Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00232 007673 13856338 na godz. na dobę w sumie
Diabeł Wenecki - ebook/pdf
Diabeł Wenecki - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 302
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-4259-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> fantasy
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Fabuła powieści fantasy “Diabeł Wenecki” rozgrywa się w realiach historycznych połowy XIV w. Dobra rodu Nałęczów na Pałukach, dwór Wenecja i przyległe do niego jezioro, zostają zaatakowane przez wodniki pod wodzą Sawa. Jednym z nielicznych, którzy przeżyli masakrę jest siedemnastoletni Mikołaj Nałęcz zaręczony z Hanką z Gąsawów. Choć ma niewielkie doświadczenie, młodzieniec musi zmierzyć się z hordą wodników i topielców, a przy tym rozwiązać zagadkę z jakiego powodu wodnik Saw upatrzył sobie właśnie Jezioro Weneckie na nową siedzibę. Stawką jest życie ukochanej Mikołaja, jego młodszego brata Jana Nałęcza i rodowy majątek. Młody Nałęcz szybko z chłopca staje się mężczyzną, by osiągnąć szczytny cel knuje i kłamie. Przeżywając wiele przygód zawiązuje mroczny spisek z poganami z ukrytej świątyni Peruna, wykorzystuje do swych celów zakochaną w nim strzygę, paktuje też z olbrzymami czytającymi w myślach. Istotna rolę w fabule odgrywają postaci drugoplanowe, Hanka Gąsawianka i ksiądz Jan Nałęcz, który zgodnie z średniowieczną obyczajowością stanowi odpowiednik 'białego' maga z klasycznych powieści fantasy. Powieść “Diabeł Wenecki” została zainspirowana legendą do dziś popularną na Pałukach.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Rozdział 38. Pomyślał, że znów musi kłamać, by osiągnąć szlachetne cele. Stał się tak przewrotny, że teraz nie tylko Jaromir Szczuka, ale sam Odyseusz mógłby u niego terminować. Odkąd Mikołaj Nałęcz zadał się z demonami nie mógł postępować, jak na szlachetnie urodzonego przystało. Wciąż tylko podstępy i łgarstwa. Nawet Boga się zaparł. No to teraz zaprze się swej miłości. - Hanki nie kocham. Tylko ciebie pragnę, Mito - szepnął młody rycerz do strzygi zaglądając czule w jej oczy. Uśmiechał się ciepło do potwora, ale jego myśli galopowały w przestrachu. Nie bał się o swe życie. Lęk wzbudziła w nim wizja zniweczenia planu, jaki ułożył. Dzięki strzydze zebrał magiczne wojsko i poznał sekrety wodników. Zwycięstwo nad Sawem wydawało się więc możliwe. I tak bliski był uwolnienia Hanki, ocalenia ukochanej. Musi więc nad Mitą zapanować. A jeśli to nie poskutkuje, to choć moment na to nie jest dobry, trzeba będzie strzygę zabić. Zabić? Ale jak zabić coś, co właściwie nie żyje? Mita zadrżała, a potem odwróciła się do rycerza lewą, czarnomagiczną stroną ciała. Stosując iluzję znów była piękna. Czy możliwe, że aż tak ważne są dla niej moje wyznania, zastanawiał się Mikołaj. Przecież to strzyga, leśny diabeł! Ale zachowuje się, jak kobieta, którą zranił mężczyzna. Dobry Boże, gdyby żyła, to pewnie teraz z jej oczu popłynęłyby łzy! Strzyga odsunęła się od rycerza, spuściła głowę. Czy udawała, że jest pogrążona w smutku? Gdyby żyła, rozważał rycerz, gdyby nie była diabłem, to w ludziach wzbudzałaby współczucie. Nawet mnie, kiedy tak na nią patrzę, kraje się serce. Syn Chwała Białego zaraz jednak przypomniał sobie z jakiego rodzaju stworzeniem ma do czynienia. Otrząsnął się, zebrał myśli. Musiał ratować swój plan, musiał ratować siebie! Aż się zdziwił, jak szybko znalazł sposób, by wybrnąć z kłopotu. Stałem się złym człowiekiem, naprawdę złym, pomyślał planując to, co zamierzał zrobić strzydze. - Chodźmy do dworu - powiedział starając się patrzeć czule w oczy bestii. - Tam dostarczę ci dowodów, że tylko ciebie pragnę, tylko ciebie kocham. Mikołaj liczył na to, że dwór jest opuszczony. Domem wodników i topielców było przecież jezioro, więc na lądzie mogli przebywać tylko przez krótki czas. Jak wodnik dowodzący patrolem, który rycerz ze strzygą unicestwili. Saw zapewne nie osadził straży w samej Wenecji, myślał Mikołaj, bo kto by to mógł być. Czy jacyś żywi ludzie, nawet za wielkie pieniądze, by dobrowolnie przystali do jego hordy? Przecież by musieli być niespełna rozumu, żeby z demonem się układać! Zaraz, zaraz, ale ja z diabłem pakt zawarłem, z Mitą Strigae. Tak Chwałowic bił się z myślami i miał je wciąż niespokojne prowadząc Słuchającą Umarłych do dworu. Kłamiąc, wiódł strzygę ku jej przeznaczeniu. Mita nie kryła, że straciła zaufanie do Mikołaja, więc on musiał być w dwójnasób ostrożny. Z racji jej pochodzenia, panny Strigae nie zabiją choroby, czy starość. Nie mogło jej unicestwić ani żelazo, ani brak powietrza, ani Obeszli już zabudowania, dotarli do szeroko otwartej bramy dworu. Nic tu nie zmieniło się od bitwy. Chwałowic, nadal rozważając jak uśmiercić Mitę, spojrzał w stronę jeziora. Wówczas serce w nim zadrżało i z trudem ukrył radość, jaka poczuł. Dostrzegł bowiem na nocnym niebie rozjarzony znak przypominający krzyż. Pomimo tego, że dwa tygodnie minęły od cudu sprawionego żarliwą modlitwą, Jan nadal lewitował pod chmurami. To dawało nadzieję, że młodszy Chwałowic wciąż otacza Hankę opiekę, że narzeczona wciąż żyje. Znaleźli się już z Mitą na podwórcu i nadal nikt im nie wszedł w drogę. Widocznie Saw, co podejrzewał Mikołaj, wysłał na ląd tylko jeden patrol. Tym lepiej, pomyślał Chwałowic. Mógł całą uwagę poświęcić strzydze. Starał się, jak długo to możliwe, ukryć przed Mitą swe prawdziwe uczucia. - Ty pewnie tego nie czujesz, ale noc strasznie zimna - powiedział chwytając diablicę za rękę. Celowo gest ten był delikatny, niemal czuły. - Chodźmy do kuchni. Wody zgrzeję, bo wszystkie członki mi drżą od tego chłodu. woda. Za to strzyga była śmiertelnie niebezpiecznym stworem, o czym przekonał się już wiele razy, choćby przed chwilą, gdy rozdarła na sztuki patrol wodników i topielców. Mita nie wyrwała opatrzonej szponami łapy z uścisku rycerza. Szła obok Chwałowica w milczeniu. Jeszcze jej nie udobruchał, wciąż była podejrzliwa, ale chyba miała chyba nadzieję, że rycerz się wytłumaczy. Że Mikołaj nie kłamie, co do swych uczuć. Że wkrótce okaże jej względy, których dotąd skąpił. Weszli do dworu. Wszędzie panował nieład. Wszystko zostało tak, jak w chwili, w której wodniki uprowadziły stamtąd Hankę i Jana. Mikołaj wskazał strzydze drogę do kuchni, a gdy tam dotarli natychmiast rozpalił ogień w piecu. Potem rozeznał się w tym, co zostało z kuchennego wyposażenia i zapasów. Ucieszyło go, że garnce z zawartością wciąż stały na piecu, tak jak postawiły je służące na polecenie Hanki. Stały tam od dnia obrony dworu, więc w naczyniu z wodą była pleśń. Jednak zawartość drugiego garnka się nie zepsuła. Wtedy, przed dwoma tygodniami, nie zdążyli użyć zawartości tych naczyń przeciw wrogowi. Wrzątek wystygł i zamienił się w cuchnącą ciecz, ale tłuszcz tylko zgęstniał. Znalezisko było dla Chwałowica szczęśliwym przypadkiem. Mikołaj nie sądził, by było to dzieło Opatrzności. Przecież stał się zatwardziałym grzesznikiem, a nad takimi Bóg nie czuwa. Siadł na zydlu blisko pieca. Przyciągnął do siebie Mitę, posadził sobie strzygę na kolanach. Prawił jej czułe słówka, a ona z chwili na chwilę topniała jak wosk. Rozpływała się, niczym tłuszcz w garncu, pod którym Chwałowic rozpalił ogień. Rycerz wabił diablicę, ale nie zamierzał spełnić pragnień Słuchającej Umarłych. Grał na zwłokę. Bał się, że przeciągnie strunę, ale wreszcie zaszło to, na co czekał. Tłuszcz w garnku stojącym na rozgrzanym piecu przemienił się z mazi w gorący płyn. - Dość tego - powiedział gniewnym tonem Mikołaj i wstał zrzucając Mitę na podłogę. Diablica spojrzała na niego zdziwiona. Skąd ta nagła zmiana w zachowaniu rycerza? Wiele jednak można było zarzucić Micie, ale nie głupotę i brak refleksu. W ugłaskiwanym czułymi słowami potworze wciąż tliła się nieufność. Teraz brak zaufania znów doszedł do głosu, a po nim odezwała się złość. Strzyga zbyt późno jednak zrozumiała, co uknuł Chwałowic. Ten, zanim diablica się spostrzegła, chwycił garniec wypełniony wrzącym tłuszczem i pochyliwszy się nad strzygą, wylał na nią całą zawartość naczynia. - Koniec z tobą! - krzyknął. Bulgoczący tłuszcz nie wyrządził Słuchającej Umarłych większej krzywdy. Nie była przecież człowiekiem, była nieśmiertelna. Rozwścieczona postępkiem Mikołaja chciała zerwać się z podłogi, skoczyć młodzieńcowi do gardła. Jej nogi i ręce wygięły się w stawach w przeciwnym kierunku, niż u człowieka. Mita wyszczerzyła kły, zasyczała. Chciała skoczyć Mikołajowi do gardła, ale poślizgnęła się na warstwie tłuszczu. Chwałowic widząc, co diablica zamierza, rzucił w nią pustym garnkiem. Strzyga trafiona ciężkim, glinianym naczyniem do reszty straciła równowagę i upadła. Mikołaj nie czekał, aż diablica się pozbiera. Podbiegł do pieca, włożył rękę do paleniska i nie zważając na ból wygarnął stamtąd płonące drewno. Cisnął garść żaru prosto na strzygę. Posypały się iskry i tłuszcz zapłonął. Przeklęta Mita Strigae zamieniła się w świecę. Jej uschłe ciało było niczym knot otoczony woskiem. Krzyknęła, zawirowała w miejscu, a potem rzuciła się do drzwi. Wybiegła na dziedziniec. Chwałowic za nią. Słuchająca Umarłych pędziła tak szybko, że żaden śmiertelnik nie mógłby jej dogonić. Mikołajowi przydało się wspomnienie ich pierwszego spotkania, kiedy to odkrył lęk strzygi przed ogniem. Nawet nieśmiertelnych można uśmiercić, dumał rycerz wpatrując się w płonącą Mitę, która w biegu rozpadała się na popiół. Diablica pędziła w stronę jeziora. Czy chciała ugasić żar wodą? Czy może w akcie zemsty ostrzec wodnika przed Mikołajem? Ale choć biegła do jeziora najprędzej, jak potrafiła, to nie miała szansy by tam na czas dotrzeć. Ogień to nieposkromiony żywioł, więc z każdym krokiem ubywało ciała Mity Strigae. Z każdym krokiem strzyga stawała się coraz to mniejszym i mniejszym płomieniem. Nie miałem innego wyjścia, usprawiedliwiał się w myślach Chwałowic. Chciała moje plany zdradzić, więc ktoś musiał zginąć. Albo ja, a skoro ja, to też Hanka. Albo strzyga. Czuł się jednak nieswojo, bo tej nocy Mita okazała swym zachowaniem, że więcej w niej z kobiety, niż z potwora. Poza tym nie mógł ignorować faktu, że to ona wskazała mu, jak utworzyć armię i zrobiła z niego wodza. W wcześniejszych bitwach, tych pod chorągwią króla Kazimierza, nabył rozmaitych doświadczeń, ale zawsze musiał słuchać czyichś rozkazów. Teraz zaś osobiście dowodził hufcem. Każda decyzja przez niego, Mikołaja, podjęta oznaczać będzie czyjąś śmierć, albo czyjeś ocalenie. Zwycięstwo lub porażkę. I nikt, ale to nikt błędów popełnionych przez niego, Chwałowica, nie będzie mógł naprawić. Ognik oddalający się w stronę jeziora zapełgał po raz ostatni w ciemnościach. Potem, tuż przy bryle Rytego Kamienia, Mita Strigae rozpadła się w pył. Tyle po niej zostało - garść prochu na wilgotnym brzegu jeziora. W górze, ponad wodami, na tle czarnego, niczym sadza, nieba widoczny był świetlisty krzyż. To Jan przykuty żelaznym łańcuchem do głazu wciąż lewitował z rozłożonym szeroko rękami. Widok unoszącego się pod chmurami rozmodlonego brata przypomniał Mikołajowi o występkach. Kim jestem, myślał Chwałowic, kim się stałem? Zdrajca ze mnie i krzywoprzysięzca. Wyparłem się swej ukochanej, wyparłem się religii, popełniłem bluźnierstwo i świętokradztwo. Jakby tego było mało, teraz stałem się mordercą, bo zabicie kogoś podstępem nie jest honorowe. To postępek godny zbója, ale nie rycerza. Moi właśni poddani nazywają mnie diabłem. Mają rację, bo ja nie tylko po śmierci trafię do piekła, ja już teraz żyję w piekle. Jak jednak piekło ma się do miłości? Wystawiłem swą duszę na potępienie, ale jeśli taka ma być cena za życie Hanki, to niech będzie. Duszę stracę, ale ukochaną ocalę. Rozdział 39. Była pełnia i w księżycowym świetle wenecki półwysep wyglądał jak sceneria koszmaru. To jednak nie był straszny sen, lecz jawa. Wszystko, co w tym miejscu wyglądało na groźne trzeba było traktować ze śmiertelną powagą. Mimo to Chwałowic przestał dbać o bezpieczeństwo. Gdy walczył z patrolem wroga, a potem toczył podstępną rozgrywkę z Mitą, nerwy miał napięte, jak postronki. Błyskawicznie podejmował decyzje i poruszał się równie szybko, jak myślał. Teraz jednak siły z niego uszły. Miał wrażenie, że tej jednej nocy postarzał się o pół wieku. Powłócząc nogami ruszył w poprzek półwyspu. Szedł bez celu, ale każde miejsce na tej drodze budziło wspomnienia. Myśli krążyły wokół zajść z przeszłości zamiast skupić się na tym, co trzeba było zrobić w ciągu nadchodzącego dnia. Gdy dotarł do głazów spiętrzających wody strumienia dopadło go zmęczenie tak silne, że usiadł na pierwszym z brzegu kamieniu. Mięśnie i ścięgna odmawiały mu posłuszeństwa, jakby był starcem, a nie ledwie co dojrzałym młodzieńcem. Spojrzał w czarne niebo. W oddali wysoko na niebie unosił się rozjarzony krzyż. Sylwetka brata lewitującego w modlitewnym uniesieniu była dla Mikołaja znakiem nadziei. Rycerz stał się zdrajcą, mordercą, wiarołomcą, ale Bóg czuwał. Rozejrzał się po miejscu, do którego dotarł. Ono też budziło wspomnienia. Tej nocy nie tylko jego ciało dopadła
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Diabeł Wenecki
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: