Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00100 007839 11008447 na godz. na dobę w sumie
Dialogi z tradycją - ebook/pdf
Dialogi z tradycją - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 250
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1058-9 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> praktyczna edukacja, samodoskonalenie, motywacja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka ta omawia stosunek kolejnych pokoleń twórców, krytyków i publicystów polskich do tradycji literackiej, poczynając od romantyzmu, a na międzwojennym dwudziestoleciu kończąc (pominięto jedynie relację Młoda Polska - romantyzm, dawniej już zbadaną). Przedstawione tu zostały różne strategie - rewizje hierarchii autorów i dzieł, odrzucenie przyznawanych im uprzednio wartości i odkrywanie wartości dotąd niedostrzeganych, walka z bezpośrednimi poprzednikami i pietyzm wobec generacji dawniejszej, określenie własnej tożsamości przez negację dziedzictwa lub przeciwnie - obrona nowatorstwa przez odwołanie do jego prekursorów, krótko mówiąc - współdziałanie ciągłości i zerwania w toku przemian literatury polskiej XIX i pierwszej połowy XX wieku.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1058-9 Spis treści Literatura polskiego Oświecenia w opiniach doby romantyzmu . . . . . . 7 Pozytywiści polscy wobec tradycji Oświecenia . . . . . . . . . . . . . . . . . . 41 Pozytywiści wobec romantyzmu polskiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 65 Młoda Polska a dziedzictwo pozytywizmu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 135 Pozytywizm polski z perspektywy międzywojennej . . . . . . . . . . . . . . 187 Dziedzictwo Młodej Polski w zwierciadle międzywojennym . . . . . . . 211 Nota bibliograficzna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 237 Indeks nazwisk . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 239 Literatura polskiego Oświecenia w opiniach doby romantyzmu 1 Kanon romantycznych sądów o literaturze polskiego Oświecenia ukształtował się przede wszystkim w przedlisto­ padowej publicystyce Maurycego Mochnackiego . Pierwsza jego syntetyczna wypowiedź, zawarta w rozprawie O duchu i źródłach poezji w Polszcze („Dziennik Warszawski” 1825, t . 1, nr 2) dyskwalifikowała dziedzictwo Oświecenia niemal w zupełności . Wprawdzie autor przyznawał, że „literatura od czasów Stanisława Augusta uczyniła znaczny postęp”, znajdował w niej „kilka poważnych nazwisk”, ale odmawiał jej „cechy narodowej”, a w dalszym ciągu swych wywodów stwierdzał, że zeszła na „nędzne rymopisarstwo”, niewolniczo naśladujące „obce ułomne wzory”, będące tylko „kopią niewiernej kopii” (określenie zaczerpnięte od Sismondiego), hołdujące przy tym „dumie możnych” . Zwłaszcza literaturę końca XVIII i począt­ ków następnego stulecia znamionuje „wstręt do wszystkiego, co tchnie entuzjazmem, wzniosłością uczuć i głębokością pomy­ słów” (MM, s . 76)1, a więc tego, co stanowi istotę poezji . 1 Skróty użyte w artykule: AM – A . Mickiewicz, Dzieła, Wydanie Narodowe, t . 5, Warszawa 1952; JK – J .I . Kraszewski, Wybór pism. Oddział X. Studia i szkice 8 LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . Opinie wyrażone w dalszych artykułach (Niektóre uwagi nad poezją romantyczną. Z powodu rozprawy Jana Śniadeckiego o pismach klasycznych i romantycznych, „Dziennik Warszawski” 1825, t . 2, nr 5; Myśli o literaturze polskiej, „Gazeta Polska” 1828, nr 89–94; Woronicz, „Kurier Polski” 1830, nr 42), a potem w książce O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym (1830), do której fragmenty tych artykułów zostały włączone – były bardziej wyważone . Użył tu Mochnacki nawet określenia „złoty wiek literatury polskiej” (Myśli..., MM, s . 134) i zganił „nieżyczliwe usposobienie ku tym prawdziwym założycielom i rozmnożycielom oświecenia w Polsce” (O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym, opr . H . Życzyński, Kraków 1923, s . 86) . Zasługę pomyślnego zwrotu w literaturze przypisał Sta­ nisławowi Konarskiemu (co wszyscy za nim potem powtarzali), a po nim Franciszkowi Bohomolcowi, Józefowi Epifaniemu Minasowiczowi, a nawet Józefowi Bielawskiemu, ale utwory ich nazwał tylko „ramotami” . Jako wybitnych twórców wy­ mienił Ignacego Krasickiego, Tomasza Kajetana Węgierskiego, Adama Naruszewicza, Stanisława Trembeckiego, a także Józefa Szymanowskiego (Myśli . . ., MM, s . 134) . „Są to wielcy refor­ matorowie, wielcy nauczyciele, zaszczepcy nieznanych pojęć, dobrzy Polacy, gorliwi ludzie” (O literaturze..., s . 83) . Twórczość ich cechuje „niepospolita wyrażeń i myśli trafność, ukształcony dowcip i smak, staranna a czasem wytworna dykcja” (Niektóre uwagi..., MM, s . 93), „udoskonalenie mechanizmu wiersza i przyczynienie świetności zewnętrznemu kolorytowi” (Myśli . . ., MM, s . 135) . Co więcej – „spośród ojczystych pisarzów nieje­ den błyszczał natchniony myślą, rozrzewniał głębszym czuciem i w locie swobodnej, nieujarzmionej imaginacji zakrawał na wieszcza” (Niektóre uwagi..., MM, s . 18) . literackie, opr . P . Chmielowski, Warszawa 1894; MM – M . Mochnacki, Pisma krytyczne i polityczne, t . I, opr . J . Kubiak, E . Nowicka, Z . Przychodniak, Kraków 1996; TP – „Tygodnik Petersburski” . LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . 9 Ale z tymi wysokimi pochwałami splecione były – nie zawsze konsekwentnie – ciężkie zarzuty . Mochnacki uważał, że poezja stanisławowska traktowana jako całość ma „znamie­ nitą wartość”, natomiast poszczególne utwory „same przez się mniej są wydatne” (Myśli..., MM, s . 134) . Poezja ta skażona jest naśladownictwem obcych wzorów – „cudzy dar z trzeciej ręki przejęliśmy . Literatura polska w drugiej połowie zeszłe­ go wieku była kopią kopii, przeobrażeniem przeobrażenia” (O literaturze . . ., s . 84–85) . W konsekwencji oderwała się od tradycji narodowej i zatraciła narodowy charakter . Przy tym „z grubych materiałów empiryzmu i sceptycyzmu ani podobna było wykroić szaty potrzebnej do robót sztukmistrza i poety” (jw ., s . 122) . Kwitnąć mogła tylko poezja opisowa i satyryczna, bądź panegiryczna, twórczość traktowana jako „rozrywka i swo­ bodne po trudach wytchnienie” (jw ., s . 89), zredukowana do „wierszopisarstwa” (Niektóre uwagi..., MM, s . 97) . Toteż nawet najwybitniejsi autorzy w oczach romantyków nie są poetami w tym samym znaczeniu, w jakim są nimi Byron czy Goethe (Myśli..., MM, s . 134) . O Krasickim powtórzył Mochnacki uwagę Alojzego Feliń­ skiego, że „zawsze się podoba, a nigdy nie zachwyca”; mocną stroną Trembeckiego nie są zawarte w jego poezji myśli i uczu­ cia, lecz tylko oryginalny i ozdobny styl, piękne obrazy; w tak chwalonym przekładzie poematu Świątynia Wenery w Knidos dokonanym przez Szymanowskiego znaleźć można tylko „mięk­ kie, wypieszczone, wymuskane, jak Lelewel się wyraża, rozlazłe piękności” (Myśli..., MM, s . 135) . Wymienia jednak Mochnacki w literaturze tego czasu twórców obdarzonych autentycznym talentem poetyckim . Są to Adam Naruszewicz, który wprawdzie często grzeszył złym smakiem, przesadą i rubasznością, ale umiał zdobyć się na „rączą myśl” i „wzniosłe uczucia”, dalej – Franciszek Karpiński i Julian Ursyn Niemcewicz jako autor dum i Śpiewów historycznych, 10 LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . a przede wszystkim Jan Paweł Woronicz . Mochnacki (Woronicz, MM, s . 197–202) nie szczędzi mu wyrazów admiracji: „on sam jeden prawie w tamtym wieku omylnych wyobrażeń we wzglę­ dzie estetycznym [ . . .] pojmował godność i wysokie przeznacze­ nie ojczystej, oryginalnej literatury i we własnym sercu wynalazł istotę prawdziwej poezji”, był „wieszczem z natchnienia”, miał „śmiały polot myśli i bujność wyrażenia”, wskrzeszał w swych utworach wielką przeszłość narodową, a przede wszystkim głosił mesjanistyczną ideę Boskiego przymierza z Polakami jako na­ rodem wybranym . O Hymnie do Boga wyraził się Mochnacki, że nie ma on „nic równego w całej literaturze polskiej”2 . O „mniemanych klasykach” – współczesnych następcach poetów stanisławowskich3 – pisał Mochnacki niewiele, ale ze skrajnym lekceważeniem: „tej samej szkoły uczniowie, chwalcy tych samych przykładów, coraz dalej doskonaląc [ . . .] wierszopiski mechanizm, ulepszając naśladowstwo, coraz więk­ szego nieurodzaju, coraz biedniejszego zbioru czynili nadzieję” (O literaturze..., s . 89) . Dramaty klasyczne pozbawione są „życia i nauki”, ich postaciom brak rysów indywidualnych, liryka „jest napuszona”, w poezji opisowej rozpowszechniło się „nieudolne malownictwo” i niepotrzebna sentencjonalność (Niektóre uwa- gi..., MM, s . 102) . Wielokrotnie atakował też ówczesną krytykę za to, że feruje opinie oparte na wątpliwych i anachronicznych 2 Pominięto tu i w dalszym ciągu Kazimierza Brodzińskiego, bo traktowany był na ogół jako inicjator czy nawet jeden z założycieli poezji romantycznej; tak charak­ teryzowali jego miejsce w historii literatury Mochnacki, Mickiewicz, Kraszewski . 3 „Klasycy – wyjaśniał K .W . Wójcicki (recenzja Obozu klasyków L . Siemieńskie­ go, „Biblioteka Warszawska” 1867, t . 1, s . 459) – pojawiają się z upadkiem Księstwa Warszawskiego, a pierwszymi latami Królestwa . Nazwę tę stosowano głównie do wierszopisarzy, jakkolwiek wyrażenie »to pisarz klasyczny« zwracano i do prozaików” . Sporadycznie Grabowski i Mochnacki używają przymiotnika „pseudoklasyczny” . Określenie „poezja pseudoklasyczna”, obejmując nim również czasy stanisławowskie, rozpowszechnił Seweryn Goszczyński (zob . dalej) . LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . 11 autorytetach albo na własnym widzimisię, że poprzestaje na roz­ trząsaniu poprawności stylistycznej i wersyfikacyjnej omawia­ nych utworów, że stosuje metodę szczegółowej analizy, zawsze szkodliwej dla „natchnionej poezji” . Najgruntowniej rozprawiał się z klasycystycznym doktrynerstwem Jana śniadeckiego . W takich ocenach – dodajmy – sekundowali wówczas Mochnackiemu Michał Grabowski (Myśli o literaturze polskiej, „Dziennik Warszawski” 1828, nr 36) i Adam Mickiewicz w pamflecie O krytykach i recenzentach warszawskich (1829), wytykając wierszom klasyków niewolnicze naśladownictwo obcych wzorów, a ich opiniom – zacofanie, ciasny dogmatyzm i koteryjny charakter . Do dziedzictwa Oświecenia powrócił Mochnacki już na emigracji w niedokończonej rozprawie Rzut oka na ogół polskiego piśmiennictwa z roku 1832, pisanej na potrzeby efemerycznego Towarzystwa Naukowego Tułaczów Polskich, które zamierzało popularyzować historię i literaturę polską wśród cudzoziemców . rozróżnił tu trzy systemy nowszej literatury polskiej: poezji klasycznej, poezji romantycznej oraz „mierności i naśladostwa” . O pierwszym powtórzył dawne pochwały („polor języka, wytworność dykcji i wysokie ukształcenie”), oględnie i ogól­ nikowo formułując zarzuty („uprzedzenia estetyczne właściwe całej tej epoce”) . Szerzej scharakteryzował znakomitych jego przedstawicieli, dodając tu Franciszka Dionizego Kniaźnina . Z najwyższym uznaniem pisał o Krasickim, zwłaszcza o jego Satyrach, których „zalety pod względem stylu, trafności, de­ likatności i dowcipu są niezrównane i nieocenione”, a także o „cudotwornej i brylantowej dykcji” Trembeckiego . Mimo wad artystycznych – czasem nadmiernie patetycznego, kiedy indziej gminnego stylu – życzliwie potraktował całą twórczość Naru­ szewicza, zaznaczając jednak, że „najwięcej może poetyckiego okazał dowcipu w tych utworach, które skromność i wzgląd na 12 LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . obyczaje w poczet innych jego dzieł umieścić nie pozwalają . . .” . Woronicza i Niemcewicza, powtarzając wcześniejsze dla nich pochwały, zaliczył Mochnacki już do systemu romantycznego . O systemie „mierności i naśladostwa”, wymieniając jako jego przedstawicieli Kajetana Koźmiana, Ludwika Osińskiego, obu Dmochowskich i Dominika Lisieckiego, orzekł krótko, że jego reputacja i wziętość w narodzie były „niesprawiedliwie i sztucznymi nabyte środkami” . Do swej rozprawy dodał Mochnacki spis utworów zasłu­ gujących na tłumaczenie . W ich doborze okazał się zarówno roztargnionym, jak i liberalnym – zapomniał o tak chwalonych przez siebie utworach Naruszewicza i Satyrach Krasickiego, umieścił natomiast w tym spisie m .in . jego Wojnę chocimską (choć uprzednio twierdził, że nie stanął w niej autor „na wyso­ kości prawdziwie polskiej epopei”), poematy komiczne Węgier­ skiego i Juszyńskiego, powieści Michała Dymitra Krajewskiego, Ludgardę Ludwika Kropińskiego, Okolice Krakowa Franciszka Wężyka . Warto zaznaczyć, że na liście tej pod tytułem Alfons von Worden znalazł się także fragment Rękopisu znalezionego w Saragossie Jana Potockiego, z zapowiedzią starań o kompletne wydanie tej powieści4 . 4 Z myślą o cudzoziemcach pisany był także wcześniejszy Lettre sur l’état actuel de la littérature polonaise, adressée à M. de Bonstetten („Bibliothèque Universelle, Ge­ newa 1830; przekład polski w „Gazecie Krakowskiej” i lwowskich „rozmaitościach” z r . 1831) Zygmunta Krasińskiego . Młodociany autor obdarzył tu najwyższymi pochwałami Krasickiego, Trembeckiego, Naruszewisza jako historyka, z pewnymi zastrzeżeniami – także Karpińskiego i Kniaźnina . LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . 13 2 Omawiany tu szkic pozostał w rękopisie, nie mógł więc oddziałać na współczesnych . Jest on jednak znamienny jako przejaw ewolucji poglądów Mochnackiego, znacznie teraz wobec dziedzictwa przychylniejszych niż dawniejsze jego wypo­ wiedzi . rozmijał się tu krytyk z innymi generalnymi ocenami Oświecenia, które pojawiły się w okresie popowstaniowym . świecący pozór, wymuskana powierzchowność, łatwa, pochlebiająca zmysłom filozofia, ozdobna gadatliwość, udane uczucie, a wszystko do pewnego stopnia podług przyjętych prawideł, a wszystko pomieszane z nałogiem szkolnej pedanterii – tak charakteryzował Seweryn Goszczyński w rozprawie Nowa epoka poezji polskiej („Powszechny Pamiętnik Nauk i Umiejęt­ ności” 1835, t . 1; cyt . wg: Dzieła zbiorowe, wyd . Z . Wasilewski, Lwów 1911, s . 306) poezję tego czasu, „od samych jej twórców rymotwórstwem zwaną”; w całości określił ją mianem „pseu­ doklasyczna” . Stefan Witwicki w pracy Co się działo w literaturze, a mia- nowicie w poezji przez ciąg ostatnich lat kilkudziesięciu (Wieczory pielgrzyma [1837], Lwów 1885, t . 1, s . 81) pisał o „poniżeniu ducha narodu” i oczywiście o „niewolniczym naśladowaniu cudzoziemców” . „Szczerze też mówiąc – dodawał – prócz może Trembeckiego żaden ze stanisławowskich języka nie wzbogacił” (jw ., t . 1, s . 71) . Brak oryginalności, a w związku z tym i narodowego cha­ rakteru, rozrywkowe tylko lub satyryczne cele – te zarzuty sfor­ mułowane przez Mochnackiego powracają w różnych wersjach stylistycznych w całej międzypowstaniowej historii literatury, od Michała Wiszniewskiego do Juliana Bartoszewicza . Ten ostatni (Historia literatury polskiej, Warszawa 1861, s . 502), choć uważał 14 LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . ówczesne talenty za znakomitsze od zygmuntowskich, ubole­ wał nad „uwikłaniem” ich we wzory francuskie i w konkluzji powtarzał za Goszczyńskim: „Był to w istocie przerażający stan literatury” . Adam Mickiewicz w rozprawie O krytykach i recenzentach warszawskich z r . 1829 określił poezję stanisławowską słowami „oryginalna i silna” (AM, t . 5, s . 255), teraz jednak, w paryskich wykładach literatury słowiańskiej z góry zaznaczył, że epoką stanisławowską w niewielkim tylko stopniu będzie się zajmował, bo jest ona „mało słowiańska, a nawet mało narodowa”, mało ważna dla Słowian, mało pouczająca dla obcych; górują w niej rodzaje literackie, takie jak satyra, w których przeważa pierwias­ tek intelektualny, są więc one obce polskiemu i słowiańskiemu charakterowi narodowemu (AM, t . 10, s . 193) . Najbardziej gwałtowny atak na całą literaturę Oświecenia przypuścił Edward Dembowski (Piśmiennictwo polskie w zarysie [1845]; cyt . wg: Pisma, Warszawa 1955, t . 4, s . 288): Znamię ogólne tego podokresu stanowi naśladownictwo . Od strojów do poezji, od jadła aż do religii i filozofii wszystko i we wszystkim naśladowanym, a raczej małpowanym było z dworactwa francuskiego . Stąd też wszystko w rozważanym podokresie przybiera nieznośną ckliwość w ogładzie, wymuszoność i nienaturalność [ . . .] . Ani jednego poety nie wydała Polska w tym czasie letargu ducha narodu [ . . .] . Wymuskaniem i stłumieniem wszelkiego zapału i mocy język bardziej znikczemniał niż w czasach łacińskiego makaronizmu i jezuickich gadań . W oczach Dembowskiego nawet Krasicki „jako poeta nie ma najmniejszej oryginalności”, jego dowcip i lekkość „rażą w pisarzu żyjącym w smutnej i poważnej życia narodowego dobie”, jako prozaik „nie mając gruntownego wykształcenia, nie mógł nic dobrego napisać” (jw ., s . 290) . Karpiński jest „bez żadnej zgoła wyobraźni, bez natchnienia i talentu” . Kniaźnin to także „ze wszech względów mierny talent” (jw ., s . 293) . W rodzaju opisowym poeci głównie „czczością się i ogładą LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . 15 wyrażeń odznaczają” . Komedie Zabłockiego, choć zalecają się dowcipem, „w ogóle są bardzo mierne” (jw ., s . 294), dość mierne są także wszystkie pisma Niemcewicza . Na pochwały Dembowskiego (zresztą w tej epoce powszechne) zasłużyli sobie tylko, ze względu na swą postępowość, Stanisław Staszic i Hugo Kołłątaj . W okresie międzypowstaniowym pojawiły się także nowe zarzuty wobec literatury oświeceniowej . Oskarżano ją o wolnomyślicielstwo i niemoralność . Witwicki (jw ., t . 1, s . 83) ubolewał, że „pisano bez należytej bogobojności, a więc z prawdziwym gorszeniem obyczajów i poniżeniem ducha narodowego” . Konstanty Podwysocki (O Franciszku Karpiń- skim, „rusałka”, cz . 1, Wilno 1838) potępiał „zgubne nasiona filozofizmu, morowej zarazy, która się czepiała większej części zdolniejszych umysłów ówczesnych” . Michał Grabowski uwa­ żał, że choć „wszystko się u nas działo półcieniami” (Jeszcze kilka słów o Karpińskim, TP 1838, nr 44) i polskie Oświecenie „nie było całkiem niereligijne”, to jednak powstała wówczas „literatura i ogólne oświecenie płytkie, co najgorsza od Boga nie pobłogosławione” (Korespondencja literacka, Wilno 1840, t . 1, s . 210) . Kazimierz Władysław Wójcicki (Historia litera- tury polskiej, Warszawa 1845, t . 3, s . 203) żachnął się: „A cóż to była za epoka złota, w której najpierwsi pisarze dla uciechy dworu niechlujne śpiewali pieśni” . Lucjan Siemieński (Portrety literackie, t . 3, Poznań 1868, s . 14–15) potępiał „filozoficzne pyszalstwo” i „paroksyzm libertyński” panujący w tym okresie . W zestawieniu z takimi uogólnieniami zrozumieć można, dla­ czego Józef Ignacy Kraszewski w r . 1843 pisał: Zapomnieliśmy jej [epoki Stanisława Augusta] największych pisarzy, zaparliśmy się wszelkiego z nią związku, wzgardziliśmy prawie wszystkim co wydała . Prace historyczne tylko tego czasu cenę dziś jeszcze mają i wiążą się z naszymi; właściwa literatura, prócz nielicznych wyjątków, dla nas dziś wcale umarła (Naruszewicz jako pisarz, w: Nowe studia literackie, JK, s . 428) . 16 LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . W dwadzieścia lat później Siemieński (jw ., t . 3, s . 44) kon­ statował: „romantyzm przemógł i klątwa rzucona na pisarzy stanisławowskich trwa dotąd w pewnych uprzedzeniach” . Niemniej jednak podejmowano wówczas próby częściowej przynajmniej obrony tej literatury . Niekiedy cechy jej uspra­ wiedliwiano nieprzezwyciężalnym oddziaływaniem ducha czasu, a oskarżycielom jej zarzucano brak perspektywy histo­ rycznej . Prepozytywista Dominik Szulc (Rozwój zasad umysłu polskiego w piśmiennictwie, „Przegląd Naukowy” 1845, nr 25) perswadował: Możnaż twierdzić, że poetom tej epoki braknie na naturalności, dowcipie prawdziwym i myślach wznioślejszych? Tak mówiący nie znają posłannictwa czasu, wszystko do chwili obecnej naciągając . Do „ducha czasu” odwoływał się też Jan Majorkiewicz (O literaturze polskiej od czasów saskich do najnowszych czasów, „Przegląd Naukowy” 1846, t . 2, nr 10), tłumacząc zarówno „nienaturalność uczuć” Karpińskiego i Kniaźnina, jak i „zbytek naturalności” u Naruszewicza, Trembeckiego i Węgierskiego: „wina pisarzy w połowie przynajmniej spada na wiek, który tak ich wychował” . Zarzut nieoryginalności odpierano argumentując, że „nie było innego sposobu nagrodzić straconego czasu jak pochwycić szczudła nieswojskich wyobrażeń i doganiać drugich” – jak pisał Michał Grabowski (Jeszcze kilka słów..., TP 1838, nr 54; podobnie Wacław Aleksander Maciejowski, Piśmiennictwo polskie, Warszawa 1852, t . 2, s . 952) . Kraszewski (Pierwiastek narodowy w literaturze dawnej, w: Studia literackie [1842], JK, s . 190) bronił literatury Oświe­ cenia, twierdząc, że pierwiastek narodowy jest w niej obecny; stosunkowo najsilniej występuje w satyrach i komediach, bo „taka była natura ówczesnego ducha, że cała jego siła była LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . 17 w szyderstwie i przeczeniu” . Przypominano osiągnięcia pisarzy Oświecenia w doskonaleniu środków artystycznych, w walce z zacofaniem i wadami społeczno­obyczajowymi, udział w walce o reformy polityczne . Gdybyśmy nie przyznali innych zalet naszym 18­wiekowym nad czysto językowe, stylowe, już to samo nadałoby im wielkie znaczenie . Nie można jednak sumiennie powiedzieć, aby byli oni niczym pod względem samej treści – pisał Majorkiewicz (jw ., s . 296) . Być może już z atmosfery pozytywistycznej wywodzi się sąd Aleksandra Zdanowicza (zmarł w r . 1868) lub Leonarda So­ wińskiego, wydawcy jego Rysu dziejów literatury polskiej (Wilno 1877, t . 2, s . 5), że rozpowszechniona przez „oschłą i zimną” literaturę stanisławowską filozofia popularna francuskich encyklopedystów, walcząca orężem zdrowego roz­ sądku w imię praw nieodzownych człowieka, przypadła w sam czas społeczeństwu polskiemu XVIII wieku i dopomogła spojrzeć na byt swój okiem krytyki, rozjaśnić i oznaczyć niejasne popędy swoje do lepszego porządku rzeczy . Witwicki (jw ., t . 1, s . 143) sądził nawet, że szkoła roman­ tyczna „mniej bez porównania wydała do dziś rzeczy popraw­ nych i dojrzałych niż szkoła pisarzy stanisławowskich” . A pisał to w roku 1837 . 3 Występowała też często znaczna rozbieżność między nega­ tywną oceną ogólną literatury Oświecenia a wielkimi pochwa­ łami dla wybitnych pisarzy tej epoki . Spośród autorów nurtu klasycystycznego eksponowano przede wszystkim Krasickiego, 18 LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . Naruszewicza, Trembeckiego i Węgierskiego . Pierwszy z nich był wysoko ceniony niemal przez wszystkich . Do wyjątków, poza wspomnianym już Dembowskim, należeli Michał Wisz­ niewski i Henryk rzewuski . Wiszniewski w Charakterach rozumów ludzkich (1837; cyt . wg: Bacona metoda tłumaczenia natury i inne pisma filozoficzne, Warszawa 1976, s . 462) pisał, że autora tego „można lubić, ale niepodobna go kochać”, bo w pismach jego przejawia się „dusza obojętna na wszystko, co dla nas najdroższego, jakieś stronienie od uczuć wrodzonych serca, jakieś przykre zimno wiejące z jego dowcipu” . rzewuski (Teofrast polski, Petersburg 1851, t . 1, s . 90) twierdził, że Krasicki „zupełnie przejął się duchem francuskim i tylko w sfrancuziałym dworze Stanisława mógł być równie popularny” . Ale to opinie odosobnione . Mickiewicz w wykładach pa­ ryskich (AM, t . 10, s . 195) odmówił mu wprawdzie bogatej inwencji, a porównanie jego stylu do „szczebiotu czy świegotu” było pochwałą dwuznaczną, to przecież podziwiał jego dowcip, wdzięk, „tok lekki”, „precyzję formy francuskiej”, stwierdzał, że ten „książę poetów” „zajmuje wysokie miejsce w literaturze sło­ wiańskiej” . Podobne określenia znajdujemy u innych autorów; bodaj tylko Karol Mecherzyński (O poetach czasów Stanisława Augusta, Kraków 1865, odbitka z „rocznika Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, t . 32 [1834], s . 35) modyfikował je zarzutami „wielomówności i płonnej świegotliwości” oraz ułomnej budowy wiersza, ale i on zaznaczał, że są to „plamy niknące wobec zalet” . Wójcicki (jw ., t . 3, s . 207) wbrew opinii Mochnackiego zapewniał, że „jenialny Krasicki” był w całym tego słowa znaczeniu poetą i to poetą takim, „jakim to dziś pojmujemy”; porównywał go nawet z Mickiewiczem co do roli, jaką w swej epoce odgrywał . Walerian Wróblewski odpierając zarzuty Wiszniewskiego przekonywał, że dowcip Krasickiego, pokrewny Cervantesowi, jest „bez żółci”, potrafi „i budować LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . 19 i goić” (O Krasickim i oryginalności w literaturze, „Athenaeum” 1841, t . 5, s . 89) . Nie będąc w pełni oryginalną, twórczość Krasickiego jest jednak na wskroś narodową, bo przedmiotem jej „luboć w kształtach nie nowych jest nasz charakter narodo­ wy” . Co więcej, „rzadko komu nie tylko u nas, ale i u obcych w tym sposobie i stopniu narodowym być się udało” (s . 94) . Majorkiewicz (Słówko o Krasickim i duchu pism jego, „Przegląd Naukowy” 1846, nr 8/9, s . 278) oświadczał, że Krasicki „po­ kazuje się pisarzem zupełnie narodowym co do zasady filozofii praktycznej” . Ostrożniejszą formułą posłużył się Maciejowski (jw ., t . 2, s . 953): jest to „pisarz przejścia”, który poezję kla­ syczną zaczął ku „rodzimo­polskiej nachylać” . Dość dziwacznie badacz nazwał go „odrodzonym Mikołajem rejem” (s . 954) . W opinii Wincentego Pola (Pamiętnik [...] do literatury polskiej XIX wieku, Lwów 1866, s . 323) był „może najznakomitszym poetą europejskim XVIII wieku” i „duchowym rodzicem ery dzisiejszej” . Pochwałę Krasickiego przedtem już wplótł Pol do swej gawędy Senatorska zgoda (1854): W każdym domu i w mieście i w każdym klasztorze, I w najmniejszym zaścianku, i w największym dworze Znalazłeś jego książkę i każdy ją chwytał, Gniewał się lub podziwiał, ale każdy czytał . Ten przytaczał satyry, a ów bajki gadał, I nie było człowieka, co by nie przepadał „Za nowalią Warmieńską”, bo tak wówczas zwano Owe rytmy co w kolej sobie podawano Od Warmii w całej Litwie i w całej Koronie, Aż doszły w końcu nawet szlachty na zagonie . W poetyckiej twórczości Krasickiego najwyżej cenione były Satyry i Bajki; za główną ich zaletę, obok humoru i ironii, uważał Mecherzyński (jw ., s . 21) dramatyczną formę: „prawda na celu będąca, nagana i nauka, nie z ust poety wychodziły, ale 20 LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . z stawionego trafnie przed oczy czytelnika obrazu” . Wójcicki (jw ., t . 3, s . 217) zauważył jednak, że odbiór Bajek utrudnia niezrozumiałość aktualnych aluzji w nich zawartych . Niejas­ ność idei oraz satyryczne zobrazowanie przeszłości narodowej w Myszeidzie raziły Mecherzyńskiego, a niekonsekwentne przeprowadzenie alegorycznej koncepcji – Stanisława Grusz­ czyńskiego (O znaczeniu Myszeidy Ignacego Krasickiego, Poznań 1863, s . 28) . Głównie spierano się jednak o Monachomachię . Witwicki (jw ., t . 1, s . 75) oburzał się, że Krasicki „tych, którym winien był obronę, krzywdził i poniżał, tych, którym winien był na­ ukę, gorszył i ku złemu ośmielił” . Zarzut ten powtórzył za nim Mickiewicz w wykładach paryskich . Kraszewski (Naruszewicz jako poeta, JK, s . 141) wręcz oburzał się, że „biskup pisze prze­ ciw mnichom dowcipne, ale najniedorzeczniejsze poemaciki, w których zupełny brak nawet konwencjonalnej prawdy, brak znaczenia, zastępuje jeden tylko i jeden zawsze dowcip” . rze­ wuski (jw ., t . 2, s . 14) twierdził, że gdyby we Francji „biskup pozwolił sobie podobne pismo ogłosić, pewnie byłby zgubiony w opinii publicznej” . Miała jednak Monachomachia swoich obrońców, i to tak­ że wśród krytyków o umiarkowanych poglądach . Zdaniem Majorkiewicza (Historia literatury i krytyka . Literatura polska w rozwinięciu historycznym [1847], wyd . 2, Warszawa 1850, s . 322) właśnie Monachomachia i Antymonachomachia pokazują „dążenia wyższe” autora: staje się on tu „wyrazem wieku i od­ działywania zdrowego rozsądku tak długo tłumionego różnymi wpływami” . Bartoszewicz (Znakomici mężowie polscy w XVIII wieku, Petersburg 1852, t . 3, s . 50) zapewniał, że poemat ten ostanie się na zawsze w literaturze, bo był nie tylko „dosko­ nałym obrazem chwili”, ale stał się „niezawodnym i silnym LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . 21 środkiem do reformy w zakonach”5 . Mecherzyński (jw ., s . 25) tłumaczył, że Krasicki nie atakował zakonów jako instytucji, lecz tylko „zadawnione narowy i przesądy”, idea poematu była więc „wyższa i postępowa” . Niemal jednomyślne i szczególnie gorące pochwały odda­ wano powieściom Krasickiego . Cenił je nawet Goszczyński; „pozostaną na zawsze przedmiotem naszego uwielbienia – pisał Podwysocki (Ignacy Krasicki, „rusałka” 1839, cz . 2) . Odmawia­ jąc im miana romansów (m .in . ze względu na ich dydaktyczny charakter), Michał Grabowski (Literatura romansów w Polsce, w: Literatura i krytyka, Wilno 1840, t . 1, s . 45) wychwalał w nich jednak „niewyczerpany dowcip”, wesołość, humory­ stykę, a szczególniej wielką znajomość ludzi, świata i swego narodu” . Właśnie w powieściach Krasicki „stąpał już właściwie polską drogą” – sądził Maciejowski (jw ., t . 2, s . 953) . Gdy chodzi o Naruszewicza, niemal wszyscy autorzy stwier­ dzają, podobnie jak Kraszewski (Naruszewicz jako poeta, JK, s . 432), że w wierszach okolicznościowych i panegirycznych jest „wymuszony, nadęty, niesmaczny i zimny”, w innych – „niewiele szczęśliwszy”; niektóre tylko ody odznaczają się „jeśli nie prawdziwym uczuciem, to patetycznością, zręcznymi zwroty, niekiedy powagą, niekiedy dowcipem” . Od tych opinii odbiegają tylko pochwały Bartoszewicza i Pola . Pierwszy z nich (Znakomici mężowie..., t . 1, s . 143) pisał: Sądzić go w ramach swojego czasu – był olbrzymem, a i dzisiaj, i po nas w odległym pokoleniu wartości swojej on nie utracił . Zresztą jako „człowiek uczucia” Naruszewicz może nawet nie miał sobie równego w całej epoce stanisławowskiej . 5 Inna rzecz, że w nieco późniejszej Historii literatury polskiej (s . 419) Bartosze­ wicz uznał, iż „nieprzyzwoita to rzecz była biskupowi drwić sobie z ludzi staropolskiej szczerej wiary” . 22 LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . Pol (jw ., s . 30) nazwał go „środkowym punktem c a ł e g o naukowego, literackiego artystycznego życia za czasów Stani­ sława Augusta” . Za najlepszy (a niekiedy za jedyny) poetycki utwór Naru­ szewicza zgodnie uważano Satyry, zarówno ze względu na celną krytykę wad obyczajowych, jak i na wartości artystyczne; „pol­ szczyzna jego czysta i poprawna, siłą, czerstwością i poetycką barwą przechodzi język Krasickiego” – uważał Mecherzyński (jw ., s . 18) . Ceniono również styl prozy historycznej Narusze­ wicza . Pisał o nim Joachim Lelewel (Rozbiór prac historycznych Naruszewicza i Czackiego, „rocznik Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyjaciół Nauk” 1827, t . 19): Nieco nabity i więcej zwięzły, choć dostatecznie i dobitnie rozwinięty: przez co jędrny, przy tym pełen tęgości i żywości [ . . .] . Wzór, w który chcącym kształcić nasz styl historyczny wczytywać się należy . Wiszniewski, który nie szczędził przygan Naruszewiczowi jako „potulnemu dworakowi i podchlebcy” (O historii wieków Piastowych i kronikarstwie polskim, w: Pomniki historii i literatury polskiej, Kraków 1835, t . 1, s . XXIX), przyznał jednak później, że w swej Historii połączył on „rozum i powagę Tucydydesa, strojną obfitość Ksenofonta z przyjemnością Herodota” (Myśli o ukształceniu samego siebie, Warszawa 1873, s . 81) . Oryginalność, różnorodność i energię stylu uznawano za niezaprzeczalny, szczególnie wysoki, ale i jedyny walor poezji Trembeckiego . Mickiewicz w Objaśnieniach do poematu opiso- wego „Sofijówka” (1822, AM, t . 1, s . 198) pisał, że Trembecki zachował cechy złotego wieku poezji narodowej i ma przymioty, które jemu i jego poezji „dają wyższość” nad poezją współ­ czesną . Hipolit Klimaszewski w Rozbiorze poezyj Stanisława Trembeckiego (Wilno 1830, s . 141) orzekał, że „ustanowił on epokę w poezji polskiej, którą postawił w stopniu doskonałości LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . 23 rzymskiej” . W wykładach paryskich Mickiewicz (AM, t . 10, s . 198–199) nazwał Trembeckiego nie tylko największym poetą okresu Stanisława Augusta, co więcej – „najdoskonal­ szym, najbardziej skończonym pisarzem, jakiego wydała Sło­ wiańszczyzna”, ale „zarazem najmniej narodowym i najmniej słowiańskim” . W różnych wersjach sądy takie powtarzają się w całym piśmiennictwie tej epoki . Siemieński np . (jw ., t . 3, s . 92) wy­ mienia „lapidarność, zwięzłość i heroiczne brzmienie stylu”, „sztukę rymowania przyprawiającą naśladowników o rozpacz”, „szczęśliwy dar spoetyzowania niepoetycznego przedmiotu”6 . Pol (jw ., s . 320) powiada, że „późniejsi poeci poczytują sobie za obowiązek odpowiedzieć tym warunkom, jakie do poezji naszej wprowadził Trembecki” . Bodaj tylko Tyszyński (jw ., t . 2, s . 101) zastrzegał się, iż Trembecki jest „bardziej wielkim sztukmistrzem aniżeli wielkim poetą” . Pochwałom wartości artystycznej utworów Trembeckiego towarzyszą surowe potępienia jego postawy politycznej i mo­ ralnej . Witwicki (jw ., t . 1, s . 85) pisał, że swoimi wierszami na cześć Katarzyny II i dostojników rosyjskich „wznieca do siebie nieznośną odrazę” i bierze na siebie „barwę narodowego poety moskiewskiego”; Mickiewicz (AM, t . 10, s . 199) przy­ toczył tę opinię bez zastrzeżeń . W kraju wypominano Trem­ beckiemu ogólnikowo „czcze i nikczemne pochlebstwa” oraz obsceniczny charakter niektórych utworów, pobudzających do „wyuzdanej rozpusty” (Wójcicki, t . 3, s . 270), uleganie „zarazie wolnomyślności”, cyniczne wysługiwanie się piórem różnym stronnictwom, choć w niektórych jego wierszach znajdowano 6 Siemieński nie podzielał jednak zachwytów innych krytyków dla Sofijówki; zarzucał Trembeckiemu, że powtarza tu swe dawniejsze sformułowania poetyckie . Miano arcydzieła nadawane temu poematowi odrzucał Bartoszewicz (Historia literatury polskiej, s . 423) . 24 LITErATUrA POLSKIEGO OśWIECENIA . . . także „ducha obywatelskiego i czyste do kraju przywiązanie” (Mecherzyński, jw ., s . 47) . Sporo uwagi poświęcono Węgierskiemu, sądy o nim były jednak rozbieżne . Na ogół nie odmawiano mu dużego talentu literackiego . „Żywość i komiczność” jego obrazów podobała się Tyszyńskiemu; uważał on nawet, że Węgierski „więcej miał może żywej komiczności niż Krasicki” (jw ., t . 2, s . 198) . „Jako satyryk stoi obok Krasickiego i Trembeckiego, jako talent poetyczny wyżej nad Naruszewicza” – pisał Wójcicki (jw ., t . 3, s . 265) . Ma­ jorkiewicz (Literatura polska..., s . 327) aprobował Węgierskiego bez zastrzeżeń: „wszędzie w nim widać nowy pierwiastek życia, zdrowy rozsądek, a żart i dowcip nieraz głęboki, przenikliwy” . Zdaniem Bartoszewicza (Historia literatury..., s . 427) „miał on coś z najznakomitszych stanisławowskich pisarzy, Krasickiego i Trembeckiego” . Siemieński (jw ., t . 1, Poznań 1865, s . 152) był bardziej powściągliwy: uważał, że Węgierskiemu daleko było do Krasickiego czy Trembeckiego i że nie zajmował on wcale tak wysokiego stanowiska wśród stanisławowskich poetów . Przede wszystkim jednak krytykował go za paszkwile i obscena, a także szerzenie „zwierzęcego materializmu” (jw ., t . 1, s . 150) . „Nie osłania [on] bynajmniej swego zepsucia, ale świeci nagością cynizmu” – gorszył się też Mecherzyński (jw ., s . 55) . Znacznie mniej, lecz z reguły pochlebnie pisano o Zabłoc­ kim . Zalety jego stylu i wiersza podnosili Tyszyński („niepo­ równana lekkość, płynność i poprawność wiersza” – jw ., t . 2, s . 203), Majorkiewicz („Molier swojego czasu” – O literaturze polskiej..., s . 297), Wójcicki („dialogowanie mistrzowskie”, „język dzielny, pełen życia i siły” – Spojrzenie na literaturę dra- matyczną polską, „Biblioteka Warszawska” 1843, t . 2, s . 301) . Bartoszewicz (Historia literatury..., s . 140) podkreślał realizm obserwacji obyczajowych Zabłockiego – z komedii jego „hi­ storyk kiedyś czerpać będzie wzory do swoich obrazów” . Tylko
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dialogi z tradycją
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: