś takiego załatwić. Przy okazji zniszczymy nowego Hegemona. Wybadam zabójcę, a potem ty — wskazała palcem grubasa — zanurkujesz w jego głowie. Wymażesz wspomnienia o nas i zmienisz je tak, żeby uwierzył, że Hegemon i on byli kochankami. Jeśli zrobimy to umiejętnie, to da się za- bić, twierdząc, że byli parą. Jak go złapią, to nikt nie dowie się o nas. Nikt nie będzie płakał za zboczeńcami, Hegemonem i tym zabójcą! — wdowa odzyskała dobry hu- mor, a żaden z mężczyzn nie zaprotestował, bo byli pod wrażeniem jej pomysłowo- ści. — Gernash będzie ostatnią deską ratunku, kiedy wszystko inne zawiedzie. A teraz przygotujmy się na to, co zgotuje nam Ustas. Od pół roku umiera, więc w końcu wypada, żeby ogłosił jakąś decyzję. — Podobno ten zabójca to Duch — sapiąc, grubas schylił się po chustkę, która zsunęła mu się z gardła i uderzył podbródkiem o blat. Grzebał pod stołem, dopóki kupiec nie zlitował się i jej nie podniósł. Informację o Duchu zachował na koniec, bo podejrzewał, że wdowa będzie chciała sama się nim zająć — z Gór. I rzeczywiście, jej odraza wynagrodziła mu wszystkie trudy i niewygody, jakich zaznał tego wieczora. Tymczasem mężczyzna w sąsiednim pokoju zaczął planować. Nie wierzył, żeby Duch kogokolwiek zabił, zwłaszcza w Eo, więc ostatecznie grupa zdecyduje się na gernasha i on będzie musiał wykorzystać Ducha w więzieniu. Bo w końcu to Duchy niszczyły wszystkie demony! Na szczęście spiskowcy nie wiedzieli, że więzień rów- nież był Duchem i że jeden Duch usiłował zabić drugiego! A jeśli ich trójka skorzysta z gernasha, to on będzie musiał zawrzeć z Duchem umowę, a tym samym skala ho- nor i nazwisko... Jego rozważania przerwała dziewczyna, która zaskoczyła go od tyłu i pocało- wała w kark, chuchając czosnkiem. Zirytowany odepchnął ją i przyłożył ucho do szklanki, choć od podsłuchiwania szumiało mu już w głowie. Żałował, że ją przypro- wadził, bo goście w zajeździe byli tak hałaśliwi, że spiskowcy mówili głośno, a ona była nachalna. — Duch dźgnie cię w plecy i wyssie krew! — kupiec wykrzyknął równie przera- żony jak kobieta, choć z innych powodów. — Ty durny tekstylny gnomie! — szepnęła cienkim głosem, gdy zrozumiała, że dobrowolnie wpadła w pułapkę zastawioną przez grubasa. Duchy Gór zamieszkiwały Góry Czarne i, zupełnie jak gernash, pojawiały się w najstraszniejszych opowieściach. Miały, jak zwierzęta, żyć w jaskiniach, kopać tu- nele do wnętrza ziemi, które niczym podziemny labirynt sięgały Środkowej Trivii. Szeptano, że uprawiają czarną magię, a ich kobiety dodawały do jedzenia krew, aby wzmocnić swoje rodziny. Opowiadano, że plemię to demony odpowiedzialne za lawi- ny, trzęsienia ziemi i wiosenne powodzie w Eo. Lecz gdy na rynku pojawiały się wierzchowce z Gór, zapominano o wszelkich pogłoskach. Konie chwalono za pręd- kość oraz grację, więc wielu kupców, a także władców prowincji, chowało dumę i handlowało z Duchami. Dlatego mężczyzna za ścianą uśmiechnął się na myśl o spotkaniu wdowy z Duchem. Wizja rozbawiła go niemal tak samo, jak grubasa i kupca, ale wtedy przy- pomniał sobie o dziwce i spochmurniał. Nie mógł mieć żadnego świadka, więc, aby wrócić do domu, musiał się jej pozbyć. Z grymasem odwrócił się do kobiety, która wyczuła w nim zmianę i przestała le- niwie się uśmiechać. Usiadła zesztywniała i gotowa do ucieczki, ale on pierwszy do- padł drzwi i zablokował je ciałem. Chciała krzyknąć, gdy nagle osunęła się na łóżko z szeroko rozwartymi ustami i oczami. Mężczyzna wyobraził sobie mężczyzn, którzy korzystali z usług tak pa- skudnych kobiet i wzdrygnął się. Ubrał płaszcz i wyszedł z pokoju.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Di Maeno
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: